marzena-dom
15.08.08, 17:27
Może jakis pan obiektywny napisze o co w tym chodzi...
Odstraszam kawalerów i "normalnych" facetów.
Nigdy z nikim nie chodziłam na poważnie, kazdy traktował mnie jako
kumpelę na piwo i do łożka. Czasem takie "związki" trwały 2- 3
lata. Dlaczego faceci boją się wysokiej, samodzielnej i
wyksztalconej kobiety. Moi koledzy są w związkach i żenią sie ze
zwykłymi szarymi myszkami przy ktorych moga zabłysnąć
wykształceniem, dużą wypłatą, zaradnością. Przy mnie czuli sie
głupio bo całą europe juz zwiedziłam i nie mogłam powiedzieć "Och
misiu sam pojechałeś do Francji? Nie bałes się? Opowiedz jak
było" , mam swoje mieszkanie i bardzo dobrą pracę, jestem wysoka i
jak naloże buty na obcasie czesto jestem troche wyższa od pana i
góruje jeszcze nad nim fizycznie co tez jest dla wielu problemem.
Przyciągam za to wszelkiej maści nieudaczników, ktorym imponuje to
co mam i ktorzy szukają bogatej żony, tylko że ja szukam kogos
podobnego do siebie. Mam dosyc "niby rozwiedzionych" i żonatych.
Dosyc tekstów "jesteś super szkoda że nie poznałem cie wczesniej"
albo "jak zostane wdowcem to sie zgłoszę" i niesmiertlene "taka jak
ty to pewnie ma każego". Oddzielną kategorią są panowie którzy mając
40-tkę swoje przeżyli. Mają byłe zony, jakies dzieci a znajomość
zaczynają od "nie chce sie wiązać" - szukają dziewczyny bez
zobowiązań a ja mając po trzydziestce nie ukrywam że chciałabym
załozyc rodzinę. Niby w koło pelno znajomych a na wesele, sylwestra
i inne imprezy nie ma z kim pójść, wekendowe wyjazdy odpadają, kino
i koncerty tylko z kolezankami lub kolegami z ktorymi sie spotykamy
na stopie kolezenskiej...
Kończyłam "męskie" szkoły, pracuje w "męskiej" branzy. Moze przez
ten czas wyrobiłam w sobie jakies męskie cechy, rozumiem panów,
dobrze mi sie z nimi gada, czesto mowia że gada sie ze mną jak z
dobrym kumplem, ze nie trzeba udawać...