ydorius
07.02.02, 15:54
Czyli witamy w krainie literatury amerykańskiej. :-))
Jestem właśnie po lekturze "Gron gniewu". Boże, w życiu nie czytałem tak
smutnej książki! Właściwie od początku widać jak na dłoni, że to nie może się
dobrze skończyć.
Ciekawym zabiegiem było wprowadzenie dwóch sposobów narracji, pozwoliło to
przyspieszać akcję książki.
Jedno co mi nie pasowało, to jakieś "niedorobienie" postaci. Ojciec, a
zwłaszcza stryj John i Casy to ludzie, którzy powtarzają te same kwestie, tak
jakby autor nie bardzo wiedział, co jeszcze oni mogą zrobić w tej książce,
oprócz tego, co już zrobili. Dziwnie wyglądają dialogi z ich udziałem.
Ale smutku bijącego z kart nie przebija chyba nic, nawet "Myszy i ludzie",
choć książka ta też przecież nie jest burleską...
pozdrawiam,
.y.