czeslawskis
13.03.11, 11:21
która jest do zamówienia w poniższym linku:
jetta.softel.elblag.pl/pasaz/towar.php?id_tow=30725&id_skl=50
fragment:
Dotarło zgłoszenie o zaistniałej kradzieży motocykla w odległej o kilka kilometrów miejscowości. Najpierw stary kręcił się po swoich gabinetach powtarzając w kółko - bądź człowieku ...wa mądry, bądź człowieku ...wa mądry... W końcu zamówił telefon i w rozmowie z jakimś mieszkańcem prosił tegoż o to, aby przyjechał swoim prywatnym samochodem, bo jest kradzież motocykla i trzeba się udać w teren, pochodzić po lesie, że podobno skradziony motocykl ma gdzieś być schowany. Jak się później okazało ten mieszkaniec ze swoim własnym samochodem to członek ORMO.
Przyjechał człowiek, znaczy się ormowiec, i bez żadnego zbędnego narzekania, swoim samochodem m – ki Syrena
zawiózł nas na miejsce zdarzenia. Mało tego, sam też brał udział w penetracji przyległych lasów. Łaziłem w swoich cywilnych pantoflach – mokasynach. Przemoczyłem je do cna. Oprócz mokrych, rozkładających się już liści, nic innego w lesie nie było. Motocykla również.
Pod koniec „dniówki” ormowiec przyniósł butelkę czystej. Ja, jako już legalny członek tej załogi, też załapałem się na jednego i byłem z tego wielce rad, że ormowiec /miejscowy szef/ powiedział do mojego starego, że ze mnie będą jeszcze ludzie... Zaczęła mi się podobać taka „rozrywkowa” praca. Ale kiedy w dniu następnym otrzymałem pierwsze bojowe zadanie przyjęcia od poszkodowanego na protokół jego zeznań, znaczy się przesłuchać go /wielkie słowo/, i kiedy stary po zapoznaniu się z tym protokołem powiedział, że słucham tak jakby koza srała na bęben, o tak – tratata... posmutniałem i uświadomiłem sobie, że ten fach naprawdę wymaga wysiłku