Dodaj do ulubionych

Czy czytanie ksiazek ma sens?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.11, 14:31
Kiedy bylam dzieckiem rodzice tlumaczyli mi, ze warto czytac ksiazki bo rozwijaja wyobraznie.
Teraz jestem po 30-tce i zauwazam, ze czytanie ksiazek to tylko rozrywka dla rozrywki i to bardzo osobista, bo bo tylo my w niej uczestniczymy (no chyba, ze czytamy literature branzowa, specjalistyczna bo to sie moze w pracy przydac). Juz od wielu lat nie rozmawialam z nikim na temat przeczytanej ksiazki a obracam sie wokol ludzi wyksztalconych. Juz predzej ostatnio obejrzany film stanie sie przedmiotem dyskusji. I tak spedzilam niedziele czytajac ksiazke, co w poniedzialkowych opowiesciach z cyklu "jak tam weekend" wypada bardzo nieciekawie w porownaniu do wyprawy znajomych do knajpy czy kina....
Czy mole ksiazkowi to nudni ludzie?
Obserwuj wątek
    • marghot Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 11.04.11, 14:35
      może obracasz się wśród ludzi, dla których czytanie nei jest 'tredy'
      na pewno ksiażce trzeb awięcej czasu poświęcić, kilka dni, tygodni - w zalezności od możliwości
      film, to półtora do trzech godzin...

      może ludzi enie umieją mówić o ksiązkach? łatwiej opowiedzieć film?
    • chiara76 Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 11.04.11, 14:36
      mam dokładnie odwrotne wrażenie, to dotyczące znajomych. Zawsze prędzej czy później o książkach się zgada, może nie dzielimy pasji do tych samych gatunków, ale tak jakoś się składa, że wszyscy moi znajomi czytają. Co nie znaczy , że nie mają innych pasji czy hobby, ale na książkę zawsze jest czas.
      • nioma Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 11.04.11, 14:55
        Wśród moich znajomych prawie wszyscy czytają książki i nawet w ostatnią sobotę na małej imprezie przy wódeczce, temat zszedl na książki.
        Ludzie czytają, to po pierwsze. A po drugie: czytamy przecież dla siebie, jeśli nawet nie masz z kim prozmawiać o przeczytanej książce to co z tego?
        I wcale nie jest tak, że Twoje stwierdzenie "weekend spędziłam z książką" brzmi nudno przy "skakałem ze spadochronem". Każdemu według potrzeb i upodobań.
        • pomme Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 11.04.11, 15:55
          Ja takiego pytania sobie nigdy nie postawiłam, nie żeby nie było potrzebne, po prostu nie zastanawiałam sie nad tym. Moi znajomi czytają znacznie mniej ( choć ja tez nie czytam jakoś oszałamiająco dużo) i zazwyczaj inna literaturę ( filmy też jakoś inne wybieram)
          Długo się wzbraniałam ale zaczęłam odwiedzać blogi książkowe. teraz mam z kim pogadać o książkach, co więcej przeraziłam się jak wiele wciąż przede mną do przeczytania:-)
    • eeela Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 11.04.11, 18:22
      co w poniedzi
      > alkowych opowiesciach z cyklu "jak tam weekend" wypada bardzo nieciekawie w por
      > ownaniu do wyprawy znajomych do knajpy czy kina....

      Zawsze można poopowiadać, o czym jest książka i co w niej jest interesującego :-) Tak samo jak o filmie.

      Wśród moich bliższych znajomych bardzo często w dyskusji wypływają książki - jako główny temat albo jako ilustracja dla omawianego tematu. Ale także wśród dalszych znajomych - z pracy, spotkanych na imprezie itp. - da się rozmawiać o książkach, nawet jeśli są nieczytający. Bo w książkach jest mnóstwo informacji relewantnych do rzeczywistości, i jak się o tej rzeczywistości rozmawia, to prędzej czy później jakieś "książkowe" doświadczenie wypłynie, można się nim podzielić i ludzi zainteresować.
    • qw994 Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 11.04.11, 22:46
      Ja czasami rozmawiam o książkach ze znajomymi. No i jest to forum. I Biblionetka. Przy okazji wizyt w bibliotece rozmawiam z panią bibliotekarką. Dlatego nie odczuwam czytania tak, jak ty, czyli że to "osobista" rozrywka, przeznaczona tylko dla jednej osoby, która przeżywa ją w samotności.
      I chyba nie do końca jest to po prostu rozrywka rozwijająca wyobraźnię. Wydaje mi się, że czytanie poszerza słownictwo i zachęca do rozwijania wiedzy poprzez inne źródła.
    • autumna Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 12.04.11, 08:03
      > alkowych opowiesciach z cyklu "jak tam weekend" wypada bardzo nieciekawie w por
      > ownaniu do wyprawy znajomych do knajpy

      Zaiste, niezwykła, fascynująca przygoda: zjedli obiad i napili się piwa, ględząc o tylnych częściach Maryni.
      • wronka32 Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 12.04.11, 11:17
        dla mnie ma ...bo uwielbiam czytac ..tylko czasu na ksiązki ciągle mi brakuje . Na szczescie moj mąż tez czytający - wiec mozemy sobie podyskutowac o ksiazkach, polecic sobie cos ciekawego ..Mam tez 2 kolezanki - mole ksiazkowe :-) Na dniach planuję zapisać moje dzieci 3 i 4,5 letnie - do biblioteki. Filmy oczywiscie tez lubię :-) W pracy - w moim pokoju siedzi 5 osób - z czego tylko dwie czytające (w tym ja)- reszta zero ...hmmm...
    • juko12 Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 12.04.11, 12:43
      W mojej poprzedniej pracy faktycznie temat książek raczej nie wypływał. W obecnej jest już z tym trochę lepiej, ale ja tak na prawdę nie muszę rozmawiać o książkach, bo to, co dla Ciebie jest minusem, dla mnie jest plusem. Czytanie to dla mnie coś intymnego. Wzbogaca wyobraźnię, słownictwo, ogólną wiedzę o świecie, ale przede wszystkim pozwala spędzić trochę czasu samej ze sobą, zastanowić się nad tym czy innym tematem poruszonym w książce, wybrać swoje stanowisko w danej kwestii. Z koleii o filmach bardzo lubię rozmawiać. Ich niewątpliwą zaletą jest to, że nie trzeba im poświęcić, aż tyle czasu. Mamy ochotę coś obejrzeć, to oglądamy. Z książkami jest zupełnie inaczej. Jest tyle pozycji, które chciałabym przeczytać i lista wciąż się wydłuża, głównie za sprawą biblionetki czy innych forów dla moli książkowych ;)
    • kluska0 Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 12.04.11, 19:18
      A ja mam całkowicie odmienne spostrzeżenia, że jednak ludzie mądrzy i wykształceni czytają książki:) Mogę spokojnie porozmawiać o książkach w pracy i nikt na mnie nie patrzy dziwnie, a jeśli tak to jest w mniejszości i raczej wykształciuch niż wykształcony, sama też chętniej słucham tego typu rozmów niż opowieści knajpianych na zasadzie ile wypiłem, gdzie byłem itp.
      A prywatnie mój mąż czyta, moi koledzy czytają i moja przyjaciółka również- więc jest z kim porozmawiać.
      Patrząc na to co teraz jest w kinach, tv to książki pozostają jedynym sensownym wyborem.
      A mój 15miesięczny synek jest jak na razie zakochany w książeczkach - najlepsze zabawki.
    • easz Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 12.04.11, 21:14

      To jeszcze przyjrzyj się obecnym dzieciakom, nastolatkom, które nie czytają prawie w ogóle, myślę nawet, że znajdziesz całkiem sporo ludzików, którzy nie przeczytali w swoim krótkim życiu ani jednej całej książki. Przyjrzyj im się bardzo uważnie, przyglądaj przez następnych kilka lat, a potem pogadamy - porównamy, zważymy, wyciągniemy wnioski. Jeśli potrzebujesz tego doświadczyć osobiście, bo takie badania są i były już prowadzone, a wyniki jak sądzę są łatwe do odgadnięcia/przewidzenia -> Twoje wątpliwości są po prostu gupie, bez urazy.

      Ja czytam i rozmawiam o książkach, o czytaniu i pokrewnych. Mam z kim. Nie nudzimy się.
      Jeśli Ty nie masz z kim, a na to wychodzi, to zostań na forum, weź udział, rozruszaj je :)
      Zawsze też będę polecała Biblionetkę :)
    • ada08 To zależy gdzie i kiedy. 13.04.11, 19:19
      n/t
    • mietowa_kawa Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 13.04.11, 21:15
      Dzięki za inspirację: awer82.blogspot.com/
    • shiva772 Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 13.04.11, 22:12
      Widzisz...a w mojej najbliższej rodzinie tylko ja mam korbę na czytanie książek, czytam od zawsze i bez przerwy. I tylko ja skończyłam wyższe studia i znam język obcy :) Wiem, nie ma czym sie chwalić ale ... uważam, że to dzięki książkom wyszłam poza zawodówkę czy technikum (mój brat i siostra) i miałam jakiekolwiek aspiracje, dzięki książkom nie mam kompleksów i czuję sie tak samo dobrze w towarzystwie tzw. ludzi pracy i pośród śmietanki towarzyskiej.
      Przez takie tezy (jak w tytule wątku) erudytów w naszym społeczeństwie jak na lekarstwo.
    • manegg Pewnego razu... 14.04.11, 00:19
      chcialam porozmawiac o ksiazkach z kolezanka, polonistka w LO. Akurat mialysmy wolna chwile, zagadnelam o Kapuscinskiego. Ona na to - "Poetow jeszcze nie przerabialismy." Zatkalo mnie, angliste; wycofalam sie. Dopoki mieszkalam w Polsce, uczylam w tym liceum 3 lata i na temat literatury udalo mi sie porozmawiac jeden raz z wuefista, regularnie zas z inna dziewczyna, rowniez anglistka, chyba jedyna w tym gronie, ktora z pasja pochlaniala ksiazki i umiala o nich mowic. Szkola jak najbardziej na poziomie, o ile pamietam 6 polonistow, jedna z wyrozniajacych sie w miescie.

      Na marginesie nasunela mi sie refleksja, ze zamilowanie do czytania wynioslam nie ze szkoly, a z domu. Mama wciaz podsuwala mi najrozmaitsze ksiazki, z Tata kazda dyskusja o przeczytanej pozycji byla jak uczta. Staralismy sie czytac na zmiane lub jedno po drugim, zeby wlasnie podzielic sie wrazeniami.

      Swoja droga, jestem ciekawa, jak wyglada lekcja i wpajanie milosci do literatury przez nauczycieli przedmiotu, dla ktorych rozmowa o ksiazkach, na luzie, przy kawie, jest nudna. I dlaczego? Bo kieruje nimi strach, ze nie siegaja po wydawne nowosci, a ich wiedza ogranicza sie do znajomosci szkolnych lektur, do ktorych kiedys skutecznie mnie zniechecano?
      • iwu Re: Pewnego razu... 14.04.11, 10:47
        Lubię czytać, czytam dużo i nie wiem skąd mi się to wzięło, bo moi rodzice nie czytali prawie wcale. Książek było w domu dużo, ale nie pamiętam widoku mamy czy taty z książką. Chyba sama obecność książek zachęciła mnie do czytania. Moja córka też lubi czytać, niedawno wygrała dość duży konkurs literacki, więc wiem, że młodzież czyta, może nie jest to popularne hobby, ale jak widzę ile ona ma nauki to się nie dziwię. Ale szczerze mówiąc guzik mnie obchodzi co i ile czytają inni, bo to jest ich prywatna sprawa i nie po tym oceniam ludzi. Jeśli mogę z nimi porozmawiać o książkach, to jest super, naprawdę to lubię, ale jeśli nie mogę o książkach, to tragedii nie ma, rozmawia się o czym innym albo się nie rozmawia. Wolałabym nie myśleć, że ci, którzy czytają, są lepsi/wiedzą więcej/są ciekawsi/ od tych, którzy nie czytają.
        Złapałam się na tym, że często gdy chcę zmienić temat, pytam: a co tam ostatnio czytałeś fajnego? możesz coś polecić? I albo się uda pogadać, albo nie. Nawiasem mówiąc ludzie, którzy gadają tylko o książkach, też potrafią zmęczyć do bólu. ;)
      • juko12 Re: Pewnego razu... 14.04.11, 11:41
        manegg napisała:

        > chcialam porozmawiac o ksiazkach z kolezanka, polonistka w LO. Akurat mialysmy
        > wolna chwile, zagadnelam o Kapuscinskiego. Ona na to - "Poetow jeszcze nie prze
        > rabialismy." Zatkalo mnie, angliste; wycofalam sie.

        To straszne, co napisałaś... I taka osoba uczy dzieci jezyka polskiego... Przerazilo mnie, ze moje dziecko bedzie chodzilo do "dobrej" szkoly... Moze nie nalezalo sie wycofywac, tylko zwrocic jej uwage, bo z uczniami przejdzie do omawiania literatury wspolczesnej i jeszcze im powie, ze Kapuscinski wielkim poeta byl. Zgroza.
        • manegg Re: Pewnego razu... 14.04.11, 14:27
          Fakt, to straszne. Do dzis wole myslec, ze moze moze sluchala, ale nie "uslyszala"? Wycofalam sie, bo zrobilo mi sie wstyd, za taka odpowiedz, i szok byl naprawde ogromny. Poza tym, nie wyobrazalam sobie, jakimi slowami mialabym ja wyprowadzic z bledu? Mlodziezy nie powie, ze Kapuscinski "wielkim poeta byl", bo do lekcji sie przygotuje. Mam nadzieje.

          Wpadek nauczycieli bylo wiecej, m. in. pozyczajac mape na lekcje o Australii mgr geografii "poprawila" mnie, ze stolica jest Sydney, a po kolezance, (innej) anglistce, znow ze wspomnianego LO, ktora w zastepstwie za mnie przeprowadzila lekcje (dobrze, ze tylko jedna), musialam poprawiac uczniom bledy w zeszytach, bo wlasnorecznie wpisywala im glupoty... Ale to jest temat na inny watek i chyba nie na to forum. Chociaz ciezko mi sobie wyobrazic, ze to sa osoby oczytane.
          • nioma Re: Pewnego razu... 14.04.11, 14:48
            na obronę nastolatków: mój syn czyta (od zawsze) i wielu jego kolegów także, zdarza się nawet, że syn poleca jakąś książkę i potem w klasie pożycza.
            a na obronę nauczycieli za wiele nie mam, bo sama mogłabym mnożyć przykłady ich niewiedzy, ignorancji a czasami wręcz głupoty.
        • ada08 Ależ Kapuściński był poetą! 14.04.11, 17:41
          juko12 napisała:

          > manegg napisała:
          >
          > > chcialam porozmawiac o ksiazkach z kolezanka, polonistka w LO. Akurat mia
          > lysmy
          > > wolna chwile, zagadnelam o Kapuscinskiego. Ona na to - "Poetow jeszcze ni
          > e prze
          > > rabialismy." Zatkalo mnie, angliste; wycofalam sie.
          >
          > To straszne, co napisałaś... I taka osoba uczy dzieci jezyka polskiego... Przer
          > azilo mnie, ze moje dziecko bedzie chodzilo do "dobrej" szkoly... Moze nie nale
          > zalo sie wycofywac, tylko zwrocic jej uwage, bo z uczniami przejdzie do omawian
          > ia literatury wspolczesnej i jeszcze im powie, ze Kapuscinski wielkim poeta byl
          > . Zgroza.

          Drogie erudytki, Kapuściński był poetą :-)
          a.
          • manegg Re: Ależ Kapuściński był poetą! 14.04.11, 18:01
            Droga Ado :-)

            Jako pasjonatka tworczosci wybitnego autora, i w ogole wszystkiego co z nim zwiazane, mialam zaznaczyc juz w pierwszym poscie, ze owszem, Kapuscinski pisal wiersze (i jak przystalo na erudytke, nawet je czytalam :D) ale w literaturze funkcjonuje przede wszystkim jako r e p o r t a z y s t a, a ze wspomniana kolezanka chcialam porozmawiac o "Hebanie":D Powiem krotko - w tamtej sytuacji jasno wynikalo, ze polonistka nie miala pojecia, co Kapuscinski pisal.
            • ada08 Re: Ależ Kapuściński był poetą! 14.04.11, 18:10
              manegg napisała:

              > Jako pasjonatka tworczosci wybitnego autora, i w ogole wszystkiego co z nim zwi
              > azane, mialam zaznaczyc juz w pierwszym poscie, ze owszem, Kapuscinski pisal wi
              > ersze (i jak przystalo na erudytke, nawet je czytalam :D)

              Miałaś zaznaczyć, ale nie zaznaczyłaś. Może oczekiwałaś, że każdy sie domysli, co chciałaś zaznaczyć.

              > ale w literaturze fun
              > kcjonuje przede wszystkim jako r e p o r t a z y s t a

              To że teraz "funkcjonuje" jako "r e p o r t a ż y s t a" nie znaczy, że będzie tak "funkcjonował" zawsze. Ten gatunek szybko sie starzeje. Niewykluczone, że za lat -naście będzie Kapuściński "funkcjonował" przede wszystkim jako poeta.

              > a ze wspomniana koleza
              > nka chcialam porozmawiac o "Hebanie":D

              Yhm, tylko znów zapomniałaś zaznaczyć.

              > Powiem krotko - w tamtej sytuacji jasno
              > wynikalo, ze polonistka nie miala pojecia, co Kapuscinski pisal.

              Powiem krótko - nie wierzę.
              a.

              • manegg Re: Ależ Kapuściński był poetą! 14.04.11, 18:23
                Hah, bo to rzeczywiscie jest nie do wiary, wlasnie dlatego o tym pisze.
                Jesli jednak jakis awangardowy nauczyciel omawia na lekcjach Kapuscinskiego w oparciu o jego wiersze, uznajac, ze byl wybitniejszym poeta niz reportazysta, to zdanie "Poetow jeszcze nie omawialismy" jest jak najbardziej usprawiedliwione. :D
                • ada08 Re: Ależ Kapuściński był poetą! 14.04.11, 18:28
                  manegg napisała:

                  > Jesli jednak jakis awangardowy nauczyciel omawia na lekcjach Kapuscinskiego w o
                  > parciu o jego wiersze, uznajac, ze byl wybitniejszym poeta niz reportazysta, to
                  > zdanie "Poetow jeszcze nie omawialismy" jest jak najbardziej usprawiedliwione.

                  A! I tu się zgodzę. Oburącz (że się tak awangardowo wyrażę ;-))
                  a.
                  • manegg Re: Ależ Kapuściński był poetą! 14.04.11, 23:01
                    Ujme krotko: to nie ten typ. Nie ten awangardowy, znaczy sie. Ale zostawmy nieszczesna polonistke, bo watek rozwinal sie w ciekawszym kierunku. :-)

                    Okreslenie "Ryszard Kapuscinski - ten poeta", hm, chyba troche naciagane, chociaz tez nim byl. Przecietnego czytelnika mogloby zbic z tropu. Ciekawe, co inni forumowicze o tym sadza. Dla mnie to jak odpowiedz na pytanie - Ile jest dwa plus dwa? Wiekszosc odpowie - Cztery. U mojego nauczyciela matematyki taka odpowiedz rownala sie z ocena niedostateczna. Bo "zalezy, w jakim systemie liczymy."
                    • perli jest, 25.04.11, 18:00
                      poetą, wystarczy otworzyć Lapidarium. I przeczytać.
                      • ada08 Akurat 27.04.11, 18:32
                        nie o to mi szło. Nie o Lapidarium, czy o czytanie między linijkami prozy.
                        O wiersze, po prostu o wiersze, które napisał.
                        a.

                        perli napisała:
                        > poetą, wystarczy otworzyć Lapidarium. I przeczytać.
                        >
                        • perli Ado, 27.04.11, 21:28
                          niektóre kawałki w Lapidariach, ale nie tylko tam, to czysta poezja

                          jeśli wydasz tomik wierszy, to co, jesteś, kjurna, już poetą?

                          otóż nie, znam kilku takich, to grafomanii

                          kłaniam się

                          pees, co sądzisz o wampiren poems szajsen, z ćwikłą i colgajtem, będzie miała wzięcie?
      • mala200333 Re: Pewnego razu... 24.04.11, 20:04

        Czytanie ksiazek wynioslam z domu.
        Nie moge zyc bez czytania ksiazek.
        No coz, takie ze mnie staromodne dziwadlo!
      • a.nancy Re: Pewnego razu... 05.06.11, 14:16
        > Swoja droga, jestem ciekawa, jak wyglada lekcja i wpajanie milosci do literatur
        > y przez nauczycieli przedmiotu, dla ktorych rozmowa o ksiazkach, na luzie, przy
        > kawie, jest nudna.

        a kto powiedzial, ze w ogole wyglada? teraz nauczyciele maja uczyc rozwiazywania testow, a nie cos tam wpajac.
    • amused.to.death Nie mam takiego problemu. 14.04.11, 20:50
      Przede wszystkim czytanie książek samo w sobie jest dla mnie rozrywką i nie muszę na ten temat z nikim rozmawiać - nie przeszkadza mi to.

      Mimo wszystko jednak jacyś ludzie do rozmowy nawet się znajdują - różni: rodzina, znajomi....

      Ja czytam też poza polskim w dwóch obcych językach: po angielsku i po hiszpańsku i widzę, że to, że czytam ogromnie rozwija moje słownictwo.
      • vidmo76 Re: Czy warto...? 14.04.11, 22:26
        Czytanie książek jest jak otwieranie drzwi do innych światów, można przeżywać, wczuwać w opisana fabułę.
        W "Czarnej Banderze" dowiesz się jak wyglądało piractwo na morzach, jak nie wiele warte było życie ludzkie.
        Znowuż w pozycji pt. Archipelag Gułag, można dowiedzieć się, że zbrodnie hitlerowskie na Żydach, dość blado wypadają przy socjalistycznej rzezi.
        Czytając wzbogacasz swoje wnętrze, obcujesz ze specyficzną forma sztuki.
        • mala200333 Re: Czy warto...? 26.04.11, 08:45
          "Znowuż w pozycji pt. Archipelag Gułag, można dowiedzieć się, że zbrodnie hitlerowskie na Żydach, dość blado wypadają przy socjalistycznej rzezi". BLADO??? Prosze przeczytac chocby wspomnienia GRZESIUKA "Pięc lat kacetu".
          • qw994 Re: Czy warto...? 28.04.11, 07:06
            Popieram.
            Mnie z kolei zatkało, jak przeczytałam "Łaskawe" Littella.
    • broch absolutnie nie ma sensu 15.04.11, 15:00
      zwlaszcza gdy czyta sie o "czytaniu samym w sobie", "rozwoju slownictwa", tredowatosci wsrod znajomych i innych fajnych takich.
      Chodzenie do kina, teatru, sluchanie muzyki itp nie ma sensu. I co z tego?
      Jesli czytanie ma byc pretekstem do czynnosci socjalnych a nikt ze znajomych nie czyta, to chyba potencjalny czytelnik upadl na glowe. Albo zmieniasz znajomych (ewentualnie rozszerzasz krag o tych co czytaja) albo zmieniasz "sens": ostatecznie trudno dyskutowac wiersz gdy wszyscy dra sie "goooollll" lub uprawiaja seks grupowy. Tzn oczywiscie mozna ale cos moze umknac.

      Oczywiscie pozostaje mozliwosc aktywnosci bezsensownej i to jest piekne bo nieobowiazkowe.
    • nr-m Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 16.04.11, 01:39
      Dla mnie ma. Ja z kumpelą jeszcze z czasów studiów mniej więcej kilka razy w miesiącu wymieniam się tytułami - "warto przeczytać" i "nawet nie sięgaj". W rodzinie bliższej i dalszej też znajdzie się sporo czytających.
      Poza tym jak już ktoś wspomniał, temat książek pojawia się czasem przy wódce, zaskakujące, ale jednak :) Ale jakież to ciekawe, między toastami dyskutować o Kapuścińskim czy Saint- Exupery, szczególnie, że jest się na innym "poziomie świadomości". Nigdy nie wiadomo na jakiego rozmówcę się trafi :)
    • Gość: spinka.s@gazeta.pl Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.11, 15:46
      Jeśli ktoś lubi czytać, to oczywiście czytanie dla takiej osoby ma sens.
      Ja też nie mam w swoim otoczeniu osób, z którymi mogłabym się podzielić wrażeniami z lektury, więc prowadzę blog książkowy.

      Notatnik
    • Gość: EJBI.pl Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.04.11, 15:57
      Czytanie książek jest dla mnie niezwykle ważne - nie tylko dla rozrywki ale i dla rozwoju. Grunt to dobrze dobierać literaturę. Will Smith doskonalnie odpowiedział na pytanie "Czy czytanie książek ma sens?" w swojej wypowiedzi, którą można zobaczyć tutaj: www.ejbi.pl/a/e3.html
      To mój ulubiony filmik - uważam, że duuużo w nim prawdy.

      Pozdrawiam,
      Anna
      www.ejbi.pl
    • nchyb nie ma sesu! 21.04.11, 18:07
      Pozwolę sobie ie zgodzić się z moimi przedmówczyniami i przedmówcami.
      Czytanie nie ma najmniejszego sensu!
      Marujemy czas, który możnaby poświęcić chociażby na wspomniane wypady za miasto, d klubu czy też knajpy. Siedzimy samotnie, jak ten palec w d...e nad książką, zamiast rozwijać talenty towarzyskie. Do tego psujemy wzrok i o ile nie korzystamy z biblioteki, to marnujemy mnóstwo kasy, za którą możnaby kupić coś ciekawszego, o czym możnaby w groie znajomych z pracy poopowiadać. W dodatku tracimy czas na świetne seriale w telewizji!
      • nchyb Re: nie ma sesu! 21.04.11, 18:09
        nie chodziło o sĘs, tylko sens, ale mi n uciekło...
        • chiara76 Re: nie ma sesu! 21.04.11, 19:29
          a mnie się wydaje, że sesu brzmiało lepiej;)))
          • Gość: Xxxxx Re: nie ma sesu! IP: *.adsl.inetia.pl 24.04.11, 21:34
            Mąż mojej kuzynki jako tzw. "real facet" zabronił jej trzymania książek w domu. Kilka sztuk tak ale żadnych regałów z książkami. Oboje są po studiach wyższych. W moich oczach ten pan okazał się totalnym cyborgiem. Uzasadnienie: zbierają kurz i zabierają miejsce.
            • Gość: km Re: nie ma sesu! IP: *.181.27.193.nat.umts.dynamic.eranet.pl 25.04.11, 11:02
              i co na to kuzynka?
            • easz Re: nie ma sesu! 25.04.11, 21:03
              Gość portalu: Xxxxx napisał(a):

              > Mąż mojej kuzynki jako tzw. "real facet" zabronił jej trzymania książek w domu.
              > Kilka sztuk tak ale żadnych regałów z książkami. Oboje są po studiach wyższych
              > . W moich oczach ten pan okazał się totalnym cyborgiem. Uzasadnienie: zbierają
              > kurz i zabierają miejsce.

              Co to jest "real facet"? Taki facet, co nie umie odkurzac?? O.
              • Gość: Xxxxxx Re: nie ma sesu! IP: *.adsl.inetia.pl 25.04.11, 22:22
                "Real facet" w jego mniemaniu oczywiście, to taki który rządzi w domu. A przy tym unika roboty a zwłaszcza pilnowania (własnych) dzieci, że ten, no...ma dużo pracy i rodzinę utrzymuje.
                A kuzynka na to zbyt "wiela" do gadania nie miała i zapisała siem do biblioteki, co ze swoimi zasobami książkowymi zrobiła to nie wiem, ale chyba w piwnicy w kartonach trzyma.
                Ale zrozumcie ludzie, dzieci mają alergię na roztocza ;)
                • nchyb Re: nie ma sesu! 26.04.11, 11:27
                  > Ale zrozumcie ludzie, dzieci mają alergię na roztocza ;)

                  w znanych mi domach w przypadku alergii dzieci na roztocza - wręcza się mężowi szmatkę w łapkę i wspólnie na zmianę odkurza i pozbywa środków allergennych. Czyli kurzu, nie książek!

                  Ale tam są normalni mężowie, a nie ci z wyprzedazy realowej... ;-)
                  Szkoda mi kuzynki, ale tak to jest jak ktoś w real-u w promocji męża bierze i trzyma, zamiast wymienić... ;-)
            • Gość: cb "trzymanie książek w domu" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.11, 17:28
              Gość portalu: Xxxxx napisał(a):

              "facet" zabronił jej trzymania książek w domu.
              > Kilka sztuk tak ale żadnych regałów z książkami. (...). Uzasadnienie: zbierają
              > kurz i zabierają miejsce."

              W tym fragmencie zaszokował mnie bardziej fakt, iż pan mąż ZABRONIŁ, niż cała reszta. Bo ja, choć wręcz zawodowo się literaturą param, wcale nie posiadam jakiegoś oszałamiającego księgozbioru i wręcz natychmiast staram się pozbyć z domu książek, które przeczytałam, a których nie uznałam za genialne. A nawet wszystkich tych, które uznałam za fantastyczne i warte czytania wielokrotnego, nie mam fizycznie w domu, i nie szaleję po księgarniach usiłując je nabyć. Jeśli trafi się takiej książki jakieś np. piękne wydanie, wtedy chcę je mieć. Ale też nie muszę. Książki SIĘ KURZĄ (mam alergię na kurz i uważam że domowe biblioteczki mają sens tylko wtedy, kiedy są przeszklone) i zabierają miejsce. Dość dużo podróżuję i nie mam czasu na to, żeby bez przerwy sprzątać i odkurzać księgi, kasy na sprzątaczy na razie nie mam. W podróż też książek z sobą nie mogę zabrać (poza jedną, dwoma, i to raczej w wersji audio), więc przez miesiące mój księgozbiór i tak spoczywa sobie w nieużywanym mieszkaniu. To nie ma moim zdaniem sensu. Większość książek trzymam w zamykanej szafie. Mniej się kurzą. A każdą, która mnie nie zachwyciła, staram się puścić w obieg; może na kimś innym zrobi wrażenie.

              Znam kogoś, kto ma w porównaniu ze mną wręcz manię zbierania książek, i traktuje wszystkie swoje, nawet te z dzieciństwa i wczesnej młodości, jak prawdziwe skarby - choć nie wraca do nich. Ustawia je na półkach bez większego ładu i składu, czasem mam wrażenie, że chodzi o to, żeby pokazać: "niech wszyscy widzą, jaka jestem oczytana!" Myślę, że w jej wypadku wynika to z tego, że książki chyba pomogły jej wyrwać się z dość prymitywnego, zupełnie niewykształconego środowiska, i są pewnym namacalnym symbolem tego awansu społecznego.
              • ada08 Re: "trzymanie książek w domu" 27.04.11, 18:26
                To jest wątek o czytaniu książek (o sensie czytania), a nie o sensie gromadzenia/trzymania ksiązek w domu.
                a.
                • Gość: cb Re: "trzymanie książek w domu" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.11, 20:56
                  ada08 napisała:

                  > To jest wątek o czytaniu książek (o sensie czytania), a nie o sensie gromadzeni
                  > a/trzymania ksiązek w domu.
                  > a.


                  A, to ja bardzo przepraszam, że zbezcześciłam.

                  Tak na serio, to odniosłam się, podobnie jak kilka innych osób, do czyjejś wypowiedzi. Przy okazji dałam też chyba wyraźnie do zrozumienia, że czytanie (nawet wielokrotne tej samej książki) ma dla mnie wiele sensu. Oraz przytoczyłam znany z własnego otoczenia przykład, jak to czytanie książek przyczyniło się do pewnego rodzaju awansu społecznego (nie ja pierwsza w tym wątku), co samo w sobie dowodzi (innego niż mój własny) sensu czytania.
              • shachar Re: "trzymanie książek w domu" 27.04.11, 23:04
                oprócz tego ,że lubię je czytac, lubię je mieć w domu, jak nalewkie, zupę ,czy proszki przeciwbólowe. Kto normalnie zaprzeczyłby sprawdzonym madykamentom.No chyba ze ma sie uczulenie albo fobie.
                • Gość: cb Re: "trzymanie książek w domu" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.11, 17:53
                  shachar napisała:
                  Kto normalnie zaprzeczyłby sprawdzonym madykamentom

                  Akhm, no właśnie - tyle że mnie traktowanie ton książek jak medykamentu wskazuje na jakiś rodzaj zaburzenia ;)

                  Mam książkę albo dwie, zabawne, które lubię czytać zawsze kiedy jestem chora. Ale jeśli ma się rodzinę i pracę, i zwłaszcza, jeśli praca nie polega na czytaniu/opracowywaniu czegoś na podstawie książek (co w dzisiejszych czasach i tak raczej robi się przy użyciu komputera), to tego nagromadzenia papieru nie rozumiem. Co innego, jeśli ktoś jest np. na emeryturze i ma czas na to, żeby po prostu czytać i odkurzać.
                  • shachar Re: "trzymanie książek w domu" 30.04.11, 04:04
                    jeśli tak, to wszystko możemy traktować jako zaburzenie. Trzymanie zwierzaka w domu, a więc sprzątanie po nim jak najbardziej mieści się w kategoriach wymienionych przez Ciebie niedogodnosci. Ale ja jakoś lubie, przebierać między brzegami ksiżąek , patrzeć na ich kolorowe grzbiety, tak jak i smnyrać uszy sierściuchów.
                    Nie bardzo wyobrażam sobie kupienie kindle albo robota-domownika.
                    • shachar Re: "trzymanie książek w domu" 30.04.11, 04:14
                      A poza tym...czy dobrze czytam, że "tajemniczy ogród" to byłą wybitna pozycją w Twojej prywatnej klasyfikacji?
                      Kurde, ale mnie zęby bolały jak Colin nie mógł chodzić a Dick rżnął gałązki swoim scyzorykiem i sadził wszystko, no można było paść z nudów:))
                      W takim razie nie dziwię sie, że nie masz żałości wywalając wszystko na fajans.
              • qw994 Re: "trzymanie książek w domu" 28.04.11, 07:11
                A ja uważam, że książki w domu to o prostu ozdoba. Nie wyobrażam sobie, żeby u mnie zamiast książek stały na półkach jakieś durnostojki tudzież kryształy.
                • amused.to.death Re: "trzymanie książek w domu" 28.04.11, 13:44
                  no ale nie dla każdego to ozdoba. Dla mnie absolutnie nie.
                  I zawsze się staram pozbyć przeczytanych książek. A te co jeszcze mam - mam nadzieję, że też się ich pozbędę (w wyjątkiem kucharskich oraz tych o fotografii i podróżach).
                  I dlatego też moja radość z nowo nabytego kindla po prostu nie ma granic.

                  aha, kryształów też nie mam.
                • bez_portek Re: "trzymanie książek w domu" 28.04.11, 16:35
                  jak słyszę dla ozdoby - od razu przypominają mi się znajomi moich rodziców, oboje po studiach!
                  u nich na półce stały dwie atrapy książek, takie jakby trzy tomowe encyklopedie, właśnie dla ozdoby
                  dnooooooooooooo
                  ale przynajmniej jak sobie ich przypomnę, to poprawia mi się humor :)))

              • eeela Re: "trzymanie książek w domu" 28.04.11, 16:46
                traktuj
                > e wszystkie swoje, nawet te z dzieciństwa i wczesnej młodości, jak prawdziwe sk
                > arby - choć nie wraca do nich. Ustawia je na półkach bez większego ładu i skład
                > u, czasem mam wrażenie, że chodzi o to, żeby pokazać: "niech wszyscy widzą, jak
                > a jestem oczytana!"


                Nie rozumiem, skąd to wrażenie wzięłaś. Na tej podstawie, że ktoś lubi mieć książki na półkach?

                Ja jestem beznadziejnym przypadkiem zbieracza książek. Kupuję, bo jest okazja, bo myślę, że kiedyś będę miała na te książki ochotę, czy też dlatego, że kiedyś je uwielbiałam, dziś nie mam czasu wracac, ale lubię je po prostu przy sobie mieć, tak na wszelki wypadek, gdybym jednak wrócić do nich chciała. Książek z dzieciństwa nie mam, bo wszystkie zostały w Polsce, ale strasznie za nimi tęsknię i wiele rzeczy nabyłam od nowa - jakieś Małe Księżniczki czy inne Tajemnicze Ogrody, stare Musierowiczowe, Kajki i Kokosze, Anie z Zielonego Wzgórza i inne takie. Stoją dumnie na półkach obok historii języka, słowników łacińskich czy średniowiecznej architektury sakralnej. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że ktoś może sobie pomyśleć, że się w ten sposób z czymkolwiek obnoszę.

                Oprócz książek dobrze mi znanych oraz książek pracowych, zawsze mam na półkach czy teraz już częściej na dysku kolekcję książek oczekujących mojej uwagi. Kindle jest tutaj moim zbawieniem, bo w przeciwnym razie mój dom zatonąłby w papierze. Nie ma dla mnie nic straszniejszego niż półka albo folder z książkami, które wszystkie znam. Lubię podchodzić do półki albo otworzyć folder i zastanawiać się, na co teraz mam ochotę. W ten sposób kolekcjonuję góry książek, z których większości pewnie nie zdążę w życiu przeczytać, ale za to ZAWSZE mam wybór.
                • Gość: cb Re: "trzymanie książek w domu" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.11, 18:29
                  eeela napisała:

                  Ustawia je na półkach bez większego ładu i
                  > skład
                  > > u, czasem mam wrażenie, że chodzi o to, żeby pokazać: "niech wszyscy widz
                  > ą, jak
                  > > a jestem oczytana!"

                  Nie rozumiem, skąd to wrażenie wzięłaś. Na tej podstawie, że ktoś lubi mieć ksi
                  > ążki na półkach?

                  Wzięłam to wrażenie (a raczej samo mi się nasunęło) stąd, że znam tą osobę od ponad dziesięciu lat, dobrze, znam jej historię i jej rodzinę. Wydawało mi się, że wyjaśniłam to w poprzednim wpisie. Że ściana z książek, a raczej ściany, i pudła z książkami wyściełające piwnicę, mają stanowić jakąś barierę ochronną przed beznadzieją rodziny, z której wyszła.

                  Osoba ta z trudem powstrzymuje się przed kupowaniem książek (ze względów finansowych głównie, i tylko trochę z rozsądku, że może braknąć na czytanie czasu), jednak książki nagromadzone, często pod wpływem impulsu, są przedmiotami, z którymi nie potrafi się rozstać. Podobnie sterty czasopism, już w tej chwili nieaktualnych, które trzyma, żeby czytać kiedy za parę lat przejdzie na emeryturę. Czasopism, których nawet nie zdążyła dotąd przejrzeć. Czasopisma jednak przeczytane i odłożone w celu referencji przez jej drugą połówkę jej przeszkadzają i "cierpi" nie mogąc ich wyrzucić :)

                  Co do "możliwości wyboru", o której piszesz, a którą rzekomo zyskujesz dzięki zgromadzonym fizycznie "zapasom", to w dzisiejszym świecie wydaje mi się nie jest już rzeczywistą "potrzebą", tzn. właściwie w każdej chwili możemy wejść do internetu i ściągnąć sobie prawie cokolwiek :) Ta fizyczna obecność, która Ci odpowiada, to chyba jednak po prostu chęć jakiegoś zmysłowego doznania. Albo jesteś kompulsywną hoarderką ;) Jeśli mieszkasz sama i te ilości książek nie przeszkadzają Ci w życiu, to Twoje prawo :)

                  Nawiasem mówiąc, Anie z Zielonego Wzgórza i Tajemnicze ogrody były również moimi ulubionymi lekturami. Nadal mam, ponieważ: Ania (jedna tylko) jest z dedykacją, a "Tajemniczy ogród" to po prostu świetnie napisana książka i mogę jeszcze do niej wrócić. Ale psuje mi się wzrok i np. różne penguiny są już dla mnie w tej chwili nie do użytku. Trzymam je jeszcze tylko na wypadek wizyty pewnego Amerykanina; niech ma co przed snem przejrzeć. Książki czytane na ekranie mają dla mnie coraz większą przewagę nad papierowymi z tej racji, że mogę sobie zmienić czcionkę na większą, ustawić jasność ekranu na taką, jaka mi odpowiada. Myślę od czasu do czasu o nabyciu czytnika - ale z drugiej strony nagromadzenie sprzętu elektronicznego RÓWNIEŻ mnie irytuje :) Więc skoro na razie mogę czytać na ekranie netbooka, który ma jeszcze wiele innych zastosowań, to po co mnożyć byty? Trzeba je potem odkurzać, omijać, ładować, itd, itp... A gdzie czas na pracę i skupienie się na sprawach poważniejszych? Nowoczesne technologie niby ułatwiają/upraszczają nasze życie, ale tak naprawdę zabierają nam też wiele czasu i powodują dodatkowy stres (a czy to kompatybilne? a czy jest dostęp do sieci? a czy naładowana bateria? a czy się nie stłucze w walizce? itd, itp...)

                  Ja jestem za ograniczaniem uzależnienia od przedmiotów :) Ktoś kiedyś powiedział, że nie powinno się w domu mieć niczego co nie jest albo pożyteczne, albo piękne. Dla mnie groszowa książczyna, nazwijmy ją z kiosku, przykład literatury klasy C, dla młodej nastolatki z lat pięćdziesiątych, pachnąca kurzem, rozklejona i o okładce wykonanej przez grafika klasy E, to nie jest przedmiot ani użyteczny, ani tym bardziej piękny. Uważam, że lepiej byłoby oddać go na makulaturę, żeby w ten sposób ocalić przed ścięciem jakąś gałązkę.

                  Audiobooka można słuchać np. podczas gimnastyki. Życie, w przeciwieństwie do tego, co pisał T. S. Eliot, jest krótkie, i warto "użyźniać czas".
                  • eeela Re: "trzymanie książek w domu" 28.04.11, 18:40
                    > Osoba ta z trudem powstrzymuje się przed kupowaniem książek

                    Rozumiem, że to ty znasz te osobę, nie ja, i na pewno masz więcej o niej do powiedzenia, ale ze wszystkiego, co powiedziałaś do tej pory, nie wynika, że twoja znajoma gromadzi książki na pokaz. Wręcz przeciwnie. Wiele z tego, co o niej piszesz, pasuje i do mnie - kupuję książki i zbieram je, chociaż wiem, że do niektórych być może nigdy nie zajrzę. OK, przesadzam, takich nie kupuję, ale jak leżą do brania za darmo, to się nie mogę powstrzymać :-) I czasami zresztą zdarza mi się, że jednak się okazuje, że ich potrzebowałam.

                    Odkurzaniem nie zawracam sobie głowy, roztocza też mają prawo żyć na tym świecie, a w domu jeszcze nikt nie umarł. Przymus kolekcjonowania dóbr niestety mam, pogodziłam się z tym, nie jest to najgorsza cecha mojego charakteru i nie mam zamiaru tracić energii na zwalczanie jej. Jak już mówiłam, technologia elektronicznego atramentu mnie ratuje i teraz zdecydowaną większość książek posiadam w wersji elektronicznej, papierowe kupując jedynie do pracy, nie dla rozrywki. To prawda, że w necie można znaleźć czytelnicze dobra wszelakie w kilka minut, ale ja wolę je miec u siebie na dysku, tak więc przeniosłam się ze swoim maniakalnym kolekcjonerstwem do internetu.

                    > Ja jestem za ograniczaniem uzależnienia od przedmiotów :)

                    Twoje prawo, ale dlaczego zaraz przypisywać niecne intencje tym, którzy mają do tego inny stosunek?
    • perli uczą, 25.04.11, 17:55
      mnie pisania, co przy pełnej synchronizacji z talentem, prowadzi do ideała.
    • mathias_sammer Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 26.04.11, 11:49
      ma.

      ludzie, ktorzy nie czytaja ksiazek, nie sa a priori ludzmi wyksztalconymi.
      i tyle w temacie.
      m.s.
    • 3-tylko Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 27.04.11, 12:02
      Fakt, może rzeczywiście rzadziej rozmawia się na temat przeczytanych książek niż obejrzanych filmów co wydaje mi się bardziej wynika z tego, że wolniej się je czyta;) czyli statystycznie w ciągu wieczoru możesz obejrzeć więcej filmów niż przeczytać książek...
    • prawdziwy_magik Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? 29.04.11, 10:58
      Jest wiele osób, które czytają a nawet bym ich o to nie posądził, ostatnio u kumpla z ktorym zawsze umawiam sie na piwo i jakies durne rozmowy zobacxzylem mase ksiazek, myslalem, ze jego żona je czyta, ale jak sie okazuje on też i to codziennie. Byłem w prawdziwym szoku :) Ale facetom nie wypada za dlugo gadac o książkach wiec powrocilismy do naszych starych tematów ;)))
    • Gość: bufetowa tylko w Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.11, 07:02
      Nie uważam się za ciekawą osobę. Czytam. Lektury, które wybieram nie są wysokich lotow. Zastanawiam się, czy przez ambitniejsze dzieła bym przebrnęła.
      Może w moim przypadku jest to czas stracony. Zamiast śledzić losy kolejnej rozwódki, neurotyczki z nadwagą czy paniusi z miasta rozpoczynajacą nowe życie na prowincji mogłabym zrobić coś pożytecznego. Mogłabym posprzatać szafki w kuchni, uczyć się niemieckiego, przypomniec exela, znaleść dodatkową fuchę. Gdybym jeszcze była wzrokowcem i kodowala zasady ortografii. Tylko, że lubię tych swoich bohaterów. wciagają mnie ich problemy z humorzastą szefową, wścibska sasiadka, bolacym zębem oraz kompletnie nieprzygotowanym do zycia dzieckiem.
    • Gość: eustachy Re: Czy czytanie ksiazek ma sens? IP: *.dynamic.chello.pl 30.04.11, 07:11
      > Czy mole ksiazkowi to nudni ludzie?

      Nie, ale ty tak.
      Co pewien czas ktoś odkopuje temat w stylu, mam ciekawą osobowość ale ludzie w koło są prości i mnie nie rozumieją, czy to normalne.
      Różne wariacje tego samego pytania ale zawsze chodzi by pokazać jaki to autor jest uduchowiony, wrażliwy, ma zainteresowania a za oknem dzicz i troglodyci.
      Rozumiem kompleksy ale czy to forum ma być na nie terapią?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka