brruno
06.07.04, 13:09
Kupiłam skaner. Brnę przez instrukcję obsługi programu do zamieniania skanów
na format worda itp., ale jak przebrnę – drżyjcie, wstrętne tony papieru! Od
urodzenia mieszkam w stosach cholernych książek zagracających każdy kąt
mieszkania, rosnących w hałdy, wrzeszczących o kolejne półki i regały,
generujących kurz (tak! – one to właśnie robią, jestem przekonana, że nie
zbierają kurzu z zewnątrz, tylko go same produkują) itd., i mam już tego
wyżej uszu. W dodatku każda przeprowadzka to sajgon na dobry miesiąc:
zbieranie kartonów, pakowanie, oklejanie, noszenie, ustawianie wg coraz to
nowych kluczy, brrr. A potem połowa nigdzie nie mieści i trzeba zapychać
piwnicę, jakieś szafki, kanapy, skrzynie, a i tak część latami stoi w
starannie opisanych – a jakże - pudłach i widuję ją jedynie przy okazji
zmieniania mieszkania. Basta! Wiecie, że na jednej głupiej płytce mieści się
ponad tysiąc książek? Nigdy więcej kłopotów z wyszukiwaniem potrzebnych już i
natychmiast passusów („to chyba było na którejś stronie bliżej początku, na
dole po lewej…”) i lokalizowaniem odpowiednich dzieł – wystarczy wcisnąć
guzik „szukaj”. A papier pójdzie do antykwariatów; mam nadzieję, że nieprędko
zabraknie na świecie ludzi lubiących „fizyczny kontakt z książką”, czytanie w
łóżku, WC i na zielonej trawce, gdzie faktycznie trudno wlec laptopa. Ale ja
się z tego klubu wypisuję, wystarczy. Teraz pewnie zostanę w świetle prawa
strasznym przestępcą (bo wymelduję wersje drukowane). Kiedy wydawnictwa
zaczną sprzedawać elektroniczne edycje świeżych książek? Jak wymyślą sposób
na zabezpieczenie ich przed kopiowaniem? No to czekam, a na razie kryminalnie
pozdrawiam wszystkich, których wieloletnia książkofilia przerobiła w końcu na
książkofobów.