Dodaj do ulubionych

5 powodów by nie przyznawać się do czytania

IP: *.adsl.inetia.pl 14.06.14, 15:05
W jednym z tematów o stanie czytelnictwa padł słuszny komentarz o osobie wchodzącej w książki:
"A potem zaczyna się skłaniać ku towarzystwu czytających (reszta wydaje mu się zbyt głupia)".

W pełni się z tym zgadzam, tak, że chciałem "dołożyć 3 grosze" od siebie ... jednak jak zacząłem pisać to wyszło za obszernie i nie na temat, więc klepię nowy wątek. Bynajmniej nie jest oryginalny, ale tematów przestrzegania przez nałogami - nigdy mało, zresztą na okładkach książek powinny być ostrzegawcze komunikaty, identycznie jak na paczkach szlug. Przykłady na co narażają książki:

- na towarzyski ostracyzm.
Tematy jakie porusza 95% ludzi (oceniam stereotypowo na podstawie swoich towarzyskich okoliczności, czyli ludzi w wieku 23-30, z wyższym wykształceniem) w rozmowach to wyłącznie: relacje damsko-męskie, praca, urlopy (czyli opalanie się, picie i jedzenie), jedzenie i picie (co było smaczne, co było niesmaczne), zakupy, filmy, koncerty, sport i wygląd, a w końcu także picie i jedzenie. By w pełni wyeksploatować wszystkie te tematy ludzie nie wychodzą poza spektrum prostych wyrazów, prostych przymiotników, łącznie około 100-500 słów brutto wystarczy (i ta liczba wciąż spada). Gdy w ludzkim towarzystwie użyje się jakiegoś słowa niepospolitego (zaczerpniętego np. z powieści) to jest to coś jak głośne pierdnięcie - ludzie są w szoku, bezwiednie milkną oburzeni taką niegrzecznością. Dlatego osoba czytająca jest narażona na towarzyskie faux pas, na to że się skompromituje gdyż wychodząc poza zakres prostych wyrazów i zdań - zaburza zastany rytm rozmów. Skłania ludzi na moment do zastanowienia się (nad znaczeniem użytego słowa, jego rolą w kontekście i temu podobne...), zamiast skłaniać ich do czegoś przyjemnego; do zjedzenia kebaba.

- na picie wódki.
By wieść życie towarzyskie należy komunikować się z innymi osobami, między innymi dyskutując na tematy jakie ich zajmują. To nie jest łatwe na trzeźwo, bo tematy te (wymienione w poprzednim akapicie) są nierzadko, a nawet najczęściej mizerią, do tego rozwodnioną banałami. Można pewnie podchodzić do tematu ambitniej, jednak najprościej i najszybciej zbliżyć się do mentalności powszechnej (u osób nieczytających) można przez wypicie do pół litra wódki w szybkim tempie. Wtedy komunikować się jest łatwiej. To jednak naraża zdrowie. Do tego przyznanie się komuś obcemu do nałogowego pochłaniania książek może być uznane przez niego za przyznanie się do regularnego picia wódki.

- na alienacje.
Publiczna deklaracja, że spędziło się calutką sobotę na czytaniu świetnych powieści, czy też przyznanie że spędziło się tak cały wolny od pracy tydzień lub miesiąc - to coś co skłania otoczenie do wniosku, że mają do czynienia z osobą nieszczęśliwą. Gdyż zamiast radośnie robić w wolnym czasie to co wszyscy, albo chociaż pracować - wolała czytać. Czyli wybrała czynność która potocznie nie kojarzy się z rozrywką i relaksem, ale raczej z wysiłkiem, lub ze snobizmem, nudzeniem się, a może brakiem pieniędzy i ogólną indolencją życiową.

- na mniejszy dostęp do seksu.
Jeśli chce się uwieść jakąś dziewczynę, niekoniecznie by założyć rodzinę, ale by ściągnąć z niej majtki - jedną z głupszych rzeczy jakie można zrobić na wstępie znajomości to zdradzić się ze skłonnością do czytania. Chodzi tu tylko o statystykę, nie najważniejsze, ale dość istotne jest "pierwsze wrażenie" dlatego wypada uważać na swoje komunikaty. Błędem jest więc wspominanie o czynnościach aspołecznych; takich których większość ludzi w ogóle nie wykonuje w ciągu całego swojego życia; jak np. zabijanie zwierząt, czytanie książek, zażywanie narkotyków itp. Bynajmniej nie są to zajęcia które ludziom przeszkadzają (większość z nich w pełni popiera zabijanie zwierząt, bo chcą je zjadać), ale jawne deklarowanie się jako pasjonat zabijania czy czytania... to statystycznie za duże ryzyko, że przy pierwszym wrażeniu wypadnie się jako "dziwak", jako nośnik gorszych genów. A to zmniejsza szanse na seks, dlatego najlepiej poruszać proste tematy używając maks 500 słów, a lepiej zejść do 50. "Psycholodzy społeczni" twierdzą nawet że przy flircie od tego co się mówi bardziej istotna jest "mowa niewerbalna". Więc zamiast przyznać się do połknięcia 500 stron w jeden dzień lepiej nic nie mówić i uśmiechać się tępo, albo położyć rękę na jej kolanie - bo to pierwsze może świadczyć o jakimś podejrzanym nonkonformizmie, za to drugie i trzecie świadczy o prawidłowych, ogólnoludzkich odruchach i potrzebach.

- na poszerzenie świadomości.
Ze wszystkich skutków czytania, to jest najgroźniejsze, ponieważ może przyjść niejako bezwiednie, oferując nieprzewidywalne konsekwencje. Jedni wspomną o szybszym myśleniu, skuteczniejszym taksowaniu rzeczywistości, łatwiejszym przyswajaniu wiedzy, ogólnie o sprawniejszej receptywności... i własnie te rozwinięte skłonności są między innymi odpowiedzialne za poszerzenie świadomości. A to może prowadzić do rozczarowania ludźmi. Do ogólnego zdumienia tym jakie cele, rzeczy absorbują ich uwagę i jak wiele energii wkładają w relacje z "przyjaciółmi", czyli z elementami w pełni wymiennymi, przypadkowymi - można je zastąpić łatwo kolejnymi egzemplarzami gdyż jedyne do czego są potrzebni to komunikacja na proste tematy przy użyciu prostych zdań; winni umieć realizować fatyczną funkcje języka i życia, to wystarczy. Nie pamiętam jak dokładnie stwierdził Hegel, chyba: świadomość jest nieustannie otwartą raną która sama próbuje siebie zabliźnić. Miał racje, i ci co wkładają w ten otwór książki - poszerzają go i pogłębiają, a ci którzy wpychają tam kebaby, sport w tv, piwo i zakupy - pomagają ranie się goić.

Wiec ludzi którzy wchodzą dopiero w świat książek lepiej przestrzegać by porzucili tę rozrywkę na rzecz telewizora, facebooka i posiłków bogatych w tłuszcze trans, a jeśli już za późno, to niech przynajmniej się z tym nie obnoszą, bo zmniejszają tym swoje szanse na różne rzeczy które w swej łaskawości oferuje krótkie życie.
Obserwuj wątek
    • qw994 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 14.06.14, 15:12
      Oczywiście mocno przejaskrawiłeś, ale coś w tym jest :)
      Dodam od siebie jeszcze jedno ciekawe zjawisko - żaden szanujący się polityk nie zrobi sobie zdjęcia z książką czy nie daj boże we własnej bibliotece, bo taka prezentacja to będzie cios w popularność. Dlatego premier woli uchodzić za piłkarza niż intelektualistę.
      • abranova Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 14.06.14, 22:18
        qw994 napisała:

        > Dodam od siebie jeszcze jedno ciekawe zjawisko - żaden szanujący się polityk ni
        > e zrobi sobie zdjęcia z książką czy nie daj boże we własnej bibliotece, bo taka
        > prezentacja to będzie cios w popularność. Dlatego premier woli uchodzić za pił
        > karza niż intelektualistę.

        Oglądałaś dziś "Drugie śniadanie mistrzów" czy to p. Meller się zainspirował wcześniejsza tezą z innego źródła? ;)
      • Gość: Benek Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.radom.vectranet.pl 15.06.14, 21:26
        nieprawda. Pewien bardzo szanujacy sie polityk wystepowal we wlasnej biblitece. Z mnostwem ksiazek i pianinem zdaje sie.
        • one2be Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 17.07.14, 22:32
          Ani biblioteka, ani książki, tym bardziej pianino nie były jego własnością - to było "widać, słychać i czuć".

          A ja mam szczęście; moja żona, przyjaciele i znajomi (nawet Ci z pracy) czytają.
          Dużo dobrych rzeczy czytają i zawsze chętnie pożyczą.
          :)
          • sholay Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 04.08.14, 09:01
            "
            Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania skasujcie
            Odpowiedz
            one2be 17.07.14, 22:32
            Ani biblioteka, ani książki, tym bardziej pianino nie były jego własnością - to było "widać, słychać i czuć".
            (...)"

            Buhahahaha!
            Akurat Kaczyński czyta mnóstwo i jest świetnym przykładem tego, że lepiej nie przyznawać się do czytania. CZęto używa zagmatwanych metafor i odniesień do książek, które mało kto czytuje. A potem różne ćwierćinteligenty nieświadome, ile w wypowiedziach "Mrocznego Kaczora" jest cytatów drą z niego łacha.

            &
      • Gość: Anka Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.static.chello.pl 06.08.14, 15:46
        Polak nie czyta i jest z tego dumny!
        Takie mi się ostatnio hasło przyplątało, czepiło, jak rzep i nie chce mnie opuścić....
        • sholay Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 16.08.14, 20:13
          tiaaa, Polak nie czyta, a Żyd oszukuje?
          Ludzie stereotypowi lubią stereotypy - mnie się takie hasło przyplątało.

          &
      • Gość: Hanka Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.dynamic.chello.pl 23.08.14, 20:17
        Mam wątpliwości, czy któryś z tych polityków, którzy najwięcej się mądrzą mają jakąkolwiek bibliotekę. - może taką dla ozdoby salonu (wszystkie książki równo ułożone i w jednakowych oprawach ze złotymi tytułami na grzbietach - a co!).
    • maitresse.d.un.francais Skądś to wykopał? 14.06.14, 17:46
      Niezłe.

      Rzeczywiście tylko 100-500 słów brutto? Przerażające. A ile wyjdzie po odliczeniu wulgaryzmów? :-P
      • maitresse.d.un.francais o, przepraszam, nie doczytałam 14.06.14, 17:47
        to kolegi twórczość własna - niezła, jak wyżej. Warta jakiejś publikacji. :-P
      • user0001 Re: Skądś to wykopał? 16.07.14, 19:59
        Wbrew pozorom powszechnie używanych wulgaryzmów jest tylko kilkanaście. Więc z tych 500 słów nie wiele się uszczknie.
        • eeela Re: Skądś to wykopał? 16.07.14, 20:05

          > Wbrew pozorom powszechnie używanych wulgaryzmów jest tylko kilkanaście.

          Uważam, że to stanowczo za mało! Powinniśmy się więcej przykładać do przeklinania ;-)

          A tak serio, to raczej nie może być ich więcej. Ośrodek przeklinania jest w zupełnie innym miejscu mózgu niż obszar odpowiedzialny za mowę, więc wyrazy siłą rzeczy muszą być krótkie i musi być ich mało ;-)
    • kalllka Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 14.06.14, 19:57
      Nie chce być niegrzeczna i umniejszać wysiłkowi i poświeceniu autora wątku dokonaniu obszernej analizy.. ale wydaje się, ze piec wymienionych powodów moznaby ująć w jeden:
      -czytanie zabiera..ba! nawet kradnie-czas...co za tym, najrozsądniejszym zdaje pozostawienie czytelnictwa za karę w kacie na czas jakiś, aż dojrzeje.
    • eeela Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 14.06.14, 20:26
      Do ogólnego zdumienia tym jakie cele, rzeczy
      > absorbują ich uwagę i jak wiele energii wkładają w relacje z "przyjaciółmi", c
      > zyli z elementami w pełni wymiennymi, przypadkowymi - można je zastąpić łatwo k
      > olejnymi egzemplarzami gdyż jedyne do czego są potrzebni to komunikacja na pros
      > te tematy przy użyciu prostych zdań


      Wspaniały wywód, gratuluję! Choć przypomina raczej karykaturę, a nie opis rzeczywistości ;-)

      Czepnę się jednak zacytowanego fragmentu. Komunikacja na tematy skomplikowane przy użyciu zdań wielokrotnie złożonych niekoniecznie musi prowadzić do uczuć głębszych niż komunikacja na tematy proste. Dla osobnika zdolnego do zaawansowanej komunikacji ograniczona wymiana informacji nie będzie emocjonalnie satysfakcjonująca, ale nie sposób z tego wywodzić, że więzi osobiste i społeczne są słabsze wśród ludzi preferujących prostotę przekazu.
      • Gość: brnXB Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.adsl.inetia.pl 20.06.14, 22:10
        Dziękuję za komplement. A co do zacytowanego zdania, to zacytowałaś je bez ostatnich słów, które domykają jego sens. Miałem więc na myśli miałkość takich relacji, które spełniają się niemal wyłącznie w funkcji fatycznej. A one są, to moja teza, powszechne, może i najpowszechniejsze; wśród "młodych".

        > Komunikacja na tematy skomplikowane p
        > rzy użyciu zdań wielokrotnie złożonych niekoniecznie musi prowadzić do uczuć gł
        > ębszych niż komunikacja na tematy proste. Dla osobnika zdolnego do zaawansowane
        > j komunikacji ograniczona wymiana informacji nie będzie emocjonalnie satysfakcj
        > onująca, ale nie sposób z tego wywodzić, że więzi osobiste i społeczne są słabs
        > ze wśród ludzi preferujących prostotę przekazu.

        Jednak bywają też relacje gdzie komunikacja jest ograniczona nie tylko do prostych tematów, ale głównie do samych kilku słów, do wzywania imienia Pana Boga nadaremno, do jęknięć i stęknięć. Oto dwoje ludzi godzinami intensywnie tarmosi się na łóżku, materacu tudzież na podłodze. Koitalna intensywność takiego spędzania czasu budzi słuszne przekonanie, że jest to jedna z najgłębszych więzi jaką dane jest człowiekowi przeżyć. A jednak, unfortunately, zupełnie prawdopodobne, a wręcz "normalne" jest, że za pół roku, albo rok tych dwoje ludzie może nie mieć sobie zupełnie nic do powiedzenia, a mijając się na ulicy mijają się specjalnie.

        W jednym z ciekawych wywiadów pewien profesor psychologii mający wieloletnie doświadczenie w pracy z "parami" stwierdził, że jedną z głównych przyczyn rozpadu małżeństw jest to, że ludzie się... nudzą. Brakuje im wyobraźni.

        opole.gazeta.pl/opole/1,35114,13397382,Chcemy_coraz_wiecej_namietnosci__a_co_z_miloscia_.html
        Może rozmowa się nie wyświetla w pełni, więc zacytuje tu fragment:

        "W poszukiwaniu nowości można pójść dwiema różnymi drogami. Ci, którzy mają dużą wyobraźnię, mogą projektować dziesiątki nowych, fascynujących i wciągających rzeczy i sami sobie dostarczać nowości. Nie nudzą się. W przeciwieństwie do tych, którym tej wyobraźni brak. Ci, którzy jej nie mają, nudzą się, więc chętnie szukają nowych znajomości, nowych namiętności.
        (...)
        Dla ludzi z wyobraźnią nuda to stan umysłu. Dla tych bez wyobraźni to stan otoczenia, w jakim funkcjonują. Kiedy w życiu tych ostatnich pojawia się pustka i właśnie nuda, wtedy łatwo okazuje się, że koleżanka z księgowości jest na tę nudę najlepszym lekarstwem na świecie. Ba, potrafi nagle spowodować wybuch namiętności. Gdyby tak myślący ludzie mieli więcej wyobraźni, prawdopodobnie zdawaliby sobie sprawę z jałowości takich rozstrzygnięć. Bo w dłuższej perspektywie nie wyplenią w ten sposób doświadczanej nudy. Za chwilę będą potrzebowali kolejnych mocnych wrażeń."

        Czy to przesada? W pięknej książce H.Millera jedna z postaci, szanowany prawnik stwierdza:

        "Nie przyszłoby panu do głowy, że mógłbym knuć czyjąś śmierć, prawda? Otóż stać mnie na to. Postanowiłem zgładzić żonę. Jeszcze nie wiem w jaki sposób. Wcale nie z powodu kochanki chcę ją zabić. Po prostu śmiertelnie mnie nudzi. Dłużej już nie wytrzymam. Przez ostatnich dwadzieścia lat nie usłyszałem od niej jednego inteligentnego słowa."

        Cytuje te fragmenty by jasno zaznaczyć po której stronie linii demarkacyjnej sporu stoję. Jako mężczyzna twierdze, że kobieta która nie lubi czytać może być utrapieniem; bo będzie miała problemy ze spędzaniem czasu "razem ale osobno". Będzie się nudzić, lub czuć zaniedbana z racji braku ciągłego poświęcania jej uwagi, no chyba, że potrafi się zająć na dłużej telewizją lub facebookiem, tak by nie zawracać dupy. Podsumowując: ci co nie czytają są narażeni na ciasnotę w zakresie wyobraźni i organizowania sobie wolnego czasu. Nie odmawiam im zdolności tworzenia silnych, najbardziej intensywnych więzi o gęstym miąższu... sugeruje raczej, że te więzi pomimo swoich intensywności mogą być wymienialne, dla niektórych ludzi wręcz łatwo, bo ich fundamenty bywają przypadkowe, dowolne. Wystarczy, więc aby te fundamenty spłowiały do cna, a okazuje się, że nie ma o czym rozmawiać, bo też nigdy nie było o czym.

        Można by mi postawić i taki zarzut: co z tego, skoro są też ludzie inteligentni, rozkochani i w książkach i w sobie. A jednak ich związki i małżeństwa rozpadały się jak domki z kart... Cóż, takim to cierpkim przykładem mogę wybrukować most dzielący nasze opinie. Dlatego, po tym rozpisaniu się mogę stwierdzić, że właściwie to się z Tobą zgadzam: "nie sposób z tego wywodzić, że więzi osobiste i społeczne są słabsze wśród ludzi preferujących prostotę przekazu".
        • gandalph Genialne! 20.07.14, 23:45
          Zwłaszcza to:

          "Jako mężczyzna twierdze, że kobieta która nie lubi czytać może być utrapieniem; bo będzie miała problemy ze spędzaniem czasu "razem ale osobno". Będzie się nudzić, lub czuć zaniedbana z racji braku ciągłego poświęcania jej uwagi, no chyba, że potrafi się zająć na dłużej telewizją lub facebookiem, tak by nie zawracać dupy. Podsumowując: ci co nie czytają są narażeni na ciasnotę w zakresie wyobraźni i organizowania sobie wolnego czasu. Nie odmawiam im zdolności tworzenia silnych, najbardziej intensywnych więzi o gęstym miąższu... sugeruje raczej, że te więzi pomimo swoich intensywności mogą być wymienialne, dla niektórych ludzi wręcz łatwo, bo ich fundamenty bywają przypadkowe, dowolne. Wystarczy, więc aby te fundamenty spłowiały do cna, a okazuje się, że nie ma o czym rozmawiać, bo też nigdy nie było o czym. "

          Nie twierdzę, że nie ma ludzi nudnych (bo są), ale jeszcze więcej jest takich, którzy potrafią swoją osobą zanudzać/absorbować całe otoczenie. A są też tacy, którzy nawet w osamotnieniu znajdą sobie ciekawe zajęcie (a może zwłaszcza w osamotnieniu?).
        • spinoff Nu kak żić, diadia? 22.07.14, 23:24
          Fajny ten psycholog. Jeśli nudne życie to dla niego tylko "stan umysłu", to nawet wyobraźni nie potrzebuje - farmakologia ma na to lekarstwa, które każdego uczynią szczęśliwym, niczego przy tym nie zmieniając mu w życiu! Sto razy bardziej wolę millerowską szamotaninę od profesorskiej stabilizacji, sto razy bardziej "jałowe wybuchy namiętności" od wytworów płodnej wyobraźni. Ale też nigdy nie spotkałem nudnej kobiety! Miałem za to kumpla, świetny kompan: elokwentny, hardy, sarkastyczny, wymarzony rozmówca - potrafiliśmy godzinami zaciekle spierać się na dowolny temat, aż do zsinienia. Miał jedną wadę: nie można z nim było iść na podryw, on nie emablował, w ogóle! Gdy mu sam pannę nastręczyłem, przez kilkanaście minut siedział bez słowa, po czym wybył pod jakimś głupim pretekstem, zostawiając mnie z tą moją i tą jego na głowie. W końcu uznałem, że jest gejem. Ale, jak się okazało, wcale nie był gejem, a tylko "nie robił z siebie błazna"! Bo jak mi oznajmił raz ujarany (w obecności kobiet), za nic nie jest w stanie zrozumieć, jak ja mogę robić z siebie takiego... właśnie błazna: szczerzyć się jak prostaczek, szczebiotać głupawo, z powagą wysłuchiwać ich wywodów, za to śmiać się z ich smętnych dowcipów... i tak dalej.
          • Gość: brnXB Re: Nu kak żić, diadia? IP: *.adsl.inetia.pl 23.07.14, 18:59
            "Ale też nigdy nie spotkałem nudnej kobiety! "

            No to miałeś sporo szczęścia! albo tyle wyobraźni i ikry żeby z każdej, nawet nijakiej, pogrążonej w nijakości nudziary wydobyć coś ciekawego.

            Jeśli ta druga opcja... to nie pojmuję na czym dokładnie polega Twój zarzut wobec wspomnianego psychologa. Nie czuje wielkiej potrzeby stawać w jego obronie, wychodzić na barykady, ale... Facet zaserwował porównanie:

            "Dla ludzi z wyobraźnią nuda to stan umysłu. Dla tych bez wyobraźni to stan otoczenia, w jakim funkcjonują. "

            Można je odczytać: ludzie z wyobraźnią potrafią wynajdować w sobie i w innych coś ciekawego. Ci bez wyobraźni nudzą się z sobą i nudzą ich inni - nuda jest stanem otoczenia, wiec roją sobie że ona zniknie jeśli zmienią otoczenie.
            A jeśli miałbym faceta bronić już do upadłego i wyciągać końcowe wnioski, to są takie: sam należę do ludzi bez wyobraźni, skoro zdarza się, że nudzą mnie inni, czyli że nuda bywa dla mnie stanem otoczenia.
            Zdarza mi się ostatnio wywijać od spotkania towarzyskiego, by posmakować "millerowskiej szamotaniny" zamiast ludzkiej paplaniny; pierwsze gwarantuje coś ciekawego, drugie - niekoniecznie. W tych okolicznościach słuszne jest pytanie: kak żić, hehe
            • spinoff Re: Nu kak żić, diadia? 25.07.14, 23:09
              To nie jest zarzut, to tylko żart. On przedstawił max uproszczoną wizję libido w duchu Junga. Na potrzeby prasy popularnej jest to uproszczenie konieczne, ale podał ją jako receptę na nudę i tym mnie rozbawił - zwłaszcza że obok umieściłeś HM z jego witalnością i nieposkromionym apetytem na nowe doznania. Swoją drogą, Tobie też wcale nie brak wyobraźni! Libido masz skierowane do środka, dlatego świat wewnętrzny dostarcza Ci silniejszych bodźców, a zewnętrzny "może Cię nudzić". Jesteś po prostu w większym stopniu intro- niż ekstrawertykiem.
              A propos nudnych kobiet - Kisiel żartował, że "3 największe przyjemności w życiu mężczyzny są na literę P, jest to: picie, palenie i p... p... polowanie".
    • jeepwdyzlu naprawdę czytamy dla innych? 14.06.14, 23:15
      Opinie znajomych, kolegów są takie ważne?
      Zanurzamy się codziennie w inne światy dla poklasku?

      Przyjemnie się Ciebie czyta brnXB
      ale prowokujesz zbyt czytelnie :-)

      A już z tym:
      Jeśli chce się uwieść jakąś dziewczynę, niekoniecznie by założyć rodzinę, ale by ściągnąć z niej majtki - jedną z głupszych rzeczy jakie można zrobić na wstępie znajomości to zdradzić się ze skłonnością do czytania.
      --------------
      to mam o 180 stopni odwrotne wrażenia....
      Powiem więcej - nieskromnie stwierdzę, że miałem efekty znacząco lepsze niż koledzy sportowcy...
      jeep
      • kalllka Re: naprawdę czytamy dla innych? 14.06.14, 23:46
        Dzip, dzip... Hurra!
    • claratrueba 5 powodów... 15.06.14, 06:44
      dokładnie te same:
      Na co narażają książki:
      - na towarzyskie życie wśród ludzi nieco bardziej ciekawych niż ci, z którymi można rozmawiać TYLKO o urlopach, pracy, przeżywaniu kebaba.
      Z czytającymi TEŻ o tym wszystkim rozmawiać się da. I robi się to.
      - na picie wódki z osobami znacznie ciekawszymi przy jednocześnie mniejszym ryzyku, że picie zmieni się w mordobicie,
      - na alienację spośród ludzi o potrzebach będących technicznym rozwinięciem potrzeb australopiteka (żywność, malowana jaskinia, szybka kopulacja, odzież zwracająca uwagę stada, artefakty) co skutecznie uniemożliwia bycie identyfikowanym ze stadem mentalnych australopiteków. I znalezienie sobie miejsca wśród gatunku bardziej rozwiniętego, który to gatunek OPRÓCZ posiadania materialnych dóbr często przedstawiających wyższą wartość niż dobytek australopiteka posiada również zdolność udzielenia dobrej rady lub konkretnej pomocy. Podczas gdy australopiteka warto prosić tylko o pomoc w załatanie dziury w rurze, o ile samemu się nie potrafi. Przy czym czytanie książek nie przeszkadza w posiadaniu wiedzy jak zrobić to samemu. Oraz posiadania w gronie znajomych czy przyjaciół ludzi nie czytających, którym imponuje, bądź częściej przydatne jest posiadanie znajomego, który oprócz umiejętności, które samemu się posiada, posiada te inne.
      - na większy dostęp do seksu
      Bo osobnik płci dowolnej poznawszy nie tylko osobniki ze swojego otoczenia, ale i te, które poznać mógł tylko poprzez lekturę bo w otoczeniu nie występują, z łatwością zastosuje kamuflaż jak zwierzę stosuje mimetyzm lub mimikrę o ile taką zdolność posiada. Czyli w praktyce- osobnik płci męskiej oczytany bez trudu posiądzie dowolną pannę. Takiej, która łatwo spłoszyć demonstrując słownictwo nieznane (szczególnie to z końcówką "izm") zaprezentuje się jako "fajny gościu, co fajnie ... (tu ogromny wybór-ma fajny telefon, fajnie zeza robi, mówi o jej oczach, prowadzi samochód itd. ale nie bardzo wiem czym można zaimponować pewnym pannom). Taką zaś, która oczekuje oczarowania nieco bardziej wyrafinowaną tematyka i słownictwem- tym oczaruje. Czego nie zrobi prostak.
      - poszerzenie świadomości zawsze skutkuje konkluzją, ze jednak świat i ludzie nie przypominają poetyki Disneya. Tylko kto jest bardziej rozczarowany- ten, który WIEDZĄC, ze znany mu osobnik X nie przypomina rycerza bez skazy więc mu nie zaufa bezgranicznie, czy ten, który sądząc po pozorach zaufa i się boleśnie zawiedzie? Ludzie, którzy są wokół nas są jakąś rzeczywistością, której nie zmieni nasza świadomość lub nieświadomość. Ale świadomość kim są pozwala uniknąć przykrych konsekwencji.
      stwierdził Hegel, chyba:
      > świadomość jest nieustannie otwartą raną która sama próbuje siebie zabliźnić.
      > Miał racje, i ci co wkładają w ten otwór książki - poszerzają go i pogłębiają,
      > a ci którzy wpychają tam kebaby, sport w tv, piwo i zakupy - pomagają ranie się
      > goić.
      W tę "ranę" świadomości, że ludzie i świat nie są nudną sielanką,kiczowatym obrazkiem a bardzo pasjonującym zjawiskiem, wpycham i książki (codziennie) i sport w tv (regularnie, z przyjaciółmi), sport, który uprawiam, wino (piwa nie lubię), tańce, koncerty (w tym rockowe), podróże, zabawę z psami, pieszczenie ogródka (wg "Poradnika leniwego ogrodnika"), jeżdżenie po bezdrożach z podobnymi mi właścicielami świrowozów, kinem (tez na ogół z przyjaciółmi połączone z wcześniejszym pobytem w knajpie). Może mam na to czas, bo nie lubię zakupów a tv tylko do sportu a facebook mnie odrzuca pozorem, sztucznością pseudo-relacji z innymi. A raczej ich avatarami.
      Nie mój drogi, czytanie niczego nie ogranicza. Nawet czasu na zaspokajanie bardziej pospolitych potrzeb.
      • eeela Re: 5 powodów... 15.06.14, 13:08
        a facebook mnie odrzuca pozorem, sztucznością pseudo-relacji z innym
        > i. A raczej ich avatarami.

        Facebook, jak każde inne narzędzie, może służyć różnym celom. Niekoniecznie musi to być wyłącznie oglądanie zdjęć z wakacji i wymienianie się dowcipami. Zresztą oglądanie zdjęć z wakacji i wymienianie się dowcipami też jest ważne dla podtrzymywania relacji międzyludzkich. Nie wszystkie muszą być prawdziwie głębokie, a mimo to mogą się okazać w życiu przydatne.
      • gandalph Re: 5 powodów... 19.07.14, 20:26
        Nic dodać, nic ująć. Właściwie może jedno: ustawiczne przebywanie z ludźmi, którzy nie czytają, po prostu wyjaławia.
        • jeepwdyzlu @gandalph 20.07.14, 02:13
          Miło Cię tu widzieć - fajne miejsce - ciekawi ludzie...
          Forumowiczom nie znającym Gandalpha krótko wyjaśnię
          że to człowiek wyjątkowej wiedzy, poczucia humoru i naprawdę fajnie, że tu trafił..
          Mam nadzieję na dłużej...

          jeep
          • eeela Re: @gandalph 20.07.14, 20:52
            Witamy Gandalpha na forum :-)
    • kamil.bromski Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 15.06.14, 14:56
      >Wiec ludzi którzy wchodzą dopiero w świat książek lepiej przestrzegać by porzucili tę rozrywkę na rzecz telewizora (...)

      A telewizor to niby gorszy od książki?
      Ostatnio po meczu Kolumbia - Grecja dziennikarz sportowy rzekł: "rachityczne ataki Greków". W wielu powieściach nie uświadczy się takiego słownictwa.


      • kalllka Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 15.06.14, 15:14
        Wie pan co, kolego bromski,na krytykę telewizji nie nadszedł jeszcze właściwy czas.
        Ledwosmy bowiem z autorem przeanalizowali i ustalili mozolnie, ze czytelnictwo szkodzi.
        pierwej zatem należy cel( ten i ów) udowodnić oraz wdrożyć.
        Telewizja będąc muza podkasana , nie szkodzi tak bardzo jak klasyki literatury -targetowi gier komputerowych czy warstwie blogerów.
        • kamil.bromski Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 16.06.14, 10:23
          Wie pan co, kolego bromski,na krytykę telewizji nie nadszedł jeszcze właściwy c
          > zas.

          Nie krytykuję, pani Kalllko. Wręcz przeciwnie. Byłem bardzo podbudowany lingwistyczną szarżą dziennikarza sportowego.

          > Ledwosmy bowiem z autorem przeanalizowali i ustalili mozolnie, ze czytelnictw
          > o szkodzi.

          Zachowam się bezwstydnie i podłączę się do finezyjnego wykładu Autora, podając szósty powód, dlaczego czytelnictwo szkodzi.
          Wczoraj byłem w księgarni i zostałem aż trzykrotnie popchnięty przy regale - przez dwie kobiety i pracownika księgarni! Oczywiście nie usłyszałem "przepraszam". Coś takiego nie przydarzyło mi się ani w Żabce, ani w sklepie obuwniczym. Ba, nawet w sklepie z alkoholami nie miałem takich przykrych doświadczeń.
          Aha... zapytałem o pewne książki panią z informacji w tejże księgarni. Zbyła mnie odpowiedzią, że musi mieć konkretne tytuły, a jej mina obwieściła: "Co mi, ku.., dupę zawracasz głupimi pytaniami."
          No i się wkur...łem w sposób godny, czyli milczący acz niezłomny - nie wydałem forsy w księgarni. Poszedłem na piwo.
          Słowo - historia prawdziwa.
          • kalllka Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 16.06.14, 19:05
            Pan wybaczy, panie bromski, zagalopowalam się; Oczywiście, ze "rachityczne" ruchy należy docenić, a nawet krzewić, tak aby tradycja polskiego dziennikarstwa sportowego, nie zatrofizowala się...
            Wracając do pana ksiegarskich przepychanek, morał z nich płynie dla mnie taki, aby powiększyć przestrzeń miedzy bukiniczna, zanim inteligencki ped do (książek) uzasadniony druga newtonowska (w odruchu oburzenia na brak przeprosin) nie popychnie ludzi, tak jak pana panie bromski, do sięgnięcia po erzace kończące się polliteracko, miast odrzucać ruchem przyspieszonym od wulgarnych popychaczy)
            • solaris_1971 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 21.06.14, 00:29
              " na mniejszy dostęp do seksu.
              Jeśli chce się uwieść jakąś dziewczynę, niekoniecznie by założyć rodzinę, ale by ściągnąć z niej majtki - jedną z głupszych rzeczy jakie można zrobić na wstępie znajomości to zdradzić się ze skłonnością do czytania. Chodzi tu tylko o statystykę, nie najważniejsze, ale dość istotne jest " pierwsze wrażenie" dlatego wypada uważać na swoje komunikaty. "

              Na swoje komunikaty zawsye trzeba uwazac.

              A reszta to bzdura, po prostu bzdura.Wszystko jest relatywne. Facet, ktory wykaze sie swobodna znajaloscia literatury a do tego jeszcze ma cos oryginalnego do powiedzenia, ma o wiele wieksze szanse na sciagniecie mi majtek niz taki co nie czytal nic.
              Oczytanie faceta sprawia, ze oczekujemy wyjatkowego sciagania majtek, tak jak to robia w powiesciach. I ci faceci potrafia stworzyc taka atmosfere, ze czujemy sie jak w .........powiesci. Takiemu sie chyba jeszcze ani jedna nie oparla.

              • jeepwdyzlu Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 21.06.14, 00:40
                Takiemu sie chyba jeszcze ani jedna nie oparla.
                ---------
                :-)
                Prawdziwa przygoda mojego kumpla sprzed niewielu lat.
                Wraca z Warszawy sam, piękna autostopowiczka, dziewczyna cudmiódmalina. Uśmiechnięta, seksowna, jak gdyby - prawie zainteresowana :-)
                Pali Pani? Jasne, chętnie...
                Zapalili, delikatne muśnięcia dłoni, napięcie rośnie, potęgowane przez Bee Gees, księzyc w pełni pustą drogę, namiętnie mrugające gwiazdy....
                i nagle...
                pada pytanie:
                Gdzie tu się STRZĄCHA?


                jeep
                • torado Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 21.06.14, 17:09
                  jakoś nie widzę uzasadnienia w swoim życiu tez autora wątku, więc logicznym nie zgodzę się z nim. Czytam, bo jestem ciekawa różnych ujęć problemów, które mnie interesuję, czytam, bo jestem ciekawa historii ludzi, historii które nigdy mnie się nie przydarzyły, czytam, bo lubię też odnajdywać swoje uczucia w uczuciach bohaterów literackich, czytam, bo lubię pewnych pisarzy za ujęcia niektórych tematów, w identyczny sposób, jak ja je widzę i jest jeszcze setki powodów dlaczego czytam...a że przy tym wzbogacam słownictwo...no cóż skutek uboczny...;-) A ja inni są skonsternowani słownictwem, którego używam to ich problem ;-)
              • gandalph Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 20.07.14, 20:55
                "Oczytanie faceta sprawia, ze oczekujemy wyjatkowego sciagania majtek, tak jak to robia w powiesciach. I ci faceci potrafia stworzyc taka atmosfere, ze czujemy sie jak w .........powiesci. Takiemu sie chyba jeszcze ani jedna nie oparla. "

                Oczekuje osoba, która wie, jak w powieściach ściągają majtki, ergo - przeczytała tych powieści bodaj parę. :-)
                • Gość: beyond2001 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.14, 21:38
                  "Oczekuje osoba, która wie, jak w powieściach ściągają majtki, ergo - przeczytała tych powieści bodaj parę. :-)"
                  x
                  Hehe, dokładnie. Dodam tylko od siebie, że obeznanie w powieściach poruszających czynność ściągania majtek - niekoniecznie musi gwarantować umiejętność wzięcia udziału w ciekawej dyskusji ;)
    • Gość: brnXB 6 powód IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.14, 17:10
      Odkryłem kolejny powód, a raczej on odkrył mnie, odkąd mam nowa, nieco lepiej płatną pracę, czyli od niedawna. Właściwie to spadł na mnie, choćby niespodziewana sraczka wywołana grypą żołądkową... dziś dopiero sobie to uświadomiłem, chociaż już tydzień temu wydałem w księgarni internetowej znacznie, znacznie więcej niż chciałem. Dziś stało się jeszcze gorzej, chociaż zaczęło się niewinnie... wyruszyłem ze stolicy powiatu do stolicy województwa ze szczerym zamiarem kupna nowych trzewików, wiedząc że w większym mieście jest więcej sklepów z obuwiem w rozsądnych cenach i fasonach odpowiednich jak na moje drobnomieszczańskie predyspozycje. I kierując się wprost do dobrego sklepu obuwniczego jakoś nadłożyłem drogi by trafić na zupełnie inną ulicę do zupełnie innego sklepu - do dobrego antykwariatu. Tam już nie szło utrzymać ani łap w kieszeniach, ani portfela w zamknięciu! I ch......trzewiki mogę sobie kupić dopiero po kolejnej wypłacie!

      Co z tego wynika? media, społeczeństwo, potencjalne partnerki... wszyscy jednym chórem głoszą że mężczyzna, winien mieć dobrą pracę, a jak już ją ma to powinien zmienić na lepiej płatną, itd. Ale co jeśli ktoś wpadł w nałóg - nazwijmy to - kompletowania domowej biblioteczki? wtedy, jeśli jest nałogowcem totalnym, to powinien swoją słabość, jak każdy nałogowiec - ukrywać. Np. zakupione książki wrzucać do wersalki. W przeciwnym razie daje rodzinie lub potencjalnym partnerkom do zrozumienia, że jeśli by zarabiał więcej to i tak by więcej wydawał na nałóg. To nie są żarty - ludzi którzy wydają kilkaset zł na papierosy miesięcznie niepalący zgodnie uważają za durni, ewentualnie za cymbałów, za kogo w takim razie uznają wydających na książki ci którzy na książki miesięcznie, rocznie, życiowo nie wydają zgoła nic...
      • Gość: beyond2001 Re: 6 powód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.14, 18:24
        brnXB - Powiem krótko: Twój tekst rozwalił mnie na łopatki :) Jakbym czytał o sobie. Ostracyzm, brak zrozumienia, otaczający zewsząd banał. A przez wiele lat pracowałem na wyższej uczelni, gdzie teoretycznie ludzie powinni mieć nieco szersze horyzonty niż wymieniony przez Ciebie standard konswersacyjny. Być może na innych uczelniach / wydziałach jest inaczej, ale to czego można było posłuchać w czasie porannych nasiadówek u nas na kawce (praca zaczyna się od 8:00, teoretycznie, ale od 8:10 do 9:30 jest kawka), powodowało że jeśli byłem gdzieś w okolicy to zamykałem drzwi, żeby nie słyszeć tego pleplania. Ja i jedna moja znajoma byliśmy jedynymi osobami, które miały i chciały się dzielić przemyśleniami odnośnie tego co przeczytały, obejrzały, wysłuchały. Analiza formy tekstów, osadzanie faktów w szerszym kontekście, analiza kadrów w filmach czy kompozycji i warsztatu zdjęć, setki i tysiące fascynujących rzeczy, którymi wypełniona jest rzeczywistość wszędzie dookoła - nikt oprócz nas dwojga nie był zainteresowany tego typu rzeczami. Jak się coś wspomniało na takie tematy, to było dokładnie tak jak piszesz - zapadała cisza, ewentualnie ktoś, zniesmaczony, rzucił "Nooo taaak, to ciekawe", i następowała zmiana tematu na bardziej ogarnialny dla reszty. Czyli na któryś z listy wymienionej przez Ciebie. I tak jest niemal wszędzie (podobnie jak Ty, opieram się na własnych doświadczeniach, które siłą rzeczy są ograniczone - ale jednak tu i ówdzie bywałem i bywam, więc jako-taki ogląd mam :) ). Imprezy w czasie spotkań pasjonatów z którymi dzielę zainteresowania (niestety, nieliczne) - najczęściej jest to chlanie wódy, oraz rozrywki typu przebieramy się za Elvisa, albo nieskładnie ryczymy do mikrofonu, czyli karaoke. Niech każdy się bawi jak chce, nie krytykuję tego - tyle że ja się kompletnie w takich klimatach nie odnajduję, nie bawi mnie to, a wręcz nudzi, więc albo się zmywam, albo sobie znajduję coś do roboty, co oczywiście natychmiast powoduje kąśliwe reakcje "Oho, pana doktora najwyraźniej nudzi nasze towarzystwo" (no, w sumie macie rację :) ). Na spotkaniach Dyskusyjnego Klubu Filmowego, na który przychodzi raptem 30 osób (na salę na której zmieści się nie wiem, może ze 300?) nikt nie jest zainteresowany jakąkolwiek dyskusją - wszyscy wychodzą zanim na dobre zaczną się napisy końcowe. Jestem jedyny, który ociąga się z wyjściem, licząc na to, że może ktoś też będzie chciał pogadać. Itp, itd.

        Czy w Twoim otoczeniu są ludzie, z którymi łapiesz dobry kontakt? Z którymi możesz porozmawiać normalnie, o rzeczach które Cię interesują, nie zmuszając się do sztucznego ograniczenia swoich wypowiedzi do tematów bliższych ogółowi? Bo ja niemal nie znam takich ludzi, i nie wiem już, czy to przeze mnie (być może za bardzo kieruję się stereotypami i nie wiem nawet, że wszędzie dookoła są ciekawe osoby), czy po prostu faktycznie tak jest, że ludzi nie tylko czytających, ale ogólnie mających głębsze, analityczno-refleksyjne podejście do życia - jest niewielka garstka?
        • eeela Re: 6 powód 14.07.14, 21:03
          po prostu faktycznie tak jest, że ludzi nie tylko czytających, al
          > e ogólnie mających głębsze, analityczno-refleksyjne podejście do życia - jest n
          > iewielka garstka?

          Obawiam się, że to rzeczywiście może być kwestia nastawienia. Ja takich ludzi spotykam wszędzie, gdzie się ruszę - oni są często w mniejszości, to prawda, ale jacyś zawsze są. Przez lata zdążyłam zgromadzić spory krąg naprawdę ciekawych ludzi, których z przyjemnością nazywam przyjaciółmi. Też pracuję na uczelni, nie z samego szczytu rankingów, ale należy do Russel Group i jest relatywnie dobry - ale interesujących ludzi spotkałam również w innych miejscach pracy.
          • Gość: Piotr K. Re: 6 powód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.14, 21:36
            "Obawiam się, że to rzeczywiście może być kwestia nastawienia."
            x
            No ale chyba jednak nie do końca. Jak się w pracy pojawiła ta kumpela z którą łapiemy wspólny kontakt, to od razu się zgadaliśmy, to wyszło samo z siebie, mimo że ani ona ani ja się jakoś szczególnie nie staraliśmy. A z innymi ludźmi których spotykam to po prostu nie wychodzi - pomimo że naprawdę raczej mam oczy dookoła głowy, bo cholernie mi zaczyna brakować kontaktów (od jakiegoś czasu pracuję głównie w domu, niestety). A ludzi generalnie lubię i cieszy mnie kontakt z nimi (ale w gruncie rzeczy jestem bardziej samotnikiem niż duszą towarzystwa), więc to nie jest tak że wszystkich odstraszam samą miną ;) Ale nie trafiam na takich z którymi gadka sama by się toczyła na te tematy o których lubię gadać... Nie wiem za bardzo gdzie mam szukać, kurczę blade... :/
            • eeela Re: 6 powód 14.07.14, 21:59
              Według mojego doświadczenia nie należy oczekiwać, że każda pokrewna dusza uwiedzie od pierwszego wejrzenia. Są tacy, którzy długo nie potrafią przejść od prostego small talk do zaciekłych dyskusji o kulturze, nauce i losach ludzkości, i wejście na taki stopień zażyłości zajmuje im sporo czasu. Są też tacy, z którymi zawsze najlepiej się gada o uprawianiu ogródka i cenach domów, ale to nie zmienia faktu, że ci też potrafią być wspaniałymi przyjaciółmi, a także czytać książki, choć niekoniecznie bardzo ambitne.
              • Gość: beyond2001 Re: 6 powód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.14, 22:13
                Przyjaciół mi nie brakuje, brakuje mi ludzi z którymi można ciekawie pogadać, i razem porobić coś ciekawego. A, i jeszcze mała poprawka - byłej pracy na przestrzeni kilku lat poznałem dwie dziewczyny, a nie jedną, z którymi łapałem świetny kontakt. Niestety, obie się we mnie zabujały po jakimś czasie, a ponieważ ja tego nie odwzajemniałem, więc musiały się odciąć :( Więc już nie mam przyjaciółek :( Cholera mnie na to bierze, bo jak się ktoś fajny trafił, naprawdę fajny, taki z kim świetnie się pracuje i można razem góry przenosić, to i tak nie można się kontaktować przez tą cholerną miłość, która wszystko psuje :(
                • eeela Re: 6 powód 14.07.14, 22:44
                  Ach, ta miłość, jakże potrafi być okrutna ;-)
                • jeepwdyzlu świat jest niedobry 14.07.14, 23:26
                  Niestety, obie się we mnie zabujały po jakimś czasie,
                  ----------------
                  No tak... czemu nie jestem zdziwiony?
                  I czemu wydaje mi się że dyskutujesz sam z sobą?

                  Analiza formy tekstów, osadzanie faktów w szerszym kontekście, analiza kadrów w filmach czy kompozycji i warsztatu zdjęć, setki i tysiące fascynujących rzeczy, którymi wypełniona jest rzeczywistość wszędzie dookoła - nikt oprócz nas dwojga nie był zainteresowany tego typu rzeczami. Jak się coś wspomniało na takie tematy, to było dokładnie tak jak piszesz - zapadała cisza, ewentualnie ktoś, zniesmaczony, rzucił "Nooo taaak, to ciekawe", i następowała zmiana tematu na bardziej ogarnialny dla reszty.
                  -----------------------------
                  Analiza kadru, kompozycji i warsztatu codziennie o 8?
                  Jesteś okrutny!!!!

                  Imprezy w czasie spotkań pasjonatów z którymi dzielę zainteresowania (niestety, nieliczne) - najczęściej jest to chlanie wódy, oraz rozrywki typu przebieramy się za Elvisa, albo nieskładnie ryczymy do mikrofonu, czyli karaoke.
                  ------------------------

                  No do chlania wódy chyba się nie przyczepisz??
                  Wielu laureatów Nobla - zwłaszcza w dziedzinie literatury - chetnie by się przyłączyło... Nawet w stroju Elvisa!

                  Niech każdy się bawi jak chce, nie krytykuję tego
                  ----------------------
                  Żartowniś z Ciebie!!!

                  - tyle że ja się kompletnie w takich klimatach nie odnajduję, nie bawi mnie to, a wręcz nudzi, więc albo się zmywam, albo sobie znajduję coś do roboty, co oczywiście natychmiast powoduje kąśliwe reakcje "Oho, pana doktora najwyraźniej nudzi nasze towarzystwo"
                  -----------------
                  To prawda - kąśliwość zabija...


                  Na spotkaniach Dyskusyjnego Klubu Filmowego, na który przychodzi raptem 30 osób (na salę na której zmieści się nie wiem, może ze 300?) nikt nie jest zainteresowany jakąkolwiek dyskusją - wszyscy wychodzą zanim na dobre zaczną się napisy końcowe. Jestem jedyny, który ociąga się z wyjściem, licząc na to, że może ktoś też będzie chciał pogadać. Itp, itd.
                  -------------------------
                  Może w za dużej sali się spotykacie???




                  jeep
                  • Gość: brnXB Re: świat jest niedobry IP: *.adsl.inetia.pl 14.07.14, 23:37
                    jeepwdyzlu haha, teraz widzę, że mam szczęście że nie trafiłem jeszcze pod Twoje nożyce! chociaż pstryczka w nos ostatnio zebrałem za to że wyraziłem swoje zdanie, no może zbyt szorstko, na temat świeckiej jogi. Ale dobrze, dyskusje powinny kipieć i skwierczeć a nie niemrawo bulgotać...
                    • eeela Re: świat jest niedobry 15.07.14, 00:13
                      To prawda, z Jeepem jest znacznie ciekawiej ;-)
                    • jeepwdyzlu Re: świat jest niedobry 15.07.14, 01:22
                      dyskusje powinny kipieć i skwierczeć a nie niemrawo bulgotać...
                      ------------
                      Ale większość Pan tutaj uważa, że bulgotanie - zwłaszcza niemrawe - jest szalenie ekscytujące :-)
                      Chyba po lekturze Alice Munro :-(
                      Najserdeczniej pozdrawiam!
                      jeep
                      • zwany_kiedys_drussem Re: świat jest niedobry 15.07.14, 08:48
                        Z tą Munro idealnie to podsumowałeś :-) Dobór lektur może rzutować na sposób prowadzenia dyskusji - i nie mam na myśli tylko czytanie Schopenhauera ;-)
                        • eeela Re: świat jest niedobry 15.07.14, 14:00
                          O Kanta podobno nawet na noże czasami dyskusje chodzą ;-)
        • Gość: brnXB Re: 6 powód IP: *.adsl.inetia.pl 14.07.14, 23:18
          "Czy w Twoim otoczeniu są ludzie, z którymi łapiesz dobry kontakt? Z którymi możesz porozmawiać normalnie, o rzeczach które Cię interesują, nie zmuszając się do sztucznego ograniczenia swoich wypowiedzi do tematów bliższych ogółowi?"

          Jasne, że mam, jak się zastanowię to kilkunastu, ewentualnie kilku... no właściwie to może ze trzech... Stąd wzmianka o piciu wódki - ten napój uważam za bardziej sprzyjający komunikacji międzyludzkiej niż wszystkie najnowsze wynalazki od telefonów kom. poczynając na aplikacjach "społecznościowych" kończąc.
          I nie dostrzegam w tym nic "złego", nic nad czym należałoby ubolewać, bo trzeba by mieć najpierw jakieś wygórowane oczekiwania aby móc się rozczarowywać... a tych się wyzbyłem gdy trafiłem na uczelnię.
          Dość zabawnie wierzyłem że oto wpadnę wprost do zagęszczenia młodocianych intelektualistów, pasjonatów... Różne kierunki na różnych wydziałach studiowałem - wszędzie tam "studencką brać" tworzyli głównie ludzie którzy trafili między uniwersyteckie mury bo taki był pęd cywilizacyjny, ambicje rodziców czy chęć opóźnienia wejścia na rynek pracy. Ci ludzie od momentu otrzymania indeksu aż do ostatniego w nim wpisu mieli na twarzach wymalowany jakiś rys zdziwienia "co ja tu właściwie robię?", bo owszem - studiowanie nauk humanistycznych czy społecznych nie realizowało w oczekiwanym stopniu żadnego z ich pragmatycznych celów, co słusznie potwierdza dzisiejsza zawodowa bezwartościowość tytułu mgr. Teksty na "ćwiczeniach" przerabiali z jakąś mitręgą na umęczonych twarzach... "kółka zainteresowań" - owszem, tylko jeśli dało się je wpisać w swoje kwity by potem zabiegać o jakieś stypendium, albo chociaż żeby widniały w CV. Dyskusje - odchodziły ale jak u polityków gdzie każdy ślepo do upadłego walczy o swoje by udowodnić wartość przed audytorium.
          Wcale tu nie przesadzam - owszem było też sporo osób zaangażowanych, z otwartymi umysłami, zdarzały się pasjonujące debaty - ale to raczej były anomalie w obrębie struktury niż jej standardowy rozkład. Więc co do wypowiedzi eeeli :
          "Ja takich ludzi spotykam wszędzie, gdzie się ruszę "

          To jest albo kwestia szczęścia, albo... że zarzucę klasycznie - pozycji klasowej :P
          • eeela Re: 6 powód 15.07.14, 00:03

            > To jest albo kwestia szczęścia, albo... że zarzucę klasycznie - pozycji klasowe
            > j :P

            Pozycję klasową mam nieco uprzywilejowaną, to prawda. Ale spotkałam naprawdę sporo ciekawych ludzi poza kręgami uprzywilejowanych (jak też wiele nieciekawych w tychże kręgach, ale to inna rzecz). Proporcje ludzi o otwartych i głodnych wiedzy umysłach na pewno różnią się między poszczególnymi środowiskami, a mój ogląd na rzeczywistość na pewno nie jest obiektywny, niemniej wciąż mi się wydaje, że nastawienie odgrywa tu dużą rolę. Ja za długo siedziałam w badaniach, mam dziwny zwyczaj czytania literatury naukowej dla rozrywki i wikipedii podczas przerwy na kawę, nie mam więc wręcz prawa oczekiwać od swoich rozmówców, że będą dysponowali podobnym do mojego zakresem wiedzy. Jakbym miała takie oczekiwania, spokojnie można by mnie było nazwać głupkiem, pomimo wszystkiego, co wspomniałam wyżej ;-)
        • pawelekok Re: 6 powód 17.07.14, 11:37
          Ja ożywiłem tego typu dyskusje wśród kolegów z pracy dwoma metodami:
          - podziałałem im na ambicję przechwalając się wynikami rozwiązywanych przeze mnie copiatkowych quizów w GW
          - dość często używając słów im nieznanych, a zaczerpniętych z literatury pieknej, musiałem im to potem wyjaśniać.
          Przy okazji udzielałem różnych dygresyjnych wykładów o kontekście historycznym.
          I tak wyszło, że grupa sprzedawców i projektantów handlujących wyspecjalizowanym sprzętem elektronicznym toczy na kawie bardziej kulturalne dyskusje od grupy pracowników naukowych wyższej uczelni o profilu humanistycznym:) Co swoją drogą mnie specjalnie nie dziwi, miałem już do czynienia ze współczesnymi absolwentami takich uczelni.
      • spinoff Re: 6 powód 15.07.14, 11:28
        To już lepiej było iść po te buty do cocomo.
      • jakas.wesola Re: 6 powód 17.07.14, 13:40
        XB masz rację znikąd zrozumienia, czuję się wyalienowana w miejscu pracy, wokół osoby ciut młodsze ode mnie, ale widzę przepaść, nikt nie czyta. Ich ostatnia książka to był podręcznik na uniwerku. Jak żyć panie XB, jak żyć?
        Też zmieniłam na nową lepiej płatną pracę i co? banda idiotów wokół:) Powinno się dobierać pracowników w zespoły czytających i nieczytających.
      • i.l Re: 6 powód 20.07.14, 18:15
        Mam to samo. Kiedy droga wypadnie obok antykwariatu, trzeba mnie wiązać.
        Biblioteczka mi się rozrosła monstrualnie do ponad 3 tysięcy pozycji.
        Wydatki tłumaczę sobie bardzo zwyczajnie. Ponad 20 lat temu rzuciłem palenie,
        a skoro tak, to stać mnie na książkę i flaszkę jęczmiennego trunku z górzystej Szkocji,
        z przewagą tego pierwszego.
        Dla tych odrzuconych, którzy przeczytali i nie mają z kim podzielić się wrażeniem
        podaję adres. Mam głupi nawyk odpowiadania na list.
        • jeepwdyzlu ale to forum Książki 20.07.14, 19:06

          a nie Porzucone Sieroty
          Przeczytałeś dobrą książkę? Złą?
          Podziel się z z nami wrażeniami!
          Nie szukamy braci w cierpieniu
          ale chcemy się radować, spierać, dyskutować....

          jeep
    • ploniekocica Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? 15.07.14, 10:00
      Łomamuniu Maryjko, cóż za zlot nieszczęśliwców!
      Czy nie przyszło Ci/Wam do głowy, że sami jesteście piekielnie nudni? Tak masakrycznie nudni, że sami ze sobą się nudzicie?
      Przypomniała mi się anegdotka z lat moich młodzieńczych, kiedy to mnie studentkę pierwszego roku zaprosił na kawę asystent, któremu ewidentnie wpadłam w oko. Młody człowiek był zdecydowanie niezbyt przystojny, ale uchodził za przyszłego wybitnego naukowca i jego zainteresowanie bardzo mi pochlebiło. Poza tym miałam nadzieję na fascynującą, otwierającą nowe horyzonty myślowe rozmowę, no!
      Rozmowa była zaiste fascynująca, bo młody człowiek na jej początku zadał pytanie: "No, to o czym porozmawiamy? O Heglu? Czy o Derridzie?" A potem przez półtorej godziny nawijał monotonnym głosem o różnych takich rzeczach, o których chcieliby rozmawiać wyżej skarżący się panowie i pragnęliby gorąco, aby po takich rozmowach kobiety z rozkoszy wiły się im u stóp. Otóż zapewniam, że owemu asystentowi się nie oddałam w paroksyzmie rozkoszy intelektualnej (a wprost przeciwnie zaczęłam go energicznie unikać) i to wcale nie dlatego, że rozmowa na zaproponowane przez niego tematy mnie tak w ogóle nie interesowała (aczkolwiek on uznał mnie był wówczas zapewne za idiotkę).
      Zapewniam Was, drodzy panowie intelektualiści, że jest cała masa błyskotliwych, zainteresowanych kulturą i sztuką kobiet (zdecydowanie więcej niż mężczyzn), ale zaproponowane przez Was tematy (o których one nie chcą rozmawiać, buuuu) muszą być częścią większej całości i nie mam tu wcale na myśli wybitnej urody, skóry, fury, komóry i takich tam, ale poczucie humoru, dystans do siebie i świata, ciekawość świata i innych ludzi, umiejętność słuchania oraz błyskotliwej rozmowy także o tak zwanych pierdołach. Wtedy en passant można nawijać o Heglu, Derridzie, kadrach w filmie, Łelbeku, świetle u prerafaelitów, romansach neowiktoriańskich oraz pornografii średniowiecznej, a płeć przeciwna będzie słuchać ze szczęka opadłą i się wić w zachwycie.

      Się wymądrzyłam, a co!
      • Gość: beyond2001 Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? IP: *.biol.uni.wroc.pl 15.07.14, 11:12
        M Bachtina 'Problemy twórczości Dostojewskiego'

        "ale zaproponowane przez Was tematy (o których one nie chcą rozmawiać, buuuu) muszą być częścią większej całości i nie mam tu wcale na myśli wybitnej urody, skóry, fury, komóry i takich tam, ale poczucie humoru, dystans do siebie i świata, ciekawość świata i innych ludzi, umiejętność słuchania oraz błyskotliwej rozmowy także o tak zwanych pierdołach."
        x
        Wszystko gra - o ile tylko nie będzie to skakanie z tematu na temat, rozmowa "o wszystkim i o niczym". Jest masa rzeczy które mnie interesują, i w każdej, najbardziej nawet banalnej sprawie, można znaleźć coś ciekawego. Ot, chociażby rano, jak otwieram okno, to czuję (i niezmiennie mnie to cieszy :) ), że zimniejsze powietrze z dworu leci dołem, i jak są na zewnątrz np. jakieś spaliny, to początkowo ich nie czuć, pomimo okna otwartego na tzw. durch :) Jest tu ktoś kto zwraca uwagę na tego typu rzeczy, i uważa je za na tyle interesujące, że warto o tym pogadać z innymi?
        x
        "płeć przeciwna będzie słuchać ze szczęka opadłą i się wić w zachwycie."
        x
        Nie chodzi o to, by ktoś słuchał i się wił w zachwycie (bo gadania mam już naprawdę serdecznie dosyć), chodzi o to, żeby był partnerem w rozmowie. I wnosił od siebie coś w podobnym klimacie. Mam niestety wrażenie, że płeć przeciwna wije się w zachwycie głównie wtedy, gdy zapewnia się jej intensywne emocje, typu jazda motocyklem (wersja hard), albo podróże (wersja soft), bo przy tym nie musi się za bardzo wysilać intelektualnie, a ma dopływ nowych bodźców, zabijających na jakiś czas nudę. Przy czym dobrze by też było, żeby owe bodźce były w miarę różnorodne, czyli nie daj bóg w czymś się specjalizować - bo to jest, a jakże, nudne.
      • scoutek Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? 15.07.14, 11:14
        a bo wszystko może służyć snobom do pozerstwa
        książki także i to nie tylko w formie skór oprawnych na regały czy białe kruki za szkłem

        bardzo pięknie napisałaś, Kocico

        mój brat, gdy poznawał kogoś nowego na studiach i zaglądał do pokoju w akademiku to patrzył, czy nad łózkiem nowej znajomości jest lampka czy nie
        gdy widział, że jest to od razu wiedział, że tematów do rozmów nie braknie
        a z jedną taką, która była zazdrosna o chwile jakie poświęcał lekturze, zerwał zaraz
        • Gość: beyond2001 Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? IP: *.biol.uni.wroc.pl 15.07.14, 11:24
          A ja, jak tylko przychodzę do kogoś nowego, to pierwsze co robię to automatycznie szukam wzrokiem regału z książkami. Im więcej książek, tym większą mam ochotę na znajomość - oczywiście przy założeniu, że nie są wyłącznie ozdobą. Ale to się raczej widzi od razu, czy służą tylko do budowania image'u, czy do czytania.
          • Gość: keysersoze Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? IP: *.dynamic.chello.pl 17.07.14, 14:04
            O mnie byś sobie wyrobiła mylne zdanie - moje książki wyglądają na nietknięte chociaż niektóre czytane były kilkakrotnie. Ot, taki nawyk szacunku do słowa drukowanego z czasów kiedy co lepsze tytuły to tylko po znajomości u pani w księgarni. Znajomi się śmieją, że zaglądam do książek zamiast je czytać... i boją się pożyczać :) - w sumie to też jakiś powód do ostracyzmu, tym razem wśród czytających ;)
      • Gość: beyond2001 Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? IP: *.biol.uni.wroc.pl 15.07.14, 11:15
        "ale zaproponowane przez Was tematy (o których one nie chcą rozmawiać, buuuu) muszą być częścią większej całości i nie mam tu wcale na myśli wybitnej urody, skóry, fury, komóry i takich tam, ale poczucie humoru, dystans do siebie i świata, ciekawość świata i innych ludzi, umiejętność słuchania oraz błyskotliwej rozmowy także o tak zwanych pierdołach."
        x
        Wszystko gra - o ile tylko nie będzie to skakanie z tematu na temat, rozmowa "o wszystkim i o niczym". Jest masa rzeczy które mnie interesują, i w każdej, najbardziej nawet banalnej sprawie, można znaleźć coś ciekawego. Ot, chociażby rano, jak otwieram okno, to czuję (i niezmiennie mnie to cieszy :) ), że zimniejsze powietrze z dworu leci dołem, i jak są na zewnątrz np. jakieś spaliny, to początkowo ich nie czuć, pomimo okna otwartego na tzw. durch :) Jest tu ktoś kto zwraca uwagę na tego typu rzeczy, i uważa je za na tyle interesujące, że warto o tym pogadać z innymi?
        x
        "płeć przeciwna będzie słuchać ze szczęka opadłą i się wić w zachwycie."
        x
        Nie chodzi o to, by ktoś słuchał i się wił w zachwycie (bo gadania mam już naprawdę serdecznie dosyć), chodzi o to, żeby był partnerem w rozmowie. I wnosił od siebie coś w podobnym klimacie.
      • spinoff ten monotonny głos studentów 15.07.14, 11:25
        ploniekocica napisała:

        > A potem przez półtor
        > ej godziny nawijał monotonnym głosem o różnych takich rzeczach

        Lata temu Kazik śpiewał, że studenci przekrzykują się, kto ma rację: Heidegger czy Sartre... Zestawienie nazwisk dość dziwne, być może Kazik znał tylko tych 2 filozofów, albo nie wiedział, że opus magnum S. to właściwie popkulturowy bryk z niełatwego dzieła H., ale jest równie prawdopodobne, że Kazik takim zestawieniem chciał jeszcze bardziej podkreślić jałowość sporów jakie toczą między sobą oczytani studenci, których zaatakował swą piosenką. Zabawna była jednak temperatura sporu, owo PRZEKRZYKIWANIE SIĘ. Studenci czytający H. i S. nie podnieśliby na siebie głosu, bo i niewiele mieliby do powiedzenia. Im bardziej oczytany student, tym ciszej mówi i mniej ma własnych przemyśleń. Od studentów spędzających najwięcej czasu w bibliotece nie usłyszałem nigdy nic ciekawego, oryginalnego, same pretensjonalne sentencje, nieomal cytaty wygłaszane bezrefleksyjnie i właśnie MONOTONNIE, BEZNAMIĘTNIE. Taki student jest jak zbiór przypisów - odeśle cię do konkretnego autora i nie licz na więcej. Na pytanie spoza dziedziny studiów, o coś aktualnego, np. o konsekwencje afery podsłuchowej, albo pomysł na wykorzystanie powtórek przy sędziowaniu meczu, usłyszy się od nich same głupstwa, nijak nie przystające do rzeczywistości. Natomiast studenci, którzy unikają książek jak diabeł święconej wody, potrafią czymś zaskoczyć, mają fantazję i wyrażają emocje.


        > Się wymądrzyłam, a co!

        Jak to co? Brawa!
      • jeepwdyzlu Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? 15.07.14, 13:47
        Łomamuniu Maryjko, cóż za zlot nieszczęśliwców!
        Czy nie przyszło Ci/Wam do głowy, że sami jesteście piekielnie nudni? Tak masakrycznie nudni, że sami ze sobą się nudzicie?
        ------------------
        :-)
        masz rację..
        Obiecuję, że więcej nie będę biadolić!
        jeep
      • Gość: brnXB Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? IP: *.adsl.inetia.pl 15.07.14, 21:59
        "A potem przez półtorej godziny nawijał monotonnym głosem o różnych takich rzeczach, o których chcieliby rozmawiać wyżej skarżący się panowie i pragnęliby gorąco, aby po takich rozmowach kobiety z rozkoszy wiły się im u stóp."

        Zabawnie na opak mnie odczytałaś przypisując mi... sarkazm i ironię, których tam akurat nie ma.
        Nigdzie nie napisałem ani nawet nie zasugerowałem że chciałbym rozmawiać z kobietami "o rożnych takich rzeczach" - bo jeśli celem jest by się "wiły" to lepsze jest: jak najmniej słów i jak najprostsze tematy. Szybkie ograniczenie rozmowy i przejście w dotykanie.

        "ale poczucie humoru, dystans do siebie i świata, ciekawość świata i innych ludzi, umiejętność słuchania oraz błyskotliwej rozmowy także o tak zwanych pierdołach (...) a płeć przeciwna będzie słuchać ze szczęka opadłą i się wić w zachwycie."

        Bardzo fajnie i zgrabnie to opisałaś: nie dziwi mnie wcale Taki punkt widzenia - jako kobieta wyszłaś z założenia że celem mężczyzny ma być kobiety... oczarowanie, zrobienie pozytywnego wrażenia, minoderyjność. Krótko mówiąc - że należy się jakoś bardziej starać.
        Czyli zupełnie na opak.... Zmierzanie do błyskotliwej rozmowy, to strata czasu, jeśli celem jest tylko seks. Tu się zupełnie rozminęły nasze pojęcia o sprawie, bo w wątku napisałem tylko czego unikać aby doprowadzić do zbliżenia, a aby do niego doprowadzić nie trzeba - jak sugerujesz - być błyskotliwym, posiadać dystans, otwartość, czy umiejętność słuchania. W zaciągnięciu dziewczyny do łóżka nie chodzi w ogóle o to by jej "szczęka opadła" ale o nakłonienie jej do seksu, tylko tyle.
        • Gość: beyond2001 Re: Chcesz/chcecie o tym porozmawiać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.14, 22:06
          "W zaciągnięciu dziewczyny do łóżka nie chodzi w ogóle o to by jej "szczęka opadła" ale o nakłonienie jej do seksu, tylko tyle."
          x
          I, kontynując tę myśl - należy w niej wzbudzać emocje. Czyli nawet jeśli intelekt, to głównie po to, żeby ją rozśmieszać. A nie wymagać od niej rozumienia bardziej złożonych rzeczy. Fakt, gdy się mówi o czymś z pasją, nawet o tym o czym laska nie ma pojęcia, to bez większego problemu można ją tymi emocjami "zarazić". Tyle, że mi w kontaktach nie chodzi o zarażanie emocjami, ani o gadanie do słuchaczki, tylko o rozmowę z partnerką, która nie tylko kuma, ale jeszcze ma do dodania od siebie coś w podobnym klimacie. Póki co moje doświadczenia są takie, że jak się trafi na kogoś, kto w ogóle chce słuchać, to już jest dobrze.
    • zwany_kiedys_drussem Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 15.07.14, 19:53
      Ku pokrzepieniu serc: :-)
      lubimyczytac.pl/aktualnosci/varia/4270/dlaczego-z-naukowego-punktu-widzenia-najlepiej-zakochac-sie-w-molu-ksiazkowym
      • Gość: beyond2001 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.14, 20:47
        "Ku pokrzepieniu serc"? Informacja, że czytelnicy są gatunkiem wymierającym? Hmmm, jakoś mnie to nie pokrzepia (być może jestem bez serca ;) ). I nie zgadzam się z tezą, że czytelnictwo, a zwłaszcza wyrafinowane czytelnictwo (czyli nie tylko "przelecenie przez akcję", ale również umiejętność dostrzeżenia formy, kontekstu, konstrukcji całej książki) zwiększa tolerancję. Raczej śmiem twierdzić, że jest dokładnie odwrotnie, bo im więcej się czyta, tym bardziej człowiek widzi falę banału wylewającą się niemal zewsząd. Nie zgadzam się również z tym, że zwiększona wrażliwość, płynąca z czytania, jest atrakcyjna dla płci przeciwnej - być może dla tej mniejszości, która ma podobne podejście do książek, i podobną analityczno-refleksyjną optykę patrzenia na świat. Reszta woli się od kogoś nieco bardziej wyrafinowanego intelektualnie trzymać z daleka, bo i po co miałaby się z nim kontaktować? Żeby się dowiedzieć jakichś abstrakcyjnych rzeczy, które mało kogo obchodzą? Liczą się emocje, rozrywka, adrenalina, a nie spokojna analiza tego co się przeczytało.

        A jeszcze co do wstępu artykułu z lubimyczytac.pl - opisane wrażenia po zamknięciu książki jako żywo przypominają mi to, co czuję gdy kończy się jakiś film. W kinie zawsze siedzę aż do końca napisów końcowych, słuchając muzyki i celebrując sobie opadające po filmie emocje. To taka wisienka na szczycie tortu, nie wyobrażam sobie że miałbym podnosić się i wychodzić jak tylko zniknie z ekranu ostatni kadr. Nie muszę chyba mówić, że jestem jedyną, albo niemal jedyną osobą, która zostaje do samego końca napisów, i że obsługa patrzy na mnie wilkiem, ponieważ jakimiś wydumanymi intelektualistycznymi zachowaniami utrudniam im pracę. Bo przecież co kogo obchodzi muzyka na koniec i smakowanie pofilmowych wrażeń? Trzeba jak najszybciej wymieść z sali ten gnój, co został po fali "konsumentów akcji", po to żeby jak najszybciej wpuścić kolejną falę.
        • zwany_kiedys_drussem Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 15.07.14, 21:34
          Odkrycie, że czytelnicy są gatunkiem wymierającym, nie zasługuje raczej na Nobla. Nie widzę też chyba odwrotnego wpływu na tolerancję, ale może dlatego, że mam większy dystans do owej "fali banału". Co więcej, na pewnym poziomie wrażliwość płynąca z czytania pozostaje niezależna od czytanych treści. Innymi słowy - mechanizm czytania widziany jako czynność transponująca wydrukowany ciąg znaków na przeżycia wewnętrzne wzbogaca wyobraźnię i wrażliwość - nawet jeśli czytamy coś z dolnej półki. Osobiście nie lubię podziału na literaturę niską i wysoką - każda bowiem stanowi rodzaj rozrywki, chociaż niekoniecznie za każdym razem taki sam :-)
          Też nie wychodzę nigdy z kina w trakcie napisów końcowych - jest w tym również jakiś element szacunku dla twórców :-)
        • eeela Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 15.07.14, 21:39
          Nie muszę chyba mówić, że jestem jedyną, albo niemal jedyną osobą,
          > która zostaje do samego końca napisów, i że obsługa patrzy na mnie wilkiem, pon
          > ieważ jakimiś wydumanymi intelektualistycznymi zachowaniami utrudniam im pracę.

          Coraz bardziej utwierdzasz mnie w przekonaniu, że dokonane obserwacje zależą od nastawienia obserwującego. Ja też zostaję w kinie do końca napisów i nie przypominam sobie, żeby obsługa kiedykolwiek spojrzała na mnie wilkiem.
    • Gość: Ddd Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) IP: *.dynamic.chello.pl 15.07.14, 22:51
      I zwisa mi to i powiewa, kolokwialnie mówiąc, że ileś tam osób uzna to za dziwne. W ten sposób odsiewam plewy i mam dla siebie ludzi, z którymi chcę rozmawiać. Innymi słowy, lepiej postawić na jakość niż na ilość. Ludzie na poziomie lubią czytać książki. Wpajam tę pasję także moim dzieciom
      • neurosis Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) 17.07.14, 09:11
        Wy tak serio z tym nieczytającym otoczeniem? że nikt nie czyta?
        szczęście chyba mam, że trudno mi wokół siebie znaleźć kogokolwiek z książkowstrętem.
        • Gość: beyond2001 Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) IP: *.biol.uni.wroc.pl 17.07.14, 10:03
          Ci ludzie co ich mam w pracy (przypominam, wyższa uczelnia) może i coś tam czytają - ale nigdy nic spontanicznie na ten temat nie mówią, a przynajmniej ja nigdy tego nie słyszałem. Nie padają stwierdzenia typu "Wiecie co, wyczytałem ostatnio, że...", albo "Czytam właśnie to i to, i rzuciło mi się w oczy, że...", albo inne, podobne, wskazujące że czytają coś z zainteresowaniem i mają na ten temat jakieś skojarzenia. Nigdy też nikt nikogo spontanicznie nie pyta np. "A co ostatnio czytasz?". Zresztą dokładnie to samo dotyczy innych dziedzin wiedzy czy kultury - nikt nie opowiada, że był na jakiejś wystawie, pojechał na jakiś zlot, albo że zrobił coś związanego z jakąś pasją. Owszem, czasami zdażają się wyjątki, ale 99% rozmów dotyczy dokładnie tego co wylistował autor wątku - bezpośrednie codzienne fakty albo ploty.
          • ploniekocica Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) 17.07.14, 10:21
            A nie przyszło Ci do głowy, że jest cała masa ludzi, którzy konsumują kulturę niejako naturalnie i nie czują potrzeby się tym chwalić?
            Niemal codziennie rozmawiam z jedną z moich dzieci - mamy bardzo podobne wykształcenie, zainteresowania, nawet typ poczucia humoru, obie czytamy dużo, ale o książkach, filmach, koncertach, słuchanej muzyce dyskutujemy tylko wtedy, gdy dana pozycja, autor, wykonanie zrobiły na nas niesamowite wrażenie i uważamy, że ta druga musi to koniecznie poznać. A i wtedy recenzja często ogranicza się do słów: "musisz koniecznie" (zamiast: "nie warto", "takie sobie", "możesz", albo "powinnaś w wolnej chwili").
            • eeela Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) 17.07.14, 10:35
              A my z mamą często i długo gadamy o książkach :-) Ale z siostrą na przykład już rzadko i krótko, chociaż ona czyta jak szalona i bardzo ambicjonalnie do tego podchodzi. Nie analizowałam dotąd, z czego to wynika. Tematów na rozmowy z siostrą i tak nie brakuje ;-)
            • Gość: beyond2001 Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) IP: *.biol.uni.wroc.pl 17.07.14, 10:43
              Jeśli uważasz, że dyskusje o tym co się czytało to jest "chwalenie się", to nie mam więcej pytań ;) Ale wracając do tematu - być może jest jak piszesz, ale tak czy siak, nawet jeśli czasem zdażało mi się próbować zagaić jakąś bardziej skomplikowaną rozmowę, to odzew był żaden. Poza tym, jeśli kogoś coś interesuje, to jest chyba naturalne, że chce się tym podzielić z ludźmi podobnymi sobie. Jeśli ktoś jest zafascynowany jakąś dziedziną to raczej nie będzie tego kisił w sobie, tylko będzie o tym chciał pogadać, bo czuje taką potrzebę. Jeśli nie czuje potrzeby rozmowy na dany temat, to znaczy że go ten temat w gruncie rzeczy nie interesuje, na tyle żeby go np. analizować. Masz rację, większość opinii jakie można usłyszeć to "super film", albo "fajna książka", i na tym się kończy dyskusja. Tylko że ja, niestety, potrzebuję o wiele więcej, i zaczynam się dopiero rozkręcać w miejscu w którym większość już dawno kończy "dyskusję" i przeskakuje na inny temat.
              • zwany_kiedys_drussem Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) 17.07.14, 10:54
                Wydaje mi się (mogę się oczywiście mylić), że nie chodzi o jakieś braki w Twoim otoczeniu, ale o podejście do ludzi. O książkach tak na poważnie rozmawia się raczej z osobami, które się trochę lepiej zna, podziela lub nie ich gusta, wie, jakie są ich przekonania itp. W tym sensie to trochę intymna sprawa ;-) Gdybym zaczął przygodnym znajomym z pracy opowiadać ze szczegółami o książkach, które przeczytałem, albo nie daj Boże dokonywać ich pogłębionej analizy, to z miejsca zostałbym uznany (prawdopodobnie słusznie) za nudziarza i bufona.
                Spróbuj znaleźć jakieś ujście swym fascynacjom, zacznij pisać recenzje...:-)
                • Gość: beyond2001 Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) IP: *.biol.uni.wroc.pl 17.07.14, 11:17
                  Wiesz co, powiem Ci tak - przy odpowiedniej osobie nie ma znaczenia czy znacie się długo czy krótko. Jeśli kogoś fascynują podobne rzeczy, to bez problemu znajdzie wspólny język z podobną osobą, nawet jeśli dopiero się poznali. Na tej zasadzie funkcjonują wszelkie stowarzyszenia hobbystów - nagle człowiek który w swoim otoczeniu uważany jest za nudziarza, ponieważ ma nietypowe zainteresowania, znajduje się wśród ludzi którzy rozumieją go doskonale. I nagle nie musi się hamować, bo tutaj wszyscy są tacy sami.

                  Swoją drogą to co piszesz idealnie potwierdza temat przewodni wątku - masz nietypowe zainteresowania i lubisz myśleć, to siedź cicho i absolutnie się z tym nie ujawniaj, bo zostaniesz uznany za bufona. Całkowicie niesłusznie, ale to nieważne, bo ważne jest to, że większość ryczy do karaoke - więc to jest "słuszne" i "zdrowe".

                  A ludzie u mnie w pracy znają się od lat, i poruszają o wiele bardziej intymne tematy niż coś tak niepoprawnego politycznie jak przemyślenia po przeczytaniu czegoś.

                  Recenzje? Nie mam na to czasu. Poza tym potrzebuję kontaktu z żywym człowiekiem, i wymiany myśli, a nie robienia wykładu "co ja myślę na temat tego czy tego".
                  • zwany_kiedys_drussem Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) 17.07.14, 11:43
                    Nie przesadzajmy - czytanie książek nie jest aż tak nietypowym zainteresowaniem ;-) Naprawdę dziwią mnie Twoje problemy - być może przekraczając granice kompetencji szukam ich rozwiązania... Ale fascynacja podobnymi rzeczami wcale nie oznacza identycznego podejścia do kwestii rozmowy o nich. Dla wielu osób rozprawianie o czytanych książkach może być trudniejsze niż szczere rozmowy o seksie. Owszem, można mieć szczęście i trafić na taką osobę, o której piszesz, ale jest to jednak dość rzadkie.
                    W swoim życiu każdy gromadzi różne grupy znajomych. Muszę przyznać, że sporą część swoich poznałem właśnie dzięki książkom, więc czymś naturalnym są w takim gronie długie rozmowy na ten temat. Nie jestem zatem osobą, która może z czystym sumieniem roztrząsać dylematy, które tu ujawniasz.
                    Recenzja nie jest już dziś wykładem. To raczej szybki kontakt z jej czytelnikami, wymiana myśli w komentarzach etc.
              • ploniekocica Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) 17.07.14, 11:10
                Wiesz, jaki jest moim zdaniem Twój problem - pogarda połączona z poczuciem wyższości (i to takim neurotycznym, jakie opisuje Horney). Może się otwórz trochę na innych będzie Ci łatwiej.
                W miejscu pracy rzadko znajduje się kompanów do uczonych dyskusji (nawet jeśli się IBL-u pracuje:) tzn. można znaleźć, ale trzeba ich pod tym kątem poszukać. Zorganizuj u siebie dyskusyjny klub książkowy czy kulturalny, albo chociaż poszukaj tego typu spotkań na tak zwanym mieście.
                Popatrz tylko od bodaj dwóch tygodni produkujesz posty, jakim to niedocenionym wrażliwcem w morzu pospólstwa jesteś, a sam nie zaproponowałeś żadnego tematu do dyskusji chociaż przecież z definicji tutaj wszyscy czytają.
                • eeela Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) 17.07.14, 11:50
                  Kocica ma rację. Jesteś TU, w miejscu, w którym z założenia przychodzą ci, którzy pragną rozprawiać na tematy przez ciebie również upragnione. Dlaczego, zamiast skupiać się na udowadnianiu nam, że twoi znajomi z pracy to nieciekawi ludzie, nie zaczniesz po prostu rozmawiać z nami o książkach? :-)
                • Gość: beyond2001 Re: Ja się zawsze przyznaję do czytania książek:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.14, 13:42
                  "poszukaj tego typu spotkań na tak zwanym mieście."
                  x
                  Oczywiście, że szukam. Póki co znalazłem dyskusyjny klub filmowy, nawet dofinansowywany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Spotkania wyglądają tak, że przed seansem prowadzący opowiada co obejrzymy, a po seansie wychodzi pierwszy, a za nim reszta sali. Nikt się nawet słowem nie zająknie o jakiejkolwiek dyskusji. Byłem jedyny, który poszedł go za to ochrzanić, reszcie najwyraźniej to lata. To było jedno z większych mpich rozczarowań w życiu, bo naprawdę ostrzyłem sobie zęby na ten klub (bez)dyskusyjny.
    • Gość: debbie o jaka jestem biedna... IP: *.nhs.uk 17.07.14, 10:46
      O jaka jestem biedna... taka oczytana i yntelygentna... z nikim innym nie moge porozmawiac bo przeciez czytam ksiazki....

      • zwany_kiedys_drussem Re: o jaka jestem biedna... 17.07.14, 11:10
        No właśnie... Zaczynam mówić o kognitywnych podstawach teorii wiersza albo dyskursie dydaktycznym, a oni mnie ważą sobie lekce... Co za świat!
        • pisam Idioctwo 18.07.14, 06:54
          Przepraszam bardzo ale tylko Idiota/tka będzie się martwiła, że z powodu tego, iż czyta książki i się do tego oficjalnie przyznaje naraża się na odrzucenie przez innych debili i idiotów, którzy twierdzą, że to nie jest trendy.
          Mam gdzieś, czy się komuś to podoba czy nie. Czytałem zawsze, czytam i będę czytał, a banda debili, idiotów, opóźnionych w rozwoju, ograniczonych pierwotniaków którzy pozostali na poziomie polskich seriali obyczajowych może mnie pocałować tam gdzie nie zagląda słońce.
          • Gość: beyond2001 Re: Idioctwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.14, 10:44
            Zgadzam się z tym, i na pewno nie zamierzam się dostosowywać do większości. Niemniej, temat wątku dotyczy faktu, że czytanie (i ogólniej - nietypowe zainteresowania) skazują człowieka na ostracyzm towarzyski.
            • pisam Re: Idioctwo 18.07.14, 11:24
              Tylko ze strony idiotów, debilu i ludzi opóźnionych intelektualnie. Mieszkam w niewielkim mieście, spokojnie można powiedzieć, że na prowincji i nie można powiedzieć, że w mieście panuje kult czytania, ale nigdy żadna osoba widząc mnie z książką na ulicy, na ławce, nie okazała w żaden sposób ostracyzmu, a raczej zainteresowanie: co czytam i czy polecam ją do poczytania.
              Nie chwaląc się często otrzymuję informacje z kraju, że dziecko które nigdy nic nie chciało czytać nagle zaczęło pochłaniać moją książkę i odstawiło komputer. Broń Boże, się nie reklamuję, ale człowiek musi trafić na swoją tematykę i właściwy sposób opowiadania, aby złapać na nowo bakcyla czytania a tych co nie tolerują czytających w swoim otoczeniu, należy ignorować i powiedzieć im wprost, że są ciemniakami i ograniczonymi intelektualnie osobami. Aby nie było, że piszę aby pisać, zamieszczam ostatni list od czytelnika, którego dziecko zaczęła czytać (aby nie było to potraktowane jako autoreklama, wykreślam swoje dane oraz tytuł książki, ale jeśli ktoś chce osobiście sprawdzić o czym i jak piszę, proszę o informacje na priv i podeślę spore fragmenty w pdf, mobi lub e pub, mam także wydanie książkowe bo jestem zwolennikiem tradycji) :
              " "Szanowny Panie
              Proszę mi wybaczyć oficjalny styl, ale pierwszy raz w życiu piszę do autora i to takiego który całkowicie mnie zaskoczył. Jeśli pan pozwoli zacznę od początku, czyli od tego, że jestem matką dwójki dzieci, w tym piętnastoletniego syna, którego nie można było od kilku lat odgonić do komputera i do który w żaden sposób nie można było zagonić do przeczytania żadnej książki. Nie mówię tu o lekturach szkolnych, bo sama za nimi nie przepadałam, ale inne książki zawsze pożerałam. Szczerze mówiąc straciłam nadzieję, że mój syn będzie cokolwiek czytał poza wieściami zamieszczonymi w sieci, bo nie udały mi się żadne z moich ukartowanych prób. Wbrew powszechnie rozpowszechnianych wieści, że Harry Potter działa cuda, mój syn po przeczytaniu kilku stron oddał mi swoje dodatkowe kieszonkowe informując, że woli chodzić o chlebie i wodzie niż zmuszać się do czytania bajek, które go nie interesują. Nie zainteresował się także książką „Gra o tron” – choć jest fanem serialu, a którą świadomie pozostawiłam przy jego komputerze, mając nadzieję, że zechce sprawdzić jak jest w oryginale. Nie będę wymieniać innych autorów które mu podrzucałam, ale proszę mi wierzyć, że było ich sporo. Proszę więc wyobrazić moje zaskoczenie, gdy nieoczekiwanie na początku maja przyniósł ze szkoły mocno zniszczoną książkę i… przez trzy dni nic dla niego nie istniało. Wychodził tylko aby coś zjeść i ponownie znikał w swoim pokoju, skąd co jakiś czas dochodziło do moich uszu śmiech i tak zwane, chichranie. Przez te wszystkie dni zamiast siedzieć przy komputerze, siedział z książką w dłoni i nic innego dla niego nie istniało.
              Skoro piszę do pana to zapewne już się pan domyśla, że czytał mocno zniszczony egzemplarz pańskiej książki „XXX”, którą dostał na weekend od swojego znajomego. Już po wszystkim stwierdził tylko, że na prezent urodzinowy chciałby pozostałe tomy z pańskiego cyklu. W związku z czym mam prośbę, czy jest możliwość kupienia pańskich książek z osobistą dedykacją dla swego nowego fana. Proszę mi wierzyć, że w naszej lokalnej księgarni Matras pani sprzedająca książki, bo trudno ją nazwać księgarzem, była zdziwiona, że powstała taka książka i ktoś zainteresowany jej nabyciem. Po sprawdzeniu czegoś tak w komputerze stwierdziła, że nakład jest wyczerpany i dlatego nie mają jej w swojej ofercie, ale ponieważ jej zachowanie mnie zaintrygowała, udałam się do EMPiK-u gdzie poinformowano mnie, że książka jest cały czas dostępna ale oni osobiście ściągają ją wyłącznie na zamówienia poprzez jakiś tam com. W związku z powyższym postanowiłam nie zmuszać owych „księgarzy” do pracy i zwrócić się bezpośrednio do Autora, z nadzieją iż tam załatwię wszystko i profesjonalnie. Proszę o podanie warunków sprzedaży, nr. Konta, itd., bo syn ma urodziny pod koniec mają a czas biegnie nieubłaganie.
              Proszę o odpowiedź, choćby była nawet negatywna, z informacją gdzie mogę bez kłopotów kupić pańskie książki.
              Z poważaniem.... "
              • jeepwdyzlu @pisam 18.07.14, 11:58
                Ziew.....
              • eeela Re: Idioctwo 18.07.14, 12:14
                > Tylko ze strony idiotów, debilu i ludzi opóźnionych intelektualnie.

                > Broń Boże, się nie reklamuję,

                Rzeczywiście, nawet jeśli miała to być reklama, to bardzo kiepska.

                Niemniej treści reklamowe są. Proszę przyjąć ostrzeżenie, następne tego typu posty zostaną wycięte.
                • pisam Re: Idioctwo 18.07.14, 12:17
                  Umówmy się, że przestanę zabierać w ogóle głos... i można wywalić wszystkie moje posty
                  • jeepwdyzlu pisam - nie histeryzuj 18.07.14, 12:31
                    i się nie obrażaj
                    Tylko pisz nieco krócej :-)
                    I bardziej na temat
                    j.
                  • zwany_kiedys_drussem Re: Idioctwo 18.07.14, 12:34
                    No, nie... Autorzy mają prawo się przecież wypowiadać na forum. Chodzi tylko o to, żeby przestrzegać regulaminu, bez którego to miejsce zmieniłoby się w targowisko kryptoreklamy...:-)
            • pisam Re: Idioctwo 20.07.14, 09:51
              Jeżeli czytanie skazuje czytającego na ostracyzm towarzyski, to co powiesz o tych ludziach którzy nie tylko czytają ale także sami piszą?
              • Gość: beyond2001 Re: Idioctwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.14, 11:33
                Powiem, że rozumiem o czym piszesz, ponieważ tak się składa, że sam jestem po "ciemnej stronie mocy", czyli tworzę. Wprawdzie nie jestem pisarzem, bo żyję z filmowania, ale z napisaniem recenzji czy reportażu nie mam żadnych problemów. To również powoduje, że nie zaspokająją mnie kontakty z "normalnymi" ludźmi, bo - jak to już tutaj ktoś wcześniej napisał - sporej części z nich do szczęścia wystarczy stwierdzenie "ale dobry film", "to była dobra książka", itp. Znaleźć kogoś, kto nie tylko ma coś więcej do powiedzenia, ale jeszcze na dodatek chce i umie o tym napisać, to już w ogóle jest raczej marzenie ściętej głowy. A mi chyba tego właśnie brakuje w ludziach najbardziej - umiejętności dotrzegania rzeczy ciekawych we wszystkim co nas otacza, zwracania uwagi na procesy, zjawiska, znajdujące się jakby "pod" tkanką rzeczywistości, umiejętność osadzania takich obserwacji w szerszym kontekście, i chęć dzielenia się tym z innymi. Strasznie mi się np. spodobał artykuł dziewczyny zafascynowanej astronomią, który ostatnio wyszperałem:

                www.astrovision.pl/index.php?post=1157
                Uwielbiam takich ludzi :) (dlatego, jeśli starczy mi kasy, jadę na Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2014 - może tam się znajdą jakieś pozytywne świry zainteresowane czymś więcej niż tematy opisane w pierwszym poście przez autora wątku :) ).
    • kub-ma Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 18.07.14, 20:50
      Eee tam, strasznie wydumane :)
      Jeszcze nigdy nie spotkałam miłośnika książek, którego jedyną pasją byłoby czytanie. Wręcz przeciwnie.
      Jaka alienacja, jaki ostracyzm? Znam wielu ludzi tych "nieczytających", którzy są fantastyczni i drugie tyle czytających z którymi nie da się dogadać.
    • gandalph paranoja! 19.07.14, 19:47
      Jeżeli przyznanie się do czytania (o ile faktycznie się czyta) w jakimś towarzystwie ma wywoływać ostracyzm, oznacza to, że należy jak najszybciej zmienić towarzystwo.
      Tyle w temacie.
      • Gość: beyond2001 Re: paranoja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.14, 19:56
        Właśnie staram się to zrobić, ale nie jest to takie proste. A'propos - jest tu ktoś z Wrocławia? Zamiast pisać o książkach tutaj wolę się spotkać i pogadać na żywo :)
        • kalllka Re: paranoja! 19.07.14, 20:23
          Zaczynaja się nowe horyzonty wiec okazyjnie można tez przykinac.
          Ale prosz bardzo-na życzenie (eeela wybaczy i przymknie oko;) - tania książka- księgarnia dedalus- czwartek 24 lipca 16.30
          Będę z róża w zębach.
          • Gość: beyond2001 Re: paranoja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.14, 11:38
            "Ale prosz bardzo-na życzenie (eeela wybaczy i przymknie oko;) - tania książka- księgarnia dedalus- czwartek 24 lipca 16.30"
            x
            A co, jest jakieś spotkanie dla Anonimowych Czytelników? ;)

            "Nazywam się Adam, mam 38 lat, odkąd pamiętam mam problem z czytaniem... Zaczęło się niewinnie, od dziecięcych książeczek podsuwanych przez babcię... Nie sądziłem, że może się to przekształcić w problem... Potem poszły pozycje poważniejsze, Biologia Villego od deski do deski, Władca Pierścieni był w ogólniaku prawdziwym objawieniem, potem Lem, Eco, Dostojewski, Dawkins... Ohhh, naprawdę, nie sądziłem że ten nałóg może mi tak zrujnować życie..."

            ;)
            • kalllka Re: paranoja! 20.07.14, 23:07
              Odpowiedziałam na twoje ogłoszenie;
              Lubię się włóczyć celowo ale niespiesznie wiec wstępuje do księgarni; zapewniają komfort i anonimowość. są troszkę jak stare kościoły albo muzea, półmrok, chłód i powaga miliardów wyartykulowanych słów oraz Anieli stroze pilnujący kolumn z książek.
              Zreszta, każdy powód dobry by zestawić się z fikcja i napić wody.



              • Gość: beyond2001 Re: paranoja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 11:48
                "Zreszta, każdy powód dobry by zestawić się z fikcja i napić wody."

                Nie odmówię, ale czy może być to piątek, a nie czwartek? Bo w czwartek nie zdążę na 16:30 :)
                • kalllka Re: paranoja! 24.07.14, 12:30
                  Róża zwiędnie

                  Jeśli nie przeszkodzi, ze przywiedla
                  stawie się w piętek w Dedalusie (na dole bo wygodniej się krępować)
                  • Gość: beyond2001 Re: paranoja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.14, 14:53
                    "bo wygodniej się krępować"

                    Zdaje się, że spotkanie ma dotyczyć książek, a nie więzów ;P

                    A co do spotkania w Dedalusie, to jednak sugerowałbym się spotkać przy wejściu, i iść na jakąś kawo-wodę gdzieś w najbliższej okolicy. Będzie można normalnie porozmawiać.
                    • kalllka Re: paranoja! 24.07.14, 15:58
                      Niefortunnie się wyraziłam!
                      Oczywiście-nie zamierzalam cię krępować.
                      Pęta przyjaźni ( jeśli już)

                      -racja, sprzed wejścia łatwiej zbiec niepostrzeżenie...
                      • Gość: beyond2001 Re: paranoja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.14, 21:38
                        OK, to jesteśmy umówieni :)
                      • Gość: beyond2001 Re: paranoja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.14, 23:19
                        Możesz podać swojego maila? :)
                        • kalllka Re: paranoja! 26.07.14, 00:50
                          Mogę


                          Ps
                          Różowa Róże zostawiłam panience z naprzeciwnej budki z kawa i woda
      • Gość: zombie Re: paranoja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 01:57
        > Jeżeli przyznanie się do czytania (o ile faktycznie się czyta) w jakimś towarzy
        > stwie ma wywoływać ostracyzm, oznacza to, że należy jak najszybciej zmienić tow
        > arzystwo.
        > Tyle w temacie.

        weź człowieku trochę pomyśl, ostracyzmu wobec takich jak Ty wcale nie wywołuje twoja miłość do literatury
        • gandalph Kim Ty jesteś, żeby oceniać innych? 23.07.14, 02:37
          "weź człowieku trochę pomyśl, ostracyzmu wobec takich jak Ty wcale nie wywołuje twoja miłość do literatury"

          Możesz to sprecyzować? Co znaczy "takich jak Ty"? To znaczy jakich? Zajrzałem tu po raz pierwszy, zamieściłem parę wpisów, a Ty już wiesz? Wszechwiedzący jakiś? A wiesz, co w ogóle znaczy "ostracyzm"?
    • czegotychcesz Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 20.07.14, 12:08
      Przeczytałam tę wypowiedź, teraz mam cały obraz młodych pokoleń Polski. Dlatego też, młode małżeństwo, kochające książki, którzy sami próbują pisać, raz w miesiącu przychodzi do mnie
      (mam 67 lat) podyskutować o przeczytanych książkach, pożyczać ode mnie książki, pożyczają mi
      też swoje książki ! zrozumiałam, że wśród swoich rówieśników, nie znajdą osób które kupują i czytają książki. Strasznie to smutne ! w taki sposób na naszych oczach dokonuje się degeneracja
      narodu , w innych krajach Europy wzrasta poziom czytelnictwa i zakupów książek, a u nas .....!!!!
      • Gość: beyond2001 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.14, 12:14
        "w taki sposób na naszych oczach dokonuje się degeneracja
        narodu , w innych krajach Europy wzrasta poziom czytelnictwa i zakupów książek, a u nas"
        x
        Nie wiem skąd wzięłaś informację, że w innych krajach Europy wzrasta poziom czytelnictwa. Jak dla mnie to wszędzie spada, ale może się mylę, bo nie śledzę statystyk. Można jakieś szczegóły?
    • gandalph Nie bardzo rozumiem problem 20.07.14, 20:48
      Być może jestem niedobitkiem prehistorycznych stworów, może dziwakiem albo kim tamk jeszcze, ale jeśli komuś wadzi to, że czytam (a czytam dużo, wprawdzie nie tak dużo, jak bym chciał), to po prostu z kimś takim nie przestaję, bo mi z nim nie po drodze. Może to jakieś dziwactwo z mojej strony, ale nie mam instynktu stadnego, nie znoszę spędów, gwaru, jazgotu, jestem z gatunku samotnych wilków, które podążają własnymi ścieżkami, wbrew modom i trendom, poszukują na własną rękę, najchętniej tam, gdzie jeszcze nikt nie szukał. I powiem szczerze, dobrze mi z tym. Co więcej, ostatnio dochodzę do wniosku, że jeśli szuka się prawdy (cokolwiek to oznacza), to najprędzej znajdzie się ją w głębi siebie, a nie u innych. To, rzecz jasna, nie oznacza odrzucenia tego wszystkiego, co napisali, wynaleźli, odkryli, wyrazili inni, rzecz w tym, że nawet to wymaga dogłębnego przetrawienia na własną rękę i własne ryzyko.
      [Nie wiem, może mącę, a może ktoś jednak zrozumie, co mam na myśli].
      Od kilkuletniego pędraka, w każdym razie, od kiedy pamiętam, czytałem i czytam dużo: pewne rzeczy dla wiedzy, inne z konieczności, jeszcze inne - po prostu dla delektowania się. (Mam taką książkę, nie zdradzę tytułu ani autora [polskiego!], którą czytałem z 50 razy, właśnie zacząłem znowu, właśnie w imię delektowania się. To jest jednak przypadek dość wyjątkowy, bo mam - z wielu powodów - stosunek bardzo osobisty do tej książki; chodzi tak o utwór, jak i o egzemplarz. Na ten stosunek osobisty złożyło się, hm, tło osobistych przeżyć, ale także tło lektur przeczytanych wcześniej, a i później).
      W moim pojęciu kwestią kluczową jest to, by nawet małe dziecko złapało bakcyla czytania, a potem już pójdzie samo. W moim przypadku tak było. Ci nieczytający są w pewnym sensie kalekami - pewnie nie z własnej winy. Niech żałują, bo nieodstępny jest dla nich cały obszerny świat doznań.
      • Gość: beyond2001 Re: Nie bardzo rozumiem problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.14, 21:35
        "Być może jestem niedobitkiem prehistorycznych stworów, może dziwakiem albo kim tamk jeszcze, ale jeśli komuś wadzi to, że czytam (a czytam dużo, wprawdzie nie tak dużo, jak bym chciał), to po prostu z kimś takim nie przestaję, bo mi z nim nie po drodze. Może to jakieś dziwactwo z mojej strony, ale nie mam instynktu stadnego, nie znoszę spędów, gwaru, jazgotu, jestem z gatunku samotnych wilków, które podążają własnymi ścieżkami, wbrew modom i trendom, poszukują na własną rękę, najchętniej tam, gdzie jeszcze nikt nie szukał. I powiem szczerze, dobrze mi z tym."
        x
        No cóż, w sumie mogę powiedzieć to samo o sobie. Bo ja też nie czuję żadnej potrzeby przebywania w towarzystwie osób, które mnie nudzą. I nie przebywam. Tyle, że problem robi się wtedy, kiedy się okazuje, że nie ma za bardzo do kogo gęby otworzyć, że nie wspomnę o znalezieniu jakiejś w miarę sensownej życiowej partnerki, która byłaby partnerem w rozmowie, a nie co najwyżej słuchaczem.
      • spinoff zagadka 22.07.14, 23:34
        I ja mam książkę, do której regularnie wracałem. Może nie 50 razy, za to z 5 na pewno. Ale też nie zdradzę nazwiska ani tytułu! Niech to będzie zagadka dla lubiących czasem pogłówkować. Jak brzmi nazwisko autora? Kilka podpowiedzi:
        Był bogaty, ale oddano go na wychowanie biedakom, aby nabrał szacunku do ludzi prostych. Nie uczono go języka ojczystego, aby nie tracił czasu na głupie książki. Sam też później zauważył, że lektura nie wzbogaca człowieka, lecz go likwiduje, ponieważ w wyniku czytania myśli czytającego zostają zniszczone przez myśli piszącego i nimi zastąpione. Czytelnik nie myśli już tego, co sam z siebie myślał, może i głupio, ale za to na podstawie własnych przeżyć. Jego przeżycia tracą wartość i znaczenie. Staje się "papugą" - nosicielem i wyrazicielem myśli zrodzonych w obcej głowie, z nieznanego sobie doświadczenia. W efekcie taki czytelnik nie wie już nawet, czy go swędzi w zadku, dopóki nie przeczyta w książkach, co to swędzenie i co to zadek. Pod koniec życia do szaleństwa doprowadzała go świadomość, że po lekturze sporej ilości książek on sam nie jest już w stanie dostrzec śladu siebie w tym, co myśli. Czyli, że tak de facto to jego już nie ma. A próbował pisać w jednym tylko celu - aby pozostawić bliskim na pamiątkę cośkolwiek z siebie właśnie, a nie wypisy ze swych lektur.
        O kim mowa? Czyją papugą jestem? Kto zna odpowiedź?
        • gandalph Re: zagadka 23.07.14, 02:43
          Nie znam książki, o której piszesz, ale zupełnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że czytanie powoduje, iż własne myśli zostają zastąpione cudzymi.
          Czytanie to w pewnym sensie rozmowa, a właśnie rozmowa może spowodować, że nagle odkryjemy inny punkt widzenia albo problem zostaje oświetlony z innej strony, albo też otworzą się w głowie jakieś "kanały myślowe". Warunkiem jest przede wszystkim myślenie o tym, co się przeczytało. Już nie mówię o tym, że często czyta się po prostu dla samej czystej przyjemności.
          • eeela Re: zagadka 23.07.14, 15:32

            > Nie znam książki, o której piszesz, ale zupełnie nie zgadzam się ze stwierdzeni
            > em, że czytanie powoduje, iż własne myśli zostają zastąpione cudzymi.

            Również nie mogę się z tym zgodzić. Natura ludzka jest przewrotna i bardzo wielu rzeczy nie da się zrozumieć, choćby czytało i słyszało się o nich setki razy, jeśli samemu rzeczy się nie dotknie, nie posmakuje, batów w skórę nie oberwie. Czytanie i słuchanie cudzych myśli daje wgląd w cudze światy, ale nie pozwala ich w pełni odczuć, dopóki nie ma się dla nich własnego punktu odniesienia. Dlatego - w moim odczuciu przynajmniej - czytanie może jedynie pogłębić rozumienie samego siebie, nie może zaś "wymienić" naszych myśli na cudze. To tak po prostu nie działa.
        • kub-ma Re: zagadka 23.07.14, 18:27
          Nie wiem co to za książka, nie czytałam i nie wiem, czy dałabym radę przeczytać, bo zupełnie się z tym nie zgadzam.
          Idąc tym tokiem myślenia człowiek nie powinien słuchać opowieści innych, obserwować przeżyć innych.
          Człowiek nie jest komputerem w którym jeden plik zastępujesz drugim. Człowiek jako istota myśląca przetwarza to co widzi, słyszy i czyta. I jego myśli, opinie nie muszą mieć nic wspólnego z myślami i opiniami autora. Tak byłoby w przypadku: ja i wspomniana książka.
        • spinoff rozwiązanie 25.07.14, 23:44
          Montaigne.
        • jeepwdyzlu Re: zagadka 04.08.14, 12:32
          Nabokov?
          • jeepwdyzlu Re: zagadka 04.08.14, 12:33
            :-)
            jeep
      • Gość: zombie Re: Nie bardzo rozumiem problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 01:51
        > Być może jestem niedobitkiem prehistorycznych stworów, może dziwakiem albo kim tamk jeszcze, ale jeśli komuś wadzi to, że czytam (a czytam dużo, wprawdzie nie tak dużo, jak bym chciał), to po prostu z kimś takim nie przestaję, bo mi z ni
        > m nie po drodze. Może to jakieś dziwactwo z mojej strony, ale nie mam instynktu
        > stadnego, nie znoszę spędów, gwaru, jazgotu, jestem z gatunku samotnych wilków, które podążają własnymi ścieżkami, wbrew modom i trendom, poszukują na własną
        > rękę, najchętniej tam, gdzie jeszcze nikt nie szukał. I powiem szczerze, dobrz
        > e mi z tym. Co więcej, ostatnio dochodzę do wniosku, że jeśli szuka się prawdy
        > (cokolwiek to oznacza), to najprędzej znajdzie się ją w głębi siebie, a nie u i
        > nnych. To, rzecz jasna, nie oznacza odrzucenia tego wszystkiego, co napisali, w
        > ynaleźli, odkryli, wyrazili inni, rzecz w tym, że nawet to wymaga dogłębnego pr
        > zetrawienia na własną rękę i własne ryzyko.
        > [Nie wiem, może mącę, a może ktoś jednak zrozumie, co mam na myśli].

        Przecież to stek komunałów i przemyślenia rodem z gimnazjum, co tu jest do rozumienia? Mnie zaciekawiło, że wyznanie miłości do literatury może być tak drętwe, banalne i pozbawione minimum samoświadomości. Po co czytasz, skoro ewidentne jest, że NIC Ci to nie daje? A możliwe, że nawet szkodzi. Serio dobrze czujesz się w roli ambasadora literatury?

        "Ci nieczytający są w pewnym sensie kalekami - pewnie nie z własnej winy. Niech żałują, bo nieodstępny jest dla nich cały obszerny świat doznań."

        O, i jeszcze ambasador wśród dzikusów. Większość nieczytających ma znacznie ciekawsze refleksje, a także, w przeciwieństwie do Ciebie, mniej więcej ma świadomość rangi swoich przemyśleń.
        • gandalph Człowieku opanuj się, bo ci żyłka pęknie 23.07.14, 02:38

    • Gość: ja Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.10.199.109.static.rdi.pl 21.07.14, 12:00
      Świetny tekst :-) ubawiłam się do łez :-)
    • mim_maior Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 23.07.14, 10:10
      Pierwsza myśl po przeczytaniu wątku rozpoczynającego temat, a potem większości odpowiedzi: Adrian Mole żyje! :D
      Nigdy nie odczuwałam problemów towarzyskich z powodu czytania. Prędzej problemy finansowe (zakupoholizm księgarski to poważna sprawa). Ale faktem jest, że od czytania człowiek robi się bystrzejszy a dzieci w szkole zwykle nie lubią bystrzejszych. Za to po szkole rozpoczyna się życie, w którym bystrzejsi mają nieustanne przewagi. Warto poczekać :)
      Poza tym doświadczenie życiowe mówi mi, że problemy towarzyskie (zwłaszcza te związane ze znalezieniem towarzysza życia) nie mają nic wspólnego z miłością do literatury. Raczej z osobowością, temperamentem, nawykami, postawą wobec świata i ludzi. Zwłaszcza ludzi.
      • Gość: beyond2001 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 13:42
        "Ale faktem jest, że od czytania człowiek robi się bystrzejszy a dzieci w szkole zwykle nie lubią bystrzejszych. Za to po szkole rozpoczyna się życie, w którym bystrzejsi mają nieustanne przewagi. Warto poczekać :)"

        No cóż, szczerze powiedziawszy, jakoś tych swoich nieustannych przewag nie widzę. Zwracanie uwagi na szczegóły, na poprawność tego co ktoś pisze - kogo to obchodzi? Moi magistranci oczami przewracali i wzdychali dyskretnie na boku, gdy się za głowę łapałem jak widziałem, że kompletnie nie potrafią pisać po polsku, i próbowałem im cokolwiek wtłoczyć w tym temacie do głów. Wdzięczny nie był żaden, bo "przecież i tak wiadomo o co chodzi". I wytłumacz tu takiemu, że nie pisze się "będąc młodą lekarką przyszedł do mnie pacjent w stanie śpiączki".

        Idąc dalej - co mi z tego, że zęby mnie bolą jak widzę gdy znajomi piszą "jadę do Norymbergii", albo "w ramach limitu mam 1,5 GB transferu"? Albo że uważam, że używanie poprawnych nazw łacińskich jest przydatne? (jestem m.in. biologiem). Zwracając uwagę na takie rzeczy można co najwyżej wyjść na nudnego upierdliwca który szuka dziury w całym, i dzieli włosa na czworo.

        Swego czasu spędziłem jakieś pół roku (oczywiście nie bez przerwy ;) ), pomagając kumplowi w opracowaniu strony internetowej obalającej banialuki pewnego domorosłego pseudo-astronoma. Kumpel jest fizykiem, świetnie opracował temat od strony obliczeniowo-faktograficznej, natomiast ja pomogłem nadać stronie taką formę, by była zrozumiała dla normalnego człowieka (w sensie, że wiem, że dla kogoś kto nie jest w temacie ważniejsze jest, że np. liczba Pi wynosi ok. 3, a nie to, że na 34 miejscu po przecinku pojawiają się jakieś nieścisłości [przykład z głowy, chodzi mi o ideę a nie konkretnie o Pi] ). Uwielbiam robić takie rzeczy, ale co z tego, gdy była to chyba jedyna okazja, żeby te moje umiejętności na coś się komuś przydały? (nie muszę chyba mówić, że na ww. stronę pies z kulawą nogą nie zagląda, bo kogo obchodzi polemika z jakimś pseudoastronomem?). Przewagę daje płynna gadka, umiejętność wywoływania w ludziach emocji, oraz to ile szczoteczek do zębów jesteś w stanie sprzedać, a nie to, czy posiadasz umiejętność refleksji nad tym co widzisz, i chęć pogadania o tym z innymi.

        "Poza tym doświadczenie życiowe mówi mi, że problemy towarzyskie (zwłaszcza te związane ze znalezieniem towarzysza życia) nie mają nic wspólnego z miłością do literatury. Raczej z osobowością, temperamentem, nawykami, postawą wobec świata i ludzi. Zwłaszcza ludzi."

        Oczywiście. Wystarczy wmówić sobie, że nie lubi się dyskutować, czytać, analizować, pracować i gadać o tym wszystkim. Że nie ma się nietypowych zainteresowań, i że nie jest się idealistą który dąży do czegoś co mało kogo obchodzi, tylko dlatego, że uważa że warto iść za głosem serca. Natomiast trzeba sobie wmówić, że się lubi motoryzację, bezsensowne gadki przy piwku, dyskusje o polityce i kolejnych aferach, opowiadanie bez końca kawałów, przebierane imprezy typu "Elvis i Marylin", oraz że sensem życia jest "dom, rodzina i przyjaciele". Wystarczy dokonać w sobie tych drobnych korekt, i zaraz się okaże, że paleta możliwości (żeby nie powiedzieć, językiem handlu, "szeroka gama" ;) ) wzrasta niepomiernie.
        • kub-ma Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 23.07.14, 14:35
          Ależ bycie bystrym nie polega tylko na poprawności wypowiedzi.
          Ta bystrość to również kilka innych kwestii: twórcze myślenie, szersze patrzenie na świat, bogatsza wyobraźnia itd. Są to umiejętności nader potrzebne w życiu.

          A jeżeli chodzi o kontakty towarzyskie? Moim zdaniem problemy lub ich brak w nawiązywaniu i utrzymaniu znajomości nie wynikają z tego czy się lubi czytać czy też nie.
        • eeela Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 23.07.14, 15:43
          Wystarczy wmówić sobie, że nie lubi się dyskutować, czytać, analizo
          > wać, pracować i gadać o tym wszystkim. Że nie ma się nietypowych zainteresowań,
          > i że nie jest się idealistą który dąży do czegoś co mało kogo obchodzi, tylko
          > dlatego, że uważa że warto iść za głosem serca. Natomiast trzeba sobie wmówić,
          > że się lubi motoryzację, bezsensowne gadki przy piwku, dyskusje o polityce i ko
          > lejnych aferach, opowiadanie bez końca kawałów, przebierane imprezy typu "Elvis
          > i Marylin", oraz że sensem życia jest "dom, rodzina i przyjaciele".

          Mam całą masę nietypowych zainteresowań, jestem pod wieloma względami niereformowalną idealistką i cały swój wolny czas poświęcam zajęciom, których rezultaty najprawdopodobniej nikogo nie obejdą. Cenię i kocham swoją rodzinę i przyjaciół, wśród których są nie tylko oczytani intelektualiści, i potrafię ciekawie z nimi spędzać czas. Lubię spacery po górach i wypady nad morze, odprężam się przy pieleniu ogródka przyjaciółki, regularnie uprawiam damsko-męsko-dzieciowe plotki z koleżankami. Nieoczytani ludzie też doceniają piękno przyrody, ich przeżycia niejednokrotnie nadają się na materiał do powieści, a obserwowanie rozwoju ich dzieci doskonale uzupełnia moje lektury w zakresie ewolucji i antropologii.

          Masz problem z własnym nastawieniem do ludzi - przestaję mieć co do tego wątpliwości.
        • mim_maior Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 24.07.14, 12:45
          Jakie to przewagi w życiu dorosłym mają ludzie oczytani? A to już zależy od tego, jakie sobie wypracują i do czego swojego "oczytania" użyją. Ja uważam, że dzięki oczytaniu potrafię być dobrym rozmówcą, dzięki czemu jestem w stanie zrobić właściwie na każdej osobie takie wrażenie, jakie chcę zrobić. Dzięki licznym zainteresowaniom (też niszowym) i książkom mogę rozmawiać na mnóstwo tematów, zarówno z osobami mniej, jak i dużo bardziej oczytanymi ode mnie. Ludzie lubią, gdy podziela się ich zainteresowania, wtedy okazują nam sympatię i mają o nas lepsze mniemanie. Są wtedy bardzie przychylni, skłonni do ustępstw czy uprzejmości. To są te przewagi, które można wykorzystać - ale nie w złym tego słowa znaczeniu. Wykorzystać, czyli mieć z nich pożytek.
          Można też swoje oczytanie wykorzystać do patrzenia na innych z góry i nieustannego dawania im do zrozumienia, że są głupsi od nas. Z tego pożytków nie będzie :) Można też dawać się ponieść fali frustracji wynikającej z obcowania z ludźmi, którzy "nie dorastają nam do pięt". Na to cierpiał mój literacki ulubieniec, Adrian Mole. A to nie życie dawało mu w kość, tylko on sam dręczył się najskuteczniej...
      • Gość: brnXB Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.adsl.inetia.pl 23.07.14, 19:30
        "Pierwsza myśl po przeczytaniu wątku rozpoczynającego temat, a potem większości
        odpowiedzi: Adrian Mole żyje! :D"

        Typa nie znam, nawet nie wiedziałem że już nie żyje, niech mu ziemia lekką będzie!

        Widać że dyskusja się wywiązała, wiele sporów... i dobrze, od tego jest prowokacyjny temat. Jedni wyczytali to co w nim jest, inni to czego w nim nie ma. Jedni wyczytali, że autor wątku jest snobem, intelektualistą, albo że nie wie jak rozmawiać z płcią piękną, więc się żali! hehe, każda interpretacja jest dozwolona. Tak czy siak mogę bronić tylko tego co napisałem, czyli m.in. poglądu że przyznawanie się do nałogowego czytania może wzbudzić konsternacje u otoczenia - dla każdego kto się upiera że jestem w błędzie, prosty eksperyment:

        Jeżeli byłaś/eś na urlopie i ktoś znajomy lub nieznajomy zapyta o ten czas, to powiedz że spędziłaś/eś go w domu, całe 7, 14 czy 21 dni czytając powieści. I jaka będzie reakcja...?

        O reakcji ludzi na takie wynurzenie mówił m.in. popularny autor harlequinów w jednym z wywiadów, chyba to było tu:

        www.polskieradio.pl/9/201/Artykul/186062,Houellebecq-w-Trojce
        odnośnik bezpośredni: www2.polskieradio.pl/_files/20070301095116/2008061002583271.mp3
        • kub-ma Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 23.07.14, 19:50
          Gość portalu: brnXB napisał(a):


          > Jeżeli byłaś/eś na urlopie i ktoś znajomy lub nieznajomy zapyta o ten czas, to
          > powiedz że spędziłaś/eś go w domu, całe 7, 14 czy 21 dni czytając powieści. I j
          > aka będzie reakcja...?

          Sama popatrzyłabym na taką osobę dziwnym wzrokiem. I nie miałoby to nic wspólnego z negacją czytania bo sama pochłaniam duże ilości. Chodziłoby raczej o kwestię poświęcenia się tylko jednej czynności, bez jakiejś odskoczni.
          • zbirone Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 23.07.14, 20:00
            > Sama popatrzyłabym na taką osobę dziwnym wzrokiem. I nie miałoby to nic wspólne
            > go z negacją czytania bo sama pochłaniam duże ilości. Chodziłoby raczej o kwest
            > ię poświęcenia się tylko jednej czynności, bez jakiejś odskoczni.

            Rozumiem, na tym polega eksperyment: powiedz, że spędziłaś ten okres tylko na leżeniu na plaży. Na to nikt nie łypnie dziwnym wzorkiem, a jeśli komuś drgnie powieka to raczej z... zazdrości.
            A też jedna czynność.
            • mim_maior Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 24.07.14, 08:43
              Leżenie na plaży nie wyklucza czytania. Ba, molom książkowym wręcz je narzuca. Oczywiście, "leżenie" jest czynnością umowną, bo jeśli zgadzam się na plażę, to domagam się też wygodnego leżaka z poduszkami, lodówki z drinkami i dużego parasola. O lekturę zadbam sama. A w przerwie trochę siatkówki plażowej, pływanie i budowanie smoków z piasku. Czemu nie :)
            • kub-ma Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 24.07.14, 10:39
              Z leżeniem na plaży wiąże się kilka innych czynności: zabawy, pływanie, pogaduszki towarzyskie i oczywiście czytanie. To w żadnym wypadku nie jest jedna czynnośc :-)
        • mim_maior Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 24.07.14, 08:40
          Adrian Mole - bohater serii powieści Sue Townsend, z których pierwsza pt. "Sekretny dziennik Adriana Mole'a lat 13 i 3/4" zyskała wielką popularność w Polsce na początku lat 90 po emisji nakręconego na jej podstawie miniserialu BBC.
          Seria o Adrianie Mole jest satyrą na społeczeństwo brytyjskie od lat 80 do początków trzeciego stulecia. Typowy angielski humor, błyskotliwe obserwacje społeczne, ale nade wszystko niepowtarzalny główny bohater - autor tytułowego dziennika. Adrian Mole jest niespełnionym intelektualistą, pisarzem i poetą, któremu okrutny świat nie pozwala rozwinąć skrzydeł. Niezrozumiany przez otoczenie, pozbawiony przyjaciół, dryfuje przez życie miotany przez przypadki, pech i własną życiową nieudolność. Jego aspiracje są znacznie powyżej możliwości, ale wysokie mniemanie o tych drugich powoduje w nim nieustanną frustrację i poczucie krzywdy. Opowieść o Adrianie jest humorystyczna, ale jest to humor gorzki.
          Polecam, bo trochę się dziwię, że autor wątku nie zna takiej postaci literackiej, jak Adrian Mole - dziecko naszych czasów :)
    • Gość: phi Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.dynamic.chello.pl 23.07.14, 20:31
      A cóż to za banialuki frustrata ? A może lepiej przyjrzeć się swoim kompetencjom społecznym i charakterowi zamiast zasłaniać parawanem niezrozumianego, wyalienowanego czytacza. Jeszcze brakuje zdania: "jestem milion i cierpię za miliony" czytelników. Już wolę intelektualne-humanistyczne towarzystwo z tego forum, mimo nie zawsze zgadzam z nim niż pozę snoba-cierpiętnika.
      • Gość: brnXB Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.adsl.inetia.pl 23.07.14, 20:52
        > A cóż to za banialuki frustrata ? A może lepiej przyjrzeć się swoim kompetencjo
        > m społecznym i charakterowi zamiast zasłaniać parawanem niezrozumianego, wyalie
        > nowanego czytacza. Jeszcze brakuje zdania: "jestem milion i cierpię za miliony"
        > czytelników. Już wolę intelektualne-humanistyczne towarzystwo z tego forum, mi
        > mo nie zawsze zgadzam z nim niż pozę snoba-cierpiętnika.

        A więc kolejny już raz mam pecha. Tak się dotąd sprawnie zasłaniałem "parawanem", ale Ty dysponując bystrym okiem i umysłem szybkim niczym gilotyna w lot rozkminiłeś że to nic innego a parawan właśnie. Ale - brutalu - to Ci nie wystarczyło; musiałeś jeszcze zedrzeć ów parawan, by obnażyć za nim osobnika słabego, rachitycznego, cierpiącego, na dodatek robiącego to wyuzdanie bo kolektywnie !

        ps. udaj się na forum "psychologia", tam będziesz jak ryba w wodzie!
    • Gość: Iwa Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.08.14, 10:15
      A co czytales ostatnio?moglbys mi cos polecic?mam 3dzieci,ale jakos nie wyobrazam sobie zycia bez ksiazek.alkohol to strata czasu...pomijajac nieprzytomnosc jaka wywoluje w umysle.moze jednak zamiast zciagac gacie jakims damskim przyglupom,sprobowac szukac pokrewnych dusz kobiecych,przyjaciolek czy kochanek.chyba czad na zmiane towarzystwa czy otoczenia.jest bardzo wiele kobiet lubiacych czytac....
      • chomone Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 04.08.14, 17:46
        > A co czytales ostatnio?moglbys mi cos polecic?

        Jeśli chcesz się pośmiać na wesoło:
        "Stulatek który wyskoczył przez okno i zniknął" akurat teraz na forum książka została wybrana do dyskusji na za 10 dni.

        Jeśli chcesz się pośmiać i na wesoło i na cierpko:
        "Śmierć na kredyt" Celine

        Jeśli potrzebujesz czegoś zabawnego-smutnego o miłości:
        "Intryga małżeństwa" J. Eugenides

        Jakoś się złożyło że głównie wesołe rzeczy ostatnio czytam, wszystkie z poleconych tytułów czyta się lekko i przyjemnie, no może poza środkową pozycją, ale ona jest przez to zdecydowanie najprzyjemniejsza...
    • ol-dom Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 09.08.14, 09:30
      To jest chore.Dlaczego mam przyznawać się lub nie przyznawać do czytania książek? Czytam " od zawsze" i nie wyobrażam sobie życia bez tej przyjemności.Czytam dla siebie, nie dla innych.Nie afiszuję się z tym, bo to dla mnie tak naturalne jak jedzenie.W mojej rodzinie wszyscy czytają od malenkości.Moja mama, która już nie może czytać ze względów zdrowotnych, korzysta z biblioteki " książek mówionych".Książki się czyta, dyskutuje o nich,dzieli się wrażeniami.Książki kształcą i budują więzi międzyludzkie.Każdy czytający, to bratnia dusza.To co napisałeś czytałam jak bajkę o żelaznym wilku.Widocznie nie przebywam w takich towarzystwach o jakich piszesz.I cieszę się z tego.Jedna z moich znajomych stwierdziła,że jesli podczas wizyty w jakimś domu nie zauważy książek, jest to jej pierwsza i ostatnia wizyta,gdyż stara się unikać takich kontaktów.Ludzie , nie dajmy się zwariować, nie wstydźmy się czytania, nauki,wyższego wykształcenia.
      • Gość: brnXB Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.adsl.inetia.pl 09.08.14, 09:56
        "To jest chore."

        Owszem.

        "Książki kształcą i budują więzi międzyludzkie"

        Hehe!

        "Ludzie , nie dajmy się zwariować, nie wstydźmy się czytania, nauki,wyższego wykształcenia"

        Racje, tyle że nie podjąłem tego tematu z myślą o "ludziach" w ogóle, a raczej o młodych ludziach, którzy dopiero mogą wkroczyć w tzw. świat książek; poleciłem aby się z tym nałogiem nie afiszowali jeśli chcą mieć większe dojście m.in. do przypadkowych, niezobowiązujących relacji seksualnych.
        • Gość: beyond2001 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.14, 15:04
          Całkowicie się z tym zgadzam. Jeśli komuś zależy na tym, żeby jego dzieci były szczęśliwe, miały przyjaciół i partnerów, absolutnie nie należy ich przyuczać do czytania, ani - szerzej - analitycznego myślenia. Należy im pokazać jak się rozpala grilla, gra w piłkę albo w kręgle, ewentualnie wdrożyć je w jakiś sport ekstremalny, albo - jeśli dziecko przejawia jakieś zdolności muzyczne - posłać je na kurs dla DJ-ów. Poza tym przydatne w tworzeniu udanych więzi międzyludzkich jest nauczenie korzystania z Facebooka oraz z konsol do gier. Jeśli dziecko ma zacięcie do grania, należy je w nim rozwijać, pokazać grę pt. Minecraft, po czym nauczyć jak się nagrywa przebieg rozgrywki i jak się taki materiał wrzuca na YouTube. Jeśli dziecko jest gadatliwe - tym lepiej, bo ci którzy w trakcie gry w Mc bez przerwy nawijają do mikrofonu łapią miliony wyświetleń, a co za tym idzie - koszą całkiem niezłą kasę za siedzenie przed kompem, rozrywkę i bycie sobą. Wdrażając dziecko w te wszystkie czynności tworzymy co prawda osobę, z którą kompletnie nie będziemy potrafili się dogadać, chociażby dlatego że nie będzie potrafiła skupić uwagi na dłużej niż 2 minuty, ale za to mamy gwarancję, że nasza pociecha zostanie szczęśliwą, rozchwytywaną duszą towarzystwa, która nigdy nie wyląduje w takim miejscu jak to, pisząc posty pt. "5 powodów dla których należy ukrywać nieumiejętność myślenia".
          • kalllka Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 09.08.14, 15:15
            Może nie możesz wyjść z "matni" bo rodzice sadzali cię przed telewizorem, ale nie nauczyli kindersztuby?
            • Gość: beyond2001 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.14, 18:08
              Z pewnością to jest właśnie ten problem :P Prosiłem jakiś czas temu, żebyś podała mi swój adres mailowy - i jak na razie się nie doczekałem :P
              • kalllka Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 09.08.14, 19:01
                Rzeczywiście ?
                No to nam" miś z okienka "wyszedł
      • Gość: beyond2001 Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.14, 14:50
        Gdzie więc znaleźć ludzi lubiących dyskutować o książkach? Lubiących czytać książki popularnonaukowe? Ja nie wiem. Robię dokładnie tak samo jak Ty - po prostu nie utrzymuję kontaktu z ludźmi z którymi nie mam o czym rozmawiać. Efekt jest taki, że zostałem niemal kompletnie sam, a próby wyjścia z tej matni jak do tej pory kończą się totalnym niepowodzeniem.
    • ali-zia Re: 5 powodów by nie przyznawać się do czytania 10.08.14, 17:53
      Myślę, że jeśli lubisz czytać to warto to mówić osobie na której Ci zależy, tak jak i słuchać co ma Ci do powiedzenia...nie tylko mówiąc o przeczytanych książkach...Równowaga...Alicja Poznań

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka