spinoff 11.07.15, 23:31 Modny pisarz się sprzedał, w sieci raban, a tu czytacze wody w usta nabrały... Nikt po literacie mercem nie jeździ, nikt go nie wybiela, co z Wami? Do broni! Doskonała okazja, by porajcować o powinnościach twórcy. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: brnXB Re: ambasador IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.15, 15:48 Oj tam, wychodzić na barykady "za" lub "przeciw" z powodu reklamowania auta albo margaryny? gdyby literat odstawił taką akcję jak niegdyś Joka z Kalibra i bronił swojej wersji wydarzeń pogryzionymi genitaliami to bym się zaintrygował, a tak to niezbyt jest czym... muzyka.wp.pl/gosipId,354539,title,Joka-z-Kalibra-44-gwalcicielem,plotka.html?ticaid=115357 Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 13.07.15, 23:17 A dlaczego nie wchodzić? Tam już bój nie idzie o samego Twardocha, lecz o pryncypia. Niektórzy starają się redefiniować etos pisarza, żeby tylko Szczepan ocalił twarz, a w głosach części autorów dosłownie wyczuwa się gotowość, a nawet skłonność do ulegnięcia podobnej deprawacji - nieskrywana miłość do aut staje się powszechna. No to jak, wypada czy nie wypada? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: brnXB Re: ambasador IP: *.adsl.inetia.pl 14.07.15, 18:43 Hehe, Ty mnie nie podjudzaj horyzontem pryncypiów, raz kupiłem książkę tego autora i po dwóch podejściach uznałem że straciłem hajs, więc jestem już zbyt uprzedzony by się bliżej interesować sytuacją. Bardziej wesoły temat to dość świeże narzekanie jakieś pisarki, że Polacy nie chcą kupować książek, do tego na trzeźwo ogłosiła: "Czytanie musi na nowo stać się modne." Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 15.07.15, 23:11 Ale się zaparłeś! (dasz linka do tej mody?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: brnXB Re: ambasador IP: *.adsl.inetia.pl 17.07.15, 07:18 Sądząc po komentarzach chyba nie pozyskała se nad Wisłą sympatyków wyborcza.biz/biznes/1,100896,18341020,niemiec-czyta-bo-lubi-nie-narzeka-na-ceny-polacy-chca-by.html Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 21.07.15, 00:56 Mhm. Umieścili to w dziale Wiadomości Gospodarcze... może słusznie. "...za spotkanie z ulubionym pisarzem się płaci. Niemcy płacą. Francuzi płacą. Czesi płacą. Tylko Polacy nie płacą. W empiku na spotkanie z pisarzem przychodzi kilka osób. Inni w tym czasie przechodzą obok z kawą, nie zastanawiają się, kto siedzi na tych kanapach i o czym mówi. Podchodzą na chwilę posłuchać i zaraz odchodzą bez większego szacunku dla autora..." Ta zabawna skarga przypomniała mi takie spotkanie z Brylewskim, kiedy opublikował super wywiad-rzekę. Pojawił się w księgarni, aby podpisywać zakupione przez ludzi egzemplarze, usiadł przy stoliku obstawiony tymi książkami. Akcja była nagłośniona, trochę ludzi więc przyszło, ale... nie po książkę, przynieśli ze sobą z domów płyty do podpisu! Brylu, jak to Brylu, nawet się nie skrzywił, płyty podpisywał, do "zdjęć z misiem" grzecznie pozował, każdemu za przyjście dziękował, grabę ściskał... Trzeba wiedzieć gdzie się żyje. Tu jest POLSKA! Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 21.07.15, 07:55 Za spotkanie z niektórymi pisarzami też bym zapłaciła. Nawet sporo. Niestety, większość z nich nie żyje :-) Myślę, że Pani Maruda po prostu nie jest jeszcze tak dobrym pisarzem, żeby ktoś chciał zapłacić za osobiste obcowanie z jej geniuszem. Odpowiedz Link Zgłoś
ada08 Re: ambasador 12.07.15, 15:58 ambasador ma na zdjęciu wyraz twarzy smutny i zalękniony, dlatego nie kupię tego samochodu, jakoś nie ufam rekomendacji osoby tak zestresowanej. a. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalka Re: ambasador IP: *.centertel.pl 13.07.15, 21:20 ,. miękki z niego gość skoro nie stać go bylo na czołg. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 13.07.15, 23:34 Zdjęcia Szczepana to temat rzeka! Ze 3 lata temu, przy okazji Morfiny, wrzuciłem jego nazwisko w wyszukiwarkę grafiki i ujrzałem dziesiątki portretów upozowanych do granic śmieszności, na modłę tych kokietliwych fircyków z "gazetek" lidla. Najwyraźniej już wtedy szykował się do roli ambasadora, może jeszcze nie ambasadora ukochanego auta, ale ukochanego laptopa, fajek, zegarka... czy czegokolwiek innego, do czego miłości nie ukrywał - w całości stanowił bowiem wytwór komercyjnej subordynacji, za sprawą gwałtu dokonanego na sobie. Poza 1 (jednym!) naturalnym zdjęciem, które ten gwałt dokumentowało, same wystudiowane mamidła spreparowane na potrzeby rynkowej idolatrii. To było na tyle uderzające, że wspomniałem o tym chyba także tutaj. Tak jak dla Beckhama kopanie piłki, tak dla Szczepana pisanie, jest zaledwie przyczynkiem do ambasadorowania. Na marginesie: jaki masz ulubiony utwór Czajkowskiego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mim_maior Re: ambasador IP: *.warmia.mazury.pl 14.07.15, 08:31 Trochę się dziwię temu zamieszaniu. Ot, pisarz, ubrany i uczesany (jakość ałtfitów trochę powyżej średniej krajowej) dostał propozycję jeżdżenia mercedesem, żeby mercedesowi przydać nieco więcej splendoru. Dla mnie to sytuacja całkiem miła - oto literatura podnosi wartość samochodu. A może problem jest w tym, że pisarz wygląda przyzwoicie? O ile pamiętam, to się zdarzało najlepszym. Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 14.07.15, 08:46 Chociaż... może... nie wyczułam sarkazmu? Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 15.07.15, 23:21 Może ździebko sarkazmu w tym było. Ten akurat "pisarz wygląda przyzwoicie"... A inni? No i skoro najlepszym też się zdarzało wyglądać przyzwoicie, to dlaczego akurat Twardocha "od tego momentu nie mogą uważać za poważnego pisarza"? Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 16.07.15, 09:02 Chyba jednak przez mercedesa. Możliwe, że mercedes źle wpływa na wenę. Co innego, gdyby to była skoda albo volkswagen - w najgorszym przypadku. Ale jakiś mały. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 16.07.15, 22:58 Chyba jednak przez mercedes? Czyli zwykła zawiść... Doprawdy, majorze, nie da się znaleźć wyjaśnienia nie przypisującego tym rozgniewanym tak niskich pobudek? Nie wierzę! Odpowiedz Link Zgłoś
ada08 Re: ambasador 14.07.15, 16:37 spinoff napisał: > > Na marginesie: jaki masz ulubiony utwór Czajkowskiego? Trio fortepianowe a-moll. a. Odpowiedz Link Zgłoś
zwany_kiedys_drussem Re: ambasador 14.07.15, 17:17 Spinoffie, a czy widziałeś zdjęcia Szczepana sprzed jego przemiany? To jest dopiero materiał do refleksji - ani chybi jakiś literacki Tymochowicz się naszym pisarzem zajął. Owa gotowość do bycia ambasadorem stanowi element dawno przemyślanej strategii. A czy to dobrze, czy źle? Zawsze to jakiś sposób na dotarcie do czytelnika - może drogi gajer razi mniej niż kapelutek ze swastyką? A mercedes? Przedmiot to przedmiot - bezbarwny jak wszystkie przedmioty. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 15.07.15, 23:28 No chyba właśnie o tym zdjęciu wspominałem! Bo ono pokazuje, że to był swój chłop, ale zaszła w nim jakaś potworna przemiana, której drastyczność rodzi pytania o powód i cel. A kapelutek, jak i cała postać Michaśki były ponoć mistyfikacją w celach artystycznych, a nie marketingowych - zbierał materiał na przyszłą książkę (jak w tirach przed Margot). I przyznam, że spadł mi kamień z serca. Gdyby planował napisać Morfinę pewnie zacząłby dawać w kanał... Kto go tam wie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalka Re: ambasador IP: *.centertel.pl 16.07.15, 01:27 cała ta historie zrobili dopalacze / zwani copywriterami/ Teraz tylko kwestia czasu aż z cienia wyłoni następna cześć, z pewnością stara- nowa legenda / coś jak rockowy brontozaur na ostrym haju,. :/ Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 21.07.15, 08:08 Przyjrzałam się tej metamorfozie pana Twardocha - trochę zdjęć w necie krąży. Cóż mogę powiedzieć... Wcześniej wyglądał jak, hmmm... No, średnia krajowa: za duże ubrania w podłym gatunku, brak fryzury, niechlujny zarost, buty przyprawiające o atak paniki estetycznej. Jeśli "swój chłop" ma wyglądać jak niedomyty, przeczołgany przez życie półalkoholik, to mam nadzieję, że ten gatunek jak najszybciej znajdzie się w "Czerwonej księdze gatunków zagrożonych w Polsce". Potem się umył, uczesał, ogolił, ubrał przyzwoicie: dobre rozmiary, lepsze materiały, nowoczesne kroje. Zaczął wyglądać jak mój dziadek, który całe życie (nawet w obozie jenieckim) dbał o prezencję i nie uważał tego za ujmę dla męskości. Ja panu Twardochowi mogę tylko plusa postawić - za to, że wreszcie kupił sobie lustro. Przyzwoity wygląd do nie powinno być nic nadzwyczajnego. Niestety, ciągle zaskakuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalka Re: ambasador IP: *.centertel.pl 21.07.15, 11:56 A niech sobie wyglada nawet bez okno. Jego książki i on / w ich kontekście/ powinny byc przedmiotem "reklamowym" na forum książki., Wiesz, maior, jak strasznie alogicznym i poniżająca dla użytkowników, pogardliwa zagrywka- gdy na ulubionym forum /wersja mobilna/ zamiast dobrych reklam -promocji literatury, znajduje się tandetne bannery luksusowych aut i ich schludnych ambasadorów ? Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 21.07.15, 12:54 Przepraszam, chyba nie ogarniam Twojego świata. A przynajmniej Twoich wypowiedzi. Nie podejmę się dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalka Re: ambasador IP: *.centertel.pl 21.07.15, 14:48 OK. respektuje decyzje, o zaniechaniu dyskusji / bo "nie ogarniasz" nie rozumiesz (?) moich wypowiedzi,./ respektuje choć nie zgadzam z teza, ze jej przedmiotem był "mój świat" Pozdrawiam nadal niezwykle serdecznie:) Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: ambasador 15.07.15, 04:47 W pisarzu zasadniczo interesuje mnie jak pisze a nie jakie ma fatałaszki i czym jeździ oraz takie tam wieści na poziomie plotek z magla. Czyli obecnie mediów. "Święte oburzenie w sieci" przypomina mi obrabianie czterech liter atrakcyjnym dziewczynom przez te cnotliwe, o których względy nikt nie zabiegał. A przynajmniej na trzeźwo. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 15.07.15, 23:44 Wiadomo, jakie są te dziewczyny. Każda marzy, by się sprzedać trzeźwemu, ale szanse na to mają tylko atrakcyjne dziewoje, i stąd święte oburzenie tych nieatrakcyjnych, ten magiel cały, obrabianie 4 liter, plotki, fotki, fatałaszki i takie tam wieści... Jasne, że to nieatrakcyjność wymyśliła cnotę! Ale wracając do tematu, ów "magiel" to fb ambasadora, autorami obciachowych zdjęć nie są żadni podstępni papparazi tylko on, rozsiewaczem "takich tam wieści" też jest sam ich bohater, a nie wrogie mu kręgi nieatrakcyjnych cnotek, i nie są to żadne "plotki" (słownik!), lecz fakty, przemyślany zabieg marketingowy... Więc nie sprowadzajmy tej dyskusji do poziomu inwektyw "prostytutka kontra zawistne cnotki", bo chodzi w niej o coś ciekawszego - o wiarygodność twórcy kultury (czy rzeczywiście "kultury" też ma tu znaczenie, być może kluczowe!). Zatem przyjmując do wiadomości twoje zdecydowane desinteresment fatałaszkami i autami, pytam: "zasadniczo" pisarzom wypada, czy nie wypada, przeprowadzać takie akcje? Odpowiedz Link Zgłoś
autumna Re: ambasador 15.07.15, 16:50 Co do powinności twórcy - taki na przykład Wańkowicz pisywał hasła reklamowe, a wynagrodzenie za to kasował większe niż honorarium za swoje książki. Tu świetny artykuł: historia.focus.pl/swiat/reklama-krzepi-648 Swoją drogą, jakby się pisarze wzięli za reklamę, może nie byłoby koszmarków w stylu "twój jogurt tego nie potrafi". Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 15.07.15, 23:49 Wymyślacz sloganów reklamowych nazywa się chyba copywriter. I najlepszym z nich faktycznie nielicho się płaci. Ale może jest jakaś istotna różnica między copywriterem a ambasadorem? Czy postawimy znak równości między nimi? (ufff! chyba odpowiedziałem wszystkim...) Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: ambasador 16.07.15, 05:42 Drogi spinoffie, to, co robi p. Twardoch nie jest żadną prostytucją, żadnym sprzedawaniem się. Jest po prostu PRACĄ. Dla legalnie działającej firmy. Do której pisarz, dokładnie tak samo jak każdy obywatel w wolnym kraju, ma prawo. Oburzanie się tym, że normalny, dość młody człowiek chce zapewnić sobie byt wykonując pracę dodatkową gdy jego podstawowe zajęcie czyli pisanie książek jest zapewne niezbyt dochodowe jest wyrazem nienormalnego stosunku do pieniędzy typowego dla ludzi, którzy ich nigdy nie zrobili. I tworzą jakąś ideologiczną oprawę dla swojej biedy. Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 16.07.15, 09:10 Trochę mnie zaczęło teraz zastanawiać, czy on teraz będzie pisał gorsze książki. Może się tak stać, jak się pisarzowi od dobrobytu w głowie przewróci, bo wiadomo, że muzy lubią pocieszać głodnych i zmarzniętych raczej, niż objedzonych i wygrzanych w wygodnym aucie. Swoją drogą - na czym polega wiarygodność pisarza? Mnie się zawsze wydawało, że pisarz jest wiarygodny, gdy jego książki są dobre - albo nagradzane, albo czytane, a najlepiej jedno i drugie. A czytając jego książkę wierzymy, że autor jest pisarzem. Ale może są jakieś inne definicje? Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: ambasador 16.07.15, 09:48 Gdyby talent, natchnienie, pracowitość miały jakąś korelację ze stanem majątkowym to znalibyśmy jedną- dwie powieści Grishama, Kinga, Christie i reszty tych, którym honoraria mogłyby przewrócić w głowie, a Chopin (dochód roczny szacowany na obecne 2 miliony dolarów) byłby gwiazdą jednego utworu no może kilku. A niejeden sportowiec, któremu sukcesy i prezencja zapewniły intratne kontrakty reklamowe byłby byłym sportowcem po jednym-dwu sezonach. Czytając książkę WIEM, że autor jest pisarzem, który ją napisał. Oprócz tego może sobie być kim chce. Odpowiedz Link Zgłoś
autumna Re: ambasador 16.07.15, 12:23 > Trochę mnie zaczęło teraz zastanawiać, czy on teraz będzie pisał gorsze książki. Ale chyba właśnie mając dodatkowe źródło dochodu pisarz może sobie pozwolić na większą swobodę twórczą, i np. zrobić sobie przerwę, jeśli nie ma weny, zamiast tworzyć gniota, bo się kasa kończy i coś trzeba popchnąć do wydawców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalka Re: ambasador IP: *.centertel.pl 16.07.15, 12:49 zaryzykuje tezę, idąc tropem spinoffa, ze obecnie pisarz nie tworzy. Pisarz jest tworzony., przez copywriterów. Jednym wychodzi to lepiej, zwłaszcza gdy kopiste motywuje cos więcej więcej niż " kapusta" Dobrze widać w/w na forach / w dniach kiedy dyzuruje jaki inteligentniejszy spin doctor, poziom reklamówek i ich tematyczno-forowa kompilacja, przynajmniej w wersji mobilnej, ścisle odzwierciedla jego ID- IP/ Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 16.07.15, 23:46 Wielce Szanowny Panie spinoffie, zawistniku pyszałkowaty, nieatrakcyjny, pretensjonalny, biedny, zideologizowany... itd. Grzecznie Pana informuję, itd., że moim skromnym zdaniem... itd. ...itd. oburzenie, jakie wzbudził geszeft Twardocha należy tłumaczyć głupotą, a nie zawiścią. Te naiwne ćwoki chyba na serio myślały, że on pisze dla nich i zechce żyć z nędznych datków, jakie są gotowi wysupływać na jego książki ze swych śmiesznych pensyjek. A dzisiaj wszak książka to tylko towar - tani, bo lichy - zaś pisarz to geszefciarz robiący w showbiznesie. I nic więcej. I nikt więcej. Jeśli potraktujemy książkę jak zwykły przedmiot, np. buty, to nie będzie miało dla nas znaczenia, czy zrobił je celebryta mizdrzący się do mercedesa, czy dzieciak za przysłowiową miskę ryżu. Nikt ich nie zrobił, nikt konkretny. Ważna jest jakość i cena... nie zaś osoba twórcy, to na pewno. Oczywiście, widząc dzieciaki w garbarniach Bangladeszu będziemy wstrząśnięci, a słysząc o pobocznych bonusach celebrytów - zgorszeni, ale nie skojarzymy ich z naszym obuwiem, ono zawsze będzie anonimowe. Buty, skarpety, maść na żylaki, plastry na odciski... nie mają autora, bo nie potrzebują. A dzieła literackie, powiedzmy - ich zdaniem - z jakiegoś względu autora posiadają, więc głupole zwracają na niego uwagę, na zachowanie, postępowanie, właściwie na jego życie całe. Niektórzy właśnie ze względu na istnienie autora - i teraz już wyznam, że się do nich zaliczam, niestety - mają do twórców kultury stosunek specjalny, zupełnie wyjątkowy, i przez to absurdalny, niedzisiejszy, ale jednak wciąż spotykany, w którym to osoba autora jest równie ważna jak samo dzieło. Dla mnie stanowią nierozerwalną, dopełniającą się wzajemnie całość. Nic nie poradzę, że im więcej wiem o autorze, tym głębiej przeżywam jego dzieło, i więcej emocji ono we mnie budzi, jako twór autorski. I nie chcę ich rozdzielać, bo byłoby to równoznaczne z pomniejszeniem moich doznań. Przeto już jako dziecko bywałem zdewastowany, gdy MÓJ artysta, rockowy IDOL, robił takie rzeczy, jak np. sprzedaż piosenki do reklamy gaci. Aby móc się książką zachwycić, przeżyć, czy w ogóle zainteresować, muszę czuć duchową wspólnotę z autorem, tworzyć z nim komunię w dziele, on i ja, i nikt więcej, żadne mercedesy czy jeansy. W przeciwnym razie, książka to tylko słowa, słowa, słowa... Dlatego doskonale rozumiem wściekłość ludzi, dla których Twardoch był ważny, wiem, że czują się teraz jakby im napluł w gębę. Najpierw ich oczarował, uwiódł, wzbudził zainteresowanie sobą, a potem sprzedał mercedesowi. Na tym polega geszeft ambasadorowania w moich oczach! Bo dlaczego mercedes wybrał T.? Założę się, że jego twórczości u dealera w ogóle nie znają, choć może próbowali poznać (tego nie wykluczam). A nawet jeśli coś tam znają, to ambasadorów nie wybiera się na takiej podstawie. Nie jest to żadne sponsorowanie artysty w uznaniu jego talentu, lecz trywialna zagrywka marketingowa poprzedzona szeregiem badań, które nie polegają na czytaniu książek, lecz na dogłębnej analizie tzw. targetu. Oni go podziwiali, może nawet wielbili, a on zrobił z nich target mercedesa. Mnie zachowanie Twardocha nie ubodło tylko dlatego, że się wcześniej nie zaangażowałem emocjonalnie. Jego proza mnie mierzi i nudzi. Zawsze chętnie czytałem natomiast wywiady z nim, choć widząc jak się wysławia na żywo, wiem, że „autoryzacja” polega na napisaniu ich od nowa. Ale to dobrze, bo dowodzi, że namysł mu służy. Bardzo też fajnie, że on się wypowiada na każdy temat. Czasem niewtajemniczeni drwią z takich postaw: nie znam się, więc się wypowiem. W przypadku artysty to bezzasadne, artysta powinien zabierać głos na każdy temat, bezwstydnie, ponieważ tego oczekują wielbiciele - manifestując siebie, dopełnia dzieła, i to co mówi, nie ma nikomu przybliżać tematu wypowiedzi, ale osobę wypowiadającego się. Im więcej powie, im więcej tematów poruszy, tym pełniejszy obraz ma czytelnik - obraz artysty, portret prawdziwy. I jest on równie ważny jak dzieło, jako się rzekło: stanowią jedność! Szczepan w wywiadach prezentuje się wspaniale (w przeciwieństwie do tych kabotyńskich zdjęć plastik-fantastik, którymi upodabnia się do boysbandu i robi umizgi do publiki, dla której wygląd ma znaczenie, czyli znów nie do mnie). Czytając je, naturalnie widziałem tam także deklaracje, że nienawidzi pisać, że robi to wyłącznie dla forsy, że „to tylko” praca... ale uważałem, że „to tylko” kokieteria, poza, albo usprawiedliwienie nadprodukcji okropnych felietonów. Dunin zapewne myślał podobnie. I może to był błąd? Może on mówił szczerze, wcale artystą być nie chciał i jak sam teraz wzgardliwie przyznaje, „nigdy do etosu pisarza nie aspirował”... Chciał robić tylko wygodne buty, konfekcję dla mas. Artystę od rzemieślnika, jak wiadomo, odróżnia wyłącznie stosunek do dzieła, a nie warsztat, owa gombrowiczowska różnica między sławą, za którą się płaci, a sławą, na której się zarabia. Być może jego książki będą teraz technicznie lepsze, bardziej dopracowane i dalekie od tych bibliotecznych wypisów, jakie przedstawiał do tej pory, ale dla mnie to będą już tylko buciki, i nawet nie colorady, lecz jakieś balerinki na koturnie. Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 17.07.15, 08:15 Robi wrażenie ten wywód. Mnie jednak zastanawia, gdzie jest ta sprzeczność między twórczością pana Twardocha, a jego mercedesem. Sprzeczność taka uzasadniałaby - w moim pojęciu - oskarżenia o utratę wiarygodności. Dla mnie również osoba artysty jest ważna, ale jednak nie ważniejsza niż dzieło. Gdyby tak było, nie mogłabym podziwiać muzycznych wyczynów Freddiego Mercurego, którego tryb życia jest mi zdecydowanie obcy i sprzeczny z moim światopoglądem, delikatnie mówiąc... Z niejednym artystą tak mam. Odpowiedz Link Zgłoś
kalllka Re: ambasador 17.07.15, 11:34 Sprzeczność jest w języku. A właściwie schizofrenia, która naturalnie przychodzi czytelnikowi na myśl; widząc objeckt- stylizowany w mercedesie, wypowiadający się "ordynary" jw wywiadach dla kolorowiusich, musi (!) wiec kłoci się z łatwością utworów ,które firmuje swoim nazwiskiem :| To w językach programowania nuerolingwistycznego/którymi nadużywa się użytkowników mediów/ nazywa się elegancko lokowaniem produktu. A gwarowo, lokowany twardoch, to po prostu -ponury dowcip lingwistyczny, mający pokazać jak łatwo w sieci, pograć waadzy na nosie / sprzedać narkotyki,., dopalacze itd/ Odpowiedz Link Zgłoś
kalllka Re: ambasador 17.07.15, 11:52 Mim wybaczy błędy logiczne w mojej wypowiedzi. Poprawki: -Ordinary., /languadge/ trywialny język,. -Kłóci się bo musi.,/! / zgodnie z formuła użytego języka oprogramowania/ ale stwarza poważne watpliwości co do stanu psychiki i normalności /zawartości/ treści utworów, firmujacego je swoim nazwiskiem. Jeszcze tytułem wyjaśnienia, zanim spotkam z zarzutem, ze major posiadając swój indywidualny gust potrafi nie ulec kategoryzacji /reklamiarskich statystyk/ ze nie takie: pl.m.wikipedia.org/wiki/CUDA magicy potrafią. Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: ambasador 17.07.15, 14:17 Mylisz lokowanie produktu z wykorzystaniem wizerunku do celów reklamowych. Z pierwszym mamy do czynienia gdy właściciel praw autorskich umieszcza produkt w swoim dziele, z drugim gdy osoba uprawnia do wykorzystania swojego wizerunku czyli dobra osobistego w określonym celu, na określonych warunkach. Niestety, właścicielem wizerunku jest osoba a nie jej czytelnicy, wielbiciele czy ktokolwiek inny. I może sobie z nim robić co chce. Dokonując wyboru między ew. utratą sympatii czytelników/wielbicieli a korzyściami z podpisania umowy o wykorzystanie wizerunku. Może się to nam nie podobać, może podobać, może być obojętne. Dokładnie na takiej samej zasadzie jak każde dysponowanie własnością przez jej właściciela. Ale ma do tego prawo jak każdy dorosły, nieubezwłasnowolniony człowiek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalka Re: ambasador IP: *.centertel.pl 18.07.15, 11:42 Nie, nie mylę. "wykorzystanie., produktu/.../ do celów reklamowych", to zdeaktualizowany już język Uzywa się go pewnie jeszcze w działach marketingu małych firm/ jeśli takie jeszcze funkcjonują/ bo obecnie 90% "produktu reklamowego" generowana jest przez sieć. Wspomniane lokowanie,. wynika z alokacji / plików na dysku i użytego oprogramowania/ ,. Wiec techniki język, reklamy musza być "modyfikowane" w czasie rzeczywistym. / np / do szybko zmieniających się wydarzeń / "potrzeb firmowych"/ czy to się komu podoba czy nie ale to właśnie "gimbaza" hejtujac i grypsując puszcza z torbami niejeden / przestarzały/ dom medialny. A tu świeży /" modny" /przykład: www.spidersweb.pl/2015/07/skaryfikacja-proba-oszustwa.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalka Re: ambasador IP: *.centertel.pl 18.07.15, 11:46 Aha i jeszcze: Modny, w użytym przeze mnie przykładzie, to technika, sposób ,. reklamy. / technika " na moda" ,. Na moderatora/ Odpowiedz Link Zgłoś
autumna Re: ambasador 17.07.15, 09:51 "Wiwat Aspidistra" Orwella czytał kto? Mniej więcej ten temat, tylko tam pisarz sam, wewnętrznie walczy ze sobą. Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: ambasador 17.07.15, 20:50 autumna napisała: > "Wiwat Aspidistra" Orwella czytał kto? Mniej więcej ten temat, tylko tam pisarz > sam, wewnętrznie walczy ze sobą. Tak, czytałam. Dokładnie wtedy kiedy wyszła- w 1985. Wtedy bohater wydawał mi się durniem. Nie odniosłam wrażenia, że "walczy wewnętrznie ze sobą" ale, że właśnie tego nie robi. Ta jego walka ze światem pieniądza przypominała mi ówczesną koleżankę mojej matki- ta walczyła z wszechobecnym alkoholem. O niczym innym nie potrafiła rozmawiać, wątpię czy myśleć nawet. Nieważne jak zaczęło się rozmowę, zawsze kończyło się na wódce, której nigdy nawet nie spróbowała. Dzięki, że przypomniałaś. Myślę, że bardzo a propos tematu. Zaraz kupię, czyli zrobię to, na co te 30 lat temu na pewno nie było mnie stać. Choć wtedy książki były tanie. Tylko, że nie dla mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 21.07.15, 01:08 Tam chyba bardziej szło o idealistyczny stosunek do życia w ogóle, albo mylę z inną książką. Przypominam sobie też Głód Hamsuna, o młodym pisarzu w skrajnej nędzy, doskonale oddane i przejmujące... Ale akurat tu nie ma mowy o biednym idealiście, więc pojawiające się przy tej okazji ponure dylematy "czy pisarz musi głodować?" są - oględnie mówiąc - dęte! Całe to dramatyzowanie, że gdyby nie wspaniałomyślna hojność dealera to Twardoch chodziłby piechotą i nie był w stanie związać końca z końcem możemy wsadzić między prospekty mercedesa. To jest człowiek sukcesu, także finansowego, pracowity aż nadto, ma fach w ręku, spory też talent do autopromocji, na koncie 2 bestsellery, 1 z nich sprzedał już do filmu, a wydawcy oferują mu stawki, o jakich inni mogą tylko marzyć... Za podjęciem współpracy z dealerem na pewno nie stał brak środków do życia. Ja przyznam, że nie wiedziałem, ile takie auto kosztuje. Teraz wiem i tak po ludzku rozumiem tę nieskrywaną miłość do mercedesa. Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: ambasador 21.07.15, 05:42 "Głód" jest genialny, bo jest prawdziwy. "Aspidistra" to taki "głodek". To jak porównanie wyprawy na Mount Everest Mallory'ego a tej paniusi, której Szerpa ekspres na plecach wnosi, bo ona chce przeżyć zmagania z okrucieństwem dzikiej natury ale espresso musi być. Choć fakt, przeżyła. Dosłownie tzn. ona akurat nie zginęła. Natomiast spinoffie, wracając do Twardocha (co dot. także wielu osób zw. z kulturą). To TY przypisałeś mu jakąś osobowość, wizja pisarza, który ma jakiś tam być jest TWOJĄ wizją. A pan Twardoch jest inny. Jest typem bardzo nowoczesnego pisarza, który rozumie pisanie książek mniej więcej tak jak Mercedes rozumie produkcję samochodów. Nie idealizm, misję przesadzenia ludzi z wozów do samochodów, jaka przyświecała panom, którzy tę firmę stworzyli. A jako biznes, w którym chodzi o to by za grubą kasę (auto wypożyczone Twardochowi to pikuś- AMG to to dopiero cena!) sprzedać swój produkt. Jest jednak zasadnicza różnica między Mercedesem a np. Chevroletem- Mercedes nie produkuje masowego szajsu, nie poszedł w taniochę (przez chwile próbował) a "szewroleta" co kiedyś oznaczało top, teraz oznacza "auto zaprojektowane przez księgowego". Wpadnięcie w "taśmówkę" jest i problemem twórców, z podobnym czasem efektem. Być może podejście Twardocha jest takie samo jak Mercedesa. A być może wcale nie kasa i wożenie tyłka "mesiem" jest prawdziwą motywacją podstawową, a kasa tylko miłą wisienką na torcie. Może pan Twardoch nie jest jednak w żadnym stopniu samotnikiem, któremu pasuje to, że jego praca to walenie w klawiaturę w domu. Może właśnie dlatego mówi, że "pisania nienawidzi". Może to właśnie nie żadna kokieteria jak to mu TY przypisałeś a prawda o zajęciu, które alienuje totalnie fizycznie. A sukces finansowy alienuje jeszcze bardziej. A tu pojawia się okazja by regularnie bywać na imprezach, pogadać z ludźmi o samochodach i nie tylko, napić się z innymi, zjeść w towarzystwie. Czyli wszystko to, co człowiek towarzyski pracujący normalnie ma, bo ma to towarzystwo. To oczywiście tylko moja hipoteza, ale i zdjęcia Twardocha w prasie mogą być jej poparciem. Taki rodzaj pozowania do zdjęć wybierają ludzie, którzy chcą by ktoś ich wreszcie zobaczył, ich samych. Ludzie, którzy na co dzień nie mają okazji się pokazać, dosłownie, nie w znaczeniu "zaprezentować". Jak samotna ciotka, która "na wyjście" ubierze się jak spod igły, a do zdjęcia zawsze pozuje. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 22.07.15, 23:14 Prawdziwy pisarz nie służy nikomu i niczemu, tylko literaturze. Czyli w zasadzie sobie samemu, ale tak powinno być. To może brzmieć jak manifest egotycznego parnasizmu, ale w rzeczywistości jest to postawa życiowa zupełnie niezłożona, chociaż bardzo trudna w praktykowaniu, bliższa raczej mniszej dyscyplinie niż hedonistycznym ekscesom. Polega na dotykaniu takich obszarów świata, których w żaden inny sposób niż literaturą dotknąć ani opisać nie sposób. Skoro ma się taką możliwość dotykania i opisywania tego, czego nie sposób dotknąć inaczej, trzeba to robić, to i tylko to, póki w oczy nie zajrzy szaleństwo albo śmierć. Pisarz nie może służyć nikomu i niczemu innemu nie dlatego, że jest od innych lepszy, bo statystycznie rzecz biorąc, patrząc na pisarzy i resztę populacji, to przyzwoitych między artystami lepiej nie szukać, ale dlatego, że jest jak chirurg, którego szkoda do prowadzenia straganu, skoro jego dłonie mają moc ratowania życia. Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 23.07.15, 07:47 Trutututu. Prawdziwy pisarz pisze niesamowite książki i tyle. Może sobie poza tym służyć komu tam chce czy musi. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 26.07.15, 23:36 Nie wiem, komu służyć może, a komu nie, ale cały ten patetyczny wywód o powinnościach prawdziwego pisarza przepisałem sobie od Twardocha. Odpowiedz Link Zgłoś
tiktaalik Re: ambasador 17.07.15, 15:11 A najlepszy przy tej dyskusji tekst Jasia Rudnickiego (z pamięci): "Waham się. Mam propozycję. Mogę być twarzą rajstop.... z dwoma oczkami". Jak gościa nie lubić? Odpowiedz Link Zgłoś
mim_maior Re: ambasador 19.07.15, 20:54 "Twarz rajstop" to tekst tak niemal stary, jak memy w internecie, więc Jaś Rudnicki opowiedział kawał z brodą jak u drwala... Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 21.07.15, 01:17 Oni się w większości znają, czasem przyjaźnią, a czasem przeciwnie, na ich opinie rzutują prywatne relacje. Ja bym w ogóle wyłączył twórców z tej dyskusji, bo przecież znaczenie ma tylko stosunek czytelników do takich praktyk. Ponoć Varga w tv (znam to tylko ze słyszenia, więc może coś mylę) wyznał, że to ambasadorowanie go jeszcze nie razi, ale gdyby w twórczości Twardocha pojawiły się teraz mercedesy, to już by raziło. No to ja go informuję, że wkrótce będzie porażony. Nie wiem, czy akurat przez Twardocha, bo Twardoch i Rusinek to tylko pionierzy, przecierają szlak, ale dokąd nas wiozą wiadomo dokładnie. Wystarczy włączyć telewizor, albo przejechać się mercedesem po Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
ninek04 Re: ambasador 30.07.15, 22:28 Jest dobrym pisarzem i podobają mi się jego książki (Drach jest u mnie daleko przed Morfiną),więc fakt udziału w reklamie nie ma dla mnie znaczenia. Podoba mi się też zdanie Vargi, wyrażone w felietonie w DF sprzed tygodnia,w którym wypowiedział się również na temat etosu pisarza. Czekam na następne utwory Sz.T.i na pewno będę je czytać. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 31.07.15, 11:36 Twardoch na pewno jest bardzo utalentowanym pisarzem. Ale czy dobrym? Nie, zdecydowanie nie! Ja nie sprostałem Drachowi. Już gdzieś po 20 stronach przyłapałem się na tym, że czytam go całkowicie bezwiednie i nic z tego do mnie nie dociera. Do końca Morfiny wprawdzie dobrnąłem, ale od połowy też byłem już w stanie letargu i tylko ją kartkowałem, przeskakując całe akapity, byle zachować rozeznanie w "fabule". Nic nie poradzę, że co rusz odpływam myślą ku innym sprawom. Może za stary jestem na bodźce jakie aplikuje Twardoch. Te wszystkie horrenda wpychane tam bez umiaru, mają służyć za defibrylator zanikającej uwagi czytelnika, ale na mnie one nie działają. Ja szukam w literaturze czegoś zgoła innego: głębszej refleksji, niuansów psychologii, subtelności uczuć, całej tej materii ulotnej, niedookreślonej... on zaś prezentuje fasadowość w formie komiksu. Ale to kwestia upodobań, na rozmowę w innym wątku, albo na szerszą dyskusję o jego pisaninie, a najlepiej w ogóle o słabości naszej literatury. Nie wiem tylko, czy znaleźliby się tu chętni na nią. A co Varga powiedział o etosie pisarza? Też chętnie zamieniłby go na mercedesa? Odpowiedz Link Zgłoś
ninek04 Re: ambasador 31.07.15, 19:48 www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132748,18403406,mercedes-twardocha-czyli-sztuka-zycia-dla-mezczyzn-varga.html&ved=0CC0QFjAEahUKEwivw8Kv64XHAhVDiCwKHSuSBZM&usg=AFQjCNFdOErmEp4MWe9TD4KGM_tXXqKIzA&sig2=NLvN3s64ApIhYF4UEl9Ayg To wspomniany felieton. A Varga, mam wrażenie, nie musi zamieniać etosu na mercedesa,czy inne dobra, bo chyba nie za bardzo mu na nich zależy. Dla mnie Drach jest bardzo ważną książką,wzbudzającą wiele refleksji i pozostawiającą wiele pozytywnych wrażeń, nie do zapomnienia. Zgodzę się, że nasza literatura obfituje w mierne i nie nadające się do czytania utwory, ale przecież są pisarze trzymający poziom, po których sięga się z przyjemnością i bez rozczarowania. Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 31.07.15, 23:26 Dzięki, przeczytałem. A nie odnosisz wrażenia, że on ironizuje? Bo ja tak, choć wizją "maniaków motoryzacji", którzy dotąd nie słyszeli o Twardochu, a teraz z ciekawości najadą księgarnie, by go kupować i czytać... bardziej mnie przygnębił, niż rozbawił. Odpowiedz Link Zgłoś
ninek04 Re: ambasador 02.08.15, 20:19 Oczywiście, że ironizuje,inaczej nie nazywałby się Varga,aczkolwiek odnoszę wrażenie, że trochę też obśmiewa tę zmasowaną krytykę Twardocha za fakt udziału w reklamie. Można też przypuszczać, że maniakom motoryzacji ten rodzaj lektury chyba nie za bardzo przypadnie do gustu,więc na masowe pozyskanie nowych czytelników raczej nie ma co liczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: ambasador 03.08.15, 05:57 Nie sądzę również by fani aut masowo zaczęli grać w tenisa/oglądać Roland Garros dlatego, że ambasadorem został Novak Djokovic. Czy golfa bo Martin Kaymer. To zupełnie inaczej działa: ambasador ma swoją obecnością uświetniać imprezy organizowane przez firmę, by marka kojarzyła się ludziom z "lepszymi gośćmi"- ludźmi, którzy osiągnęli sukces, a nie są jakimiś celebrytami znanymi z tego, że są znani a do tego wyglądają atrakcyjnie i przy drinku można z nimi pogadać. I pochwalić się znajomym z takim spotkaniem. Mercedes nie ma być już "marką dla każdego" a "marką ludzi sukcesu". Dlatego ma w nim siedzieć przystojny tenisista z numerem 1 na liście WTP, przystojny golfista nr 1 na świecie- bo te sporty nadal są kojarzone z elitą, w przeciwieństwie do np. futbolu- sportu dla mas (i kiboli). Albo Michael Douglas (tytułu filmu nie pamiętam ale AMG nie dostałby bohater grany przez jakiegoś mniejszego gwiazdora). Twardoch zawdzięcza swoje ambasadorstwo temu, że nie wygląda już jak pies podwórzowy albo "twarz Stara 6x6" (gdzie znalazłoby się paru pisarzy o większym dorobku) oraz temu, że nasi tenisiści w rankingu nisko, a i z manierami Janowicza lepiej nie ryzykować, golfistów nie mamy. A ambasadora w każdym kraju gdzie firma działa trzeba mieć -zgodnie ze strategią tej firmy. Odpowiedz Link Zgłoś
jeepwdyzlu Re: ambasador 03.08.15, 15:02 Z dużą przyjemnością przeczytałęm całą dyskusję, spinoff - jak zawsze dostarczasz Forumowiczom dużo radości :-) Zachwycony Morfiną - kupiłem Dracha jeszcze ciepłego z piekar.. drukarni... I niestety - z przykrością dołączyłem do rozczarowanych. Autor poległ - moim zdaniem - z powodu przerostu ambicji. Chciał stworzyć dzieło totalne. Genialne. O wszystkim... No i się nie udało.... Zamiast - czego wcale nie potępiam - rzetelnie i rzemieślniczo budować porządne fabuły - zanurzył się głęboko w światy które nie interesują nikogo.. Czy to ważne z punktu widzenia Mercedesa? Chyba nie. Dla mnie bolesne były pomruki Autora dwa lata temu.. Pierdolsię Polsko? I co? Dziś w mercedesiku? Gdyby nie tamte wyzwanie - uznałbym, że wszystko gra. Twardoch to nie Rusinek, które jedzie na cudzej sławie. Zapracował, to ma. Ale.... albo się pie... albo dupę wozi mrecedesami. Widzę tu przykry dysonans... jeep Odpowiedz Link Zgłoś
spinoff Re: ambasador 04.08.15, 23:34 No właśnie... On obśmiewa zarówno Twardocha, jak i zdegustowanych nim. Obśmiewa też "szum medialny" i się do niego przyłącza. Ja go przestałem czytać, gdy napisał, że wprawdzie zgadza się ze wszystkimi konstatacjami Llosy (z Kultury końca świata), to jednak budzą jego opór. Widzę, że ten syndrom pogoni za własnym ogonem narasta u Vargi, ale mnie już się nie chce o tym gadać. Wyłożyłem swoje racje. Może faktycznie w wielkim świecie pisarze tak postępują i nikogo to nie razi. Nie wiem, nigdy o czymś takim nie słyszałem, ale też, prawdę mówiąc, nie interesowałem się tym specjalnie. Może Shlink, Suskind czy Herta Muller też wspierają niemiecki przemysł motoryzacyjny. Może citroen już dawno skaperował Houelbeqa, alfa - Eco, mini - Amisa... Po reakcjach widzę, że u nas ambasadorowanie raczej nie przeszkadza czytelnikom (no bo skoro aktorzy i sportowcy mogą... to czemuż pisarz ma "cierpieć" niemoc kupczenia twarzą?), więc może po prostu jest to kolejna nadwiślańskiego specyfika. Choć między żenadą a etosem na pewno jest dość przestrzeni, aby zmieścił się tam nie tylko Twardoch, ale cała Polska. Chętnie natomiast pomówię o naszej literaturze! Bo tak po prawdzie, to ona jest moim ulubionym chłopcem do bicia. Odpowiedz Link Zgłoś