Dodaj do ulubionych

pożyczone = stracone

13.02.05, 17:11
Jakie książki z Waszych zbiorów pożyczyliście i już niestety do Was nie
wróciły? Jakiej pozycji do dziś nie możecie odżałować? Albo wróciła do Was w
opłakanym stanie?
A może sami macie podobne grzeszki na sumieniu, co? No, kto z Was najdłużej
trzymał książkę od kolegi albo z biblioteki?;)
Ja jestem pedantką - i do szewskiej pasji doprowadza mnie, jeśli książka
wraca do mnie uszkodzona albo pobrudzona. Przyznam, że z moimi skarbami
rozstaję się niechętnie i kiedy parę dni temu zwróciła mi taką "wymacaną"
książkę jedna z niewielu osób do których miałam zaufanie, przypomniało mi się
stare jak świat powiedzenie - "dobry zwyczaj nie pożyczaj" :(
Obserwuj wątek
    • Gość: sylwek Re: pożyczone = stracone IP: *.acn.waw.pl 13.02.05, 17:45
      Dla mnie takie pedanctwo jest po prostu chore. Łatwiej lubić starą makulaturę
      niż ludzi.
      • lipa55 Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 17:49
        hmmm
        to sobie wyobraźmy, drogi sylwku, że ktos pożycza twojego malucha i zwraca z
        rozbitym oknem albo twoja ukochaną płytę The Best of Michael Jackson i trochę
        ją zarysowywuje
        rozumiesz teraz wagę problemu?
        • Gość: sylwek Re: pożyczone = stracone IP: *.acn.waw.pl 13.02.05, 17:54
          Tak się składa, że autentycznie mam taką płytę Michaela Jacksona (piracką) i
          gdyby ktoś mi ją zniszczył pewnie już nie miałbym ochoty kupować sobie
          oryginalnej. Malucha oddałem lat temu synowi sąsiada (za parę drobnych napraw,
          które u mnie zrobił). Nie przywiązuję się do przedmiotów. Większość książek,
          które w życiu przeczytałem pochodziła z biblioteki.
          • calyczas1 każdy ma jakiegoś bzika 13.02.05, 18:44
            Ja tam wolę książki prosto z księgarni, jeszcze pachnące farbą drukarską -
            mniaaaaaaaaaaaaaam :))) Jejku, jaka to dla mnie radocha, uwielbiam je wąchać i
            z namaszczeniem przygotowuję się do lektury:))) I najlepiej, jeśli papier nie
            jest pierwszej klasy białości, bo razi w oczy :(((
            Natomiast biorąc do ręki książkę z biblioteki myślę o dziesiątkach rąk przez
            które ona przeszła i tonach zarazków, jakie te dłonie zostawiły:((( Chociaż z
            drugiej strony lubię czytać zakreślone ołówkiem fragmenty czy nawet całe
            notatki i zastanawiać się, dlaczego akurat tutaj, czemu akurat to zdanie:)
            • Gość: sylwek Re: każdy ma jakiegoś bzika IP: *.acn.waw.pl 13.02.05, 21:37
              Książki rzaczywiście są doskonałym przetrwalnikiem zarazków, grzybów itd.
              Problem w tym, że to samo można powiedzieć o ludziach.
              Zgodzę się, że notoryczna niedbałość w obchodzeniu się z cudzymi przedmiotami
              świadczy o złym wychowaniu, podobnie nieoddawanie rzeczy pożyczonych. Różne
              sytuacje się jednak zdarzają i warto być tolerancyjnym.
            • Gość: gosc Re: każdy ma jakiegoś bzika IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 19.02.05, 20:52
              Nienawidze ksiazek poznaczonych olowkiem, a juz bron Boze dlugopisem albo czyms
              innym, czego sie nie da usunac. Ludzi, ktorzy robia to na ksiazkach z biobliotek
              POWINNO SIE WIESZAC.
      • iwka_j Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 20:34
        co za porownanie!!!!????Sluchaj Slawku moim zdaniem to wlasnie zle swiadczy o
        tej osobie, ktora czyjas wlasnosc oddaje w oplakanym stanie!!! bo gdyby ta
        osoba byla w porzadku i "lubila ludzi" to by albo szanowala, albo odkupila
        ksiazke!!!!!To wlasnie swiadczy o owej osobie, ze ma ludzi....gdzies!!!ze nie
        zalezy jej na tym, ze wlasciciel ksiazki moglby sie np. o b r a z i c.
    • Gość: opposite Re: pożyczone = stracone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.05, 18:20
      zakładając sylwku, że jesteś molem książkowym, tak :D
      • pucka69 Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 20:32
        A mi się tak złożyło , że po kolejnych przeprowadzkach w różne regiony Polski z
        całym dobytkiem , w tym - ze wszystkimi książkami, właściwie nikomu nie pożyczam
        książek, bo mam zbyt mało znajomych, którzy książki chcieliby pożyczyć. I
        właściwie to tęsknię do dawnych czasów, kiedy mieszkałam w moim rodzinnym
        mieście i schodzili sie do mnie znajomi, żeby pożyczyć książki. Ale poczekajcie,
        niech no tu troche pomieszkam...
    • iwka_j Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 20:29
      ja kiedys pozyczylam autobiografie krzysztofa kieslewskiego i ta ksiazka
      niestety do mnie nie wrocila. jestem zla i szczerze mowiac nie rozumiem takiego
      postepowania, bo spotykajac te osobe ktora pozyczyla, za kazdym razem
      przypominalam o oddaniu. a ona za kazdym razem mowila:ach jutro ci ja
      oddam...albo... ja tu w poblizu mieszkam zaraz przyniose...itd.ach szkoda
      slow!!!!!!
      • staua Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 23:08
        Mam na sumieniu trzy takie sprawki: 1)z biblioteki na Koszykowej pozyczylam
        kiedys mape Gor Swietokrzyskich i zgubilam, musialam odkupic podobna (bo takiej
        samej nigdzie nie bylo); 2) Pozyczylam od kolegi wlasnie autobiografie
        Kieslowskiego (!) i po paru tygodniach on przeprowadzil sie do Paryza. A ja
        potem jeszcze gdzie indziej. Ksiazke caly czas mam... 3) obecnie mam od pol
        roku zbior opowiadan Stefana Zweiga w oryginale od kolegi Niemca (na szczescie
        nikt nigdzie sie nie ma zamiaru przeprowadzic), ale pozwolil mi ja trzymac
        przez czas nieograniczony :-))
        Sama pozyczylam ludziom wiele ksiazek i nigdy ich juz nie zobaczylam, ostatnio
        zalowalam "Wunderzeit" Florescu (i bylo tak samo: pozyczylam koledze i sie
        wyprowadzilam; teraz on sie przeprowadzil stosunkowo blisko -ten sam kraj - i
        nawet spotkamy sie w marcu, ale ma te ksiazke od dwoch lat i nie mam serca mu
        przypominac).
        Czasem chyba trzeba przymknac na to oko,
        • iwka_j Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 23:21
          no cos z tym kieslowskim musi byc nie tak, nie lubi wracac do wlasciciela czy
          co?
          przypomniala mi sie jeszcze jedna historia. moj tato wlasciwie wogole nie czyta
          ksiazek, ale jego kolega dawno temu prawie na sile pozyczyl mu ksiazke, mowiac,
          ze jest swietna i wogole... niewiem czy tato ja przeczytal, wiem tylko, ze
          lezala u nas w domu i ze nawet z nami za granice pojechala(na stale). No i
          kiedys tato robil porzadek i wpadla mu w rece owa ksiazka, zajrzal do srodka, a
          tam widnialo imie i nazwisko kolegi, wiec postanowil oddac. Przy nastepnych
          odwiedzinach w PL, wraz z ksiazka udal sie do niego. Niestety nie zdazyl oddac,
          jego kolega umarl kilka DNI predzej:-(
    • lipa55 Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 20:39
      Wiatr z księzyca (gdzieeeeeeeeeeeeeś wywiało)
      Jajko i ja (zbiło się chyba, bo nie wróciło)
      • ry.bk.a Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 20:45
        A ile do mnie nie wróciło.. szkoda gadać. Przez to przestałam pożyczać wszystkim
        pseudoznajomym, z którymi nie łączy mnie jakaś silniejsza więź.
    • kubissimo Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 21:08
      zdefiniuj 'oplakany stan'
      na szczescie minely juz czasy, kiedy wydawane ksiazki byly tak klejone, ze
      rozpadaly sie zanim jeszcze ktos je przeczytal, wiec nie wiem co to znaczy stan
      oplakany? ksiazki utopione w wannie? zalane olejem?, czy takie, gdzie na
      grzbiecie pojawila sie mikroskopijna zmarszczka?
      ja nie mam jakichs wiekszych problemow z pozyczaniem i nie robie scen jezeli
      ksiazka wraca do mnie ze sladami czytania (a nawet gryzienia - moja kolezanka
      pozyczala ode mnie wszystkie pratchetty, a jej krolik sprawdzal jak smakuja
      okladki. i co? powinienem zerwac znajomosc???).
      Po prostu zakladam, ze gdybym byl ksiazka wolalbym byc wiele razy czytany, niz
      przeczytany raz i postawiony w zakurzonej biblioteczce

      niemniej lubie jak ksiazki do mnie wracaja
      a niestety po ostatnim przegladzie biblioteczki nie moge zlokalizowac obecnego
      adresu KWIETNIOWEJ CZAROWNICY, BIALYCH ZEBOW, PACHNIDLA I KORALINY. w domu nie
      mam, a nikt sie nie przyznaje :/
      jak nic zaczne spisywac, kto, co i kiedy pozyczyl ;)
    • lucky5511 Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 21:14
      Miałam podobny problem teraz mam specjalną kartkę w notesie i prowadze zapisy o
      moich książkach kiedy i co komu pożyczyłam książki wracają do mnie bo się
      upominam namiętnie o ich oddanie inna sprawa że raz w lepszym stanie raz w
      tragicznym pozdrawiam
    • braineater dziwne ludzie:) 13.02.05, 21:16
      ja pożyczam wszystko i wszystkim, nie upominam sie o oddanie, jak komuś książka
      bardziej podoba się niż mnie to z radością ją prezentuję, obdarowuję znajomych
      tym co mi się szcególnie podoba i tym podobne zachowania. Przecież to tylko
      materia, ktorą w ten czy inny sposób można odzyskać lub zobaczyć ponownie - a
      treśc zostaje chyba w głowie, niezaleznie od tego czy egzemplarz jest na pólce,
      czy nie....
      Pozdrowienia:)
      • braineater PS 13.02.05, 21:21
        Zapomniałem dodać, że NIENAWIDZĘ JAK KTOKOLWIEK POŻYCZA MI KSIĄŻKĘ Z
        NIEZŁAMANYM GRZBIETEM,bo nie doś, że muszę wtedy uważać, żeby jej tego nie
        zrobić (własciciele bywają dziwne:) to jeszce cięzko mi uwierzyć, że ktoś ową
        książkę czytał...
        Pozdrowienia:)
        • karodzaj Re: PS 13.02.05, 21:27
          podpisuję się obiema rękoma i diablim ogonem!
          Szczególnie jeśli kniga gruba...
          • pinos Re: PS 14.02.05, 15:42
            Nigdy nie łamię grzbietu. Po prostu go podtrzymuję. Da się. Nawet Martina
            starcie królów mam nieprzełamane. A czytałam ze 40 razy.
            Za zęby królika bym się obraziła. To nie są ślady "normalnego" czytania
            książki...
            Ja dbam o cydze książki, obce ludzie mają dbac o moje.
            • noida Re: PS 18.02.05, 17:02
              Widać, że nigdy nie miałaś królika. To podstępne, podstępne zwierzęta. Mój
              nadgryzł mi indeks a ostatnio książkę pożyczoną z Buwu oraz cenne dzieło
              naukowe, które zakupiłam za 130 zł i nieopatrznie na chwilę zostawiłam leżące
              na łóżku... Ich się po prostu nie da upilnować. No, ale jeśli ktoś czyta
              książkę 40 razy i nie przełamuje grzbietu to pewnie po prostu nie kupuje
              królika, albo trzyma go non stop w klatce, żeby nie robił bałaganu.
            • larix17 Re: PS 27.02.05, 22:40
              widać, że nie miałaś królika, ani kotów. Jeden z moich kotów lubi nadgryzać
              okładki - szczególnie nowych książek, na szczęście moich własnych lub
              najbliższej rodziny, więc nikt nie ma pretensji. łamię też grzbiety książek -
              łatwiej się je czyta. Kiedyś kolega - pedant pożyczył mi kilka książek, które
              wyglądały na nieprzeczytane (wiem, że on je czytał), więc żeby mu nie zniszczyć,
              wypożyczyłam sobie je z biblioteki! Chyba nie o to chodzi przy pozyczaniu
              książek! Ja sama sporo pożyczam i nie przeszkadzają mi slady czytania (chyba, że
              książka zwrócona nosi ślady licznych posiłków) Też nie mogę doliczyć się książek
              i od niedawna zmniejszyłam krąg ludzi, którym pożyczam ksiażki. Inna sprawa, że
              niektórzy chętnie pożyczają ode mnie, zaś duzo mniej chętnie dzielą się własnymi
              księgozbiorami! Na szczęście to tylko niektórzy. Kasia
        • apassionata Re: PS 14.02.05, 15:57
          mózgojad jak zwykle cooluzcorect na pokaz ;-)

          z czym nie licuje: NIENAWIDZĘ...

          pzdr
          • braineater Re: PS 14.02.05, 16:48
            apassionata napisała:

            > mózgojad jak zwykle cooluzcorect na pokaz ;-)
            >
            > z czym nie licuje: NIENAWIDZĘ...
            >
            > pzdr

            Zdemaskowany, zniszczony w oczach opini publiczej, uhipokrytyzowany i wstydzący
            sie w kącie
            szukający sposobu jak wyjść z twarzą
            załamany
            braineater w nastroju samobójczym...
            Pozdrowienia....:(
            • Gość: stonoga Re: PS IP: *.lns2-c10.dsl.pol.co.uk 28.02.05, 12:55
              hehehe
      • ry.bk.a Re: dziwne podejście :)) 13.02.05, 21:41
        ja gdym robiła jak ty, nic bym na tych półkach w krótce nie miała (trudno
        uwierzyć w to, co piszesz); materia materią, pożyczanie pożyczaniem, ale ja wolę
        mieć pod ręką książki, za które wybuliłam grubą kasę - a które przede wszystkim
        kocham i lubię do nich wracać, czytać ponownie itp. pseudoznajomum i tak nie
        bedę pożyczać, bo przekonałam się, że na to różne łapserdaki nie zasługują - nie
        dość, że nie oddają, to nagle znajomość, po takim napożyczaniu się urywa; ech,
        tylu własnych nie zdążyłam nawet zajrzeć, bo któryś z nich się do nich pierwszy
        dorwał.. najbardziej "Książki dla Manuela" nie mogę odżałować, bo nie ma tego w
        bibliotekach, a drugi raz kupować nie będę.. ><(((*>
        • lipa55 rybko, rybko, hop, hop! 13.02.05, 21:45
          proszę rybko
          gazeta.allegro.pl/show_item.php?item=41842014
          gazeta.allegro.pl/show_item.php?item=41888350
          PS nie lubie pożyczać
          pożyczam tylko kilku starannie wyselekcjonowanym osobom
          bo mam gwarancję,ze wróci i w stanie zadowalającym
          • ry.bk.a Re: rybko, rybko, hop, hop! 13.02.05, 22:52
            thanks; może skorzystam :))
        • braineater Re: dziwne podejście :)) 13.02.05, 21:48
          Szczerze mówiąc, jest to dla mnie najlepsza metoda luzowania miejsca na pólkach
          (aktualnie metoda odkrycia chociażby kawałka płaskiej powieszchni w miezkaniu -
          ostatnio przez chwile miałem wrażenie, że mam brązową podłogę alem nie jest
          pewny:) i cieszy mnie sam akt dawania komuś ksiązki - i w sumie jest mi
          obojętne czy spię z tą osobą od 18 roku życia dzień w dzień, czy też spotkałem
          ją 10 minut temu - ksiązka musi sie ruszać przemieszczać a nie być gromadzona
          pod oczym krótkowzrocznych kapo w butelkowych okularach, zwanych
          bibliotekarkami, w obozach koncentracyjnych, noszących nie wiedzieć czemu miano
          bibliotek.
          Pozdrowienia:)
          • ry.bk.a Re: dziwne podejście :)) 13.02.05, 22:59
            a dla mnie ma znaczenie, komu pożyczam i często to robię, bo za dobra jestem;
            ale za dłuuugo mieszkałam w akademikach i innych takich, żeby obdarowywać osoby
            poznane przed dziesięcioma minutami, których może już nigdy na oczęta nie ujrzę;
            oczywista, że dla książek i ludzkości lepiej, kiedy większa jej część się z nimi
            obznajomi, ale bez przesadyzmu - podejrzewam, że moje knigi dostawały się w łapy
            takich, co to jeno na "Matrixa" do kina chadzają; tyle ><(((*>
          • scoutek Re: dziwne podejście :)) 15.02.05, 14:46
            braineater napisał:
            > a nie być gromadzona
            > pod oczym krótkowzrocznych kapo w butelkowych okularach, zwanych
            > bibliotekarkami, w obozach koncentracyjnych, noszących nie wiedzieć czemu
            > miano bibliotek.

            tus przesadzil Zjadaczu, Ciebie stac na to by kupowac i rozdawac, ale niestety,
            jeszcze nie jest tak dobrze na swiecie by biblioteki tez tak mogly robic.... a
            po to istnieja, by jak najwiecej osob moglo z nich korzystac....
            poza tym bibliotekarki juz tak nie wygladaja, zmienia sie swiat i one tez...
            widac, ze dawno tam nie zagladales, Twoje wlasne ksiazki zaslonily Ci nie tylko
            podloge ale i swiat....


            komus kiedys pozyczylam Moje drzewko pomaranczowe.... i od tego czasu ani osoby
            ani ksiazki juz nie zobaczylam... osoba byla mila, ale to ksiazki nigdy nie
            zapomne....
    • karodzaj Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 21:21
      Pożyczam bez oporów. Tych ważnych dla mnie pilnuję (jest kilka takich
      wyszperanych tytułów).Jeśli jest mi tytuł potrzebny, to się upominam. Inaczej -
      po kilka lat nie widuję swoich ksiązek. Reszta krąży, nie wiem, co i kto ma
      (mam nadzieję, że znajomi nie czytają tego, co piszę).

      Nad utratą kilku tytułów boleję, ale pani w antykwariacie zapisała je na swoją
      listę, także odzyskam :)

      Niszczenie ksiązek to osobny temat. Ze swoimi robię, co chcę- piszę i takie
      tam. Nie przeszkadzają mi uwagi znajomych, denerwuje mnie jedno- origami z
      okładek.
    • jeanne_n Re: pożyczone = stracone 13.02.05, 21:30
      podpisuję się pod tym, co napisał ktoś wyżej, a mianowicie, że gdyby był
      książką, to wolałby być czytany wielokrotnie niż postawiony na półce kurząc się
      - kurcze, przecież książki to nie święte krowy - nie rozumiem ludzi, którzy
      trzęsą się nad swoją kolekcją i gotowi są oczy wydrapać tym, którzy naiwnie
      proszą o pożyczenie któregoś z tomów...
      a moja odpowiedź na pytanie brzmi - tak - pożyczam, staram się zapamiętać co i
      komu (albo przynajmniej gdzie to zanotowałam) i potem się twardo upominam aż do
      skutku :) sama staram się pamiętać o książkach nie moich i mam nawet specjalną
      półkę, gdzie je odkładam
      • Gość: asica Re: pożyczone = stracone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.05, 22:00
        Optyistka, mnie kupowanie książek kosztuje sporo wyżeczeń. nauczyłam się, że
        ludzie swoich rzeczy nie szanują. Pożyczam tylko bliskim znajomym, zapisuję i
        egzekwuję, za wiel mam strat z casów licelanych. Nie jestem pedantką- nie mam
        pretensji o załamany róg, ale pewne zasady nalezy sachować...
    • calyczas1 a ja się dziwię tym co się dziwią ;P 13.02.05, 22:17
      Ja też lubię jak książka żyje, jak jest czytana przez innych, a potem można z
      kimś o niej na gorąco pogadać.. Ale SZLAG MNIE TRAFIA, jeśli ktoś moich książek
      nie szanuje i nie oddaje! Bo niestety (?) jestem typem, który uwielbia obrastać
      w książki, kocham do nich wracać, odszukiwać ulubione fragmenty, cytaty itepe.
      W moim mieszkaniu może zabraknąć mebli czy lodówki, ale nie książek! I niech mi
      ktoś mówi, że uwielbiam przedmioty, nie dbam o to.
      Ktoś tu napisał, że nie lubi dostawać do ręki dziewiczych egzemplarzy, bo musi
      się z nimi obchodzić jak z jajkiem - czemu więc nie oczekiwać tego samego od
      innych? Czy naprawdę mielibyście radochę widząc, że ktoś Waszą ulubioną powieść
      sponiewierał w pomidorowej i buraczkach?
      Pzdr
      • Gość: zakładka Re: a ja się dziwię tym co się dziwią ;P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 15:28
        Biernie pożyczam książki, ale od pewnego czasu nasila się takie coś, że
        wszystkie ksiażki jakie mam (czyli albo wybrane do czytania wiele razy, albo
        podarowane - czyli ze wspomnieniem) są jakby częścią mnie - czegoś mi brakuje
        na półce, gdzie jest luźniej po książce i czasem czuję jakbym oddawała coś
        swojego, niezbędnego - jeśli na dłużej, to niezbyt przyjemne. Natomiast są
        takie, niedostępne w bibliotekach, których w ogóle nikomu nie pożyczę (choć
        wyjątkiem mogą być przyjaciele, których jestem pewna i którzy powinni poznać
        jakąś książkę, bo ją docenią, ale wtedy ścisłe baczenie!), dlatego że za często
        do nich zaglądam i za bardzo je lubię (trochę jest z tymi książkami, jak z
        kochanymi osobami)
    • Gość: Myszor Re: pożyczone = stracone IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 13.02.05, 23:22
      "Rozmowy z ksiedzem Twardowskim" - pięknie wydany album, pełen zdjęć. Rozmowa
      dziennikarza z księdzem Twardowskim - poetą. Książka kupiona parę lat temu za
      ciężkie pieniądze (zaoszczędzone). Pożyczyłam nauczycielce. Wróciła z
      posklejanymi kartkami i poplamiona :(
      • kubissimo Re: pożyczone = stracone 14.02.05, 01:36
        ja w ogole nauczycielom/wykladowcom juz nie pozyczam
        oni nigdy nie oddaja
        nawet pani od ZPT, Elżbieta K., jedną mi ukradła

        pozyczam wszystkim, ale nie nauczycielom :)
    • hania55 Re: pożyczone = stracone 14.02.05, 10:41
      Niestety straciłam na zawsze "Złego" Tyrmanda z ilustracjami Młodożeńca
      i "Ferdydurke" Gombrowicza, pięknie wydaną. Podręczników pożyczonych na wieczne
      nieoddanie nawet nie liczę. Za to udało mi się odzyskać "Lolitę" w tłumaczeniu
      R. Stillera!
    • Gość: hrabia.dracula Re: pożyczone = stracone IP: *.kpk.gov.pl 14.02.05, 13:45
      z moich ulubionych ubyła mi w biblioteczce książka "znaczy kapitan" - i jakoś
      tak dziwnie wyszło że kolega który ją pożyczył 'na wieczne użytkowanie'
      przypadkiem zostawił mi blaszany bębenek(nie oddałem go po dziś dzień)

      i jeszcze traumatyczne przeżycie z dziecinstwa - pozyczyłem komuś kilka z moich
      ulubionych Thorgali - oczywiście nigdy do mnie nie wróciły - trzeba było
      odkupywać :(
      • calyczas1 Re: pożyczone = stracone 14.02.05, 14:33
        Tak, ja też się przyznam, że od 1,5 roku trzymam u siebie pewną książkę, której
        NIE ODDAM, dopóki KTOŚ nie zwróci mi moich 3 tytułów, których tak nawiasem
        mówiąc nie zdążyłam nawet przeczytać :( Już się zaczynam denerować bo
        pożyczyłam je komuś, kto lubi książki puszczać w obieg:(( A jak się zdenerwuję
        to napiszę o co mi chodzi i mam nadzieję, że osoba która je ma i czyta to forum
        w końcu się ocknie i mi je w końcu zwróci :[ A żeby było śmiesznie ów ktoś
        zdążył się już z 10 razy upomnieć o swoją własność.

        A Thorgala też kiedyś uwielbiałam czytać i też mi się rozszedł :(
        • naxalite Re: pożyczone = stracone 14.02.05, 14:50
          W niezbadanych okolicznosciach i prawdopodobnie na wieki opusciły mnie "Władca
          much" oraz "451 Fahrenheita". Ja za to pożyczylam jakies 10-15 lat temu
          "Cyberiade" i "Najdalszy brzeg"; wiem od kogo, ale stracilam kontakt z tymi
          osobami; tak ze wynik jest 2:2 Nie przywiazuje sie zbytnio do przedmiotów,
          dotyczy to rowniez ksiazek; jezeli ksiazka jest mi bliska, to ze wzgledu na
          tresc, a nie papier, na ktorym jest wydrukowana. Nie dotyczy to jedynie kilku (
          a zwlaszcza jednej :)), które są dla mnie cenne ze wzgledu na osoby, ktore mi je
          sprezentowały, tych na pewno nie pozycze nigdy i nikomu.
          • Gość: hrabia.dracula Re: pożyczone = stracone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 19:44
            Nie przywiazuje sie zbytnio do przedmiotów,
            > dotyczy to rowniez ksiazek; jezeli ksiazka jest mi bliska, to ze wzgledu na
            > tresc, a nie papier, na ktorym jest wydrukowana

            też bym tak chciał, ale widocznie mam w sobie cos z chomika - jak już kocham
            jakąs książkę, płytę, cokolwiek to lubię wiedziec że stoi sobie gdzieś blisko
            na półce i w każdej chwili mogę po nią sięgnąć
            • Gość: justyna Re: pożyczone = stracone IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 15.02.05, 14:24
              Lubie pozyczac ludziom,do ktorych mam zaufanie i ktorzy naprawde chca to
              przeczytac i sa lasi na dana ksiazke,mysle tu o moim pewnym koledze.Zawsze
              oddaje,nie musze sie upominac.Kiedys z kolei stracilam "Egipcjanina Sinuhe",2
              tomy i "Dziwne losy Jane Eyre".Szczegolnie zaluje tego Sinuhe,bo strasznie to
              chcialabym dac do przeczytania mojemu chlopakowi.
            • pomme Re: pożyczone = stracone 15.02.05, 15:16
              mam to samo:-) Ulubionej książki nawet nie pozwole dotknąć, nie wiem dlaczego
              tak mam. Niechętnie pożyczam, bo niestety ludzie nie szanują książek. Częściej
              zdarzy mi sie komuś coś pożyczyć po jakiejś dyskusji o książkach i gdy chcę sie
              podzielić swoim zachwytem. Ale robie to coraz rzadziej, wolę polecić książkę
              tytuł, autora... są przecież biblioteki...
    • Gość: realka Re: pożyczone = stracone IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 18.02.05, 14:41
      Nie wiem z czego to wynika ale baaaaaaardzo nie lubię pożyczać książek,
      przywiązuję się do nich. Kilka razy książki wracały do mnie w opłakanym stanie (
      Mały Książe cały popisany długopisem i poplamiony:(() albo wogóle, tak że
      pożyczam tylko wybranym i tylko postawiona w sytuacji bez wyjścia. Z drugiej
      strony rozumiem jak ktoś mówi że nie pożyczy mi. Natomiast jak już mam cudzą
      książkę staję na głowie żeby nie było śladów że ją przeczytałam:).
      • calyczas1 Re: pożyczone = stracone 18.02.05, 15:41
        no właśnie - to wynika z tego, o czym sama napisałaś :(
        Pozdrawiam :)
        • Gość: SiTY Re: pożyczone = stracone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.05, 19:44
          Liczy się treść a onea może być podana byle jak. Mnie nie obchodzi czy to
          skórzana oprawa czy jakiś papier toaletowy. Kupuje w tanich księgarniach albo
          wypożyczam. Kupione oddaje, sprzedaję albo wywalam na śmietnik jak nikt nie
          chce. Po jaką cholerę trzymać pełne półki? Niech sobie czytają inni. Tylko
          niektórych nie pożyczę byle komu ale jest ich 7, może 8.
          Przywiązywanie się do sterty oprawionego papieru to dziwactwo.
          • lipa55 Re: pożyczone = stracone 19.02.05, 09:24
            Gość portalu: SiTY napisał(a):
            > Przywiązywanie się do sterty oprawionego papieru to dziwactwo.

            wolę to, niż (chorobliwe) przywiązywanie się do sterty papieru z wizerunkami
            królów, sterty żelastwa z błyszczącą nazwą BMW, coraz mniejszej komóry i coraz
            bardziej wypasionej skóry
            też takie dziwactwo
            • Gość: SiTY Re: pożyczone = stracone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.05, 10:54
              Tu się zgodzę :) Choć książkę pożyczyłbym, a BMW nie (i nie dlatego, że nie
              mam)
    • Gość: Espen Lind Re: pożyczone = stracone IP: 195.205.189.* 18.02.05, 21:13
      Lila ty masz moje "Nastolatki gotują", które pozyczyłaś jakieś 10 lat temu.
      Spisałam ja na straty ale wiec,że to może przez Ciebie do tej pory nie umiem
      gotować.Wybaczam oczywiście. Mnie i tak najbardziej drażni, jak idę do
      biblioteki (nie kupuję raczej bo mnie nie stać) i widzę, że ludzie nie oddają
      książek po kilka lat to się gotuję. Gdybym była taka panią bibliotekarką to
      bym takim ludziom żyć nie dała. Co to za durne zywczaje kompletowąć własny
      księgozbiór z zasobów biblioteki!!!!!!!
      • kubissimo Re: pożyczone = stracone 20.02.05, 12:39
        a jak sobie wyobrazasz to 'niedawanie zycia' takim ludziom?
        biblioteki nie maja pieniedzy na ksiazki, a tym bardziej na obdzwanianie
        wszystkich przetrzymujacych ksiazki, nie mowiac o wysylaniu ponaglen, ktore
        zreszta niewiele zmieniaja :/
        • ceboolka Re: pożyczone = stracone 20.02.05, 13:39
          kubissimo napisał:

          > biblioteki nie maja pieniedzy na ksiazki, a tym bardziej na obdzwanianie
          > wszystkich przetrzymujacych ksiazki

          Eeeetam, kubissimo, przesadzasz. Moja biblioteka, ktorej jestem notoryczna
          przetrzymywaczka (nie ze zlej woli i nie z checi wzbogacenia sie kosztem dobra
          publicznego, ale po prostu z braku czasu i niedostosowania godzin otwarcia do
          moich wolnych godzin), mimo ze jest placowka dosc biednawa potrafi mnie
          niemilosiernie molestowac za jedna nieoddana ksiazke - telefonicznie i
          listownie, wpedzajac mnie w poczucie winy i sklaniajac do odwiedzenia i
          zwrocenia tego, co biblioteczne do biblioteki. To chyba zalezy od poczucia
          misji pani bibliotekarki i stopnia, w jakim jej zalezy na tym, czym dysponuje.
          • kubissimo Re: pożyczone = stracone 21.02.05, 11:14
            wczoraj w faktach mowili o tym, ze biblioteki zaczynaja wystepowac na droge
            sadowa wobec tych, ktorzy przetrymuja ksiazki. moze to zacznie dzialac :)
          • scoutek Re: pożyczone = stracone 21.02.05, 12:42
            ceboolka napisała:
            > To chyba zalezy od poczucia
            > misji pani bibliotekarki i stopnia, w jakim jej zalezy na tym, czym dysponuje.

            nie, to zalezy wylacznie od tego czy bibliotekarka ma czas... jesli bowiem ma
            duzo czytelnikow i duzo dobrych ksiazek to po prostu nie zdazy wyslac upomnien
            czy jeszcze lepiej - dzwonic....
            swoja droga, niezly budzet ma Twoja biblioteka, jesli stac ja na telefony do
            czytelnikow, z tego co ja wiem gminy maja ciezka reke gdy chodzi o biblioteki,
            ktore im podlegaja....
    • Gość: jaija Re: pożyczone = stracone IP: *.elblag.dialog.net.pl 19.02.05, 00:14
      Straciłam "Tristana i Izoldę". Niby nic, bo w sumie w każdej księgarni kupię i
      niedrogo, ale niesmak pozostał. Sama zresztą powiedziałam dziewczynie, że po
      książkę przyjdę w ten i ten dzień, o tej i o tej, zgodziła się. Telewizor grał
      (słyszałam pod drzwiami, nawet się nie krępowali i nie udawali, że nikogo w
      domu nie ma), ale nikt mi, rzecz jasna, nie otworzył. Myślałam, że może ktoś
      qpę robi:D i przyszłam za jakieś 15 minut. To samo. Spotkałam dziewuchę później
      i głupa kleiła. Ale książki do dziś nie odzyskałam. Najbardziej jednak mnie
      wqrza to, że jak komuś coś pożyczę, to osoba ta, nie pytając MNIE,
      właścicielki, o zdanie, puszcza ją dalej w obieg . WRRRRRRRR.
      Ale koleżanka nie mogła się doprosić o jedną książkę u jednego kolesia (pewnie
      już komuś innemu pożyczył), miała zaś jego, której brakowało jej do kompletu z
      inną. Nie muszę mówić, że wreszcie w ten sposób komplecik ma:)
    • caprice83 Re: pożyczone = stracone 21.02.05, 10:11
      Ja zwykłej literatury zazwyczaj nie pożyczam, gdyż nie chcę żeby ktoś zniszczył
      mi książkę, a wiem że niestety często, nawet nieumyślnie się tak dzieje.

      Póżyczałam za to do pewnego czasu podręczniki. Do czasu gdy jedenej mi nie
      zwrócono w ogóle i ta osoba wypiera się że jej książke pożyczyłam, a drugą
      zwrócono mi popisaną, wygladającą jakby nie wiadomo ile miała lat. Ja szanuję
      swoje książki, nawet podręczniki i nie podkreslam w nich nic, staram się je
      czytac przy biurku a nie zginac i nie podoba mi sie gdy ktoś w opłakanym stanie
      zwraca mi książki. Poza tym skoro oszczędził na kupnie tej książki to należało
      by się jakieś podziekowanie, typu zaproszenie na kawę czy jakiś kwiatek, a tu
      nic.
    • Gość: Pop Re: pożyczone = stracone IP: *.star.net.pl / *.star.net.pl 21.02.05, 10:57
      Dobry zwyczaj nie pozyczaj-ja się tego trzymam.Zresztą sama nie lubie pożyczać
      od kogoś książek bo boję się że się pobrudzą,coś się na nie wyleje itp.Książki
      pożyczam i oddaję wyłącznie bibliotekom.
    • Gość: Opty Re: pożyczone = stracone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.05, 14:15
      Lubię pożyczać książki ale tylko sprawdzonym osobom. Jak wielu innych też mam
      przykre doswiadczenia. Niektóre tytuły nieoddanych książek pamiętam już xx lat.
      Każda strata boli, bo lubię gdy przyjaciele są ze mną. A za takich uważam moje
      książki. Kiedy pożyczam k. od kogoś staram się oddać w nienaruszonym stanie.
      Pozdr.
    • Gość: jenotka Re: pożyczone = stracone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 16:09
      Pożyczam kilku sprawdzonym osobom, zawsze notuję, co pożyczam. Ale i tak
      zdarzają się wpadki. Przykład 1:
      koleżanka z pracy, wreszcie stanowczo przynaglona przywozi mi do domu torbe z
      książkami (z 10-12 tomów pożyczanych sukcesywnie) i okropnie się obraża
      2. Koleżanka słynąca w liceum z nieoddawania książek spotyka mnie po kilkunastu
      latach od matury, odwiedza mnie w domu, namawia do pożyczenia książki i
      oczywiście nie oddaje ("nie pamięta, czy pożyczyła, ale jeśli tak, to
      oczywiście oddała"). Moje frajerstwo, przyznaję.
      3. Inna koleżanka, siedząca w domu z dziećmi, prosi o pożyczenie czegoś
      ciekawego. Pożyczam wspomnienia Moniki Żeromskiej - piierwszy z 5 tomów. Po
      paru miesiącach ponagleń dowiaduję się,że - dzieci podarły. Zero skruchy. Sama
      wyszukuję brakujący tom w magazynie wydawnictwa i sama za niego płacę.
      • Gość: maga Re: pożyczone = stracone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 19:31
        Nie jestem pedantką i nie zapisuję komu, co pożyczyłam. Pół biedy, jeśli
        książka wraca zniszczona, ważne, że nadaje się jeszcze do ponownego
        przeczytania. Najgorsza jest bezpowrotna utrata, bo nie stać mnie na ponowne
        dokupienie, mieszkam poza miastem i nie mam czasu chodzić po antykwariatach w
        poszukiwaniu dawno wydanych pozycji. A są książki, do których się wraca, albo
        chce się je pożyczyć innym, nowym znajomym, żeby móc sobie potem o nich
        podyskutowac. Mam też dorastajacą córkę, którą chciałabym zapoznać już niedługo
        z moimi fascynacjami literackimi, a bez tych straconych książek może to się
        okazać niemożliwe. Pozyczylam np. bliskim znajomym Opowiastki do pociagu Borisa
        Viana, a po dlugim czasie oni sie wyparli i po moich ponagleniach oddali mi
        Pociag do opowiastek, tak, ze teraz ma dwa takie same tomiki, a Opowiastek
        wcale, a sa nie do odkupienia.
        Najbardziej brakuje mi Opowiadan Cortazara, bo bardzo lubie do nich wracac, a
        zupelnie nie pamietam, komu je pozyczylam, buuuuu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka