braineater
30.03.05, 20:04
czyli używki i/lub? sztuka czytania
(Wątek TYLKO dla dorosłych)
Wątek perfidnie Zdance skradziony i Jej w ramach rekompensaty zadedykowany:)
A czemu tak? A w sumie dlatego, że o tym jak wyglada to z drugiej stony wiemy
juz prawie wszystko, co wiedzieć chcielismy, jak również znamy szcególy,
których znać byśmy nie woleli. Wiemy, że gdyby nie wino i haszysz nie było by
Baudelaire'a (i to jaki haszysz - po dziesięc gram rozpuszczonych w
kawie...Sodomia, Gomoria & Rozpusta); gdyby nie whisky nie było by Chandlera;
gdyby nie amfetamina, nie byłoby paranoicznych lodówek Philipa Dicka, a gdyby
nie kilometrowe ścieżki kokainy, nie mielibysmy American Psycho. Heroina i
Bourroughs, wódka i Jerofiejew, rum i Hemingway - lista mogłaby się ciagnąc w
nieskończonośc, ale ja nie o tym. Ja bym chciał poznać reakcję z drugiej
strony, nas, zwykłych czytelników, którzy czasami także sięgają po używki
wszelakie, by kontakt z tekstem pisanym ubarwić i urozmaicić. Aby nie podpaść
jako TW organów ścigania, sam, jako przedstawiciel roczników, którym
eksperymenta z pożeraczami mózgu nieobce, zacznę i proszę o inne relacje z
dróg uzywkowo literackich.
Amfetamina, zwana także zbawieniem studentów, wspomożeniem leniwych i
pocieszycielką nienauczonych - czytanie niewskazane, acz przydatna przy
krótkotrwałym pamięciowym opanowywaniu materiału - da się pod wpływem tejże
przeczytać cała 'Kulturę masową' Kłoskowskiej i nawet sporo we łbie przez
parę dni zostaje, acz skutki nadużycia bywają na tyle dojmujące, iż chęc do
czytania czegokolwiek raczej odbierają - jedyny wyjątek, czytanie "Jadra
Ciemności' na zwale, zejściu, zapaści, bowiem wówczas dzieło Conradowe wbija
się w mózg przesterowany z cała swoją brutalnością.
Wódka i alkohole mocne - czytanie raczej idzie średnio, literki popadają co i
rusz w pląs szaleńczy, epileptyczny i człowiek zmachać się musi porządnie by
spowrotem w szereg je zagonić. Wyjątek - Wieniczka Jerofiejew i Hrabal,
którzy idealnie pod pijacką metodę odbioru tekstu, utwory swe komponowali.
Marihuana, używka wręcz pod kątem lektur róznych opracowana, dla poezji
czasem wręcz wymagana, koniec peana:) Problematycznymi może być kilka
pierwszych prób czytania pod wpływem, ponieważ pojawiają się dośc ostre
zaburzenia koncentracji i, podobnie jak w przypadku wódki, trzeba odrobiny
silnej woli i wprawy by ów stan spacyfikować, za to nagrody są nader
przednie. Przede wszyskim, lepsze wyczulenie na zabawy fonetyką, językiem,
aliteracje i tego typu bajery, jak również mocno zwiększona empatia wobec
czytanego tekstu. Jedyne zastrzeżenie - nijak blant nie wspólgra z Franzem
Kafką i innymi mistrzami egzystencjalnego hardkoru. Nawet jeśli na trzeźwo
bywają oni pisarzami ulubionymi to pod wpływem nijak czytać się nie dają.
LSD, grzybki-psylocybki, sporysz - za Dubrawką Ugresić powtórzę - Czytanie
Wzbronione. Nie da się, nie można, nie wolno. (ale za to bełkot pod wpływem
wypisywany, nalezy do kategorii mistrzowskich - patrz Castaneda)
Pigułki szczęscia, czyli miksy chemiczne dla dyskotekowej młodzieży - żadnych
wpływów ni pozytywnych ni negatywnych nie stwierdzono. Ot. po prostu - czyta
się. Może tylko tyle, że mało człowiek ma wtedy ochoty na lekturę, a bardziej
skupia się na biologicznych radościach organizmu...
Wino - wino to nie używka:)
I to tyle z zeznań degenerata domowego chowu, czekam na wasze relacje i
czmycham w las głęboki by umknąć przed policją i społecznym ostracyzmem.
Pozdrowienia:)