eeela
30.06.05, 17:00
Już gdzieś zwierzałam się z tego, że postanowiłam nadrobić swoje zaległości w
literaturze fantasy. Skoro twierdzę, że uwielbiam, a czytałam tylko Tolkiena i
Sapkowskiego (czy HP zaliczać???), to powinnam chyba zapoznać się z innymi
autorami... Kilka pozycji Pratchetta wręcz połknęłam, niepokojąc otoczenie
niekontrolowanymi wybuchami śmiechu. Zużyłam swoją bibliotekę pod kątem
Pratchetta i wzięłam Norton, dokładniej, jako pierwszą książkę, "Czarodzieja
ze świata czarownic"... i chyba w życiu nie czytałam gorszego gniota, wyjąwszy
kilkadziesiąt harlequinów na wakacjach u cioci w wieku lat 12... :-D
Nie można napisać słowo, tylko Słowo, bohater nie słyszy dźwięku, tylko
Dźwięk. Dziesiątki Mądrych Kobiet, Wielkich Mieczy, Straszliwych Łap i czego
tylko chcesz. Gdyby to była parodia fantasy, byłaby świetna, ale to jest
napisane na poważnie...
Bu. Niesmak mi pozostał. No cóż, ciekawość świata zawsze w końcu powoduje
wsadzenie palca do kominka ;-)