Dodaj do ulubionych

Maly Grześ - oceńcie, proszę

21.09.05, 09:01
Matka Boska z Klocków Lego i Jezus z Coca-Coli. Dobrana parka,
groteskowa i trochę straszna. Nie trochę – dużo bardziej. Wieloelementowa
mamusia z aureolą, o ostrych brzegach i bezbronny plastikowy synek, który nie
robi nic, tylko świeci prowokująco nocą. Tylko, nad trzymaną w dłoni butelką
Coca-Coli, głosi: „Kochaj mnie, kochaj Boga, bo My cię kochamy”. Kłamie. Ale
nie próbuj negować tego nawet w myśli, zemszczą się. Ona się zemści;
przyjdzie z naładowaną wyrzutnią Pokemon Tazo, gdy będziesz spał i zrobi ci
coś złego.
Grześ poznał to wszystko i wie o tym. Dlatego boi się ich. Nie
zawsze. Tylko wtedy, gdy jest sam, bo oni nigdy nie działają jawnie. Zawsze w
ukryciu. Chłopiec leży pod kołdrą i szepcze z przejęciem: „Aniele boży,
Stróżu mój...” – ale to niewiele pomoże. Anioł Stróż firmy Mattel należy do
tej samej paczki. Dlatego Grześ urywa. Wcale nie chce, żeby ktokolwiek przy
nim stał. Nie chce być obserwowany. Woli być sam, bo i tak nie ma
sprzymierzeńców. Nawet Bóg jest jego wrogiem; nawet diabeł. A także Siostra
Idalia. Ona jest najgorsza. „To propagandystka” – twierdzi Grześ, choć
jeszcze nie zna tego słowa. Chodzi o to, że Siostra mówi, że oni są dobrzy,
daje obrazki z nimi wdzięczącymi się do niego. Chłopiec uważa, jest
przekonany, że Siostra Idalia kłamie. Łże. A nawet, ciężko mu pomyśleć to
słowo, ale w tym wypadku chyba musi, Siostra Idalia pierdoli. Pierdoli
farmazony, tak to trzeba ująć, inaczej to nie dość dosadne. Nie przychodzi mu
do głowy, że Siostra być może w to wierzy. Albo ma innego Boga, dużego Boga
dla dorosłych, Boga z czekolady i cukierków. Słodkiego, raczej mało groźnego,
Boga, który wybacza. Kiedyś Grześ pewnie do tego dojdzie, ale na razie
twierdzi, że Bóg jest jeden dla wszystkich, a jego wybrał sobie na dziwną
ofiarę. Na ofiarę z pokaleczonych palców, siniaków na kolanach i snów.
Grześ leży bez ruchu, nie śpi. Oni są cicho, ale wie dobrze, że go
obserwują. Tej nocy nie zaśnie, żeby nie weszli mu do głowy, bo będzie miał
koszmary, w których Jezus z Coca-Coli odrywa się od krzyża i mówi: „Bóg cię
kocha!”, a Matka Boska z czerwonym klockiem w miejscu łona i naszyjnikiem z
czaszek patrzy z nienawiścią. Chciałaby, aby Bóg kochał także i ją. We śnie
chłopiec mógłby ich zabić, ale nic by to nie dało. Prawdopodobnie są
nieśmiertelni. A przynajmniej ona. Jeszcze się nad tym nie zastanowił.
Wystawia głowę spod kołdry. Jezus fosforyzuje w ciemności, Matka
Boska grzechocze zabawkami w pudle. Anioł Stróż chrapie, śpi. To dobrze. A
może chrapie tata? Nie, taty przecież nie ma tutaj, jest daleko na drugim
końcu mieszkania, z mamą. Albo na mamie. Grześ widział ich kiedyś takich.
Przyszedł w nocy, uciekał przed gniewem Jezusa i od tamtej pory twierdzi, że
oni także są jego wrogami. Kazali mu do siebie wracać, ale to nie dlatego. Po
prostu doszedł wtedy, dopiero wtedy, do wniosku, że to oni sprowadzili do
domu Matkę Boską z Klocków Lego i Jezusa z Coca-Coli.
Wtedy Grześ nie poszedł do siebie. Zbyt bał się Maryi. Zamknął się w
wychodku i siedział tam do rana, nie usiłując nawet nawiązać kontaktu z
Wucekaczką. Mogła być ich szpiegiem, wszystko mogło być. Zasnął na ręczniku,
na zimnej posadzce. Rano znalazła go mama. Myślał, że będzie krzyczeć, ale
ona była bardzo miła. „To dziwne” – stwierdził. A potem: „To spisek!”.
Te zdarzenia nie miały wpływu na losy chłopca. Naturalnie, chyba, że
to oni wszystko zorganizowali, chyba, że był to kolejny sposób, by zrobić z
niego ofiarę. Krwawą ofiarę Abla. Siostra Idalia mówiła kiedyś o tym, mówiła
także o wielu innych rzeczach. To od niej Grześ dowiedział się, że Bóg lubi
krew. Baranią krew. Dlaczego więc wybrał jego? Nawet znak zodiaku się nie
zgadzał, nawet włosy chłopiec miał proste. Przez jakieś osiemnaście sekund
próbował myśleć o sobie jak o Hiobie, ale nic z tego nie wyszło. „Hiob był
człowiekiem, którego Bóg doświadczał, a gdy Hiob wytrzymał, Bóg go
wynagrodził” – mówiła Siostra Idalia, ale Grześ miał w dupie, za
przeproszeniem, takiego Boga, na żadne próby nie życzył sobie być wystawiany.
Dlaczego więc ciągle nękają jego?
Grześ chciałby spać; oczy same mu się zamykają. Wie, że nie może.
Tylko tak nie dopuści ich do siebie, do swoich myśli. Przygryza mocno dolną
wargę, wbija paznokcie w ciało. To nie jest przyjemne, ale na bólu można się
skupić. Ból jest pancerzem. „Nie zasnę” – myśli chłopiec, otwiera szeroko
oczy. Wstaje z łóżka. Nie musi zapalać światła, dobrze widzi w ciemności.
Jego wzrok już przyzwyczaił się do braku światła. Gdyby zapalił lampę,
rodzice mogliby coś zauważyć. Nie chce, aby widzieli co robi ani dlaczego.
Zakłada, że nie znają Jezusa z Coca-Coli i jego zaborczej matki, chociaż sami
ich sprowadzili. Przenieśli ich jak wirusy, jak grypę. Mimo to należy
zaliczać ich do wrogów. Bo wrogiem nie trzeba być świadomie. Sojusznik, który
pogarsza sytuację, nie jest do niczego potrzebny; nie jest sojusznikiem. Taki
sojusznik to wróg. Logiczne jest, że nie może być neutralny.
Chłopiec stoi na środku pokoju i jeszcze nie wie, co za chwile zrobi.
Może wszystko. Może nic. Z nienawiścią spogląda na stertę zabawek. Są w niej
święci, muszę być. Nie ma innego miejsca dla nich. A przynajmniej on go nie
znajduje. Chciałby zniszczyć je wszystkie, kiedyś, ale nie teraz. Boi się
reakcji rodziców. Nie byli by w stanie zrozumieć. Nigdy nie rozumieją.
Obserwuj wątek
    • mankencja Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 21.09.05, 09:02
      W końcu Grześ nie zdobywa się na żaden czyn. Na żadną herezję. To słowo jest mu
      obce, ale czuje, że dotyczy jego. Wraca do łóżka przegrany. W bitwie, która się
      nie odbyła. „Tchórz” – myśli do siebie i żeby się ukarać, wbija zęby w dłoń.
      Zastanawia go, ile wytrzyma. Przestaje dopiero, gdy czuje metaliczny smak krwi.
      Wyciera rękę w pościel. Zostaje czerwona smuga, niezbyt wyraźna. W miejscu
      ugryzienia przez jakiś czas pozostanie ślad. Ma ich kilka. Czasem zastanawia
      się, po co to robi. Może to oni mu każą, może panują nad nim zawsze, są w jego
      kieszeniach, plecaku, w układzie krwionośnym i oddechowym, w żołądku. Nie
      wydostają się z kupą, nie wydostają się z krwią, więc może to nie prawda,
      chyba, że mają coś, czym można się przyczepić mocno i nie odpaść. Jest już
      późno, gdy mimo woli Grześ zasypia. W jego śnie jest Matka Boska, ale nie ma
      Jezusa. To nie jest ta Maryja, to inna. Jest błękitna, plastykowa, pusta w
      środku. Ma żółtą koronę, zbliża się do niego z jakiejś chlupoczącej ciemności.
      Nic nie mówi. Jest. Chce. Grześ zna ją. Widział u babci. Stała na półce. Można
      do środka nalać wody, bo korona się odkręca. Ale Maryja ze snu Grzesia nie ma w
      sobie wody, wypełnia ją krew, ale nie jej własna. Chłopiec nie wie czyja.
      Odwraca się, ucieka, ale nogi ma jak z ołowiu. Nikt go nie woła, nie goni. To
      nie dlatego, że rezygnuje. Dlatego, że już przed nim jest.
      Chłopiec budzi się. Jest rano. Słyszy szum wody w łazience, tata śpiewa
      pod prysznicem nieświadomy zagrożenia jakim są oni. Chłopiec wstaje, musi
      wstać, bo inaczej znowu zaśnie i będzie śnił. Te sny o poranku, przemieszane z
      rzeczywistością są najgorsze. A może to wcale nie sny, może oni już naprawdę,
      na jawie, bezwstydnie mu się objawiają.
      Grześ idzie przez mieszkanie, w głowie brzęczy znajome echo: „Bóg cię
      kocha, Bóg cię kocha...”. Nie wierzy. Siada przy stole i machinalnie zjada
      kromkę z serem, popija herbatą. Potem, znów u siebie, ubiera się. Majtki,
      spodnie, koszulka, skarpetki. Bierze plecak, wychodzi. Idzie powoli, nie lubi
      szkoły. Nikt tam, ani nigdzie indziej, nie rozumie zagrożenia. Tak jak
      wszędzie, Grześ jest sam.
      Gdy wchodzi do szatni, brzmi już dzwonek. Szybko zmienia buty, biegnie
      do klasy. Otwiera drzwi. Widzi Siostrę Idalię, która dużymi, drukowanymi
      literami pisze na tablicy: „BÓG KOCHA NAS WSZYSTKICH”. Grześ nie rozumie,
      dlaczego oni wszyscy upierają się przy bożej miłości. Zakonnica odwraca się w
      jego stronę i chłopiec widzi przez chwilę nie jej łagodną, pucołowatą twarz
      koloru surowego ciasta, lecz jakieś inne oblicze, oblicze Madonny z Klocków
      Lego, pełne wyrzutu, nienawiści, złości i cierpienia, wygłodniałe, chciwe.
      Podejmuje decyzję. Odwraca się. Wychodzi. Biegnie korytarzem, pędzi po
      schodach, wybiega na boisko. Chowa się pod schodami, licząc na to, że nikt go
      tu nie znajdzie, że brud pod schodami to nie ich terytorium, tylko czegoś
      innego. Prostego, pierwotnego. Jeszcze nie wie, że pierwotne bóstwa są
      żarłoczne, że potrafią ogryźć człowieka do kości, wyssać i zostawić.
      Chłopiec kuli się w kącie. Przez długi czas nie dzieje się nic. Nagle
      słyszy kroki. Nawet się nie rusza. Do jego kryjówki zagląda dziewczyna. Ma
      proste włosy, duży nos i czerwoną bluzkę. Śmieje się dziwnie, histerycznie.
      Grzesiowi wydaje się, że wie co usłyszy, na wszelki wypadek mówi więc: „Bóg nas
      nie kocha”. „Bóg jest głupim chujem” – odpowiada dziewczyna i odchodzi. „Ma
      rację” – myśli Grześ i to podnosi go na duchu. Podciąga nogi pod brodę, opiera
      na nich głowę. Jest zmęczony – niewiele spał tej nocy, ale nie zamierza
      odpoczywać. Nie zamierza w ogóle nic, nie ma planu. Prawdopodobnie będzie
      siedział dalej tu, pod schodami, w kurzu, wśród zapachu kocich siuśków. Chyba
      tu nie zajrzą, to nie jest dobre miejsce dla Jezusa z Coca-Coli. Może za to
      przyjść woźny. Ale to tylko chwilowa nieprzyjemność, a oni nie odpuszczą.
      Mija kilka godzin, zaczyna się ściemniać. Grzesia nikt nie zaczepiał.
      Może świat o nim zapomniał. Chłopiec ma taką nadzieję. Nagle słyszy kroki,
      szybkie kroki. Stukot obcasów o chodnik. Wygląda ostrożnie. To Madonna, ma
      długą szatę, niewyraźny cień aureoli. „Grzegorz!” – krzyczy Madonna i chłopiec
      zmienia zdanie. To jednak nie ona. To jego matka. Zauważyła ruch pod schodami,
      zbliża się, niesie ze sobą zapach perfum, Matki Boskiej z Klocków Lego i Jezusa
      z Coca-Coli. Grześ wciska się w kąt, zamiera, wstrzymuje oddech. Kobieta nie
      widzi go, odchodzi. Grześ już wie, co zrobi. I robi to. Wypełza ze swej
      kryjówki i z determinacją ucieka w przeciwnym kierunku. Nie wie kiedy, zaczyna
      płakać. Mija kilka babć, które swoimi skrzypiącymi głosami pełnymi współczucia
      pytają, powtarzając jakby refren piosenki: „Czemu płaczesz, chłopczyku? Gdzie
      są twoi rodzice? Zgubiłeś się?”. Te dźwięki szumią mu w głowie, tak jak szumią
      słowa dziewczyny i jego własne. Ale nie ma głosu Jezusa, nie ma głosu Maryi.
      Jest dudniące milczenie, przebijające wszystko. Nie ma ich, ale nie opuścili
      go. Nie da się od nich uwolnić.
      Grześ idzie. Do tej pory nie miał celu. Idzie do Nieba. Rozpierdolić
      Niebo.
    • mankencja Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 21.09.05, 09:03
      możźe trochę obrazoburcze, nie wiem, nie linczujcie mnie w każdym razie
      • hjorton Re: Brawo! 21.09.05, 11:36
        A którz miałby ciebie tu linczować? I za co? Czy na tym polega krytyka, aby
        zadeptać czyjś/Twój talent? Depcżą utalentowanych tylko ci, którym samym brak
        zdolności, nie zauważyłas jeszcze tego?

        Uważam powinnaś szukać wydawnictwa, które nie jest skorumpowane przez kościół i
        wydać swoje publikacje, ponieważ są dobre i warte czytania w szerokim gronie!
        Dobre językowo, mają swoją atmosferę, która przenika w treść.
        • mankencja Re: Brawo! 21.09.05, 22:51
          > A którz miałby ciebie tu linczować? I za co?

          myślę, że gdybym była wierząca, takie podejscie do boga mogloby mi się nie
          spodobać. ale nie jestem, więc jest mi obojętne. tyle, że to wszystlo mogę bez
          poczucia winy wymyślić i opisać

          > wydać swoje publikacje, ponieważ są dobre i warte czytania w szerokim gronie!
          > Dobre językowo, mają swoją atmosferę, która przenika w treść.

          dzięki :)
      • vobiska Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 21.09.05, 11:38
        Kolejne jeszcze lepsze opowiadania, moim zdaniem nAJLEPSZE!!! Dynamizm, bardzo
        prawdziwe oddanei emocji znerwicowanego dzieka , bardzo adekwatne a w domysle
        ukazany w wielkim genialnym skrócie proces wpływu dzieięcych przezyc na dorosłe
        zycie.Nie wysyłajcie dzieci na religię w lutym) Zachwyciłam się!!GENIALNE!!
        • mankencja Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 21.09.05, 22:52
          cieszę się :) Miło, że odbiór jest pozytywny
        • h_oliveira Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 26.09.05, 11:34
          No wlasnie uwazam, ze "Jedenaste pietro" bylo zdecydowanie lepsze. To
          opowiadanie jest troszke zbyt monotonne, przydlugie, ale mimo wszystko,
          Mankencja, musisz powaznie pomyslec o wydaniu tych wszystkich tekstow, naprawde
          swietne sa.
          • mankencja Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 26.09.05, 20:43
            może jak mi się ich uzbiera poważna ilość, powyżej dwudziestu, czy cioś. Ja
            osobiście wolę "Malego Grzesia" [jest to tytuł roboczy, nieroboczy nie
            istnieje], bo od niego się zaczęło
      • ritakavka Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 26.09.05, 00:28
        ale kurwa hardcore. tyle o treści.

        tekst długi, może odrobinę za bardzo, chociaż zjadalny. popracuj jeszcze nad
        wyeliminowaniem błędów. dużo krótkich zdań/równoważników zdań chociaż tworzy
        nerwowy klimat, to jednak denerwuje czytelnika. połącz je i poodzielaj jedynie
        przecinkami. nie straci tekst na nerwowości, a zyska na formie.

        zdrowia
        • mankencja Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 26.09.05, 08:46
          > ale kurwa hardcore. tyle o treści
          jak powinnam sie do tego ustosunkowac?, bo nie wiem, czy płakać w poduszkę, czy
          skakać ze szczęścia

          > tekst długi, może odrobinę za bardzo, chociaż zjadalny. popracuj jeszcze nad
          > wyeliminowaniem błędów. dużo krótkich zdań/równoważników zdań chociaż tworzy
          > nerwowy klimat, to jednak denerwuje czytelnika. połącz je i poodzielaj
          jedynie
          > przecinkami. nie straci tekst na nerwowości, a zyska na formie.
          >
          spróbuję się zastosować
          • ritakavka Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 26.09.05, 20:58
            niech pani zaraz ryczy w poduszkę! spodobało mi się! ja tam lubię hc i jazdy po
            bandzie :)

            ps. ile ma pani lat, jeśli oczywiście wolno spytać? :)
            • mankencja Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 26.09.05, 21:02
              > ps. ile ma pani lat, jeśli oczywiście wolno spytać? :)

              niewiele. wolałabym więcej.
              • ritakavka Re: Maly Grześ - oceńcie, proszę 26.09.05, 21:13
                więc jest pani bardzo młoda, bo kobiety w słusznym wieku zawsze chcą mieć
                mniej :) pocieszę panią - ja też straszna szczeniara jestem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka