Dodaj do ulubionych

Sorokin-Lód

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 16:24
Pewnie jestem mocno spóźniona z rewelacjami, bo powieść ukazała się dość
dawno, chyba rok temu, ale dopiero teraz ktoś mi ją podpowiedział - i jestem
zachwycona! Niesamowita energia i tempo narracji. Rewalacyjny język! Polecam
wszystkim, którzy - jak ja - nie mieli wcześniej okazji sięgnąć po nią!
Pozdrawiam!
M.
Obserwuj wątek
    • Gość: kmicic Re: Sorokin-Lód IP: *.autocom.pl 04.02.06, 09:37
      To prawda. Lód Sorokina to jedna z najlepszych książek współczenych pisarzy
      rosyjskich jaka się ukazała w ostatnim czasie w Polsce.
      Marto - poszukaj w archiwum forum wątków o Lodzie i Sorokinie. Było ich
      kilka...bardzo ciekawe.
      Pozdr.
      Mów serce....mów...mów...
    • obces Re: Sorokin-Lód 04.02.06, 17:21
      Fajnie się zaczyna, ale autorowi nie udaje się do końca rozegrać ciekawego
      pomysłu. Z nowej literatury rosyjskiej to już Patrole Łukanienki są o niebo
      lepsze.
      • Gość: e. Re: Sorokin-Lód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 02:23
        a według mnie najlepsza jest "Kyś" Tatiany Tołtoj
        • Gość: ulu Re: Sorokin-Lód IP: *.elarnet.pl / *.elartnet.pl 05.02.06, 11:53
          No nie, Łukanienko to literatura popularna, z nizszej półki, a Sorokin to jedno
          z największych nazwisk rosyjskiej literatury powojennej, nazwisko z
          podręczników współczesnej kultury rosyjskiej. U nas słabo znany, ale w Rosji i
          na Zachodzie to nr 1 jeśli chodzi o rangę, poważanie i ilość sprzedanych
          książek.
          • Gość: e. Re: Sorokin-Lód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 13:27
            Myślę, że nie warto specjalnie przejmować się "rangą, poważaniem, itp" -
            lepiej po prostu brać i czytać, zobaczyć samemu co jest cięzsze a co lżejsze i
            co komu bardziej przypadnie do gustu. "Patrole" Łukianienki są sympatyczne i
            lepsze od filmu, który powstał na ich podstawie. Dobra rozrywka, według mnie.
            Sorokin jest bardzo dobry, i zmusza do zastanowienia się - :-) ale nie każdego
            zmusza, na co wskazują niektóre reakcje na jego książki w Rosji. Zdarza się, że
            zamiast przemyśleć trochę treść ludzie wystawiają twórczości Sorokina etykietkę
            typu "cziernucha/pornucha" i na tym się zatrzymują. Najbardziej "podobają mi
            się" "recenzje" prozy Sorokina dające sprowadzić się do stwierdzenia : "nie
            czytałem i nie polecam" :-). (spotkałam się z takimi)
            • Gość: ulu Re: Sorokin-Lód IP: *.elarnet.pl / *.elartnet.pl 05.02.06, 17:23
              No to ja "czytałam i polecam". właśnie dzięki temu, że zmusza do myślenia, że w
              swoich książkach ukrywa tyle treści, odwołuje się do sporej części dorobku
              śwaitowej literatury i filozofii, ale przetwarza to wszystko, mieli, filtruje,
              wywołuje takie kontrowersje. Ale - co zabawne - nawet Ci o go nie lubią - mówią
              o nim, analizują. nie ma ludzi obojętnych wobec jego twórczości. Przede
              wszystkim Rosjanie i Niemcy go uwielbiają, wydają, czytają, krytykują
              analizują.
              • Gość: ulu Re: Sorokin-Lód IP: *.elarnet.pl / *.elartnet.pl 08.02.06, 09:18
                A w jakimś wywiadzie polecał tę powieść Muniek Staszczyk.
            • Gość: christo Re: Sorokin-Lód IP: *.elarnet.pl / *.elartnet.pl 11.02.06, 09:13
              W Rosji, jak w Rosji, ale jakie były reakcje u nas! W każdym razie nikt nie
              przechodzi obok niego obojętnie - albo pełny zachwyt dla twórczości i
              osobowości autora, albo totalna negacja.
              • Gość: chinka Re: Sorokin-Lód IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.06, 14:40
                Fakt, a jak sie co niektorzy krytycy popisali, twierdzac, ze ksiazka jest
                apoteoza zla...
                Podobno w Niemczech powstal spektakl na podstawie tej powiesci. Ciekawa jestem
                efektu...
    • Gość: exilvia Re: Sorokin-Lód IP: *.czuby.pl 11.02.06, 20:35
      > Pewnie jestem mocno spóźniona z rewelacjami, bo powieść ukazała się dość
      > dawno, chyba rok temu

      ...przecież nie każdy czyta książki od razu po ich wydaniu i to nie znaczy,że już ma tylko czytać archiwum forum i nie wyrażać swojego zachwytu. nie tłumacz się :)
      • Gość: kati Re: Sorokin-Lód IP: *.elarnet.pl / *.elartnet.pl 13.04.06, 08:37
        w sobotę można było zobaczyć spektakl jednego z największych rezyserów
        europejskich Alvisa Hermanisa na podstawie "Lodu". Rewelacyjny spektakl. Dostał
        owacje na stojąco. Recenzje pełne zachwytów. 3,5 godziny trwało przedstawienie
        i nie było nawet małej sceny nieprzemyślanej, nudnej. może jeszcze przeyjedzie
        do Polski ten spektakl? jeśli nie - pozostaje czytanie książki z pomocą własnej
        wyobraźni (taki był tytuł spektaklu: "Lód. Współne czytanie książki z pomocą
        wyobraźni".
        • Gość: kati Re: Sorokin-Lód IP: *.elarnet.pl / *.elartnet.pl 14.04.06, 13:22
          wklejam recenzje:

          Reminiscencje. Dzień trzeci - olśnienie!
          "Lód. Wspólne czytanie książki z pomocą wyobraźni w Rydze" w reż. Alvisa
          Hermanisa z Jaunais Rigas Teatris na XXXI Krakowskich Reminiscencjach
          Teatralnych. Dla e-teatru pisze Paweł Sztarbowski.

          «Nawet gdyby tegoroczne Krakowskie Reminiscencje Teatralne ograniczyły się
          tylko do jednego spektaklu, i tak miałyby szansę być genialnym festiwalem. Jest
          jednak jeden warunek: tym spektaklem musiałby być "Lód" Władimira Sorokina w
          reżyserii Alvisa Hermanisa. Jeśli istnieje coś takiego jak teatralne olśnienie
          czy też teatralne arcydzieło, to spektakl z Jaunais Rigas Teatris jest nim z
          pewnością. Sorokina uważa się w Rosji za żyjącego klasyka, stawianego w jednym
          rzędzie obok Tołstoja i Dostojewskiego i podobnie Hermanisa spokojnie należy
          uznać za czołowego reżysera, którego nazwisko wpisze się do historii światowego
          teatru obok największych inscenizatorów XX wieku. Po takim spektaklu jak "Lód"
          można uwierzyć w magię i moc teatru. I poczują to nawet ci, którzy omijają to
          miejsce szerokim łukiem.

          Hermanis nie dokonał tradycyjnie rozumianej adaptacji znakomitej prozy
          Sorokina. Dlatego też tytuł spektaklu to "Lód. Wspólne czytanie książki z
          pomocą wyobraźni w Rydze". Jest to próba wejścia w wewnętrzną przestrzeń
          powieści i oddania nie tylko jej fabuły, ale też formalnych zawiłości.
          Adaptacja nie miałaby sensu, gdyż pisarstwo Sorokina to raczej literatura dla
          chłopców o mocnych nerwach. Mnóstwo tu drobiazgowych opisów przemocy, gwałtów,
          a sceny erotyczne ocierają się o hard-porno. W tym spektaklu nie zobaczymy
          pawich piór w dupie i innych rewiowych atrakcji. Przypomina on raczej teatr
          Petera Brooka. Ale ma więcej energii, która niesie sensy. Łotewscy aktorzy, by
          wspomóc wyobraźnię widzów trzykrotnie rozdają albumy ze zdjęciami i rysunkami.
          Nawet w tym zabiegu Hermanis pokazał swoją maestrię, gdyż każdy kolejny album
          jest niespodzianką, tajemnicą, którą za wszelką cenę chcemy oswoić, choć w
          każdej części staje się to trudniejsze i mniej oczywiste. Uwagę przykuwają też
          ogromne plakaty, umieszczone wokół pola gry, a nawet we foyer. Przedstawiają
          grupy ludzi przytulających się w bankach, bibliotekach, supermarketach,
          pralniach.

          W pierwszej części akcja dzieje się we współczesnej Moskwie - poznajemy
          historie niebieskookich blondynów, którzy są wywożeni za miasto i opukiwani w
          klatkę piersiową młotem zrobionym z lodu, który ma obudzić ich serca, w
          niektórych kryją się odłamki utraconej Światłości. Ginie przy tym wielu ludzi,
          których serca nie przemawiają. Aktorzy odczytują książkę scena po scenie, a
          widzowie przewracają ponumerowane strony w albumie. Znajdują się tam zdjęcia
          aktorów inscenizujących różne wątki z powieści w plenerze. W drugiej części
          przenosimy się w przeszłość. Jedna z bohaterek, Hram, wspomina wywózkę do obozu
          koncentracyjnego oraz historię swojego wstąpienia do zgromadzenia Światłości
          Pierwotnej, którego członkowie to niebieskoocy blondyni potrafiący rozmawiać
          sercem. Jej opowieści towarzyszą erotyczne, wyuzdane komiksy. W trzeciej części
          poznajemy dalsze losy sekciarskiego bractwa w komunistycznej Rosji. Tym razem
          rozdane zostają albumy ze starymi fotografiami. Nie odwołują się one już wprost
          do opowiedzianej historii. Nasza wyobraźnia musi krążyć wokół bezpośrednich
          odwołań. Obok uśmiechniętych twarzy ludzi odpoczywających nad morzem (pewnie w
          Odessie) widzimy obozy pracy, defilady, pogrzeb Stalina. W tym maleńkim albumie
          jest wszystko, co najokrutniejsze w niedawnej przeszłości. Na ostatniej stronie
          widzimy billboard, na którym naklejono zdjęcia przedstawiające niebieskookich
          blondynów. Jest tam m.in. Madonna, Brad Pitt, David Beckham, Władimir Putin,
          Britney Spears - nowa rasa ideałów siły i piękna. Mocno pobrzmiewa
          Nietzscheańska idea nadczłowieka.

          Epickie "dzianie się" zaproponowane przez Hermanisa nie pozwala aktorom na
          pełne wejście w role i w gruncie rzeczy na stworzenie pełnego przedstawienia.
          Nie ma nawet ścisłego podziału na postacie. Losy jednej osoby odczytywane są
          przez wielu aktorów, a jeden aktor może grać kilka postaci. Młodzi grają
          starych, bruneci blondynów. Nie ma rodzajowych kostiumów ani charakteryzacji. A
          mimo to ich bez-kreacje są olśniewające. W jednej sekundzie potrafią wyjść z
          roli i stać się osobą odczytującą fragmenty powieści. Po każdej odegranej
          scence natychmiast przechodzą do porządku dziennego, dystansują się wobec gry,
          nawet jeśli przed chwilą odgrywali skrajną histerię. Ślizgają się między
          różnymi konwencjami jak po lodzie (na scenie znajduje się sztuczna ślizgawka).
          A widz razem z nimi musi wykonywać ten balet (czy raczej akrobację).

          Podobnie jak u Sorokina, w spektaklu Hermanisa zło urzeka. Sekta, która morduje
          tysiące niewinnych ludzi, by wśród nich odnaleźć garstkę wybrańców, wzbudza
          naszą sympatię, by nie powiedzieć litość. Mesjanistyczna historia wciąga nas w
          krąg największych zbrodni zeszłego stulecia. Być może trafia w jakieś
          niespełnione marzenie ludzkości?

          Reżyser bawi się z odbiorcą. Gdy aktorzy odczytują coraz dłuższe fragmenty
          powieści i coraz bardziej nic się nie dzieje, nie sposób nie zadać sobie
          prostego pytania: Czy to jest w ogóle teatr? Może to po prostu próba czytana?
          Albo raczej jakaś gra interaktywna. I nagle widzimy scenę - najpiękniejszą jaką
          możemy wyobrazić sobie w tradycyjnym teatrze, która przerywa puste dywagowanie.
          Takich scen nie jest wiele. Jest ich akurat tyle, byśmy uwierzyli, że mamy do
          czynienia z czymś genialnym. Najbardziej zapada w pamięć moment, gdy rozbudzone
          zostaje serce Hram. Efekt osiągnięto przy pomocy najprostszych i najtańszych
          środków, jakie można sobie wyobrazić. Przez scenę aktorzy przeciągają kilka
          powrozów, które rytmicznie kołyszą. Do jednego z nich przyczepiona jest Hram,
          której ciało zaczyna wibrować. Sznurki przerzucane na podłodze przypominają
          drgający kardiogram. Oto bowiem bohaterowie zaczynają przemawiać sercem! Za
          pomocą czterech sznurków Hermanis wspina się na wyżyny teatralnej poezji.
          Pokazuje, że siła tego medium tkwi w prostych rozwiązaniach.

          Fascynująca jest też ostatnia scena, w której bohaterowie stają przy
          szlifierkach i zaczynają piłować płozy swoich łyżew. Sztuczne jarzeniówki
          powoli gasną. Zostają tylko iskry sypiące się w wyniku tarcia. Tworzy to krąg
          Promieni Światłości Pierwotnej, które sprawiają, że świat Ziemi i ludzkich
          maszyn znika, a w jego miejsce pojawia się uduchowiona Światłość. Łotewski
          reżyser idzie tu wbrew niedomkniętej powieści Sorokina, z której wynikało, że
          powrót do Światłości jest jeszcze niemożliwy i należy poszerzać krąg wyznawców.

          Jak lodowe młoty rozbudzają serca bohaterów "Lodu", tak Hermanis rozbudza
          wyobraźnię widzów. Gdybym nawet miał już nigdy więcej nie zobaczyć żadnego
          spektaklu, nie bardzo bym się zmartwił. Jedyne, czego się obawiam, to amnezja,
          która mogłaby mi odebrać niesamowity klimat arcydzieła sztuki teatralnej, które
          pokazali łotewscy artyści.

          Miejmy nadzieję, że to nie ostatni spektakl Hermanisa, jaki można było w Polsce
          zobaczyć.»

          Paweł Sztarbowski
          Informacja własna
          10-04-2006


          e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa
          Raszewskiego

    • martolka Re: Sorokin-Lód 26.04.06, 11:01
      Gość portalu: Marta napisał(a):

      > Rewalacyjny język!

      a mnie ten jezyk podpadl. Takiego przeladowania wulgaryzmami jeszcze nie
      widzialam (w ksiazkach). Troche tego za duzo jak na mój gust, autor nieco
      przesadzil. Chociaz moze to po polsku tak wyszlo. Tak jakby tlumaczyc
      angielskie "f***", tez nie byloby pieknie...
    • wiksadyba1 Re: Sorokin-Lód 14.05.06, 00:38
      Lód mnie w sumie zawiódł. Sam pomysł, chociaż - chyba świadomie-na granicy
      kiczu, został wpasowany w ciekawą strukturę powieści i dałoby go się obronić.
      Ale całość jest jakby "naszkicowana", a nie napisana. Szkoda wielu na prawdę
      ciekawych zabiegów konstrukcyjnych, bo niewiele z tego IMHO wynika. Tak samo
      jak legendarna "kolejka" - pomysł super, parę razy spadłem z krzesła ze
      śmiechu, ale w sumie ktoś na prawdę wrażliwy na tzw. "rzeczywistość ulicy"
      mógłby napisać coś dużo bardziej gęstego.

      Po tych 2 książkach wnioskuję, że Sorokin to pisarz oryginalny, ale
      niekoniecznie wybitny. Ma sporo świetnych pomysłów, ale niekoniecznie umie
      dobrze pisać. Albo po prostu jest dość niechlujny i nie chce mu sie pracować
      nad szczegółami. Inwencja jego zawiera sie bardziej w samym pomyśle na powieść
      niż w wykonaniu. Przypadek podobny do wielu młodych pisarzy polskich, chociaż
      to literatura z gruntu prowincjonalna, a Sorokin jest jednak
      pisarzem "światowym". Porównując do podobnych klimatów z literatury rosyjskiej,
      Pielewin, chociaż nierówny, wydaje mi się jednak znacznie lepszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka