Alfabet... czego?

29.04.06, 19:18
W 85 albo 6 roku poznałam ciekawego człowieka - Anglik, bywał w całym
świecie, był mną zachwycony:P
Pomińmy urodę niezgorszą i charakter, pomińmy moje oczytanie...
ON twierdził, że Francuzka, Angielka już nie mówiąc o Amerykance by tego nie
wiedziały...
Czego?
Hitler, Churchill, Sokrates, Seneka, Maria Stuart czy Iza z Hiszpanii,
Sartre, Marquez, Mandela...
Nie rozumiałam... nie rozumiem do dziś...
Dla mnie to był alfabet... choć filozofii w szkole nie miałam, ale
wiedziałam, że nawet moje najbardziej nieznoszące czytać koleżanki to znają...
I nie uważałam tego za jakiś fundament mądrości - moja babcia po 5 klasach
podstawówki, bez tej wiedzy była mądrzejsza od wielu, o mnie nie
wspominając... Ot, alfabet....

A dziś wspominam i się dziwię? No, można żyć bez tego ale... jak to... gdzie
indziej tego nie wiedzą?! Nie uczą?!
Przecież tracą!!!
A za chwilę naszło mnie... ale co tracą? Czy to potrzebne skoro moja babcia...
Hmm...
Czy ten alfabet jest potrzebny?
Dzisiaj - widzę, współczesne młode pokolenie nie łapie wiedzy pozaszkolenej
tak jak my - może i mają rację?!
    • bdx65 Re: Alfabet... czego? 30.04.06, 09:15
      Szkoła polska jeszcze do niedawna miała, w porównaniu do nauki w innych krajach
      Zachodu, wysoki poziom kształcenia.
      Niestety, od nieudanej reformy w 1999 r. obserwuje się stałe obniżanie poziomu
      nauczania, a co za tym idzie "niedokształcenie" społeczeństwa.
      Nie ma się co łudzić - już niedługo nie będziemy się różnić od ignorantów z
      USA, Belgii, Francji itd.
      Są oczywiście szkoły elitarne, dla wybranych i tam poziom jest od
      dziesięcioleci taki sam.
      Korzysta z nich w Europie zachodniej i USA ok 5% społezceństwa.
      Mówię tu o szkołach powszechnie dostępnych, państwowych, "darmowych".
    • ben-oni Re: Alfabet... czego? 30.04.06, 11:05
      Przestałem się łudzić gdy entuzjastycznie poprosiłem swego czasu swojego
      kolegę, studenta, Francuza by mi pokazał w Paryżu:
      1. Miejsca gdzie Swan łaził za swoją lafiryndą.
      2. Którędy Jean Valjan uciekał po Paryżu.

      On nie wiedział o czym mówię bo nie czytał tych książek.
      • nchyb Re: Alfabet... czego? 30.04.06, 11:21
        > On nie wiedział o czym mówię bo nie czytał tych książek
        nie czytał, ale czy chociaz wiedział o jakie książki chodzi?Czy o nich słyszał?
        Bo ja o takim Panu Tadziu to się w szkole uczyłam, ale przeczytać w całości
        nigdy nie byłam w stanie :-)
        • ben-oni Re: Alfabet... czego? 30.04.06, 11:57
          Przepraszał, że nie czytał "Nędzników" (sam wpadł na to, że o ten tytuł
          chodzi), a nazwisko Swan nic mu nie mówiło! Wyszło na to, że ja podawałem nazwy
          dzielnic, ulic i budynków a on mi je pokazywał.
    • eeela Re: Alfabet... czego? 30.04.06, 11:20
      Eee tam, samopodbudowujace narzekania inteligenta.
      A po co niby masom ten alfabet? Setki i tysiace lat zyli bez niego. Wyobrazcie
      sobie, bylo wielu takich Rzymian - obywateli rzymskich! - ktorzy nie czytali
      Tytusa Liwiusza i nie wiedzieli, kim byl Tarkwiniusz Pyszny. Co gorzej, byli oni
      w wiekszosci! Szczyt wszystkiego i obraza boska, no no. Wy tez ulegacie
      zludzeniom, ze u nas byl czas, kiedy ten alfabet byl powszechny, bo nie byl
      nigdy. Alfabet ten jest raczej pewnym rodzajem identyfikatora, jak kiedys
      mahoniowa laska i czysta francuszczyzna, dzieki ktoremu ludzie tej samej klasy
      odnajduja sie w miare bezproblemowo. I biadanie, ze kultura upada, a my jestesmy
      jej ostatnim bastionem, zakrawa mi na ynteligiencki onanizm.
      • ash3 Re: Alfabet... czego? 30.04.06, 13:05
        Jasne, że ludziom oczytanie do niczego niepotrzebne. Ale jednak trochę mnie
        zatkało gdy koleżanka w moim wieku, pracujaca głową i komputerem ze
        specjalistycznym programem, spytała: a ten "Swinarski" pisze się przez "s" czy "ś"?
        • elodia Re: Alfabet... czego? 04.05.06, 06:31
          No widzisz - też by mnie zatkało!
          Z drugiej zaś strony zaraz bym wspomniała moją mądrą babcię, która na pewno by
          tego nie wiedziała - a daj mnie Boże jedną dziesiątą jej mądrości!
Pełna wersja