gornhard
14.10.06, 14:44
Oj zamieszczam te wypocinki bo trzeba dział roruszać. Zapraszam do lektury i
oczywiście komentowania.
Pozdrawiam.
---
Nad przepaścią stoi twoja matka, a obok niej obca ci kobieta.
Masz zadanie.
Wybierz tę, która spadnie.
Oglądasz się za siebie, jego piekielny uśmieszek nie dodaje ci odwagi, ale i
jej nie potrzebujesz. Przecież decyzja jest prosta. Tam stoi twoja matka, to
proste.
Obie są niemal jak skamieniałe.
Oczy matki są dziwnie puste, patrzy na ciebie, ale nie w twarz, a jakby w
twoje buty. Obok obca, ta w ogóle na ciebie nie patrzy, chyba czuje to przed
jaką decyzją stoisz i kogo wybierzesz. Nie wiesz czemu milczą. To chyba część
tego ogromnego ciężaru, to chyba to milczenie jest w tym najgorsze, to
bezwładne poddanie się twojej woli. Nic nie zrobią gdy jednej przedłużysz, a
drugiej zabierzesz życie.
Zamykasz oczy.
Wybór jest dziwnie łatwy, przez chwilę nie wierzysz temu co masz zrobić, to
wciąż wydaje się za proste. Ale wtedy dzieje się to na co czeka ten z tyłu,
uśmiecha się szerzej.
Obca podnosi wzrok i przykuwa nim twoją uwagę. Nie patrzy ci w oczy, a wnika w
nie.
Czujesz lekki oddech na karku. Odwracasz głowę. Człowiek w koloratce zaprasza
cię byś usiadł na kamieniu.
- Przed tobą trudny wybór - mówi spokojnie stojąc nad tobą niczym kat. - Dwie
kobiety, jedna bliska, druga obca twojemu sercu, a za nami szatan.
- Tak, on jest za mną, stoi tu, za mną jest szatan.
- A za mną jest Bóg i mówi bym stanął przed tobą, rozumiesz?
- Wybierzesz więc za mnie?
- To twoje zadanie.
- Dlaczego Bóg na to pozwala?
- Każdego jego syna kusił szatan.
- Nikt nie mówił o żadnej próbie, miało być piekło lub niebo? A tu co?
- Nie zdążyliśmy przepróbować cię za życia.
- Ale przecież ten wybór jest oczywisty, jaka to niby próba?
- Tak, jest oczywisty, ale nie chodzi o to czy dobrze wybierzesz, ale czy
zdołasz podjąć ten wybór.
- Ale niby jaka w tym sztuka? To oczywistość!
- Skoro tak mówisz... Widzisz, jestem tu by ci pomóc, mam być dla ciebie
kierunkowskazem, może masz jakieś pytania?
- A pewnie że mam!
- A więc słucham.
- Kogo wybrać!?
- Kogo by wybrał kochający syn?
- Matkę.
- Kogo by wybrał obcy człowiek?
- Pewnie by losował.
- Kogo by wybrał święty?
- Nie wiem? Jest jakaś różnica między obcym, a świętym obcym?
- Zazwyczaj jest, więc się zastanów.
- Nie wiem, może by wybrał tę która jest lepszym człowiekiem.
- Chyba nie jesteś wierzącym?
- Ej! Zaraz.. To, że niby co? Wybrał by większą grzesznicę?
- Tego ci nie powiem... I ostatnie pytanie. Kogo by wybrał on?
- Szatan? Jeśli święty grzesznicę to pewnie on uratował by tę lepszą, chyba...
- Zapytaj się go o to.
- Szatana?
- Nic ci nie zrobi, na razie.
- Emm, no dobrze.
Ciężko wstajesz i z opuszczoną głową do niego podchodzisz. Zatrzymujesz się
dużo za daleko od niego. Zbierasz się by coś z siebie wydusić.
- Wybrałbym tę lepszą.
Przez chwilę nie wiesz co myśleć, po czym robisz kilka kroków w tył i prężnie
wracasz do księdza.
- Słyszał ksiądz. Uratowałby lepszą.
- Tak, masz odpowiedź samego szatana. Ufasz szatanowi?
- Może kłamać?
- Gdyby nie mógł, wciąż by się wylegiwał w niebie.
- Więc jeśli kłamał to znaczy, że tak naprawdę uratowałby grzesznicę, czyli
logicznie patrząc ja powinienem tę lepszą, tak?
- Jeśli kłamał to tak, ale jeśli nie kłamał? Albo kłamał, ale wiedział, że Ty
wiesz, że kłamie, więc tak to zapętlił, że wyjdzie na to, że nie kłamał?
- Oszalałeś! Poczekaj, nie myślę tak szybko, niech się zastanowię.
- Masz czas.
- No, to dobrze, czekaj.
- Ale pamiętaj, że tu nie chodzi o odpowiedź szatana. On w sumie się tu nie liczy.
- Czyli polegać na tym co by zrobił święty?
- A jak by postąpił wierzący?
- Patrzył by na świętego.
- No więc chyba wiesz co robić.
- Dobrze, mam uratować tę gorszą, grzesznicę. Teraz to już chyba proste?
- Tyle, że tam jest twoja matka.
- A co byś ty zrobił będąc na moim miejscu?
- Byłem na twoim miejscu.
- I jak ci poszło?
- A jak widzisz, kim jestem?
- Ale co zrobiłeś? Kogo wybrałeś?
- Zrobiłem tak jak by zrobił święty.
- Uratowałeś swoją matkę?
- Zrobiłem tak jak należy. Podejmij decyzję.
- Ale skąd mam wiedzieć która lepsza a która gorsza?
- Znasz swoją matkę?
- Twoje pierwsze głupie pytanie. Znam swoja matkę, ale co z obcą? Wypytać ją o
wszystkie grzeszki? O! Weź ją na spowiedź i mi zdasz relacje jaka była.
- Podejdź do nich i zadaj im podstawowe pytanie.
Pod stopę potoczył mi się mały kamyk. Podniosłem z niego wzrok. Szatan nie był
zadowolony.
- O co mu chodzi?
- Idź i zrób to co mówiłem.
- Ale jakie pytanie? Podstawowe? Jak masz na imię?
- Nie mogę ci już nic więcej powiedzieć. Idź!
Ksiądz cofa się w mrok, a ty zostajesz sam. Nie masz wyboru, podchodzisz do
nich, by wyłowić grzesznicę.
Teraz i matka na ciebie nie patrzy. I dobrze, jest ci nieco łatwiej.
Podstawowe pytanie? Podstawowe?
- Którą z was wybrać by przeżyła?
Nagle z ust twojej matki wyrywa się ciche: synku, kochanie.
Obca nic nie robi. Stara się chyba na ciebie nie patrzeć.
Znów czujesz na ramieniu przyjazną dłoń.
- Chyba już wiesz?
- Co wiem? - nerwowo pytasz.
- Wszystko to co musisz.
- To, że moja matka prosi mnie bym ją uratował? To, że wcale nie jest taka
dobra i szlachetna jak myślałem? To, że ją znałem, a tak naprawdę nie
wiedziałem jaka jest, a właściwie jaka potrafi być?
- Nie roztrząsaj tego, a tylko wybierz.
- Ale to moja matka!
- A kogo masz wybrać?
- Grzesznicę! Miałem wybrać grzesznicę tak?
- Wybierz, zrób to!
- Matkę! Chcę ocalić matkę!
Ksiądz z rezygnacją przyklękuje na czerwonym piasku.
- Widzisz szatana? Cieszy się. Niestety, jesteś tylko człowiekiem, tylko.
- Ale co? Przecież tak miałem wybrać?
- Tak, ale chłopcze twoja matka nie prosiła o ocalenie, a obca nie milczała z
pokory.
---