lily1989
10.11.06, 11:16
Okna sypialni wybrały zły kierunek,
na wschód od łóżka frontem do drzwi,
widzą zbyt wiele, by nie drżeć, choć
szyby duszą krzyk błagający o dzień.
Kula tkwiąca w ścianie nie dziwi nikogo,
upchnięta między graffiti a ślad po papierosie,
już niczyja, czeka cierpliwie, na nową wojnę.
Światła wyzierają zza mieszkań, gardząc głosem
sąsiadki z góry, która lubi noc bez mechanizmu
dłoń kontakt żarówka światłość. Niepewna,
tkwi wciąż przy oknie, przeklinając kolejno,
jarzeniówki mieszkań, latarnie i świt.
Śmiech lokatorów z pokoju obok,
rozbryzguje o ściany mój nieśpieszny sen.
Budzik zadrwi z nich rankiem, kolejny raz
budząc świt w połowie wyznania miłości.
Moja kamienica znów śpi bez świadomości,
czuwam, nad filiżanką kawy, sen pieszcząc,
wciąż piszę o twarzach z rozkładówki pięter,
rankiem usłyszę ich protest.