Dodaj do ulubionych

wpadki literackie II

11.01.07, 14:13
Ponieważ stary wątek już się zarchiwizował:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=39657877&a=39657877
pozostaje mi założyć świeży.

Mama podebrała mi Hrabala "Obsługiwałem angielskiego króla" i wypatrzyła co następuje:
1. Najpierw jest mowa, że Praskie Dzieciątko "waży SZEŚĆ kilogramów i jest z czystego złota". Parę stron dalej bohater jest podejrzany, że chciał "zrabować te CZTERY kilo złota.
2. Profesor z lesniczówki opisany jest jako "mężczyzna z siwą broda i jednym okiem". Już na następnej stronie profesor "roześmiał się, miał piękne oczy".
Obserwuj wątek
    • waldemar_batura Re: wpadki literackie II 11.01.07, 14:33
      Sławny fragment z "Hobbita" o smoku Smaugu, który przeleciał nad Bilbem "jak
      pociąg pośpieszny". Tolkienowi zwrócono na to uwagę, ale jakoś nie wprowadził
      poprawki w kolejnych wydaniach.
      • Gość: mutant Re: wpadki literackie II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:47
      • Gość: mutant Re: wpadki literackie II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:51
        Może to był angielski żart.

        Tak w ogóle to pisarze mają mnóstwo wpadek, które często przypisuje się
        tłumaczom. Często też jest tak, że tłumacz musi poprawiać po autorze. W pewnej
        książce, którą tłumaczyłam, bohaterka wyszła w miasto w tenisówkach, ale po
        drodze obrobiła jakiś sklep, ukradła buty, a tenisówki gdzieś zostawiła (nie
        pamięta gdzie, bo była naćpana). Następnego dnia wychodzi i oto znów ma na
        sobie swoje stare tenisówki...
        • Gość: ddr U Zoli jest taki fragment IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 21:24
          jadł skromnie nie otwierając ust
        • waldemar_batura Re: wpadki literackie II 16.01.07, 19:05
          Gość portalu: mutant napisał(a):

          > Może to był angielski żart.

          Nie, to akurat żart nie był. Z innych przykładów: to chyba z Konwickiego się
          śmieli, jak to podnieconym kobietom w jego wczesnych powieściach... kurczyły się
          sutki ;-). Lem sam przyznał się do wpadki, jakim był zabieg betryzacji w
          "Powrocie z gwiazd", który miał wyeliminować agresję, a więc zadawane przez
          ludzi zło; tymczasem zło wynika także z popędów uważanych przez ludzi za dobre.
          Znana wpadka Verne'a, tak monumentalna, że trudno uwierzyć, że ją przegapił -
          może świadomie przystał na nią dla lepszej dramaturgii - to absolutna
          niezgodność dat odnośnie łączących się ze sobą wątków i bohaterów w "20
          tysiącach mil podmorskiej żeglugi" i "Tajemniczej Wyspie", w rezultacie której
          kapitan Nemo umierał... przed powstaniem sipajów, PO którym dopiero miał
          zbudować "Nautilusa" (nb. pierwotnie Nemo miał być Polakiem, schodzącym do
          głębokiej, bo podwodnej konspiracji po powstaniu styczniowym - ale chronologii
          to i tak by nie uratowało).
          A tu wątek o wpadkach w "Harrym Potterze":

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16511&w=51026490&v=2&s=0
          Na koniec coś z poezji: Keats w "Pierwszym zapoznaniu się z Homerem w
          przekładzie Chapmana" pomylił się pisząc, że Przesmyk Panamski pierwszy
          przekroczył Cortez - w rzeczywistości zrobił to Balboa.
    • krzaczaste_brwi Re: wpadki literackie II 14.01.07, 23:49
      Fima - Amosa Oza. Bohater ma 59 lat, a pacjentka przychodni ginekologicznej
      bierze go za studenta.
      • monikate Re: wpadki literackie II 15.01.07, 00:01
        Może tak młodo wyglądał? :))
        • venus22 Re: wpadki literackie II 15.01.07, 02:12
          ""Następnego dnia wychodzi i oto znów ma na
          sobie swoje stare tenisówki...""

          moze miala kilka par...

          V.
          • Gość: mutant Re: wpadki literackie II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.07, 10:14
            Zwłaszcza że mieszkała w kanale, bo uciekła z domu :)
    • tanczacy.z.myslami Re: wpadki literackie II 16.01.07, 15:19
      autumna napisała:

      > 1. Najpierw jest mowa, że Praskie Dzieciątko "waży SZEŚĆ kilogramów i jest z cz
      > ystego złota". Parę stron dalej bohater jest podejrzany, że chciał "zrabować te
      > CZTERY kilo złota.

      Przecież każdy noworodek po urodzeniu najpierw traci na wadze i dopiero potem
      (kilka dni do tygonia) zaczyna przybierać na wadze i normalnie rosnąć! Widocznie
      ten był w I fazie :))
    • Gość: wnikliwy Re: wpadki literackie II IP: *.dsl.bell.ca 17.01.07, 16:34
      Jack King w Piątej Międzynarodówce umieścił akcję w grudniu 2002. W książce
      prominentną rolę odgrywa Urząd Ochrony Państwa, który wówczas był już rozłożony
      na części (rozwiązany latem tego roku).
    • Gość: toczacy.sie.kamien poczucie czasu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 10:56
      Mnie w książkach najbardziej irytuje brak poczucia czasu u niektórych autorów.
      Przykładem jest "Kod Leonardo da Vinci". Przyznaję ze wstydem, że mniej mnie
      denerwowały brednie dotyczące KK - w końcu w wielu powieściach sensacyjnych
      wymyślano najprzeróżniejsze bzdurne konspiracje ogólnoświatowe - niż kompletny
      brak realizmu toczącej się akcji. Przypominam, że trzy czwarte książki dzieje
      się jednej nocy i w ciągu tej jednej nocy bohater najpierw parę godzin siedzi w
      Luwrze, potem jeździ sporo po Paryżu, wyjeżdża gdzieś daleko z Paryża, wraca do
      Paryża (nie pamiętam już dobrze, ale był chyba także aresztowany czy coś),
      znowu wyjeżdża poza miasto, prowadzi długą zasadniczą rozmowę z głównym
      schwarzcharakterem, wreszcie startuje samolotem do Londynu. I dopiero wtedy
      następuje świt!
    • broch Re: wpadki literackie II 18.01.07, 15:53
      Alvaro Mutis "The Adventures of Maqroll"
      bohater mowiący tajemniczym slangiem gdańskim zrozumiałym jedynie dla kapitana
      okrętu (Litwina), lokalizacja Gdańska jest również dość interesująca.

      "The Adventures of Maqroll" mimo tych tajemniczych odniesień do Gdańska jest
      powieścią znakomitą wartą przeczytania.
    • Gość: naiwna Re: wpadki literackie II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.07, 00:38
      Powieść Ann Patchett "Bel Canto" czytałam jako lekturę do pewnego egzaminu w
      oryginale i nie wiem, czy w ogóle była tłumaczona na polski. Książka mi się
      podobała, zwłaszcza, że jednym z głównych bohaterów jest tłumacz, potrafiący
      się porozumiewać w wielu językach (co przydaje się, kiedy jako jeden z
      dwustu "międzynarodowych" gości pewnego przyjęcia zostaje zakładnikiem pewnej
      grupy terrorystycznej). Gdzieś w okolicach trzech czwartych książki następuje
      taka oto sytuacja: słynna śpiewaczka operowa wykonuje "Rusałkę" Dvoraka, a
      zachwycony jej popisem japoński pracodawca tłumacza komentuje, że ona śpiewa
      tak, jakby była rodowitą Czeszką. Na co tłumacz myśli sobie: "no oczywiście, co
      za laik... nie rozumie, że ona po prostu wykuła na pamięć kolejne sylaby oraz
      ogólny sens pieśni, jednak tak naprawdę nie mówi ani słowa po
      CZECHOSŁOWACKU"... Omal nie rzuciłam książką w kąt, tak się zirytowałam. Nie
      dość, że multilingualny tłumacz, zwłaszcza taki, który potrafi rozpoznać, że
      śpiewaczka tak naprawdę odtwarza tylko ciąg sylab, powinien wiedzieć, że nie ma
      i nigdy nie było czegoś takiego jak język czechosłowacki, to na dodatek książka
      była napisana i toczy się co najmniej parę lat po rozpadzie Czechosłowacji na
      dwa państwa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka