dr.krisk
07.07.03, 09:15
Dr KrisK smętnie siedział na krzywym zydelku w zasnutym pajęczynami
laboratorium. Oto właśnie dokonał był retrospekcji wraz z podsumowaniem swego
dotychczasowego żywota, i nędza moralna jego egzystencji tym bardziej
wstrętną mu sie wydała. Dyplom doktorski kupiony u ruskich na bazarku..
nagminne fałszowanie wyników badań..... liczne i malownicze nałogi... opinia
deprawatora i obrazoburcy (burczał na obrazy). Nie wspomnieć tutaj o
upodobaniu do luksusu, przejawiającym sie w cotygodniowych wizytach w
kafe "Milusia" i konsumpcji kremu sułtańskiego popijanego oranżadą. Nęda
moralna, ruja i porubstwo, ot co!
"Już wiem" - zaryczał olśniony. "To wpływ lektur autorów podejrzanej
konduity, to oni duszę mą przeczystą na wygubienie wiodą, ode życia
poczciwego odwodzą, błyskotkami i mirażami złudnemi mamią!!!! Dawać mi tutaj
tych świntuchów!!"
To zaryczawszy, rzucił się do półki z książkami. Najpierw do pieca kaflowego
trafiły dzieła rozmaitych komuchów oraz filostalinistów: Szymborska, Neruda,
Aragon, Borowski, Konwicki, Sartre. Gałczyński dostał takiego kopa, że aż w
powietrzu się rozleciał...
Potem poszło już szybko. Faszyzujący narodowcy, pijacy i dziwkarze,
niewierzący, wierzący za bardzo, kłótliwi donosiciele, ci co nie
zaprotestowali na czas, albo zaprotestowali za bardzo - wszyscy oni zasilali
czeluść poczciwego kaflowca, który wyglądał już jak piec martenowski w
trakcie przekraczania planów produkcyjnych.
Gdy Wielkie Dzieło Oczyszczenia Szafy Ze Zgnilizny Moralnopolitycznej zostało
ukończone, na półce ostał się jedynie słownik frazeologiczny języka
górnokipczackiego oraz instrukcja obsługi pompki rowerowej.
Czyżby nie było twórcy - wzoru moralnego??? A na kim młódź nasza ma się
wzorować, z czyjego to życia ma brać przykład? Czyje to utwory ma wkuwać na
pamięć, aby potem strofami owemi wdzięcznemi akademie ku czci uświetniać?
Juz KrisK miał się całkowicie załamać, gdy nagle pod nogą stołową zauważył
cienki szary tomik, od niepamiętnych czasów niwelujący różnice poziomów
podłogi oraz długości nóg stołowych...
"Jest! Jest!", zakrzyczał.
Było to niezapomniane dzieło "Bolejewo i okolice. Moje podróże rowerem"
autorstwa Anatola Piernatka, piewcy swego miejsca zamieszkania, skromnego
właściciela roweru i parasola, stroniącego od kobiet, alkoholu i gazet.
Paniczny strach przed ludźmi skutecznie uniemożliwił Piernatkowi należenie
do czegokolwiek, a nawet jakby się nie bał, to z czego opłaciłby składki?
Matka wydzielała mu skromne kwoty, wystarczające tylko na batonik i bułkę.
Dzieło owe, wydane własnoręcznie przez autora na dziecinnej drukarence,
zawierało liczne jego przemyślenia dotyczące piękna ziemi Bolejewskiej,
porady moralne i praktyczne, dotyczące zwłaszcza zawiłości techniki rowerowej.
Odnowiony moralnie KrisK księgę tę do serca pałającego przycisnął, oczy łez
pełne do nieba wzniósł i placzem serdecznym, oczyszczającym, wybuchnął...
Może nie jest za późno...
KrisK Wzruszony