Gość: Grzech
IP: *.zab.citynet.pl / 10.8.1.*
28.09.03, 22:45
Poniżej pozwoliłem sobie zamieścić in extenso tekst Pana
Włodzimierza Boleckiego, który nie został zamieszczony przez
Wygodną. Oto on:
DZIENNIKARSTWO BEZ ETYKI
(ARTUR DOMOSŁAWSKI W AKCJI)
Oto krótka historia tego tekstu.
1 grudnia 2001 r. w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł A.
Domosławskiego nt. Józefa Mackiewicza pt. Narodowość
antykomunista. Zapytany o ten artykuł przez Krzysztofa Masłonia
(Zrozumieć Mackiewicza, „Rzeczpospolita” z 2 marca 2002 r.)
odpowiedziałem, że celem, jaki łatwo można odczytać z tej
publikacji, była deprecjacja jury nagrody im. J. Mackiewicza
oraz samego pisarza. I dodałem, że p. Domosławski postąpił
nieuczciwie, ponieważ wykorzystał do swego artykułu moją książkę
o Mackiewiczu pt. Ptasznik z Wilna (1991), czego nie zaznaczył.
Na ten komentarz Domosławski odpowiedział artykułem Monopol na
Mackiewicza („Gazeta Wyborcza” z 9-10.03.2002), w którym
zaprzeczył wszystkim moim stwierdzeniom, zażądał
(sześciokrotnie!) podania przeze mnie cytatów z jego tekstu i
nazwał mnie oraz red. Masłonia „kłamcami i insynuatorami”.
Napisałem zatem replikę obficie cytując wypracowanie p.
Domosławskiego i posłałem do „Gazety Świątecznej” ufając, że nie
tylko prawo prasowe, ale zwykła przyzwoitość zobowiązuje
redaktorów „Gazety” do jej zamieszczenia. Redaktorzy jednak
odmówili twierdząc, że w moim tekście znajdują się „sugestie,
sformułowania, jak i całe fragmenty obraźliwe dla dziennikarza
Gazety”, że posłużyłem się „językiem obelg” (a dla takiego
języka nie było i nie będzie w „Gazecie Wyborczej” miejsca). Na
moją prośbę o wskazanie konkretnych zwrotów w moim tekście dano
mi do zrozumienia, żebym sam ich sobie poszukał. Poprosiłem
zatem Redaktorów „Gazety Wyborczej” o odpowiedź formalną zgodnie
z art. 39, ust. 1. prawa prasowego. I wówczas dowiedziałem się,
że jedynym powodem odmowy publikacji mojej odpowiedzi jest
jej ... długość. We wstępie do niej – wedle zastępcy sekretarza
redakcji „Gazety Wyborczej”, Dariusza Fedora – ja
zakwestionowałem jednozdaniowy fragment z artykułu
Domosławskiego, a zgodnie z prawem prasowym odpowiedź może być
tylko dwukrotnie dłuższa, zatem mój tekst „traci przymiot
rzeczowości niezbędny dla odpowiedzi prasowej”.
Równocześnie, gdy nie mogłem zamieścić w „Gazecie” odpowiedzi,
p. Domosławski opublikował kolejny komentarz do mojej rozmowy z
Krzysztofem Masłoniem nazywając ją „zadymą” („Gazeta Wyborcza”,
18 marca 2002). Poprosiłem więc „Gazetę” o zamieszczenie
następującego listu w rubryce do Redakcji: „odwaga, z jaką pan
Artur Domosławski strofuje Krzysztofa Masłonia za
przeprowadzenie ze mną rozmowy w „Rzeczpospolitej”, skłania mnie
do poinformowania Czytelników „Gazety Wyborczej”, że „Gazeta
Świąteczna” odmówiła opublikowania mojej szczegółowej odpowiedzi
na jego wszystkie zarzuty. Skoro rzecz dotyczy twórczości Józefa
Mackiewicza, to przypomnę Domosławskiemu tytuł odnalezionej
książki tego pisarza: „Prawda w oczy nie kole”.
Także i tych dwóch zdań redaktorzy „Gazety” nie opublikowali.
Posłałem więc mój tekst do „Plusa-Minusa”. Moja odpowiedź
Domosławskiemu, choć napisana do „Gazety Wyborczej”, dotyczyła
przecież nie tylko rozmowy opublikowanej w „Rzeczpospolitej”,
ale była także obroną dobrego imienia jednego z jej bardziej
znanych dziennikarzy. Od Jana Skórzyńskiego, wówczas nowego
redaktora „Plusa-Minusa”, dowiedziałem się jednak, że postanowił
on „nie kontynuować polemiki z Gazetą Wyborczą na temat
Mackiewicza” (choć to ja polemizowałem, a nie „Rzeczpospolita”).
W obu dziennikach stale publikowane są artykuły i wywiady na
temat wolności wypowiedzi, prawa do krytyki prasowej jako
podstawy wolnych mediów, etyki zawodowej, tolerancji dla cudzych
poglądów, uczciwości dziennikarzy, ich rzetelności i
odpowiedzialności za słowo, itd., itd. Kiedy więc zastanawiam
się, co w mojej odpowiedzi mogło zostać uznane przez „Gazetę
Wyborczą” za tak wielką „obelgę” dla jej dziennikarza, że nie
można o tym powiedzieć wprost, to przychodzi mi na myśl tylko
tytuł mojej odpowiedzi: dziennikarstwo bez etyki.
***
Od momentu opublikowania artykuł Artura Domosławskiego dostępny
jest w portalu internetowym „Gazety Wyborczej”. Jednak nie mając
własnej strony WWW, nie mogłem w odpowiednim czasie zamieścić
mojej odpowiedzi w internecie.
Robię to więc teraz, korzystając z faktu powstania strony
internetowej poświęconej Józefowi Mackiewiczowi.
***
Oto moja odpowiedź na artykuł Artura Domosławskiego odrzucona
przez „Gazetę Wyborczą” w marcu 2002 r.
*
W swoich – jak sam je nazwał – “ćwiczeniach publicystycznych”
Artur Domosławski napisał o mnie i swoim koledze, dziennikarzu
z “Rzeczypospolitej”, Krzysztofie Masłoniu, że
jesteśmy “kłamcami i insynuatorami”, że gdyby nas
nazwał “polemistami to byłby to niezasłużony komplement”, że mój
komentarz do tego, jak przedstawił Józefa Mackiewicza,
to “dokopywanie”.
Te obelgi zamiast merytorycznej odpowiedzi oraz liczne
złośliwości skierowane nie tylko pod naszym adresem, (bo także
po adresem kilku pisarzy oraz arcybiskupa Józefa Życińskiego)
zmuszają mnie do odpowiedzi prasowej, choć właściwszym miejscem
dla oceny wyczynów językowych p. Domosławskiego byłby sąd.
Odpowiadam także dlatego, że większość czytelników “Gazety
Wyborczej” nie zna rozmowy, która ukazała się w “Plusie-
Minusie”, a Domosławski daje im do zrozumienia, że nie wie, „o
co idzie” w moich krytycznych uwagach o jego artykule. Powtórzę
zatem to, co powiedziałem w “Rzeczpospolitej”: chodzi o
uczciwość i wiarygodność, czyli o etykę zawodową Domosławskiego,
preparującego portret nieżyjącego pisarza oraz o sposób, w jaki
wykorzystał do tego moje książki.
1. Na pytanie Masłonia, czy artykuł Domosławskiego "Narodowość –
antykomunista" był “zamierzonym falstartem” obchodów Roku
Mackiewicza odpowiedziałem: “Tego nie wiem. (...) [Ale] cele
[tego artykułu] rozumiem następująco. Chodziło o
zdeprecjonowanie nazwiska Józefa Mackiewicza jako patrona nowej
nagrody literackiej. Następnie – o zdeprecjonowanie jury tej
nagrody. I po trzecie, o przedstawienie czytelnikom "Gazety”
Mackiewicza jako kolaboranta III Rzeszy – tak jak robiono to
przez ostatnie 50 lat”. Domosławski odpowiada: “Nie
deprecjonowałem jury nagrody im. Józefa Mackiewicza” (cytuję za
wydaniem internetowym “Gazety”).
Naprawdę „nie deprecjonował”?
No to zobaczmy, skoro Domosławski domaga się cytatów. Po
wymienieniu nazwisk jury Domosławski stwierdza: “Rzecz w tym, że
akurat środowiska, które wynoszą Mackiewicza na ołtarze, nie są
specjalnie znane z takich dociekań [tzn. z krytyki AK, Kościoła,
Papieża i “Solidarności”]. Zazwyczaj przedstawiają ich autorów
jako łajdaków i lewaków”. Czy to, zdaniem Domosławskiego, nie
jest deprecjacja jury? Następny cytat: “Mam wrażenie, że
dzisiejszym wyznawcom Mackiewiczowskiego antykomunizmu właśnie
antykomunizm pisarza starcza za twórczość”. I cytat trzeci: “Nie
pozbawiona ironii i paradoksu jest też sytuacja, w której
literacką Nagrodę im. Józefa Mackiewicza przyznawać będzie jury,
którego kilku członków publikowało książki i artykuły pod butem
PRL-owskiej cenzury. Dla Mackiewicza byli oni – jak wszyscy to
czyniący – nędznymi kolaborantami, sługusami czerwonego reżimu.
Przynajmniej "obie