martishia7
30.07.08, 23:26
Już było mówione sto razy, ale powtórzmy jeszcze raz:) Ustaliłyśmy,że ta
książka nie ma w sobie ani nic nowego, ani zaskakującego, ani w ogóle. Ale
jednak coś w niej jest, skoro tak cudownie potrafi oczarować. Oprócz tego
wszystkiego co już wymieniłam, to dzisiaj właśnie doszłam do wniosku,że o
czymś zapomniałam. A mianowicie. Wszystko co sie dzieje między naszymi
bohaterami, w sferze zarówno uczuciowej jak i erotycznej (mimo wszystko moim
zdaniem ona istnieje:)) jest takie subtelne. Właśnie SUBTELNE uważam za
najlepsze słowo. Oboje są tacy...delikatni. I tak jak już wspominałam
wcześniej, ich miłość jest taka niesłychanie czysta, że oboje woleliby umrzeć
niż skrzywdzić to drugie. Chyba w tzw. 'dzisiejszych czasach' którymi jak
wiadomo rządzi seks i pieniądze, chyba tego ludzie tak na prawdę szukają.
Wiem,że wielu zarzuca Bell,że widzi w Edwardzie niewiele ponad to,że jest
niesłychanie przystojny. Ale w rozmowie z Jessicą, która rozpływała sie nad
ty,że Edward jest taki boski, Bella w pierwszym odruchu (nie myśląc za wiele)
powiedziała,że w nim jest dużo więcej niż piękna twarz. Największe wrażenie
zrobiło na niej to jak starał sie walczyć sam ze sobą, jak bardzo wbrew swojej
naturze starał sie być dobry. Ma u mnie za to dużego plusa, nie ukrywam:)