Dodaj do ulubionych

Przyszła kryska na KrisKa, czyli o zbędności.

16.11.03, 21:24
Jak to czasem w życiu bywa.... Jeszcze dwa tygodnie temu (znaczy - nazad)
byłem sobie wesołym drem KrisKiem, trochę libertyńskim (ale w granicach
rozsądku), czerpiącym z życia pełnemi garściami (w ramach skromnych
możliwości), a tu masz: siedzę teraz godzinami w smutnych białych
poczekalniach, pełnych smutnych i zaniepokojonych ludzi, rozmawiam ze
smutnymi lekarzami o smutnych sprawach - niech to szlag! I to ja - który
nigdy nawet ani dnia spędziłem w szpitalu, bezlitośnie drwiłem z
hipochondryków z lubością wyszukujących w sobie wyimaginowane schorzenia.
Tak więc, reasumując i nie wdając się w zbędne wyjaśnienia - w srogich
opałach jestem, żarty sie skończyły i przychodzi mi poważnie pomyśleć, co
będzie dalej (albo raczej - co nie będzie).
No i myślę sobie tak: jaki sens ma cała nasza edukacja literacka, te tony
przeczytanych, przemyślanych i jakos tam przeżytych powieści, wierszy,
godziny wysłuchanej muzyki, hektary obejrzanych obrazów, jeżeli nie potrafią
one nam dać dystansu do najprostszej sprawy naszego życia: groźby śmierci?
Czy w ogóle tzw. kultura (co byśmy przez to pojęcie nie rozumieli) czyni nas
mądrzejszymi w życiu, czy tylko jest to katalog nazw i dat
które_każdy_inteligentny_człowiek_znać_powinien?
Żeby było jasne - nie trzęsę się ze strachu jak osika (tylko tak sobie troche
dygoczę), nie nawróciłem sie gwałtownie na jakąś wiarę, nie źrę kilogramami
vilcacory zagryzając tołpą, oczekując na audiencję u jakiegoś uzdrowiciela z
Tobago. Na tym mnie nie złapiecie, o nie.
Ale myślę o tym, na jak długo starczy mi odwagi i chłodnego dystansu.....
Pozdrawiam.
KrisK
Obserwuj wątek
    • Gość: zuza Re: Przyszła kryska na KrisKa, czyli o zbędności. IP: *.chello.pl 16.11.03, 22:19
      dr.krisk napisał: jaki sens ma cała nasza edukacja literacka, te tony
      > przeczytanych, przemyślanych i jakos tam przeżytych powieści, wierszy,
      > godziny wysłuchanej muzyki, hektary obejrzanych obrazów, jeżeli nie potrafią
      > one nam dać dystansu do najprostszej sprawy naszego życia: groźby śmierci?

      Krisk, czy rzeczywiście to najprostsza sprawa naszego zycia? I czy dystans do
      niej jest taki porządany? Myślę, że to jak sobie radzisz z wiadomością, że
      śmierc może nadejść szybciej niż sądziłeś (albo w ogóle ze świadomością, że i
      Ciebie czeka - co w codziennym życiu często umyka - dygresja osobista: byłam
      dzisiaj na cmentarzu, odwiedzałam groby pradziadków i właśnie dotarło do mnie,
      że ja o tym zupełnie nie myślę, tzn. o śmierci; że nie dopuszczam do siebie
      nawet myśli, ze jutro mogłoby być ostatnim dniem w moim życiu... to jest tak
      zupełnie nierealne...)ale wracając do wątku: radzenie sobie z tym - w
      książkach, w filmach jest wiele wspaniałych myśli i emocji, które po prostu w
      jakis sposób wzbogacają Twoje życie, sprawiają, że coś sie w Tobie zmienia, coś
      zaczynasz rozumieć albo przeżywasz coś, co w rzeczywistości nie mogłoby mieć
      miejsca. Jednym słowem to wszystko w jakiś sposób zmienia Twoje zycie,
      podejście do różnych spraw, myślę, że do śmierci również. Jest coś w tym, ze to
      jak przeżyłeś swoje zycie (a przecież i w tym przeżywaniu ważne filmy i książki
      się znajdują) będzie rzutować na Twoje podejście do śmierci. Daleka byłabym
      jednak od tego, żeby uważać książki i tym podobne dzieła kultury (czy jak tego
      nie nazwać) za receptę na wszystkie pytania i wątpliwości świata. Każdy jest
      zupełnie inny i inne rzeczy na niego oddziałują. Myslę, że w takiej poważnej
      sytuacji o jakiej piszesz wiele rzeczy widzisz ostrzej, zaczyna byc jasne co
      tak naprawdę jest ważne - i książki też tam na pewno będą, ale mysle, że przede
      wszystkim - ludzie. To, czy kiedys kochałeś, czy byłeś kochany, czy miałeś
      odwagę, żeby powiedziec różne ważne rzeczy.
      I myślę, że chłodny dystans do śmierci wcale nie jest rzeczą niezbędną. To
      przecież chodzi o Twoje życie, masz prawo się bać, masz prawo się buntować.
      Oczywiście - żeby nie zwariować, nie zamartwiać się - jest potrzebny. Ale bez
      przesady. I jeszcze może taka uwaga, że w obliczu śmierci właśnie takie ważne
      rzeczy jak "te tony przeczytanych, przemyślanych i jakos tam przeżytych
      powieści" wybijają się na plan pierwszy - bo tak naprawdę właśnie przezycia są
      ważne.
      Ułłłaaaa, aż się boję wysłać, taki egzalt mi wyszedł. Wybacz, ale mam taki
      nastrój dzisiaj, a Twój post jeszcze bardziej mnie w niego zanurzył:) A tak na
      koniec - mam nadzieję, że mimo wszystko będzie dobrze. Będę trzymać kciuki,
      żebyś dał sobie z tym wszystkim radę. Pozdrawiam, trzymaj się
      Zuza
      • Gość: ulka Re: Przyszła kryska na KrisKa, czyli o zbędności. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.03, 00:05
        Też będę trzymać kciuki, bardzo mocno. Pozdrawiam najcieplej jak się da tą
        drogą.
        A w głębi duszy i tak mam nadzieję, że to tylko kolejna drkriskowa prowokacja
        (a jeśli nie jego wobec nas, to panaboska wobec dra kriska, ale taka jak i one-
        prześmiewcza, lecz nie złośliwa).
    • Gość: vin ewergrin IP: *.w81-48.abo.wanadoo.fr 17.11.03, 00:39
      Witaj Krisku...

      zycia Ci zycze, pozdrawiam serdecznie, vin

      ps
      zazywaj "ewergriny"
      po dwa przed snem - na noc
      rankiem - tylko w niepogode - jeden
      na pogodny dzien nic nie przewidzialem...






    • moranisse zly adres. 17.11.03, 02:43
      Panie Doktorze,
      Do smierci to moze nas przygotowac religia a te tomy i hektary sa tylko po to
      zeby zycie uczynic ciekawszym a do smierci czyli do nie-zycia maja sie jeszze
      mniej niz piernik do wiatraka.

      Pozdrawiam
      MN
      • ada08 Re: zly adres. 17.11.03, 13:48
        moranisse napisał:

        > Do smierci to moze nas przygotowac religia

        Co to znaczy: przygotować do smierci ?
        Przygotować do naszej śmierci, czyli do czegoś czego ogarnąć ani
        pojąć nie jesteśmy w stanie ?

        Trzeba by było umrzeć i jeszcze raz się urodzić, żeby za tym następnym
        razem móc sie przygotować.
        Nie sądzę , by religia była tu pomocna. Religia pomaga w życiu, a nie
        w śmierci.

        DrKriskowi życzę wyzdrowienia :-) I odzyskania spokoju. Podobno jest to
        możliwe. Moja znajoma , która ''to'' ma, mówi, ze po pierwszym szoku można
        się przyzwyczaić. I żyć normalnie lub prawie.
        Pozdrawiam :-)
        a.


        • moranisse Re: zly adres. 19.11.03, 23:28
          Ado08,
          Wydaje mi sie, ze przeczac potwierdzasz moje argumenty.
          "... przygotowac do czegos, czego pojac nie jestesmy w stanie.."
          Toz religia niczym innym sie nie zajmuje jak tylko przygotowaniem do spotkania
          z Bogiem.
          " ... religia pomaga w zyciu , a nie w smierci."
          Zgoda, przeciez przygotowanie do smierci to jest jeszcze zycie.

          Zgadzam sie rowniez i dolaczam do zyczen wyzdrowienia dla DrKriska.

          Pozdrawiam.
          MN :)
    • gph ciężki czas przyszedł.. 17.11.03, 10:11
      więc odwagi i chłodnego dystansu
      jak najdłużej się da.
      no i uśmiechu..
      mimo wszystko.
      • panchovilla boff 17.11.03, 13:54
        po co nam kultura, skoro jesteśmy śmiertelni? po co nam ksiązki, religie i
        wąskie talie sympatycznych pielęgniarek. ano właśnie po to, żeby nie myśleć o
        tym niczym, co będzie później. i żeby zaomnieć o starachu na wróble. nie użalaj
        się nad życiem, bo go na to szkoda
        pancho
    • Gość: Nu! Nie jesteśmy rzymskimi legionistami (niestety?) IP: *.gce.gliwice.pl 17.11.03, 14:57
      No tak...
      Literatura z pewnością służy (między innymi) do "łapania dystansu".
      I na ogół jej sie to udaje...
      Sytuacja graniczna, taka, w której zawisa na cieńkiej niteczce
      nasza egzystencja jest czymś ekstremalnie trudnym.
      "Znalezienie się" w takiej sytuacji być może umożliwia religia,
      albo coś z tej dziedziny... na przykład jakaś uprzednia
      inicjacja "w śmierć". W dzisiajeszych czasach nie praktykuje się
      jednak tego rodzaju rytuałów.
      Czy zresztą naprawdę chodzi tu o zachowanie dystansu? Może to jest
      tego rodzaju doświadczenie, które powinno się przeżywać, nie unikać go?

      Najgorsze w tym wszystkim, że znalezieniu się w takiej granicznej
      sytuacji towarzyszy często poczucie niwelacji, bezsensu tego, czemu
      wcześniej przypisywaliśmy wartość.

      Pamiętam takie zdanie z G.Stein: "Jaki jest sens być małym chłopcem,
      kiedy się ma zostać dojrzałym mężczyzną." [cytuję z pamięci]

      No właśnie.

      To jest deprymujace, że w takich trudnych momentach te dziedziny, które
      zawsze przychodziły niezawodnie z odsieczą - literatura, sztuka, "kultura",
      nagle jakby zawodzą, wydają się być czczą igraszką, zabijaniem czasu.
      Ale to nie tak. Przeciez najistotniejsze jest to, czego nie widać,
      to owe "coś", czego owe wechikuły kulturalne były nośnikiem.
      A to owe "coś" nie jest nieważne. Tak myślę.

      Życze powrotu do zdrowia i dalszego KrisKowego pisania na forum i nie tylko :)

      Nu!
    • Gość: Jan Pzdr IP: *.hispeed.ch 18.11.03, 00:18
      Już mi się żarty cisnęły pod klawisze, coś jak "medice, cura te ipsum", ale to
      Twoje wygląda na nieudawane.
      Z jednej strony cóż po dobrym słowie, przed losem i tak stajemy samotnie, a z
      drugiej lepsze słowo dobre, niż złe lub żadne.

      Nikogo nie napadasz, nikogo nie wyzywasz...

      Widzisz, że nie jseteś sam,
      Jan
    • dr.krisk Dziękuję Wam.. 18.11.03, 00:46
      ..za słowa wsparcia. Co tu dużo gadać i pisać: wzruszyłem się! Aż trochę się na
      siebie samego zezłościłem, bo nie lubię być rzewny. Źle mi w czerwonych oczach.
      A jeszcze kilka miesięcy temu założyłem wątek o literaturze i śmierci. I
      wymądrzałem się w onym wątku elokwentnie na tematy okołomortalne, nie
      podejrzewając, że matka-natura szykuje mi Niechciany Prezent.
      Wracając jednak do przedmiotu tego wątku - w tej całej sytuacji najbardziej
      denerwuje mnie to, że tak trudno jest mi się w niej znaleźć. Jakoś nie mogę w
      to wszystko uwierzyć. Ten zdenerwowany mężczyzna przycupnięty na krzesełku w
      poczekalni, nerwowo przegladający nic mu nie mówiące wyniki badań, to przecież
      nie jestem ja! Wracam czasem myślami do "Czarodziejskiej Góry", przypominam
      sobie jak umierał Joachim, pani Malinckrodt... Nie chciałbym mojego
      ewentualnego odchodzenia zamienić w kolejny odcinek serialu "Na dobre i na złe"
      (czyli "moja ostatnia przygoda z medycyną").
      No dobra. Może jednak jakoś się wykaraskam z tego wszystkiego. Są i dobre
      strony tej sytuacji: otworzyłem butelkę najlepszej mojej whisky i sobie
      próbuję. A co, ma się zmarnować??? Do dentysty też na razie nie pójdę!
      Pozdrawiam Was wszystkich - KrisK
      • Gość: vin To po jednym !!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 213.56.66.* 18.11.03, 01:53
        Krisku,

        pozwolisz, ze tez sobie gulne pod te odwieczne tematy "zachodzenia w
        niepamiec" .
        Krisku, jak bedziesz nalewal, i dla mnie, to prosze o pol szklaneczki, dwie
        kostki lodu i orzeszki - jakos lubie sobie tak pochrupac przy whisky...
        No to, za Twoje Krisku !


        pzdr
        vin

      • Gość: ae Re: IP: *.aster.pl / *.acn.pl 18.11.03, 03:12
        > No dobra. Może jednak jakoś się wykaraskam z tego wszystkiego.

        Drze Krisku ulubiony, na pewno!!!
        Przesylam najlepsze mysli :-)
        a.
      • ryza_malpa1 Re: Dziękuję Wam.. 18.11.03, 06:21
        Krisk, ja nawet nie wiem co Ci powiedzieć, od wczoraj sie zastanawiam i...jakoś
        wszystko wydaje mi sie nie na miejsu:(
        Może tylko tyle, że wierze , ze nie jest tak źle, że wszytko bedzie dobrze....
    • Gość: fan? Re: Przyszła kryska na KrisKa, czyli o zbędności. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 10:54
      Co napisac nie wiem,pozdrawiam po prostu i siły zycze wiele.
    • heniek99 Re: Przyszła kryska na KrisKa, czyli o zbędności. 18.11.03, 12:06
      Doktorze,
      Najprostsza sprawa naszego życia - groźba śmierci; trochę chyba niefortunnie to
      sformułowałeś. Raczej chyba jedyny pewnik w życiu. Niby wszyscy wiemy, że
      nastąpi, ale jakoś nikt na nią specjalnie nie czeka, ani pomimo tej pewności
      nikt nie jest z tą myślą oswojony.
      Poza tym, posiadanie tej "wiedzy" wyniesionej z książek, obrazów czy muzyki nie
      może nas wcale czynić bardziej zdystansowanymi do spraw ostatecznych. Wydaje mi
      się, że w ten sposób wcale nie jesteśmy lepiej na nie przygotowani od ludzi
      zamieszkujących jakąś zapadłą wieś, książki widzących tylko w telewizorze
      podczas relacji z dorocznych Targów Książki, a obrazy oglądających na
      cotygodniowym jarmarku w sąsiedniej wsi - i bynajmniej nie będące reprodukcjami
      rubensów, matisse'ów czy innych uznanych przez nas czy "świat" - za ważne dla
      człowieka. Myślę, że napompowani przez życie "katalogiem nazw i dat..."
      jesteśmy jeszcze mniej przygotowani na kres naszej egzystencji na tym świecie
      niż ludzie otoczeni tylko najbliższą rodziną i podstawowym dobytkiem. Może
      łatwiej jest wtedy rozstawać się ze światem, a my, zostawiający teoretycznie
      dużo więcej, mamy z tym problemy, strachy i nie potrafimy się do tego
      przygotować - czy może inaczej - nasze życie nie przygotowuje nas do tego
      odejścia.

      Zdrowia życzę, doktorze i długiego życia.

      heniek
      ----------------------
      ... ciepło zewnętrzne łatwo można uzupełnić ciepłem wewnętrznym przy pomocy
      różnych wódek słodkich i mocnych, jak mówią w Galicji.
      • Gość: Matylda Re: Przyszła kryska na KrisKa, czyli o zbędności. IP: *.sasiedzi.pl 18.11.03, 19:58
        -Gabriel Garcia Marquez (74-letni wybitny pisarz kolumbijski, autor
        > > > m.in. slynnej powiesci "Sto lat samotnosci", laureat Nagrody Nobla z
        > > > 1982 roku) jest chory na raka limfatycznego. Pisarz wycofal sie z
        zycia
        > > > publicznego, a do swoich przyjaciol rozeslal pozegnalny list,
        > > > rozpowszechniany w Internecie. Oto jego tlumaczenie.
        > > >
        > > > Jesliby Bog zapomnial przez chwile, ze jestem marionetka i podarowal
        mi
        > > > odrobine zycia, wykorzystalbym ten czas najlepiej jak potrafie.
        > > > Prawdopodobnie nie powiedzialbym wszystkiego, o czym mysle, ale na
        pewno
        > > > przemyslalbym wszystko, co powiedzialem. Ocenialbym rzeczy nie ze
        > > > wzgledu na ich wartosae, ale na ich znaczenie. Spalbym malo, snilbym
        > > > wiecej. Wiem, ze w kazdej minucie z zamknietymi oczami tracimy 60
        sekund
        > > > swiatla... Szedlbym, kiedy inni sie zatrzymuja, budzilbym sie, kiedy
        > > > inni spia.
        > > > Gdyby Bog podarowal mi odrobine zycia, ubralbym sie prosto, rzucilbym
        > > > sie ku sloncu, odkrywajac nie tylko me cialo, ale i moja dusze.
        > > > Przekonywalbym ludzi, jak bardzo sa w bledzie myslac, ze nie warto sie
        > > > zakochac na starosc. Nie wiedza bowiem, ze starzeja sie wlasnie
        dlatego,
        > > > iz unikaja milosci! Dziecku przyprawilbym skrzydla, ale zabralbym mu
        je,
        > > > gdy tylko nauczy sie latac samodzielnie. Osobom w podeszlym wieku
        > > > powiedzialbym, ze smierc nie przychodzi wraz ze staroscia, lecz z
        > > > zapomnieniem.
        > > > Tylu rzeczy nauczylem sie od was, ludzi...
        > > > Nauczylem sie, ze wszyscy chca zyae na wierzcholku gory, zapominajac,
        ze
        > > > prawdziwe szczescie kryje sie w samym sposobie wspinania sie na gore.
        > > > Nauczylem sie, ze kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoja malenka
        > > > dlonia, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma sie go juz zawsze.
        > > > Nauczylem sie, ze czlowiek ma prawo patrzec na drugiego z gory tylko
        > > > wowczas, gdy chce mu pomoc, aby sie podniosl. Jest tyle rzeczy,
        ktorych
        > > > moglem sie od was nauczyc, ale w rzeczywistosci na niewiele sie one
        > > > przydadza, gdyz, kiedy mnie wloza do trumny, nie bede juz zyl...
        > > > Mow zawsze, co czujesz, i czyn, co myslisz. Gdybym wiedzia3l, ze
        dzisiaj
        > > > po raz ostatni zobacze Cie spiaca, objolbym Cie mocno i modlilbym sie
        do
        > > > Pana, by pozwolil mi byc Twoim aniolem strozem. Gdybym wiedzial, ze sa
        > > > to ostatnie minuty, kiedy Cie widze, powiedzialbym "Kocham Cie", a nie
        > > > zakladalbym glupio, ze przeciez o tym wiesz. Zawsze jest jakies jutro
        i
        > > > zycie daje nam mozliwosci zrobienia Dobrego uczynku, ale jesli sie
        myle,
        > > > i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chcialbym Ci powiedziec jak
        > > > bardzo Cie kocham i ze nigdy Cie nie zapomne.
        > > > Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani mlodemu, ani staremu. Byc
        > > > moze, ze dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, ktorych kochasz.
        > > > Dlatego nie zwlekaj, uczyn to dzisiaj, bo jesli sie okaze, ze nie
        > > > doczekasz jutra, bedziesz zalowac dnia, w ktorym zabraklo Ci czasu na
        > > > jeden usmiech, na jeden pocalunek, ze bylas/es zbyt zajeta/ty, by
        > > > przekazac im ostatnie zyczenie.
        > > > Badz zawsze blisko tych, ktorych kochasz, mow im glosno, jak bardzo
        ich
        > > > potrzebujesz, jak ich kochasz i badz dla nich dobra/y, miej czas, aby
        im
        > > > powiedziec : "jak mi przykro", "przepraszam", "prosze", dziekuje" i
        > > > wszystkie inne slowa milosci, jakie tylko znasz. Nikt Cie nie bedzie
        > > > pamietal za twoje mysli sekretne. Pros wiec Pana o sile i madro?sc,
        abys
        > > > mogl/a je wyrazic. Okaz swym przyjaciolom i bliskim, jak bardzo sa Ci
        > > > potrzebni...
        > > >
        > > > Przeslij te slowa komu zechcesz. Jesli nie zrobisz tego dzisiaj,
        > > > ...jutro bedzie takie samo jak wczoraj...
        > >
    • dr.krisk No więc tak... 18.11.03, 23:50
      To może śmieszne, ale zamiast zastanawiać się Co Dalej za mną, myślę cały czas
      nad moim własnym pytaniem: czy kultura pomaga nam w trudnych chwilach naszego
      życia? I wychodzi mi, że jednak tak. Może gdyby nie ten czas strawiony na
      refleksjach nad ludzkim losem (a każda książka, nawet "Kubuś Puchatek" o tym
      traktuje - tzn, o puchatkowym losie oczywiście) opisywanym w książkach, byłoby
      ze mna gorzej? Może zamiast raczyć się szklaneczką whisky Mackay and Whyte,
      ganiałbym po uzdrowicielach egzotycznych, oferujących nagłe powroty do
      całkowitego zdrowia + wygrana w loterii?

      Pamiętam pewien listopadowy dzień, Katedra Mediolańska i wielkie wykonanie
      Requiem Mozarta... W wielkiej przestrzeni tej katedry, która wieczorem wydaje
      się nie miec sklepień (nikną w ciemności) owa śmiertelna muzyka brzmiała
      wyjątkowo.. Ludzie koło mnie płakali. Zawsze będę pamiętał ten koncert.

      Przypomina mi się też Edward Stachura, kiedys tak wielbiony, a teraz
      zapomniany. Biedny Sted, tak oszukany przez śmierć, ale jednak zwycięski! Jak
      rąbię drwa do kominka to myślę o siekierezadzie jego, i potyczkach z losem.

      To nie jest tak, moi drodzy, że nieświadomość lepiej przysposabia do odejścia.
      Może faktycznie pozwala łatwiej wpisać się w nieskończony szereg narodzin i
      zgonów, ukryć lęk za parawanem pobożności starczej, uciec od pytań w rytuał
      obrządków przed- i pośmiertnych... Szanuję to i poważam, ale to nie dla mnie.

      Znowu mi się coś przypomiało: lata 60-te, wczesnozimowy sobotni poranek. Mgła,
      śnieg z deszczem. Mieszkałem wtedy z rodzicami w wielkim blokowisku. Wyglądam
      przez okno i widzę w zupełnej czarnośnieżnej pustce małego chłopca jak idzie,
      ostrożnie niosąc w tzw. kance mleko (dla młodzieży: kanka - taki blaszany
      emaliowany dzbanek na mleko, nalewane w ówczesnych sklepach z aluminiowych
      baniek). Był jakiś mały, wątły, i z taką starannością i uwagą taszczył ów
      dzbanek - wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że tak własnie idziemy przez życie:
      bezradnie trochę, ostrożnie i pełni niepokoju...

      Pozdrawiam Was - KrisK
      • Gość: vin moj osobisty ewergrin IP: 213.56.66.* 19.11.03, 01:05
        Drogi Krisku,

        Zycie to chwilki, okruszki…takie male, malenkie istotki.
        One jedyne tylko wiedza, jak waznym milowac jest - sie - zycie.
        Kiedy zapada zmrok, zakradaja sie po cichutku do spizarni i wyjadaja konfiture.
        Naslodziwszy sie do syta, z umorusanymi od wisni ustami wskakuja do lozek.
        A tam, pod puchowa koldra, marzenia dzieciece sny wciaz nowe opowiadaja.
        Istotki lubia szczegolnie ten o Wisience, lubia tez o Krolewnie Sniezce,
        chociaz nie za bardzo, i to tylko dlatego ,ze kazala krasnoludkom umyc sie
        przed spaniem.

        Te Twoje Chwilki, i ich rozmilowanie - zycie.(Na pohybel smierci.)

        vin
        ps
        Whisky widze nie byle jaka, bez lodu wiec poprosze.
      • ryza_malpa1 Re: No więc tak... 19.11.03, 06:45
        Wyciskacz łez sie z Ciebie zrobił, drogi Krisku . Chyba cie zgłosze do atku
        " Nad czym ostatnio płakałeś " czy cos takiego.
        Jeżeli jest to kawała( o takie kawały Cie nie podejrzewam ale cały czas mam
        nadzieje, ze takie własnie krzywe masz poczucie humoru) to natychmiast
        przestań!!!!!!
        • Gość: Stella sinusoida IP: *.dip.t-dialin.net 19.11.03, 09:49
          Zycie to jak sinusoida. Raz jest wesole raz smutne raz borykamy sie z losem
          raz dziekujemy mu za szczescie ktore nas dotknelo. Ale czy musimy
          rozpamietywac te przytlaczajace jego momenty? Nie lepiej cieszyc sie nim i
          uzywac maksymy Greka Zorby? To wlasnie dzieki Gutenbergowi i wykarczowanym
          hektarom lasow zawdzieczamy rzeczy, ktore przykuly nasza uwage i staly sie
          czastka naszego zycia. Wspanialego zycia, nieprawdaz Dr Kr?

          Zycze optymizmu i jeszcze raz optymizmu.
        • dr.krisk Moje krzywe poczucie humoru... 20.11.03, 23:21
          ryza_malpa1 napisała:

          > Jeżeli jest to kawała( o takie kawały Cie nie podejrzewam ale cały czas mam
          > nadzieje, ze takie własnie krzywe masz poczucie humoru) to natychmiast
          > przestań!!!!!!

          No i słusznie mnie nie podejrzewasz o takie kawały, bo rzecz polega na
          prawdzie. Jeszcze nie jest ze mną tak źle, abym miał ryże małpy straszyć (i to
          w tak niewybradny sposób)!
          Co do mojego użalania się nad Niewdzięcznym Losem, to obiecuję nie przesadzać.
          Najgorzej, że lekarz zakazał mi konsumpcji moich ulubionych alkoholi (gryzą się
          podobno z lekarstwami). Co to będzie...
          KrisK
      • gph ha... wybierz się koniecznie 19.11.03, 12:41
        w zasadzie miałem napisać "jeszcze" - ale chyba nieuprawniony jestem, żeby
        takiego "jeszcze w takiej chwili używać - bo w końcu żaden ze mnie wróż ani
        przewidz..

        więc wynierz się na film "rok diabła"
        wchodzi chyba do kin za parę dni.

        myślę, że poczujesz się lepiej. a już Twój anioł stróż na pewno...
    • Gość: mik Re: umrzesz krisku i ja tez i IP: *.mad.east.verizon.net 19.11.03, 14:08
      wy wszyscy takze
      jak ci przed nami
      i ci po nas
      zapewniam - nie ja to wymyslilem
      • ada08 Re: umrzesz krisku i ja tez i... No. 19.11.03, 14:34
        Gość portalu: mik napisał(a):

        > wy wszyscy takze
        > jak ci przed nami
        > i ci po nas
        > zapewniam - nie ja to wymyslilem

        I może nagle umrzemy.
        A jeśli nagle umrzemy,
        to nawet się nie dowiemy,
        że umarliśmy :-)
        a.

        • Gość: mik Re: straszymy kriska dalej IP: *.nwrk.east.verizon.net 19.11.03, 14:51
          na to, co ja napisalem,
          dowody sa pewne na 100 proc.
          a jaka jest pewnosc Twoich
          domnieman, ada?
          ze sie ich krisk nie doczytal?
          a bo i tak czytal byle co i byle jak
          • ada08 Re: straszymy kriska dalej 19.11.03, 16:20
            Bo sami jesteśmy przestraszeni
            i w tym przestrachu nieporadni.
            Mówimy tu o chorobie i o śmierci.
            A przecież choroby się leczy,
            nawet te ciężkie. Ludzie wychodzą
            z najgorszych chorób i potem żyją,
            żyją, aż umrą :-)
            W tym ostatnim masz oczywiście 100%
            racji :-)
            a.
            • Gość: mik Re: koniec straszenia kriska IP: *.nwrk.east.verizon.net 20.11.03, 14:06
              juz mi sie nie chce pisac w tym
              infantylnym watku dr K
    • brunosch Pytałeś, KrisK 19.11.03, 15:02
      czy sensowne jest pochłanianie książek, słuchanie muzyki, oglądanie dzieł
      plastycznych - skoro i tak od lekarza dowiemy się pewnego dnia, że...
      I czy owo oczytanie, osłuchanie, znajomość myśli filozofów i innych mędrców
      pomogą nam, czy przeszkodzą w pogodzeniu się z tą informacją. Nie wiem, i chyba
      nikt nie ma monopolu na Prawdę Absolutną dotyczącą tej wiedzy - każdy jest sam,
      z własnymi wyłącznie myślami (może błyśnie jakaś refleksja o Aureliuszu, ale
      rychło zgaśnie). Może w chwili wysłuchania słów lekarza wszystko to stanie się
      zbędne, ale przecież rozmowa z nim to nie koniec wszechrzeczy. Sporo jeszcze
      przed Tobą, KrisK i lepiej jednak zabrać ze sobą książkę do szpitala :) aby
      bodaj się nie nudzić, ani nie zadręczać myślami co dalej? ile jeszcze?
      A skoro jesteś dr (mam nadzieję, że doktorat masz z medycyny, a nie np fizyki)
      to naczytałeś się niejedno o podobnych przypadkach i wiesz (bodaj
      teoretycznie), jak wygląda terapia i jakie daje efekty.
      Uszy do góry doktorze! Na szczęście medycyna to nie nauka ścisła, żeby
      wszystkie choróbska szły pod jeden sznurek i nie było odstępstw od normy. :)
    • gatta_gatta dr. krisk-u, czy tobie takze ... 19.11.03, 19:13

      glownie towarzyszy taka najzwyklejsza ciekawosc, co uslyszysz za kolejnymi
      drzwiami przed ktorymi siedzisz? i jaki bedzie kolejny etap tego koledowania
      po gabinetach lekarskich? po pierwszej wizycie byly dwie mozliwosci. ok, co
      dalej? ta gorsza, ale dalej sa dwie kolejne. ok, co dalej? itd. itd. przeszlam
      wszystkie etapy. taraz czekam ... i zyje.


      ~~~~~
      Pracuj, jakbys nie potrzebowala pieniedzy,
      Kochaj, jakby nikt Cie nigdy nie zranil,
      Tancz, jakby nikt nie patrzyl,
      Zyj, jakby to bylo Niebo na Ziemi
      • dr.krisk Zagubieni w labiryntach medycyny... 20.11.03, 23:29
        Tak, masz rację. Tak to właśnie wygląda. To dziwne, ale bardzo szybko
        przyzwyczaiłem sie do swoistego folkloru poczekalni i gabinetów. Ten czas
        oczekiwania, w którym nie da się czytać książek ani gazet, te rozmowy
        pacjentów, opowiadających historie choroby (zwróciłas uwagę, że sa to monologi?
        Każdy opowiada sam sobie).
        Te tajemnicze wyniki badań, z których nic nie rozumiemy. Ci lekarze,
        odczytujący z wyników naszą przyszłość, jak szamani z wnętrzności czarnego
        koguta...
        No i ten labirynt możliwości - kolejny gabinet, kolejne badanie, kolejny
        werdykt.
        Dość potworny to świat.
        KrisK
    • nowytor Załóż sobie prywatne forum. Coś w stylu mydla- 19.11.03, 22:06
      nej opery, albo zacznij pisać do pism kobiecych.
      "Przeczytane tony książek" - nie przypominam sobie żebyś kiedykolwiek błysnął.
      Wesoły dr.krisk. Dobre! raczej pompatyczny i głupkowaty.
      Nowy
      • Gość: mik Re: Ha!ha!ha! IP: *.nwrk.east.verizon.net 20.11.03, 13:50
        • Gość: mik Re: Ha! ha! ha! IP: *.nwrk.east.verizon.net 20.11.03, 13:53
          tak sie obsmialem, az mnie zatkalo
          to nie ja jeden?????
          cale szczescie!!!!
          • dr.krisk Drogi nowytormiku! 20.11.03, 20:12
            Bardzo podobni do siebie obaj jesteście.
            Przypominacie mi parkę złośliwych, jazgotliwych pinczerków.
            A ja zawsze lubiłem boksery i buldogi.
            No.
            KrisK
            • nowytor A już się martwiłem, że pudelki 21.11.03, 09:02

    • luiza-w-ogrodzie Zadna edukacja nie przygotowuje do smierci 20.11.03, 04:41
      Gdybysmy sie do smierci przygotowywali za zycia, wowczas jaki bylby sens
      przedsiebrania czegokolwiek skoro i tak mamy umrzec? Wiec zyjmy, dopoki
      zyjemy. Robmy to co nas cieszy, wzbogaca, rajcuje - czytajmy, kochajmy sie,
      pijmy najdrozsza whisky odlozona "na kiedys", kupmy bilet na Nowa Zelandie,
      rozmawiajmy z waznymi dla nas ludzmi... Na smierc i tak bedziemy musieli
      znalezc czas.

      Pozdrawiam, zycze sily
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
      • Gość: raf Re: Zadna edukacja nie przygotowuje do smierci IP: 62.233.204.* 20.11.03, 08:08
        Kiedys na murze przeczytalam, ze KULTURA JEST SPADOCHRONEM LEKU PRZED
        EGZYSTENCJA i wydaje mi sie, ze cos w tym jest...
    • Gość: Nu! Blues... IP: *.bmj.net.pl 20.11.03, 09:32
      coś na wesołosmutno (albo na odwrót):
      www.kabaretelita.pl/mp3/hityelity2003/a1.mp3
    • hania55 Re: Przyszła kryska na KrisKa, czyli o zbędności. 20.11.03, 22:47
      Ano tak sobie właśnie myślę, że do Ostatniej Podróży ani Petrarca, ani Requiem
      Mozarta ani widok kopuły Duomo we Florencji, ani nawet anioły El Greco nie
      przygotują. Można dzięki nim na ułamek sekundy poczuć, że uczestniczy się w
      cudzie objawionym, doświadczyć wiecznego piękna, ale nic poza tym.
      Drogi Doktorze, mam nadzieję, że strachy rozsiewane przez poważnych doktorów w
      poważnych białych gabinetach okażą się niepoważne i będzie Pan jeszcze długo
      wspominał requiem w Duomo w Mediolanie, wracał do ulubionych
      fragmentów "Czarodziejskiej Góry", a wszystko to przysnuje dym dobrych cygar i
      smak Nie-taniej whisky.
      Bardzo serdecznie pozdrawiam.
      • dr.krisk Ano nic.. 20.11.03, 23:44
        hania55 napisała:

        > Można dzięki nim na ułamek sekundy poczuć, że uczestniczy się w
        > cudzie objawionym, doświadczyć wiecznego piękna, ale nic poza tym.
        Ano nic. Dzisiaj siedzialem w poczekalni naprzeciwko uroczego plakatu
        sławiącego uroki sztucznej przetoki (nawet do rymu mi wyszło!). Oszczędzę
        szczegółów anatomicznych owego urządzenia - ale sobie myślę: jak trudno
        zachować godność w takiej sytuacji?

        > Drogi Doktorze, mam nadzieję, że strachy rozsiewane przez poważnych doktorów
        w
        > poważnych białych gabinetach okażą się niepoważne
        Przyłączam się do Pani nadziei :)
        Pozdrawiam nieodmiennie serdecznie.
        KrisK
    • Gość: Alla Przeczytaj jeszcze doktora B. Siegela IP: *.a2000.nl 20.11.03, 23:06
      Ksiazka napisana przez swiatowej slawy lekarza B. Siegela "Milosc medycyna i
      cuda". Przeczytaj.
    • Gość: vin Smierc Wzwoda IP: *.w80-15.abo.wanadoo.fr 21.11.03, 01:19


      Smierc Wzwoda , czyli monolog zasłyszany przez dr Kriska w poczekalni
      lekarskiej :

      Zabrałaś mi wzwody

      zabrałaś mi wzwody - poranne, poranne
      wspomnienia gdy mogłem - nie marne - na marne
      i dzisiaj mi mówisz - żem słaby - za słaby
      a przecież pamietasz, te nasze zabawy
      gdy Ty aby, aby - a ja wciąż na wzwodzie
      przy każdej najgorszej nawet pogodzie

      jak przyszła na starość, torba - do kolan,
      i kij co się skurczył do góry od kolan
      spojrzałaś nań z lekkim - nawet zdziwieniem
      nie tak jak kiedyś - w oczach - z łaknieniem
      więc zrozumiałem, że Twoje kochanie
      to było tylko - do wzwoda wzdychanie

      ref. (ewry body klap jo hends)
      zabrałaś mi wzwody - poranne, poranne
      wspomnienia gdy mogłem - nie marne - na marne

      i teraz mi mówisz - że mam jeść - selera,
      czy ja wciąż wyglądam - na twego frajera
      to co wiem napewno, że już nie ze mną
      wykręcisz następne - seksi numera

      pzdr Cie Krisku
      vin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka