ydorius
30.07.09, 11:10
W Polsce ukazało się już klika książek tego pana, ostatnio, tuż przed Bożym
Narodzeniem została wydana "noc seksualna", w zasadzie bardziej album z
reprodukcjami obrazów niż regularna książka.
Wcześniej natomiast wyszło kilka rzeczy, które są bardziej do czytania niż
oglądania. Quignarda w Polsce wydaje głównie Czytelnik, ale wygląd ana to, że
ostatnio są tak zajęci promowaniem pewnego węgierskiego samobójcy (zresztą
całkiem słusznie), że nie mają czasu zerknąć na rynek francuski.
Spośród wszystkich wydanych po polsku jego książek dwie - moim zdaniem -
zasługują na szczególną uwagę. To "seks i trwoga" oraz "błędne cienie". Ta
pierwsza jest dość zaskakującym studium seksualności przefiltrowanym przez
teksty klasyczne: greckie i rzymskie. Podróż to fascynująca* i zaskakująca.
Prócz smakowitych fragmentów tłumaczonych przez Quignarda książek mamy także
podróż pod pierzynę.
Druga książka czyli "błędne cienie" to pierwsza część pięciotomowego na razie
cyklu (niestety, na razie został przetłumaczony tylko pierwszy tom). To
książka, której niestety nie sposób opowiedzieć (być może ja nie potrafię -
podjąłem się swego czasu tego zadania i nie wyszedłem z tego z tarczą
niestety), książka króciutka (bodaj do stu stron nie dobija), będąca dość
enigmatycznym dziełem o kulturze i korzeniach. Nawet nie bardzo wiem, czy to
proza, esej czy jeden wielki biały wiersz. To coś w pomiędzy, tak formalnie,
jak treściwie. Objętość skłaniałaby do szybkiego przekartkowania, ale treść na
to nie pozwala - tak jak napisała zdanka w innym wątku - Quignard to pisarz,
który zmusza do wyhamowania. I do którego z przyjemnością się wraca.
Na polski zostały przetłumaczone także inne książki tego pana: Taras w Rzymie
(również krótka, choć bardziej konkretna powieść o miłości i kwasie solnym
;-), "wszystkie poranki świata" (rodzaj psychoanalitycznego spojrzenia na
własne dzieciństwo) oraz "Albucjusz" (rzecz o Gajuszu Albucjuszu Sylusie i
jego - khem, khem - wesołej kompanii).
No i cóż. Kto nie zna, niech sięga. Pisarz to nietuzinkowy.
m,
.y.
* na przykład dowiadujemy się, że słowo, którego użyłem pochodzi od słowa
fascinum, które oznaczało dość pokaźnych rozmiarów imitacje męskiego
przyrodzenia, którym to robiło się to, co zwykle robi się przyrodzeniem ;-).
Tak więc być zafascynowanuym to nic innego, jak dać się przelecieć.
Fascynująca lektura (Quignard pisze: pisać to sodomizować, czytać to być
sodomizowanym) ;-)