Dodaj do ulubionych

białe małżeństwo

03.10.09, 00:35
Stało się. Jesteśmy białym małżeństwem. Od około roku.
To moja decyzja. Miałam już dosyć upokorzeń, żebraniny o seks i
wysłuchiwania, że jestem erotomanką. Jakaś struna we mnie pękła.
Przestałam mówić o seksie przy moim mężu w jakimkolwiek kontekście.
Do tego stopnia, że nawet żartów na ten temat przy nim unikam.
A on? Nic.
Ani razu przez ten rok nie zapytał, co się stało, skąd taka zmiana.
Ani razu nie inicjował zbliżenia.
Może myśli, że mam kochanka? Zawsze powtarzał, że najlepiej by było,
gdybym go sobie znalazła, bo on wtedy miałby spokój.
Ktoś mógłby pomyśleć, jaki ja mam właściwie problem. Mąż nie lubi
seksu ale przyzwala na kochanka. Niby prosta sprawa a ja ją
komplikuję. No cóż nie chcę tego z różnych powodów ale chyba
najważniejszym jest obawa, że prędzej czy później zakochałabym się w
tym człowieku. Jestem o tym przekonana, bo przecież seks bardzo
ludzi do siebie zbliża.
No właśnie seks zbliża. A ja od czasu podjęcia swojej decyzji czuję,
że coraz bardziej oddalam się od mojego męża. Zawsze lubiłam się do
niego przytulać a teraz czuję niechęć do tego. Nie mam też ochoty na
zwykłe pocałunki. Na jakikolwiek kontakt fizyczny. I nie umiem tego
w sobie przełamać :-(
Nie wiem po co to piszę. Chyba potrzebowałam to z siebie wyrzucić,
bo z nikim na ten temat nie rozmawiam i zaczyna mnie to dusić.
Obserwuj wątek
    • diabel.pl Re: białe małżeństwo 03.10.09, 02:04
      o to chyba czarne malzenstwo,w sumie nie wiem co ci doradzic wiec nic nie bede
      pisala
    • kag73 Re: białe małżeństwo 03.10.09, 13:51
      Maz nie lubi seksu? Taka byla jego odpowiedz na Twoje dazenie do
      zblizen i pytania dlaczego nie chce sie z Toba kochac?

      Uwazam, ze Twoj maz postapil bardzo fair proponujac Ci znalezienie
      kochanka, niewielu ludzi potrafi rozdzielac seks od milosci i zycia
      we dwoje. On uwaza zapewne, ze po tylu wspolnych latach malzenstwa
      (bo przypuszczam, ze troche juz z soba jestescie) moze Ci w pelni
      zaufac, ze go nie zostawisz. Po prostu zaspokoisz swoje potrzeby
      seksualne gdzie indziej a Wy w dalszym ciagu bedziecie para, ktora
      doskonale sie dogaduje na pozostalych plaszczyznach. Ale, no
      wlasnie, tutaj pojawia sie wlasnie to wielkie ALE. On nie zdaje
      sobie sprawy z Twoich odczuc i niebezpieczenstwa jakie niesie za
      soba fakt posiadania kochanka, z ktorym przezywa sie cudowne chwile
      spelnienia i oczywiscie faktu, z ktorego Ty doskonale zdajesz sobie
      sprawe, mianowicie, ze zupelnie oddalicie sie od siebie.
      Sytuacja jest bardzo skomplikowana. Tobie brakuje seksu, jednak z
      wiadomych wzgledow nie decydujesz sie na kochanka. Jednoczesnie jako
      malzonkowie oddalacie sie od siebie. Nie dosc, ze nie masz seksu, to
      jeszcze nie jestes szczesliwa w malzenstwie.
      Moja propozycja.
      Nie wiem czy rozmawialas juz z mezem i co odpowiedzialas na jego
      propozycje znalezienia kochanka.
      Ja powiedzialabym mezowi jaki jest stan rzeczy. Rok bez seksu, bo
      nie masz kochanka. Powiedzialabym, ze to nie problem go znalezc, ale
      wyjasnilabym mezowi jak wazny jest seks wlasnie z nim. Ty wiesz, ze
      jezeli go z nim nie bedzie za jakis czas nie bedzie Was nic laczyc,
      bedzieci zyli obok siebie i Ty(moze po jakims czasie i on) bedziesz
      nieszczesliwa. Myslisz o przyszlosci, dlatego wazny jst dla Ciebie
      seks z nim a nie z kims innym, bo zabraknie Wam intymnosci. o To
      najbardziej chodzi. Jendnoczesnie powiedzialabym mezowi, ze owszem
      moge znalezc kochanka, jednak sama nie moge zgwarantowac, ze sie nie
      zakocham i bedze chciala odejsc. Podziekuj mezowi za zaufanie, ale
      podkresl, ze Ty sama az tyle zaufania do siebie nie masz, nie mozesz
      przewidziec konsekwencji spotykania sie z innym mezczyzna, nie
      wykluczasz, ze moze zaangazujesz sie emocjonalnie i bedziesz chciala
      od niego odejsc.
      Twoja obecna sytuacja jest nieciekawa i lepiej chyba nie bedzie,
      chyba, ze zobojetniejesz i seks przestanie byc dla Ciebie wazny, nie
      bedziesz brala mezowi za zle jego braku.
      Tak czy siak, maz powinien sie ustosunkowac do tematu, zdac sobie
      sprawe z tego typu rozwiazan. Po takiej rozmowie, mozesz decydowac
      kochanek czy nie. Maz jest w temacie, wie co moze sie wydarzyc,
      jestesmy tylko ludzmi, nie mamy swoich emocji sto procent pod
      kontrola.
      Wtedy grasz fair. Jezeli nawet znajdziesz kochanka i sie w nim
      zakochasz, zdecydujesz odejsc...zycie. Jezeli sie nie zakochasz,
      bedziesz miala seks poza malzenstwem i meza w domu, z ktorym sie
      rozumiesz, rodzine, niczego nie bedzie Ci brakowac.
      Chyba, ze maz przemysli sprawe, pomysli jednak o polubieniu seksu
      choc troszke, postara sie, bo bedzie bal sie ryzyka.
      Powiem Ci, ciezka sprawa, trudne decyzje, nie zazdroszcze. Niemniej
      jednak obecna sytuacja nie jest lepsza dla Ciebie.
      • herbatka.jasminowa Re: białe małżeństwo 03.10.09, 13:57
        może jej mąż jest z tych, co odczuwają pożądanie na wieść, że jego żonka z innym sie zabawia? a potem jak wróci, będzie kazał sobie opowiadać ze szczegółami co i jak robili? to się chyba "cuckold" nazywa czy jakoś tak?
    • pieprzyca Re: białe małżeństwo 03.10.09, 14:54

      Nie wierz mężowi, że oficjalny kochanek jest jakimś rozwiązaniem. To
      wprowadzanie jeszcze większego zamętu w nieuporządkowaną relację.
      Jakie jest zatem rozwiązanie? Myślę, że Ty wiesz najlepiej, tylko jeszcze nie
      jesteś na nie gotowa. Ale będziesz. To widać w tym, co napisałaś :-)
      --
      "Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił."
    • anais_nin666 Re: białe małżeństwo 03.10.09, 17:33
      Oddalać się będziecie z każdym rokiem. Seks to jednak ważne spoiwo. Na tyle ważne, że bez niego związek sie rozpada.
      Seks, czulosc, deliaktny dotyk. To wszystko powoduje, ze warto walczyc. Gdy brakuje tych elementow jalowosc wygrywa. Motywacja spada. Energia zanika.
      Wyostrza sie wzrok, na innych;)
      • anula36 Re: białe małżeństwo 03.10.09, 18:25
        jeszcze troche i nie bedziesz juz na tegho czlowieka patrzec jak na ukochanego meza,ale jak na upierdliwego sublokatora.
        Tez mnie ciekawi Wasz staz malzenski, czy sie chlopak nie zenil z takim radosnym zamiarem bycia sublokatorem wlasnie.
      • zakochanazona Re: białe małżeństwo 03.10.09, 19:29
        Kiedy pojawia się obojętność? po roku, dwóch, trzech latach? Czy wtedy jest
        prościej, kiedy po latach starań dopadnie nas znieczulica? Pytam, bo ja z tych
        co są zakochane w mężu od 10 lat, włącznie z motylami w brzuchu i takimi tam:) a
        łączy nas tylko "wspólne gospodarstwo domowe" o zgrozo - patrzę na niego i nic,
        jakie to dziwne, mąż, niby mój a nie można nawet go dotknąć... ehhh
        Tak czy inaczej autorce wątku życzę prostej decyzji, pewnej i niosącej
        spełnienie... w końcu.
    • indovina Re: białe małżeństwo 04.10.09, 12:31
      Dziękuję Wam, że jesteście, że napisaliście do mnie. To takie ważne,
      gdy nie ma się nikogo z kim można o tym porozmawiać. Do pytających:
      jesteśmy ponad 10 lat po ślubie :-)
      Kag73 dziękuję Tobie szczególnie, bo Twoja wypowiedź bardzo mi
      pomogła. Wiedziałam, że powinnam porozmawiać z mężem ale nie
      chciałam, żeby to była kolejna rozmowa z tych, które przypominają
      żebraninę o seks i która sprawiłaby, że znowu znaleźlibyśmy się w
      punkcie wyjścia sprzed roku. Problem w tym, że nie wiedziałam jak ją
      zacząć i poprowadzić. Twoje słowa kag73, pomogły mi to wszystko
      uporządkować i ustalić priorytety.
      Porozmawiałam wczoraj wieczorem. I dobrze się stało. Okazało się, że
      mój mąż myślał, że już mi przeszło z ochotą na seks i dlatego nie
      wychodziłam z inicjatywą. Nawet nie zauważył, że tylko on mnie
      przytulał a ja tego od dawna nie robiłam. Wydawało mu się, że między
      nami jest wszystko ok.
      Dlaczego nie lubi seksu? On sam nie wie. Zastanawia się, czy coś się
      nie wydarzyło w dzieciństwie, co miałoby wpływ na takie jego
      nastawienie ale niczego takiego nie pamięta. Jemu seks kojarzy się z
      czymś brudnym i zwierzęcym (o czym już mi mówił w naszych rozmowach
      w przeszłości).
      Powiedziałam, że ponieważ znam jego nastawienie do seksu, to nie
      chcę go już do niego nakłaniać i tak naprawdę to już nie mam ochoty
      kochać się z nim wiedząc, jakie to dla niego poświęcenie i co o tym
      myśli. Ale że z drugiej strony nie wyborażam sobie mieć kochanka.
      Tutaj mąż sam się domyślił moich obaw o zakochanie się.
      W tym momencie oboje uświadomiliśmy sobie, że znaleźliśmy się w
      punkcie bez wyjścia. Mąż zapytał czego w tej sytuacji oczekuję.
      Powiedziałam, że chciałam, żeby wiedział w jakim jestem stanie,
      jakie są moje myśli i że martwi mnie, że czuję nawet blokadę przed
      przytulaniem i pocałunkami. I że mam nadzieję, że dzięki tej
      rozmowie, dzięki temu, że się przed nim otworzyłam, wyrzuciłam z
      siebie to wszystko, to chociaż ta blokada zniknie.
      Mąż przemyślał to wszystko i powiedział coś bardzo pięknego:
      Musimy się siebie zacząć uczyć od nowa.
      • anula36 Re: białe małżeństwo 04.10.09, 14:06
        a powiedzial co ma oznaczac to uczenie sie siebie od nowa oznaczac w praktyce?
        • herbatka.jasminowa zaczną etap przedszkolny? 04.10.09, 16:22
          żeby tylko nie to, co człowiek robi mając 4-6 lat, czyli "pokaż mi co masz pod spódniczką ,a ja ci pokażę co mam w spodenkach"
          :-))
      • kag73 Re: białe małżeństwo 04.10.09, 16:19
        Bardzo dobrze, ze odbyliscie taka rozmowa. Ma ona na pewno
        efekt "oczyszczajacy". Przynajmniej wiemy na czym stoimy, co mysli
        druga osoba. Taka rozmowa w pewnien sposob znow troche zbliza ludzi
        i pokazuje, ze jednak sie jeszcze kochaja i nie sa sobie obojetni.

        Czy bylo tak od zawsze? Czy maz od samego poczatku Waszego zwiazku
        unikal seksu? Macie dzieci?
        Moze jest on osoba aseksualna.
        Moze winne jest po czesci wychowanie, bardzo katolickie, surowe.
        Postawa rodzicow, przekazywanie, ze seks, masturbacja itd. sa czyms
        zlym i brudnym. Potem ma to zakodowane w glowie i nie potrafi sie
        przelamac.
        Ludzie o tym nie mowia. Ja poznalam kobiete, ktora bedac w wieku lat
        68 powiedziala mi, ze od ponad 30 lat nie uprawiala z mezem seksu.
        (U niej wlasnie winna temu jest postawa jej matki w przeszlosci i
        chyba aseksualnosc).
        Sa malzenstwem ponad 40 lat. Maja 4 dzieci, pewnie tak mniej wiecej
        po czwartym dziecku skonczylo sie ich wspolzycie, ktore podobno
        bywalo rzadko. Dla mnie rzecz niewyobrazalna, ona nie widzi w tym
        problemu. Mezowi najwyrazniej tez taka sytuacja odpowiadala. Od
        niego wiem(niezalezna wypowiedz, chodzilo o inny temat) ze on jej
        nigdy nie zdradzil. Dla tej kobiety poped seksualny jest potrzeba
        fizjologiczna, ktora zaraz sie zaspokaja jak kazda inna potrzebe
        (samemu) i sprawa jest zalatwiona. Sa udanym, szanujacym sie
        malzenstwem. Oboje nie dazyli do seksu, pewnie dobrali sie
        temperamentami.A moze jemu i czegos brakowalo, ale nigdy nic nie
        mowil i sie nie domagal,nie wiem. Laczylo ich wiele na innych
        plaszczyznach i to wystarczalo, seks nie byl istotny.
        Przypuszczam, ze i Twoj maz odczuwa czasmi pociag seksualny i wtedy
        tez zaspokaja szybciutko swoje potrzeby. Jednak nie odczuwa
        potrzeby "robienia" tego z druga osoba, bo uwaza seks za
        cos "brudnego".
        Problem tkwi w jego glowie i jakos musialby zrozumiec, ze seks to
        przyjemnosc, intymnosc, z miloscia jest zespoleniem dusz, to cos
        wiecej niz szybkie ruchy biodrami. Jedyne czego nie wiem, to jak ma
        to zrobic. Moze wlsnie zaczac od nowa, od kwiatkow, motylkow,
        delikatnych pieszczot. Moze psycholog(nigdy go nie doradzam, ale
        tutaj nie wiem), albo seksuolog, albo jakis ksiadz(jezeli jest
        wierzacy), albo jakas literatura na ten temat. To on musi cos
        zmienic, Ty mozesz mu w tym pomoc.
        Trzymam Ci kciuki!
      • aandzia43 Re: białe małżeństwo 04.10.09, 20:44
        > Powiedziałam, że chciałam, żeby wiedział w jakim jestem stanie,
        > jakie są moje myśli i że martwi mnie, że czuję nawet blokadę przed
        > przytulaniem i pocałunkami. I że mam nadzieję, że dzięki tej
        > rozmowie, dzięki temu, że się przed nim otworzyłam, wyrzuciłam z
        > siebie to wszystko, to chociaż ta blokada zniknie.

        Blokada zniknie na jakiś czas zmyta falą katharsis. Potem powróci. Bo on
        przecież seksu i bliskości wynikającej z właśnie z pożycia cielesnego nie będzie
        dawał ci nadal. A ty tego właśnie potrzebujesz. Wszystko powróci do punktu wyjścia.

        > Mąż przemyślał to wszystko i powiedział coś bardzo pięknego:
        > Musimy się siebie zacząć uczyć od nowa.

        Pięknie i tajemniczo brzmiąca odpowiedź, zaiste;-) Czy ma to oznaczać, że mąż
        podejmie terapię i zdobędzie się na wysiłek przemodelowania swojego stosunku do
        stosunku? Czy może raczej ty masz się zacząć uczyć życia w aseksualnym
        małżeństwie? Tym razem już jasno określonym jako aseksualne. Ja stawiam na to
        drugie.
        • kag73 Re: białe małżeństwo 04.10.09, 23:28
          No wlasnie, aandzia43,masz racje, tutaj jest problem. Co bedzie
          nastepnym krokiem?

          Indovina, uwazam, ze wkrotce powinno zaczac sie cos dziac, czyli
          konkretne dzialania ze strony Twojego meza.
          Na Twoim miejscu nie czekalabym nastepny rok na zmiany.
          Poza tym nie zapewnialabym na Twoim miejscu meza, ze w zadnym
          wypadku nie potrafilabys znalezc kochanka. Raczej obstawalabym przy
          wersji, ze znalezc kochanka to najmniejszy problem. Uwazam, ze taka
          mala presja z Twojej strony, troche niepewnosci moze byc dobra
          motywacja do dzialania dla meza, bo w koncu jemu tez zalezy. Zawsze
          uwazalam, ze nigdy nie nalezy mowic facetowi "Cokolwiek by nie bylo,
          kocham Cie i Cie nie opuszcze", nie, takich rzeczy nie mowi sie
          glosno, nawet jezeli sie tak mysli. To moje zdanie.
          Hmm, malymi kroczkami, moze cos sie uda. Moze seks oralny, on Tobie
          po francusku, nie wydaje mi sie to zbyt zwierzece a daje niesamowita
          przyjemnosc:))
          Pisz nam jak sie sprawy maja.
          • aandzia43 Re: białe małżeństwo 04.10.09, 23:51
            > Hmm, malymi kroczkami, moze cos sie uda. Moze seks oralny, on Tobie
            > po francusku, nie wydaje mi sie to zbyt zwierzece a daje niesamowita
            > przyjemnosc:))

            No coś ty, Kag! Oral! Jeśli facet nei lubi seksu, bo w jego mniemaniu jest to
            czynność brudna (moralnie), to na pewno nie będzie się rozkręcał ku lepszemu
            robiąc zonie minetkę. Według mnie jest stracony jako zdolny do zaangażowania i
            współbrzmienia erotycznego kochanek. Będzie migał się i kluczył, wykonywał
            jakieś pozorne ruchy, wszczynał działania zastępcze i ładnie gadał. Ale nic
            konkretnego raczej nie zrobi. A konkrety to: podjęcie terapii (choć jej skutek
            oczywiście może być niekorzystyny dla kwestii ich pożycia), albo odczepienie się
            od żony z tymi bezpłciowymi, braterskimi pieszczotami (rzyg) i wyraźna (nie
            jakieś pitupitu) zgoda na kochanka.
            • kag73 Re: białe małżeństwo 04.10.09, 23:59
              To juz nie wiem. Albo kobita zmarnuje najlepsze lata z nim a potem
              jak bedzie po 40-stce moze jej sie samej seksu nie bedzie juz
              chcialo.
              No wlasnie, to jest najgorsze, Ty chcesz konkretnego seksu a on po
              glowie glaszcze.
              • wener1 Re: białe małżeństwo 30.12.09, 17:57
                Witam,
                po prostu poszukaj sobie trójkąta tam są potrzebne zmiany,i rznij się
                na całego albo facet sie obudzi albo po nim!
      • indovina Re: białe małżeństwo 05.10.09, 18:48
        Nie wiem co będzie dalej. Sama się nad tym zastanawiam. Myślę, że
        oboje zdajemy sobie z tego sprawę, że teraz ruch należy do niego.
        Obawiam się tego, co napisała aandzia 43, że teraz czuję ulgę, bo
        zrzuciłam z siebie ten ciężar ale za niedługo wszystko wróci po
        staremu :-(
        Ale nie żałuję tej rozmowy, bo wyjaśniła niedomówienia między nami.
        I teraz mój mąż wie, co się ze mną dzieje i wie też jakie mogą być
        konsekwencje, jeśli nic z tym nie zrobimy.
        Kag73 myślę, że mój mąż nie może być mnie pewny, tak jak ja
        przestaję być pewna samej siebie (i czuję, że to był jeden z motywów
        podjęcia tej rozmowy). Z jednej strony powiedziałam mu, że nie
        wyobrażam sobie mieć kochanka ale z drugiej, że czuję jak się
        zmieniam. Kiedyś inni mężczyźni mogli dla mnie nie istnieć i nawet
        nie byłam w stanie stwierdzić, czy któremuś się podobam czy nie. Po
        prostu nie interesowało mnie to. Dzisiaj z rosnącym zainteresowaniem
        zaczynam przyglądać się mężczyznom i zrobiłam się bardzo wyczulona
        na ich sygnały kierowane w moją stronę.
        Jeśli chodzi o mojego męża, to nie miał jakiegoś surowego wychowania
        aczkolwiek nie wiem jakie było nastawienie jego bliskich do seksu.
        Na początku nic nie wskazywało na problemy w sferze seksualnej. Z
        czasem było coraz gorzej. Może na początku jak to w fazie zakochania
        starał się a dopiero potem stwierdził, że już nie trzeba? Może nie
        umiał na początku otworzyć się przede mną? Nie mam pojęcia.
      • skarpetka_szara Re: białe małżeństwo 05.10.09, 19:23
        Na twoim miejscu wzielabym go za rekaw i zaprowadzila do
        seksuologa. CO to znaczy ze seks jest brudny i zwierzecy? Wariat,
        psychol, ma niezdrowe podejscie i musi sie leczyc.
    • possessive Re: białe małżeństwo 05.10.09, 09:24
      Przyzwalanie na kochanka to dziwaczne rozumienie stałego związku
      (chyba, że ktoś chce doprowadzić do końca tego związku). A co się
      tyczy jego stosunku do seksu, powinien odwiedzić
      seksuologa/psychologa jakim prawem Ciebie nazywa nimfomanką.
      Po co się na to godzisz, niech ci udowodni, że mu chociaż zależy na
      tobie. Może on rozumie związek męsko-damski jako relację braterską,
      ale Twoją rolą jest nie zgodzić się na taki układ. Facet wyraźnie ma
      problem trzeba mu to uświadomić i nie godzić się na białe małżeństwo
      jeśli tobie to nie odpowiada. Jak nie może, to niech się chociaż
      postara rozwiązać swoje problemy, a nie zmusza innych do abstynencji.
      • bi_chetny Re: białe małżeństwo 05.10.09, 10:30
        dlaczego dziwaczne. jeśli wszystko poza tym gra, a facet nie lubi seksu, to
        niech kobita sobie znajdzie kochanka. niekoniecznie musi się to skończyć
        rozstaniem. proza życia...
        • possessive Re: białe małżeństwo 05.10.09, 10:42
          No cóż, więc się pięknie różnimy. Ja osobiście nie wierzę w
          pozytywne dla związku układy z kochankiem na boku. Kto wie na ile
          potrafimy oddzielić seks od uczuć? Nikt tego o sobie nie wie na sto
          procent.
          • kag73 Re: białe małżeństwo 05.10.09, 13:16
            Ano, jak to mowia "na dwoje babka wrozyla".
            Jak znajdzie kochanka i sie rozstana, trudno. Moze jednak sie nie
            rorztana i wszystko zagra. Tego nie wie nikt. Zycie.
            Skoro jest jak jest, trzeba czasem niektore rzeczy zaakceptowac i
            liczyc sie z roznym zakonczeniem sprawy.
            Przeciez to co maja teraz tej jest do dupy, niestety.
    • skarpetka_szara Re: białe małżeństwo 05.10.09, 19:18
      pewnie maz jest gejem. sorry.
      • misssaigon Re: białe małżeństwo 06.10.09, 09:32
        albo seksoholikiem, symptomy podobne, sczegolnie ten "brudny i zwierzecy seks"

        polecam artykul w jednym z wczesniejszych numerow Wysokich Obcasów

        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96950,6894015,Seksoholicy.html
        • efi-efi Re: białe małżeństwo 06.10.09, 09:54
          Α rozwodu od się nie boi?
          Małżeństwo to również seks, chyba wiedział o tym.
          Niby proste, ale wielu osobom wydaje się, że wykręcą się od tego w jakiś cudowny
          sposób.
          • possessive Re: białe małżeństwo 06.10.09, 09:59
            Najbardziej mnie wkurza jak ktoś "wspaniałomyślnie" powie: znajdź
            sobie kochanka i myśli że taką łaskę zrobił partnerowi i problem z
            głowy. To zwykły brak szacunku.
            • kag73 Re: białe małżeństwo 06.10.09, 13:22
              "Najbardziej mnie wkurza jak ktoś "wspaniałomyślnie" powie: znajdź
              > sobie kochanka i myśli że taką łaskę zrobił partnerowi i problem z
              > głowy. To zwykły brak szacunku."

              A mnie jeszcze bardziej wkurza, odpowiedz jak u sary, "kochanka, no
              co Ty, nie zniosl bym tego". To juz dla mnie ostatnia szuflada,
              egoizm totalny. Nie dosc, ze sam nic nie daje, to jescze zabrania
              komus innemu mie seks gdzies indziej. Jakby ktos chcial byc
              meczennikiem na ochotnika.
              Autorce watku doradzilaym poczekac "chwilke", nie znow rok, zobaczyc
              czy facet podjal sie terapi czy cos a jak nie, jezeli nie jest
              gotowa spalic za soba mostow od razu, po prostu na serio znalezc
              sobie kochanka. Jezeli bedzie chciala od meza odjesc, bo sie zakocha
              w tamym, to to powinna zrobic. W koncu zycie ma sie tylko jedno. Maz
              jest zadowolony, niczego mu nie brakuje, ona cierpi i jest
              nieszczesliwa. Uwazam, ze troche egoizmu nie zaszkodzi.
    • sara.pl Re: białe małżeństwo 06.10.09, 10:36
      Indovina,

      bardzo Cię rozumiem.

      I rozumiem, jak bardzo można nienawidzieć tych "buziaczków" z
      wyciagniętymi ustami(błee) w przejściu, które mają niby potwierdzać
      istnienie związku...Tych przytuleń braterskich. Echh. Nienawidzę
      tego po prostu, brzydzę się tym!!!!!!!!
      Dostałam też propozycję, żebym sobie wibrator kupiła (to chyba
      zamiast kochanka w Twojej wersji).

      I zmartwię Cię. U mnie tez były piekne rozmowy zakończone
      obietnicami: teraz się wszystko zmieni, teraz już wiem, czego
      chcesz, rozumiem, bo wcześniej myślałem, że chodzi Ci o jakiś
      romantyzm, na który nigdy nie ma czasu, a tak (po 10 rozmowie, za
      namową przyjaciela wyjaśniłam, jak krowie na rowie, że mam ochotę
      częśto na zwykłe bzykanko - nawet już tak otwarcie rozmawiałam)wiem
      o co chodzi i nawet się z tego bardzo cieszę. Następnym razem, kiedy
      postraszyłam kochankiem: nie, daj spokój, ja tego nie zniosę, ja Cię
      kocham, tak nie może być, przecież ja tez tego chcę, co ty, tylko
      ciagle nie ma czasu. Po kilku kolejnych rozmowach długo w noc,
      powiedziałam "dość", odchodzę, jak chcesz, mieszkajmy, jak
      partnerzy, zajmujmy się wspólnie dzieckiem, ale każdy ma swoje
      zycie: nie mów tak, nie możesz tak zrobić, przecież Ty się tylko
      liczysz, zacznijmy wszystko od poczatku, wyjedźmy na weekeend w
      piękne miejsce, wszystko zaczniemy od początku.

      I wyjechaliśmy - do Włoch. Było przecudnie i romantycznie przez 3
      dni. Nawet seks 2 razy po 10 minut. Wróciliśmy.

      I znowu to samo. 4 razy do roku.

      To tak tylko opisuję, jako przykład, że nawet "olśnienia" naszych
      panów o niskim libido (bądź zdradzających) nie oznaczają
      długotrwałej poprawy, jest to tylko krótkoterminowe ozywienie. W
      moim przypadku w ciagu t ygodnia po rozmowie odbywało się namiętne
      zbliżenie (5 minutowe)i potem po 2 msc...

      Z nadzieją, że u Ciebie inaczej to zagra,
      Sara
    • ciezka_cholera Re: białe małżeństwo 06.10.09, 17:30
      Ja tam skwapliwie i szybko skorzystalabym z mezowej propozycji znalezienia sobie
      kochanka. Coz to za strata, jesli sie zakochasz? Czego tu sie obawiac? Twoj
      aktualny zwiazek jest fikcja, maz jest o kochanku poinformowany, wiec go nie
      zdradzasz (wg mojej osobistej definicji zdrady). Najwyzej szybciej nastapi to,
      co i tak najpewniej nastapi - rozwod, a potem nowe lepsze zycie :-)
      Proponuje tylko szukac wsrod wolnych panow, zeby sie nie okazalo, ze sie
      zakochasz, a Twoj nowy zwiazek bedzie bez perspektyw.
      • anula36 Re: białe małżeństwo 06.10.09, 20:28
        a dla wolnego pana zwiazek z mezatka ma szalone perspektywy oczywiscie.
        • ciezka_cholera Re: białe małżeństwo 06.10.09, 20:57
          anula36 napisała:

          > a dla wolnego pana zwiazek z mezatka ma szalone perspektywy oczywiscie.

          Dyc nie zmusilaby go do zwiazku jakby nie chcial. A jesliby chcial, to juz jego
          problem, jak ocenia perspektywe dlugoterminowa. W kazdym razie dla pan mocno
          przywiazujacych sie do panow, z ktorymi sypiaja, zwiazek z zonatym jest
          proszeniem sie o klopoty.
    • indovina Re: białe małżeństwo 06.10.09, 20:24
      Podejrzewałam już męża o wszystko co możliwe, że mnie zdradza, że
      jest gejem albo kobietą w męskim ciele :-) Jednak to nie to. To coś
      w psychice.

      Sara.pl masz rację, tych rozmów u nas też było wiele. I niestety
      zaczynam podejrzewać, że ta ostatnia, chociaż była inna niż
      pozostałe, też nic nowego nie wniesie. Może jedynie utwierdzi mnie
      ostatecznie, że to MÓJ problem.

      Najbardziej mnie denerwuje, że ten problem tak bardzo mnie
      zdominował. Zamiast cieszyć się innymi aspektami życia, zamiast być
      wdzięczna za to wszystko pozostałe, co dla mnie mój mąż robi, ja
      myślę o mojej frustracji i coraz mniej doceniam to co mam.

      Ciezka_cholero (fajny nick :-) na posiadanie kochanka nie jestem
      gotowa. I właściwie nie chcę tego ale boję się, że kiedyś to się
      stanie. Czuję, że zmieniam się wbrew sobie, że metamorfoza, która
      się we mnie dokonuje zmierza w tym właśnie kierunku. Mam tylko
      nadzieję, że zmienię się na tyle, żeby poradzić sobie z tym
      doświadczeniem emocjonalnie. Bo gdyby miało to nastąpić już dzisiaj,
      to ja z kolei czułabym się brudna i poniżona we własnych oczach.

      Wciąż jednak liczę, że mój mąż nie pozwoli na to…
      • ciezka_cholera Re: białe małżeństwo 06.10.09, 21:08
        indovina napisała:

        > Ciezka_cholero (fajny nick :-) na posiadanie kochanka nie jestem
        > gotowa.

        Coz mozna rzec - nic na sile i nic wbrew sobie :-)
        • kag73 Re: białe małżeństwo 06.10.09, 22:08
          Otoz tak zle i tak niedobrze, albo mowiac prosto: jak nie gowno, to
          nasrane:))
          Tak czy siak, nie jest do konca szczesliwa.
          Ja juz wszystko rozumiem, ze ktos moze miec niskie libido, ale zeby
          rok nie chciec seksu z kobita, nie, to mnie przerasta. Nie dziwie
          sie dziewczynie, ze jest niezadowolona, glodnemu chleb na mysli i
          wszystko dobre co robi maz, blednie w obiczu tego problemu.
          • possessive Re: białe małżeństwo 07.10.09, 08:53
            No cóż nic dziwnego, że mężowi zależy aby znalazła sobie kochanka.
            Będzie mógł już wtedy spokojnie usprawiedliwiać siebie twierdząc że
            żona to nimfomanka zdecydowanie - inne epitety też zapewne się
            pojawią.
            • bi_chetny Re: białe małżeństwo 07.10.09, 10:45
              to nie jest najlepsze rozwiązanie - ale, jak napisała kag73, romans pozwoli
              zrobić porządki w związku. W jedną albo w drugą stronę.
              • mujer_bonita Re: białe małżeństwo 07.10.09, 13:03
                bi_chetny napisał:
                > to nie jest najlepsze rozwiązanie - ale, jak napisała kag73, romans pozwoli
                > zrobić porządki w związku. W jedną albo w drugą stronę.

                A może jednak uczciwiej zrobić porządki na terapii? Jeżeli nie z szacunku do małżonka to chociaż do siebie?
                • kag73 Re: białe małżeństwo 07.10.09, 14:05
                  No jezeli on sie wkrotce na te terapie zdecyduje, bo znowu rok
                  czekac to troche przydlugawo. Z szacunku dla malzonka, przepraszam a
                  on co cale lata robil z szacunku do niej? NIC.
                  Napisalam o terapii jak najbardziej, ale to JEGO piwo, ona sie moze
                  przylaczyc.
                  • efi-efi Re: białe małżeństwo 07.10.09, 15:12
                    Przed ewentualną zdradą każ sobie dać pozwolenie od męża na piśmie.Jak się
                    zakochasz i będziesz chciała rozwodu to niech nie będzie z Twojej winy.
                    Ja obstawiam, że i tak się nic w Twoim małżeństwie nie zmieni na lepsze.
                    • aandzia43 Re: białe małżeństwo 07.10.09, 18:06
                      efi-efi napisała:

                      > Przed ewentualną zdradą każ sobie dać pozwolenie od męża na piśmie.Jak się
                      > zakochasz i będziesz chciała rozwodu to niech nie będzie z Twojej winy.
                      > Ja obstawiam, że i tak się nic w Twoim małżeństwie nie zmieni na lepsze

                      Bardzo przytomna rada:-) Misu wygląda na tak gładkiego, że aż śliskiego.
                      Ja też obstawiam, ze nic się nie zmieni na lepsze.
                • bi_chetny Re: białe małżeństwo 07.10.09, 15:58
                  w sytuacji kiedy facet dał oficjalne przyzwolenie ?
                  • mujer_bonita Re: białe małżeństwo 08.10.09, 01:35
                    bi_chetny napisał:
                    > w sytuacji kiedy facet dał oficjalne przyzwolenie ?

                    A dał w pełni ŚWIADOMIE czy tylko rzucił na odczepnego?
                    • bi_chetny Re: białe małżeństwo 08.10.09, 14:27
                      dlatego dobrą radą jest wzięcie na piśmie :D
    • pasowa_roza Re: białe małżeństwo 07.10.09, 20:10
      Po ch.. tkwisz w takim chorym związku, nie szkoda ci życia? Kiedy
      będziesz mogła przeżywać sex, jak nie teraz, jak będziesz miała 60
      lat? Wtedy podobno mija już u niektórych kobiet ochota na figle.
      Powiem ci co ja zrobiłabym, jako ostatni gest w kierunku uratowania
      siebie i swojej (normalnej) zmysłowości. Możesz spróbować jeszcze
      na "zazdrość", jak to nie podziała , kopnęlabym faqceta w d...
      Wychodzisz codziennie "pięknie zrobina" ok 19 i wracasz ok 23 or 24,
      makijaż lekko rozmazany, ale bez przesady. Po powrocie gadasz z nim
      normalnie, jesteś zadowolona i cholernie zmęczona. Idziesz wcześniej
      spać. Ma to trwać min. 2 tyg. Jak nie zadziała, to staraj się
      znaleźć normalnego, temu kopa w d..Ja jestwm przerażona twoim
      godzeniem się z takim stanem rzeczy! Życie masz tylko jedno ,
      korzystaj z niego, ciesz się seksem, bo jest wspaniały. Pogoń ciula.
    • indovina Re: białe małżeństwo 08.10.09, 00:46
      Wiecie wszystko byłoby o wiele prostsze, gdyby nie moje dylematy
      moralne. Właściwie to oboje powinniśmy pójść na różne terapie: mój
      mąż, żeby polubić seks a ja, żeby przełamać opór przed posiadaniem
      kochanka. Może komuś z nas by się udało przejść swoją terapię z
      sukcesem i... po kłopocie :-)

      Dużo myślę o tym wszystkim. Zastanawiam się komu z nas byłoby
      trudniej: mojemu mężowi, gdyby zmuszał się do seksu ze mną, czy mnie
      rezygnującej ze zbliżeń. I nie wiem. Bo niby on zmuszałby się od
      czasu do czasu, a ja musiałabym żyć z frustracją 365 dni w roku. Ale
      może ciężar problemu jest większy po jego stronie?

      Zastanawiam się też nad szacunkiem do samej siebie. Z jednej strony
      mam satysfakcję, że żyję zgodnie ze swoimi zasadami, że nikogo nie
      ranię ale z drugiej - czuję, że dokonuję gwałtu na swojej osobie i
      naturze i że mimo wszystko jest ktoś kogo ranię: ja sama.

      No i tak sobie filozofuję już od dawna. Ale wcale mnie to nie zbliża
      do jakiegokolwiek rozwiązania. Wygląda na to, że biorę na
      przetrzymanie i czekam aż mi przejdzie jakakolwiek ochota na seks :-(

      Mija kolejny dzień od naszej rozmowy i nic. Nie oczekuję, że mój mąż
      tak z dnia na dzień podejmie jakąś decyzję ale mógłby chociaż
      powiedzieć, że myśli o nas, że zastanawia się nad rozwiązaniem
      naszego problemu. A tu cisza.

      Dobrze, że Wy jesteście, to nie czuję się już taka samotna z
      tym "moim" problemem :-)
      • possessive Re: białe małżeństwo 08.10.09, 09:08
        Indovina zachęcam Cię abyś nie rezygnowała ze swoich standardów
        moralnych tylko ze względu na to, że mąż ma do Ciebie taki a nie
        inny stosunek. Jest wątek w którym dyskutuje się o konsekwencjach
        opcji kochanka, podrzucam go na wszelki wypadek.
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,90846095,90846095,romans_z_zonatym_mezczyzna_szanse_na_wspolne_zy.html
        Dziwi mnie, że inni po tym co było już pisane na forum na ten temat
        traktują opcję kochanka jako remedium na cokolwiek. Co by Cię
        czekało po nawiązaniu romansu, oprócz chwilowych uniesień i gorzkiej
        nauczki, że jednak warto do męża powrócić lub rozstać się dla samej
        siebie. Znalezienie kochanka nawet gdyby był wolny i kochał Cię i
        tak wiąże się z przykrymi konsekwencjami, wyrzutami sumienia itd.
        Proponuję też coś innego. Jest tysiąc innych sposobów oprócz
        znalezienia faceta do łóżka, żeby dopomóc sobie w tej przykrej
        sytuacji i oddzielić się emocjonalnie od "zimnego męża". Czy
        naprawdę tylko o seks w tym wszystkim chodzi?
        Zawsze masz opcję flirtu, uwodzenia, nawiązania przyjacielskich
        relacji z przedstawicielami płci przeciwnej i przekonania się czego
        ci brakuje w relacji z mężczyzną, jakie masz szanse to otrzymać. Po
        co od razu szukać faceta do łóżka i zdradzać.
        Nawet gdybyś miała podjąć decyzję o rozstaniu, to warto najpierw
        sprawdzić czego na tym etapie oczekujesz od mężczyzn. Pójście z kimś
        do łóżka skutecznie Cię zaślepi i to nie jest tak prosto, że mąż
        będzie dawał miłą bazę, a kochanek dobry seks. To tylko teoria w
        praktyce sprawy się komplikują.
        Zachęcam Cię, spróbuj poszukać kontaktów z innymi mężczyznami ale
        nie dla opcji "kochanek" tylko na bazie nawiązania jakichś innych
        zainteresowań poza seksem. Możesz zapisać się na jakiś ciekawy kurs,
        czy inną grupę gdzie spotkasz ciekawych, interesujących normalnych
        facetów i nawiążesz z nimi kontakt. Po co od razu do łóżka?
        Może z czasem przyjdzie refleksja nad tym czy warto rezygnować z
        małżeństwa i czy możesz spotkać kogoś innego kto ma ci coś do
        zaoferowania.
        Życzę Ci aby refleksja ta przyszła bezboleśnie, bez niepotrzebnych
        wyrzutów sumienia i świadomości że zdradziłaś.
        Mówię uwodź, nawiązuj kontakty, poznawaj facetów, zainteresuj się
        czymś ciekawym(moja znajoma odżyła dzięki kursowi flamenco), nie
        pakuj się od razu w zobowiązujące układy. To nie prawda, że facetom
        zależy tylko na seksie. Nie radzę szukać kontaktów w necie, można
        się natknąć na seksoholików i inne układy nieciekawe i bez
        perspektyw. Proponuję oddzielenie się emocjonalne od męża, olanie go
        z jego inwektywami i pretensjoalnymi propozycjami i powrót do bycia
        kobietą.

        Pozdrawiam
        • kag73 Re: białe małżeństwo 08.10.09, 13:10
          Possesive, czytam to i czytam i nie wiem czy do konca sie z Toba
          zgadzam.
          Abstrahujac od tego, ze nie latwo jej zdecydowac sie jednak na
          kochanka, co rozumiem, kocha meza, zasady moralne, itp.
          Najwazniejsza rzecza jest, zeby moze uwolnic sie od naszego
          stereotypowego myslenia. Jej facet zgodzil sie na kochanka, tego bym
          sie trzymala. To nie jest w mich oczach zdrada, on dal przyzwolenie.
          Jest kolosalna roznica miedzy tym czy ktos chodzi w bok bez wiedzy
          partnera a sytuacja autorki. Przy calej wyrozumialosci dla
          wszystkich, facet rok czasu nie pomyslal o seksie z zona. Jasne,
          aseksualny jest, nie moze inaczej, ale ona ma potrzeby.
          To nie tak, ze ona nagle wymyslila se kochanka, bo facetowi sie
          odechcialo seksu, to juz trwa jakis czas. Ludzie czesto zapominaja,
          ze nie zyjemy 1000 lat, czas ucieka. Czasami trzeba rozpatrzyc swoje
          priorytety. Jasne jak sie bedzie dlugo zastanawiac jest szansa, ze
          bedzie po 50-tce i jej libido spadnie.
          Apropos, indovina, ile masz lat?
          Na miejscu autorki zostawilabym moralnosc w domu, zapomniala o
          wyrzutach sumienia, tym bardziej, ze maz tez ich nie ma a
          unieszczesliwia zone. Uwazam, ze nie powinnas miec wyrzutow
          sumienia, to powinnas wbic sobie do glowy. Nikogo nie ranisz, maz
          pozwolil. Mysle, ze dla meza i tak lepszym wyjsciem jest kochanek
          niz rozwod. Tak, dokladnie tak mysle, bo tutaj chociaz ma szanse, ze
          z nim zostaniesz. Szacunek do siebie mozesz miec nadal. Nie ma to
          nic do rzeczy.
          Zgodze sie z possesive, ze owszem zacznij dokas wychodzic. Wydaje mi
          sie, ze juz flirtowanie z innymi mezczyznami bedzie krokiem do
          przodu, bo pewnie i to nie jest dla Ciebie latwe. Uwazam, ze wtedy
          jezeli sie taki nadarzy a bedzies miala do niego slabosc i wielka
          ochote pojsc z nim do lozka, to po prostu to zrob. Najlepiej, zeby
          taki potencjalny kochanek znal Twoja sytuacje.
          Wbrew pozorom uwazam, ze nie zakochuje sie od perwszego razu, na
          poczatku ma sie to troszeczke pod kontrola. Poza tym mamy wplyw na
          nasza psychike, mozna sobie rozne rzczy zaprogramowac w glowie.
          Mowie sobie " z tym mezczyzna ide tylko do lozka" i to dziala jezeli
          masz takie podejscie w swojej glowie, przynajmniej dziala do czasu.
          Zawsze mozna sie wycofac.
          Jasne, zycie jest pelne niespodzianek, przynosi roznosci, czasem sie
          cierpi, ale czasem warto. Czlowiek jest mocny.
          Co ma teraz? Po jakie licho jej ciagnac takie malzenstwo? No tak, bo
          sie nie zakocha w kims tam i nie bedzie cierpiec. Ale moze chociaz
          prezyje cos pieknego i dlatego warto bylo.
          A moze po prostu dzieki temu bedzie spelniona kobieta, poprawia jej
          sie relacje z mezem. Tego nie wie nikt. Dlaczego ma na sile
          uszczesliwiac meza a w ogole nie myslec o sobie? Dlaczego, bo sa
          malzenstwem? Dobrze, beda dalej...albo i nie.
          Aha, indovina, macie dzieci?
          • possessive Re: białe małżeństwo 08.10.09, 13:35
            Kag lubię jak odpowiadasz na moje posty bo z sensem gadasz.:)
        • bi_chetny Re: białe małżeństwo 08.10.09, 14:28
          possessive: takie działania zakończą się romansem, jak w banku.
          • possessive Re: białe małżeństwo 09.10.09, 09:38
            bi_chetny napisał:

            > possessive: takie działania zakończą się romansem, jak w banku.
            >
            bi-chętny: nie wiem jak Indovina, ale zapewniam Cię, że istnieją
            kobiety które wiedzą czego chcą i panują nad sobą:-)
            • bi_chetny Re: białe małżeństwo 09.10.09, 13:58
              każda tak mówi :D
              • possessive Re: białe małżeństwo 10.10.09, 11:59
                Wiesz co? Nie dziwię Ci się wcale, że tak myślisz. I masz w tym
                mnóstwo racji. Na miejscu faceta nie byłabym sceptyczna nawet, lecz
                w depresji :-).
      • sara.pl Re: białe małżeństwo 08.10.09, 12:52
        Indovina,

        pięknie powiedziane i głeboki sens w tym, co napisałaś.

        Też właśnie próbuję tak żyć - jak to nazwałaś- oderwać się
        emocjonalnie od męża. Żyć swoim życiem. Tylko czasem jest trudno.

        Ale to wydaje mi się być dobrą drogą - żyć swoim życiem i odgrodzić
        się emocjonalnie. Trzeba próbować.

        Sara
        • prosta-kobieta56 Re: białe małżeństwo 08.10.09, 13:04
          Moim zdaniem a mowie to na podstawie swojego zycia to nie kochacie sie z mezem tak naprawde.Cos tam was laczy ale to napewno nie jest to uczucie bo jesli sie kocha to sie pragnie to podstawa.
          • sagittka Re: białe małżeństwo 08.10.09, 14:41
            > Moim zdaniem a mowie to na podstawie swojego zycia to nie kochacie
            sie z mezem
            > tak naprawde.Cos tam was laczy ale to napewno nie jest to uczucie
            bo jesli sie
            > kocha to sie pragnie to podstawa.

            Całkiem prawdopodobna wersja.
            Zastanów się, co łączy cię z mężem. Dlaczego nie wyobrażasz sobie
            życia bez niego. Czy kochasz go tak bardzo, że jesteś gotowa z
            rezygnować z życia erotycznego?
            Poproś, żeby on także powiedział szczerze do czego jesteś mu
            potrzebna w życiu?
            • kag73 Re: białe małżeństwo 08.10.09, 15:01
              Pkobito i sagittko, nie musiscie miec racji. Jest duzo rzeczy poza
              seksem, ktore ludzi laczy. Latwo powiedziec, ze sie nie kochaja. Bo
              w glowie nam sie nie miesci, ze nie musi sie kogos pragnac jak sie
              go kocha. Ona go pragnie, ON MA PROBLEM Z SEKSUALNOSCIA, albo jest
              aseksualny albo innej orientacji seksualnej, albo jeszcze cos
              innego, po prostu tak ma. Nic mnie juz na tym swiecie nie zdziwi,
              bywaja rozne rzeczy, o ktorych nie mamy pojecia a jednak.
              Ludzie sie do siebie przywiazuja, laczy ich wiele, przyjazn, dzieci,
              wspolne zainteresowania, wspolna przeszlosc i wiele wiecej. Czasami
              przeceniamy waznosc seksu a z drugiej strony ja wyolbrzymiamy. A
              wbrew pozorom sa tysiace roznych rzeczy tak samo waznych jak seks,
              bo sam seks do zwiazku tez nie wystarczy. Takie proste to to nie
              jest.
              Dopoki czlowiek sam nie znajdzie sie w takiej sytuacji nie potrafi
              sobie tego wyobrazic.
              My stoimy z boku, nie mamy emocji, mozemy spojrzec na to trzezwo,
              ona nie.
              Jak to do czego jest mu potrzebna w zyciu, kazdy chce byc kochany,
              miec rodzine, nie byc samotny, milo spedzac czas, z osoba ktora lubi
              albo kocha. Powodow jest wiele.
      • aandzia43 Re: białe małżeństwo 08.10.09, 14:42
        > Mija kolejny dzień od naszej rozmowy i nic. Nie oczekuję, że mój
        mąż
        > tak z dnia na dzień podejmie jakąś decyzję ale mógłby chociaż
        > powiedzieć, że myśli o nas, że zastanawia się nad rozwiązaniem
        > naszego problemu. A tu cisza.

        Nie oczekuj, że mąż w ogóle podejmie jakąś decyzję. Nie podjął jej
        przez tyle lat, więc czemu nagle, kiedy jego wygodna sytuacja nie
        uległa żadnej zmianie, miałby ruszyć zad. To, ze ty sobie przy nim
        popłakałaś, a on ładnie się wysłowił, nie jest samo w sobie żadnym
        wstrząsem. A tylko wstrząs, moim zdaniem, mógłby skłonić twojego męża
        do jakiejś konkretnej akcji. Szkoda życia, kobieto. Nie namawiam na
        kochanka już teraz, zaraz i natychmiast. Namawiam na zajęcie się
        sobą. Odcięcie się od męża. Wyjście z tej bezpłciowej, dusznawej
        atmosfery twojego związku do innych mężczyzn. I nie po to, by się od
        razu bzykać. Tylko po to, by się spróbować na nowo odnaleźć w swiecie
        złożonym z kobiet i mężczyzn (a nie tylko braci i sióstr). Co się
        wydarzy potem, do jakich wniosków dojdziesz, keidy zaczniesz się na
        nowo określać, jako jednostka seksualna - nie wiadomo. Co by się nei
        wydarzyło bedzie i tak lepsze od tego usychania. Wizyta u psychologa
        też miałaby sens.
        Powtarzam się, bo podobnie pisała Possesive. Ale ta sama kwestia
        powtórzona dwa razy ma większe szanse zapaść w umysł:-)
        Powodzenia
        • anula36 Re: białe małżeństwo 08.10.09, 23:27
          a ja uwazam ze jak sie kogos kocha to chce sie go uszczeliwic, a nie spieprzyc komus zycie kosztem wlasnego milego spedzenia czasu.
    • indovina Re: białe małżeństwo 09.10.09, 00:04
      Właśnie w tym problem, że nie jesteśmy tylko małżeństwem. Jesteśmy
      też rodziną, mamy dziecko. I to ma ogromne znaczenie w całej tej
      sytuacji. Nie wyobrażam sobie, żeby dziecko ucierpiało z powodu
      naszego niedopasowania seksualnego.
      Chyba nie jest ze mną aż tak źle, bo flirtuję z mężczyznami :-) Może
      to taka forma kompensacji braku seksu, bo nasiliło się zwłaszcza w
      ostatnich miesiącach? Mało tego w ciągu tego czasu zmieniłam swój
      image; ze sportowego stylu przerzuciłam się na spódniczki i na buty
      na szpilkach. To nie było zamierzone. Wyniknęło z jakiejś silnej
      wewnętrznej potrzeby. I w sumie z tego to się bardzo cieszę, bo
      podoba mi się ten mój nowy image :-) Zastanawiam się, czy taka
      metamorfoza nastąpiłaby, gdybym miała normalne życie seksualne?
      Mimo Waszych zapewnień ja i tak wciąż widzę same ciemne strony
      posiadania kochanka. Oczywiście oprócz spełnienia się mojego
      marzenia, jakim jest kochać się z mężczyzną, który mnie pragnie.
      Ponadto im dłużej o tym myślę, tym coraz bardziej zdaję sobie
      sprawę, że nie poszłabym do łóżka z mężczyzną tylko dla samego
      seksu. U mnie bazą musi być więź emocjonalna. Dla mnie seks to
      dopełnienie miłości a nie odrębny akt. I może to właśnie mnie
      blokuje? Kocham mojego męża i dlatego tylko z nim chcę się kochać.
      Są w moim otoczeniu mężczyźni, którzy mi się podobają i pociągają
      mnie fizycznie a mimo wszystko nie wyobrażam sobie wylądować z nimi
      w łóżku.
      Anula36, ja też uważam, że ukochaną osobę należy uszczęśliwiać. Ale
      to powinno działać w obie strony. Ja uszczęśliwiam mojego męża od
      roku: zero seksu, żadnych wyrzutów z tego powodu, żadnych insynuacji
      ani nawet podtekstów o tematyce seksualnej. I co? Wcale się nie
      czuję jak żona, która uszczęśliwia męża. Czuję się po prostu jak
      męczennica.
      • anula36 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 00:40
        Ale ja to pisalam o Twoim mezu - zamiast cie uszczesliwiac- udrecza.I doskonale zdaje sobie z tego sprawe.Nie uznaje takiej "milosci". Taka mnie naszla refleksja po tych dyskusjach o milosci bez pociagu seksualnego- bez dobrego seksu to moze byc przyjazn, kumpelstwo, wspolokatorstwo,ale zadna milosc.
        • kag73 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 01:14
          Anula, a o platonicznej milosci kiedys slyszalas? Tez bywa.
          To co on moze zrobic, ze on jest inny? Ludzie sa wbrew pozorom
          egoistami, jemu dobrze, co ma zmieniac. Nazywali to jak chcieli,
          jemu z tym dobrze.
          Poza tym zaproponowal kochanka a ze zona nie korzysta, to juz inna
          kwestia.
          Niech zona zaproponuje rozwod, moze go to ruszy? Moze jest zbyt
          pewien jej milosci.
          Ja rozumiem, kocha go, dlatego nie wyobraza sobie znalezienia
          kochanka.
          Nie jsetem jasnowidzem, ale przypuszczam, ze:
          Indovina nie zdecyduje sie ani na kochanka ani na odejscie od meza.
          Bedzie dalej tkwila w tym zwiazku, moze sporadycznie przydarzy jej
          sie seks z mezem. Bedzie mniej lub bardziej sfrustrowana, fazami. Az
          w koncu bedzie w wieku gdzie seks przestanie byc tematem.
          Nie szkodzi, najwazniejsze, zeby mu kiedys w chwili slabosci nie
          wypomniala, ze zmarnowala u jego boku najlepsze lata. Tak jednak nie
          musi byc.
          Moze teraz indovina zapyta go co postanowil. Beda rozmawiali,
          rozmawiali, rozmawiali. Obym byla falszywym prorokiem.

          Rozumiem Cie, indovino, sytuacja Cie meczy, chcesz sie tutaj
          wygadac, znalezc zrozumienie, trudno dusic wszystko w sobie. Dobrze,
          moze i to na chwile pomaga, ale na tym sie skonczy, bo nie jestes w
          stanie zaprowadzic radykalnych zmian w swoim zyciu. Wcale Cie za to
          nie winie, stwierdzam tylko fakt. Tylko Ty sama musisz wiedziec jak
          bardzo doskwiera Ci brak seksu i niebycia pozadana i czy potrafisz z
          tym zyc, albo powiedzmy, jaka to zycie ma jakosc, bo zyc sie da.

          • niezapominajka333 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 08:39
            Ja też nie sądzę, żeby z własnej woli zdecydował się na jakieś
            działania.
            Indovino
            Raz jeszcze przejrzałam twoje posty. Również te sprzed kilku lat.
            Z tego, co rozumiem, jesteście ok. 12 lat po ślubie. Seks na
            początku był ok. Nie był czymś brudnym i zwierzęcym. Od kiedy zaczął
            unikać seksu?

            Tak patrzę na twoje wypowiedzi i dochodzę do wniosku, że ustawiłaś
            się w sytuacji patowej. Możesz czekać do usranej śmierci na to, że
            • niezapominajka333 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 08:42
              z jakiegoś powodu przy wysyłaniu ucięło mi pół wypowiedzi. Reszta
              potem:)
          • niezapominajka333 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 08:44
            Ja też nie sądzę, żeby z własnej woli zdecydował się na jakieś
            działania.
            Indovino
            Raz jeszcze przejrzałam twoje posty. Również te sprzed kilku lat.
            Z tego, co rozumiem, jesteście ok. 12 lat po ślubie. Seks na
            początku był ok. Nie był czymś brudnym i zwierzęcym. Od kiedy zaczął
            unikać seksu?

            Tak patrzę na twoje wypowiedzi i dochodzę do wniosku, że ustawiłaś
            się w sytuacji patowej. Możesz czekać do usranej śmierci na to, że
            twój mąż podejmie jakieś działania naprawcze.

            Nie chcę tu deprecjonować wagi poważnej szczerej rozmowy, bo akurat
            jestem zdania, że rozmowy mają sens i przynoszą wiele dobrego, ale
            nie mają magicznej mocy sprawczej.

            Rozmowa daje wiedzę tobie i mężowi.
            Jaką wiedzę uzyskał twój mąż?
            Że niczego od niego nie oczekujesz.
            Chciałaś mu tylko uświadomić co się z tobą dzieje.

            Powiedziałam, że ponieważ znam jego nastawienie do seksu, to nie
            chcę go już do niego nakłaniać i tak naprawdę to już nie mam ochoty
            kochać się z nim wiedząc, jakie to dla niego poświęcenie i co o tym
            myśli. Ale że z drugiej strony nie wyborażam sobie mieć kochanka.
            Tutaj mąż sam się domyślił moich obaw o zakochanie się.
            W tym momencie oboje uświadomiliśmy sobie, że znaleźliśmy się w
            punkcie bez wyjścia. Mąż zapytał czego w tej sytuacji oczekuję.
            Powiedziałam, że chciałam, żeby wiedział w jakim jestem stanie,
            jakie są moje myśli i że martwi mnie, że czuję nawet blokadę przed
            przytulaniem i pocałunkami. I że mam nadzieję, że dzięki tej
            rozmowie, dzięki temu, że się przed nim otworzyłam, wyrzuciłam z
            siebie to wszystko, to chociaż ta blokada zniknie.

            Zero oczekiwań, zero działań.
            Nawet terminu nie określiłaś.
            Jak chcesz faceta zmobilizować?
            Olbrzymia większość ludzi działa reakcyjnie, nie zapobiegawczo.
            Czyli działamy w sytuacji, gdy stan związku się drastycznie pogorszy.

            W którymś wcześniejszym wątku sprzed lat zastanawiałaś się, czy twój
            mąż cię nie zdradza, bo zmienił swoje zachowanie, założył nowe hasło
            w komputerze itp.
            Może to jest jakiś trop? Raczej trudno oczekiwać, żeby w szczerej
            rozmowie przyznał się do fascynacji kimś innym.

            A co do seksu, to sądzę, że potrzeby w tym względzie ma, tylko
            załatwia to samodzielnie, bo nie chce z tobą. Nie wnikam tu czy w
            ogóle ma blokady i jakie, tylko że napięcie rozładowuje sam, a nie z
            tobą. Być może w kompie ma pełno filmików, może w historii
            znalazłabyś pełno linków do stron xxx? Może pisuje pikantne liściki
            do innych kobiet, a przed tobą udaje że seks jest brudny i zwierzęcy.

            Nie jestem przekonana, czy naprawdę zgodziłby się na kochanka, gdyby
            przyszło co do czego. Może ta zgoda nic go nie kosztuje, bo jest
            pewny twoich uczuć.

            Mam jeszcze parę uwag, ale teraz brak czasu.
            Pozdrawiam.

            • kag73 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 11:40
              Nizapominjaka, dokladnie sie z Toba zgadzam. Zamiast konkretnie
              powiedziec mezowi "Jest tak i tak, rok bez seksu, odchodze, albo
              zgodnie z Twoja propozycja szukam kochanka". Konkret. Ona niby tak a
              siak, ciezko jej, ale nie potafi poszukac kochanka, bo go kocha,
              zalezy jej, to se facet bedzie plywal dalej. Juz wspomnialam, ze nie
              mozna w takiej sytuacji delikatnie i zapewniac faceta o wielkiej
              milosci cokolwiek by sie nie stalo.

              Hmm, moze dobrze myslisz, nie znam wczesniejszych postow indoviny.
              Moze jednak sa inne powody, moze kochanka, ale wtedy chociaz dla
              kamuflazu kochalby sie od czsu do czasu z zona, co nie?
              Moze powinna mu sie dokladniej przyjrzec i temu co robi.
            • arronia Re: białe małżeństwo 09.10.09, 15:55
              > Być może w kompie ma pełno filmików, może w historii
              > znalazłabyś pełno linków do stron xxx? Może pisuje pikantne liściki
              > do innych kobiet, a przed tobą udaje że seks jest brudny i zwierzęcy.

              Jeśli nawet są filmiki/flirty/..., to nie musi znaczyć, że udaje przed żoną, że
              seks jest brudny. Może tak to czuje. Może mu się te sprawy rozjechały, seks jest
              brudny, żona czysta. Do tego stopnia, że nie umie tych dwu dziedzin połączyć? Do
              takich spraw to by się terapeuta przydał.
              • niezapominajka333 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 17:06
                Masz rację, że może mu się sprawy rozjechały. Ale wygląda na to, że
                do terapeuty iść nie chce. Przynajmniej po to, żeby było lepiej.
                Ale po to, żeby ratować związek może się przełamać. Tylko musi mieć
                prawdziwe poczucie zagrożenia.
                I świadomość, że unikanie seksu jako czegoś brudnego prowadzi do
                rozpadu związku i on za ten rozpad będzie odpowiedzialny.
                To on powinien naprawiać swoją psychikę, a nie wymyślać opcję z
                kochankiem dla żony.
                Indovina w takim stanie prędzej czy później trafi na faceta, który
                ją zafascynuje (bo na razie chyba takigo nie ma) a wtedy żegnajcie
                zasady i do widzenia drogi mężu.
          • anula36 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 09:28
            milosc platoniczna jest fajna dla malolaty zadurzonej w idolu- w malzenstwie doroslych ludzi to wygodna dla niektorych bzdura.
            Dla mnie zadna 'innosc" nie jest usprawiedliwieniem dla dreczenia innych. Ludzie sa egoistami to prawda- wyglada na to ze jedynym wyjsciem jest byc wiekszym egoista.Moze mu i nie wypomni ze zmarnowala z nim najlepsze lata, ale co to a jesli i tak bedzie to widziec?
      • kag73 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 17:23
        Indovina napisala:

        "Ponadto im dłużej o tym myślę, tym coraz bardziej zdaję sobie
        sprawę, że nie poszłabym do łóżka z mężczyzną tylko dla samego
        seksu. U mnie bazą musi być więź emocjonalna. Dla mnie seks to
        dopełnienie miłości a nie odrębny akt. I może to właśnie mnie
        blokuje? Kocham mojego męża i dlatego tylko z nim chcę się kochać.
        Są w moim otoczeniu mężczyźni, którzy mi się podobają i pociągają
        mnie fizycznie a mimo wszystko nie wyobrażam sobie wylądować z nimi
        w łóżku."

        Nie wyobrazasz sobie pojscia do lozka z facetem, ktorego nie
        kochasz, bo jeszcze nigdy tego nie zrobilas.
        To co naprawde blokuje Cie przed kochankiem/seksem z innym mezczyzna
        to fakt, ze kochasz meza i Twoje zasady moralne.
        Przyjmijmy, czysto teoretycznie, ze moglabys "wyciac" meza i zasady
        moralne z Twojej glowy...do tego mezczyzna, ktory Ci sie podoba,
        pociaga Cie fizycznie, odpowiednia atmosfera i okolicznosci, mila
        rozmowa, flirt, wino, pozadanie, ktore widzisz w jego oczach, jego
        chec seksu z Toba, do tego Twoje "wyglodzenie" wiadomo...moge sie
        mylic, ale mysle, ze wyladowalabys z nim w lozku mimo, ze go nie
        kochasz.
        • romulus11 Re: białe małżeństwo 09.10.09, 23:48
          Mnie zastanawia jedno.Mlody mezczyzna,bzykal sie po kilka razy
          dziennie,nagle zaprzestaje.Po sobie wiem,ze po kilku dniach bez,rozrywa
          mnie.Ba,gorzej,boli mnie jak cholera,jadra,czy tam prostata,dokladnie nie
          wiem i dopiero gdy ulze,zaczynam funkcjonowac.Oczywista jest rzecza,jezeli
          jestem z moja polowka robimy to razem,bo mamy obopolna przyjemnosc i
          frajde.
          Dlatego, nie rozumiem i tu jestem dyletantem,jak facet majac obok
          kobiete,moze rok czy dluzej wytrzymac bez seksu z kobieta.
          Mysle, ze jest to jakis problem z psychika i wymaga pilnego leczenia.
          Dlatego namawiam Autorke do zdecydowanego wyslania partnera do
          lekarza,gdyz ma jakis problem.
          I tu trzeba zawalczyc,o siebie,o Was.
          Jezeli zdradza,to inna polka,jezeli nie,warto zdecydowanie powalczyc,bo
          zycie ma sie tylko jedno.
    • ki_czort Re: białe małżeństwo 10.10.09, 17:24
      A mi się cała sytuacja wydaje żałosna. Facet, który mówi kobiecie: 'słuchaj słonko, nie chcę mi się Ciebie pukać, to może sobie kogoś znajdziesz, co?' to dla mnie objaw zupełnego olania. Co to za facet jest? Nie wyobrażam sobie, że można kogoś kochać i powiedzieć mu coś takiego. Owszem, ludzie się różnią temperamentami, ale między wami jest jeszcze chyba jedna różnica. On już Ciebie zlał kompletnie, a Ty go jeszcze nie.

      To on Ciebie ma za sublokatorkę, a te głaski od czasu do czasu to chyba jak mu obiad smakował albo koszula ładnie uprasowana. Psa się też od czasu do czasu klepie po głowie jak grzeczny.
      • bi_chetny Re: białe małżeństwo 12.10.09, 13:54
        ja mogę wyobrazić sobie taką sytuację - nie mogę dać żonie seksu, albo ilość
        którą dać mogę jest znikoma w porównaniu do jej temperamentu. Poza tym wszystko
        jest super. I co robić w takim przypadku ? Tracić taką fantastyczną kobietę ?
        • zakletawmarmur Re: białe małżeństwo 12.10.09, 18:30

          Czyli generalnie wychodzi na to, ze dobry interes zrobiłeś wiążąc
          się z kobieta o niższym libido. Przyznaj, ze bardziej opłaca się
          mieć niskolibidowa żonę i bzykać wysokolibidowe zony innych facetów,
          niż mieć wysoko-libidowa żonę, która bzykaj ci inni...

          Gdyby takie cos było norma to z wysokolibidowymi już totalnie nikt
          nie chciałby się żenić:-)
          • bi_chetny Re: białe małżeństwo 13.10.09, 10:07
            chciałbym mieć wysokolibidową żonę, która ma minimalnie niższe libido niż ja.
            Byłob ideolo :)
        • indovina Re: białe małżeństwo 12.10.09, 21:52
          bi_chetny, to nie jest tak do końca jak piszesz. Tak naprawdę
          nierozwiązany problem (jakikolwiek) kładzie cień na relacjach w
          związku. Możemy być dla siebie mili, uczynni, prawić sobie
          komplementy, zapewniać o miłości i sprawiać sobie niespodzianki
          ale... to nie rozwiązuje problemu.
          A taki nierozwiązany problem w takim związku, to jak kamyk w modnym,
          eleganckim i wygodnym bucie.
          Uwiera.
          I nie pozwala o sobie zapomnieć.
          • aandzia43 Re: białe małżeństwo 13.10.09, 09:33
            Zgadza się. Niezaspokojona, a bardzo istotna dla jednej strony potrzeba
            (niekoniecznie seksualna) niszczy związek. Żeby nie wiem jak słodko poza tym było.
            • bi_chetny Re: białe małżeństwo 13.10.09, 10:10
              dlatego w przypadku zaspokojenia tej potrzeby przez kogoś innego może związek
              uraotwać - to bardzo trudne i pewnie rzadko się udaje. Ale możliwe jest. Weźmy
              Dygata i Jędrusik :)
              • indovina Re: białe małżeństwo 13.10.09, 22:24
                Bi_chetny, to jest możliwe ale tylko w przypadku, gdy kobieta umie
                oddzielić seks od miłości. A jak życie pokazuje prędzej czy później
                kobieta jednak zakochuje się w swoim kochanku.
                • bi_chetny Re: białe małżeństwo 14.10.09, 13:44
                  indovina napisała:
                  > Bi_chetny, to jest możliwe ale tylko w przypadku, gdy kobieta umie
                  > oddzielić seks od miłości. A jak życie pokazuje prędzej czy później
                  > kobieta jednak zakochuje się w swoim kochanku.

                  mężczyzna też nie zawsze to potrafi. nawet jeśli tak nam się wydaje,
                  rzeczywistość może spłatać nam figla.
        • missy_moo Re: białe małżeństwo 13.10.09, 16:59
          BI,

          ja tak mam. Maz jest idealem, poczucie humoru, dusza towarzystwa, rozsadny,
          mnostwo zainteresowan, imponuje mi intelektualnie, mamy podobne zasady/wartosci.
          Ale seksu brak. On nie jest wysokolibidowy, to ja nie mam ochoty. Nie czuje do
          niego pociagu - wcale. I az mi sie chce plakac ze taki fantastyczny zwiazek mam
          z takim fantastycznym facetem tylko mnie nie podnieca zupelnie...
          • bi_chetny Re: białe małżeństwo 14.10.09, 13:45
            missy_moo: a jest ktoś inny wobec kogo czujesz pożądanie ?
            Zgodziłabyś się na kochankę ?
            • missy_moo Re: białe małżeństwo 20.01.10, 12:01
              bi_chetny napisał:

              > missy_moo: a jest ktoś inny wobec kogo czujesz pożądanie ?
              > Zgodziłabyś się na kochankę ?
              >
              >

              dawno mnie tu nie bylo...

              bi - tak jest ktos wobec kogos czuje pozadanie. Szalone pozadanie. :(

              Nie wiem, czy bym sie zgodzila na kochanke jego - trudno powiedziec na 100%, ale
              moze tak?
              • bi_chetny Re: białe małżeństwo 26.01.10, 11:52
                missy-moo: opowiedz coś więcej
    • indovina Re: białe małżeństwo 10.10.09, 21:06
      Niezapominajko, masz rację. Powinnam była porozmawiać konkretnie.
      Ale w sumie wtedy nie wiedziałam, co chcę osiągnąć. Liczyłam na
      pomysł, inicjatywę ze strony męża. A tu tydzień mija i nic. Nawet
      dzisiaj, gdy zapytał o czym tak myślę i odpowiedziałam wymijająco,
      że o życiu, to on skwitował, że jak zwykle nie chcę z nim rozmawiać.
      Zatkało mnie. Bo niby kto po roku milczenia podjął temat? On czy ja?
      Odpowiedziałam, że wie już o mnie wszystko.
      Co do moich podejrzeń w przeszłości odnośnie braku wierności mojego
      męża, to w którymś momencie odpuściłam sobie szukanie dowodów. Po
      prostu stwierdziłam, że są ciekawsze rzeczy w życiu do robienia. Co
      nie znaczy, że w 100% mu ufam ;-)
      (Muszę sobie poczytać te stare posty, bo już nawet ich nie
      pamiętałam :-)
      Obawiam się tego, co napisałaś Niezapominajko i też o tym już
      myślałam. Tak może faktycznie być, że któregoś dnia spotkam
      mężczyznę, którym się zafascynuję do tego stopnia, że zapomnę o
      bożym świecie z zasadami włącznie (Kag, proszę Cię nie pisz tak
      obrazowo ;-)
      Romulusie, pytałam kiedyś męża czy nie odczuwa dolegliwości bólowych
      czy chociaż napięcia z powodu braku seksu. Powiedział, że nie. Dla
      mnie to też dziwne. Ale może psychika tak działa, że nawet naturalne
      fizjologiczne doznania blokuje?
      Ki_czort, ostro napisane ale niestety prawda :-(
      Przez ten tydzień przemieliłam moją rozmowę z mężem wzdłuż i wszerz.
      Z uwagą czytałam Wasze wypowiedzi. One mi naprawdę pomagają. Nie
      dlatego, że mi lżej, tylko dlatego, że zaczyna mi się powoli układać
      w głowie co robić dalej.
      • kag73 Re: białe małżeństwo 10.10.09, 23:55
        Moge sie mylic, ale wydaje mi sie, ze Twoj maz "recznie" zaspakaja
        swoje potrzeby seksualne. A moze ma kochanke? Ja bym go
        troche "sprawdzila" w obliczu takiej sytuacji. Zeby sie potem nie
        okazalo, ze Ty naiwnie go kochasz i tkwisz w zwiazku a on chodzi na
        boki.
        A przede wszystkim wkrotce zapytalabym co zamierza konkretnie
        zrobic, zeby zmienic obecny stan rzeczy, bo mozna czekac rok ale nie
        tydzien:))
    • zorka64 Re: białe małżeństwo 11.10.09, 10:01
      Też mam taki problem mąż nawet mnie nie dotknął przez ...ok 15 lat (?)
      nic a nic. Zaznaczam, że nie mam kochanka nie mam nikogo. Wpadłam w ciężka
      depresję, czuję jak życie mi ucieka ( mam 45 lat ). Wiesz co Ci powiem uciekaj z
      tego związku jak najprędzej, bo potem tak zgorzkniejesz, że sama z sobą też
      sobie nie poradzisz (tak jak ja). Nie patrz na nic Ty jesteś najważniejsza. Do
      mnie dotarło to dopiero teraz - ale teraz straciłam już wszystko - chęć do życia.
    • indovina Re: białe małżeństwo 11.10.09, 14:41
      Znowu porozmawiałam z mężem. I... załamałam się. On był zaskoczony,
      że to już tydzień minął od naszej ostatniej rozmowy.
      Oczywiście nie ma żadnej propozycji :-(
      Za to ja miałam.
      Podczas poprzedniej rozmowy powiedział, że czasami ma nawet ochotę
      na seks i jest to wtedy silniejsze od tych jego uprzedzeń. Zapytałam
      dlaczego nic z tym nie zrobił a on na to, że próbował ale ja się
      odsunęłam. Tak na marginesie, to to było rok temu. Ale ten czas
      leci, co? ;-) A odsunęłam się, bo parę godzin wcześniej mieliśmy
      rozmowę, po której postanowiłam, że mam dosyć tego wymuszania i
      poniżania się. Od tamtej właśnie pory ja przestałam zabiegać a on...
      też poprzestał na tym jednym razie.
      No więc teraz powiedziałam, że widzę dwa rozwiązania. Albo będzie
      chociaż dążył do zbliżeń wtedy, gdy będzie mial na to ochotę
      (oczywiście pod warunkiem, że będzie to częściej niż raz na rok)
      albo niech mi napisze na kartce, że zgadza się, żebym miała kochanka
      (dziękuję Wam za podpowiedź :-).
      Nie będę przytaczać całej rozmowy ale reasumując na pewno niczego
      nie napisze na kartce (bo mogę ją wykorzystać w niecny sposób, np.
      ogłosić w prasie; ta o niczym innym nie marzę). Natomiast postara
      się częściej ze mną kochać. Mówił, że ma wyrzuty sumienia. I w ogóle
      przepraszał, że muszę z nim rozmawiać na takie tematy. Ja
      powiedziałam, żeby przestał przepraszać, tylko żeby działał.
      Tak oto znaleźliśmy się w punkcie wyjścia.

      Zdradzać to raczej nie zdradza. Bo już dwa razy podobały mu się
      jakieś laski i ja to od razu wyczułam. On tego nie widzi ale zmienia
      się wtedy w zachowaniu ;-)
      • kag73 Re: białe małżeństwo 11.10.09, 15:13
        Ach, indovina, rece mi opadaja. To co, teraz bedziesz czekala, ze on
        moze dwa razy do roku bedzie mial ochote.
        Poza tym ochota czasem przychodzi, jezeli ludzie daja sobie troche
        czsu, ida wczesniej do lozka, przytulaja sie, glaszcza, moze o czyms
        erotycznym sobie rozmawiaja, w taki sposob sie mozna rozkrecic. Po
        wielu latach to juz nie tak czesto ludzie tak spontanicznie sie na
        siebie rzucaja. Poza tym nie zawsze tak idzie, dziecko, praca, brak
        czasu. Czasem trzeba zaplanowac. Jak to mowia apetyt rosnie w miare
        jedzenia. Niby nie jestes glodna ale jak zaczniesz jesc...nabierasz
        apetytu jednak.
        Co mi sie wydaje, ze zmarnujesz nastepny rok.
        Pal szesc z pisaniem na pismie, co kogo obchodzi z czyjej winy
        bedzie rozwod. Jestes dorosla, niezalezna kobieta, poradzisz sobie.
      • aandzia43 Re: białe małżeństwo 11.10.09, 15:37
        Dzielna dziewczyna:-)

        > Nie będę przytaczać całej rozmowy ale reasumując na pewno niczego
        > nie napisze na kartce (bo mogę ją wykorzystać w niecny sposób, np.
        > ogłosić w prasie; ta o niczym innym nie marzę). Natomiast postara
        > się częściej ze mną kochać. Mówił, że ma wyrzuty sumienia. I w ogóle
        > przepraszał, że muszę z nim rozmawiać na takie tematy. Ja
        > powiedziałam, żeby przestał przepraszać, tylko żeby działał.
        > Tak oto znaleźliśmy się w punkcie wyjścia.

        Oczywiście, że na piśmie nic ci nie da, bo ustne przyzwolenie na kochanka dał
        tylko dlatego, że był pewien twojej wierności.
        "Postara się częscije ze mną kochac" Teraz zapytaj, jak konretnie ma zamiar tego
        dokonac. Ochota mu podskoczy i zamiast jednego wzwodu w twoim kierunku na pół
        roku wzrośnie do jednej na kwartał? I ten wzwód wykorzyst w igraszkach z tobą.
        Czy może zrobi coś ze swoim wstrętem do seksu w ogóle? Czy przyszło ci do głowy,
        że jeśli ma wstręt do seksu, to znaczy, że ma jednocześnie wstręt do jakiegoś
        istotnego kawałka ciebie? Do ciebie, jako istoty cielesnej i seksualnej. Kurde,
        przygnębiające.
        • indovina Re: białe małżeństwo 12.10.09, 22:11
          Teraz to ja sobie będę czekała na inicjatywę męża. Ale tym razem to
          będzie inne czekanie niż to sprzed roku. Dociera do mnie, że walę
          głową w mur. Zmieniam się i jeśli mój mąż niczego nie zrobi, to nie
          zatrzyma tego procesu. I ja już też nie chcę.
          Oczywiście jeśli zobaczę jakikolwiek gest wykraczający poza zwykłe
          przytulenie, to pomogę mojemu mężowi. Bo przede wszystkim chcę, żeby
          to nam się udało.
          Sama jednak niczego nie zdziałam. A ostatnie zdarzenia, to że ja
          inicjowałam obie rozmowy i to, że po żadnej z nich nic się nie
          zmieniło, niczego dobrego nie wróży...
          • trzylatka Re: białe małżeństwo 13.10.09, 02:21
            Niestety, ale sadze ze nic sie nie zmieni. Nie wiemdlaczego, ale
            sadze ze on moze ale nie z Tobą. Zablokowal sie.
    • ma.linowa ja też mam tak samo..... 13.10.09, 09:23
      witaj indivina, przeczytałam twojego posta i.....rozumiem cię dobrze, mam to samo, tyle, że dłużej,już ponad 2 lata :(
      Męczę się okropnie, schnę i nie wiem co robić... Depresja kompletna. Nie mam z kim o tym rozmawiać, znalazłam ten watek, poczytam go zaraz, ale NAJPIERW musiałam to napisać, bo poczułam się niesamowicie -jakbym czytała o sobie, i swoją skargę...
      pozdrawiam cię
    • ma.linowa aseksualny mąż 13.10.09, 12:50
      Nooo...poczytałam sobie posty tego wątku. Dużo życiowych prawd piszecie dziewczyny. Widać z tego, że problem nie jest taki rzadki.
      Ja borykam się z niedostatkiem seksu w związu już pare lat, a ostatnio po prostu z jego brakiem. Jestem dojrzałą kobietą (dorosla córka), i zaręczam was, że z wiekiem potrzeba seksu nie zanika. Na pewno się zmienia, może bardziej pragnie się czułości i intymności niż dzikiego pożądania, które zaślepia. Ale jedno jest pewne, jak już tu napisała anais_nin66ś napisała - bez seksu niestety bliskosć wygasa....cytuję poniżej, bo podpisuję się całkowicie:
      ................
      anais_nin666 03.10.09, 17:33
      Oddalać się będziecie z każdym rokiem. Seks to jednak ważne spoiwo. Na tyle ważne, że bez niego związek sie rozpada.
      Seks, czulosc, deliaktny dotyk. To wszystko powoduje, ze warto walczyc. Gdy brakuje tych elementow jalowosc wygrywa. Motywacja spada. Energia zanika.
      Wyostrza sie wzrok, na innych;)
      --
      ............

      Rozmowy są ważne, ale z mojego doswiadczenia niestety nie są powodem zmian. Powodem do zmiany jest jakiś silny bodziec - trauma, zagrozenie albo odwrotnie sukces, nagroda od losu. Rozmowa daje wiedzę, na pewno trzeba rozmawiać. I to konkretnie. My kobiety mówimy o swoich odczuciach i pragnieniach, a faceci nic z tego nie rozumieją. Rzadko kiedy rozumieją, nawet jak się powie dokładnie kawa na ławę. Ale jest szansa,że przyjmą do wiadomości. Na to, że się domyśli, to nie masz co liczyć.
      I niestety czytając kolejne twoje wpisy, sądzę, że twój chowa głowę w piasek. Udaje, że problemu nie ma, albo, że przecież pracuje nad tym, bo rozmawiał z tobą, i to nie raz....
      Smutna to refleksja, ale pożądania niestety nie można "wygadać"...
      Dlaczego decydujemy się na bycie w takich zwiazkach?, "białych", aseksualnych? Dlaczego ta druga strona rezygnuje z seksu i skazuje związek na okaleczenie i w rezultacie na nieuchronną kleskę?
      pozdrawiam
      • filemonka.4 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 15:17
        wow... od czego tu zacząc....cóż my żyjemy już w celibacie ponad
        trzy lata... płakac mi się chce jak o tym myślę i ciężko mówic...
        jesteśmy po ślubie ponad 15 lat, na początku wszystko było ok,
        chociaż mąż nigdy nie był nadaktywny tzn nigdy nie było sytuacji
        żebym to ja musiała wymigiwac się od zbliżeń z nim, że tak powiem mi
        się zawsze chciało ;)
        powoli z czasem nasze zbliżenia następowały coraz rzadziej... co
        jeszcze nie było tragedią...
        w roku 2006 znaleźliśmy się na emigracji, nasze dorastające dzieci
        były wtedy jeszcze w Polsce z dziadkami, byliśmy tylko my dwoje i
        wydawac by się mogło że wtedy to mogliśmy sobie poszalec, nic
        bardziej mylego wtedy nagle się wszystko urwało, moje wszelkie próby
        spełzły na niczym, po prostu masakra...
        ciężko się z moim mężem rozmawia bo jak można rozmawiac z kimś kto
        milczy jak głaz...
        nie sądzę też aby aby mój mąż miał kogoś innego, to prawie
        niemożliwe, zawsze jest w domu i pracujemy razem, na romans musiałby
        poświęcic trochę czasu, a on nawet w weekendy siedzi w domu
        nigdy nikomu na ten temat nic nie mówiłam, wiecie jak to jest
        zdaję sobie sprawę że podstawową sprawą jest rozmowa, ale
        wiecie ja myślę że się strasznie boję tej rozmowy bo podświadomie
        tkwi we mnie przekonanie że powodem braku zainteresowania seksem
        jest moja nieatrakcyjnośc, boję się że jak zacznę z nim rozmawiac to
        usłyszę ze już mnie nie kocha, że już nie jestem atrakcyjna itd
        te ponad trzy lata próbowałam cierpliwie czekac, coś robic np
        atmosfera w sypialni, sexowna bielizna do spania, ziółka, dania
        które są afrodyzjakami, przytulanie, głaskanie itd itp i kurde nic
        on wciąż jest jak głaz
        jedyną zaletą tej całej sytuacji jest to że nie muszę już brac
        żadnych prochów antykoncepcyjnych

        po tych trzech latach sama już nie wiem czy mam ochote na sex czy
        nie, jednak jego brak mnie zdecydowanie unieszczęśliwia
        chociaż właściwie jak tak pomyślę ... to czarę goryczy zaczęło
        przepełniac coś innego, tzn gdy nasze pożycie ustało starałam się w
        jakikolwiek sposób zbliżyc do męża, gdy szlośmy spac zawsze lubiłam
        się chociaż przytulic do jego pleców, a teraz on po prostu odsuwa
        się na taką odległośc plecami do mnie że nie trudno zauważyc że chce
        byc jak najdalej odemnie, jak do tego jeszcze ja się odwracam do
        niego plecami, bo już mam dośc żebrania o najmniejszy dotyk to po
        prostu wiatr nam po plecach hula i dlatego wczoraj przyniosłam drugą
        kołdrę co by nie marznąc więcej
        • kag73 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 15:28
          Filemonka, smutno sie robi czytajac takie historie. I nasuwa mi sie
          pytanie po co wlasciwie jestes nadal z mezem? Bo boisz sie
          samotnosci, bo to tylko przyzwyczajenie a moze strach przed
          zmianami, przed nowa sytuacja?A moze bo nadal go kochasz? Ale czy to
          wystarczy, czy on kocha Ciebie?
          Nie jestem bron Boze za pochopnym podejmowaniem decyzji, za
          rozwodami z byle powodu, bez proby ratowania malzenstwa. Ale czasami
          uchylam kapelusza przed ludzmi, ktorzy potrafia powiedziec "jestesmy
          nadal dobrymi przyjaciolmi, ale nie jestesmy juz para" i rozstac
          sie.
          • filemonka.4 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 15:50
            jesteśmy nadal z różnych powodów, z wszystkich po trochu (za
            wyjątkiem seksu), z pewnością jesteśmy przyjaciółmi, mamy wspólne
            zainteresowania, podobne poczucie humoru i jakieś połączenie na
            poziomie mentalnym, świetnie potrafimy rozwiązywac wszystkie
            problemy...oprócz tego jednego
            jesteśmy też razem niewątpliwie dlatego że jesteśmy rodzicami i w
            dotatku jesteśmy teraz na emigracji i z pewnością ten fakt jest
            powodem że trzymamy się razem
            przyzwyczajenie - to też jest powód bycia razem

            ale właśnie coś we mnie pękło, sama się sobie nie mogę nadziwic że
            dopiero teraz
            ...teraz myślę o rozwodzie
            coś muszę z tym zrobic cos postanowic i wyjaśnic... wreszcie
          • ma.linowa Re: aseksualny mąż 13.10.09, 16:03
            kag73 napisała:

            > ........ nasuwa mi sie
            > pytanie po co wlasciwie jestes nadal z mezem? Bo boisz sie
            > samotnosci, bo to tylko przyzwyczajenie a moze strach przed
            > zmianami, przed nowa sytuacja?A moze bo nadal go kochasz? Ale czy to
            > wystarczy, czy on kocha Ciebie?..........
            dowiażę się do Twojej odpowiedzi ...po co jesteśmy razem?....
            Bo boimy się samotnosci, bo się przyzwyczailiśmy, bo spędziliśmy ze soba kawał żcia i mamy mnóstwo fajnych wspomnień, bo kiedyś w sobie bylismy zakochani, bo ON też się mota i jest nieszczęśliwy, chociaż udaje, że go to nie dotyka, itp itd. Czy ON mnie jeszcze kocha? nie wiem, teraz bardziej czuję się jak współlokatorka i wspólniczka przedsiębiorstwa pod nazwą "dom", a nie "jego" kobieta. Ale mimo wszystko nie jest to takie proste, nie ma takiej 0-1 opicji - brak seksu np. przez rok, no to pa, idziemy dalej.
            • filemonka.4 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 16:14
              wszystko to nie jest takie proste...
              co do bania się zmian...dokonałam trochę dośc radykalnych zmian w
              moim życiu...więc to chyba nie jest to
              jeżeli mielibyśmy się rozejśc to najbardziej boję się że go zranię,
              że skrzywdzę dzieci..
              ponad trzy lata w celibacie, mysle że to dlatego że ja wciąż w głębi
              duszy wierzę że on się ocknie...
              • ma.linowa Re: aseksualny mąż 13.10.09, 16:39
                > ........ mysle że to dlatego że ja wciąż w głębi
                > duszy wierzę że on się ocknie...
                chmmm, też tak czekam... jak komuś takiemu uświadomić, że szkoda naszego życia na takie zimne bycie obok siebie. Masz jakis pomysł?
                Trzymaj się ciepło :)
                • filemonka.4 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 17:26
                  jedyne co mi przychodzi do głowy to rozwód...
                  nie wiem co tym razem będzie...
                  w ostatnią sobotę przydażyło się coś co spowodowało wypłynięcie tego
                  problemu na wierzh u mnie...
                  byliśmy na imprezie, wszystko było ok do momentu kiedy idąc przez
                  miasto zgrupą znajomych zatrzymaliśmy się zastanawiając się gdzie
                  dalej, w pewnym momencie stojąc na skrzyżowaniu grupa zdecydowała
                  się gdzie idziemy dalej i wszyscy ruszyli... i mój mąż nawet się nie
                  obejrzał na mnie , ruszył przed siebie, ja w szpilkach na nogach
                  stałam jak ten "młotek" ... pomyślałam że nie będę za nimi biegła,
                  poczułam się jakaś taka nieważna, wróciłąm do domu... nawet nie
                  zadzwonił gdzie jestem co się ze mną stało... wrócił jakieś dwie
                  godziny po mnie...
                  mamy ciche dni, wiem że powinniśmy porozmawiac, może nawet
                  natychmiast, ale ja czekam bo jestem dosyc wybuchowa, a chciałabym
                  porozmawiac o tym co się dzieje z nami na serio, bez krzyków itd
                  trudno w tej chwili znaleźc nam spokojne miejsce do pogadania bo
                  dzieciaki mają wolne od szkoły i wszyscy jesteśmy w domu, a nie chce
                  w to ich mieszac
                  może to i dobrze, bo może uda mi się to przemyślec i zabrac do tej
                  rozmowy jak należy...
                  słabo wierze że uda mi się przywrócic normalne relacje w naszym
                  związku... rozważąm rozstanie ale boje się jak on zareaguje i
                  jeszcze dzieci... niewiele im do pełnoletności więc zastanawiam się
                  czy nie przeczekac aż się wyprowadzą na swoje, i wtedy rozwieśc się
                  z mężem, może to potrwac pare lat... niemniej muszę porozmawiac z
                  nim już teraz...

        • ma.linowa Re: aseksualny mąż 13.10.09, 15:51
          filemonko, czy też odkryłas to forum? Ja właśnie zaczęłam je czytać, widocznie spragniona "bratniej" duszy, no bo z kim o tym porozmawiać? Z koleżanką, czy znajomą? Przecież mają nas za udaną parę, owszem wiadomo, że są jakieś problemy, ale TAKIE ? Żeby nie sypiać ze sobą? Z doroslą córką? Przyjaciółki takiej,zeby porozmawiać o seksie i jego uprawianiu nie mam. Z mężem próbowałam, mówiłam, że brakuje mi bliskosci, intymnosci, seksu....ale bez rezultatu.Mój tez nigdy nie był demonem seksu, ale starał się, i ja to akceptowałam Teraz przestał się starać i nie chce się leczyć. Po prostu mu wisi , w przenośni i dosłownie...
          • filemonka.4 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 16:21
            tak ja też właśnie odkryłam to forum ma.linowa, szukałam czegoś na
            ten temat w necie (w przeważającej większości można coś znaleźc o
            oziębłości kobiet), trudno było coś znaleźc aż wreszcie natknęłam
            się na to forum
            tak masz rację ciężko jest znaleźc osobę z którą by można było na
            ten temat porozmawiac, bo koleżanki albo opowiadają jak to robią
            często albo "ewentualnie nażekają" że jemu wiecznie się chce itd itp
            a ja nie chcę byc tematem sensacji ani w kręgu znajomych ani w
            rodzinie
            a przyjaciółki też nie mam
          • cattaa Re: aseksualny mąż 01.01.10, 12:45
            Czytałam wszystkie odpowiedzi z wielkim zainteresowaniem.
            Załozyłam też inny wątek ale właściwie chodzio to samo.
            Też znalazłam się w podobnej sytuacji, nie jest to jeszcze rok bez
            sexu ale każde zbliżenie praktycznie muszę wywalczyć.
            Cieszę się bardzo, że znalazłam wreszcie miejsce, gdzie mogę o tym
            porozmawaić.
      • filemonka.4 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 17:33

        > Dlaczego ta druga strona rezygnuje z seksu i skazuje związek na
        okaleczenie

        no właśnie, dlaczego tak jest? bo podobno facetowi zawsze się chce?
        • kag73 Re: aseksualny mąż 13.10.09, 18:11
          Jak sie okazuje to tylko mit, ogolnie przyjeta prawda, ktora nie
          jest prawda.
          Moge zrozumiec, ze maz jest aseksualny, nie ma ochoty na seks, ma
          moze jakies inne problemy, ale ta obojetnosc i nicnierobienie, zeby
          to zmienic. Wydaje mi sie, ze poniewaz jemu nic nie brakuje, nie ma
          co liczyc na zmiany z jego strony. Ponadto nalezy pewnie do ludzi,
          ktorzy mysla, ze skoro zona to na zawsze i zagwarantowane, bo...ona
          kocha, nie zostawi, bo dzieci, dokladnie Wasze watpliwosci i
          przemyslenia. Moze dopiero w obliczu rozwodu, taki maz zrozumialby
          co jednak jest/bylo do stracenia i ze nic nie jest mu w zyciu
          zagwarantowane. Konkretne zagrozenie a nie tylko straszenie
          rzeczami, ktorych on nie bierze na serio.
          Filemonka, co do dzieci, sa juz prawie dorosle, relacje z rodzicami
          moga miec nadal dobre. Jezeli chcesz odejsc nie czekalabym az beda
          pelnoletnie, szkoda Twojego czasu.

          Poza tym na Twoim miejscu chyba zdecydowalabym sie na kochanka a
          wtedy niech sie dzieje co chce. Co masz do stracenia? Wczesniej bym
          powiedziala o tym mezowi, ze wlasnie poszukam seksu gdzie indziej,
          bo jemu nie zalezy a 3 lata to troche dlugawo. Wychodzac, mialabym
          na Twoim miejscu na wszelki wypadek jakas prezerwatywe w torebce i
          dala sie poniesc emocjom.(chociaz ogolnie mam twarde zasady i wiem,
          ze to nie tak hop siup)
          Jak maz sie bedzie burzyl...hmm...trudno, nich zatem on tez cos
          zrobi i sie postara.
          Zwlaszcza, ze ten stan rzeczy rzutuje niestety na Wasze relacje, mam
          wrazenie, ze jestes mu obojetna. Nie zauwazyl, ze nie ma Cie w tym
          sobotnim towarzystwie? A moze po prostu byl dobrze wstawiony, wtedy
          OK moglo sie zdarzyc.
          • filemonka.4 Re: aseksualny mąż 14.10.09, 10:52
            kag73 napisała:
            > Poza tym na Twoim miejscu chyba zdecydowalabym sie na kochanka

            oczywiście kochanek to nie taka prosta sprawa ;), ale pomysł z
            kochankiem coś mi przypomniał ;), w czasie trwania naszego
            małżeństwa byłam zawsze w 100% wierna, ale zanim zaczęliśmy byc
            razem ...nie byłam grzeczną dziewczynką ..., znaliśmy się z moim
            mężem wcześniej, byliśmy znajomymi z tej samej paczki jak ja byłam
            zupełnie z kimś innym. Co jest znaczące jak ja skończyłam z tamtym
            chłopakiem on od razu zerwał ze swoją ówczesną dziewczyną (dziwiłam
            się wtedy bardzo, zresztą to była moja dobra koleżanka) i jak tylko
            nadarzyła się okazja zaczął się kręcic wokół mnie... itd etc...tak
            sobie teraz myślę może mi faktycznie potrzeba jakiegoś amanta
            kręcącego się wokół mnie aby podkręcic tego mojego durnego mężą ;)


            > bo jemu nie zalezy a 3 lata to troche dlugawo.

            tak ponad trzy lata... też się zastanawiam jak do tego mogło dojśc,
            ale myślę że to z powodu zmian życiowych jakie były w tym czasie
            wokół nas, a działo się dużo na szczęście same pozytywy i
            zbagatelizowałam sprawe, ... no i winiłam siebie bo wtedy trochę
            przytyłam (tylko że teraz schudłam i bardzo poprawiłam sylwetkę i
            dalej nic...)

            Wychodzac, mialabym
            > na Twoim miejscu na wszelki wypadek jakas prezerwatywe w torebce

            też pomyślałam że to dobry pomysł ;)


            > Zwlaszcza, ze ten stan rzeczy rzutuje niestety na Wasze relacje,
            mam
            > wrazenie, ze jestes mu obojetna.

            ja też mam takie wrażenie czasami ... chociaż z drugiej strony on
            bywa bardzo chojny, mam na myśli prezenty jakie mi daje na rocznice
            ślubu, urodziny, pod choinkę ... zawsze są to jakieś drogie fajne
            perfumy albo przyzwoita biżuteria ... ja jestem wtedy zachwycona a
            on pewnie w ten sposób głuszy swoje wyrzuty sumienia...

            Nie zauwazyl, ze nie ma Cie w tym
            > sobotnim towarzystwie? A moze po prostu byl dobrze wstawiony,
            wtedy
            > OK moglo sie zdarzyc.

            no był wtedy nieźle wstawiony

            ale w sumie dobrze że to się wtedy stało bo była to ta kropla
            goryczy która się przelała i spowodowała że wreszcie otworzyłam oczy
            na inne powarzniejsze problemy... ten incydent mam mu zamiar
            wybaczyc... ale braku seksu nie odpuszcze

            ps

            z pewnością wizyta u seksuologa bardzo by pomogła ale na początek
            myślę że takie wywnętrznianie się bardzo mi osobiście pomoże,
            przedewszystkim w uświadomieniu sobie problemu i nazwaniu go po
            imieniu że tak powiem
            dzięki bardzo
            i pozdrawiam gorąco
    • indovina do Ma.linowa i Filemonka.4 13.10.09, 22:17
      Ma.linowa i Filemonka.4 podziwiam Was, że tyle wytrzymałyście. Mnie
      po mojej decyzji, że już nie będę żebrać o seks trzymała taka
      wewnętrzna satysfakcja, że TO JA ZDECYDOWAŁAM. To podniosło moją
      samoocenę mocno nadszarpniętą przez stosunek męża do moich potrzeb.
      Działało jak narkotyk ale po kilku miesiącach zaczęło odpuszczać. I
      teraz, gdy zauważyłam, że zaczynam czuć awersję nawet do zwykłego
      przytulania i pocałunków, że zaczynam się interesować innymi
      mężczyznami, zdałam sobie sprawę, że muszę coś zrobić, choćby
      porozmawiać, żeby nie doprowadzić do rozpadu naszego małżeństwa i
      rodziny.
      Dlatego porozmawiałam. Musiałam porozmawiać, bo czułam się jak w
      potrzasku. Musiałam się przekonać, czy mamy jeszcze jakieś szanse na
      udany związek czy powinnam zacząć myśleć nad zmianą. Jakąkolwiek
      zmianą, byleby dłużej nie tkwić w miejscu.
      Filemonko, Twój mąż zachowuje się tak jak mój kiedyś. Czułam się tak
      samo jak Ty: nieważna. Nie wiem co jest przyczyną i jak u Ciebie
      można by było rozwiązać ten problem. Natomiast u mnie pomogło
      skupienie się na własnej osobie. Przykładowo kiedyś miałam wyrzuty
      sumienia, gdy sobie coś kupiłam. Zaczęłam nad sobą pracować i
      nauczyłam się czerpać radość z zakupów dla siebie. Teraz to już
      nawet przeginam i zastanawiam się, czy nie popadłam w zakupoholizm ;-
      ) Poza tym zaczęłam rozwijać własne zainteresowania. Zapisałam się
      też na ulubioną dyscyplinę sportową i zaczęłam wybywać z domu. To
      wszystko a w ostatnim czasie również całkowita zmiana mojego image
      wpłynęły diametralnie na stosunek mojego męża do mnie. Jest mną
      zafascynowany, czego nawet nie stara się ukryć i zakochany co często
      okazuje. Jednym słowem zmieniłam siebie a dzięki temu zmienił się
      on :-)
      Ma.linowa i Filemonka.4, mnie to forum a właściwie jego uczestnicy
      pomogli podjąć decyzję o rozmowie. Wiem jak to jest, gdy nie ma się
      nikogo z kim można byłoby porozmawiać , kto by wysłuchał i nie
      zrobił z tego publicznej sensacji. Mam nadzieję, że u Was tak jak u
      mnie wypisanie się i porozmawianie tutaj będzie motorem do dalszych
      działań. I tego Wam życzę.

      A teraz uwaga: u mnie są już pierwsze efekty!!!!!!!! :-)
      Mam tylko nadzieję, że nie krótkotrwałe. Potem rozmawialiśmy
      (zresztą nie po raz pierwszy) w jaki sposób ja mogę jemu pomóc a on
      mówi: tylko spontan. Nic więcej nie dało się z niego wyciągnąć…
      • ma.linowa Re: do Ma.linowa i Filemonka.4 14.10.09, 08:19
        witaj rano :)
        ja też poczytałam już parę wątków na tym forum i jeszcze na pewno będę tutaj sporo czytać.Pewne sprawy porządkują mi się, a na pewne kwestie otwierają oczy. Nalezę do tych tutaj bardziej "dojrzałych" ( piszę o wieku, a niekoniecznie o psychice) osób, mam też różne przejścia życiowe za sobą. Oczywiście - każdy ma swój bagaż doswiadczeń. Ale we mnie jest już mniej takiej pewności, że jak nie ty, to będzie inny i będzie mi lepiej.Zakładam oczywiście, że ideałów nie ma.Czytając to forum -cześć i chwała założycielom! -dochodzę do wniosku, że problem jest bardzo powszechny i w dużej mierze wypływa z zasadniczej kwestii - KTOŚ NIE SPEŁNIA NASZYCH PRAGNIEŃ. Oczywiscie seks -pojęty wielowymiarowo -jest jednym z nich.
        A przecież nikt z nas nie jest po to, by spełniać czyjeś pragnienia ,o ile nie są naszymi także, bo na dłuższą metę rodzi to poczucie pustki. Poza tym ja widzę w tej drugiej osobie też kogoś, kto się mota i jest nieszczęśliwy. Myślisz, że Twojemu przez rok nie przeszło przez myśl, że coś jest z nim/wami nie tak? Przecież wszechobecne epatowanie seksem na każdym kroku rodzi powszechne przekonanie, że musimy być sprawnymi i wydolnymi seksualnie. To ma być norma.Jeśli tak nie jest - to niszczy nasze poczucie wartości i BEZPIECZEŃSTWA.Niektórzy udają, że nie ma sprawy, czasu itp itd(np mój,twój), co oczywiście prowadzi do narastania problemu, co pięknie opisałaś....
        Dbanie o siebie jest bardzo dobre - w moim przekonaniu . Zawsze trzeba się doceniać.Ja też tak robię. Ale zdałam sobie sprawę w pewnym momencie, że próbuję sobie np kolejnymi zakupami zastąpić JEGO uwagę i uczucie, dać sobie coś, co mi sprawia przyjemność, a czego od niego nie dostaję. Uważaj na to, być może stąd bierze się zjawisko zakupoholizmu...???? :)
        Trzymaj się ciepło, gratuluję ci odwagi i efektów. Ja też uważam, że warto walczyć o zwiazek, tym bardziej, że każdy po latach przechodzi z uniesień i motylków w brzuchu do innej formy...tylko do jakiej? Przecież to od nas zależy, i cholera mnie bierze, że faceci tak sobie odpuszczają.
        • filemonka.4 Re: do Ma.linowa i Filemonka.4 14.10.09, 11:29
          ja w braku seksu widziałam też pozytywy i pewnie dlatego doszliśmy
          do ponad trzech lat...jak już wspomniałam wcześniej nie musiałam już
          brac tabletek antykoncepcyjnych no i druga sprawa która mi przyszła
          do głowy to to że nie było ryzyka że nasze dzieci kiedyś przez
          przypadek usłyszą jakieś odgłosy z sypialni, co było dla mnie
          istotne bo pamiętam takowe odgłosy z wypialni moich rodziców co było
          dla mnie wtedy okropne, ale myśląc o tym teraz przychodzi mi do
          głowy że moi rodzice byli wtedy starsi od nas i jeszcze wciąż mogli
          i co ważniejsze chcieli, rodzice męża też nie byli zapewne gorsi bo
          pamiętam jak moja teściowa próbowała mnie uświadamiac na temat
          antykoncepcji, oczywiście dowiedziałam się co ona aktualnie używa,to
          było kilka lat temu po narodzinach naszych dzieci, moi teście z
          pewnością byli wtedy dużo starsi niż my teraz...

          ja zaczynam jakieś zmiany, co do dbania o siebie to chyba w moim
          przypadku nie jest problem staram się, zawsze się starałam, lubie
          sobie kupic coś fajnego, pójśc do fryzjera itd,
          na początke postanowiłam zmienic wystrój sypialni, ale tak
          absolutnie pod siebie, bo jak do tej pory to jego zawsze pytałam o
          zdanie czy mu się podoba czy nie, dośc przedewszystkim ma mi się
          podobac
          po drugie a właściwie po pierwsze musze porozmawiac z nim - ale to
          był jest nasz największy problem, niby możemy rozmawiac godzinami o
          wszystkim ale o sprawach intymnych to kompletne ZERO, i raczej nie
          jest to moja wina bo lata temu pamiętam że mogłam gadac o seksie bez
          krępacji... no ale nie z nim,

          to mi też przypomina że w ostatnich czasach, tych z celibatem, bałam
          się powiedziec czegokolwiek co by dotyczyło w najmniejszym stopniu
          seksu, mam na myśli wiecie, dowolne sytuacje obojętnie czy byliśmy
          sami w domu czy w gronie znajomych czasami się żartuje, coś tam mówi
          co dotyczy seksu, nawet jak byłam sama w gronie koleżanek, zawsze
          milczałam...
          aż do wczoraj ;)... tak się składa że pracujemy z mężem w tej samej
          firmie (na razie, bo od jakiegoś czasu szukam nowej pracy) i siedząc
          przy stoliku na przerwie koleżanki coś tam mówiły gdzie można kupic
          owoce, dojrzałe niedojrzałe i tym podobne pierdoły, w pewnym
          momencie jedna mówi : a wiecie że jak się włoży banana do foliowego
          woreczka to on szybciej dojrzeje? - a ja na to : wiem ale jeszcze
          lepiej jak się go włoży do kondoma to w godzinę dojrzeje :D, była
          kupa śmiechu, niektórzy spiekli raka, mój chłop spuścił głowę
          chociaż też się śmiał... a ja poczułam się lepiej
          • indovina Re: do Ma.linowa i Filemonka.4 14.10.09, 23:42
            Ma.linowa, masz rację, mój mąż przyznał się, że myślał o tym braku
            seksu między nami, widział jak się odwracam od scen łóżkowych na
            filmach (fakt robiłam to z premedytacją) i miał wyrzuty sumienia. Z
            drugiej strony twierdzi, że był pewny, że mi przeszło z seksem. Mam
            wrażenie, że trochę sobie zaprzecza. ;-)
            Co do moich zakupów i innych zmian, to nie wyniknęły one z mojego
            nastawienia „jak ty jesteś taki, to ja ci teraz pokażę” i nie czuję
            też, że są substytutem seksu. To wszystko zadziało się tak jakoś
            naturalnie. Mówią, że się człowiek zmienia co 7 lat, ale to się
            chyba nie sprawdza, bo u mnie akurat przypadło pomiędzy jedną a
            drugą siódemką ;-) Chyba po prostu w pewnym momencie zrozumiałam, że
            jestem dla siebie najważniejszą osobą, że nikt lepiej ode mnie nie
            zadba o mnie jak ja sama. Zrozumiałam też, że nie mogę uzależniać
            mojego szczęścia od innej osoby, od tego czy coś od niej dostanę czy
            nie. Zauważyłam, że dużo kobiet cierpi, bo zapominają o sobie, myślą
            tylko o partnerze i jego potrzebach. Ja chyba też się do nich
            zaliczałam, bo od tego, czy mój mąż się do mnie uśmiechnął, czy
            skrzywił, czy był miły, czy się pokłócił uzależniałam swoje
            samopoczucie. Dzisiaj umiem się od tego odciąć. Jeśli on ma zły
            dzień, to nie pozwolę, żeby się to na mnie odbiło. Mogę być
            wsparciem dla mojego męża w trudnych chwilach ale
            nie „odreagowaczem”. Staram się niejako uniezależnić, usamodzielnić
            (nie w kwestii wymiany uszczelki w kranie tylko tak emocjonalnie).
            Bo ja za bardzo byłam uczepiona męża i wpatrzona w niego. I po
            prawdzie męczyło nas to oboje. Dzisiaj spełniam się w innych
            dziedzinach i mąż przestał mieć monopol na moją samoocenę :-)

            Filemonko, czy Twój mąż jest pruderyjny? Dlaczego temat seksu jest
            dla niego trudny? Wiesz, ja zwykle mówię mojemu mężowi o moich
            odczuciach. Gdybym miała taką sytuację jak Ty, to powiedziałabym mu,
            że nie wiem czemu ale trudno mi z nim podjąć temat seksu a
            chciałabym z nim o tym porozmawiać. Może jak Ty się otworzysz, to on
            wtedy zrobi to samo i powie o swoich barierach i problemach? Od
            czegoś trzeba zacząć tę rozmowę, bo porozmawiać koniecznie musicie.
            Co o tym sądzisz?
            A co do dbania o siebie to nie chodzi tylko o wygląd zewnętrzny.
            Chodzi głównie o spełnianie swoich potrzeb, o wyznaczenie sobie
            jakiegoś własnego celu, do którego będzie się dążyć, itp. O to, żeby
            poznać swoją własną wartość. Dużo się nasłuchałam i naczytałam
            historii kobiet porzuconych przez swoich partnerów. Przeżywają
            traumę i dopiero potem starają się zmienić swoje życie, uczą się jak
            podnieść swoją samoocenę i jak nie uzależniać swojego szczęścia od
            mężczyzny. Myślę, że byłoby dużo mniej nieszczęśliwych kobiet, gdyby
            wcześniej znały i doceniały swoją wartość.
            • filemonka.4 Re: do Ma.linowa i Filemonka.4 15.10.09, 10:50
              indovina napisała:

              > Filemonko, czy Twój mąż jest pruderyjny? Dlaczego temat seksu jest
              > dla niego trudny? Wiesz, ja zwykle mówię mojemu mężowi o moich
              > odczuciach. Gdybym miała taką sytuację jak Ty, to powiedziałabym
              mu,
              > że nie wiem czemu ale trudno mi z nim podjąć temat seksu a
              > chciałabym z nim o tym porozmawiać. Może jak Ty się otworzysz, to
              on
              > wtedy zrobi to samo i powie o swoich barierach i problemach? Od
              > czegoś trzeba zacząć tę rozmowę, bo porozmawiać koniecznie
              musicie.
              > Co o tym sądzisz?

              tak on jest bardzo zamknięty na tematy seksu, właściwie od początku
              ja też się przy nim zamknęłam, a przecież ja należałam przed tem do
              osób które lubią rozmawiac o seksie ... nawet w sypialni w intymnych
              sytuacjach gdy próbowałam wprowadzic jakieś drobne innowacje on
              odmawiał zmian ... bagatelizowałam to niedopasowanie bo na innych
              polach jesteśmy nawet bardzo dopasowani np intelektualnie, pozatym
              jego zrównoważony temperament w życiu mi bardzo odpowiada, ja jestem
              porywcza, a on mnie hamuje... no właśnie hamuje nawet w sypialni co
              nie powinno nigdy miec miejsca...
              przez ostatnie dni długo o tym wszystkim myślałam analizując cały
              okres naszego małżeństwa i zorientowałam się że to nie trzylata
              abstynenci to trwa znacznie dłużej, po prostu ostatnio dałam sobie
              spokuj z proszeniem i czekaniem.... wcześniej współżyliśmy ale
              bardzo rzadko, pamiętam jak się w końcu wkurzyłam (lata temu) i
              przestałam w końcu brac tabletki antykoncepcyjne bo śmieszne mi się
              wydawało branie ich codziennie dla jednego stosunku miesięcznie

              > A co do dbania o siebie to nie chodzi tylko o wygląd zewnętrzny.
              > Chodzi głównie o spełnianie swoich potrzeb, o wyznaczenie sobie
              > jakiegoś własnego celu, do którego będzie się dążyć, itp. O to,
              żeby
              > poznać swoją własną wartość. Dużo się nasłuchałam i naczytałam
              > historii kobiet porzuconych przez swoich partnerów. Przeżywają
              > traumę i dopiero potem starają się zmienić swoje życie, uczą się
              jak
              > podnieść swoją samoocenę i jak nie uzależniać swojego szczęścia od
              > mężczyzny. Myślę, że byłoby dużo mniej nieszczęśliwych kobiet,
              gdyby
              > wcześniej znały i doceniały swoją wartość.

              no u mnie z tym chyba nie ma problemu ;), bo w sumie nie wydaje mi
              się żebym "poświęcała" się tylko rodzinie i myślała tylko o nich,
              robię również wiele dla siebie

              bardzo chciałam wyprowadzic się za granicę, mój mąż zdecydowanie
              nie, pamiętam jak mu wtedy powiedziałam , że mu wtedy powiedziałam
              że ja zdecydowanie chcę się wyprowadzic z nim lub bez niego zrobię
              to, ... ja wyjechałam pierwsza on niedługo do mnie dołączył, wiem że
              bał się naszej rozłąki (powiedział mi to) i wiem że odczuwał
              zazdrośc jak dzwonił do mnie jakiś znajomy, nic nie musiał mówic
              takie rzeczy widzi się w oczach jak się jest z kimś pare lat...

              tak więc potrafię postawic na swoim jak chcę, ale co do seksu to
              wymiękam... wiem że musze porozmawiac i zrobię to, chociaż się boję
              bo nie wiem jaka będzie reakcja i nie wiem czego najbardziej się
              boję kompletnego braku rekacji(co jest prawdopodobne przy jego
              temperamencie), czy szczerego do bólu wyznania że to np moja wina bo
              jestem niepociągająca, że już mnie nie kocha itd itp... perspektywa
              braku reakcji chyba najbardziej mnie przeraża bo wtedy znowu
              wszystko zostaje na mojej głowie...

              nie mniej przygotowuje się do tego wszystkiego

              i dzięki bardzo ;), nie macie pojęcia jak mi to wywnętrznianie się
              tutaj pomaga ;)

              pozdrawiam gorąco ;)
              • indovina do Filemonka.4 15.10.09, 23:04
                Filemonko, nigdy nie dopytywałaś męża DLACZEGO tak unika tematu
                seksu? Ja na moim wymogłam, żeby powiedział skąd się u niego wzięło
                takie nastawienie. Nie powiem, że pomogło mi to rozwiązać problem
                ale chociaż więcej wiemy o sobie a to też dobrze wpływa na nasze
                relacje.
                Jeśli chodzi o seks, to trudno go na kimś wymóc. Zwłaszcza jeśli
                temu komuś seks nie sprawia przyjemności i kojarzy się z czymś
                negatywnym. Domyślam się jak może czuć się taka zmuszana osoba, bo
                zdarzało mi się kochać, gdy zupełnie nie miałam na to ochoty. I
                potrafię zrozumieć, że taka osoba nie dąży do zbliżeń. Ale jeśli ja
                nie wymagam, żeby to się działo codziennie, tylko raz na jakiś czas,
                to może się tyle dla mnie poświęcić. W końcu ja się poświęcam
                częściej ( o minionym roku nie wspomnę).
                Filemonko, może powinnaś zobrazować mężowi do czego Was doprowadzi
                dalsza abstynencja seksualna? Ja swojemu uświadomiłam, że czuję jak
                się zmieniam i chociaż dzisiaj nie jestem gotowa na kochanka, to nie
                mam gwarancji, że tak samo będzie za rok czy pięć lat. Powiedziałam
                mu, że zaczynają mi się coraz bardziej podobać inni mężczyźni i boję
                się, że któregoś dnia spotkam takiego, w którym się tak zadurzę, że
                skończę z nim w łóżku. Jednym słowem dałam mu do zrozumienia, że
                przed zdradą może mnie uchronić tylko on.
                Jeśli Twój mąż boi się Waszej rozłąki, to tym bardziej wykorzystaj
                to. Niech on walczy o Ciebie. I w żadnym razie nie daj sobie wmówić,
                że on się z Tobą nie kocha, bo wina leży po Twojej stronie. Mój też
                próbował odbić piłeczkę, że go niby nie zachęcałam. No ale jego
                prawo się bronić ;-)
                Trzymam kciuki za owocną rozmowę!
                • filemonka.4 Re: do Filemonka.4 15.10.09, 23:45
                  > Filemonko, nigdy nie dopytywałaś męża DLACZEGO tak unika tematu
                  > seksu?
                  no nie :( chyba z obawy,nieraz gdy mieliśmy jakieś inne
                  nieporozumienia on po prostu milczał i coś pod nosem odburkiwał,
                  bałm się że z tym będzie jeszcze gorzej, jak grochem o ścianę a ja
                  pozostanę jeszcze bardziej sfrustrowana, bo do tego dochodzi
                  dodatkowo mój brak pewności siebie...
                  porozmawiam z nim na pewno ale nie nastąpi to tak od razu, na
                  razie "ucze się wypowiadac przy nim zakazane słowa", typu rozwód czy
                  seks ;) patrze jak on reaguje...

                  to jest dobre pytanie DLACZEGO, sama je sobie zadaje i próbuje
                  odpowiedziec, chyba się bałam czegoś,... czego sama nie wiem...
                  wielu ludziom może się to wydawac dziwne ale jak się ma niskie
                  poczucie wartości, to tak to czasem bywa

                  pozdrawiam i dzieki ;)
                  • aandzia43 Re: do Filemonka.4 16.10.09, 00:04
                    > to jest dobre pytanie DLACZEGO, sama je sobie zadaje i próbuje
                    > odpowiedziec, chyba się bałam czegoś,... czego sama nie wiem...
                    > wielu ludziom może się to wydawac dziwne ale jak się ma niskie
                    > poczucie wartości, to tak to czasem bywa

                    Bo cię wytresowano do pielęgnowania cudzych dobrych nastrojów, do dbania o czyjś
                    komfort psychiczny. Mąż tylko sprawnie wstrzelił się w twoją skazę.
            • possessive Re: do Ma.linowa i Filemonka.4 16.10.09, 08:57
              indovina napisała:

              Ja chyba też się do nich
              > zaliczałam, bo od tego, czy mój mąż się do mnie uśmiechnął, czy
              > skrzywił, czy był miły, czy się pokłócił uzależniałam swoje
              > samopoczucie. Dzisiaj umiem się od tego odciąć. Jeśli on ma zły
              > dzień, to nie pozwolę, żeby się to na mnie odbiło. Mogę być
              > wsparciem dla mojego męża w trudnych chwilach ale
              > nie „odreagowaczem”. Staram się niejako uniezależnić, usamodzielnić
              >
              > (nie w kwestii wymiany uszczelki w kranie tylko tak emocjonalnie).
              > Bo ja za bardzo byłam uczepiona męża i wpatrzona w niego. I po
              > prawdzie męczyło nas to oboje. Dzisiaj spełniam się w innych
              > dziedzinach i mąż przestał mieć monopol na moją samoocenę :-)

              Dokładnie. Podpisuję się pod Twoim postem bo zgadzam się z tym co tu
              napisałaś. Niezależność i postrzeganie siebie jako oddzielnej osoby
              a nie w odniesieniu do tego czy się komuś podobamy czy nie.
              Ja bym nigdy nie pozwoliła aby moja samoocena zależała od jakiegoś
              faceta bez względu na to czy to mąż, czy ktoś inny. Każdy odpowiada
              sam za siebie, a obarczanie partnera obowiązkiem spełniania naszych
              potrzeb to nieporozumienie. Raz, że nie ma nic za darmo, dwa że
              zmusić i tak nikogo nie możemy.
              Czuję, że żaden związek nie przetrwa jeśli się będzie całe swoje
              życie uzależniać od drugiej osoby. Nikt nie poniesie takiego
              ciężaru, każdy jest tylko człowiekiem.
              • aandzia43 Re: do Ma.linowa i Filemonka.4 16.10.09, 10:38
                > Czuję, że żaden związek nie przetrwa jeśli się będzie całe swoje
                > życie uzależniać od drugiej osoby. Nikt nie poniesie takiego
                > ciężaru, każdy jest tylko człowiekiem.

                Albo właśnie przetrwa, tylko będzie toksyczny, nieszczęśliwy i trudny do
                zniesienia dla postronnych;-) Patologie są czasem mocniejszym spoiwem niż zdrowe
                uczucia.
                • anula36 Re: do Ma.linowa i Filemonka.4 16.10.09, 10:48
                  patologie maskowane jeszcze dodatkowo "obowiazkiem" lub "dobrem dzieci" itp.
    • filemonka.4 Re: białe małżeństwo 16.10.09, 14:16
      w internecie znalazłąm ciekawy artykuł na ten temat:
      www.insomnia.pl/Dlaczego_on_unika_seksu_czyli_co%C5%9B_do_poczytania...-t193224.html

      chciałabym również przytoczyc kilka fraz z tego artykułu:
      np
      "Cztery lata temu było cudownie - wprawdzie krótko, ale często.
      Teraz czuję się poniżona. Seks jest raz na jeden-dwa miesiące, jak
      go poproszę" - mówi 32-letnia Beata, informatyk. Wtóruje jej młodsza
      o dwa lata Agata, która najbardziej upokorzona czuje się, kiedy
      próbuje zachęcić i kokietować swojego partnera. A Tomek obraca się
      bokiem albo ogląda telewizor i czeka, aż ona zaśnie. Czy Tomek
      przestał ją kochać? Nie, przestał się z nią kochać. To nie to samo.
      Ale jest równie bolesne. "

      wypisz wymaluj moje małżeństwo...

      "Jakie jest wyjście z sytuacji? Chyba nie następna manipulacja,
      czyli - tak jak radziły nasze babcie - "udawaj przy nim, że jesteś
      taka mała". Nie radzimy pozbywać się niezależności w imię dobrego
      seksu. Może warto zastosować inną sprawdzoną metodę. Nazywa się
      ona: "Pochwal go za coś każdego dnia". Pochyl się nad nim z
      czułością i pozwól mu działać. Bo przecież jeśli nasz facet ma
      zaryczeć jak lew, lepiej nie trzymać go w złotej klatce oczekiwań. "

      W moim przypadku NIE ZADZIAŁAŁO

      "Co robić, by on nie odmawiał?

      $.Nie spiesz się, nie popędzaj. Skup się na innych sprawach, które
      sprawiają ci przyjemność. Oddal się trochę emocjonalnie, bądź mniej
      dostępna, nie tylko w sypialni. Spraw, aby znowu cię zapragnął."
      NO WŁAŚNIE TO ZROBIŁAM I CO Z TEGO WYSZŁO? PONAD TRZY LATA...


      • indovina Re: białe małżeństwo 16.10.09, 23:40
        Filemonko, u mnie też nie zadziałało chwalenie męża ani oddalenie.
        Ba, mój miał prawo myśleć, że mam kochanka, bo przestałam się
        dopraszać seksu, zaczęłam nosić spódniczki i wertowałam internet
        m.in. pod kątem tematyki zdrad, kochanek, etc. To wszystko zostało
        przez niego dostrzeżone ale ani razu skomentowane czy poruszone w
        jakiejś dyskusji (dopiero teraz przy naszych rozmowach wyszło). Miał
        święty spokój i o to mu przede wszystkim chodziło ;-)

        Co do braku pewności siebie, to znam to uczucie doskonale. Ale
        pracuję nad sobą. To co Ci mogę poradzić (o ile jeszcze tego nie
        robisz), to skupienie się na swoich zaletach, bo na pewno takie
        masz. Pomyśl za co siebie lubisz i cenisz (nie inni ludzie tylko Ty
        sama). Bardzo ważne jest to co do siebie mówisz. Zwróć uwagę jakich
        słów używasz. Czy częściej siebie chwalisz (jestem w tym dobra,
        cieszę się, że mi się to udało zrobić), czy krytykujesz (jestem
        beznadziejna, znowu nawaliłam).
        Co do wad, to po prostu zaakceptuj je, bo masz je jak każdy inny
        człowiek. Chyba że jakaś Ci szczególnie przeszkadza, to szukaj
        rozwiązania jak się jej pozbyć. Bądź dla siebie bardziej pobłażliwa,
        mniej krytyczna. Ja czasami jestem z siebie dumna ale bywa, że
        jestem bardzo zła na siebie. Staram się jednak za długo na siebie
        nie narzekać tylko jak najszybciej przejść do punktu drugiego, czyli
        wyciągnięcia wniosków z popełnionego błędu i zastanowienia się jak w
        przyszłości w podobnej sytuacji się zachować, żeby zachować komfort
        psychiczny.
        Nie powiem, żeby to całkowicie wyleczyło mnie z braku pewności
        siebie ale jestem dużo odważniejsza niż kilka lat temu.
        • filemonka.4 Re: białe małżeństwo 17.10.09, 10:39
          Była rozmowa ;D
          I poszło lepiej niż mogłabym sobie to wyobrazic, ufff co mogę
          powiedziec jestem sobie wdzięczna że się w końcu zdecydowałam.
          Ale zanim do tego doszło, przez te ostatnie kilka dni w mojej głowie
          przetoczył się cały ogrom różnych hipotetycznych wersji takiej
          potencjalnej rozmowy które w końcu nie potwierdziły się w
          rzeczywistości. Na moje stwierdzenie muszę z Tobą porozmawiac bo od
          trzech lat żyjemy w abstynencji on odpowiedział: "no właśnie, musimy
          znowu zacząc to robic". Kompletnie nie byłam przygotowana na taką
          opowiedź wiec wypuchnęłam śmiechem, rozluźniło to atmosfere bardzo
          ale też zmusiło po pierwsze dlaczego się śmieję bo w końcu na
          początku powiedziałam że chcę POWAŻNIE porozmawiac, no i jakoś to
          poszło. W wielkim skrucie rozmowa była długa i WIELE wyjaśniła,
          przede wszystkim była BARDZO oczyszczająca i BARDZO podniosła moją
          pewnośc siebie ;) i teraz jak tak myślę to Jego chyba też, bo co się
          okazuje a czego najwyraźniej nie zauważyłam problemy z poczuciem
          wartości i pewnością siebie w tym małżeństwie miałam nie tylko ja :)

          Nigdy w życiu nie rozmawialiśmy tak swobodnie o seksie jak wczoraj i
          na szczęście obyło się bez straszenia rozwodem.

          Dziękuję Wam wszystkim za pomoc, czytanie waszych postów NAPRAWDĘ
          BARDZO, BARDZO mi pomogło

          ;D

          • indovina Re: białe małżeństwo 17.10.09, 22:19
            Filemonko, nawet nie wiesz jak się cieszę :-))))
          • ma.linowa Re: białe małżeństwo 20.10.09, 11:22
            Gratuluję ci , filemonko... i bardzo sie cieszę :)
            Oby to był początek prawdziwych, pozytywnych przemian w waszych relacjach.
            Ja też duzo w międzyczasie poczytałam różnych watków na tym forum...i też mi to pomogło.
    • purim indovina, i jak? :) Zmienilo sie cos? :) 19.10.09, 14:55
      pozdrawiam :)
      • filemonka.4 Re: indovina, i jak? :) Zmienilo sie cos? :) 20.10.09, 10:11
        tak zmieniło ;), celibat został przerwany ;) i nasze wzajemne
        relacje też się zmieniły, tzn ociepliło się, nastąpiło porozumienie
        i wzajemne zrozumienie ;), byle to utrzymac ;)

        pozdrawiam cieplutko ;)
    • ma.linowa Efekt rozmowy... 20.10.09, 12:09
      Powiem wam, że BAAARDZO pomogło mi to forum i poczytanie różnych wątków i tego, jak sobie dziewczyny radzą w podobnych sytuacjach.
      Ja też, tak jak indovina i filemonka zdecydowałam się na szczerą rozmowę z mężem. Zanim do niej doszło ze trzy dni wszystko mi się kotłowało okrutnie. Tematów kilka różnorodnych, a wszystkie zakorzenione gdzieś w temacie bliskośći. Muszę wyjaśnić, że nie jesteśmy małżeństwem formalnie, ja ze swoim ślubnym rozeszłam się jak córka miała 3 lata.Wychowałam ją praktycznie sama. Z nim jesteśmy 10 lat razem, a od 9 mieszkamy razem. Dla uproszczenia nazywamy się wzajemnie mąż-żona, nie cierpię określenia partner (pasuje do interesów) albo co gorsza konkubent...
      Efekt rozmowy był .... :)
      Mąż przypomniał mi, że seks uprawialiśmy przecież ze dwa razy w tym roku...:))) i że jemu też tego brakuje....a także bliskości, którą on daje.
      No i wogóle dobrze jest zobaczyć, że on też potrzebuje związku i myśli, nad jego polepszeniem. Nawet wypowiedział, czego jemu ode mnie brakuje... Wyobrażcie sobie - UZNANIA. Tak, tego mój facet za mało dostaje ode mnie. Za mało go doceniam i chwale...Obiecałam popracować nad sobą.
      Pozdrawiam :)
      • bi_chetny Re: Efekt rozmowy... 20.10.09, 13:11
        Nawet wypowiedział, czego jemu ode mnie brakuje... Wyobrażcie s
        > obie - UZNANIA. Tak, tego mój facet za mało dostaje ode mnie. Za mało go doceni
        > am i chwale...Obiecałam popracować nad sobą.

        bardzo częsty błąd kobiet, które przecież z komunikacją problemów nie mają :)

        przykleić na ścianę i pamiętać drogie panie !
        • ma.linowa Re: Efekt rozmowy... 20.10.09, 21:06
          > bardzo częsty błąd kobiet, które przecież z komunikacją problemów nie mają :)
          >
          > przykleić na ścianę i pamiętać drogie panie !

          no tak... Ja niby to wszystko wiem. Oczywiście artykuł, który w tym wątku poleca w internecie indovina też czytałam i to w róznych wersjach i odmianach (ten temat).
          www.insomnia.pl/Dlaczego_on_unika_seksu_czyli_coś_do_poczytania...-t193224.html
          Tylko że praktyka życia jest taka właśnie, że zapominamy o pewnych sprawach i zachowaniach. Mój małżonek też zapomniał, że należy swoją kobietę traktować jak swoją kobietę, a nie współlokatora, kucharkę i współpracownika.... i tyle tylko, albo AŻ TYLE :)
          • bi_chetny Re: Efekt rozmowy... 23.10.09, 13:35
            oboje zapomnieliście o kilku sprawach - zrób też rachunek sumienia :)
    • dzastina-tyska Re: białe małżeństwo 29.10.09, 12:46
      doskonale Cię rozumiem, ponieważ sama mam taki problem. Moje
      małżeństwo uznawane jest za szczęśliwe (tak twierdzą nasi znajomi)
      ale oni nie wiedzą co się dzieje pod przysłowiową kołdrą, bo gdy
      przychodzi noc każde z nas odwraca się na bok i zasypia.... kiedys
      podejmowaliśmy próby współżycia ale po kolejnej nieudanej już żadne
      z nas nie podejmuje tego tematu i każdy udaje , że wszystko jest ok.
      tak jest od roku i nic nie wskazuje na to żeby coś się zmieniło już
      sama nie wiem czy z tego się śmiać czy płakać, czy jestem
      nieatrakcyjna, co ze mną jest nie tak, nie wiem już nic nie
      wiem........
      • filemonka.4 Re: białe małżeństwo 29.10.09, 16:45
        czesc wszystkim ;)
        znalazłam ostatnio ciekawy artykuł:
        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,2011291.html
        u mnie się sprawy łóżkowe zaczynają układac, ale to nie jest tak że
        nagle wszystko się kompletnie odwróciło i nie wychodzimy z łóżka ;),
        to nie jest takie proste po trzech latach... niemniej oboje (może
        bardziej ja a on podąża za mną) rozpoczęliśmy przywracanie naszego
        życia intymnego, jak już pisałam wcześniej przedewszystkim
        porozmawialiśmy i dzięki temu dowiedziałam się czegoś co dodało mi
        skrzydeł, że on mnie jeszcze kocha i mu na mnie i na naszym związku
        zależy ;)

        a ten artykuł z wysokich obcasów myślę że naświetla wiele istotnych
        problemów

        pozdrawiam wszystkich gorąco ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka