yoric
28.03.10, 20:47
...od seksu z żoną.
Czynnik nr jeden to różnorodność. Efekt Coolidge'a i takie tam, klasyka Forum,
nie ma sensu się powtarzać. Nawet facet mający seksualny 'pełen wypas' często
nie będzie chciał do końca zrezygnować z obrazków w necie. Efekt uboczny jest
taki, że porównanie obniża postrzeganą atrakcyjność partnerki (ale z drugiej
strony patrzenie na laski w filmach, czasopismach, reklamach, itd. ma ten sam
efekt).
Drugi czynnik jest taki, że dla kobiety i dla faceta dobry seks oznacza co
innego. Załóżmy sobie warunki idealne, czyli że partnerka jest chętna,
atrakcyjna i łatwo osiąga orgazm. Dla niej dobry seks oznacza minimum 5 minut
gry wstępnej, 10 minut gry 'właściwej', no i niezmiernie ważne (a często
niedoceniane przez panów) przytulanie po. Facetowi wystarczyłoby niewiele
więcej, niż sam orgazm, powiedzmy 5 minut akcji. Jeżeli przez resztę czasu to
on ma być stroną aktywną, a co dopiero aktywnie opóźniać swój orgazm, *na
pewnym poziomie* zacznie kojarzyć seks z niewdzięczną robotą fizyczną. Prostą
konsekwencją może być szukanie tego samego gdzie indziej - przy obrazku można
osiągnąć satysfakcję znacznie mniejszym nakładem pracy. Gdyby zwierzętom dać
dwie maszyny, jedną która wypłaca kostkę żywności za spalone 10kcal i drugą -
za 100kcal, żadne zwierzę nie wybierze tej drugiej maszyny.
Oczywiście tu jest szereg uproszczeń, typu że w obu przypadkach nagroda jest
'ta sama', itd. itp. - ale tak, czy inaczej pewien wniosek się zarysowuje.
Warto jasno określić swoje wizje 'ideału dobrego seksu' i spróbować zbliżyć je
do siebie.