Dodaj do ulubionych

wziac na przetrzymanie

26.06.14, 22:48
Macie moze ludziska doswiadczenie w sytuacji gdy jedna ze stron ma juz dosc inicjowania sexu proszenia i aranzowania i decyduje sie na zaprzestanie
Ile czasu mozna tak ciagnac i jak to sie konczy?
Pisala kiedys jedna pani ze 3 miesiac juz nic ale nie moge tego watku znalezc
U nas wlasnie tak jest i ja juz mam dosc
Wole juz chyba kompletnie nic niz raz na miesiac dwa zawszs z mojej inicjatywy
Nigdy z jego
Obserwuj wątek
    • jesod Re: wziac na przetrzymanie 26.06.14, 23:10
      enia17 napisała:
      > U nas wlasnie tak jest i ja juz mam dosc

      Zmień na nowszy model.
      A w przypadku braku nowszych modeli w ofercie zajmij się sam sobą...
      • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 26.06.14, 23:29
        Zajmuje sie sama soba.
        Ale mam juz dosc. Jemu wystarcza na na miesiac dwa a pewnie bez mojej zaczety i tego by nie bylo
        To juz wole wogole.
        Raz dwa miesiace nie nawet ponad
        Tak sie nie da zyc
        • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 26.06.14, 23:41
          enia17 napisała:

          > Tak sie nie da zyc

          Da się, tylko to trochę nieprzyjemne. O wiele przyjemniej jednak żyć nieco inaczej :)
    • bcde Nie bierz na przetrzymanie 27.06.14, 01:56
      enia17 napisała:

      > Ile czasu mozna tak ciagnac i jak to sie konczy?

      Ciągnąć można długo, a kończy się żalem do samej siebie, że tak długo się w tym tkwiło.
    • gomory Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 07:13
      > Ile czasu mozna tak ciagnac i jak to sie konczy?

      Twój partner będzie to ciągnął dopóki z nim będziesz.
      Żeby prawidłowo wywróżyć jak to się skończy, do swojego czarnego kota potrzebowałbym jeszcze szklanej kuli i spiczastej czapki w gwiazdki. Więc póki co mogę tak na 1/3 magicznej mocy...
      Twojemu chłopu nie odmieni się NIGDY. Gdyby mu przeszkadzało, że masz włosy pod pachami, to już byście z tym się porozumieli. Ale jemu przeszkadza, że masz jedną nóżkę bardziej. Albo i nic mu nie przeszkadza. Chociaż nie wiem co gorsze w tym przypadku.
      Cokolwiek frywolnego sobie wyobrażasz, nie doświadczysz tego z tym panem w swoim życiu. Ale nie martw się: jeśli to dla Ciebie ważne - w końcu przeżyjesz z innym. No ale gdy okaże się nieważne, to... czy to ważne ;)?

      To nie partner, ale Ty jesteś decyzyjną osobą, i Ty wybierzesz jakimi kolejami potoczą się losy Twojego życia.
      • druginudziarz Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 22:44
        gomory napisał:

        > Twojemu chłopu nie odmieni się NIGDY. Gdyby mu przeszkadzało, że masz włosy pod
        > pachami, to już byście z tym się porozumieli. Ale jemu przeszkadza, że masz je
        > dną nóżkę bardziej. Albo i nic mu nie przeszkadza. Chociaż nie wiem co gorsze w
        > tym przypadku.
        > Cokolwiek frywolnego sobie wyobrażasz, nie doświadczysz tego z tym panem w swoi
        > m życiu. Ale nie martw się: jeśli to dla Ciebie ważne - w końcu przeżyjesz z in
        > nym. No ale gdy okaże się nieważne, to... czy to ważne ;)?

        Gomory, Ty chyba ostatnio Gombrowicza za dużo się naczytałeś ;)
        • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 22:59
          Czytam to forum b czesto odkad uswiadomilam sobie to ze mamy problem.
          Czy moze ze ja mam.
          Rozmowe zaczynalam wiele razy,juz nie bede .
          Czy sa tu panie ktore tak jak ja maja podobny problem, ewentualne rozstanie komplikuje fakt kredytu i dwojki malych dzieci.
          Jak wybrnelyscie z tego wszystkiego? Jak sie nie zalamywac?
          Na poczatku sexu bylo b duzo z jego inicjatywy ale potem stopniowo coraz mniej do raz na miesiac na dwa. Klocimy sie juz nie wien czy przez to ze sexu nje ma czy nie ma go bo sie klocimy.
          Sex np dwa razy w tygodniu wspolne spanie przytulanie wspolna intymnosc nie moge sobje wogole wyobrazic jak to jest mozliwe w zwiazku jak to musi byc?
          Taka sytuacja trwa mniej wiecej od roku ze on wogole przestal inicjowac
          Klotnie obrazanie wymuszanie inicjowanie to wszystko juz bylo
          Wczesnien jakos sie jeszcze krecilo teraz klapa

          Kochanek. Czesto o tym mysle. Bardzo czesto. Ze z nim sie kocham. Jak wyglada jak pachnie.co i jak robiny. Ze zostaje na noc u niego. Ze spimy razem. Ze wszyscy mi mowia ze rozkwitlam. Ze juz mnie ta sytuacja tak nie ciazy. Ze to ze ktos mnie pozada dodaje mi sily zeby zmienic moje zycie.

          To wiekszosc par ma problemy w lozku czy nie?
          Ja mam juz calkiem skrzywiony obraz rzeczywistosci....
          • triss_merigold6 Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 23:27
            Większość nie ma. A jeśli ma to korzysta z bocznych dróg, co i Tobie radzę, zwłaszcza w obliczu kredytu. Bo jednak nawet małe dzieci są znacznie mniejszym problemem niż kredyt.
          • zyg_zyg_zyg Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 23:54
            > Taka sytuacja trwa mniej wiecej od roku ze on wogole przestal inicjowac
            > Klotnie obrazanie wymuszanie inicjowanie to wszystko juz bylo
            > Wczesnien jakos sie jeszcze krecilo teraz klapa

            Problemy zdrowotne wykluczasz?
            • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 28.06.14, 00:08
              Wykluczam.
              Facet ma 35 lat. Ja 33.
              Wyczytalam ze u panow juz zaczal sie spadek testosteronu w tym wieku
              Patrzac wstecz na poczatki naszej znajomosci w zyciu bym nie pomyslala zs do tego dojdzie
              Ostani sex jakies dwa trzy tg temu nie pamietam juz nawet w trakcie zmiany pozycji zrobil sie miekki. Pierwszy raz do czegos takiego doszlo.
              Poszedl do lazienki i spac.
              • jesod Poszedł spać 28.06.14, 00:17
                enia17 napisała:
                > Poszedl do lazienki i spac.

                Jednym słowem się spłoszył. No, popatrz... co za pech. Jesteś pewna, że zasnął? Może tylko udawał, że śpi...?
                • enia17 Re: Poszedł spać 28.06.14, 00:30
                  Chrapal jak prosie
                  • jesod Re: Poszedł spać 28.06.14, 00:41
                    enia17 napisała:
                    > Chrapal jak prosie

                    Prosiaczki to całkiem miłe stworzenia... Inteligentne, więc jest jakieś światełko w tunelu dla Ciebie.
                    Szklanka jest do połowy pusta, albo.... do połowy pełna. :)

                    Ale wiesz... Jak on tak mógł zasnąć bez problemu po tej swojej porażce?
                    Prosięciem nie wstrząsnęło...?
                    Hmm... To dziwne. Zważywszy na subtelność i wrażliwość prosiąt.
                    Ach, ta męska natura, gbura i knura... Skomplikowana i wychrapana.
              • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 11:49
                enia17 napisała:

                > Ostani sex jakies dwa trzy tg temu nie pamietam juz nawet w trakcie zmiany pozy
                > cji zrobil sie miekki. Pierwszy raz do czegos takiego doszlo.
                > Poszedl do lazienki i spac.

                Nie ma to jak twardy kutas ;) Sluchaj a moze on piwsko chleje i stad efekt klapoucha? Jak te zebry wygladaja? On sie mocno nakreca? Czy posuwa Cie od niechcenia? Widac, ze go krecisz? Uprawiacie seks jaki lubi?
          • kag73 Re: wziac na przetrzymanie 28.06.14, 15:47
            Moim zdaniem atmosfera nie sprzjyja. Ciagle klotnie, ciezkie powietrze. Co bylo pierwsze jajo czy kura, nie ma seksu sa klotnie, sa klotnie nuie ma seksu, bledne kolo.
            O co sa klotnie? Mozna sie jakos dogadac. Chyba sie gdzies po drodze pogubilscie. Moze pogadac i probowac sie odnalezc.
            W dodatku cale lata to on inicjowal, kazdemu sie moze znudzic.
            Co tu robic? Nie wiem, rozmowy juz byly. Moze jakas pt. tak bardzo sie kochamy,. ale jakos sie pogubilsmy, zrobmy cos razem. W prezyjemnej atmosferze, moze na jakiejs kolacji z winkiem we dwoje? Bylo i niue pomoglo?
            To moze nie nagabywac, nie boczyc sie, tylko zmienic troche utarte obyczaje i przyzwyczajenia. Co trzeci dzien nie podac obiadu, czasem zrobic sie na bostwo i powiedziec, ze sie wychodzi z kolezanka, wrocic na lekkim rauszu i w dobrym humorku i nadal nic nie inicjowac, ale byc mila.
            Moze sie rozkreci, moze sie zainteresuje jezeli tak to mozna i samemu od czasu do czasu samemu inicjowac.

            • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 28.06.14, 22:14
              Sorry ale musze. Jak sobie to wyobrazasz. Ze co pare dni robie cyrk w postaci robienia sie na bostwo i udawania ze gdzies wychodze wracania na rauszu udawania ze wogole jest super jestem b mila i moze trafi sie jakis ochlap?
              A nie. Mianowicie mam inny plan. WOGOLE nie inicjowac nic. Poniewac czegos takiego jak sfera intymna w naszym zwiazku nie ma i nie ma sexu prze co dla mnie to wszystko zrobilo sie takie strasznie wazne. Mam inne calkiem zamiary. Mam zamiar nic nie inicjowac. Poki co wspomoc sie redtubem co zreszta robie przez ostani rok. I owszem wychodzic z kolezankami ale nie po to zeby wrocic i udawac tylko p tonzeby kogos poznac. Idealnie kogos w mojej sytuacji. Bo nie chce narazie zadnych glebszych relacji.
              • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 28.06.14, 22:48
                Nooo... po takim poście forumowiczom płci męskiej pozostaje już w tym momencie jedynie zapytać czy ładna jesteś i gdzie mieszkasz :)))))))))))
                • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 28.06.14, 23:52
                  Ja juz od dawna uwazam ze osoby z tego forum powinny laczyc sie na zasadzie wlasnie takiej.
                  • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 29.06.14, 08:06
                    Nom, tylko problemem tego forum jest niewielka reprezentacja mezczyzn. Nie ma z czego wybierac, bo praktycznie wszyscy w zwiazkach i wierni.
                    Z potencjalnych niewiernych no to chyba prosty facet i ja. Prosty no to niech sie sam zaprezentuje, a ja mieszkam na Slasku, ale jestem takim szarakiem, nie ma tam na czym oka zawiesic, no i jestem ubogi i dzieciaty. Czyli, rozumiesz, material na kochanka zaden :)
                    Wiec jak widzisz, to tylko zartowalem, na forum kochanka ciezko znalezc. Chyba ze prosty jest jakims playboyem, a o czyms nie wiem :)
                    • jesod Ja mieszkam na Śląsku 29.06.14, 11:28
                      sabat.77 napisał:
                      > a ja mieszkam na Slasku, ale jestem takim szarakiem, nie m
                      > a tam na czym oka zawiesic, no i jestem ubogi i dzieciaty. Czyli, rozumiesz, ma
                      > terial na kochanka zaden :)

                      Zdaje się, że poszukiwany kochanek, powinien mieć jeden konkretny atrybut, przydatny/niezbędny celowi w jakim jest poszukiwany, więc ta prezentacja... jest jakoś mało uzasadniona informacyjnie.
                    • prosty_facet Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 07:31
                      sabat.77 napisał:

                      > Nom, tylko problemem tego forum jest niewielka reprezentacja mezczyzn. Nie ma z
                      > czego wybierac, bo praktycznie wszyscy w zwiazkach i wierni.
                      > Z potencjalnych niewiernych no to chyba prosty facet i ja. Prosty no to niech s
                      > ie sam zaprezentuje, a ja mieszkam na Slasku, ale jestem takim szarakiem, nie m
                      > a tam na czym oka zawiesic, no i jestem ubogi i dzieciaty. Czyli, rozumiesz, ma
                      > terial na kochanka zaden :)
                      > Wiec jak widzisz, to tylko zartowalem, na forum kochanka ciezko znalezc. Chyba
                      > ze prosty jest jakims playboyem, a o czyms nie wiem :)

                      O kurcze - ktoś mnie zauważył :-)
                      Sabat - ty to się w ogóle nie potrafisz zareklamować.
                      Powinieneś napisać: mam dzieci to znaczy że jestem jurny i płodny, nie wywyższam się, żeby nie sprawiać innym przykrości (a nie jakiś szarak) itd. Trochę marketingu chłopie. Chcesz pociupciać musisz być bardziej pewny siebie. To jedyna rzecz jakiej żałuję, że nie byłem pewny siebie w stosunku do dziewczyn, gdy był na to czas czyli jakieś 25 lat temu ;-)
                      • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 08:27
                        E, ja nie wierze w marketing w tym wzgledzie. To z racji checi unikniecia rozczarowania. Bo to jak z serkiem. Reklamujesz, a ona podchodzi na polke i sprawdzi - o fuj, przeterminowany...
                        • prosty_facet Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 22:17
                          sabat.77 napisał:

                          > E, ja nie wierze w marketing w tym wzgledzie. To z racji checi unikniecia rozcz
                          > arowania. Bo to jak z serkiem. Reklamujesz, a ona podchodzi na polke i sprawdzi
                          > - o fuj, przeterminowany...

                          Skąd wiesz - może lubi pleśniowe ?
                          • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 22:32
                            Jogurt truskawkowy - plesniowy. Oryginalne :) To cos dla wybitnych koneserek.
                • prosty_facet Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 07:25
                  sabat.77 napisał:

                  > Nooo... po takim poście forumowiczom płci męskiej pozostaje już w tym momencie
                  > jedynie zapytać czy ładna jesteś i gdzie mieszkasz :)))))))))))

                  enia 17 - aktywuj profil bo nie ma gdzie ofert wysyłać.
                  A kolejka chętnych pewnie już czeka. Ja pierwszy ;-)
                  • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 07:31
                    Daj spokoj prosty. Przyszla ponarzekac i szukac wsparcia :) Mala rada - nie szukaj babki do romansu na tym forum. To nie jest wlasciwie miejsce.
                    • prosty_facet Re: wziac na przetrzymanie 03.07.14, 14:56
                      sabat.77 napisał:

                      > Daj spokoj prosty. To nie jest wlasciwie miejsce.

                      Kiedyś "Brak sexu" był przedsionkiem do drugiego forum: "Mężowie i żony - znudzeni"
                      Taaaa - ale tamtego już nie ma - szkoda.
    • marek.zak1 Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 08:25
      Takich wątków sa tu setki. Dotycza przyczyn i propozycji rozwiazań. Przejrzyj je i wyciągnij sama wnioski.
      • jesod Takich wątków 28.06.14, 00:25
        marek.zak1 napisał:
        > Takich wątków sa tu setki.

        To takie ulubione warsztaty literackie ulubionych autorów. :)
    • triismegistos Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 13:21
      Przeczekanie spoko, ale ile? Rozmowa, próba rozwiązania problemu i kop w dupę, oto wlaściwa kolejność dzialań.
    • zyg_zyg_zyg Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 14:21
      > Ile czasu mozna tak ciagnac i jak to sie kończy?

      Można długo. Mnie zajęło parę lat, ale innym zajmuje całe (seksualne) życie. Jak się kończy? Czasem śmiercią ;-) (wiem, to wcale nie jest śmieszne), czasem rozstaniem i zdziwieniem, że tak długo można było wytrzymać i że może być normalnie. Nie znam albo nie pamiętam żadnego przypadku, kiedy ktoś został w związku bo znalazł w sobie pogodę i spokojną akceptację dla drastycznie mniejszych potrzeb partnera.

      > Wole juz chyba kompletnie nic niz raz na miesiac dwa zawsze z mojej inicjatywy

      Też mówiłam, chociaż rzucałam się na każdy nędzny ochłap...
      • zyg_zyg_zyg Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 14:23
        Takich przypadków, że parter(ka) z trybu "raz w miesiącu" przeszła w "trzy razy w tygodniu" też nie znam.
      • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 27.06.14, 18:25
        Odnośnie brania na przetrzymanie, to mam takie luźne skojarzenie:
        Kim jest ten zakurzony szkielet w szafie? Zwycięzcą zeszłorocznej zabawy w chowanego.
        Jak ktoś chce zamorzyć głodem polny kamień, to nie wróżę tutaj spektakularnych sukcesów :)
        Kamienie generalnie mają to w dupie, będą leżeć gdzie leżą do następnego zlodowacenia.
        • jesod Żywe kamienie 27.06.14, 23:16
          sabat.77 napisał:
          > Kamienie generalnie mają to w dupie,

          Skoro kamienie mają to w dupie to oznacza, że nie są tak całkowicie z kamienia. Jeśli mają dupę to znaczy, że żyją, a ona im jednak do czegoś im służy. A nawet jeśli jest też z kamienia to musi spełniać jakąś swoją rolę. Bo dupa służy nie tylko do tego by coś w niej mieć, ale... również do tego by coś z niej wyrzucić. To przemawiałoby za tym, że kamienie żyją ponieważ coś co jest martwe nic z siebie nie wyrzuca, a tym bardziej nie lubi/musi w dupie czegoś mieć czy tez czasem w niej potrzymać np. dla przyjemności.
          Dlatego kamienie są pełne życia... Ale tylko te kamienie, które mają dupę, bo... dupa jest przynależna wszystkiemu co żyje.
          Natomiast wszystkie kamienie, które dupy nie mają są martwe - nie żyją, ale wtedy to one nie mogą mieć niczego w dupie, bo... po prostu jej nie mają.

          sabat.77 napisał:
          > będą leżeć gdzie leżą do następnego zlodowacenia.

          Martwym kamieniom to wisi. I tak w dupę nie zmarzną.... Nie mają czucia - bez serc, bez ducha - nawet nie szkieletów ludy.
    • jesod Ile czasu można tak ciągnąć 28.06.14, 00:32
      enia17 napisała:
      > Ile czasu mozna tak ciagnac i jak to sie konczy?

      Ile się da. :)
      Ciągnąć można w nieskończoność. Po to ona jest, by można było tak robić.
      Dlatego nigdy się to nie kończy, bo operujemy w nieskończoności, więc jest to taka niekończąca się historia. Ciągnąć, ciągnąć, ciągnąć, ciągnąć i... ciągnąć, ciągnąć, ciągnąć i jeszcze raz ciągnąć - ile się da! I znowu ciągnąć. Z bytu w niebyt. A z bytu do odbytu i też w niebyt, albo... z odbytu w byt i znowu w niebyt.
      • enia17 Re: Ile czasu można tak ciągnąć 28.06.14, 00:36
        Nie dam rady tak dlugo....ciagnac
        Juz teraz wypatrzylam sobie pana w biurze. Chemia jest.uwaga jest. Tylko nie ma kiedy pogadac dluzej bo nawal pracy
        • akrimaa Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 08:29
          Enia17, jestem w podobnej sytuacji. 'Raz na miesiac' zamienilo sie z czasem 'raz na pol roku', a teraz wcale. Wiecznie jest chory, zmeczony z tym ze to ja pracuje on opiekuje sie dziecmi. Przedtem wymówką bylo brak 100% zabezpieczenia, bo nie chcial wiecej dzieci, a z gumka mu nie wychodzi. Jak zalozylam spirale (wiem, ze to nadal nie 100%) to mu mina troche zrzedla. Inna wymowka jest, ze woli rano. Rozumiem to, ale z dwojka dzieci troche malo wykonalne.
          Nie moge juz, przeciez nie zostalam zakonnica, zeby zyc w celibacie. Jak slysze narzekania kolezanek ze one to 5 razy w tygodniu to mnie w gardle sciska.
          Wydaje mi sie w tym wszystkim, ze pasujemy do siebie, dogadujemy sie w wiekszosci spraw, spiecia są - wiadomo, ale do szcześcia brakuje tylko seksu. Moze nie mozna miec w zyciu wszystkiego?
          • enia17 Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 09:55
            Tez mnie sciska w gardle jak slysze o takich problemach kolezanek.
            U nas to jakas fantasmagoria
            I tez sie zastanawiam czy stawianie na szali szczescia i poczucia bezpieczenstwa moich dzieci (bo tym grozi romans) ma sens? Czy wlasnie siedziec cicho i sie cieszyc z tego co sie ma
            Tylko kurna sex to taka dzialka ze wplywa na wszystko inne i jest taka potrrzeba ze nie da sie zagluszuc ani przyslonic.
            Znam tylko jedna kolezanke ktora ma podobny problem.
            Reszta wlasnie raczej jest odwrotnie.
            • sabat.77 Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 10:02
              Też mam takie ściskanie w gardle. To objaw zaawansowanej nerwicy.
            • potwor_z_piccadilly Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 12:59
              enia17 napisała:

              > Tylko kurna sex to taka dzialka ze wplywa na wszystko inne

              Odwrotnie, to wszystko inne ma wpływ na seks, bo seks nie jest treścią życia, a tylko ubarwiającą życie pochodną tego życia.
              Jeśli chcesz podociekać co w trawie piszczy, rozmówić się z partnerem, to nie rozmawiajcie o seksie, bo to tak jakbyś dom zamierzała zacząć budować od komina. Wy rozmówcie się o sporach w Waszym małżeństwie, przy czym nie rozmawiajcie o tym o co się spieracie, lecz o tym co leży u podstaw tych sporów. Czytaj, że gdzieś fundament na którym wspiera się Wasz związek w którymś miejscu z jakiejś przyczyny/przyczyn przekoślawił się i wyprostowania wymaga. Nie znajdziecie przyczyn i nie wyprostujecie tego co krzywe, galimatias u Was będzie narastał.




              • enia17 Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 22:36
                I to wszystko prawda. Ja to wszystko wiem. Ale porozmawiac ciezko jak wiecznie cos i wiecznie nie w humorze.
                Dzieki za wszystkie porady w spr kochanka
                :)
          • marek.zak1 Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 09:56
            akrimaa napisał:

            > Wydaje mi sie w tym wszystkim, ze pasujemy do siebie, dogadujemy sie w wiekszosci spraw, spiecia są - wiadomo, ale do szcześcia brakuje tylko seksu. Moze nie mozna miec w zyciu wszystkiego?

            Moja asystentka tez sie swietnie dogadywała ze swoim ex. Okazało sie po kilkunastu loatach,ze jest gejem. Rozwiodl sie i zamieszkal z facetem.
            • urquhart Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 11:03
              Świetne, znam podobną parę. Dodadywali się swietnie wrecz idealnie aż do dnia rozwodu podzielił ich temat podziału dorobku.
              Jak ci nie zależy to nie ma pola do konfliktów nie?
            • prosty_facet Re: Ile czasu można tak ciągnąć 03.07.14, 07:39
              marek.zak1 napisał:

              > Moja asystentka tez sie swietnie dogadywała ze swoim ex. Okazało sie po kilkuna
              > stu loatach,ze jest gejem. Rozwiodl sie i zamieszkal z facetem.

              A czemu się rozwiodła z nim? Nie wystarczyło znaleźć sobie fajnego bisexa do trójkąta ?
              Miałaby i partnera, z którym się dogaduje i sex.
        • czarownicazksiezyca Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 10:47
          Nie romansuj w pracy. Nie szukaj kochanka wsrod grona znajomych. Takich spraw nie da sie ukryc, bedziesz obiektem plotek w pracy, ktore w koncu dotra do meza. Nie warto sobie komplikowac zycia, w razie ewentualnego rozwodu lepiej zeby nie bylo swiadkow na twoja wine. Potrzebny ci obcy facet, w zaden sposob nie zwiazany z twoim dotychczasowym zyciem. Poszukaj na portalach randkowych itp.
          • sabat.77 Re: Ile czasu można tak ciągnąć 29.06.14, 11:11
            czarownicazksiezyca napisała:

            > Nie romansuj w pracy. Nie szukaj kochanka wsrod grona znajomych. Takich spraw n
            > ie da sie ukryc, bedziesz obiektem plotek w pracy, ktore w koncu dotra do meza.
            > Nie warto sobie komplikowac zycia, w razie ewentualnego rozwodu lepiej zeby ni
            > e bylo swiadkow na twoja wine. Potrzebny ci obcy facet, w zaden sposob nie zwi
            > azany z twoim dotychczasowym zyciem. Poszukaj na portalach randkowych itp.

            Wydaje mi się, że to bardzo trafna rada. Jeszcze taka, że niedobrze za dużo mówić o sobie potencjalnym kochankom. Nie chwalić się gdzie mieszkasz i gdzie pracujesz, w razie gdyby potem zdecydował się nachodzić i bruździć. W praktyce chyba rzeczywiście lepiej jak babka pojedzie do kochanka.
          • prosty_facet dobra rada 03.07.14, 07:41
            czarownicazksiezyca napisała:

            > Nie romansuj w pracy. Nie szukaj kochanka wsrod grona znajomych.

            Słusznie - jest takie powiedzenie:
            "Nie szukaj d...y śród własnej grupy"
    • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 02.07.14, 20:05
      Wytrzymalam do niedzieli
      Potem poszlam na zebry
      Lepszy rydz niz nic
      Ale teraz czuje sie obrzydliwie
      Mialam wyrtrwac dluzej niz on
      Nienawidze swojego zycia i tego ze akurat jego wybralam na ojca swoich dzieci
      • jesod Nienawidzę swojego życia 02.07.14, 23:04
        enia17 napisała:
        > Nienawidze swojego zycia i tego ze akurat jego wybralam na ojca swoich dzieci

        Jeśli nienawidzisz swojego życia to oznacza, że nienawidzisz siebie.
        Masz pewność, że wszystko co Cię ominęło i czego do tej pory nie zaznałaś jest tym, co było najlepsze albo zdecydowanie lepsze od tego co masz, tylko z jakichś tam powodów jednak Ci się nie przytrafiło?
        • enia17 Re: Nienawidzę swojego życia 03.07.14, 00:46
          Dlaczego tak uwazasz z ta nienawiscia?
          Pewnie ze nie jestem pewna, nikt nie moze byc pewny. To sa wszystko moje wybory mniej lub bardziej swiadome.Dlatego jestem zla.
          • prosty_facet Re: Nienawidzę swojego życia 03.07.14, 07:43
            enia17 napisała:

            > Dlaczego tak uwazasz z ta nienawiscia?
            > Pewnie ze nie jestem pewna, nikt nie moze byc pewny. To sa wszystko moje wybory
            > mniej lub bardziej swiadome.Dlatego jestem zla.

            Spokojnie. Nie można twierdzić, że 100% naszego życia zależy tylko od nas.
            Gdyby tak było wszyscy byliby piękni, młodzi, bogaci i zaspokojeni seksualnie.
    • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 04.07.14, 23:00
      W temacie sexu czy uprawiamy jaki on chce to ciagle nawija o analu
      Ja jednak nie mam ochoty
      Mam takie poczucie ze jak zaczniemy kochac sie w ten sposb to jak mu sie znudzi nie zostanie juz ni
      • kag73 Re: wziac na przetrzymanie 04.07.14, 23:28
        Aaaa, zaraz mi sie przypomina historia jednego malzenstwa dzie facet koniecznie chcial analu a zona kategororycznie nie chciala. W koncu on przestal z nia sypiac, tylko walil konia do kaset video (internetu wtedy nie bylo jeszcze) z analem. W koncu ona wniosla o rozwod.
        Nic na sile, jezeli nie chcesz nikt Cie nie zmusi. Jednak to nie musi byc tak, ze jak sprobuje to juz nic nie pozostaje. W koncu dowie sie jak to jest jak to jest i moze to byc urozmaiceniem od czasu do czasu. Na dwoje babka wrozyla:)
        • lampardzikus Re: wziac na przetrzymanie 21.07.14, 10:29
          Zgadza się. Nic na siłę się nie zrobi. Albo trzeba próbować inteligentnie go zmotywować poprzez potencjalną zazdrość albo czekać na przebudzenie. Trzecia opcja to rozstanie. Zawsze pozostaje jednak pytanie - czy na początku było ok? A jesli tak, to co Twoim zdaniem sprawiało że było ok?
    • slma Re: wziac na przetrzymanie 18.07.14, 09:43
      raczej nie pisuję na forum, ale zrobię wyjątek...Taka mała dygresja - u mnie jest podobnie, a nawet rzadziej...tyle że jestem facetem...I dlatego nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy to kobieta chce a facet ma to gdzieś...Niby niektórzy twierdzą, że nie ma niedopasowania seksualnego - ale jak widać i z życia, i z wielu wątków - jednak jest...A co robić? Jeśli były szczere rozmowy i nic nie pomogły...to już wybór każdego, czy żyć tak jak jest czy próbować coś zmienić...może z kimś innym...Ja jestem zbyt wygodny i zbyt leniwy, więc pozostałem z tym co mam...
      • kuszakuszek11 Re: wziac na przetrzymanie 18.07.14, 11:57
        witaj w klubie, u mnie nie dość że nie przepada to jak już sobie przypomni to takie drewno, że sekwoja przy niej to plastelina
    • birmanski.dzwoneczek Re: wziac na przetrzymanie 21.07.14, 15:27
      Cóż, ja wzięłam na przetrzymanie mojego niezbyt chętnego faceta. Po latach żebraniny stwierdziłam że w sumie nie ma się o co szarpać - i tak już od dawna facet się nie starał tylko młócił z cierpiętniczą miną. Z różnych względów rozstanie na tamtym etapie nie wchodziło w rachubę. Zajęłam się swoim życiem a na niego położyłam laskę.
      Wiecie jak się skończyło? PO 2,5 roku bez seksu nasz związek przestał istnieć. Seks zbliża do siebie ludzi, buduje intymność.
      Powoli krok po kroku stawaliśmy sie obcymi dla siebie ludźmi, współlokatorami. Zaczęliśmy spać w osobnych łóżkach, nawet przestaliśmy się dotykać bo to jakieś niezręczne było. Co ciekawe odbyło się to bez kłótni tak krok po kroku, ewolucja. Po tym czasie okazało się że nawet za bardzo nie możemy przebywać w jednym pomieszczeniu bo co to za przyjemność siedzieć tak z obcym człowiekiem.
      Wtedy mój mąż obudził się (po kolejnym urlopie osobno, bo osobno jest wygodniej i fajnej) i nawet zaczął wykazywać inicjatywę bo przestraszył się że mu się taki fajny i wygodny związek rozpadnie. Bo żyliśmy naprawdę komfortowo - każde miało własne zainteresowania i zajęcia a wózek pod nazwą rodzina prowadziliśmy bez zgrzytów. Problem polega na tym że się spóźnił bo ja już nic do niego nie czułam. Na seks też już nie miałam ochoty. Był dla mnie tak seksowny jak własny brat.
      Im bardziej desperacko on napierał tym bardziej go unikałam bo w tym seksie było coś kazirodczego.
      Związku nie odbudowaliśmy. Rozeszliśmy się tak jak żyliśmy - na chłodno i bez żalu. Ot wyprowadziłam się od współlokatora...
      • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 00:10
        no wlasnie ...
        Tez sie nie dotykamy tez czuje sie niezrecznie nie przytulamy nie mowimy nic milego
        widze zwlaszcza jaka u nas patologia jak idziemy gdzies gdzid jest normalnie miedzy ludzmi
        Sex jesli juz jest to taki one night stand
        Rzygac juz mi sie chce od redtuba
        Tez mieszkam w zasadzie pod dachem ze wspollokatorem
        Rozstanie na chwile obecna raczej nie wchodzi w gre male dzieci dom na kredyt nie mam sil
        Czasami sie zastanawiam jak to sie stalo
        Gule mam w gardle jak slucham narzekan kolezanek na mezow co to ciagle chca
        Nie czuje sie kobieta
        Jednoczesnie wiem ze to poklosie walki o wladze w zwiazku
        • kuszakuszek11 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 08:49
          to jest po prostu pokłosie lenistwa i wygodnictwa. Przetestowałem to i widziałem nie raz. Po prostu współmałżonkowi się nie chce, nabył świadomości że ma przyklejonego partnera to i po co się starać. Po co jak za młodu kokietować, zabiegać. Jak już jest to "talerz przesolonej zupy" do łóżka i wystarczy
          • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 14:01
            kuszakuszek11 napisał:

            > to jest po prostu pokłosie lenistwa i wygodnictwa. Przetestowałem to i widziałe
            > m nie raz. Po prostu współmałżonkowi się nie chce, nabył świadomości że ma przy
            > klejonego partnera to i po co się starać. Po co jak za młodu kokietować, zabieg
            > ać. Jak już jest to "talerz przesolonej zupy" do łóżka i wystarczy.

            Bardzo słuszna uwaga, ponieważ UWAGA, lenistwo jest objawem braku MIŁOŚCI.
            • kuszakuszek11 Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 14:05
              miłość jest jak ogień, jak nie podkładasz nowego opału to wypala się. A jak ludzi przestaje łączyć miłość a zaczyna przyzwyczajenie to lenistwo łatwo wkracza i rozplenia się
        • birmanski.dzwoneczek Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 09:20
          No właśnie myślę że w naszym przypadku problemy z seksem też wynikały poniekąd z walki o władze i potrzeby manipulowania mną. Zarabiałam na siebie, miałam własne życie, zainteresowania. Nie było punktu zaczepienia. A na odmowę seksu reagowałam, miotałam się, prosiłam i skakałam tak jak zagrał. Teraz to widzę. Wtedy byłam tak pogrążona w szukaniu winy w sobie (że może nie dosyć ładna, albo za mało seksowna, albo powinnam się bardziej starać itd) że nie zauważałam tych sytuacji. To była nieprzyjemna emocjonalna huśtawka - ja prosiłam inicjowałam on odmawiał albo nie ale zawsze było w tym moje poczucie czy wystarczająco się postarałam czy zasłużyłam. Teraz mam poczucie że odmawianie seksu w związku ma w sobie cos z przemocy psychicznej. A na pewno jest manipulowaniem.
          Po długim czasie gdy ja sie miotałam nagle uświadomiłam sobie że nie ma o co sie szarpać. Pamiętam ten moment. Dosłownie, tą chwilę gdy zapłakana po kolejnej kłótni o seks pomyślałam sobie - ale o co ten cały zamęt. Przecież seks od dawna nie był dla mnie przyjemnością, po wszystkim czułam się gorzej niż przed, sam seks był taki sobie bo mąż robił to z cierpiętniczą miną bym się wreszcie odczepiła.
          I od tego momentu naprawdę nie miałam ochoty na seks z nim. Tak po prostu przestałam to czuć. Po co stawiać się w pozycji żebraka. Trzeba wyjść z tego równania przemocy i upokorzenia.
          Przestałam inicjować. Nawet na początku odliczałam z ciekawością po ilu miesiącach mężowi się zachce. Minął miesiąc, dwa. Nagle minął rok zupełnie niepostrzeżenie a potem dwa i nic.
          Ja w tym czasie zajełam się sobą, swoimi zainteresowaniami, hobby itd. Wcale nie planowałam rozstania bo kiedy przestaliśmy się kłócić o seks żyliśmy naprawdę harmonijnie. Było wygodnie i komfortowo. Dobre, dostatnie życie.
          Ale jeśli największe emocje w związku budzi kolor kupowanych ręczników to nie jest zdrowe.
          Po tych 2,5 roku bez seksu nie było do czego wracać. Staliśmy się sobie obcymi ludźmi.
          Pamiętam jak po powrocie z samotnego urlopu mąż nagle się do mnie zaczął przystawiać - popatrzył na tym urlopie na szczęśliwe rodziny i uświadomił sobie co traci - to że stanowiliśmy naprawdę świetną parę, mieliśmy piękny dom, komfort - wszystko. Ja przede wszystkim byłam zdziwiona czego on ode mnie chce - przecież między nami seks już nie istniał od tak dawna. Mało tego byliśmy sobie już prawie obcy.
          Po wszystkim czułam tylko zażenowanie i smutek i wtedy zrozumiałam że jesteśmy na drodze bez powrotu.
          • druginudziarz Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 14:25
            birmanski.dzwoneczek napisał(a):
            > Pamiętam jak po powrocie z samotnego urlopu mąż nagle się do mnie zaczął przyst
            > awiać - popatrzył na tym urlopie na szczęśliwe rodziny i uświadomił sobie co tr
            > aci - to że stanowiliśmy naprawdę świetną parę, mieliśmy piękny dom, komfort -
            > wszystko. Ja przede wszystkim byłam zdziwiona czego on ode mnie chce - przecie
            > ż między nami seks już nie istniał od tak dawna. Mało tego byliśmy sobie już pr
            > awie obcy.
            > Po wszystkim czułam tylko zażenowanie i smutek i wtedy zrozumiałam że jesteśmy
            > na drodze bez powrotu.

            A może po prostu stęsknił się za Tobą a Ty go odrzuciłaś bo było (znów?) nie tak jak chciałaś?
            • triss_merigold6 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 17:40
              Po 2,5 roku abstynencji to sobie może tęsknic, pozamiatane już.
              • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 18:06
                triss_merigold6 napisała:

                > Po 2,5 roku abstynencji to sobie może tęsknic, pozamiatane już.

                To zależy od człowieka. Ja miałem mniej więcej tyle abstynencji po dzieciach i gdyby wtedy wróciła do regularnego seksu, to byłbym skłonny zapomnieć o sprawie.
                • triss_merigold6 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 18:22
                  Jak uważasz, najwyraźniej to co masz w domu na stałe jest najlepszym co moglo Ci się trafić i nieś swój krzyż z godnością.
                  • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 18:48
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Jak uważasz, najwyraźniej to co masz w domu na stałe jest najlepszym co moglo C
                    > i się trafić i nieś swój krzyż z godnością.

                    Najprawdopodobniej to co mam w domu istotnie jest najlepszym co mogło mi się trafić. Dzięki za poradę, nie uważam żebym niósł jakiś krzyż.
              • druginudziarz Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 21:17
                triss_merigold6 napisała:

                > Po 2,5 roku abstynencji to sobie może tęsknic, pozamiatane już.

                Nie wiemy co było wcześniej.
                Może już po 2,5 tyg. było pozamiatane.
          • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 22:17
            ......mam tylko jedno pytanie JAK wytrzymalas bez sexu z zywym facetem przez dwa i pol roku.........?
            Nie miesci mi sie to w glowie
            Tak dlugiej abstynencji nie mialam odkad zaczelam wogole uprawiac sex
            Najdluzej to chyba ponas dwa miesiace u nas nie bylo nic ale wowczas juz ze tak powiem chodzilam po scianach i to dodam wspomagalam sie sama CZESTO
            • birmanski.dzwoneczek Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 09:19
              Szczerze mówiąc - nie wiem. Zawsze byłam osobą o dużym temperamencie. Lubiłam seks i zależało mi na częstym upawianiu go.
              Ale w tamtym czasie jak już doszłam do wniosku że mi nie zależy i że nie będę żebrać jakoś mi się odechciało. Spodziewałam się że mnie najdzie chcica ale nie nachodziła. Chyba po prostu jest tak że im mniej się seksu uprawia tym mniej się chce.
              Jakoś ta sfera życia wyciszyła sie. Oczywiście dalej okazjonalnie miałam przygody z redtubem ale rzadziej.

              Mam też wrażenie że całe miesiące i lata kiedy byłam w pozycji żebraka seksulanego zabużyły mój obraz seksu. Już nie kojarzył mi sie tylko z radością i przyjemnością ale z czymś co muszę wyprosić i co zawsze może byc mi odebrane. Nowemu partnerowi jest trudniej ze mna - widzę to.

              Teraz z nowym partnerem widzę że jestem bardziej zahamowana i jakoś podskórnie cały czas gotowa na to że znowu może mnie spotkać odmowa. Nie oszukujmy się brak seksu potwornie rujnuje poczucie własnej wartości. I to z w człowieku zostaje - mam nawet wrażenie że w kobietach bardziej.
              • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 11:12
                birmanski.dzwoneczek napisał(a):

                > Szczerze mówiąc - nie wiem. Zawsze byłam osobą o dużym temperamencie. Lubiłam s
                > eks i zależało mi na częstym upawianiu go.
                > Ale w tamtym czasie jak już doszłam do wniosku że mi nie zależy i że nie będę ż
                > ebrać jakoś mi się odechciało. Spodziewałam się że mnie najdzie chcica ale nie
                > nachodziła. Chyba po prostu jest tak że im mniej się seksu uprawia tym mniej si
                > ę chce.

                Ja pamietam jak czekalam od wakacji do wakacji. Myslalam, wyobrazalam sobie, ze na wakacjach powinno sie 'cos' wydarzyc, a potem jechalismy na te wakacje. Konczylo sie tak, ze po tym jak podalam obiadokolacje to kapalam sie z dzieckiem i z dzieckiem spalam, a ten kretyn siedzial piwkujac na balkone z gazeta. Juz pilnowal, zeby nie polozyc sie zanim nie zasne, a moze nie pilnowal tylko zwyczajnie mial mnie w dupie. Pamietam ostatnie wakacje, na ktorych mialam ostatnia taka nadzieje. Na zdjeciach mialam wtedy krotkie wlosy, a teraz gdzies w przyszlym roku bede miala do pasa. Ile to juz lat. Nie warto czekac. Jak nadzieja umarla to juz nic nie czulam, mieszkam ze wspollokatorem, spimy oddzielnie, ja seks uprawiam oddzielnie. Jak moje wlosy beda do pasa przetne tez to wspollokatorstwo, bede wreszcie gotowa. Nigdy wiecej BSwM.
                • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 14:21
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Ja pamietam jak czekalam od wakacji do wakacji. Myslalam, wyobrazalam sobie, ze
                  > na wakacjach powinno sie 'cos' wydarzyc, a potem jechalismy na te wakacje. Kon
                  > czylo sie tak, ze po tym jak podalam obiadokolacje to kapalam sie z dzieckiem i
                  > z dzieckiem spalam, a ten kretyn siedzial piwkujac na balkone z gazeta.

                  Ponieważ wakacje niczego nie zmienią, jak jest żle, to w czasie urlopu może być tylko gorzej, to jest dodatkowo stresujący związkowo czas, szczególnie dla mężczyzn.

                  >Juz pilnowal, zeby nie polozyc sie zanim nie zasne, a moze nie pilnowal tylko zwyczaj
                  > nie mial mnie w dupie. Pamietam ostatnie wakacje, na ktorych mialam ostatnia ta
                  > ka nadzieje. Na zdjeciach mialam wtedy krotkie wlosy, a teraz gdzies w przyszly
                  > m roku bede miala do pasa. Ile to juz lat. Nie warto czekac. Jak nadzieja umarl
                  > a to juz nic nie czulam, mieszkam ze wspollokatorem, spimy oddzielnie, ja seks
                  > uprawiam oddzielnie. Jak moje wlosy beda do pasa przetne tez to wspollokatorstw
                  > o, bede wreszcie gotowa. Nigdy wiecej BSwM.

                  Kitty, Ty kiedyś napomnknęłaś, że twój partner jest osobą bardzo doświadczoną w seksie, miał wiele partnerek w wielu konfiguracjach, nie jest młody, pewnie doświadczenia z pornografią.
                  Nie myślałaś,że po prostu się wypalił,wyczerpał, nie reaguje normalnie na bodzce typu żywa kobieta? Jeśli jeszcze dochodzi do tego wspomniane lenistwo, ale nie mówię o niechęci do wykonywania prac, czynności, tylko takie lenistwo emocjonalne, intelektualne( duchowe po prostu) to taki facet jest wypalony po prostu i nic go nie bierze?
                  Nie ma w tym winy partnerki, choćby była ponętna i chętna.
                  No inaczej jesteśmy skonstruowani seksualnie, o tzw. "higienę" życia seksualnego trzeba dbać.
                  • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 18:14
                    mojemail3 napisała:

                    > Ponieważ wakacje niczego nie zmienią, jak jest żle, to w czasie urlopu może być
                    > tylko gorzej, to jest dodatkowo stresujący związkowo czas, szczególnie dla męż
                    > czyzn.

                    A co mialas na mysli piszac ''szczegolnie dla mezczyzn''?

                    > Kitty, Ty kiedyś napomnknęłaś, że twój partner jest osobą bardzo doświadczoną w
                    > seksie, miał wiele partnerek w wielu konfiguracjach, nie jest młody, pewnie do
                    > świadczenia z pornografią.
                    > Nie myślałaś,że po prostu się wypalił,wyczerpał, nie reaguje normalnie na bodzc
                    > e typu żywa kobieta? Jeśli jeszcze dochodzi do tego wspomniane lenistwo, ale ni
                    > e mówię o niechęci do wykonywania prac, czynności, tylko takie lenistwo emocjon
                    > alne, intelektualne( duchowe po prostu) to taki facet jest wypalony po prostu i
                    > nic go nie bierze?
                    > Nie ma w tym winy partnerki, choćby była ponętna i chętna.
                    > No inaczej jesteśmy skonstruowani seksualnie, o tzw. "higienę" życia seksualneg
                    > o trzeba dbać.

                    Mozliwe, ze sie wypalil ale kiedys oblicze spokoju, dystansu, teraz znerwicowany, wszysko go denerwuje, wszyscy mu przeszkadzaja. Ja akurat nigdy nie czulam sie 'winna' jesli chodzi o moja atrakcyjnosc, bo bralalm go z nizszej polki urodowej. Moze to po prostu wyszlo bokiem. Bo mam wrazenie, ze roznica wieku miedzy nami conajmniej sie podwoila. Zdziadzial. Przypomina mi, nie wiem czy masz doswiadczenie takiego strarego psa, co kiedys radosny, a teraz tylko lezy i jak ktos cos chce od niego to warczy :)
                    • druginudziarz Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 18:25
                      hello-kitty2 napisała:

                      > nami conajmniej sie podwoila. Zdziadzial. Przypomina mi, nie wiem czy masz dos
                      > wiadczenie takiego strarego psa, co kiedys radosny, a teraz tylko lezy i jak kt
                      > os cos chce od niego to warczy :)

                      A ile ma lat?
                      Tak z Twojego opisu to wygląda na chorego.
                      A to jego "znerwicowanie" to Twoja obserwacja czy jakaś diagnoza?
                      • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 00:26
                        druginudziarz napisał:

                        > hello-kitty2 napisała:
                        >
                        > > nami conajmniej sie podwoila. Zdziadzial. Przypomina mi, nie wiem czy ma
                        > sz dos
                        > > wiadczenie takiego strarego psa, co kiedys radosny, a teraz tylko lezy i
                        > jak kt
                        > > os cos chce od niego to warczy :)
                        >
                        > A ile ma lat?

                        :-) 39 lat, on 6 lat starszy = 45 lat, a Ty nudziasz ile masz?

                        > Tak z Twojego opisu to wygląda na chorego.
                        > A to jego "znerwicowanie" to Twoja obserwacja czy jakaś diagnoza?

                        "Przypomina mi" => moja obserwacja. Byl u psychologa, zdrowy jak byk ;)
                        • druginudziarz Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 10:13
                          hello-kitty2 napisała:

                          > > A ile ma lat?
                          >
                          > :-) 39 lat, on 6 lat starszy = 45 lat, a Ty nudziasz ile masz?

                          45 lat to żadne zdziadzienie. Może kiedyś jak się cieżej pracowało i nie było medycyny.
                          Jak ktoś się zamyka, na świat tylko łypi i warczy to znaczy, że coś go boli.
                          (Ja mam 42)

                          > > Tak z Twojego opisu to wygląda na chorego.
                          > > A to jego "znerwicowanie" to Twoja obserwacja czy jakaś diagnoza?
                          >
                          > "Przypomina mi" => moja obserwacja. Byl u psychologa, zdrowy jak byk ;)

                          Ja bym raczej Tobie wierzył niż temu psychologowi (a inna sprawa, że psycholog to taki nikt w sumie, nie leczy, nie diagnozuje).
                          Problemy psychiczne czy nawet somatyczne można dussymulować (ukrywać).
                          Psycholog to Tobie by się przydał bo źle znosisz tę sytuację. A jemu to niestety mozna pomóc tylko wtedy gdy będzie tego chciał albo przynajmniej jak będzie chciał minimalnie współpracować, a nie udawać.
                          • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 12:46
                            druginudziarz napisał:

                            > Ja bym raczej Tobie wierzył niż temu psychologowi (a inna sprawa, że psycholog
                            > to taki nikt w sumie, nie leczy, nie diagnozuje).

                            Tym bardziej,że mężczyżni potrafią się lepiej kamuflowac niż kobiety, którym trudni jest ukryć emocje.

                            > Problemy psychiczne czy nawet somatyczne można dussymulować (ukrywać).

                            O właśnie, znam z obserwacji, tych mistrzów chowania się w skorupie...

                            > Psycholog to Tobie by się przydał bo źle znosisz tę sytuację. A jemu to niestet
                            > y mozna pomóc tylko wtedy gdy będzie tego chciał albo przynajmniej jak będzie c
                            > hciał minimalnie współpracować, a nie udawać.

                            No ale wtedy trzeba się przyznać do swej słabości, wywlec emocjonalne zranienia, rozprawić się z racjonalizowaniem,przerzucaniem odpowiedzialności na partnerkę ( że ona nie taka itp.)

                            Tak przy okazji, nie wierzę,że mężczyzni po 40 tce tracą zainteresowanie kobietami, popęd jest wartością stałą u płci męskiej, nie musi być związany z konkretnym obiektem ( jak to częściej mają kobiety) Opcji jest kilka: kochanka, pornografia jako namiastka i ucieczka, ew. spadek poziomu testosteronu ( ale świadomość i potrzeba sprawdzenia się zostaje) ew. depresja, wycofanie, choroba.
                            Coś na rzeczy jest...
                    • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 13:05
                      hello-kitty2 napisała:

                      > A co mialas na mysli piszac ''szczegolnie dla mezczyzn''?

                      Poniewaz my kobiety mamy wieksze oczekiwania wybierajac sie na urlop, skad sie te niezadowolone ze wszystkiego zony biora ;-) Wszystko nie tak a jeszcze ten chlop taki malo romantyczny ;-) A mialo nam to caly kiepski rok zrekompensowac...

                • aramea Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 00:09
                  Jakbym czytała o sobie... I post założycielski w wątku i odpowiedź Kitty...
                  • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 00:22
                    aramea napisała:

                    > Jakbym czytała o sobie... I post założycielski w wątku i odpowiedź Kitty...

                    I co robisz aramea? Postanowilas cos?
                    • zawle Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 00:23
                      Kitka....masz maila
                      • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 00:32
                        zawle napisała:

                        > Kitka....masz maila
                        >

                        A Ty dziadzie, to najpierw kazesz odtworzyc skrzynke, a dopiero potem skrobiesz ;-) Albo cos nie teges na laczach :)
                    • aramea Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 00:26
                      Wolałabym na priv o tym napisać:-)
        • kag73 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 12:26
          enia17 napisała:
          Enia dokladnie ten post wysli mezowi emailem albo listem do przeczytania.
          Zatytuluj: Do mojego ukochanego meza, zanim bedzie za pozno....

          > Nie dotykamy sie, czuje sie niezrecznie nie przytulamy nie mowimy nic mi
          > lego
          > widze zwlaszcza jaka u nas patologia jak idziemy gdzies gdzid jest normalnie mi
          > edzy ludzmi
          > Sex jesli juz jest to taki one night stand
          > Rzygac juz mi sie chce od redtuba
          > Tez mieszkam w zasadzie pod dachem ze wspollokatorem
          > Rozstanie na chwile obecna raczej nie wchodzi w gre male dzieci dom na kredyt n
          > ie mam sil
          > Czasami sie zastanawiam jak to sie stalo
          > Gule mam w gardle jak slucham narzekan kolezanek na mezow co to ciagle chca
          > Nie czuje sie kobieta
          > Jednoczesnie wiem ze to poklosie walki o wladze w zwiazku

          zona

        • marek.zak1 Re: wziac na przetrzymanie 22.07.14, 19:50
          enia17 napisała:

          > Jednoczesnie wiem ze to poklosie walki o wladze w zwiazku.

          Walka, wojna także w związku jest zawsze wyniszczająca. Wiele zwiazków ktore znałem, a które się rozpadły, zniszczyła właśnie taka walka, a zwłaszcza nieumiejętność zaakceptowania relacji władzy/wazności/swojej pozycji względem drugiej osoby. Każda zatem sposobność, jak choćby kto komu przygotuje i poda herbatę, była wykorzystywana do pokazania partnerowi kto naprawde rządzi. Gdy ta walka przenosi sie na seks, czyli kto kogo lub jak ma być, jest to zupełnie zabójcze dla zwiazku i przeważnie kończy się jego rozpadem.

          • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 13:49
            marek.zak1 napisał:

            > enia17 napisała:
            >
            > > Jednoczesnie wiem ze to poklosie walki o wladze w zwiazku.
            >
            > Walka, wojna także w związku jest zawsze wyniszczająca. Wiele zwiazków ktore z
            > nałem, a które się rozpadły, zniszczyła właśnie taka walka, a zwłaszcza nieumie
            > jętność zaakceptowania relacji władzy/wazności/swojej pozycji względem drugiej
            > osoby. Każda zatem sposobność, jak choćby kto komu przygotuje i poda herbatę, b
            > yła wykorzystywana do pokazania partnerowi kto naprawde rządzi. Gdy ta walka pr
            > zenosi sie na seks, czyli kto kogo lub jak ma być, jest to zupełnie zabójcze dl
            > a zwiazku i przeważnie kończy się jego rozpadem.

            Dla mnie kto rzadzi ten ponosi odpowiedzialnosc, rowniez finansowa wiec nie wiem czy sie jest do czego rwac? ;)

      • parachute40 Re: wziac na przetrzymanie 08.09.14, 22:22
        Taka perspektywa nie brzmi zachęcająco. U mnie jest trochę podobnie jak u Ciebie, choć jest kilka różnic: trwa o połowę krócej. I żona nie odmawiała zawsze. Pozwalała się dotykać, ale na seks można było liczyć jedynie kiedy ona miała okres płodny, wtedy sama miała ochotę. W innych okresach nic. W jakiejkolwiek formie. Czyli raz w miesiącu, jak utrafiłem. Próbowałem rozmawiać, ale nic to nie dawało. Czułem się jak żebrak. Odbierałem to jako skrajny egoizm. A może i brak miłości. Wydaje mi się, że jeśli ktoś kocha jest w stanie zrobić coś dla drugiej osoby - męża, jeśli wie, że mu tego potrzeba. Przecież każda kobieta wie, że mężczyźni potrzebują seksu.
        W końcu, w geście rozpaczy, wpadłem na pomysł, że nie będę upominał się o seks. A właściwie, że przestanę jej dotykać w ogóle. Może zauważy, że coś jest inaczej i że to coś zmieni. Zapyta "co się stało Kochanie, że się nie kochamy?". A ja powiem coś mądrego.

        I co? I nic. Minął rok. Może i coś zauważyła, ale bardzo jej tego chyba nie brakuje. A po takim czasie wbrew pozorom nie jest tak, że chciałbym się na nią rzucić. O dziwo - trudno mi sobie teraz wyobrazić, że ot tak znowu się kochamy.

        Teraz wiem, że to droga donikąd. Popełniłem błąd. Trzeba było wciągnąć ją w bardzo głęboką rozmowę, podsunąć jakieś artykuły. A tak... Odsunęliśmy się od siebie. Staliśmy się obcy. I mija czas. I nie wiem jakie jest wyjście. Tzn. niby wiem, ale nie stać mnie, żeby podjąć wysiłek. O rozstaniu nie myślę. Może przez dzieci, ale chyba nie. Mamy 2 córki, na tyle małe, że nie dziwi ich, że rodzice śpią osobno. Nie zdradzam jej, po prostu "zamknąłem kurek".
        • jesod Przecież każda kobieta wie 08.09.14, 22:46
          parachute40 napisał:
          > Przecież każda kobieta wie, że mężczyźni potrzebują seksu.

          Posłuchaj, Parachuć, na Twoim miejscu nie byłabym tego taka pewna i o tym przekonana. Może jednak historia kobiet dowodzi czegoś innego...?


        • jesod W końcu, w geście rozpaczy 08.09.14, 23:34
          parachute40 napisał:
          > W końcu, w geście rozpaczy, wpadłem na pomysł, że nie będę upominał się o seks.

          Parachuć, pomysł przedni. Tak trzymać!
          By jeszcze wzmocnić jego wymowę zaczęłabym na Twoim miejscu pić, na umór... Może by wreszcie coś zauważyła i zaczęła myśleć, dlaczego Ty sobie krzywdę robisz i dochodzić (orgazmicznie) z jakiego powodu?

          parachute40 napisał:
          > A ja powiem coś mądrego.

          Nooo.... Fajnie, że pracujesz nad sobą. :)
          • parachute40 Re: W końcu, w geście rozpaczy 17.09.14, 21:44
            Drwisz ze mnie. Patrząc z boku na całą sytuację to na pewno masz powody. Sam mógłbym dawać rady. Ale dla siebie nie odnajduję dobrego rozwiązania, albo inaczej, duma mi nie pozwalana na skamlanie. Próbowałem kilkukrotnie o tym rozmawiać, nawet delikatnie próbowałem prowokować pewne zachowania, ale bez skutku. Co mam zrobić? Błagać? na to jestem zbyt dumny. Rozwieść się? Nie chcę tego. Zmuszać? Na pewno nie. Poszedłem w kierunku abstynencji.
            • potwor_z_piccadilly Re: W końcu, w geście rozpaczy 17.09.14, 22:46
              parachute40 napisał:

              > Co ma
              > m zrobić? Błagać? na to jestem zbyt dumny. Rozwieść się? Nie chcę tego. Zmuszać
              > ? Na pewno nie. Poszedłem w kierunku abstynencji.

              To Twój drugi błąd, a polega on na tym, że zgadzasz się żyć z kobietą, która Tobą gardzi, brzydzi się Ciebie. Powodów nie znam, ale fakt jest faktem.
              A pierwszy błąd?
              Stwierdziłeś, że popełniłeś błąd odsuwając się od niej. Otóż nie, to nie był błąd. To był test na to czy gardzi Tobą, czy nie.
              Widzisz chłopie, życie nasze opiera się na nagrodach i karach. Po środku jest obojętność, Jeśli sadzisz, że w Waszym związku Ty zasługujesz na nagrodę, a jej nie otrzymujesz, to świadczy tylko o jej obojętności względem Twojej osoby, lub o pogardzie.
              Z czymś takim, mężczyzna nie powinien przejść do porządku dziennego. Jeśli jest prawdziwym mężczyzną.

              • parachute40 Re: W końcu, w geście rozpaczy 21.09.14, 01:33
                Możesz mieć oczywiście rację. Rozważałem taką możliwość. Tzn., że ona nie uznaje seksu ze mną za dość atrakcyjny. Tego wykluczyć nie mogę.
                Nie sądzę jednak, że się mnie brzydzi. Lubi się do mnie przytulać, lubi gdy ja ją przytulam, masuję czy choćby obejmuję. W żadnej rozmowie nie dała mi odczuć, że miała by odczuwać do mnie wstręt. Wręcz przeciwnie, słodzi mi. Czasem wręcz odczuwam przesyt tego słodzenia bo generalnie wolę czyny niż słowa.
                Nie wiem na pewno, ale ja sądzę, że tu bardziej chodzi o to, że jest egoistką. Jak wspomniałem kochaliśmy się jedynie wtedy kiedy ona miała na to ochotę, czyli wypadało góra raz na miesiąc. Tak, to może być forma obojętności.
                Twoim zdaniem będę mężczyzną jeśli nie przejdę nad tym do porządku dziennego. Hmm. Można by powiedzieć, że zdałem egzamin bo nie przeszedłem. Ale co więcej zrobić? Robić jej wyrzuty? Odejść? To było by stosunkowo najłatwiejsze. Ale na to jestem z kolei zbyt odpowiedzialny. Ona z całą pewnością też nie chce tego odejścia. Sądzę. że była by to dla niej tragedia. Z różnych powodów. Nie mogę jednak szantażować jej, że odejdę jeśli nie będzie seksu. Takiej formy jałmużny nie zniosę. Zrezygnowałem zupełnie z seksu, ale też "odciąłem" ją od czułości, którą lubi. Nie potrafię miesiącami zbliżać się do niej przytulać etc. i zawsze "obchodzić się smakiem". Nie jestem kamieniem.
                • hello-kitty2 Re: Napali sie naturalnie re-zdobywaniem 21.09.14, 14:20
                  parachute40 napisał:

                  > Nie sądzę jednak, że się mnie brzydzi. Lubi się do mnie przytulać, lubi gdy ja
                  > ją przytulam, masuję czy choćby obejmuję. W żadnej rozmowie nie dała mi odczuć,
                  > że miała by odczuwać do mnie wstręt. Wręcz przeciwnie, słodzi mi. Czasem wręcz
                  > odczuwam przesyt tego słodzenia bo generalnie wolę czyny niż słowa.
                  > Nie wiem na pewno, ale ja sądzę, że tu bardziej chodzi o to, że jest egoistką.
                  > Jak wspomniałem kochaliśmy się jedynie wtedy kiedy ona miała na to ochotę, czyl
                  > i wypadało góra raz na miesiąc. Tak, to może być forma obojętności.
                  > Twoim zdaniem będę mężczyzną jeśli nie przejdę nad tym do porządku dziennego. H
                  > mm. Można by powiedzieć, że zdałem egzamin bo nie przeszedłem. Ale co więcej zr
                  > obić? Robić jej wyrzuty? Odejść? To było by stosunkowo najłatwiejsze. Ale na to
                  > jestem z kolei zbyt odpowiedzialny. Ona z całą pewnością też nie chce tego ode
                  > jścia. Sądzę. że była by to dla niej tragedia. Z różnych powodów. Nie mogę jedn
                  > ak szantażować jej, że odejdę jeśli nie będzie seksu. Takiej formy jałmużny nie
                  > zniosę. Zrezygnowałem zupełnie z seksu, ale też "odciąłem" ją od czułości, któ
                  > rą lubi. Nie potrafię miesiącami zbliżać się do niej przytulać etc. i zawsze "o
                  > bchodzić się smakiem". Nie jestem kamieniem.

                  Musisz zrobic SZACH, a mianowicie zacznij sie zachowywac jakbys mial kochanke. Zona zainteresuje sie seksem i nie bedzie to jalmuzna. Napali sie naturalnie re-zdobywaniem.
            • jesod Drwisz ze mnie 17.09.14, 23:55
              parachute40 napisał:
              > Drwisz ze mnie. Patrząc z boku na całą sytuację to na pewno masz powody.

              Nie. Nie drwię i powodów osobistych też nie mam. :)
              Po prostu drażni mnie jak ludzie robią ze swojego życia problem - trochę na własne życzenie, szukając tragedii i dramatów tam, gdzie ich tak naprawdę nie ma.

              Odpowiedziałam Ci raczej z przekąsem i pewnym poirytowaniem, trochę mobilizacyjnie-prześmiewczo, bo dostrzegam w Tobie ten głupi (bez obrazy) rodzaj zapieczenia i... czerpania radości z bycia ofiarą i wyrzutem sumienia.
              Demonstracyjnie stawiasz się w roli pokrzywdzonego i cierpiącego, wskazując jednocześnie bardzo wyraźnie na winną Twoich nieszczęść - Twoją kobietę.
              W związku z reguły nie ma tak, że winna jest tylko i wyłącznie jedna strona...
              W związku nie liczy się tylko i wyłącznie "ja" - dla każdego z osobna, ale "my" - nadrzędnie.

              parachute40 napisał:
              > Ale dla siebie nie odnajduję dobrego rozwiązania, albo inaczej duma mi nie pozwalana na
              > skamlanie.

              Chwila , chwila.... Co to znaczy "dla siebie"? Spróbuj poszukać dobrego rozwiązania dla Was, a dumę schowaj do kieszeni, bo czasem warto to zrobić by zyskać znacznie więcej.

              parachute40 napisał:
              > Próbowałem kilkukrotnie o tym rozmawiać,
              > nawet delikatnie próbowałem prowokować pewne zachowania, ale bez skutku.

              Może tylko wydawało Ci się, że byłeś czytelny, i wystarczająco do zrozumienia. A może jednak tak wcale nie było...? To tylko Twoje odczucie.

              parachute40 napisał:
              > Co mam zrobić? Błagać? na to jestem zbyt dumny. Rozwieść się? Nie chcę tego. Zmuszać?
              > Na pewno nie. Poszedłem w kierunku abstynencji.

              Wygląda na to, że już znalazłeś rozwiązanie... i już okopałeś się na swojej pozycji. :)
              Ale coś Ci powiem... Jeśli Ci zależy to zrób wszystko by osiągnąć porozumienie, ale pamiętaj, że porozumienie to nie jest rozwiązanie, które tylko Tobie odpowiada.
              Jeśli Ci na tej kobiecie zależy to... właśnie błagaj i rób wszystko, by mogła dostrzec oraz zrozumieć wagę i znaczenie bliskości ( nie tylko fizycznej!) w Waszym życiu.
              I nie ma co tu pieprzyć o dumie i wstydzie ze zbolałą miną, a raczej wczuć się wzajemnie w siebie, by razem sprawiało satysfakcję i przyjemność, nie tylko w łóżku, bo... jako w niebie tak i na ziemi. Dzień i noc stanowią nierozerwalną jedność.
              • luciva Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 09:45
                Zgadzam się z każdym słowem.
                Dodam jeszcze, że jak czytałam: "próbowałem rozmawiać, dawałem sygnały' to zapala mi się czerwona lampka. Co znaczy próbowałem rozmawiać? powiedziałeś wprost? posadziłeś żonę naprzeciw przy stole, zrobiłeś herbatę a może w onnym okolicznościach, ale powiedziałeś wprost wyraźnie i konkretnie o co chodzi?
                Jeśli nie, to sorry, żadnych rozmów nie było i gdyby zapytać Twoją żonę, mogłoby się okazać, że powiedziałaby: on się odsunął ode mnie, nie chce seksu, już go chyba nie pociągam, o co chodzi. Może nawet ona tu pisze, zrozpaczona?
                • zawle Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 10:26
                  Na pewno zabrakło herbaty, dlatego się nie udało. Leć zrobić herbatę.
                  • potwor_z_piccadilly Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 11:26
                    zawle napisała:

                    > Na pewno zabrakło herbaty, dlatego się nie udało. Leć zrobić herbatę.

                    Nie da rady, bo wyszła:
                    a - herbata
                    b - żona
                    Niepotrzebne skreślić.
                    • jesod Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 12:12
                      potwor_z_piccadilly napisał:
                      > Nie da rady, bo wyszła:
                      > a - herbata
                      > b - żona

                      Może miała powód...
                      W przypadku:
                      a - za mało jej było; smaczna była
                      b - straciła cierpliwość i nadzieję
                      • potwor_z_piccadilly Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 12:26
                        jesod napisała:

                        > > Nie da rady, bo wyszła:

                        > Może miała powód...
                        > W przypadku:
                        > a - za mało jej było; smaczna była
                        > b - straciła cierpliwość i nadzieję

                        Inne powody:
                        a - klęczał przed nią na jednym kolanie
                        b - klęczał tylko na dwoch kolanach
                        c - nie klęczał na grochu
                        b - klęczał z prawidłowym udręczeniem, ale o miłości swojej do niej, nie przysięgał przed krucyfiksem.


                        • jesod Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 12:41
                          potwor_z_piccadilly napisał:
                          > Inne powody:
                          Był złośliwy, wredny, upierdliwy, zapatrzony w siebie, narcystyczny, mściwy, bezwzględny, agresywny, despotyczny, tyran i... ogólnie bezduszna menda.
                          Na dłuższą metę nie dało się z nim wypić nawet herbaty, więc lepiej jeśli ciągle jej brakowało - a brakowało jej specjalnie, by nie dawać pretekstu do kolejnego spektaklu teatru zakłamania i obłudy.


                          • potwor_z_piccadilly Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 14:33
                            jesod napisała:

                            > Był złośliwy, wredny, upierdliwy, zapatrzony w siebie, narcystyczny, mściwy, be
                            > zwzględny, agresywny, despotyczny, tyran i... ogólnie bezduszna menda.
                            Co do joty się zgadza.
                            Tak pewna mamusia odnosiła się ostentacyjnie do swojego zięcia
                            Ponadto, był leniem, nierobem, nieudacznikiem, jełopem, durniem, chamem i w ogóle córce jej on życie zmarnował.
                            A mowa tu o moim koledze co po swoich dziadkach (własnoręcznie) dom wyremontował i rozbudował, kawał działki oddał teściom pod warzywniak by mieszkając w bloku, słoneczka i ruchu mogli zaznać, nie zapijał się, nie łajdaczył, wakacje zawsze zagraniczne organizował, koło żony i jej rodziców jak piesek krążył, do żony tylko ...cia się odnosił. Natomiast ta przeciwnie, inaczej jak wyciem, do niego się nie odnosiła. Obrzydliwym, przeraźliwym wyciem.
                            Ten był złym zięciem.
                            Ale był też dobry zięć. Mąż młodszej córki.
                            Do niego mamusia z szacunkiem i respektem się odnosiła, a gdy na zadane (miłym głosem) pytanie "co u ciebie słychać" słyszała "a chuj cię to obchodzi", chichotała z radości, jaki to ten jej zięć dowcipny.
                            Gdzie leży tajemnica?
                            Młodsza ostro się puszczała ze swoimi szefami (sekretarka). Wiedziała o tym cała firma i pracujący w tej samej firmie mąż, który zdarzało się, tłukł ja tak, że jej fizjonomii nie dawało się rozpoznać.
                            Rozumiesz zależność?
                            Starsza była bezpieczna, rozwód jej nie groził i w durnych łbach ukuli sobie, ze można pogrywać. Z młodszą inaczej, Ta na krawędzi rozwodu i wstydu stała, a jak tak, to potulnością próbowali zatrzeć wyczyny córeczki.
                            Jeszcze tylko przysłowie.
                            Kto ma miękkie serce, to ma twardą dupę.



                            • jesod Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 19:23
                              potwor_z_piccadilly napisał:
                              > Gdzie leży tajemnica?

                              Tajemnica chyba leży w różnej interpretacji naszych wpisów...
                              Odnosiłam się do Twojej interpretacji mojego - mam wrażenie, że nieco kąśliwej, a przecież nie miałam nic złego, ani przejaskrawionego na myśli - bo sytuacje są różne i zawsze bardzo indywidualne, więc nie da się tego wszystkiego jednoznacznie podsumować, by pasowało do każdego modelu.
                              To co teraz napisałeś teraz sobię przemyślę sobie, bo czuję klimat... Gorycz również...
                              Ale to o czym ja pisałam nie odnosiło się do takiej konkretnej sytuacji, którą Ty przywołałeś, więc mam wrażenie, że pisaliśmy niby o tym samym, ale każdy z nas widział coś innego.
                              • potwor_z_piccadilly Re: Drwisz ze mnie 18.09.14, 23:49
                                jesod napisała:

                                > Tajemnica chyba leży w różnej interpretacji naszych wpisów...

                                Możliwe, to trudno dociec bo jak skomplikowaną jesteś osobą, tak ciekawą.
                                A ja szanuję pozytywnie skomplikowanych ludzi.

                                > To co teraz napisałeś teraz sobię przemyślę sobie, bo czuję klimat... Gorycz r
                                > ównież...

                                Napisałem to, byś zastanowiła się nad radami, które w tym wątku, udzieliłaś jakiemuś facetowi. Byś zastanowiła się nad celowością błagań, próśb i dążenia do rozmów z kimś, kto z jakichś powodów, rozmawiać nie ma zamiaru.
                                Dobrze że jesteś.



                                • urquhart Re: Drwisz ze mnie 20.09.14, 10:53
                                  potwor_z_piccadilly napisał:
                                  > Napisałem to, byś zastanowiła się nad radami, które w tym wątku, udzieliłaś jak
                                  > iemuś facetowi. Byś zastanowiła się nad celowością błagań, próśb i dążenia do r
                                  > ozmów z kimś, kto z jakichś powodów, rozmawiać nie ma zamiaru.
                                  > Dobrze że jesteś.

                                  Dobre przecież Jesod ma dla facetów jedną radę: "staraj się bardziej" :)
                                  Znana mantra.
                                  Spodobał mi się twój przykład, ale apelowanie do dumnej Jesod o refleksje jest zabawne.
                                  Nie zauważyłeś że ona za grosz nie ma dystansu do siebie, podczas gdy cały czas oburza się że to inni nie mają dystansu do jej złośliwych i cynicznych wpisów? :)
                                  Chociaż kto wie może i w jej przypadku kropla drąży kamień?
                                  Przypomina mi dowcip jak akwizytor przychodzi do faceta z encyklopedią, tłumaczy że jest tu wiedza na każdy z tematów, a facet na to, nie potrzebuję czegoś takiego moja żona na każdy temat i tak zawsze wie wszystko lepiej.
                                  • jesod Dobre 20.09.14, 13:36
                                    urquhart napisał:
                                    > Dobre przecież Jesod ma dla facetów jedną radę: "staraj się bardziej" :)

                                    Ty wiesz lepiej ode mnie co myślę i jakie mam rady ( o ile w ogóle je mam) dla innych... ?
                                    Ciekaaaawe... :/

                                    A tak w ogóle, to teraz nie mam czasu, dziubasku, żeby Cię mocniej podrapać.
                                    Ale.... staraj się bardziej. :P
                                    • urquhart Re: Dobre 20.09.14, 13:48
                                      jesod napisała:
                                      > A tak w ogóle, to teraz nie mam czasu, dziubasku, żeby Cię mocniej podrapać.
                                      > Ale.... staraj się bardziej. :P

                                      Doceniam że ty się starasz :)
                                  • druginudziarz Re: Drwisz ze mnie 20.09.14, 16:36
                                    urquhart napisał:

                                    > Przypomina mi dowcip jak akwizytor przychodzi do faceta z encyklopedią, tłumacz
                                    > y że jest tu wiedza na każdy z tematów, a facet na to, nie potrzebuję czegoś ta
                                    > kiego moja żona na każdy temat i tak zawsze wie wszystko lepiej.

                                    Ogłoszenie suchar :)
                                    "Sprzedam Encyklopedię Brytanika, wszystkie tomy. Nie jest mi już potrzebna, moja żona wie wszystko".
                                • jesod Re: Drwisz ze mnie 20.09.14, 22:38
                                  potwor_z_piccadilly napisał:
                                  > jesod napisała:
                                  >
                                  > > Tajemnica chyba leży w różnej interpretacji naszych wpisów...
                                  >
                                  > Możliwe, to trudno dociec bo jak skomplikowaną jesteś osobą, tak ciekawą.
                                  > A ja szanuję pozytywnie skomplikowanych ludzi.

                                  Mam wrażenie, że mój wpis odebrałeś dosyć dosłownie i poważnie - dlatego nie spodobał się i Twoja reakcja , tym razem w moim odbiorze, była raczej gorzka i kąśliwa... Wydaje mi się, że zbyt osobista i odnoszona do jakiejś konkretnej sytuacji.

                                  Naprawdę jak jestem nie wie nikt... Czasem ja sama też. Ale... to prawda wcale niepotrzebna mi. :)

                                  potwor_z_piccadilly napisał:
                                  > Napisałem to, byś zastanowiła się nad radami, które w tym wątku, udzieliłaś jak
                                  > iemuś facetowi.

                                  Rada była zgodna z tym co myślę w temacie, choć... tak jak już wcześniej napisałam, każda sytuacja miedzy dwojgiem ludzi jest specyficzna i indywidualna, a przez to niepowtarzalna, dlatego trudno dawać jednoznaczne rady, pasujące do wszystkich i wszystkiego. Takich uniwersalnych rad po prostu nie ma.

                                  Poza tym, tych parę napisanych zdań, każdy z nas też odbiera w sposób indywidualny, być może czasem podyktowany własnymi przeżyciami i doświadczeniami, albo aktualnie panującym nastrojem i podejściem do świata i innych ludzi.

                                  A tak jeszcze poza tym... Nie silę się aż tak na udzielanie rad, bo... jestem przekonana, że każdy podąża własną ścieżką i tylko się nam wydaje, że możemy zmienić tymi naszymi radami życie innych.
                                  No i... jest jeszcze takie fajne powiedzenie: "Najlepszą radą jest rada, by nie słuchać cudzych rad" :) Coś w tym jest... To chyba zwrócenie uwagi by słuchać siebie, naszego wewnętrznego ja, intuicji, czy czegoś tam podobnego związanego z własnym odczuciem i osądem.

                                  potwor_z_piccadilly napisał:
                                  >Byś zastanowiła się nad celowością błagań, próśb i dążenia do rozmów z kimś, kto z jakichś
                                  > powodów, rozmawiać nie ma zamiaru.

                                  Ja nie wiem, czy ten ktoś rzeczywiście nie ma zamiaru rozmawiać. Może to tylko złudzenie, wynikające z braku porozumienia i dobrej komunikacji.
                                  Wiem jedno, że jeśli komuś na kimś/na czymś zależy to budowanie muru milczenia i obojętności niczemu nie sprzyja, a wręcz pogarsza sprawę.
                                  Celowość błagań, próśb i dążenia do rozmów jest taka, że... czasem warto zrobić wszystko, a nawet jeszcze więcej, nawet jak nie jesteśmy do tego przekonani, by mieć ostateczną pewność, pozbyć się wątpliwości i wyczerpać wszystkie możliwości. Również po to, by mieć przekonanie, że już nic więcej zrobić nie można było.

                                  potwor_z_piccadilly napisał:
                                  > Dobrze że jesteś.

                                  Dzięki.
                                  Dobrze, że przestaje Ci to przeszkadzać, a może nawet... zaczyna sprawiać jakąś przyjemność. :)

                                  • potwor_z_piccadilly Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 00:05
                                    jesod napisała:

                                    > potwor_z_piccadilly napisał:
                                    > > jesod napisała:
                                    > >
                                    > > > Tajemnica chyba leży w różnej interpretacji naszych wpisów...
                                    > >
                                    > > Możliwe, to trudno dociec bo jak skomplikowaną jesteś osobą, tak ciekawą.
                                    > > A ja szanuję pozytywnie skomplikowanych ludzi.
                                    >
                                    > Mam wrażenie, że mój wpis odebrałeś dosyć dosłownie i poważnie - dlatego nie sp
                                    > odobał się i Twoja reakcja ,

                                    Bo ja jestem poważny.
                                    A reakcja, to nie kwestia podoba, nie podoba, bo to rzecz gustów.
                                    Tu o racjonalność chodzi.


                                    tym razem w moim odbiorze, była raczej gorzka i ką
                                    > śliwa... Wydaje mi się, że zbyt osobista i odnoszona do jakiejś konkretnej sytu
                                    > acji.

                                    Bo mieliśmy do czynienia z konkretną sytuacją.

                                    > każda sytuacja miedzy dwojgiem ludzi jest specyficzna i indywidualna, a pr
                                    > zez to niepowtarzalna,

                                    Zgoda, ale dane w tym przypadku mieliśmy czytelne.
                                    Czy sytuacja niepowtarzalna?
                                    Współczesne życie współczesnych ludzi, we współczesnym kieracie i pod dyktando współczesnych trendów, zakazów, nakazów i medialnych "nauk", powoduje, że zaczynam wątpić, czy współcześni posiadają jeszcze zdolność do tworzenia czegoś niepowtarzalnego.

                                    > trudno dawać jednoznaczne rady, pasujące do wszy
                                    > stkich i wszystkiego. Takich uniwersalnych rad po prostu nie ma.

                                    Są.
                                    Czy to nam się podoba, czy nie, podobnie jak, rośliny, świat zwierzęcy, my ludzie, jesteśmy dziećmi wszechświata i jak wszystkie dzieci wszechświata, podlegamy jednym prawom.

                                    > Nie silę się aż tak na udzielanie rad, bo... jestem
                                    > przekonana, że każdy podąża własną ścieżką i tylko się nam wydaje, że możemy zm
                                    > ienić tymi naszymi radami życie innych.

                                    Klapki na oczach?
                                    www.youtube.com/watch?v=pt3g8HPwDSc

                                    > "Najlepszą radą jest rada, by ni
                                    > e słuchać cudzych rad"

                                    Hmm, właśnie wyznawcą tej rady jest kolega o którego kłopotach pisałem.

                                    słucha
                                    > ć siebie, naszego wewnętrznego ja, intuicji, czy czegoś tam podobnego związaneg
                                    > o z własnym odczuciem i osądem.

                                    Możliwe, że tak tłumaczył się przed sądem niejeden przestępca. Ja wysoki sądzie waliłem gazrurką po łbie, bo wysoki sądzie w tym czasie kierowałem się intuicją, własnym odczuciem i osądem, że nikt mnie nie widzi, a jak nie widzi, to nikt mnie nie aresztuje i nikt mnie nie osądzi.

                                    > Ja nie wiem, czy ten ktoś rzeczywiście nie ma zamiaru rozmawiać. Może to tylko
                                    > złudzenie, wynikające z braku porozumienia i dobrej komunikacji.

                                    Tak tak, złudzenie.
                                    Facet przez rok nawet jej nie dotknął, a nawet żadnych oznak nie dawał, że chce dotknąć.
                                    I co?
                                    Pani spytała o co chodzi?
                                    Zamartwiła się, zastanowiła, racje swoje wyłożyła?

                                    > Dobrze, że przestaje Ci to przeszkadzać,

                                    To że nie zawsze się z kimś zgadzam, nie znaczy, że ten ktoś mi przeszkadza.


              • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 01:54
                Witaj, możesz mieć rację. Myślę, że jest coś w tym, że się "zapiekłem", że się po prostu wkurzyłem, że uznałem, że tak nie może być. Że coś do diabła mnie też się w tym związku należy. Tak pewnie jest. Możesz mieć również rację, że nie postawiłem sprawy bardzo twardo, stanowczo, jak kawę na ławę. Ale dałem wyraźnie do zrozumienia. Zrozumiała o co mi chodzi. Na pewno. Przy tej rozmowie rzuciła coś w stylu "to mam się zmuszać kiedy nie mam ochoty?".
                Hmm. Znalazłem gdzieś tu na forum dyskusję na temat tego jak żona powinna odnosić się do sytuacji gdy mąż ma wyższe oczekiwania co do częstości zbliżeń. Ktoś napisał (kobieta), że nie można wymagać, aby kobieta robiła coś wbrew sobie, że facet powinien ją umieć "nakręcić", to wtedy tak, że seks bez ochoty to oszustwo. Zgadzam się. Co do zasady. Ale jeśli ona jest moją żoną, nie chce się ze mną rozwieść (bo nie chce), nie jest chora, jest wściekle zazdrosna o kogokolwiek to chyba jest możliwe znalezienie jakiegoś rozwiązania. Mówię tu o rozładowaniu w jakiejkolwiek formie raz na 2 tygodnie, no góra raz na tydzień. Nigdy staram się nie wymagać od kogoś więcej niż sam bym dał. Ja na pewno byłbym na to gotów. Może to nie idealne porównanie. Ale jeśli nawet byłbym senny, zmęczony cokolwiek, a osoba mi tak bliska jak żona poprosiła mnie powiedzmy o masaż. Wiedział bym, że będzie się po tym lepiej czuła, na pewno bym nie odmówił.
                Co miałbym więcej w trakcie takiej rozmowy powiedzieć? Że jak nie to odejdę? Że żądam? Nie, nie odejdę i nie żądam, ale jednak wydaje mi się, że to czego mi trzeba to nic nadzwyczajnego. Jesteśmy do diabła małżeństwem.
                Nie będę błagał, jak radzisz. Stracę szacunek do siebie. Nie sądziłem, że tak długo będzie to trwać. Ale na razie trwa. Myślę jednak, że przełom przyjdzie. Nie wiem co przyniesie. Moim zdaniem, jeśli mnie kocha musi w końcu zauważyć, że w naszym małżeństwie czegoś brak. Wtedy będziemy szukać rozwiązania. A jeśli mnie nie kocha i uzna, że to fanaberia to mimo wszystko nie ma co utrzymywać tego małżeństwa. Zafundowałem nam długoterminową kurację. Zgadzam się, że może niepotrzebną w tej formie, ale cóż, jak napisałaś "zapiekłem się".
                • zawle Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 07:23
                  Rozumiem to. Ja tak zrobiłam. Odejście zajęło mi 9 lat. Czy żałuję że nie zrobiłam tego wcześniej? Nie, w końcu to była moja decyzja.
                • mabelle2000 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 10:53
                  parachute40 napisał:

                  > Że coś do diabła mnie też
                  > się w tym związku należy.

                  Skoro wychodzisz z zalozenia, ze "cos mi sie nalezy" , to nie dziw sie, ze seksu nie masz. W seksie dwoch bliskich osob nie ma powinnosci, zawsze jest DOBROWOLNOSC. Szkoda, ze tego nie wiesz. Zony kurwy nie chcesz, ale kurewskie zachowania popierasz jak najbardziej- Ty bedziesz mily i zaplacisz za prad, a ona da Ci dupy. To tak nie dziala.

                  > Zgadzam się. Co do zasady. Ale jeśli ona jest moją żoną...

                  To ma obowiazek dawac dupy, prawda ? Nie ma.

                  > to chyba jest możliwe znalezienie jakiegoś rozwiązania. Mówię tu o rozładowani
                  > u w jakiejkolwiek formie raz na 2 tygodnie, no góra raz na tydzień.

                  Najpierw pisales o seksie z zona, teraz o rozladowaniu. Napisz po prostu, ze nie chodzi Ci o zaden seks, tylko o spuszczenie z krzyza hipokryto jeden. Masz lape, to sie rozladuj, tylko nie krec, ze chodzi Ci o jakakolwiek przyjemnosc Twojej zony. Bo nie chodzi, szczerze mowic to gowno Cie jej przyjemnosc obchodzi, nawet sie o niej nie zajaknales, zona ma sie nadstawic, bo "Tobie sie cos w zwiazku nalezy". Slowo daje nie dziwie sie, ze tacy jak Ty nie maja seksu. Na oczy nie widzieli napalonej na nich cipki, to mysla, ze zona sluzy do zwalenia konia.

                  > Nigdy stara
                  > m się nie wymagać od kogoś więcej niż sam bym dał.

                  A co dajesz ? Dales jej taki seks za ktorym teskni, ktorego pragnie, ktorego sie domaga ? No chyba nie.

                  > Jesteśmy do diabła małżeństwem.

                  No wlasnie, WY jestescie malzenstwem. Wszystko co dotyczy seksu dotyczy was oboje, a nie Ciebie i Twojego fiuta. To WASZ seks, wasza wspolna przyjemnosc. Zona przyjemnosci nie ma, dowiedz sie najpierw dlaczego jej nie ma. Dziwie sie, ze od tego w ogole nie zaczales.
                  • urquhart przewaga manipulowanie przez dystrybucję seksu 21.09.14, 11:20
                    mabelle2000 napisała:

                    > Skoro wychodzisz z zalozenia, ze "cos mi sie nalezy" , to nie dziw sie, ze seks
                    > u nie masz. W seksie dwoch bliskich osob nie ma powinnosci, zawsze jest DOBROWO
                    > LNOSC. Szkoda, ze tego nie wiesz. Zony kurwy nie chcesz, ale kurewskie zachowa
                    > nia popierasz jak najbardziej- Ty bedziesz mily i zaplacisz za prad, a ona da C
                    > i dupy. To tak nie dziala.

                    Jeżeli ludzie się kochają to się obdarowują, przede wszystkim seksem.
                    Kwestionowanie co do zasady że związek rodzi wzajemne zobowiązania jest po prostu głupie.
                    Jak się ludzie nie kochają to egzekwują swoje oczekiwania wobec drugiej strony wykorzystując przewagę jaką mają.
                    Kobiety zarządzają facetami przez dystrybuowanie seksu - muszą w tym celu zwiększyć jego wartość doprowadzając do seksu jak najrzadziej i seksuolodzy o tym często piszą.
                    (Łatwo je zidentyfikować bo emocjonalnie nienawidzą prostytutek i kochnanek które "psują rynek" seksu)
                    Mężczyźni zaś wykorzystują że zarabiają więcej, wydzielając pieniądze i zmuszając do uległości w ten sposób.
                    W skrajnych przypadkach kobiety wykorzystują przewagę psychiczną upokarzając i nieszanując raniąc słowami mężczyzn a mężczyźni przewagę fizyczną lejąc baby na kwaśne jabłko.

                    Dziś na przewagę mężczyznu są narzędzia ustawy o przemocy ekonomicznej, niebieska karta, jeżeli kobieta używa swojej przewagi nie ma narzędzi praktycznie.

                    Facet musi być zdeterminowany żeby odejść. To jedyny skuteczny argument którego może użyć.
                    • jesod Jak się ludzie kochają 21.09.14, 11:56
                      urquhart napisał:
                      > Jeżeli ludzie się kochają to się obdarowują, przede wszystkim seksem.

                      Większej bzdury dawno nie czytałam... - to tak... na dzień dobry.
                      Jeśli twierdzisz, że miłość to przede wszystkim seks, albo zaraz stwierdzisz, że miłość = seks - to właściwie nie ma o czym już gadać, bo ręce opadają, nie tylko z klawiatury.
                      Ludziom należy pozwolić trwać z ich przekonaniami - będą przynajmniej szczęśliwsi, właśnie z tego powodu.
                    • niezapominajka333 Re: przewaga manipulowanie przez dystrybucję seks 21.09.14, 12:00
                      "Jeżeli ludzie się kochają to się obdarowują, przede wszystkim seksem.
                      Kwestionowanie co do zasady że związek rodzi wzajemne zobowiązania jest po prostu głupie.
                      Jak się ludzie nie kochają to egzekwują swoje oczekiwania wobec drugiej strony wykorzystując przewagę jaką mają.
                      Kobiety zarządzają facetami przez dystrybuowanie seksu - muszą w tym celu zwiększyć jego wartość doprowadzając do seksu jak najrzadziej i seksuolodzy o tym często piszą.
                      (Łatwo je zidentyfikować bo emocjonalnie nienawidzą prostytutek i kochnanek które "psują rynek" seksu)
                      Mężczyźni zaś wykorzystują że zarabiają więcej, wydzielając pieniądze i zmuszając do uległości w ten sposób".
                      Piękny tekst Urqu, szczególnie o tym obdarowywaniu.
                      Zastanawiam się tylko, czemu nie umieszczasz go w wątkach, w których to facet dystrybuuje seks. Jest takich sporo na forum, gdzie kobieta też przynosi zasoby, a potrzebuje więcej seksu niż partner.
                      Jakie to narzędzia w tym względzie ma kobieta, których nie ma mężczyzna?
                      W jaki sposób może egzekwować z mocy prawa od swojego partnera tyle seksu, ile potrzebuje?
                      • jumla Re: przewaga manipulowanie przez dystrybucję seks 21.09.14, 12:21
                        Handel seksem zaczyna się wtedy, kiedy całej reszty już nie ma. Bardzo brutalny, ale chyba najważniejszy fakt, z którym nie wszyscy chcą się pogodzić. Więc wydaje mi się, że w związku najpierw trzeba się skoncentrować na tej całej reszcie, a dopiero potem na seksie, jego częstotliwości i jakości.

                        Tylko, że to wymaga odwagi i popatrzenia w lustro. Nie po to, żeby zobaczyć, że stoi tam ktoś beznadziejny, kto musi o coś żebrać. Po to, żeby popatrzeć, że stoi tam osoba którą się kocha i której uczucia i godność się szanuje. I że inni ludzie tylko nam w życiu towarzyszą, a życie jest tylko nasze, więc nie warto go spieprzyć.
                        Może zacznijmy egzekwować od siebie, w którąkolwiek stronę by to miało nie pójść (nawet jeśli rozstanie).
                        • jumla Re: przewaga manipulowanie przez dystrybucję seks 21.09.14, 12:26
                          "Handel seksem" nie "brak seksu" - dopisek dla tych, którzy nie czytają ze zrozumieniem ;)
                      • urquhart Re: przewaga manipulowanie przez dystrybucję seks 21.09.14, 13:21
                        niezapominajka333 napisała:
                        > Zastanawiam się tylko, czemu nie umieszczasz go w wątkach, w których to facet d
                        > ystrybuuje seks. Jest takich sporo na forum, gdzie kobieta też przynosi zasoby,
                        > a potrzebuje więcej seksu niż partner.
                        > Jakie to narzędzia w tym względzie ma kobieta, których nie ma mężczyzna?
                        > W jaki sposób może egzekwować z mocy prawa od swojego partnera tyle seksu, ile
                        > potrzebuje?

                        Odnoszę się konkretnie do ostatnich wpisów mężczyzny który jest krytykowany że śmie mieć oczekiwania.
                        To że dziś 20% jak piszą ambitnych kobiet zarabia więcej od partnerów i typowe płciowe role się zwykle odwracają i to facet chce mniej seksu wtedy to nic przecież nie zmienia co do zasad, jedynie role odwrotnie są obsadzone.
                        Facet jedynie ma gorzej bo słaba kobieta wzbudza współczucie i otrzymuje wsparcie, słabszy wrażliwszy facet od partnerki głownie śmech i pogardę.
                  • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 13:16
                    OK. Porozmawiajmy o tym. Dostosuję się do Twojego stylu, żeby być lepiej zrozumianym.
                    Nic w życiu nie jest czarno-białe. Ja nie przychodzę do domu i nie oznajmiam "tu jest zapłacony rachunek za prąd to teraz seks". To jest to CZARNE, które rysujesz. Nigdy nawet nie wspomniałbym czegoś podobnego. To absurd. Tu zupełnie nie o to chodzi. To kto płaci za prąd nie ma żadnego znaczenia. Równie dobrze to ona mogła by utrzymywać dom, a ja być bez pracy od lat (obojętnie z jakiego powodu). Tu chodzi o to, że jesteśmy małżeństwem. Podjęliśmy decyzję o ślubie, że chcemy być ze sobą przez całe życie. To niesie z sobą pewne konsekwencje. Pierwsze to takie, że kiedy żona mnie potrzebuje w jakiejkolwiek kwestii to muszę rzucić wszystko i być obok niej. Że muszę starać się, żeby jej i dzieciom było w życiu jak najlepiej. Materialnie też, ale też w innych aspektach. Że kiedy widzę na ulicy babkę o super kształtach, która się do mnie uśmiecha to jest to miły widok, ale nie mogę umawiać się z nią na kawę z czymś więcej po kawie. Że rezygnuję z części ?atrakcji? na które mogłem sobie pozwolić wcześniej. Bo już nie jestem sam. Bo w moim życiu obok mnie jest żona i dzieci. Ja tak to rozumiem.
                    Dla żony, dla rodziny muszę zrobić wszystko co potrafię, żeby byli szczęśliwi. Konsekwentnie, kiedy wiem, że żona lepiej czuje się po masażu, robię jej go. Nawet jeśli jestem zmęczony. Kiedy trzeba pojechać na imprezę urodzinową do jej kuzynki, której nie znoszę, a którą ona z jakiegoś powodu uwielbia, jadę, bo wiem, że będzie jej szczerze przykro, jeśli jej nie zawiozę. Niech będzie, to w końcu raz do roku. Dla mnie to nie tragedia, a dla niej ważne.
                    Powiesz: ?czyli jak jest Twoją żoną to musi dawać Ci dupy, bo to część układu?. Nie nazwał bym tego tak. Powiedziałbym, że jeśli jest moją żoną to powinna wiedzieć, że seks jest częścią związku. Jeśli jest jakikolwiek problem w tym aspekcie to trzeba umieć wspólnie znaleźć rozwiązanie. Ja tak bym do tego podchodził. Gdzie może leżeć problem?
                    Piszesz, że seks ze mną może nie sprawiać jej przyjemności, czyli jak to nazwałaś ?jej cipka nie jest wystarczająco napalona?. To możliwe. Tego nie mogę wiedzieć na pewno. Jednak jeśli tak jest nic mi na ten temat nie mówi. Nigdy nie słyszałem słowa, że chciała bym to albo tamto, a to mi nie odpowiada. Oczywiście może się krępować. Jak wiesz, jej ?napalenie cipki? to proces, który da się stymulować. Jesteśmy za sobą wystarczająco długo, że oczywiście wiem jak to u niej działa. Kiedy odpowiednio zaplanuję wieczór, stworzę szczególną atmosferę to napalenie u niej osiągam. I tak powinno być. I to jest to BIAŁE - idealne. I tak było. Ale w którymś momencie zauważyłem, że to zawsze ja się muszę starać, żeby coś z tego było. Że jestem na każde zawołanie. Że jak ona chce tak to a tak to to tak jest. A jak ona nie chce to nie ma nic. Na pewno nie jestem idealny. Nie jest tak, że za każdym razem całe osiedle wie, że żona miała orgazm, tak głośno krzyczy. Jestem jaki jestem. Nie wiem co by powiedziała, gdyby zapytać ją o jakość naszego seksu. Jedno co wiem, to tyle, że się staram. Niezależnie jednak od tego jak ona to oceniania zadam pytanie wprost. Czy jeśli raz na jakiś czas jedno z małżonków nie jest rozgrzane do czerwoności, ale widzi, że drugie bardzo pragnie seksu to ?rozładowanie? tego drugiego to taka katorga? Nie mówię o codzienności. Nie mówię, że taka ma być zasada. Pytam, czy przy założeniu, że małżonkowie się kochają mam prawo poprosić żonę raz na 2 miesiące (przy iluś tam wcześniejszym napalaniu jej cipki), żeby używając Twojego języka ?spuściła mi z krzyża?? Czy też jeśli to robię to świadczy to o moim szowinizmie, przedmiotowym traktowaniu kobiety i tradycyjnym modelu rodziny?
                    Jestem tylko człowiekiem, ze wszystkimi ograniczeniami. Mam swój popęd. Nie zmienię tego. W tym sensie coś mi się należy, że skoro natura tak mnie ukształtowała, i że jeśli brak seksu przekłada się to, że jest mi z tym źle i może to nawet daje się odczuć innym to szukanie możliwości rozładowania to szczyt prymitywizmu? Czy to, że włąsna żona przychodzi mi na myśl to nienaturalne? Ona niby mnie kocha. Niby całe życie zdecydowała się ze mną związać. W doli i niedoli. Niby jestem cudownym ojcem. I niby super mężem.
                    Czy taka jest więc Twoja rada, "Ciotka Dobra Rado"? "Masz łape, to sie rozladuj". I tak całe życie? A może ?nie pasujecie do siebie to się rozejdźcie, tylko broń Boże nie waż się wspomnieć żonie, że Ci ciężko w krzyżu, bo to kurestwo by było jak by nie byłą rozpalona?. To są Twoje rady? Podyskutujmy. Po tym Twoim poście jestem naprawdę ciekaw dalszych argumentów. Jestem naprawdę ciekaw takiego rozumowania, jaki zaprezentowałaś.
                    • mabelle2000 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 14:11
                      parachute40 napisał:

                      > rzucić wszystko i być obok niej. Że muszę starać się, żeby jej i dzieciom było w ż
                      > yciu jak najlepiej. Materialnie też, ale też w innych aspektach. Że kiedy widzę
                      > na ulicy babkę o super kształtach, która się do mnie uśmiecha to jest to miły
                      > widok, ale nie mogę umawiać się z nią na kawę z czymś więcej po kawie. Że rezyg
                      > nuję z części ?atrakcji? na które mogłem sobie pozwolić wcześniej. Bo już nie j
                      > estem sam. Bo w moim życiu obok mnie jest żona i dzieci.

                      Musze, musze, nie moge, powinienen. Martyrologia Twojego zwiazku az bije po oczach. "Musisz" to tylko wobec dzieci, ktore na swiat powolales, reszta to Twoje zycie, Twoja wolnosc, ktorej zaden zwiazek, ani zadna kobieta zabrac nie moze.

                      > Powiesz: ?czyli jak jest Twoją żoną to musi dawać Ci dupy, bo to część układu?.
                      > Nie nazwał bym tego tak. Powiedziałbym, że jeśli jest moją żoną to powinna wie
                      > dzieć, że seks jest częścią związku.

                      Aha, powinna wiedziec. Czyli jednak POWINNA, rozumiem, ze to w zamian za Twoje poswiecenie dla niej ? A jesli nie chce to co ? Bedziesz plakal ? Obmyslisz sposoby zeby ja zmusic ? Seks to prezent dany drugiej osobie, z wlasnej nieprzymuszonej woli. A prezent z definicji zalezy od ofiarodawcy, a nie obdarowanego. No chyba, ze pokretnie zmienisz definicje i bedziesz probowal wyszarpac z gardla *prezent* ktory slusznie Ci sie nalezy. Glupio brzmi, nie ?

                      > nawet jeśli jestem zmęczony. Kiedy trzeba pojechać na imprezę urodzinową do jej k
                      > uzynki, której nie znoszę, a którą ona z jakiegoś powodu uwielbia, jadę, bo wie
                      > m, że będzie jej szczerze przykro, jeśli jej nie zawiozę. Niech będzie, to w ko
                      > ńcu raz do roku. Dla mnie to nie tragedia, a dla niej ważne.

                      No i znowu. Trzeba, musze, powinienem. Medalu nie dostaniesz, badz pewien. Na razie dostales kopa w postaci braku seksu. Rob tak dalej.

                      > Piszesz, że seks ze mną może nie sprawiać jej przyjemności, czyli jak to nazwa
                      > łaś ?jej cipka nie jest wystarczająco napalona?. To możliwe. Tego nie mogę wied
                      > zieć na pewno. Jednak jeśli tak jest nic mi na ten temat nie mówi.

                      Nie mowi, bo nie pytasz. Zalozyles, ze wszystko gra dopoki dupy daje, zaniepokoilo Cie dopiero jak przestala dawac. Ale nadal bardziej kombinujesz zeby ugrac cos dla siebie, niz zastanawiasz dlaczego ona nie chce.

                      > Jestem jaki jestem. Nie wiem co by powiedziała, gdyby zapytać ją o
                      > jakość naszego seksu.

                      Ale po co pytac. Przeciez Ty sam uwazasz, ze jestes wspanialy, jezdzisz z nia gdzie ona chce, starasz sie, jesli jej sie zamarzy to nawet staniesz na glowie i bedziesz klaskal uszami. A o tym jakim jestes kochankiem lepiej nie wiedziec, ciiiicho, moze sie nie wyda.

                      > Jestem tylko człowiekiem, ze wszystkimi ograniczeniami. Mam swój popęd. Nie zmi
                      > enię tego. W tym sensie coś mi się należy, że skoro natura tak mnie ukształtowa
                      > ła, i że jeśli brak seksu przekłada się to, że jest mi z tym źle i może to nawe
                      > t daje się odczuć innym to szukanie możliwości rozładowania to szczyt prymitywi
                      > zmu?

                      A co z popedem zony ? Zastanowiles sie czasem ? Zniknal tak sam z siebie ? Bo wczesniej zdaje sie byl. Ja majac kiepski seks wolalam zaspokajac sie sama. Moze i ona tak robi ? Pytales ?

                      > To są Twoje rady? Podyskutujmy. Po tym Twoim p
                      > oście jestem naprawdę ciekaw dalszych argumentów. Jestem naprawdę ciekaw takieg
                      > o rozumowania, jaki zaprezentowałaś.

                      Nie ma mocy zeby zmusic kogos zeby chcial uprawiac z nami seks jesli on sam tego nie chce. Ale mozesz zaczac byc soba, zyc pelnia zycia, nie byc podleglym kapciem, ktory dal sobie wmowic, ze zwiazek to wymiana. Ty wyniesiesz smieci, a ona zrobi Ci loda. Zalosne. Powtarzam po raz drugi- to tak nie dziala. Zwiazek ma uskrzydlac, ma laczyc dwoje wolnych ludzi. Jesli jeden z nich jest niewolnikiem, to jest traktowany jak niewolnik i moze sie spodziewac tylko ochlapow (albo nic, tak jak Ty ).
                      • jesod Twoja wolność 21.09.14, 14:22
                        mabelle2000 napisała:
                        > "Musisz" to tylko wobec dzieci, ktore na swiat powolales, reszta to Twoje
                        > zycie, Twoja wolnosc, ktorej zaden zwiazek, ani zadna kobieta zabrac nie moze.

                        Jasssne, jasne, jak słońce na niebie...
                        I niech nigdy przypadkiem nie zapomni, że.... kobieta to twój wróg. W końcu na polowanie nie chodzi, wojny - jak na razie - w pobliżu nie ma żadnej, a walczyć o wolność i niepodległość przecież z kimś trzeba, inaczej się testosteron marnuje.
                        • urquhart testosteron i oksytocyna ciemne strony 21.09.14, 14:53
                          jesod napisała:
                          >
                          > Jasssne, jasne, jak słońce na niebie...
                          > I niech nigdy przypadkiem nie zapomni, że.... kobieta to twój wróg. W końcu na
                          > polowanie nie chodzi, wojny - jak na razie - w pobliżu nie ma żadnej, a walczyć
                          > o wolność i niepodległość przecież z kimś trzeba, inaczej się testosteron marn
                          > uje.

                          Jesod przestań jechać na ten testosteron , testosteron ma ciemne strony i jasne strony ale oksytocyna determinująca działanie kobiet ma także ciemną stronę.
                          Mimo że popkultura utrwala wszystkim że testosteron jest BEE, a kobieca oksytocyna SI.
                          Nie wiem na ile zdajesz sobie sprawę że jesteś moim zdaniem świetnym książkowym przykładem tych ciemnych stron oksytocyny :)

                          "Kiedy skojarzenia danego człowieka są pozytywne, uruchamia zachowania prospołeczne. Gdy są negatywne, pojawią się raczej złośliwa satysfakcja (!!!) czy zawiść (Biological Psychiatry)."

                          kopalniawiedzy.pl/oksytocyna-hormon-milosc-zachowania-prospoleczne-zawisc-zazdrosc-Simone-Shamay-Tsoory,9045
                          www.poradnia.pl/ciemna-strona-oksytocyny.html
                          • jesod Jesod przestań 21.09.14, 19:38
                            urquhart napisał:
                            > Jesod przestań jechać na ten testosteron ,

                            A w którym to dokładnie miejscu ja jadę na testosteron...? :/ Masz jakieś zwidy i omamy, diagnosto?
                            A tak a propos... To testosteron jest tutaj pod jakąś specjalną ochroną?

                            urquhart napisał:
                            > Nie wiem na ile zdajesz sobie sprawę że jesteś moim zdaniem świetnym książkowym
                            > przykładem tych ciemnych stron oksytocyny :)

                            Twoje zadanie nie robi na mnie wrażenia. Żadnego.
                            Ale jeśli chcesz się dowiedzieć jakie wrażenie Ty na mnie robisz, to Cię oświecę...
                            Moim zdaniem jesteś świetnym, bardzo praktycznym przykładem bardzo ciemnej strony człowieka i tego powinieneś się wstydzić, jeśli masz jeszcze jakiekolwiek poczucie wstydu.

                            urquhart napisał:
                            > "Kiedy skojarzenia danego człowieka są pozytywne, uruchamia zachowania prospołe
                            > czne. Gdy są negatywne, pojawią się raczej złośliwa satysfakcja (!!!) czy zawiś
                            > ć (Biological Psychiatry)."

                            Ooo...! Bingo! Nareszcie coś masz, co Ci podpasowało...
                            Super diagnoza no i poparta cytatem.
                            Trzymaj tak dalej.
                      • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 15:43
                        Mabelle,
                        Jesteśmy tak różni, że nigdy nie przytakniemy sobie nawzajem. Nie odbierz tego źle, nie oceniam Cię, ale nie mógł bym się ożenić z kobietą myślącą jak TY. Jak pewnie Ty nie mogła byś mnie poślubić. Jestem konserwatywny. Jak decyduję się na tak poważny ruch jak małżeństwo to ?muszę? i nie ?nie mogę? niektórych rzeczy. Wierzę w tradycyjne wartości. Wierzę w małżeństwo, wierzę w te przyrzeczenia. Wierzę, że rodzina jest ważna, wierzę, że dzieci potrzebują obu rodziców, że w małżeństwie jest lepiej i gorzej, ale trzeba starać się. Życie jest moje, ale już nie tylko moje. Może Ci się to wydać śmieszne, żałosne. Może nawet sam fakt małżeństwa taki Ci się wydaje. Ale ja tak to rozumię. I oczekuję, że osoba z którą spędzam życie też tak to widzi. Inaczej nie potrafię z nią być. Nie akceptuję przygodnych związków. Nie uważam, że jak tylko coś zaczyna nie grać to ?wolna droga, nikt nikogo na siłę nie trzyma Jak nie Ty to będzie inna?. To nie ja. Taki jestem. Brała mnie takiego i takiego mnie ma. Nie oczekuję medali. Dla mnie to żaden heroizm, to normalka.
                        Mabelle, czy przeczytałaś szczegółowo co napisałem poprzednio? Twoje argumenty w dużej mierze się powtarzają. Odpowiedziałem na nie poprzednio. Nie ma sensu tego powtarzać. Twoje rozumowanie sprowadza się do tego:
                        ?Mam w dupie co Ty chcesz, jeśli akurat będzie to zgodne z tym co ja chcę to OK. A jak nie to to narusza moją wolność, całe moje jestestwo, to będzie jak zniewolenie. Nie będę się naginać tylko dlatego, że moja żona sobie coś ubzdurała. Niech każdy robi co chce i jak chce, a jak to się drugiemu nie podoba to jego problem.
                        Dla jasności: nie zmuszam, nie płaczę i jak widzisz nie wyszarpuję. Od roku.
                        Seks to prezent. Mogę się z tym zgodzić. Dlaczego więc nie obdarować nim kogoś kogo się niby kocha. No chyba, że nie kocha, wtedy rozumiem. Wtedy to zmuszanie, właściwie gwałt.
                        Radzisz, żeby zapytać czy ?jej cipka jest napalona?. Mabelle, nie o to chodzi. Starałem się to wyjaśnić. Nie mogę i nie chcę doprowadzić do sytuacji, gdzie moja żona za każdym razem będzie podkładała się jak kłoda. Była by to dla mnie samego najbardziej upokarzająca sytuacja. Dlaczego tu szukasz sedna.
                        Poradź jak mam zapytać jakim jestem kochankiem? Zrobię to. Może ?Kochanie, jakim jesteś Kochankiem??. A może ?Jak Ci było? Dobrze Ci zrobiłem?, bo jeśli nie to tu jest wibrator, podać??
                        A poza tym gdzie tu równouprawnienie płci. Dlaczego to ja mam zawsze grzać kocioł, ja mam dopytywać, ja, ja, ja. Gdzie tu równość, której tak się domagasz. Wy oczekujecie, że będzie zarobione, zadbane o dzieci, bezpieczne, nie zdradzone, wypytane o wszystkie możliwe rzeczywiste i hipotetyczne problemy i rozpalone, a potem jak już dobrze nagrzane to oczywiście zawsze super zaspokojone. A jak nie - dupa nie facet.
                        Może jest jak mówisz. Może:
                        - gardzi mną,
                        - zaspokaja się sama,
                        - jest ze mną dla wygody,
                        - na zawsze chce mnie pozostawić bez seksu, bo ma w dupie, że mogę mieć jakieś potrzeby,
                        - żadne rozmowy do niczego ją nie przekonają, nie zrobi niczego, żeby w naszym małżeństwie lepiej się działo.
                        Tylko jeśli tak jest to nie jest to ta osoba, z którą się żeniłem. Wtedy nic z tego nie będzie.
                        Zadałem Ci poprzednio kilka pytać. Nie odpowiedziałaś. Dlaczego?
                        Zależało mi na Twojej odpowiedzi więc zadam jeszcze jedno pytanie. Na tym forum jest wiele wątków kobiet, które narzekają, że ich mąż nie chce seksu. Co im radzisz. Weźmy taki przykład: ?mój mąż nie chce się ze mną kochać. Próbowałam wszystkiego, seksownych ciuchów, zmysłowych perfum a on nic. Kiedy już, po raz kolejny, robię podchody, pobudzam go wstępnie ręką w końcu podejmuje współżycie, ale to tylko tak szybko i bez uczucia. Tak na odwal. Co robić??
                        Albo taki: ?mój mąż nie chce się ze mną kochać. Próbowałam wszystkiego, seksownych ciuchów, zmysłowych perfum a on nic. Kiedy już, po raz kolejny, robię podchody, pobudzam go wstępnie ręką w końcu podejmuje współżycie, i jest fantastycznie, ale jak ja nie zacznę to nigdy nic. Co robić?.? I co Ty na to, Ciotko Michelle Mabelle.

                        • mabelle2000 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 18:07
                          parachute40 napisał:

                          > Jestem konserwatywny. Jak decyduję się
                          > na tak poważny ruch jak małżeństwo to ?muszę? i nie ?nie mogę? niektórych rzecz
                          > y. Wierzę w tradycyjne wartości.

                          A ksiedzem czasem nie jestes ? Oni tak pieprza z ambony, calkiem teoretycznie, bo w praktyce to nijak sie sprawdza.

                          > Wierzę w małżeństwo, wierzę w te przyrzeczenia
                          > . Wierzę, że rodzina jest ważna, wierzę, że dzieci potrzebują obu rodziców, że
                          > w małżeństwie jest lepiej i gorzej, ale trzeba starać się. Życie jest moje, ale
                          > już nie tylko moje.

                          Ja tez kiedys wierzylam, ale seksu nie mialam, tak jak Ty. To byla parodia seksu, o ile moge to tak nazwac, w dodatku okazywalo sie czesto, ze moje pomysly sa durne i zboczone. Moglam sobie prosic do woli, cichutko liczac, ze "mi sie cos nalezy". Od kiedy mnie olsnilo, ze jednak dostane tylko to co druga strona zechce mi dac, to jak reka odjal - caly swiat wypieknial :-) Wtedy tez moglam nareszcie dokonac wyboru- zostac i zadowolic sie tym co mam, albo odejsc. Wybralam to drugie, ale z pogoda ducha, ze nie jestem przegrana, ani pokonana, ani skrzywdzona, a on nie jest mi nic winien .Ty natomiast mozesz starac sie bardziej, bohatersko zaciskajac zeby, liczac na nagrode. Wolna wola.

                          > Ale ja tak to rozumię. I oczekuję, że osoba z
                          > którą spędzam życie też tak to widzi.

                          Pomyliles adresy, takie oczekiwania to do swojej zony, a nie do mnie, wiec chyba jej powinienes to powiedziec :-)

                          > ?Mam w dupie co Ty chcesz, jeśli akurat będzie to zgodne z tym co ja chcę to OK
                          > . A jak nie to to narusza moją wolność, całe moje jestestwo, to będzie jak znie
                          > wolenie.

                          Kiepsko u Ciebie ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisalam, zeby miec w dupie druga osoba. Napisalam za to, ze nie zyjesz z nia, aby latala Twoje dziury i spelniala zyczenia, a takze zapewniala atrakcje. Nie chcesz przyjac tej prawdy - trudno.
                          Znam kilka takich zwiazkow jak Twoje, moj poprzedni- nieudany, tez taki byl. Wszystkie sa na granicy rozpadu, albo funkcjonuja w stanie permanentnego wkurwu, bo wiecznie ktos ma pretensje do drugiej osoby ze dala za malo, sam oczywiscie uwazajac, ze dal o wiele, wiele wiecej. Zra sie jak dobrzy ksiegowi ;-) Ale mnie to juz nie dotyczy. Wiesz dlaczego ? Bo nie kalkuluje zadnych korzysci, nie wyliczam tez swoich zaslug, daje to co mam i przyjmuje z wdziecznoscia najmniejszy drobiazg. I mam najlepszy seks jaki w zyciu mogl mnie spotkac, wlasnie dlatego, ze go nie zadam i nie oczekuje.

                          > Poradź jak mam zapytać jakim jestem kochankiem? Zrobię to. Może ?Kochanie, jaki
                          > m jesteś Kochankiem??. A może ?Jak Ci było? Dobrze Ci zrobiłem?, bo jeśli nie t
                          > o tu jest wibrator, podać??

                          Ja bym zapytala zwyczajnie, tak jak pytam o wiele innych spraw, ktore nas lacza. I nie jakim jestes kochankiem, tylko czy nie brakuje jej bliskosci, czy za nia nie teskni. Pytalabym do skutku, az sie otworzy i wyplacze w koncu co jej lezy na sercu. Nie dalabym sie zbyc.
                          Najwazniejsze, zebys trzymal sie wersji MY, a nie JA.
                          Ja mowilam prosto z mostu co bym chciala zebysmy oboje zrobili, pokazywlam tez, no ale tak jak mowie, z entuzjazmem to sie nie spotkalo, moze bylam za malo stanowcza, wtedy tez myslalam tak jak Ty, no skoro mnie kocha, to powinien.... A guzik, nie mial tego obowiazku, teraz to wiem.

                          > A poza tym gdzie tu równouprawnienie płci. Dlaczego to ja mam zawsze grzać koci
                          > oł, ja mam dopytywać, ja, ja, ja. Gdzie tu równość, której tak się domagasz.

                          Wiesz co, ja rownosc mam, a skoro Ty widzisz, ze u Ciebie jej nie ma, to przestan sie tak starac. Bedzie po rowno starania, to moze i seks sie przydarzy :-)

                          > Dla jasności: nie zmuszam, nie płaczę i jak widzisz nie wyszarpuję. Od roku.
                          > Seks to prezent. Mogę się z tym zgodzić. Dlaczego więc nie obdarować nim kogoś
                          > kogo się niby kocha. No chyba, że nie kocha, wtedy rozumiem. Wtedy to zmuszanie
                          > , właściwie gwałt.

                          Nigdy nie kocha sie drugiej osoby bardziej niz samego siebie, radze Ci sie z tym pogodzic. Dlatego oczekiwanie, ze ktos sie bedzie poswiecal w imie milosci jest durne do kwadratu. Kazdy w miare samodzielny czlowiek nie chce poswiecenia, Tobie ono najwyrazniej pasuje, to glowna roznica miedzy nami. Ale na poswieceniu daleko nie zajedziesz, ani swoim, ani zony.

                          > Wy
                          > oczekujecie, że będzie zarobione, zadbane o dzieci, bezpieczne, nie zdradzone,
                          > wypytane o wszystkie możliwe rzeczywiste i hipotetyczne problemy i rozpalone,
                          > a potem jak już dobrze nagrzane to oczywiście zawsze super zaspokojone. A jak n
                          > ie - dupa nie facet.

                          Jekie WY, przepraszam bardzo ? O mnie mowisz ? No przeciez Ci trabie od pieciu postow, ze zasada jest, zeby niczego nie oczekiwac. Twoja zona oczekuje ? A Ty myslisz, ze jak to wszystko spelnisz, to dostaniesz w nagrode seks ? Przepraszam, ale to mega naiwnosc jest.

                          > Weźmy taki przykład: ?mój mąż nie chce się ze mną kochać. Próbowałam wsz
                          > ystkiego, seksownych ciuchów, zmysłowych perfum a on nic. Kiedy już, po raz kol
                          > ejny, robię podchody, pobudzam go wstępnie ręką w końcu podejmuje współżycie, a
                          > le to tylko tak szybko i bez uczucia. Tak na odwal. Co robić??

                          Odejsc. Dla mnie seks to przyjemnosc, bez zachwytu w jego oczach, bez jego radosci, entuzjazmu, seks dla mnie nie istnieje. Poza tym ja ochoczo sie odwdzieczam, wielokrotnie i z radoscia, jesli on tej wdziecznosci nawet by nie chcial, to po co meczyc i siebie, i jego ? To juz lepszy autoerotyzm.
                          • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 19:02
                            Mabelle, sorry, że nalegam, ale zależy mi, żeby do końca zrozumieć Wasze rozumowanie. Czy możesz odpowiedzieć na pozostałe pytania? Dla przypomnienia:

                            Przykład drugi: "mój mąż nie chce się ze mną kochać. Próbowałam wszystkiego, seksownych ciuchów, zmysłowych perfum a on nic. Kiedy już, po raz kolejny, robię podchody, pobudzam go wstępnie ręką w końcu podejmuje współżycie, i jest fantastycznie, ale jak ja nie zacznę to nigdy nic. Co robić?"

                            I z wcześniejszego postu:
                            "Czy jeśli raz na jakiś czas jedno z małżonków nie jest rozgrzane do czerwoności, ale widzi, że drugie bardzo pragnie seksu to "rozładowanie" tego drugiego to taka katorga? Nie mówię o codzienności. Nie mówię, że taka ma być zasada. Pytam, czy przy założeniu, że małżonkowie się kochają mam prawo poprosić żonę raz na 2 miesiące (przy iluś tam wcześniejszym napalaniu jej cipki), żeby używając Twojego języka "spuściła mi z krzyża" Czy też jeśli to robię to świadczy to o moim szowinizmie, przedmiotowym traktowaniu kobiety i tradycyjnym modelu rodziny?"

                            I jeszcze:
                            "Czy taka jest więc Twoja rada, "Ciotka Dobra Rado"? "Masz łape, to sie rozladuj". I tak całe życie? A może "nie pasujecie do siebie to się rozejdźcie, tylko broń Boże nie waż się wspomnieć żonie, że Ci ciężko w krzyżu, bo to kurestwo by było jak by nie była rozpalona?".

                            Mówiąc o "Was" mam na myśli Ciebie, kobiety myślące jak Ty, feministki, kobiety wyzwolone, wszelkiej maści działaczki na rzecz równouprawnienia kobiet etc.Chcę zrozumieć tę logikę, nic więcej.
                            • wont Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 19:29
                              parachute40 napisał:
                              Chcę zrozumieć tę logikę, nic więcej.
                              -----------------
                              Logika jest prosta. Uniwersalna w stosunkach międzyludzkich, nie tylko damsko-męskich.
                              Jak jesteś słaby to ludzie cię nie szanują. Mogą cię lubić, uwielbiać spędzać czas w twoim towarzystwie, pić z tobą wódkę, jeździć na ryby czy na grzyby, uprawiać seks, ale jak jesteś słaby to cię nie szanują.

                              Twoja podstawowa potrzeba w związku jest lekceważona. Komunikujesz to, chociaż tak naprawdę chyba nie ma potrzeby komunikować tak podstawowej rzeczy. A żona ma to w dupie. Dlaczego? Bo cię nie szanuje. Bo jesteś słaby. Bo wie, że ty sobie tylko ponarzekasz i nic nie zrobisz. Dlaczego? Bo jesteś słaby właśnie. Ja wiem - kochasz ją i tak dalej... Dzieci... Piękne wspomnienia... No i co z tego? Ruchać się chce? Chce. Żona nie daje? Nie daje. To ruchaj na boku albo odjedź od żony albo żyj w quasi-celibacie.

                              PS. A poza tym, jakbyś spuścił parę razy z krzyża w innej samicy to i samicy ślubnej by się zachciało. Bo one jakoś wyczuwają to szóstym zmysłem, że jakaś inna suka się kręci w pobliżu.
                              • wont Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 19:52
                                wont napisał:

                                > parachute40 napisał:
                                > Chcę zrozumieć tę logikę, nic więcej.
                                > -----------------
                                I jeszcze jedno. To jest błąd, który wszyscy popełniamy - staramy się "zrozumieć". Próbujesz analizować zachowanie żony biorąc do rąk narzędzia z zakresu logiki. I nie udaje ci się zrozumieć bo to z logiką nie ma nic wspólnego. Ona, jakby chciała, to też by ci pewnie nie umiała wytłumaczyć bo to emocje są a nie logika. A prawda jest chyba mało skomplikowana. Nie kręcisz ją. Być może dlatego, że nigdy jej nie kręciłeś a ona udawała. Być może dlatego, że w ogóle mężczyźni, seks nie kręci jej specjalnie. Być może dlatego, że przestała cię szanować - bo wie, że jesteś "udupiony" i nigdy jej nie opuścisz, bo kochasz dzieci lub nie stać cię na rozstanie. Innymi słowy, mówiąc prościej - za dobrze jej i w dupie jej się poprzewracało.

                                No ale - po co analizować? To ona nie spełnia twoich potrzeb i to niech ona się martwi i analizuje. A na razie jest odwrotnie.
                              • jesod Logika jest prosta 21.09.14, 20:07
                                wont napisał:
                                > Logika jest prosta. Uniwersalna w stosunkach międzyludzkich, nie tylko damsko-męskich.
                                > Jak jesteś słaby to ludzie cię nie szanują

                                Ty masz się za mocnego...?

                                wont napisał:
                                > A poza tym, jakbyś spuścił parę razy z krzyża w innej samicy to i samicy ślubnej by się
                                > zachciało. Bo one jakoś wyczuwają to szóstym zmysłem, że jakaś inna suka się kręci w
                                > pobliżu.

                                Bezwzględność nigdy nie jest oznaką siły.
                                Samiec, który daje tego typu rady naprawdę niewiele ogarnia, poza spuszczaniem się z krzyża. Tu logika też jest prosta.






                            • mabelle2000 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 20:21
                              parachute40 napisał:

                              > Przykład drugi: "mój mąż nie chce się ze mną kochać. Próbowałam wszystkiego, se
                              > ksownych ciuchów, zmysłowych perfum a on nic. Kiedy już, po raz kolejny, robię
                              > podchody, pobudzam go wstępnie ręką w końcu podejmuje współżycie, i jest fantas
                              > tycznie, ale jak ja nie zacznę to nigdy nic. Co robić?"

                              Z Twojego przykladu wynika : Maz nie chce seksu, ale jak go zmusze to jest fantastycznie :-) Jasne, chyba w bajce. Marek tez wierzy, ze jak kobieta nie chce, to nic nie szkodzi, w miare posuwania na pewno sie rozkreci. Moze sie rozkreci, ale bardziej prawdopodobne jest, ze temu zmuszanemu, tak na przyszlosc, to na sama mysl o seksie bedzie sie chcialo rzygac.
                              Jak maz nie chce seksu, to te sprytniejsze kobiety i bardziej bezczelne trzepia mu komputer i sprawdzaja czy oglada porno, albo ma kochanke. Jak oglada, albo kreci na boku, to wtedy jest jazda. U mnie jazdy by nie bylo, nawet by nie bylo zalu, bo jak powtarzam- kazdy jest wolnym czlowiekiem, ma prawo robic co chce. I ma prawo wyboru.
                              Dlaczego rozmowa jest wazna ? Bo niektorzy ludzie maja zahamowania, wstydza sie, maja problemy zdrowotne, boja sie. Jak nie zapytasz, nie dowiesz sie dlaczego druga strona nie chce seksu. Musisz te informacje od niej wydobyc, bez tego nic nie zdzialasz, a Twoje powolywanie sie na "wartosci" wybacz, ale jest zenujace, bo zony i tak nie zwilzy.

                              > "Czy jeśli raz na jakiś czas jedno z małżonków nie jest rozgrzane do czerwonośc
                              > i, ale widzi, że drugie bardzo pragnie seksu to "rozładowanie" tego drugiego to
                              > taka katorga? Nie mówię o codzienności. Nie mówię, że taka ma być zasada. Pyta
                              > m, czy przy założeniu, że małżonkowie się kochają mam prawo poprosić żonę raz n
                              > a 2 miesiące (przy iluś tam wcześniejszym napalaniu jej cipki), żeby używając T
                              > wojego języka "spuściła mi z krzyża"

                              No oczywiscie, ze masz prawo prosic :-) Tak jak ona ma prawo prosic Ciebie. Tylko, ze jak prosze to niestety musze sie liczyc z odmowa. Ja juz te prawde lynelam, Ty upieraj sie dalej, ze Ci sie nalezy.
                              Trzymasz sie jak pijany plota jednej wersji- dlaczego ona nie chce zrobic takiego drobiazgu, no czemu nie chce ? Przeciez to nic ja nie kosztuje, egoistka wredna, no taki drobiazg, a ona nie chce. Glupi by sie domyslil, ze to nie jest dla niej zaden drobiazg, no ale Ty wiesz przeciez lepiej.

                              > Mówiąc o "Was" mam na myśli Ciebie, kobiety myślące jak Ty, feministki, kobiety
                              > wyzwolone, wszelkiej maści działaczki na rzecz równouprawnienia kobiet etc.Chc
                              > ę zrozumieć tę logikę, nic więcej.

                              Sadzac po Twoim ironicznym tonie, to mozna przypuszczac, ze wziales sobie zone z kolka rozancowego, a ona okazala sie tfu,tfu feministka.
                              Zeby zrozumiec czyjas logike trzeba przynajmniej przeczytac jego argumenty, a Ty poki co powtarzasz jak zdarta plyta wersje o skrzywdzonym chlopczyku, ktorego zona wykiwala nie dajac tego co obiecala. No skoro Ci obiecala, to ja pozwij do sadu, ze nie dopelnila warunkow umowy. Innego wyjscia nie widze. Ale zanim to zrobisz, to lepiej z nia pogadaj, mozesz sie ciekawych rzeczy dowiedziec. Ale pewnie tego tez nie bedziesz analizowal, no bo przeciez "jestem konserwatysta i zwiazek ma byc na moich zasadach".

                              > "Masz łape, to sie rozladu
                              > j". I tak całe życie? A może "nie pasujecie do siebie to się rozejdźcie, tylko
                              > broń Boże nie waż się

                              O lapie i rozladowaniu napisalam w kontekscie Twojego permanetnego mylenia dwoch rzeczy- uprawiania seksu partnerskiego z zona, a traktowaniu zony jak przedmiot do rozladowania napiecia. Twoj pomysl na zycie jest taki, ze skoro nie ma pierwszego, to chociaz zona powinna Ci zapewnic drugie. Wiec sie pytam. Gdzie w tym wszystkim jest to czego chce Twoja zona ?
                              Aha, i jeszcze jedno, obraziles sie na rok, zamiast przyprzec kobiete do muru i zazadac szczerej rozmowy, to tez swiadczy, ze jej wersja srednio Cie interesuje.

                              • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 23:50
                                > Z Twojego przykladu wynika : Maz nie chce seksu, ale jak go zmusze to jest fan
                                > tastycznie :-) Jasne, chyba w bajce.

                                Dlaczego nie miało by tak być. Może facet nie odczuwa tak dużej satysfakcji z seksu, ale potrafi doskonale zaspokoić partnerkę. Z jego punktu widzenia nie ma szału, jest po prostu tak sobie. Ale dla niej pełen orgazm. Niemożliwe?
                                Czy nie patrzysz tylko oczami kobiety?
                              • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 23:54
                                Przepraszam za ostatni post jeśli Cię zabolał. Nie chciałem Cię zranić. Ale nie zmienię tego, że tak na to patrzę. Dobranoc.
                                • mabelle2000 Re: Drwisz ze mnie 22.09.14, 11:53
                                  parachute40 napisał:

                                  > Przepraszam za ostatni post jeśli Cię zabolał.

                                  No nie zartuj, az taka wrazliwa to ja nie jestem :-)

                                  > . Ale nie
                                  > zmienię tego, że tak na to patrzę.

                                  Nie zmieniaj, w koncu bez seksu da sie zyc, jesze pare latek i na pewno sie przyzwyczaisz :-)

                          • gogol77 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 21:38
                            Wont napisal:
                            ....A prawda jest chyba mało skomplikowana. Nie kręcisz ją.
                            A mabelle2000 napisała:
                            Co robić??
                            .... Odejsc. Dla mnie seks to przyjemnosc, bez zachwytu w jego oczach, bez jego radosci, entuzjazmu, seks dla mnie nie istnieje. Poza tym ja ochoczo sie odwdzieczam, wielokrotnie i z radoscia, jesli on tej wdziecznosci nawet by nie chcial, to
                            po co meczyc i siebie, i jego ? To juz lepszy autoerotyzm

                            Niestety, parachute. Nic dodać, nic ująć. Czy Twoja żona napisała by o seksie z Tobą tak ładnie jak mabelle?
                            I postaw się w jej sytuacji (żony, nie mabelle) - gdyby to ona Cię z jakiegokolwiek powodu nie kręciła, czy gdyby jej fizyczność lub osobowość budziła Twoją niechęć, albo gdyby Ci się zwyczajnie znudziła - czy byś łatwo i często zmuszał się do seksu z pobudek wyłącznie charytatywnych/humanitarnych.

                            Pisząc to uzmysłowiłem sobie, że mężczyzna nie jest w stanie postawić się w tej materii w sytuacji kobiety bo: po 1. nasza seksualność jest inna - nas łatwiej zmobilizować do seksu nawet przez nie kręcącą nas kobietę - bo może gdzieś to mamy zakodowane w genach że: jest chętna dupa - jest pożądliwość?
                            I po 2. gdy już całkiem nie mamy ochoty na seks - niema erekcji i sprawa jest prosta

                            • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 23:45
                              > I postaw się w jej sytuacji (żony, nie mabelle) - gdyby to ona Cię z jakiegokol
                              > wiek powodu nie kręciła, czy gdyby jej fizyczność lub osobowość budziła Twoją n
                              > iechęć, albo gdyby Ci się zwyczajnie znudziła - czy byś łatwo i często zmuszał
                              > się do seksu z pobudek wyłącznie charytatywnych/humanitarnych.

                              Nie. Wtedy nie. Ale wtedy nie opowiadał bym jej jaką jest super żoną. Zasugerował bym, że może być schudła / utyła. Słowem zauważył bym, że coś jest nie tak i trzeba działać bo sprawy idą w złym kierunku. Walczył bym o ten związek. Odszedł dopiero wtedy gdybym zauważył, że droga strona po prostu nie chce tego zmienić. Ot.
                              • zawle Re: Drwisz ze mnie 22.09.14, 05:43
                                parachute40 napisał: > Nie. Wtedy nie. Ale wtedy nie opowiadał bym jej jaką jest super żoną. Zasugerow
                                > ał bym, że może być schudła / utyła. Słowem zauważył bym, że coś jest nie tak i
                                > trzeba działać bo sprawy idą w złym kierunku. Walczył bym o ten związek. Odsze
                                > dł dopiero wtedy gdybym zauważył, że droga strona po prostu nie chce tego zmien
                                > ić. Ot.

                                Ale dla niej jesteś "super mężem". Pomagasz, spełniasz zachcianki, masz konserwatywne zasady. Czemu miałby twierdzić inaczej? A skoro nadal to wszystko robisz, widać że bez seksu się obchodzisz. Ona nie musi o nic walczyć, bo full wypas. troskliwego męża, który nie ma wymagań. Ona nie chce tego zmieniać. Co teraz?
                          • parachute40 Re: Drwisz ze mnie 21.09.14, 23:50
                            > A ksiedzem czasem nie jestes ? Oni tak pieprza z ambony, calkiem teoretycznie,
                            > bo w praktyce to nijak sie sprawdza.

                            Co się nie sprawdza? Wierność w małżeństwie? To, że małżonkowie się szanują? Że coś trzeba zrobić dla męża/żony? Co się nie sprawdza?

                            > Ja tez kiedys wierzylam, ale seksu nie mialam, tak jak Ty. To byla parodia seks
                            > u, o ile moge to tak nazwac, w dodatku okazywalo sie czesto, ze moje pomysly sa
                            > durne i zboczone. Moglam sobie prosic do woli, cichutko liczac, ze "mi sie cos
                            > nalezy". Od kiedy mnie olsnilo, ze jednak dostane tylko to co druga strona zec
                            > hce mi dac, to jak reka odjal - caly swiat wypieknial :-) Wtedy tez moglam nare
                            > szcie dokonac wyboru- zostac i zadowolic sie tym co mam, albo odejsc. Wybralam
                            > to drugie, ale z pogoda ducha, ze nie jestem przegrana, ani pokonana, ani skrz
                            > ywdzona, a on nie jest mi nic winien .Ty natomiast mozesz starac sie bardziej,
                            > bohatersko zaciskajac zeby, liczac na nagrode. Wolna wola.

                            Seks, seks i jeszcze raz seks. Nie ma seksu jakiego chcesz - nic się nie liczy. Odchodzisz.

                            > Kiepsko u Ciebie ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisalam, zeby miec w dupie drug
                            > a osoba. Napisalam za to, ze nie zyjesz z nia, aby latala Twoje dziury i spelni
                            > ala zyczenia, a takze zapewniala atrakcje. Nie chcesz przyjac tej prawdy - trud
                            > no.

                            To to samo. Tylko inaczej napisane. A jeśli wolno zapytać dlaczego nie miałbym łatać jej dziur, spełniać jej życzeń i zapewniać atrakcji? Co by w tym było niestosownego? Niemęskie? Żałosne? Czy może niemodne.

                            > Znam kilka takich zwiazkow jak Twoje, moj poprzedni- nieudany, tez taki byl. Ws
                            > zystkie sa na granicy rozpadu, albo funkcjonuja w stanie permanentnego wkurwu,
                            > bo wiecznie ktos ma pretensje do drugiej osoby ze dala za malo, sam oczywiscie
                            > uwazajac, ze dal o wiele, wiele wiecej. Zra sie jak dobrzy ksiegowi ;-) Ale mni
                            > e to juz nie dotyczy. Wiesz dlaczego ? Bo nie kalkuluje zadnych korzysci, nie w
                            > yliczam tez swoich zaslug, daje to co mam i przyjmuje z wdziecznoscia najmniejs
                            > zy drobiazg. I mam najlepszy seks jaki w zyciu mogl mnie spotkac, wlasnie dlate
                            > go, ze go nie zadam i nie oczekuje.

                            Seks, seks, seks. Biedny był ten Twój mąż. Żona egoistka i seksoholik.

                            > Ja mowilam prosto z mostu co bym chciala zebysmy oboje zrobili, pokazywlam tez,
                            > no ale tak jak mowie, z entuzjazmem to sie nie spotkalo, moze bylam za malo st
                            > anowcza, wtedy tez myslalam tak jak Ty, no skoro mnie kocha, to powinien.... A
                            > guzik, nie mial tego obowiazku, teraz to wiem.

                            Jeśli mówiłas tak jak tu to trudno się dziwić, że "bez entuzjazmu". Przystawiłaś gościa do ściany, że albo będzie mega Rypaką, albo tego nie zniesiesz to co gość miał zrobić? Wystraszył się

                            > Wiesz co, ja rownosc mam, a skoro Ty widzisz, ze u Ciebie jej nie ma, to przest
                            > an sie tak starac. Bedzie po rowno starania, to moze i seks sie przydarzy :-)

                            Równość czego masz? Seksu, prawda? A masz coś poza nim, poza tym szczęściem wszechogarniającym z seksu istnieje coś między Wami?

                            > Nigdy nie kocha sie drugiej osoby bardziej niz samego siebie, radze Ci sie z ty
                            > m pogodzic. Dlatego oczekiwanie, ze ktos sie bedzie poswiecal w imie milosci je
                            > st durne do kwadratu. Kazdy w miare samodzielny czlowiek nie chce poswiecenia,
                            > Tobie ono najwyrazniej pasuje, to glowna roznica miedzy nami. Ale na poswieceni
                            > u daleko nie zajedziesz, ani swoim, ani zony.

                            To rzeczywiście duża różnica między nami. Jesteś zwykłą egoistką. Skrajną. I Ty o mnie piszesz o "Ja Ja Ja".
                            Żal mi takich jak Ty. Nic dla Was się nie liczy, tylko własne chcice. Mam nadzieję, że nikt z moich bliskich nigdy nie trafi na takiego samoluba jak Ty.

                            > Odejsc. Dla mnie seks to przyjemnosc, bez zachwytu w jego oczach, bez jego rado
                            > sci, entuzjazmu, seks dla mnie nie istnieje. Poza tym ja ochoczo sie odwdziecza
                            > m, wielokrotnie i z radoscia, jesli on tej wdziecznosci nawet by nie chcial, to
                            > po co meczyc i siebie, i jego ? To juz lepszy autoerotyzm.

                            Co do tego Twojego ochoczego odwdzięczania. Aż nie chce się wierzyć. Ty i dać coś od siebie? Takie poniżenie? Wolę już nigdy z nikim nic niż przyjąć Twoją filozofię. Mdli mnie jak Was słyszę cholerni egoiści wyssani ze wszystkiego co rzeczywiście ważne. Umrzesz w poczuciu doskonale spełnionego życia bo miałaś super seks odkąd zostawiłaś męża. Gratuluję dobrego samopoczucia. I pozdrów ode mnie tego nieszczęśnika. A właściwie obu.
                            • zawle Re: Drwisz ze mnie 22.09.14, 06:02
                              parachute40 napisał: > Co się nie sprawdza? Wierność w małżeństwie? To, że małżonkowie się szanują? Że
                              > coś trzeba zrobić dla męża/żony? Co się nie sprawdza?

                              Wiesz co się nie sprawdza? Nierówne inwestowanie. Ciebie też to boli, uwiera. Ty dajesz z siebie dużo, ona odmawia. Sfera intymna nie jest waszą wspólną. Ona w tym domu nie istnieje. To się nie sprawdza. A jej funkcjonowanie jest tak samo ważne jak wierność i szacunek. No chyba że nie dla Ciebie. To przestań biadolić. Skup się na tym szacunku i wierności.

                              > Seks, seks i jeszcze raz seks. Nie ma seksu jakiego chcesz - nic się nie liczy.
                              > Odchodzisz.> To to samo. Tylko inaczej napisane. A jeśli wolno zapytać dlaczego nie miałbym
                              > łatać jej dziur, spełniać jej życzeń i zapewniać atrakcji? Co by w tym było nie
                              > stosownego? Niemęskie? Żałosne? Czy może niemodne.

                              A na jaki temat jest Twój post? Nie na temat seksu? Tylko że musisz zrozumieć różnicę pomiędzy obdarowywaniem a wymianą. Ty chcesz się wymieniać. Ja Ci dałem, Ty tez powinnaś/musisz. Nikt nic nie musi. Ci teraz? Może Twoje dawanie dla niej nie ma żadnej wartości? Albo jest niewspółmierne z tym co musiałaby zrobić dla Ciebie? nie zgadzam się tylko z jednym...zazwyczaj rozmowa nic nie zmienia. Jedynie daje szansę na zrozumienie że druga strona kłamie/ma wszystko w dupie.

                              > Jeśli mówiłas tak jak tu to trudno się dziwić, że "bez entuzjazmu". Przystawiła
                              > ś gościa do ściany, że albo będzie mega Rypaką, albo tego nie zniesiesz to co g
                              > ość miał zrobić? Wystraszył się


                              I jak tu pożądać? Następnego wystraszonego? Skąd więc posty o żonach- kłodach? O ja głupia. Zrozumiałam...facet musi zawsze dostawać komunikaty że jest zajebisty/jedyny/wspaniały, bo inaczej mu nie stanie, bo się załamie, bo wystraszy. Powinni tego uczyć w szkole;) Mój facet lubi pewien określony rodzaj pieszczoty- o specjalnym natężeniu. Uczę się, a on mnie instruuje. Czy to mnie osłabia? Cieszę się że chce ze mną o tym mówić, że dba o jakość tego co jest między nami, że wprowadza mnie w swój intymny świat.

                              > To rzeczywiście duża różnica między nami. Jesteś zwykłą egoistką. Skrajną. I Ty
                              > o mnie piszesz o "Ja Ja Ja".
                              > Żal mi takich jak Ty. Nic dla Was się nie liczy, tylko własne chcice. Mam nadzi
                              > eję, że nikt z moich bliskich nigdy nie trafi na takiego samoluba jak Ty.> Co do tego Twojego ochoczego odwdzięczania. Aż nie chce się wierzyć. Ty i dać c
                              > oś od siebie? Takie poniżenie? Wolę już nigdy z nikim nic niż przyjąć Twoją fil
                              > ozofię. Mdli mnie jak Was słyszę cholerni egoiści wyssani ze wszystkiego co rze
                              > czywiście ważne. Umrzesz w poczuciu doskonale spełnionego życia bo miałaś super
                              > seks odkąd zostawiłaś męża. Gratuluję dobrego samopoczucia. I pozdrów ode mnie
                              > tego nieszczęśnika. A właściwie obu.

                              A kim jest Twoja żona? Też egoistką. A Ty? dawaj jak najwięcej i NIC nie oczekuj. Nie ma nic gorszego jak egoista w skórze altruisty;) Nie jojcz więc...masz zajebistą, nieegoistyczną rodzinę, opartą na miłości i szacunku. Nie masz żadnych problemów i trafiłeś na super babkę.
                              • wont Re: Drwisz ze mnie 22.09.14, 07:54
                                zawle napisała:

                                > > O ja głupia. Zrozumiałam...facet musi zawsze dostawać komunikaty że jest zajebi
                                > sty/jedyny/wspaniały, bo inaczej mu nie stanie, bo się załamie, bo wystraszy. P
                                > owinni tego uczyć w szkole;)
                                ----------------
                                Ooo właśnie! Powinni uczyć w szkole :) Bez przesady, że nie stanie ale na pewno będzie stał i mocniej i dłużej :)

                                Mój facet lubi pewien określony rodzaj pieszczoty-
                                > o specjalnym natężeniu. Uczę się, a on mnie instruuje.
                                -----------------
                                No teraz to mnie zaintrygowałaś. Dawaj szczegóły! :)
                                • zawle Re: Drwisz ze mnie 22.09.14, 12:01
                                  wont napisał: > No teraz to mnie zaintrygowałaś. Dawaj szczegóły! :)

                                  Nie będę Cię od poniedziałku rozczarowywać, a Ciebie raczej nic nie zaskoczy;)
                              • mabelle2000 Re: Drwisz ze mnie 22.09.14, 11:36
                                Dzieki Zawle, nawet nie musze odpisywac, bo zrobilas to za mnie :-) Lepiej bym tego nie ujela.
            • agrape Re: W końcu, w geście rozpaczy 19.09.14, 21:49
              Masz maila jak login na gazecie? Bo chciałam Ci coś napisać w temacie.
              • potwor_z_piccadilly Re: W końcu, w geście rozpaczy 19.09.14, 23:05
                agrape napisała:

                > Masz maila jak login na gazecie? Bo chciałam Ci coś napisać w temacie.

                Wal na ogólnym.
              • agrape Re: W końcu, w geście rozpaczy 19.09.14, 23:21
                agrape napisała:

                > Masz maila jak login na gazecie? Bo chciałam Ci coś napisać w temacie.

                Pytanie dotyczyło parachute40
                • potwor_z_piccadilly Re: W końcu, w geście rozpaczy 20.09.14, 01:30
                  agrape napisała:

                  > Pytanie dotyczyło parachute40

                  Masz ci los.
                  A już myślałem, że nareszcie nie tylko kolano mnie rwie.

    • mysliciel662 Re: wziac na przetrzymanie 23.07.14, 09:30
      Poczekaj trochę, a druga strona sama zareaguje ;)
    • aramea Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 00:24
      Taa, mamy takie doświadczenia...
      Założyłam sobie wzięcie na przetrzymanie 7 maja 2011 roku.
      No i przetrzymał mnie...
      Pierwsze 1,5 roku było koszmarne, chodziłam po ścianiach.
      A styczniu br okazało się, że weszłam w przedwczesną menopauzę, organizm się chyba poddał.

      Tak więc - nie polecam tego rozwiązania... Nawet człowiek nie zauważa, jak leci w dół poczucie własnej wartości, radość życia, motywacja.
      Ale i przejmuję pełną odpowiedzialność za to, co mnie spotkało.
      Mogłam zebrać siły i zawalczyć o siebie, nie unosić się dumą, tylko działać, a byłam jak sparaliżowana. Jakaś część mnie nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
      Przegapiłam odpowiednią chwilę. Muszę gwoli sprawiedliwości dodać, że mąż zaproponował mi całkiem otwarcie, żebym sobie kogoś znalazła "do tych rzeczy", byle tylko "kulturalny był" ale to nie mieściło się w moim świecie, tak po prostu, wydawało mi się nie do zrealizowania...
      Poza tym wydawało mi się, że wtedy już na pewno wszystko się rozleci.

      Pozbierałam się jednak. Mam konkretne plany. Bardzo konkretne.
      Jak Kitty zapuszczam włosy :-)
      • duit Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 13:23
        Witam jestem facetem i włosów zapuszczać nie mogę :).
        Mam 32 lata i życie seksualne podobne do autorki wątku. Na początku nie zwracałem uwagi, że seks inicjuje tylko ja. Uznałem chyba , że tak ma być . Niestety częstotliwość i jakość naszych zbliżeń spada. Mojego zapału starczyło na 10 lat związku.
        Dochodzą do tego inne problemy i na rozmowy o seksie miejsca nie ma. Jeśli już dojdzie do takowych aberracji, efekt jest krótkotrwały. Czuje jak usycham, rośnie we mnie ogromne poczucie krzywdy z którym nie wiem co robić.
        Od trzech miesięcy regularnie biegam. Dla seksualnych frustratów takich jak ja bieganie odradzam.
        Po przebiegnięci 4 kilometrów r*chać się chce dwa razy bardziej :)
        Przynajmniej poczucie humoru mnie nie opuszcza :)
        • aramea Re: wziac na przetrzymanie 24.07.14, 16:39
          Rozumiem i współczuję.
          Ja zaczęłam trenować karate, dużo pary uchodzi i nawet czuję się fajnie po treningu, mam wrażenie, że robię coś dla siebie. Spię znacznie lepiej.
          Na poczucie krzywdy i usychania niestety nie pomaga, a te emocje także miewam.



        • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 25.07.14, 15:07
          duit napisał:

          > Na początku nie zwracał
          > em uwagi, że seks inicjuje tylko ja. Uznałem chyba , że tak ma być . Niestety c
          > zęstotliwość i jakość naszych zbliżeń spada. Mojego zapału starczyło na 10 lat
          > związku.

          No popatrz, poddałeś się przed metą,jak wielu mężczyzn,a własnie po 10 latach życie seksualne pary się stabilizuje...
          Co jest z tym jęczeniem o wieczne inicjowanie seksu? To taki ból, lęk przed odrzuceniem czy jak?
          To tylko pedofile idą na łatwiznę, żerując na dziecięcej potulności...
          Inicjowanie seksu przez kobietę jest obciążone ryzykiem, przez fizjologię po prostu ( męską).

          > Dochodzą do tego inne problemy i na rozmowy o seksie miejsca nie ma. Jeśli już
          > dojdzie do takowych aberracji, efekt jest krótkotrwały. Czuje jak usycham, rośn
          > ie we mnie ogromne poczucie krzywdy z którym nie wiem co robić.

          A kto powiedział,że seks w małżeństwie to zawsze kawior musi być? Niespełnione oczekiwania to chleb powszedni, po obu stronach związku.
          Krótkotrwały efekt, czy mozna oczekiwać,że coś będzie raz na zawsze? Jak raz powiesz kobiecie,że ją kochasz ma wystarczyć na całe życie? Tak samo noc poślubna powinna wystarczyć na całe życie;-)


          > Od trzech miesięcy regularnie biegam. Dla seksualnych frustratów takich jak ja
          > bieganie odradzam.
          > Po przebiegnięci 4 kilometrów r*chać się chce dwa razy bardziej :)
          > Przynajmniej poczucie humoru mnie nie opuszcza :)

          Komunikuj swoje potrzeby żonie, rozmawiaj, nie strasz, nie szantażuj ale uświadom ją, czym grozi zaniedbanie tej sfery.
          • wont Re: wziac na przetrzymanie 25.07.14, 19:51
            mojemail3 napisała:

            > Co jest z tym jęczeniem o wieczne inicjowanie seksu? To taki ból, lęk przed odr
            > zuceniem czy jak?
            > To tylko pedofile idą na łatwiznę, żerując na dziecięcej potulności...
            > Inicjowanie seksu przez kobietę jest obciążone ryzykiem, przez fizjologię po pr
            > ostu ( męską).
            -------------
            A co wy z tym jęczeniem o jęczenie o wieczne inicjowanie seksu?

            Dziewczyny! Wydaje mi się, że podobnie jak ja ma jeśli nie większość, to na pewno duża grupa mężczyzn. Otóż ja i na pewno duża grupa mężczyzn uwielbia kobiety inicjujące seks. Jednym z fajniejszych wspomnień (i mam nadzieję nie tylko wspomnień) jest to, kiedy podczas romantycznego spaceru po pewnym atrakcyjnym turystycznie zagranicznym mieście, moja partnerka poprosiła w środku dnia o powrót do hotelu ("bo jej się pieprzyć chce"). Dla takiej kobiety ja i na pewno duża grupa mężczyzn jest w stanie zrobić wszystko. Takie kobiety, w oceanie Matek Polek - tj. kobiety posiadające potrzeby seksualne, niekrępujące się o nich mówić i domagać się ich zaspokojenia są bezcenne.
            • aramea Re: wziac na przetrzymanie 25.07.14, 21:58
              Podejrzewam jednak, że o innej grupie mężczyzn mówimy, drogi przedmówco!

              Znaczy ja i inne panie tu narzekające... Owszem, nawet się kiedyś z pracy w środku dnia wyrwałam, zapowiedziawszy przez telefon, czego mi się chce... To chyba było w jakimś innym życiu.
              Tyle, że nie można być jedynie i wiecznie inicjującą, a jak przy kolejnym inicjowaniu zostaje się wręcz fizycznie odepchniętym (po kilkukrotnym, jak tu ktoś już ładnie określił "młóceniu z cierpiętniczą miną" przy poprzednich inicjacjach), to się przyjmuje do wiadomości, że ten facet po prostu nie chce, nie lubi, może bez itd. Ciężko się zmotywować do kolejnych prób.
              Zresztą skutecznie mnie już zniechęcił, zapowiedziałam, że więcej nie będę prosić i... myślałam, że mu się zachce, po trzech, czterech czy ilu tam miesiącach. Zle myślałam.

              Akurat ja mam na stanie małopotrzebującego, który przemienił się w nicniepotrzebującego.
              • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 25.07.14, 22:07
                aramea napisała:

                > Akurat ja mam na stanie małopotrzebującego, który przemienił się w nicniepotrze
                > bującego.

                Aramea, NIE WIERZĘ. Bądż bardziej dociekliwa, postaw sprawę na końcu noża, jest kochanka, albo jedzie na porno, albo rzeczywiście jest chory, ma depresję lub spadek testosteronu.
                Najbardziej przykre jest to,że to Ty nie jesteś już bodzcem stymulującym jego pożądanie, ale może gość się tak zapętlił,że sam nie wie dokąd zmierza i czego chce.
                To nieco inny gatunek jest, nie oceniaj go kobiecą miarą ;-)





                • aramea Re: wziac na przetrzymanie 26.07.14, 14:07
                  Jest 10 lat starszy ode mnie, obie opcje wykluczylam, on jest po prostu aseksualny, nie potrzebuje tego. Generalnie jest naprawdę fajnym facetem, świetnym ojcem, można na nim polegać, dasz mu jakiekolwiek zadanie - wykona bez mrugnięcia. świetny...przyjaciel.

                  Początki nas jako pary nie były łatwe, on nawet był lekko załamany i bał się, że go zostawię (powiedział to). Byłam zakochana, doceniałam go za wszystkie wyżej wymienione cechy, więc nie daliśmy za wygraną i nasze życie erotyczne było może bez fajerwerków, ale w sumie satysfakcjonujące. Ja trochę odpuściłam z moich potrzeb, on się starał, spotykaliśmy się po środku.
                  Nie było idealnie, ale nie było i źle, a inne aspekty wspólnego życia rekompensowały pewne niedostatki. Aż się rozjechało... on nie umie i nie chce się zmusić, moje potrzeby po 40 wzrosły.

                  Kiedyś, na krótko przed ślubem miałam taką myśl właśnie: jaki fajny facet na przyjaciela..., taki przebłysk, czy nie bardziej jednak jesteśmy przyjaciółmi, ale stłamsiłam tę myśl, nie sądziłam, że dojdzie aż do tak dramatycznej sytuacji. Trudno czasem przewidzieć, co będzie 15 lat później...
                  • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 26.07.14, 19:27
                    aramea napisała:

                    > Jest 10 lat starszy ode mnie, obie opcje wykluczylam, on jest po prostu aseksua
                    > lny, nie potrzebuje tego.

                    Czyli po 50 tce? Może coś mu dolega, o czymś nie mówi?
                    Spadek sprawności, spadek poziomu testosteronu tak może wpływać na jego pewność siebie, seks jest dla mężczyzny "sprawdzeniem" się jakby na to nie patrzeć....


                    > Nie było idealnie, ale nie było i źle, a inne aspekty wspólnego życia rekompens
                    > owały pewne niedostatki. Aż się rozjechało... on nie umie i nie chce się zmusić
                    > , moje potrzeby po 40 wzrosły.

                    No właśnie, jego możliwości spadły, Ty masz przedmenopauzalny skok hormonalny.
                    Teraz się zastanów, co dla Ciebie jest ważne, czy warto ryzykować rozpad małżeństwa, rodziny, dla kilku lat lepszego seksu.
                    Decyzja należy do Ciebie.

                    > Trudno czasem przewidzieć, co będzie 15 lat później...

                    No jasne, na tym polega ryzyko małżeństwa.
                    • aramea Re: wziac na przetrzymanie 26.07.14, 21:05
                      To też właśnie do tej pory nie zaryzykowałam... rzuciłam się w sport, pracę, hobby.

                      Fizjologia ok. jest, nic mu nie dolega, wysportowany, wygląda młodo... widzisz, mi nawet nie chodzi o seks z mega orgazmami, chodzi mi o czułość, trochę erotycznego napięcia, choćby pocałunki... nic z tego nie ma. Nic. Nie da się nawet pogadać...
                      Po prostu się wyautował i zadowolony.
                      A ja nie chcę do końca życia nie mieć już seksu... Nie umiem się z tym pogodzić, chcę czuć, że żyję, chcę przeżywać życie w różnych jego aspektach, póki jest zdrowie, finanse i forma dopisują... jestem w świetnej formie, cieszę się życiem, podróżami... pracowałam na to długo zresztą, jako jedyna czy też powiedzmy główna zarabiająca.
                      Możemy odcinać kupony, a życia (miejmy nadzieję) jeszcze trochę zostało.
                      Nie lubię narzekać, szukam rozwiązań, ale w tej sprawie sama sobie nie poradzę. No i wyszło, że se jednak ponarzekałam...:-)
                      • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 26.07.14, 23:57
                        aramea napisała:

                        "(...)widzisz, mi nawet nie chodzi o seks z mega orgazmami, chodzi mi o czułość, trochę erotycznego napięcia, choćby pocałunki... nic z tego nie ma. Nic. Nie da się nawet pogadać...
                        Po prostu się wyautował i zadowolony(...)"

                        Rozumiem,seks żeby nie tracić poczucia bliskości w relacji. To że mu się nie chce, to niedobrze, lenistwo jest brakiem miłości.
                        Poza tym, im częściej się para kocha, tym częściej ma to ochotę, jak się zaprzestanie, to powrót jest trudny, choć nie niemożliwy.

                        "(...)A ja nie chcę do końca życia nie mieć już seksu... Nie umiem się z tym pogodzić, chcę czuć, że żyję, chcę przeżywać życie w różnych jego aspektach, póki jest zdrowie, finanse i forma dopisują..."

                        Również rozumiem, pogodzenie się do niczego nie prowadzi,małżeństwo bez seksu jest przygnębiającą rzeczywistością. Nie wiem dlaczego Twój mąż tak uparcie ucieka od rozmowy, to świadczy o wewnętrznym wycofaniu, tak myślę.

                        "(...)jestem w świetnej formie, cieszę się życiem, podróżami... pracowałam na to długo zresztą, jako jedyna czy też powiedzmy główna zarabiająca (...)"

                        Czy tu nie jest " pies pogrzebany" ???
                        Jak on się czuje jako mężczyzna, jaka jest jego kondycja ( psychiczna, emocjonalna)??
                        • marek.zak1 Re: wziac na przetrzymanie 27.07.14, 09:25
                          mojemail3 napisała:

                          > Poza tym, im częściej się para kocha, tym częściej ma to ochotę, jak się zaprzestanie, to powrót jest trudny, choć nie niemożliwy.

                          Dokładnie tak jest.

                          >
                          > "(...)A ja nie chcę do końca życia nie mieć już seksu... Nie umiem się z tym pogodzić, chcę czuć, że żyję, chcę przeżywać życie w różnych jego aspektach, póki jest zdrowie, finanse i forma dopisują..."
                          >
                          > Również rozumiem, pogodzenie się do niczego nie prowadzi,małżeństwo bez seksu jest przygnębiającą rzeczywistością.

                          Brak seksu -. brak związku.

                          Nie wiem dlaczego Twój mąż tak uparcie ucieka od rozmowy, to świadczy o wewnętrznym wycofaniu, tak myślę.

                          Tez tak uważam.
                          >
                          > "(...)jestem w świetnej formie, cieszę się życiem, podróżami... pracowałam na t
                          > o długo zresztą, jako jedyna czy też powiedzmy główna zarabiająca (...)"
                          >
                          > Czy tu nie jest " pies pogrzebany" ???
                          > Jak on się czuje jako mężczyzna, jaka jest jego kondycja ( psychiczna, emocjonalna)??

                          Może tez tu tyc problem. Facet chce i lubi być królem swojej wioski. Jak nie jest bywa zdołowany i wycofany.
                          Pozat tym wszystkim zdrowy facet jak nie chce to ma inna lub sie namietnie masrturbuje..
                        • hello-kitty2 Re: lenistwo jest brakiem miłości 06.08.14, 14:30
                          mojemail3 napisała:

                          To że mu się nie ch
                          > ce, to niedobrze, lenistwo jest brakiem miłości.

                          Dopiero teraz to czytam i zanalazlam cos interesujacego. Obserwuje ostatnio rozne rodzaje leniow/lenistwa i sie na tym zastanawiam: z czego to wynika i jaki ma wplyw na jakosc zycia? Mojemail mozesz ta mysl rozwinac: "lenistwo jest brakiem miłości".
                          • marek.zak1 Re: lenistwo jest brakiem miłości 06.08.14, 14:54
                            hello-kitty2 napisała:

                            . Obserwuje ostatnio rozne rodzaje leniow/lenistwa i sie na tym zastanawiam: z czego to wynika i jaki ma wplyw na jakosc zycia? Mojemail mozesz ta mysl rozwinac: "lenistwo jest brakiem miłości".

                            Lenistwo jest cecha charakteru, taka jak zdolności, inteligencja, czy kreatywność. Wynika to z genów i z wychowania. Lenistwo i miłość? Widziałem tylu zakochanych leni, ze w tę teze nie wierzę.
                            • zawle Re: lenistwo jest brakiem miłości 07.08.14, 06:12
                              marek.zak1 napisał: > Lenistwo jest cecha charakteru, taka jak zdolności, inteligencja, czy kreatywno
                              > ść. Wynika to z genów i z wychowania. Lenistwo i miłość? Widziałem tylu zakoch
                              > anych leni, ze w tę teze nie wierzę.

                              pewnie chodzi o to, że jak człowiek kocha to się stara. A jak się przestał starać to znaczy że przestał kochać. Ja się zawsze pilnuję w sprawach "starań", po kiego zawyżać standard? Potem są tylko pretensje: Bo Ty już nie..........., bo kiedyś.....
                              • hello-kitty2 Re: lenistwo jest brakiem miłości 07.08.14, 11:30
                                zawle napisała:

                                Chodzi o to, że jak człowiek kocha to się stara. A jak się przestał star
                                > ać to znaczy że przestał kochać. Ja się zawsze pilnuję w sprawach "starań", po
                                > kiego zawyżać standard? Potem są tylko pretensje: Bo Ty już nie..........., bo
                                > kiedyś.....

                                Dla mnie to jak sie ktos 'stara' to znaczy, ze cos chce wiec nie jest to nic pozytywnego. Taka gra zeby cos tam ugrac dla siebie. Chyba, ze chodzi, ze wczesniej mu sie chcialo, a teraz sie juz nie chce to mozna interpretowac, ze mu juz nie zalezy. Ale to chyba nie lenistwo tylko kladzenie lachy, brak motywacji.
                            • jesod Lenistwo 07.08.14, 11:05
                              marek.zak1 napisał:
                              > Lenistwo jest cecha charakteru,

                              To stwierdzenie jest ukrytym wymiarem interpretacji Pana Mareczka.
                              • marek.zak1 Re: Lenistwo 07.08.14, 11:12
                                jesod napisała:

                                > marek.zak1 napisał:
                                > > Lenistwo jest cecha charakteru,
                                >
                                > To stwierdzenie jest ukrytym wymiarem interpretacji Pana Mareczka.

                                Nie rozumiem, ale proponuję, abyś wypowiadała w dyskusji raczej wlasne opinie na dany temat.
                                • jesod Re: Lenistwo 07.08.14, 11:23
                                  marek.zak1 napisał:
                                  > Nie rozumiem,

                                  Czego nie rozumiesz?

                                  marek.zak1 napisał:
                                  > ale proponuję, abyś wypowiadała w dyskusji raczej wlasne opinie na dany temat.

                                  Teraz ja nie rozumiem... Czyją opinię wypowiedziałam jako swoją?
                                  • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Lenistwo 07.08.14, 13:18
                                    Sądzę, iż Markowi chodziło o to abyś wypowiedziała swoje zdanie na temat zagadnienia "lenistwo vs. uczucie" - a nie (skądinąd tradycyjnie, tym razem tylko z lekka złośliwie) komentowała zdanie jakiegokolwiek mężczyzny na forum (co zazwyczaj czynisz).
                                    Ten "Pan Mareczek" jakoś nie tytułuje cię per Jesodka czy inne takie - więc jeśli nawet zamiast przedstawienia swojego poglądu wolisz komentarz w stylu "samiec twój wróg" to można go przedstawić bez takich wycieczek.
                                    • jesod Re: Lenistwo 07.08.14, 13:48
                                      zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:
                                      > Sądzę, iż Markowi chodziło o to abyś wypowiedziała swoje zdanie na temat zagadn
                                      > ienia "lenistwo vs. uczucie" - a nie (skądinąd tradycyjnie, tym razem tylko z l
                                      > ekka złośliwie) komentowała zdanie jakiegokolwiek mężczyzny na forum (co zazwyc
                                      > zaj czynisz).

                                      Uuuuuuuuu.... co za reprymenda. Ulżyło????
                                      Ciekawi mnie ta interpretacja wcale nieleniwa, ale za poskramiająca w zamiarze i zapędach. Interesujące jest również uzłośliwianie moich wpisów przez odbiorców z zerowym poczuciem humoru i bez dystansu do samego siebie. Być może ogarniętych manią wielkości i zapatrzeniem w siebie.
                                      Coś Ci powiem... Najlepiej bawi tu prymitywne chamstwo, okołodupne i genitalne....
                                      Nie zauważyłeś tego...? Dziwne. :(
                                      Tak, tak bo jeszcze istnieje chamstwo wysublimowane, z wyższej półki, takie niby eleganckie, narcyzoźródłowe.

                                      zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:
                                      > Ten "Pan Mareczek" jakoś nie tytułuje cię per Jesodka czy inne takie - więc jeś
                                      > li nawet zamiast przedstawienia swojego poglądu wolisz komentarz w stylu "samie
                                      > c twój wróg" to można go przedstawić bez takich wycieczek.

                                      Och... Ach... Co za powrót do poprawności w komunikacji. A może tak sięgniemy do historycznych już, niektórych wpisów...? Jakoś nie widziałam Ciebie tam w roli mentora. Pana Pouczanka i Pana Reagującego.
                                      A tak poza tym...
                                      Wyciągasz wnioski od dupy strony, jeśli chodzi o moje intencje i reakcje.
                      • urquhart >jako jedyna czy też powiedzmy główna zarabiająca< 27.07.14, 10:00
                        aramea napisała:
                        > A ja nie chcę do końca życia nie mieć już seksu... Nie umiem się z tym pogodzić
                        > , chcę czuć, że żyję, chcę przeżywać życie w różnych jego aspektach, póki jest
                        > zdrowie, finanse i forma dopisują... jestem w świetnej formie, cieszę się życie
                        > m, podróżami... pracowałam na to długo zresztą, jako jedyna czy też powiedzmy g
                        > łówna zarabiająca.

                        No ale to przecież główny wątek który typowo na tym forum przewijał się nie raz. Facet który jest na utrzymaniu kobiety traci dume i chęć na seks z nią. Jak z mamusią. Starowicz i inni seksuolodzy w gęsto i często to opisują.

                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,127832929,127984612,Moja_droga_jesli_jestes_bardziej_inteligentna_od.html
                        kobieta.wp.pl/gid,12896004,img,12896098,kat,79596,title,Zarabiam-wiecej-od-meza,galeriazdjecie.html
            • mojemail3 Re: wziac na przetrzymanie 25.07.14, 22:26
              wont napisał:

              "(...) Takie kobiety, w oceanie Matek Polek - tj. kobiety posiadające potrzeby seksualne, niekrępujące się o nich mówić i domagać się ich zaspokojenia są bezcenne. (...)"

              Szkoda,że nikt się nie pokusił o wykpienie fenomenu "Ojca Polaka" z piwem, przy kompie, co mu się nie chce nic chcieć, co " robi NIC" a w wyobrażeniach, widzi się z tymi wszystkimi pięknymi z ekranu...ech...
              Z inicjowaniem nie ma problemu, jak się wie,że na akcję będzie reakcja,w innym przypadku jest blokada.
        • zawle Re: wziac na przetrzymanie 25.07.14, 15:49
          duit napisał: > Od trzech miesięcy regularnie biegam. Dla seksualnych frustratów takich jak ja
          > bieganie odradzam.
          > Po przebiegnięci 4 kilometrów r*chać się chce dwa razy bardziej :)
          > Przynajmniej poczucie humoru mnie nie opuszcza :)

          Ty posiedź, a na przełaje kobitę wypuść. Może jej też się zachce.
          • druginudziarz Re: wziac na przetrzymanie 25.07.14, 22:20
            zawle napisała:

            > duit napisał: > Od trzech miesięcy regularnie biegam. Dla seksualnych frust
            > ratów takich jak ja
            > > bieganie odradzam.
            > > Po przebiegnięci 4 kilometrów r*chać się chce dwa razy bardziej :)
            > > Przynajmniej poczucie humoru mnie nie opuszcza :)
            > Ty posiedź, a na przełaje kobitę wypuść. Może jej też się zachce.
            Czekaj tatka latka :D
    • enia17 Re: wziac na przetrzymanie 05.08.14, 20:45
      Ostatni sex 23lipca
      Czy to mnie lokuje w czolowce srodku czy ogonie forum?
      Mniejsza z tym
      24 lipca straszna awantura o uj wie co kiedy to zostalam nazwana szmata tempa strzala wiesniara i uwaga po grozbach ze mi zaraz wyjebie zeby i przypierdoli w leb jednak zdecydowal sie na forme light i mi naplul na twarz
      Slowo honoru ludzie juz mnie nigdy nie dotknie
      Planuje w glowie jak sie z tego wszustkiego wyplatac
      Mam 9 miesieczna corke i 5 letniego syna i wspolny kredyt
      W sumie chyba czas zmienic forum na RICD
      • bcde Re: wziac na przetrzymanie 05.08.14, 23:24
        > 24 lipca straszna awantura o uj wie co kiedy to zostalam nazwana szmata tempa s
        > trzala wiesniara i uwaga po grozbach ze mi zaraz wyjebie zeby i przypierdoli w
        > leb jednak zdecydowal sie na forme light i mi naplul na twarz
        > Slowo honoru ludzie juz mnie nigdy nie dotknie

        Nie dramatyzuj. Facet musiał ci imponować swoją silną ramą, skoro żebrałaś o seks u niego. Nie każdy tak potrafi powiedzieć kobiecie :) Nie wierzę, że to pierwsze takie jego zachowanie, a wcześniej to był łagodny i czuły.
      • druginudziarz Re: wziac na przetrzymanie 05.08.14, 23:37
        enia17 napisała:

        > Ostatni sex 23lipca
        > Czy to mnie lokuje w czolowce srodku czy ogonie forum?

        Ale w XX czy XXI wieku?
      • zawle Re: wziac na przetrzymanie 05.08.14, 23:43
        enia17 napisała: ze mi zaraz wyjebie zeby i przypierdoli w
        > leb jednak zdecydowal sie na forme light i mi naplul na twarz
        > W sumie chyba czas zmienic forum na RICD

        Coś Ty mu powiedziała? raczej na forum Przemoc w Rodzinie
        • bcde Re: wziac na przetrzymanie 05.08.14, 23:47
          > Coś Ty mu powiedziała?

          Poprosiła o orgazm.
          • zawle Re: wziac na przetrzymanie 06.08.14, 00:13
            bcde napisał:
            > Poprosiła o orgazm.

            Już zabierał chęci a ona wszystko zepsuła?:)))
        • sabat.77 Re: wziac na przetrzymanie 06.08.14, 06:36
          zawle napisała:

          > enia17 napisała: ze mi zaraz wyjebie zeby i przypierdoli w
          > > leb jednak zdecydowal sie na forme light i mi naplul na twarz
          > > W sumie chyba czas zmienic forum na RICD
          >
          > Coś Ty mu powiedziała? raczej na forum Przemoc w Rodzinie

          Ja stawiam na taki scenariusz: oblała go garnkiem wrzątku, rzuciła w niego rozpalonym żelazkiem, spuściła w kiblu dokumenty osobiste i kluczyki do jego samochodu, a facet, cóż - przereagował :)
      • jesod Ostatni(ch) gryzą psy 05.08.14, 23:50
        enia17 napisała:
        > Ostatni sex 23lipca

        A ostatnie poczucie tożsamości?
      • hello-kitty2 Re: wziac na przetrzymanie 06.08.14, 11:41
        enia17 napisała:

        > Ostatni sex 23lipca
        > Czy to mnie lokuje w czolowce srodku czy ogonie forum?
        > Mniejsza z tym
        > 24 lipca straszna awantura o uj wie co kiedy to zostalam nazwana szmata tempa s
        > trzala wiesniara i uwaga po grozbach ze mi zaraz wyjebie zeby i przypierdoli w
        > leb jednak zdecydowal sie na forme light i mi naplul na twarz
        > Slowo honoru ludzie juz mnie nigdy nie dotknie
        > Planuje w glowie jak sie z tego wszustkiego wyplatac
        > Mam 9 miesieczna corke i 5 letniego syna i wspolny kredyt
        > W sumie chyba czas zmienic forum na RICD

        Kurcze ze wszystkiego to i tak to jest najgorsze: ''Mam 9 miesieczna corke i 5 letniego syna i wspolny kredyt''. Brak seksu w malzenstwie to przy tych zobowiazaniach maly pikus. Nie ma jak zwiac ;( I co teraz?
        • wont Re: wziac na przetrzymanie 06.08.14, 14:32
          hello-kitty2 napisała:

          > Kurcze ze wszystkiego to i tak to jest najgorsze: ''Mam 9 miesieczna corke i 5
          > letniego syna i wspolny kredyt''. Brak seksu w malzenstwie to przy tych zobowia
          > zaniach maly pikus. Nie ma jak zwiac ;( I co teraz?
          -------------
          Klasyka tematu. Kredyt mieszkaniowy na 30 lat. We franku. Czyli warty teraz, nawet po latach splacania, duzo wiecej niz mieszkanie. Dupa blada, sprzedac mieszkania sie nie da, rozstac sie nie da, bo trzeba placic. Od dawna mowie, ze banki udzielajace kredytow mieszkaniowych w walucie i kryzys finansowy z 2008 r., za ktory tez przeciez odpowiadaja banki, to powinny dostac jakas nagrode im. Papieza Polaka za wklad w trwalosc polskich malzenstw. Na pewno zrobily w tej kwestii wiecej niz cotygodniowe polajanki z ambony we wszystkich kosciolach razem wzietych. No ale po co byla ta 9 miesieczna corka? Jak juz wiadome bylo, ze z tego malzenstwa to chuj, dupa i kamieni kupa. Na zgode? Bez sensu.
      • notting_hill Re: wziac na przetrzymanie 07.08.14, 11:11
        > Ostatni sex 23lipca
        > Czy to mnie lokuje w czolowce srodku czy ogonie forum?
        > Mniejsza z tym
        > 24 lipca straszna awantura o uj wie co kiedy to zostalam nazwana szmata tempa s
        > trzala wiesniara i uwaga po grozbach ze mi zaraz wyjebie zeby i przypierdoli w
        > leb jednak zdecydowal sie na forme light i mi naplul na twarz
        > Slowo honoru ludzie juz mnie nigdy nie dotknie
        > Planuje w glowie jak sie z tego wszustkiego wyplatac
        > Mam 9 miesieczna corke i 5 letniego syna i wspolny kredyt
        > W sumie chyba czas zmienic forum na RICD

        Tak strasznie nie chciał tego seksu, że mu wszystkie hamulce puściły, kiedy się jednak zmusił. Uj wie co mu jest, ale Twój kierunek myślenia jest dobry- planuj starannie ewakuację. Nawet jeśli miałoby to zająć Ci kilka lat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka