Dodaj do ulubionych

wyparta seksualność

05.07.14, 01:19
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,16166280,Polscy_seksuolodzy__ktorzy_nie_lubia_kobiet.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy
Obserwuj wątek
    • zyg_zyg_zyg Re: wyparta seksualność 05.07.14, 10:18
      Trochę histeryczne podejście. Starowicz faktycznie boi się kobiecej seksualności i widzi w niej zagrożenie dla męskiej, faktycznie mężczyzna i kobiet z równie bujną przeszłością seksualną odbierani są przez społeczeństwo z lekka niesymetrycznie ;-) ale to, co robi autorka tego tekstu, to lekka nadinterpretacja.

      "Nie chwal się partnerowi swoimi seksualnymi wyczynami z przeszłości" jest dla niej równoznaczne z "Odmawiaj sobie prawa do rozwoju seksualności, do wyrażania i zaspokajania swoich potrzeb". To bez sensu. Ja nie wiem, po co miałabym się dzielić z mężem szczegółowymi opowieściami, co robiłam w łóżku z jego poprzednikami, czemu miałoby to służyć. Nie wiem zresztą, po co on miałby robić to samo. Nie widzę plusów, natomiast widzę minusy takiej nieprzesianej, bezmyślnej powiedziałabym szczerości w związku. Ja też się czułam dosyć niepewnie, jak jeden z moich kochanków, taki " z dużym przebiegiem" wspominał o jakimś szczególe - że jedna mogła tylko ze złączonymi nogami, a z inna to mógł dwanaście razy. Chociaż byłam pewna, że jestem dla niego numerem jeden. No cóż, obecna kobieta nie jest najbardziej odpowiednim odbiorcą dla dykteryjek o poprzednich :-)

      Jeżeli mój partner chce znać liczbę moich partnerów wcześniejszych, to tym się mogę z nim podzielić. Ale szczegółami? Poprzednimi doświadczeniami?
      • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 05.07.14, 11:18
        Moje doswiadczenia nie potwierdzaja spostrzezen z tego artykulu, a moze w swojej niewrazliwosci i dazeniu do wlasnej przyjemnosci nie zauwazylam, ze cos jest na rzeczy ;-) Powiem przekornie: nie ma mozliwosci zeby specjalista w jakiejs dziedzinie nie byl ceniony w srodowisku ale obracjamy sie wsrod profesjonalistow ;)

        Skutek: masowe udawanie orgazmow. No wlasnie, a czy nie jest tak, ze kobiety udaja, bo chca wychodzic na lepsze kochanki niz faktycznie sa. To czyja potrzebe tak naprawde tym zaspokajaja? Meska? Jak dla mnie lechtaja tym swoje wlasne ego.
        • kutuzow Udawanie orgazmów 05.07.14, 21:02

          hello-kitty2 napisała:
          > Skutek: masowe udawanie orgazmow. No wlasnie, a czy nie jest tak, ze kobiety ud
          > aja, bo chca wychodzic na lepsze kochanki niz faktycznie sa. To czyja potrzebe
          > tak naprawde tym zaspokajaja? Meska? Jak dla mnie lechtaja tym swoje wlasne ego

          Ja bym to obstawiał jako element "wersji demo" jednak robiony pod faceta.
          Im bardziej zależy danej kobiecie na tym facecie jako partnerze długoterminowym (bo dobry materiał na ojca dzieci i dostarczyciela dóbr i bezpieczeństwa), tym bardziej stara się go zainteresować. Gdyby np. żona Sabata od razu zadeklarowała, że seks jej nie kręci i będzie się z nim kochała tak średnio raz na 2-3 miesiące, to pewnie dzieciaków (a nawet pewnie związku) by nie doczekali.

          Prezentowanie się jako super kochanki, takiej co lubi seks, co więcej ma z niego przyjemność usypia czujność. Niby czemu taka kobieta miałaby nagle się zmienić po ślubie?
          To jest jednak taka sama pułapka jak ta gdy facet ściemnia na pierwszej randce, ze zalezy mu na romantyzmie i wcale to a wcale nie na seksie. Potem z czasem głupio tak nagle przyznać się że się ściemniało. Tak samo jak lasce co udawała głupio nagle przestać. Skoro gości od lat robi dokładnie tak samo i wczesniej widział spazmy rozkoszy.
          • kag73 Re: Udawanie orgazmów 05.07.14, 22:44
            > hello-kitty2 napisała:
            > > Skutek: masowe udawanie orgazmow. No wlasnie, a czy nie jest tak, ze kobi
            > ety udaja, bo chca wychodzic na lepsze kochanki niz faktycznie sa. To czyja potrzebe
            > > tak naprawde tym zaspokajaja? Meska? Jak dla mnie lechtaja tym swoje wlasne ego.

            Kitty, naprawade trudno powiedziec dlaczego. Hmm, sluchajac facetow mowiacych o dobrych kochankach raczej uslyszysz o : lodzie, analu, otwartosci, wlasnej inicjatywie, nie lezeniu jak kloda, ochocie na seks i gotowosci, niekoniecznie zas o orgazmie kobiety.
            Wiele kobiet ma w glowie obrazek pary szczytujacej jednoczesnie podczas penetracji, tym sie koncy seks, w ksiazkach, na filmach itd. Jezeli u nich zas sie tak nie dzieje, mysla, ze z nimi cos nie tak a nie chca byc "dziwne", albo wybrakowane jakies. Nie chca tez rozczarowac faceta, owszem chca sie mu podobac i w tym wzgledzie i do tego chca potwierdzic, ze on jest dobrym kochankiem.

            kutuzow napisał:
            "Gdyby np. żona Sabata od razu zadeklarowała, że seks jej nie kręci i będzie się z nim kochała tak średnio raz na 2-3 miesiące, to pewnie dzieciaków (a nawet pewnie związku) by nie doczekali.
            Kutuzow, jest roznica czy ktos nie chce/nie garnie sie do seksu a tym czy ktos/kobieta udaje orgazmy.
            > To jest jednak taka sama pułapka jak ta gdy facet ściemnia na pierwszej randce,
            > ze zalezy mu na romantyzmie i wcale to a wcale nie na seksie. Potem z czasem g
            > łupio tak nagle przyznać się że się ściemniało.
            Bylam na wielu randkach ale nie zdarzylo mi sie, zeby ktos na pierwszej randce w punktach wyliczal co dla niego jest wazne romantycznosc czy seks. Serio. Ty mnie czasem zadziwiasz.
            Twoja wizja ziwazku/wyobrazenia a realia to dwie zupelnie rozne rzeczy.
            • kag73 Re: Udawanie orgazmów 05.07.14, 22:48
              kag73 napisała:
              > Wiele kobiet ma w glowie obrazek pary szczytujacej jednoczesnie podczas penetra
              > cji, tym sie koncy seks, w ksiazkach, na filmach itd."

              Nie tylko kobiety zreszta, mezczyni rowniez maja takie wyobrazenia(wielu). I dlatego kobieta wydaje sie potem "nienormalny", bo przeciez inne/wszystkie, w zyciu i w filmach maja:)

              • zawle Re: Udawanie orgazmów 05.07.14, 22:57
                To tak jak z tym, ze kobieta ma zrobić facetowi dobrze. Lubię to, niestety czasami trafia się taki który mi rozwala system.
            • kutuzow Re: Udawanie orgazmów 05.07.14, 23:48
              kag73 napisała:
              > Bylam na wielu randkach ale nie zdarzylo mi sie, zeby ktos na pierwszej randce
              > w punktach wyliczal co dla niego jest wazne romantycznosc czy seks.

              OK, Napisałem nieprecyzyjnie.
              Czy jak zamienisz Pierwszą na "na początku znajomości" będzie OK?
              • kag73 Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 00:09
                kutuzow napisał:
                > Czy jak zamienisz Pierwszą na "na początku znajomości" będzie OK?

                Nie wiem jak maja/mieli inni, ale u mnie to sie kazdy facet na poczatku znajomosci do majtek probowal dobierac:) Co wydaje mi sie dosc normalne.
                Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora sie do kupy, zeby sobie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?
                • kutuzow Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 09:49
                  kag73 napisała:

                  > Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora sie do kupy, zeby s
                  > obie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?

                  Wiesz, są tacy co wierzą w to że jak facet zaprasza na wspólne gotowanie kolacji, to jemu chodzi o tą kolację i potem nawet bronią tego na forum ;-)
                  Dzielnie odrzucają wszystkie teorie o "friendzone" itp
                  • bcde Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 10:06
                    > Wiesz, są tacy co wierzą w to że jak facet zaprasza na wspólne gotowanie kolacj
                    > i, to jemu chodzi o tą kolację i potem nawet bronią tego na forum ;-)

                    :)
                  • kag73 Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 22:52
                    kutuzow napisał:
                    > Wiesz, są tacy co wierzą w to że jak facet zaprasza na wspólne gotowanie kolacj
                    > i, to jemu chodzi o tą kolację i potem nawet bronią tego na forum ;-)
                    > Dzielnie odrzucają wszystkie teorie o "friendzone" itp
                    :))
                    Juz tlumaczylam. To nie tak, ze facet podkreca a ja udaje niedostepna dostepna, nic nie wiadomo itd. On sie odwazyl i zaproponowal i dostal kosza, po prostu, kategoryczne "nie". Przetrawil i po tygodniu czy dwoch zadzwonil mowiac, ze no nic to, ale kumplami nadal byc mozemy i powiedzial co bym przyszla na kolacje, bo wlasnie cos tam gotuje. Mieszkal w akademiku, kazdy mial swoj pokoj, kuchnia wspolna dla wielu!
                    W dodatku co mnie to obchodzi co on sobie chce albo mysli, ja swoje powiedzialam, jestem fair, zagralam w otwarte karty. Jego wybor czy sie chce zadowolic kumelstwem czy nadal ma nadzieje, nie moj problem. Nie bylam z nim w lozku, niczego mu nie obiecywalam, nie robilam nadzei. Tak trudnoto zrozumiec?
                    • kutuzow Kag -jedno pytanie 07.07.14, 09:35
                      kag73 napisała:
                      > Przetrawil i po tygodniu czy dwoch zadzwonil mowiac, ze no
                      > nic to, ale kumplami nadal byc mozemy i powiedzial co bym przyszla na kolacje,
                      > bo wlasnie cos tam gotuje.

                      Czy Ty zaprosiłaś go potem na kolację do siebie. Czy także coś dla niego ugotowałaś?
                      • kag73 Re: Kag -jedno pytanie 07.07.14, 10:15
                        kutuzow napisał:
                        > Czy Ty zaprosiłaś go potem na kolację do siebie. Czy także coś dla niego ugotow
                        > ałaś?
                        A co to ma do rzeczy, Kutuzow? Nigdy nie slynelam z tego, ze gotowalam dla facetow:) Ksiezniczka, he, he.... To nie moje hobby. Gdybym to ja zaprosila jego do siebie na kolacje to mialo by to juz inny wydzwiek, bo ja, w przeciwnienstwie do niego, mialam wlasny aneks kuchenny a nie wspolna z innymi kuchnie:)
                        Za to wyszlam z nim potanczyc jak mnie o to zapytal (on nie placil), sam isc nie chcial.
                        I zaproponowalam jemu z kolegami wspolny piknik w parku i mialam caly koszyk jedzenia.
                        To, ze nadzieja umiera ostatnia, to inna bajka i moze sie ludzil, ze jednak cos z tego bedzie a moze po prostu lubil moje towarzystwo. Postawilam sprawe jasno, on zaproponowal kumplestwo, czyli nie ma powodu sie nie widywac czy nie spotkac. Z drugiej strony mawia sie, ze przyjazn damsko meska nie istnieje, albo rzadko. Czyli jedna ze stron ma jednak nadzieje. Dodam, ze spotykalismy sie nadal jak juz bylam z moim facetem a on mial inna dziewczyne, w czworke, albo w wiekszym gronie.
                        • kutuzow Re: Kag -jedno pytanie 07.07.14, 11:10
                          kag73 napisała:
                          > A co to ma do rzeczy, Kutuzow?

                          Widzisz Kag, zasada Savoir-Vivre (nie wiem jak odmienić) zakładają rewanż. Wizytę i rewizytę.
                          Skoro byłaś na kolacji u gościa (nawet jesli byłby to kolega z pracy), do zasady dobrego wychowania nakazują zaproponowanie rewizyty na podobnych warunkach. Czyli tym razem wizyta u Ciebie i to Ty się starasz coś podać na stół.

                          > I zaproponowalam jemu z kolegami wspolny piknik w parku...

                          Widzisz to nie jest rewizyta. Na takiej samej zasadzie jeśli ja zostane zaproszony na kolację przez koleżankę z pracy, to rewizytą nie będzie zaproszenie całego działu na piwo do parku.
                          tutaj masz coś co robił tylko on specjalnie dla Ciebie. Ty zaś nie zrobiłaś nic specjalnie dla niego.

                          Podtrzymuje to co pisałem wcześniej. Skoro dobrze wiedziałaś jakie gość ma nadzieję bo cytuje: "Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora sie do kupy, zeby sobie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?"
                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,151833415,151845501,Re_Udawanie_orgazmow.html
                          ,to po prostu wykorzystałaś jego naiwność i gościnność.

                          Co jest szczególnie śmieszne, bo sama kiedyś pełni oburzenia tonem pisałaś o tych facetach co to nie chcą płacić za randkę jako tych: "co zamoczyć chcą, ale zapłacić już nie". Pójście na kolację bez rewizyty jest analogicznie: "nażreć się chce, ale zrewanżować juz nie".



                          "Moze jestem naiwna, albo Ty jestes naiwny ale ja np. poznam, ze randka to randka, czy facet zaplaci czy nie. Moze dlatego, ze juz dawno sie przekonalam, ze facet chcacy pojsc/zrobic cos z kobieta ma jeden cel, inaczej wyszedlby z kumplem. I powiem pragmatycznie dla mnie oznacza to tylko: zamoczyc chce, ale zaplacic nie. Nie szkodzi, bo ja nie zubozeje ale fakt jest faktem."
                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150792773,151084581,Re_Nowoczesne_rownouprawnienie_.html
                          • kag73 Re: Kag -jedno pytanie 07.07.14, 12:36
                            Kutuzow, caly czas staram Ci sie pokazac roznice. On zaproponowal sprobowanie razem ja odpowiedzialam, ze nic z tego. On zaproponowal kumpelstwo. A zatem co mialam zrobic?Powiedziec: "nie, bo Ty na mnie lecisz i chesz jednego"? A on by wtedy odpowiedzial: "dziewcze, nie wlewaj sobie, zaproponowalem, odmowilas, nie ty pierwsza nie ostatnia, sa na swiecie jeszcze inne chetne kobiety."
                            Nie rob sie powazny, my bylismy mlodymi biednymi studentami w akademikach w obcym kraju a nie ludzmi pracy po 30 tce i z rewanzami jak sie nalezy. Poza tym ja przynioslam ze soba wino a ludzi to sie w tej kuchni przewinelo kilku i tez przy okazji zjadlo co bylo. Nie bylo bialego obrusu, swiec, romantycznej muzyki i przyciemnionego swiatla. Co nie zmiena faktu, ze ja rowniez zakupilam i przygotowalam wszystko na piknik, wbrew pozorm tez mnie to kosztowalo troche pieniedzy i czasu. A zatem?
                            "Kto jest taki naiwny i wierzy, ze mezczyzna i kobieta biora si
                            > e do kupy, zeby sobie w oczy patrzec albo wieczorami gazety razem czytywac:))?"

                            Tutaj chodzi o sytuacje gdy ludzie sa na poczatku zwiazku, bo o tym pisales, najpierw o pierszej randce a potem o poczatku zwiazku.
                            Ja sie nie bralam z nim do kupy: On wiedzial na czym stoi, bo uslyszal "nie" i w dodatku sam zaproponowal, ze po kumplesku mozemy sie spotykac. Tu nie bylo zadnego poczatku zwiazku i nie bylo randki. Po prostu po kumpelsku spotkalo sie dwoch ludzi.
          • kag73 Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 00:06
            To udawanie orgazmu jest nieco bardziej skomlikowane niz by sie moglo wydawac. Na niemieckiej stronie "ginekolodzy w necie" wyczytalam miedzy innymi, ze:
            Presja i wyobrazenia o tym jaki ma byc orgazm powoduja, ze kobiety udaja orgazm. Szczerosc moglaby byc zagrozniem dla zwiazku i zranic poczucie wlasnej wartosci partnera.
            (Tutaj, widzisz kutuzow, by sie zgadzalo...jak ide z kims tylko do lozka, bo tak, tylko dla seksu, a byc z nim nie chce, to mi wisza jego uczucia i cala reszta, bo z nim zycia dzielic nie chce i w dodatku go nie kocham/nie zywie glebszych uczuc.)
            Dalej: czasem kobiety udawaja orgazm, zeby zakonczyc nieprzyjemny dla nich/niezbyt udany stosunek. Kobiety, ktore nie przyzywaja orgazmow, czuja sie czesto niekobiece i niewystarczajace, udajac orgazm straja sie to uczucie ukryc przed partnerem, bo zwlaszcza jezeli chodzi o seksualnosc ludzie sa bardzo wrazliwi/latwo ich zranic.
            Oczywiscie to udawanie prowadzi do tego, ze mezczyzna robi swoje tak jak zawsze, podczas gdy dla kobiety stosunek seksualny staje sie rozczarowujacy i niesatysfakcjonujacy.

            Wiadomo, bledna kolo. Wydawaloby sie, ze wyjscie jest takie proste, ale czy kazda ma pewnosc i odwage ryzykowac? Czy kazdemu wystarczyloby checi i cierpliwosci, zeby razem cos zmienic. Czy kazdy zaakceptowalby partnerke, ktora ma nie tak jak on to chcial i jak maja inne? Trudny temat.

            • kutuzow Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 10:10
              kag73 napisała:

              > Presja i wyobrazenia o tym jaki ma byc orgazm powoduja, ze kobiety udaja orgazm
              > . Szczerosc moglaby byc zagrozniem dla zwiazku i zranic poczucie wlasnej wartos
              > ci partnera.

              Co do reszty punktów z posta w pełni się zgadzam, tutaj jednak będę bronił swej teorii iż jest to kuszenie w wersji "DEMO". Wystarczy cofnąć się 100 lat do tyłu żeby zobaczyć że wtedy orgazmem kobiety nikt się nie przejmował. Facecji mieli to w nosie -robili swoje. Kobiety zaś nie udawały, bo ich rolą miało być "dawanie" mężowi, a nie "odgrywanie scenek" w łóżku.
              Zobacz że jeszcze w latach 70-tych i 80-tych w Polsce seks oralny był czymś rzadkim i niezwykłym. "Porządne" kobiety bały się utraty reputacji jeśli na to pozwolą. Teraz orgazm kobiety jest kolejnym nowym elementem w sypialni o którym się mówi (jak oral, anal albo zabawy z kajdankami). Istnieje swoisty "wyścig zbrojeń" w tej kwestii.

              Wyobraź sobie w dzisiejszych czasach kobietę która nie lubi "lodów" i jest zdania że seks to raczej klasycznie bez "udziwnień". Zobacz, że ona automatycznie przegra ten wysicig o atrakcyjnego partnera na rzecz kobiet które takich oporów nie mają. Zostanie z "najlepszym z dostepnych" a nie z tym którego faktycznie by chciała.

              W cytowanym przeze mnie art o tym że seks jest coraz tańszy, widać jak szybko postępuje ta walka. Kiedyś seks był (w większości) po ślubie, potem po kilku miesiącach bycia razem, teraz często jest na 2-3 randce. Tam gdzie zaś konkurencja wśród kobiet jest największa (jak np. na amerykańskich uniwerkach gdzie na niektórych jest już spora przewaga kobiet i niedobór mężczyzn), to często i na pierwszej randce. Orgazm (ten udawany) ma polepszyć "ofertę", pokazać partnerowi że pasują do siebie, dać obietnicę fajnego seksu w przyszłości.

              Te kobiety które mają długą ławkę rezerwowych zainteresowanych nimi gości nie muszą udawać. Mogą pozwolić sobie na szczerość i wybór faktycznie takiego który się sprawdza, ew delikatnie nakierowywać obecnego na to co dana kobieta lubi, zeby ten prawdziwy orgazm zaczeli osiagać oboje. Te zaś Panie które nie mogą przebierać jak w ulęgałkach, wybierają strategię udawania, co by nie odstraszyć wartościowego kandydata na męża i ojca dzieci.
              Gdyby chodziło tylko o samo pompowanie ego facetów, to tak samo odbywałoby się to w przypadków ONS-ów i innych "jednorazowych" spotkań na seks. Sama Kag zaznaczyła że tutaj to nie działa....bo nie musi. Nie ma po co kusić gościa obietnicą super seksu w związku, skoro tego zwiazku nie będzie. Jest tu i teraz.
              • kag73 Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 23:17
                kutuzow napisał:
                > Co do reszty punktów z posta w pełni się zgadzam, tutaj jednak będę bronił swej
                > teorii iż jest to kuszenie w wersji "DEMO". Wystarczy cofnąć się 100 lat do ty
                > łu żeby zobaczyć że wtedy orgazmem kobiety nikt się nie przejmował. Facecji mie
                > li to w nosie -robili swoje. Kobiety zaś nie udawały, bo ich rolą miało być "d
                > awanie" mężowi, a nie "odgrywanie scenek" w łóżku.

                Czyli, czasy sie zmienily. Mezczyzn zaczal obchodzic kobiecy orgazm? Po co daleko szukac: czy dla Ciebie wazne jest zaspokojenie czy satysfakcja parnerki?

                > Zobacz że jeszcze w latach 70-tych i 80-tych w Polsce seks oralny był czymś rza
                > dkim i niezwykłym. "Porządne" kobiety bały się utraty reputacji jeśli na to pozwolą.

                Tutaj pojawia sie pytanie czy sami mezczyzni mieli potrzebe/widzieli koniecznosc robienia kobiecie minety? Czy chodzi Ci znow o tego slawetnego loda? Bo wiesz w seksie to bierze udzial dwoje. Byly te "porzadne" kobiety, to sie z czegos bralo, bo moze i mezczyzni od swojej "porzadnej" zony w zadnym wypadku nie oczekiwaliby pewnych praktyk i w dodatku sami niewiele wiedzieli o jej potrzebach. Duzo rzeczy sie nie mowilo, seks to temat tabu byl, zwlaszcza w poprzednim pokoleniu.

                > Wyobraź sobie w dzisiejszych czasach kobietę która nie lubi "lodów" i jest zdan
                > ia że seks to raczej klasycznie bez "udziwnień". Zobacz, że ona automatycznie przegra ten wysicig o atrakcyjnego partnera na rzecz kobiet które takich oporów nie mają. Zostanie z "najlepszym z dostepnych" a nie z tym którego faktycznie by chciała.

                No nie wiem. Atrakcyjosc fizyczna ma niesamowite przebicie, jest, moim zdaniem, afrodyzjakiem numer jeden dla panow. Piekna/atrakcyjna kobieta ma i tak lepsze karty niz mniej atrakcyjna ale gowotowa na "udziwnienia" w seksie, przynajmniej do czasu. Bo facetowi, w dodatku zakochanemu, do frajdy wystarcza piekne cialo kobiety i amen. Jak ona go bedzie krecic to on sie jej nie pozbedzie tak latwo, bo gdzie i kiedy znajdzie taka druga sliczna. Owszem znalezc to moze, ale czy ona zechce akurat jego?
                Natomiast jezeli laska bedzie chetna i seksiara, ale nie w jego typie, to ja bedzie bzykal ale nie tak czesto i nie tak chetnie.
                Jedyny problem z ta piekna ale niezbyt "rozrywkowa" moze byc taki, ze jakby z seksu miala niewiele to sie bedzie migac i on bedzie mial go za malo.

                > Te kobiety które mają długą ławkę rezerwowych zainteresowanych nimi gości nie m
                > uszą udawać. Mogą pozwolić sobie na szczerość i wybór faktycznie takiego który
                > się sprawdza, ew delikatnie nakierowywać obecnego na to co dana kobieta lubi, z
                > eby ten prawdziwy orgazm zaczeli osiagać oboje. Te zaś Panie które nie mogą prz
                > ebierać jak w ulęgałkach, wybierają strategię udawania, co by nie odstraszyć wa
                > rtościowego kandydata na męża i ojca dzieci.

                Mnie sie wydaje, ze to zalezy od doswiadczen, przeszlosci, pewnosci siebie, rowniez od nastawienia/postawy partnera i nie wiem czego jeszcze, moze oceny sytuacji, zaangazowania uczuciowgo. Trudno tak do konca rozgrysc te motywy.

                > Gdyby chodziło tylko o samo pompowanie ego facetów, to tak samo odbywałoby się
                > to w przypadków ONS-ów i innych "jednorazowych" spotkań na seks. Sama Kag zazna
                > czyła że tutaj to nie działa....bo nie musi. Nie ma po co kusić gościa obietnic
                > ą super seksu w związku, skoro tego zwiazku nie będzie. Jest tu i teraz.

                Ja nigdzie nie mowilam o "pompowaniu ego facetow", pisalam o ranieniu ich poczucia wlasnej wartosci a to roznica. I zapominasz o jednym jak Ty mi zwisasz to mi zwisa co sie z Toba/w Tobie dzieje, po prostu mnie to nie obchodzi, moze Cie juz jutro nie zobacze. Ale jak jestem z Toba w zwiazku to mi chyba na Tobie zalezy/ jestem emocjonalnie zaangazowana stad to cale zakrecenie. Wiadomo, ze nie chce stracic sie kogos w kim sie zakochalo. W dodatku to, ze ja, kobieta, nie mam orgazmu wcale nie musi oznaczac, ze facet nie mial/nie ma super seksu, to tak nawiasem:)
            • druginudziarz Re: Udawanie orgazmów 06.07.14, 15:54
              kag73 napisała:
              > Oczywiscie to udawanie prowadzi do tego, ze mezczyzna robi swoje tak jak zawsze
              > , podczas gdy dla kobiety stosunek seksualny staje sie rozczarowujacy i niesaty
              > sfakcjonujacy.
              > Wiadomo, bledna kolo.

              I to jest cała prawda o 'rewolucji seksualnej'.
      • urquhart Re: wyparta seksualność 05.07.14, 11:20
        zyg_zyg_zyg napisała:
        > Jeżeli mój partner chce znać liczbę moich partnerów wcześniejszych, to tym się
        > mogę z nim podzielić. Ale szczegółami? Poprzednimi doświadczeniami?

        To że kobieta nie powinna ujawniać przygód to chyba wszyscy specjaliści sie zgadzają, po za takimi chorymi wyznawczyniami równania płci .
        Jeżeli z jakiś powodów będzie czuł się niepewnie, to tylko znajdzie sobie powód do zracjonalizowania sobie tego.
        Męska pewność siebie to przecież podstawowy afrodyzjak pożądania, a mężczyźni przecież wszędzie podkreślają czyją się coraz mniej pewni siebie, swoich ról, coraz bardziej odcięci w wychowaniu od źródeł męskiej siły.

        W kontekście wakacji wszyscy piszą że kobieta lepiej wychodzi romans za granicą bo tam są odcięte od tego bagażu "silnej kobiety" dominującej i mężczyźni nie mają oporów startować.
        • rekreativa Re: wyparta seksualność 05.07.14, 11:36
          "To że kobieta nie powinna ujawniać przygód "

          Ale dlaczego kobieta?
          Nikt nie powinien zbyt wiele chlapać ozorem o swoich erotycznych doświadczeniach - kobiety też nie lubią słuchać, co tam ich partner wyczyniał z jakąs Zośką, albo Kaśką.
          • urquhart niesymetryczność i paradoks 05.07.14, 11:44
            Jest tu niesymetryczność i paradoks przecież. Panie, daleko nie szukając licznie broniące poglądów Bogini tu oczekują od mężczyzny doświadczenia dobrego kochanka i otwierania ich seksualnie.
            Zatem to nie wprost ale taki image to zaleta dla mężczyzny w tym przypadku.
            • loppe Re: niesymetryczność i paradoks 05.07.14, 16:51
              Partnerka mnie wykochała dzisiaj pięknie przed wyjściem do miasta.
              Tam mówię jej: M. jestem ci wielce rad.
              Partnerka: Dlaczego?
              Ja: M. twój zasięg pamięci nie sięga już nawet pół godziny!:))
              Partnerka: :)

              Oboje normalnie osuwamy się w sklerozę:)
          • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 05.07.14, 12:44
            rekreativa napisała:

            > - kobiety też nie lubią słuchać, co tam ich partner wyczyniał z jakąs Zośką,
            > albo Kaśką.

            Ja lubie, mnie to strasznie kreci, dlatego lubie porno ale ja wtedy wchodze w role meska i jade te cipy razem z nim ;)
            • loppe Re: wyparta seksualność 05.07.14, 16:04
              hello-kitty2 napisała:

              > Ja lubie, mnie to strasznie kreci, dlatego lubie porno ale ja wtedy wchodze w r
              > ole meska i jade te cipy razem z nim ;)

              Ale z Ciebie ziółko Kitty. Wypełniasz cipy razem z nim.
              • urquhart dziewczyna żywcem z męskich fantazji? 05.07.14, 18:51
                loppe napisał:

                > hello-kitty2 napisała:
                > > Ja lubie, mnie to strasznie kreci, dlatego lubie porno ale ja wtedy wchod
                > ze w r
                > > ole meska i jade te cipy razem z nim ;)
                >
                > Ale z Ciebie ziółko Kitty. Wypełniasz cipy razem z nim.

                I Czy kity to nie dziewczyna żywcem z męskich fantazji?
                Może jeszcze kręci ja sadomacho?
                Jeszcze parę takich tekstów i Może uwierzę wkrótce że to zakamuflowany facet projektuje fantazje jak przekonuje nas jesod która ma się za PRaWdziWą kobietę... :) :) :)
                • loppe Re: dziewczyna żywcem z męskich fantazji? 05.07.14, 20:16
                  Kitty imho jest - oczywiście nie jest z męskich fantazji przynajmniej tak jak ja je pojmuję, ale mam zdanie dość odrębne, osobne jak to jest modne ostatnio pisać ("X autor osobny") - więc Kitty jest imho bardzo oryginalnym przypadkiem kobiecym, a to dlatego że jest zarazem bardzo jakaś taka cyniczna i jednocześnie w porządku. Ha ha
          • prosty_facet Re: wyparta seksualność 06.07.14, 16:59
            rekreativa napisała:

            > Nikt nie powinien zbyt wiele chlapać ozorem o swoich erotycznych doświadczeniach.

            Ja tam bardzo lubię słuchać i oglądać i brać udział - im nas więcej w łóżku tym lepiej ;-)
        • kag73 Re: wyparta seksualność 05.07.14, 21:49
          urquhart napisał:
          > W kontekście wakacji wszyscy piszą że kobieta lepiej wychodzi romans za granicą
          > bo tam są odcięte od tego bagażu "silnej kobiety" dominującej i mężczyźni nie
          > mają oporów startować.

          No nie bylabym taka pewna. Naistotniejsza jest gotowosc i chec. Na wakacjach daleko od domu nikt nie da stempla "latwa" i "puszczalska", luzik jest a nawet gdyby kogo to obchodzi, sa wakacje, a przygoda na chwile. "Odciete sa od bagazu" podwojnej moralnosci i oceny spolecznej a nie "silnej kobiety". Do tego egzotyka kreci.

      • rekreativa Re: wyparta seksualność 05.07.14, 11:41
        " Starowicz faktycznie boi się kobiecej seksualnośc
        > i i widzi w niej zagrożenie "

        Wydaje mi się, że bardzo negatywna ocena Starowicza wynika z tego, iż przypisuje się mu emocje i odczucia jego pacjentów.
        Wielokrotnie widziałam nadinterpretację jego wypowiedzi, kiedy zwykłe relacjonowanie stanu rzeczy usiłowało się przedstawić jako osobiste poglądy Starowicza.
        A stan rzeczy jest własnie taki, jak Starowicz opisuje - duża część mężczyzn woli myśleć, że ma w domu niewinną dziewicę i z wiedzą o przeszłości seksualnej partnerki (szczególnie bujnej przeszłości) sobie nie radzi.
        • zyg_zyg_zyg Re: wyparta seksualność 05.07.14, 12:01
          > Wydaje mi się, że bardzo negatywna ocena Starowicza wynika z tego, iż przypisuj
          > e się mu emocje i odczucia jego pacjentów.
          > Wielokrotnie widziałam nadinterpretację jego wypowiedzi, kiedy zwykłe relacjono
          > wanie stanu rzeczy usiłowało się przedstawić jako osobiste poglądy Starowicza.

          W zalinkowanym przez Zawle artykule Starowicz akurat nie wyskakuje z niczym, co uzasadniałoby moje zdanie o nim. To zdanie wyrobiłam sobie na podstawie innych jego wypowiedzi - konkretnie ich teraz nie wskażę.

          Ja rozumiem to nieradzenie sobie z wiedzą o poprzednich partnerach. A nie rozumiem, jak ta wiedza miałaby pomagać w rozwijaniu wspólnej seksualności - co zdaje się sugerować autorka artukułu. Jeśli sprawdziłam kiedyś, że rajcuje mnie wiązanie, to wystarczy jak w odpowiedniej chwili rzucę swojemu mężczyźnie "Zwiąż mnie", zamiast "Zwiąż mnie - bo miałam kiedyś fantastycznego kochanka Zenona, co mi pokazał, że to jest świetna rzecz. Jak Zenon mnie wiązał, to miałam sześć orgazmów w ciągu nocy".
          • rekreativa Re: wyparta seksualność 05.07.14, 12:23
            No właśnie to jest kwestia raczej tego, w jaki sposób mówić o swoim doświadczeniu, a nie tego, żeby się doświadczenia wypierać czy ukrywać.
            No nie będę udawać dziewicy, jeśli uprawiałam wczesniej seks z facetami, bo w jakim celu?
            Natomiast nie musze opowiadac o każdym z osobna, jaki był, ile cm miał i w jakiej pozycji dawał mi orgazmy... Taka wiedza jest nikomu do niczego niepotrzebna.
            • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 05.07.14, 12:57
              No dobra ale kto by to musial byc, jaki facet co by sobie nie radzil z przeszloscia kobiety? Jakis ML czy Josef, bo przeciez nie Urqu, Yoric czy Kutuzow, czy naciagam? Przeciez jezeli ktos nie radzi sobie z moja przeszloscia to do mnie nie pasuje, bo moja przeszlosc to ja. Nie radzi sobie z moja przeszloscia = nie radzi sobie ze mna. Czy ktos z Was spotkal taka osobe? Czy sobie nie radziliscie panowie? ;-)
              • rekreativa Re: wyparta seksualność 05.07.14, 13:06
                A czy partnerki wymienionych miały 3-5 eksiów, czy może 100?
                Sądzę, że jaki by otwarty i tolerancyjny pan nie był, to zawsze istnieje taka liczba przygód pani, przy której poczuje wątpliwości co do kontynuowania z tą panią relacji.
                • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 05.07.14, 14:50
                  rekreativa napisała:

                  > A czy partnerki wymienionych miały 3-5 eksiów, czy może 100?
                  > Sądzę, że jaki by otwarty i tolerancyjny pan nie był, to zawsze istnieje taka l
                  > iczba przygód pani, przy której poczuje wątpliwości co do kontynuowania z tą pa
                  > nią relacji.

                  Wydaje mi sie, ze przy ilosciu 100 partnerow sie juz nie liczy i nie podaje liczby, po prostu to jest nie do zliczenia, trzeba by bylo sobie zapisywac albo pamietac wynik i tylko dodawac +1 ;-) Dla mnie nie tyle znaczenie ma sama liczba, co podejscie. Sadze rowniez, ze panie z wiekszym przebiegiem wiaza sie z panami z wiekszym przebiegiem, na zasadzie ciagnie swoj do swego. A jak sie lacza panowie to nie wiem.


                  • loppe Re: wyparta seksualność 05.07.14, 16:02
                    Ad. Sadze rowniez, ze panie z wiekszym przebiegiem wiaza sie z panami z wiekszym przebiegiem, na zasadzie ciagnie swoj do swego. A jak sie lacza panowie to nie wiem.

                    Chyba rzeczywiście panie doświadczone postrzegałyby, na ogół, mizerię doświadczeń partnera jako feler. Natomiast panowie na ogół nie mieliby tak wiele przeciw relatywnej cnotliwości, świeżości seksualnej partnerki...
              • bcde Re: wyparta seksualność 05.07.14, 13:12
                >Czy sobie nie radziliscie panowie? ;-)

                Zazdrość jest oznaką słabości. Zazdrość o przeszłość tym bardziej.
                Nigdy nie byłem zazdrosny o przeszłość partnerek i nie rusza mnie, co wyczyniały wcześniej i z kim. Chciałbym to wiedzieć tylko z ciekawości, bo chcę wiedzieć jak najwięcej o kobiecie, z którą jestem, a poza tym wiedza ta może się przydać w seksie. Jedyne, czego żałowałem, to tego, że nie poznaliśmy się wcześniej, gdy kobieta była młodsza, a nie tego, że wtedy posuwał ją ktoś inny.
                Ale przeciwko dziewicom i mało doświadczonym nic nie mam :)
                • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 05.07.14, 14:36
                  bcde napisał:

                  Jedyne, czego żałowałem, to tego, że nie poznaliśmy się wcześniej,
                  > gdy kobieta była młodsza

                  Tez kiedys mialam raz takie poczucie gdy wiazalam sie ze starszym mezczyzna. To byl zly znak, ktory zbagatelizowalam ale wtedy wydawalo mi sie, ze skoro tak mysle to cos ze mna nie tak wiec lepiej sie nie przyznawac nawet przed soba.

                  bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?
                  • kag73 Re: wyparta seksualność 05.07.14, 22:13
                    > bcde napisał:
                    > Jedyne, czego żałowałem, to tego, że nie poznaliśmy się wcześniej, gdy kobieta była młodsza.

                    Moj maz ma/mial podobnie, zalowal, ze nie poznalismy sie duzo wczesniej kiedy oboje bylismy bardzo mlodzi. Ja na to zawsze odpowiadam, ze zapewne nie bylibysmy juz razem, bo pierwsze zwiazki sie rozlatuja, nie mielismy zadnego doswiadczenia, moze jakies dziwne/ nie do splenienia oczekiwania.
                  • bcde Re: wyparta seksualność 06.07.14, 10:03
                    > bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?

                    Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.
                    • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 07.07.14, 02:00
                      bcde napisał:

                      > Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.

                      I te lata po rozwodzie to te najlepsze lata? Myslisz zeby sie jeszcze zwiazac z kutasem na wylacznosc? Masz dobre zycie? Przypominam Ci zone, co? ;)
                      • bcde Re: wyparta seksualność 07.07.14, 23:46
                        hello-kitty2 napisała:

                        > I te lata po rozwodzie to te najlepsze lata?

                        Lepsze niż te tuż przed rozwodem.

                        > Myslisz zeby sie jeszcze zwiazac z kutasem na wylacznosc?

                        Z moim kutasem jestem dość związany. A co do wyłączności względem jednej kobiety, to rozważam to i niezbyt mi to pasuje.

                        >Przypominam Ci zone, co? ;)

                        Wcale. Niby czemu?
                    • mojemail3 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 09:43
                      bcde napisał:

                      > > bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?
                      >
                      > Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.

                      No już Cię bcde Kitty wzięła na spytki ;-)
                      No tak, to juz teraz tylko podryw na "misia":

                      www.youtube.com/watch?v=EUgiITPA0WU&feature=kp
                      A tak poważnie, nowa sztuka z odzysku na rynku towarzysko-matrymonialnym...
                      • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 14:48
                        mojemail3 napisała:

                        > bcde napisał:
                        >
                        > > > bcde ile Ty masz lat? Ile jestes po rozwodzie?
                        > >
                        > > Jestem po czterdziestce, kilka dobrych lat po rozwodzie.
                        >
                        > No już Cię bcde Kitty wzięła na spytki ;-)
                        > No tak, to juz teraz tylko podryw na "misia":
                        >
                        > www.youtube.com/watch?v=EUgiITPA0WU&feature=kp
                        > A tak poważnie, nowa sztuka z odzysku na rynku towarzysko-matrymonialnym...

                        Mojemail moderator moralny ;-) Ty chyba nie znasz alfabetycznego, on tu kiedys byl autorem slynnego watku cos a la ''Czy tak trudno jest dac dupy?''. No wiec: tak, mnie trudno :) Wiec jak widzisz: nie nadaje sie. Nie wiem tez czy alfabetyczny ma dzieci ale zakladam, ze kazdy kto byl w malzenstwie do tego wieku ma, a ja nigdy nie zwiazalabym sie z facetem z dzieckiem, nawet wolnym. Malzenstwo to nie problem ale dziecko to dyskwalifikacja niestety. Poza tym on sie nie chce wiazac (zaden biedny mis), bo ma sie dobrze i zalicza po dwie naraz.

                        Ale do pukniecia sie nadaje, nie? ;-)

                        A na powaznie, pytalam z innych wzgledow, bo w sumie niewielu tu wolnych facetow po czterdziestce, a mnie interesuje jak oni rozumuja w kwestiach zwiazkowych, czy to sie jeszcze im oplaca, czy w nie jeszcze wierza i czy im sie w ogole jeszcze chce? Czy jest sens wychodzic jeszcze za maz?
                        • mojemail3 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 14:53
                          hello-kitty2 napisała:

                          "(...)Ale do pukniecia sie nadaje, nie? ;-)"

                          Pewnie tak, ale po co???

                          "(...)A na powaznie, pytalam z innych wzgledow, bo w sumie niewielu tu wolnych facetow po czterdziestce, a mnie interesuje jak oni rozumuja w kwestiach zwiazkowych, czy to sie jeszcze im oplaca, czy w nie jeszcze wierza i czy im sie w ogole jeszcze chce? Czy jest sens wychodzic jeszcze za maz(...)"

                          Nie no Kitty, nie chodzi o morale, tylko podziwiam jak Ty to potrafisz, powinnaś być oficerem śledczym ;-)
                          Czy jest sens wychodzic za mąż za faceta po 40 tce? No chyba tylko za wdowca, oni nie są tak wypaleni i zepsuci...
                          • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 15:03
                            mojemail3 napisała:

                            > Nie no Kitty, nie chodzi o morale, tylko podziwiam jak Ty to potrafisz, powinna
                            > ś być oficerem śledczym ;-)

                            A wiesz co, ze nawet to kiedys sprawdzalam czy by nie wstapic do Policji, nawet sobie testy sprawnosciowe porobilam i takie do strazy granicznej jakies, chyba bym sie nadawala ALE wiesz co mnie przyblokowalo? Obywatelstwo trzeba miec, a ja sie nigdy o nie nie staralam, bo mi sie wydawalo niepotrzebne.

                            > Czy jest sens wychodzic za mąż za faceta po 40 tce? No chyba tylko za wdowca, o
                            > ni nie są tak wypaleni i zepsuci...

                            A cos Ty w dzisiejszych czasach to chyba wdowcy nie istnieja, raz ze ludzie zyja po 80 lat, a dwa mezczyzni umieraja wczesniej. Tez mi wychodzi z obserwacji, ze z facetami po rozwodzie nie ma co sie wiazac. A co mialas na mysli przez zepsucie?
                            • mojemail3 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 15:09
                              hello-kitty2 napisała:

                              "(...)A cos Ty w dzisiejszych czasach to chyba wdowcy nie istnieja, raz ze ludzie zyja po 80 lat, a dwa mezczyzni umieraja wczesniej. Tez mi wychodzi z obserwacji, ze z facetami po rozwodzie nie ma co sie wiazac. A co mialas na mysli przez zepsucie?(...)"

                              Istnieją wdowcy, ja mam taki przykład z sąsiedztwa, ojciec znajomej, miał po 50 tce jak zmarła zona. Po paru latach ożenił się ponownie...z rówieśniczką.Ale gdybys widziała, jakie to było ŁADNE,on ją nazywał "piękną panią" ona zaakceptowała jego niepełnosprawną drugą córkę ( którą musiał się zajmować) To małżeństwo trwa już długie lata i ma się doskonale.
                              Ale to wyjątek. Poza tym mężczyżni w tym wieku reagują żywo na ŻYWĄ KOBIETĘ, rzadko na obrazki, nie są tak zmanipulowani przez chore wzorce.
                              Co rozumiem przez zepsucie? Zmanierowanie, zawyżone wymagania, brak chęci dzielenia życia z kobietą, nastawienie na przyjemność, komfort, wygodę.
                              • sabat.77 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 17:14
                                Alez identyczne zmanierowanie przejawia mnostwo kobiet!
                                • mojemail3 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 17:38
                                  sabat.77 napisał:

                                  > Alez identyczne zmanierowanie przejawia mnostwo kobiet!

                                  A to ja też wiem, dlatego też te kobiety nie są do normalnego życia...
                            • urquhart Re: wyparta seksualność 09.07.14, 15:15
                              Wdowiec tym bardziej ma dzieci i choćby pełnoletnie to jak facet okaże babce że dzieci są dużo ważniejsze niż miłość do niej i ona nie jest dla niego najważniejsza na świecie to związek się pruje jak zaobserwowalem i tu kitty czuje pismo nosem :)
                              • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 15:49
                                urquhart napisał:

                                > Wdowiec tym bardziej ma dzieci i choćby pełnoletnie to jak facet okaże babce że
                                > dzieci są dużo ważniejsze niż miłość do niej i ona nie jest dla niego najważni
                                > ejsza na świecie to związek się pruje jak zaobserwowalem i tu kitty czuje pismo
                                > nosem :)

                                Tu nie chodzi kto jest najwazniejszy (nigdy nie robie takich rozroznien) tylko ja sie za bardzo nie nadaje na matke. Ledwo odchowalam wlasne dziecko, jedna sztuke, a co dopiero podejmowac sie supportu dla innych dzieci. Nie stac mnie emocjonalnie na to. Jestem przekonana, ze gdyby nie milosc do dziecka to czlowiek nie bylby w stanie zniesc przypalow jakie przynosi dziecko. Milosc fajnie hamuje Cie przed wypieprzeniem go przez okno jak ryje w lozeczku i pozniej az sie sama sobie dziwie ile jestem w stanie zniesc, kocham gowniarza po prostu. Ale czy mozna pokochac cudze dziecko? Ja bym sie wolala nie porywac, zeby krzywdy nie narobic.
                              • mojemail3 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 17:46
                                urquhart napisał:

                                > Wdowiec tym bardziej ma dzieci i choćby pełnoletnie to jak facet okaże babce że
                                > dzieci są dużo ważniejsze niż miłość do niej i ona nie jest dla niego najważni
                                > ejsza na świecie to związek się pruje jak zaobserwowalem i tu kitty czuje pismo
                                > nosem :)

                                Dzieci nigdy nie mogą być wazniejsze w małżeństwie od współmałżonka, to chyba jasne( no chyba,że małżonek uzależniony, stosujący przemoc-to tylko miłość buddyjska;-)
                                Tak mówi Pismo Święte, nie? No to...Raz Dwa Trzy:
                                termometr.wrzuta.pl/audio/5NIvm73xY7B/raz_dwa_trzy_-_tak_mowi_pismo
                                • sabat.77 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 18:06
                                  mojemail3 napisała:

                                  > Dzieci nigdy nie mogą być wazniejsze w małżeństwie od współmałżonka, to chyba j
                                  > asne( no chyba,że małżonek uzależniony, stosujący przemoc-to tylko miłość buddy
                                  > jska;-)

                                  A to już zupełnie zaskakujące podejście jak na kobietę. Dolary przeciw orzechom, że w głębi duszy więcej niż 9 na 10 kobiet odpowiedziałoby, że dzieci są znacznie ważniejsze niż mąż.
                                  • urquhart Re: wyparta seksualność 09.07.14, 18:36
                                    Do tego lubi seks. Jesod je wszystkie na tym forum dawno rozszyfrowała że tak naprawdę to jacyś faceci muszą podszywac się , takich kobiet przecież nie ma :-)
                                    • mojemail3 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 20:37
                                      urquhart napisał:

                                      > Do tego lubi seks. Jesod je wszystkie na tym forum dawno rozszyfrowała że tak n
                                      > aprawdę to jacyś faceci muszą podszywac się , takich kobiet przecież nie ma :-)

                                      Jeśli o mnie chodzi, to ja mam nawet badania genetyczne, które stwierdzają prawidłowe żeńskie chromosomy...Anatomicznie też jakoś nie odbiegam od normy;-)
                                • urquhart Re: wyparta seksualność 09.07.14, 18:14
                                  mojemail3 napisała:
                                  > Dzieci nigdy nie mogą być wazniejsze w małżeństwie od współmałżonka, to chyba j
                                  > asne( no chyba,że małżonek uzależniony, stosujący przemoc-to tylko miłość buddy
                                  > jska;-)
                                  > Tak mówi Pismo Święte, nie? No to...Raz Dwa Trzy:
                                  > rel="nofollow">termometr.wrzuta.pl/audio/5NIvm73xY7B/raz_dwa_trzy_-_tak_mowi_pismo

                                  Nic dziwnego że ta zacofana ostoja patriarchatu to pierwsza przeszkoda do wymazania na postępowej drodze nowego gender świata :)
                            • wont Re: wyparta seksualność 09.07.14, 15:44
                              Kitty, popraw mnie jesli sie myle, ale z Twoich wczesniejszych wpisow na forum wywnioskowalem, ze sama masz dziecko, tak?

                              No i trudno mi zrozumiec, ze sama posiadajac dziecko skreslasz mezczyzne tylko z takiego powodu, ze on sam tez ma dziecko. Troche to takie... rozczeniowe jest. Z rozwodnikami tez nie chcesz sie wiazac... Kurcze, to kto ma u Ciebie szanse? Niebieskie ptaki? Piotrusie Pany? Niedojrzale maminsynki? Starzy kawalerowie? :))

                              Po sobie i swoim otoczeniu widze, ze wszyscy wartosciowi mezczyzni po czterdziestce to juz albo sa zonaci i dzieciaci albo sa dzieciatymi rozwodnikami :)) Sensownych mezczyzn, spelniajacych Twoje wymagania, niestety nie dostrzegam.

                              • hello-kitty2 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 15:58
                                wont napisał:

                                > No i trudno mi zrozumiec, ze sama posiadajac dziecko skreslasz mezczyzne tylko
                                > z takiego powodu, ze on sam tez ma dziecko. Troche to takie... rozczeniowe jest
                                > .

                                Mnie akurat na to stac, bo pokrywam to innymi zaletami ;-) Masz atrakcyjne aktywa, to Cie stac, wszyscy nadajemy sie do podsumowania w tabelce aktywa pasywa i kazdy w zyciu jest ksiegowym, w koncu jakos trzeba zaplanowac budzet na caly rok ;)
                                • sabat.77 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 17:17
                                  Jak patrze powazniej na kobiety, to patrze nie tylko na jej aktywa, ale i na ich rozlozenie w czasie. Bo wiesz, uroda z czasem przemija, wypada ja czyms zrekompensowac.
                                  • kag73 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 19:26
                                    sabat.77 napisał:
                                    > Jak patrze powazniej na kobiety, to patrze nie tylko na jej aktywa, ale i na ic
                                    > h rozlozenie w czasie. Bo wiesz, uroda z czasem przemija, wypada ja czyms zreko
                                    > mpensowac.
                                    Uroda, uroda, sabat, ale Kitty do tego jest seksiara a to wiele warte :)
                                    • sabat.77 Re: wyparta seksualność 09.07.14, 19:33
                                      Dzieki, ze to oficjalnie przyznajesz :)
                                  • hello-kitty2 Re: Uroda 11.07.14, 10:23
                                    sabat.77 napisał:

                                    > Jak patrze powazniej na kobiety, to patrze nie tylko na jej aktywa, ale i na ic
                                    > h rozlozenie w czasie. Bo wiesz, uroda z czasem przemija, wypada ja czyms zreko
                                    > mpensowac.

                                    Zrekompensowac co?
                                    A Ty czym zrekompensujesz swoj brak kasy? Poczuciem humoru? ;-)
                                    Uroda to kolejny bacik panow z forum na kobiety. Wystarczy popatrzyc na rocznik i juz mozna sie dowolnie do kobiety przypierdolic ;) Jak to powiedzial jeden z panow 'zeby sie rowno starzec trzeba zwiazac sie z kobieta o dekade mlodsza' (!). Tylko, ze ja widzialam wiele pan z forum i rowniez wielu z panow i jakby sie zebrac na podsumowania to powiem krotko: panowie nie dorastacie nam paniom urodowo do piet. A najlepszym patetem na ciecie wszelkich roszczen urodowych jest zwiazanie sie z 'brzydalem' (poprawnie politycznie: z mniej atrakcyjnym od siebie), ktory juz do konca zycia bedzie chwalil, ze chciala go najpiekniejsza dziewczyna we wsi ;) Oto recepta na udany zwiazek.

                                    • mojemail3 Re: Uroda 11.07.14, 10:43
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      "(...) A najlepszym patetem na ciecie wszelkich roszczen urodowych jest zwiazanie sie z 'brzydalem' (poprawnie politycznie: z mniej atrakcyjnym od siebie), ktory juz do konca zycia bedzie chwalil, ze chciala go najpiekniejsza dziewczyna we wsi ;) Oto recepta na udany zwiazek (...)"

                                      A też o tym ostatnio myślałam,choć podobno najbardziej trwałe związki są kiedy partnerzy są zbliżeni w swet atrakcyjności.

                                      Za wikipedią:
                                      "(...)Atrakcyjność fizyczna a miłość i relacje długotrwałe:
                                      Jeśli istnieje możliwość wyboru dowolnie atrakcyjnego partnera ze świadomością, że może on się zgodzić bądź odmówić, to zwykle dobiera się osobę podobną pod względem atrakcyjności Bardziej dopasowane pod względem atrakcyjności są pary małżeńskie niż pary zakochanych.
                                      Satysfakcjonujące i trwałe związki łatwiej tworzą partnerzy dobrani pod względem wzajemnej atrakcyjności. Dotyczy to zarówno par ładnych, jak i brzydkich. Pary niedobrane pod względem wyglądu rozpadają się znacznie częściej. Okazuje się także, że zarówno mniej jak i bardziej atrakcyjna osoba w takim "ukośnym" związku jest z niego niezadowolona.
                                      Istnieją oczywiście szczęśliwe pary ludzi niepodobnych do siebie, ale zwykle jest tak, że partner wyglądający mniej korzystnie posiada inne przymioty, które kompensują jego gorszą aparycję. Na przykład młoda piękna kobieta poślubia starszego mężczyznę o wysokim statusie społecznym(...)"

                                      A ale może być jak u Marka, piękna i bestia;-)
                                      Mam też przykłady w znajomych małżeństwach,że ten efekt zdobycia księżniczki dość długo się utrzymuje, nawet jak księżniczka nadgryziona zębem czasu, a te mniej atrakcyjne w młodości własnie w okolicach 30-40 stają się bardziej interesujące w młodości, to jednak etykietka "najpiękniejszej w klasie" zostaje na długo.
                                      • zawle Re: Uroda 11.07.14, 11:27
                                        mojemail3 napisała: > Mam też przykłady w znajomych małżeństwach,że ten efekt zdobycia księżniczki d
                                        > ość długo się utrzymuje, nawet jak księżniczka nadgryziona zębem czasu, a te mn
                                        > iej atrakcyjne w młodości własnie w okolicach 30-40 stają się bardziej interesu
                                        > jące w młodości, to jednak etykietka "najpiękniejszej w klasie" zostaje na dłu
                                        > go.

                                        Wiesz że to prawda? Doświadczam tego dość często. Szkoda że ten urok działa tylko na panów którzy znali mnie w młodości:))) Tak więc zostali mi tylko Ci oraz młodzi-potrzebujący;) Ale do 50 mam jeszcze parę lat, to se poużywam;))
                                        • bgz0702 Re: Uroda 16.07.14, 22:10
                                          zawle napisała:

                                          > Wiesz że to prawda? Doświadczam tego dość często. Szkoda że ten urok działa tyl
                                          > ko na panów którzy znali mnie w młodości:))) Tak więc zostali mi tylko Ci oraz
                                          > młodzi-potrzebujący;) Ale do 50 mam jeszcze parę lat, to se poużywam;))

                                          młodych i potrzebujących ciągle wielu;) zaszalejesz sobie jeszcze nie raz;))

                                      • hello-kitty2 Re: Uroda 11.07.14, 12:59
                                        mojemail3 napisała:

                                        a te mn
                                        > iej atrakcyjne w młodości własnie w okolicach 30-40 stają się bardziej interesu
                                        > jące w młodości,

                                        Tak, tez o tym slyszalam z bezposredniej meskiej relacji :) Rozne chopaczary staja sie np wyjatkowo kobiece, czy tam cycate po dziecku czy sie zaokraglaja czy traca mlodzienczy tluszczyk czy nabieraja pewnosci siebie czy nagle maja kurwiki w oczach.
                                    • kag73 Re: Uroda 11.07.14, 11:00
                                      A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze uroda przemija a wnetrze zostaje:)
                                      Nie wiem tez skad oczekiwania sabata, ze ktos (kobieta) musi/powinna cos rekompensowac. Jezeli juz to niech rekompensuja oboje.
                                      • mojemail3 Re: Uroda 11.07.14, 11:12
                                        kag73 napisała:

                                        > A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich
                                        > bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze ur
                                        > oda przemija a wnetrze zostaje:)

                                        O jakich bzdurach mówisz? Bo nie wiem, do czego się odnosisz.

                                        > Nie wiem tez skad oczekiwania sabata, ze ktos (kobieta) musi/powinna cos rekomp
                                        > ensowac. Jezeli juz to niech rekompensuja oboje.

                                        Nio.No ja nie wiem, dlaczego mężczyzni częściej tracą kontakt z rzeczywistością, w kwestii swej często rzekomej atrakcyjności;-)
                                        A rzeczywiście, niech rekompensują, dojrzałością, intelektem,charakterem, samodyscypliną a nie przechwałkami...
                                      • hello-kitty2 Re: Uroda 11.07.14, 13:49
                                        kag73 napisała:

                                        > A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich
                                        > bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze ur
                                        > oda przemija a wnetrze zostaje:)

                                        Jejciu Kag gdzie Ty znalazlas takiego meza? Zazdroszcze Ci. Nie ma brata? ;)
                                        • kag73 Re: Uroda 11.07.14, 15:17
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > Jejciu Kag gdzie Ty znalazlas takiego meza? Zazdroszcze Ci. Nie ma brata? ;)

                                          A czy ja cos o mezu pisalam;)?
                                          Braci ma nawet dwoch, ale...sa nieco inni. Jeden wlasnie niedawno sie ozenil po latach szukania kandydatki do zwiazku/na zone. Drugi jakos slabo szuka, chyba juz zrezygnowal, ale, moim zdaniem, wcale sie nie nadaje na meza. Nie moge go polecic;)
                                      • sabat.77 Re: Uroda 11.07.14, 16:21
                                        kag73 napisała:

                                        > A to wszystko od ludzi zalezy. Przyzwoity czlowiek nie bedzie opowiadal takich
                                        > bzdur, bo wie, ze dla nikogo sie czas nie zatrzymal. Co nie zmiena faktu, ze ur
                                        > oda przemija a wnetrze zostaje:)
                                        > Nie wiem tez skad oczekiwania sabata, ze ktos (kobieta) musi/powinna cos rekomp
                                        > ensowac. Jezeli juz to niech rekompensuja oboje.

                                        Szkoda że kompletnie wypaczasz sens tego co napisałem. Mówiłem o atrakcyjności bezwzględnej, a nie w małżeństwie. Kobieta powinna zrekompensować swoją utratę atrakcyjności fizycznej z racji starzenia się o ile chce pozostać bezwzględnie na tym samym poziomie atrakcyjności co wcześniej.
                                        W związkach można mówić o pewnej relatywnej atrakcyjności. Zazwyczaj to mężczyzna szybciej traci atrakcyjność z biegiem czasu, o ile nie posiada odpowiedniej pozycji i zasobów, i staje się oczywiste, że nie będzie ich posiadał potem. Taki mężczyzna w miarę możliwości jest w jakimś punkcie osi czasu wymieniany na inny model, albo zwyczajnie odtrącany, jako popapraniec i nieudacznik.
                                        Natomiast jeśli mężczyzna odniesie sukces majątkowy i społeczny, to jego atrakcyjność względem małżonki szybko wzrośnie na tyle, że to on ją wymienia na bardziej atrakcyjną partnerkę.
                                        Takie zjawiska obserwujemy powszechnie.
                                        • kag73 Re: Uroda 11.07.14, 19:52
                                          sabat.77 napisał:
                                          > Szkoda że kompletnie wypaczasz sens tego co napisałem. Mówiłem o atrakcyjności
                                          > bezwzględnej, a nie w małżeństwie. Kobieta powinna zrekompensować swoją utratę
                                          > atrakcyjności fizycznej z racji starzenia się o ile chce pozostać bezwzględnie
                                          > na tym samym poziomie atrakcyjności co wcześniej.

                                          Dobrze, sabat, mam 41 lat, nie jestem w malzenstwie. Jak ma zrekompensowac "swoja utrate atrakcyjnosci fizycznej?" Bo jak dla mnie jest oczywiste, ze jako 40 stolatka z 20 stkami konkurowac nie musze. Chce czuc sie dobrze w swojej skorze, dobrze wygladac na swoj wiek, przede wszystkim dla siebie. I co to znaczy "pozostac bezwzglednie na tym samym poziomie atrakcynosci co wczesniej". To sa jakies frazy zapewne. Jezeli w kregu mojego zainteresowania sa panowie w moim wieku a oni zaintersuja sie mna to mnie po co wygladac jak 20 stka i niby jak? Oni w koncu tez nie wygladaja juz jak 20 sto latkowie, jezeli maja 40 i ja wcale tego od nich nie oczekuje i nie wymagam.
                                          • sabat.77 Re: Uroda 11.07.14, 20:03
                                            kag73 napisała:

                                            >Oni
                                            > w koncu tez nie wygladaja juz jak 20 sto latkowie, jezeli maja 40 i ja wcale te
                                            > go od nich nie oczekuje i nie wymagam.

                                            O! I to też jakaś forma zrekompensowania sobie braku, bo mając świadomość zmniejszania się swojej atrakcyjności obniżyłaś nieco wymagania.
                                    • sabat.77 Re: Uroda 11.07.14, 16:05
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Zrekompensowac co?

                                      Nieuchronną utratę urody wraz z wiekiem, przecież napisałem wyraźnie.

                                      > A Ty czym zrekompensujesz swoj brak kasy? Poczuciem humoru? ;-)

                                      Dlaczego poczuciem humoru? Poczucie humoru nigdy nie było dostatecznie w cenie by coś rekompensować. Poza tym, wydaje mi się, że napisałem oczywistość - należę osobiście do tej licznej grupy mężczyzn, która nie posiada żadnej wartości w sensie obiektu posiadającego płeć. Braku kasy w moim wieku nie da się już niczym zrekompensować. Jak byłem dużo młodszy, to teoretycznie można było stawiać na wygląd, siłownie itd. chociaż warunki zawsze ku temu miałem dość skromne. Obecnie jest po sprawie, więc zupełnie nie rozumiem czemu się mnie czepiasz. Uważasz że przeciętna czterdziestolatka jest tak samo atrakcyjna jak wtedy gdy miała 20 lat? Przecież to nonsens. Ale z tego co wcześniej napisałem, że kobiety tutaj po raz tysiąc pięćset sześćdziesiąty ósmy znowu mają lepiej, bo mimo że uroda jest ich głównym atutem, to jej znaczenie w ich wypadku mija wolniej.
                                      Źwięźle i na temat: bogaty facet jest na szczycie piramidy. Zawsze. Wielka kasa to triumf społeczny i najwyższy poziom hierarchii... Tutaj uroda nie ma aż takiego znaczenia. Za to biedny facet znaczy coś tylko wtedy gdy jest młody i atrakcyjny (o ile jest). Natomiast biedny i stary facet nie znaczy nic. To jest truteń, eunuch, zużyte i nikomu niepotrzebne opakowanie jednorazowe. Krótko mówiąc - do śmietnika.

                                      > Uroda to kolejny bacik panow z forum na kobiety. Wystarczy popatrzyc na rocznik
                                      > i juz mozna sie dowolnie do kobiety przypierdolic ;) Jak to powiedzial jeden z
                                      > panow 'zeby sie rowno starzec trzeba zwiazac sie z kobieta o dekade mlodsza' (
                                      > !). Tylko, ze ja widzialam wiele pan z forum i rowniez wielu z panow i jakby si
                                      > e zebrac na podsumowania to powiem krotko: panowie nie dorastacie nam paniom ur
                                      > odowo do piet.

                                      To zależy od tego kto ocenia urodę. Pewnie geje byliby odmiennego zdania :)
                                      Ponadto zauważ, że w przyrodzie to samiec z reguły jest bardziej imponujący wizualnie. Umiemy to ocenić, bo znika kontekst seksualny i społeczny wobec zwierzęcia. Natomiast nam jako ludziom brakuje dystansu, by obiektywnie ocenić swój własny gatunek. Osobiście uważam, że mało jest zwierząt równie szkaradnych jak człowiek, ale do tego by to zobaczyć potrzeba odrobinę obiektywizmu... Bezwłosa, obślizgła, różowa małpa... FUJ!
                                      • kag73 Re: Uroda 11.07.14, 19:44
                                        Sabat:
                                        "Źwięźle i na temat: bogaty facet jest na szczycie piramidy. Zawsze. Wielka kasa to triumf społeczny i najwyższy poziom hierarchii... Tutaj uroda nie ma aż takiego znaczenia."

                                        I co to ma oznaczac w stosunkach damsko meskich? Bo jezeli uwazasz, ze ma on najwieksze szanse u wszystkich kobiet to ja sie z tym nie zgadzam. Wiekszosc mlodych kobiet sie nim nie zainteresuje, jezeli bedzie bogaty ale duuuzo starszy i bez wygladu. A nawet wiele nieco starszych kobiet nie bedzie go chcialo jak nie bedzie wygladal. No chyba, ze bedzie mial 90 tke to juz co niektore tak, z wiadomego powodu:)
                                        • sabat.77 Re: Uroda 11.07.14, 19:49
                                          Jak wygladaja zony celebrytow, bogatych biznesmenow, politykow? Niektorzy z nich sa mniej przystojni niz moj pies (bez urazy dla caloksztaltu, bo pewnie wielu to ciekawi i intrygujacy ludzie), a ich zony i kochanki maja urode lalki Barbie. Zatem - mijasz sie z prawda.
                                          • kag73 Re: Uroda 11.07.14, 19:57
                                            sabat.77 napisał:
                                            > Jak wygladaja zony celebrytow, bogatych biznesmenow, politykow? Niektorzy z nic
                                            > h sa mniej przystojni niz moj pies (bez urazy dla caloksztaltu, bo pewnie wielu
                                            > to ciekawi i intrygujacy ludzie), a ich zony i kochanki maja urode lalki Barbi
                                            > e. Zatem - mijasz sie z prawda.
                                            To jest mala grupa ludzi, mala grupa kobiet. Nie kazda kobieta by na to poszla.
                                            I jak widzisz moze chodzi o to "ciekawy, intygujacy, charyzmatyczny, wiele osiagnal", ale dla wielu kobiet nie przechodzi jak nie ma wygladu albo jest za stary.
                                            • sabat.77 Re: Uroda 11.07.14, 20:05
                                              Jakimś dziwnym trafem - mała grupa tych najpiękniejszych kobiet... Operują na własnym poziomie atrakcyjności i czują się z tym dobrze.
                                              • kag73 Re: Uroda 11.07.14, 20:13
                                                sabat.77 napisał:
                                                > Jakimś dziwnym trafem - mała grupa tych najpiękniejszych kobiet... Operują na w
                                                > łasnym poziomie atrakcyjności i czują się z tym dobrze.

                                                No to wychodzi na to, ze tych bogatych nie starcza niestety dla wszystkich kobiet. Szanse maja tylko te najpiekniejsze:(
                                                • sabat.77 Re: Uroda 11.07.14, 20:15
                                                  kag73 napisała:

                                                  > No to wychodzi na to, ze tych bogatych nie starcza niestety dla wszystkich kobi
                                                  > et. Szanse maja tylko te najpiekniejsze:(

                                                  Owszem. Na pocieszenie powiem, że mężowie tych mniej pięknych, dla których nie starczyło, też szybko zaczynają chodzić sfrustrowani ;)
                                                  • kag73 Re: Uroda 11.07.14, 20:33
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Owszem. Na pocieszenie powiem, że mężowie tych mniej pięknych, dla których nie
                                                    > starczyło, też szybko zaczynają chodzić sfrustrowani ;)

                                                    I to ma mnie pocieszyc? A co mnie obchodza obce a nawet swoje dziady jak ja sobie nie moge pojezdzic porsche!
                                              • zawle Re: Uroda 11.07.14, 23:06
                                                sabat.77 napisał:

                                                > Jakimś dziwnym trafem - mała grupa tych najpiękniejszych kobiet... Operują na w
                                                > łasnym poziomie atrakcyjności i czują się z tym dobrze.

                                                Ale co ty kurczę ciągle z tymi najbogatszymi i najładniejszymi. Nie Twoja liga, nie masz co się oglądać.
                                                • sabat.77 Re: Uroda 12.07.14, 09:15
                                                  zawle napisała:

                                                  > Ale co ty kurczę ciągle z tymi najbogatszymi i najładniejszymi. Nie Twoja liga,
                                                  > nie masz co się oglądać.

                                                  Mnie nigdy nie interesowały najładniejsze dziewczyny. Więcej - nawet ładne mnie nie interesowały, bo zawsze wiedziałem, że za krótkie moje nogi na tak wysokie progi.
                                                  Ale dla potrzeb wyłapania zależności dobrze jest przyglądać się skrajnym przykładom, bo tam właśnie te zależności, które drzemią w ludzkich masach manifestują się najmocniej. Przywołuje to środowisko, żeby pokazać pewne związki przyczynowo-skutkowe dobitniej. Nie ma w tym mojego osobistego zainteresowania sferą.
                • kutuzow Re: wyparta seksualność 05.07.14, 20:46
                  bcde napisał:
                  > Zazdrość jest oznaką słabości. Zazdrość o przeszłość tym bardziej.

                  Spotkałem się z takim ciekawym stwierdzniem, że facecji są zazdrośni o poprzednich partnerów swojej dziewczyny, a kobiety są bardziej zazdrosne o ew kolejne partnerki swego (ex)partnera. Przy założeniu że to gośc zerwał.
                  Na zasadzie gościu bardziej wkurza się o Zenona który był wcześniej przed nim z tą dziewczyną (może był lepszy). Laska, bardziej o Zośkę, która jest obecnie z jej Ex-em (może ona jest lepsza -skoro jest z nią a nie ze mną).
              • kutuzow Re: wyparta seksualność 05.07.14, 20:41
                hello-kitty2 napisała:
                > No dobra ale kto by to musial byc, jaki facet co by sobie nie radzil z przeszlo
                > scia kobiety? Jakis ML czy Josef, bo przeciez nie Urqu, Yoric czy Kutuzow, czy
                > naciagam? Przeciez jezeli ktos nie radzi sobie z moja przeszloscia to do mnie n
                > ie pasuje, bo moja przeszlosc to ja.

                Moim zdaniem z ta przeszłością, to identycznie jak z zazdrością. Jest to przejaw kompleksów i braku pewności siebie. Jedyna różnica że w jednym przypadku chodzi o przeszłość, w drugim o teraźniejszość.

                • loppe Re: wyparta seksualność 05.07.14, 20:45
                  kutuzow napisał:

                  > Moim zdaniem z ta przeszłością, to identycznie jak z zazdrością. Jest to przeja
                  > w kompleksów i braku pewności siebie. Jedyna różnica że w jednym przypadku chod
                  > zi o przeszłość, w drugim o teraźniejszość.

                  Tak, z tym że nie chodzi o to żeby tak rozumowo napisać, lecz o to żeby uczuciowo być wolnym od zazdrości. A ty Kutuzov - imho - masz poważne problemy uczuciowe ze sobą...
        • prosty_facet Re: wyparta seksualność 06.07.14, 17:07
          rekreativa napisała:

          > A stan rzeczy jest własnie taki, jak Starowicz opisuje - duża część mężczyzn wo
          > li myśleć, że ma w domu niewinną dziewicę i z wiedzą o przeszłości seksualnej p
          > artnerki (szczególnie bujnej przeszłości) sobie nie radzi.

          Ale o kim ty piszesz? o jakich facetech? Może o chłopkach roztropkach z Koziej Wólki,
          ze złotymi łańcuchami na szyi, jeżdżącymi starą BM-ką, których wykształcenie skończyło się
          w porywach na technikum i którzy co niedzielę latają do kościółka, bynajmniej nie po to by
          się modlić, tylko dlatego, że "co by ludzie powiedzieli".
          Maluczcy faceci, którym fiutek się kurczy jak im ktoś nadepnie na ego - przykro na takich patrzeć.

          Ja staram się walczyć z takim "facecikiem" w sobie i na tym trzeba się skupić a nie na usprawiedliwianiu psychicznej impotencji. Nie wydaje mi się, żeby kobiety aktywne sexualnie miały się czego wstydzić i z czym kryć, żeby biedaczkowi czasem się siusiaczek nie zamienił w fistaszka.
          • rekreativa Re: wyparta seksualność 06.07.14, 17:13
            "Ale o kim ty piszesz? o jakich facetech? Może o chłopkach roztropkach z Koziej
            > Wólki,"

            Może i z Wólki, albo z Popierdółki.
            Zapytaj Starowicza, skąd jego pacjenci się wywodzą, ale najwyraźniej jest ich sporo, skoro seksuolodzy mówią to, co mówią.
            • prosty_facet Re: wyparta seksualność 06.07.14, 19:50
              rekreativa napisała:

              > Zapytaj Starowicza, skąd jego pacjenci się wywodzą, ale najwyraźniej jest ich s
              > poro, skoro seksuolodzy mówią to, co mówią.

              Ale mam pytanie. Czy to jest problem kobiety, że facetowi nie staje? Moim zdaniem to jest problem faceta. Jak sobie nie radzi z konkurencją to niech idzie na psychoterapię. A Starowicz
              próbuje wmówić kobietom, że to przez nie facetom nie staje. Bo wiedzą czego chcą i mają doświadczenia erotyczne z różnymi partnerami i się tego nie wstydzą. No bez jaj.
              • rekreativa Re: wyparta seksualność 06.07.14, 20:46
                Nie odnoszę wrażenia, że Starowicz próbuje cokolwiek komukolweik wmawiać. Gość po prostu stwierdza, że są faceci, których seksualnie doświadczona partnerka blokuje. Taki fakt.
                Natomiast jego rozwiązanie problemu, czyli "kobieto, udawaj skromną, głupią, niekumatą dziewicę" jest żałosne - z tym się zgadzam.
                • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 20:50
                  intrygująca opcja: Mężczyzno - udawaj skromną, głupią, niekumatą dziewicę :))))))
                  • rekreativa Re: wyparta seksualność 06.07.14, 21:37
                    Tak, tak lubię :)
          • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 17:16
            prosty_facet napisał:

            > żeby biedaczkowi czasem się siusiaczek nie zamienił w fistaszka.

            Ustalmy kwestię nazewnictwa. Siusiaka mają chłopcy do okresu późnej podstawówki. Prosty robotnik ma chuja, intelektualista - penisa, a wyborny kochanek jest posiadaczem twardego kutasa. Chyba wszystko jasne :)
            • jesod Ustalmy kwestię nazewnictwa 06.07.14, 17:49
              sabat.77 napisał:
              > Ustalmy kwestię nazewnictwa. Siusiaka mają chłopcy do okresu późnej podstawówki
              > . Prosty robotnik ma chuja, intelektualista - penisa, a wyborny kochanek jest p
              > osiadaczem twardego kutasa. Chyba wszystko jasne :)

              Nie-e... A kto jest właścicielem cipcilindorka, węża, pisiora(ka) trąby(ki), dyszla, fujarki, puszka-okruszka, ślimaczka...?
              • sabat.77 Re: Ustalmy kwestię nazewnictwa 06.07.14, 18:47
                Ta cala menazerie to chyba maja autorzy rozpaczliwych tematow na tym forum :)
            • kag73 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 21:56
              sabat.77 napisał:
              > Ustalmy kwestię nazewnictwa. Siusiaka mają chłopcy do okresu późnej podstawówki
              > . Prosty robotnik ma chuja, intelektualista - penisa, a wyborny kochanek jest p
              > osiadaczem twardego kutasa. Chyba wszystko jasne :)

              Calkiem dobra klasyfikacje. Ale troche sie komplikuje, bo co jezeli wyborny kochanek jest robotnikiem albo intelektualista? Co wtedy maja chuja kutasa i penisa kutasa, czy po prostu zarzucaja "chuja" i "panisa" i maja "twardego kutasa"? :))
              • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 22:01
                Jesli wyborny kochanek jest robotnikiem-intelektualista to sprawa sie jeszcze bardziej komplikuje :)
      • zawle Re: wyparta seksualność 05.07.14, 17:32
        zyg_zyg_zyg napisała: > "Nie chwal się partnerowi swoimi seksualnymi wyczynami z przeszłości" jest dla
        > niej równoznaczne z "Odmawiaj sobie prawa do rozwoju seksualności, do wyrażania
        > i zaspokajania swoich potrzeb".

        Ja to odebrałam inaczej. Nigdy nie stawiaj faceta w takiej sytuacji, żeby mógł pomyśleć że gdzieś, kiedyś z kimś Ci było dobrze. I znajduję to w wypowiedziach naszych panów. Jestem słaby i strachliwy. Zadbaj o moje samopoczucie.

        I w mojej ocenie nie chodzi o opowiadanie szczegółów swoich seksualnych związków, ale w ogóle o przyznawanie się że one były.
        • urquhart Re: wyparta seksualność 05.07.14, 19:10
          > Ja to odebrałam inaczej. Nigdy nie stawiaj faceta w takiej sytuacji, żeby mógł
          > pomyśleć że gdzieś, kiedyś z kimś Ci było dobrze. I znajduję to w wypowiedziach
          > naszych panów. Jestem słaby i strachliwy. Zadbaj o moje samopoczucie.
          > I w mojej ocenie nie chodzi o opowiadanie szczegółów swoich seksualnych związkó
          > w, ale w ogóle o przyznawanie się że one były.

          Jak poznawałem moją ślubną wiedziałem że miała bogatą przeszłość ja żadną.
          bylem dumny że wybrała mnie i przekonany że nie przypadkiem i jestem tego wart :)
          • zawle Re: wyparta seksualność 05.07.14, 19:22
            urquhart napisał:bylem dumny że wybrała mnie i przekonany że nie przypadkiem i jestem tego wart
            > :)

            A to "nie przypadkiem" czym dla Ciebie było? :))
          • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 00:10
            urquhart napisał:

            > Jak poznawałem moją ślubną wiedziałem że miała bogatą przeszłość ja żadną.
            > bylem dumny że wybrała mnie i przekonany że nie przypadkiem i jestem tego wart
            > :)

            Tym samym odpowiedziałeś w końcu na pytanie ile cipek bez rozszerzenia *.jpg widziałeś w życiu. Trochę Ci to zajęło urqu. Dwa lata? BTW - witaj w klubie, sam wiesz jakim :)
            • kag73 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 00:13
              sabat.77 napisał:
              > Tym samym odpowiedziałeś w końcu na pytanie ile cipek bez rozszerzenia *.jpg wi
              > działeś w życiu. Trochę Ci to zajęło urqu. Dwa lata? BTW - witaj w klubie, sam
              > wiesz jakim :)
              Nie zgadza sie, sabat, on juz to kiedys napisal, pewnie z rok temu, albo dalej, nie pamietam dokladnie.
              • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 00:31
                kag73 napisała:

                > Nie zgadza sie, sabat, on juz to kiedys napisal, pewnie z rok temu, albo dalej,
                > nie pamietam dokladnie.

                Mayhap, o Queen, pewnie byłem zbyt zajęty byciem kimś kim nie jestem i nie zauważyłem. Albo akurat lizałem rany po kolejnej rejteradzie z forum :)
            • rekreativa Re: wyparta seksualność 06.07.14, 11:34
              A ja myslałam, że urqu to wielce doświadczony chłopak, skoro taki z niego znawca kobiet, związków i wszystkiego.
              • jesod A ja myślałam 06.07.14, 11:59
                rekreativa napisała:
                > A ja myslałam, że urqu to wielce doświadczony chłopak, skoro taki z niego znawc
                > a kobiet, związków i wszystkiego.

                No, widzisz.... jak to pozory mylą.
                A to tylko Wyznawca -Teoretyk, ale.... za to PRRRRawDziwy MĘCZYzna. :)

              • urquhart co trzyma aktywistów i tki na tym forum? 06.07.14, 13:41
                rekreativa napisała:

                > A ja myslałam, że urqu to wielce doświadczony chłopak, skoro taki z niego znawc
                > a kobiet, związków i wszystkiego.

                Eee, przecież wystarczy ci inteligencji żeby logicznie połączyć jedno z drugim :)
                Czekam z ciekawością na analizę zawle co do rzekomego strachu mężczyzn tutaj. A może w ogóle jej spojrzenia powodów bycia tutaj (no poza okazją dla niektórych do kąsania po kostkach przy każdej okazji). Po za tym że łaczy nas tzw. seks na tapecie , że jest kluczową częścią życia i to nie przez moment.
                Już nie raz wspominałem co ja widzę wyraźnie jako wspólny mianownik męskich aktywistów yorick, avide, kutuzow, urqu, czy nawet sabat zaczynali tu od pisania dużo o problemach w związku i relacji i szukania skutecznego klucza do zmiany. Zmiany siebie i wewnętrznej wiary i kulturowego kodu tzw. "miły facet" czyli podporządkowania się babskim oczekiwaniom i oczekiwania wzajemności (na próżno). Yorick i kutuzow przecież zmienili siebie i partnerki na inne z którymi po PRZEKODOWANIU nie mają problemów z BSwM, ja jestem w tym samym związku ale moja partnerka też bardzo się zmieniła po tym jak ja się zmieniłem. Gomory czy kiedyś songo pisali w podobnym duchu ale mniej poważnie i bez szczegółów.
                Pobyt na tym forum to poniekąd ćwiczenie żeby przekodować się wewnętrznie, utrwalić, przełamać wieloletnie wychowanie, presję i wiarę w imperatyw bycia miłym facetem" i i wyjść ze ślepej uliczki do jakiej to prowadzi. Bo wiedzieć to a skutecznie przekodować się to dwie różne rzeczy jak widać na przykład po Sabacie.

                A Co trzyma tu babki? Zaryzykuje szybką analizę. Wspólny mianownik poza długoterminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś oddali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ relacji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podświadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
                A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała masa wynikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu nazywanym męską psychiką poza stałym wysokim libido... :)
                • jesod A co trzyma tu babki? 06.07.14, 13:53
                  urquhart napisał:
                  > A Co trzyma tu babki? Zaryzykuje szybką analizę. Wspólny mianownik poza długote
                  > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś odd
                  > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD
                  > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ rel
                  > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podśw
                  > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
                  > A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała masa wy
                  > nikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu nazywa
                  > nym męską psychiką poza stałym wysokim libido... :)

                  Boooszsze... Co za bełkot. :)
                  • potwor_z_piccadilly Re: Pogadajcie troszkę dzieweczyny. 06.07.14, 16:03
                    jesod napisała:

                    > Boooszsze... Co za bełkot. :)

                    Zamiast oceniać, to Ty odpisz mu by tańcząc (przykładowo przed Tobą) obserwował czy w rezultacie tego tańca coraz bardziej w jego oczach apetyczną się stajesz, czy apetyczność tracisz. Jeśli tracisz, to niech sobie odpuści bo energię i czas marnuje. Jeśli jednak Ty jego ślinienie się sposobami tylko Wam znanymi wzmagasz, to niech tańczy dalej przymioty swe demonstrując.
                    Enigmatycznie napisałem to, co w/g mojej wiedzy i obserwacji jest metodą budowania relacji w których nawet prawie pękająca, zgrabna dupka niewieścia, zamiast bólu, rozkosz tej niewieście jedynie przynosi.
                    • jesod Zamiast oceniać 06.07.14, 17:08
                      potwor_z_piccadilly napisał:

                      > jesod napisała:
                      >
                      > > Boooszsze... Co za bełkot. :)
                      >
                      > Zamiast oceniać,

                      No, ja bardzo przepraszam, ale jesteś Pan nieobiektywny.... Dlaczego Miszcz Urqu może wszystkich i wszystko oceniać, a mnie wg niego i jego kumpli nie wolno? Albo uważają, że nie powinnam... :(

                      potwor_z_piccadilly napisał:
                      > to Ty odpisz mu by tańcząc (przykładowo przed Tobą) obserwował
                      > czy w rezultacie tego tańca coraz bardziej w jego oczach apetyczną się stajesz
                      > , czy apetyczność tracisz.

                      Nie bardzo rozumiem... Czyżby Miszcz Urqu miał zamiar i wielką chęć jakiś taniec godowy nam tu odstawić? :)

                      potwor_z_piccadilly napisał:
                      > Enigmatycznie napisałem to

                      Z tym się zgadzam. :) Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebrać, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.
                      • potwor_z_piccadilly Re: Zamiast oceniać 06.07.14, 22:45
                        jesod napisała:
                        > No, ja bardzo przepraszam, ale jesteś Pan nieobiektywny....

                        Obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy.

                        Dlaczego Miszcz Ur
                        > qu może wszystkich i wszystko oceniać, a mnie wg niego i jego kumpli nie wolno?

                        Wolno, ale ograniczenie się do nazwania czyjejś wypowiedzi bełkotem jedynie irytuje, a logiczny argument choć też irytuje, to na dodatek w kozi róg zapędza i gęby zatyka. Ponadto na okoliczność niedotarcia argumentu do adwersarza, z czystym sumieniem możesz wygłosić, operacja się udała, pacjent zmarł.

                        > Nie bardzo rozumiem... Czyżby Miszcz Urqu miał zamiar i wielką chęć jakiś tanie
                        > c godowy nam tu odstawić? :)

                        Myślę, że przed Tobą i jeszcze paroma paniami przeciwwskazań by nie widział.

                        > Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebra
                        > ć, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.

                        Nie wierzę, że bezwiednie dajesz znak = miedzy terminami enigmatyczny i pokrętny.

                        • jesod Re: Zamiast oceniać 06.07.14, 23:30
                          potwor_z_piccadilly napisał:

                          > jesod napisała:
                          > > No, ja bardzo przepraszam, ale jesteś Pan nieobiektywny....
                          >
                          > Obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy.

                          To co jest tu do rzeczy, by nie było od rzeczy...?

                          potwor_z_piccadilly napisał:
                          > Wolno, ale ograniczenie się do nazwania czyjejś wypowiedzi bełkotem jedynie iry
                          > tuje, a logiczny argument choć też irytuje, to na dodatek w kozi róg zapędza i
                          > gęby zatyka.

                          Masz rację i dobrze to ująłeś :) , ale... wydaje się, że nie zrozumiałeś, dlaczego ograniczyłam się jedynie do takiej wypowiedzi. A odpowiedź jest bardzo prosta: Urgu mnie irytuje - interesuje go tylko własny punkt widzenia i na siłę chce go wcisnąć innym, by też uznali go za własny. A pod tym wszystkim kryje się tylko własny cel i jego osiągnięcie. Nie ma zgody na inne warianty.
                          Z tego też powodu nie chce mi się nic tłumaczyć z polskiego na nasz, a tym bardziej uzasadniać - szkoda mi na to czasu. Dlatego jedynie daję znać, że mi się coś nie podoba i mam inne zdanie. A co Wielce Szanowny Urqu z tym zrobi? To już jego sprawa. Jeśli będzie chciał się na tym pozastanawiać i dochodzić dlaczego - to już jest nieźle i jest jakaś nadzieja.
                          Jednak nie moją rolą jest przemiana mentalna Urqu... On ma swoje zdanie, a ja mam swoje. Każdy za nas patrzy na życie inaczej, ale wynika to z tego, że każdy z nas ma inną perspektywę i inne preferencje. Nikt nigdzie nie powiedział, że ludzie muszą być identyczni - tak samo myśleć, tak samo czuć, mieć te same potrzeby, ten sam system wartości i tego samego pragnąć itd, itp.
                          Jesteśmy różni - ale to nie oznacza, że Urgu ma rację w moich oczach, ani też, że ja mam rację - w jego oczach. Każdy z nas potrzebuje czegoś innego.

                          potwor_z_piccadilly napisał:
                          > Myślę, że przed Tobą i jeszcze paroma paniami przeciwwskazań by nie widział.

                          O! Widzę, że bardzo dobrze znasz Urqu. :)

                          potwor_z_piccadilly napisał:
                          > > Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebra
                          > > ć, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.
                          >
                          > Nie wierzę, że bezwiednie dajesz znak = miedzy terminami enigmatyczny i pokrętny

                          A nie przyszło Ci do głowy, że może nie do końca ten wykład zrozumiałam? Może odebrałam jego mroczną stronę, co bardziej jest bliskie czemuś pokrętnemu niż temu co jest niewinnie enigmatyczne?
                          • potwor_z_piccadilly Re: Zamiast oceniać 07.07.14, 21:50
                            jesod napisała:

                            > potwor_z_piccadilly napisał:
                            >
                            > > jesod napisała:

                            > > Obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy.
                            >
                            > To co jest tu do rzeczy, by nie było od rzeczy...?

                            Nie wiadomo.
                            To forum, stało się kociokwikiem.
                            Tu się nie konstruuje. Tu większość forumowiczów przeróżniste tezy wysnuwa i nie zważając na kontrargumenty zaciekle je broni.

                            > wydaje się, że nie zrozumiałeś, dlacz
                            > ego ograniczyłam się jedynie do takiej wypowiedzi.

                            Zrozumiałem i nadal uważam, że popełniłaś błąd.
                            Dodam, że to mały błąd. Mały bo łatwo odwracalny, a rozsądny człowiek w żaden sposób nie powinien się czuć obrażony, bo sam odwróci.
                            W Twoim przypadku taka odwrotka jest bardzo prawdopodobna, bo jeśli na publicznym forum potrafisz zwrócić się do kogoś "Mareczku", to w realu potrafisz też wyartykułować z serca swojego, kochany.
                            Tak sadzę.

                            Nikt nigdzie nie powiedział, że l
                            > udzie muszą być identyczni - tak samo myśleć, tak samo czuć, mieć te same potrz
                            > eby, ten sam system wartości i tego samego pragnąć itd, itp.

                            Oj chyba powiedział.
                            Widzisz, budowanie związku miedzy dwojgiem ludzi, to jak przeprowadzka do nowego mieszkania.
                            Dwoje ludzi siada i zgodnie analizują, co z dorobku obojga do nowego będzie pasować i należy to zabrać, a co na śmietnik. Jeśli się dogadają, to już pierwszy pozytywny krok wykonali. Jeśli nie, jeśli każde przy swoich klamotach zostanie, bo inaczej myślą, inaczej czują, mają inne potrzeby, inny system wartości, to nowe mieszkanie zagracą i po serii potknięć - a to jednej, a to drugiej strony, o obce, przyjdzie moment gdy jedno rumor usłyszy, a po nim, KURWA MAĆ, DOSYĆ.
                            Dlaczego Ci to napisałem?
                            Odpowiem tak.
                            Bo chyba wiem do kogo to piszę.




                            > potwor_z_piccadilly napisał:
                            > > Myślę, że przed Tobą i jeszcze paroma paniami przeciwwskazań by nie widzi
                            > ał.
                            >
                            > O! Widzę, że bardzo dobrze znasz Urqu. :)
                            >
                            > potwor_z_piccadilly napisał:
                            > > > Bardzo pokrętnie i wieloznacznie można ten wykład odebra
                            > > > ć, a to... niestety, nie wróży nic dobrego.
                            > >
                            > > Nie wierzę, że bezwiednie dajesz znak = miedzy terminami enigmatyczny i p
                            > okrętny
                            >
                            > A nie przyszło Ci do głowy, że może nie do końca ten wykład zrozumiałam? Może o
                            > debrałam jego mroczną stronę, co bardziej jest bliskie czemuś pokrętnemu niż te
                            > mu co jest niewinnie enigmatyczne?
                • rekreativa Re: co trzyma aktywistów i tki na tym forum? 06.07.14, 14:13
                  "A Co trzyma tu babki? Zaryzykuje szybką analizę. Wspólny mianownik poza długote
                  > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś odd
                  > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD
                  > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ rel
                  > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podśw
                  > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości. "

                  Do kogo to ma się niby odnosić? Bo z "dalekich krajów" to akurat ja i kag - obie w długoletnim związku z regularnym seksem i nie pamiętam, by któraś z nas wyrażała rozczarowanie czy to mężem, czy facetami jako takimi.

                  A co do DDA i innych takich, to skąd ta maniera przypisywania owych syndromów wyłacznie damskiej części forum? Czy wy, panowie, wszyscy jesteście z idealnych rodzin? Żadnych problemów z mamusiami, tatusiami, żadnego alkoholu, żadnej przemocy, żadnego rozczarowania płcią przeciwną, żadnego hodowania w głowie nierealnych, wyidealizowanych obrazów kobiety, którym żadna nie dorasta?
                  Wszyscyście tutaj przyszli poznawać siebie głęboko i dokonywac przemiany?
                • zyg_zyg_zyg Re: co trzyma aktywistów i tki na tym forum? 06.07.14, 14:19
                  Wspólny mianownik poza długote
                  > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakiejś odd
                  > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojcem (DDD
                  > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINOWEJ rel
                  > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i w podśw
                  > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
                  > A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała masa wy
                  > nikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu nazywa
                  > nym męską psychiką poza stałym wysokim libido...

                  Żadnego trafienia, Urqu... :-P
                  • druginudziarz Re: co trzyma aktywistów i tki na tym forum? 06.07.14, 15:50
                    zyg_zyg_zyg napisała:

                    > Wspólny mianownik poza długote
                    > > rminowym seksem na tapecie to że są w większości z krańców świata, jakie
                    > jś odd
                    > > ali, dalekich krajów. Do tego mają w większości problemy z relacją z ojc
                    > em (DDD
                    > > ,DDA) które przekładają się książkowo na brak satysfakcji w DŁUGOTERMINO
                    > WEJ rel
                    > > acji z mężczyznami. Są rozczarowane rzeczywistymi mężczyznami głęboko i
                    > w podśw
                    > > iadomości, budują utopijne nierealne idealizacje rzekomej męskości.
                    > > A do przeważnie tego ten serdeczny palec dłuższy od wskazującego i cała
                    > masa wy
                    > > nikających konsekwencji działania testosteronu na formowanie mózgu płodu
                    > nazywa
                    > > nym męską psychiką poza stałym wysokim libido...
                    >
                    > Żadnego trafienia, Urqu... :-P

                    A fotkę dłoni można prosić? ;)
                • sabat.77 Re: co trzyma aktywistów i tki na tym forum? 06.07.14, 17:04
                  E tam...
                  Ja to jestem prosty chłop i myślę, że facetów tu trzyma podświadoma lub świadoma chęć zamoczenia ogóra a baby, to tu są, żeby pośmiać się z głupich facetów i ich za nos powodzić oraz potarmosić :D
                  Bo w odróżnieniu od baby, chłopa co mu własna żona nie daje, żadna inna poważnie traktować nie może. Tak już ten świat skonstruowali ;)
        • kutuzow Re: wyparta seksualność 05.07.14, 20:35
          zawle napisała:
          > I znajduję to w wypowiedziach
          > naszych panów. Jestem słaby i strachliwy. Zadbaj o moje samopoczucie.

          Czy poza Markiem i ML jeszcze kogoś masz na myśli?
          • zawle Re: wyparta seksualność 05.07.14, 22:02
            kutuzow napisał:
            > Czy poza Markiem i ML jeszcze kogoś masz na myśli?

            wszystkich was...każdego z innego powodu. Żeby złagodzić powiem że pewnie w realu okaże się że ta forumowa działalność to tylko mały element.
            • kutuzow Re: wyparta seksualność 05.07.14, 23:53
              zawle napisała:
              > wszystkich was...każdego z innego powodu

              To jak "wszystkich", to napisz proszę czemu wg Ciebie ja jestem "słaby i strachliwy". O innych nie pytam -niech sami pytają jak są ciekawi. Skoncentrujmy się na moim przypadku. Konkrety poproszę.
              • zawle Re: wyparta seksualność 06.07.14, 00:00
                kutuzow napisał:
                > To jak "wszystkich", to napisz proszę czemu wg Ciebie ja jestem "słaby i strach
                > liwy". O innych nie pytam -niech sami pytają jak są ciekawi. Skoncentrujmy się
                > na moim przypadku. Konkrety poproszę.

                Jutro....
                • druginudziarz Re: wyparta seksualność 06.07.14, 15:41
                  zawle napisała:

                  > kutuzow napisał:
                  > > To jak "wszystkich", to napisz proszę czemu wg Ciebie ja jestem "słaby i
                  > strach
                  > > liwy". O innych nie pytam -niech sami pytają jak są ciekawi. Skoncentrujm
                  > y się
                  > > na moim przypadku. Konkrety poproszę.
                  >
                  > Jutro....

                  Jutro, muszę przesłuchać taśmy, bo nie pamiętam co mam na Ciebie :D
                • kutuzow Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 11:14
                  zawle napisała:

                  > Jutro....

                  Mamy już pojutrze.
                  Masz już info dla mnie czemu wg Ciebie jestem "słaby i strachliwy"?
                  • druginudziarz Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 11:45
                    kutuzow napisał:

                    > zawle napisała:
                    >
                    > > Jutro....
                    >
                    > Mamy już pojutrze.
                    > Masz już info dla mnie czemu wg Ciebie jestem "słaby i strachliwy"?

                    Kutuzow, ile Ty masz lat że nie wiesz, ze u kobiety "jutro" znaczy "nie wiem kiedy ale na pewno nie teraz" ;)
                    • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 11:59
                      druginudziarz napisał: > Kutuzow, ile Ty masz lat że nie wiesz, ze u kobiety "jutro" znaczy "nie wiem ki
                      > edy ale na pewno nie teraz" ;)

                      Lubię to!!


                      Zresztą, zrezygnowałam z pisania bo zaraz się rozpęta dyskusja z Tobą, czego chcę uniknąć. Jeśli jednak Cię to ciekawi, dam na priva. Oki?
                      • kutuzow Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 12:17
                        zawle napisała:
                        > Zresztą, zrezygnowałam z pisania bo zaraz się rozpęta dyskusja z Tobą, czego ch
                        > cę uniknąć. Jeśli jednak Cię to ciekawi, dam na priva. Oki?

                        Nie Zawle.
                        Nie wstydziłaś się publicznie stwierdzić, że wg Ciebie jestem "słaby i strachliwy", to miej teraz odwagę napisać czemu. Nie kryj się za privem. Miej odwagę głosić swoje poglądy z otwartą przyłbicą.

                        Inaczej sprowadzamy dyskusję na forum do wersji: "Kowalski jest głupi, wiem dlaczego, ale nie powiem".
                        • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 13:05
                          kutuzow napisał: > Nie wstydziłaś się publicznie stwierdzić, że wg Ciebie jestem "słaby i strachli
                          > wy", to miej teraz odwagę napisać czemu. Nie kryj się za privem. Miej odwagę gł
                          > osić swoje poglądy z otwartą przyłbicą.

                          Kutuzow, ja nic nie muszę. Nawet mieć tu dobrej opinii. Nie zmanipulujesz mnie tekstami o odwadze i sądzę że nie zdyskredytujesz. Dlatego właśnie unikam rozmów z Tobą. Publicznie tu powiem że jesteś w mojej ocenie manipulantem. Szkoda na Ciebie mojego czasu. Mam nadzieję że masz teraz wrażenie otwartej przyłbicy?
                          • kutuzow Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 13:57
                            zawle napisała:
                            > Kutuzow, ja nic nie muszę.

                            Zawle, oczywiście, że nic nie musisz. Rzucając tylko takie teksty i kwitując je "wiem ale nie powiem" przesuwasz się powoli na pozycje które na tym forum zajmuje Jesod i ML. Sama widzisz że mało kto bierze ich na poważnie.

                            > Dlatego właśnie unikam rozmó
                            > w z Tobą. Publicznie tu powiem że jesteś w mojej ocenie manipulantem.

                            Wg Ciebie mogę być manipulantem. Uważam, że zawsze na tym forum wrzucam cytaty wypowiedzi do których się odnosze -więc cięzko tutaj o jakies manipulacje. Mam świadomość, że pokazanie innego punktu widzenia tej samej sytuacji może być wkurzające.

                            • jesod Na poważnie 07.07.14, 15:29
                              kutuzow napisał:
                              > Rzucając tylko takie teksty i kwitując je
                              > "wiem ale nie powiem" przesuwasz się powoli na pozycje które na tym forum zajm
                              > uje Jesod i ML. Sama widzisz że mało kto bierze ich na poważnie.

                              Łobuzow, ależ Ty jesteś Mendzio...
                              Myślisz, że traktuję to poważnie, jeśli Ty piszesz, że mało kto bierze mnie na poważnie?
                              Jestem jednak mądrzejsza od Ciebie, bo wiem, że takie opinie nie mają w moim życiu żadnego znaczenia, przynajmniej dla mnie...
                              Ja dzisiaj jestem, ale... jutro już mnie może nie być. Oto jest cała nasza moc.
                              Więc czym tu się tak naprawdę przejmować, kiedy słońce wciąż tak pięknie wschodzi i zachodzi? Jakimś Łobuzowem, który usiłuje być przykry?
                              Jeśli facet tak sobie poprawia samopoczucie to w mojej punktacji zdecydowanie duży minus dla niego.
                              No, ale moja punktacja dla Ciebie nie ma z pewnością żadnego znaczenia.... A nawet gdyby, to... przecież do tego sam nigdy się nie przyznasz.
                            • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 15:35
                              kutuzow napisał: Uważam, że zawsze na tym forum wrzucam cytaty
                              > wypowiedzi do których się odnosze -więc cięzko tutaj o jakies manipulacje.
                              >

                              To że się do czegokolwiek odnosisz, nie świadczy ad hoc o tym, że nie manipulujesz. Manipulujesz w następujący sposób:
                              Mam
                              > świadomość, że pokazanie innego punktu widzenia tej samej sytuacji może być wku
                              > rzające.

                              W tym przypadku przypisałeś mi emocję, która ma zdyskredytować moją wiarygodność jako rozmówcy ( kieruje się złością, nie logiką).
                              • kutuzow Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 16:26
                                zawle napisała:

                                > W tym przypadku przypisałeś mi emocję, która ma zdyskredytować moją wiarygodnoś
                                > ć jako rozmówcy ( kieruje się złością, nie logiką).

                                Wiarygodność jako rozmówcy budujesz sama. Doborem argumentów na poparcie własnych tez. To że Ty np. nazwałaś mnie manipulatorem mnie nie rusza, bo każdy tutaj może wyciągnąć własne wnioski.
                                Zresztą nie Ty pierwsza zarzucasz mi jakąś cechę, gdy moje argumenty wkurzą adwersarza.
                                masz tutaj przykład sprzed kilku miesięcy:
                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149665398,149665398,kutuzow.html
                                Tak jak w tamtym wątku każdy miał okazję wyciągnąć własne wnioski tak i tutaj każdy może ocenić czy jestem manipulatorem czy nie.

                                Co do emocji o których wspomniałem chodziło mi konkretnie o przywołanie Twego Exmęża i jego prawa to identycznej oceny związku jaką Ty się kierujesz, czyli bilansu "tu i teraz" a nie patrzenia na dłuższy okres np. co mu zawdzięczam na przestrzeni tych kilku lat. Obstawiam że za to jesteś na mnie zła i teraz "kąsasz" acz dość niecelnie (via nasza dyskusja na privie o tym czemu wg Ciebie jestem słaby i bojaźliwy).

                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,151557408,151777741,Re_Seks_za_zwiazek.html
                                • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 17:25
                                  kutuzow napisał: > Zresztą nie Ty pierwsza zarzucasz mi jakąś cechę, gdy moje argumenty wkurzą adw
                                  > ersarza.
                                  > masz tutaj przykład sprzed kilku miesięcy:
                                  > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149665398,149665398,kutuzow.html
                                  > Tak jak w tamtym wątku każdy miał okazję wyciągnąć własne wnioski tak i tutaj k
                                  > ażdy może ocenić czy jestem manipulatorem czy nie.
                                  >
                                  > Co do emocji o których wspomniałem chodziło mi konkretnie o przywołanie Twego E
                                  > xmęża i jego prawa to identycznej oceny związku jaką Ty się kierujesz, czyli bi
                                  > lansu "tu i teraz" a nie patrzenia na dłuższy okres np. co mu zawdzięczam na pr
                                  > zestrzeni tych kilku lat. Obstawiam że za to jesteś na mnie zła i teraz "kąsasz
                                  > " acz dość niecelnie (via nasza dyskusja na privie o tym czemu wg Ciebie jestem
                                  > słaby i bojaźliwy).

                                  Widzisz, ja nie mam czasu ani chęci na przeczesywanie wątków i potwierdzanie różnicy zdań pomiędzy Tobą a innymi rozmówcami. Dobrze jednak że zauważyłeś że WIELE osób podobne rzeczy Ci zarzuca. I nie wtedy gdy masz jakieś argumenty, tylko wtedy gdy usiłujesz cudzymi manipulować. Na privie nie było między nami żadnej rozmowy. Ja Ci napisałam to co obiecałam i koniec. Gdzie tu rozmowa?
                                  • loppe Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 17:28
                                    Kutuzow napisał że mieliście Zawle dyskusję na privie

                                    "nasza dyskusja na privie"

                                    Jeśli nie mieliście dyskusji na privie...
                                    • loppe Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 17:32
                                      loppe napisał:

                                      > Kutuzow napisał że mieliście Zawle dyskusję na privie
                                      >
                                      > "nasza dyskusja na privie"
                                      >
                                      > Jeśli nie mieliście dyskusji na privie...

                                      Słuchajcie wszyscy, Kutozow twierdzi że miał dyskusję z Zawle na privie. Więc jeśli jej nie miał, to jakie wnioski kolektyw?
                                      • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 17:41
                                        loppe napisał:
                                        > Słuchajcie wszyscy, Kutozow twierdzi że miał dyskusję z Zawle na privie. Więc j
                                        > eśli jej nie miał, to jakie wnioski kolektyw?

                                        Loppe..to nie jest jakiś kurwa konkurs piękności i nie rób mi tu scen. Duża dziewczyna jestem i sama sobie dam radę.
                                        • loppe Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 17:45
                                          Przedyskutujcie czy mieliście dyskusję czy nie

                                          ha ha ha
                                          • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:00
                                            Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowiedzi.
                                            • loppe Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:06
                                              zawle napisała:

                                              > Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowiedzi.

                                              No więc właśnie. I po co Ci to? Z pewnymi ludźmi się nie dyskutuje.
                                              • loppe Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:15
                                                Wymiana myśli lepszych na gorsze nie ma sensu:)
                                            • kutuzow Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:24
                                              zawle napisała:

                                              > Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowiedzi.

                                              Zawle, ponieważ wymiana zdań była na privie, to nie podaje szczegółów.
                                              Jesli jednak dasz mi pozwolenie to moge tutaj wrzucić Twoją informację i moją odpowiedź na nią.
                                              Zacytuje żeby nie było że coś zmieniłem.

                                              ...to tak żeby nie było że "nie dostałam odpowiedzi"
                                              • kutuzow screen jako dowód 07.07.14, 18:34
                                                zawle napisała:

                                                > > Nie ma o czym rozmawiać. Napisałam to co obiecałam i nie dostałam odpowie
                                                > dzi.

                                                Zawle, zeby nie było że "manipuluje" jak tu sugerowałaś wrzucam screena. Zaciemniłem treść wiadomości. Masz swoją wiadomość z 12.01 i dwie moje odpowiedzi z 12.29 i 14.00
                                                Czyli widzisz, że odpowiedzi jednak były.

                                                oi61.tinypic.com/2ni3785.jpg
                                              • potwor_z_piccadilly Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:51
                                                kutuzow napisał:

                                                > Zawle, ponieważ wymiana zdań była na privie, to nie podaje szczegółów.
                                                > Jesli jednak dasz mi pozwolenie to moge tutaj wrzucić Twoją informację i moją o
                                                > dpowiedź na nią.
                                                > Zacytuje żeby nie było że coś zmieniłem.
                                                >
                                                > ...to tak żeby nie było że "nie dostałam odpowiedzi"

                                                Przedmiot sporu pominę, bo to kwadratura koła, ale dwa punkciki korci mnie wrzucić.
                                                1 - Chłopie, ja też od niej chamów dostałem i to za co, za prostą jazdę samochodem i za dobre moje serce.
                                                2 - Ta babka nigdy nie zdobędzie się na szczerość, przykładowo, taką www.youtube.com/watch?v=jnLWrH8u8C8
                                                No cóż, kobieta i pewnie wszystko by grało, gdyby nie te kolce nad którymi - chyba z nerwów, straciła kontrolę.
                                                • kag73 Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 19:00
                                                  potwor_z_piccadilly napisał:
                                                  > No cóż, kobieta i pewnie wszystko by grało, gdyby nie te kolce nad którymi - ch
                                                  > yba z nerwów, straciła kontrolę.

                                                  A to co to jest w ogole za wypowiedz? Coz oznaczac ma "no coz, kobieta..."?
                                                  A Ty, potwor, to zawsze mily jestes i nigdy nikomu nic nieuprzejmego nie napisales? Swietoszek bez skazy:))
                                                  • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 19:09
                                                    Potwór po prostu lubi kobiety które chodzą przy nodze. A przy odpowiedniej dawce strachu to i kolce widzi.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 20:23
                                                    zawle napisała:

                                                    > Potwór po prostu lubi kobiety które chodzą przy nodze. A przy odpowiedniej dawc
                                                    > e strachu to i kolce widzi.

                                                    Ja też strachliwy jestem?
                                                    No to popatrz, jak to człowiek nic o sobie nie wie.
                                                    Zszokowany jestem.


                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 20:13
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Coz oznaczac ma "no coz, kobieta..."?

                                                    Wstydzisz się cech nadanych Wam przez naturę.
                                                    A może twierdzisz, że kłamliwa jest pieśń ta

                                                    Kobieta zmienną jest
                                                    Jak piórka na wietrze
                                                    Zmienia akcent
                                                    i zdanie

                                                    Zawsze kochana
                                                    Czarująca twarz
                                                    W płaczu, w śmiechu
                                                    kłamliwa

                                                    Kobieta zmienną jest
                                                    Jak piórka na wietrze
                                                    Zmienia akcent
                                                    i zdanie
                                                    i zdanie
                                                    i zdanie

                                                    Zawsze biedny
                                                    Kto jej się powierzy
                                                    Kto jej zaufa
                                                    Nieprzezorne serce
                                                    www.youtube.com/watch?v=9U0cRJNwDOQ
                                                    > A Ty, potwor, to zawsze mily jestes i nigdy nikomu nic nieuprzejmego nie napisa
                                                    > les? Swietoszek bez skazy:))

                                                    Bo zważywszy na powyższe (nie tylko), potworem się stać musiałem.
                                                    Aha.
                                                    Przekomarzanie się, to też kobieca cecha.

                                  • kutuzow Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:22
                                    zawle napisała:
                                    > Dobrze jednak że zauważyłeś że WIELE osób podobne rzeczy Ci zarzuca.

                                    Wiesz, TwojaBogini i Loppe to nie wiele, to raptem dwie osoby :-)

                                    > Na privie nie było między nami żadne
                                    > j rozmowy. Ja Ci napisałam to co obiecałam i koniec. Gdzie tu rozmowa?
                                    a ja Ci odpisałem jak śmiesznie brzmi ten argument który podałaś w Twoich ustach.
                                    • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:31
                                      kutuzow napisał:

                                      > zawle napisała:
                                      > > Dobrze jednak że zauważyłeś że WIELE osób podobne rzeczy Ci zarzuca.
                                      >
                                      > Wiesz, TwojaBogini i Loppe to nie wiele, to raptem dwie osoby :-)
                                      >
                                      > > Na privie nie było między nami żadne
                                      > > j rozmowy. Ja Ci napisałam to co obiecałam i koniec. Gdzie tu rozmowa?
                                      > a ja Ci odpisałem jak śmiesznie brzmi ten argument który podałaś w Twoich ustac
                                      >

                                      Po raz kolejny zajrzałam na pocztę i dla pewności na moje konto. ZERO ODPOWIEDZI.
                                      • kutuzow Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:39
                                        zawle napisała:

                                        > Po raz kolejny zajrzałam na pocztę i dla pewności na moje konto. ZERO ODPOWIEDZ
                                        > I.

                                        Nie wiem czemu -bo jak pisałem wyżej wysłałem Ci dwie odpowiedzi przez opcje "odpowiedz"
                                        oi61.tinypic.com/2ni3785.jpg
                                        Wysłałem Ci raz jeszcze to co napisałem tym razem jako maila na zawle@gazeta.pl

                                        • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 18:51
                                          To teraz powiedz jak to zrobić. Ja tych odpowiedzi nie mam i ich nigdy nie dostałam. Mam dopiero teraz to, co mi przed chwilą wysłałeś.
                                          Przeczytałam i możemy o tym pogadać na ogólnym, twoje odpowiedzi dobitnie pokazują jak argumentujesz. Znam też dalszy ciąg tej rozmowy, mogę ją przytoczyć słowo po słowie, bo jest przewidywalna w każdej sekundzie.
                                          • kutuzow Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 20:28
                                            zawle napisała:

                                            > To teraz powiedz jak to zrobić. Ja tych odpowiedzi nie mam i ich nigdy nie dost
                                            > ałam.

                                            Wierze, bo ten system wiadomości na Gazecie może byc skopany (sam tak kiedyś pisałem do Sabata). Dlatego wrzuciłem screena żebyś widziała że nie ściemniam.

                                            > Przeczytałam i możemy o tym pogadać na ogólnym,

                                            Jeśli dasz pozwolenie, to bardzo chętnie wrzuciłbym tutaj to co Ty napisałaś i to co ja odpowiedziałem (dokładne cytaty). Jeśli uznasz że zbyt osobiste -zrozumiem.

                                            • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 08.07.14, 21:39
                                              kutuzow napisał: > Jeśli dasz pozwolenie, to bardzo chętnie wrzuciłbym tutaj to co Ty napisałaś i
                                              > to co ja odpowiedziałem (dokładne cytaty). Jeśli uznasz że zbyt osobiste -zroz
                                              > umiem.


                                              Dawaj, nie ma tam nic, czego wszyscy by nie wiedzieli:)
                                        • sabat.77 Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 19:58
                                          Kutuzow, czy ty czasem nie jesteś prawnikiem?
                                          Życie to nie proces, babce się coś tam wymsknęło, a że widać nie lubi wycofywać się z tego co pisze, to brnie w zaparte. Wiadomo, że pisząc o wszystkich miała na myśli jakiś ogół, gdyby przeczesać historię forum pewnie znalazłby się przynajmniej jeden facet piszący tutaj co strachliwy nie jest :D
                                          Natomiast ja chyba rozumiem co ona ma na myśli i generalnie się z tym zgadzam.
                                          Owszem, faceci są strachliwi. Zwykle mają więcej do stracenia, zwykle są na gorszej pozycji...
                                          Jak spotka się ratlerek z bulldogiem, to zwykle strachliwą stroną tego spotkania będzie jednak ratler. To znak, że racjonalnie myśli.
                                          • sabat.77 Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 20:06
                                            Jeszcze dodam, że uważam strach za bardzo cenną cechę. Strach pozwala się doskonale przygotować, pozwala dzięki temu działać w komfortowych warunkach i w pełni kontrolować sytuację. Pozwala uniknąć zagrożeń, które mogłyby być zgubne, gdyby nie on. Dezynwoltura i bufonada wpędziły niejednego w tarapaty. Lepiej być strachliwym, przezornym i działać tylko wtedy kiedy pozwalają na to rzeczywiste warunki. Atakować jak wąż, z ukrycia, a nie ośmieszać się udając lwa, gdy nie ma się w zanadrzu kłów i pazurów.
                                            • rekreativa Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 20:09
                                              Wrzucasz do jednego worka ostrożność i przezorność ze strachliwością.
                                              Sorry, ale to nie jest to samo.
                                              • sabat.77 Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 20:27
                                                rekreativa napisała:

                                                > Wrzucasz do jednego worka ostrożność i przezorność ze strachliwością.
                                                > Sorry, ale to nie jest to samo.

                                                A umiesz wskazać różnicę? Kierują nimi te same instynkty, a bardzo często rozróżnienie jednego od drugiego jest kwestią subiektywnej i nacechowanej ładunkiem emocjonalnym oceny.
                                                Oczywiście, jak każda cecha w nadmiarze bywa szkodliwa. W tym wypadku strach jest szkodliwy, gdy jest tak wielki by paraliżować każde działanie.
                                                • rekreativa Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 20:52
                                                  Sam właśnie wskazałeś różnicę.
                                                  Przezorność polega na tym, że człowiek umie przewidywać pewne konsekwencje, ma wyobraźnię, nie zakłada, że wszystko na pewno przebiegnie po jego myśli i w miarę swych możliwości zabezpiecza się na każdą ewentualność, niemniej podejmuje działanie (czyli jedzie na wycieczkę, ale zabiera płaszcz przeciwdeszczowy, pigułki na ewentualną sraczkę, aspirynę i plastry na obtarcia... )
                                                  Strachliwość sprawia, że widmo tych wszystkich niepomyślnych ewentualności paraliżuje jakiekolwiek działanie. (ponieważ może padać i moge dostać sraczki, albo nogę skręcę, albo mnie zawieje, albo się na szlaku zgubię, to na żadną wycieczkę nie pojadę - zostane w domu i pooglądam góry w TV).
                                                  • sabat.77 Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 21:24
                                                    Gdyby trzymac sie scisle tej definicji, to prawie zaden mezczyzna z forum nie jest strachliwy ;)
                                                  • rekreativa Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 21:38
                                                    Zależy gdzie i na jakim polu.
                                                    Bo przecież nie musi wszędzie i zawsze.
                                                    Ja nie mam takiego wrażenia, jak zawle - że tu sami "bojący się", aczkolwiek niektórzy mają pewne swoje fobijki.
                                                  • sabat.77 Re: Zawle -tylko się przypominam 07.07.14, 21:48
                                                    A kto ich nie ma? ;)
                                            • potwor_z_piccadilly Re: sabat, nie galopuj 07.07.14, 20:29
                                              sabat.77 napisał:

                                              > Jeszcze dodam, że uważam strach za bardzo cenną cechę.

                                              Pod warunkiem, że się spodnie zdąży opuścić.
                                              • sabat.77 Re: sabat, nie galopuj 07.07.14, 20:44
                                                Ty tak sobie pozwalasz potwór, bo dałem ci poczucie przewagi, kreując swój forumowy wizerunek w ten a nie inny sposób. Jeśli strachliwość ma jakieś manowce, to właśnie te. Ludzie z natury strachliwi są nakierowani na szukanie słabszych, którym mogliby skopać tyłki, żeby wyładować gromadzące się w nich napięcie psychiczne.
                                                Człowiek mając przed sobą istotę, o której sądzi, że jest ona bezbronna, ujawnia swoje prawdziwe oblicze. Zakłada bowiem, że nie czekają go z jej strony żadne nieprzyjemne konsekwencje. Ty udowodniłeś wielokrotnie, że wykazywanie przede mną swoich rzekomych przewag sprawia ci niewysłowioną przyjemność, co pozwoliło mi wyrobić sobie zdanie na temat twojej, jakże "skromnej" osoby... potworze ;)
                                                • potwor_z_piccadilly Re: sabat, nie galopuj 07.07.14, 20:57
                                                  sabat.77 napisał:

                                                  > dałem ci poczucie przewagi, kreując swój foru
                                                  > mowy wizerunek w ten a nie inny sposób.

                                                  Wybacz, ale Twoje wizerunki forumowe chyba już we wszystkie kierunki wszechświata szybują, tak ich mnogość.

                                                  Ty udowodniłeś wielokrotnie, że wykazywanie przede
                                                  > mną swoich rzekomych przewag sprawia ci niewysłowioną przyjemność, co pozwoliło
                                                  > mi wyrobić sobie zdanie na temat twojej, jakże "skromnej" osoby... potworze ;)

                                                  Pamiętasz moją opowiastkę o syndromie Superbi?
                                                  Tamten, któremu wskazywałem, że i gdzie błąd popełnia, reagował tak samo jak Ty.
                                                  Też w/g niego wywyższałem się.


                                                  • sabat.77 Re: sabat, nie galopuj 07.07.14, 21:20
                                                    Mam takie same zdanie jak ten gosc na temat opisanej przez ciebie sytuacji. Ponadto, o ile dobrze pamietam, to na niego wtedy doniosles.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: sabat, nie galopuj 07.07.14, 22:01
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > o ile dobrze pamietam, to na niego wtedy doniosles.

                                                    Skonsultuj medycznie swoje problemy z pamięcią.




                                                  • sabat.77 Re: sabat, nie galopuj 07.07.14, 23:55
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > sabat.77 napisał:
                                                    >
                                                    > > o ile dobrze pamietam, to na niego wtedy doniosles.
                                                    >
                                                    > Skonsultuj medycznie swoje problemy z pamięcią.

                                                    A, nie muszę. To tylko ty tak wieloznacznie wszystko gmatwasz, że właściwie ciężko dojść o co w twojej wypowiedzi chodzi. Ale doszedłem, że istotnie nie musiałeś nigdzie donosić, bo z tego co napisałeś wywnioskowałem, że to był twój podwładny. Co tylko potwierdza moją tezę. Przyjemnie się kopie spaniela, który położył się na plecach i kwiczy ze strachu?

                                                    Powiem ci, tak prywatnie, że im dłużej czytam to co piszesz, to tym bardziej łapię się za głowę. Z pozoru sprawiasz wrażenie przyjaznego dziadunia, a ludzie lubią sądzić po pozorach. Ale jak się dobrze wczytać w to co piszesz, to włosy mi na głowie dęba stają.
                                                  • wont Re: sabat, nie galopuj 08.07.14, 08:56
                                                    Nie wiem o co chodzi, nie chce wchodzic z buciorami w spor, ale mam tylko jedna prosbe.

                                                    Prosze sie zdecydowac. Albo rybki albo pipki. Albo Przygody Barona Munchausena albo Madrosci Mistrza Jody. Polaczenie Munchausena z Joda jest... potworne.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: sabat, nie galopuj 08.07.14, 18:15
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Ale doszedłem, że istotnie nie musia
                                                    > łeś nigdzie donosić, bo z tego co napisałeś wywnioskowałem, że to był twój podw
                                                    > ładny.

                                                    No popatrz, Ty marnujesz się z forumowym "plebsem" się zadając. Ty analitykiem powinieneś być w jakimś CIA, FBI, CBŚ, ABW, czy gdzie tam jeszcze.
                                                    No to uważaj.
                                                    Może to co napiszę pomoże Ci w dalszym rozwoju Twoich "podziwu godnych" zdolności.
                                                    1 - To nie był mój podwładny. To gość któremu instytucja po zredukowaniu go z poprzedniego miejsca pracy, w pewnym stopniu życie uratowała, bo zachlałby się.
                                                    2 - Ja byłem dla niego tylko kasą zapomogowo pożyczkową. Pod koniec miesiąca pożyczał ode mnie małe kwoty pieniężne i zawsze, w dzień wypłaty dług sumiennie regulował. Stary Warszawiak, to honorowy. Bardzo go lubiłem i szanowałem. Za co? To był jeden z ostatnich starych, prawilnych warszawiaków.
                                                    3 - Starałem się też błędy jego mu wskazywać by je korygował, bo widziałem chmury nad nim się zbierające. Ostrzegałem go, ale niestety, u niego honor ostro był zmieszany z oślim uporem.
                                                    4 - Tylko jednej osobie ustępował, swojej żonie. Gdy przed blok do kolegów wychodził, mógł siadać tylko na wyznaczonej mu przez żonę ławce. Na ławce, którą ona mogła obserwować z okna kuchennego. Musiała, bo by popłynął.
                                                    5 - W czasie przeszłym o nim piszę, bo nie żyje. Zachorował. Wiele czasu w szpitalu przebywał, ale wbrew zaleceniom medyków z używek nie zrezygnował. Uparł się pracować nadal, aż pewnego dnia do pracy przyszedł i już nie wyszedł.
                                                    Zszedł chłopina praktycznie na naszych oczach. Pomoc medyczną miał błyskawiczną, ale nie dało się.

                                                    > Ale jak się dobrze wczytać w to co piszesz, to włosy m
                                                    > i na głowie dęba stają.

                                                    Lepiej dla Ciebie by było, gdyby zamiast włosów, fujarka Ci dęba stawała i nie w efekcie tego co kto napisał, czy - okupionych potem i odciskami - starań uli rączkowskiej, lecz z przyczyny żaru niewieściego ku Tobie skierowanego.
                                                  • zawle Re: sabat, nie galopuj 08.07.14, 21:46
                                                    sabat.77 napisał: > Powiem ci, tak prywatnie, że im dłużej czytam to co piszesz, to tym bardziej ła
                                                    > pię się za głowę. Z pozoru sprawiasz wrażenie przyjaznego dziadunia, a ludzie l
                                                    > ubią sądzić po pozorach. Ale jak się dobrze wczytać w to co piszesz, to włosy m
                                                    > i na głowie dęba stają.

                                                    A zaczęło się od bidnej chamki co za pieniążka dupę bogatemu panu pokazywała, ku uciesze jego gości. Zagadka- kto w tej historii był chamem?
                                                  • sabat.77 Re: sabat, nie galopuj 08.07.14, 21:58
                                                    A nie pierdziala ona czasem? Mniejsza o to, na jedno wychodzi...
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: sabat, nie galopuj 08.07.14, 22:18
                                                    zawle napisała:

                                                    > A zaczęło się od bidnej chamki co za pieniążka dupę bogatemu panu pokazywała, k
                                                    > u uciesze jego gości. Zagadka- kto w tej historii był chamem?

                                                    Nic ci tłumaczył nie będę.
                                                    Nie warto.
                                                    Gratuluję jedynie sojusznika.

                                                  • zawle Re: sabat, nie galopuj 08.07.14, 22:25
                                                    potwor_z_piccadilly napisał: > Nic ci tłumaczył nie będę.
                                                    > Nie warto.
                                                    > Gratuluję jedynie sojusznika.

                                                    Nie tłumacz..jesteśmy z całkiem innej bajki. Nie szukam sojuszników, ale sabata lubię, Ciebie w życiu realnym bym unikała jak zarazy.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: sabat, nie galopuj 09.07.14, 00:56
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie tłumacz..jesteśmy z całkiem innej bajki.

                                                    Nie tłumaczę, bo tu nie o jakąś inną bajkę chodzi, bo Ty już nie masz żadnej bajki.
                                                    Tobie już tylko zanucić pozostało coś w tym sensie.
                                                    www.youtube.com/watch?v=BdiMTnMe8Yk
                                                    Podły jestem, co? Istna zaraza.
                                                    I niech tak zostanie.
                                                    Jeśli Ci woli brakuje do popracowania nad sobą by żyło Ci się łatwiej, to przynajmniej z dowalania innym pociechę miej.
                                                    Tylko tu nie rozpisuj się jaka to Ty szczęśliwa jesteś, bo to by uwłaczało mojej inteligencji jakąkolwiek mam.

                                                  • zawle Re: sabat, nie galopuj 09.07.14, 04:57
                                                    potwor_z_piccadilly napisał: > Podły jestem, co? Istna zaraza.
                                                    > I niech tak zostanie.
                                                    > Jeśli Ci woli brakuje do popracowania nad sobą by żyło Ci się łatwiej, to przyn
                                                    > ajmniej z dowalania innym pociechę miej.
                                                    > Tylko tu nie rozpisuj się jaka to Ty szczęśliwa jesteś, bo to by uwłaczało moje
                                                    > j inteligencji jakąkolwiek mam.

                                                    Podły? A gdzie tam...masz bardzo spójny wizerunek:))) Jestem 44 letnią kobietą, młodość mam za sobą. Gdzie tu podłość? I co za nowość?
                                                    Moje życie mam prawo przeżyć po swojemu, tak jak mi się podoba. Rozumiem że Ty mi takiego prawa nie dajesz. Bo z całą pewnością wiesz lepiej gdzie jest moje miejsce, czy jestem szczęśliwa i czy mam co zmieniać. Dlatego unikam takich ludzi jak Ty....
                                          • mojemail3 Re: Zawle -tylko się przypominam 08.07.14, 20:50
                                            sabat.77 napisał:


                                            "(...)Owszem, faceci są strachliwi. Zwykle mają więcej do stracenia, zwykle są na gorszej pozycji..."

                                            Może nie strachliwi, ale niepewni SIEBIE. I tu jest często pies pogrzebany, w tej niepewności samego siebie a tym samym względem kobiet.
                                            • sabat.77 Re: Zawle -tylko się przypominam 08.07.14, 22:02
                                              Pewnosc siebie jest uogolnionym doswiadczeniem. Jesli umysl dostaje bezustanny feedback, ze jest wygranym, to zmienia sie jego sposob patrzenia na samego siebie. Dlatego facetowi po udanych romansach moze mocno zmienic sie zachowanie. Tyle, ze oszukac sie tego nie da, najpierw trzeba rzeczywiscie wygrywac.
                                              • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 08.07.14, 22:23
                                                sabat.77 napisał:

                                                > Pewnosc siebie jest uogolnionym doswiadczeniem. Jesli umysl dostaje bezustanny
                                                > feedback, ze jest wygranym, to zmienia sie jego sposob patrzenia na samego sieb
                                                > ie. Dlatego facetowi po udanych romansach moze mocno zmienic sie zachowanie. Ty
                                                > le, ze oszukac sie tego nie da, najpierw trzeba rzeczywiscie wygrywac.

                                                hehe...pewność siebie to pochodna poczucia własnej wartości i samooceny. Nie jest doświadczeniem, ale rodzi się na bazie m.in. na bazie doświadczenia. Nawet jeśli umysł dostaje ciągły feedback że jest wygranym to nadal może w to nie wierzyć i czuć ściemę, szukać spisku.

                                                Jakie to są udane romanse?
                                                • sabat.77 Re: Zawle -tylko się przypominam 08.07.14, 22:27
                                                  Hmmm... To chyba zalezy od tego co romansujacy zalozyl sobie jako cel.
                                                  • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 08.07.14, 22:40
                                                    kutuzow Gazeta.pl <kutuzow@gazeta.pl>

                                                    12:29 (6 godzin temu)



                                                    do Ludzie.Gazeta..

                                                    Wiesz Zawle,
                                                    Skoro tak sobie rozmawiamy na privie, to przykład Twego syna, który zaliczył wpadkę w młodym wieku pokazuje najbardziej dobitnie że posiadać dzieci bez "zastanowienia" to każdy może. To nie sztuka "wpaść". Sztuką jest właśnie zadecydować czy cię dzieci chce i ew. ile.
                                                    Ty się doszukujesz w tym strachu, bo tak łatwiej Ci racjonalizować sytuację z własnym synem, który okazał się "odważny". Ja to widzę trochę inaczej.

                                                    kutuzow Gazeta.pl <kutuzow@gazeta.pl>

                                                    14:00 (4 godziny temu)



                                                    do Ludzie.Gazeta..

                                                    Chodziła mi po głowie Twoja dawna wypowiedz w kwesti macierzyństwa, ale nie mogłem jej odnaleźć. Teraz znalazłem więc Ci ją przypomnę:

                                                    "Nigdy nie czułam. Zaliczyłam dwie wpadki z własnym mężem. Do tej pory uważam że macierzyństwo jest przereklamowane "

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143506204,143590245,Re_Mezczyzni_z_potrzeba_codziennego_seksu.html
                                                    Chcesz jeszcze porozmawiać o "odwadze" decydowania się na dziecko?
                                                  • kutuzow a to była odpowiedz na: 08.07.14, 23:08
                                                    Żeby zachować sens tej wymiany zdań wrzucę* Twoją wypowiedz w kwestii czemu jest wg Ciebie "słaby i strachliwy":

                                                    "Witaj kutuzow.

                                                    Użytkownik zawle wysłał Ci wiadomość:

                                                    Strach przed posiadaniem dziecka i zmianami które z tym się wiążą. Bo w mojej ocenie to strach a nie racjonalny wybór. Ale to tylko moja opinia "


                                                    * wrzucam za zgodą Zawle (żeby nie było że upubliczniam prywatną korespondencję)
                                                  • kag73 Re: Zawle -tylko się przypominam 09.07.14, 00:57
                                                    Kutuzow:
                                                    > Wiesz Zawle,
                                                    > Skoro tak sobie rozmawiamy na privie, to przykład Twego syna, który zaliczył wp
                                                    > adkę w młodym wieku pokazuje najbardziej dobitnie że posiadać dzieci bez "zast
                                                    > anowienia" to każdy może. To nie sztuka "wpaść". Sztuką jest właśnie zadecydowa
                                                    > ć czy cię dzieci chce i ew. ile.
                                                    > Ty się doszukujesz w tym strachu, bo tak łatwiej Ci racjonalizować sytuację z w
                                                    > łasnym synem, który okazał się "odważny". Ja to widzę trochę inaczej.

                                                    To jest zagrywka, moim zdaniem, ponizej pasa. Bo takich spraw sie nie dyskutuje, jest dzieciak w drodze/albo jest dzieciak to jest dzieciak i kropka. Chlopak/dziewczyna bierza za to odpowiedzialnosc i stara sie, zeby jak najlepiej sobie poradzic.
                                                    A ze Ty sie Kutuzow strachasz to jest fakt. Nie tylko dziecka i zmian z tym zwiazanych. Strachasz sie, ze Cie wykiwaja, ze Cie zona oskubie z kasy, dlatego sie zenic nie chciales, intercyze chcesz. Fakt teraz nagle chesz sie zenic, bo Ci sie ladna babka trafila i Ci powiedziala jak chce, zeby bylo. Nagle wiec wezmiesz slub, ale faktem jest, ze caly czas robiles w portki i tyle. To prawda jest. Poza tym myslisz, ze na wszystko jest umowa i zabezpieczenie, bo przeciez mowiles co i jak jest dla Ciebie wazne itd. No jestes strachliwy, jestes:)
                                                    >

                                                  • zawle Re: Zawle -tylko się przypominam 09.07.14, 05:03
                                                    kag73 napisała: > To jest zagrywka, moim zdaniem, ponizej pasa. Bo takich spraw sie nie dyskutuje
                                                    > , jest dzieciak w drodze/albo jest dzieciak to jest dzieciak i kropka.
                                                    > A ze Ty sie Kutuzow strachasz to jest fakt. Nie tylko dziecka i zmian z tym zwi
                                                    > azanych. Strachasz sie, ze Cie wykiwaja, ze Cie zona oskubie z kasy, dlatego si
                                                    > e zenic nie chciales, intercyze chcesz

                                                    Dziękuję Ci Kag. Miałam zacząć uprawiać dziennikarstwo śledcze forumowe, a tego nie lubię- szkoda czasu, ale mnie wyręczyłaś. Co do ciosu poniżej pasa- nie uważam tak. Tylko trochę nie bardzo porównywać się do nastolatków którzy zaliczyli wpadkę, żeby się pokazać jako ten świadomy:)))
                                                  • urquhart Odpowiedzialność vs strachliwość dorosłych i nasto 09.07.14, 08:01
                                                    > > A ze Ty sie Kutuzow strachasz to jest fakt. Nie tylko dziecka i zmian z t
                                                    > ym zwi
                                                    > > azanych. Strachasz sie, ze Cie wykiwaja, ze Cie zona oskubie z kasy, dlat
                                                    > ego si
                                                    > > e zenic nie chciales, intercyze chcesz
                                                    >>
                                                    > Dziękuję Ci Kag. Miałam zacząć uprawiać dziennikarstwo śledcze forumowe, a tego
                                                    > nie lubię- szkoda czasu, ale mnie wyręczyłaś. Co do ciosu poniżej pasa- nie uw
                                                    > ażam tak. Tylko trochę nie bardzo porównywać się do nastolatków którzy zaliczy
                                                    > li wpadkę, żeby się pokazać jako ten świadomy:)))

                                                    A jaj uważam że to manipulacja pokazywanie ewidentnego braku odpowiedzialności jako braku strachliwości.
                                                    Faktycznie nie tak jest że nie boi się konsekwencji działań głupi który nie potrafi skojarzyć ich następstw albo ktoś kto nie ma nic do stracenia. No i jeżeli strach jest nieadekwatny do zagrożenia a mimo to paraliżuje to mówi się o nerwicy i fobii dopiero, jak w przypadku strachu przed bakteriami albo lataniem samolotem.
                                                    Ja już kiedyś wspominałem że sporo jest facetów jak mój własny ojciec który stawiał sprawę że jak baby chcą mieć z nim dzieci to proszę bardzo ale to ich sprawa, jego to nie interesuje, nie ma kasy, jest niebieskim ptakiem, narobił sporo dzieci, nie zajmował się nie płacił - Strachliwy na pewno nie był.
                                                    Ostatnio słuchałem jak wioskowy jebaka w barze z piwem się przechwała co to on wyczynia z łóżku niemieckimi turystkami, obok byli synowie niemal w jego wieku, oczywiście nie mieszkają z nim bo on żyje z renty mamusi (a ma duża bo to sybiraczka) i dorywczych prac, większość dnia jest nieprzytomny lub pijany zawsze. Też strachliwy nie jest. Do głowy pewno mu nie przysły zagadnienia antykoncepcji czy zabezpieczeń. Co mu mogą zrobić? Do więzienia wsadzić, cały czas stamtąd wraca bo jeździ bez prawka i po pijanemu. Zachorować? Ze swoją wątrobą i tak już cud że żyje.
                                                    Można by powiedzieć że będąc nastolatkiem miałem fobie antykoncepcji, ale czy znając skalę zagrożenia i realność konsekwencji to fobia czy odpowiedzialność?
                                                    I na koniec, mój konik.
                                                    Czego konsekwencją jest brak odpowiedzialności za własne decyzje i postępowanie w życiu pomijając brak inteligencji i kojarzenia konsekwencji nastolatka czy potem innego Piotrusia Pana? Ano nadopiekuńczości rodzica najczęściej mamusi... :)
                                                  • mojemail3 Re: Odpowiedzialność vs strachliwość dorosłych i 09.07.14, 08:54
                                                    urquhart napisał:

                                                    "(...)Ja już kiedyś wspominałem że sporo jest facetów jak mój własny ojciec który stawiał sprawę że jak baby chcą mieć z nim dzieci to proszę bardzo ale to ich sprawa, jego to nie interesuje, nie ma kasy, jest niebieskim ptakiem, narobił sporo dzieci, nie zajmował się nie płacił - Strachliwy na pewno nie był (...)"

                                                    Łatwo nie być strachliwym, jak się nie ponosi konsekwencji swych działań, Jakby musiał ponosić konsekwencje w postaci utrzymywania dzieci ( a nie scedować tą odpowiedzialnośc na baby, co same chciały) to inaczej by śpiewał, sam dobrze wiesz.
                                                    Przepraszam,że osobiście piję do Ciebie, ale sam otwarcie piszesz o swym rodzicielu...
                                                  • urquhart Jakie konsekwencje? 09.07.14, 09:16
                                                    > Łatwo nie być strachliwym, jak się nie ponosi konsekwencji swych działań, Jakby
                                                    > musiał ponosić konsekwencje w postaci utrzymywania dzieci ( a nie scedować tą
                                                    > odpowiedzialnośc na baby, co same chciały) to inaczej by śpiewał, sam dobrze
                                                    > wiesz.

                                                    Wystarczy być nieuchwytnym, artystą, nigdzie nie mieszkać na stałe, nic nie posiadać, nigdzie nie pracować a jak już to dorywczo, podróżować dużo po świecie im bardziej egzotycznym tym lepiej (mój zaszył się w Japonii) i Choćbyś sie zaparła co mu zrobisz, jakie konsekwencje?
                                                    Każdy komornik odpuszcza.
                                                    Wsadzić do ciupy jako jednego z paru tysięcy alimenciarzy?
                                                    Za inteligentny, po postu nigdy nie wróci do kraju w takiej sytuacji, a dodatkowo będziesz miała środowisko przeciw sobie które zawsze do tej pory coś pomaga...
                                                  • mojemail3 Re: Jakie konsekwencje? 09.07.14, 09:26
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Wystarczy być nieuchwytnym, artystą, nigdzie nie mieszkać na stałe, nic nie pos
                                                    > iadać, nigdzie nie pracować a jak już to dorywczo, podróżować dużo po świecie i
                                                    > m bardziej egzotycznym tym lepiej (mój zaszył się w Japonii) i Choćbyś sie zapa
                                                    > rła co mu zrobisz, jakie konsekwencje?

                                                    Urqu, ja wiem, ale Ty wiesz,że każdy dzieciak marzy o zwykłym,nudnym ojcu, który jest oparciem, skałą, a najbardziej egzotyczne jest dłubanie z nim w warsztacie i wycieczki w polskie, zupełnie nie-egzotyczne góry...
                                                    Ja uparcie będę twierdzić,że najwazniejszy egzamin jaki ma mężczyzna w życu, to bycie ojcem...Niekoniecznie w sensie dosłownym, bo można być nauczycielem, przewodnikiem, ojcem ważnej sprawy.
                                                  • mojemail3 Re: Odpowiedzialność vs strachliwość dorosłych i 09.07.14, 08:59
                                                    urquhart napisał:

                                                    "(...)Ostatnio słuchałem jak wioskowy jebaka w barze z piwem się przechwała co to on wyczynia z łóżku niemieckimi turystkami, obok byli synowie niemal w jego wieku, oczywiście nie mieszkają z nim bo on żyje z renty mamusi (a ma duża bo to sybiraczka) i dorywczych prac, większość dnia jest nieprzytomny lub pijany zawsze. Też strachliwy nie jest (...)"

                                                    Współczuję jego synom, tak bardzo,że mogłabym nawet zapłakać nad ich losem i losem ich przyszłych związków...

                                                    "(...) Co mu mogą zrobić? Do więzienia wsadzić, cały czas stamtąd wraca bo jeździ bez prawka i po pijanemu. Zachorować? Ze swoją wątrobą i tak już cud że żyje (...)"

                                                    Ja tylko dziwię się kobietom, co chciały się z takim rozmnażać...kijem takiego wolałabym nie dotykać, tylko miłość buddyjska, nie kopnąć, nie nadepnąć, ale nie dotykać...
                                                  • kag73 Re: Odpowiedzialność vs strachliwość dorosłych i 09.07.14, 11:33
                                                    No zazwyczaj to jest tak, ze ktos tak bardzo boi sie konsekwencji swoich czynow i brania za nie odpowiedzialnosci, ze czegos tam nie robi. A inni moze i maja stracha albo nie maja, ale i tak zrobia, bo w razie czego biora na klate i ponosza konsekwencje. Nie zawsze jest tak, ze sie nie stracham, bo jakby co nie biore odpwoeidzialnosci i nie ponosze konsekwencji.
                                                  • zawle Re: Odpowiedzialność vs strachliwość dorosłych i 09.07.14, 21:48
                                                    urquhart napisał: > A jaj uważam że to manipulacja pokazywanie ewidentnego braku odpowiedzialności
                                                    > jako braku strachliwości.
                                                    > Faktycznie nie tak jest że nie boi się konsekwencji działań głupi który nie pot
                                                    > rafi skojarzyć ich następstw albo ktoś kto nie ma nic do stracenia. No i jeżel
                                                    > i strach jest nieadekwatny do zagrożenia a mimo to paraliżuje to mówi się o ner
                                                    > wicy i fobii dopiero, jak w przypadku strachu przed bakteriami albo lataniem sa
                                                    > molotem.

                                                    A ja uważam że zakładanie że moja niefrasobliwość ( a nie byłam) nie jest żadnym argumentem świadczącym o tym, że kto inny nie jest tchórzliwy. To jest manipulacja.

                                                    > Ja już kiedyś wspominałem że sporo jest facetów jak mój własny ojciec który sta
                                                    > wiał sprawę że jak baby chcą mieć z nim dzieci to proszę bardzo ale to ich spra
                                                    > wa, jego to nie interesuje, nie ma kasy, jest niebieskim ptakiem, narobił sporo
                                                    > dzieci, nie zajmował się nie płacił - Strachliwy na pewno nie był.


                                                    Współczuję ojca...robi się tkliwie:))
                                                  • kutuzow różnica między zaletą a wadą i przykład z wodą 09.07.14, 09:47
                                                    kag73 napisała:

                                                    > To jest zagrywka, moim zdaniem, ponizej pasa. Bo takich spraw sie nie dyskutuje
                                                    > , jest dzieciak w drodze/albo jest dzieciak to jest dzieciak i kropka.

                                                    Kag, ale my przecież mamy XXI wiek. Antykoncepcja to nie jest coś o czym nikt nigdy nie słyszał.
                                                    No sorry, ale nie wmówisz mi że brak odpowiedzialności i wpadka jest cechą piękną, a rozwaga i ostrożność głupotą.
                                                    Poza tym zostawmy na chwilę młodziana.

                                                    Zawle w przytoczonym przeze mnie linku sama się przyznaje do DWÓCH wpadek. Dwa na dwa, czyli 100% "skuteczności". No sorry, ale jeśli ktoś, kto przypadkowi pozostawia kwestie rozmnażania się, chce pouczać innych o odwadze i odpowiedzialności, to ja mówię Pass.

                                                    > Nagle wiec wezmi
                                                    > esz slub, ale faktem jest, ze caly czas robiles w portki i tyle.

                                                    Widzisz Kag, Niektóre kobiety na tym forum nie odróżniają jednej rzeczy. To że facet "wiernopoddańczo" zgadza się na to co chce kobieta (jako ta zawsze dojrzała w związku -by Kawitator) nie oznacza że on jest odważny. Dla mnie to jest naiwność -liczenie że "będzie dobrze". Już wielu się na tym mocno przejechało. Forum jest pełne tego typu historii.

                                                    Jasne że takie zachowanie jak moje bardziej kuje w oczy, głównie dla tego, że jest skuteczne, mimo że zrywa ze stereotypem "staraj się bardziej". Związek może być partnerski a nie "wiernopoddańczy" (czyli każda strona stawia jakieś granice i nadal może super funkcjonować. Seksu mam po kokardy, mam młodszą atrakcyjna partnerkę z którą bardzo się kochamy. W przeciwieństwie do tych którzy udzielają mi rad, moje życie jest udane. Oby tylko zdrowie dopisało.

                                                    Na koniec mała metafora:
                                                    Twoja (i innych) ocena co jest odwaga a co tchórzostwem, to trochę jak podejście do jeziorka/kąpieliska w lato.
                                                    Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc czy jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę". Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.
                                                    Owszem można śmiać się z tych starszych że nie są tak odważni jak Ci co dzielnie skaczą na główkę, tylko raz jeszcze -czy to odwaga czy czysta głupota i brak myślenia o konsekwencjach?
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 10:08
                                                    kutuzow napisał:

                                                    "(...) To że facet "wiernopoddańczo" zgadza się na to co chce kobieta (jako ta zawsze dojrzała w związku -by Kawitator) nie oznacza że on jest odważny. Dla mnie to jest naiwność -liczenie że "będzie dobrze". Już wielu się na tym mocno przejechało. Forum jest pełne tego typu historii(...)"

                                                    Tak, to jest naiwność, ale już na etapie zawierania malżeństwa ( bo o tym mówimy, tak)
                                                    Po co wchodzić w coś czego się nie pojmuje? Po co składać przysięgi z zamiarem ich złamania? Tego nie rozumiem, bezmyślności po obu stronach.
                                                    Małżeństwo jest niebywale trudnym związkiem, z dziećmi, czy bez.
                                                    Lepiej sobie żyć w konkubinacie, czy innej kohabitacji i już.
                                                    Natomiast liczyć,że będzie dobrze, należy, mimo wszystko, przy założeniu, że będzie beznadziejnie, to już mamy tylko samospełniającą się przepowiednię...

                                                    kutuzow napisał:
                                                    "Na koniec mała metafora:
                                                    (...)
                                                    Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc czy jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę". Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.
                                                    Owszem można śmiać się z tych starszych że nie są tak odważni jak Ci co dzielnie skaczą na główkę, tylko raz jeszcze -czy to odwaga czy czysta głupota i brak myślenia o konsekwencjach?"

                                                    A ja uważam,że to jednak bardzo dobrze,że ludzie w młodośći zawierają związki, mają dzieci, kiedy tej odwagi ( może i braku wyobrażni ;-) jest dosyć.
                                                    Lęk jest obecny zawsze, w małżeństwie również, rzecz w tym,żeby sobie z nim radzić, żeby nas nie pokonał. Otwartość na dzieci, dlaczego nie? ja mam obawy, czy udałoby się nam wychować kolejne, ale jakoś tak jest, jak się dzieciak pojawił to i dodatkowe możliwości zarobkowania też...Jest tak niewiele negatywnych aspektów posiadania dzieci, a pozytywnych cała masa, dla związku też. I nie jest to tylko moja, "babska" opinia...
                                                  • kag73 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 11:09
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, ale my przecież mamy XXI wiek. Antykoncepcja to nie jest coś o czym nikt n
                                                    > igdy nie słyszał. No sorry, ale nie wmówisz mi że brak odpowiedzialności i wpadka jest cechą piękną, a rozwaga i ostrożność głupotą.

                                                    Po pierwsze ja Ci nigdzie tego nie wmawiam. Po drugie XXI wiek i antykoncepcja... a faktem jest, ze ludzie maja to do siebie, ze pozostaja TYLKO ludzmi, nie sa doskonali, zapominaja sie, popelniaja bledy. Zdarzyc sie moze wszystko.

                                                    > Zawle w przytoczonym przeze mnie linku sama się przyznaje do DWÓCH wpadek. Dwa
                                                    > na dwa, czyli 100% "skuteczności". No sorry, ale jeśli ktoś, kto przypadkowi po
                                                    > zostawia kwestie rozmnażania się, chce pouczać innych o odwadze i odpowiedzialn
                                                    > ości, to ja mówię Pass.

                                                    Ona zwyczajnie napisala Tobie, ze jestes strachliwy i tyle, bo jestes. Ona strachliwa nie byla/nie jest bo sie kochala bez zabezpieczenia:) Jakby nie bylo ryzykowla TYLKO dziecko(biorac potem odpowiedzialnosc za swoje czyny) a nie HIVa albo Aids.

                                                    > Jasne że takie zachowanie jak moje bardziej kuje w oczy, głównie dla tego, że j
                                                    > est skuteczne, mimo że zrywa ze stereotypem "staraj się bardziej". Związek może
                                                    > być partnerski a nie "wiernopoddańczy" (czyli każda strona stawia jakieś grani
                                                    > ce i nadal może super funkcjonować. Seksu mam po kokardy, mam młodszą atrakcyjn
                                                    > a partnerkę z którą bardzo się kochamy. W przeciwieństwie do tych którzy udziel
                                                    > ają mi rad, moje życie jest udane. Oby tylko zdrowie dopisało.

                                                    Mnie tam Twoje zachowanie w ogole nie kuje. Pisales, ze nie potrzebny byly Ci zwiazek(wszedles w niego, bo babka chciala). Pisales, ze nie chcesz sie zenic, bo to oznacza wielka zmiane i brak seksu, bo kobiety w malzenstwie nagle przestaja "dawac" i przestaja sie starac. Pisales, ze nie chcesz dziecka, bo cala ciaze, polog i rok albo dwa po tym nie byloby seksu. Pisales, ze slub tylko z intercyza, bo inaczej kobieta zabezpieczona nie bedzie "dawac", wysiudla To wszystko wcale nie jest ragula, ale Ty jestes przekonany, boisz sie, ze zdarzy sie wlasnie Tobie.
                                                    Jestes strachliwy. Ja Tobie przepowiedzialam, ze pojawi sie TA kobieta i Ci powie jak chce, zeby bylo. I prosze...zareczyny, slub w planach. Bardzo dobrze, ona zadecydowala za Ciebie i bardzo dobrze inaczej byc moze obudzilbys sie kiedys z reka w nockniku podstarzaly i sam, a cele sie w zyciu zmieniaja. Zyczyc najlepszego i zeby nie zachcialo jej sie kiedyc dziecka.
                                                    Moj zwiazek tez jest udany. Nie mam duzo mlodszego partnera, ale owszem atrakcyjnego, tez sie kochamy i seksu mielismy i mamy po kokarde. I jestem pewna, ze wiekszosc ludzi na tym forum na poczatku/w pewnym okresie swojego zycia/fazami miala podobnie jak Ty i ja. Byc moze na innych warunkach, albo bez warunkow, albo nie kalkulujac i zastanawiajac sie, ale jednak.
                                                    > Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc cz
                                                    > y jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę".
                                                    > Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.

                                                    To glupota jest a nie odwaga. I czasem dobrze, ze jeszeli komus brakuje rozsadku, to chociaz jest strachliwy, bo skakal nie bedzie. Moze mu to uratowac zycie, co nie zmienia faktu, ze jest strachliwy.
                                                  • kutuzow Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 11:22
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Po pierwsze ja Ci nigdzie tego nie wmawiam. Po drugie XXI wiek i antykoncepcja.
                                                    > .. a faktem jest, ze ludzie maja to do siebie, ze pozostaja TYLKO ludzmi, nie s
                                                    > a doskonali, zapominaja sie, popelniaja bledy. Zdarzyc sie moze wszystko.

                                                    Kag, przypomnę, że to Zawle zaczęła dyskusję od tezy że jestem "słaby i strachliwy" bo wg niej "boję" się mieć dzieci. Tak odebrała moją postawę.
                                                    Więc skoro rozwaga jest odbierana jako strach, to wpadka powinna byc odbierana jako brawura/odwaga. Trzymając się tej logiki z którą to ja się nie zgadzam.

                                                    > Ona zwyczajnie napisala Tobie, ze jestes strachliwy i tyle, bo jestes. Ona stra
                                                    > chliwa nie byla/nie jest bo sie kochala bez zabezpieczenia:) Jakby nie bylo ryz
                                                    > ykowla TYLKO dziecko(biorac potem odpowiedzialnosc za swoje czyny) a nie HIVa a
                                                    > lbo Aids.

                                                    Taaa. Pisałem tu już kiedyś o tym że dla kobiet posiadanie dziecka to co najwyżej startegia win-lose.

                                                    "w uproszczeniu mamy więc opcje:
                                                    a) lose/lose (bo jej marzenia nie są zrealizowane, ani dzieci, ani związku)
                                                    b) win/lose (bo jest matką, ale związek mógłby być lepszy)
                                                    c) win/win (bo jest matką i jest szczęśliwa w związku)"
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,146150171,146223729,win_lose_.html
                                                    Jak pokazało życie Zawle zaryzykowała związek. Patrząc z punktu widzenia jej exmęża (który jak Zawle pisze do dzieci się nie poczuwa) to już dla niego nie było to aż tak fajne ryzyko.


                                                    > Moj zwiazek tez jest udany. Nie mam duzo mlodszego partnera, ale owszem atrakcy
                                                    > jnego, tez sie kochamy i seksu mielismy i mamy po kokarde.

                                                    Kag, pisałem to nie raz. Masz dość wyjątkową/komfortową sytuację na tym forum.
                                                    Zerknij na forum jak wiele jest tutaj osób po rozwodach, osób którzy są w związkach które ich uwierają, którzy nie mają seksu. Nie piszę tego żeby się jakoś wywyższać. Chodzi mi o pokazanie Ci proporcji.

                                                    Na reszte odpiszę później.
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 11:41
                                                    kutuzow napisał:

                                                    "(...)Zerknij na forum jak wiele jest tutaj osób po rozwodach, osób którzy są w związkach które ich uwierają, którzy nie mają seksu. Nie piszę tego żeby się jakoś wywyższać. Chodzi mi o pokazanie Ci proporcji (...)"

                                                    Kutuzow, tak jest jak się ryzykuje, różnie może być, ale...kryzys w związku, brak seksu, problemy z dziećmi, to są zwyczajne przypadłości długotrwałych związków, co jest plusem? Że po wyjściu z trudności może być lepiej niż wcześniej, że zamiast idyllicznego pozornego pasma przyjemności można mieć prawdziwą satysfakcję i zwycięstwo...choćby nad wlasną słabością.
                                                  • kag73 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 11:48
                                                    Kutuzow, niektorzy, Ty rowniez, tak bardzo boja sie wpadki(bo dzieci nie chca), ze nigdy nie zapomna o zabezpieczeniu. Inni z kolei jakos tak mniej sie boja albo o tym nie mysla, bo o zabezpieczaniu zapominaja albo zwyczajnie ryzykuja i jak sie zdarzy to sie zdarzy, wezma odpowiedzialnosc, sie wychowa, swiat sie nie zawali.

                                                    > Jak pokazało życie Zawle zaryzykowała związek. Patrząc z punktu widzenia jej ex
                                                    > męża (który jak Zawle pisze do dzieci się nie poczuwa) to już dla niego nie był
                                                    > o to aż tak fajne ryzyko.
                                                    No ale ryzykowal. A tak poza tym to co jemu sie stalo? Nie wykluczone, ze jakis czas byl nawet w zwiazku/ze zwiazku zadowolony i szczesliwy.

                                                    > Kag, pisałem to nie raz. Masz dość wyjątkową/komfortową sytuację na tym forum.
                                                    > Zerknij na forum jak wiele jest tutaj osób po rozwodach, osób którzy są w związ
                                                    > kach które ich uwierają, którzy nie mają seksu. Nie piszę tego żeby się jakoś w
                                                    > ywyższać. Chodzi mi o pokazanie Ci proporcji.

                                                    Ja Tobie napisalam, ze to ich sytuacja TERAZ, moze kiedys mieli inna, wielu z nich, zycie jest pelne niespodzianek i zdarzyc moze sie wszystko. Ja jestem tego swiadoma. Zreszta to forum o problemach a nie o idyllach.
                                                  • szopen_cn Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 12:28
                                                    Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 12:32
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca
                                                    > antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?

                                                    Szopen, to jest dobry trop, bo tak właśnie jest. Ale jeśli mężczyzna nie dopuszcza możliwości pojawienia sie dziecka, to potęguje ten lęk u kobiety ( oczywiście piszę o sytuacji w małżeństwie a nie seksu przygodnego czy innych seksualnych sytuacji)
                                                  • kag73 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 12:39
                                                    szopen_cn napisał:
                                                    > Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca
                                                    > antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?

                                                    Jasne, jasne, ze tak. Rozne to bywa ze stopniem strachliwosci, przyklad:
                                                    Moja przyjaciolka i jej maz, chcieli dzieci, ale jeszcze nie teraz. Maz byl tak bojazliwy, ze po kazdym stosunku, z prezerwatywa oczywiscie, biegal do lazienki co by miec pewnosc, ze ta guma jest cala i nie pekla czy cos.
                                                    Ja i moj maz, nie bylismy pewni czy w ogole chcemy miec dziecko kiedykolwiek. Tez uzywalismy gum, ale nie bylo biegania do lazienki i zdarzalo sie nierozsadne zachowanie mogace jednak spowodowac ciaze.
                                                    Zawle ma podejrzenie, ze kutuzow boi sie miec dziecko, bo obawia sie, ze potem nie bedzie seksu, nie bedzie przez cala ciaze, nie bedzie podczas pologu, nie bedzie z dwa lata po ciazy itd. Boi sie, ze jak kobieta osiagnie swoj cel "dziecko" to sie z seksu wymiksuje i z intymnosci z mezem, przerzuci sie na dziecko. Z powodu tego strachu dziecka nie chce.
                                                  • rekreativa Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 12:50
                                                    Kwestia tylko taka, że opisywana strachliwość jest przedstawiana jako coś niedobrego, niskiego, niedojrzałego - przeciw czemu protestują panowie i ja się z nimi zgadzam.
                                                    Mam prawo się czegoś obawiać, szczególnie jeśli istnieją ku temu podstawy i nie jest to lęk zupelnie irracjonalny.
                                                    Jeśli kobieta boi się ciąży i porodu to czy to jest głupie? W końcu oba te stany mogą być zagrożeniem zdrowia i życia.
                                                    Jeśli mężczyzna obawia się, że po przyjściu na świat dziecka zaniknie jego intymność z żoną to czy jest to lęk bezpodstawny? jak wynika z forum nie jest bezpodtsawny - tak się zdarza.
                                                    Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości.
                                                  • kag73 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 12:56
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować
                                                    > - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości.

                                                    To tez tutaj mowa jest o "strachliwosci" a nie o "niedojrzalosci".
                                                    I owszem kazdy ma do niej prawo i ma prawo zyc jak chce. Czasem jednak w zyciu trzeba i warto sie odwazyc, bo zyski bywaja wieksze niz straty, zwlaszcza jezeli nie ma zgroznia zycia.
                                                    podobno "do odwaznych swiat nalezy!";)
                                                  • rekreativa Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 13:04
                                                    Oczywiście, że czasem warto się odważyć, ale tylko wtedy, gdy się faktycznie tego pragnie.
                                                    Ja, jako osoba przez lata się zmagająca z nerwicą lękową, mogę coś na ten temat powiedzieć - jak bardzo pragnienie czegoś może przenosić góry. Ale to pragnienie musi być na tyle mocne, by równoważyć przynajmniej lęk.
                                                    Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się - bo to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.
                                                    Problem jest wtedy, gdy pragnienie istnieje, ale strach paraliżuje - i czlowiek to odczuwa jako nieszczęście. Ale wtedy to już należy pomyśleć o terapii.
                                                  • kag73 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 13:22
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się - bo
                                                    > to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.

                                                    Oczywiscie, tutaj sie dokladnie zgadzam, nie kazdy musi miec potrzebe "posiadania" dziecka.
                                                    Ale powody dlaczego ktos nie chce bywaja chyba rozne.
                                                  • urquhart Fobie? 09.07.14, 14:11
                                                    A może przeanalizuj powody dla których ludzie w Polsce mają dzieci?
                                                    Ilość dzieci w skrajnej biedzie ludzi nieodpowiedzialnych o w rodzinach patologicznych wzrasta, a ludzi mających dzieci świadomie maleje z powodów systemowych , siła nabywcza statystycznego Polaka ciągle maleje, a realny koszt utrzymania dziecka dramatycznie rośnie z każdym rokiem.
                                                    Pomijając problemy nieuchronne osobiste i związkowe, opisywany przez psychologów spadek zadowolenia i satysfakcji życiowej, standard życia musi wyraźnie się obniżyć.
                                                    To fobie???
                                                    A co w zamian?

                                                    www.zielonysztandar.com.pl/2012/06/wedlug-unicef-nasze-dzieci-zyja-w-ubostwie/
                                                    magazyn.7dni.pl/235241,Polska-bieda-ma-twarz-dziecka.html
                                                    www.strefabiznesu.nto.pl/artykul/utrzymanie-dziecka-slono-kosztuje-78903.html
                                                  • mojemail3 Re: Fobie? 09.07.14, 14:30
                                                    urquhart napisał:

                                                    > A może przeanalizuj powody dla których ludzie w Polsce mają dzieci?
                                                    > Ilość dzieci w skrajnej biedzie ludzi nieodpowiedzialnych o w rodzinach patolog
                                                    > icznych wzrasta, a ludzi mających dzieci świadomie maleje z powodów systemowych
                                                    > , siła nabywcza statystycznego Polaka ciągle maleje, a realny koszt utrzymania
                                                    > dziecka dramatycznie rośnie z każdym rokiem.
                                                    > Pomijając problemy nieuchronne osobiste i związkowe, opisywany przez psychologó
                                                    > w spadek zadowolenia i satysfakcji życiowej, standard życia musi wyraźnie się
                                                    > obniżyć.
                                                    > To fobie???
                                                    > A co w zamian?


                                                    No, NIE ma nic zamian, nie ma lizaka...a jest, jest, mój syn jak mnie zobaczy w nowej sukience mówi "jesteś taka piękna"...a tacie mówi: "jestes domowym królem"...
                                                    No proszę Cię Urqu przestań, ja wiem,że "Gdzie to państwo, gdzie ten rząd" ( co swoją droga płaci mi grosze, dobrze,że dorabiam...) jak Cię boli krzywda dzieci, możesz pomóc ( ale nie, przecież nie będziemy wspierać patologii, co? )
                                                  • mojemail3 Re: Fobie? 09.07.14, 14:35
                                                    urquhart napisał:

                                                    "(...)Pomijając problemy nieuchronne osobiste i związkowe, opisywany przez psychologów spadek zadowolenia i satysfakcji życiowej, standard życia musi wyraźnie się obniżyć.
                                                    To fobie???(...)"

                                                    Dlaczego nieuchronne? Myslisz, że bezdzietnym małżeństwom jest łatwiej? A tym zmagającym się z niepłodnością którzy wszystkie badania i całe leczenie pokrywają z własnych środków?

                                                    A z zalinkowanego artykułu:
                                                    "(...)Drugą cechą polskiej biedy jest jej feminizacja. To kobiety coraz częściej biorą na siebie odpowiedzialność za przetrwanie gospodarstwa domowego, sprawują opiekę nad dziećmi, pozyskują fundusze z systemu pomocy społecznej. Istotna jest juwenalizacja biedy - wszystkie dane pokazują, że polska bieda ma twarz dziecka(...)"

                                                    No i jak to świadczy o mężczyznach???
                                                  • urquhart > No i jak to świadczy o mężczyznach??? 09.07.14, 16:01
                                                    > A z zalinkowanego artykułu:
                                                    > "(...)Drugą cechą polskiej biedy jest jej feminizacja. To kobiety coraz częście
                                                    > j biorą na siebie odpowiedzialność za przetrwanie gospodarstwa domowego, sprawu
                                                    > ją opiekę nad dziećmi, pozyskują fundusze z systemu pomocy społecznej. Istotna
                                                    > jest juwenalizacja biedy - wszystkie dane pokazują, że polska bieda ma twarz dz
                                                    > iecka(...)"

                                                    www.youtube.com/watch?v=R1usTzERW48&feature=player_detailpage#t=10
                                                  • kutuzow "jeśli ktoś dziecka po prostu nie chce" 09.07.14, 18:29
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się - bo
                                                    > to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.
                                                    > Problem jest wtedy, gdy pragnienie istnieje, ale strach paraliżuje - i czlowiek
                                                    > to odczuwa jako nieszczęście. Ale wtedy to już należy pomyśleć o terapii.

                                                    DOKŁADNIE. Przecież ja od zawsze pisze że dzieci nie chcę, bo nie czuję takiej potrzeby wewnętrznej. Może gdybym mdlał na widok bobasa (jak niektóre kobiety robiące gugugug nad wózkiem) to może wtedy bym się zastanawiał czy warto zaryzykować. Skoro NIE CHCĘ dziecka, to jaki sens miałoby decydowanie się na niego w tej sytuacji????
                                                  • druginudziarz Re: "jeśli ktoś dziecka po prostu nie chce" 09.07.14, 20:54
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > rekreativa napisała:
                                                    >
                                                    > > Jesli ktoś dziecka po prostu nie chce, to nie ma też mowy o odważeniu się
                                                    > - bo
                                                    > > to nie jest kwestia pokonania strachu, by zrealizować swoje pragnienie.
                                                    > > Problem jest wtedy, gdy pragnienie istnieje, ale strach paraliżuje - i cz
                                                    > lowiek
                                                    > > to odczuwa jako nieszczęście. Ale wtedy to już należy pomyśleć o terapii.
                                                    >
                                                    >
                                                    > DOKŁADNIE. Przecież ja od zawsze pisze że dzieci nie chcę, bo nie czuję takiej
                                                    > potrzeby wewnętrznej. Może gdybym mdlał na widok bobasa (jak niektóre kobiety r
                                                    > obiące gugugug nad wózkiem) to może wtedy bym się zastanawiał czy warto zaryzyk
                                                    > ować. Skoro NIE CHCĘ dziecka, to jaki sens miałoby decydowanie się na niego w t
                                                    > ej sytuacji????

                                                    Bo możesz sie najnormalniej mylić co to siebie i swoich potrzeb.
                                                    To przecież nic niezwykłego nie mieć pełnego i prawdziwego wglądu.
                                                    pzdr.
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 12:59
                                                    rekreativa napisała:

                                                    (...)"Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości (...)"

                                                    Oczywiście, dlatego nie decydować się na małżeństwo i rodzicielstwo, jak się człowiek lęka,że nie podoła.
                                                  • kutuzow Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 18:25
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Kwestia tylko taka, że opisywana strachliwość jest przedstawiana jako coś niedo
                                                    > brego, niskiego, niedojrzałego - przeciw czemu protestują panowie i ja się z ni
                                                    > mi zgadzam.
                                                    > Mam prawo się czegoś obawiać, szczególnie jeśli istnieją ku temu podstawy i nie
                                                    > jest to lęk zupelnie irracjonalny.
                                                    > Jeśli kobieta boi się ciąży i porodu to czy to jest głupie? W końcu oba te stan
                                                    > y mogą być zagrożeniem zdrowia i życia.
                                                    > Jeśli mężczyzna obawia się, że po przyjściu na świat dziecka zaniknie jego inty
                                                    > mność z żoną to czy jest to lęk bezpodstawny? jak wynika z forum nie jest bezpo
                                                    > dtsawny - tak się zdarza.
                                                    > Ludzie mają prawo się bać, albo czegoś zwyczajnie nie chcieć i nie potrzebować
                                                    > - nie świadczy to od razu o ich niedojrzalości.

                                                    Świetnie to ujęłaś. Może ja jakoś słabo oddaje to co Ty tutaj napisałaś (a o co mi chodziło) i Twoja wersja będzie bardziej czytelna.
                                                  • rekreativa Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 18:48
                                                    Wiesz, temat mnie rusza, bo ostatnio taka jedna mi powiedziała, że ja nie dojrzałam jako kobieta, bo nie chcę mieć dzieci.
                                                    Wkuźwiło mnie to.
                                                    Szczególnie, że miałam wielka fazę na dzidziusia w wieku lat dziesięciu - pamiętam, że nawet płakałam, że ja chcę już być dorosła i mieć dzidziusia... Znaczy co, wtedy byłam dojrzała, czy jak? :)
                                                  • kutuzow Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 19:06
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Wiesz, temat mnie rusza, bo ostatnio taka jedna mi powiedziała, że ja nie dojrz
                                                    > ałam jako kobieta, bo nie chcę mieć dzieci.
                                                    > Wkuźwiło mnie to.

                                                    Dobrze Cię rozumiem :-)
                                                    Tez mnie to wkurza, gdy trzeba udowadniać, że można po prostu nie chcieć dzieci i nie kryje się za tym jakaś trauma, strach, itp.

                                                    BTW: Zobacz, że w tym wątku wiele forumowiczek traktuje chęć posiadania dziecka jako coś oczywistego. Skoro nie chce, to na pewno się boi, bo w gruncie rzeczy to na pewno by chciał.
                                                    Potem zaś Panie na forum są zdziwione gdy ja pisze, że to jednak kobietom bardziej zależy na dzieciach (co widać po przyjętym przez kobiety założeniu że dzieci to KAŻDY przecież chce).

                                                    P.s. Uważam że nikt tak nie potrafi dowalić kobiecie jak druga kobieta. Nie tak dawno koleżanka żaliła mi się. Opowiadała jak bardzo przykro jej się zrobiło, gdy jej koleżanka na wieść o tym iż ta miała cesarkę, dowaliła jej że nie jest prawdziwą kobietą. Bo wg niej tylko te co czuły bój porodowy i miały dziecko w rękach tuz po odcięciu pępowiny mogą się nazywać prawdziwymi kobietami.
                                                    Niezłe co?
                                                  • rekreativa Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 19:28
                                                    " Bo wg niej tylko te co czuły bój porodowy i miały dziecko w
                                                    > rękach tuz po odcięciu pępowiny mogą się nazywać prawdziwymi kobietami.
                                                    > Niezłe co?"

                                                    Ja to w ogóle jak słyszę wypowiedź zaczynającą się od "prawdziwy/prawdziwa (kobieta, mężczyzna, feministka, Polak, katolik, patriota, fan "Gwiezdnych wojen"itp), to mnie z miejsca osłabia...
                                                    Mam też wrażenie, że część kobiet kompensuje sobie poczucie niższości tym swoim macierzyństwem - takie "jestem matką" - wreszcie kimś jestem, wreszcie jakoś się mogę nazwać i zidentyfikować, bo dotąd byłam nikim. I to właśnie te kobiety przysrywają innym, są lepsze, bo urodziły, a Ty nie, są lepsze, bo urodziły naturalnie, a Ty przez cesarkę, są lepsze, bo karmią cyckiem, a Ty nie masz pokarmu itd.
                                                    Niestety z autopsji to mówię, bo mam w rodzinie męża taką królową-pszczołę, co to się zachowuje, jakby z samego faktu urodzenia dziecka nabyła jakiejś tajemnej mądrości, niedostepnej zwykłym śmiertelnikom.
                                                  • mabelle2000 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 19:52
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > BTW: Zobacz, że w tym wątku wiele forumowiczek traktuje chęć posiadania dziecka
                                                    > jako coś oczywistego. Skoro nie chce, to na pewno się boi, bo w gruncie rzeczy
                                                    > to na pewno by chciał.

                                                    ??? Nie mysle o ludziach bezdzietnych z wyboru, ze sie boja. Nie zakladam tez, ze klamia, bo niby po co mieliby to robic ? Widze natomiast, ze maja swoja wizje zwiazku, ktora zaklada, ze skoro dobrze jest jak jest, to trzeba unikac zmian, bo jest ryzyko, ze szczescie sie rypnie. Jesli wiec taka wizja im odpowiada, to czemu nie ? Warto jednak wspomniec, ze z drugiej strony barykady sa ludzie, ktorzy oprocz zwiazku maja w ogole wielkie parcie na doswiadczanie wszystkiego, chca sie spelniac w wielu rolach, dlatego tez rodzicielstwo nie stoi dla nich w opozycji do partnerstwa. Zycie z definicji jest zmienne, dlatego tez i takich ludzi jest calkiem sporo ; rodza sie im dzieci, wyjezdzaja za granice, buduja domy, zmianiaja prace... I oni raczej nie zakladaja, ze bedzie to mialo destrukcyjny wplyw na ich zwiazek. Oni po prostu o tym nie mysla. Zreszta ciekawosc i chec zmiany jest czasem silniejsza niz ryzyko, ze sie pogorszy :-)

                                                  • rekreativa Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:09
                                                    " Widze natomiast, ze maja swoja wizj
                                                    > e zwiazku, ktora zaklada, ze skoro dobrze jest jak jest, to trzeba unikac zmian
                                                    > , bo jest ryzyko, ze szczescie sie rypnie."

                                                    Bywa i tak.
                                                    Ale są i ludzie, którzy nie mają dzieci, bo po prostu nie czują takiej potrzeby i tyle, bez podtekstów i drugiego dna.
                                                    Nie boją się ani porodu, ani odpowiedzialności, ani upadku szczęścia związkowego, ani braku seksu, a dziecko nie kojarzy im się z końcem wszystkiego i byciem w czarnej dupie.
                                                    Po prostu nie chcą mieć dzieci.
                                                  • kag73 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:16
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Nie boją się ani porodu, ani odpowiedzialności, ani upadku szczęścia związkoweg
                                                    > o, ani braku seksu, a dziecko nie kojarzy im się z końcem wszystkiego i byciem
                                                    > w czarnej dupie.
                                                    > Po prostu nie chcą mieć dzieci.
                                                    >
                                                    No i spoko. Problem pojawia sie jak druga strona chce/nagle zechce dziecka i co wtedy?
                                                    Tylko trzymac kciuki, zeby jednak tez nie zechciala.
                                                    Poza tym kutuzow jest tutaj troche dluzej i czarne scenariusze z jego strony jak to dziecko ruinuje zwiazek i seks, znamy.
                                                  • sabat.77 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:24
                                                    I ja mu w tej obawie z calego serca przyklaskuje, bo jest racjonalna. Oby tylko jego kobieta nie okazala sie "sprytna". Bo w malzenstwie to z uzywaniem gumek roznie bywac, a pigulki mozna przez przypadek zapomniec ;)
                                                  • kag73 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:28
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > I ja mu w tej obawie z calego serca przyklaskuje, bo jest racjonalna. Oby tylko
                                                    > jego kobieta nie okazala sie "sprytna". Bo w malzenstwie to z uzywaniem gumek
                                                    > roznie bywac, a pigulki mozna przez przypadek zapomniec ;)
                                                    Przestan, sabat, tez mi przyjemnosc miec dziecko z facetem, ktory zdecydowanie dziecka nie chce! Nie martw sie o kutuzowa, on sobie poradzi. Ja widze to gorzej jak jej sie dziecka zachce a tu nic z tego...to sa bardzo trudne decyzje potem. Zycze mu(szczerze), zeby jej sie nie zachcialo.
                                                  • sabat.77 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:51
                                                    A ja się martwię.
                                                    www.youtube.com/watch?v=zgyVHYjJaVY
                                                    Teraz już wiem - nie wolno ufać Lady Makbet. Zawsze ma za plecami jakiś sztylet. Taka jest natura skorpiona.
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:53
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > A ja się martwię.
                                                    > www.youtube.com/watch?v=zgyVHYjJaVY
                                                    > Teraz już wiem - nie wolno ufać Lady Makbet. Zawsze ma za plecami jakiś sztylet
                                                    > . Taka jest natura skorpiona.

                                                    O kogo się martwisz i kto tu jest skorpionem??
                                                  • sabat.77 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:56
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > O kogo się martwisz

                                                    O Kutuzowa.

                                                    > i kto tu jest skorpionem??

                                                    Lady Makbet. Przecież napisałem.
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:59
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > > O kogo się martwisz
                                                    >
                                                    > O Kutuzowa.\

                                                    E tam, będzie zadowolony...
                                                    Jakoś się wszystko ułoży, jak to zwykle w bajkach bywa:)
                                                  • sabat.77 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 21:03
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Jakoś się wszystko ułoży, jak to zwykle w bajkach bywa:)

                                                    Chyba że to będzie bajka braci Grimm :)
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 21:14
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Chyba że to będzie bajka braci Grimm :)

                                                    To są przecież bardzo mądre i życiowe bajki...
                                                  • sabat.77 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 21:36
                                                    zyciowe, bo okrutne i mroczne.
                                                  • mojemail3 Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 22:09
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > zyciowe, bo okrutne i mroczne.

                                                    O tak.Inaczej być nie może, choćbyśmy bardzo chcieli, bo życie to nie jest zwykła bajka...
                                                  • druginudziarz Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 20:59
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > rekreativa napisała:
                                                    > > Wiesz, temat mnie rusza, bo ostatnio taka jedna mi powiedziała, że ja nie
                                                    > dojrz
                                                    > > ałam jako kobieta, bo nie chcę mieć dzieci.
                                                    > > Wkuźwiło mnie to.
                                                    >
                                                    > Dobrze Cię rozumiem :-)
                                                    > Tez mnie to wkurza, gdy trzeba udowadniać, że można po prostu nie chcieć dzieci
                                                    > i nie kryje się za tym jakaś trauma, strach, itp.

                                                    TAk z ciekawości, to komu to _musisz_ udawadniać?
                                                    To taki wewnętrzny imperatyw czy co?
                                                  • zawle Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 22:36
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > Jesli mezczyzna jest "strachliwy" bo nie chce miec dziecka to kobieta uzywajaca
                                                    > antykoncepcji by nie miec dziecka ( kolejnego np) tez chyba jest strachliwa?

                                                    Ja nie o tym. Można nie chcieć mieć dziecka bo się dzieci nie lubi, bo się jest przyzwyczajonym do swojego trybu, bo się nie ma kasy. Dla mnie te powody są dorosłe i dojrzałe. Jak również ten "nie bo nie". Ale gdy sie pisze o tym że kobiety się zmianiają jak urodzą, że chcą wykorzystać faceta, że go potem biedulka porzucą jak dziecko będzie w miarę samodzielne, że alimenty będą oczekiwać, to dla mnie jest strach. STRACH
                                                  • zawle Re: różnica między zaletą a wadą i przykład z wod 09.07.14, 22:02
                                                    kutuzow napisał: > Na koniec mała metafora:
                                                    > Twoja (i innych) ocena co jest odwaga a co tchórzostwem, to trochę jak podejści
                                                    > e do jeziorka/kąpieliska w lato.
                                                    > Młodzi ludzie chcą się popisywać swoją odwagą i skaczą na główkę nie wiedząc cz
                                                    > y jest pod taflą wody. Co roku setki kończą jako kalecy przez swoją "brawurę".
                                                    > Starsi zamiast skakać wejdą spokojnie z brzegu i się nie połamią.
                                                    > Owszem można śmiać się z tych starszych że nie są tak odważni jak Ci co dzielni
                                                    > e skaczą na główkę, tylko raz jeszcze -czy to odwaga czy czysta głupota i brak
                                                    > myślenia o konsekwencjach?



                                                    ładna metafora. Ale do bani. Mojej koleżanki mąż utopił się w wodzie do kolan. Na oczach tłumu. Oczywiście twoje założenie jest takie że ja byłam głupia, a mój syn nieodpowiedzialny. Mogę mówić o sobie, bo o swoim synu nie mogę (to jego prywatne sprawy, do tego nie do końca czuję się odpowiedzialna za błędy 17 latka).
                                                    Nie byłam nieodpowiedzialna. Powinnam nie wchodzić w ogóle do wody. Ale to już jest tchórzostwo:))
                                                  • hello-kitty2 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 16:57
                                                    kag73 napisała:

                                                    Fakt teraz nagle chesz sie zenic, bo Ci
                                                    > sie ladna babka trafila i Ci powiedziala jak chce, zeby bylo. Nagle wiec wezmi
                                                    > esz slub, ale faktem jest, ze caly czas robiles w portki i tyle. To prawda jest
                                                    > . Poza tym myslisz, ze na wszystko jest umowa i zabezpieczenie, bo przeciez mow
                                                    > iles co i jak jest dla Ciebie wazne itd. No jestes strachliwy, jestes:)

                                                    Kutuzow sie zeni???? Znowu chyba czegos nie zlapalam ;) Nie moze byc? Naprawde??? Przeciez jestes zagorzalym przeciwnikiem malzenstw? To prawda? Skad ta zmiana? Dziewczyna postawila na ostrzu noza sprawe slubu? Ugiales sie? ;-) hehe no wlasnie babki rzadza! Oj oj nastepny krok to dzidzia ;) Padnie kazdy mur. Girl power! A faceci co oni moga, jak cipka fajna, takie zycie.

                                                    Kag ja tez winkuje ;)
                                                  • sabat.77 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 17:09
                                                    Obstawiasz w wydaniu dziewczyny Kutuzowa metode salami? Ja tak. Dziewczyny postepuja sprytnie, wlasnie tak to jest. Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklaracjom.
                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 18:43
                                                    " Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklara
                                                    > cjom."

                                                    Zachowujecie się tak, jakby każdy człowiek, który w pewnym momencie swego zycia zmieni zdanie na jakiś temat był kłamczuchem. No ludzie...
                                                    Ktoś w wieku lat dwudziestu może autentycznie nie chcieć stałego związku, a pięć lat później takiego związku będzie chcial - czy to znaczy, że kłamał?
                                                    Tak samo jest z dzieckiem - w tej chwili ktoś nie chce, nie czuje takiej potrzeby, ale za 10 lat może poczuć - jak można to traktować w kategoriach kłamstwa?
                                                  • sabat.77 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 19:19
                                                    Rekreativa - Anusia Borzobohata mowila, ze kazda zadre da sie igielka wydlubac z serca... Moze zadre wobec dzieci z serca Kutuzowa tez?
                                                    Powiem tak - wedlug mnie zycie przypomina bajke z serii zwariowane melodie. Kiedy juz zaczynasz we wszystko wierzyc, wyskakuje krolik Bugs z wielkim napisem "Sucker!" :)
                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 19:31
                                                    A to kutuzow ma jakąś zadrę wobec dzieci? Bo nie zauważyłam.
                                                  • sabat.77 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 19:34
                                                    Nie chce ich miec, prawda?
                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 20:03
                                                    No i to oznacza, że ma zadrę, traumę, boi się i chooj wie co jeszcze?
                                                  • sabat.77 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 20:20
                                                    Nie oznacza z automatu. Jednak zdaje sie Kutuzow juz werbalizowal, ze obawia sie, ze po dziecku kobiecie mogloby sie odmienic. Przeciez omawialismy sprawe. To nie tak, ze on ma do dzieci stosunek obojetny, on NIE CHCE ich miec, a to kolosalna roznica.
                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 20:34
                                                    " To
                                                    > nie tak, ze on ma do dzieci stosunek obojetny, on NIE CHCE ich miec, a to kolo
                                                    > salna roznica. "

                                                    Chyba jednak mieszasz.
                                                    Są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci ze względu na same dzieci - nie lubią dzieci, wkurzają ich dzieci, nie widzą w dzieciach nic ładnego, zajmującego i miłego.
                                                    Są ludzie, którzy do dzieci nic nie mają, natomiast obawiają się innych spraw, które rodzicielstwo może przynieść np. tego, że zaniknie pozycie i intymność z partnerką, tego, że nie podołają obowiązkom, tego, że się pogorszy status ekonomiczny w domu itd.
                                                    To są dwie różne rzeczy.
                                                    Póki co, to wiemy, że kutuzow sie obawia tego drugiego.
                                                    Jaki jest stosunek kutuzowa do dzieci samych w sobie, to ja nie wiem.
                                                  • mabelle2000 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 20:52
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci ze względu na same dzieci - nie lubią dz
                                                    > ieci, wkurzają ich dzieci, nie widzą w dzieciach nic ładnego, zajmującego i mił
                                                    > ego.
                                                    > Są ludzie, którzy do dzieci nic nie mają, natomiast obawiają się innych spraw,
                                                    > które rodzicielstwo może przynieść np. tego, że zaniknie pozycie i intymność z
                                                    > partnerką, tego, że nie podołają obowiązkom, tego, że się pogorszy status ekono
                                                    > miczny w domu itd.

                                                    Aha, czyli zasadniczo, to zawsze jest jakis powod "chcenia " lub "nie chcenia", tak ? No bo wczesniej napisalas, ze sa tez ludzie, ktorzy dzieci PO PROSTU nie chca. Z gory uprzedzam, ze to nie jest jakies napastliwe pytanie, myslalam tylko, ze kazdy sobie te decyzje ( o posiadaniu lub nie ) jakos racjonalizuje :-)
                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 21:06
                                                    " to zawsze jest jakis powod "chcenia " lub "nie chcenia","

                                                    ???
                                                    Ja po prostu wymieniam kolejne kategorie ludzi niechcących mieć dzieci.
                                                    Są tacy, co nie chcą, bo nie mają potrzeby - tak jak ja np. nie czuje potrzeby, by się wybrać do Nowego Yorku.
                                                    Są tacy, co nie chcą dzieci, bo dzieci nie lubią.
                                                    Są tacy, co nie chcą dzieci z innych powodów.
                                                  • mabelle2000 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 21:28
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Ja po prostu wymieniam kolejne kategorie ludzi niechcących mieć dzieci.
                                                    > Są tacy, co nie chcą, bo nie mają potrzeby

                                                    No wlasnie, bo ja z tym "czuciem" mam problem, reszta przyczyn jest dla mnie zrozumiala. A problem mam dlatego, poniewaz nie wierze w jakas mistyczna, niczym nieuzasadniona potrzebe posiadania dziecka. I poniewaz w nia nie wierze, dlatego zakladam, ze rowniez ci, ktorzy nie chca dziecka swoje niechcenie opieraja na jakis przeslankach. Ale ok, skoro twierdzisz, ze wystarczy tylko "czuc" czy sie chce, czy nie chce, to przyjmuje, ze jest to mozliwe :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 21:48
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > No wlasnie, bo ja z tym "czuciem" mam problem, reszta przyczyn jest dla mnie zr
                                                    > ozumiala. A problem mam dlatego, poniewaz nie wierze w jakas mistyczna, niczym
                                                    > nieuzasadniona potrzebe posiadania dziecka.

                                                    A ja akurat z tym ''czuciem'' zupelnie nie mam problemu :)
                                                    Wg mnie tu chodzi o instynkt, ktory kaze Ci to dziecko miec/zrobic. Nie wiem czy jest uzasadniony i mistyczny ale pojawia sie i musisz to dziecko po prostu miec ;-) Ja tak czulam.

                                                    I poniewaz w nia nie wierze, dlateg
                                                    > o zakladam, ze rowniez ci, ktorzy nie chca dziecka swoje niechcenie opieraja na
                                                    > jakis przeslankach. Ale ok, skoro twierdzisz, ze wystarczy tylko "czuc" czy si
                                                    > e chce, czy nie chce, to przyjmuje, ze jest to mozliwe :-)

                                                    A te kobiety, ktore dzieci nie maja to rozumiem, ze tego instynktu nie poczuly wiec jesli by sie decydowaly to wlasnie z jakis konkretnych, zdroworozsadkowych powodow.

                                                    Po urodzeniu dziecka chcenie odeszlo mi jak reka odjal i nie wyobrazam sobie rodzic kolejnych dzieci wiec jestem teraz po drugiej stronie barykady. Znam zatem chcenie i niechcenie jednakowo dobrze. Teraz tak bardzo nie chce jak kiedys bardzo chcialam ;)
                                                  • mabelle2000 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 22:09
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Wg mnie tu chodzi o instynkt, ktory kaze Ci to dziecko miec/zrobic.

                                                    Tak po prostu miec ? Ale po co ? W jakim celu ? Przeciez chec posiadania dziecka wynika chyba z jakis wizji, z jakis oczekiwan ? Nie wiem jak to jest u innych kobiet, ale ja na przyklad wyobrazilam sobie, ze jak bede miec dzieci, to bede im pokazywac swiat, bede ich nauczycielem, mentorem. Wiec mozna powiedziec, ze do macierzynstwa przekonala mnie wizja legalnego eksperymentu na ludziach ;-) Ale chciec tak dla samego chcenia, tak bo tak, to ciezko jest mi zrozumiec :-)
                                                  • mojemail3 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 22:14
                                                    mabelle2000 napisała:


                                                    "(...)Ale chciec tak dla samego chcenia, tak bo tak, to ciezko jest mi zrozumiec :-)"

                                                    Można chcieć jako potrzebę wydania na świat "owocu miłości" związku, ja tak miałam, mieliśmy.
                                                  • sabat.77 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 22:25
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Przeciez chec posiadania dziecka wynika chyba z jakis wizji, z jakis oczekiwan ?

                                                    Wręcz przeciwnie. To wizja i oczekiwania pojawiają się w wyniku buzowania w żyłach hormonów popychających kobietę w stronę macierzyństwa.
                                                    U zwierzaków może się z tego tytułu pojawić nawet ciąża urojona. Taka fizyczna manifestacja tej "wizji i oczekiwań" np. w wydaniu czworonogiego ssaka.
                                                    U kobiety... Hmm. Wyobrażam sobie, że to przemożna chęć. Na swój sposób rozumiem.
                                                  • mabelle2000 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 22:33
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Wręcz przeciwnie. To wizja i oczekiwania pojawiają się w wyniku buzowania w żył
                                                    > ach hormonów popychających kobietę w stronę macierzyństwa.

                                                    Wszystkich kobiet ? Ile ich ich jest ? Jaki to procent ? A jestes pewien, ze wszystkie chca i nie ma zadnej, absolutnie zadnej, ktora by sie wahala, rozwazala po co i do czego jest jej to dziecko potrzebne ? No kurcze, zdumiona jestem, bo myslalam, ze kobiety jakos tak bardziej racjonalnie podchodza do decyzji o macierzynstwie...
                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 22:57
                                                    mabelle, a co Ty tak "wszystkie", "żadna"?
                                                    Jasne, że wiele kobiet rozważa za i przeciw, u wielu dziecko to wypadkowa tej nieokreslonej chęci oraz zdroworozsądkowych powodów.
                                                    Wahają się i te, które owego "instynktu" nie czują i te, które czują.
                                                    Ta "ochota" to coś takiego, kiedy widzisz cudzego bobasa i ogarnia Cie jakas dojmująca tkliwość i myslisz, że fajnie by było takiego swojego mieć - tak mi to jedna dziewczyna opisywała. I to uczucie się utrzymuje nawet, kiedy rozum zapodaje argumenty przeciw.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kutuzow sie zeni???? 10.07.14, 02:06
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Ta "ochota" to coś takiego, kiedy widzisz cudzego bobasa i ogarnia Cie jakas do
                                                    > jmująca tkliwość i myslisz, że fajnie by było takiego swojego mieć - tak mi to
                                                    > jedna dziewczyna opisywała. I to uczucie się utrzymuje nawet, kiedy rozum zapod
                                                    > aje argumenty przeciw.

                                                    Tudziez przebywanie z ciezarna (przyjaciolka czy kims z rodziny) i jej porod. Kurcze u mnie dwie kumpele ze szkoly rodzily w policealnej, a mielismy wtedy praktyki na oddzialach polozniczych, cala klasa z nimi rodzila ;-) Na zmiane chodzilysmy do tych maluchow po urodzeniu. Potem oczywiscie kontakt sie urwal, studia, praca, wiadomo.

                                                    Mabelle, tak masz racje calkowicie irracjonalna chec, narastajaca falami, mnie to tak narastalo latami. Jak mi to opadlo, doslownie jak reka odjal (nie wiem czy to prawda ale mowia, ze ciaza trwa 9 m-cy i potem kolejne 9 m-cy 'opadaja' te hormony) to sie poczulam nawet okreslilabym 'oszukana' ;-) Ze co to jest to macierzynstwo? Leee nic specjalnego, proza zycia. Ale robienie dziecka i oczekiwanie na dziecko w tym instynkcie bylo super fajne, jak spelnianie marzen, jak na narkotykach.

                                                    W kazdym badz razie rozumiem (w rozumieniu czuje) doskonale obie postawy: chce miec dziecko i nie chce miec dziecka.

                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 21:59
                                                    Ja nie tyle twierdzę, co obserwuję i powtarzam to, co babki opowiadają: że własnie jest czucie, chcica dzieciowa.
                                                    Nie miałaś nigdy tak, że Cię naszła ochota coś zjeść? Wiesz, siedzisz se przed TV i nagle przypływa Ci smak na lody . I jest to tak dojmujące, że się ubierasz i schodzisz do spożywczaka, by te lody kupić.
                                                    Masz tu jakies racjonalne powody, przemyślenia, uzasadnienia? Nie, po prostu apetyt Cię naszedł i tyle.
                                                  • hello-kitty2 If you like it then you should put the ring on it! 09.07.14, 21:25
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > " Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklara
                                                    > > cjom."
                                                    >
                                                    > Zachowujecie się tak, jakby każdy człowiek, który w pewnym momencie swego zycia
                                                    > zmieni zdanie na jakiś temat był kłamczuchem. No ludzie...
                                                    > Ktoś w wieku lat dwudziestu może autentycznie nie chcieć stałego związku, a pię
                                                    > ć lat później takiego związku będzie chcial - czy to znaczy, że kłamał?
                                                    > Tak samo jest z dzieckiem - w tej chwili ktoś nie chce, nie czuje takiej potrze
                                                    > by, ale za 10 lat może poczuć - jak można to traktować w kategoriach kłamstwa?

                                                    Nie no czekaj czekaj. Ja sie zwyczajnie podpalilam, bo jeszcze niedawno sie przypierdalalam, ze narzeczona to ma sens nazywac panne jak bedzie slub, a jak nie bedzie to to naciagane. I jeszcze tam byla jakas litania z mojej strony, ktora deklarowalam, ze odszczekam, jak bedzie u Kutuzowa zwrot akcji (Kag biore na swiadka, bo mnie tam trzymala za slowo). No wiec ODSZCZEKUJE i ja po prostu wybieram sie na slub, no przynajmniej chce, chyba ze w Las Vegas bedzie to nie ale w Polsce to przeciez moge wpasc, chcialabym przynajmniej ;)

                                                    Sabat,

                                                    nie kumam metody salami. Wyloz prosze.

                                                    Kutuzow,

                                                    Zupelnie niepotrzebne te skromnosci na prive. Pokazanie ze stac Cie na rozmach czy gest czy ryzyko jakkolwiek to nazwac w imie milosci to nie powod do krycia sie. Nie ma sie czego wstydzic. W kazdym razie popieram decyzje i ciesze sie Waszym szczesciem, jak jest wyjatkowa, to ma byc to widac, a nie zeby ktos z boku mial furtke i sie jej oswiadczyl, bo oficjalnie wolna ;)

                                                    If you like it then you should put the ring on it! Kazdy zna ale ja bardziej lubie ten kawalek i tego zycze:
                                                    www.youtube.com/watch?v=p1JPKLa-Ofc
                                                  • sabat.77 Re: If you like it then you should put the ring o 09.07.14, 21:33
                                                    Metoda salami, czyli osiaganie swojego rzeczywistego celu krok po kroku. Latwiej wymusic kilka drobnych ustepstw niz jedno wielkie.
                                                  • kag73 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 19:34
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Obstawiasz w wydaniu dziewczyny Kutuzowa metode salami?

                                                    Niekoniecznie. Ale skoro Kutuzow jest taki strachliwy:)) to ktos te decyzje musi za niego podejmowac, takie zycie:) Albo: ona mowi jak by chciala a on...sie zgadza. proste. Mnie to wcale nie dziwi, bo znam zycie;)

                                                    >Ja tak. Dziewczyny postepuja sprytnie, wlasnie tak to jest. Dlatego nie nalezy wierzyc babskim deklaracjom.
                                                    Podobnie tutaj, na razie ona moze mowic prawde a co bedzie za 5 lat sama przeciez nie moze do konca przewidziec. Mowie, zycie jest pelne niespodzianek.
                                                  • kutuzow Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 18:46
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Kutuzow sie zeni???? Znowu chyba czegos nie zlapalam ;) Nie moze byc? Naprawde?
                                                    > ?? Przeciez jestes zagorzalym przeciwnikiem malzenstw? To prawda? Skad ta zmian
                                                    > a? Dziewczyna postawila na ostrzu noza sprawe slubu? Ugiales sie? ;-) hehe no w
                                                    > lasnie babki rzadza! Oj oj nastepny krok to dzidzia ;) Padnie kazdy mur. Girl p
                                                    > ower! A faceci co oni moga, jak cipka fajna, takie zycie.

                                                    Kitty,
                                                    Napiszę Ci na priva, bo co bym tutaj nie napisał to zaraz znajdą się osoby co to przekręcą na swoją modłę i będzie jak z tym, że jestem strachliwy. Teraz pewnie wyjde na pantoflarza ;-)
                                                  • rekreativa Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 18:49
                                                    Znaczy się żenisz :)
                                                  • kag73 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 20:12
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Kutuzow sie zeni???? Znowu chyba czegos nie zlapalam ;) Nie moze byc? Naprawde?
                                                    > ?? Przeciez jestes zagorzalym przeciwnikiem malzenstw? To prawda? Skad ta zmian
                                                    > a? Dziewczyna postawila na ostrzu noza sprawe slubu? Ugiales sie? ;-) hehe no w
                                                    > lasnie babki rzadza! Oj oj nastepny krok to dzidzia ;) Padnie kazdy mur. Girl p
                                                    > ower! A faceci co oni moga, jak cipka fajna, takie zycie.

                                                    Kitty, ja Ci to zaraz wytlumacze;) Jak pisalam swego czasu jak to w zyciu wyglada kiedy factet soptyka KOBIETE, TE KOBIETE i ze ona juz mu powie co i jak chce, to mi Kutuzow pisal o szantazach emocjonalnych, ultimatach i takich tam. Swiat wedlu kutuzowa:
                                                    Te "gupki" faceci daja sie zaszatnazowac i robia czego chca te wyrachowane kobiety chcace ich wkrecic w zwiazek i malzenswto. Bo dla kutuzowa wszystko jest proste i do wyjasnienia, zdroworozsadkowo i na trzezwo, pragmatyzm. Tylko jak zaczyna chodzic o JEGO osobe i JEGO zycie/zwiazek to sie nagle nazywa "my sie bardzo kochamy" i...juz wszystko wyglada zupelnie inaczej. Wszyscy inni nie kierowali sie uczuciami, oni byli glupi, dali sie zaszantazowac przez te druga rownie bezuczuciowa strone. Rozumiesz?
                                                    Jakby co, spoko pytaj, chetnie sluze odpowiedzia:))
                                                  • sabat.77 Re: Kutuzow sie zeni???? 09.07.14, 20:16
                                                    Na to by nabrac rowniez do samego siebie takiego dystansu potrzeba widac silniejszej traumy :)
                                                    Ale masz racje, z emocji traci sie rozsadek.
                                                  • kutuzow naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 00:09
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Jak pisalam swego czasu jak to w zyciu wygla
                                                    > da kiedy factet soptyka KOBIETE, TE KOBIETE i ze ona juz mu powie co i jak chce
                                                    > , to mi Kutuzow pisal o szantazach emocjonalnych, ultimatach i takich tam. Swia
                                                    > t wedlu kutuzowa:

                                                    Kag, widze pewną różnicę między podejściem w stylu "albo ślub, albo koniec związku" a ustaleniem kompromisu przez obie strony, tak aby istotne kwestie dla obu stron były uwzględnione.
                                                    Moja narzeczona zaakceptowała mój warunek że dzieci mieć nie chcę i tutaj zdania nie zmienię. Skoro jest ona gotowa spędzić ze mną życie tylko we dwójkę, to uważam że powinienem wyjść na przeciw także jej oczekiwaniom. Inaczej to egoizm z mojej strony.
                                                    Dla niej ważne jest to, że skoro mamy na starość być tylko sami (bez dzieci), to żebyśmy byli mężem i żoną. Począwszy od tak prozaicznych kwestii jak to że to jej marzenie być żoną, poprzez to że dla niej jest to przejaw że jest dla mnie wyjątkowa (kobiety w moim życiu było kilka, żona będzie tylko jedna*) Po bardziej prozaiczne jak np. kwestie zabezpieczenia przyszłości na wypadek śmierci (kwestie spadkowe).

                                                    Ja więc nie postrzegam tego jako poddanie się szantażowi, na zasadzie że mężczyzna spełnia żdania kobiety. Wg mnei tu jest to raczej wzajemny kompromis. Godzimy się na rzeczy które dla drugiej strony są ważne.
                                                    Zgodzisz się z tym, gdy teraz wiesz trochę więcej?

                                                    >Bo dla kutuzowa wszystko jest pr
                                                    > oste i do wyjasnienia, zdroworozsadkowo i na trzezwo, pragmatyzm.

                                                    Nadal tak myslę.
                                                    Nie wychodze w cale z założenia że skoro my się kochamy, to już na pewno nam się uda.
                                                    Mam świadomość, że mimo iż na chwilę obecną nie ma róznicy w podejściu do tematu dzieci, to w newralgicznym okresie gdy partnerka dojdzie do 30-tki może pojawić się jakaś presja hormonów i nagle ustalenia diabli wezmą. Dlatego OBOJE uzgodniliśmy iż poczekamy ze ślubem. Jeśli nic się nie wydarzy i nadal będziemy chcieli iść przez życie tylko we dwoje -ślub jest aktualny. Jeśli nagle pojawi się presja na dziecko -mamy możliwość się rozstać i oboje układać sobie życie tak jak chcemy (moja narzeczona ma wtedy jeszcze szanse/czas na inny związek i dziecko z innym partnerem).
                                                    Jak dla mnie jest to pragmatyzm. Widzisz tutaj jakieś emocjonalne podejście do tego?
                                                    Czy gdzieś to odbiega od tego co tutaj głosiłem?


                                                    * żona ma być tylko jedna. Moja narzeczona ma iście hiszpański temperament i w razie ew. zdrady albo porzucenia ostatnią rzeczą którą poczuje będzie "przyjemny chłód stali" w sercu.
                                                    Co ciekawe znam ją na tyle że jej wierze iż jest do tego zdolna w afekcie.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 01:31
                                                    >Moja narzeczona ma iście hiszpański temperament i w
                                                    > razie ew. zdrady albo porzucenia ostatnią rzeczą którą poczuje będzie "przyjemn
                                                    > y chłód stali" w sercu.
                                                    > Co ciekawe znam ją na tyle że jej wierze iż jest do tego zdolna w afekcie.

                                                    Taki temperament może się kiedyś pogryźć z pragmatyzmem i chłodną kalkulacją. Nie dziwię się twojej ostrożności.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 06:18
                                                    Jeśli faktycznie sprawy związane z brakiem dzieci macie ostatecznie ustalone i masz rękę na pulsie w tej kwestii, to w zasadzie pozostaje przemyśleć kwestie ewentualności wykorzystania majątkowego ze strony kobiety, co już sam musisz rozsądzić, bo tutaj nie mam "wglądu do akt". Jeśli wyjdzie, że nie - to spokojnie możesz się żenić i rozwodzić, a nawet robić to w kółko, co roku z inną. No bo w sumie, co kobieta innego może chcieć? Jest jeszcze opcja pt. "polisa na życie". Tu bym się trochę obawiał, bo to powtarzający się motyw w kronikach kryminalnych... Nagłe żądanie od partnera wysokiej polisy na życie powinno zacząć niepokoić...
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 10:59
                                                    kutuzow napisał:

                                                    "(...)Moja narzeczona zaakceptowała mój warunek że dzieci mieć nie chcę i tutaj zdania nie zmienię. Skoro jest ona gotowa spędzić ze mną życie tylko we dwójkę, to uważam że powinienem wyjść na przeciw także jej oczekiwaniom. Inaczej to egoizm z mojej strony (...)"

                                                    Wszystko zależy,czy akceptacja jest równoznaczna z pogodzeniem się, bo na kobiety przychodzą ciężkie chwile w kwestii prokreacji, zarówno w wieku 30 jak i póżniej...
                                                    No i jak juz będziecie małżeństwem, zaczną się dogadywania, a kiedyż to rodzinka się powiększy, a jak pani żona wyzna,że mąż dzieci nie chce, to okaże się potworem zamykającym kobiecie drogę do spełnienia w macierzyństwie..
                                                    Powiedz mi tylko Kutuzowie, z całym szacunkiem, czym się różni sytuacja " zgodzę się na ślub bo to marzenie ukochanej" a "zgodzę się na dziecko z miłości do ukochanej kobiety"??
                                                    Być może konsekwencjami, ale w założeniach nie widzę wielkiej różnicy.



                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Począwszy od tak prozaicznych kwestii jak to że to
                                                    > jej marzenie być żoną, poprzez to że dla niej jest to przejaw że jest dla mnie
                                                    > wyjątkowa (kobiety w moim życiu było kilka, żona będzie tylko jedna*) Po bardz
                                                    > iej prozaiczne jak np. kwestie zabezpieczenia przyszłości na wypadek śmierci (k
                                                    > westie spadkowe).

                                                    No właśnie, spełnienie marzeń. A małżeństwo to nie jest gwiazdka z nieba, to jest ciężki kawałek chleba...Jednak lepszy ciemny zdrowy chleb codziennie, a nie ciastko z kremem, od którego zemdli i można się chorób cywilizacyjnych i nadwagi dorobić...
                                                    Co do zabezpieczenia majątkowego,to słaby powód do zawierania małżeństwa, można kupić nieruchomość na współwłasność nie będąc małżeństwem, tak samo samochód, można zrobić umowę darowizny, sprzedaży itp, nie ma problemu.Testament można napisać, ale liczyć się trzeba z zachowkiem dla rodzeństwa, jak potomstwa nie ma.

                                                    Małżeństwo w założeniu jednak zakłada przyjęcie dzieci, dla mnie dysonansem jest z jednej strony wielkie pragnienie ślubu ( czy chodzi o tą bajkową oprawę, suknię, przyjęcie???) a z drugiej kategoryczne postawienie sprawy w kwestii potomstwa, brak gotowości bycia ojcem.
                                                    Ja nie oceniam i nie potępiam jak wiesz, tak sobie gdybam, ale mam takie przeczucie, że za parę lat będziesz tu pisał o urokach ojcostwa...
                                                    Trochę już widziałam na tym świecie, takich co się wzbraniali, a potem zachwalali...


                                                    kutuzow napisał:
                                                    > * żona ma być tylko jedna. Moja narzeczona ma iście hiszpański temperament i w
                                                    > razie ew. zdrady albo porzucenia ostatnią rzeczą którą poczuje będzie "przyjemn
                                                    > y chłód stali" w sercu.
                                                    > Co ciekawe znam ją na tyle że jej wierze iż jest do tego zdolna w afekcie.

                                                    No to jest dość niebezpieczna deklaracja;-) Może lepiej założyć,że zdrady nie akceptujemy i nie dopuszczamy do niej???

                                                  • kutuzow Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 11:12
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Powiedz mi tylko Kutuzowie, z całym szacunkiem, czym się różni sytuacja " zgodz
                                                    > ę się na ślub bo to marzenie ukochanej" a "zgodzę się na dziecko z miłości do u
                                                    > kochanej kobiety"??
                                                    > Być może konsekwencjami, ale w założeniach nie widzę wielkiej różnicy.

                                                    Eeee? Ty tak na serio pytasz?
                                                    Wiesz w pierwszym przypadku (ślub) godzisz się tylko na formalność. Coś co jeśli np. ze wspomnianego problemu dziecka związek się nie uda, można się rozstać. W drugim przypadku pojawia się dziecko, za które jesteś odpowiedzianly/dzialna do końca życia. tutaj nie ma że jak się nie uda/nie spodoba to udamy że sprawa jest nieaktualna.

                                                    > No właśnie, spełnienie marzeń. A małżeństwo to nie jest gwiazdka z nieba, to je
                                                    > st ciężki kawałek chleba...J

                                                    Wiesz, ja na prawdę nie widzę różnicy jeśli chodzi o ten "cięzki kawałek chleba" pomiędzy
                                                    byciem teraz razem (jako narzeczeni) czy byciem małżeństwem. Czemu małżeństwo ma być cięższe? Od razu dodam że to nei jest ślub kościelny wg starej zasady, że nawet jeśli małżeństwo jest nieudane to trzeba nieć ten "krzyż" do śmierci.

                                                    > Małżeństwo w założeniu jednak zakłada przyjęcie dzieci,
                                                    Dla Ciebie tak, dla większości kobiet pewnie także (to dlatego ciągle tu trabie że to kobiety chcą dziecka bardziej niż mężczyźni). Dla mnie i pewnie kilku innych jeszcze osób jest to rozdzielne.
                                                    Można mieć dzieci bez ślubu (coraz wiecej takich się rodzi obecnie w GUS-u) i można mieć ślub bez dzieci (takowych par także jest coraz więcej).


                                                    > No to jest dość niebezpieczna deklaracja;-) Może lepiej założyć,że zdrady nie a
                                                    > kceptujemy i nie dopuszczamy do niej???
                                                    >
                                                    Ja wcale zdrady nie zakładam, po prostu zostałem ostrzeżony "na zapas" :-)
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 11:20
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Eeee? Ty tak na serio pytasz?
                                                    > Wiesz w pierwszym przypadku (ślub) godzisz się tylko na formalność. Coś co jeśl
                                                    > i np. ze wspomnianego problemu dziecka związek się nie uda, można się rozstać.

                                                    To już wszystko rozumiem, jak formalność, to wszystko jasne.
                                                    Dla jasności, ja takiej "formalności" nie traktowałabym jako marzenia, wcale by mi na formalności nie zależało, ale wiadomo, każdy jest inny.


                                                    > Wiesz, ja na prawdę nie widzę różnicy jeśli chodzi o ten "cięzki kawałek chleba
                                                    > " pomiędzy
                                                    > byciem teraz razem (jako narzeczeni) czy byciem małżeństwem.


                                                    To jest naiwne myślenie, ale rzeczywiście, jeśli małżeństwo ma być formalnością i nie zakłada się jego nierozerwalności, to rzeczywiście to się może sprawdzić.

                                                    >Czemu małżeństwo ma być cięższe? Od razu dodam że to nei jest ślub kościelny wg starej >zasady, że nawet jeśli małżeństwo jest nieudane to trzeba nieć ten "krzyż" do śmierci.

                                                    Kutuzow, bo to jest najtrudniejszy typ związku, jeśli podchodzisz do sprawy poważnie...
                                                    Mówię Ci to z pozycji osoby, która wie,że dobrze wybrała, która trzyma się swych postanowień, a i tak życie daje w kość maksymalnie, a kryzysy są nieuniknione ( choć są też szansą)
                                                  • kutuzow Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 11:38
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > To jest naiwne myślenie, ale rzeczywiście, jeśli małżeństwo ma być formalnością
                                                    > i nie zakłada się jego nierozerwalności, to rzeczywiście to się może sprawdzić

                                                    Wiesz, my oboje jesteśmy ateistami, więc ew. ślub kościelny dla ładnej oprawy (jak wielu robi) byłby mega hipokryzją z naszej strony.

                                                    > To jest naiwne myślenie, ale rzeczywiście, jeśli małżeństwo ma być formalnością
                                                    > i nie zakłada się jego nierozerwalności, to rzeczywiście to się może sprawdzić

                                                    Czemu naiwne?

                                                    > Kutuzow, bo to jest najtrudniejszy typ związku, jeśli podchodzisz do sprawy pow
                                                    > ażnie...
                                                    Wiesz, to temat na osobny wątek.
                                                    Zobacz że kiedyś gdy obowiązywała ta reguła i rozwód był swoistym tabu. Rozwodnicy byli napiętnowani społecznie, to ludzie wcale nie byli szczęśliwsi. Po prostu męczyli się żyjąc "obok" siebie. Teraz część z takich co źle wybrała ma szanse na kolejne życie. Nawet na tym forum widać że to się sprawdza.

                                                    > Mówię Ci to z pozycji osoby, która wie,że dobrze wybrała, która trzyma się swyc
                                                    > h postanowień, a i tak życie daje w kość maksymalnie, a kryzysy są nieuniknione
                                                    > ( choć są też szansą)

                                                    Wiesz, ja wolę świadomość że ktoś jest ze mną bo mnie kocha, bo mu na mnie zależy, niż dla tego, że jego przekonania nie pozwalają mu odejść. To oczywiście mój punkt widzenia i każdy ma swój własny. Zbyt dużo widziałem takich nieudanych małżeństw (do grobowej deski) w rodzinie, żeby je cenić. Z czasem miłości tam nie było za grosz, pełno za to było frustracji.
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 11:48
                                                    kutuzow napisał:

                                                    >Wiesz, ja wolę świadomość że ktoś jest ze mną bo mnie kocha, bo mu na mnie zależy, niż dla >tego, że jego przekonania nie pozwalają mu odejść. To oczywiście mój punkt widzenia i każdy >ma swój własny.

                                                    Jedno drugiego nie wyklucza, miłość trwania przy zasadach i postanowienia miłości, naprawdę.
                                                    To taki sam mit, to bycie z kimś wyłącznie z MIŁOŚCI, jak przekonanie o spontaniczności seksu w związku;-)
                                                  • kutuzow Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 11:58
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Jedno drugiego nie wyklucza, miłość trwania przy zasadach i postanowienia miłoś
                                                    > ci, naprawdę.

                                                    Nie wyklucza w przypadku gdzie masz i miłość i związek gdzie zakładasz brak rozwodu - bo przysięgaliście "póki śmierć Was nie rozłączy".

                                                    Jeśli jednak miłość z czasem minie, to wtedy zostajesz w pułapce swoich własnych przekonań.
                                                    Gdyby nie ta przysięga to byś się rozstała z tym partnerem skoro już się nie kochacie. Tylko przysięga Was trzyma (i ew. kredyt, dzieci itp).
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 12:07
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Jeśli jednak miłość z czasem minie, to wtedy zostajesz w pułapce swoich własnych przekonań.
                                                    > Gdyby nie ta przysięga to byś się rozstała z tym partnerem skoro już się nie ko
                                                    > chacie. Tylko przysięga Was trzyma (i ew. kredyt, dzieci itp).

                                                    Prawdziwa miłość nie mija.
                                                  • urquhart Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 12:20
                                                    No masz jak miłość minie to nie była prawdziwą ?
                                                    Kuszące zdjęcie sprawności czyż nie?

                                                    Przecież wszystko co żywe i dynamiczne nie karmione i nie pielęgnowania zdechnie i o tym przypominają psycholodzy. Zatem sama decydujesz kolejnymi wyborami czy jest prawdziwą...
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 12:23
                                                    urquhart napisał:

                                                    > No masz jak miłość minie to nie była prawdziwą ?
                                                    > Kuszące zdjęcie sprawności czyż nie?
                                                    > Przecież wszystko co żywe i dynamiczne nie karmione i nie pielęgnowania zdechni
                                                    > e i o tym przypominają psycholodzy. Zatem sama decydujesz kolejnymi wyborami cz
                                                    > y jest prawdziwą...

                                                    No to przecież napisałam wcześniej, że jedno drugiego nie wyklucza, że miłość trzymania się zasad i czujności nie wyklucza,czytaj uważnie, bo nie będę powtarzać...( jak Marie z Francuskiego Ruchu Oporu w "Allo-Allo"...)
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 15:17
                                                    > Prawdziwa miłość nie mija.

                                                    Wręcz odwrotnie - prawdziwa, wielka miłość mija. Coś, co było gorące musi wystygnąć, a stygnie tym szybciej im jest gorętsze. Uniwersalne zasady termodynamiki i entropii mają i tutaj zastosowanie.
                                                    Nie mija "miłość", która od początku była letnia.
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 15:45
                                                    bcde napisał:

                                                    > Wręcz odwrotnie - prawdziwa, wielka miłość mija. Coś, co było gorące musi wysty
                                                    > gnąć, a stygnie tym szybciej im jest gorętsze. Uniwersalne zasady termodynamiki
                                                    > i entropii mają i tutaj zastosowanie.
                                                    > Nie mija "miłość", która od początku była letnia.

                                                    bcde ale Ty piszesz o namietnosci i pozadaniu...Daj se spokoj z termodynamika i entropia...
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 16:38
                                                    > bcde ale Ty piszesz o namietnosci i pozadaniu...Daj se spokoj z termodynamika i
                                                    > entropia...

                                                    Bez namiętności i pożądania nie ma już prawdziwej miłości.
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 16:41
                                                    bcde napisał:

                                                    > Bez namiętności i pożądania nie ma już prawdziwej miłości.

                                                    No juz mi sie nie chce tymi truizmami wymieniac...
                                                    Tyle lat zyjesz na tym swiecie, jestes plci meskiej, to myslisz, ze sie takie cuda nie zdarzaja poczuc namietnosc i pozadanie do tej samej kobiety( choc nieco juz innej;-) po 15-20 latach???
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 17:08
                                                    > Tyle lat zyjesz na tym swiecie, jestes plci meskiej, to myslisz, ze sie takie c
                                                    > uda nie zdarzaja poczuc namietnosc i pozadanie do tej samej kobiety( choc nieco
                                                    > juz innej;-) po 15-20 latach???

                                                    Takie cuda się NIE zdarzają. Zdarza się polepszenie, ale to nigdy nie jest TA namiętność i TO pożądanie, jak na początku. Lokalne i chwilowe fluktuacje nie zmieniają "termodynamiki" całego układu, którego temperatura zawsze dąży z czasem do zera absolutnego. :)
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 17:12
                                                    bcde napisał:


                                                    > Takie cuda się NIE zdarzają. Zdarza się polepszenie, ale to nigdy nie jest TA n
                                                    > amiętność i TO pożądanie, jak na początku. Lokalne i chwilowe fluktuacje nie zm
                                                    > ieniają "termodynamiki" całego układu, którego temperatura zawsze dąży z czasem
                                                    > do zera absolutnego. :)

                                                    No i co z tego? My sie zmieniamy, relacja sie zmienia, seks sie zmienia, ja nie oczekuje odgrzania tego co bylo, tylko nowej jakosci.

                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 17:17
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > bcde napisał:
                                                    > > ieniają "termodynamiki" całego układu, którego temperatura zawsze dąży z
                                                    > czasem do zera absolutnego. :)

                                                    ozesz, a dlugo na to potrzeba, zeby osiagnac to absolutne zero? Pocieszam sie, ze tak dluuugo, ze czlowiekowi i tak zwiasa:) Po co komu w wieku lat 70 ciu milosc:)
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 17:39
                                                    > ozesz, a dlugo na to potrzeba, zeby osiagnac to absolutne zero? Pocieszam sie,
                                                    > ze tak dluuugo, ze czlowiekowi i tak zwiasa:) Po co komu w wieku lat 70 ciu mil
                                                    > osc:)

                                                    Zero absolutne pojawia się np. w trakcie walki przed sądem rozwodowym, zwłaszcza gdy każde z małżonków ma już nowego partnera.
                                                    W praktyce nikt nie czeka na zero absolutne, tylko ewakuuje się wcześniej.
                                                    A ludzie, zwłaszcza kobiety, lubią oszukiwać siebie, a jeszcze bardziej innych, że ich związek jest jeszcze dość ciepły. Z takim przeświadczeniem może łatwiej im żyć i umierać.
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 17:43
                                                    bcde napisał:
                                                    > Zero absolutne pojawia się np. w trakcie walki przed sądem rozwodowym, zwłaszcz
                                                    > a gdy każde z małżonków ma już nowego partnera.
                                                    > W praktyce nikt nie czeka na zero absolutne, tylko ewakuuje się wcześniej.
                                                    > A ludzie, zwłaszcza kobiety, lubią oszukiwać siebie, a jeszcze bardziej innych,
                                                    > że ich związek jest jeszcze dość ciepły. Z takim przeświadczeniem może łatwiej
                                                    > im żyć i umierać.

                                                    Nie wiem,dlaczego rozciagasz swe trudne doswiadczenia na innych, uwazasz,ze nie ma szans wyjsc z kryzysu, ze to niemozliwe?
                                                    Ja rozumiem,poniosles kleske,ale nie zawsze tak musi byc.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 17:53
                                                    Wedlug mnie, jak wygasnie namietnosc i wlezie w bezseksie dlugoterminowe, to juz nic sie nie bedzie dalo zrobic.To jest de facto koniec, ale formalnie mozna to przedluzac. Nieboszczyka tez juz sie nie da zreanimowac.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 18:04
                                                    > Nie wiem,dlaczego rozciagasz swe trudne doswiadczenia na innych, uwazasz,ze nie
                                                    > ma szans wyjsc z kryzysu, ze to niemozliwe?
                                                    > Ja rozumiem,poniosles kleske,ale nie zawsze tak musi byc.

                                                    To właśnie tzw. "wyjście z kryzysu" byłoby dla mnie klęską. Skutkowałoby tym, że nie zaznałbym nowej miłości albo zaznałbym jej dużo później.
                                                    To moja żona prosiła mnie, by jeszcze spróbować. Teraz prawdopodobnie jest mi wdzięczna, że się rozstaliśmy.
                                                    "Wychodzenie z kryzysu" - to jest dopiero dziecinada.
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 18:22
                                                    bcde napisał:

                                                    > To moja żona prosiła mnie, by jeszcze spróbować. Teraz prawdopodobnie jest mi w
                                                    > dzięczna, że się rozstaliśmy.
                                                    > "Wychodzenie z kryzysu" - to jest dopiero dziecinada.

                                                    Tak, na pewno czuje wdziecznosc...Och znawcy kobiet;-)
                                                    Ja tam sobie cenie swoja dziecinade;-)
                                                    Nowe milosci piszesz, nie dziekuje...

                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 18:40
                                                    Wychodzenie z kryzysu jest o niebo lepsze niz w niego wchodzenie. Co do zony - kochala Cie. Tak reaguje kobieta, w ktorej jeszcze nie calkiem zgasly uczucia do danego faceta...
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 19:16
                                                    > Wychodzenie z kryzysu jest o niebo lepsze niz w niego wchodzenie.

                                                    Najlepiej jest wyjść z kryzysu prosto w objęcia nowej kobiety. Spróbuj :)

                                                    Co do zony - kochala Cie. Tak reaguje kobieta, w ktorej jeszcze nie calkiem zgasly uczucia d
                                                    > o danego faceta...

                                                    Nie kochała mnie już od dawna. Pod koniec dotarło do niej jaka zmiana w życiu jej się szykuje i na jak dobre życie mam szansę ja.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 19:48
                                                    I dlatego chciala sprobowac jeszcze raz? Sluchaj, fajnie - zasoby, uroda, ale ludzie w zwiazku oferuja sobie cos jeszcze. Swoje czlowieczenstwo. Unikalna wiez miedzy soba. To jest potezna sila. I czasem potrafi strasznie ranic, ale moze tez byc droga do wielkiego szczescia.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 20:46
                                                    Sluchaj, fajnie - zasoby, uroda, ale ludzie w zwiazku oferuja sobie cos jeszcze. Swoje czlowieczenstwo. Unikalna wiez
                                                    > miedzy soba. To jest potezna sila. I czasem potrafi strasznie ranic, ale moze
                                                    > tez byc droga do wielkiego szczescia.

                                                    Unikalna więź się skończyła. Zranienia nie okazały się drogą do wielkiego szczęścia, wręcz przeciwnie. Co było robić?
                                                    Człowieczeństwo oferujemy sobie nadal. :)
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 20:54
                                                    Wiesz co? Ostatnie rozmowy na forum uswiadomily mi, ze przebywajac tutaj nasiaklem wszechobecnym wsrod ludzi cynizmem. Sam stalem sie cyniczny, a moze tego powinienem byl bac sie duzo bardziej, niz tego ze moja zona przestala ze mna sypiac...
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 21:51
                                                    > Wiesz co? Ostatnie rozmowy na forum uswiadomily mi, ze przebywajac tutaj nasiak
                                                    > lem wszechobecnym wsrod ludzi cynizmem. Sam stalem sie cyniczny, a moze tego po
                                                    > winienem byl bac sie duzo bardziej, niz tego ze moja zona przestala ze mna sypi
                                                    > ac...

                                                    Ta, a cynizmem zaraziłeś się od kotoshi, kag, jesod i TB :) Diabeł ubrał się w ornat i na mszę dzwoni. Ty - naczelny cynik forum coś takiego mówisz? Dobre :) To od ciebie można było tym nasiąknąć. Owszem, przybierasz różne twarze, jak zechcesz to i romantyka, ale cynizm chyba przeważa w twoich postach. To nie zarzut, bo lubię cię czytać :)
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 23:04
                                                    No i sam widzisz. Nawet nie wierzysz, ze cos czuje...
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 11.07.14, 01:44
                                                    Jasne, że czujesz i co więcej - wrażliwy z ciebie chłopak. Tyle, że twój rozum panuje nad uczuciami, nie masz specjalnych złudzeń co do natury ludzkiej i dostrzegasz (czasem na wyrost) brak racjonalności pewnych postaw i zachowań.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 11.07.14, 02:11
                                                    > Nie wiem,dlaczego rozciagasz swe trudne doswiadczenia na innych,

                                                    Z walką w sądzie to był tylko przykład. Moje doświadczenia nie były aż takie trudne. Rozwiodłem się w zgodzie, kulturalnie, na jednej rozprawie, po wcześniejszym umownym podziale majątku, a z byłą żoną mamy układy przyjacielskie i możemy na siebie liczyć. Jasne, że były emocje po obu stronach (w końcu to pierwszy rozwód :)), ale bez problemu dogadaliśmy się.
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 11.07.14, 10:48
                                                    bcde napisał:

                                                    > Z walką w sądzie to był tylko przykład. Moje doświadczenia nie były aż takie tr
                                                    > udne. Rozwiodłem się w zgodzie, kulturalnie, na jednej rozprawie, po wcześniejs
                                                    > zym umownym podziale majątku, a z byłą żoną mamy układy przyjacielskie i możemy
                                                    > na siebie liczyć. Jasne, że były emocje po obu stronach (w końcu to pierwszy r
                                                    > ozwód :)), ale bez problemu dogadaliśmy się.

                                                    No to co, pozostaje mi serdecznie Ci pogratulować?
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 00:31
                                                    bcde napisał:

                                                    > Z walką w sądzie to był tylko przykład. Moje doświadczenia nie były aż takie tr
                                                    > udne. Rozwiodłem się w zgodzie, kulturalnie, na jednej rozprawie, po wcześniejs
                                                    > zym umownym podziale majątku, a z byłą żoną mamy układy przyjacielskie i możemy
                                                    > na siebie liczyć. Jasne, że były emocje po obu stronach (w końcu to pierwszy r
                                                    > ozwód :)), ale bez problemu dogadaliśmy się.

                                                    A macie wspolne dzieci? Jesli tak, to jak one sobie poradzily emocjonalnie?
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 01:42
                                                    > A macie wspolne dzieci? Jesli tak, to jak one sobie poradzily emocjonalnie?

                                                    Mamy jedno. Poczekałem z wyprowadzką i rozwodem aż trochę podrośnie. Wytłumaczyliśmy mu co się dało i wydaje mi się, że nie ma żadnej traumy. Mam pełną władzę rodzicielską, jak matka. Początkowo widywałem się z nim dość często, później rzadziej. Pewnie, że nic nie zastąpi codziennego kontaktu, ale nie jest tak źle. Mieszkamy blisko, mamy telefony, w razie potrzeby można na mnie liczyć, a jeśli chcemy się spotkać, to się spotykamy. Wyjeżdżamy razem w czasie wakacji. Nastolatek nie potrzebuje już tak bliskiego kontaktu jak kilkulatek. Ma znajomych, komputer, swoje sprawy...
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 11:24
                                                    bcde napisał:

                                                    > Mamy jedno. Poczekałem z wyprowadzką i rozwodem aż trochę podrośnie. Wytłumaczy
                                                    > liśmy mu co się dało i wydaje mi się, że nie ma żadnej traumy. Mam pełną władzę
                                                    > rodzicielską, jak matka. Początkowo widywałem się z nim dość często, później r
                                                    > zadziej. Pewnie, że nic nie zastąpi codziennego kontaktu, ale nie jest tak źle.
                                                    > Mieszkamy blisko, mamy telefony, w razie potrzeby można na mnie liczyć, a jeśl
                                                    > i chcemy się spotkać, to się spotykamy. Wyjeżdżamy razem w czasie wakacji. Nast
                                                    > olatek nie potrzebuje już tak bliskiego kontaktu jak kilkulatek. Ma znajomych,
                                                    > komputer, swoje sprawy...

                                                    Do jakiego wieku dziecka poczekales z rozwodem i wyprowadzka? Czekales/liscie tez do tego momentu z nowymi partnerami/kochankami? Chyba nie co, jak piszesz, ze pare lat? Wiec czy w tym okresie 'udawaliscie' normalny zwiazek czy randkowaliscie na legalu z innymi? Jak wtedy dzieciak reagowal na nowe panie czy panow? Wiedzial o nich?
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 13:56
                                                    > Do jakiego wieku dziecka poczekales z rozwodem i wyprowadzka?

                                                    Do takiego, żeby pamiętał, kto jest jego ojcem i żeby można było mu coś wytłumaczyć. Był już w wieku szkolnym.

                                                    >Czekales/liscie tez do tego momentu z nowymi partnerami/kochankami? Chyba nie co, jak >piszesz, ze pare lat? Wiec czy w tym okresie 'udawaliscie' normalny zwiazek czy randkowal
                                                    > iscie na legalu z innymi? Jak wtedy dzieciak reagowal na nowe panie czy panow?
                                                    > Wiedzial o nich?

                                                    Mieliśmy w miarę normalny związek, ale nie sypialiśmy ze sobą. Zacząłem szukać nowej kobiety, po tym jak powiedziałem żonie, że się wyprowadzę. Wyprowadziłem się dość szybko i wtedy mniej więcej poznałem aktualną partnerkę. Zamieszkała ze mną po kilku miesiącach, po moim rozwodzie. Wkrótce po tym poznał ją mój syn. Stosunki między nimi są normalne i przyjazne. Była żona znalazła nowego partnera trochę później i mieszkają razem.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 14:01
                                                    bcde napisał:

                                                    > Była żona znalazła nowego partnera trochę później i mieszkają razem.

                                                    Ciekawe czy ze sobą sypiają. Moje obserwacje wskazują, że BSWM ma często podłoże w osobie odmawiającej i jest niezależny od osoby partnera.
                                                  • zawle Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 14:08
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Ciekawe czy ze sobą sypiają. Moje obserwacje wskazują, że BSWM ma często podłoż
                                                    > e w osobie odmawiającej i jest niezależny od osoby partnera.

                                                    Moje są inne. W jednym przypadku mi odmawiano, dwa razy ja nie dawałam rady. To było absolutnie zależne od partnera. A w zasadzie od nie wiadomo czego. Ci dwaj panowie to byli bardzo dobrzy kochankowie. Tyle że na mnie za cholerę nie działali.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 14:48
                                                    zawle napisała:

                                                    > Moje są inne. W jednym przypadku mi odmawiano, dwa razy ja nie dawałam rady. To
                                                    > było absolutnie zależne od partnera. A w zasadzie od nie wiadomo czego. Ci dwa
                                                    > j panowie to byli bardzo dobrzy kochankowie. Tyle że na mnie za cholerę nie dzi
                                                    > ałali.

                                                    Wiesz jaki jestem wstrętnie szczery, nie? Wydaje mi się, że to raczej Ty jesteś osobą z typu odmawiających. A raczej nie tyle odmawiających, co szybko rozczarowujących się facetami, bo to w tym rzecz. Podobnie jak np. Kitty. Według mnie to taki typowy scenariusz - szybki ogień na początku, a potem gwałtowny spadek amplitudy uczuć.
                                                    To że ten jeden gość odmawiał, to mi wygląda, że po prostu Cię uprzedził, nie wiadomo co byłoby potem :P
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 15:48
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Wiesz jaki jestem wstrętnie szczery, nie? Wydaje mi się, że to raczej Ty jesteś
                                                    > osobą z typu odmawiających. A raczej nie tyle odmawiających, co szybko rozczar
                                                    > owujących się facetami, bo to w tym rzecz. Podobnie jak np. Kitty. Według mnie
                                                    > to taki typowy scenariusz - szybki ogień na początku, a potem gwałtowny spadek
                                                    > amplitudy uczuć.
                                                    > To że ten jeden gość odmawiał, to mi wygląda, że po prostu Cię uprzedził, nie w
                                                    > iadomo co byłoby potem :P

                                                    Sabat przeciez to jest proste: facet musi wzbudzac pozadanie, bo ja nie umiem sie rznac z innych powodow (z milosci tez nie), zreszta dla mnie nie ma milosci bez pozadania. Bez pozadania nie ma seksu. Kurcze czy to takie trudne nauczyc sie jak wzbudzac pozadanie? Na cholere tu kluczyc? Nie wzbudzasz pozadania = nie masz seksu. How simple is that? A cale zycie (rodzinne, zawodowe, nacierzynskie, ect) idzie rownolegle, niezaleznie od seksu i rzadzacych nim praw. Kurcze chyba tylko Urqu o tym wie i stosuje w praktyce, no ;)
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 15:59
                                                    Generalnie zgadzam sie z tym co napisalas, natomiast wedlug mnie wzbudzic pozadanie w kobiecie jest wlasnie bardzo trudno.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 16:05
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Generalnie zgadzam sie z tym co napisalas, natomiast wedlug mnie wzbudzic pozad
                                                    > anie w kobiecie jest wlasnie bardzo trudno.

                                                    Trudno mi ocenic czy trudno ale przeciez sa opisy zabigow, ktore maja to na celu tylko chyba trzeba byc konsekwentnym, korygowac siebie jak pofolgujesz w przeciwna strone.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 16:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Trudno mi ocenic czy trudno ale przeciez sa opisy zabigow, ktore maja to na cel
                                                    > u tylko chyba trzeba byc konsekwentnym, korygowac siebie jak pofolgujesz w prze
                                                    > ciwna strone.

                                                    No dobra, ale musisz przecież założyć, że aby przeprowadzić jakiś plan, wcielić go w życie, oprócz wiedzy i dobrych chęci trzeba posiadać środki aby to zrobić.
                                                    Wymyślony przykład - wiem że żeby zaimponować kobiecie, trzeba biegać. Mogę o tym wiedzieć, ale jeśli nie mam nóg, to niewiele mi ta wiedza daje. Czyż nie?
                                                  • mojemail3 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 16:29
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No dobra, ale musisz przecież założyć, że aby przeprowadzić jakiś plan, wcielić
                                                    > go w życie, oprócz wiedzy i dobrych chęci trzeba posiadać środki aby to zrobić
                                                    > .> Wymyślony przykład - wiem że żeby zaimponować kobiecie, trzeba biegać. Mogę o t
                                                    > ym wiedzieć, ale jeśli nie mam nóg, to niewiele mi ta wiedza daje. Czyż nie?

                                                    Czytam i oczom nie wierzę, nawet nie wierzę, jak piszą, jakiś to czuły musi być mąż od rana, żeby żona wieczorem zechciała...
                                                    Może rzeczywiście jestem jakimś dziwadłem, endemitem chyba...
                                                  • rekreativa Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 16:33
                                                    Ale dlaczego mieszasz imponowanie kobiecie z pożądaniem?
                                                    Przecież to nie musi mieć z sobą nic wspólnego.

                                                    Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "wzbudzenie pożądania".
                                                    Pożądanie do konkretnej osoby albo się samo z siebie pojawia, albo nie. Jak już istnieje, to można je podkręcić (np. babka, której pożądasz ubierze jakies seksi ciuszki i wykona prywatny lap dance, a Ty w związku z tym prawie padniesz z podniecenia), ale jeśli go nie ma wcale, jeśli po prostu nic nie iskrzy, to się prędzej zesrasz, za przeproszeniem.
                                                    MOżna wzbudzić apetyt na związek z kimś - i tu wchodzą w grę te wszystkie samochody, dochody, domy, stanowiska, gest, kwiatki, brylanty, kolacyjki, serenady pod oknami i inne bzdety.
                                                    Ale znowu, co to ma wspólnego z pożądaniem seksualnym?
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 16:58
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "wzbudzenie pożądania".
                                                    > Pożądanie do konkretnej osoby albo się samo z siebie pojawia, albo nie. Jak już
                                                    > istnieje, to można je podkręcić (np. babka, której pożądasz ubierze jakies sek
                                                    > si ciuszki i wykona prywatny lap dance, a Ty w związku z tym prawie padniesz z
                                                    > podniecenia), ale jeśli go nie ma wcale, jeśli po prostu nic nie iskrzy, to się
                                                    > prędzej zesrasz, za przeproszeniem.
                                                    > MOżna wzbudzić apetyt na związek z kimś - i tu wchodzą w grę te wszystkie samoc
                                                    > hody, dochody, domy, stanowiska, gest, kwiatki, brylanty, kolacyjki, serenady p
                                                    > od oknami i inne bzdety.
                                                    > Ale znowu, co to ma wspólnego z pożądaniem seksualnym?

                                                    Ale tez nie jest tak, ze jak juz pozadanie jest to jest i bedzie, a jak nie ma to juz nie bedzie. Bo cos cie konkretnego podnieca, nie? Za cos ta konkretna osobe pozadasz?
                                                  • rekreativa Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 17:11
                                                    No to o tym właśnie mówię - jeśli Cię chłop nie podnieca, to po ptakach. Nie podnieca i nie będzie, choćby na rzęsach tańczył i klaskał jądrami.
                                                    Te wszystkie porady dla facetów w stylu staraj się, zaproś ją na romantyczną kolację, zrób to i siamto służą raczej celowi pt. "jak sprawić, by chciała mnie na męża".
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 17:37
                                                    Całkowita racja. Dlatego nie dziwcie się Kutuzowowi, że nie chce mieć dzieci. On chce sobie zostawić ewentualną drogę ucieczki z małżeństwa, a dziecko/dzieci mogłyby zamienić je w matnię bez wyjścia.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:20
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Całkowita racja. Dlatego nie dziwcie się Kutuzowowi, że nie chce mieć dzieci. O
                                                    > n chce sobie zostawić ewentualną drogę ucieczki z małżeństwa, a dziecko/dzieci
                                                    > mogłyby zamienić je w matnię bez wyjścia.

                                                    Lee alfabetyczny jakos uciekl i nie mial wiekszych problemow z 'matnia';) Z kutuzowem to jest przede wszystkim taki problem, ze on by nie dal rady wytrzymac bez ruchania pologu, a nie daj boze gdyby sie przedluzalo czy ciaza zagrozona byla. By musial zastepstwo brac. Po prostu nie wyobraza sobie przerwy w seksie, a juz nie pamietam ile trwa polog, 8 tyg?

                                                    Kutuzow ile jestes w stanie wytrzymac bez seksu?
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:36
                                                    Według mnie wszystko rozbija się o możliwości finansowe. Być może Kutuzow ocenia sytuację tak, że nie byłby pewny czy ograniczenia finansowe związane z rozwodem i utrzymywaniem potomka nie stałyby się poważnym obciążeniem dla jego dalszych losów i możliwości życiowych. Nikt nie chce zostać pariasem wyrzuconym poza nawias społeczeństwa.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:45
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Według mnie wszystko rozbija się o możliwości finansowe. Być może Kutuzow oceni
                                                    > a sytuację tak, że nie byłby pewny czy ograniczenia finansowe związane z rozwod
                                                    > em i utrzymywaniem potomka nie stałyby się poważnym obciążeniem dla jego dalszy
                                                    > ch losów i możliwości życiowych. Nikt nie chce zostać pariasem wyrzuconym poza
                                                    > nawias społeczeństwa.

                                                    Wystarczy, ze nie chce wydawac na dziecko kasy tylko na cos innego. To akurat zrozumiale. Ja tez jestem zadowolona, ze nie musze wykladac kasy na dziciaka tylko wnosze prace i czas. Jak bym miala jeszcze wkladac kase, to nie byloby mnie stac i nie mialabym pewnie dziecka.
                                                  • wont Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 17:40
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Te wszystkie porady dla facetów w stylu staraj się, zaproś ją na romantyczną ko
                                                    > lację, zrób to i siamto służą raczej celowi pt. "jak sprawić, by chciała mnie n
                                                    > a męża".
                                                    ------
                                                    To nie jest tak.

                                                    "Staraj się bardziej" jest uniwersalną radą jak najszybciej zabić i pożądanie i zainteresowanie. Natomiast jest cała paleta możliwych działań/zachowań (PUA), które pomagają zwiększyć zainteresowanie i pożądanie ze strony płci przeciwnej. Idące najczęściej w przeciwnym kierunku - tj. "staraj się mniej" :) I o takie "zabiegi", mam wrażenie, chodziło kitty.

                                                    Ja to z kolei mam inny problem, trochę związany z syndromem "staraj się bardziej", ale nie do końca. Otóż, jak mi na kimś bardzo zależy, to chcę przychylić mu gwiazdkę z nieba. Troszczę się i staram. No i mimo, że nie wynika to z bycia needy, tak jak syndrom "staraj się bardziej", tylko z mojego dobrego, empatycznego serca hehe to niestety często jest tak to odbierane - jako wyraz słabości po prostu. A słabość jest niepociągająca :)

                                                    No a ponieważ ludzie, kobiety także, są tak skonstruowani, że jak ktoś jest miły i dobry to jest zdobyty i nie trzeba się już o niego starać, to powoduje to schłodzenie relacji. No i wtedy zabieram tę gwiazdkę z nieba. Później jest płacz i żal za gwiazdką z nieba. Ale mi się już drugi raz nie chce :)
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 21:07
                                                    wont napisał:
                                                    Otóż, jak mi na kimś bardzo zależy, to chcę przychylić mu
                                                    > gwiazdkę z nieba. Troszczę się i staram. No i mimo, że nie wynika to z bycia n
                                                    > eedy, tak jak syndrom "staraj się bardziej", tylko z mojego dobrego, empatyczne
                                                    > go serca hehe to niestety często jest tak to odbierane - jako wyraz słabości po
                                                    > prostu. A słabość jest niepociągająca :)

                                                    To u mie bylbys w dobrych rekach, bo ja wlasnie takich lubie:)) I potrafie odrozniac uprzejmosc/dobroc od slabosci. Bo o slabosci to swiadcza inne rzeczy a nie troszczenie sie i bycie milym dla ukochanej osoby. Jak dla mnie.
                                                    A skur..li i innych takich olewaczy nie lubie i mnie w ogole nie kreca, bo ja jestem/che byc krolewna:)
                                                  • wont Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 10:19
                                                    kag73 napisała:

                                                    > wont napisał:
                                                    > Otóż, jak mi na kimś bardzo zależy, to chcę przychylić mu
                                                    > > gwiazdkę z nieba. Troszczę się i staram. No i mimo, że nie wynika to z b
                                                    > ycia n
                                                    > > eedy, tak jak syndrom "staraj się bardziej", tylko z mojego dobrego, empa
                                                    > tyczne
                                                    > > go serca hehe to niestety często jest tak to odbierane - jako wyraz słabo
                                                    > ści po
                                                    > > prostu. A słabość jest niepociągająca :)
                                                    >
                                                    > To u mie bylbys w dobrych rekach, bo ja wlasnie takich lubie:)) I potrafie odro
                                                    > zniac uprzejmosc/dobroc od slabosci. Bo o slabosci to swiadcza inne rzeczy a ni
                                                    > e troszczenie sie i bycie milym dla ukochanej osoby. Jak dla mnie.
                                                    > A skur..li i innych takich olewaczy nie lubie i mnie w ogole nie kreca, bo ja j
                                                    > estem/che byc krolewna:)
                                                    --------------
                                                    No to byśmy się zgrali! Ja bym cię dopieszczał a ty byś... była dopieszczana :) Niestety, nie wzięłaś sobie do serca legendy o Wandzie co nie chciała Niemca i masz już swojego królewicza :(




                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:03
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > No to o tym właśnie mówię - jeśli Cię chłop nie podnieca, to po ptakach. Nie po
                                                    > dnieca i nie będzie, choćby na rzęsach tańczył i klaskał jądrami.
                                                    > Te wszystkie porady dla facetów w stylu staraj się, zaproś ją na romantyczną ko
                                                    > lację, zrób to i siamto służą raczej celowi pt. "jak sprawić, by chciała mnie n
                                                    > a męża".

                                                    No nie, przeciez podnieca z okreslonych powodow. Wystarczy spowodowac zatem zeby te powody zaistnialy. Niektorym jest z gorki (tym naturalsom np), a niektorym pod gorke (cieplym romantykom). Przeciez mozesz wyliczyc co Cie podnieca. Mnie akurat romatyczne kolacje nie podniecaja czy tam obrane ziemniaki ale okreslone inne atrybuty czy zachowania meskie tak. Podnieca mnie jak facet mial duzo kobiet np. Pozadanie nie bieze sie z nikad. Ale jestem w stanie sobie wyobrazic, ze niektore kobiety (zone Sabata) nie podnieca nic ;-) Ale to wyjatek raczej.

                                                    A co Was podnieca/kreci?
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:13
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No nie, przeciez podnieca z okreslonych powodow. Wystarczy spowodowac zatem zeb
                                                    > y te powody zaistnialy. Niektorym jest z gorki (tym naturalsom np), a niektorym
                                                    > pod gorke (cieplym romantykom). Przeciez mozesz wyliczyc co Cie podnieca.

                                                    Z tym ciepłym romantykiem to pojechałaś... okrutne aż to stwierdzenie.

                                                    > Mnie
                                                    > akurat romatyczne kolacje nie podniecaja czy tam obrane ziemniaki ale okreslon
                                                    > e inne atrybuty czy zachowania meskie tak. Podnieca mnie jak facet mial duzo ko
                                                    > biet np. Pozadanie nie bieze sie z nikad. Ale jestem w stanie sobie wyobrazic,
                                                    > ze niektore kobiety (zone Sabata) nie podnieca nic ;-) Ale to wyjatek raczej.

                                                    Niektórych mężczyzn też nic, więc czemu znowu taki wyjątek...

                                                    > A co Was podnieca/kreci?

                                                    Otwarłem wątek, zapraszam:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,151956275,151956275,Jacy_mezczyzni_was_podniecaja_.html
                                                  • rekreativa Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:16
                                                    Pożądanie bierze się z działania danej osoby na Twoje zmysły - to, jak wygląda, jak mówi, jak pachnie, jak się uśmiecha, jego sposób bycia, język ciała itd.
                                                    Albo ktoś ma to, co na Ciebie działa, albo nie ma.
                                                    Jeżeli Cię podnieca pewna dominacja, władczość w sposobie bycia, to czy to są cechy, które można udawać? Moim zdaniem nie. Jesli ktoś nie ma tego we krwi, to będzie czuć fałsz.
                                                    No co miałby np. zrobić sabat, żebyś się na niego napaliła?
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:36
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Pożądanie bierze się z działania danej osoby na Twoje zmysły - to, jak wygląda,
                                                    > jak mówi, jak pachnie, jak się uśmiecha, jego sposób bycia, język ciała itd.

                                                    Tak, ma to sens. Ale i tak taka osoba moze spieprzyc moje pozadanie (zmniejszyc je okresowo lub wyeliminowac).

                                                    > Albo ktoś ma to, co na Ciebie działa, albo nie ma.

                                                    No tak ale to by przeciez znaczylo, ze pozadanie jest trwale, a tak nie jest. Pozadasz np wszystkich swoich eksow nadal?

                                                    > Jeżeli Cię podnieca pewna dominacja, władczość w sposobie bycia, to czy to są c
                                                    > echy, które można udawać? Moim zdaniem nie. Jesli ktoś nie ma tego we krwi, to
                                                    > będzie czuć fałsz.

                                                    Ale moze byc taka sytuacja, ze ktos jest dominujacy ale z roznych wzgledow hamowal sie zawsze, ukrywal to, bo mu sie wydawalo, ze nie wypada. Wtedy wystarczy, ze to uwolni to odpowiednio. Udawac to nie. Ale np moze sie korygowac, kontrolowac. Zalozmy jesli ktos ma w naturze wahanie sie to moze wahac sie w myslach. Nie pokazywac na glos/publicznie, ze jest niezdecydowany. Po prostu niektore rzeczy mozna zachowywac dla siebie/w sobie, nie uzewnetrzniac, nie zachowywac sie odstraszajaco. Tak jak kobieta moze miec kompleksy z powodu nie wiem grubej dupy. Na osobnosci moze sobie pozwalac na jakies dupciane schizy, a jak wychodzi na ulice to ma isc tak pewnie jakby miala najwspanialsza dupe na swiecie. Taka korekta. Czy to jest udawanie?

                                                    > No co miałby np. zrobić sabat, żebyś się na niego napaliła?

                                                    hmm musialabym sie porzadnie zastanowic ;)
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 20:55
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Pożądanie bierze się z działania danej osoby na Twoje zmysły - to, jak wygląda,
                                                    > jak mówi, jak pachnie, jak się uśmiecha, jego sposób bycia, język ciała itd.
                                                    > Albo ktoś ma to, co na Ciebie działa, albo nie ma.

                                                    Ja to widze podobnie jak rekreativa, albo jest chemia i facet na Ciebie dziala albo nie ma i nie dziala.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 14:19
                                                    > Ciekawe czy ze sobą sypiają. Moje obserwacje wskazują, że BSWM ma często podłoż
                                                    > e w osobie odmawiającej i jest niezależny od osoby partnera.

                                                    Oczywiście, że sypiają. Widziałem kiedyś u byłej tabletki antykoncepcyjne. A jej facet wygląda na zdrowego chłopa.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 14:43
                                                    bcde napisał:

                                                    > Oczywiście, że sypiają. Widziałem kiedyś u byłej tabletki antykoncepcyjne. A je
                                                    > j facet wygląda na zdrowego chłopa.

                                                    Ale na początku, to u was też grało, nie?
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 15:29
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > bcde napisał:
                                                    >
                                                    > > Oczywiście, że sypiają. Widziałem kiedyś u byłej tabletki antykoncepcyjne
                                                    > . A je
                                                    > > j facet wygląda na zdrowego chłopa.

                                                    > Ale na początku, to u was też grało, nie?

                                                    Jejciu Sabat, nie staraj sie porownywac, bo taki, jak Ty to jest tylko jeden => Ty ;-) Nawet na forum nie ma nikogo podobnego.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 15:42
                                                    Hmm... Zawsze mi sie wydawalo, ze jestem dosc typowy i zwyczajny... No ale ok, to tylko odbior na forum...
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 15:51
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Hmm... Zawsze mi sie wydawalo, ze jestem dosc typowy i zwyczajny... No ale ok,
                                                    > to tylko odbior na forum...

                                                    :) ale podpytuj, podpytuj, dobrze jest poznac jak najwiecej przykladow z zycia wzietych, cenne innych doswiadczenia.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 20:43
                                                    > Ale na początku, to u was też grało, nie?

                                                    Grało, ale seks był bez rewelacji.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 15:38
                                                    bcde napisał:

                                                    > Mieliśmy w miarę normalny związek, ale nie sypialiśmy ze sobą. Zacząłem szukać
                                                    > nowej kobiety, po tym jak powiedziałem żonie, że się wyprowadzę. Wyprowadziłem
                                                    > się dość szybko i wtedy mniej więcej poznałem aktualną partnerkę. Zamieszkała z
                                                    > e mną po kilku miesiącach, po moim rozwodzie. Wkrótce po tym poznał ją mój syn.
                                                    > Stosunki między nimi są normalne i przyjazne. Była żona znalazła nowego partne
                                                    > ra trochę później i mieszkają razem.

                                                    Czy ktores z Was ma teraz nowe dzieci? Z nowym partnerem?

                                                    Czyli jestes w nowym zwiazku ale masz inne kochanki? Czy to jest czesc nowego ukladu? Czy babka o tym nie wie czy nie chce wiedziec/przymyka oko/kreci ja to?

                                                    Dlaczego nie bylo seksu w Twoim malzenstwie? Jak oceniasz?

                                                    ps. fajnie ze sie otworzyles, od razu mi sie podobasz ;) R E S P E C T ;)
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:45
                                                    > Czy ktores z Was ma teraz nowe dzieci? Z nowym partnerem?

                                                    Nie.

                                                    > Czyli jestes w nowym zwiazku ale masz inne kochanki? Czy to jest czesc nowego u
                                                    > kladu? Czy babka o tym nie wie czy nie chce wiedziec/przymyka oko/kreci ja to?

                                                    Nie mam kochanek, a dla partnerki zdrada oznacza koniec związku.

                                                    > Dlaczego nie bylo seksu w Twoim malzenstwie? Jak oceniasz?

                                                    Żonie odbiło po urodzeniu dziecka. Traktowała mnie często jak wroga i stała się zimną rybą. Ale i ja nie chciałem seksu z kimś, kto mnie tak traktował. Później nie chciałem seksu, bo mógłby oddalić w czasie rozwód.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 18:56
                                                    bcde napisał:

                                                    > Nie mam kochanek, a dla partnerki zdrada oznacza koniec związku.

                                                    Tiaa a Twoje niektore wpisy na forum wskazywalyby na posiadanie wielu kobiet. Nawet moje niedawne zapytanie o przeznaczeniu Twojego kutasa jakiejs kobiecie na wylacznosc wskazywalo na brak entuzjamu z Twojej strony. Cos krecisz ;)

                                                    . Późnie
                                                    > j nie chciałem seksu, bo mógłby oddalić w czasie rozwód.

                                                    A co? Wystraszyla sie i cos probowala? Ale celna uwaga dla myslacych o rozwodzie.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 20:39
                                                    > Tiaa a Twoje niektore wpisy na forum wskazywalyby na posiadanie wielu kobiet. N
                                                    > awet moje niedawne zapytanie o przeznaczeniu Twojego kutasa jakiejs kobiecie na
                                                    > wylacznosc wskazywalo na brak entuzjamu z Twojej strony. Cos krecisz ;)

                                                    Nie miałem wielu kobiet, więc mój brak entuzjazmu dla wierności jednej jest zrozumiały.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 21:41
                                                    bcde napisał:

                                                    > Nie miałem wielu kobiet, więc mój brak entuzjazmu dla wierności jednej jest zro
                                                    > zumiały.

                                                    To na cholere sie wbiles znowu w ten zwiazek, nie trzeba bylo poszalec? O co chodzi? Jestes brzydki? Bo chyba nie niesmialy? Wg mnie spokojnie mozesz podniecac babki wiec nie wiem czemu tak wybrales?
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 21:54
                                                    Wiesz, jemu pewnie niezbyt zręcznie powiedzieć, ale ja mogę tylko podsunąć, że jak babki widzą samotnego faceta w słuszniejszym wieku, to robią Stage Diving, rozrywają sobie t-shirty z podekscytowania a z głośników leci Rammstein :D
                                                    Na jakim świecie Ty żyjesz Kitty, chyba nadajesz z innego Matrixa niż mój...
                                                  • zawle Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 10:17
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Wiesz, jemu pewnie niezbyt zręcznie powiedzieć, ale ja mogę tylko podsunąć, że
                                                    > jak babki widzą samotnego faceta w słuszniejszym wieku, to robią Stage Diving,
                                                    > rozrywają sobie t-shirty z podekscytowania a z głośników leci Rammstein :D
                                                    > Na jakim świecie Ty żyjesz Kitty, chyba nadajesz z innego Matrixa niż mój...

                                                    Ja wiem sabat, że chociażby tu stało stado kobiet mówiących Ci że to co piszesz to bzdety, to i tak będziesz dalej klepał swoje regułki.
                                                    Na przykładzie. Spośród kilku dostępnych facetów sypiam z najniższym, najniżej wykształconym, nie mającym kasy, niemłodym. Ci wysocy, wykształceni i ustawieni nie potrafili na mnie grać. Do tego znoszę/nawet mi się podoba, gdy cytuje piosenki Kaczmarskiego i Okudżawy. masakra. Dla mnie atuty typu "musi mieć" nie działają.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 22:11
                                                    > To na cholere sie wbiles znowu w ten zwiazek, nie trzeba bylo poszalec?

                                                    Nie zdążyłem :)

                                                    >czemu tak wybrales?

                                                    Zakochałem się.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 22:48
                                                    bcde napisał:

                                                    > Zakochałem się.

                                                    Ech, no to masz fajnie :)
                                                    www.youtube.com/watch?v=ZMKwT9EzhLA
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 22:51
                                                    Aczkolwiek - masz pod górkę, boś ciepły romantyk ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 23:10
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Aczkolwiek - masz pod górkę, boś ciepły romantyk ;)

                                                    Cieply romantyk must die ;-)
                                                    Sabat zapodaje Mieczyslawa to chyba czas zaczac wstawiac holenderski hip hop
                                                    www.youtube.com/watch?v=CnNU-EwYjaQ
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 23:21
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Cieply romantyk must die ;-)

                                                    Deangelo miał kiedyś taki slogan - the Boy must die. W sumie chyba na jedno wychodzi...
                                                    www.youtube.com/watch?v=vBimbC40mPo
                                                    > Sabat zapodaje Mieczyslawa to chyba czas zaczac wstawiac holenderski hip hop
                                                    > www.youtube.com/watch?v=CnNU-EwYjaQ

                                                    Wow, ale fajny język :) Brzmi jak skrzyżowanie hebrajskiego z francuskim :D
                                                  • sabat.77 Ciepły romantyk 13.07.14, 07:01
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > Cieply romantyk must die ;-)
                                                    >
                                                    > Deangelo miał kiedyś taki slogan - the Boy must die. W sumie chyba na jedno wyc
                                                    > hodzi...
                                                    > www.youtube.com/watch?v=vBimbC40mPo

                                                    Aczkolwiek, tenże sam Deangelo robi tabelkę, gdzie jednym z magnesów na kobiety jest Artist "(Musician, Poet) (emotion) Someone who moves her emotions and is enigmatic and complex."

                                                    PUA mainstreamowe idzie w bezmyślne naśladowanie Bad Boya, ale ktoś kto ma naturę w opozycji do tego typu, będzie wypadał wręcz tragicznie. Tak się nie da! Wyobrażasz sobie Zbigniewa Zamachowskiego w roli Terminatora? :)
                                                    Trzeba najpierw zrozumieć siebie, poznać swoje atuty, WYEKSPONOWAĆ JE i dopiero wtedy można stać się atrakcyjnym dla innych.

                                                    www.doubleyourdating.com/ebook/samples/sample9.asp
                                                    Dlatego lepiej PUA traktować jako ogólną filozofię, a nie bezrozumnie małpować szymele postępowania. Trzeba być sobą, ale lepszą wersją siebie. Silniejszą, bardziej asertywną, ale szczerą w tym co się robi!
                                                  • urquhart Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 08:49
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > PUA mainstreamowe idzie w bezmyślne naśladowanie Bad Boya, ale ktoś kto ma natu
                                                    > rę w opozycji do tego typu, będzie wypadał wręcz tragicznie. Tak się nie da! Wy
                                                    > obrażasz sobie Zbigniewa Zamachowskiego w roli Terminatora? :)

                                                    Przypominam że jest usystematyzowanie badaniami Fisher jak uniwersalnie przyciągają sie typy osobowości poza ogólnikami przyciągania jak przeciwne MHC (tzw chemia) typu BadBoy i wysoki testosteron (postawa, szczęka, pewność siebie niski głos) - które wpływają na tzw pierwsze wrażenie, klasyfikacja: interesujący czy palant i łajza, która tworzy sie w ciągu paru sekund a skorygować potem bardzo trudno.

                                                    Typ tzw dyrektor (testosteron - tu dominująca, czy męska kobieta) przyciąga się z negocjatorem (estrogen - facet romantyk, artysta, literat) a odkrywca z odkrywcą (dopamina, ciekawość doznań) budowniczy z tzw. budowniczym (serotonina - poszukiwanie spokoju, samotności, wyjazd do tybetu)
                                                  • sabat.77 Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 08:51
                                                    No i sam rozumiesz - wyobrażasz sobie np. mnie jako terminatora z niskim głosem i wielką szczęką? :) Na podstawie osobowości przekazywanej przez forum...
                                                  • urquhart Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 08:58
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No i sam rozumiesz - wyobrażasz sobie np. mnie jako terminatora z niskim głosem
                                                    > i wielką szczęką? :) Na podstawie osobowości przekazywanej przez forum...

                                                    No nie bałdzo...
                                                    Ale przypominam ci w szczegółach że oprócz tych zasad ogólnych masz bardziej szczegółową grupę docelową konkretnie jak i na jaką grupę działa "artist". Na normalną estrogenową kobiecą kobietę matkę polkę nie działa wcale, a działa testosteronowy "dyrektor".
                                                  • sabat.77 Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 09:23
                                                    urquhart napisał:

                                                    > No nie bałdzo...
                                                    > Ale przypominam ci w szczegółach że oprócz tych zasad ogólnych masz bardziej sz
                                                    > czegółową grupę docelową konkretnie jak i na jaką grupę działa "artist". Na nor
                                                    > malną estrogenową kobiecą kobietę matkę polkę nie działa wcale, a działa testos
                                                    > teronowy "dyrektor".

                                                    Czyli? Jak rozpoznać?
                                                  • urquhart Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 09:36
                                                    Typ testosteronowy kobiety łatwo pomylić z dopaminowym (a estrogenowy z serotoninowym) a różnica w przyciąganiu jest zasadnicza. Nie podejmuję się streścić, na początek jej posłuchaj, w google jak napiszesz Hellen Fisher neuroprzekaźniki też masz trochę artykułów opartych na streszczeniu jej badań. Pomijając że w przeszłości mnie nieźle zniechęciłeś żeby ci osobiście pomagać.

                                                    www.ted.com/talks/helen_fisher_studies_the_brain_in_love
                                                    www.ted.com/talks/helen_fisher_tells_us_why_we_love_cheat
                                                  • sabat.77 Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 11:14
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Pomijając że w p
                                                    > rzeszłości mnie nieźle zniechęciłeś żeby ci osobiście pomagać.

                                                    Już ci to tłumaczyłem. Skoro korzystne psychicznie dla osób mojego pokroju jest uwolnienie się od więzów dominacji świata zewnętrznego i wypracowanie własnej siły, to czy może taką siłę dać kolejny układ mistrz-uczeń? Nie sądzę. Najlepszą naukę jaką wyciągnąłem od ciebie, to taka by nie szukać nauczycieli.
                                                  • druginudziarz Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 13:00
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Przypominam że jest usystematyzowanie badaniami Fisher jak uniwersalnie przycią
                                                    > gają sie typy osobowości poza ogólnikami przyciągania jak przeciwne MHC (tzw ch
                                                    > emia) typu BadBoy i wysoki testosteron (postawa, szczęka, pewność siebie niski
                                                    > głos) - które wpływają na tzw pierwsze wrażenie, klasyfikacja: interesujący czy
                                                    > palant i łajza, która tworzy sie w ciągu paru sekund a skorygować potem bardzo
                                                    > trudno.
                                                    >
                                                    > Typ tzw dyrektor (testosteron - tu dominująca, czy męska kobieta) przyciąga się
                                                    > z negocjatorem

                                                    Jak przy okazji, jakbys był łaskaw, bo Fisher to lekcja której jeszcze nie odrobiłem (a i tez nie jestem pewien czy jej jeszcze potrzebuje :) ), więc czy byłbys łaska tak w kilku słowach zasygnalizować co dalej z takimi układami? bo przyciaganie to jedno a ich dynamika to drugie. Taki elektron z pozytronem też się przyciąga, tyle że potem jest efektowne buuum, anihilacja, dwa kwanty gamma i nic więcej :)
                                                  • urquhart Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 14:13
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > Jak przy okazji, jakbys był łaskaw, bo Fisher to lekcja której jeszcze nie odro
                                                    > biłem (a i tez nie jestem pewien czy jej jeszcze potrzebuje :) ), więc czy byłb
                                                    > ys łaska tak w kilku słowach zasygnalizować co dalej z takimi układami? bo przy
                                                    > ciaganie to jedno a ich dynamika to drugie.

                                                    To odwrotnie, Fisher robi reverse engineering niewielkiego odsetka związków które są satysfakcjonujące erotycznie i utrzymują WIELOLETNIĄ miłość romantyczną i poziom namiętności znaczy obiektywnie wydzielając gratyfikujace neuroprzekażniki w swojej obecności przez wiele dekad, anie jedynie podczas zakochania. I to nie badaniami przez ankiety ale przez badanie poziomów neuroprzekaźników i skany mózgów - w ogólności zagadnienia poszukiwań tematyki z tego forum.
                                                  • druginudziarz Re: Helen Fisher - Układ przyciągania osobowości. 13.07.14, 15:14
                                                    urquhart napisał:
                                                    > To odwrotnie, Fisher robi reverse engineering niewielkiego odsetka związków któ
                                                    > re są satysfakcjonujące erotycznie i utrzymują WIELOLETNIĄ miłość romantyczną i
                                                    > poziom namiętności znaczy obiektywnie wydzielając gratyfikujace neuroprzekażni
                                                    > ki w swojej obecności przez wiele dekad, anie jedynie podczas zakochania. I to
                                                    > nie badaniami przez ankiety ale przez badanie poziomów neuroprzekaźników i skan
                                                    > y mózgów - w ogólności zagadnienia poszukiwań tematyki z tego forum.

                                                    E, to jednak będziem czytać, dzięki!

                                                  • hello-kitty2 Re: Ciepły romantyk 13.07.14, 14:36
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Aczkolwiek, tenże sam Deangelo robi tabelkę, gdzie jednym z magnesów na kobiety
                                                    > jest Artist "(Musician, Poet) (emotion) Someone who moves her emotions and is
                                                    > enigmatic and complex."

                                                    Ale masz wyraznie napisane, ze jak romantyczny to nie cieply. On ma wzbudzac emocje ale ma byc enigmatyczny i zlozony/skomplikowany a nie cieply i przymilny. Wystarczy poczytac o bohaterach romantycznych. Oni byli niepogodzeni ze swiatem, targani emocjami (negatywnymi), walczacy, zyli idealami. A nie kurwa jakies cieple kluchy, bez idealow, co po prostu chca zeby ich ktos popiescil, duze dzieci. Dlatego mnie wkurza jak faceci psuja obraz romantyka, bo kwiatki kupili ;)
                                                  • sabat.77 Re: Ciepły romantyk 13.07.14, 21:21
                                                    Zgadzam sie, ale czy to nie Ty pierwsza uzylas okreslenia "cieply romantyk"?
                                                  • wont Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 11:21
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > sabat.77 napisał:
                                                    >
                                                    > > Aczkolwiek - masz pod górkę, boś ciepły romantyk ;)
                                                    >
                                                    > Cieply romantyk must die ;-)
                                                    > Sabat zapodaje Mieczyslawa to chyba czas zaczac wstawiac holenderski hip hop
                                                    > www.youtube.com/watch?v=CnNU-EwYjaQ
                                                    ------------
                                                    To ja zapodam południowoafrykański. Po mordach i po nazwie zespołu widać, że Burowie ale śpiewają po angielsku:
                                                    www.youtube.com/watch?v=hYdTfaHAwAg
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 11:48
                                                    > To ja zapodam południowoafrykański. Po mordach i po nazwie zespołu widać, że Bu
                                                    > rowie ale śpiewają po angielsku:

                                                    Lubię tylko jeden teledysk tego zespołu:
                                                    www.youtube.com/watch?v=JvMXVHVr72A
                                                  • zawle Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 12:08
                                                    www.youtube.com/watch?v=K8nrF5aXPlQ
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 15:34
                                                    Dobre, dobre Die Antwoord. I dziergania na szydelku sie przydaja. Musze sobie kupic kiedys takie dluzsze majty do pepka, w sumie sa fajne, ta moda na biodrowki mi sie nie podoba.

                                                    A ten hicior to pewnie kazdy zna "Come play my game I'll test ya" Ale to juz Dance jak dla mnie.

                                                    www.youtube.com/watch?v=6_PAHbqq-o4
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 12.07.14, 22:52
                                                    bcde napisał:

                                                    > > To na cholere sie wbiles znowu w ten zwiazek, nie trzeba bylo poszalec?
                                                    >
                                                    > Nie zdążyłem :)
                                                    >
                                                    > >czemu tak wybrales?
                                                    >
                                                    > Zakochałem się.

                                                    No tak ;-) A teraz? Jak sie teraz czujesz? Brakuje Ci czegos?
                                                    Ty sie chyba zmieniles akbo cos sie zmienilo, bo inaczej Cie odbieram niz kiedys.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 00:20
                                                    > No tak ;-) A teraz? Jak sie teraz czujesz? Brakuje Ci czegos?

                                                    Dobrego seksu. Dobrego, bo niezbyt dobry mam.
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 00:25
                                                    bcde napisał:

                                                    > Dobrego seksu. Dobrego, bo niezbyt dobry mam.

                                                    No wiesz, za dobry seks to zazwyczaj trzeba zapłacić... ;)
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 00:33
                                                    bcde napisał:
                                                    > > No tak ;-) A teraz? Jak sie teraz czujesz? Brakuje Ci czegos?

                                                    > Dobrego seksu. Dobrego, bo niezbyt dobry mam.

                                                    A jaki to jest "dobry seks"? Jezeli wolno zapytac. Albo jaki jest "niezbyt dobry"? I pytanie: byl dobry i sie zepsul czy nigdy nie byl dobry? Czy nie zdazyles wyprobowac, bo sie za szybko zakochales?
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 00:40
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A jaki to jest "dobry seks"? Jezeli wolno zapytac. Albo jaki jest "niezbyt dobr
                                                    > y"? I pytanie: byl dobry i sie zepsul czy nigdy nie byl dobry? Czy nie zdazyles
                                                    > wyprobowac, bo sie za szybko zakochales?

                                                    hehe pozwole sobie na:

                                                    zlosliwosc 1: no pani mu dupy daje, hehe nietrudno jej
                                                    zlosliwosc 2: Kag bierzemu Kutuzowa i niech wyjasnia alfabetycznemu, ze przeciez pani sie moze nauczyc, przeciez chetna :)
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 00:54
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > zlosliwosc 2: Kag bierzemu Kutuzowa i niech wyjasnia alfabetycznemu, ze przecie
                                                    > z pani sie moze nauczyc, przeciez chetna :)

                                                    Hmm... Kitty, zlosliwosc nr 3: tego co se tutaj wypisuje Kutuzow nie bierzemy na
                                                    powaznie ;)
                                                    Ja tu napisalam, ze jak babka atrakcyjna(ladna) a facet zakochany to sie jej bedzie trzymal chociaz w lozku nie bedzie "cudow". Kutuzow zaczal wywody, ze to roznica czy babka nie potrafi( bo wtedy moze sie nauczyc), czy tez czy nie chce. Wychodziloby, ze pani bcde nie chce, bo inaczej juz by sie nauczyla :)
                                                    Nie, serio, nic nie mowie, bo z seksem to tak juz jest, ze sa to bardzo subiektywne odczucia. Jednej osobie moze sie wydawac, ze jest superowo a druga ma zupelnie inne zdanie, o tym samym seksie.
                                                    Holandia ma braz na Mundialu. Swietuja?
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:10
                                                    kag73 napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > zlosliwosc 2: Kag bierzemu Kutuzowa i niech wyjasnia alfabetycznemu, ze p
                                                    > rzecie
                                                    > > z pani sie moze nauczyc, przeciez chetna :)
                                                    >
                                                    > Hmm... Kitty, zlosliwosc nr 3: tego co se tutaj wypisuje Kutuzow nie bierzemy n
                                                    > a
                                                    > powaznie ;)
                                                    > Ja tu napisalam, ze jak babka atrakcyjna(ladna) a facet zakochany to sie jej be
                                                    > dzie trzymal chociaz w lozku nie bedzie "cudow". Kutuzow zaczal wywody, ze to r
                                                    > oznica czy babka nie potrafi( bo wtedy moze sie nauczyc), czy tez czy nie chce.
                                                    > Wychodziloby, ze pani bcde nie chce, bo inaczej juz by sie nauczyla :)
                                                    > Nie, serio, nic nie mowie, bo z seksem to tak juz jest, ze sa to bardzo subiekt
                                                    > ywne odczucia. Jednej osobie moze sie wydawac, ze jest superowo a druga ma zupe
                                                    > lnie inne zdanie, o tym samym seksie.
                                                    > Holandia ma braz na Mundialu. Swietuja?

                                                    Dlatego ja wyjasnienia Kutuzowa nie kupuje. Dla mnie wazne jest jak ktos sie pieprzy i jak jest slaby (dla mnie, subiektywnie, tak jak piszesz) albo innymi slowy nie clicka ze mna to zadna uroda i checi tego nie zrekompensuja.

                                                    Nie swietuja, spia, chyba mielo chetke na wiecej, a ja wykrakalam, ze z Argentyna nie przejda.
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:27
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Dlatego ja wyjasnienia Kutuzowa nie kupuje. Dla mnie wazne jest jak ktos sie pi
                                                    > eprzy i jak jest slaby (dla mnie, subiektywnie, tak jak piszesz) albo innymi sl
                                                    > owy nie clicka ze mna to zadna uroda i checi tego nie zrekompensuja.

                                                    Ale u Ciebie jest troche inaczej, kitty, bo jestes kobieta, wiec facet musi;) byc dobry.
                                                    A facetom troche mniej potrzeba i piekne widoki/te bodzce wizualne to juz polowa(albo i wiecej) sukcesu. Przynajmniej do czasu.
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:09
                                                    > A jaki to jest "dobry seks"? Jezeli wolno zapytac.

                                                    Dla mnie np. bez ograniczeń, nieschematyczny, spontaniczny. To nie tylko kwestia seksu, ale też erotycznej atmosfery, seksualnego napięcia, gotowości, chęci dania przyjemności, w jakimś stopniu także techniki.

                                                    byl dobry i sie zepsul czy nigdy nie byl dobry? Czy nie zdazyles
                                                    > wyprobowac, bo sie za szybko zakochales?

                                                    Na początku był trochę lepszy. Oboje byliśmy wyposzczeni i dla siebie nowi.
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:23
                                                    bcde napisał:
                                                    > Dla mnie np. bez ograniczeń, nieschematyczny, spontaniczny. To nie tylko kwesti
                                                    > a seksu, ale też erotycznej atmosfery, seksualnego napięcia, gotowości, chęci d
                                                    > ania przyjemności, w jakimś stopniu także techniki.

                                                    Aaaa, rozumiem. A z winem probowaliscie/a raczej po alkoholu:)?

                                                    > Na początku był trochę lepszy. Oboje byliśmy wyposzczeni i dla siebie nowi.

                                                    Czyli wychodzi mi, ze rowzniez Ty troche osiadles na laurach. Tak, bo wlasnie na tym to polega, troszke ponarzekac i poubolewac ale malo sie wysilac. Tez se czasem planuje cuda, co by bylo bardziej rozrywkowo a jak sie robi pozno i przychodzi co do czego.... konczy sie na jakims standardowym numerku;) Moze dlatego, ze wlasnie wydrza sie spontanicznie i bez planowania. Wole meza nie pytac czy mamy "dobry" seks, bo co zrobie jak powie, ze nie:)
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:40
                                                    > Aaaa, rozumiem. A z winem probowaliscie/a raczej po alkoholu:)?

                                                    Jasne. Ale jak ktoś nie umie grać na fortepianie, to po alkoholu też nie zagra etiudy. Poza tym alko nas znieczula i oboje mamy mniej przyjemności.

                                                    > Czyli wychodzi mi, ze rowzniez Ty troche osiadles na laurach. Tak, bo wlasnie n
                                                    > a tym to polega, troszke ponarzekac i poubolewac ale malo sie wysilac.

                                                    Nie. To ja staram się podtrzymać seksualne napięcie i zwyczaje i wprowadzać coś nowego. I zawsze jestem chętny.
                                                  • urquhart Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 08:19
                                                    bcde napisał:

                                                    > > Aaaa, rozumiem. A z winem probowaliscie/a raczej po alkoholu:)?
                                                    >
                                                    > Jasne. Ale jak ktoś nie umie grać na fortepianie, to po alkoholu też nie zagra
                                                    > etiudy. Poza tym alko nas znieczula i oboje mamy mniej przyjemności.

                                                    Ale przełamie zahamowania społeczne i lęki że nie powinna grać na fortepianie , czy że słabo gra żeby przełamać się do nauki
                                                  • wont Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 09:55
                                                    urquhart napisał:

                                                    > bcde napisał:
                                                    >
                                                    > > > Aaaa, rozumiem. A z winem probowaliscie/a raczej po alkoholu:)?
                                                    > >
                                                    > > Jasne. Ale jak ktoś nie umie grać na fortepianie, to po alkoholu też nie
                                                    > zagra
                                                    > > etiudy. Poza tym alko nas znieczula i oboje mamy mniej przyjemności.
                                                    >
                                                    > Ale przełamie zahamowania społeczne i lęki że nie powinna grać na fortepianie ,
                                                    > czy że słabo gra żeby przełamać się do nauki
                                                    >
                                                    ---------------
                                                    Mi się wydaje, ze pewne rzeczy są jednak nie do przeskoczenia. No bo czym jest "dobry seks"? Dobry seks to temperamentny seks. To się albo czuje albo nie. Tak jak z tańcem - albo czujesz muzę zapodawaną przez didżeja i się świetnie bawisz całym sobą albo jej nie czujesz po prostu. Zresztą jest chyba nawet takie powiedzenie (często prawdziwe w obie strony) - jak tańczy tak się rucha :)

                                                    I to nie jest tak, że ktoś jest "dobry w łóżku" koniec kropka. Ktoś, kto jest często oceniany jako "dobry/dobra w łóżku" może być niekompatybilny z kimś innym, nie czuć tego. Ktoś czuje muzykę klubową ale trafia na kogoś kto lubi kankana. No i dupa blada, bo jest niewystarczająco rozciągnięty, żeby podnieść wysoko do góry nogę. Albo ktoś nie czuje wolnego romantycznego tańca-przytulańca z patrzeniem sobie w oczy, bo nie potrafi trzymać łap przy sobie i od razu ściska cycki, tyłek i ociera się kutasem o cipkę. Po prostu trzeba się sobie podobać, mieć podobne temperamenty i nie ma, że "on/ona jest słaby/słaba w łóżku". Przecież to nie fizyka kwantowa :) Ale, podstawowy warunek - trzeba wiedzieć czego się chce i się z partnerem zgrać. Na pewno nie zgra się w łóżku miłośnik piłowania młotem pneumatycznym z szybkością 180 uderzeń na minutę z miłośniczką niskoprężnego dwusuwa o wydajności sześciu wsuwów na minute.
                                                  • urquhart Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 10:18
                                                    Z tańcem podobnie znam osoby co lubią i czują taniec, ale muszą się wstawić bo porównują się do tych najlepszych i wstydzą na trzeźwo wyjść na parkiet jak ich ocenią inni. Po alkoholu to traci znaczenie. Wiara w siebie jest irracjonalna.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:24
                                                    bcde napisał:

                                                    > > A jaki to jest "dobry seks"? Jezeli wolno zapytac.
                                                    >
                                                    > Dla mnie np. bez ograniczeń, nieschematyczny, spontaniczny. To nie tylko kwesti
                                                    > a seksu, ale też erotycznej atmosfery, seksualnego napięcia, gotowości, chęci d
                                                    > ania przyjemności, w jakimś stopniu także techniki.
                                                    >
                                                    > byl dobry i sie zepsul czy nigdy nie byl dobry? Czy nie zdazyles
                                                    > > wyprobowac, bo sie za szybko zakochales?
                                                    >
                                                    > Na początku był trochę lepszy. Oboje byliśmy wyposzczeni i dla siebie nowi.

                                                    No i co teraz? Kochanka? ;-)
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:29
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No i co teraz? Kochanka? ;-)

                                                    No jaka kochanka, kitty a po ch...a mu kochanka. Seks ma. Sama napislas, ze seks to tylko dodatek do calej reszty, ktora musi sie podobac.
                                                    Czasem bywa kiepsko z seksem a potem sie polepsza, tez sie zdarza, albo z braku laku zmienia sie troche oczekiwania i juz szafa gra:)
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:44
                                                    kag73 napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > No i co teraz? Kochanka? ;-)
                                                    >
                                                    > No jaka kochanka, kitty a po ch...a mu kochanka. Seks ma. Sama napislas, ze sek
                                                    > s to tylko dodatek do calej reszty, ktora musi sie podobac.
                                                    > Czasem bywa kiepsko z seksem a potem sie polepsza, tez sie zdarza, albo z braku
                                                    > laku zmienia sie troche oczekiwania i juz szafa gra:)

                                                    Nie no taki zarcik ale cos sie jednak w alfabetycznym lamie, bo przedtem byl taki, hmm inny. Chyba za szybko w to wszedl/ wyglodzony wpadl. Wprawdzie postep jest, bo z eks zona seksu nie bylo w ogole ale kulawy seks to dawanie dupy jest po prostu. Rozumiem go.

                                                    ps ale pamietalas o winku i slusznie :) ja tam po alko jestem szatan, przynajmniej we wlasnym ogladzie, spadam spac, tak sie panicznie zaczelam nudzic po egzaminach, ze chyba przeczytam forum od deski do deski, do jutra ;)
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:42
                                                    > No i co teraz? Kochanka? ;-)

                                                    ???
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:46
                                                    bcde napisał:

                                                    > > No i co teraz? Kochanka? ;-)
                                                    >
                                                    > ???

                                                    Czego szukasz w takim ukladzie? Pogodzony jestes?
                                                  • bcde Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:53
                                                    >Pogodzony jestes?

                                                    Te znaki zapytania to była odpowiedź. Nie jestem pogodzony i nie wiem co robić.
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 16:13
                                                    bcde napisał:

                                                    > >Pogodzony jestes?
                                                    >
                                                    > Te znaki zapytania to była odpowiedź. Nie jestem pogodzony i nie wiem co robić.

                                                    Jak to nie wiesz? Wiesz, bo juz to raz zrobiles ;-) Gorzej jak tak juz bedzie zawsze.
                                                    Zle wybrales, bo byles wyposzczony, pokochales kogos za zwykla chec do dawania dupy, no to dupe teraz masz. Moze jeszcze raz sie zastanow czy nie da sie z niej czegos wiecej wykrzesac? Taka juz jest? A moze nie ma orgazmow? A moze jak mowi Kutuzow nie jestes dla niej 'WOW' tylko bezpieczna przystania na starosc? Czy ona lubi w ogole seks? Moze inaczej: kocha seks? A jak seksu nie ma, masturbuje sie? Lubi swoje cialo? Czy sie czesto dotyka: piersi, wlosow, ect? Jak nie pasujecie, to nie ma sensu, co Ci mam powiedziec, mysl o sobie.
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 14.07.14, 01:21
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Jak to nie wiesz? Wiesz, bo juz to raz zrobiles ;-) Gorzej jak tak juz bedzie z
                                                    > awsze.
                                                    > Zle wybrales, bo byles wyposzczony, pokochales kogos za zwykla chec do dawania
                                                    > dupy, no to dupe teraz masz. Moze jeszcze raz sie zastanow czy nie da sie z nie
                                                    > j czegos wiecej wykrzesac? Taka juz jest? A moze nie ma orgazmow? A moze jak mo
                                                    > wi Kutuzow nie jestes dla niej 'WOW' tylko bezpieczna przystania na starosc? Cz
                                                    > y ona lubi w ogole seks? Moze inaczej: kocha seks? A jak seksu nie ma, masturbu
                                                    > je sie? Lubi swoje cialo? Czy sie czesto dotyka: piersi, wlosow, ect? Jak nie p
                                                    > asujecie, to nie ma sensu, co Ci mam powiedziec, mysl o sobie.

                                                    Ty, a skad on ma to wszystko wiedziec? To moze nawet byc tak, ze ona z seksu z nim clakiem zadowolona jest. jej wystarcza i niekoniecznie wie, ze jemu jest tak sobie.
                                                    Ide spac bo po te dzisiejszej popijawie na Mundialu juz mi sie literki na klawiaturze pier...la;)
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 00:36
                                                    bcde napisał:

                                                    > > No tak ;-) A teraz? Jak sie teraz czujesz? Brakuje Ci czegos?
                                                    >
                                                    > Dobrego seksu. Dobrego, bo niezbyt dobry mam.

                                                    Ja pierdole, no to sobie polepszyles alfabetyczny, trzeba bylo sobie brac jakis konkret a nie zapchaj dziure ;-) No patrz a Kutuzow twierdzi, ze jak pani ladna i chetna to i sie wszystkiego nauczyc w lozku moze, ehe. Wiec jak? A potrafisz zdefiniowac 'dobry seks' albo dac jakis obrazek go?
                                                  • druginudziarz Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:42
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > bcde napisał:
                                                    >
                                                    > > > No tak ;-) A teraz? Jak sie teraz czujesz? Brakuje Ci czegos?
                                                    > >
                                                    > > Dobrego seksu. Dobrego, bo niezbyt dobry mam.
                                                    >
                                                    > Ja pierdole, no to sobie polepszyles alfabetyczny, trzeba bylo sobie brac jakis
                                                    > konkret a nie zapchaj dziure ;-) No patrz a Kutuzow twierdzi, ze jak pani ladn
                                                    > a i chetna to i sie wszystkiego nauczyc w lozku moze, ehe. Wiec jak? A potrafis
                                                    > z zdefiniowac 'dobry seks' albo dac jakis obrazek go?

                                                    Zadziwiasz mnie, czasem jestes przyłóż do rany, a potem znów dr Tekla z Genetiks. Kurde, Kutuzow i tak się już nasłuchał, teraz alfabeta przesłuchujesz na okoliczność, no właśnie czego? szczerości? poczytalności?
                                                  • hello-kitty2 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 01:51
                                                    druginudziarz napisał:

                                                    > Zadziwiasz mnie, czasem jestes przyłóż do rany, a potem znów dr Tekla z Genetik
                                                    > s. Kurde, Kutuzow i tak się już nasłuchał, teraz alfabeta przesłuchujesz na oko
                                                    > liczność, no właśnie czego? szczerości? poczytalności?

                                                    Nagrywam sobie HOT sex, a co tez chcesz go puknac? ;-)
                                                  • druginudziarz Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 02:17
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    >
                                                    > > Zadziwiasz mnie, czasem jestes przyłóż do rany, a potem znów dr Tekla z G
                                                    > enetik
                                                    > > s. Kurde, Kutuzow i tak się już nasłuchał, teraz alfabeta przesłuchujesz
                                                    > na oko
                                                    > > liczność, no właśnie czego? szczerości? poczytalności?
                                                    >
                                                    > Nagrywam sobie HOT sex, a co tez chcesz go puknac? ;-)

                                                    Ale co? masz jeszcze jakieś wolne role w tym wideło? :P
                                                  • sabat.77 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 06:32
                                                    druginudziarz napisał:

                                                    > Zadziwiasz mnie, czasem jestes przyłóż do rany, a potem znów dr Tekla z Genetik
                                                    > s. Kurde, Kutuzow i tak się już nasłuchał, teraz alfabeta przesłuchujesz na oko
                                                    > liczność, no właśnie czego? szczerości? poczytalności?

                                                    Jak się chce wydobyć zeznania, to trzeba być raz złym policjantem a raz dobrym. A czego szuka? Przecież kiedyś napisała. Szuka w mężczyznach wartości. I wychodzi jej ciągle, że ich nie ma.
                                                    Taki jesteś doświadczony a nie znasz natury kusicielki? Ja rozpoznaję ją od razu. To jak z tym księdzem co wkleiła kiedyś filmik. Babka pokazuje księdzu cycki, mówi, że to na poważnie. Ale gdyby ksiądz wyciągnął rękę po cycki, to babka zniknie jak miraż, a on zostanie sam, ze swoim grzechem, złamany i słaby, na pustyni rzeczywistości.
                                                  • druginudziarz Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 13.07.14, 13:19
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > druginudziarz napisał:
                                                    >
                                                    > > Zadziwiasz mnie, czasem jestes przyłóż do rany, a potem znów dr Tekla z G
                                                    > enetik
                                                    > > s. Kurde, Kutuzow i tak się już nasłuchał, teraz alfabeta przesłuchujesz
                                                    > na oko
                                                    > > liczność, no właśnie czego? szczerości? poczytalności?
                                                    >
                                                    > Jak się chce wydobyć zeznania, to trzeba być raz złym policjantem a raz dobrym.
                                                    > A czego szuka? Przecież kiedyś napisała. Szuka w mężczyznach wartości. I wycho
                                                    > dzi jej ciągle, że ich nie ma.
                                                    > Taki jesteś doświadczony a nie znasz natury kusicielki? Ja rozpoznaję ją od raz
                                                    > u. To jak z tym księdzem co wkleiła kiedyś filmik. Babka pokazuje księdzu cycki
                                                    > , mówi, że to na poważnie. Ale gdyby ksiądz wyciągnął rękę po cycki, to babka z
                                                    > niknie jak miraż, a on zostanie sam, ze swoim grzechem, złamany i słaby, na pus
                                                    > tyni rzeczywistości.

                                                    Kurde, wszystko zepsułeś, bo chciałem sprytnie wyciągnąć zeznania.
                                                    A teraz zostanę z niczym jak Himilsbach z angielskim :D
                                                  • kutuzow Motywacja -słowo klucz 13.07.14, 11:19
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No patrz a Kutuzow twierdzi, ze jak pani ladna i chetna to i sie wszystkiego nauczyc w lozku moze, ehe. Wiec jak?

                                                    Kitty,
                                                    Przecież to proste, wszystko zależy od tego czy dana kobieta ma motywację. Może byc tak że seks sam w sobie jest dla niej motywacją -bo temperamentna i seks lubi, a może być tak, że nawet jak jej brak doświadczenia, nie wie co ją kręci, to dany partner/związek jest dla niej motywacją. Inaczej się staramy o partnera z efektem "wow" a inaczej o takiego "nie ten, to będzie inny". Zerknij w swoją przeszłość i oceń sama czy dal wszystkich partnerów starałaś się tak samo?

                                                    Zgadzam się z tym co pisał Urqu o tych tańcach, ważne żeby "trafić" na swój typ. Jak miłośniczka ostrego Techno spotka się z miłośnikiem Tanga Argentyńskiego to i chęć do starania u obu będzie mizerna -bo musieliby wejść mocno w nie swoje klimaty.
                                                    Jeśli zaś spotka się dwoje miłośników Tanga, to nawet jak im to słabo jeszcze wychodzi i się nie "dograli", to będą chcieli ćwiczyć dalej bo to ich wspólne klimaty.
                                                  • druginudziarz Re: Motywacja -słowo klucz 13.07.14, 13:20
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > No patrz a Kutuzow twierdzi, ze jak pani ladna i chetna to i sie wszystki
                                                    > ego nauczyc w lozku moze, ehe. Wiec jak?
                                                    >
                                                    > Kitty,
                                                    > Przecież to proste, wszystko zależy od tego czy dana kobieta ma motywację.

                                                    A jak odrózniasz motywację od przymusu?
                                                  • zawle Re: Motywacja -słowo klucz 13.07.14, 14:12
                                                    Motywacja jest wewnętrzna, przymus zezwnętrzny
                                                  • druginudziarz Re: Motywacja -słowo klucz 13.07.14, 15:10
                                                    zawle napisała:

                                                    > Motywacja jest wewnętrzna, przymus zezwnętrzny

                                                    Zawle, tak rzecze teoria, a w praktyce to ja sam u siebie często nie potrafię odróżnić jednego od drugiego.
                                                    Dlatego stawiam tezę, że motywacja to przymus, który uległ zgrabnej inkorporacji. Pytanie tylko ile mechanizmów obronnych trzeba do tego użyć i czy są z tych wyrafinowanych (+/- bezbolesnych) czy z tych pierwotnych, ostro wypaczających.
                                                  • zawle Re: Motywacja -słowo klucz 13.07.14, 23:06
                                                    druginudziarz napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > Motywacja jest wewnętrzna, przymus zezwnętrzny
                                                    >
                                                    > Zawle, tak rzecze teoria, a w praktyce to ja sam u siebie często nie potrafię o
                                                    > dróżnić jednego od drugiego.
                                                    > Dlatego stawiam tezę, że motywacja to przymus, który uległ zgrabnej inkorporacj
                                                    > i. Pytanie tylko ile mechanizmów obronnych trzeba do tego użyć i czy są z tych
                                                    > wyrafinowanych (+/- bezbolesnych) czy z tych pierwotnych, ostro wypaczających.

                                                    To jest następny etap....internalizacja.....i tak właśnie jest....przymus staje się motywacją:))
                                                  • hello-kitty2 Re: Motywacja -słowo klucz 13.07.14, 16:00
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Kitty,
                                                    > Przecież to proste, wszystko zależy od tego czy dana kobieta ma motywację. Może
                                                    > byc tak że seks sam w sobie jest dla niej motywacją -bo temperamentna i seks l
                                                    > ubi, a może być tak, że nawet jak jej brak doświadczenia, nie wie co ją kręci,
                                                    > to dany partner/związek jest dla niej motywacją. Inaczej się staramy o partnera
                                                    > z efektem "wow" a inaczej o takiego "nie ten, to będzie inny". Zerknij w swoją
                                                    > przeszłość i oceń sama czy dal wszystkich partnerów starałaś się tak samo?

                                                    Lecisz ciagle mitem o polowce pomaranczy, w ktory ja nie wierze, bo lubujesz sie w pomysle o wlasnej wyjatkowosci. Partnerka jest potrzebna do podkreslania jej dlatego musi miec okreslone parametry. Gdyby byla np. starsza to by Cie to obrazalo. Jestes przekonany o swojej wysokiej atrakcyjnosci. To drazni.
                                                  • kag73 Re: Motywacja -słowo klucz 14.07.14, 01:14
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Lecisz ciagle mitem o polowce pomaranczy, w ktory ja nie wierze, bo lubujesz si
                                                    > e w pomysle o wlasnej wyjatkowosci. Partnerka jest potrzebna do podkreslania je
                                                    > j dlatego musi miec okreslone parametry. Gdyby byla np. starsza to by Cie to ob
                                                    > razalo. Jestes przekonany o swojej wysokiej atrakcyjnosci. To drazni.

                                                    No jezeli ktos jest np. 10 lat starszy, niezle ustawiony, ma mieszkanie, samochod, dobrze zarabia, oferuje wygodne zycie to bywa dla niektorych kobiet owszem atrakcyjny.
                                                  • zawle Re: Motywacja -słowo klucz 14.07.14, 01:28
                                                    kag73 napisała: > No jezeli ktos jest np. 10 lat starszy, niezle ustawiony, ma mieszkanie, samoch
                                                    > od, dobrze zarabia, oferuje wygodne zycie to bywa dla niektorych kobiet owszem
                                                    > atrakcyjny.

                                                    Ale to nie o to chodzi. Kutuzow rzeczywiście jest przekonany o własnej wyjątkowości. Hehe..jeden figiel losu.....
                                                  • sabat.77 Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 07:53
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ale to nie o to chodzi. Kutuzow rzeczywiście jest przekonany o własnej wyjątkow
                                                    > ości. Hehe..jeden figiel losu.....

                                                    Jeden figiel losu i każdy z nas traci swoją atrakcyjność dla płci przeciwnej. Czasem to tylko chwila nieuwagi...
                                                    Niemniej - może mówmy o tym co tutaj i teraz.
                                                    Chciałbym Kutuzowa wziąć trochę w obronę, bo chociaż nie jest celebrytą albo milionerem, to w jakimś sensie może być odbierany jako wyjątkowy.
                                                    Zauważ, że mentalnie stoi w całkowitej opozycji do ciepłego, sentymentalnego, targanego emocjami typu mężczyzny, który wywołuje w kobietach niesmak i odrazę. Jego chłodne kalkulacje, życiowa decyzyjność, trzymanie się wyznaczonego kursu - to może i musi imponować. Jest stabilny, zdecydowany, realistyczny i pozbawiony złudzeń. Czy to nie cechy stojące w opozycji wobec mężczyzny łagodnego, wrażliwego, odczuwającego silne emocje i ulegającego im? Demonstruje siłę charakteru, brak wrażliwości i przez to może być pojmowany jako wyjątkowy, bo większości mężczyzn tego brakuje. Są słabi, targani namiętnościami - w nim tego nie widzę.

                                                    Nie piszę tego w nastroju konfrontacyjnym, po prostu nie zgadzam się z opinią, że nie jest wyjątkowy. Może nie rzuca na kolana, ale wyróżnia się zdecydowanie na plus charakterem, swoim panowaniem nad emocjami, których w zasadzie nie da się odczuć w wypowiedziach.
                                                  • zawle Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 08:44
                                                    sabat.77 napisał: > Chciałbym Kutuzowa wziąć trochę w obronę, bo chociaż nie jest celebrytą albo mi
                                                    > lionerem, to w jakimś sensie może być odbierany jako wyjątkowy.

                                                    W jakimś sensie to każdy z nas jest wyjątkowy. Ty wyjątkowo marudliwy, wyjątkowo błyskotliwy itd....

                                                    > Zauważ, że mentalnie stoi w całkowitej opozycji do ciepłego, sentymentalnego, t
                                                    > arganego emocjami typu mężczyzny, który wywołuje w kobietach niesmak i odrazę.
                                                    > Jego chłodne kalkulacje, życiowa decyzyjność, trzymanie się wyznaczonego kursu
                                                    > - to może i musi imponować. Jest stabilny, zdecydowany, realistyczny i pozbawio
                                                    > ny złudzeń.

                                                    Nie będę się rozpisywać ...przypomina mi postać Johna z Melancholii. Kiefer Sutherland ją grał.
                                                  • sabat.77 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 09:20
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie będę się rozpisywać ...przypomina mi postać Johna z Melancholii. Kiefer Sut
                                                    > herland ją grał.

                                                    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/25/Malczewski_melancholia.jpg/1024px-Malczewski_melancholia.jpg
                                                    Dżon to ten siwy, co mięci w rękach czapkię przy oknie? Melancholijny bardzo, przydało by się go posłać do sekcji sportowej...
                                                  • kag73 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 10:47
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Zauważ, że mentalnie stoi w całkowitej opozycji do ciepłego, sentymentalnego, t
                                                    > arganego emocjami typu mężczyzny, który wywołuje w kobietach niesmak i odrazę.
                                                    > Jego chłodne kalkulacje, życiowa decyzyjność, trzymanie się wyznaczonego kursu
                                                    > - to może i musi imponować. Jest stabilny, zdecydowany, realistyczny i pozbawio
                                                    > ny złudzeń. Czy to nie cechy stojące w opozycji wobec mężczyzny łagodnego, wraż
                                                    > liwego, odczuwającego silne emocje i ulegającego im? Demonstruje siłę charakter
                                                    > u, brak wrażliwości i przez to może być pojmowany jako wyjątkowy, bo większości
                                                    > mężczyzn tego brakuje. Są słabi, targani namiętnościami - w nim tego nie widzę

                                                    Skad Ty w ogole bierzesz te opisy i osady/opinie, sabat? Zawsze jakies dziwne skrajnosci. Tendencyjnie to jest tak: faceci maja twarda skorupe, taki niby pancerz na zewnatrz a wewnatrz sa mieccy jak maselko. I ja, nie powiem, lubie to w mezczyznach, w ogole lubie mezczyzn.
                                                    Kutuzow ma swoje strachy, wielu mezczyzn je ma, wielu z nich jednak o nich zapomina i daje sie poniesc emocjom, ryzykuje, bo wiesz dla niektorych "no risk no fun". Czy nie wszyscy szukaja namietnosci? Jest bardzo pozadana, podkreca atmosfere:)
                                                    Ja lubie mezczyn/ludzi elastycznych w mysleniu.
                                                    Kutuzow...hmmm...czy az taki inny jest, oprocz tego, ze w teorii? Inny jest, bo sie boi i sie przezornie chce zabezpieczac i jest przekonany, ze tak sie da, ze te "umowy" zapewnia stabilizacje i urchronia przed rozczarowaniami. Bywaja bojacy sie(moze nieco mniej) ale sie nie zabezpieczajacy. Kutuzow nie chcial malzentwa, chcial konkubinatu a teraz, wychodzi na to, ze jednak sie ozeni. On mowi o kompromisie, chwala mu za to, lubie ludzi gotowych do kompromisow, ale: gdzie tu ten kompromis? On nie chce slubu/malzenstwa i nie chce dzieci. Ona nie chce dzieci(sie nazywa), ale chce slubu. Efekt: bedzie slub!! Pod warunkiem oczywiscie, ze ona nie zechce do wtedy dzieci, bo w takiej sytuacji sie rozstana. A moze to on tutaj gra na jej emocjach, wywiera presje "slub tylko pod warunkiem, ze nie bedziesz chciala dzieci". To jest psychologia, to dziala, zakochana kobieta, ktorej na facecie zalezy nie myslaca na razie o dzieciach powie "OK". Ma to jednak wplyw na jej decyzje o posiadaniu dzieci, ale moze jej sie sie odmiec i co wtedy? Kutuzow sam krytykowal kobiety "szantazujace" mezczyzn: slub/dziecko albo odchodze.
                                                    Chce tutaj tylko pokazac, ze emocje tutaj graja role niesamowita, nie bylby zakochany i przekonany o wyjatkowosci tej pani, to by nadal przy konkubinacie obstawal. A ona rowniez zaangazowana emocjonalnie, podpisze wszystko.
                                                    Tylko krowa nie zmienia pogladow, czasem warto i nalezy je zmieniac.
                                                    A mowic, drogi sabacie, ze ludzie targani emocjami w milosci, to na kazdym polu niedojdy zyciowe, to jest bzdura, zwlaszcza, ze milosc i uczucia miedzyludzkie nie podlegaja "standardowym" analizom, nie da sie ich wyjasnic rozumowo:)
                                                  • kutuzow Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 17:23
                                                    kag73 napisała:

                                                    > To jest psychologia, to dziala, zakochana kobi
                                                    > eta, ktorej na facecie zalezy nie myslaca na razie o dzieciach powie "OK". Ma t
                                                    > o jednak wplyw na jej decyzje o posiadaniu dzieci, ale moze jej sie sie odmiec
                                                    > i co wtedy? Kutuzow sam krytykowal kobiety "szantazujace" mezczyzn: slub/dzieck
                                                    > o albo odchodze.

                                                    Kag, dokładnie to samo.Skoro jedno zdecydowanie nie chce, a drugie zdecydowanie chce, to nie da się tego pogodzić. Ja to widze raczej jak scena z "Wielkiego Błękitu". Skoro gość bardzo pragnął życia wśród delifinów i nie potrafił zrezygnować z tego, to jego partnerka mimo iż go kochała nie chciała go ograniczać, dała mu wolność. Dla niej delifinki to nie był jej świat, dla niego zaś brak delfinków zabierał część radości z życia.

                                                    Pozamieniaj sobie delifinki na dzieci, bohatera na narzeczoną i będziesz miała dość podobną sytuację.

                                                    > Chce tutaj tylko pokazac, ze emocje tutaj graja role niesamowita, nie bylby zak
                                                    > ochany i przekonany o wyjatkowosci tej pani, to by nadal przy konkubinacie obst
                                                    > awal.

                                                    Kag jak sobie zerkniesz do moich postów sprzed kilku lat to zobaczysz że wtedy miałem podejście: "ślub nie ale dzieci kiedyś może tak". Skoro jestem teraz pewien na 100% że dzieci nie chce, to moja oferta brzmiała by: "slub nie, dzieci nie". Dlatego wariant: "Slub tak, dzieci nie" traktuje jako kompromis.

                                                    Dla mnie małżeństwo ma zapewnić bezpieczeństwo mojej partnerki "na starość". Bardziej chodzi o kwestie dziedziczenia i jakiś majątek gdy mnie zabraknie (mężczyźni żyją krócej, plus u nas jest "odpowiednia" różnica wieku -która tak irytuje Kitty ;-)
                                                    O tym już pisałem chyba ze 2 razy.

                                                    Nadal także twierdzę że emocje zazwyczaj są kiepskim doradcą.


                                                    > A mowic, drogi sabacie, ze ludzie targani emocjami w milosci, to na kazdym polu
                                                    > niedojdy zyciowe, to jest bzdura, zwlaszcza, ze milosc i uczucia miedzyludzkie
                                                    > nie podlegaja "standardowym" analizom, nie da sie ich wyjasnic rozumowo:)

                                                    Wiesz, niby się nie da, ale jednak wielu jakimś dziwnym trafem się udaje. Mozna dostrzeć wiele elementów wspólnych w zachowaniu różnych grup ludzi.


                                                    > Kutuzow...hmmm...czy az taki inny jest, oprocz tego, ze w teorii? Inny jest, bo
                                                    > sie boi i sie przezornie chce zabezpieczac i jest przekonany, ze tak sie da, z
                                                    > e te "umowy" zapewnia stabilizacje i urchronia przed rozczarowaniami.

                                                    Kag, gdzie ja pisałem że zależy mi na stabilizacji? Przecież pisałem wprost że OBOJE NIE WIEMY co będzie. Zakładamy OBOJE że możemy się rozstać jeśli temat dziecka jednak wypłynie. Na pewno jednak nie będę rozczarowany. Mogę być smutny, moge mieć złamane serce, ale to że spędziłem kilka cudownych lat u boku fantastycznej kobiety to nie jest powód do bycia rozczarowanym. Licze na to że nam się uda, że będziemy mieli udane życie we dwoje, ale co przyniesie jutro -kto wie. Nie jest to jednak powód do rozczarowania.
                                                    Rozczarowany byłbym wtedy gdybym uległ takim gadkom kobiet jak tutaj na forum "jak kochasz, to powinieneś się zdecydować dla niej na to dziecko" itp. Po czym bym wiódł życie które nie jest dla mnie. Sorry, ale to nie moja bajka.
                                                  • kag73 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 18:31
                                                    Kutuzow, jaCiebienigdzie nienaklaniam do decydowania sie nadzieci i masz prawo ich nie chciedc i nie miec.
                                                    > Kag, gdzie ja pisałem że zależy mi na stabilizacji? Przecież pisałem wprost że
                                                    > OBOJE NIE WIEMY co będzie. Zakładamy OBOJE że możemy się rozstać jeśli temat dz
                                                    > iecka jednak wypłynie. Na pewno jednak nie będę rozczarowany. Mogę być smutny,
                                                    > moge mieć złamane serce, ale to że spędziłem kilka cudownych lat u boku fantast
                                                    > ycznej kobiety to nie jest powód do bycia rozczarowanym. Licze na to że nam się
                                                    > uda, że będziemy mieli udane życie we dwoje, ale co przyniesie jutro -kto wie.
                                                    > Nie jest to jednak powód do rozczarowania.
                                                    > Rozczarowany byłbym wtedy gdybym uległ takim gadkom kobiet jak tutaj na forum "
                                                    > jak kochasz, to powinieneś się zdecydować dla niej na to dziecko" itp. Po czym
                                                    > bym wiódł życie które nie jest dla mnie. Sorry, ale to nie moja bajka.

                                                    Sorry, ale co bedzie jak ona po latach z Tobac, majac np.36 albo 38 lat zapragnie dziecka chociaz majac 30 nie chciala? Bierzesz pod uwage taka mozliwosc? To nie Ty bedziesz rozczarowany, bo Ty dziecka nie chcesz. To ONA bedzie rozczarowana. Czego Wam nie zycze.
                                                  • kutuzow Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 18:36
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Sorry, ale co bedzie jak ona po latach z Tobac, majac np.36 albo 38 lat zapragn
                                                    > ie dziecka chociaz majac 30 nie chciala? Bierzesz pod uwage taka mozliwosc? To
                                                    > nie Ty bedziesz rozczarowany, bo Ty dziecka nie chcesz. To ONA bedzie rozczaro
                                                    > wana. Czego Wam nie zycze.

                                                    Kag,
                                                    Wychodzę z założenia że spotyka się dwoje DOROSŁYCH i odpowiedzialnych ludzi. Dziewczyna wie w co się "pakuje", to nie jest dzierlatka której w głowie zawrócił "starszy pan".
                                                    Dlatego własnie dajemy sobie trochę czasu teraz (przed ślubem), żeby mogła ocenić czy np. po kolejnych 3 latach bycia razem nic się nie zmienia. Nic innego lepszego nie jesteśmy w stanie wymyślić.


                                                  • kag73 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:15
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag,
                                                    > Wychodzę z założenia że spotyka się dwoje DOROSŁYCH i odpowiedzialnych ludzi. D
                                                    > ziewczyna wie w co się "pakuje", to nie jest dzierlatka której w głowie zawróci
                                                    > ł "starszy pan".
                                                    > Dlatego własnie dajemy sobie trochę czasu teraz (przed ślubem), żeby mogła ocen
                                                    > ić czy np. po kolejnych 3 latach bycia razem nic się nie zmienia. Nic innego le
                                                    > pszego nie jesteśmy w stanie wymyślić.

                                                    Kutuzow, ja Tobie tylko po przyjacielsku radze, zebys nie podejmowal radykalnych krokow zamykajacych Ci droge do splodzenia dziecka. Zycie jest pelne niespodzianek. Mozecie oboje zmienic zdanie, mozesz i Ty zapragnac dziecka, moze sie okazac, ze ona tak bardzo go chce, ze bedziesz chcial "zaradzic" a nie bedziesz mogl. Rozumiesz?
                                                  • sabat.77 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:24
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Kutuzow, ja Tobie tylko po przyjacielsku radze, zebys nie podejmowal radykalnyc
                                                    > h krokow zamykajacych Ci droge do splodzenia dziecka. Zycie jest pelne niespodz
                                                    > ianek. Mozecie oboje zmienic zdanie, mozesz i Ty zapragnac dziecka, moze sie ok
                                                    > azac, ze ona tak bardzo go chce, ze bedziesz chcial "zaradzic" a nie bedziesz m
                                                    > ogl. Rozumiesz?

                                                    Cholera... Tego to się nigdy nie wie.
                                                    Pamiętam z dzieciństwa, jak moja ciotka palnęła mi - wtedy może z 13-14 letniemu chłopakowi - prelekcję na temat nie przeziębiania i nie zaparzania genitaliów, bo "jak potem będziesz starszy, i będziesz bezpłodny, to będziesz z tego powodu z rozpaczy wył i po ścianach chodził".
                                                    Kurwa!.. Jak ja bym teraz chciał właśnie realizować ten wariant wycia. chodzenia po ścianach i rozpaczania z powodu mojej bezpłodności :D To jest jednak jakaś pokraczna złośliwość losu.
                                                  • mojemail3 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:28
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Kurwa!.. Jak ja bym teraz chciał właśnie realizować ten wariant wycia. chodzeni
                                                    > a po ścianach i rozpaczania z powodu mojej bezpłodności :D To jest jednak jakaś
                                                    > pokraczna złośliwość losu.

                                                    Nie masz pojęcia o czym piszesz, zupełnie.
                                                    Wyobraz sobie, że jesteś z kobietą swego życia, piękną, zdrową i nie możesz jej dać dziecka, bo masz kiepskie parametry...A ona będzie przechodzić np. bolesną i upokarzającą procedurę IVF albo inne koszmary. Dylematy moralne, też prowadzące często do rozpadu związków, tak samo jak tych co mają dzieci, ale doświadczenia nieporównywalne.
                                                  • kag73 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:37
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Nie masz pojęcia o czym piszesz, zupełnie.
                                                    > Wyobraz sobie, że jesteś z kobietą swego życia, piękną, zdrową i nie możesz jej
                                                    > dać dziecka, bo masz kiepskie parametry...A ona będzie przechodzić np. bolesną
                                                    > i upokarzającą procedurę IVF albo inne koszmary. Dylematy moralne, też prowadz
                                                    > ące często do rozpadu związków, tak samo jak tych co mają dzieci, ale doświadcz
                                                    > enia nieporównywalne.
                                                    No wlasnie. Ja w tym roku poznalam taka parke: on szalenie kasiasty, no konkretna kasa, starszy sporo od niej a ze ma juz dzieci dorosle z pierwszego malzenstwa, wiecej nie chcial, to sie tam kiedys wysterylizowal(czy jak to tam). I teraz jego obecna: seksowna, mloda, fajniutka, koniecznie chce dziecka. I co? I dupa. On nawet poszedl i probowal, bo w 70% mozna przywrocic "dawna forme", ale niestety nie u niego. I owszem sa razem, ale jest to dla niej temat ogromnie bolesny, ona zwyczajnie ma schizy z tego powodu. Przypuszczalnie go kocha i do tego ma kupe siana, bo facet szczodry jest, zasypuje ja prezentami, podroze, cuda, babka nie pracuje. Trudno od takiego odejsc, co nie? Co nie zmienia faktu, ze szczesliwa do konca nie jest, bo dzieciaka by chciala.
                                                  • sabat.77 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:49
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Przypuszczalnie go kocha i do teg
                                                    > o ma kupe siana, bo facet szczodry jest, zasypuje ja prezentami, podroze, cuda,
                                                    > babka nie pracuje. Trudno od takiego odejsc, co nie? Co nie zmienia faktu, ze
                                                    > szczesliwa do konca nie jest, bo dzieciaka by chciala.

                                                    ONA! No właśnie. A co jego to obchodzi? Za parę lat jak wszystko ostygnie, to laska da mu po rogach a on rozstając się z nią będzie się jeszcze cieszył z tego, że nie mógł przywrócić swojej płodności :)
                                                    Niech se rozpacza, za parę lat wymieni ją na młodszy model :P
                                                  • sabat.77 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:43
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Nie masz pojęcia o czym piszesz, zupełnie.
                                                    > Wyobraz sobie, że jesteś z kobietą swego życia, piękną, zdrową i nie możesz jej
                                                    > dać dziecka, bo masz kiepskie parametry...A ona będzie przechodzić np. bolesną
                                                    > i upokarzającą procedurę IVF albo inne koszmary. Dylematy moralne, też prowadz
                                                    > ące często do rozpadu związków, tak samo jak tych co mają dzieci, ale doświadcz
                                                    > enia nieporównywalne.

                                                    Po pierwsze, mam dość wyobraźni, by mieć pojęcie. I zgadzam się, że to generalnie może być koszmarem, ale głównie dla kobiety, która ma imperatyw posiadania potomstwa i panikę w oczach przed tykającym zegarem biologicznym. Mnie osobiście to rybka - nawet pamiętam, że się wtedy z tego śmiałem, powiedziałem jej (taki smarkacz!) że mi by to kompletnie nie przeszkadzało i wcale bym po ścianach nie chodził. To było, że jestem za mały i nie wiem co to życie. :p

                                                    Po drugie - nie wierzę w coś takiego jak kobieta mojego życia. Czegoś takiego po prostu nie ma. Łączymy się często przypadkowo, bo ktoś kogoś znał, ktoś tam kogoś spotkał, poznał nas ze sobą itd. Niby siebie wybieramy, ale i tak z jakieś puli dostępnych ofert. Czasem baaaaaardzo wąskiej puli.

                                                    Po trzecie - nawet jeśli byłoby jak opisujesz, to nasz związek siłą rzeczy opierałby się wciąż na partnerskiej zasadzie. Spłodzenie sobie dziecka (jeszcze gorzej - dzieci) to jak oddane drugiej osobie do ręki batoga, z cichą nadzieją, że jednak nie będzie cię nim chłostać. A nadzieja jest niestety matką głupich.
                                                    Obecnie kobieta z dziećmi ma nad facetem taką samą niesprawiedliwą przewagę jak dawniej zarabiający facet nad niepracującą żoną.
                                                  • mojemail3 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:57
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > I zgadzam się, że to generalnie może być koszmarem, ale głównie dla kobiety, która ma imperatyw posiadania potomstwa i panikę w oczach przed tykającym zegarem biologicznym.

                                                    Taki jesteś tego pewny? Rozmawiałeś z mężczyznami, którzy mają taki problem? Myślisz,że to nie ma wpływu na poczucie własnej wartości i sprawczości??
                                                    z portalu abc zdrowie:
                                                    "(...)Jeżeli chodzi o mężczyzn, raczej niechętnie podchodzą do konieczności poddania się szeregowi badań diagnostycznych, a następnie – leczeniu. Wyniki testów, stwierdzające problem z płodnością właśnie u przedstawiciela „płci brzydszej”, mogą skutkować pojawieniem się u niego urazu psychicznego, obniżenia poczucia własnej wartości, a także uczuciem utraty statusu mężczyzny(...)"

                                                    No i co?

                                                    > Po drugie - nie wierzę w coś takiego jak kobieta mojego życia. Czegoś takiego p
                                                    > o prostu nie ma. Łączymy się często przypadkowo, bo ktoś kogoś znał, ktoś tam k
                                                    > ogoś spotkał, poznał nas ze sobą itd.

                                                    No i co z tego? Nawet kogoś poznanego przypadkiem można okreslic tym mianem: kobiety życia...


                                                    > Spłodzenie sobie dziecka (jeszcze gorzej - dzieci) to jak oddane drugiej osobie do ręki >batoga, z cichą nadzieją, że jednak nie będzie cię nim chłostać.

                                                    Bardzo malownicze, widzę że forum utwierdziło Cię w tych interesujących teoriach, to już rzeczywiście nic się nie da zrobić.Przegrane życie.


                                                  • sabat.77 Re: Na obronę Kutuzowa... 15.07.14, 00:13
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Taki jesteś tego pewny? Rozmawiałeś z mężczyznami, którzy mają taki problem? My
                                                    > ślisz,że to nie ma wpływu na poczucie własnej wartości i sprawczości??

                                                    Ok, może niektórzy mężczyźni mogliby traktować jako problem. Mówiłem o sobie, dla mnie to żaden problem, znam siebie na tyle, żeby móc to mówić.

                                                    > Bardzo malownicze, widzę że forum utwierdziło Cię w tych interesujących teoriac
                                                    > h, to już rzeczywiście nic się nie da zrobić.Przegrane życie.

                                                    Ano przegrane. Ale kiedyś się zemszczę. Jak dożyję ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Na obronę Kutuzowa... 15.07.14, 00:25
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Ano przegrane. Ale kiedyś się zemszczę. Jak dożyję ;)

                                                    Kurcze zyc z kims, zeby sie na nim zemscic? Ciekawe co by powiedziala na to Twoja zona? Moze Ci przejdzie, juz Ci sie nie bedzie chcialo.
                                                  • hello-kitty2 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 23:58
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    Spłodzenie sobie dziecka (jeszcze gor
                                                    > zej - dzieci) to jak oddane drugiej osobie do ręki batoga, z cichą nadzieją, że
                                                    > jednak nie będzie cię nim chłostać. A nadzieja jest niestety matką głupich.
                                                    > Obecnie kobieta z dziećmi ma nad facetem taką samą niesprawiedliwą przewagę jak
                                                    > dawniej zarabiający facet nad niepracującą żoną.

                                                    Nie kobieta z dziecmi ma przewage tylko pieniadz ma przewage, ten kto ma pieniadz ma. Przeciez gdybys mial dobra kase, to zona by Ci mogla skoczyc. Co przewage by miala nad Toba? Jaka niby?
                                                  • sabat.77 Re: Na obronę Kutuzowa... 15.07.14, 00:08
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie kobieta z dziecmi ma przewage tylko pieniadz ma przewage, ten kto ma pienia
                                                    > dz ma. Przeciez gdybys mial dobra kase, to zona by Ci mogla skoczyc. Co przewag
                                                    > e by miala nad Toba? Jaka niby?

                                                    No niby tak. Ale kto w dzisiejszych czasach ma na tyle pieniędzy, żeby żona z roszczeniami alimentacyjnymi mogła go bodnąć? Ledwie garstka. Trzeba patrzeć holistycznie. Poza tym, gdybym miał więcej dochodu, to mogłaby zażądać większych alimentów, więc kółko się zamyka. Ale oczywiście - co do pieniądza masz rację, to on o wszystkim decyduje.
                                                  • hello-kitty2 Re: Na obronę Kutuzowa... 15.07.14, 00:22
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No niby tak. Ale kto w dzisiejszych czasach ma na tyle pieniędzy, żeby żona z r
                                                    > oszczeniami alimentacyjnymi mogła go bodnąć? Ledwie garstka. Trzeba patrzeć hol
                                                    > istycznie. Poza tym, gdybym miał więcej dochodu, to mogłaby zażądać większych a
                                                    > limentów, więc kółko się zamyka. Ale oczywiście - co do pieniądza masz rację, t
                                                    > o on o wszystkim decyduje.

                                                    Zasadniczo ludzie z niskimi dochodami nie powinni miec dzieci wychodzac z zalozenia, ze ich nie stac. A nie myslales, ze nie stac Was na dzieci? Ty zrobiles zwyczajny blad finansowy, jak na moje oko.
                                                    Ostatnio przeczytalam fajny komentarz odnosnie oszczedzania, pozornie idiotyczny: ''Najlepsza metoda oszczedzania jest zwiekszenie dochodu''. Jak masz wiekszy dochod to i tak Cie stac czy chce wiekszych alimentow czy nie.
                                                  • burzowa.kejt Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 18:51
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Sorry, ale co bedzie jak ona po latach z Tobac, majac np.36 albo 38 lat zapragn
                                                    > ie dziecka chociaz majac 30 nie chciala?

                                                    Kag, każdy ma prawo do popełniania własnych błędów i do uczenia się na nich.
                                                    Jak sobie kto pościeli, tak się wyśpi, a świata nie zbawisz.
                                                  • hello-kitty2 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 19:00
                                                    kutuzow napisał:

                                                    plus u nas jest "odpowiednia" różnica wieku -która tak irytuj
                                                    > e Kitty ;-)

                                                    Mnie nie irrytuje roznica wieku (sama bylam w pierwszym i w ostatnim zwiazku z roznica wieku) tylko, ze Ty twierdzisz, ze wtedy mezczyzna starzeje sie ROWNO z kobieta. Dla mnie to bezczelnosc swiadczaca o megalomanii, ktora mnie wkurza po prostu. Nie zgadzam sie z takim twierdzeniem i bede tepic ;)
                                                  • kag73 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 19:13
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Mnie nie irrytuje roznica wieku (sama bylam w pierwszym i w ostatnim zwiazku z
                                                    > roznica wieku) tylko, ze Ty twierdzisz, ze wtedy mezczyzna starzeje sie ROWNO z
                                                    > kobieta. Dla mnie to bezczelnosc swiadczaca o megalomanii, ktora mnie wkurza p
                                                    > o prostu. Nie zgadzam sie z takim twierdzeniem i bede tepic ;)

                                                    Oooo, takie rzeczy! Jestem z Toba, kitty.
                                                    Malo tego, niebezpieczenstwo jest inne: ona ryczaca 40 stka a on ze spadkiem testosteronu po 50 tce np.
                                                  • hello-kitty2 Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 19:25
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Oooo, takie rzeczy! Jestem z Toba, kitty.
                                                    > Malo tego, niebezpieczenstwo jest inne: ona ryczaca 40 stka a on ze spadkiem te
                                                    > stosteronu po 50 tce np.

                                                    Hehe my juz 'ryczymy', czterdziestki, na razie na Kutuzowa ;-)
                                                    (ja te posty po pijaku popelnilam ;) (gratulacje Kag zwyciestwa na Mundialu, zaluzone! ;)
                                                  • kutuzow Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 00:26
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Mnie nie irrytuje roznica wieku (sama bylam w pierwszym i w ostatnim zwiazku z
                                                    > roznica wieku) tylko, ze Ty twierdzisz, ze wtedy mezczyzna starzeje sie ROWNO z
                                                    > kobieta. Dla mnie to bezczelnosc swiadczaca o megalomanii, ktora mnie wkurza p
                                                    > o prostu. Nie zgadzam sie z takim twierdzeniem i bede tepic ;)

                                                    Kitty,
                                                    To jest moje "autorskie" twierdzenie i Ty możesz mieć swoje.
                                                    Ja Ci moge zaprezentować argumenty za moim. Ty spróbuj obronić swoje.

                                                    Jak dla mnie 10 lat (plus minus) jest idealną różnicą wieku.
                                                    Po pierwsze kobiety w większości przypadków wolą facetów starszych od siebie. Statystycznie jest to widoczne.
                                                    Po drugie obie płcie mają inny zestaw cech które biorą pod uwagę przy ocenianiu atrakcyjności partnera długoterminowego.

                                                    U facetów niezależnie od tego czy to związek krótkoterminowy czy długoterminowy URODA partnerki jest na czołowym miejscu. Potem w zależności od rodzaju związku pojawia się np. charakter, system wartości itp.
                                                    O ile u kobiet w przypadku związku krótkoterminowego liczy się także mocno atrakcyjność partnera, o tyle w przypadku poszukiwania partnera długookresowego, lista cech wydłuża się znacznie i atrakcyjność wcale nie jest na pierwszym miejscu. Liczy się pozycja społeczna, zasoby, i wszystko to co wpływa na ew. utrzymanie przyszłej rodziny.

                                                    Gdy partnerka przechodzi z 20 na 30 lat, to jej uroda nie zmienia się znacząco i nadal jest postrzegana jako bardzo atrakcyjna, gdy z 30-tki wchodzi w 40-tkę widać już (statystycznie) spadek atrakcyjności.
                                                    U faceta jest trochę inaczej.
                                                    30-to latek może być postrzegany jako lepszy kandydat do założenia rodziny niż 20-to latek. Choćby dla tego że w dzisiejszych czasach 20-to latek ma przed soba jeszcze kilka ładnych lat studiów (gdzie nie ma realnych możliwości utrzymania rodziny). Nie ma także jeszcze zasobów (chyba że jest bogaty z domu).
                                                    Zmiana z 30-tu na 40-ci nie zmienia aż tak bardzo atrakcyjności faceta. Owszem jego uroda spada, ale u faceta jest to tylko część atrakcyjności. Za to jego pozycja społeczna i zasoby rosną, co niejako niweluje spadek atrakcyjności. U kobiet spadek atrakcyjności fizycznej nie za bardzo ma co niwelować.

                                                    Dlatego uważam że te 10 lat jest najlepszą różnicą chroniąca później po latach przed pokusą wymiany żony na młodszy model.


                                                    Wrzucę Ci fragment ciekawej książki -żebyś nie myslała że to tylko moje wydumania:

                                                    "Mężczyzna czego innego oczekuje od kobiety, z którą chce być stale, a czego innego od przygodnej partnerki

                                                    Niemiecki etnolog Karl Grammer przeanalizował anonse 2638 kobiet imeżczyznwinternetowym serwisie randkowymistwierdził, że mężczyźni o wyższych dochodach szukają młodszych kobiet. Na przykład, mężczyzna zarabiający 10 tys. euro miesięcznie chciał poznać kobietę 5-15 lat młodszą od siebie, a zarabiający 1000 euro miesięcznie - do 5 lat młodszą. Każdy spadek o 1000 euro miesięcznie odpowiadał zmniejszeniu pożądanego wieku kandydatki o rok.

                                                    Kiedy mężczyzna zdecyduje się poświęcić swoje zasoby jednej konkretnej kobiecie, zwiększa swoje szansę znalezienia bardziej wartościowej partnerki, ponieważ atrakcyjne kobiety potrafią domagać się tego, czego pragną, czyli długofalowego zobowiązania ze strony mężczyzny.

                                                    Czy to oznacza, że jeśli jesteś kobietą po pięćdziesiątce, bez wartości reprodukcyjnej, musisz być skazana na samotność? Nie, to znaczy, że starsze kobiety, podobnie jak młodsze, muszą dbać o atrakcyjny wygląd, jeśli chcą pozostać w grze. (...) Młodszy wygląd przyciąga mężczyzn w każdym wieku, nawet jeśli już nie możesz rodzić dzieci, o czym świadczą przykłady Joan Collins, Cher, Ivany Trump czy Madonny.

                                                    Oczywiście kobiety postrzegają takie męskie preferencje jako niesprawiedliwe, bezsensowne i niepoprawne politycznie, ale taka jest rzeczywistość, i nie ma znaczenia, czy ci się to podoba. Kiedy uświadomisz sobie ich źródła oraz że są one zaprogramowane w męskim mózgu, lepiej zrozumiesz zachowania mężczyzn, a tym samym łatwiej będziesz sobie z nimi radzić.

                                                    Co się liczy dla mężczyzn u stałej partnerki:
                                                    1. Osobowość, 2. Atrakcyjność, 3. Inteligencja, 4. Poczucie humoru, 5. Zgrabne kształty.

                                                    Kiedy porównasz to z listą kobiecych preferencji w stosunku do stałego partnera, przekonasz się, że obie są podobne i na obu pierwsze miejsce zajmuje osobowość. Główna różnica polega na tym, że kobiety pragną, żeby mężczyznabył wrażliwy, ameż-czyzna, by kobieta dobrze wyglądała.
                                                    Co zatem kobiety pragną znaleźć u stałego partnera:
                                                    1. Osobowość, 2. Poczucie humoru, 3. Wrażliwość, 4. Inteligencję, 5. Atrakcyjne ciało."


                                                    Allan i Barbara Pease, "Dlaczego mężczyźni pragną seksu, a kobiety potrzebują miłości
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 01:00
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Jak dla mnie 10 lat (plus minus) jest idealną różnicą wieku.
                                                    > Po pierwsze kobiety w większości przypadków wolą facetów starszych od siebie. S
                                                    > tatystycznie jest to widoczne.

                                                    Pierwsza część zdania, założenie pewnej prawidłowości, choć w rzeczywistości taka "idealna" różnica wieku ma przyczynę prostą -skuteczna prokreacja i wychowanie potomstwa.
                                                    Prawidłowość występująca w rzeczywistości- związki są najczęstsze między rówieśnikami, tak naturalnie, spontanicznie.
                                                    A tu proszę badania statystyczne:
                                                    stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/pts/oz_wiadomosci_statystyczne_06_2012.pdf
                                                    > Gdy partnerka przechodzi z 20 na 30 lat, to jej uroda nie zmienia się znacząco
                                                    > i nadal jest postrzegana jako bardzo atrakcyjna, gdy z 30-tki wchodzi w 40-tkę
                                                    > widać już (statystycznie) spadek atrakcyjności.


                                                    Statystycznie widać spadek atrakcyjności???
                                                    A wrzuć mi tu takie badania GUS-u ;-)
                                                    Znalazłam tylko badania o spadku atrakcyjności inwestycyjnej miast...
                                                    Kutuzow, starzenie się nie jest skokowe, chyba,że jakaś ciężka choroba, wypadek itp.
                                                    Kobieta się starzeje systematycznie i widocznie od 25 roku życia, choć wiadomo, każda kobieta ma nieco inne tempo i zasięg tej "utraty atrakcyjności"...

                                                    > Zmiana z 30-tu na 40-ci nie zmienia aż tak bardzo atrakcyjności faceta. Owszem
                                                    > jego uroda spada, ale u faceta jest to tylko część atrakcyjności. Za to jego po
                                                    > zycja społeczna i zasoby rosną, co niejako niweluje spadek atrakcyjności. U kob
                                                    > iet spadek atrakcyjności fizycznej nie za bardzo ma co niwelować.

                                                    O ile zasoby rosną i ta pozycja społeczna...A może być spektakularna plajta finansowa i jeszcze upadek osobowości i charakteru zamiast wzrostu i rozwoju...

                                                    "(...) U kobiet spadek atrakcyjności fizycznej nie za bardzo ma co niwelować(...)" ???

                                                    O tak, jeśli kobietę traktujemy jak starą klacz na sprzedaż, co już nie rodzi, w zawodach nie biega, nawet do jazdy niezdatna,jedynie do rzeżni się nadaje...

                                                    > Dlatego uważam że te 10 lat jest najlepszą różnicą chroniąca później po latach
                                                    > przed pokusą wymiany żony na młodszy model.

                                                    Kutuzow, przed pokusą to najlepiej się ochroni sam wodzony na pokuszenie, siłą swego charakteru, wiesz? To jest największa siła mężczyzny, panować nad sobą...

                                                  • zawle Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 08:40
                                                    mojemail3 napisała: > Pierwsza część zdania, założenie pewnej prawidłowości, choć w rzeczywistości ta
                                                    > ka "idealna" różnica wieku ma przyczynę prostą -skuteczna prokreacja i wychowan
                                                    > ie potomstwa.
                                                    > Prawidłowość występująca w rzeczywistości- związki są najczęstsze między rówieś
                                                    > nikami, tak naturalnie, spontanicznie.

                                                    Ty się mojemail nie kłóć. To njalepsza różnica wieku jest, te 10 lat, bo kutuzow tak ma;)
                                                    A tak na serio....Ty masz swoją najlepszą, ja swoją. Starsi panowie nigdy nie byli dla mnie pociągający. Pamiętam takich z czasów studenckich. Samochód, praca, mieszkanie. Spotykałam się z kilkoma "ustawionymi". Nie byłam w stanie zmusić się się do pocałunku, to było dla mnie bluźniercze....ja piękna i młoda i taki starzec. Kutuzow ma rację w jednym...my się starzejemy zewnętrznie. Widzę drastyczną różnicę w wyglądzie swojego ciała po 40 roku życia. Ale mojemail faceci starzeją się wewnętrznie. Porozglądaj się wokół. Większość naszych rówieśników to mentalne stare dziady. Nic im się nie chce, zero spontana. Młody facet ma w sobie moc- silną i pierwotną. Mnie pociąga ta moc właśnie. To jest męskość.
                                                  • sabat.77 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 09:31
                                                    Najlepsza roznica to jak baba jest duzo starsza. Bycie mlodszym cielesnie moze byc atutem, a w obecnej sytuacji rynkowej to moze byc jeden z niewielu atutow jaki mezczyznom pozostal.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 10:42
                                                    zawle napisała:
                                                    > A tak na serio....Ty masz swoją najlepszą, ja swoją. Starsi panowie nigdy nie b
                                                    > yli dla mnie pociągający. Pamiętam takich z czasów studenckich. Samochód, praca
                                                    > , mieszkanie. Spotykałam się z kilkoma "ustawionymi". Nie byłam w stanie zmusić
                                                    > się się do pocałunku, to było dla mnie bluźniercze....ja piękna i młoda i taki
                                                    > starzec.
                                                    Dokladnie, mam tak samo. O to mi chodzilo piszac tu do sabata, ze nie kazda mloda poleci na bogatego dziada bez wygladu. Do dzis jak widze taka ladna, swiza, mloda ze starym dziadem to serce mi sie kraje i mysle "takie marnotrawstwo".
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:20
                                                    kag73 napisała:
                                                    > O to mi chodzilo piszac tu do sabata, ze nie kazda mlo
                                                    > da poleci na bogatego dziada bez wygladu.

                                                    Kag, pokaż mi JEDNEGO bogatego gościa, który byłby singlem który, nie może znaleźć sobie młodszej partnerki będąc: prezesem dużego banku, aktorem, piosenkarzem, sportowcem (czyli grupa która ma zasoby i status). Daj mi JEDEN przykład i wtedy przyznam Ci rację.

                                                    Bo na razie pisząc w tą drugą stronę "ja to starego ale bogatego bym nie chciała" to jest takie gdybanie. Nie wiesz jak byś zareagowała gdyby nagle pojawił się Nicholson czy Sean Connery. Mogłoby się nagle okazać że oni są tacy młodzieńczy, mają taką charyzmę i charakter że hohoho.
                                                  • sabat.77 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:23
                                                    Mlodosc i witalnosc powinien reprezentowac ten, ktory posiada mniej zasobow.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:36
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, pokaż mi JEDNEGO bogatego gościa, który byłby singlem który, nie może znal
                                                    > eźć sobie młodszej partnerki będąc: prezesem dużego banku, aktorem, piosenkarze
                                                    > m, sportowcem (czyli grupa która ma zasoby i status). Daj mi JEDEN przykład i w
                                                    > tedy przyznam Ci rację.
                                                    No ale jak, skoro wszyscy kogos maja, ale czy wszyscy az tak duzo mlodsze? 2o lat roznicy?
                                                    >
                                                    > Bo na razie pisząc w tą drugą stronę "ja to starego ale bogatego bym nie chciał
                                                    > a" to jest takie gdybanie. Nie wiesz jak byś zareagowała gdyby nagle pojawił si
                                                    > ę Nicholson czy Sean Connery. Mogłoby się nagle okazać że oni są tacy młodzieńc
                                                    > zy, mają taką charyzmę i charakter że hohoho.

                                                    Zaczelo sie od tego, ze jak facet bogaty to nie musi wygladac, wyglad sie nie liczy, wedlug sabata. A moim zdaniem dla wielu kobiet, mlodych kobiet sie jednak liczy. Co nie zmienia faktu, ze sa i takie, ktore na to pojda. Sean Connery to akurat przyklad tych nielicznych do poznej starosci atrakcyjnych fizycznie, moim zdaniem.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:45
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No ale jak, skoro wszyscy kogos maja, ale czy wszyscy az tak duzo mlodsze? 2o l
                                                    > at roznicy?

                                                    Kag, im większy status tym i róznica może być większa.
                                                    Jak facet jest aktorem teatralnym znanym w swoim miescie wąskiem publiczności i jego największy dochód finansowy, jest z udziału w reklamie margaryny, to dostępne partnerki są inne. Gdy zaś jest się Jackiem Nicholsonem, to mimo swoich 77 lat można się spotykać z kobietami w wieku własnych wnucząt.
                                                    Jego ostatnia partnerka to Paz de la huerta. On 77 lat on 29.
                                                    Rożnica trochę więcej niż wspomniane przez Ciebie 20 lat :-)

                                                    www.zimbio.com/Jack+Nicholson/dating
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:02
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Jego ostatnia partnerka to Paz de la huerta. On 77 lat on 29.
                                                    > Rożnica trochę więcej niż wspomniane przez Ciebie 20 lat :-)

                                                    Jasne, on juz ma tyle, 77, ze jest szansa, ze moze niedlugo sie zwinie? Byle do wiosny;
                                                    Wracajac do normalos, sama teraz tez nie chcialbym starszego, wolalabym rownolatka albo nieco mlodszego. Do tego trzeba dodac, ze jak komus rozwla sie malzenstwo/zwiazek i zaczna szukac to wiekszosc sensownych kobiet w jego wieku/nieco mlodszych jest zajeta. Pozostaja mlode, bo one jeszcze nie zdazyly wyjsc za maz. Poza tym rowniez faceci(wiem nie do wiary) miewaja plany rodzinne a mlodsza zapewne jeszcze da potomstwo.
                                                    Hmm, mnie zazwyczaj tez bardziej podobaja sie mlodsi niz starsi ode mnie, bo maja fizyczne atuty. Dlaczego u facetow mialo by byc odwrotnie:)
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:12
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Jasne, on juz ma tyle, 77, ze jest szansa, ze moze niedlugo sie zwinie? Byle do
                                                    > wiosny;

                                                    Kag, argument totalnie od czapy. Nie potrafisz przyznać że faktycznie starzy, ale bogaci bzykają co chcą.
                                                    Od czapy bo:
                                                    a) pewnie nie są małżeństwem i to że on kojtnie toniewiele jej da.
                                                    b) On już przeżył nie jedną z takich kohanek, więc podchodząc do tego w ten sposób laska może się srodze rozczarować.
                                                    c) starasz się jak ognia uniknąć najprostszego wyjaśnienia, że on autentycznie może im się podobać jako "całokształt".

                                                    > Hmm, mnie zazwyczaj tez bardziej podobaja sie mlodsi niz starsi ode mnie, bo ma
                                                    > ja fizyczne atuty. Dlaczego u facetow mialo by byc odwrotnie:)

                                                    Było robione kiedyś badanie. Sprawdzono grupę naprawde bogatych "starszych" kobiet.
                                                    Teza była taka, że skoro młode laski nie mające zasobów wolą starszych facetów od siebie z zasobami, to może te starsze skoro same już mają zasobów od groma będą wolały młodszych (biednych a seksownych).
                                                    Gdy zbadano ich preferencje okazało się że one wola jeszcze starszych i jeszcze bardziej majętnych (od siebie). Po prostu jest to mechanizm który mamy mocno ukształtowany w procesie ewolucji. Pewnie te panie które stawiały na młodego lekkoducha, szybko zostawały bez partnera i jej dzieci(geny) nie przeżywały. Przeżyły i rozmnażały się geny tych które postawiły na zaradnego partnera (zasoby vs uroda).
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:23
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > c) starasz się jak ognia uniknąć najprostszego wyjaśnienia, że on autentycznie
                                                    > może im się podobać jako "całokształt".

                                                    Jasne, za jego osiagnieca, jego zycie. Do tego jest nadzieja, ze taki dziadus to juz tak czesto i gesto nie chce, bo nie wydoli. I teraz w mysl zasady, ktorej dowiedzialam sie od pewnej kobiety z Gran Canaria:
                                                    "Wylaczyc swiatlo, butelka wina, zamknac oczy i do przodu". Inna ze starszego pokolenia: dodawala:" i o ojczyznie myslec". Da sie, da sie!
                                                    W razie potrzeby sa jeszcze inni mezczyzni na boku.

                                                    No sam piszesz, ze babkom o status chodzi, o kase. Zgadza sie, im wiecej ma kasy tym wiecej ma miec facet(w wiekszosci), ale czy to oznacza, ze on jest dla niej bardziej sexy i lepszy w lozku? To juz inna bajka.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:12
                                                    zawle napisała:
                                                    > Ty się mojemail nie kłóć. To njalepsza różnica wieku jest, te 10 lat, bo kutuzo
                                                    > w tak ma;)
                                                    > A tak na serio....Ty masz swoją najlepszą, ja swoją.

                                                    Zawle, przecież ja pisałem jasno, że nie chodzi o szukanie jakiegoś złotego podziału niczym ten w architekturze. Mi chodzi raczej o to, że przy większej różnicy wieku spada ryzyko że z czasem mąż wymieni żonę na młodszy model (w tych związkach gdzie może sobie na to pozwolić), lub tam gdzie nie może, że przestanie ona go kręcić fizycznie i będzie BSwM.

                                                    > Porozglądaj się wokół. Większość naszych rówieśników
                                                    > to mentalne stare dziady.

                                                    Zawle, jak może byc w Polsce inaczej skoro presja na życie rodzinne jest ogromna, czy gość chce czy nie. Siora mi opowiadała iż we Włoszech gdy 30-to latek spotyka się z 30-to latką to rozmawiają o tym jaką wystawę odwiedzili, jak spędzili weekend. Nie ma pytań, o "kiedy ślub, kiedy dzieci itp". W Polsce 30+ bez rodziny i dzieci to jakieś dziwadło i od razu wszyscy chcą się upewnić czy aby nic mu nie jest i czemu jest takim nieudacznikiem.
                                                    Wersja bez dzieci nie przechodzi - zobacz nawet na ten wątek. Nie ma ANI JEDNEGO postu gdzie jakaś kobieta napisałaby, "w sumie fajny pomysł, może Wam się udać żyć po swojemu".
                                                    Nie -to się nie mieści w swiatopoglądzie.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:27
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Zawle, przecież ja pisałem jasno, że nie chodzi o szukanie jakiegoś złotego pod
                                                    > ziału niczym ten w architekturze. Mi chodzi raczej o to, że przy większej różni
                                                    > cy wieku spada ryzyko że z czasem mąż wymieni żonę na młodszy model (w tych zwi
                                                    > ązkach gdzie może sobie na to pozwolić), lub tam gdzie nie może, że przestanie
                                                    > ona go kręcić fizycznie i będzie BSwM.

                                                    A przyszlo Ci do glowy, ze rowniez on moze stac sie dla tej duzo mlodszej nieakrakcyjny fizycznie, przestac krecic? Albo, ze moze miec spadek potencji i nie podola i wymaganiom mlodszej zony nie sprosta?

                                                    > Wersja bez dzieci nie przechodzi - zobacz nawet na ten wątek. Nie ma ANI JEDNEG
                                                    > O postu gdzie jakaś kobieta napisałaby, "w sumie fajny pomysł, może Wam się uda
                                                    > ć żyć po swojemu".
                                                    > Nie -to się nie mieści w swiatopoglądzie.

                                                    To nie prawda jest co piszesz. Pisalam wiele razy, ze kazdy ma prawo zyc jak chce, rowniez bez dzieci mozna byc szczesliwym. I zycze Wam, zeby sie udalo. W watku tamtym chodzi o pokazanie Ci ewntualnych scenariuszy, ktore sa prawdopodobne, zeby sklonic do reflekcji i tak troche skonfrontowac z problemem. Bo faktem jest, ze ludziom czasem brakuje wyobrazni a potem przychodzi zycie. A po to tu jestesmy na forum, kazdy cos przezyl, kazdy cos wie, kazdy ma jakies doswiadczenia i sie nimi dzieli. To chyba nie jest zle.
                                                    Zasada: miec nadzieje na najlepsze ale byc przygotowanym na najgorsze nie jest zla:)

                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:38
                                                    kag73 napisała:
                                                    > A przyszlo Ci do glowy, ze rowniez on moze stac sie dla tej duzo mlodszej nieak
                                                    > rakcyjny fizycznie, przestac krecic? Albo, ze moze miec spadek potencji i nie p
                                                    > odola i wymaganiom mlodszej zony nie sprosta?

                                                    Kag, zamiast pisać jak świat powinien być zbudowany, wolę pisac jek JEST zbudowany.
                                                    Pisałem Ci ze spadek atrakcyjności fizycznej rekompensuje wzrost innych cech u mężczyzny.
                                                    Inaczej taki wspominany tu Niki Lauda czy Stephen Hawking, nie mogliby zmieniać żon jak rękawiczki.

                                                    > To nie prawda jest co piszesz. Pisalam wiele razy, ze kazdy ma prawo zyc jak ch
                                                    > ce, rowniez bez dzieci mozna byc szczesliwym.

                                                    No proszę, wydzwięk postów jest jasny. Od "głupia młódka że się na to godzi", po "będzie jeszcze tego żałować", po najbardziej nautralne "nie wiesz jak to jest bez dzieci" itp.

                                                    > Zasada: miec nadzieje na najlepsze ale byc przygotowanym na najgorsze nie jest
                                                    > zla:)

                                                    Sorry, Kag ale jakieś 50 postów temu pisałem że dokładnie takie mamy podejście. Więc po co te 49 kolejnych postów o tym jak to nie wiemy co robimy było? Nie chodzi mi o Twoje posty, ale ogólnie o wszystkie. Jak pisałem poza Sabatem (i częściowo Rekreativą) nie widzę nikogo kto by napisał, to też jest jakiś sposób na życie, może im się uda. Nie -dziecko w Polsce to coś co TRZEBA MIEĆ, jak się nie ma to nie jest się nawet rodziną (MM wyjaśniałem tu absurdy tak wąskiej definicji słowa rodzina pod katem prawnym).
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:50
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, zamiast pisać jak świat powinien być zbudowany, wolę pisac jek JEST zbudow
                                                    > any. Pisałem Ci ze spadek atrakcyjności fizycznej rekompensuje wzrost innych cech u
                                                    > mężczyzny.Inaczej taki wspominany tu Niki Lauda czy Stephen Hawking, nie mogliby zmieniać żon jak rękawiczki.

                                                    No to Twoje zdanie, ja po sobie patrze a jestem kobieta, zainteresowana seksem kobieta.
                                                    I teraz ten "przecietny" Kowalski to ma takie cuda, oprocz brzucha piwnego, ze rekompensuje spadek potencji i atrakcyjnosci. Bullshit, siedzi z nim baba bo se finansowo na rozstanie pozwolic nie moze/nie moga.
                                                    A Ty mi tu znow z super kasiastymi i slawnymi(ilu ich jest). Jak wtedy z Monika Belucci(czemu nie podales grubej Baski z warzywniaka), takie rzeczy, moj drogi, to w Erze a nie na polskiej ziemi!
                                                    "Nie -dziecko w Polsce to coś co TRZEBA MIEĆ, jak się
                                                    > nie ma to nie jest się nawet rodziną (MM wyjaśniałem tu absurdy tak wąskiej def
                                                    > inicji słowa rodzina pod katem prawnym).

                                                    Moim zdaniem nie wiekszosc ma taki wydzwiek. Nie o to chodzi co TRZEBA MIEC, tylko o to cos sie wszystko w zyciu moze wydarzyc, bez wzgledu na Twoje umowy zabezpieczajace:)
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:06
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No to Twoje zdanie, ja po sobie patrze a jestem kobieta,

                                                    Kag, Sorry ale "patrzenie po sobie" to bezsensowne podejście jeśli chodzi o opisywanie świata.
                                                    Gdybym po sobie patrzył to na świecie dominowaliby kawalerowi 35+, którzy mieliby seksowne partnerki o 10 lat młodsze i seksu po kokardy.
                                                    Przyznasz że ta wizja może się trochę różnić od tej prawdziwej.

                                                    > I teraz ten "przecietny" Kowalski to ma takie cuda,
                                                    Widzisz dlatego warto patrzeć na skrajności że one pozwalają na dostrzeżenie trendu.
                                                    Bo przeciętny "Kowalski" to bierze to co może (wybór ma ograniczony), celebryta sięga po to co "chce" -by wybór ma praktycznie nieograniczony. Dlatego na przykładzie celebrytów dobrze widać jak działa ten mechanizm wraz ze wzrostem zasobów u mezczyzny.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:16
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Bo przeciętny "Kowalski" to bierze to co może (wybór ma ograniczony), celebryta
                                                    > sięga po to co "chce" -by wybór ma praktycznie nieograniczony. Dlatego na przy
                                                    > kładzie celebrytów dobrze widać jak działa ten mechanizm wraz ze wzrostem zasob
                                                    > ów u mezczyzny.

                                                    Kutuzow, idac Twoim tropem: Patrzenie po celebrytach...."Przyznasz że ta wizja może się trochę różnić od tej prawdziwej."
                                                    Co mnie po celebrytach gdy ja wokol siebie mam Kowalskich?
                                                    >
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:35
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Co mnie po celebrytach gdy ja wokol siebie mam Kowalskich?
                                                    > >

                                                    Kag,
                                                    Pisałem Ci, patrzenie "po sobie" nie daje Ci danych poznawczych.
                                                    To tak jak wychodzenie z założenia, że co mnie interesuje Europa, jak ja w Polsce siedze, albo co mnie interesują inne kultury jak ja jestem w tej tutaj.
                                                    Po czym wyjeżdzasz z karju, poznajesz jakiegoś zagraniczniaka i nagle okazuje się że warto znać coś więcej niż swój własny grajdołek.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:43
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Po czym wyjeżdzasz z karju, poznajesz jakiegoś zagraniczniaka i nagle okazuje s
                                                    > ię że warto znać coś więcej niż swój własny grajdołek.

                                                    "Znac" to nie znaczy, ze mnie dotyczy i ze to moje realia.
                                                    Wiec Ty mi gruszek z jablkami nie porownuj, bo albo gadamy o celebrytach albo o normalnych ludziach. Piszesz, ze facet tak bardzo rekompensuje te straty atrakcyjnosci, ale gdzie? Aaa, u celebrytow, ale nie u nas. To co ja se za to moge kupisc;)?
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:53
                                                    kag73 napisała:
                                                    > "Znac" to nie znaczy, ze mnie dotyczy i ze to moje realia.
                                                    Wyjeżdzasz, wychodzisz np. za Araba i nagle zaczyna dotyczyć.

                                                    > Wiec Ty mi gruszek z jablkami nie porownuj, bo albo gadamy o celebrytach albo o
                                                    > normalnych ludziach.

                                                    To jest TO SAMO. Mechanizmy są te same. Tylko jak mówi stare przysłowie "jak się nie ma miedzi to się na d**ie siedzi"

                                                    > Piszesz, ze facet tak bardzo rekompensuje te straty atrak
                                                    > cyjnosci, ale gdzie? Aaa, u celebrytow, ale nie u nas. To co ja se za to moge k
                                                    > upisc;)?

                                                    No własnie jak Kowalski nie ma czym zrekompensować utratę atrakcyjności fizycznej, to sobie może tylko pomarzyć o młódkach. Gdyby jednak wygrał kilka mln w lotto, to nagle ten sam Kowalski miałby zupełnie inną postrzeganą atrakcyjność.
                                                  • sabat.77 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:58
                                                    Kutuzow, ja zdecydowanie popieram twoje zyciowe wybory. Po cichu powiem, ze mi w wielu kwestiach imponujesz. Stales sie tym, kim ja chcialbym zostac, gdyby nie kilka powaznych zyciowych bledow, ktore popelnilem. Bardzo rozsadnie postawiles kwestie dzieci, jesli ich organicznie nie pragniesz, to szybko stalyby sie dla ciebie przeklenstwem...
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:10
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Kutuzow, ja zdecydowanie popieram twoje zyciowe wybory. Po cichu powiem, ze mi
                                                    > w wielu kwestiach imponujesz. Stales sie tym, kim ja chcialbym zostac, gdyby ni
                                                    > e kilka powaznych zyciowych bledow, ktore popelnilem. Bardzo rozsadnie postawil
                                                    > es kwestie dzieci, jesli ich organicznie nie pragniesz, to szybko stalyby sie d
                                                    > la ciebie przeklenstwem...
                                                    Nie mam nic do kutuzowa, ale tak szczerze zapytawszy: co tutaj jest do imponowania?
                                                    To, ze facet nie chce dzieci i tego sie bedzie trzymal? Sabat, gdybys Ty kiedys kategorycznie nie chcial dzieci, to moze tez bys sie tego trzymal. Tego sie nie dowiemy. Ale tak nie bylo, bo albo sie nie zastanawiales, albo nie miales zdania, albo bylo Ci na letnio. Mam nadzieje, ze Twoje dzieci nie sa dla Ciebie "przeklenstwem" i moze chociaz ociupinke ubogacaja Twoje zycie, moze jednak choc troche Ci daly, zabierajac tak wiele.
                                                    A na zakonczenie dodam, ze jak ktos nie umie plywac to mowi, ze za rzadka woda!
                                                  • sabat.77 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:22
                                                    Moze imponowac, bo umie przeforsowac swoja racje. To nie zawsze jest takie proste. Ja sie godzilem na wszystko, chociaz dzieci nie chcialem. Jak zona oznajmila slodkim szczebiotem, ze jest w ciazy to mnie zimno az przeszlo.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:26
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Moze imponowac, bo umie przeforsowac swoja racje. To nie zawsze jest takie pros
                                                    > te.
                                                    Tak? Slubu kategorycznie nie chcial, wiec dlaczego teraz sie bedzie zenil? Aaa, bo laska chce, rozumiem;)
                                                    Wcale mu tego nie biore za zle, to byla moja przepowiednia. Ja lubie takich facetow co ulegaja kobietom, mam do nich slabosc, bo oni maja slabosc do kobiet:)
                                                  • hello-kitty2 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:25
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    > > A przyszlo Ci do glowy, ze rowniez on moze stac sie dla tej duzo mlodszej
                                                    > nieak
                                                    > > rakcyjny fizycznie, przestac krecic? Albo, ze moze miec spadek potencji i
                                                    > nie p
                                                    > > odola i wymaganiom mlodszej zony nie sprosta?
                                                    >
                                                    > Kag, zamiast pisać jak świat powinien być zbudowany, wolę pisac jek JEST zbudow
                                                    > any.
                                                    > Pisałem Ci ze spadek atrakcyjności fizycznej rekompensuje wzrost innych cech u
                                                    > mężczyzny.
                                                    > Inaczej taki wspominany tu Niki Lauda czy Stephen Hawking, nie mogliby zmieniać
                                                    > żon jak rękawiczki.

                                                    Nie masz racji Kutuzow, nie jest tak w prawdziwym zyciu, nie jest tak u mnie. Chyba ze Ty sie porownujesz do VIPow (coraz czesciej mysle, ze tak, Ty na serio sie porownujesz chyba). Jaki WZROST innych cech widzisz u przecietnego mezczyzny miedzy 40 a 50? Bo jak ja patrze na ojca mojego dziecka to on sie nie bogaci juz tylko odwrotnie, coraz ciezej mu znalezc nowa, dobrze platna prace (gdy chcial zmnienic), bo dla pracodawcow w wieku 45 lat jest juz za stary i za drogi w utrzymaniu. Nie wiem jak jest teraz w Polsce ale te 10 lat temu, to we wszyskich ogloszeniach o prace byl warunek ''do 35 roku zycia''. Ty tez raczej nie bedziesz sie bogacil tylko biednial. To o jakim wzroscie mowisz?
                                                    Nie wspomne o kondycji, lysieniu (!!!), chodowli brzucha, zmarszczkach i nicsieniechceniu. Facet po 40 musi zaczac porzadnie o siebie dbac, zeby byc atrakcyjnym dla mlodszej partnerki.
                                                    Juz nawet nie wspomne o problemach z erekcja czy jakims spadkiem potencji (bo tego nie badam akurat, hehe).

                                                    A jak mam byc dosadna: wstawiasz tego Niki Lauda, daj spokoj to potwor jest. Sluchaj ja widzialam slub najgrubszego czlowieka w Meksyku, co go ciezarowa wiezli na wlasny slub. Wziela go normalna babka. To sa ekstremalne przypadki, ktore nalezy odrzucic, a nie budowac na jej podstawie teorie.
                                                    Chyba, ze chcesz powiedziec, ze oni wiedza dlaczego z nimi te mlode kobiety sa ale ich to wali poki je maja i maja z nimi seks. W to to uwierze. W koncu co facet bedzie analizowal czyjas motywacje, jak mu sie mlode uda rozkladaja ;)
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:43
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Chyba ze Ty sie porownujesz do VIPow

                                                    K***a, nie mogę. Pisze wyraźnie po dwa razy, przychodzi kolejna czyta i nie rozumie.
                                                    Pisałem że pokazanie dwóch końców skali pozwala na uchwycenie pewnych trendów.
                                                    O ile u przeciętnego Kowlaskiego Pani Kowalska będzie mówiła że urzekło ją w nim jego poczucie chumoru i milion dwieście innych cech, które nie dadzą nam żadnych danych statystycznych, to wraz ze wzrostem statusu zaczynamy dostrzegać trendy. Im większy status partnera tym młodsza partnerka jest poszukiwana. u VIP-ów jest to widoczne najbardziej dosadnie -rzekłbym że razi po oczach.
                                                    Razi tak mocno, że aż koleżanki forumowe nie chcą przyznać że owszem taki trend ma miejsce odkręcają kota ogonem jak mogę (Kag tutaj jest mistrzynią w wątku z Nicholsonem).

                                                    To że ja sam mam młodszą partnerkę, jest efektem tego że nie spieszyłem się z małżeństwem. Gdybym się pospieszył to pewnie najpierw wpadłbym w tabelkę "pierwszych związków" gdzie różnica wieku jest niewielka, a potem wpadłbym do drugiej tabelki ze statystykami rozwodników którzy to szukają już młodszych.

                                                    > To sa ekstremalne przypadki, ktore
                                                    > nalezy odrzucic, a nie budowac na jej podstawie teorie.

                                                    Nie to nie są ekstremalne przypadki, zobacz po aktorach i sportowcach, praktycznie każdy ma na koncie rozwód i kolejna partnerka jest znacznie młodsza. Wyjątkiem w tej grupie są te związki gdzie są równolatkowie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 13:00
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > K***a, nie mogę. Pisze wyraźnie po dwa razy, przychodzi kolejna czyta i nie roz
                                                    > umie.
                                                    > Pisałem że pokazanie dwóch końców skali pozwala na uchwycenie pewnych trendów.
                                                    > O ile u przeciętnego Kowlaskiego Pani Kowalska będzie mówiła że urzekło ją w ni
                                                    > m jego poczucie chumoru i milion dwieście innych cech, które nie dadzą nam żadn
                                                    > ych danych statystycznych, to wraz ze wzrostem statusu zaczynamy dostrzegać tre
                                                    > ndy. Im większy status partnera tym młodsza partnerka jest poszukiwana. u VIP-ó
                                                    > w jest to widoczne najbardziej dosadnie -rzekłbym że razi po oczach.
                                                    > Razi tak mocno, że aż koleżanki forumowe nie chcą przyznać że owszem taki trend
                                                    > ma miejsce odkręcają kota ogonem jak mogę (Kag tutaj jest mistrzynią w wątku z
                                                    > Nicholsonem).

                                                    > > To sa ekstremalne przypadki, ktore
                                                    > > nalezy odrzucic, a nie budowac na jej podstawie teorie.
                                                    >
                                                    > Nie to nie są ekstremalne przypadki, zobacz po aktorach i sportowcach, praktycz
                                                    > nie każdy ma na koncie rozwód i kolejna partnerka jest znacznie młodsza. Wyjątk
                                                    > iem w tej grupie są te związki gdzie są równolatkowie.

                                                    Nie, nie rozumiem tylko sie nie zgadzam. To co widzisz u celebrytow to NIE sa trendy tylko ODJEBY, odpaly zwyczajne.

                                                    Podalam Ci przyklad mojego partnera. Podalam Ci przyklad Twoj. W obu przypadku wzrostu cech rekompensujacych (mlodszej partnerce) utrate atrakcyjnosci fizycznej po 40stce nie ma i nie bedzie. Wiec moze zejdz na ziemie zamiast ekscytowac sie koncami skali, a jeszcze lepiej idz i wykup sobie karnet na silownie albo jeszcze dzisiaj zacznij biegac ;-)
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 13:30
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie, nie rozumiem tylko sie nie zgadzam. To co widzisz u celebrytow to NIE sa t
                                                    > rendy tylko ODJEBY, odpaly zwyczajne.

                                                    Rozumiem że większość: aktorów, piosenkarzy, sportowców, artystów, biznesmenów, polityków to odjeby wg Ciebie. Chcesz pokazać że ONI się mylą, a to Ty Kitty masz rację.


                                                    > Podalam Ci przyklad mojego partnera. Podalam Ci przyklad Twoj. W obu przypadku
                                                    > wzrostu cech rekompensujacych (mlodszej partnerce) utrate atrakcyjnosci fizyczn
                                                    > ej po 40stce nie ma i nie bedzie. Wiec moze zejdz na ziemie zamiast ekscytowac
                                                    > sie koncami skali, a jeszcze lepiej idz i wykup sobie karnet na silownie albo j
                                                    > eszcze dzisiaj zacznij biegac ;-)

                                                    Kitty, skoro chcesz analizować prywatne przypadki nie mam nic przeciwko. To, że Twój partner nie rekompensuje utraty swej atrakcyjności związanej z wiekiem, wzrostem zasobów (o czym pisałaś post wczesniej) może być własnie przyczyną dla czego on Cię nie kreci. Nie zastanawiałaś się nad tym?
                                                    Jak sama pisałaś na forum, wspiera Cię on przy wychowywaniu syna. Jest więc atrakcyjnym partnerem na ojca (partner długoterminowy), ale zbyt mało atrakcyjnym na kochanka. Sama widzisz, że zasoby są jednak istotne. Gdyby on ich nie miał, to nie byłby atrakcyjny nawet jako ojciec (nie byłby w stanie Ci pomagać).

                                                    Co do mojego przypadku - o mnie nie musisz się martwić, uwierz mi że daje sobie radę doskonale w pojedynkę.




                                                  • hello-kitty2 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 13:44
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > Nie, nie rozumiem tylko sie nie zgadzam. To co widzisz u celebrytow to NI
                                                    > E sa t
                                                    > > rendy tylko ODJEBY, odpaly zwyczajne.
                                                    >
                                                    > Rozumiem że większość: aktorów, piosenkarzy, sportowców, artystów, biznesmenów,
                                                    > polityków to odjeby wg Ciebie. Chcesz pokazać że ONI się mylą, a to Ty Kitty m
                                                    > asz rację.

                                                    Nie oni to odjeby, tylko ich wymiany partnerek na mlodsze modele to odjeby sa, tak samo jak posiadanie mlodszych kochanek zreszta. Stac ich na to wiec sobie na odjeb pozwalaja.

                                                    > Kitty, skoro chcesz analizować prywatne przypadki nie mam nic przeciwko. To, że
                                                    > Twój partner nie rekompensuje utraty swej atrakcyjności związanej z wiekiem, w
                                                    > zrostem zasobów (o czym pisałaś post wczesniej) może być własnie przyczyną dla
                                                    > czego on Cię nie kreci. Nie zastanawiałaś się nad tym?
                                                    > Jak sama pisałaś na forum, wspiera Cię on przy wychowywaniu syna. Jest więc atr
                                                    > akcyjnym partnerem na ojca (partner długoterminowy), ale zbyt mało atrakcyjnym
                                                    > na kochanka. Sama widzisz, że zasoby są jednak istotne. Gdyby on ich nie miał,
                                                    > to nie byłby atrakcyjny nawet jako ojciec (nie byłby w stanie Ci pomagać).
                                                    >
                                                    > Co do mojego przypadku - o mnie nie musisz się martwić, uwierz mi że daje sobie
                                                    > radę doskonale w pojedynkę.

                                                    Ja po prostu chcialam Ci pokazac, ze pomnazanie zasobow nie odbywa sie w nieskonczonosc. Wiec ciagle rekompensowanie nie jest mozliwe, chyba, ze spotykaja sie i zwiaza osoby z tak skrajnych skal dochodow jak Tajka i Holender, to to moze i cale zycie dzialac. Albo jest jeszcze cos innego co wiaze i lepi ich do siebie silniej niz te rekompensacje.

                                                    Ja Ci zycze jak najlepiej.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 13:55
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Nie oni to odjeby, tylko ich wymiany partnerek na mlodsze modele to odjeby sa,
                                                    > tak samo jak posiadanie mlodszych kochanek zreszta. Stac ich na to wiec sobie n
                                                    > a odjeb pozwalaja.

                                                    Czyli rozumiem że Ty masz moralne prawo oceniać co jest "normalne" i "po Bożemu", a jakie zachowanie to "odjeb".

                                                    > Ja po prostu chcialam Ci pokazac, ze pomnazanie zasobow nie odbywa sie w niesko
                                                    > nczonosc. Wiec ciagle rekompensowanie nie jest mozliwe, chyba, ze spotykaja sie
                                                    > i zwiaza osoby z tak skrajnych skal dochodow jak Tajka i Holender, to to moze
                                                    > i cale zycie dzialac. Albo jest jeszcze cos innego co wiaze i lepi ich do siebi
                                                    > e silniej niz te rekompensacje.
                                                    >
                                                    > Ja Ci zycze jak najlepiej.

                                                    Kitty, to pomnażanie zasobów jest ważne przy ew. kolejnym związku. Bo wtedy te większe zasoby rekompensują różnice wieku. Gość może wspomniane 2 lata róznicy w wieku exmałżonki zamienić na 10 z nową partnerką.

                                                    Jeśli mówimy o tym samym związku, to z jednej strony nie następuję aż taki wzrost zasobów mężczyzny (rekompensujący utratę jego atrakcyjności fizycznej), ale z drugiej strony następuje z czasem także spadek atrakcyjności kobiety, więc oboje nadal są dla siebie tak samo atrakcyjni.
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 14:23
                                                    "Jeśli mówimy o tym samym związku, to z jednej strony nie następuję aż taki wzrost zasobów mężczyzny (rekompensujący utratę jego atrakcyjności fizycznej), ale z drugiej strony następuje z czasem także spadek atrakcyjności kobiety, więc oboje nadal są dla siebie tak samo atrakcyjni."

                                                    No wiec o co kaman? Bo dyskusje zaczaels od tego, ze 10 lat to roznica idealna, bo inaczej partnerka nieatrakcyjna sie robi i on se nowej poszuka. To mam szanse, ze mnie rownoletek nie wymieni na mlodszy model czy nie mam?
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 14:38
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No wiec o co kaman? Bo dyskusje zaczaels od tego, ze 10 lat to roznica idealna,
                                                    > bo inaczej partnerka nieatrakcyjna sie robi i on se nowej poszuka. To mam szan
                                                    > se, ze mnie rownoletek nie wymieni na mlodszy model czy nie mam?

                                                    Idealna dla nas. tj oboje odbieramy się jako atrakcyjni dla siebie nawzajem.
                                                    Gdybym jednak się ożenił w wieku lat np. 22 z równolatką, to teraz byłbym jednym z tych co mają "młodszy model".

                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 14:49
                                                    kutuzow napisał: n
                                                    > Idealna dla nas. tj oboje odbieramy się jako atrakcyjni dla siebie nawzajem.
                                                    > Gdybym jednak się ożenił w wieku lat np. 22 z równolatką, to teraz byłbym jedn
                                                    > ym z tych co mają "młodszy model".

                                                    A ciekawe skad ta pewnosc, ze bys wyminil?
                                                    Czyli idelane jest to co dla kogo indiwidulanie jest atrakcyjne, moj maz i ja tez bylismy dla siebie atrakcyjni, chyba nadal jestesmy, bez roznicy wieku. I nie sadze, ze to wiek o tej atrakcyjnosci decydowal.
                                                    A co przyniesie zycie to inna para kaloszy. Fundamenty sa wazne.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:06
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A ciekawe skad ta pewnosc, ze bys wyminil?
                                                    > Czyli idelane jest to co dla kogo indiwidulanie jest atrakcyjne, moj maz i ja t
                                                    > ez bylismy dla siebie atrakcyjni, chyba nadal jestesmy, bez roznicy wieku. I ni
                                                    > e sadze, ze to wiek o tej atrakcyjnosci decydowal.
                                                    > A co przyniesie zycie to inna para kaloszy. Fundamenty sa wazne.

                                                    Może to partnerka Kutuzowa by wymieniła, niekoniecznie na nowszy model, ale...na inny;-)
                                                    Tak swoją drogą ile macie w otoczeniu przykładów wymiany partnerek na młodszy model?
                                                    I czy panowie po 40 tce są tacy atrakcyjni??? Pod jakim względem?
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:19
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Może to partnerka Kutuzowa by wymieniła, niekoniecznie na nowszy model, ale...n
                                                    > a inny;-)
                                                    > Tak swoją drogą ile macie w otoczeniu przykładów wymiany partnerek na młodszy m
                                                    > odel?

                                                    Zaraz ci Kutuzow napisze, ze Kowalscy nie wymienaja, bo im nie starcza zasobow, o ktorych na poczatku jeszcze mowil, ze nagromadzili i dlatego sa atrakcyjni a podstarzale zony rownolatki juz nie:)

                                                    > I czy panowie po 40 tce są tacy atrakcyjni??? Pod jakim względem?

                                                    Hmm, bywa pewnie roznie, w wiekszosci cudow nie ma, z kobietami tez roznie. To geny, styl zycia, kwestia waznosci wygladu.
                                                    Dlatego ja obstaje przy swoim: jak ludzie zadowoleni z zycia razem, w lozku jeszcze sie dzieje i jest milosc i przywiazanie...szafa gra.
                                                    Panowie po 40 stce natomiast single? Hmm, nie wiem, tez moze zalezy. Czesto maja jakies swoje felery, dlatego jeszcze sa singlami. Kasa moze przekonac co niektore kobiety ale "ile by tej kasy mialo byc?" Moze sie i znalezc atrakcyjny fizycznie po 40 tce, ale czy koniecznie zechce go 25 tka? Jak dla mnie przecietny facet po 40 moze miec sznase u przecietnej 40 stki.


                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:21
                                                    kag73 napisała:
                                                    > A ciekawe skad ta pewnosc, ze bys wyminil?

                                                    Bo nie jestem z równolatką z którą byłem, a teraz mam młodszą. To chyba proste.

                                                    > Czyli idelane jest to co dla kogo indiwidulanie jest atrakcyjne,

                                                    Z tym się zgodzę.
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:24
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Bo nie jestem z równolatką z którą byłem, a teraz mam młodszą. To chyba proste.

                                                    Proste ale nie przekonywujace.
                                                    I powodem byl wiek? Czy brak seksu, niedopasowanie charkterow, inny poglad na swiat, inne priorytety?
                                                    tez nie jestem juz ze starszym, z ktorym bylam ale jestem od lat z rownolatkiem.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:32
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Proste ale nie przekonywujace.
                                                    > I powodem byl wiek? Czy brak seksu, niedopasowanie charkterow, inny poglad na s
                                                    > wiat, inne priorytety?

                                                    Wszystko po kolei. Zobacz jednak że gdyby wiek nie był istotny to szukałbym wśród swoich rówieśniczek -czyli mógłbym przebierać w zdesperowanych singielkach 35+ :-) (byłoby idealnie te 2 lata różnicy)

                                                  • urquhart Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:40
                                                    Uogólnienia na swoim czy przykładzie są podobnie niebezpieczne jak wypieranie tego co obniża samoocene :)
                                                    Dlatego warto odnosić się np. do badań łączenia się par D. Bussa w różnych społeczeństwach...
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:55
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Uogólnienia na swoim czy przykładzie są podobnie niebezpieczne jak wypieranie t
                                                    > ego co obniża samoocene :)
                                                    > Dlatego warto odnosić się np. do badań łączenia się par D. Bussa w różnych społ
                                                    > eczeństwach...
                                                    Ludzie zazwyczaj jada na swoich przykladach albo na przykladach sasiadow, znajomych, przypadkow jakie znaja.

                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:53
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Wszystko po kolei. Zobacz jednak że gdyby wiek nie był istotny to szukałbym wśr
                                                    > ód swoich rówieśniczek -czyli mógłbym przebierać w zdesperowanych singielkach 3
                                                    > 5+ :-) (byłoby idealnie te 2 lata różnicy)
                                                    Ano o tym mowie, gdyby nie to "wszystko po kolei" to i wiek by nie przeszkadzal, moim zdaniem. Faceci wymieniajcy na mlodszy model maja czesto inny problem niz wiek partnerki. Kutuzow, Ty jestes czlowiekiem kalkulacji a zatem siadles i pomyslales: "mam 37, zasobow nagromadzilem, co/kogo moge za to dostac? Mlodsza lepsza, atrakcyjniejsza fizycznie, do tego zasoby doceni, bo sama ma mniej, tym bardziej, ze te singielki 35+ to albo do niczego("zdesperowane" i zapewne dziecka chca, Kutuzow nie) albo za wysokie progi, bo zasobow maja tyle co i ja sam, czyli nie zaimponuje.
                                                    A w przypadku innych panow, juz w zwiazkach/malzenstwach, ktorzy zazwyczaj nieco mlodsi byli wiazac sie, decydowali inaczej, nie musi sie pojawic potrzeba wymiany na mlodsza, bo juz wszystko maja/mieli te mloda i wiecej im do szczescia nie potrzeba, sa spelnieni. Przyklad: Marek, wybral raz a dobrze a ze jest inzynierem z prawdziwego zdarzenia wie: Co sprawdzone i dziala sie nie wymienia.
                                                    Krotko: szczesliwy, spelniony facet nie ma potrzeby wzmiany na mlodszy model. Takie jest moje zdanie. Owszem moga byc to cechy osobnicze, jak chodzenie w bok, ale normy bym z tego nie robila.


                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 16:48
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Ano o tym mowie, gdyby nie to "wszystko po kolei" to i wiek by nie przeszkadzal
                                                    > , moim zdaniem.

                                                    Tego nie wiem i się nie dowiem (tamten związek się skończył). To co wiemy zaś to fakt, że obecnie mogłem wybrać sobie atrakcyjną młodszą partnerkę (najlepszą z dostępnych) i z tego skorzystałem.

                                                    >Ty jestes czlowiekiem kalkulacji a zatem siadles i p
                                                    > omyslales:
                                                    Kag, możesz się nabijać, ale wszystkie singielki 35+ omijałem szerokim łukiem.
                                                    Skoro mogę mieć młodą i energiczną kobietę, która idealnie uzupełnia moje chłodne spojrzenie na świat (uzupełniamy się tutaj), to po co miałbym brać sobie na głowę marudzacą, 35+ (niby ta moja grupa równolatek). Nie musiałem niczym imponować tym 35+, bo one mnie nie interesowały. Jeśli mam się starać żeby zaimponować kobiecie, to jasne że wybiorę tą atrakcyjniejszą, skoro poziom starania jest ten sam.

                                                    > ... nie musi sie pojawic potrzeba wym
                                                    > iany na mlodsza, bo juz wszystko maja/mieli te mloda i wiecej im do szczescia n
                                                    > ie potrzeba, sa spelnieni.

                                                    To jest niesamowite u kobiet. Jak chodzi o jakieś pierdy w stylu ubranie, torebki, buty czy aranżacja wnętrz, to argument typu: "jest stare, kiedyś było nowe, wymiana do szczęścia jest nie potrzebna" jakoś nie przemawia. Ciągle chcą nowych rzeczy, nowego wystroju itp.
                                                    Jak facetowi to mu "stare" ma wystarczyć do śmierci bo wymiana jest niepotrzebna.
                                                    Napisz mi proszę że to nie jest myslenie życzeniowe.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 17:32
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > To jest niesamowite u kobiet. Jak chodzi o jakieś pierdy w stylu ubranie, toreb
                                                    > ki, buty czy aranżacja wnętrz, to argument typu: "jest stare, kiedyś było nowe,
                                                    > wymiana do szczęścia jest nie potrzebna" jakoś nie przemawia. Ciągle chcą nowy
                                                    > ch rzeczy, nowego wystroju itp.
                                                    > Jak facetowi to mu "stare" ma wystarczyć do śmierci bo wymiana jest niepotrzebna.
                                                    > Napisz mi proszę że to nie jest myslenie życzeniowe.

                                                    Kutuzow, załamałam się...Poczułam się jak stara torba, z którą ktoś musi być całe życie,a przecież tyle nowych zgrabnych torebeczek jest na świecie...
                                                    Co za tragikomedia i wszystko pięknie podparte teoryjkami o doborze naturalnym;-)

                                                    Czy naprawdę większość mężczyzn tak myśli, czysto instrumentalnie i użytkowo o kobietach? Jak o nowym samochodzie???

                                                    Nie, na pewno nie, staram się nie tracić wiary...

                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 17:41
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Kutuzow, załamałam się...Poczułam się jak stara torba, z którą ktoś musi być ca
                                                    > łe życie,a przecież tyle nowych zgrabnych torebeczek jest na świecie...

                                                    Widzisz, jak dałem intrygujący przykład to zmusił do zastanowienia/skrytykowania.
                                                    Nie chodzi mi o to że kobiety sa jak te stare torebki/buty. Tylko o myślenie życzeniowe które zaprezentowała Kag. Ci mężczyźni mieli już kiedyś młodą, to niech się cieszą starą. Bo przecież czemu niby mieliby chcieć jakiś zmian.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 17:50
                                                    kutuzow napisał:


                                                    > Nie chodzi mi o to że kobiety sa jak te stare torebki/buty. Tylko o myślenie ży
                                                    > czeniowe które zaprezentowała Kag. Ci mężczyźni mieli już kiedyś młodą, to niec
                                                    > h się cieszą starą. Bo przecież czemu niby mieliby chcieć jakiś zmian.

                                                    Kutuzow, no właśnie mieli już młodą, np. ja też komuś oddałam swoją młodość, zdrowie, energię, entuzjazm...
                                                    Teraz pomyśl, kobiety też tak mogą myśleć, a niby dlaczego cieszyć się starym mężem???
                                                    To taki miód, stary chłop? Zgryzota i utrapienie najczęściej ;-)

                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:00
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Teraz pomyśl, kobiety też tak mogą myśleć, a niby dlaczego cieszyć się starym m
                                                    > ężem???
                                                    > To taki miód, stary chłop? Zgryzota i utrapienie najczęściej ;-)

                                                    Przecież nikt nikogo nie trzyma "za karę". Jak taka kula u nogi to można się rozstać i zostać samemu lub szukać młodszego.
                                                    Poza tym jeśli już przy tym jesteśmy wyniki które kiedyś wklejał Urqu pokazują że tylko coś ok 1/5 kobiet nadal czuje pociąg do swego męża po kilkunastu latach mełzeństwa.

                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:13
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Poza tym jeśli już przy tym jesteśmy wyniki które kiedyś wklejał Urqu pokazują
                                                    > że tylko coś ok 1/5 kobiet nadal czuje pociąg do swego męża po kilkunastu latac
                                                    > h mełzeństwa

                                                    No to jestem w tej 1/5 tej, choć nie tylko ja się nieco zmieniłam od 17 lat...
                                                    No i różnie bywało, czasem baaaardzo ciężko, dzisiaj przy porządkach natknęliśmy się na teczkę moich badań itp. niby dawno to było, ale przypomniało mi się,że " na złe" też trzeba było przeżyć.

                                                    Jak piszesz " nikt nikogo nie trzyma za karę" to jakbyś nie miał pojęcia, na czym polega małżeństwo. No bo nie masz pojęcia, a wydaje Ci się,że będzie tak samo...Nie będzie.
                                                  • urquhart Co może dać 40 latek, co może dać 40 latka??? 15.07.14, 20:50
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Jak piszesz " nikt nikogo nie trzyma za karę" to jakbyś nie miał pojęcia, na cz
                                                    > ym polega małżeństwo. No bo nie masz pojęcia, a wydaje Ci się,że będzie tak sam
                                                    > o...Nie będzie.

                                                    W sumie nie mam takich emocji w temacie żeby się udzielać, ale chciałbym to spiąć z innymi opisywanymi tu mechanizmami relacji męsko-damskich.
                                                    I co obserwuję kiedy 40 latek rzuca żonę dla innej? Zafiksowanie starej żony na domu i dzieciach i zachwyt i podziw w oczach nowej partnerki jaki fajnego niedoceniony faceta udało się uratować z rąk starej jędzy kóra widzała w nim woła pociągowego a nie człowieka, a on ma czas i środki żeby pokazywać jej świat i na nowo przygody i doznania. :)
                                                    A docenienie i podziw jest dla mężczyzn największym afrodyzjakiem co nakręca atmosferę bardziej moim zdaniem niż to wymieniane młode ciało.
                                                    Co w związkach gdy kobieta jest starszą? Ona przejmuje inicjatywę jako coguar, w przypadkach jakie znam jest bardzo aktywna seksualnie a w oczach tego młodszego widzę uwielbienie że wreszcie jest z kobietą która pokazała mu życie z najlepszej strony.
                                                    No ale zaraz nie kazdy 40 latek i latka ma ta energię, aktywnośc, motywację, poczucie wartości która jest do tego warunkiem koniecznym niewystarczającym. Nie ci co myślą o wygodnych kapciach piżamce i telewizorze po pracy a oczekiwania wyzwań projektują jedynie na potomstwo...

                                                    W zalinkowanym artykule o nadmiarze singielek w Polsce, jest jak wół że mężczyźni obawiają się masowo aktywności w stosunku do równolatek, niepewni niezdefiniowanych męskich rolach boją się odrzucenia.
                                                    Ja to pogodzić z oczekiwaniem postulowanym przez TwojąBoginie i powszechnym wśród kobiecych kobiet (któych mimo większości w społeczeństwie mamy tu chyba 1 sztukę na forum i to nieskorą do zwierzeń Jesod?) mężczyny doświaczonego kochanka rozbudzającego kobietę?
                                                    Ano jeżeli będzie dużo bardziej doświadczony to i najczęściej dużo starszy.
                                                    Albo drugie wyjście jego rolę przejmie kobieta też doświadczona która dobrze wie czego chce w związku, no imamy miejsce dla 40-tek którym niektórym skacze libido w tym wieku tak że rówieśnicy nie są jej w stanie sprostać żeby machnąć parę numerków dzikich i namiętnych jednej nocy :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 19:46
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Kutuzow, załamałam się...Poczułam się jak stara torba, z którą ktoś musi być ca
                                                    > łe życie,a przecież tyle nowych zgrabnych torebeczek jest na świecie...
                                                    > Co za tragikomedia i wszystko pięknie podparte teoryjkami o doborze naturalnym;
                                                    > -)
                                                    >
                                                    > Czy naprawdę większość mężczyzn tak myśli, czysto instrumentalnie i użytkowo o
                                                    > kobietach? Jak o nowym samochodzie???
                                                    >
                                                    > Nie, na pewno nie, staram się nie tracić wiary...

                                                    I jeszcze gada o polowce pomaranczy i o milosci! ;-)))))))))) I kto w to teraz uwierzy?
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 19:50
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > I jeszcze gada o polowce pomaranczy i o milosci! ;-)))))))))) I kto w to teraz
                                                    > uwierzy?
                                                    A co Ty myslalas, ze to pomarancza to wiecznie swieze beda i sie nie znudza? Kochana, myslanie zyczeniowe Ci sie chba wlacza:)
                                                  • sabat.77 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:01
                                                    Zdaje mi sie, ze to czesciej kobitki tak mysla o swoich mezach :) Do roli splodzenia potomstwa moze sie nadawac od biedy, ale potem murzyn moze odejsc.
                                                  • wont Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:04
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Skoro mogę mieć młodą i energiczną kobietę, która idealnie uzupełnia moje chłod
                                                    > ne spojrzenie na świat (uzupełniamy się tutaj), to po co miałbym brać sobie na
                                                    > głowę marudzacą, 35+ (niby ta moja grupa równolatek).
                                                    -------------------
                                                    Bo się, no wiesz... zakochałeś?

                                                    Spotkałeś idealną dla siebie kobietę, która, tak się składa, jest dziesięć lat od Ciebie młodsza. A gdybyś spotkał idealna dla siebie kobietę, no wiesz - drugą połówkę pomarańczy, taką do tańca i do jebańca, a która byłaby Twoją rówieśnicą, to co? Nie dałbyś sobie i jej szansy?

                                                    A co za dziesięć lat? Jeśli rozstaniesz się ze swoją obecną to będziesz szukać dziesięć lat młodszych marudzących 35+ czy wtedy okaże się, że najlepszą różnicą wiekową jest jednak nie dziesięć a dwadzieścia lat?

                                                    W ogóle bierzesz taki scenariusz pod uwagę? Że mógłbyś zakochać się w rówieśnicy? Albo, wybacz zniewagę, w kobiecie starszej od siebie?

                                                    Przepraszam za być może zbyt napastliwy ton mojej wypowiedzi, ale cholernie zimne i wyrachowane wydaje mi się to co napisałeś. Jakbyś wybierał konia na targu a nie towarzysza życia. Gdzie tu miłość?
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:10
                                                    wont napisał:

                                                    >Przepraszam za być może zbyt napastliwy ton mojej wypowiedzi, ale cholernie zimne i >wyrachowane wydaje mi się to co napisałeś. Jakbyś wybierał konia na targu a nie towarzysza >życia. Gdzie tu miłość?

                                                    A co się Tobie stało??? Nawróciłeś się ( poważnie pytam...) czy jakaś inna przemiana wewnętrzna...Nie poznaję kolegi...
                                                  • wont Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:19
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    >
                                                    > A co się Tobie stało??? Nawróciłeś się ( poważnie pytam...) czy jakaś inna prze
                                                    > miana wewnętrzna...Nie poznaję kolegi...
                                                    -------------
                                                    To chyba dlatego, że nie zadałaś sobie wcześniej trudu przeczytać mnie bez uprzedzeń i ze zrozumieniem hehe.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:24
                                                    wont napisał:

                                                    > To chyba dlatego, że nie zadałaś sobie wcześniej trudu przeczytać mnie bez uprz
                                                    > edzeń i ze zrozumieniem hehe.

                                                    To trzeba sobie było zadać trud i przedstawić się z ludzkiej strony, a nie tylko zwierzęcej...
                                                  • wont Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:38
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > wont napisał:
                                                    >
                                                    > > To chyba dlatego, że nie zadałaś sobie wcześniej trudu przeczytać mnie be
                                                    > z uprz
                                                    > > edzeń i ze zrozumieniem hehe.
                                                    >
                                                    > To trzeba sobie było zadać trud i przedstawić się z ludzkiej strony, a nie tylk
                                                    > o zwierzęcej...
                                                    -------------
                                                    Nie chce odgrzebywac starych niesnasek, ale jak mawial Stanislaw Aniol do Miecki, cytujac Sofronowa, madremu to dwa slowa wystarcza a niektorym to i referatu malo.

                                                    PS. Kutuzow, czy ze swoja mloda niunia moglybs pozartowac z Alternatywy 4, co? Przeciez to inne pokolenie, ona PRL-u nie pamieta...
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:50
                                                    wont napisał:

                                                    > Nie chce odgrzebywac starych niesnasek, ale jak mawial Stanislaw Aniol do Mieck
                                                    > i, cytujac Sofronowa, madremu to dwa slowa wystarcza a niektorym to i referatu
                                                    > malo.

                                                    Nawet nie próbuj,w konkurencji wygrzebywania starych brudów z przeszłości nie masz szans z żadną kobietą ;-)
                                                    Że niby nie dostrzegłam w Tobie diamentu? no jakoś nie, ale nie trać nadzieji, może się taka znajdzie...
                                                  • wont Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 19:13
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Że niby nie dostrzegłam w Tobie diamentu? no jakoś nie, ale nie trać nadzieji,
                                                    > może się taka znajdzie...
                                                    ---------
                                                    Właśnie straciłem nadzieję. No bo, powiedz sama, która mnie zechce, skoro nawet Ty mnie nie chcesz?
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:03
                                                    wont napisał:
                                                    > PS. Kutuzow, czy ze swoja mloda niunia moglybs pozartowac z Alternatywy 4, co?
                                                    > Przeciez to inne pokolenie, ona PRL-u nie pamieta...

                                                    Wiesz Wont, Twoje pokolenie nie pamieta Drugiej Wojny Światowej, ale chyba porozmawiac o tym z Tobą można?
                                                    Jak The Doors święcili triumfy, to ja w pieluchach biegałem, ale mimo to ich muzykę i historię znam.
                                                    Zupełnie od czapy ten twój argument.
                                                  • szopen_cn Czepialsko i ogolnie 16.07.14, 08:12
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Jak The Doors święcili triumfy, to ja w pieluchach biegałem, ale mimo to ich mu
                                                    > zykę i historię znam.

                                                    Tak na czepialskiego.
                                                    Jesli chodzi o historie to The Doors przestali grac w 1973.
                                                    Ja wtedy w pieluchach biegalem a lat mam ciut wiecej niz 38.

                                                    I ogolnie.
                                                    Ja nie widze w decyzji pary o tym, ze nie beda mieli dzieci niz dziwnego/karygodnego/nieodpowiedzialnego lub strachliwego.
                                                    Ot decyzja jak kazda inna.
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:17
                                                    wont napisał:
                                                    > Bo się, no wiesz... zakochałeś?
                                                    > Spotkałeś idealną dla siebie kobietę, która, tak się składa, jest dziesięć lat
                                                    > od Ciebie młodsza. A gdybyś spotkał idealna dla siebie kobietę, no wiesz - drug
                                                    > ą połówkę pomarańczy, taką do tańca i do jebańca, a która byłaby Twoją rówieśni
                                                    > cą, to co? Nie dałbyś sobie i jej szansy?
                                                    >
                                                    > A co za dziesięć lat? Jeśli rozstaniesz się ze swoją obecną to będziesz szukać
                                                    > dziesięć lat młodszych marudzących 35+ czy wtedy okaże się, że najlepszą różnic
                                                    > ą wiekową jest jednak nie dziesięć a dwadzieścia lat?
                                                    >
                                                    > W ogóle bierzesz taki scenariusz pod uwagę? Że mógłbyś zakochać się w rówieśnic
                                                    > y? Albo, wybacz zniewagę, w kobiecie starszej od siebie?
                                                    >
                                                    > Przepraszam za być może zbyt napastliwy ton mojej wypowiedzi, ale cholernie zim
                                                    > ne i wyrachowane wydaje mi się to co napisałeś. Jakbyś wybierał konia na targu
                                                    > a nie towarzysza życia. Gdzie tu miłość?

                                                    No o to wlasnie mi chodzi. I wiekszosc ludzi tak wcale nie wybierala/nie wybiera. Ja dawno temu zobaczylam pewnej nocy w lokalu na tancach faceta i pomyslalam, "O rany, ale przystojny, a ten usmiech...padam". Jak on ze mna chcial zatanczyc to byla pelna szczescia. Byl 7 czy 8 lat starszy a ja zaswiergolona. Nastepnym razem znow "wow", facet 4 lata starszy a jeszcze innym razem "fajny gosc, szkoda, ze zajety"(okazalo sie ze nie) o miesiac starszy. I tak to wyglada czesto, albo wygladalo kiedys.
                                                    Kutuzow zapewne szukal w sieci i kierowal sie parametrami, typu wiek. I wie z cala pewnoscia, ze te wszystkie 35+ sa marudne, o to wie, nawet nie musi sprawdzac. To duch naszych czasow. W pewnym wieku trudno juz spotykac singli/singielki na zywo, szuka sie na portalach.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:07
                                                    kag73 napisała:
                                                    " Byl 7 czy 8 lat starszy a ja zaswiergolona. Nastepn
                                                    > ym razem znow "wow", facet 4 lata starszy a jeszcze innym razem "fajny gosc, sz
                                                    > koda, ze zajety"(okazalo sie ze nie) o miesiac starszy. "

                                                    Kag, zauważyłaś co jest wspólnego w tych gościach, oni wszyscy byli albo w Twoim wieku albo starsi. Gdyby podszedł do Ciebie wtedy jakiś młodzian 18-lat (zakładając ze masz wtedy 25) to pewnie nawet nie byłabyś zainteresowana tańcem z nim.

                                                    Jasne że dowodów chłopakom nie sprawdzałaś, ale dziwnym trafem trafiałaś na tych starszych lub co najwyżej równolatków. Więc jak widzisz jednak coś w tym doborze pod katem wieku jest.


                                                    > I wie z c
                                                    > ala pewnoscia, ze te wszystkie 35+ sa marudne, o to wie, nawet nie musi sprawdz
                                                    > ac.

                                                    Wiesz wystarczy mi świadomość że większośc ma już ciśnienie na dziecko, co skutecznie eliminowało tą grupę jako "grupę wysokiego ryzyka".
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 19:57
                                                    wont napisał:

                                                    > Bo się, no wiesz... zakochałeś?

                                                    Wiesz, żeby się zakochać, to trzeba najpierw się spotkać, poznać itp. Czemu nei zakochałem się w babce 35+ która ma ciśnienie na dziecko? Wg Twojej teorii, też mogłem się zakochać, ale to jednak się nie zdarzyło.

                                                    > A co za dziesięć lat? Jeśli rozstaniesz się ze swoją obecną to będziesz szukać
                                                    > dziesięć lat młodszych marudzących 35+

                                                    Chyba już Ci kiedyś piałem. Jeśli się rozstanę z tą kobieta z którą teraz jestem, to pewnie zostanę singlem, bo lepszje na pewno nie znajdę.

                                                    > Że mógłbyś zakochać się w rówieśnic
                                                    > y? Albo, wybacz zniewagę, w kobiecie starszej od siebie?
                                                    Po części napisałem powyżej - żeby się zakochać najpierw trzeba mieć okazję. Jak się nie interesuje daną grupą, to okazji nie ma. Coś na zasadzie singielek 35+ z dużych miast, które nie mają okazji zakochac się w singlach z małych miasteczek bo nie są nimi zainteresowane.

                                                    > Przepraszam za być może zbyt napastliwy ton mojej wypowiedzi, ale cholernie zim
                                                    > ne i wyrachowane wydaje mi się to co napisałeś.

                                                    Wiesz, bo jak pisze bardziej obrazowo, to potem koleżanki nie doczytują i musze po dwa razy niektóre fragmenty pisać. Stąd wersja prosta. Fakty bez emocji. Bo jak się pojawiają emocje to znów bedzie że "a ja znam kolege kuzyna, co to zakochał się w starszej i są wzorowym małżeństwem, co dowodzi że facecji wola starsze".
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:06
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Chyba już Ci kiedyś piałem. Jeśli się rozstanę z tą kobieta z którą teraz jeste
                                                    > m, to pewnie zostanę singlem, bo lepszje na pewno nie znajdę.

                                                    A mnie za to samo wysmiewasz i piszesz, ze to myslenie zyczeniowe, ze jakis facet iles lat z zona nie chce innej. A on tez moze myslec, ze lepszej nie znajdzie a singlem byc nie chce.
                                                    A zatem przygotuj sie na to, ze zostaniesz singlem, bo za iles tam lat NA PEWNO zapragniesz zmiany, nie bedziesz mial ochoty na te stara/nudna torbe. Wszystko inne to myslenie zyczeniowe Kag!
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:09
                                                    kag73 napisała:
                                                    > A zatem przygotuj sie na to, ze zostaniesz singlem,

                                                    Powinienem doprecyzować. Singlem w rozumieniu luźnych związków takich na zasadzie "just for fun".
                                                    Coś jak Twoje spotkania które jak utrzymujesz związkami nie były (a seks był).
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:16
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Powinienem doprecyzować. Singlem w rozumieniu luźnych związków takich na zasadz
                                                    > ie "just for fun".
                                                    > Coś jak Twoje spotkania które jak utrzymujesz związkami nie były (a seks był).

                                                    50 latek plus i związki " just for fun" chciałabym to zobaczyć...a w międzyczasie samotne zmagania z prostatą i hemoroidami oraz początkami miażdżycy...
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:18
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > 50 latek plus i związki " just for fun" chciałabym to zobaczyć...a w międzyczas
                                                    > ie samotne zmagania z prostatą i hemoroidami oraz początkami miażdżycy...

                                                    W ostatnim Newsweeku był ciekawy art o tym jak obecnie emeryci szaleją. Jest nawet coraz większy problem z chorobami wenerycznymi, bo taka stateczna babcia albo dziadek nie mają nawet przeświadczenia że mogli coś złapać w czasie krótkiego romansu.

                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 18:33
                                                    kutuzow napisał:.
                                                    > Tego nie wiem i się nie dowiem (tamten związek się skończył).
                                                    O to mi wlasnie chodzilo.
                                                    >
                                                    > Kag, możesz się nabijać, ale wszystkie singielki 35+ omijałem szerokim łukiem.
                                                    > Skoro mogę mieć młodą i energiczną kobietę, która idealnie uzupełnia moje chłod
                                                    > ne spojrzenie na świat (uzupełniamy się tutaj), to po co miałbym brać sobie na
                                                    > głowę marudzacą,
                                                    Omijales ale wiesz, ze sa marudne. Sie wcale nie nabijam, bo Twoja strategia jest dla mnie jasna, ale nie rozciagaj tego na cala populacje, bo wiekszosc tu na forum swoich pertnerow/partnerki poznawla inaczej.
                                                    >
                                                    > To jest niesamowite u kobiet. Jak chodzi o jakieś pierdy w stylu ubranie, toreb
                                                    > ki, buty czy aranżacja wnętrz, to argument typu: "jest stare, kiedyś było nowe,
                                                    > wymiana do szczęścia jest nie potrzebna" jakoś nie przemawia. Ciągle chcą nowy
                                                    > ch rzeczy, nowego wystroju itp.
                                                    > Jak facetowi to mu "stare" ma wystarczyć do śmierci bo wymiana jest niepotrzebna.
                                                    > Napisz mi proszę że to nie jest myslenie życzeniowe.

                                                    Idac Twoim tokiem rozumowania, za pare lat bedziesz potrzebowal nowej, bo stara, chociaz mlodsza sie znudzi. Ty ludzi z uczuciami i rozumem do rzeczy nie porownuj, bo torebek to ja moge miec sto, ale takiego faceta jak mam teraz to juz niekoniecznie. I facet moze odczuwac podobnie gdzie moj maz znajdzie druga taka jak ja? No gdzie? Poza tym my oboje starzy:)) I zebys wiedzial, niektorym jest nowa niepotrzebna, ja takich znam.
                                                    Nie, Ty nie wymienisz swojej obecnej na nowa, bo Ci zagrozila nozem w serce:) Czyli, wszystko jasne, nowy samochod se mozesz kupic, z wymiana na nowa babe juz inaczej, masz cos do stracenia: zycie:)
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:15
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Idac Twoim tokiem rozumowania, za pare lat bedziesz potrzebowal nowej, bo stara
                                                    > , chociaz mlodsza sie znudzi.

                                                    Kag, przecież to kobietom rzeczy się nudzą. Znam wielu swoich kumpli którzy moga chodzic w jednych i tych samych butach cały sezon. Remonty robią gdy juz jest syf, a nie wtedy gdy im się kolor ścian nudzi, ciuchy kupują gdy stare się zużyją, a nie wtedy gdy kolor wyjdzie z mody itp. Chodziło o kontrast w podejściu.

                                                    Co do znudzenia się. To wszystko kwestia podtrzymywania temperatury w związku. Jasne że gdyby sobie odpuścić to oboje się możemy sobie "znudzić", bo już nie będzie bliskości takiej, takich emocji itp.

                                                    > Nie, Ty nie wymienisz swojej obecnej na nowa, bo Ci zagrozila nozem w serce:)
                                                    Widać wie jak do mnie trafić. Pisząc zupełnie szczerze, za to także ją kocham.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:19
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Kag, przecież to kobietom rzeczy się nudzą.

                                                    Rzeczy.Przedmioty!!!

                                                    > Co do znudzenia się. To wszystko kwestia podtrzymywania temperatury w związku.
                                                    > Jasne że gdyby sobie odpuścić to oboje się możemy sobie "znudzić", bo już nie b
                                                    > ędzie bliskości takiej, takich emocji itp.


                                                    Ile lat jesteś w aktualnym związku?
                                                    A ja Ci mówię, że to nie przejdzie, dynamika relacji męsko-damskiej nie obywa się bez kryzysów, przewartościowania, idylla jest niemożliwa.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:24
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Ile lat jesteś w aktualnym związku?
                                                    > A ja Ci mówię, że to nie przejdzie, dynamika relacji męsko-damskiej nie obywa s
                                                    > ię bez kryzysów, przewartościowania, idylla jest niemożliwa.

                                                    jakieś 3 lata ze sporym okładem.
                                                    Owszem że kryzysy się zdarzają, co innego gdy masz super udany związek i przychodzi kryzys, a co innego gdy nie za bardzo wiesz czy stan obecny to jest OK, czy to może jeden permanentny kryzys (bo seksu nie ma, bliskośc szlag trafił itp).
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:45
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > jakieś 3 lata ze sporym okładem.
                                                    > Owszem że kryzysy się zdarzają, co innego gdy masz super udany związek i przych
                                                    > odzi kryzys, a co innego gdy nie za bardzo wiesz czy stan obecny to jest OK, cz
                                                    > y to może jeden permanentny kryzys (bo seksu nie ma, bliskośc szlag trafił itp)


                                                    Kutuzow, nie mamy o czym mówić, po 3 latach jest się na haju jeszcze. Po 3 latach mieliśmy już bardzo trudne doswiadczenia, a nieporozumień,włoskich awantur ani kryzysów nie było wcale. Pogadamy za...7-10 lat.
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 22:09
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, przecież to kobietom rzeczy się nudzą. Znam wielu swoich kumpli którzy mog
                                                    > a chodzic w jednych i tych samych butach cały sezon. Remonty robią gdy juz jest
                                                    > syf, a nie wtedy gdy im się kolor ścian nudzi, ciuchy kupują gdy stare się zuż
                                                    > yją, a nie wtedy gdy kolor wyjdzie z mody itp. Chodziło o kontrast w podejściu.

                                                    Ale odwracsz kota ogonem, bo twierdziles, ze to mezczyznom sie ich stare zony nudza i sa wymieniane na nowy model(jezeli jest mozliwosc) a kobiety powinny to zrozumiec, bo im samym(kobietom) sie nudza ciuchy, torebki, buty i chca nowych.
                                                    >
                                                    > Co do znudzenia się. To wszystko kwestia podtrzymywania temperatury w związku.
                                                    > Jasne że gdyby sobie odpuścić to oboje się możemy sobie "znudzić", bo już nie b
                                                    > ędzie bliskości takiej, takich emocji itp.
                                                    No i znowu, teraz da sie, teraz temperature bedziesz trzymal a innym wmawiales przed chwila, ze u nich myslenie zyczeniowe.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 22:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ale odwracsz kota ogonem, bo twierdziles, ze to mezczyznom sie ich stare zony n
                                                    > udza i sa wymieniane na nowy model(jezeli jest mozliwosc) a kobiety powinny to
                                                    > zrozumiec, bo im samym(kobietom) sie nudza ciuchy, torebki, buty i chca nowych.

                                                    Kag, opanuj się, nie emocjonuj się tak;-)
                                                    Jeszcze może wyjaśnię,że te kobiece poszukiwanie nowości modowych, zamiłowanie do dekoracji domów wynika z prostej przyczyny, kobiety chcą żeby było PIĘKNIE...

                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 22:31
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Kag, opanuj się, nie emocjonuj się tak;-)

                                                    To nie sa zadne emocje, mojemail, ja sie trzymam faktow. Jak sobie zyczysz to zacytuje nawet:)) Kutuzow tez zawsze jest bardzo akuratny jezeli chodzi o cytowanie co kto i kiedy napisal.
                                                  • kag73 podsumowujac teorie kutuzowa... 15.07.14, 22:36
                                                    ...pozwole sobie stwierdzic, ze moim skromnym zdaniem, on o zyciu we dwoje, tak naprawde we dwoje, 10 lat i wiecej... gowno wie. Bo niby skad? A wszystko mu sie tylko wydaje. I mysli, ze podobnie jak i na innych polach mozna se powyliczac, przekalkulowac, zaplanowac i ustalic i przewidziec, tak i w milosci mozna. A to nic z tego. Nie jestem emocjonalna piszac to, zeby nie bylo, emocje zostawiam dla meza ;)
                                                  • sabat.77 Re: podsumowujac teorie kutuzowa... 15.07.14, 22:49
                                                    To mozna powiedziec o kazdym z nas. Trzeba by przezyc z tysiac zywotow, zeby cos o zyciu moc powiedziec... Mozesz powiedziec cos tylko o swoim zyciu, Kag. A mi to niewiele moze dac i niewiele mowic.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:04
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Ale odwracsz kota ogonem, bo twierdziles, ze to mezczyznom sie ich stare zony n
                                                    > udza i sa wymieniane na nowy model(jezeli jest mozliwosc) a kobiety powinny to
                                                    > zrozumiec, bo im samym(kobietom) sie nudza ciuchy, torebki, buty i chca nowych.

                                                    NIE! NIE! NIE!
                                                    Przeczytaj raz jeszcze.
                                                    Pisałem że to jest dość przewrotne pisać że facetom powinny wystarczyć "stare" żony bo przeciez one kiedyś były "nowe" z pozycji kobiety, która to co sezon wymienia buty/torebkę i inne pierdoły.

                                                    Nie chodziło mi o to czy facecji powinni wymienić żony czy nie, ale o to, że w ustach płci która co chwila zmienia otoczenie nie dlatego że jest zepsute, ale dlatego że np. kolor jest niemodny brzmi to mocno karykaturalnie.
                                                  • sabat.77 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:10
                                                    Nie kazdego stac na zmiane torebki co sezon. Wtedy nosi przez wiele lat stara i mowi wszystkim dookola, ze jest z nia bardzo zzyty :)
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:19
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Nie kazdego stac na zmiane torebki co sezon. Wtedy nosi przez wiele lat stara i
                                                    > mowi wszystkim dookola, ze jest z nia bardzo zzyty :)

                                                    Ja swoją noszę juz 3 albo 4-ty :-)
                                                  • sabat.77 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:25
                                                    Ja siedemnasty, o ile obaj bazujemy na tej samej metaforze :)
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:37
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Ja siedemnasty, o ile obaj bazujemy na tej samej metaforze :)

                                                    Chłopcy, o swoich torebkach to sobie na priva pogadajcie, bo skojarzenia mogą być różne...
                                                  • sabat.77 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 16.07.14, 07:53
                                                    Jeszcze odnosnie niepotrzebnej, starej klaczy... Natura jest okrutna. Podobnie jak wyrzuca poza nawias mezczyzn ze wzgledu na brak zasobow, tak wyrzuca kobiety ze wzgledu na wiek. Jesli my mamy godzic sie z ta oczywistoscia, przyjmujac, ze taka jest natura, to i wy sie na to zgodzcie bez kwekania. Rownie dobrze ja moglbym powiedziec, ze kobiety sa nieludzkie, bo traktuja mezczyzn jak chodzace bankomaty, ale uwazam, ze takie moralizowanie i takie stawianie sprawy jest nieuczciwe. Takie sa prawa przyrody, ale wartosciowanie zjawiska nie ma sensu, podobnie jest z tym, ze mezczyzna wybiera mlodosc, witalnosc i cielesne piekno, a stara, bogata wewnetrznie pani jakos nie robi na nim wiekszego wrazenia ;)
                                                    Na pocieszenie dodam, ze tak krawiec kraje jak mu materialu staje i porzucanie "starej i niepotrzebnej klaczy" dotyczy waskiej grupy facetow, ktorzy maja na to warunki. Pozostala, liczna grupa facetow dziadzieje razem z babami i schodzimy ze sceny zycia pod reke. Wiec jesli mezowie forumowiczek nie posiadaja jakiejs niebywale wysokiej zdolnosci matrymonialnej w postaci ogromnej kasy i pozycji, to raczej nie ma obawy, ze zostana porzucone dla mlodszej. Przyczyna jest prosta - zadna mlodsza waszych dziadygow nie zechce :p
                                                  • zawle Re: Odjeby to sa, a nie trendy 16.07.14, 08:33
                                                    sabat.77 napisał: sabat.77 napisał:

                                                    > Jeszcze odnosnie niepotrzebnej, starej klaczy... Natura jest okrutna.

                                                    Ja też się z tym zgadzam, natura jest okropna. Ja też zostawiłabym faceta którego nie kocham ( konieczny warunek).Myślę że starość to jednak temat poboczny. Nie oburzam się że na ulicy oglądają się za mną raczej 20 i 60 latkowie. Dla swojej grupy wiekowej bywam przezroczysta. Ale zabawić się jeszcze mogą. Dzieci już mam, swoje miejsce na ziemi też, facet nie musi zapychać mi żadnej czarnej dziury. jednak teksty o bankomacie są grubo na wyrost. Większość kobiet pracuje.
                                                  • sabat.77 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 16.07.14, 08:46
                                                    Sa na wyrost, tak jak przesada jest twierdzenie, ze po 30-stce to juz stara klacz. Chodzi o ogolna zaleznosc. Kobieta reprezentuje piekno, mlodosc i witalnosc, mezczyzna - statecznosc, stabilnosc, zaradnosc i sile. To ogolny trend i sa od niego odstepstwa. Ale te ogolne trendy maja swoje odzwierciedlenie w praktyce i o tym rozmawiamy.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 16.07.14, 09:01
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Jeszcze odnosnie niepotrzebnej, starej klaczy... Natura jest okrutna. Podobnie
                                                    > jak wyrzuca poza nawias mezczyzn ze wzgledu na brak zasobow, tak wyrzuca kobiet
                                                    > y ze wzgledu na wiek.
                                                    Oj Sabat, Sabat...O ile te biedne stare kobiety sensu istnienia upatrują właśnie w byciu obiektem seksualnym...A tak nie jest, może to jest właśnie ten prezent od natury,że nam aż tak bardzo nie zależy, że możemy się bez seksu obejść, uśpić libido, że się możemy "wypiąć" na płeć brzydką że tak powiem w przenośni...

                                                    A o starych klaczach i to nie masz pojęcia... u znajomych hodowców koni arabskich jest klacz, siwa, ślepa na jedno oko, a jakie daje pięknie żrebięta, a wiele młodych musi iść na tory biegać, bo się nie zażrebia...Poza tym, zwierzęta nie cierpią z powodu seksualnego odrzucenia ( no może ogierom nieco odbija...)

                                                    >Jesli my mamy godzic sie z ta oczywistoscia, przyjmujac,
                                                    > ze taka jest natura, to i wy sie na to zgodzcie bez kwekania. Rownie dobrze ja
                                                    > moglbym powiedziec, ze kobiety sa nieludzkie, bo traktuja mezczyzn jak chodzace
                                                    > bankomaty, ale uwazam, ze takie moralizowanie i takie stawianie sprawy jest ni
                                                    > euczciwe.

                                                    Chodzące bankomaty...Niepracujące kobiety mogę policzyć na palcach jednej ręki, a jeszcze mi palców zostanie ze trzy...

                                                    > Takie sa prawa przyrody, ale wartosciowanie zjawiska nie ma sensu, po
                                                    > dobnie jest z tym, ze mezczyzna wybiera mlodosc, witalnosc i cielesne piekno, a
                                                    > stara, bogata wewnetrznie pani jakos nie robi na nim wiekszego wrazenia ;)

                                                    No i bardzo dobrze, to niech się nie żenią panowie, tylko wybierają cielesne piękno do końca swych dni, szczerze polecam i zachęcam, nie widzę przeciwskazań :)


                                                    > Wiec jesli mezowie forumowiczek nie posiadaja jakiej
                                                    > s niebywale wysokiej zdolnosci matrymonialnej w postaci ogromnej kasy i pozycji
                                                    > , to raczej nie ma obawy, ze zostana porzucone dla mlodszej. Przyczyna jest pro
                                                    > sta - zadna mlodsza waszych dziadygow nie zechce :p

                                                    No przynaJmniej tutaj masz jakiś kontakt z RZECZYWISTOŚCIĄ ;-)

                                                  • sabat.77 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 16.07.14, 09:07
                                                    Ale ja wiem, ze wam seks generalnie zwisa i powiewa. Wiec tym bardziej nie wiem skad to oburzenie o stare torby, klacze itd. Naturalna kolej rzeczy. Przyjmuje na wiare, ze latwiej sie z tym latwiej godzicie, po raz kolejny kobiety maja tutaj znacznie lepiej.
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:19
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Nie chodziło mi o to czy facecji powinni wymienić żony czy nie, ale o to, że w
                                                    > ustach płci która co chwila zmienia otoczenie nie dlatego że jest zepsute, ale
                                                    > dlatego że np. kolor jest niemodny brzmi to mocno karykaturalnie.

                                                    Zaczelo sie od tego, ze 10 lat mlodsza babka zmiejsza pokuse wymiany ja pozniej na nowszy model(Twoje zdanie). Potem poszlo, ze Kowalski gdyby mial zasoby to by zmienil stara na mlodke, bo stalby sie nagle atrakcyjny. I skonczylo na tym, ze to moje myslenie zyczenowe, ze facet szczesliwy w dlugoletnim zwiazku nie chce/nie szuka zmian i mlodszego modelu.
                                                    Modele, kolory i ich zmiany nie maja nic do rzeczy, bo to sa przedmioty/rzeczy bez uczuc, nie znacza wiele, inaczej to wyglada jezeli chodzi o ludzi, ktprzy wiele znacza. Nie lapiesz tych niuansow niestety, albo po prostu naciagasz argumenty. Zycze Ci, zebys doczakal 10, 15 lat albo dluzej w udanym zwiazku, z seksem, harmonia, w ktorym przezylo sie razem wiele i wtedy sie okaze czy majac zasoby(ktorych tez Ci zycze) bedziesz mial potrzebe wymiany nudnej(bo cale lata tej samej) partnerki na mlodszy/nowy model. Moze wtedy zrozumiesz o czym ja pisze i co czuja niektorzy ludzie i jak ma sie to do kupowania nowych butow.

                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 23:24
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Nie chodziło mi o to czy facecji powinni wymienić żony czy nie, ale o to, że w
                                                    > ustach płci która co chwila zmienia otoczenie nie dlatego że jest zepsute, ale
                                                    > dlatego że np. kolor jest niemodny brzmi to mocno karykaturalnie.

                                                    No ale nietrafne to porównanie to się nie dziw,że kobiety się wzburzyły emocjonalnie ;-)
                                                    Hmmm, czyli zepsutą żonę też można odesłać, nie tylko taką co się znudziła...
                                                    Znowu podpadłeś ;-)


                                                  • hello-kitty2 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 19:43
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Kag, możesz się nabijać, ale wszystkie singielki 35+ omijałem szerokim łukiem.
                                                    > Skoro mogę mieć młodą i energiczną kobietę, która idealnie uzupełnia moje chłod
                                                    > ne spojrzenie na świat (uzupełniamy się tutaj), to po co miałbym brać sobie na
                                                    > głowę marudzacą, 35+ (niby ta moja grupa równolatek). Nie musiałem niczym impo
                                                    > nować tym 35+, bo one mnie nie interesowały. Jeśli mam się starać żeby zaimpono
                                                    > wać kobiecie, to jasne że wybiorę tą atrakcyjniejszą, skoro poziom starania jes
                                                    > t ten sam.

                                                    Kutuzow tutaj nie musisz nas czarowac. Omijales rownolatki, bo chciales wyeliminowac ewentualnie odlozyc w czasie temat dziecka. Hello?! ;-) Przeciez my nie jestesmy idiotami.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:21
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Kutuzow tutaj nie musisz nas czarowac. Omijales rownolatki, bo chciales wyelimi
                                                    > nowac ewentualnie odlozyc w czasie temat dziecka. Hello?! ;-) Przeciez my nie j
                                                    > estesmy idiotami.

                                                    Przecież o tym otwarcie pisze tu w wątku.

                                                    Poza tym 35+ to nie tylko kwestie "ostatniego dzwonka", ale także ogólnego podejścia do życia. Nasłuchałem się historii koleżanek w pracy, to nie chciało mi się już słuchać tego samego na randkach. Zaraz by było że "niedojrzały" jestem bo nie chce tego co one itp.
                                                  • hello-kitty2 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 19:26
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Gdybym jednak się ożenił w wieku lat np. 22 z równolatką, to teraz byłbym jedn
                                                    > ym z tych co mają "młodszy model".

                                                    Tylko z powodu braku roznicy wieku czy tylko dlatego ze kobieta osiagnela 40stke?! I Twojej partnerce odpowiada taki Twoj system wartosci? Czy to nie znaczy, ze jak bedziesz mial 50 lat to wymienisz ja na 30 ke? A moze Ty tak kalkulujesz? Bo w sumie przed czterdziestka to ostatni dzwonek na dziecko wiec jak ona sie 'obudzi' to akurat Tobie na reke i pora na zmiane, dodatkowo umywasz rece, ze to ona nie trzymala sie umowy ;-)

                                                    Wiesz co? W moich oczach jestes nieludzki.
                                                  • kag73 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 19:31
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Wiesz co? W moich oczach jestes nieludzki.

                                                    No, kitty, nie badz taka surowa. Ja tez mysle, ze Kutuzowowi brakuje duszy, tak jaby byl "pusty" w srodku. Ale nie osadzajmy go pochopnie. Jemu po prostu moze brakowac wyobrazni, ma jakies deficyty na poziomie emocjonalnym. Jednak w praktyce, w jego osobistym przypadku nagle dostrzega: milosc, wyjatkowosc i dwie polowki pomaranczy.
                                                    Wiec, no, brak mu chyba wyobrazani, to taki defekt, niekoniecznie jest "nieludzki" ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:09
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No, kitty, nie badz taka surowa. Ja tez mysle, ze Kutuzowowi brakuje duszy, tak
                                                    > jaby byl "pusty" w srodku. Ale nie osadzajmy go pochopnie. Jemu po prostu moze
                                                    > brakowac wyobrazni, ma jakies deficyty na poziomie emocjonalnym. Jednak w prak
                                                    > tyce, w jego osobistym przypadku nagle dostrzega: milosc, wyjatkowosc i dwie po
                                                    > lowki pomaranczy.
                                                    > Wiec, no, brak mu chyba wyobrazani, to taki defekt, niekoniecznie jest "nieludz
                                                    > ki" ;)

                                                    Ja juz to mowilam, ze nie potrafilabym sie zakochac w facecie typu Kutuzowa. Brakuje mi postrzelenia, gestu, szalenstwa, wszystko takie wykalkulowane od-do. Nie wiem dlaczego mloda, energiczna kobieta chcialaby sie zwiazac w kims tak chlodnym? No chyba ze te walkowane tu zasoby to moga wyjasniac. Albo to tylko wizerunek. Jakos sie rozczarowalam. Albo to ja sie zmieniam. Jako kolega to na pewno Kutuzow sie sprawdza, w to nie mam watpliwosci. Moze po prostu tez trzeba go i jego wypowiedzi brac zupelnie na chlodno, podchodzic bez emocji. A u mnie bez emocji to ani rusz, a nawet coraz wiecej ;) Moze mi Kutuzow wybaczy z czasem.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:41
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Brakuje mi postrzelenia, gestu, szalenstwa, wszystko takie wykalkulowane od-do.

                                                    Kitty, my tutaj dyskutujemy o jakiś tezach, a nie czytamy sobie poezję.
                                                    Możemy dyskutować na poziomie "emocji" tak po kobiecemy, ale niewiele to da jeśli chodzi o wyciągniecie wniosków. Moglibyśmy ponarzekać że świat jest okrutny, że przecież pary powinny się wiązac na całe życie. Powymieniać się przykładami z naszego życia o takich własnie parach które obchodza złote gody, zamiast wkurzac się tymi wstrętnymi celebrytami którzy dają zły przykład. Tylko czy taka rozmowa coś da w kwestii tematu który poruszyliśmy?

                                                    > Albo to tylko wizerunek.
                                                    Tutaj jest to wersja chłodna/analityczna. Emocje zachowuje dla swojej narzeczonej. Nie widze powodu żeby otwierać się do końca przed forum anonimowych ludzi. Zaznaczę że nie jest tak że to co pisze tutaj jest jakies oderwane od moich poglądów. Moja narzeczona czasami poczytuje tutaj niektóre wpisy i nie widzi jakiegoś dysonansu. Po prostu tutaj dyskutuje o problemach a nie personalnie.


                                                    Widzisz ja tutaj nie muszę zabiegać o poklask, więc mogę sobie pozwolić na pisanie prawdy nawet jeśli jest ona politycznie niepoprawna.

                                                    > Moze po prostu tez trzeba go
                                                    > i jego wypowiedzi brac zupelnie na chlodno, podchodzic bez emocji.
                                                    BINGO!
                                                    Skoro rozmawiamy np. o statystykach i wrzucamy linki, to trudno przecież się emocjonować tymi danymi. One nie są ani "złe" ani "dobre" one są jakie są. Nie ma co się nakręcać.

                                                    >Moze mi Kutuzow wybaczy z czasem.
                                                    Nie mam co wybaczać - ja zupełnei tej dyskusji nie odbieram w kategoriach personalnych. Ja dyskutuje o "zagadnieniu/tezie" a nie o tym konkretnym Kowalskim czy Nowaku.
                                                  • hello-kitty2 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 21:02
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > > Moze po prostu tez trzeba go
                                                    > > i jego wypowiedzi brac zupelnie na chlodno, podchodzic bez emocji.
                                                    > BINGO!
                                                    > Skoro rozmawiamy np. o statystykach i wrzucamy linki, to trudno przecież się em
                                                    > ocjonować tymi danymi. One nie są ani "złe" ani "dobre" one są jakie są. Nie ma
                                                    > co się nakręcać.

                                                    A ja tak nie potrafie i nie chce. I tez nie podoba mi sie, ze emocje zachowuje ''tylko" dla narzeczonej, bo emocje sa rozne wiec owszem dla niej zachowaj te wlasciwe dla dwojga ludzi ale reszta? To jest takie powsciaganie sie i jeszcze cos.
                                                    Moja matka byla w separacji dlugie lata, a poniewaz byla piekna kobieta to czesc kobiet wykluczyla ja z towarzystwa, bo ''my se sami z mezem''. A teraz gdy tamte sa wdowami to sie prosza zeby matka sie z nimi kolegowala, bo teraz sa samotne. A matka im teraz mowi 'wypad'. Takze zastanow sie na ile chcesz sie emocjonalnie odseparowac od ludzi i jakie to moze miec konsekwencje. Wiem to tylko forum/wirtualne byty, ect ale ja pisze wylacznie za siebie do Ciebie i pisze emocjonalnie.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 20:30
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Tylko z powodu braku roznicy wieku

                                                    Nie. Pisałem że teraz miałbym "młodszy model", bo tak to by wyglądało z boku. Tak jak Sabat pisał tutaj że z boku znajomi oceniają jego związek jako wzorcowy.

                                                    >Czy to nie znaczy,
                                                    > ze jak bedziesz mial 50 lat to wymienisz ja na 30 ke?

                                                    Kitty, ta dyskusja zaczyna mi przypominać przesłuchanie z filmu "Życie na podsłuchu". Bierzesz gościa, zadajesz mu te same pytania po 30-40 razy i liczysz że w końcu się pomyli i złapiesz go na ew. ukrywaniu prawdy.

                                                    Przecież Ci już pisałem że dlatego własnie uwazam tą swoją różnice za idealną. Bo gdy ja mam 38 to ona ma 28, gdy ja będę miał 50-tkę ona będzie miała 40-tkę nadal będzie młodsza bardziej atrakcyjna i pociągająca. Sama wiesz po sobie że 40-tki są seksowne o ile ćwiczą, są aktywne itp. Gdy zas będę miał 60-tkę to ona NADAL będzie atrakcyjna dla mnie bo będzie modą 50-tką. Większa różnica wg mnie byłaby już za duża (dla mnie). 10 lat jest idealne.
                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 14:55
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Rozumiem że większość: aktorów, piosenkarzy, sportowców, artystów, biznesmenów,
                                                    > polityków to odjeby wg Ciebie. Chcesz pokazać że ONI się mylą, a to Ty Kitty m
                                                    > asz rację.


                                                    Kutuzow, a Ty może zejdż na ziemię jednak i nie buduj teorii związkowych na podstawie skrzywionego świata medialnego, skąd wiesz jakie tam jazdy odchodzą, depresje, uzależnienia, choroby psychiczne, a na zewnątrz tak ładnie i cacy i ogłupianie już dość durnego narodu...
                                                    Stawiane za przykład i wzór wyżej wymienionych jest zaskakujące doprawdy.
                                                  • kutuzow Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:17
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Kutuzow, a Ty może zejdż na ziemię jednak i nie buduj teorii związkowych na pod
                                                    > stawie skrzywionego świata medialnego, skąd wiesz jakie tam jazdy odchodzą, dep
                                                    > resje, uzależnienia, choroby psychiczne, a na zewnątrz tak ładnie i cacy i ogłu
                                                    > pianie już dość durnego narodu...

                                                    MM, jasne, mozna patrzeć na Kowalskiego z Nowakiem i spać spokojnie w błogiej nieświadomości.

                                                    > Stawiane za przykład i wzór wyżej wymienionych jest zaskakujące doprawdy.
                                                    Nie stawianie za przykład tylko pokazywanie MECHANIZMÓW.
                                                    To nie musi byc świat celebrytów. Wystarczy znaczący wzrost zasobów/statusu żeby zaobserwować róznicę.

                                                  • mojemail3 Re: Odjeby to sa, a nie trendy 15.07.14, 15:25
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > MM, jasne, mozna patrzeć na Kowalskiego z Nowakiem i spać spokojnie w błogiej n
                                                    > ieświadomości.

                                                    Tak, uważam,że rozsądne jest branie na tapetę Kowalskiego z Nowakiem, a nie państwa z kolorowych magazynów, bo to jest zakłamana rzeczywistość.


                                                    > To nie musi byc świat celebrytów. Wystarczy znaczący wzrost zasobów/statusu żeb
                                                    > y zaobserwować róznicę.


                                                    Ale pieprzysz, wybacz...Znam sporo małżeństw, którzy się dorobili sporych majątków, żyją z tymi samymi żonami, może bardziej zadbanymi niż inne, bo kasa jest na to...
                                                  • zawle Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 00:47
                                                    kutuzow napisał: Jak pisałem poza Sabatem (i cz
                                                    > ęściowo Rekreativą) nie widzę nikogo kto by napisał, to też jest jakiś sposób n
                                                    > a życie, może im się uda. Nie -dziecko w Polsce to coś co TRZEBA MIEĆ, jak się
                                                    > nie ma to nie jest się nawet rodziną (MM wyjaśniałem tu absurdy tak wąskiej def
                                                    > inicji słowa rodzina pod katem prawnym).

                                                    Nie, to nie tak. Nie wiem czy zauważyłeś, ale nikt tu rekreativy nie odwodzi od jej pomysłu na życie. Od jej pomysłu na życie bez dziecka. Bo to jest pomysł ich obojga. U Ciebie ta sytuacja wygląda inaczej.
                                                  • sabat.77 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 00:52
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie, to nie tak. Nie wiem czy zauważyłeś, ale nikt tu rekreativy nie odwodzi od
                                                    > jej pomysłu na życie. Od jej pomysłu na życie bez dziecka. Bo to jest pomysł i
                                                    > ch obojga. U Ciebie ta sytuacja wygląda inaczej.

                                                    Ale dlaczego? Dziewczyna Kutuzowa takich Kutuzowów mogłaby mieć z miejsca dziesiątki (bez urazy Kutuzow), ale z jakiejś przyczyny jest akurat z nim. Chyba wie co robi... Tak mi się zdaje...
                                                  • midnight_lightning Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 02:41

                                                    No proszę, jaki zdumiewający zwrot akcji, ulubiona gra kobiet w "atrakcyjność" i wykluczanie przestaje się im nagle podobać, gdy to mężczyźnie udaje się wygrać. Karty coraz słabsze? jakie to przewidywalne :)

                                                    Ciekawe, że kobiety za młodu z łatwością zmieniające partnerów na "bardziej zaradnych finansowo", same preferujące starszych mężczyzn (!), a traktujące nie dość zamożnych rówieśników per z buta, są tak święcie oburzone, że ktoś bierze sobie młodszą zamiast rówieśniczki :)


                                                    Kobiety za młodu lekką rączką wykluczające mężczyzn, bo tylko "zdecydowanie męski, wysoki postawny facet", "neandertalczyk", z "wielkimi łapami", "atawistyczni", bo "nie ma chemii", "nie dość dobre geny", mają pretensje o wykluczanie ze względu na wiek :) Ubaw.

                                                    Zapomniał wół, jak cielęciem był?

                                                    A te patetyczne stwierdzenie "W moich oczach jestes nieludzki" z ust osoby akurat wysoce wykluczającej wprost prorocze, aczkolwiek bynajmniej nie w stosunku do Kutuzowa.


                                                    Ponadto, jak to dawno temu pewna pani napisała, kobieta ma prawo wybierać sobie partnerów, na jakich ma ochotę, a oczekiwania innych osób nie mają tu nic do rzeczy. Mężczyzn to chyba też dotyczy. :)
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 11:49
                                                    midnight_lightning napisał:
                                                    > Ciekawe, że kobiety za młodu z łatwością zmieniające partnerów na "bardziej zar
                                                    > adnych finansowo", same preferujące starszych mężczyzn (!), a traktujące nie do
                                                    > ść zamożnych rówieśników per z buta, są tak święcie oburzone, że ktoś bierze so
                                                    > bie młodszą zamiast rówieśniczki :)
                                                    No patrz raz piszesz to co na gorze a raz tcos innego na dole:
                                                    > Ponadto, jak to dawno temu pewna pani napisała, kobieta ma prawo wybierać sobie
                                                    > partnerów, na jakich ma ochotę, a oczekiwania innych osób nie mają tu nic do r
                                                    > zeczy. Mężczyzn to chyba też dotyczy. :)
                                                  • zawle Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 08:27
                                                    sabat.77 napisał: > Ale dlaczego? Dziewczyna Kutuzowa takich Kutuzowów mogłaby mieć z miejsca dzies
                                                    > iątki (bez urazy Kutuzow), ale z jakiejś przyczyny jest akurat z nim. Chyba wie
                                                    > co robi... Tak mi się zdaje...

                                                    Moja mama opowiadała mi historię o pewnej znajomej. Poznała chłopaka, opowiadała o nim że podobny do piosenkarza z lak 60, że identyczny. Koleżanki jej zazdrościły. Dopóki go nie zobaczyły. A skoro jedziemy tu stereotypami to nie wydaje Ci się że samotna około 30 latka to albo jej nikt nie chciał, albo czuje panikę że nadal sama? Pogadajmy sobie jak faceci z facetami;) Do tego była bez pracy, a kutuzow przy kasie- się przytuliła. Zabezpieczyć ją musi- no, widać że sama na siebie nie zarobi. Do cholery sabat...nie gadaj głupot.
                                                  • sabat.77 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 08:41
                                                    Zawle :) Zaufaj i tyle. Jak mowie, ze taka laska jak narzeczona Kutuzowa w godzine znalazlaby sobie kolejnego sponsora (gdyby tylko o to szlo) to wiem co mowie i basta ;) Przyjmij na wiare ;)
                                                  • kutuzow Sprostowanie dla Zawle 16.07.14, 09:46
                                                    zawle napisała:
                                                    [cały akapit i praktycznie w każdym zdaniu minęła się z prawdą]

                                                    Zawle,
                                                    Pozwól że będę prostował po kolei:
                                                    > ... nie wydaje Ci się że samotna około 30 latka to albo jej nikt nie chciał, albo czuje panikę
                                                    > że nadal sama?

                                                    Gdy się poznalismy moja partnerka miała 25 lat ja 35, wiec określenie "koło trzydziestki" słabo tutaj pasuje. Koło trzydziestki to ona nawet teraz jeszcze nie jest (przynajmniej dla mnie)

                                                    Co do tego że samotna i nikt jej nie chciał i czuła panikę.
                                                    Sabat był znacznie bliżej prawdy gdy pisał że chętnych było wielu i gdyby mnie nie spotkała bez problemu znalazłaby innego (nie wiem czy byłaby równie szczęśliwa, ale chętnych nie brakowało).

                                                    >Do tego była bez pracy,

                                                    Gdy się poznaliśmy pracę miała. Okres bez pracy przyszedł znacznie później. Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie traktuje bezrobocia jako elementu "zrywającego związek" (ang. deal breaker). Znalazła pracę i znów pracuje -więc na pewno nie chodziło o jakies utrzymanie jak tu sugerujesz.

                                                    >Zabezpieczyć ją musi- no, widać że sama
                                                    > na siebie nie zarobi.

                                                    Wiesz Zawle, co innego jest zarobić na siebie, a co innego mieć w dzisiejszych czasach dobrą emeryture na starość. Ponieważ oboje mamy w planach podróże, to moze się okazać że taki sposób na życie sprawi że emerytura będzie jeszcze bardziej głodowa (i tak pewnie nasz roczni może liczyć na jakieś 800 PLN wg symulacji). Pisałem wyraźnie, że chodzi o zabezpieczenie na wypadek gdybym umarł.

                                                    P.S. Sabat ma nad Tobą tą przewagę, że widział zdjęcie mojej partnerki i nie tworzy takich nierealnych historii.
                                                  • mojemail3 Re: Sprostowanie dla Zawle 16.07.14, 09:54
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > P.S. Sabat ma nad Tobą tą przewagę, że widział zdjęcie mojej partnerki i nie tw
                                                    > orzy takich nierealnych historii.


                                                    No zakochany na zabój mężczyzna, na haju bo dopiero 3 lata w związku...Doskonale rozumiem,że po tak krótkiej znajomości można nie chcieć dzieci, bo zepsują sielankę naprawdę.
                                                    To co tak dziwi to "starsze" pokolenie kobiet ( po 40 tce) to fakt,że z takich zdecydowanych deklaracji, planowania szczegółowego, życie śmieje się w twarz...
                                                  • zawle Re: Sprostowanie dla Zawle 16.07.14, 18:04
                                                    kutuzow napisał: > zawle napisała:
                                                    > [cały akapit i praktycznie w każdym zdaniu minęła się z prawdą]

                                                    Ale to przecież bardzo przyjemne tak się mylić;) Ty masz z tego frajdę, nie odmawiaj mi jej. Daj spróbować tego miodu.

                                                    > P.S. Sabat ma nad Tobą tą przewagę, że widział zdjęcie mojej partnerki i nie tw
                                                    > orzy takich nierealnych historii.

                                                    sabat przyznał się też do obniżonych wymagań co do urody, wagi i wielu innych rzeczy:) I jeszcze jedną malutką...jest kurewsko wyposzczony:))
                                                  • sabat.77 Re: Sprostowanie dla Zawle 16.07.14, 18:55
                                                    zawle napisała:

                                                    > sabat przyznał się też do obniżonych wymagań co do urody, wagi i wielu innych r
                                                    > zeczy:) I jeszcze jedną malutką...jest kurewsko wyposzczony:))

                                                    To tak nie działa. Odczucie urody i jej braku mam wciąż na tym samym poziomie. Zmienia się tylko próg, poniżej którego bym się nie posunął... Że tak to dyplomatycznie ujmę. I obecnie istotnie ten próg jest na bardzo niskim poziomie. Co nie zmienia mi możliwości oceny czyjejś urody.
                                                    Zawle - ta dziewczyna jest rzeczywiście bardzo ładna. Kutuzow mówi że piękna... Z tym byłbym ostrożny. Tutaj mówi już zakochanie. Jeśli chodzi o piękno, to uważam, że to kategoria unikalna, zarezerwowana dla jakichś efemerycznych zjawisk... Piękno to doznanie artystyczne, pewien rodzaj wysublimowania, głębi... Pięknych kobiet jest absolutna mniejszość, osobiście nie znam żadnej pięknej kobiety, a na własne oczy widziałem chyba tylko raz dziewczynę, którą mógłbym nazwać piękną, może też ze względu na niesamowity kontrast zjawiska. Przyszła do mnie do okienka, odebrać przekaz, w brudnej, starej kurteczce z lumpeksu... nieumalowane dziewczątko. Widać że z jakiejś zabiedzonej śląskiej wielodzietnej rodziny... Jezu, jaka ona była doskonała, obłęd... Jak młoda Pola Raksa... Siedziałem wiele godzin jak by mi ktoś w pysk dał. Tak, ona była oszałamiająca..
                                                    A uroda - owszem, jest powszechniejsza, i tutaj mogę powiedzieć o bardzo dużej urodzie, bo widziałem że zdjęcia kręcone nie są, a trochę się na tym rozeznaję...
                                                    Mamy też jakąś kategorię porównawczą. Moja żona, żony moich kolegów, moje koleżanki - z pracy, ze studiów, znajome z ulicy... W tej kategorii dziewczyna Kutuzowa wyrywa z butów, nie ma dyskusji.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 09:34
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Ale dlaczego? Dziewczyna Kutuzowa takich Kutuzowów mogłaby mieć z miejsca dzies
                                                    > iątki (bez urazy Kutuzow), ale z jakiejś przyczyny jest akurat z nim. Chyba wie
                                                    > co robi... Tak mi się zdaje...

                                                    Sabat, spoko. Przyznaje Ci racje (nie mam co brać do siebie).

                                                    Moim zdaniem właśnie problem jest taki, że Panie tutaj traktują kobietę jako taką co to jeszcze nie wie na co się decyduje. Bo one Matki Polki już wiedzą jak ważne w życiu są dzieci itp.
                                                    To taki typowo Polski motyw, (moja partnerka słyszała to już nie raz), że facet może odejść, ale dzieci są na całe życie.
                                                    Tylko, że tak mówią kobiety które maja w d***e partnera i związek i zależy im głównie na zaspokojeniu swojego instynktu macierzyńskiego. Jak powiesz takiej że w związku to on i ona są najważniejsi, a dziecko to dodatek do tej dwójki, to gotowa oczy wydrapać.
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 09:38
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Moim zdaniem właśnie problem jest taki, że Panie tutaj traktują kobietę jako ta
                                                    > ką co to jeszcze nie wie na co się decyduje. Bo one Matki Polki już wiedzą jak
                                                    > ważne w życiu są dzieci itp.

                                                    Kutuzow,bo dzieci naprawdę są ważne...dla obojga rodziców i dają masę satysfakcji ( i frustracji też...)
                                                    Piszę to ja, wcale NIE Matka Polka prawdziwa...

                                                    > Tylko, że tak mówią kobiety które maja w d***e partnera i związek i zależy im g
                                                    > łównie na zaspokojeniu swojego instynktu macierzyńskiego. Jak powiesz takiej że
                                                    > w związku to on i ona są najważniejsi, a dziecko to dodatek do tej dwójki, to
                                                    > gotowa oczy wydrapać.

                                                    Ależ oczywiście,że małżonkowie mają byc dla siebie najważniejsi, dzieci na drugim miejscu.
                                                    Straszne masz uprzedzenia, to jest problem.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 09:50
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Kutuzow,bo dzieci naprawdę są ważne...dla obojga rodziców i dają masę satysfakc
                                                    > ji ( i frustracji też...)

                                                    Dla Ciebie są ważne, dla mnie nie. Ja rozumiem Twój punkt widzenia, Ty mojego nie za bardzo (mam wrażenie że to jest na zasadzie "zobaczysz jeszcze wspomnisz moje słowa gdy sam zapragniesz dziecka).

                                                    > Ależ oczywiście,że małżonkowie mają byc dla siebie najważniejsi, dzieci na drug
                                                    > im miejscu.
                                                    > Straszne masz uprzedzenia, to jest problem.

                                                    Widzisz, tutaj Twój punkt widzenia mi autentycznie imponuje. Możemy się sprzeczać na forum na inne tematy, ale potrafię docenić to podejście. Niestety to co pisałem, że "dzieci są na zawsze a partner może odejsc" to nie głosy z forum, tylko głosy koleżanek i znajomych w realu. Niestety takie podejście jest DOMINUJĄCE. Także Twoje podejście traktuje jako dość unikalne.
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 10:01
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Dla Ciebie są ważne, dla mnie nie. Ja rozumiem Twój punkt widzenia, Ty mojego n
                                                    > ie za bardzo (mam wrażenie że to jest na zasadzie "zobaczysz jeszcze wspomnisz
                                                    > moje słowa gdy sam zapragniesz dziecka).

                                                    Nie, ja nigdy bym nie powiedziała " a nie mówiłam"
                                                    Ja powiem z mojego, naszego doświadczenia, bo masz rację, kobiety organicznie, naturalnie pragną macierzyństwa, ja musiałam trochę pocierpieć, psychicznie i fizycznie w tym temacie, mąż zawsze twierdził " Możemy żyć bez dzieci"...Ale kiedy ja się z tym pogodziłam,on przed 40 tką właśnie poczuł dojmujące pragnienie bycia ojcem, mam wrazenie,że na jego stany depresyjne, wycofanie, ta nasza cała trudna sytuacja miała duży wpływ.
                                                    Na szczęście Młody pojawił się w naszym życiu, w dobrym momencie, choć mogło to być kilka lat wcześniej, mniej byłoby niepotrzebnego cierpienia.

                                                    > Widzisz, tutaj Twój punkt widzenia mi autentycznie imponuje. Możemy się sprzecz
                                                    > ać na forum na inne tematy, ale potrafię docenić to podejście. Niestety to co p
                                                    > isałem, że "dzieci są na zawsze a partner może odejsc" to nie głosy z forum, ty
                                                    > lko głosy koleżanek i znajomych w realu. Niestety takie podejście jest DOMINUJĄ
                                                    > CE. Także Twoje podejście traktuje jako dość unikalne.

                                                    Unikalne??? Dla większości Polaków( wierzących podobno) powinno być oczywiste, ale niestety nie jest.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 16.07.14, 10:14
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Unikalne??? Dla większości Polaków( wierzących podobno) powinno być oczywiste,
                                                    > ale niestety nie jest.

                                                    Wiesz, tych wierzących praktykujących to jest coś ok 40-45% (udział parafian na mszy w niedziele). Z czego pewnie kolejna połowa kieruje się w życiu zasadami wiary. Wg mnie wielu jest religijnych tak trochę "z rozpędu", z dziada pradziada, ale bez zastanowienia co to tak naprawdę oznacza.
                                                    Nie dziwne, że potem coś co powinno być oczywiste, traktowane jest jak odwrócenie obowiązujących zasad.
                                                  • hello-kitty2 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 11:46
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > sabat.77 napisał:
                                                    > > Ale dlaczego? Dziewczyna Kutuzowa takich Kutuzowów mogłaby mieć z miejsca
                                                    > dzies
                                                    > > iątki (bez urazy Kutuzow), ale z jakiejś przyczyny jest akurat z nim. Chy
                                                    > ba wie
                                                    > > co robi... Tak mi się zdaje...
                                                    >
                                                    > Sabat, spoko. Przyznaje Ci racje (nie mam co brać do siebie).

                                                    to zastanawiam sie kto jeszcze dostal zdjecia? I pytanie kluczowe: po co? Kutuzow jedziesz Markiem? ;-) Na cholere sie nia chwalisz? Przeciez to zwykla, niebrzydka owszem ale przecietna dziewczyna jest, zadna super pieknosc, bez przesady. Do linkowanej tu kiedys przez Ciebie na spole z Yoriciem Christiny Hendricks to jej kupe oj kupe centymetrow brakuje, zadna sexbomba. To po co ta propaganda pytam? I ten idiota Sabat oczywiscie sie juz przylaczyl ;) Nie robcie z pan idiotek, bo to nieladnie.
                                                  • sabat.77 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 11:57
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Przeciez to zwykla, niebr
                                                    > zydka owszem ale przecietna dziewczyna jest, zadna super pieknosc, bez przesady
                                                    > . Do linkowanej tu kiedys przez Ciebie na spole z Yoriciem Christiny Hendricks
                                                    > to jej kupe oj kupe centymetrow brakuje, zadna sexbomba. To po co ta propaganda
                                                    > pytam? I ten idiota Sabat oczywiscie sie juz przylaczyl ;) Nie robcie z pan id
                                                    > iotek, bo to nieladnie.

                                                    Zwykła dziewczyna? Ty się dobrze czujesz? Jak ją zobaczyłem to pierwsze co mi przemknęło przez głowę to było "WOW". A drugie "Scully!". Sorry Kutuzow, takie skojarzenie ;)
                                                    Wiesz co to znaczy zwykłość? W jakiej krzywej rozkładu normalnego Ty się tam w Holandii poruszasz? Zwykła to jest Krysia z GS-u z grubą dupą i brodawką na nosie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:25
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Zwykła dziewczyna? Ty się dobrze czujesz? Jak ją zobaczyłem to pierwsze co mi p
                                                    > rzemknęło przez głowę to było "WOW". A drugie "Scully!". Sorry Kutuzow, takie s
                                                    > kojarzenie ;)
                                                    > Wiesz co to znaczy zwykłość? W jakiej krzywej rozkładu normalnego Ty się tam w
                                                    > Holandii poruszasz? Zwykła to jest Krysia z GS-u z grubą dupą i brodawką na nos
                                                    > ie.

                                                    Wiesz co Sabat ja tez sobie nie moge za chuja wyobrazic jak to jest ruchac w zyciu tylko jedna niechetna cipke, ze to moze jednak jakos spaczac punkt widzenia. Piekniejsze to ja widzialam niktore panie na Red Light District, jak laleczki i z cyckami! ;-) Rozumiem ze konika przetrzepales? Tak wejdz Kutuzowi w dupe jeszcze glebiej i wrzuc jeszcze wiecej przeprosin przydupasie, moze Ci cos skapnie do walenia konia.
                                                  • sabat.77 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:30
                                                    Spierdalaj. Mowie prawde. Co mam klamac, ze jest brzydka? A na chuj mialbym byc przydupasem Kutuzowa, co ja niby mialbym z tego miec? Nie wkurwiaj mnie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:38
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Spierdalaj. Mowie prawde. Co mam klamac, ze jest brzydka? A na chuj mialbym byc
                                                    > przydupasem Kutuzowa, co ja niby mialbym z tego miec? Nie wkurwiaj mnie.

                                                    Do budy, bo do zony zadzwonie i sie skonczy drugie zycie w necie ;-) Kutuzow to nerd i dlatego podziwiam kazda kobiete, ktora sie zdecyduje na zycie z nim, powinien ja szanowac i rozpieszczac, takie moje zdanie. Mowilam, ze niebrzydka. Nie manipuluj.
                                                  • sabat.77 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:49
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Do budy, bo do zony zadzwonie i sie skonczy drugie zycie w necie ;-) Kutuzow to
                                                    > nerd i dlatego podziwiam kazda kobiete, ktora sie zdecyduje na zycie z nim, po
                                                    > winien ja szanowac i rozpieszczac, takie moje zdanie. Mowilam, ze niebrzydka. N
                                                    > ie manipuluj.

                                                    No przecież nie piszę, że to miss uniwersum? Nie rozumiesz, że faceci mogą mieć inne podejście do kobiecej urody? Dla mnie nie musi być dziewczyna z rozkładówki, może wystarczy ten poziom, który określasz jako niebrzydka. Jak niebrzydka to już nieprzeciętna, czy nie mam racji?
                                                  • mojemail3 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:40
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    "(...) Mowie prawde. Co mam klamac, ze jest brzydka? (...)"

                                                    No ładna jest, bardzo ładna.
                                                    Nie kłoćcie się drogie dzieci...

                                                    Po prostu jest różnica w postrzeganiu piękna i atrakcyjności przez kobiety i mężczyzn, ci ostatni widzą głównie atrakcyjność, kobieta to taka całość, my jak słyszymy "piękna" to mamy na myśli piękno doskonałe, coś jak Monika Belucci, czy inna piękność absolutna...
                                                  • sabat.77 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:52
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Po prostu jest różnica w postrzeganiu piękna i atrakcyjności przez kobiety i mę
                                                    > żczyzn, ci ostatni widzą głównie atrakcyjność, kobieta to taka całość, my jak s
                                                    > łyszymy "piękna" to mamy na myśli piękno doskonałe, coś jak Monika Belucci, czy
                                                    > inna piękność absolutna...

                                                    No jeszcze czego, żebyśmy pożądali tylko posągowych piękności, to już dawno byśmy wyginęli, jak mamuty.
                                                  • mojemail3 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:56
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No jeszcze czego, żebyśmy pożądali tylko posągowych piękności, to już dawno byś
                                                    > my wyginęli, jak mamuty.

                                                    No ale Wam chłopcy nie zależy na przetrwaniu gatunku, chcecie sztukę dla sztuki uprawiać, co nie???
                                                    Wieczny ugór ;-) bez zasiewów...
                                                  • sabat.77 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:59
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > No ale Wam chłopcy nie zależy na przetrwaniu gatunku, chcecie sztukę dla sztuki
                                                    > uprawiać, co nie???
                                                    > Wieczny ugór ;-) bez zasiewów...

                                                    My byśmy i zasiewali, ale wiemy że po plonach będzie świniobicie, a my na nim w roli świni.
                                                  • szopen_cn Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 17.07.14, 07:48
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > mojemail3 napisała:
                                                    >
                                                    > > No ale Wam chłopcy nie zależy na przetrwaniu gatunku, chcecie sztukę dla
                                                    > sztuki
                                                    > > uprawiać, co nie???
                                                    > > Wieczny ugór ;-) bez zasiewów...
                                                    >
                                                    > My byśmy i zasiewali, ale wiemy że po plonach będzie świniobicie, a my na nim w
                                                    > roli świni.

                                                    To jest jeden z najlepszych postow jakie przeczytalem na forum.
                                                    Od wczoraj sie z tego smieje.
                                                  • kutuzow Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 12:51
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Na cholere sie nia chwalisz?

                                                    Bo jest piękna. To dość proste.
                                                    Poza tym jestem szczęśliwy, nie widzę powodów żeby to ukrywać.

                                                    > Przeciez to zwykla, niebrzydka owszem ale przecietna dziewczyna jest, zadna super pieknosc, bez przesady

                                                    Przeciętna....dawno się tak nie obśmiałem.
                                                    Sorry Kitty, ale przemawia przez Ciebie zazdrość lub zawiść.

                                                    > Do linkowanej tu kiedys przez Ciebie na spole z Yoriciem Christiny Hendricks
                                                    > to jej kupe oj kupe centymetrow brakuje, zadna sexbomba.

                                                    Widzisz to Christinie brakuje do moje partnerki, bo:
                                                    a) moja partnerka jest cała naturalna (ma piękny biust bez silikonu) podczas gdy Christina ma kilogramy silikonu.
                                                    b) moja partnerka wygląda ślicznie bez photoshopa i godzin spędzonych u stylisty.
                                                    poniżej masz przykłady a propos Christiny:

                                                    Ad pkt A: www.mindblowingworld.com/christina-hendricks-plastic-surgery/
                                                    Ad pkt B: assets-s3.usmagazine.com/uploads/assets/photo_galleries/regular_galleries/1876-stars-without-makeup/photos/1394131415_christina-hendricks-640.jpg
                                                  • mojemail3 Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 13:01
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Bo jest piękna. To dość proste.
                                                    > Poza tym jestem szczęśliwy, nie widzę powodów żeby to ukrywać.

                                                    No i bardzo ładnie, czemuż zakochanemu szczęście obrzydzać :)

                                                    Kutuzow, młodość na taką cudowną pewność siebie, a zakochany facet nie wyobraża sobie nawet, że jego ukochaną też ukąsi ząb czasu...
                                                    Pokaż nam zdjęcie narzeczonej ( żony) jak skończy 40 tkę, to pogadamy:)
                                                    Trzeba mieć trochę pokory i...trochę taktu dla starzejących się kobiet...

                                                  • kutuzow Re: Jak juz omawiamy narzeczona Kutuzowa ;) 16.07.14, 13:08
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Kutuzow, młodość na taką cudowną pewność siebie, a zakochany facet nie wyobraża
                                                    > sobie nawet, że jego ukochaną też ukąsi ząb czasu...

                                                    Wyobraża, wyobraża. Tylko przecież Kitty oceniała co jest Tu i teraz a nie za X lat.


                                                  • hello-kitty2 Re: Chwalipieta 16.07.14, 13:25
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Bo jest piękna. To dość proste.
                                                    > Poza tym jestem szczęśliwy, nie widzę powodów żeby to ukrywać.
                                                    >
                                                    > > Przeciez to zwykla, niebrzydka owszem ale przecietna dziewczyna jest, zad
                                                    > na super pieknosc, bez przesady
                                                    >
                                                    > Przeciętna....dawno się tak nie obśmiałem.
                                                    > Sorry Kitty, ale przemawia przez Ciebie zazdrość lub zawiść.
                                                    >
                                                    > > Do linkowanej tu kiedys przez Ciebie na spole z Yoriciem Christiny Hendri
                                                    > cks
                                                    > > to jej kupe oj kupe centymetrow brakuje, zadna sexbomba.
                                                    >
                                                    > Widzisz to Christinie brakuje do moje partnerki, bo:
                                                    > a) moja partnerka jest cała naturalna (ma piękny biust bez silikonu) podczas gd
                                                    > y Christina ma kilogramy silikonu.
                                                    > b) moja partnerka wygląda ślicznie bez photoshopa i godzin spędzonych u stylist
                                                    > y.


                                                    Odnioslam sie do Christiny Hendricks, bo sami ja linkowaliscie z Yoriciem jako ideal meski. Ale widze, ze teraz sie wycofujesz ze swoich wlasnych slow. Owszem ladna ale wiele jest ladnych dziewczat, szczegolnie w Polsce. Nienawidze chwalipietow, sa szkodliwi. Marek tez sie tak chwalil przypominam. Jakos mu to popularnosci nie przynioslo.

                                                    Kutuzow, ok piekna dla Ciebie, wierze Ci. Mam rade: wyjdz do ludzi Kutuzow, wyjdz z domu, otworz sie, nie wiem, odpocznij od niej cholera, nie symbiozuj sie, bardzo mi przykro, ze Ci sie tak stalo, nie izoluj sie, to szkodliwe jest.



                                                  • kutuzow Re: Chwalipieta 16.07.14, 13:30
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Odnioslam sie do Christiny Hendricks, bo sami ja linkowaliscie z Yoriciem jako
                                                    > ideal meski.

                                                    Owszem, bo Christine wiele osób kojarzy, a moja narzeczona jest anonimowa.

                                                    > Marek tez sie tak chwalil przypominam. Jakos mu to popul
                                                    > arnosci nie przynioslo.

                                                    Ja nie zabiegam tutaj o popularność jeśli jeszcze tego nie zauważyłaś.

                                                    > Kutuzow, ok piekna dla Ciebie, wierze Ci. Mam rade: wyjdz do ludzi Kutuzow, wyj
                                                    > dz z domu, otworz sie, nie wiem, odpocznij od niej cholera, nie symbiozuj sie,
                                                    > bardzo mi przykro, ze Ci sie tak stalo, nie izoluj sie, to szkodliwe jest.

                                                    Kitty, z całym szacunkiem, ale daruj sobie rady co do życia prywatnego.
                                                    Wiem jak żyć "po swojemu", jestem szczęśliwy, więc naprawdę nie potrzebuję rad.
                                                  • hello-kitty2 Re: Chwalipieta 16.07.14, 13:43
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Kitty, z całym szacunkiem, ale daruj sobie rady co do życia prywatnego.
                                                    > Wiem jak żyć "po swojemu", jestem szczęśliwy, więc naprawdę nie potrzebuję rad.

                                                    Ok daruje i mowie PAS. Zycze Wam szczescia i oddalam sie. Pa.
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:29
                                                    Kutuzow ja znam te włoskie klimaty związkowe. i powiem Ci...nie ma z tegi nic niestety...Ja tam akceptuje ludzkie wybory i niemoznosci zyciowe ale...skoro tak ładnie wszystko tlumaczysz naturalnymi popedami, które nie sa niczym innym jak dążeniem do rozmnażania to daj ludziom zyc niech sie rozmnazaja i czynią ziemię poddaną. ;-)
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:47
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    >... Skoro tak ładnie wszystko tlumaczysz naturalnymi popedami, które nie sa niczym innym jak
                                                    > dążeniem do rozmnażania to daj ludziom zyc niech sie rozmnazaja i czynią ziemi
                                                    > ę poddaną. ;-)

                                                    MM, przecież to nie ja się obruszam że taki mechanizm występuje. To nie ja staram się udowodnić iż 50-tki są równie seksowne jak 20-tki.
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 15:17
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > MM, przecież to nie ja się obruszam że taki mechanizm występuje. To nie ja star
                                                    > am się udowodnić iż 50-tki są równie seksowne jak 20-tki.

                                                    A ja się staram to udowodnić ?? Gdzie, jak i kiedy???
                                                    Wielokrotnie pisałam,że na poziomie atrakcyjności fizycznej to nie ma o czym mówić, ale dla Ciebie najwyrażniej kobieta przedstawia wartość jedynie jako obiekt seksualny.
                                                    To muszę Cię zmartwić, jak będziesz miał 55 lat a partnerka ( żona) 45 to ona też już będzie stare babsko ( bo czas nie omija nikogo) a Ty będziesz do śmierci za młodymi się oglądał i to będzie żałosne niestety...
                                                    Wielokrotnie też pisałam,że rywalizacja z młodszymi jest żałosna, zarówno kobiet jak i mężczyzn...
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 15:24
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Wielokrotnie pisałam,że na poziomie atrakcyjności fizycznej to nie ma o czym mó
                                                    > wić,

                                                    No nie wiem -ostatnio wklejałaś zdjęcia aktorek które miałybyć niby bardziej atrakcyjne niż gdy były młode.

                                                    > ale dla Ciebie najwyrażniej kobieta przedstawia wartość jedynie jako obiek
                                                    > t seksualny.

                                                    Nie JEDYNIE, ale RÓWNIEŻ. Nie ukrywam że seks jest wazny, atrakcyjność fizyczna także.
                                                    Tak samo jak dla kobiet ważne jest to czy partner jest "zaradny". To jest efekt ewolucji i nie ma co ściemniać że jest inaczej.
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 18:01
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > No nie wiem -ostatnio wklejałaś zdjęcia aktorek które miałybyć niby bardziej at
                                                    > rakcyjne niż gdy były młode.

                                                    To Ty wklejałeś zdjęcia i to tendencyjnie, bo Juliette Binoche jak miała 20 lat to miała wyretuszowane zdjęcie, a w wieku 50 lat zdjęcie bez makijażu od paparazzi...
                                                    A to jest naprawdę piękna kobieta, teraz może uroda fizyczna przygasła, ale piękno wewnętrzne dodaje uroku.
                                                    I mam prawo to pisać, jako kobieta, dla Ciebie 50 tka to może być kawał nieświeżego mięcha.

                                                    > Tak samo jak dla kobiet ważne jest to czy partner jest "zaradny". To jest efekt
                                                    > ewolucji i nie ma co ściemniać że jest inaczej.

                                                    Tak samo to kobieta ma być np. gospodarna i pracowita, bo z leniem i flejtuchem nawet jak jest najpiękniejsza chciałbyś żyć??? No chyba,że w ramach zasobów zatrudniłbyś gosposię i służącą, prawda?
                                                  • kutuzow Przykład dla Kitty 15.07.14, 20:48
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > I mam prawo to pisać, jako kobieta, dla Ciebie 50 tka to może być kawał nieświe
                                                    > żego mięcha.

                                                    Kitty, tutaj maż doskonały przykład o co mi chodziło w rozmowie o "tezie/problemie" vs emocjonalne podejście do tematu.

                                                    Moja teza jest taka że większość kobiet w wieku lat 20-tu jest bardziej atrakcyjna erotycznie niż gdy mają lat 50. Po prostu nature cięzko oszukać. Czasami 30-tka jest bardziej sekxy niż 20-tka, ale 30 lat różnicy między 20-tką a 50-tką robi swoje.

                                                    Wrzuciłem zdjęcia jakie były dostępne tej samej aktorki w wieku lat 20 i 50-ciu.
                                                    Ponieważ 30 lat temu nie było ani Internetu ani Paparazzi, to stare zdjecie jest z jakiejś sesji foto, nowsze było pstryknięte na jakimś pokazie/premierze.

                                                    Ciężko jest obronić tezę, że ta sama osoba w wieku lat 20-tu będzie bardziej atrakcyjna od siebie samej w wieku lat 50-ciu.
                                                    Jak widzisz MM zaś ruszyły emocje i mamy: "dla Ciebie 50 tka to może być kawał nieświe
                                                    > żego mięcha."

                                                    > Tak samo to kobieta ma być np. gospodarna i pracowita, bo z leniem i flejtuchem
                                                    > nawet jak jest najpiękniejsza chciałbyś żyć??? No chyba,że w ramach zasobów za
                                                    > trudniłbyś gosposię i służącą, prawda?

                                                    To jest dokładnie to o czym pisałem. Cały akapit EMOCJI, ale nic, ZERO tutaj odniesienia do tezy (czyli atrakcyjności EROTYCZNEJ tes samej osoby).
                                                    Czy teraz wiesz czemu wolę analityczne posty niż taką emocjonalną napierdalanke?
                                                  • mojemail3 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 21:08
                                                    kutuzow napisał:

                                                    "(...)To jest dokładnie to o czym pisałem. Cały akapit EMOCJI, ale nic, ZERO tutaj odniesienia do tezy (czyli atrakcyjności EROTYCZNEJ tes samej osoby).
                                                    Czy teraz wiesz czemu wolę analityczne posty niż taką emocjonalną napierdalanke?(...)"

                                                    Ok, a jak narzeczona mówi,że "wbije nóż w serce" to jest cudownie romantyczne,a nie emocjonalna napierdalanka?
                                                    Nic to, jeszcze parę lat i stanie się zrzędzącą żoneczką ;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 21:12
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > mojemail3 napisała:
                                                    > > I mam prawo to pisać, jako kobieta, dla Ciebie 50 tka to może być kawał
                                                    > nieświe
                                                    > > żego mięcha.

                                                    > To jest dokładnie to o czym pisałem. Cały akapit EMOCJI, ale nic, ZERO tutaj od
                                                    > niesienia do tezy (czyli atrakcyjności EROTYCZNEJ tes samej osoby).
                                                    > Czy teraz wiesz czemu wolę analityczne posty niż taką emocjonalną napierdalanke
                                                    > ?

                                                    To musisz z kims innym rozmawiac. Kobiety to emocje.
                                                  • mojemail3 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 21:17
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > > To jest dokładnie to o czym pisałem. Cały akapit EMOCJI, ale nic, ZERO tu
                                                    > taj od
                                                    > > niesienia do tezy (czyli atrakcyjności EROTYCZNEJ tes samej osoby).
                                                    > > Czy teraz wiesz czemu wolę analityczne posty niż taką emocjonalną napierd
                                                    > alanke
                                                    > > ?
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > To musisz z kims innym rozmawiac. Kobiety to emocje.

                                                    No przecież potwierdziłam, a nie zaprzeczyłam, 20 latki są bezwzględnie atrakcyjniejsze...
                                                    Ale Kutuzow tak pisze o kobietach, jak o klaczach ( choć hodowcy mówią ładniej i z większym zaangażowaniem, nawet o starych klaczach...) no to mnie wkurza takie instrumentalne podejście. A sami jęczą po forum,że my czyhamy na te domniemane zasoby ( akurat zasoby w postaci nieruchomości to ja miałam przed ślubem i cały czas pracuję od 16 lat...)
                                                  • urquhart Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 21:32
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Ale Kutuzow tak pisze o kobietach, jak o klaczach ( choć hodowcy mówią ładniej
                                                    > i z większym zaangażowaniem, nawet o starych klaczach...) no to mnie wkurza tak
                                                    > ie instrumentalne podejście. A sami

                                                    Czytam że o pisze pragmatycznie po prostu. Bo po co ludzie się łączą? Żeby spełniać wzajemne oczekiwania. On pisze o swoich oczekiwaniach i ma ochotę spełniać te partnerki i zakłada ba upewniał się że są zgodne z jego.
                                                    Instrumentalnie to był potraktowany przez swoją byłą z którą było tu spięcie kiedyś na forum co to nie miała ochoty spełniać jego oczekiwań :)
                                                  • mojemail3 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 21:49
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Czytam że o pisze pragmatycznie po prostu. Bo po co ludzie się łączą? Żeby speł
                                                    > niać wzajemne oczekiwania. On pisze o swoich oczekiwaniach i ma ochotę spełniać
                                                    > te partnerki i zakłada ba upewniał się że są zgodne z jego.


                                                    Cała naiwność w podejściu do małżeństwa polega na tym,że OCZEKUJEMY,że partner zaspokoi wszystkie nasze potrzeby emocjonalne, seksualne, ba, nawet materialne.
                                                    Że kobieta zaspokoi swój głód emocjonalny,a mężczyzna seksualny. A to dziura bez dna, bez skojarzeń.
                                                    Nic z tego, nie w tym rzecz.
                                                  • urquhart Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 21:57
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Cała naiwność w podejściu do małżeństwa polega na tym,że OCZEKUJEMY,że partner
                                                    > zaspokoi wszystkie nasze potrzeby emocjonalne, seksualne, ba, nawet materialne.
                                                    > Że kobieta zaspokoi swój głód emocjonalny,a mężczyzna seksualny. A to dziura be
                                                    > z dna, bez skojarzeń.
                                                    > Nic z tego, nie w tym rzecz.

                                                    Pół biedy jeżeli widzisz że im się chce a nie wychodzi...
                                                    Innaczej masz to instrumentalne traktowanie o którym tyle baby mówią, a ktróe tak trudno zwerbalizować ignorowanym mężczyznom

                                                    Ale w kwestii formalnej to mężczyźni poszukują bliskości w związku z kobietą czysty seks mogą mieć mieć gdzie indziej, bo tylko z kobietą są w stanie ją nawiązać, kobiety nawiązują głeboką bliskość także z dziećmi rodziną przyjaciółmi, faceci rzadko to potrafią ...
                                                  • mojemail3 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 22:11
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Pół biedy jeżeli widzisz że im się chce a nie wychodzi...
                                                    > Innaczej masz to instrumentalne traktowanie o którym tyle baby mówią, a które tak trudno >zwerbalizować ignorowanym mężczyznom.

                                                    Ignorowanie świadome, to masz rację podłość jest, wybaczyć można działania nieświadome, bezwiedne, ale obudzić się należy, nie może człowiek zdrowy zwalać winy na swą rzekomą niepoczytalność emocjonalną...

                                                    > Ale w kwestii formalnej to mężczyźni poszukują bliskości w związku z kobietą cz
                                                    > ysty seks mogą mieć mieć gdzie indziej, bo tylko z kobietą są w stanie ją nawią
                                                    > zać, kobiety nawiązują głeboką bliskość także z dziećmi rodziną przyjaciółmi, f
                                                    > aceci rzadko to potrafią ...

                                                    To się rzeczywiście sprawdza, widzę jak to wygląda, utrzymywanie relacji w gronie znajomych jest na kobiecych barkach zwykle...
                                                  • kutuzow Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 23:17
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > No przecież potwierdziłam, a nie zaprzeczyłam, 20 latki są bezwzględnie atrakcy
                                                    > jniejsze...

                                                    MM, gdybym miał altzhaimera, to może bym nie pamietał co wcześniej twierdziłaś. Ponieważ jednak pamieć mam jeszcze jako taką to Ci przypomnę:

                                                    "Młynarska to akurat lepiej wygląda teraz niż 10-15 lat temu...To nie tylko kwestia dbania i inwestowania w siebie, ale też przemiany duchowej i jej dojrzałości. Niektóre kobiety niebywale zyskują z czasem ( Juliette Binoche,Julie Delphy) niektóre niestety nie, a zabiegi medycyny estetycznej nie mają tu aż takiego znaczenia..."
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150953405,150962365,Re_Wielki_powrot_Loppego.html
                                                    Zwróć uwage na fragmenty: "Młynarska lepiej wygląda teraz niż 10-15 lat temu" oraz " Niektóre kobiety niebywale zyskują z czasem". Przecież to świadczy o tym że teraz są ładniejsze niż były. No bo jeśli coś ZYSKUJE to jest LEPSZE lub bardziej wartościowe niż było.

                                                    Więc może zamiast brać do siebie kwestie które tutaj dyskutujemy, a które Ciebie nie dotyczą, po prostu trzymaj jedną wersję tego co piszesz to nie będzie nieporozumień.
                                                    Nie będę musiał szukać i wklejać że jednak wiem co pisze, bo twierdziłaś coś innego.
                                                  • sabat.77 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 23:22
                                                    Kutuzow, jej chodzi o styl, dojrzalosc i piekno duchowe, ktore rownowazy efekty fizycznego starzenia sie. Nawet sie zgodze, ale w pewnym wieku to juz przestaje dzialac :)
                                                  • mojemail3 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 23:35
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Kutuzow, jej chodzi o styl, dojrzalosc i piekno duchowe, ktore rownowazy efekty
                                                    > fizycznego starzenia sie. Nawet sie zgodze, ale w pewnym wieku to juz przestaj
                                                    > e dzialac :)


                                                    No kurna chata, do jakiego wieku mamy być obiektami seksualnymi?? Przeciez to udręka...
                                                  • sabat.77 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 23:40
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > No kurna chata, do jakiego wieku mamy być obiektami seksualnymi?? Przeciez to u
                                                    > dręka...

                                                    Tak długo, jak chcemy uprawiać seks, bez konieczności wnoszenia za niego opłat. Ale masz rację, to i tak nie zależy od nas :)
                                                    Tu na forum, tych którzy faktycznie takimi obiektami seksualnymi są, już jest mało... z czasem będzie mniej...
                                                  • mojemail3 Re: Przykład dla Kitty 15.07.14, 23:29
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Zwróć uwage na fragmenty: "Młynarska lepiej wygląda teraz niż 10-15 lat temu" o
                                                    > raz " Niektóre kobiety niebywale zyskują z czasem". Przecież to świadczy o tym
                                                    > że teraz są ładniejsze niż były. No bo jeśli coś ZYSKUJE to jest LEPSZE lub bar
                                                    > dziej wartościowe niż było.

                                                    No widzę,że przygotowałeś się jak do sprawy rozwodowej, ale...przegrałbyś z kretesem ;-)
                                                    Zwróć uwagę, że napisałam o pojedynczym przypadku Młynarskiej, oraz że " NIEKTÓRE" kobiety, to znaczy,że nie wszystkie...
                                                    I po co ta jałowa dyskusja???
                                                    Żeby udowodnić wyższość świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą...


                                                    > Więc może zamiast brać do siebie kwestie które tutaj dyskutujemy, a które Ciebi
                                                    > e nie dotyczą, po prostu trzymaj jedną wersję tego co piszesz to nie będzie nie
                                                    > porozumień.
                                                    > Nie będę musiał szukać i wklejać że jednak wiem co pisze, bo twierdziłaś coś in
                                                    > nego.

                                                    Oj Kutuzow, przecież to polemika forumowa a nie nieporozumienia...

                                                  • mojemail3 Bardziej wartościowe niż było... 15.07.14, 23:33
                                                    kutuzow napisał:

                                                    >No bo jeśli coś ZYSKUJE to jest LEPSZE lub bar
                                                    > dziej wartościowe niż było.

                                                    Tak, uparcie będę twierdzić, że człowiek ma szansę być lepszy i bardziej wartościowy z wiekiem, o ile nie upatrzy sobie,że ta wartość to zasoby materialne czy obsesyjne dbanie o ciało.
                                                  • kutuzow Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:01
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Tak, uparcie będę twierdzić, że człowiek ma szansę być lepszy i bardziej wartoś
                                                    > ciowy z wiekiem, o ile nie upatrzy sobie,że ta wartość to zasoby materialne czy
                                                    > obsesyjne dbanie o ciało.

                                                    MM, pamiętaj że rozmawialismy i rozmawiamy o atrakcyjności fizycznej. Owszem ktoś może mieć coraz lepszy charakter, sporo doświadczenia itp, ale to nie przekłada się na jego atrakcyjność fizyczną.

                                                    Przy okazji (choć Sabat to już poruszał dzisiaj).
                                                    Wczoraj oburzałaś się o to że pisałem o atrakcyjności kobiety tylko przez pryzmat urody (która jest związana z wiekiem).
                                                    Zapomniałaś jak sama nie tak dawno prowadziłaś ze mną polemikę w temacie facetów co to są jak "kula u nogi".
                                                    Zobacz że zaradność faceta i jego pracowitość jest dla kobiety tak samo ważna jak uroda kobiety dla mężczyzny. Gdy Zawle pisała, że z bezrobotnym by nie była, to było pełne zrozumienie. Jakoś żadna z Was nie zastanawiała się że to takie traktowanie mężczyzny jak woła pociągowego (analogia do starej klaczy). Przecież może ten bezrobotny tez miał piekne wnetrze, dużo doświadczenia, może chciał zająć się pisaniem wierszy.

                                                    Dostrzegasz podwójne standardy oceny?
                                                  • mojemail3 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:08
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Jakoś żadna z Was nie zastanawiała się że to takie traktowanie mężczyzny jak >woła pociągowego (analogia do starej klaczy). Przecież może ten bezrobotny tez miał piekne >wnetrze, dużo doświadczenia, może chciał zająć się pisaniem wierszy.
                                                    >Dostrzegasz podwójne standardy oceny?

                                                    Nie za bardzo.
                                                    Ponieważ ja akceptuję spadki formy partnera, też miał czas, kiedy była przerwa w pracy ( hmm, ja znalazłam ofertę pracy, którą podjął) to raczej on ma do siebie pretensje, że mógłby więcej zarabiać.
                                                    Dlatego też oczekuję akceptacji, kiedy ja jestem mniej atrakcyjna, a paradoksalnie, dużo gorszy czas miewałam, kiedy byłam młodsza. Teraz nie załamuję rąk, bo 40- tka to nie tragedia, pewnie po 50 tce już będzie gorzej, ale dla męża też czas nie staje...
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:29
                                                    Przestancie, ja znam taka co w kolko opowiadala, ze maz jest najwazniejszy, bo dzieci kiedys wyjdza a z domu a maz zostanie i z mezem sie zyje. A ja ciagel powtarzlam: "wypierol go z domu, spakuj mu manatki", bo sie nie nadawal. Ale nie i nie i co i....nic i on poszedl w sina w dal i tyle go widzieli.
                                                    A ogolnie to zostalo juz tutaj orzeczone, ze nie pojawia sie pytanie kto jest najwazniejszy jak wszyscy sobie spokojnie zyja, pojawia sie kiedy trzeba podejmowac naprawde trudne decyzje i wybierac poiedzy jednym a drugim.
                                                  • mojemail3 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:34
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Przestancie, ja znam taka co w kolko opowiadala, ze maz jest najwazniejszy, bo
                                                    > dzieci kiedys wyjdza a z domu a maz zostanie i z mezem sie zyje. A ja ciagel po
                                                    > wtarzlam: "wypierol go z domu, spakuj mu manatki", bo sie nie nadawal. Ale nie
                                                    > i nie i co i....nic i on poszedl w sina w dal i tyle go widzieli.


                                                    Kag, jeśli facet ją krzywdził, to nawet nie powinna z nim być i pozwalać się krzywdzić.
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:21
                                                    Poniewaz jestem osoba powierzchowna i prozna wazny jest dla mnie wyglad zewnetrzny, wiec jezeli facet mi sie fizycznie nie podoba, to nie pomoga zadne zasoby. Nie tylko ja tak mam, tak ma sporo kobiet, ktore znam, inne maja inaczej. Generalnie wiele kobiet wolaloby atrakcyjnego faceta, ale coz zrobic, jest ich troche za malo(bardzo widoczne w Polsce), wiec widzi sie faceta jako caloksztalt no i wiadomo nikt nie uwaza za brzdkie tego co kocha. Do czego zmierzam?
                                                    Mysle, ze obiektywnie wiekszosc mlodych kobiet i mezczyzn jest bardziej atrakcyjana fizycznie niz ci o 20 czy 30 lat starsi. Widze niewielu facetow po 40 stce, ktorzy sa atrakcyjni fizycznie, naprawde niewielu. I jak rozgladm sie wokol, to jako kobieta, zdecydowanie powiem, ze oko zawiesic to moge i zawieszam na mlodszch od siebie a nie na starszych. Zapewne z kobietami jest podobnie. Jednak jest roznica czy my mowimy o szukaniu nowego partnera czy partnerki, bo jesetesmy singlami czy mowimy o wymianie "starej" na nowszy model o czym rozpisal sie kutuzow. Po pierwsze oboje sa starsi, mezczyzni z wiekiem mniej jorni, wybykani przez lata(bo to jest warunek), zadowoleni, spelnieni, troche zmieniaja sie priorytety. Do tego ta partnerka to nie byle kto tylko "wlasna" zona, kiedys wybrana, kochana, wazna osoba.
                                                    I jak wszystko gra, to wszystko gra, nie ma potrzeby tego zmieniac. A kutuzow, ze to moje myslenie zyczeniowe. Tymczasem nawet na tym forum znalalo by sie paru panow, ktorzy wcale nie chca wymieniac starej zony na nowszy model, chociaz by mogli. I ja tez takich znam.
                                                  • mojemail3 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:31
                                                    kag73 napisała:

                                                    > I jak wszystko gra, to wszystko gra, nie ma potrzeby tego zmieniac. A kutuzow,
                                                    > ze to moje myslenie zyczeniowe. Tymczasem nawet na tym forum znalalo by sie par
                                                    > u panow, ktorzy wcale nie chca wymieniac starej zony na nowszy model, chociaz b
                                                    > y mogli. I ja tez takich znam.

                                                    No właśnie, a specjalnie dla Kutuzowa, coś z życia celebrytów, mężczyzna przystojny i atrakcyjny...

                                                    www.gala.pl/wywiady-i-sylwetki/krzysztof-holowczyc-kocham-i-mam-po-co-zyc-8023?strona=1
                                                  • urquhart Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:41
                                                    Dla większości ludzi w polsce samodzielne życie jest niemożliwe albo uciążliwe bo mediana (najwięcej ludzi tyle dostaje) dlazarobków to 1500 na rękę czyli tyle co wynajęcie najtańszej kawalerki w warszawie. A utrzymanie ? A rozmnażanie się i dzieci? Pomijając niewielka statystycznie grupę dobrze zarabiających kobiet o związkach decydują bardziej prozaiczne przyczyny...
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 10:50
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Dla większości ludzi w polsce samodzielne życie jest niemożliwe albo uciążliwe
                                                    > bo mediana (najwięcej ludzi tyle dostaje) dlazarobków to 1500 na rękę czyli tyl
                                                    > e co wynajęcie najtańszej kawalerki w warszawie. A utrzymanie ? A rozmnażanie s
                                                    > ię i dzieci? Pomijając niewielka statystycznie grupę dobrze zarabiających kobie
                                                    > t o związkach decydują bardziej prozaiczne przyczyny...

                                                    Wreszcie zblizamy sie do prawdy, bo o tych wielkich zasobach mezczyzny nasluchalysmy sie bardzo duzo. A prawda jest taka, ze jak sie we dwoch nie zarabia to sie nie wydoli.
                                                    Sam napisales, ze mezczyzni w zwiazku szukaja bliskosci, bo seks mogliby miec gdzie indziej. A to wszsytko po wielu postach( winnym watku) roznych panow utrzymujacych, ze kobiety chca zwiazku a mezczyzni wchodza w zwiazek, bo inaczej seksu nie dostana.
                                                    I teraz: jak najbardziej wiele par by ze soba nie bylo gdyby nie kredyty i inne zaleznosci finansowe. Ale moim zdaniem glowna przyczyna rozstan nie bylby fakt, ze kobieta sie nagle zestarzala i trzeba ja wymienic na inny/mlodszy model. Nie w zwiazku/w malzenstwie, ktore jest udane i zadowolone z zycia razem.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:02
                                                    Dobrze, zatem prosze o rzeczowa odpowiedz, gdzie oprocz wlasnego malzenstwa moglby miec seks mezczyzna w srednim wieku zarabiajacy 1500 pln na reke. Czekam z utesknieniem na odpowiedz.
                                                  • szopen_cn Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:26
                                                    W wiezieniu?
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:28
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > W wiezieniu?

                                                    Bardzo możliwe.
                                                  • mojemail3 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:29
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > W wiezieniu?

                                                    No. dobry trop...A jak usłyszałam ostatnio, że tym się różni małżeństwo od więzienia, że w tym ostatnim łatwiej o anal...
                                                    Straszne a nie śmieszne, nie?
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:37
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > No. dobry trop...A jak usłyszałam ostatnio, że tym się różni małżeństwo od więz
                                                    > ienia, że w tym ostatnim łatwiej o anal...
                                                    > Straszne a nie śmieszne, nie?

                                                    Straszne.
                                                    Ale jest szansa. Według mnie, na obecną chwilę, najskuteczniejszą taktyką mężczyzny powinna być wojna podjazdowa. Czyli odpowiednio w krokach:
                                                    1) Wazektomia (ale zachować to dla siebie)
                                                    2) Szukanie kobiety w perspektywie na kilkumiesięczny-kilkuletni związek
                                                    3) Obiecywanie małżeństwa i wspólnej przyszłości. W tym wypadku można szukać wśród dzieciatych rozwódek i kobiet w trudnej sytuacji ekonomicznej - i tak nie jest to na poważnie.
                                                    4) Ściemniać z obietnicami jak długo się da
                                                    - jeśli sprawa się rypnie to:
                                                    5) Faza ewakuacji i szukania kolejnej kobitki.

                                                    Generalnie imho bardzo dobry plan na życie faceta relatywnie niezależnego finansowo.
                                                  • mojemail3 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:43
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Generalnie imho bardzo dobry plan na życie faceta relatywnie niezależnego finan
                                                    > sowo.

                                                    Generalnie...bla bla bla...
                                                    Żonaty to niech się zajmie seksem we własnym małżeństwie a nie wymyślaniem dziwnych planów...
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:46
                                                    sabat.77 napisal
                                                    > Ale jest szansa. Według mnie, na obecną chwilę, najskuteczniejszą taktyką mężcz
                                                    > yzny powinna być wojna podjazdowa. Czyli odpowiednio w krokach:
                                                    > 1) Wazektomia (ale zachować to dla siebie)
                                                    > 2) Szukanie kobiety w perspektywie na kilkumiesięczny-kilkuletni związek
                                                    > 3) Obiecywanie małżeństwa i wspólnej przyszłości. W tym wypadku można szukać wś
                                                    > ród dzieciatych rozwódek i kobiet w trudnej sytuacji ekonomicznej - i tak nie j
                                                    > est to na poważnie.
                                                    > 4) Ściemniać z obietnicami jak długo się da
                                                    > - jeśli sprawa się rypnie to:
                                                    > 5) Faza ewakuacji i szukania kolejnej kobitki.
                                                    > Generalnie imho bardzo dobry plan na życie faceta relatywnie niezależnego finan
                                                    > sowo.
                                                    Nad Toba, sabat, to nie wiadomo cyz smiac sie czy plakac? Ale wiem, Tobie seksu brakuje i tak sie dobrze trzymasz. Ja w Twojej sytuacji juz dawno bym zwariowala. A moze Ty juz bierzesz jakies leki? Nie? A moze powinenes zaczac!;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:46
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Straszne.
                                                    > Ale jest szansa. Według mnie, na obecną chwilę, najskuteczniejszą taktyką mężcz
                                                    > yzny powinna być wojna podjazdowa. Czyli odpowiednio w krokach:
                                                    > 1) Wazektomia (ale zachować to dla siebie)
                                                    > 2) Szukanie kobiety w perspektywie na kilkumiesięczny-kilkuletni związek
                                                    > 3) Obiecywanie małżeństwa i wspólnej przyszłości. W tym wypadku można szukać wś
                                                    > ród dzieciatych rozwódek i kobiet w trudnej sytuacji ekonomicznej - i tak nie j
                                                    > est to na poważnie.
                                                    > 4) Ściemniać z obietnicami jak długo się da
                                                    > - jeśli sprawa się rypnie to:
                                                    > 5) Faza ewakuacji i szukania kolejnej kobitki.
                                                    >
                                                    > Generalnie imho bardzo dobry plan na życie faceta relatywnie niezależnego finan
                                                    > sowo.

                                                    No no brawo, do ML coraz blizej ;-)
                                                  • wont Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:43
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Dobrze, zatem prosze o rzeczowa odpowiedz, gdzie oprocz wlasnego malzenstwa mog
                                                    > lby miec seks mezczyzna w srednim wieku zarabiajacy 1500 pln na reke. Czekam z
                                                    > utesknieniem na odpowiedz.
                                                    -----------
                                                    Odpowiedz zawarta jest w pytaniu. A dokladniej - w wyrazeniu "na reke" :)
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:51
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Dobrze, zatem prosze o rzeczowa odpowiedz, gdzie oprocz wlasnego malzenstwa mog
                                                    > lby miec seks mezczyzna w srednim wieku zarabiajacy 1500 pln na reke. Czekam z
                                                    > utesknieniem na odpowiedz.

                                                    Moze w samochodzie, albo gdzies w krzakach, bo gdzie indziej, hotele raczej za drogie. Mozna tez u siebie w mieszkaniu albo u babki jak nikgogo nie ma w domu, kombinowac trzeba:)
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:51
                                                    kag73 napisała:

                                                    > sabat.77 napisał:
                                                    > > Dobrze, zatem prosze o rzeczowa odpowiedz, gdzie oprocz wlasnego malzenst
                                                    > wa mog
                                                    > > lby miec seks mezczyzna w srednim wieku zarabiajacy 1500 pln na reke. Cze
                                                    > kam z
                                                    > > utesknieniem na odpowiedz.
                                                    >
                                                    > Moze w samochodzie, albo gdzies w krzakach

                                                    Kag nie moge. W krzakach ;-))))
                                                  • kutuzow Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 13:48
                                                    kag73 napisała:

                                                    > I teraz: jak najbardziej wiele par by ze soba nie bylo gdyby nie kredyty i inne
                                                    > zaleznosci finansowe.

                                                    Zobacz Kag, jak "wybiórczo" działa u Ciebie ten machanizm.
                                                    Zgodziłaś się z Urqu, że zasoby mają duża rolę łaczeniu się i trwaniu wielu związków.
                                                    Więc przyznajesz że zasoby są istotnym elementem związanym z wyborem partnera (np. Ci bez zasobów są pomijani).

                                                    Przyznajesz że to niewystarczające zasoby trzymają wiele par ze sobą. Bo np. nie moga sobie pozwolić na drugie mieszkanie po rozwodzie bo spłacają kredyt na to pierwsze. Czyli znów zasoby są istotne.

                                                    Jednocześnie zaprzeczasz, że wzrost zasobów wpływa na możliwości wyboru partnerki. Przeniesienie analizy z poziomu Kowalskiego z 1500 PLN na poziom prezesa banku z pensją 1,5 mln.

                                                    To trochę tak jakbyś jechała samochodem i akceptowała działanie sił fizyki, przy prędkości 20 km/h, przy 45 km/h nawet przy 120 km/h. Jednocześnie byś twierdziła że przy dużych prędkościach ponad 200 km/h to działają zupełnie inne siły na samochód, bo przecież rzadko kto jeździ tak szybko wiec pewnie fizyka tam działa inaczej.

                                                    Ja zaś twierdze, ze to są dokładnie te same siły niezależnie od prędkości. Tylko że taki opór powietrza przy 20 km/h to miły wietrzyk. Gdy się ma wystawioną rękę za oknem przy 45 km/h to już czuć niezły opór a przy 200 pewnie ciężko taka rękę wystawić bez złamania. Przy niskich tego nie czujesz/dostrzegasz, ale przy większych to juz zaczyna być dobrze widoczne.
                                                    Tak samo z tymi zasobami przy 1500 /miesiecznie wpływ jest pomijalnie mały, ale przy 1,5 mln już jest całkiem wyraźny.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 13:56
                                                    Co do kwestii skali - to jak w tym kawale:
                                                    - Przepraszam, czy oddałaby mi się pani za milion dolarów?
                                                    - Za milion? Huh, za milion dolarów to może i bym się oddała...
                                                    - A za tysiąc?
                                                    - Cooooo? Za tysiąc dolarów? Co to za propozycja, przecież nie jestem kurwą!!
                                                    - Nie no, to już ustaliliśmy, teraz tylko negocjujemy stawkę :D
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 15:23
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Zobacz Kag, jak "wybiórczo" działa u Ciebie ten machanizm.
                                                    > Zgodziłaś się z Urqu, że zasoby mają duża rolę łaczeniu się i trwaniu wielu zwi
                                                    > ązków.
                                                    Kutuzow, to dziala w dwie strony. Ty w kolko o meskich zasobach pierdolisz a prawda jest taka, ze oni/para zbieraja do gupy to co razem zarobia i patrza, zeby starczylo do pierwszego i na splaty kredytow. Wiec oboje siebie potrzebuja. To tak w skrocie.

                                                    > Więc przyznajesz że zasoby są istotnym elementem związanym z wyborem partnera (
                                                    > np. Ci bez zasobów są pomijani).
                                                    Ustalilismy juz i sam napisales, ze nie jestes typowym przedstawicielem swojego gatunku. Wiekszosc ludzi na tym forum i nie tylko polaczyla sie w pary duuuzo wczesniej/mlodziej niz Ty. W wiekszosci zasobow nie mieli a babki i tak ich wybraly? Dlaczego? Bo sie zakochaly, bo mieli inne atuty, bo bylo im ze soba dobrze, byli dobrymi kochankami, bo mieli podobne spojrzenie na swiat, moze dobrze rokowali jako kandydaci na meza i ojca? Jakie oni mieli zasoby startujac w zycie albo dopiero co konczac studia/szkoly? Inni moze i prace mieli ale zarobki marne a i tak jakas ich wzbrala, niestety moze tylko rownolatka, ale duzo mlodsza musialby miec ze 16 albo 18 lat.
                                                    Ty teraz owszem...jestes ustawiony, ale za to nie masz juz innego atutu: mlodosci.
                                                    I Twoja dziewczyna, poniewaz jest rozsadna, wybrala Ciebie. Nie watpie, ze sie zakochala, ze jej sie podobasz, ze jest jej z Toba dobrze, ale gdybys byl tym kim jestes(wiek, wyglad, poglad na swiat) a bylbys listonoszem to Twoje szanse u niej bylyby moze...nieco mniejsze. Bo wtedy wolala by byc moze rowiesnika z wygladem, podobnym swiatopogladem ale bez zasobow, bo jak je miec w tak mlodym wieku? Kobiety wybieraja roznie, dla jednych na pierwszym miejscu beda zasoby, dla innych fizycznosc...a na koncu nie mozna zapominac o uczuciach.
                                                    > Jednocześnie zaprzeczasz, że wzrost zasobów wpływa na możliwości wyboru partner
                                                    > ki. Przeniesienie analizy z poziomu Kowalskiego z 1500 PLN na poziom prezesa ba
                                                    > nku z pensją 1,5 mln.
                                                    To nie sa moje slowa. Ja sie odnosilam do Twojej wypowiedzi, ze Kowalski gdyby mogl(finansowo) to wymienilby stara zone na mlodszy model. A z tym sie nie zgadzam. Pisalam juz jezeli Kowalski swego czasu tez znalazl te jedyna, piekna, swoja, zakochal sie, ozenil sie z nia, mial/ma udany zwiazek z seksem, dziecmi, kope lat, co oni razem...to nie bedzie chcial zmian tylko dlatego, ze zona juz nie jest taka mloda jak 20 lat temu. Po pierwsze sam nie jest, po drugie po co cos zmieniac jak niczego Ci w zyciu nie brakuje.
                                                    Co innego jezeli zwiazek jest do bani i sie ludzie ze soba mecza, ale z wiekiem zony nie ma to nic wspolnego. No chyba, ze ktos ma odchyl: ja chce 20sto latke zawsze bez wzgledu na to ile sam mam lat i bez wzgledu na uczucia, bo moze takowych nie ma.
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 15:37
                                                    kag73 napisała:
                                                    > I Twoja dziewczyna, poniewaz jest rozsadna, wybrala Ciebie. Nie watpie, ze sie
                                                    > zakochala, ze jej sie podobasz, ze jest jej z Toba dobrze, ale gdybys byl tym k
                                                    > im jestes(wiek, wyglad, poglad na swiat) a bylbys listonoszem to Twoje szanse u
                                                    > niej bylyby moze...nieco mniejsze.

                                                    I uzupelnie, ze byc moze gdybys mial zasoby, byl kim jestes ale nie mialbys wygladu to byc Ciebie tez nie zechciala. I jest jeszcze opcja, ze zechcialby Cie ze wzgldu na zasoby i mily sposob bycia chociaz nie mialbys wygladu.
                                                    Kobiety roznie wybieraja a kazdy przypadek jest indiwidualny, co w terorii wydaje sie nie mozliwe, staje sie mozliwe w praktyce.
                                                  • kutuzow Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 16:00
                                                    kag73 napisała:
                                                    > I uzupelnie, ze byc moze gdybys mial zasoby, byl kim jestes ale nie mialbys wyg
                                                    > ladu to byc Ciebie tez nie zechciala. I jest jeszcze opcja, ze zechcialby Cie z
                                                    > e wzgldu na zasoby i mily sposob bycia chociaz nie mialbys wygladu.
                                                    > Kobiety roznie wybieraja a kazdy przypadek jest indiwidualny, co w terorii wyda
                                                    > je sie nie mozliwe, staje sie mozliwe w praktyce.

                                                    Oczywiście, z tym się zgodzę.

                                                    Zobacz, że jednak są pewne "ustalenia graniczne". Zawle np. nie zainteresowałaby się bezrobotnym, Kitty chyba też tak pisała.
                                                    Ktoś inny może mieć to inaczej ustawione i np. nie być zainteresowaną gościem będącym kurierem, czy doręczycielem pizzy.
                                                    Zanim się w kimś zakochamy najpierw musimy mieć szanse go poznać. Zeby go poznać musimy się z nim chciec spotkać. Niektórzy zaś zostają odsiani już na tym pierwszym etapie.
                                                    Zeby nie było, że tylko o kobiety chodzi. Facecji też tak mają. Ja np. szczerze pisałem że nie brałem pod uwagę kobiet 35+ jako grupy "wysokiego ryzyka".
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 17:15
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Zobacz, że jednak są pewne "ustalenia graniczne". Zawle np. nie zainteresowałab
                                                    > y się bezrobotnym, Kitty chyba też tak pisała. Ktoś inny może mieć to inaczej ustawione i np. nie być zainteresowaną gościem będącym kurierem, czy doręczycielem pizzy.
                                                    > Zanim się w kimś zakochamy najpierw musimy mieć szanse go poznać. Zeby go pozna
                                                    > ć musimy się z nim chciec spotkać. Niektórzy zaś zostają odsiani już na tym pie
                                                    > rwszym etapie.
                                                    Jasne, kazdy ma swoje wyobrazenia zazwyczaj a czasem zycie pisze potem zupelnie inne scenariusze.
                                                    Ludzie spotykaja sie/poznaja w roznych okolicznosciach, nie kazdy szukal w internecie i wiedzial cokolwiek. Zobaczylam kogos, nic o nim nie wiedzialam i o tym czy ma w ogole szanse na rozmowe/kolejne spotkanie zadecydowala w pierwszej kolejnosci optyka, bo jak ta sie nie zgadza, to niesety nic z tego. Co innego jak ludzie sie dluzej znaja i wtedy zyskuja mimo, ze optyka nie powala z nog, tez sie moze zdarzyc. Albo jak przeprowadzaja odgorna selekcje wlasnie na portalach.
                                                    I w dodatku inaczej widzi sprawe ktos bardzo mlody a inaczej ktos starszy, z jakims doswiadczeniem za soba i z nieco innym spojrzeniem na zycie, innymi realiami i oczekiwaniami.

                                                    > Zeby nie było, że tylko o kobiety chodzi. Facecji też tak mają. Ja np. szczerze
                                                    > pisałem że nie brałem pod uwagę kobiet 35+ jako grupy "wysokiego ryzyka".

                                                    A ja nie bralam pod uwage facetow, ktorzy mi sie nie podobali fizycznie. Ale te ustalenia sa rozne. Milam kiedys kolezanke w pracy, ktora sama nie byla po studiach i uzalala mi sie: "Kurde zadnych konkretnych facetow tu nie w tym miescie, sami kurna po studiach". Ja zdziwiona, coz w tym zlego a jej nie odpowiadali, bo jej sie z nuda kojarzyli.

                                                  • kutuzow "zadecydowała optyka" 16.07.14, 17:36
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Zobaczylam kogos, nic o nim nie wiedzialam i o tym
                                                    > czy ma w ogole szanse na rozmowe/kolejne spotkanie zadecydowala w pierwszej ko
                                                    > lejnosci optyka, bo jak ta sie nie zgadza, to niesety nic z tego.

                                                    Kag, czasami piszesz tak naiwne rzeczy, że nie wiem czy wyjaśniać podstawy czy odpuścić.
                                                    Przecież ta optyka to także zewnętrzne oznaki statusu. Były badania jak kobiety postrzegają TEGO SAMEGO gościa gdy jest ubrany w ubiór pracownika fast foodu, a jak gdy jest w garniaku, butach i zegarkiem. Gośc ten sam, a optyka jakby jednak troche inna.

                                                    Kolejna kwestia to GDZIE go spotykasz. Czy jest to sprzedawca z McDonaldsa, czy może przystojny gość w modnej kafejce.

                                                    Wiem że chcesz wykazać że kobiety to tak za "głosem serca" idą, ale sorry ale to jest ściema.
                                                    Tak samo zwracają uwagę na różne "dodatkowe" elementy (a może nawet bardziej) niż facecji na wygląd kobiety.

                                                    Moje koleżanki np. standardowo po poznaniu jakiegoś gościa wpisują jego nazwisko w google i FB i robią mocny research. Czy żonaty, jakie ma stanowisko, jakich ma znajomych itp.
                                                    Więc takie bzdety o "optyce" to Ty możesz nawijać bardziej naiwnym. Owszem optyka może być pierwszym kryterium odsiewu, ale czy z tego będzie coś wiecej decyduje znacznie więcej zmiennych.
                                                  • sabat.77 Re: "zadecydowała optyka" 16.07.14, 17:48
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Moje koleżanki np. standardowo po poznaniu jakiegoś gościa wpisują jego nazwisk
                                                    > o w google i FB i robią mocny research. Czy żonaty, jakie ma stanowisko, jakich
                                                    > ma znajomych itp.
                                                    > Więc takie bzdety o "optyce" to Ty możesz nawijać bardziej naiwnym. Owszem opty
                                                    > ka może być pierwszym kryterium odsiewu, ale czy z tego będzie coś wiecej decyd
                                                    > uje znacznie więcej zmiennych.

                                                    Kitty chyba pisała coś w podobnym tonie o robieniu internetowego rekonesansu na temat danego faceta... Moje dawne kumpele z banku robiły podobnie. To są oczywistości, że kobieta lubi wiedzieć jak mocna jest pozycja faceta. Serio - dyskutujemy o tym, że księżyc rzeczywiście nie jest zrobiony z żółtego sera... No nie jest. I "z daleka przypomina ser" nie jest racjonalnym argumentem. :p
                                                  • kag73 Re: "zadecydowała optyka" 16.07.14, 18:06
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, czasami piszesz tak naiwne rzeczy, że nie wiem czy wyjaśniać podstawy czy
                                                    > odpuścić.Przecież ta optyka to także zewnętrzne oznaki statusu. Były badania jak kobiety
                                                    > postrzegają TEGO SAMEGO gościa gdy jest ubrany w ubiór pracownika fast foodu,
                                                    > a jak gdy jest w garniaku, butach i zegarkiem. Gośc ten sam, a optyka jakby jed
                                                    > nak troche inna.
                                                    Mowiac optyka mam na mysli fizycznosc, czy facet ma to cos, czy mi sie podoba, czy nie ma brzucha i szerokich bioder(bo tego nie trawie) czy ogolnie podoba mi sie jego postura.
                                                    No takie widzisz kogos i myslisz "fajny gosc".
                                                    Cz Ty uwierzysz czy nie, ja jestem z tych co zakochaly sie dawno temu w bezrobotnym, ale przystojnym, cieplym, namietym facecie, ktory mnie uwielbial i wyszly z tego ponad 3 lata pieknego, pelnego milosci i namietnosci zwiazku. Prace on po pewnym czasie znalzl, wcale nie najlepsza, ale owszem, nie mielismy wiele ale mielismy siebie i bylam szczesliwa, nie zaluje ani minuty, co przezylam to moje. Ok, sama milosc nie wystarczy, zbyt duzo roznic miedzy nami, obaw z mojej strony i z bolem serca zdecydowalam sie zakonczyc ten zwiazek.

                                                    > Moje koleżanki np. standardowo po poznaniu jakiegoś gościa wpisują jego nazwisk
                                                    > o w google i FB i robią mocny research. Czy żonaty, jakie ma stanowisko, jakich
                                                    > ma znajomych itp.
                                                    Ano, Twoje kolezanki, za moich czasow to internetu i FB nie bylo. Musialam sie zdac na wlasnego nosa i ich uczciwosc albo scieme:)

                                                    > Więc takie bzdety o "optyce" to Ty możesz nawijać bardziej naiwnym. Owszem opty
                                                    > ka może być pierwszym kryterium odsiewu, ale czy z tego będzie coś wiecej decyd
                                                    > uje znacznie więcej zmiennych.
                                                    To tez napisalam, ze dla mnie pierwszym kryterium jest/byla otyka. Jak mi optyka nie odpowiada to facet nie ma szansy na dalsze awansy:)
                                                  • kutuzow Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 15:55
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Ty w kolko o meskich zasobach pierdolisz a pr
                                                    > awda jest taka, ze oni/para zbieraja do gupy to co razem zarobia i patrza, zeby
                                                    > starczylo do pierwszego i na splaty kredytow.

                                                    Ty cały czas o tych niskich prędkościach. Ze przy 20 na godzinę to wcale nie czuć pędu powietrza więc teoria o oporze powietrza jest wyssana z palca.

                                                    Zobacz że nawet gdy jak piszesz zbierają się do kupy to zasoby tez odgrywają rolę. Np. gość z kiepską pracą jest gorzej oceniany niż ten z lepszą (choćby dla tego że ma lepszą zdolnośc kredytową).

                                                    Poza tym zobacz że to łączenie w pary to głównie pod kątem dzieci. Zobacz geje single mają się dobrze żyjąc w pojedynkę.

                                                    > Ustalilismy juz i sam napisales, ze nie jestes typowym przedstawicielem swojego
                                                    > gatunku.

                                                    Gatunku to chyba jednak jestem. Chyba że po tym co piszesz odbierasz mnie niczym 8-go, obcega pasażera Nostromo.

                                                    > W wiekszosci zasobow nie mieli a babki i tak ich wyb
                                                    > raly? Dlaczego? Bo sie zakochaly,
                                                    Kag, wcześniej liczy się jakie gość ma przyszłe możliwości. Po prostu tak jak pisał Sabat. Majac 20+ liczy się kim chcesz zostać w przyszłości (np. dziwnym trafem studenci medycyny i prawnicy są w czołówce poszukiwanych kawalerów, a filizofowie i archeolodzy gdzieś w tyle). Koło 30-tki jest już widoczne czy Ci się udało czy nie.
                                                    Zobacz że jakoś dziwnym trafem kobiety nie zakochują się w bezrobotnych, niebieskich ptakach itp. Jest cała grupa singielek 35+ która jakoś nie zakochuje się w gościach ponizej ich oczekiwań.

                                                    > Po pierwsze sam nie jest, po drugie po co co
                                                    > s zmieniac jak niczego Ci w zyciu nie brakuje.

                                                    Kag owszem jeśli niczego nie brakuje to nie chce zmieniac. Zobacz tylko że tych co nim nie brakuje seksu po nastu latach jest ok 20%, bo tyle kobiet chce jeszcze uprawiać seks ze swym mężem (Urqu może przypomni link bo nie mogę go odszukać).
                                                    Więc skoro 80% facetów ma mniej seksu niż chce, to czemu nie mieliby zmienić sobie żony na młodsza i bardziej chętną jeśli nagle wygraliby w lotto powiedzmy 5 mln?



                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 16:56
                                                    Kutuzow:
                                                    "Poza tym zobacz że to łączenie w pary to głównie pod kątem dzieci. Zobacz geje single mają się dobrze żyjąc w pojedynkę."

                                                    Tak i Ty i twoja narzeczona jestesci an to najlepszym przykladem:)
                                                    Wiesz co, badz gejem, bedziesz mial wszystko czego potrzebujesz: seksu do zajeb..ia, zycie w pojedynke i nigdy stracha, ze babie zachce sie dziecka:))

                                                    > Kag owszem jeśli niczego nie brakuje to nie chce zmieniac. Zobacz tylko że tych
                                                    > co nim nie brakuje seksu po nastu latach jest ok 20%, bo tyle kobiet chce jesz
                                                    > cze uprawiać seks ze swym mężem
                                                    > Więc skoro 80% facetów ma mniej seksu niż chce, to czemu nie mieliby zmienić so
                                                    > bie żony na młodsza i bardziej chętną jeśli nagle wygraliby w lotto powiedzmy 5
                                                    > mln?
                                                    To nie jest tematem naszego sporu. Tak, niech se zamieniaja czy wygraja cz nie, ale nie mow, ze chca wymieniac, bo babka juz jest stara a oni chca mlodej/mlodszej. Piszesz, ze zony nie chca z nimi sypiac a to roznica. Twoj argument na roznice wieku byl, ze potem nie bedziesz chcial/musiac wymieniac starej na mlodszy model.
                                                    Na marginesie: mloda nie zawsze idzie w parze z "chetna".

                                                    Poza tym z Twoich wywodow by wynikalo, ze wszsytkie kobiety sa zonami prawnikow i lekarzy a pozostali faceci sa singlami a to w ogole jest nieprawda. Rozejrzyj sie wokol, ilu ludzi w Twoim wieku jest singlami a ilu z tych zonatych zarabia tak naprawde ciezkie pieniadze?
                                                  • kutuzow Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 17:29
                                                    kag73 napisała:
                                                    "Poza tym zobacz że to łączenie w pary to głównie pod kątem dzieci. Zobacz geje
                                                    > single mają się dobrze żyjąc w pojedynkę."
                                                    >
                                                    > Tak i Ty i twoja narzeczona jestesci an to najlepszym przykladem:)

                                                    Kag, jak dawałem Ci przykład bogatych tego świata to twierdziłaś że to mała grupa, i że większośc to są Kowalscy (mimo że mechanizm działa tak samo i na przykładzie VIP-ów lepiej było to widać). Jak teraz nagle rzucasz "naszym" przykładem i jakoś nie przeszkadza Ci że 95% par to sa te co dzieci chcą. widzę że doceniasz wyjątki tylko gdy to wygodne.


                                                    > Poza tym z Twoich wywodow by wynikalo, ze wszsytkie kobiety sa zonami prawnikow
                                                    > i lekarzy a pozostali faceci sa singlami a to w ogole jest nieprawda.

                                                    Oczywiście że nie, zaczyna się polowanie od lepszych partii, a gdy tych już nie ma trzeba albo pogodzić się i brac "najlepszego z dostępnych", albo żyć życiem singielki.

                                                    > Rozejrzy
                                                    > j sie wokol, ilu ludzi w Twoim wieku jest singlami a ilu z tych zonatych zarabi
                                                    > a tak naprawde ciezkie pieniadze?

                                                    Kag, to bez znaczenia ilu, bo mechanizm jest ten sam. Występuje tylko w znacznie mniejszej skali.
                                                    Nie ma znaczenia, że tylko jakiś 1% samochodów jeździ powyżej 200 km/h, i przy tych prędkościach opór powietrza jest bardzo istotną zmienną. Ten opór tak samo działa na samochód przy prędkości 60 km /h tylko jego wartość jest znacznie mniejsza -tak że tego nie dostrzegasz.
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 17:51
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, jak dawałem Ci przykład bogatych tego świata to twierdziłaś że to mała gru
                                                    > pa, i że większośc to są Kowalscy (mimo że mechanizm działa tak samo i na przyk
                                                    > ładzie VIP-ów lepiej było to widać). Jak teraz nagle rzucasz "naszym" przykłade
                                                    > m i jakoś nie przeszkadza Ci że 95% par to sa te co dzieci chcą. widzę że docen
                                                    > iasz wyjątki tylko gdy to wygodne.

                                                    Nie, ludzie lacza sie w pary, tutaj mam na mysli zwiazki/malzenstwa, bo tak gwarantuja sobie/deklaruja sobie wylacznosc seksualna, pokazuja swoja przynaleznosc do siebie. Zreszta jak nazwac dwojke ludzi, kochajacych sie, sypiajacych razem(czesto mieszkajacych) razem? Bez wzgledu na to czy chca dzieci czy nie. Ja nazywam ich "para"? A Ty? Jak bylam mloda dzieci nie chcialam a bylam w zwiazkach.
                                                    Poza tym zostanmy w Polsce. Akceptacja w spoleczenstwie... parki gejowskie spaceruja po deptakach polskich miasteczek i miast, zalegalizowane zwiazki bez problemow? Co innego np. Niemcy gdzie nawet byly Minister Spaw Zagranicznych ma meza. Dzieci nie maja, chyba tez nie planuja. Zreszta to nie jedyny homo w zalegalizowanym zwiazku na zachodzie.
                                                    A zyjacych razem par gejowskich tez jest sporo i niektorzy nawet chcieliby bardzo wychowywac dziecko a niektorzy nawet wychowuja.

                                                    > Oczywiście że nie, zaczyna się polowanie od lepszych partii, a gdy tych już nie
                                                    > ma trzeba albo pogodzić się i brac "najlepszego z dostępnych", albo żyć życiem
                                                    > singielki.
                                                    Kazdemu wedlug uznania, nie ma obowiazku zycia we dwoje, niektore wola byc singielkami niz bawic sie w zwiazki, tym bardziej, ze na dzieciach im nie zalezy. Bo to nie o to chodzi, zeby na sile byc w zwiazku, to szczescia nie daje.
                                                    >

                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 17:36
                                                    Kutuzow:
                                                    "Zobacz że jakoś dziwnym trafem kobiety nie zakochują się w bezrobotnych, niebieskich ptakach itp. Jest cała grupa singielek 35+ która jakoś nie zakochuje się w gościach ponizej ich oczekiwań."

                                                    Zakochuja sie, zakochuja, ale zazwyczaj te mlode i niedoswiadczone:) No i ci bezrobotni musza byc niezle przystojni i szarmanccy;)
                                                  • kutuzow Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 17:38
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Zakochuja sie, zakochuja, ale zazwyczaj te mlode i niedoswiadczone:) No i ci be
                                                    > zrobotni musza byc niezle przystojni i szarmanccy;)

                                                    Czyli sama przyznajesz że wraz z doświadczeniem zmienai się ta "optyka" na którą się powołujesz.
                                                    Poza tym to "zakochanie" często się kończy gdy taki gościu nie ma kasy żeby zapłacić za randkę, nagle uczucia stygną.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 17:53
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Czyli sama przyznajesz że wraz z doświadczeniem zmienai się ta "optyka" na któr
                                                    > ą się powołujesz.
                                                    > Poza tym to "zakochanie" często się kończy gdy taki gościu nie ma kasy żeby zap
                                                    > łacić za randkę, nagle uczucia stygną.

                                                    Poniekąd decyduje też umiejscowienie na osi czasu. Jednak presja na związek u kobiety jest - a przynajmniej mam takie wrażenie - najsilniej skoncentrowana gdzieś w okolicach 30-35 roku życia. Zarówno przedtem, jak i potem to już chyba nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Mnie osobiście zastanawia, ze względów pragmatycznych, stosunek kobiet 50-60 letnich do mężczyzn. Jak one patrzą na facetów, jakie są ich oczekiwania, czy jeszcze są zainteresowane seksem i spotykaniem się z mężczyznami? Niestety na forum nie mamy zbyt dużej reprezentacji tego rocznika, co poniekąd źle wróży w przypadku odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania... Hmm...
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 18:43
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    Mnie osobiście zastanawia, ze względów pragmat
                                                    > ycznych, stosunek kobiet 50-60 letnich do mężczyzn. Jak one patrzą na facetów,
                                                    > jakie są ich oczekiwania, czy jeszcze są zainteresowane seksem i spotykaniem si
                                                    > ę z mężczyznami?

                                                    Wiekszosc z nich zapewne jest w malzenstwach i czy miewaja seks? Pewnie miewaja zalezy od meza/pary i kondycji ich obojgu, moze. Inna kwestia, ze kobiety 50-60 bez partnera raczej nie maja latwo jakiegos znalezc, bo forum uczy, ze ich rowiesnicy szukaja mlodszych.
                                                    I jeszcze jest grupa kobiet decydujacych sie na zycie bez faceta i bez seksu, maja za soba milosc swojego zycia(czesto), nie chca zaczynac od nowa, nie chca tez pakowac sie znow w gotowanie i pranie meskich gaci. Chyba zalezy od kobiety i jej przeszlosci, doswiadczen i oczekiwan?
                                                  • rekreativa Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 18:49
                                                    To ja Ci coś na ten temat moge powiedzieć, jako że moja mamusia od paru lat się aktywnie udziela na Uniwerku Trzeciego Wieku, a ja miałam okazję poznać jej koleżanki (65 plus).
                                                    Są to babki z apetytem na życie - również na facetów. Żaden singiel tam się nie uchowa bez pary dłużej niż pare miesięcy. Romansują jak szaleni, seks też uprawiają (jeżeli zdrowie pozwala).
                                                    Natomiast faktem jest, że to pewna wybrana grupa ludzi, którym się chce, którzy są ciekawi świata, którzy wcześniej w swoim życiu też raczej byli aktywni.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:00
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Natomiast faktem jest, że to pewna wybrana grupa ludzi, którym się chce, którzy
                                                    > są ciekawi świata, którzy wcześniej w swoim życiu też raczej byli aktywni.

                                                    A na portalach erotycznych osoby z wyższych przedziałów wiekowych też funkcjonują?
                                                  • rekreativa Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:32
                                                    Weź pod uwagę jednak bariery technologiczne - bardzo wielu ludzi w tym przedziale wiekowym (powyżej 65) nie umie się sprawnie poruszać w Necie. Ci, którzy, jak wspomniałam, są jeszcze sprawni fizycznie spotykają się tradycyjnymi metodami.
                                                    Duża część też już po prostu nie może, albo utraciło potrzeby seksualne - i to dotyczy obu płci.
                                                    (jedna z tych mamusinych koleżanek własnie dlatego rzuciła swojego amanta - bo on już nie był tymi sprawami zainteresowany, a ona jeszcze by se poszalała)
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:36
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Poniekąd decyduje też umiejscowienie na osi czasu. Jednak presja na związek u k
                                                    > obiety jest - a przynajmniej mam takie wrażenie - najsilniej skoncentrowana gdz
                                                    > ieś w okolicach 30-35 roku życia. Zarówno przedtem, jak i potem to już chyba ni
                                                    > e ma aż tak wielkiego znaczenia. Mnie osobiście zastanawia, ze względów pragmat
                                                    > ycznych, stosunek kobiet 50-60 letnich do mężczyzn. Jak one patrzą na facetów,
                                                    > jakie są ich oczekiwania, czy jeszcze są zainteresowane seksem i spotykaniem si
                                                    > ę z mężczyznami? Niestety na forum nie mamy zbyt dużej reprezentacji tego roczn
                                                    > ika, co poniekąd źle wróży w przypadku odpowiedzi na postawione przeze mnie pyt
                                                    > ania... Hmm...

                                                    Ja Ci odpowiem Sabat, bo moja matka jest juz bardzo dlugo singielka. Powiedziala mi wprost, ze po menopauzie jak reka odjal, faceci przestali dla niej istniec (seks, randkowanie) wiec nie wyobrala sobie brac (a ma wlasnosciowe mieszkanie, emeryture, jest samodzielna finansowo) dziada do opierania na starosc ;) Kolezanek coraz wiecej do spotykania sie, bo im mezowie umieraja czy tam niedoleznieja + wnuk, na pierwszym miejscu. Chyba, ze jakies samotne, bez rodziny?
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:40
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja Ci odpowiem Sabat, bo moja matka jest juz bardzo dlugo singielka. Powiedzial
                                                    > a mi wprost, ze po menopauzie jak reka odjal, faceci przestali dla niej istniec
                                                    > (seks, randkowanie) wiec nie wyobrala sobie brac (a ma wlasnosciowe mieszkanie
                                                    > , emeryture, jest samodzielna finansowo) dziada do opierania na starosc ;) Kole
                                                    > zanek coraz wiecej do spotykania sie, bo im mezowie umieraja czy tam niedolezni
                                                    > eja + wnuk, na pierwszym miejscu. Chyba, ze jakies samotne, bez rodziny?

                                                    Tego się obawiałem. Ale dzięki za wyczerpującą odpowiedź :)
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:49
                                                    Z racji na to, ze jestem w kontakcie z kobieta 70+ zainteresowana kontaktami z kobietami, moge powiedziec, ze sa portale dla kobiet, ktore zmienily orientacje albo od dawna sa lesbijkami i nadal te 65+ sa zainteresowane seksem.
                                                    Czesto zawieraja znajomosci tylko patrzac na to czy jakas jest zainteresowana, koncza sie one po 3 miesiacach, bo oprocz tego seksu cala reszta nie za bardzo pasuje.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:54
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Z racji na to, ze jestem w kontakcie z kobieta 70+ zainteresowana kontaktami z
                                                    > kobietami, moge powiedziec, ze sa portale dla kobiet, ktore zmienily orientacje
                                                    > albo od dawna sa lesbijkami i nadal te 65+ sa zainteresowane seksem.
                                                    > Czesto zawieraja znajomosci tylko patrzac na to czy jakas jest zainteresowana,
                                                    > koncza sie one po 3 miesiacach, bo oprocz tego seksu cala reszta nie za bardzo
                                                    > pasuje.

                                                    Zmieniły orientację czy ją ujawniły? Jakoś dziwi mnie "zmiana orientacji", to raczej mało prawdopodobne...
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:05
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Zmieniły orientację czy ją ujawniły? Jakoś dziwi mnie "zmiana orientacji", to r
                                                    > aczej mało prawdopodobne...
                                                    Tak dokladnie to nie wiem. Ale wiekszosc z nich miala meza/mezow i dzieci. I nie wiem czy sa/byly rozczarowane mezczyznami czy mezczyzni ich rozczarowali, bo tak naprawde to od zawsze lecialy na kobiety. Pewnie duzo bylo nieuswiadomionych, no nie wiem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:52
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Tego się obawiałem. Ale dzięki za wyczerpującą odpowiedź :)

                                                    Ale wiesz co Sabat, dokoncze Ci i dam nadzieje. Ona mi to opowiadala, zeby mnie zachecic do zrezygnowania z bezseksia i zwiazania sie z aktywnym seksualnie facetem, bo ostrzegala wlasnie, ze po menopauzie strace ta cenna motywacje wlasnie. To celuj w babki takie chocby przed sama menopauza. A teraz z tego co slysze na przykladach starszych kuzynek (z miotu przedwojennego dziadkow, bo moja matka z miotu powojennego jest, stad duza roznica wiekowa w rodzinie wystepuje) to sobie oddalaja menopauze i hormonami podtrzymuja miesiaczkowanie. A po jaka cholere to nie wiem? W kazdym badz razie mowa o takich 50 piedzieiseciolatkach wlasnie, co pozno mialy dzieci wiec jeszcze bez wnuczat.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:00
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To celuj w babki takie chocby przed sama menopauza.

                                                    Toć te 50 lat to właśnie podręcznikowa menopauza. Ciężko wycelować, bo może wystąpić wcześniej :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:08
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > To celuj w babki takie chocby przed sama menopauza.
                                                    >
                                                    > Toć te 50 lat to właśnie podręcznikowa menopauza. Ciężko wycelować, bo może wys
                                                    > tąpić wcześniej :)

                                                    No musisz sie wstrzelic :-) Bierz margines jakas 47-48 lat i odbadaj czy ma jeszcze okres. Ja mam taka kuzynke 50 lat, wdowa, 20 leni syn sie wyprowadzil i zamieszkal z dziewczyna. Wczesniej chciala faceta ale patrzyla zeby 'pokochal' syna, moja matka sie w czolo pukala, ze niby na cholere nastolatkowi milosc jakiegos faceta, no i jej tak zeszlo na niczym. Inna sprawa, ze otyla ale a mieszkaniem, caly czas pracuje, tylko faktycznie, ze komputerowy analfabeta wiec tylko praca i okolice zeby kogos zapoznac.
                                                  • rekreativa Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:01
                                                    Piszesz tak, jakbyś brał za pewnik, że w wieku lat 60 będziesz tak samo jurny jak teraz i że tak samo Ci co rano stanie.
                                                    Przecież opad hormonów i libido dotyczy obu płci. I u obu płci dochodzą jeszcze niedogodności fizyczne zw. ze starzeniem się - problemy z erekcją u facetów, suchość pochwy u kobiet itp. sytuacje, które też zmniejszają ochotę.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:05
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Piszesz tak, jakbyś brał za pewnik, że w wieku lat 60 będziesz tak samo jurny j
                                                    > ak teraz i że tak samo Ci co rano stanie.
                                                    > Przecież opad hormonów i libido dotyczy obu płci. I u obu płci dochodzą jeszcze
                                                    > niedogodności fizyczne zw. ze starzeniem się - problemy z erekcją u facetów, s
                                                    > uchość pochwy u kobiet itp. sytuacje, które też zmniejszają ochotę.

                                                    Jaja se robisz, Rekre? Ja myślę na tu i teraz! Co mnie obchodzi co będzie jak będę miał 60 lat... Może w ogóle żył nie będę, myślał indyk o niedzieli...
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:12
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Jaja se robisz, Rekre? Ja myślę na tu i teraz! Co mnie obchodzi co będzie jak b
                                                    > ędę miał 60 lat... Może w ogóle żył nie będę, myślał indyk o niedzieli...

                                                    No no jako mlodszy starsza, kapital: erekcja ;) Dobrze kombinujesz. Ale skad Rekre miala wiedziec, melduj tu wszystko to bedziemy sledzic/dopingowac ;)
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > melduj tu wszystko to bedziemy sledzic/dopingowac ;)

                                                    Akurat. Zameldować, to ja mogę co ja mam w lodówce. Półka po półce. Mogę nawet powiedzieć co jest po lewej a co po prawej.
                                                    Ale, wybacz, w "tych" kwestiach nie opłaca się chwalić na forum :) Internet pamięta wszystko.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 22:09
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > melduj tu wszystko to bedziemy sledzic/dopingowac ;)
                                                    >
                                                    > Akurat. Zameldować, to ja mogę co ja mam w lodówce. Półka po półce. Mogę nawet
                                                    > powiedzieć co jest po lewej a co po prawej.
                                                    > Ale, wybacz, w "tych" kwestiach nie opłaca się chwalić na forum :) Internet pam
                                                    > ięta wszystko.

                                                    I tak sie pochwalisz jak juz wysokosc pensji i rozmar kutasa nawet podales ;-) W koncu nie siedzisz tu zeby wspierac kolegow w ich ruchaniu tylko w koncu przezyc cos sam.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 22:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > I tak sie pochwalisz jak juz wysokosc pensji i rozmar kutasa nawet podales ;-)
                                                    > W koncu nie siedzisz tu zeby wspierac kolegow w ich ruchaniu tylko w koncu prze
                                                    > zyc cos sam.

                                                    Zobaczymy. Myślę, że jednak w kluczowych momentach instynkt samozachowawczy mnie nie zawodzi.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 22:27
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Zobaczymy. Myślę, że jednak w kluczowych momentach instynkt samozachowawczy mni
                                                    > e nie zawodzi.

                                                    Zrobisz jak uwazasz. Ale na pewno bedzie to ciekawsze i bedziej oryginalne niz rozwodzenie sie nad uroda kobiet 20+ i zasobami facetow 40+. W koncu srednia uzytkownikow to jakas czterdziestka i jestesmy zwoceni twarzami w przyszlosc, 50+ i dalej. Przecieraj droge! ;-)
                                                  • wont Re: Bardziej wartościowe niż było... 17.07.14, 06:49
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > I tak sie pochwalisz jak juz wysokosc pensji i rozmar kutasa nawet podale
                                                    > s ;-)
                                                    > > W koncu nie siedzisz tu zeby wspierac kolegow w ich ruchaniu tylko w konc
                                                    > u prze
                                                    > > zyc cos sam.
                                                    >
                                                    > Zobaczymy. Myślę, że jednak w kluczowych momentach instynkt samozachowawczy mni
                                                    > e nie zawodzi.
                                                    --------------
                                                    Sabat, a nie możesz połączyć przyjemnego z pożytecznym i bzykać tych 50- czy 60-latek za kasę czy prezenty? Ty przecież jesteś bardzo inteligentny, oczytany, elokwentny. Co prawda trochę neurotyczny ale to dobrze bo budziłbyś zainteresowanie babek posiadających rozwinięty instynkt opiekuńczy. Spokojnie okręciłbyś jedną, drugą czy trzecią wokół palca. Jadłyby ci z ręki. Miałbyś kilka takich lasek, pobujał się w ten sposób przez kilka lat, zebrał kasę na usamodzielnienie się i rozwód. A potem, po rozwodzie, to kto wie - jakby sprzykrzyło ci się życie pana do towarzystwa, to może nawet mógłbyś ożenić się z jakąś bogatą starszą wdową...
                                                  • szopen_cn Re: Bardziej wartościowe niż było... 17.07.14, 07:20
                                                    wont napisał:
                                                    > Sabat, a nie możesz połączyć przyjemnego z pożytecznym i bzykać tych 50- czy 60
                                                    > -latek za kasę czy prezenty?

                                                    Mysle, ze jest conajmniej 10 powodow dlaczego sie nie da.
                                                    Tak samo jak z ta emigracja, ktora proponowales....
                                                  • sabat.77 oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 08:34
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > wont napisał:
                                                    > > Sabat, a nie możesz połączyć przyjemnego z pożytecznym i bzykać tych 50-
                                                    > czy 60
                                                    > > -latek za kasę czy prezenty?
                                                    >
                                                    > Mysle, ze jest conajmniej 10 powodow dlaczego sie nie da.
                                                    > Tak samo jak z ta emigracja, ktora proponowales....

                                                    To nie jest tak, że się nie da. Zawsze trzeba najpierw mierzyć zamiar podług sił. W przypadku emigracji, jest przecież statystycznie zauważalna grupa osób, którym się udało. Szczególnie naukowcy, inżynierowie, specjaliści z zakresu nowoczesnych technologii. Człowiek dysponujący realną przewagą konkurencyjną poradzi sobie na każdym rynku, a emigracja pozwoli mu zmaksymalizować zyski. Gorzej jak się nią NIE DYSPONUJE!
                                                    Podobnie w sponsoringu i prostytucji. Patrząc na przykład dziewcząt - większa część prostytutek jest na tyle atrakcyjna, że bez trudu przyciągałaby do siebie swoich rówieśników, w celach wiadomych. One jedynie eksploatują swoją atrakcyjność w taki sposób, by przynosiła im profity. Dziewczyna nieatrakcyjna nie mogłaby zostać prostytutką tylko dlatego, że starsi panowie są zdesperowani. Natomiast - być może - łatwiej byłoby jej z tej racji ze starszym facetem zawrzeć jakąś znajomość na normalnych zasadach. Taki wariant - Ona obniża wymagania / On obniża wymagania.
                                                    Z facetem jest tak samo. Gigolo to facet, który ze względu na swoją atrakcyjność nie miałby najmniejszego problemu zaliczać swoje rówieśniczki, a jedynie eksploatuje swoją atrakcyjność u starszych kobiet, które są gotowe za to zapłacić. Facet, który nie znajduje zainteresowania rówieśniczek nie będzie też łakomym kąskiem dla kobiet starszych. To jest takie oczywiste, że ja się łapię za głowę, jak wam coś takiego może przychodzić na myśl...
                                                    To jest po prostu nielogiczne. Weź tobół na plecy i wyjedź zrobić karierę od pucybuta do milionera, weź golasie przed czterdziestką zostań boskim gigolo... NO LUDZIE!! Halo, tu Ziemia...
                                                  • szopen_cn Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 09:17
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > szopen_cn napisał:
                                                    >
                                                    > > Mysle, ze jest conajmniej 10 powodow dlaczego sie nie da.
                                                    > > Tak samo jak z ta emigracja, ktora proponowales....

                                                    Wyglada na to, ze mialem racje.
                                                    To gigolowanie to moze tak z przymruzeniem oka potraktujmy ale emigracja lub "wyjazd tymczasowy" to zupelnie inna sprawa.

                                                    > To nie jest tak, że się nie da. Zawsze trzeba najpierw mierzyć zamiar podług si
                                                    > ł. W przypadku emigracji, jest przecież statystycznie zauważalna grupa osób, kt
                                                    > órym się udało. Szczególnie naukowcy, inżynierowie, specjaliści z zakresu nowoc
                                                    > zesnych technologii. Człowiek dysponujący realną przewagą konkurencyjną poradzi
                                                    > sobie na każdym rynku, a emigracja pozwoli mu zmaksymalizować zyski. Gorzej ja
                                                    > k się nią NIE DYSPONUJE!

                                                    Jesli twierdzisz, ze nic nie potrafisz i do niczego sie nie nadajesz to rzeczywiscie ani w Polsce ani gdzie indziej zadnych sukcesow nie odniesiesz.

                                                    Troche to sie nie zgadza z niedawnymi postami o remontach w domu czy malowaniu. Byl tez post o tym, ze w zasadzie potrafisz zrobic wszystko co musisz dookola siebie wiec nie porzebujesz innych do pomocy.
                                                  • sabat.77 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 09:26
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > Troche to sie nie zgadza z niedawnymi postami o remontach w domu czy malowaniu.
                                                    > Byl tez post o tym, ze w zasadzie potrafisz zrobic wszystko co musisz dookola
                                                    > siebie wiec nie porzebujesz innych do pomocy.

                                                    To potrafi każdy. To że ktoś umie sobie zrobić obiad albo ugotować jajko na twardo to nie znaczy, że może pracować jako kucharz. To że wiesz jak pomalować pokój, to nie znaczy że jesteś zawodowym malarzem. To kwestia wprawy, doświadczenia a także jakiejś renomy na rynku.
                                                  • sabat.77 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:11
                                                    Jeszcze dodam taką kwestię, o której wcześniej pisała Zawle.
                                                    Mam za sobą pracę w czterech różnych zawodach, z zupełnie niezwiązanych ze sobą dziedzin życia. W każdym z tych zawodów mógłby pracować średnio inteligentny szympans po krótkim przeszkoleniu stanowiskowym. Z dużą ciekawością przyglądałem się też pracy bliskich przyjaciół, rodziców... Wiesz do jakich doszedłem wniosków? Że na 80% stanowisk jakie ludzie zajmują nie jest wymagane żadne doświadczenie. Mówię z całą mocą - ŻADNE. Przychodzisz i po 2-3 tygodniach w miarę sprawnie pracujesz. Społeczeństwo jest tak zorganizowane, że gros prac administracyjnych, biurowych, związanych z handlem, obsługą klienta, pracą przy komputerze, zarządzaniem ludźmi - potrzebna jest tylko szeroko rozumiana wiedza ogólna, obsługa komputera i umiejętności międzyludzkie. Tylko problem jest jeden - skoro czynnik ludzki jest tak łatwo wymienialny, to co sprawia że jedni ludzie pracują w tych zawodach, a drudzy nie? Hę?

                                                    Na marginesie: czytałem wypowiedź rekrutera szukającego kandydatów do banku, że chętnie widzieliby ludzi znających nietypowy język. Na przykład koreański.
                                                    Teraz moje pytanie - na co, do ciężkiej cholery, panience z okienka w banku, znajomość języka koreańskiego??? Jak tam mało kto cokolwiek umie wydukać po angielsku, a im się zachciewa koreańskiego... ROTFL.
                                                  • kag73 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:21
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    Wiesz do jakich doszedłem wnios
                                                    > ków? Że na 80% stanowisk jakie ludzie zajmują nie jest wymagane żadne doświadcz
                                                    > enie. Mówię z całą mocą - ŻADNE. Przychodzisz i po 2-3 tygodniach w miarę spraw
                                                    > nie pracujesz. Społeczeństwo jest tak zorganizowane, że gros prac administracyj
                                                    > nych, biurowych, związanych z handlem, obsługą klienta, pracą przy komputerze,
                                                    > zarządzaniem ludźmi - potrzebna jest tylko szeroko rozumiana wiedza ogólna, obs
                                                    > ługa komputera i umiejętności międzyludzkie. Tylko problem jest jeden - skoro c
                                                    > zynnik ludzki jest tak łatwo wymienialny, to co sprawia że jedni ludzie pracują
                                                    > w tych zawodach, a drudzy nie? Hę?

                                                    Jest dokladnie tak jak piszesz, ja doszalm do tych samych wnioskow. A dlaczego jedni praucja w tych zawodach a inni nie? Bo jedni maja np.odpowiedni papierek/dyplom, ktory jest wymagany i na ktorym niektorym pracodowcom zalezy. Po drugie dostali te prace dzieki znajomosci/kontaktom. Po trzecie niektorzy sie odwazyli, poszli na rozmowe kwalifikacyja i przekonali swoja osoba tego po drugiej stronie stolu. Pisze z doswiadczenia, bo podobnie jak Ty pracowalam w roznych miejcach z w ogole nie pasujacym do tematu dyplomem. Fakt, ze czasem/czesto dyplom jest potrzebny, skonczone studia, ale jakie to juz czesto niewazne:)
                                                    >
                                                  • kag73 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:29
                                                    "Na marginesie: czytałem wypowiedź rekrutera szukającego kandydatów do banku, że chętnie widzieliby ludzi znających nietypowy język. Na przykład koreański.
                                                    Teraz moje pytanie - na co, do ciężkiej cholery, panience z okienka w banku, znajomość języka koreańskiego??? Jak tam mało kto cokolwiek umie wydukać po angielsku, a im się zachciewa koreańskiego... ROTFL."

                                                    Taa, bo wie, ze zglosi sie 400 wiec chce nieco udziwnic wymagania, zeby zglosilo sie troche mnie, bedzie mniej roboty z czytaniem CVs. Do tego wielu z tych personalnych i menadzerow to zarozumiali idioci, dobrze porabani a wydaje im sie, ze wszystkie rozumy pozjadli. Niektorym sodowka do glowy uderza a niektorzy maja kompleksy, bo sami w swoich oczach za malo zarabiaja a przeciez skonczyli super studia i sa tacy wybitni.
                                                    W ogole stwierdzilam, ze na swiecie jest cale mnostwo porabanych ludzi, serio:))
                                                  • kag73 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:35
                                                    > "Na marginesie: czytałem wypowiedź rekrutera szukającego kandydatów do banku, ż
                                                    > e chętnie widzieliby ludzi znających nietypowy język. Na przykład koreański.
                                                    > Teraz moje pytanie - na co, do ciężkiej cholery, panience z okienka w banku, zn
                                                    > ajomość języka koreańskiego??? Jak tam mało kto cokolwiek umie wydukać po angie
                                                    > lsku, a im się zachciewa koreańskiego... ROTFL."

                                                    Aha, wielu ludzi to odstarszy ale znajda sie i tacy so stwierdza "koranskiego ani zadnego innego nietypowego nie znam, ale pierdole, ide, co mam do stracenia!"
                                                  • sabat.77 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:40
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Aha, wielu ludzi to odstarszy ale znajda sie i tacy so stwierdza "koranskiego a
                                                    > ni zadnego innego nietypowego nie znam, ale pierdole, ide, co mam do stracenia!
                                                    > "

                                                    To jest dobre do wpisania w list motywacyjny :D
                                                    A jako załącznik wideo-clip:
                                                    www.youtube.com/watch?v=9EfdiKz-z8U
                                                  • sabat.77 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:47
                                                    Ja sobie do CV wpiszę znajomość języka klingońskiego z serialu "Star Trek".
                                                    "Dzisiaj możecie się ze mnie śmiać... Ale jak wylądują Klingoni, to będę jedyną osobą zdolną do ocalenia tej instytucji przed nieuchronną zagładą" :D
                                                  • szopen_cn Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 11:13
                                                    Znam osobiscie goscia, ktory biegle zna Klingon.
                                                  • kag73 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:52
                                                    Najlepsze jest to, ze jak sie rzeczywiscie ktos z nietypowym jezykiem znajdzie to i tak go nie zatrudnia, bo personalnemu sie jego nos nie spodoba, albo stwierdzi, ze ma skosne oczy. Albo dojdzie do wniosku, ze ta ladna blondynka wlasciwie lepiej sie bedzie prezentowac w tym banku.
                                                    Mialam kolege personalnego, jeden z kandydatow byl zodiakalnym lwem a ze znienawidzony ojciec tego kumpla tez byl lwem, to ten kandydat tej roboty nie dostal.
                                                  • kag73 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:55
                                                    > > "Na marginesie: czytałem wypowiedź rekrutera szukającego kandydatów do ba
                                                    > nku, że chętnie widzieliby ludzi znających nietypowy język. Na przykład koreańs
                                                    > ki. Teraz moje pytanie - na co, do ciężkiej cholery, panience z okienka w ban
                                                    > ku, znajomość języka koreańskiego??? Jak tam mało kto cokolwiek umie wydukać po
                                                    > angielsku, a im się zachciewa koreańskiego... ROTFL."

                                                    Jeszcze jest jedno wyjasnienie: zamieszczajac ogloszenie stosowal metode copy i paste kopiujac z innego ogloszenia i na koncu zapomnial usunac tego zdania z koreanskim;)
                                                  • hello-kitty2 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 10:59
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    Wiesz do jakich doszedłem wnios
                                                    > ków? Że na 80% stanowisk jakie ludzie zajmują nie jest wymagane żadne doświadcz
                                                    > enie. Mówię z całą mocą - ŻADNE. Przychodzisz i po 2-3 tygodniach w miarę spraw
                                                    > nie pracujesz. Społeczeństwo jest tak zorganizowane, że gros prac administracyj
                                                    > nych, biurowych, związanych z handlem, obsługą klienta, pracą przy komputerze,
                                                    > zarządzaniem ludźmi - potrzebna jest tylko szeroko rozumiana wiedza ogólna, obs
                                                    > ługa komputera i umiejętności międzyludzkie. Tylko problem jest jeden - skoro c
                                                    > zynnik ludzki jest tak łatwo wymienialny, to co sprawia że jedni ludzie pracują
                                                    > w tych zawodach, a drudzy nie? Hę?

                                                    kag73 napisała:
                                                    > Taa, bo wie, ze zglosi sie 400 wiec chce nieco udziwnic wymagania, zeby zglosil
                                                    > o sie troche mnie, bedzie mniej roboty z czytaniem CVs. Do tego wielu z tych pe
                                                    > rsonalnych i menadzerow to zarozumiali idioci, dobrze porabani a wydaje im sie,
                                                    > ze wszystkie rozumy pozjadli. Niektorym sodowka do glowy uderza a niektorzy ma
                                                    > ja kompleksy, bo sami w swoich oczach za malo zarabiaja a przeciez skonczyli su
                                                    > per studia i sa tacy wybitni.
                                                    > W ogole stwierdzilam, ze na swiecie jest cale mnostwo porabanych ludzi, serio:)
                                                    > )

                                                    Dlaczego inni pracuja Sabat? Bo maja dokladnie ta funkcje, na ktora startuja wpisana na ostatniej pozycji w swoim CV dlatego upraszczaja prace tym idiotom, o ktorych pisze Kag. U mnie jest tak: juz zadne duze firmy nie rekrutuja bezposrednio pracownkow. Od tego sa teraz agencje pracy. Jak wyglada rozmowa o prace z pracownikiem agencji pracy? Jak rozmowa z debilem, ktory nie wie o czym ty w ogole mowisz ;-) Kiedys jak sie rekrutowalam w Polsce to ja mialam przed soba osobe z mojej dziedziny i ona mogla latwo sprawdzic w rozmowie moje umiejetnosci/wiedze. Nosz kurwa wiedziala o co pytac, proste. Na ostatnie moje stanowisko w Polsce byly testy pisemne/jakies tam aranzowane scenariusze w grupie do odegrania/rozmowa w obcym jezyku z cudzoziemcem. A teraz jak ja siedzie z pania wypachniona w agencji to ona analizuje moje CV, przy czym widze, ze nie ma zielonego pojecia o tym co tam jest napisane, po czym przystepuje do sprawdzania mojego holenderskiego mowiac, ze ona w tym jezyku jest niepismienna i nie umie czytac ;-) Normalnie trzeba by bylo wstac przylozyc jej spluwe do lba i powiedziec 'Dajcie mi porozmawiac z kims kompetentnym!' Nie dadza, tam pracuja przypadkowi ludzie. Malo tego: kupa ogloszen o prace to wlasnie na stanowisko tego idioty rekruta. Ale co musisz miec? Jak to co? Ano w CV ze pracowales jako rekrut, bo inaczej to oni nie maja przeslanek zeby cie zatrudnic, bo jak sprawdza idioci czy sie nadajesz? ;-) Kolko sie zamyka.
                                                  • hello-kitty2 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 11:02
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Malo tego: kupa ogloszen o prace to wlasnie na stanowisko tego idioty rekru
                                                    > ta. Ale co musisz miec? Jak to co? Ano w CV ze pracowales jako rekrut, bo inacz
                                                    > ej to oni nie maja przeslanek zeby cie zatrudnic, bo jak sprawdza idioci czy si
                                                    > e nadajesz? ;-) Kolko sie zamyka.

                                                    Chyba powinno byc 'rekruter', a nie 'rekrut'.
                                                  • sabat.77 do Kitty 17.07.14, 11:52
                                                    Mam takie pytanie - czy nosisz teraz nazwisko polskie, czy tego faceta z którym mieszkasz? Bo że nie masz obywatelstwa, to już wspomniałaś. Jak wygląda to od strony formalnej?
                                                  • hello-kitty2 Re: do Kitty 17.07.14, 13:51
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Mam takie pytanie - czy nosisz teraz nazwisko polskie, czy tego faceta z którym
                                                    > mieszkasz? Bo że nie masz obywatelstwa, to już wspomniałaś. Jak wygląda to od
                                                    > strony formalnej?

                                                    Nie no, nazwisko to mozesz chyba tylko zmienic dzieki malzenstwu, a ja nie mam slubu z Holendrem. Mam nazwisko po swoim pierwszym mezu, ktory byl z pochodzenia Niemcem wiec to nazwisko na polskie nie wyglada za bardzo. Smieszne bo moj partner nieraz mi to wypominal, hehe, ze powinnam zmienic to nazwisko na swoje panienskie, bo nosze nazwisko innego mezczyzny! A ja mu sie odszczekiwalam, ze owszem zmienie - na nazwisko drugiego meza ;)
                                                    Mysle ze spokojnie bym dostala obywatelstwo holenderskie, a syn polskie ale po co? Nie widze plusow (jak dotad minusem bylo tylko, ze nie moge wstapic do policji).
                                                  • sabat.77 Re: do Kitty 17.07.14, 16:16
                                                    To znaczy, ze przynajmniej na poczatku trraktuja cie jak Holenderke, bo przeciez na czole nie masz napissane, gdzie sie urodzilas. Co wskazuje, ze tam tez jest taka kicha z praca jak w Polsce.
                                                  • hello-kitty2 Re: do Kitty 17.07.14, 16:40
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > To znaczy, ze przynajmniej na poczatku trraktuja cie jak Holenderke, bo przecie
                                                    > z na czole nie masz napissane, gdzie sie urodzilas. Co wskazuje, ze tam tez jes
                                                    > t taka kicha z praca jak w Polsce.

                                                    No ale w CV jest napisane, no cos Ty i akcent ;-) Nie przeskoczysz tego, dopiero kolejne pokolenie ma szanse. No pewnie, ze kicha, jeden syf. Tez nie jestem naukowcem i nie mam poszukiwanego na zachodzie zawodu ;) Mozemy przybic piatke Sabat.
                                                  • sabat.77 Re: do Kitty 17.07.14, 22:22
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No ale w CV jest napisane, no cos Ty i akcent ;-) Nie przeskoczysz tego, dopier
                                                    > o kolejne pokolenie ma szanse.

                                                    Piszesz narodowość w CV? U nas się nie pisze...
                                                    No tak, można się nauczyć mówić tak, że trudno wyczuć, ale trudno w innej rodzinie językowej. Z rosyjskiego na polski się da, znam osoby które będąc native speakerami rosyjskiego nauczyły się mówić po polsku tak, że ich się nie da wyczuć. Pewnie w drugą stronę zakładam, że też się da.

                                                    > No pewnie, ze kicha, jeden syf. Tez nie jestem n
                                                    > aukowcem i nie mam poszukiwanego na zachodzie zawodu ;) Mozemy przybic piatke S
                                                    > abat.

                                                    Nie martw się, to i tak w większości zależy od życiowego farta i pewnego umocowania w układzie sił między ludźmi. Patrz - taki Wałęsa. Jakie on ma wykształcenie? A został prezydentem...
                                                    Tak to jest, raz w górę, raz w dół - nie zawsze mamy na to wpływ.
                                                  • sabat.77 Re: oderwani od rzeczywistości... 17.07.14, 11:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > kupa ogloszen o prace to wlasnie na stanowisko tego idioty rekru
                                                    > ta.

                                                    To jest fake. Te ogłoszenia są wstawiane wyłącznie po to, żeby gromadzić dane osobowe i je potem odsprzedawać albo na ich podstawie przekazywać kandydatów firmom zewnętrznym. W Polsce też się pojawiają takie ogłoszenia, ale często funkcja w nich wymieniona nie pokrywa się nawet z profilem działalności agencji rekrutacyjnej. Dają ogłoszenie, potem ustalają w dokumentach że brak odpowiedniego kandydata, ale w międzyczasie baza danych osobowych urosła. W razie gdyby jakaś firma zewnętrzna chciała kandydata o określonym profilu, to mają co przeszukiwać i z kim się kontaktować :)
                                                  • rekreativa Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:24
                                                    A to Ty w tym sensie, że na teraz szukasz i się zastanawiasz, czy se takiej starszej nie wziąć?
                                                    To źle zrozumiałam.
                                                  • rekreativa Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:47
                                                    Apropos tego, co kitty pisze - te romanse w tym wieku to polegają na spotykaniu się po kawiarniach, dansingach, tudzież na kawce u pana lub pani.
                                                    Związki, że ludzie z sobą zamieszkują to już się paniom aż tak nie spieszy, a własnie dlatego, że musiałyby opierac pana. Po to zresztą głównie starzy faceci szukają babek, nie tam do figli, tylko żeby miał kto obiad podać i o lekarstwach pamiętać.
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:51
                                                    rekreativa napisała:
                                                    Po to zresztą głównie starzy faceci szukają babek, nie tam do figli, tylko żeby miał kto obiad podać i o lekarstwach pamiętać.

                                                    No mowie, tak w zyciu zmienja sie cele i priorytety. A Kutuzowowi sie wydaje, ze faceci zawsze piekni, jorni i mlodzi szukaja mlodszego modelu do bzykania:)
                                                  • hello-kitty2 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:57
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Apropos tego, co kitty pisze - te romanse w tym wieku to polegają na spotykaniu
                                                    > się po kawiarniach, dansingach, tudzież na kawce u pana lub pani.
                                                    > Związki, że ludzie z sobą zamieszkują to już się paniom aż tak nie spieszy, a w
                                                    > łasnie dlatego, że musiałyby opierac pana. Po to zresztą głównie starzy faceci
                                                    > szukają babek, nie tam do figli, tylko żeby miał kto obiad podać i o lekarstwac
                                                    > h pamiętać.

                                                    Zgadza sie. Moja matke to tylko ruszalo zeby ja jakis facet na wyieczki bral samochodem, do lasu na grzybki wozil, atrakcje, to tak, smiac mi sie zawsze z tego chcialo, bo po kawiarniach to sie z kolezankami wyciekala zawsze ale samochod i wyjazdy, o to to jej imponowaloby ;-)
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 18:14
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Czyli sama przyznajesz że wraz z doświadczeniem zmienai się ta "optyka" na któr
                                                    > ą się powołujesz.
                                                    Nie nie zmienia sie, dla mnie osobiscie sie nie zmiena, tylko dochodza do niej dodatkowe kryteria potrzebne do stworzenia udanego zwiazku na dluzej, bo sama milosc i seks nie wystarcza.
                                                    Po prostu ja lubie seks a jak facet mi fizycznie nie odpowiada to mnie do niego nie ciagnie a poniewaz meza wybiara sie na cale zycie(w zalozeniu) to jestem na tyle madra, wybieram takiego, ktory mnie pociaga, bo inaczej na ochotnika pozbawialbym sie przyjemnosci. Rozumiesz?
                                                    Jakkolwiek bym tego nie obracala to lozka ide z facetem a nie z jego banknotami. No nic nie zrobie, tak mam, albo mialam. Tym sie kierowalam i moge powiedziec, ze dobrze wybralam.
                                                  • kutuzow Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:10
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Nie nie zmienia sie, dla mnie osobiscie sie nie zmiena, tylko dochodza do niej
                                                    > dodatkowe kryteria potrzebne do stworzenia udanego zwiazku na dluzej,

                                                    Czyli się zmienia.
                                                    Tak jak:
                                                    "przystojny z gitarą"

                                                    to nie to samo co:

                                                    "przystojny, robiący karierę, ale mający jednocześnie sporo czasu dla żony, lubiący dzieci, posiadający co najmniej takie wykształcenie jak ja, wysoki, mający zarobki które pozwolą utrzymać rodzinę gdy będę chciała być z dziecmi w domu w okresie 1-3, lubiący zwierzeta, nie będący przesadnym mamisynkiem" i jeszcze z 500 innych pozycji (każda lista jest inna).


                                                    > Po prostu ja lubie seks a jak facet mi fizycznie
                                                    Kag, Ty nie możesz pojąc że taki Jack Nicholson może autentycznie się podobać jego kochankom. One same są bogate, więc to nie idzie o bycie utrzymanką. Po prostu sukces i pozycja faceta dodaje mu +10 do wyglądu w oczach kobiety.
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 19:28
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Czyli się zmienia.
                                                    > Tak jak:
                                                    > "przystojny z gitarą"
                                                    > to nie to samo co:
                                                    > "przystojny, robiący karierę, ale mający jednocześnie sporo czasu dla żony, lu
                                                    > biący dzieci, posiadający co najmniej takie wykształcenie jak ja, wysoki, mając
                                                    > y zarobki które pozwolą utrzymać rodzinę gdy będę chciała być z dziecmi w domu
                                                    > w okresie 1-3, lubiący zwierzeta, nie będący przesadnym mamisynkiem" i jeszcze
                                                    > z 500 innych pozycji (każda lista jest inna).

                                                    Wygladu, fizycznosci dotyczy, dla mnie, tutaj tylko jedno slowo : "przystojny". Cala reszta nic z wygladem fizycznym, atrakcyjnoscia fizyczna wspolnego nie ma.
                                                    Cala reszta przez Ciebie wymieniona jest czesto jedna wielka niewiadoma, bo to nie stan: "jest" tylko stan "powinien/zyczenie sobie" a to nie to samo.
                                                    >
                                                    > > Po prostu ja lubie seks a jak facet mi fizycznie
                                                    > Kag, Ty nie możesz pojąc że taki Jack Nicholson może autentycznie się podobać j
                                                    > ego kochankom. One same są bogate, więc to nie idzie o bycie utrzymanką. Po pro
                                                    > stu sukces i pozycja faceta dodaje mu +10 do wyglądu w oczach kobiety.

                                                    Sluchaj ja o sobie pisze. Kazda kobieta moze miec inaczej. Nie stanelam z gosciem oko w oko, w lozku z nim nie bylam, wiec nic na ten temat powiedziec nie moge.
                                                    To tak jak Twoim targetem nie sa 35+, tak moim nie sa dziadki 77, co nie zmienia faktu, ze i Tobie moglaby sie jednak jakas 35 spodobac a mnie jakis 77, bo wiadomo, ze czlowiek to nie tylko wyglad ale jeszcze inne chemikalia/cechy, ze tak powiem.
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:00
                                                    > kutuzow napisał:
                                                    > > Kag, Ty nie możesz pojąc że taki Jack Nicholson może autentycznie się pod
                                                    > obać jego kochankom. One same są bogate, więc to nie idzie o bycie utrzymanką.
                                                    > Po prostu sukces i pozycja faceta dodaje mu +10 do wyglądu w oczach kobiety.
                                                    >
                                                    > Sluchaj ja o sobie pisze. Kazda kobieta moze miec inaczej. Nie stanelam z gosci
                                                    > em oko w oko, w lozku z nim nie bylam, wiec nic na ten temat powiedziec nie mog
                                                    > e.
                                                    Ahstrahujac od tego, nie jestem pewna czy taki 77 latek, niech sie nazywa jak chce, by ze mna wydolil, bo ja mam 41 i niezly apetyt:) Moze jego kochanki maja mniejsze libido/mniejsze potrzeby, seks na boku. Jakos tak nie mam zludzen, ze 75+ latek da rade czesciej i lepiej niz 40+. Nie wiem, nie wnikam, niech se kazdy sciele jak chce.
                                                    W koncu "zwiazek to nie tylko seks" zwykli mawiac do swoich partnerek faceci majacy problemy z potencja i spadkiem libido.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:03
                                                    kag73 napisała:

                                                    > W koncu "zwiazek to nie tylko seks" zwykli mawiac do swoich partnerek faceci ma
                                                    > jacy problemy z potencja i spadkiem libido.

                                                    Nie martw się - nie tyko faceci. Moja żona usiłuje ratować swój wizerunek, mówiąc że jest dobrą żoną, bo wzięła przy zakupach pod uwagę moje potrzeby i kupiła do lodówki coś co lubię. Bo, dobry Boże, mogła przecież kupić jedzenie tylko sobie i dzieciom.
                                                  • rekreativa Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:05
                                                    No bo mogła kupić same takie, co nie lubisz.
                                                    A tak - litościwa pani...
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 20:10
                                                    sabat.77 napisał:
                                                    > Nie martw się - nie tyko faceci. Moja żona usiłuje ratować swój wizerunek, mówi
                                                    > ąc że jest dobrą żoną, bo wzięła przy zakupach pod uwagę moje potrzeby i kupiła
                                                    > do lodówki coś co lubię. Bo, dobry Boże, mogła przecież kupić jedzenie tylko s
                                                    > obie i dzieciom.

                                                    Seksu nie masz, wiec nie doceniasz calej reszty. Moj maz, ktory seks ma, cieszy sie jak czasem obiad zrobie(bo z tym gorzej), albo, ze mu ulubione gumisie kupilam:) No Meksyk, mowie Wam;)
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:14
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Dla większości ludzi w polsce samodzielne życie jest niemożliwe albo uciążliwe
                                                    > bo mediana (najwięcej ludzi tyle dostaje) dlazarobków to 1500 na rękę czyli tyl
                                                    > e co wynajęcie najtańszej kawalerki w warszawie. A utrzymanie ? A rozmnażanie s
                                                    > ię i dzieci? Pomijając niewielka statystycznie grupę dobrze zarabiających kobie
                                                    > t o związkach decydują bardziej prozaiczne przyczyny...

                                                    Istotnie. Zauważ jeszcze jedną prawidłowość. Warto byłoby zadać sobie pytanie, ile procent z kobiet określiłoby mężczyznę zarabiającego 1500 pln na rękę mianem nieudacznika? Sądzę, że większość. Zatem mamy większość nieudaczników w kraju, z prozaicznych, ekonomicznych przyczyn. Czy można powiedzieć, że ponoszą za to winę czy też odpowiedzialność? Nie sądzę.
                                                    Co ciekawe, mężczyźni z tej samej przyczyny nie dyskryminowaliby partnerki. Stąd pewna nierówność w postrzeganiu płci.
                                                  • kag73 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:41
                                                    Dla scislosci, sabat, ale wiekszosc tych z 1500 zl na reke jest w malzenstwach. Czyli jednak ktos ich zechcial? Prawda? Az takie materialistki te kobiety i az takie wyrachowane i az tak bardzo leca na zasoby? Nie rozsmieszaj mnie
                                                  • wont Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:52
                                                    No dobra, teraz tak szczerze... Tylko nie pieprzcie, ze syty glodnego nie rozumie. Ale jaki jest sens pracy za 1500 zl na reke? Ja rozumiem - kobieta, macierzynstwo, dzieci, nie mozna ruszyc sie ze swojego grajdolka bo zobowiazania i brak kasy na jakies drastyczne kroki w zyciu. Ale facet? O jednej lewej rece tylko? Normalny, zdrowy chlop jak zarabia 1500 zl bez perspektyw na jakas poprawe powinien wsiasc w busa, pociag czy samolot i szukac szczescia za granica. Ja wiem, ze teraz tam tez kryzys ale niech nam Bozia da kiedys tamtejszy kryzys. No ja po prostu tego nie rozumiem. Wolalbym zapierdalac na przyslowiowym zmywaku w Rajchu niz budowac dobrobyt naszej Ojczyzny za jakies... ile to jest? - niecale 20 euro netto dziennie?
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:06
                                                    wont napisał:

                                                    > No dobra, teraz tak szczerze... Tylko nie pieprzcie, ze syty glodnego nie rozum
                                                    > ie. Ale jaki jest sens pracy za 1500 zl na reke? Ja rozumiem - kobieta, macierz
                                                    > ynstwo, dzieci, nie mozna ruszyc sie ze swojego grajdolka bo zobowiazania i bra
                                                    > k kasy na jakies drastyczne kroki w zyciu. Ale facet? O jednej lewej rece tylko
                                                    > ? Normalny, zdrowy chlop jak zarabia 1500 zl bez perspektyw na jakas poprawe po
                                                    > winien wsiasc w busa, pociag czy samolot i szukac szczescia za granica. Ja wiem
                                                    > , ze teraz tam tez kryzys ale niech nam Bozia da kiedys tamtejszy kryzys. No ja
                                                    > po prostu tego nie rozumiem. Wolalbym zapierdalac na przyslowiowym zmywaku w R
                                                    > ajchu niz budowac dobrobyt naszej Ojczyzny za jakies... ile to jest? - niecale
                                                    > 20 euro netto dziennie?

                                                    Powiem tak - ze szczegółami - w tej chwili zarabiam dokładnie 1330 PLN na rękę.
                                                    Myślałem o tym wyjeździe. Ale to nie jest tak hop-siup. Koszty utrzymania za granicą są dużo większe, musiałbym wynająć pokój w którym mieszkałyby karaluchy, w jednym mieszkaniu z jakimiś emigrantami-troglodytami, którzy by hałasowali, pili, bili się i rzygali w kiblu. Jeszcze bym od nich wpierdol dostał albo by mnie okradli... Utrata kontaktu z rodziną, dziećmi.
                                                    Ile bym w takim Londynie zarobił? Z 800 funtów? A koszty żarcia, wynajęcie pokoju (pewnie w nieciekawej okolicy), media? Propaganda miejscowych Daily Mirror, w oczach których byłbym jednym z Pollocks, niewykształconym, tępym debilem, zjadającym z głodu łabędzie, ogałacającym królewskie lasy z grzybów i ryb... Nie, dziękuję.
                                                    Nie wyszedłbym na plus, niezależnie jakby na to nie patrzeć. Nie jestem specjalistą ani naukowcem - czyli niczego nie potrafię. Nie mam tam czego szukać.
                                                  • urquhart Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:16
                                                    Znam w Warszawie ogarnięte pielęgniarki , nauczycielke i przedszkolanke które z narodzinami jak wezmą sporo dostają 2000 na rękę i przeniosły się z jeszcze gorszych etatów ...
                                                    Forbes i Money piszą w jaki sposób GUS zawyża mediane...
                                                  • urquhart Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:24
                                                    Nadgodzinami. ;)
                                                  • mojemail3 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:28
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Nadgodzinami. ;)

                                                    Za nadgodziny nie wszędzie płacą, ale...można zdobywać dodatkowe uprawnienia, brac prace zlecone, umowy o dzieło, małe projekty itp.
                                                  • sabat.77 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:40
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Za nadgodziny nie wszędzie płacą, ale...można zdobywać dodatkowe uprawnienia, b
                                                    > rac prace zlecone, umowy o dzieło, małe projekty itp.

                                                    Oczywiście. Można też po etacie w robocie np. chodzić przebrany za pszczółkę i rozdawać ulotki przez parę godzin dziennie, za 200 pln miesięcznie.
                                                  • mojemail3 Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 12:42
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Oczywiście. Można też po etacie w robocie np. chodzić przebrany za pszczółkę i
                                                    > rozdawać ulotki przez parę godzin dziennie, za 200 pln miesięcznie.


                                                    No nie da się, nic się nie da zrobić, rozumiem.
                                                  • wont Re: Bardziej wartościowe niż było... 16.07.14, 11:35
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Dla większości ludzi w polsce samodzielne życie jest niemożliwe albo uciążliwe
                                                    > bo mediana (najwięcej ludzi tyle dostaje) dlazarobków to 1500 na rękę czyli tyl
                                                    > e co wynajęcie najtańszej kawalerki w warszawie. A utrzymanie ? A rozmnażanie s
                                                    > ię i dzieci? Pomijając niewielka statystycznie grupę dobrze zarabiających kobie
                                                    > t o związkach decydują bardziej prozaiczne przyczyny...
                                                    ---------------
                                                    Nie mediana tylko dominanta. I takie istotnie niewielkie pieniadze zarabialo w Polsce jedynie ok. 20% pracownikow. W 2013 r. 50% pracownikow zarabialo ponad 3.115 zl brutto. Zreszta niewazne, to i tak jest zdecydowanie za malo na godne zycie i posiadanie dzieci, ale nie uzywajmy dominanty jako argumentu tylko mediany - ona najlepiej pokazuje realny poziom zarobkow w Polsce (polowa zarabia ponizej a polowa powyzej mediany). Poza tym to sa dane dla calej Polski, w Warszawie mediana wynosi ok. 6000 brutto (czyli ok. 4200 netto) i to chyba jest calkiem przyzwoity wynik, mozna sie z tego chyba lepiej lub gorzej ale jakos utrzymac.
                                                  • druginudziarz Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:31
                                                    zawle napisała:
                                                    > Kutuzow ma rację w jednym...my się starzejemy zewnętrznie. Widzę dras
                                                    > tyczną różnicę w wyglądzie swojego ciała po 40 roku życia. Ale mojemail faceci
                                                    > starzeją się wewnętrznie. Porozglądaj się wokół. Większość naszych rówieśników
                                                    > to mentalne stare dziady. Nic im się nie chce, zero spontana. Młody facet ma w
                                                    > sobie moc- silną i pierwotną. Mnie pociąga ta moc właśnie. To jest męskość.

                                                    No tylko bez tak daleko idących uogólnień proszę.
                                                    Jesteś pewna że mentalnie jesteś młoda? a robiłaś sobie test wieku mentalnego?
                                                    Ja jestem ok. 10-12 lat młodszy niż rocznikowo.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:05
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Prawidłowość występująca w rzeczywistości- związki są najczęstsze między rówieś
                                                    > nikami, tak naturalnie, spontanicznie.
                                                    > A tu proszę badania statystyczne:
                                                    > rel="nofollow">stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/pts/oz_wiadomosci_statystyczne_06_2012.pdf

                                                    Zerknij na tabele i wykres na stronie 20-tej linkowanego przez Ciebie badania.
                                                    Różnica jest stała i mężczyźni są starsi o ok 2 lata.
                                                    Cytat str 21.

                                                    "...średni wiek nowożeńców płci męskiej jest wyższy niż przeciętny wiek panny młodej, nie oznacza to, że związek starszego mężczyzny z młodszą partnerką to jedyny typ zawieranego
                                                    małżeństwa (wykr. 2). Sytuacja odwrotna występuje jednakże zdecydowanie rzadziej, bowiem w 2009 r. w przypadku 18,4% małżeństw mąż był młodszy, a w przypadku dalszych 13,5% nupturienci byli w jednakowym wieku"

                                                    Poza tym zobacz że to kwestia "pierwszych związków", czyli tych gdzie mężczyźni nie mają jeszcze odpowiedniego statusu, żeby "pozwolić" sobie na młodsze partnerki. W przeszłości, gdy kawalerowie mieli odpowiedni status te różnice wieku były większe:

                                                    "W Polsce przedrozbiorowej różnica wieku między nowożeńcami zależała przede wszystkim od ich stanu cywilnego. W przypadku gdy związek małżeński zawierali kawaler i panna, typowa różnica wieku wynosiła 4—6 lat
                                                    Jeśli na ślubnym kobiercu stawał wdowiec, różnica była jeszcze większa, zmniejszając się w sytuacji, gdy w związek małżeński wstępowała wdowa. Generalnie, w ok. 75% małżeństw mąż był starszy, w 15% starsza była żona, zaś w 10% przypadków odnotowywano taki sam wiek (Kuklo, 2009)"

                                                    Plus:
                                                    "Ciekawe spostrzeżenia znajdujemy w opracowaniu S. Drefahla (2010), który na podstawie badania umieralności na próbie 2 mln małżeństw w Danii stwierdził, iż w przypadku mężczyzn posiadanie młodszej partnerki zwiększa szansę na długie życie (a im żona młodsza, tym
                                                    lepszy efekt)."

                                                    O tym że to status i zasoby mężczyzny pozwalają na wybranie sobie młodszej partnerki (z puli dostępnych), znajdziemy info także tutaj (str 17):

                                                    "Widoczny w ostatnich dekadach w krajach rozwiniętych wzrost częstości małżeństw powtórnych wynikający z akceptacji ponownych związków małżeńskich po rozwodzie pociąga za sobą wzrost różnic wieku między nupturientami."


                                                    > Statystycznie widać spadek atrakcyjności???
                                                    Postaram się poszukać dla Ciebie jakieś badania np. otyłości (wskażnik BMI) w grupie 20-to i 30-to latków.
                                                    Ja to widzę "gołym okiem" w małym miasteczku pod Wawą. Gdy w sobotę robię zakupy na rynku warzywnym, to widzę sporo atrakcyjnych 20-tek i bardzo mało atrakcyjnych 30-tek (bo większość jest już dzieciata i "zapuszczona"). Nie jest to bowiem Wawa, gdzie średnią windują w górę singielki 30+ pracujące w korpo i uprawiające sporty.


                                                    > Kutuzow, starzenie się nie jest skokowe, chyba,że jakaś ciężka choroba, wypadek
                                                    > itp.
                                                    Przecież nigdzie nie pisze że skokowe, ale chyba łatwiej rozmwiać o grupie 20,30,40 niż 20 vs 21 vs 22 itp.


                                                    > O ile zasoby rosną i ta pozycja społeczna...A może być spektakularna plajta fin
                                                    > ansowa i jeszcze upadek osobowości i charakteru zamiast wzrostu i rozwoju...

                                                    To trochę jak z rozmową o odchudzaniu. 95% ludzi tyje bo ma za mało ruchu w stosunku do spożywanych kalorii, ale zawsze znajdzie się ktoś kto będzie się doszukiwał że może to ten 1 na 100 przypadków gdzie dana osoba jest chora.
                                                    MM, jak dużo znasz mężczyzn którzy w wieku lat 40-tu są biedniejsi niż w wieku lat 20-tu?
                                                    Moze zamiast douszkiwać się tego 1% zajmijmy się pozostalymi 99% procentami populacji których zasoby jednak rosną z wiekiem.

                                                    > O tak, jeśli kobietę traktujemy jak starą klacz na sprzedaż, co już nie rodzi,
                                                    > w zawodach nie biega, nawet do jazdy niezdatna,jedynie do rzeżni się nadaje...

                                                    MM, może przeczytaj to co o takim podejściu jak Twoje pisał cytowany przeze mnie wcześniej autor:
                                                    "Oczywiście kobiety postrzegają takie męskie preferencje jako niesprawiedliwe, bezsensowne i niepoprawne politycznie, ale taka jest rzeczywistość, i nie ma znaczenia, czy ci się to podoba. Kiedy uświadomisz sobie ich źródła oraz że są one zaprogramowane w męskim mózgu, lepiej zrozumiesz zachowania mężczyzn, a tym samym łatwiej będziesz sobie z nimi radzić."
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:17
                                                    Bardzo mlode kobiety preferuja nieco starszych chlopakow, 2 do 4 lat, bo wiadomo, ze chlopcy sa lekko do tylu, generalnie, jezeli chodzi o dojrzalosc. Za to absolutnie nie chca mlodszych od siebie, bo sa dziecinni itd.
                                                    Ja mam 41 i nie wyobrazam sobie, zebym teraz miala u boku 51 latka(albo, zebym sie miala takim zainteresowac), bo stary by mi sie strasznie wydawal:) Ale zdaje sobie sprawe, ze zupelnie inaczej wyglada to w praktyce gdy...spotyka sie dwoje ludzi....sa uczucia, emocje, wzajemna sympatia a potem to juz kwestia przyzwyczajenia no i lata razem.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:22
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Bardzo mlode kobiety preferuja nieco starszych chlopakow, 2 do 4 lat, bo wiadom
                                                    > o, ze chlopcy sa lekko do tylu, generalnie, jezeli chodzi o dojrzalosc. Za to a
                                                    > bsolutnie nie chca mlodszych od siebie, bo sa dziecinni itd.

                                                    Taaa. Teoria fajna, ale jak się zerknie że średnia wieku zawieranie małżeństw w Polsce to coś ok 29 lat obecnie, to teoria z "niedojrzałością" słabo się broni.


                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:29
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Taaa. Teoria fajna, ale jak się zerknie że średnia wieku zawieranie małżeństw w
                                                    > Polsce to coś ok 29 lat obecnie, to teoria z "niedojrzałością" słabo się broni

                                                    Toz ja pisze o chlopakach a nie mezach. To co to znaczy "srednia wieku" 29 dla kogo? Oboje czy jedno?
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:48
                                                    No Kag dobrze wylapalaś z ta średnią zawierania malzenstwa...Zawsze wiedziałam ze mężczyźni są. od przedziwnych teorii a kobiety od ich weryfukacji bo mają lepszy kontakt z rzeczywistością a nie imaginacjami...
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:50
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > No Kag dobrze wylapalaś z ta średnią zawierania malzenstwa...Zawsze wiedziałam
                                                    > ze mężczyźni są. od przedziwnych teorii a kobiety od ich weryfukacji bo mają le
                                                    > pszy kontakt z rzeczywistością a nie imaginacjami...

                                                    Moje Mail,
                                                    przecież wrzuciłaś SAMA link do badania gdzie jak WÓŁ jest tabela ze średnią wieku pierwszych małżeństw (w kolejnych różnica jest jeszcze większa).
                                                    Kag także przesłałem link do innych badań podsumowujacych:

                                                    "Najczęściej mężczyźni żenią się „przed trzydziestką”; w 2009 r. ich średni wiek (mediana) wynosił prawie 28 lat, tj. o ponad 3 lata więcej niż na początku lat 90-tych (w 2000 r. – mieli średnio po niespełna 26 lat). Panny młode też są starsze, w 2009 roku miały średnio po ok. 26 lat, wobec niepełna 23 na początku lat 90-tych (w 2000 r. prawie 24 lata). "
                                                    www.egospodarka.pl/61651,Rozwoj-demograficzny-Polski-2000-2010,4,39,1.html
                                                    Dane sprzed 5-ciu lat więc obstawiam że ta średnia jeszcze poszła do góry. Stawiam o kolejny rok. Gdzies bowiem widziałem dane że obecnie średni wiek "panów młodych" to 29 lat.

                                                    Czy teraz widzisz wyraźnie różnice w wieku?
                                                    Lata 90-te:
                                                    kobiety: 25 mężczyźni 25
                                                    2009:
                                                    kobiety: 26 Mężczyźni 28

                                                    i o jakiej "weryfikacji rzeczywistości" piszesz?
                                                    Może warto najpierw PRZECZYTAĆ dane, a nie nakręcać się jedna z drugą że odkryły spisek ;-)
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:31
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Toz ja pisze o chlopakach a nie mezach. To co to znaczy "srednia wieku" 29 dla
                                                    > kogo? Oboje czy jedno?

                                                    tutaj masz dane sprzed 5-ciu lat, więc powinno się dodać pewnie kolejny rok różnicy:

                                                    "Najczęściej mężczyźni żenią się „przed trzydziestką”; w 2009 r. ich średni wiek (mediana) wynosił prawie 28 lat, tj. o ponad 3 lata więcej niż na początku lat 90-tych (w 2000 r. – mieli średnio po niespełna 26 lat). Panny młode też są starsze, w 2009 roku miały średnio po ok. 26 lat, wobec niepełna 23 na początku lat 90-tych (w 2000 r. prawie 24 lata). "
                                                    www.egospodarka.pl/61651,Rozwoj-demograficzny-Polski-2000-2010,4,39,1.html
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:38
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > "Najczęściej mężczyźni żenią się „przed trzydziestką”; w 2009 r. ic
                                                    > h średni wiek (mediana) wynosił prawie 28 lat, tj. o ponad 3 lata więcej niż na
                                                    > początku lat 90-tych (w 2000 r. – mieli średnio po niespełna 26 lat). Pa
                                                    > nny młode też są starsze, w 2009 roku miały średnio po ok. 26 lat, wobec niepeł

                                                    No to mi wychodzi, ze srednia roznica wieku miedzy partnerami jest 2 lata, on 28, ona 26. By mi sie zgadzalo, poznajemy sie w szkole, na studiach, praktykach, jestesmy w podobnym przedziale wiekowym...dosc logiczne.
                                                    Inaczej rzecz wyglada jak ludzie sa starsi.
                                                  • kag73 poprawka 15.07.14, 12:39
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No to mi wychodzi, ze srednia roznica wieku miedzy partnerami jest 2 lata, on 2
                                                    > 8, ona 26. By mi sie zgadzalo, poznajemy sie w szkole, na studiach, praktykach,
                                                    > jestesmy w podobnym przedziale wiekowym...dosc logiczne.
                                                    > Inaczej rzecz wyglada jak ludzie sa starsi.

                                                    Nie napisali ile kto ma lat dokladnie, nie czytam linku, czasu mi szkoda
                                                  • urquhart Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:43
                                                    Temat wraca cyklicznie. Przypominam za z punktu widżenia trwałości satysfakcji i harmpnojnosci było sporo badań z których wychodzi że optymalna różnica to ok 7 lat partner starszy
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:55
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Temat wraca cyklicznie. Przypominam za z punktu widżenia trwałości satysfakcji
                                                    > i harmpnojnosci było sporo badań z których wychodzi że optymalna różnica to ok
                                                    > 7 lat partner starszy

                                                    Czytam mezowi a on zdziwiony: Hmm, no cos takiego a przeciez kobiety trzymaja sie dluzej".
                                                    (trzyma sie -nadal niezle wzglada)
                                                    Ja na to: Taaa, to Twoje zdanie, faceci na moim forum maja inne:)

                                                    Ja znam statystyke, ktora mowi, ze akceptowalna granica to wiek : 2 + 7,
                                                    przyklad: 40 lat :2 +7 = 27, dla obu plci.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:56
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No to mi wychodzi, ze srednia roznica wieku miedzy partnerami jest 2 lata, on 2
                                                    > 8, ona 26.

                                                    Owszem, w PIERWSZYM związku/małżeństwie.
                                                    Pisałem o tym że wtedy w wieku lat 20-tu zasoby obojga są dość podobne. Oboje są po szkole/studiach. Oboje zaczynają prace zawodową itd.
                                                    Inaczej jest gdy:
                                                    a) jest to drugi zwiazek -gośc jest starszy i ma już zgromadzone pewne zasoby
                                                    b) było kiedyś gdy kobiety nie pracowały i różnica w zasobach była znacząca
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:03
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Owszem, w PIERWSZYM związku/małżeństwie.
                                                    > Pisałem o tym że wtedy w wieku lat 20-tu zasoby obojga są dość podobne. Oboje s
                                                    > ą po szkole/studiach. Oboje zaczynają prace zawodową itd.

                                                    To samo napisalam, ze inaczej wyglada to u starszych, grubo po 30 stce. Po pierwsze konkretne/do rzeczy kobiety w podobnym przedziale wiekowym sa zajete. Pozostaja mlodsze, nie ma sprawy jak najbardziej.
                                                    Owszem niektorzy moze maja zasoby a inni nie. Tym z zasobami zapewne latwiej, sa lepsza partia, bez zasobow tez sie da, ale musza miec wyglad. A najlepiej jak maja i jedno i drugie.


                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:17
                                                    kag73 napisała:
                                                    > To samo napisalam, ze inaczej wyglada to u starszych, grubo po 30 stce. Po pier
                                                    > wsze konkretne/do rzeczy kobiety w podobnym przedziale wiekowym sa zajete.

                                                    Sorry, ale nie. Mamy "nawis" singielek 30+ które nie mogą znaleźć partnera na miarę swoich oczekiwań. Wiec zamiast polować na grupę 18-20+ facecji mogliby zainteresować się tymi 30+, ale z jakiegoś powodu wolą te młodsze.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:30
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Sorry, ale nie. Mamy "nawis" singielek 30+ które nie mogą znaleźć partnera na m
                                                    > iarę swoich oczekiwań. Wiec zamiast polować na grupę 18-20+ facecji mogliby zai
                                                    > nteresować się tymi 30+, ale z jakiegoś powodu wolą te młodsze.

                                                    Ha, ha, ha, moze one maja za duze wymagania, Kowalski nie sprosta. One same maja kase, wiec facet ma miec jeszcze wiecej, inaczej jest nikim specjalnym. Za to mlodszej mozna zaimponowac, mlodsza ma mniej. I wiadomo mlodsza, jezeli ladniejsza i chetna, jak najbardziej sie nadaje: on miszcz, ona da sie uformowac i latwiej jej cos zaoferowac.
                                                    Bo np. dla mnie facet po 30 stce polujacy na 18 stki to skrzywienie, sorry.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:34
                                                    kag73 napisała:
                                                    > I wiadomo mlodsza, jezeli ladnie
                                                    > jsza i chetna, jak najbardziej sie nadaje: on miszcz, ona da sie uformowac i la
                                                    > twiej jej cos zaoferowac.

                                                    Kag, nie dostrzegasz tutaj mechanizmu wyparcia tego, że młodsza może byc po prostu bardziej atrakcyjna fizycznie? Zobacz najpierw Kitty wyskoczyła ze swoją teorią o "tańszych" młódkach, teraz Ty starasz się pokazać że jak młodsza to na pewno naiwna.
                                                    Czy jak Ty byłas młodsza to też wpisywałaś się w te cechy które przypisujesz teraz tym młodszym?
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 14:31
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, nie dostrzegasz tutaj mechanizmu wyparcia tego, że młodsza może byc po pro
                                                    > stu bardziej atrakcyjna fizycznie? Zobacz najpierw Kitty wyskoczyła ze swoją te
                                                    > orią o "tańszych" młódkach, teraz Ty starasz się pokazać że jak młodsza to na p
                                                    > ewno naiwna.
                                                    > Czy jak Ty byłas młodsza to też wpisywałaś się w te cechy które przypisujesz te
                                                    > raz tym młodszym?
                                                    Dla mnie jest czy partenrka jest o duzo mlodsza w roznych przedzialach wiekowych. Bo jezeli taki ponad 30 sto latek szuka 18 stki to to potepiam, uwazam za skrzywienie i odradzam mlodej. Co innego jak oboje sa nieco strasi, wtedy roznice sie zacieraja, kobieta ma jakies doswiadczenie na swoim koncie, nie jest mloda i naiwna, wie co sie po tym swiecie kreci, nie wplacze sie w pierwszy zwiazek, z syndromem pierwszego/jedynego faceta. Co nie zawsze musi oznaczac katastrofe.
                                                    Bo mowimy tutaj jakby o swiadomym szukaniu w przedzialach wiekowych, pewnie to normalne w dobie internetu. Co innego teoria i znow co innego zycie kiedy spotyka sie kogos gdzies, ktos komus wpada w oko, czesto zdarza sie, ze jest o pare latek starszy a czasem ona starsza, roznie to wyglada. Jasne, ze jak bylam mloda to bylam naiwna i niedoswiadczona, na wyglad lecialam/na feromony, co mam Ci napisac, glupia tez bylam i mialam wiecej szczescia niz rozumu. Ale zapewne masz racje, teraz mlode rafinowane sa, znaja sie na rzeczy, potrafia ocenic zasoby i przekalkulowac. Ja jestem dinozaurem:)
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:53
                                                    Kutuzow czy chodzi Ci o to,ze mężczyźni dojrzewaja do 40 tki a niektórzy nigdy? No dobra musze byc brutalna...Jest tak kiepski wybor w sensownych mezczyznach, ze czesto kobiety wybierają mniejsze zło...jak w polskich wyborach;-)
                                                  • sabat.77 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:03
                                                    Dojrzaly = chce dzieci?
                                                    Co do wyborow, to jest rownie marnie z kobietami, my tez mamy wielki problem z wyborem partnerki.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:58
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Dojrzaly = chce dzieci?

                                                    Oczywiście że tak, Zgodnie z tym co pisał Kawitator, że facet dojrzały to taki który chce tego samego co kobieta, która z definicji jest dojrzała.
                                                    W tym wątku bardzo dobrze to widać przy tym temacie z dziecmi.
                                                  • urquhart Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 12:26
                                                    Bo jak wiasdomo że kobiety są "dojrzałe" z definicji bo mają psyhoewolucyjny imperatyw maksymalizacji zasobów dla potomstwa :)
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:22
                                                    Kutuzow ale Ty uparty jestes...Roznica dwa lata to praktycznie rowiesnicy a 10 to jednak pół pokolenia... No a teoria ze facet w pierwszym zwiazku (małżeńskim ) nie moze SOBIE POZWOLIC na 10 lat młodszą... no nie moze bo to pod paragraf podchodzi...nie wiem dlaczego tak naginasz rzeczywistosc do wyobrażeń ???
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:31
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Kutuzow ale Ty uparty jestes...Roznica dwa lata to praktycznie rowiesnicy a 10
                                                    > to jednak pół pokolenia... No a teoria ze facet w pierwszym zwiazku (małżeńskim
                                                    > ) nie moze SOBIE POZWOLIC na 10 lat młodszą... no nie moze bo to pod paragraf
                                                    > podchodzi...nie wiem dlaczego tak naginasz rzeczywistosc do wyobrażeń ???

                                                    MM, jakie naginam, przecież cytowałem Ci materiał który SAMA zalinkowałaś.
                                                    Owszem w PIERWSZYM związku różnica jest mała, bo sobie facet na młodszą pozwolić nie może. Nie chodzi jednak o prawo, ale raczej o zasoby. Zobacz że małżeństwa zawierane są obocnie średnio w wieku ok 29 lat. Więc 29 latek i 19-to latka jest OK pod kątem prawnym.
                                                    W czasach gdy mężczyźni mieli lepszą pozycję materialną, różnica była większa (cytaowałem Ci dane). Teraz obie płcie startują niejako z tego samego poziomu. Każde pracuje, każde zarabia. Status materialny jest podobny więc i wiek jest podobny (choć nadal partner jest starszy).

                                                    W kolejnych związkach (po rozwodzie) gdy mężczyzna ma już większe zasoby to wtedy wybiera z puli młodszych.

                                                    Jeśli zaś zerkniesz na grupę sławnych i bogatych facetów (szczyt piramidy), to tam już praktycznie tylko młódki są brane pod uwagę. Dlatego że gościowie MOGĄ sobie na takie pozwolić i mają pełną pulę chętnych lasek.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:41
                                                    kutuzow napisał:
                                                    Nie chodzi jednak o prawo, ale raczej o zasoby. Zobacz że małżeństw
                                                    > a zawierane są obocnie średnio w wieku ok 29 lat. Więc 29 latek i 19-to latka j
                                                    > est OK pod kątem prawnym.

                                                    Pod wzgledem prawnym...ale ktora rozsadna 19 sto latka chce za maz wychodzic i po co?

                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:43
                                                    Kutuzow czytaj wszystko a nie wygodne wyrywki...Tam jest napisane ze historycznie kiedy malzenstwa byly aranzowane i znaczenie mialy zasoby to roznice byly wieksze czyli 10-15 lat a wspolczesnie gdy motywacja jest zakochanie czy fascynacja wzajemna to wiążą się ze sobą rowiesnicy. A 2-4 lata to żadna roznica bo to rowiesnicy z sasiednich klas czy lat na studiach. O paragrafie myślałam przy zwiazku 15-25 a znam takie niestety.To pedofilia jest...
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:06
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Kutuzow czytaj wszystko a nie wygodne wyrywki...Tam jest napisane ze historyczn
                                                    > ie kiedy malzenstwa byly aranzowane i znaczenie mialy zasoby to roznice byly wi
                                                    > eksze czyli 10-15 lat a wspolczesnie gdy motywacja jest zakochanie czy fascynac
                                                    > ja wzajemna to wiążą się ze sobą rowiesnicy. A 2-4 lata to żadna roznica bo to
                                                    > rowiesnicy z sasiednich klas czy lat na studiach.

                                                    MM, przecież teraz zasoby tak samo wpływają na wiek. Owszem kiedyś małżeństwa były aranżowane, ale i róznica wieku przez to znacznie wyższa. Bo znacznie większe zasoby pana młodego rekompensowały jego wiek.
                                                    Teraz też zasoby są istotne, ale nie ma tak dużych różnic. Pisałem że oboje po studiach, OBOJE pracują (kiedyś kobieta była na utrzymaniu mężczyzny), więc i różnica w zasobach nie jest na tyle duża, zęby rekompensowała większą różnicę wieku.

                                                    Jesli jednak przejdziemy z poziomu "Kowalskich" do poziomu ludzi o większych dochodach to znów widzimy że ten mechanizm nadal działa i ma się dobrze. Zerknij sobie na jakiś wyścig Formuły 1. Kierowcy tam to elita, która zarabia kilkanaście/dzisiąt mln Euro/rok.
                                                    Kamery często pokazują ich wybranki.

                                                    Po prostu jak dochód Kowalskiego od Nowa różni się o 1000 PLN /miesiąc to ciężko wyłapać wpływ tak mało istotnej zmiany na różnice wieku partnerki. Jeśli obserwujemy 3000 PLN/miesiąc vs 3 mln PLN miesiąc to już to widac jak na dłoni.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:13
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Po prostu jak dochód Kowalskiego od Nowa różni się o 1000 PLN /miesiąc to ciężk
                                                    > o wyłapać wpływ tak mało istotnej zmiany na różnice wieku partnerki. Jeśli obse
                                                    > rwujemy 3000 PLN/miesiąc vs 3 mln PLN miesiąc to już to widac jak na dłoni.

                                                    Jeszcze dodajmy do tego cechy osobnicze/indywidulane, czyli wyglad Kowalskiego i preferencje potencjalnej kandydatki, dla niektorych wyglad sie liczy. Bo jak Kowalski wygladu nie ma i kasa tez nie jakies cuda a kobieta przystojnych lubi, to do tranzakcji nie bedzie. No chyba, ze wystapi wersja: niektorzy zyskuja przy blizszym poznaniu.

                                                  • hello-kitty2 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:17
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Kutuzow czytaj wszystko a nie wygodne wyrywki...Tam jest napisane ze historyczn
                                                    > ie kiedy malzenstwa byly aranzowane i znaczenie mialy zasoby to roznice byly wi
                                                    > eksze czyli 10-15 lat a wspolczesnie gdy motywacja jest zakochanie czy fascynac
                                                    > ja wzajemna to wiążą się ze sobą rowiesnicy.

                                                    Dokladnie. Prosta sprawa w przypadku pierwszych i drugich malzenstw jest, jak ujal to moj eks malzonek:
                                                    "Pierwszy raz za maz wychodzi sie z milosci a drugi raz dla pieniedzy''. Nie ma co kombinowac.
                                                  • mojemail3 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 15:22
                                                    kutuzow napisał:

                                                    "(...)MM, może przeczytaj to co o takim podejściu jak Twoje pisał cytowany przeze mnie wcześniej autor:
                                                    "Oczywiście kobiety postrzegają takie męskie preferencje jako niesprawiedliwe, bezsensowne i niepoprawne politycznie, ale taka jest rzeczywistość, i nie ma znaczenia, czy ci się to podoba. Kiedy uświadomisz sobie ich źródła oraz że są one zaprogramowane w męskim mózgu, lepiej zrozumiesz zachowania mężczyzn, a tym samym łatwiej będziesz sobie z nimi radzić."

                                                    No i bardzo ślicznie, że mają takie preferencje, ale to że masz na coś chęć albo osobistą fanaberię to nie znaczy,że masz szansę dostać gwiazdkę z nieba, bo naprawdę te "wymiany na młodszy model" to jakieś jednostkowe przypadki są...

                                                    Widzisz, gdybym miała partnera, któremu tak za przeproszenie biłoby na dekiel, to powiedziałabym "droga wolna" ale nic bym nie ułatwiała, niby dlaczego miałabym się pozwalać krzywdzić i upokarzac i sprowadzać siebie do "starszego modelu"
                                                    Osobiście uważam,że to jest klęska dla mężczyzny, zdradzić i porzucić kobietę.
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 11:03
                                                    Kutuzow, to z 10 latami roznicy to dosc wzgledne jest. Zauwaz, ze wiekszosc ludzi laczy sie w pary/wiaze duzo wczesniej niz prawie pod 40 stke. A wtedy oznaczaloby, ze taki 28 latek mialby 18 tke, to troche jednak nie pasuje, bo ona wlasnie robi mature, albo zaczyna studia. On juz pracuje, mysli czesto o czyms na stale a ona troche mloda na takie michalki.
                                                    Co innego w pozniejszym wieku. Poza tym ludzie najczesciej poznawaja sie w swoich kregach: studenci, praktykanci, itd.
                                                    Do tego w kolko o tych zasobach a sie nazywa, ze zona nie jest po to, zeby ja utrzymywac.
                                                    I taki lepszy sredniak(zarobkowo) i nie pierwszej mlodosci, owszem chce czesto takiej, ktora tez swoje zarabia, co by mieli wiecej. I co komu po zasobach jak sie facet dzielic nie chce, mozna sie przejechac. Co nie zmienia faktu, ze 10 lat starszy, ustawiony dosc dobrze, czesto ma lepsze szanse niz taki np. listonosz. Pewne jak w banku jest tylko jak facet sporo starszy i do tego dobrze kasiasty, wiadomo wtedy w czym rzecz. On jest szczodry, bo moze i poza tym wie o co biega.
                                                    Taaa, zasoby faceta ciagle rosna, milionerzy kurna a czasem trudno koniec z koncem zwiazac chociaz oboje pracuja. Teorie, kutuzow, teorie!
                                                    > Dlatego uważam że te 10 lat jest najlepszą różnicą chroniąca później po latach
                                                    > przed pokusą wymiany żony na młodszy model.
                                                    To tez sa bzdury, bo to zalezy od ludzi, od jakosci ich zwiazku, od tego jak sie dopasowali, jak im sie razem zyje. A cele i priorytety w zyciu sie zmieniaja.
                                                    Tobie sie wydaje, ze to jest tak: facet z wiekiem coraz bardziej kasiasty, kobieta coraz mniej urodziwa a zatem co tu robic? Aha, wymienic na nowszy model. Tymczasem to wcale tak nie jest, tak wcale byc nie musi. Nie wszyscy tacy sie robia kasiasci a nawet jezeli to nie zawsze maja potrzebe zmian, bo po co zmieniac cos co sie sprawdza przez tyle lat. Po drugie tych ludzi cos laczy i jezeli jest im razem dobrze, to im dobrze.
                                                    Najczesciej o wyborze partnera decyduja inne parametry niz roznica wieku. Jak dziala, to dziala. Dla Ciebie to 10 lat, bo u Ciebie dziala, dla mnie rowiesnicy, bo u mnie to dziala.
                                                    Dam znac jak mnie wymieni na mlodszy model;)


                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:15
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Kutuzow, to z 10 latami roznicy to dosc wzgledne jest.

                                                    Owszem, ja pisałem że to moja prywatna wersja. Dla kogoś może to być 5, dla innego 7 a taki Jack Nicholson powie że poniże 50 lat różnicy to nie schodzi ;-)

                                                    > On juz pracuje, mysli czesto o czyms na s
                                                    > tale a ona troche mloda na takie michalki.

                                                    Ach ten świat w którym to facecji prą do małżeństwa i kobiety które sa temu przeciwne.
                                                    Czego to się nie wymysli żeby tylko podeprzeć teorię. Wystarczy po prostu przyznać że 28 latek po studiach nadal jest goły i wesoły więc sobie korumpować nie może.


                                                    > Do tego w kolko o tych zasobach a sie nazywa, ze zona nie jest po to, zeby ja u
                                                    > trzymywac.
                                                    Nie chodzi o utrzymywanie żony, ale o partnera który ma odpowiednie zasoby dla dziecka. To jest efekt ewolucji. Im większe zasoby, tym większe prawdopodobieństwo sukcesu genów.

                                                    > Taaa, zasoby faceta ciagle rosna, milionerzy kurna a czasem trudno koniec z kon
                                                    > cem zwiazac chociaz oboje pracuja.

                                                    Naprawdę nie dostrzegasz tego że statystyczny 30-to latek ma jednak trochę więcej niż statystyczny student w wieku lat 20-tu?

                                                    > Najczesciej o wyborze partnera decyduja inne parametry niz roznica wieku.
                                                    Różnica wieku jest wynikową tego jak oceniana jest atrakcyjnośc faceta i jak oceniana jest atrakcyjność kobiety. Inną taką zmienną która jest wynikowa i którą badano na portalach randkowych to jest waga poszukiwanych partnerek. Im większy dochód partnera tym szczuplejszej partnerki on szukał (był mniej skłonny do zainteresowania się tymi z nadwagą).
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:25
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Naprawdę nie dostrzegasz tego że statystyczny 30-to latek ma jednak trochę więc
                                                    > ej niż statystyczny student w wieku lat 20-tu?

                                                    Ale duzo wiecej oczekuje sie od 30 latka niz od 20 sto latka. Podczas gdy 20 moze mieszkac u rodzicow za frico, 30 latek niekoniecznie. A co za tym idzie, wiecej musi tez wydawac.
                                                    20 latek jest jorny i mlody, czyli nadrabia wygladem i potencja. I 20 latek ma wszystko przed soba. Jezeli ja rowniez jestem taka mloda albo mlodsza, to spoko skorzystam z ciacha i wezme sobie skonsumuje jego najlpesze(co do fizycznosci) lata, wychodzic za maz za niego i tak nie chce, bo za mloda jestem. A jezeli sama mam 28 albo 30 to patrzac po statystyce na forum 20 latek i tak mnie nie zechce, bo tendencja jest taka facet starszy, babka mlodsza.
                                                    >
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:37
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Ale duzo wiecej oczekuje sie od 30 latka niz od 20 sto latka.

                                                    Kag, przeciez ja dokładnie o tym samym trąbie. Te "oczekiwania" to własnie zasoby, które ten 30-to latek już musi mieć. Jeśli ma ich tyle co jego rówieśniczka 30-to latka to nie zaimponuje 20-tce.
                                                    Jeśli jednak jest przykładowo sportowcem/twórcą dotcomu i ma już miliony przed 30-tką to nagle 20-tki walą drzwiami i oknami.
                                                  • hello-kitty2 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:33
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Ach ten świat w którym to facecji prą do małżeństwa i kobiety które sa temu prz
                                                    > eciwne.
                                                    > Czego to się nie wymysli żeby tylko podeprzeć teorię. Wystarczy po prostu przyz
                                                    > nać że 28 latek po studiach nadal jest goły i wesoły więc sobie korumpować nie
                                                    > może.

                                                    eeee tam, kobiety chca malzenstwa, bo chca sie czuc wyjatkowe, bez malzenstwa jak wiadomo wyjatkowe nie sa ;-)

                                                    Pamietaj Kutuzow, ze cokolwiek nie napiszesz o kobietach, to piszesz tez o swojej, chyba, ze wykazujesz sie nieracjonalna wybiorczoscia (one te podle, stare jedze z forum vs moja mloda, nieskazitelna anielica) ale nie sadze, bo za twardo stapasz po ziemi.
                                                  • kutuzow Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 13:41
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > eeee tam, kobiety chca malzenstwa, bo chca sie czuc wyjatkowe, bez malzenstwa j
                                                    > ak wiadomo wyjatkowe nie sa ;-)

                                                    Kitty,
                                                    Nie ważne DLACZEGO chcą ważne, że to ONE chca w większości przypadków. Więc Kag serwuje nam tu troche taką alternatywną rzeczywistość na podtrzymanie swoich wyjaśnień pewnych mechanizmów.

                                                    > Pamietaj Kutuzow, ze cokolwiek nie napiszesz o kobietach, to piszesz tez o swoj
                                                    > ej, chyba, ze wykazujesz sie nieracjonalna wybiorczoscia (one te podle, stare j
                                                    > edze z forum vs moja mloda, nieskazitelna anielica) ale nie sadze, bo za twardo
                                                    > stapasz po ziemi.

                                                    Nie wiem o co Ci chodzi, bo chyba nigdzie nie pisałem że u mnie jest inaczej. To raczej Ty starasz sie pokazać że jestem mniej atrakcyjny i te 10 lat różnicy to jakimś "psim swędem" mi się udało uzyskać :-)
                                                  • kag73 Re: Różnica wieku- jak to z nią jest 15.07.14, 15:02
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kitty,
                                                    > Nie ważne DLACZEGO chcą ważne, że to ONE chca w większości przypadków. Więc Kag
                                                    > serwuje nam tu troche taką alternatywną rzeczywistość na podtrzymanie swoich w
                                                    > yjaśnień pewnych mechanizmów.
                                                    Hmm, od Kag to Ty sie za przeproszeniem...:) I to maz Kag a nie kag chciala sie zareczac i za maz wychodzic. A eks kag chcial koniecznie z nia dzieka a ona nie chciala. I kag zna wiele przypadkow gdzie faceci chcieli/chca, bo cele w zyciu sie zmieniaja, zwlaszcza po wielu latach bycia/zycia razem. A jak cele sie nie zmieniaja to i tak wpadki sie zdarzaja.
                                                    Kutuzow za to serwuje "alternatywna" rzeczywistosc podsuwajac kaski z zycia celebrytow.
                                                    >
                                                    > Nie wiem o co Ci chodzi, bo chyba nigdzie nie pisałem że u mnie jest inaczej. T
                                                    > o raczej Ty starasz sie pokazać że jestem mniej atrakcyjny i te 10 lat różnicy
                                                    > to jakimś "psim swędem" mi się udało uzyskać :-)

                                                    Bo Kitty o tych zasobach zapomniala, ktore maja single pod 40 stke:)
                                                  • druginudziarz Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 19:42
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Nadal także twierdzę że emocje zazwyczaj są kiepskim doradcą.

                                                    Nie.
                                                    KAŻDA decyzja związane jest z jakąś emocją, przy czym ta emocja moze być oczywiście podświadoma.
                                                    Osoby które np. na skutek urazu mają uszkodzoną częśc mózgu odpowiedzialną za emocje nie sa w stanie podjąć nawet najprostszych decyzji typu zjeść jabłko czy ciastko.
                                                    Tak więc emocje są JEDYNYM doradcą.
                                                  • rekreativa Re: Na obronę Kutuzowa... 14.07.14, 17:52
                                                    No patrz, jak to można róznie tego samego człowieka odbierać.
                                                    Gdybys walnął ten opis bez nicka, to bym w zyciu nie zgadła, że o kutuzowa chodzi.
                                                    Kutuzow - facet z brakiem wrażliwości? Serio?
                                                  • hello-kitty2 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:23
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > kutuzow napisał:
                                                    >
                                                    > > Eeee? Ty tak na serio pytasz?
                                                    > > Wiesz w pierwszym przypadku (ślub) godzisz się tylko na formalność. Coś c
                                                    > o jeśl
                                                    > > i np. ze wspomnianego problemu dziecka związek się nie uda, można się roz
                                                    > stać.
                                                    >
                                                    > To już wszystko rozumiem, jak formalność, to wszystko jasne.
                                                    > Dla jasności, ja takiej "formalności" nie traktowałabym jako marzenia, wcale by
                                                    > mi na formalności nie zależało, ale wiadomo, każdy jest inny.

                                                    Hehe rzeczywiscie dupy nie urywa. Ja tam sie podniecilam na prive, Kutuzow mnie wystudzil ;-) Sa dwie mozliwosci:
                                                    1. albo tutaj pod nas Kutuzow struga twardziela (hehe)
                                                    2. albo dziewczyna sobie porzadnie dospiewuje (marzenie vs formalnosc/kompromis)

                                                    Obstawiam pierwsze ale od razu sprawdzam: Czy ona to czyta? Moze powinna?
                                                    Przemawia do mnie natomiast regulacja kwestii spadkowych, w koncu dziewczyna oddaje swoja mlodosc starszemu, to trzeba wycenic ;-) Powaznie.
                                                  • kag73 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:28
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    >> Przemawia do mnie natomiast regulacja kwestii spadkowych, w koncu dziewczyna od
                                                    > daje swoja mlodosc starszemu, to trzeba wycenic ;-) Powaznie.

                                                    Dobrze kombinujesz, Kitty.
                                                  • urquhart Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:34
                                                    A czy jak facet rezygnuje ze szczęścia żeby umożliwić babce macierzyńskie się realizowanie to jak waszym zdaniem należy wycenić?

                                                    Bo z praktyki to najlepiej mu wmówić ze to jego własne potrzeby...
                                                  • mojemail3 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:42
                                                    urquhart napisał:

                                                    > A czy jak facet rezygnuje ze szczęścia żeby umożliwić babce macierzyńskie się r
                                                    > ealizowanie to jak waszym zdaniem należy wycenić?
                                                    > Bo z praktyki to najlepiej mu wmówić ze to jego własne potrzeby...

                                                    A z kim ona to dziecko ma, z listonoszem, czy przystojnym kurierem, co ???
                                                    Z takim, co nie chce miec dzieci ze mna, nawet w deklaracjach, podziekowalabym zaraz.
                                                  • kag73 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:43
                                                    urquhart napisał:
                                                    > A czy jak facet rezygnuje ze szczęścia żeby umożliwić babce macierzyńskie się r
                                                    > ealizowanie to jak waszym zdaniem należy wycenić?

                                                    A jak to sie ma do tematu? I co to znaczy "rezygnowac ze szczescia"? Dotknelo Cie "nieszczescie", bo masz dzieci?
                                                    Bo my tutaj mowimy o biologi, instynkcie macierzynskim i prawach natury:
                                                    kobieta + mezczyzna= potomstwo. Zazwyczaj ludzie, rowniez mezczyni, sa tego swiadomi, ze z seksu wychodza dzieci i celem naszym jest przetrwanie gatubku/genu.

                                                    > Bo z praktyki to najlepiej mu wmówić ze to jego własne potrzeby...
                                                    A on da sobie wmowic? Nie ma przymusu wiazania sie z kobietami, nie ma tez przymusu godzenia sie na dziecko jezeli sie go nie chce. Kazdy podejmuje decyzje za siebie.
                                                  • mojemail3 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:47
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Bo z praktyki to najlepiej mu wmówić ze to jego własne potrzeby...
                                                    >A on da sobie wmowic? Nie ma przymusu wiazania sie z kobietami, nie ma tez przymusu >godzenia sie na dziecko jezeli sie go nie chce. Kazdy podejmuje decyzje za siebie.

                                                    No i jak tu sypiac z takimi, co nie chca zadnych konsekwencji ponosic??? Zabepiezpieczyc sie na wszystkie strony, sluzyc tylko dla przyjemnosci? O nie, niedoczekanie, jednak we wczesnej mlodosci bylam madra dziewczynka...
                                                  • hello-kitty2 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:57
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > No i jak tu sypiac z takimi, co nie chca zadnych konsekwencji ponosic??? Zabepi
                                                    > ezpieczyc sie na wszystkie strony, sluzyc tylko dla przyjemnosci? O nie, niedoc
                                                    > zekanie, jednak we wczesnej mlodosci bylam madra dziewczynka...

                                                    Otoz, wlasnie o tym mowie: wg mnie mozna tylko do przyjemnosci sluzyc ale za przyjemnosc trzeba zaplacic. No wiec niech ona go dopieszcza, ale on niech ja ozlaca.

                                                    A panie z macierzynskimi zapedami proszone sa o przejscie do innego zbioru ;)
                                                  • kutuzow "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 13:18
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > > No i jak tu sypiac z takimi, co nie chca zadnych konsekwencji ponosic???

                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > wg mnie mozna tylko do przyjemnosci sluzyc ale za przyjemnosc trzeba zaplacic.

                                                    Moje miłe Panie,
                                                    Czy Wy na prawdę nie odczuwacie same z siebie przyjemności z seksu?
                                                    Bo po tym co tutaj napisałyście można odnieść wrażenie, że się "kładziecie" żeby facet mógł sobie zrobić dobrze i za to ten facet powinien się czymś zrewanżować.

                                                    Co z przypadkiem gdy OBOJE osiągają przyjemność z seksu? Czemu nagle facet miałby ponosić jeszcze jakieś dodatkowe "koszta"?

                                                    wg tego co pisze Kitty, to już całkowicie mam obraz Markowych postów, gdzie jest ładna bluzeczka, to jest bzykane.
                                                    No sorry, ale to zupełnie nie moje klimaty.

                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 13:26
                                                    kutuzow napisał:


                                                    >Moje miłe Panie,
                                                    >Czy Wy na prawdę nie odczuwacie same z siebie przyjemności z seksu?
                                                    >Bo po tym co tutaj napisałyście można odnieść wrażenie, że się "kładziecie" żeby facet mógł >sobie zrobić dobrze i za to ten facet powinien się czymś zrewanżować.

                                                    Ja tam odczuwam, ale niby dlaczego mam odczuwac z byle kim?
                                                    Poza ja mam potrzebe odczuwania z kims, kto mi daje poczucie bezpieczenstwa, kto wezmie ze mna ew.konsekwencje wspolnego zycia. Taki "rewenge"... ;-)Poza tym kobieta daje z siebie cos wiecej niz mlodosc, urode i seks...
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 13:38
                                                    > kutuzow napisał:
                                                    > Moje miłe Panie,
                                                    > >Czy Wy na prawdę nie odczuwacie same z siebie przyjemności z seksu?

                                                    Ja tam odczuwam ;) i nie potrzebuje zaplaty. Ale probuje zglebic o co chodzi dziewczynom i chyba troche kumam.
                                                    Taki obrazek: Ja i moj TM, znamy sie niecale 2 miesiace, zabezpieczamy sie oszem, ale jakos tak nierozsadnie sie zdarza i teraz... okres sie spoznia i spoznia. Ja rano do niego "hmm, okres mi sie spoznia..." On patrzy, glowa kiwa. 10 minut pozniej pod wspolnym prysznicem mowi "Dobra, mam imie, niech bedzie dziecko". Wow, mysle sobie, to jest ten facet!
                                                    Obrazek dwa: jedna z moich przyjaciolek, jakis czas, kolo roku z facetem. Pewnego dnia mowi do niego: "chyba w ciazy jestem, okres mi sie spoznia". Facet "Cholera jasna, teraz 18 lat bede alimenty placil!" Oooo, mysli sobie, temu panu juz podziekujemy!


                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 13:56
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Ja tam odczuwam, ale niby dlaczego mam odczuwac z byle kim?

                                                    Czemu "byle kim"? Przecież mówimy tutaj o partnerze/małżonku, a nie gościu który podrywa Cię na imprezie.
                                                    Skoro jesteś w związku z ta osobą to chyba nie jest to "byle kto"?

                                                    > Poza ja mam potrzebe odczuwania z kims, kto mi daje poczucie bezpieczenstwa, kt
                                                    > o wezmie ze mna ew.konsekwencje wspolnego zycia. Taki "rewenge"... ;-)

                                                    Czyli przyjemność macie oboje, ale to facet ma ponosić większe koszty?

                                                    > Poza tym kobieta daje z siebie cos wiecej niz mlodosc, urode i seks...

                                                    Co takiego daje zatem "więcej" kobieta czego nie daje facet?
                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 14:19
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Czemu "byle kim"? Przecież mówimy tutaj o partnerze/małżonku, a nie gościu któr
                                                    > y podrywa Cię na imprezie.

                                                    Chodzilo mi o sytuacje przed-zwiazkowa.


                                                    > Czyli przyjemność macie oboje, ale to facet ma ponosić większe koszty?

                                                    No ksiegowy, cholera jasna...Bilans zyskow i strat;-)
                                                    Jakie wieksze koszty? A ja nie ponosze kosztow, nawet blizny mam na dowod tego...
                                                    Poza tym ja tez pracuje od 15 lat,wiec utrzymanka nie jestem.

                                                    > Co takiego daje zatem "więcej" kobieta czego nie daje facet?

                                                    W kwestii posiadania potomstwa ryzykuje utrate urody, zdrowia, a nawet zycia.
                                                    Na szczescie sa mezczyzni, ktorzy dzieci chca i rozumieja w czym rzecz, a nie traktuje potomstwa jako babska fanaberie...
                                                  • rekreativa Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 14:23
                                                    " Czyli przyjemność macie oboje, ale to facet ma ponosić większe koszty?"

                                                    Teraz to nadinterpretujesz, bo gdzie niby jest mowa o większych kosztach?
                                                    Mowa jest o kosztach, po prostu.
                                                    Żeby oboje gotowi byli te koszty w razie czego ponosić.

                                                    PS Ja dzieci nigdy specjanie mieć nie chciałam, nastawiona byłam raczej na wersję związku bez dzieci (i wszystko wskazuje, że tak już zostanie), ale nie związałabym się z facetem, który dzieci kategorycznie nie chce mieć. I nie dlatego, że a nuż mi się odmieni, ale dlatego, że wpadki chodzą po ludziach, a mi się nie uśmiecha zostać samotną matką.
                                                  • hello-kitty2 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 14:16
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Moje miłe Panie,
                                                    > Czy Wy na prawdę nie odczuwacie same z siebie przyjemności z seksu?
                                                    > Bo po tym co tutaj napisałyście można odnieść wrażenie, że się "kładziecie" żeb
                                                    > y facet mógł sobie zrobić dobrze i za to ten facet powinien się czymś zrewanżow
                                                    > ać.
                                                    >
                                                    > Co z przypadkiem gdy OBOJE osiągają przyjemność z seksu? Czemu nagle facet miał
                                                    > by ponosić jeszcze jakieś dodatkowe "koszta"?
                                                    >
                                                    > wg tego co pisze Kitty, to już całkowicie mam obraz Markowych postów, gdzie jes
                                                    > t ładna bluzeczka, to jest bzykane.
                                                    > No sorry, ale to zupełnie nie moje klimaty.

                                                    A do czego myslisz jej ta nazwa ''zona''? No przeciez od zamazpojscia nie podwoja jej sie orgazmy. A bycie zona po prostu to NIC wyjatkowego. No chyba w to nie wierzysz, ze mozna poczuc sie wyjatkowo z samego podpisania aktu (chyba ze w dniu slubu i podczas miesiaca miodowego ;), a potem to powszednieje. Z seksu sie tez nikt nie utrzyma. No chyba, ze jak wyciagniesz kopyta a rodzina polozy lape na majatku to wrozysz jej przyszlosc divy, jak mam byc dosadna. Sam twierdzisz ze najwieksza wartoscia jaka ma mloda kobieta jest jej uroda wiec co? Jedyne co masz jej do zaoferowania to Twoj kutas? No sorry ale ona moze miec gdzie indziej i kutasa i milosc i dzieci i mlodego meza i zabezpieczenie finansowe. Czy Ci sie podoba czy nie tak wyglada rynek. Krotko: skoro chcesz z nia byc na Twoich warunkach to powinienes ja finansowo zabezpieczyc, sam o tym dobrze wiesz wiec nie wyciagaj tu jako szabelki przyjemnosci z seksu, bo tu na forum ozieble baby nie siedza. A w ogole przeceniasz sie i przeceniasz seks. Przyjemnosc z seksu to dodatek do zycia, a nie jego tresc.

                                                  • druginudziarz Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 14:24
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A w ogole przeceniasz sie i przeceniasz seks. Przyjemnosc z se
                                                    > ksu to dodatek do zycia, a nie jego tresc.

                                                    No takiej opini to po Tobie się nie spodziewałem :o
                                                    Czy Ty czasem czegoś nie bierzesz? jeśli tak to już nie zmieniaj prochów, bo Ci dobrze służą :D
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 14:27
                                                    druginudziarz napisał:
                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > A w ogole przeceniasz sie i przeceniasz seks. Przyjemnosc z se
                                                    > > ksu to dodatek do zycia, a nie jego tresc.
                                                    >
                                                    > No takiej opini to po Tobie się nie spodziewałem :o
                                                    > Czy Ty czasem czegoś nie bierzesz? jeśli tak to już nie zmieniaj prochów, bo Ci
                                                    > dobrze służą :D

                                                    Kitty ma pelen wglad w sytucaje. Bardzo dobrze to wszystko ujela, lepiej bym nie potrafila:)
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 15:32
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A do czego myslisz jej ta nazwa ''zona''? No przeciez od zamazpojscia nie podwo
                                                    > ja jej sie orgazmy. A bycie zona po prostu to NIC wyjatkowego. No chyba w to ni
                                                    > e wierzysz, ze mozna poczuc sie wyjatkowo z samego podpisania aktu (chyba ze w
                                                    > dniu slubu i podczas miesiaca miodowego ;), a potem to powszednieje.

                                                    Kitty, pisałem tu nie tak dawno (wczoraj?) o tym jak to kobieta kobiecie lubi dowalić.
                                                    te co są żonami patrzą z wyższością na te które są w związkach nieformalnych, te co są w związkach na te so są singielkami itd.

                                                    > Z seksu sie tez nikt nie utrzyma.
                                                    Kitty, ja zawsze naiwnie sądziłem że od utrzymywania się to jest praca, a nie seks.
                                                    Nie rozumiem czemu bycie żoną ma zmieniać te kwestie.
                                                    No jak nic czasami to piszesz "Markiem" aż miło. Zobacz że on ma identyczne podejście do Twojego. Żona pracować nie musi, ale za to ma być chętna na zawołanie.

                                                    > Sam twierdzi
                                                    > sz ze najwieksza wartoscia jaka ma mloda kobieta jest jej uroda wiec co?

                                                    Upraszczasz. Twierdziłem że przy wyborze "ładna, ale słaba w łóżku" vs "dobra w łóżku -ale niezbyt urodziwa" wybrałbym ładną, bo seks można łatwo ulepszyć/wyćwiczyć, a urodę poprawić znacząco jest dużo ciężej.
                                                    Dla mnie wartością jest odpowiednie połączenie urody i charakteru oraz systemu wartości. Każda z tych rzeczy w pojedynkę nie jest interesująca przy długofalowym związku. Do ONS wystarczy sama uroda -w końcu gadać nie trzeba o filozofach.

                                                    >Jedyne co masz jej do zaoferowania to Twoj kutas?
                                                    Widzisz tak samo w druga stronę, jej podoba się we mnie mój charakter, system wartości, to jak dbam o nią itp. Sam k**as jest pewnie gdzieś na końcu listy wartości.

                                                    > No sorry ale ona moze miec gdzie in
                                                    > dziej i kutasa i milosc i dzieci i mlodego meza i zabezpieczenie finansowe.
                                                    Gdyby poznała innego faceta który by jej odpowiadał tak samo jak ja to bym się z Tobą zgodził. Ludzie jednak nie są dowolnie wymienni. Nie zamienisz Kowalskiego na Nowaka, tylko dla tego że nowak zarabia o 1000 PLN więcej. Naiwnie sądzę że ważne są jeszcze inne cechy charakteru, systemu wartości, urody itp.

                                                    > Krotko: skoro chcesz z nia byc na Twoich warunkach to powinienes ja finansowo zabezpieczyc.
                                                    Po pierwsze warunki są WSPÓLNE. Oboje je ustaliliśmy. to raz.
                                                    Po drugie nie wiem co masz na mysli finansowo zabezpieczyć. To że mysle o ew. jej przyszłości na wypadek mojej śmierci (facecji wcześniej umierają) to przecież już pisałem.
                                                    Jeśli jednak masz na mysli że powinienem finansowo utrzymywać swoją kobietę, to sorry, ale chyba mylimy pojęcia małżonki z utrzymanką.

                                                    > A w ogole przeceniasz sie i przeceniasz seks.
                                                    Wiesz jak to mawiają: "One man's trash is another man's treasure"
                                                    Może dla Ciebie moja "oferta" nie jest wiele warta. Dla mojej narzeczonej jest to coś cennego jak widać.
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 15:39
                                                    kutuzow napisał:
                                                    Upraszczasz. Twierdziłem że przy wyborze "ładna, ale słaba w łóżku" vs "dobra w łóżku -ale niezbyt urodziwa" wybrałbym ładną, bo seks można łatwo ulepszyć/wyćwiczyć, a urodę poprawić znacząco jest dużo ciężej.

                                                    No patrz, a mnie niedawno pisales, ze ta co nie chce robic loda i "udziwnien" przegra z ta "lepsza" w te klocki. Na co ja Ci napisalam, ze uroda/atrakcyjnosc ma przebicie. Widze, ze jednak sie zgadzamy:)
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 15:44
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No patrz, a mnie niedawno pisales, ze ta co nie chce robic loda i "udziwnien" p
                                                    > rzegra z ta "lepsza" w te klocki. Na co ja Ci napisalam, ze uroda/atrakcyjnosc
                                                    > ma przebicie. Widze, ze jednak sie zgadzamy:)

                                                    Kag, NIE CHCE, a NIE UMIE to jest spora różnica.
                                                    Ta co nie chce to nadal nie będzie chciała, to co nie umie, ale jest chętna spróbować to inna bajka.
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 15:51
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, NIE CHCE, a NIE UMIE to jest spora różnica.
                                                    > Ta co nie chce to nadal nie będzie chciała, to co nie umie, ale jest chętna spr
                                                    > óbować to inna bajka.

                                                    A rozumiem, te ktora NIE CHCE ale jest ladna wymienilbys na niezbyt urodziwa ale chcaca.
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:24
                                                    kag73 napisała:
                                                    > A rozumiem, te ktora NIE CHCE ale jest ladna wymienilbys na niezbyt urodziwa al
                                                    > e chcaca.

                                                    Ta która NIE CHCE, nie jest w grupie mojego zainteresowania niezależnie od tego czy jest ładna czy nie. Tak samo jak np. kobiety które czekają z pierwszym razem do slubu. Wiem że to nie mój "target" -zbyt duże roznice w oczekiwaniach.
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:30
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Ta która NIE CHCE, nie jest w grupie mojego zainteresowania niezależnie od tego
                                                    > czy jest ładna czy nie.
                                                    Momencik, piszac "NIE CHCE" mamy na mysli, ze nie chce "udziwnien" typu lody itd, a nie seksu w ogole. I jak to nie jest w grupie Twojego zainteresowania? Jezeli jest atrakcyjna i zaczynasz z nia zwiazek(czyli jestes zainteresowany), bo inaczej seksu nie bedzie np., to zanim nie ladujesz z nia w lozku i sie okazuje co i jak, jest w grupie Twojego zainteresowania.
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:47
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Momencik, piszac "NIE CHCE" mamy na mysli, ze nie chce "udziwnien" typu lody it
                                                    > d, a nie seksu w ogole.

                                                    Kag, to co dla kogo jest "udziwnienień" a co "czymś podstawowym" to kwestia własnych standardów.
                                                    Dla kogoś seks przed ślubem może być czymś hardcorowym i udziwnieniem, a dla innego piss i gangbang to coś normalnego.

                                                    Pisząc "NIE CHCE" miałem na myśli że nie chce tego, na czym mi zależy. Sam seks -jesli jest w wersji typu "misjonarz po ciemku pod kołdrą" dla mnie nie ma np. żadnej wartości.

                                                    > bo
                                                    > inaczej seksu nie bedzie np., to zanim nie ladujesz z nia w lozku i sie okazuje
                                                    > co i jak, jest w grupie Twojego zainteresowania.

                                                    Po czym w przypadku pani "NIE CHCĘ" od razu widać ,że to nie to i związek kończy się szybciej niż się zaczął. Pewnie nawet szybciej niż Twoje znajomości które nazywałaś "nie-związki" ;-)
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:50
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Po czym w przypadku pani "NIE CHCĘ" od razu widać ,że to nie to i związek kończ
                                                    > y się szybciej niż się zaczął. Pewnie nawet szybciej niż Twoje znajomości które
                                                    > nazywałaś "nie-związki" ;-)
                                                    No ale pani jest piekna a Ty zakochany! Ja to chociaz zakochana nie bylam:)
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:57
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No ale pani jest piekna a Ty zakochany! Ja to chociaz zakochana nie bylam:)

                                                    Kag, przecież Ci pisałem że zakochanie to nie pstryknięcie palcami. Trochę trwa.
                                                    W tym przykładzie zas wg Ciebie to bardziej "miłość od pierwszego włożenia" niż od pierwszego spojrzenia.

                                                    Pomijając te niuanse, to jestem na tyle duży, że wiem że niektóre rzeczy by się po prostu nie udały jeśli różnice są zbyt duże. Szkoda czasu na szarpanie się.

                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 17:05
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag, przecież Ci pisałem że zakochanie to nie pstryknięcie palcami. Trochę trwa
                                                    > W tym przykładzie zas wg Ciebie to bardziej "miłość od pierwszego włożenia" niż
                                                    > od pierwszego spojrzenia.
                                                    No ale przeciez na pierwszej randce z nia do lozka nie poszedles, tylko troche potrwalo. Czy mam se wyobrazic: babka: dla mnie seks to tylko z emocjami, w zwiazku, z bliskoscia. Ty na to "Ok, zaczynamy zwiazek". W tym momencie babka sie rozebrala i poszla z Toba do lozka":)
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 17:07
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No ale przeciez na pierwszej randce z nia do lozka nie poszedles,

                                                    Zanim poszliśmy do łóżka już byliśmy blisko, ale to jeszcze nie było zakochanie.
                                                    cos na zasadzie: spotkanie---> zainteresowanie sobą ---> poczucie bliskości ---> seks ----> zakochanie ---> zaangażowanie.
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 17:20
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > cos na zasadzie: spotkanie---> zainteresowanie sobą ---> poczucie blisk
                                                    > ości ---> seks ----> zakochanie ---> zaangażowanie.

                                                    Aha i teraz jakby w tym seksie ona nie byla odlot, ale dupcia, ze az, Ty na swoje wyszedles a widoki przepiekne: o cielesne atuty mi choczi, to bys zwiazek zakonczyl? Dzien dobry, opowiedz to komus innemu, dobra:)
                                                  • hello-kitty2 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:11
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Wiesz jak to mawiają: "One man's trash is another man's treasure"
                                                    > Może dla Ciebie moja "oferta" nie jest wiele warta. Dla mojej narzeczonej jest
                                                    > to coś cennego jak widać.

                                                    Tu sie z Toba zgadzam i to w zasadzie konczy dyskusje. Prawo rynku rzadzi: skoro masz chetna na swoja oferte to mozesz spokojnie lac na innych i ich standardy.

                                                    Jedynie co, jak sadze panie probuja Ci tu powiedziec to, ze oferta jest dosc slaba, jak dla kogos 'wyjatkowego' ale jak wiadomo mlodszym placi sie zawsze mniej ;-) (hehe mala zlosliwosc)

                                                    Moze pisze Markiem ale ja widze jednak roznice. Mnie sie podoba tak:
                                                    1. on mi oferuje wszystko (=gest)
                                                    2. a ja biore tylko tyle ile mi potrzeba (=skromnosc).

                                                    A przez zabezpieczenie finansowe mialam na mysli 'zabezpieczenie na jakis wypadek', a nie 'wygodne zycie na codzien na czyjs koszt'.
                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:15
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    1. on mi oferuje wszystko (=gest)
                                                    2. a ja biore tylko tyle ile mi potrzeba (=skromnosc).

                                                    Tak, chyba o to chodzi w tej grze;-)
                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:19
                                                    Ps. zawsze jak slysze "Nie moge Cie wiele dac" Perfectu, jak on tam zawodzi, ze niewiele ma, to zbiera mi sie na wymioty...
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:19
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Moze pisze Markiem ale ja widze jednak roznice. Mnie sie podoba tak:
                                                    > 1. on mi oferuje wszystko (=gest)
                                                    > 2. a ja biore tylko tyle ile mi potrzeba (=skromnosc).

                                                    A mnie sie wydaje, ze Marek to nawet wlasnie tak widzi.
                                                    U mnie jest podobnie, maz zawsze mial/ma gest a je jestem skromniutenka:))
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:39
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Tu sie z Toba zgadzam i to w zasadzie konczy dyskusje. Prawo rynku rzadzi: skor
                                                    > o masz chetna na swoja oferte to mozesz spokojnie lac na innych i ich standardy
                                                    > .

                                                    Widzę że "dyplomatycznie" pominęłaś tą część w której mieszało Ci się małżeństwo z utrzymaniem :-)

                                                    > Jedynie co, jak sadze panie probuja Ci tu powiedziec to, ze oferta jest dosc sl
                                                    > aba, jak dla kogos 'wyjatkowego' ...

                                                    Wiesz, większość Pań tutaj (poza Recreativą) jest przekonana że dziecko to "must have" -cel życiowy, część "tranzakcji wiązanej" (MM pisała że małżeństwo jest przecież po to) itp.
                                                    Jasne że z takiego punktu widzenia moja oferta jest słaba dla takich osób które dziecka chcą.

                                                    Z drugiej strony - mam na tyle odwagi, że mówię wprost o tym co oferuję, a na co liczyć kobieta nie może, że dzięki temu miałem szanse trafić na tą swoją "połówkę pomarańczy".


                                                    > ....ale jak wiadomo mlodszym placi sie zawsze mniej ;-) (hehe mala zlosliwosc)

                                                    Nie wiem skąd Ci się to wzięło, bo im młodsza tym bardziej cenna. Domyślam się, że chodzi Ci o seks. Zobacz że gdy kobieta jest młoda, ma adoratorów na skinienie palca. Po 40-tce musi już dbać o siebie żeby byli Ci adoratorzy, gdy ma 50-60 to coraz częściej to ona zaczyna płacić (w ten czy inny sposób). Także sorry, ale złośliwość zupełnie nie trafiona.

                                                    > Mnie sie podoba tak:
                                                    > 1. on mi oferuje wszystko (=gest)
                                                    > 2. a ja biore tylko tyle ile mi potrzeba (=skromnosc).

                                                    Nie wątpie że ta wersja Ci się podoba, komu by się nie podobała?
                                                    Przypomina mi się mój wujek, który trzepał niezłą kasę w latach 90-tych.
                                                    On mówił, że on może przywozić kasę do domu taczkami, a jego żona jest w stanie wszystko to wynieść w małej torebce. Co ciekawe, ona także miała się za skromną (w tym rozumieniu jak Ty zaznaczyłaś).

                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:47
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Wiesz, większość Pań tutaj (poza Recreativą) jest przekonana że dziecko to "mus
                                                    > t have" -cel życiowy, część "tranzakcji wiązanej" (MM pisała że małżeństwo jest
                                                    > przecież po to) itp.

                                                    Ale manipulujesz, pisalam, ze malzenstwo z zasady jest OTWARTE na dzieci, ale nie musi ich miec, jak np. nie moze, lub nie chce wiecej.

                                                    >Zobacz że gdy kobieta jest młoda, ma adoratorów na skinie
                                                    > nie palca. Po 40-tce musi już dbać o siebie żeby byli Ci adoratorzy, gdy ma 50-
                                                    > 60 to coraz częściej to ona zaczyna płacić (w ten czy inny sposób). Także sorry
                                                    > , ale złośliwość zupełnie nie trafiona.

                                                    No wiesz, bez adoratorow da sie zyc, zabawne byloby o to zabiegac...Poza tym, nawet mlodzi mezczyzni gapia sie na starsze kobitki, ja dzis bylam w jednej z sieciowek, kupowalam bluzeczke( he, he) i jakis mlodzian byl z ladna, mloda, wysoka, zgrabna dziewczyna z dlugimi wlosami...A i tak zerkal na stare babsko 40 letnie;-) Pewnie z ciekawosci, czy sie nie rozsypuje ze starosci...

                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:54
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    >Ale manipulujesz, pisalam, ze malzenstwo z zasady jest OTWARTE na dzieci, ale
                                                    > nie musi ich miec, jak np. nie moze, lub nie chce wiecej.

                                                    Jakie "manipulujesz" -przecież sama pisałaś cytuję: "Małżeństwo w założeniu jednak zakłada przyjęcie dzieci"
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,151833415,151916148,Re_naprawde_nie_jestem_wielbladem.html
                                                    Poza tym zobacz jakie wyszczególnienie zrobiłaś:
                                                    nie musi ich miec jak nie może (czyli jeśli moze to powinno), lub nie chce więcej - czyli jest już choć jedno.
                                                    czyli jeśli może i nie maja jeszcze ani jednego to małżeństwo zakąłda wg Ciebie że to dziecko się pojawi -czyż nie? Chyba nigdzie tutaj manipulacji nie ma.

                                                    > No wiesz, bez adoratorow da sie zyc, zabawne byloby o to zabiegac...Poza tym, n
                                                    > awet mlodzi mezczyzni gapia sie na starsze kobitki, ja dzis bylam w jednej z si
                                                    > eciowek, kupowalam bluzeczke( he, he) i jakis mlodzian byl z ladna, mloda, wyso
                                                    > ka, zgrabna dziewczyna z dlugimi wlosami...A i tak zerkal na stare babsko 40 le
                                                    > tnie;-) Pewnie z ciekawosci, czy sie nie rozsypuje ze starosci...

                                                    Przecież mi chodziło o to że założenie Kitty jest całkowicie błędne. To nie jest tak że wartośc kobiety (uroda) rośnie z czasem jak Kitty sugerowała, tylko na odwrót.
                                                    Poza tym oczywiscie są wyjątki (niektóre kobiety wyglądają znacznie lepiej gdy mają 30-40 lat niż gdy były nastolatkami) i dużo zależy od dbania o siebie. Zaniedbana otyła 18-tka będzie mniej atrakcyjna niż super zadbana 40-tka.
                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:59
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Poza tym zobacz jakie wyszczególnienie zrobiłaś:
                                                    > nie musi ich miec jak nie może (czyli jeśli moze to powinno), lub nie chce więc
                                                    > ej - czyli jest już choć jedno.
                                                    > czyli jeśli może i nie maja jeszcze ani jednego to małżeństwo zakąłda wg Ciebie
                                                    > że to dziecko się pojawi -czyż nie? Chyba nigdzie tutaj manipulacji nie ma.

                                                    A interpretuj jak chcesz, ja tylko wkleje Tekst przysięgi ślubnej w USC:

                                                    ""Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

                                                    A ta "rodzina" to co, pies???

                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 17:05
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > ""Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświa
                                                    > dczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Panny Młodej) i przyrzekam, że u
                                                    > czynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
                                                    >
                                                    > A ta "rodzina" to co, pies???

                                                    MM, przecież rodzina to w minimalnej wersji "On+ONA"
                                                    Gdyby prawo zakładało, że rodzina zaczyna się dopiero gdy pojawią się dzieci, to wszystkie pary bez dzietne byłyby z punktu widzenia prawa konkubinatem.
                                                    Tak na logike to weź.

                                                    To że Tobie i (większości) kobietom rodzina kojarzy się z Ja+maż+dziecko/ci to zupełnie inna historia. O tym tutaj trąbie na forum ciągle. To jest to dlaczego kobiety chcą dzieci bardziej od mężczyzn -zobacz że nawet tutaj większość dziecko ma "domyslnie" wpisane w "rodzinę". U mężczyzn zaś jest spora grupa takich którzy rodzinę rozumieją jako On+Ona. Dziecko jest jako "opcja" a nie jako wersja "standardowa" wyposażenia "w pakiecie" :-)
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 17:10
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > To że Tobie i (większości) kobietom rodzina kojarzy się z Ja+maż+dziecko/ci to
                                                    > zupełnie inna historia. O tym tutaj trąbie na forum ciągle. To jest to dlaczego
                                                    > kobiety chcą dzieci bardziej od mężczyzn -zobacz że nawet tutaj większość dzie
                                                    > cko ma "domyslnie" wpisane w "rodzinę". U mężczyzn zaś jest spora grupa takich
                                                    > którzy rodzinę rozumieją jako On+Ona. Dziecko jest jako "opcja" a nie jako wers
                                                    > ja "standardowa" wyposażenia "w pakiecie" :-)

                                                    Moim skromnym kobiety czesciej chca dzieci, bo wiele z nich ma instynkt macierzynski, to one je rodza, biologia. Co nie zmienia faktu, ze wielu facetow rowniez chce dzieci. To nasze kulutowe dziedzictwo, nasze wzorce, to co nam przekazano, co obserwujemy: mam tata i dziecko, rodzina, nasza przeszlosc, inaczej by nas nie bylo.
                                                    Podobnie jak wielu chce domek na wlasnosc i samochod:) Takie nasze obrazki!

                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 17:10
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > MM, przecież rodzina to w minimalnej wersji "On+ONA"
                                                    > Gdyby prawo zakładało, że rodzina zaczyna się dopiero gdy pojawią się dzieci, t
                                                    > o wszystkie pary bez dzietne byłyby z punktu widzenia prawa konkubinatem.
                                                    > Tak na logike to weź.

                                                    Kutuzow,prosze Cie nie osmieszaj sie z ta logika...
                                                    Pary bezdzietne sa konkubinatem jak nie maja slubu, a jak maja to sa malzenstwami bezdzietnymi, przerabialam to wiem...
                                                    Poza tym wiesz, maz to nie rodzina, na szczescie;-)

                                                    > To jest to dlaczego
                                                    > kobiety chcą dzieci bardziej od mężczyzn -zobacz że nawet tutaj większość dzie
                                                    > cko ma "domyslnie" wpisane w "rodzinę". U mężczyzn zaś jest spora grupa takich
                                                    > którzy rodzinę rozumieją jako On+Ona. Dziecko jest jako "opcja" a nie jako wers
                                                    > ja "standardowa" wyposażenia "w pakiecie" :-)

                                                    Kutuzow, ja szanuje Twoje wybory i nie kwestionuje ich, ale bredzisz czasem, naprawde, ludzie chca dzieci, to jest naturalne...Jaka duza jest ta grupa mezczyzn co nie chca dzieci? Procentowo???
                                                  • rekreativa Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 17:36
                                                    " To że Tobie i (większości) kobietom rodzina kojarzy się z Ja+maż+dziecko/ci to
                                                    > zupełnie inna historia."

                                                    Trochę naciągasz, kutuzow, bo "rodzina" większości ludzi bez względu na płeć kojarzy się standardowo z obrazkiem mamy, taty i dzieci. Taki wzorzec skojarzeniowy mamy w głowach po prostu.
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 18:41
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Trochę naciągasz, kutuzow, bo "rodzina" większości ludzi bez względu na płeć ko
                                                    > jarzy się standardowo z obrazkiem mamy, taty i dzieci. Taki wzorzec skojarzenio
                                                    > wy mamy w głowach po prostu.

                                                    Chodziło mi o znaczenie rodziny pod kątem prawnym. Zobacz, że zaczęliśmy dyskusje od treści przysięgi małżeńskiej podanej przez MM.
                                                  • hello-kitty2 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 15:56
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Przecież mi chodziło o to że założenie Kitty jest całkowicie błędne. To nie jes
                                                    > t tak że wartośc kobiety (uroda) rośnie z czasem jak Kitty sugerowała, tylko na
                                                    > odwrót.

                                                    Ale ja tego nie sugerowalam. Ja mowilam, ze pracownikom mlodym placi sie mniej, nie dlatego ze sa gorsi tylko, ze na mniejsza pensje sie godza pracowac, bo nie maja wyjscia, chca robote. Ale jak tylko dostana prace i nabywaja doswiadczenia to zdaja sobie szybko sprawe ze swojej wartosci i odchodza do lepiej platnej pracy. Mloda kobieta nie zdaje sobie sprawy ile jest warta i ile by mogla miec za ta sama urode od innego mezczyzny. Wiec tak, jej wartosci od paru lat w gore nie ubywa, roznica polega na tym, ze ona z wiekiem nabywa swiadomosci swojej wartosci i wtedy moze dokonac zmiany faceta. Wiec dla Ciebie jej wartosc nie rosnie ale dla niej samej tak.
                                                  • loppe Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 16:07
                                                    A wiecie dlaczego córka jest cenniejsza od syna? Bo tylko gdy masz córkę możesz być pewna/pewny że twoje wnuki są na pewno twoje:)
                                                  • sabat.77 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 16:13
                                                    loppe napisał:

                                                    > A wiecie dlaczego córka jest cenniejsza od syna? Bo tylko gdy masz córkę możesz
                                                    > być pewna/pewny że twoje wnuki są na pewno twoje:)

                                                    Kiedyś syn był cenniejszy, bo z racji płci był wyżej w piramidzie społecznej. Dzisiaj to się przechyla w drugą stronę i zgodzę się, że córka jest, może nie tyle cenniejsza, co ma lepszy start. Martwię się cały czas o moich synów... Jak oni sobie poradzą w takim beznadziejnym świecie. Pod tym względem po stokroć wolałbym mieć córkę/córki.
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 16:57
                                                    kutuzow napisał:
                                                    Wiesz, większość Pań tutaj (poza Recreativą) jest przekonana że dziecko to "must have" -cel życiowy, część "tranzakcji wiązanej" (MM pisała że małżeństwo jest przecież po to) itp.
                                                    Jasne że z takiego punktu widzenia moja oferta jest słaba dla takich osób które dziecka chcą."

                                                    Kutuzow, a doczytales, ze Rekreativa napisala, ze faceta, ktory kategorycznie nie chce dziecka, by nie brala. Ja nie uwazam, ze dziecko to mus, mozna byc szczesliwym rowniez bez niego, ale tez nie chcialabym faceta, ktory uwaza, ze dzieciak to koniec swiata.
                                                  • hello-kitty2 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 19:23
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Widzę że "dyplomatycznie" pominęłaś tą część w której mieszało Ci się małżeństw
                                                    > o z utrzymaniem :-)

                                                    Nie czujesz sie dziwnie zwracajac sie tak do mnie a wiedzac jak wygladalo moje zycie i majac swiadomosc, ze ja wiem jak wygladalo Twoje?

                                                    > Nie wiem skąd Ci się to wzięło, bo im młodsza tym bardziej cenna. Domyślam się,
                                                    > że chodzi Ci o seks. Zobacz że gdy kobieta jest młoda, ma adoratorów na skinie
                                                    > nie palca. Po 40-tce musi już dbać o siebie żeby byli Ci adoratorzy, gdy ma 50-
                                                    > 60 to coraz częściej to ona zaczyna płacić (w ten czy inny sposób). Także sorry
                                                    > , ale złośliwość zupełnie nie trafiona.

                                                    Ja nie mowie o seksie tylko o tym, ze mlodzi, niedoswiadczeni pracownicy zarabiaja mniej, na mniej tez sie musza godzic, z czasem jak dziewczyna nabierze doswiadczenia moze zaczac sie wyzej cenic. Ale Ty zakladasz, ze jak przyblokujesz ja do czterdziestki to i tak jej juz nie bedzie chcial. Cwany jestes.

                                                    > > Mnie sie podoba tak:
                                                    > > 1. on mi oferuje wszystko (=gest)
                                                    > > 2. a ja biore tylko tyle ile mi potrzeba (=skromnosc).
                                                    >
                                                    > Nie wątpie że ta wersja Ci się podoba, komu by się nie podobała?
                                                    > Przypomina mi się mój wujek, który trzepał niezłą kasę w latach 90-tych.
                                                    > On mówił, że on może przywozić kasę do domu taczkami, a jego żona jest w stanie
                                                    > wszystko to wynieść w małej torebce. Co ciekawe, ona także miała się za skromn
                                                    > ą (w tym rozumieniu jak Ty zaznaczyłaś).

                                                    Wiesz co? Ty zakladasz, ze wszystkie kobiety to podle materialistki, ktore trzeba trzymac w garsci, bo puszcza z torbami. Tylko takie myslenie jest niebezpiecznie, bo Twoja narzeczona tez jest kobieta wiec dlaczego mialaby sie roznic od innych.

                                                    Ale chuj niech Ci bedzie. Wiesz co mnie dotknelo najbardziej, ze ja uwierzylam w Twoja szczodrosc wobec tej kobiety, ze dla niej odmieniles sie w romantyka i rzucilam sie jak idiotka z gratulacjami, glupim przeszczesliwieniem, ktorego sie teraz wstydze, a Ty to po prostu zagasiles przedstawiajac ten slub, wlasny kurcze slub jak zgnily kompromis, jak ochlap na odpierdol sie, jak cos czego nalezy sie wstydzic, najlepiej ukryc zeby nikt nie widzial. I teraz nie wiem czy ta dziewczyna jest tego swiadoma i czy taki slub (kompromis/formalnosc) dla niej jest spelnieniem jej marzenia? Zupelnie tego nie rozumiem.


                                                  • sabat.77 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 19:51
                                                    Nie masz sie czego wstydzic. A on chyba rzeczywiscie jest sentymentalny i dobroduszny, ale boi sie tego w sobie jak ognia. Nie dziwie sie.
                                                    Sluchaj, to co ludzie mowia to jedno, ale wazniejsze co czuja.
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 20:33
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Nie czujesz sie dziwnie zwracajac sie tak do mnie a wiedzac jak wygladalo moje
                                                    > zycie i majac swiadomosc, ze ja wiem jak wygladalo Twoje?

                                                    Nie, bo nie odnoszę się do niczego co pisaliśmy na privie, tylko do tego co stwierdziłaś na otwartym forum w tym wątku (kilka postów wyżej).
                                                    Przecież nie pisałaś o sobie, tylko o mojej sytuacji po ew ślubie -więc nie wiem co Twoje życie ma do tego?

                                                    > Ja nie mowie o seksie tylko o tym, ze mlodzi, niedoswiadczeni pracownicy zarabi
                                                    > aja mniej, na mniej tez sie musza godzic,

                                                    Błędne założenie. Przy pracownikach w "cenie" jest doświadczenie i przydanośc do danej pracy.

                                                    Na rynku "męsko-damskim" w "cenie" jest uroda i młodość.

                                                    Także nie można tego porównywać wprost. Ba, w niektórych krajach (np. arabskich) w tym drugim przypadku brak doświadczenia u kobiety jest wymagany.

                                                    > Wiesz co? Ty zakladasz, ze wszystkie kobiety to podle materialistki, ktore trze
                                                    > ba trzymac w garsci, bo puszcza z torbami. Tylko takie myslenie jest niebezpiec
                                                    > znie, bo Twoja narzeczona tez jest kobieta wiec dlaczego mialaby sie roznic od
                                                    > innych.

                                                    Po prostu uważam że podejście, "Daj mi wszystko, a ja się samo-ograniczę w wydatkach" jest mocno iluzoryczne. To nie ma z materializmem wiele wspólnego. Po prostu człowiek łatwo przyzwyczaja się do wygody a "apetyt rośnie w miarę jedzenia".
                                                    Więc w tą "skromność" jak to na zwałaś za bardzo nie liczę.
                                                    I żeby nie było to się nie tyczy tylko kobiet.

                                                    Gdybym nagle moja narzeczona wygrała kilka ładnych mln w totka i też by wyszła z założenia "daję Ci wszystko" to mi także cięzkoby nagle było wziąć tylko kilka tysi i zrezygnować np. z marzenia o wspólnych podróżach.

                                                    > Ale chuj niech Ci bedzie. Wiesz co mnie dotknelo najbardziej, ze ja uwierzylam
                                                    > w Twoja szczodrosc wobec tej kobiety, ze dla niej odmieniles sie w romantyka i
                                                    > rzucilam sie jak idiotka z gratulacjami, glupim przeszczesliwieniem, ktorego si
                                                    > e teraz wstydze, a Ty to po prostu zagasiles przedstawiajac ten slub, wlasny ku
                                                    > rcze slub jak zgnily kompromis, jak ochlap na odpierdol sie, jak cos czego nale
                                                    > zy sie wstydzic, najlepiej ukryc zeby nikt nie widzial. I teraz nie wiem czy ta
                                                    > dziewczyna jest tego swiadoma i czy taki slub (kompromis/formalnosc) dla niej
                                                    > jest spelnieniem jej marzenia? Zupelnie tego nie rozumiem.

                                                    Kitty, po co te nerwy?
                                                    Przecież ja zawsze pisałem tutaj na forum, że mi ślub do niczego potrzebny nie jest. Ja wolę wolny związek. To się nie zmieniło. Gdyby mojej narzeczonej nie zależało na tym to jak dla mnie moglibyśmy tak żyć do później starości.
                                                    Ponieważ w związku z tym iż wybraliśmy droge tylko we dwójkę -co jak widac na forum jest mocno niezrozumiałe, to chcę tym ślubem zapewnić mojej narzeczonej poziom bezpieczeństwa. Przecież wymieniałem dokładnie co i jak.

                                                    Dodatkowo ponieważ OBOJE jesteśmy realistami i zdajemy sobie sprawę że kwestia dziecka może być istotna (a może nie), to wstrzymujemy się ze ślubem do czasu az bedzie pewność.
                                                    Także nie wiem skąd u Ciebie ten pomysł że chce "przetrzymać" ją do 40-tki.
                                                    Pisałem wyraźnie że czekamy do jej 30-tki tak aby jeszcze mogła wybrać inną drogę jesli dojdzie do wniosku że dziecko jest jednak dla niej ważne.



                                                  • rekreativa Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 20:52
                                                    " Pisałem wyraźnie że czekamy do jej 30-tki tak aby jeszcze mogła wybrać inną dro
                                                    > gę jesli dojdzie do wniosku że dziecko jest jednak dla niej ważne."

                                                    Hm, a jeśli dojdzie do takiego wniosku, jak będzie miała 35?
                                                  • kutuzow Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 21:00
                                                    rekreativa napisała:
                                                    >
                                                    > Hm, a jeśli dojdzie do takiego wniosku, jak będzie miała 35?
                                                    >

                                                    Wiesz w pewnym momencie limitem są kwestie biologiczne, a nie nasze ustalenia.
                                                    Mamy tego świadomość. wydaje mi się że jeśli mimo 30-tki nic się nie zmieni w kwestii dzieci, to szanse są mniejsze że nagle potem coś się zmieni. Innego/lepszego rozwiązania nie widzę.
                                                  • rekreativa Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 21:15
                                                    Faktycznym limitem biologicznym jest menopauza.
                                                    Dzieci w wieku 35-40 to dzisiaj żaden ewenement.
                                                    A trzydziestka to nie jest, niestety, żadna magiczna cezura, po której już zaklepane na amen.
                                                    Mej szwagierce, o której wspominałam, zachciało się dzidzi , kiedy skończyła 43 lata i to tak się zachciało, że nie było zmiłuj.
                                                    Życzę Ci, rzecz jasna, żeby nie było takich niespodzianek w Twoim związku, póki sam byś ich nie zechciał.
                                                    Niemniej ja wolę stanowisko umiarkowane, czyli zakładam związek bez dzieci, ale gdyby się jednak zdarzyło, to dramatu też nie będzie.
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 22:21
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Faktycznym limitem biologicznym jest menopauza. Dzieci w wieku 35-40 to dzisiaj żaden ewenement. A trzydziestka to nie jest, niestety, żadna magiczna cezura, po której już zakl
                                                    > epane na amen. Niemniej ja wolę stanowisko umiarkowane, czyli zakładam związek bez dzieci, alegdyby się jednak zdarzyło, to dramatu też nie będzie.

                                                    Otoz o to wlasnie chodzi, bo wtedy pojawia sie dramat. I nastawienie jest bardzo wazne, zwlaszcza jezeli ma sie cos wyjatkowego, udany zwiazek i milosc swojego zycia. Czesto nawet jak facet nie chcial a kobiecie sie zachce, to on wlasnie zakasa rekawy i postara sie byc najlepszym ojcem jakim potrafi, bo warto. Trzeba zdac sobie sprawe z tego co mozna stracic i czy warto. Mozna zmienic zdanie, mozna dac sie przekonac, ale tylko pod warunkiem, ze nadal jest sie zdolnym do splodzenia dziecka.
                                                    A jak przyjdzie co do czego pokazywanie na: umawialismy sie inaczej, poczekalismy do 30 stki, nie chcialas, byl slub...nie rozwiaze niczego. Bo chec posiadania dziecka nagle nie zniknie, ale i wzajemna milosc i przywiaznie nie zniknie. To wcale nie jest tak hop siup rozstac sie po paru latach pieknego zwiazku. A dla kobiety po 30 stce szybko sie odkochac i byc gotowa na nastepny zwiazek szybciutko, zeby jeszcze zdazyc z dzieckiem tez nie jest takie proste. To sa rozwazania hipotetyczne, ale trzeba je wziac pod uwage, moim zdaniem, bo nie jest to wcale nieprawdopodobny scenariusz. Ja znam duzo takich przypadkow, kobiet po 30, ktore sie decydowly na dziecko. I znam tez facetow nigdy nie planujacych dzieci a zostajacych ojcami w wielu lat 49.
                                                  • zawle Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 11:19
                                                    rekreativa napisała: > Niemniej ja wolę stanowisko umiarkowane, czyli zakładam związek bez dzieci, ale
                                                    > gdyby się jednak zdarzyło, to dramatu też nie będzie.

                                                    O nie moja droga, to nie jest stanowisko umiarkowane, ale przemyślane i świadome. Bo gdzie drwa rąbią, tak wióry lecą. I gdy chadzasz a kimś do łóżka, to może się przytrafić dziecko. To małe prawdopodobieństwo, ale istnieje. Gdy nie ma w Tobie strachu, to przyjmiesz konsekwencje na klatę i będziesz się cieszyć że zdrowe. Tak jak Ty.

                                                    Wczoraj odbyłam bardzo pouczającą rozmowę z moim panem dotyczącą ewentualnego potomka. Oboje absolutnie nie chcemy mieć dzieci. Ale gdyby się przytrafiło, dla żadnego z nas nie byłby to koniec świata. I chyba o to chodzi. Oboje, pomimo że absolutnie nie chcemy dzieci przyjęliśmy tą deklarację z ulgą. Bezpieczeństwo i akceptacja- ważna rzecz.
                                                  • mojemail3 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 11:24
                                                    zawle napisała:

                                                    "(...)Oboje, pomimo że absolutnie nie chcemy dzieci przyjęliśmy tą deklarację z ulgą. Bezpieczeństwo i akceptacja- ważna rzecz (...)"

                                                    No właśnie o tym pisałam wczesniej, bez tego ani rusz;-)
                                                    Kobieta potrzebuje tego poczucia bezpieczeństwa,żeby pan nie zrejterował w obliczu kłopotów, czy to będzie ciąża, czy poród, czy poronienie, czy ciężka choroba...
                                                  • zawle Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 11:30
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > No właśnie o tym pisałam wczesniej, bez tego ani rusz;-)
                                                    > Kobieta potrzebuje tego poczucia bezpieczeństwa,żeby pan nie zrejterował w obli
                                                    > czu kłopotów, czy to będzie ciąża, czy poród, czy poronienie, czy ciężka chorob
                                                    > a...

                                                    To nieprawda że tylko kobieta. Faceci też. Ja zobaczyłam na twarzy wyraz ulgi i zadowolenia. Oni potrzebują bliskości tak samo jak my. Trzeba tylko spowodować żeby to w sobie odkryli. A że ja leniwa jestem, to biorę tylko tych co to mają na wierzchu. Lubię takich facetów- nie wstydzących się słabości ( haha).
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 13:22
                                                    Troce tutaj sie zapedzamy.
                                                    To, ze kutuzow nie chce dziecka, to jego prawo, nie wszyscy musza chciec. Wymyslili sobie z narzeczona, ze jak jej stuknie 30 stka to podejma decyzje o slubie albo rozstaniu w razie zachcialo by sie jej dziecka. Ja daje kutuzowowi pod rozwage, ze gwarancji nie ma, ze jej sie pozniej nie zachce. I co wtedy? Zeby sie nad tym zastanowil i nie zamykal sobie ostatecznie drogi do ojcostwa.
                                                    Inna rzecz, to wpadka, bo to, ze kutuzow nie chce dzieci nie oznacza z automatu, ze w razie wpadki nie wezmie na klate i razem z zona/narzczona nie wychowa dziecka;)
                                                  • urquhart Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochota" ? 11.07.14, 17:52
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > No właśnie o tym pisałam wczesniej, bez tego ani rusz;-)
                                                    > Kobieta potrzebuje tego poczucia bezpieczeństwa,żeby pan nie zrejterował w obli
                                                    > czu kłopotów, czy to będzie ciąża, czy poród, czy poronienie, czy ciężka chorob
                                                    > a...

                                                    Tu kryje się często wykorzystywana manipulacja.
                                                    Że jak kocha to wygląd czy to że pani nie ma ochoty nie ma znaczenia, bo zawsze mogłaby by sie przytafić choroba czy wypadek itp.
                                                    Zupełnie co innego bezpieczeństwo wpadkę, nieoczekiwany poród, czy poronienie, czy ciężką choroba , o co innego tzw brak ochoty i ewidentne konsekwencje wyborów.
                                                    Nie oszukujmy że jak kocha to to nie ma znaczenia że ktoś zaniedbuje się, zatucza bo jest uzależniona od żarcia, czy nie ma czasu na nic bo ma nowy obiekt miłości bo poczuje instynkt sie rozmnażać.
                                                    Pomijając że znam parę pań co każda rozmowę zaczynają od tego co je dziś boli, u jakiego lekarza były itp. co racjonalizuje zgodnie z powyższym mechanizmem że nic nie można od nich wymagać czy na nie liczyć.
                                                    Podobnie jak panie inaczej traktują pana inwalidę w niezawinionym wypadku który leży na kanapie a innaczej patentowanego lenia któremu całe dnie nie chce się wstać z kanapy ani szukać pracy , czy alkoholika .
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 18:08
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Podobnie jak panie inaczej traktują pana inwalidę w niezawinionym wypadku który
                                                    > leży na kanapie a innaczej patentowanego lenia któremu całe dnie nie chce się
                                                    > wstać z kanapy ani szukać pracy , czy alkoholika .

                                                    Czyżby? Brak wkładu w rodzinę jest brakiem wkładu, to bez znaczenia czym jest spowodowany. Jak jesteś słaby i nie możesz się wylegitymować konkretnymi zasługami to odpadasz z gry, na tym polega życie. To jest jak jazda na wozie, z którego gdy spadniesz to dopada cię sfora głodnych wilków i rozszarpują na surowo.
                                                    Barierą przed porzuceniem męża może być tutaj jedynie wstyd i strach przed społecznym napiętnowaniem związanym z porzuceniem inwalidy... Ale i tak w dużej części przypadków jak się chce zbić psa to kij się znajdzie. Np. "po wypadku zaczął pić i stał się nieznośny" albo "teraz kiedy jest więcej w domu to przejrzałam na oczy i zrozumiałam jaki jest w rzeczywistości". Może "zmienił mu się charakter, zrozumiałam że żyję z obcym człowiekiem"?
                                                    Mieszkam na osiedlu górniczym. Tutaj wypadki chodzą po ludziach i praktycznie zawsze kiedy mężczyzna przestaje być wsparciem rodziny, to popada w niełaskę żony i rodzą się konflikty.
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 18:40
                                                    Ależ teraz bredzisz...
                                                    A co z tymi parami, gdzie kobieta wychodzi za faceta na wózku?
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 19:40
                                                    Rozumiem, ze kobiety masowo wychodza za facetow w wozkach? Bez przesady - pelnosprawni, pracujacy mezczyzni czasem nie umieja sobie znalezc kobiety... Co inwalida, ktory ma fizyczna ulomnosc i poteznie utrudniona sciezke kariery moze zaoferowac kobiecie? Jaki jest jego stan zasobow, jaka pozycja w hierarchii spolecznej, zeby sie nim mogla jakas zainteresowac? I nie mowmy o celebrytach, politykach czy naukowcach, tylko o zwyklym Janku przykutym do wozka. Czarno to widze, zwykle jest to wyrok w samotnosci.
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:24
                                                    "Czarno to widze,
                                                    > zwykle jest to wyrok w samotnosci."

                                                    Sedno to zaakceptowanie własnego stanu - ci, którzy nie pogodzili się ze swą niepełnosprawnością siedzą w domu, użalają się nad sobą i maja światu za złe. Myślą tak jak Ty - jestem kulawy, beznadziejny, niepotrzebny i żadna mnie nie zechce. No i racja, póki tak myślą, to odstraszają wszystkich, którzy chcieliby się zbliżyć.
                                                    Pozostali nie mają wcale tak wielkiego problemu ani ze znalezieniem przyjaciół, ani dziewczyn, ani żon.

                                                    Swoją drogą to znowu masz rozdwojenie jaźni. Dopiero co popełniłeś jakies posty o więzi, uczuciach itp., a teraz znowu trujesz stara baję o zasobach i hierarchii... Jakby ludzie faktycznie w ten sposób kalkulowali.
                                                  • mojemail3 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:32
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Sedno to zaakceptowanie własnego stanu - ci, którzy nie pogodzili się ze swą n
                                                    > iepełnosprawnością siedzą w domu, użalają się nad sobą i maja światu za złe. My
                                                    > ślą tak jak Ty - jestem kulawy, beznadziejny, niepotrzebny i żadna mnie nie zec
                                                    > hce. No i racja, póki tak myślą, to odstraszają wszystkich, którzy chcieliby si
                                                    > ę zbliżyć.

                                                    Co ciekawe,mężczyzna z niepełnosprawnością, który mimo to radzi sobie w życiu, ma wartość dodaną, mimo uszkodzenia ciała...Tak było z kuternogimi piratami,rycerzami, co stracili rękę, odnieśli rany, ale przeżyli, to też świadczy o odporności organizmu, stąd mężczyznom nawet widoczne blizny nie odejmują atrakcyjności ( u normalnych kobiet, a nie malowanych lalek barbie, czy zwichrowanych psychicznie nastolatek...)
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:38
                                                    Wiezi i uczucia... Wiesz, mysle, ze mezczyzni sa generalnie znacznie bardziej uczuciowi niz kobiety, ktore mocno kalkuluja... Chociaz przedstawiaja sprawe odwrotnie...
                                                    Stad tyle wyrazow przywiazania, tyle wzgardzonych wierszy, listow milosnych, bukietow kwiatow...
                                                    Mezczyzni bez watpienia w swojej masie silniej wyrazaja uczucia niz kobiety, ktore generalnie nimi gardza, bo odbieraja je jako oznake slabosci.
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:44
                                                    Kurczę, sabat, a statystyki, które wkleiłam czytałeś?
                                                    To nader częste porzucanie chorych i niepełnosprawnych żon to z tej większej uczuciowości niby?
                                                    Co Ty dzis za pierdoły wygadujesz?
                                                  • mojemail3 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:54
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Wiezi i uczucia... Wiesz, mysle, ze mezczyzni sa generalnie znacznie bardziej u
                                                    > czuciowi niz kobiety, ktore mocno kalkuluja... Chociaz przedstawiaja sprawe odw
                                                    > rotnie...
                                                    > Stad tyle wyrazow przywiazania, tyle wzgardzonych wierszy, listow milosnych, bu
                                                    > kietow kwiatow...
                                                    > Mezczyzni bez watpienia w swojej masie silniej wyrazaja uczucia niz kobiety, kt
                                                    > ore generalnie nimi gardza, bo odbieraja je jako oznake slabosci.

                                                    Coś Ci się rzuciło na mózg, piszesz jak Midnight Lighting...
                                                  • hello-kitty2 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 21:35
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Coś Ci się rzuciło na mózg, piszesz jak Midnight Lighting...

                                                    Na piwku byli razem czy cus? ;-)
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 21:36
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > mojemail3 napisała:
                                                    >
                                                    > > Coś Ci się rzuciło na mózg, piszesz jak Midnight Lighting...
                                                    >
                                                    > Na piwku byli razem czy cus? ;-)

                                                    Taaa... na dziwkach w NRD :)
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 21:58
                                                    Podróże w czasie i w przestrzeni.
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:34
                                                    Jeszcze apropos tematu: w porzucaniu chorych i niepełnopsrawnych to faceci wiodą niechlubny prym.
                                                    Proszę, artykuł:
                                                    odkrywcy.pl/kat,111396,title,Mezczyzni-czesciej-zostawiaja-chora-partnerke,wid,11684134,wiadomosc.html?smg4sticaid=61310c
                                                    I cytaty z niego:
                                                    "Mężczyźni sześć razy częściej porzucają partnerki, u których wykryto raka lub stwardnienie rozsiane (SM), niż kobiety swoich partnerów z podobną diagnozą "
                                                    "Okazało się, że gdy diagnoza przewlekłej choroby dotyczyła partnerki odsetek separacji lub rozwodów wynosił blisko 21 proc. Natomiast, gdy pacjentem był mężczyzna tylko 3 proc. "

                                                    I teraz se przemyśl: gdyby te teorie o zasobach i hierarchii wysuwały się w praktyce na pierwszy plan, to powinny byc statystyki odwrotne, to kobiety powinny wtedy masowo porzucać facetów, którzy spadają w hierarchii (spadają według Ciebie) i których szanse gromadzenia zasobów zwykle ulegają zmniejszeniu.
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:45
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > I teraz se przemyśl: gdyby te teorie o zasobach i hierarchii wysuwały się w pra
                                                    > ktyce na pierwszy plan, to powinny byc statystyki odwrotne, to kobiety powinny
                                                    > wtedy masowo porzucać facetów, którzy spadają w hierarchii (spadają według Cieb
                                                    > ie) i których szanse gromadzenia zasobów zwykle ulegają zmniejszeniu.

                                                    Może silniej trzymają się konwenansów? Poza tym, w wypadku raka liczy się perspektywa ewentualnego podziału majątku po rozwodzie, a bez niego - długo to nie potrwa, a ma wszystko dla siebie i wolną rękę ;)
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:50
                                                    Coraz większe głupoty wypisujesz, ale rozumiem, że to z wrodzonej przekory.
                                                  • mojemail3 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:56
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Może silniej trzymają się konwenansów? Poza tym, w wypadku raka liczy się persp
                                                    > ektywa ewentualnego podziału majątku po rozwodzie, a bez niego - długo to nie p
                                                    > otrwa, a ma wszystko dla siebie i wolną rękę ;)

                                                    Rzeczywiście, jeszcze jak chorego męża na łożu śmierci zmusi,żeby dzieci nic nie dostały, to potem kobita poszaleje, kosztem potomstwa tego nieszczęśnika...
                                                    Wiesz jak wygląda dziedziczenie? Połowa małżonek, reszta dzieci, współwłasność.
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:58
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Rzeczywiście, jeszcze jak chorego męża na łożu śmierci zmusi,żeby dzieci nic ni
                                                    > e dostały, to potem kobita poszaleje, kosztem potomstwa tego nieszczęśnika...
                                                    > Wiesz jak wygląda dziedziczenie? Połowa małżonek, reszta dzieci, współwłasność.

                                                    No i zgoda. Ale po rozwodzie to już nie współmałżonek, prawda?
                                                  • mojemail3 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 21:03
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No i zgoda. Ale po rozwodzie to już nie współmałżonek, prawda?

                                                    Przy rozwodzie nie ma dziedziczenia, tylko podział majątku.
                                                  • mojemail3 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:51
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Jeszcze apropos tematu: w porzucaniu chorych i niepełnopsrawnych to faceci wio
                                                    > dą niechlubny prym.
                                                    > Proszę, artykuł:
                                                    > odkrywcy.pl/kat,111396,title,Mezczyzni-czesciej-zostawiaja-chora-partnerke,wid,11684134,wiadomosc.html?smg4sticaid=61310c



                                                    Dzięki za ten link, może skończą to bredzenie i marudzenie nieznośne...
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:54
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Dzięki za ten link, może skończą to bredzenie i marudzenie nieznośne...

                                                    No właśnie, dzięki za link. Ach te wspaniałe, wielkoduszne kobiety i ci podli, nikczemni mężczyźni :) Jak niedawno Kutuzow (?) wklejał link, z którego wynikało że utrata pracy przez mężczyznę znacząco podnosi ryzyko porzucenia, to jakoś takiego entuzjazmu nie widziałem :D
                                                  • mojemail3 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 21:02
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No właśnie, dzięki za link. Ach te wspaniałe, wielkoduszne kobiety i ci podli,
                                                    > nikczemni mężczyźni :) Jak niedawno Kutuzow (?) wklejał link, z którego wynikał
                                                    > o że utrata pracy przez mężczyznę znacząco podnosi ryzyko porzucenia, to jakoś
                                                    > takiego entuzjazmu nie widziałem :D

                                                    Teraz się zastanów, która z kobiet tutaj na forum pomstuje na mężczyzn i uważa ich za nikczemnych? Ja, Kag, Kitty, Rekreativa, Zawle, Mabelle, Bitch, no która?
                                                    Godzimy się z męską naturą i jeszcze myślimy, jakżeż Wam tu dogodzić robaczki biedne...
                                                    A pewnie każda nieco w kość od rodzaju męskiego dostała:-/
                                                    Co do utraty pracy, ja akurat wiem, jak mężczyzna nie ma pracy przez długie miesiące, moja mama też, sąsiadka, kuzynka itp. Żadna rozwodu nie wzięła a jeszcze starała się budżet domowy podreperować, więc nie chrzań bzdur, chyba że takie zjawiska są w świecie...celebrytów...
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 21:04
                                                    To Ty zacząłeś o tym, że jak facet zachoruje czy zostanie inwalidą, to go baba rzuci.
                                                    No to Ci podaję link w temacie, że to nie jest prawda.
                                                    Co ma do tego , co pisał w innym wątku kutuzow?
                                                    (ile razy ktokolwiek z facetów zapoda coś , co negatywnie przedtsawia kobiety, tyle razy entuzjazm jest - po męskiej stronie. Zdarza się, że przyklaskujecie nawet ML, więc nie rozumiem Twych pretensji w tej chwili).
                                                  • rekreativa Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 21:11
                                                    Jeszcze dopowiem - po co ta ironia? Czy którakolwiek z nas powiedziała coś o nikczemności facetów?
                                                    Po prostu koryguję to, co mówisz, podając dane, których w końcu z palca sobie nie wyssałam.
                                                  • mojemail3 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:44
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Tu kryje się często wykorzystywana manipulacja.
                                                    > Że jak kocha to wygląd czy to że pani nie ma ochoty nie ma znaczenia, bo zawsze
                                                    > mogłaby by sie przytafić choroba czy wypadek itp.
                                                    > Zupełnie co innego bezpieczeństwo wpadkę, nieoczekiwany poród, czy poronienie,
                                                    > czy ciężką choroba , o co innego tzw brak ochoty i ewidentne konsekwencje wybor
                                                    > ów.

                                                    Ja nie wiem doprawdy, o co Ci chodzi...Że brak ochoty to czysta złośliwość, czy jak?
                                                    A kiedy to mężczyzna nie ma ochoty, jest wyczerpany,wycofany, to też go należy wyrzucić na śmietnik???
                                                    A co z tymi kobietami, co się opiekują schorowanymi mężami, prowadzą na badania itp.
                                                    Ależ tak, one to dla emerytury robią...dla kasy...
                                                    Ciekawe skąd ja znam tyle kobiet ( i mężczyzn) co ofiarnie są ze sobą na dobre i na złe, bez cienia skargi. Świat nie jest czarno-biały Urquharcie.

                                                    > Nie oszukujmy że jak kocha to to nie ma znaczenia że ktoś zaniedbuje się, zatuc
                                                    > za bo jest uzależniona od żarcia, czy nie ma czasu na nic bo ma nowy obiekt mił
                                                    > ości bo poczuje instynkt sie rozmnażać.

                                                    No to już jest obsesja, no to niech tacy ludzie oddadzą swoje dzieci, albo w inny sposób się pozbędą i brykają swobodnie, skoro to taki ciężar i wyrzeczenia...

                                                    > Podobnie jak panie inaczej traktują pana inwalidę w niezawinionym wypadku który
                                                    > leży na kanapie a innaczej patentowanego lenia któremu całe dnie nie chce się
                                                    > wstać z kanapy ani szukać pracy , czy alkoholika .

                                                    Chłopcy drodzy forumowi, idzcie sobie popieprzyć naprawdę, w sensie seksualnym, bo tego tutaj gadania nie trawię;-)
                                                  • sabat.77 Re: Poczucie bezpieczeństwa w małżeństwi a "ochot 11.07.14, 20:47
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Chłopcy drodzy forumowi, idzcie sobie popieprzyć naprawdę, w sensie seksualnym,
                                                    > bo tego tutaj gadania nie trawię;-)

                                                    Bardzo kurde chętnie. Kowalski - opcje!
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 22:40
                                                    kutuzow napisał:
                                                    "Ponieważ w związku z tym iż wybraliśmy droge tylko we dwójkę -co jak widac na forum jest mocno niezrozumiałe, to chcę tym ślubem zapewnić mojej narzeczonej poziom bezpieczeństwa."
                                                    Ja tu, szczerze powiedziawszy, nie widze logicznej zaleznosci.Dlatego, ze chcecie byc tylko we dwojke zapewniasz jej slubem bezpieczenstwo? Ja nie lapie. Jakby bylo dziecko w drodze to bym moze jakos bardziej zrozumiala w czym rzecz, zeby nie bylo nieslubne, zeby ojciec zapewnil finanse, no nie wiem, ale tak? Czyli gdybyscie sie nie decydowali na tylko we dwojke zapewnienie bezpieczenstwa i slub nie bylyby potrzebne?

                                                    "Dodatkowo ponieważ OBOJE jesteśmy realistami i zdajemy sobie sprawę że kwestia dziecka może być istotna (a może nie), to wstrzymujemy się ze ślubem do czasu az bedzie pewność.
                                                    Także nie wiem skąd u Ciebie ten pomysł że chce "przetrzymać" ją do 40-tki.
                                                    Pisałem wyraźnie że czekamy do jej 30-tki tak aby jeszcze mogła wybrać inną drogę jesli dojdzie do wniosku że dziecko jest jednak dla niej ważne."

                                                    Kutuzow, Twoja naiwnosc, Twoja wizja zycia we dwoje mnie powala. Po piersze nie ma tu zadnaj pewnosci jezeli chec dziecka nie pojawi sie do 30 stki to nie pojawi sie pozniej. Po drugie Ty myslisz, ze wystarczy powiedziec sobie co dla kogo jest wazne, spisac umowe i wszystko gra? I ludzie beda/musza sie tego trzymac? Ze ludzie sie nie zmieniaja, ze nie zmieniaja sie ich potrzeby, ze nie popelniaja bledow, nie zadarza im sie pogubic, ze nie sa slabi. Tak, 30, babka dziecka nie chce, slub i wszystko zalatwione. A co jezeli jej sie zachce w wieku lat 36? Powiesz "zegnaj Genia, swiat sie zmienia, mielismy umowe?" Zastanow sie nad tym.
                                                  • druginudziarz Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 00:29
                                                    kag73 napisała:
                                                    > A co jezeli jej sie zachce w wieku lat
                                                    > 36? Powiesz "zegnaj Genia, swiat sie zmienia, mielismy umowe?" Zastanow sie nad
                                                    > tym.

                                                    To nawet dość częsty profil na portalach randkowych:
                                                    kobieta, lat 40
                                                    rozwód/separacja
                                                    dzieci: brak
                                                    czy chce dzieci: tak/nie wiem
                                                    Kurcze, coś jednak nie tak z ta Polską, przyrost naturalny mamy jeden z najniższych na świecie, za nami juz tylko Rosja i kilka małych egzotycznych panstw czwartego świata.
                                                  • hello-kitty2 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 11.07.14, 10:59
                                                    druginudziarz napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    > > A co jezeli jej sie zachce w wieku lat
                                                    > > 36? Powiesz "zegnaj Genia, swiat sie zmienia, mielismy umowe?" Zastanow s
                                                    > ie nad
                                                    > > tym.
                                                    >
                                                    > To nawet dość częsty profil na portalach randkowych:
                                                    > kobieta, lat 40
                                                    > rozwód/separacja
                                                    > dzieci: brak
                                                    > czy chce dzieci: tak/nie wiem
                                                    > Kurcze, coś jednak nie tak z ta Polską, przyrost naturalny mamy jeden z najniżs
                                                    > zych na świecie, za nami juz tylko Rosja i kilka małych egzotycznych panstw czw
                                                    > artego świata.

                                                    Powiem wiecej: pozniej bedzie mozna sie z takich babek posmiac na forum jak to idiotki, co im nagle odbilo, z lapanki sie zapladniaja.

                                                    Ale dobra. Te babki tez maja rozum, niech sie nim kieruja, niech SAME mysla co robia. Zycie jest jedno, kazdy chce by bylo wygodne.
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 22:55
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Gdybym nagle moja narzeczona wygrała kilka ładnych mln w totka i też by wyszła
                                                    > z założenia "daję Ci wszystko" to mi także cięzkoby nagle było wziąć tylko kilk
                                                    > a tysi i zrezygnować np. z marzenia o wspólnych podróżach.

                                                    ??? Ja Ci powiem jakby bylo u mnie gdybym to ja wygrala te milony. Krzyknelabym do starego "kochanie, szukaj przelotow, lecimy na 3 miechy do Tajlandii! Czy masz lepszy pomysl?"
                                                  • kag73 Re: "za przyjemność trzeba zapłacić" 10.07.14, 23:15
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Po prostu uważam że podejście, "Daj mi wszystko, a ja się samo-ograniczę w wyda
                                                    > tkach" jest mocno iluzoryczne. To nie ma z materializmem wiele wspólnego. Po pr
                                                    > ostu człowiek łatwo przyzwyczaja się do wygody a "apetyt rośnie w miarę jedzenia".
                                                    > Więc w tą "skromność" jak to na zwałaś za bardzo nie liczę.
                                                    > I żeby nie było to się nie tyczy tylko kobiet.

                                                    Ale kitty nie napisla "Daj mi wsystko a ja..."
                                                    > > Mnie sie podoba tak:
                                                    > > 1. on mi oferuje wszystko (=gest)
                                                    > > 2. a ja biore tylko tyle ile mi potrzeba (=skromnosc).
                                                    A to kolosalna roznica jest.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:44
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Dobrze kombinujesz, Kitty.

                                                    Jak formalnosc to formalnosc ;-) No chyba ze dziewczyna trzepie kase i odklada (sobie) mieszkajac katkiem u Kutuzowa, to by mozna inaczej sie ukladac, a jak mu pichci dania, dogadza, a na osobistym rachunku pustki, no to sorry, co ona zrobi jak Kutuzow zejdzie przy bilionowym wieczornym ruchanku? Rodzina Kutuzowa przyjdzie i powie 'WYPAD!' ;-) W Polsce to nie tak jak tutaj, ze emerytura nalezy sie kazdemu czy pracowal czy nie. U mnie w rodzinie byly takie przypadki, ze konkubina wylatywala na bruk i to po dziesiatkach lat opierania i karmienia dziada, ktorego rodzina chciala sie za jego zycia pozbyc. Ale jak kopnal w kalendarz to kto mial prawo do swiadczen/pochowku/majatku? Wtedy nagle byl zwrot. Zreszta nie tylko w przypadku konkubin, w innych konfiguracjach tez byly akcje. Nie mozna latami ze soba mieszkac bez regulacji, to samo dotyczy gejow przeciez.
                                                  • mojemail3 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    >Przemawia do mnie natomiast regulacja kwestii spadkowych, w koncu dziewczyna oddaje swoja >mlodosc starszemu, to trzeba wycenic ;-) Powaznie.

                                                    Oż Ty cholero jedna, wredna;-)
                                                    Jak u Brasensa: "Młode ciało cenę ma"...

                                                    www.tekstowo.pl/piosenka,zespol_reprezentacyjny,morderstwo.html
                                                    "(...)Chociaż siwiznę tu i tam
                                                    Miał nas naiwny pan
                                                    Nagle miłosny poczuł żar
                                                    Dla jej dwudziestu lat
                                                    Dla jej dwudziestu lat

                                                    Lecz młode ciało cenę ma
                                                    I nie każdego stać
                                                    Więc po łajdactwach trzech lub dwóch
                                                    Grosza nie stało mu
                                                    Grosza nie stało mu(...)"


                                                    Ps. Kutuzow Ty sie nie gniewaj, tak mi sie skojarzylo, z tym "nozem w sercu"...
                                                  • hello-kitty2 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:48
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > >Przemawia do mnie natomiast regulacja kwestii spadkowych, w koncu dziewczy
                                                    > na oddaje swoja >mlodosc starszemu, to trzeba wycenic ;-) Powaznie.
                                                    >
                                                    > Oż Ty cholero jedna, wredna;-)
                                                    > Jak u Brasensa: "Młode ciało cenę ma"...

                                                    hehe a co?! Ja jako stara, wredna, cwana ciotka moge pozgredowac. Ktos to musi powiedziec ;-) Matka tez nade mna zalamywala kiedys rece, ze ja mloda w LO facetowi PO WOJSKU dupy daje, glupia. Przyszla moja kolej na madrowanie sie na temat mlodek ;)
                                                  • kag73 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:54
                                                    Dziewczyna mloda, ale glupia nie jest. Zna swoja wartosc, wie, ze za kazdym rogiem czeka nastepny, ktory ja wzmie z pocalowanie reki i nie tylko:)
                                                    I to co tak bardzo krytykuje/krytykowal Kutuzow, to dazenie kobiet do malzenstwa za wszelka cene, bo chca kasy, chca sie zabezpieczac, nagle jest jak najbardziej fair i zrozumiale w przypadku jego narzeczonej. W dodatku w zamian zadeklarowala, ze nie chce dziecka!
                                                    No wpadl gosciu jak sliwka w kompot, nie on pierwszy, nie ostatni:) Najczesciej to tak wlasnie bywa, w co jemu wierzyc sie nie chce.
                                                  • zawle Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 15:21
                                                    kag73 napisała: W dodatku w zamian zadeklar
                                                    > owala, ze nie chce dziecka!
                                                    > No wpadl gosciu jak sliwka w kompot, nie on pierwszy, nie ostatni:) Najczesciej
                                                    > to tak wlasnie bywa, w co jemu wierzyc sie nie chce.

                                                    O ile za kilka miesięcy się nie okaże że strachy kutuzowa się urealniły;) Bo żona "przez przypadek" w ciąże zajdzie. ( kutuzow, może się podwiążesz?- ale dzieci rodzone w małżeństwie są męża- bez sensu).
                                                  • kag73 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 15:34
                                                    Ludziska, nie psujmy kutuzowi humoru. Zdarzaja sie kobiety, ktore dziecka nie chca i ich nagle nie nachodzi. Zdarzaja sie tez takie o stosunku dosc obojetnym i wtedy jak maz nie chce to zwyczajnie dziecka nie ma.
                                                  • kutuzow Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 15:39
                                                    zawle napisała:
                                                    > O ile za kilka miesięcy się nie okaże że strachy kutuzowa się urealniły;) Bo żo
                                                    > na "przez przypadek" w ciąże zajdzie. ( kutuzow, może się podwiążesz?- ale dzie
                                                    > ci rodzone w małżeństwie są męża- bez sensu).

                                                    Zawle, to może mały zakład?
                                                    Obstawiam, że Ty prędzej zostaniesz drugi raz babcią niż ja ojcem.

                                                    Jak wygram, to na stałe umieścisz sobie stopkę: "Kutuzow wiedział lepiej - przewidział przyszłość".
                                                    Jak przegram, to wrzucę sobie stopkę o treści która Ty wymyślisz.
                                                    Jeśli ani Ty nie zostaniesz babcią, ani ja ojcem to mamy zakład nierozstrzygnięty.

                                                    Co Ty na to?

                                                  • kag73 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 15:49
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Zawle, to może mały zakład?
                                                    > Obstawiam, że Ty prędzej zostaniesz drugi raz babcią niż ja ojcem.
                                                    > Jak wygram, to na stałe umieścisz sobie stopkę: "Kutuzow wiedział lepiej - prze
                                                    > widział przyszłość".
                                                    > Jak przegram, to wrzucę sobie stopkę o treści która Ty wymyślisz.
                                                    > Jeśli ani Ty nie zostaniesz babcią, ani ja ojcem to mamy zakład nierozstrzygn ty.> Co Ty na to?
                                                    Nie wchodz w to, zawle. Bo nigdy nie wiesz co z jego anatomia a on wie! Moze juz dal sie podwiazac:)
                                                  • mojemail3 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 15:51
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Nie wchodz w to, zawle. Bo nigdy nie wiesz co z jego anatomia a on wie! Moze ju
                                                    > z dal sie podwiazac:)

                                                    Mnie rozsmiesza, jak ludzie sie latami zabezpieczaja,a nie wiedza na pewno, czy w ogole sa plodni, bo moze szkoda kasy i zdrowia, nie???
                                                  • kag73 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 15:54
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Mnie rozsmiesza, jak ludzie sie latami zabezpieczaja,a nie wiedza na pewno, czy
                                                    > w ogole sa plodni, bo moze szkoda kasy i zdrowia, nie???

                                                    Zazwyczaj wychodzi sie z zalozenie, ze jest sie plodnym, bo niby czemu nie. U wiekszosci tez sie spradza.
                                                  • hello-kitty2 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 16:20
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Mnie rozsmiesza, jak ludzie sie latami zabezpieczaja,a nie wiedza na pewno, czy
                                                    > w ogole sa plodni, bo moze szkoda kasy i zdrowia, nie???

                                                    Maly off top ale rzeczywiscie to prawda. U mojej przyjaciolki niestety juz weszli po tych miesiacach nieudanych insyminacji w in vitro. Udalo sie zaplodnic sporo jajeczek, z 9. No ale co z tego, jak juz dwa odrzucil organizm. Facet cisnie, bo 40 stka prawie na karku, a ona wlasnie tak mowi jak Ty: kurcze, tyle lat na tabletkach, tyle stesow, bez sensu. Czy in vitro sie moze nie udac? A najlepsze, ze oni sa zdrowi.
                                                  • mojemail3 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 16:23
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    "(...)Facet cisnie, bo 40 stka prawie na karku, a ona wlasnie tak mowi jak Ty: kurcze, tyle lat na tabletkach, tyle stesow, bez sensu. Czy in vitro sie moze nie udac? A najlepsze, ze oni sa zdrowi (...)"

                                                    Jasne,ze moze sie nie udac, nawet kilka razy moze nie zaskoczyc, mam znajoma co 3 razy sie nie udalo, ale po latach zaszla naturalnie.Lata brania tabletek tez nie sa obojetne dla plodnosci, to jest przeciez blokowanie ukladu hormonalnego.
                                                  • kag73 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 16:26
                                                    hello-kitty2 napisała: ??
                                                    > Maly off top ale rzeczywiscie to prawda. U mojej przyjaciolki niestety juz wesz
                                                    > li po tych miesiacach nieudanych insyminacji w in vitro. Udalo sie zaplodnic sp
                                                    > oro jajeczek, z 9. No ale co z tego, jak juz dwa odrzucil organizm. Facet cisni
                                                    > e, bo 40 stka prawie na karku, a ona wlasnie tak mowi jak Ty: kurcze, tyle lat
                                                    > na tabletkach, tyle stesow, bez sensu. Czy in vitro sie moze nie udac? A najlep
                                                    > sze, ze oni sa zdrowi.
                                                    Tak, in vitro moze sie nie udac, u jednaj z moich przyjaciolek sie nie udalo. Szczesciem, ze maja juz jedno dziecko, tez z wielkimi staraniami. Maz koniecznie chcial drugie, stresy, hormony, in vitro, jej przytycie, nic z tego.
                                                    Maz mojej przyjaciolki, co zawsze tak sprawdzal gumy po stosunku, plakal rzewnymi lzami jak zapragnal dziecka i sie nie udawalo i zalowal, ze tak sie zabezpieczal. Okazalo sie, ze ma zylaki jader czy cos, zoperowali i po jakims czasie doczekali sie dziecka.
                                                  • rekreativa Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 16:47
                                                    Może się nie udać, jasne.
                                                    Moja szwagierka: dwie próby sie nie przyjęły, kolejna się przyjęła, ale było poronienie po 3 miesiącach i wreszcie za czwartym razem się powiodło (babka miała w momencie zajścia 48 lat)
                                                  • hello-kitty2 Re: Zawle- to może mały zakład? 11.07.14, 11:15
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Może się nie udać, jasne.
                                                    > Moja szwagierka: dwie próby sie nie przyjęły, kolejna się przyjęła, ale było po
                                                    > ronienie po 3 miesiącach i wreszcie za czwartym razem się powiodło (babka miała
                                                    > w momencie zajścia 48 lat)

                                                    O kurcze ale historia. 48 lat? Sluchaj, a w ogole to chyba istnieje jakas bariera wieku, po przekroczeniu ktorej polodzenie dzieci jest nielegalne. Ale nie wiem jaki to jest wiek? Kurcze szczerze to sie wystraszylam zeby mi sie cos takiego nie przytrafilo. Ale piszesz, ze to pierwsze dziecko, tak? To moze jestem bezpieczna ;) Irracjonale dzieciowe strachy mnie napadaja. W ogole to u syna w klasie jest dziewczynka (najladniejsza w klasie! 7 lat), ktorej tata jest grubo po szczesdziesiatce. Fajnie to wyglada, taki Rumcajs. Przyprowadza ja zawsze w takich drewnianych, starodawnych, holenderskich, zoltych butach: pl.depositphotos.com/13428173/stock-photo-dutch-clogs.html
                                                    Ale mimo wszystko, ja bym chyba tego nie udzwignela.
                                                  • mojemail3 Re: Zawle- to może mały zakład? 11.07.14, 11:21
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    "(...)Kurcze szczerze to sie wystraszylam zeby mi sie cos takiego nie przytrafilo. Ale piszesz, ze to pierwsze dziecko, tak? To moze jestem bezpieczna ;) Irracjonale dzieciowe strachy mnie napadaja (...)"

                                                    Kitty, bezpieczna to może będziesz po 48 roku życia, jak jeszcze lekarz powie,że wygasła rezerwa jajnikowa, ciąża i tak będzie możliwa, tylko jej utrzymanie mało prawdopodobne.
                                                    Moja koleżanka ze studiów ma 41 lat skończona i wpadła z trzecim dzieckiem...Inna znajoma, żyła 10 lat w konkubinacie, jak miała 35 lat to stwierdziła,że jest za stara i w ciąze nie zajdzie, przestała się zabezpieczać i w 2 lata miała dwoje dzieci...
                                                    Moja babcia całkiem naturalnie urodziła ostatnie dziecko w wieku 44 lat, 21 lat wcześniej pierwsze...
                                                    No i w przedszkolu syna mam takie 2 przypadki, że chodzą sobie dzieci mamy i córki, matki po 45 lat, córki po 25 lat i mają dzieci jednocześnie...
                                                  • kag73 Re: Zawle- to może mały zakład? 11.07.14, 11:23
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > O kurcze ale historia. 48 lat? Sluchaj, a w ogole to chyba istnieje jakas bariera wieku, po przekroczeniu ktorej polodzenie dzieci jest nielegalne. Ale nie wiem jaki to jest wiek? Kurcze szczerze to sie wystraszylam zeby mi sie cos takiego nie przytrafilo. Ale piszesz, ze to pierwsze dziecko, tak? To moze jestem bezpieczna ;) Irracjonale dzieciowe strachy mnie napadaja. W ogole to u syna w klasie jest dziewczynka (najladniejsza w klasie! 7 lat), ktorej tata jest grubo po szczesdziesiatce."

                                                    No zapewne trafila mu sie sporo mlodsza partnerka i zapragneli zostac rodzicami, albo ona zapragnela a on sie nie lumpil.
                                                    No powiem, ze 48 to juz wiek, ale ta granica sie przesunela, kobiety rodza coraz pozniej.
                                                    No ale chyba sie zabezpieczasz, kitty? Bo zdarzyc sie moze;)
                                                  • zawle Re: Zawle- to może mały zakład? 11.07.14, 11:33
                                                    kag73 napisała: > No ale chyba sie zabezpieczasz, kitty? Bo zdarzyc sie moze;)


                                                    hehe...znam masę "zabezpieczonych" dzieci:))
                                                  • hello-kitty2 Re: Zawle- to może mały zakład? 11.07.14, 12:23
                                                    zawle napisała:

                                                    > kag73 napisała: > No ale chyba sie zabezpieczasz, kitty? Bo zdarzyc sie moz
                                                    > e;)
                                                    >
                                                    > hehe...znam masę "zabezpieczonych" dzieci:))

                                                    Nie no spokojnie. Tak, zabezpieczam. Ja myslalam o tym przypale emocjonalnym, ze chce miec dziecko, zeby mnie nie zlapal jak kiedys ;-) To jest gorsze niz cala logistyka zabezpieczen. Uderzylo mnie, ze szwagierka tak pozno zlapala bakcyla. Ja kiedys znalam babke co w wieku 45 lat mowila z zapalem w oczach opowiadala mi, ze wlasnie wybiera sie do gina, bo chce miec wlasnie dziecko, bo komu to wszystko zostawi? Taki przypal. Pamietam jak na nia patrzylam z niedowierzaniem ale przeciez nie powiem 'porabalo cie'? ;) Ale chyba sie poddala.

                                                    Dajmy spokoj, bo Kutuzow na zawal serca nam padnie ;)
                                                  • rekreativa Re: Zawle- to może mały zakład? 11.07.14, 17:52
                                                    Wiesz, jak babka jest zdrowa, nie ma jakichs przewlekłych chorób i nie zaczeła jej się jeszcze menopauza, to dziecko może urodzić, czemu nie, i mając 50 lat i więcej (były przecież takie przypadki medialne babek 60-letnich, co urodziły zdrowe dzieci).
                                                    U mojej szwagierki, kiedy już się udalo, to ciąża przebiegała wzorcowo, a poród był naturalny. Dzieciak, dzisiaj 1,5 roku rozwija się świetnie.
                                                    Rzecz nie w samych trudach ciąży i porodu, tylko potem - ostatnio szwagier nam wyznał, że gdyby wiedział, jak to będzie wyglądało, toby się nie zdecydował, bo jest po prostu za stary na taki zapierdol.
                                                    I po niej też widać zmęczenie - w tym wieku nieprzespana noc jedna i druga to nie to samo, co w wieku lat 20. Organizm o wiele gorzej to znosi.
                                                    A to przecież początek dopiero, jeszcze kilkanaście lat przed nimi.
                                                  • kag73 Re: Zawle- to może mały zakład? 11.07.14, 19:59
                                                    rekreativa napisała:
                                                    ostatnio szwagier nam
                                                    > wyznał, że gdyby wiedział, jak to będzie wyglądało, toby się nie zdecydował, bo
                                                    > jest po prostu za stary na taki zapierdol.
                                                    > I po niej też widać zmęczenie - w tym wieku nieprzespana noc jedna i druga to n
                                                    > ie to samo, co w wieku lat 20. Organizm o wiele gorzej to znosi.
                                                    > A to przecież początek dopiero, jeszcze kilkanaście lat przed nimi.

                                                    Mozesz ich pocieszyc, najtrudniejszy jest pierwszy rok, ewentualnie dwa lata. Potem jest latwiej, w nocy sie spi a dzieciak coraz bardziej samodzielny. Naprawde.
                                                  • sabat.77 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 16:57
                                                    Niech cisnie ile jego, bo potem to juz tylko konik i kurwy pozostana...
                                                  • rekreativa Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 17:29
                                                    Do kogo to?
                                                  • zawle Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 15:55
                                                    kutuzow napisał: > Co Ty na to?

                                                    Sorry ale to zupełnie nie moje klimaty, żebym się o życie miała zakładać. Zrozumiałam że pani młoda....może to nie będzie parę miesięcy. A gdy to się stanie, wystarczy że pomyślisz o mnie:))
                                                  • zawle Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 15:58
                                                    ps . nie proś mnie na chrzestną....jestem poza kościołem:)))
                                                  • kag73 Re: Zawle- to może mały zakład? 10.07.14, 16:04
                                                    zawle napisała:
                                                    > ps . nie proś mnie na chrzestną....jestem poza kościołem:)))

                                                    Dzis czytalam w gaziecie, ze 2 miliony Polakow w ciagu ostatniej dekady przstalo chodzic na msze. Gdyby w Polsce byl podatek na kosciol, taj jak np. w Niemczech, to zapewne juz dawno duza czesc ludzi by sie z kosciola wypisala.
                                                    Kutuzow jest ateista, ona tez, wiec chrztu nie bedzie.
                                                  • urquhart Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 12:55
                                                    Z tymi ustaleniami co do dzieci to jestem sceptyczny, parę razy linkowalem jak babki na forum w rozterce ze ich facet kategorycznie nie chce dzieci były podjudzane przez że przecież typowe i jąk seksi to musi być przygotowany na konsekwencje i wystarczy podczas zakładania prezerwatywy nawet u tych co nie wierzą pigułkom przyszczypnac ją mocno między paznokciami i bankowo masz efekt pękniętej prezerwatywy . Deklaracje swoje, życie swoje. I co nigdy nie poznasz prawdy, a jak pogoni to ty zawsze będziesz tym potworem.
                                                  • kag73 Re: Dupy nie urywa ;-) 10.07.14, 13:01
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Z tymi ustaleniami co do dzieci to jestem sceptyczny, parę razy linkowalem jak
                                                    > babki na forum w rozterce ze ich facet kategorycznie nie chce dzieci były podju
                                                    > dzane przez że przecież typowe i jąk seksi to musi być przygotowany na konsekw
                                                    > encje i wystarczy podczas zakładania prezerwatywy nawet u tych co nie wierzą pi
                                                    > gułkom przyszczypnac ją mocno między paznokciami i bankowo masz efekt pękniętej
                                                    > prezerwatywy . Deklaracje swoje, życie swoje. I co nigdy nie poznasz prawdy, a
                                                    > jak pogoni to ty zawsze będziesz tym potworem.

                                                    Ja nie wiem, zalezy od ludzi. Nie chcialabym wrabiac faceta, ktory tak kategorycznie nie chce, no nie widzi mi sie to.
                                                    Ale znam takich co nie chcieli a z czasem zachcieli. To nie jest latwe, ludzie wzajemnie sie podkrecaja i najczesciej kieruja nimi emocje. Jezeli wszystko pasuje i wiek i warunki, do tego jest milosc i ludziom na sobie zalezy, jedna strona bardzo chce, to sie udziela raczej rusza druga osobe, to mysla, ze swiat sie nagle nie zawali, mozna miec dziecko. I czesto okazuje sie, ze sa potem szczesliwymi rodzicami.
                                                    Czasem ludzie chca oboje a sa rodzicami do dupy, no nie ma regul.
                                                  • kag73 Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 12:24
                                                    Kutuzow, nie widze w tym sensacji, dla wiekszosci chodzi o to, ze zona "ma byc"/jest tylko jedna. Podobnie maz:)
                                                    Mnie glownie chodzi o to, ze teoria teoria a zycie zyciem.
                                                    Tobie z dobroci serca radze nie podejmowac radykalnych krokow wykluczajacych mozliwosc zostania ojcem. Bo oczekiwania/ okolicznosci/potrzeby sie zmieniaja, rowniez u mezczyn. Ludzie dla siebie wazni, zaangazowani emocjonalnie, kochajacy sie wcale nie potrafia tak latwo sie rozstac. Czasem zostaja a z nimi frustracja i niespelnienie, po jednej stronie.
                                                    Z jednej strony "slub" nic nie znaczy i zawsze mozna sie rozstac a z drugiej poczekacie ze slubem do trzydziestki i zobaczycie czy zechce nagle dziecka.
                                                    Zreszta dziwne to jakies, jezeli bez dzieci to chociaz slub a jak z dzieckiem to bez slubu? Nie lapie tego. Naprawde jakas wymiana handlowa, ja Ci to a Ty mnie za to co innego. Nie moja bajka. Kutuzow: nie chce slubu i nie chce dziecka. Narzeczona: dobra dziecka nie, ale za to dawaj chociaz ten slub. Ona nie musiala ultimatum stawiac, bo jest dla Ciebie tak wyjatkowa i atrakcyjna, ze bys jej nie dal odejsc, chce slubu, bedzie miala slub. Spoko, wcale mnie to nie dziwi, o tym pisalam. Robisz to dla siebie a nie dla niej, bo Ty nie chcesz jej stracic. Mojemil juz napisala: slub dla ukochanej kobety, tak, bo chcesz ja uszczesliwic(przy tym za duzo Cie nie kosztuje, sam masz zysks). Dziecko dla ukochanej kobiety(jezeli bardzo by go pragnela)NIE, bo za duzo Cie kosztuje, nic z tego nie masz. Czysta kalkulacja. Co nie znaczy, ze to sie nie zmieni, dlatego nie podejmuj nierozwaznych krokow. Nadzieja, ze i ona dziecka nie zechce i bedziecie zyc razem dlugo i szczesliwie.
                                                    "
                                                    >Moja narzeczona ma iście hiszpański temperament i w razie ew. zdrady albo porzucenia ostatnią rzeczą którą poczuje będzie "przyjemny chłód stali" w sercu.
                                                    > Co ciekawe znam ją na tyle że jej wierze iż jest do tego zdolna w afekcie.

                                                    Balabym sie, tego bym sie bala. Chyba tez jestem strachliwa;)
                                                  • kutuzow Re: naprawdę nie jestem wielbłądem 10.07.14, 13:13
                                                    kag73 napisała:
                                                    [dużo]

                                                    Chyba się jednak pogodzę z tym że jestem wielbłądem, bo widzę że udowadnianie iz jest inaczej nie ma sensu.

                                                    Jestem tu na forum kilka lat, może będę kolejne kilka to będzie okazja sprawdzić Wasze teorie.
                                                  • szopen_cn Byc moze... 11.07.14, 02:20
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Chyba się jednak pogodzę z tym że jestem wielbłądem, bo widzę że udowadnianie i
                                                    > z jest inaczej nie ma sensu.
                                                    >
                                                    > Jestem tu na forum kilka lat, może będę kolejne kilka to będzie okazja sprawdzi
                                                    > ć Wasze teorie.

                                                    Moze i jestes wielbladem ale nie strachliwym (o ile dobrze zrozumialem wypowiedzi wiekszosci uczestnikow dyskusji).
                                                    A o strachliwosc a nie o wielbladowatosc chyba chodzilo.

                                                    Z drugiej strony to musze sie zgodzic z tym co wiele osob tu pisze, ze ustalic mozna wiele ale pociag zwany zyciem i tak pojedzie swoim torem nie zwazajac na to ze planowano uniknac zakretow.

                                                    Dlugoterminowo to chyba najwazniejsze jest jak czlowiek bedzie reagowal na takie zakrety. Tupanie nozka i fochy bo sie nieplanowany zakret pojawil to kiepska metoda rozwiazywania problemow.

                                                    Dziecko to tylko jeden z mozliwych zakretow w zyciu i zdarzaja sie zakrety duzo trudniejsze do pokonania.
                                                  • mojemail3 Re: Byc moze... 11.07.14, 10:47
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    "(...)Dziecko to tylko jeden z mozliwych zakretow w zyciu i zdarzaja sie zakrety duzo trudniejsze do pokonania(...)"

                                                    Dokładnie tak, poza tym pamiętam, że obawiałam się wielu rzeczy, zjawisk, zdarzeń, a nic z tego mnie nie spotkało, pojawiły się problemy kompletnie zaskakujące, nie da się idealnie i w szczegółach zaplanować przebiegu życia, to naiwność.
                                              • mojemail3 Re: Zawle -tylko się przypominam 09.07.14, 08:17
                                                sabat.77 napisał:

                                                > Dlatego facetowi po udanych romansach moze mocno zmienic sie zachowanie. Ty
                                                > le, ze oszukac sie tego nie da, najpierw trzeba rzeczywiscie wygrywac.


                                                Myślisz,że to taka kolejność, potwierdzić się w "romansach" i stad mieć siłę do zawojowania świata? Ja myślałam,że odwrotnie...
                                                • urquhart Re: Zawle -tylko się przypominam 09.07.14, 08:24
                                                  mojemail3 napisała:
                                                  > Myślisz,że to taka kolejność, potwierdzić się w "romansach" i stad mieć siłę do
                                                  > zawojowania świata? Ja myślałam,że odwrotnie...

                                                  Myśle że raczej można mówić o bardzo silnej korelacji, żeby uniknąć jałowej dyskusji typu co musi być pierwsze "jajko czy kura".
                                                • rekreativa Re: Zawle -tylko się przypominam 09.07.14, 12:42
                                                  To jest sprzężenie zwrotne:
                                                  Mam jaką taką pewność siebie, więc podejmuję działanie, wskutek czego uda mi się jedna rzecz i druga i trzecia, a to wzmacnia moją pewność siebie, więc podejmuję kolejne wyzwania.
                                                  Jeśli ktoś ma o sobie mniemanie bardzo niskie, to pozytywne skutki jego działań wcale nie muszą się przekladać na wzrost pewności siebie. Istnieje raczej wtedy tendencja, by deprecjonować własny sukces przypisując mu jakieś zewnętrzne wpływy.
                                                  (dostałam awans nie dlatego, że jestem dobra, ale dlatego, że Kowalski akurat odszedł do innej firmy, a nikogo lepszego pod ręką nie mieli... "trafiło się slepej kurze ziarnko" itd.)
                                                  • mojemail3 Re: Zawle -tylko się przypominam 09.07.14, 12:48
                                                    rekreativa napisała:

                                                    "(...) Istnieje raczej wtedy tendencja, by deprecjonować własny sukces przypisując mu jakieś zewnętrzne wpływy.
                                                    (dostałam awans nie dlatego, że jestem dobra, ale dlatego, że Kowalski akurat odszedł do innej firmy, a nikogo lepszego pod ręką nie mieli... "trafiło się slepej kurze ziarnko" itd.)"

                                                    A jest taki mechanizm? Myslałam,że jest całkiem odwrotnie, jak nam się coś nie uda przypisujemy winę czynnikom zewnętrznym, a jak się uda, to nasza zasługa...
                                                  • rekreativa Re: Zawle -tylko się przypominam 09.07.14, 12:57
                                                    Jest taki mechanizm - widziałam go w działaniu u swego kolegi, ale to był przypadek tak kolosalnego zakompleksienia, że się tylko do terapii nadawał.
                                                    Niemniej własnie na kompleksach dot. wyglądu to najlepiej widać - jeśli dziewczyna jest przekonana, że ma obrzydliwe, nieapetyczne cycki, to choćby jej dwudziestu chłopaków spiewalo o tych cyckach peany pochwal;ne, to czy ją to przekona?
                                                    Nie, mimo peanów ona sobie będzie kasę zbierać na chirurga i w końcu te cycki poprzycina i powypycha do wymarzonej formy.
                                                    Jeśli facet jest przekonany, że z niego beznadziejny materiał dla kobiet i nagle jakaś atrakcyjn a babka się nim zainteresuje, to czy on z miejsca zmieni o sobie zdanie i zacznie myśleć, że jest zajebisty? Czy jednak będzie próbował racjonalizować zainteresowanie babki w ten sposób, by utrzymać własny wizerunek jako nieciekawego faceta?
    • loppe Re: wyparta seksualność 06.07.14, 14:54
      Skleroza czyni spustoszenia. Od kilku miesięcy nie mogę znaleźć w mieszkaniu... całej tej końcowej rury od odkurzacza. Odkurzam więc - z niechcianym pietyzmem - na czworaka.
    • druginudziarz Re: wyparta seksualność 06.07.14, 15:36
      zawle napisała:

      > www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,16166280,Polscy_seksuolodzy__ktorzy_nie_lubia_kobiet.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy


      "Mamy XXI wiek i musimy stawiać czoło takim niesprawiedliwym społecznie sądom. Do czego gorąco wszystkich namawiam"

      Toż to marksizm czystej wody.
      Ja generalnie publicystyki gazwybu używam w sytuacjach gdy mam watpliwości. Jeśli piszą 'tak tak' to już mam pewność, że jest 'nie nie'.
    • prosty_facet Lew Starowicz 06.07.14, 16:49
      Już kiedyś pisałem na tym forum (albo innym), że Starowicz to stary erotoman gawędziarz a nie żaden seksuolog. Jego teorie pasują do świata sprzed 100 lat.
      Ja tam wolałbym 100 x bardziej kobietę doświadczoną, od której mogę się czegoś
      nauczyć, która wie czego chce, niż jakąś dziewicę, cnotkę niewydymkę.
    • anbale Re: wyparta seksualność 06.07.14, 16:56
      Tak sobie pomyślałam, że znam parę kobiet zupełnie nie ukrywających swojego bujnego życia erotycznego, seksualnie otwartych i zupełnie nie przypominam sobie, żeby dopadły je jakieś straszne konsekwencje...Wręcz przeciwnie, mężczyźni lgną do nich chmarami, i dłuższe związki jak najbardziej wchodzą w grę...Może to tylko taka "urban legend" że trzeba się przyczaić i ukrywać, na wszelki wypadek...
      • prosty_facet Re: wyparta seksualność 06.07.14, 17:10
        anbale napisała:

        > Może to tylko taka "urban legend" że trzeba się przyczaić i ukrywać, na wszelki wypadek..

        Oczywiście że masz rację.
        Starowicz projektuje na innych facetów swoją starczą impotencję ;-)
        Sexowne kobiety są zawsze oblegane.
    • wont Re: wyparta seksualność 06.07.14, 19:59
      Kretyński artykuł na podstawie kretyńskich wyników kretyńskich badań.

      Badania i wyniki tych badań są kretyńskie ponieważ zadane pytania nie badają reakcji mężczyzn na bogate doświadczenie seksualne partnerki tylko badają nasze (kobiet i mężczyzn) WYOBRAŻENIA o reakcjach mężczyzn na bogate doświadczenie seksualne partnerki.

      Z ikonografiki wynika, że badanym zadano następujące pytania:
      1. Czy Pana/Pani zdaniem zwierzenia partnerki o jej bogatym życiu seksualnym MOGĄ negatywnie wpływać na samopoczucie mężczyzny?
      img.biomedical.pl/8_5/336/8b5001168e8711e8b8bad2fdefe833fa.jpg
      Tak sformułowane pytanie jest dodatkowo kretyńskie bo nie odnosi się do naszych wyobrażeń w zakersie REALNYCH/PRAWDOPODOBNYCH reakcji tylko MOŻLIWYCH reakcji. Zwróćmy bowiem uwagę, że badanym nie zadano pytania czy zwierzenia partnerki o jej bogatym życiu seksualnym WPŁYNĄ negatywnie tylko MOGĄ WPŁYWAĆ. Negatywnie wpływać na samopoczucie mężczyzny może kurwa mać nawet brak loda w gorący lipcowy poranek.

      Ja, na przykład, wolę jak partnerka ma bujną przeszłość seksualną, ale na takie kretyńskie pytanie w takiej kretyńskiej ankiecie odpowiedziałbym twierdząco ponieważ sądzę, że gdzieś tam na świecie mogą być mężczyźni, którym to może przeszkadzać.

      2. Jakie Pana/Pani zdaniem MOGĄ być reakcje mężczyzn na zwierzenia partnerki o jej bogatym życiu seksualnym?
      img.biomedical.pl/4_3/500/d1a60a6b866c82ab528a495e2d44289e.jpg
      I tutaj następuje długa lista możliwych odpowiedzi:
      lęk przed rozczarowaniem partnerki, demonstrowanie swojej gotowości do seksu np. poprzez przejawiane zainteresowania innymi kobietami, zerwanie związku, większa aktywność seksualna wobec innych partnerek (sic!? znaczy się harem?), zachowania agresywne w codziennych sytuacjach, fantazjowanie o partnerce jako kobiecie z filmu pornograficznego, unikanie seksu, załamanie się, zaspokajanie potrzeb poprzez masturbację, wprowadzenie do sztuki miłosnej objawów agresji.

      Dlaczego tutaj nie ma ani jednej odpowiedzi o charakterze neutralnym albo pozytywnym? Na przykład - zwiększenie zainteresowania satysfakcją seksualną partnerki.

      Dla mnie te badania to jest jakaś żenująca, przerażająca kompromitacja Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, które, jak wynika z artykułu, objęło nad badaniami "patronat merytoryczny". To jest tak smutne, że aż wyguglałem to całe Polskie Towarzystwo Seksuologiczne i, niestety, wydaje się, że to jest całkiem poważna instytucja. W każdym razie ja, do jakikolwiek "badań naukowych" dotyczących seksualności i ich wyników, które są sprzeczne z moją intuicją i moim zdrowym rozsądkiem, będę podchodził z dużą dozą krytycyzmu, dystansu i nieufności. Innymi słowy - nie będę ich czytał, bo nie warto.


      • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 20:14
        Teoria względności też jest niezgodna ze zdrowym rozsądkiem i intuicją :)
        Ale pocieszę Cię, że ja też nie wierzę w te badania. Powiem więcej, nie interesują mnie żadne badania gdzie nie da się wykazać wyników w postaci sprawdzalnej zależności matematycznej i nie będę ich czytał :D Tych odnośnie zależności matematycznych też nie będę czytał, bo akurat mam ciekawsze rzeczy do czytania :D
        • wont Re: wyparta seksualność 06.07.14, 20:27
          sabat.77 napisał:

          > Teoria względności też jest niezgodna ze zdrowym rozsądkiem i intuicją :)
          > Ale pocieszę Cię, że ja też nie wierzę w te badania. Powiem więcej, nie interes
          > ują mnie żadne badania gdzie nie da się wykazać wyników w postaci sprawdzalnej
          > zależności matematycznej i nie będę ich czytał :D Tych odnośnie zależności mate
          > matycznych też nie będę czytał, bo akurat mam ciekawsze rzeczy do czytania :D
          ------------
          Dobrze, że wprowadziłeś element humorystyczny, bo mi gula z powodu tych pseudobadań skoczyła :)

          Ale ale sabacie - ja podzieliłem się moją niewiarą w odniesieniu do badań naukowych dotyczących seksualności tylko. Jedyna teoria względności w zakresie ludzkiej seksualności jaką znam, to taka, że atrakcyjność potencjalnego partnera do seksu rośnie wykładniczo wraz z ilością wypitego alkoholu oraz zbliżaniem się końca imprezy :)
          • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 20:38
            Co tam się badaniami przejmujesz. Oni muszą miesić w tym kotle bo im za te instytuty z państwowej kiesy zapewne płacą. Na pewnym etapie siłą rzeczy to musi zacząć przypominać niezapomniane badanie zawartości cukru w cukrze. Każdy orze jak może. Coś trzeba włożyć do garnka, więc ubija się tę pianę na masło... Tworzy teorie, teoryjki, stawia naukowe hipotezy. A to proste rzeczy są. To jakby badać naukowe zależności dotyczące robienia kupy :D Pewnie są, ale to raczej dla koneserów i proktologów.
            • rekreativa Re: wyparta seksualność 06.07.14, 20:54
              "To jakby bad
              > ać naukowe zależności dotyczące robienia kupy "

              Ty się śmiej.
              Oglądałam kiedyś na discovery program o badaniu gazów - cały jakiś instytut w Ameryce się tym zajmował. Ochotnikom nakładano takie specjalne srebrzyste galoty z jakiegos tworzywa, w których to galotach pomykali cały dzień, po czym wieczorem galoty wraz z zawartością gazową poddawano skrupulatnym analizom chemicznym.
              Gdyby nie te wszystkie rozważania i badania "cukru w cukrze", to o czym my byśmy tutaj rozprawiali?
              A tak przynajmniej wesoło jest, a i pokłócić się można :D
              • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 20:57
                rekreativa napisała:

                > Gdyby nie te wszystkie rozważania i badania "cukru w cukrze", to o czym my byśm
                > y tutaj rozprawiali?
                > A tak przynajmniej wesoło jest, a i pokłócić się można :D

                Oczywiście, cały czas o tym mówię.
                No bo przecież nie można tego wszystkiego brać na serio.
                • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 21:47
                  Zona mi przerwala, nie dokonczylem mysli. Rzecz w tym, ze niewiele mozemy zmienic. Mozemy troche schudnac, troche przypakowac, nauczyc sie obcego jezyka czy dwoch, ba nawet wydac tomik poezji w nakladzie 500 egzemplarzy, ktorego nikt nie przeczyta i bedziemy go musieli z zazenowaniem upychac po znajomych i rozdawac, a wieksza czesc nakladu i tak splesnieje w piwnicy. Mozemy zacisnac zeby i znalesc prace za 500 pln wiecej, kosztem zycia rodzinnego i dodatkowych nadgodzin i stresow. Mozemy wyjechac za granice za chlebem, rozpic sie, roztopic w tlumie emigrantow, mieszkac na jednym flacie z hindusami, po dziesiec godzin na zmywaku, a do domu slac zenujace fotki ze specjalnie spreparowanymi sciankami falszywych dolcow - a w tle my. Mozemy sie rozwodzic, zenic, rozbijac rodziny, porzucac dzieci i je robic. Ale kurwa - to wciaz bedziemy my i nic wiecej. Wyzej dupy nie podskoczysz. Czlowiek jak nie jest jakims celebryta, to ma niewielkie pole w oddzialywaniu na wlasna atrakcyjnosc. Niestety, jestesmy skazani na szara rzeczywistosc nas samych, ktora potrafi czasem skurwysynsko glosno skrzeczec. Ciezko zarobic miliony z dnia na dzien jak sie jest pucybutem, ciezko nagle zmienic sie w Brada Pita, jak jest sie Quasimodo.Taki lajf ;) Ale pogadac sobie mozemy, z braku lepszych zajec.
                  • rekreativa Re: wyparta seksualność 06.07.14, 22:14
                    Wiesz, ja akurat nie jestem zwolenniczką marzeń o przestworach oceanu, gdy się urodziło żabą.
                    Ale jak mieszkasz w stawiku to też możesz albo całe życie siedzieć przy brzegu, wyściubiając tylko strachliwie czubek głowy z mułu, albo możesz eksplorować cały akwen i poznawać rozmaite rybki :)

                    PS Czy z emigrantów znasz wyłacznie tych na zmywaku w Londku?
                    • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 22:54
                      rekreativa napisała:

                      > PS Czy z emigrantów znasz wyłacznie tych na zmywaku w Londku?

                      Osobiście? Głównie. Szczerze mówiąc, to na szybko przychodzą mi na myśl dwie dziewczyny, które w miarę sobie poradziły, ale obie były baaaardzo łebskie i perfekcyjnie znały język kraju do którego jechały. No i opcja z wyjściem za miejscowego.
                      Faceta, który dałby radę - właściwie żadnego. Ale naukowców nie znam. Wyobrażam sobie, że w środowisku akademickim czy też wśród specjalistów mogłoby być łatwiej.
                      • rekreativa Re: wyparta seksualność 06.07.14, 23:18
                        Ja znam głównie naukowców - środowisko mojej siostry (pracuje w CNRS francuskim), fizycy.
                        Mnóstwo Polaków.
                        • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 23:34
                          rekreativa napisała:

                          > Ja znam głównie naukowców - środowisko mojej siostry (pracuje w CNRS francuskim
                          > ), fizycy.
                          > Mnóstwo Polaków.

                          A to oczywiście, ale jak wspomniałem - emigracja naukowa, albo jakichś wysokiej klasy specjalistów rządzi się własnymi sprawami. Każdy kraj chce takich ludzi jak najwięcej, więc mają mocno z górki w porównaniu z resztą.
                          • szopen_cn Mezczyzni na emigracji 07.07.14, 06:32
                            Czytajac powyzsze posty szybko policzylem:
                            Na dwudziestu chlopakow z mojej klasy w ogolniaku wyemigrowalo 5 i wszystkim sie "udalo", nikt "na zmywaku" nie pracowal.
                            Z poznanych na studiach gosci, ktorzy zostali emgirantami lub mieszkaja za granica (bo to nie jest to samo) tez kazdy sobie zycie ulozyl i zmywa tylko w domu.

                            Dokladnie to samo moge napisac o dziewczynach.
                            • sabat.77 Re: Mezczyzni na emigracji 07.07.14, 07:34
                              To tylko swiadczy o srodowisku w jakim sie obracasz. Zauwaz, ze ja jestem typowym blokersem, wiec nie obracam sie wsrod wyksztalconych specjalistow.
                              A tania sila robocza w kazdym kraju bedzie zarabiac grosze, czy to rodzimym, czy na emigracji.
                              • szopen_cn Re: Mezczyzni na emigracji 07.07.14, 08:06
                                sabat.77 napisał:

                                > To tylko swiadczy o srodowisku w jakim sie obracasz. Zauwaz, ze ja jestem typow
                                > ym blokersem, wiec nie obracam sie wsrod wyksztalconych specjalistow.

                                Patrzac na to, ze ja ten ogolniak (czyli panstwowa szkole srednia w niewielkim miescie)konczylem 25 lat temu to raczej trudno mowic o jakims specjalnym srodowisku. Choc szkola byla dobra i na studia dostali sie chyba wszyscy z mojej klasy.

                                > A tania sila robocza w kazdym kraju bedzie zarabiac grosze, czy to rodzimym, cz
                                > y na emigracji.

                                Tutaj oczywiscie masz racje.
                                • sabat.77 Re: Mezczyzni na emigracji 07.07.14, 08:14
                                  No widzisz. U mnie ze znajomych wyjechali przede wszystkim ci, ktorzy nie zdali matury, albo zdali ja ledwo co i na studia juz nie poszli.
                        • druginudziarz Re: wyparta seksualność 08.07.14, 08:54
                          rekreativa napisała:

                          > Ja znam głównie naukowców - środowisko mojej siostry (pracuje w CNRS francuskim
                          > ), fizycy.
                          > Mnóstwo Polaków.
                          >

                          No bo przecież na tym ten deal z unia polegał, my wan otwieramy granice a wy nam dostarczacie wykształconych naukowców, ekspertów, specjalistów. Ci na zmywak mogą przyjechać i popracowac, tylko nie za długo.
                          • kag73 Re: wyparta seksualność 08.07.14, 09:45
                            druginudziarz napisał:
                            > No bo przecież na tym ten deal z unia polegał, my wan otwieramy granice a wy na
                            > m dostarczacie wykształconych naukowców, ekspertów, specjalistów. Ci na zmywak
                            > mogą przyjechać i popracowac, tylko nie za długo.

                            A Ty sie dziwisz? A pomysl jak by bylo w Polsce, jakby byly mozliwosci, pewnie calkiem podobnie. Taniej sily roboczej i w kraju pod dostatkiem, sprowadzac nie trzeba;) I ta sie potem skarzy, ze im obcokrajowce robote zabieraja.
              • wont Re: wyparta seksualność 06.07.14, 21:04
                I jeszcze jedno... Fragment z mojego ulubionego serialu - Dwóch i pół.

                Alan Harper, neurotyczny nieudacznik, płacący alimenty rozwodnik, wiecznie pod kreską, ze swoją seksualnie doświadczoną, rozbudzoną dziewczyną Kandi.

                youtu.be/rYxjqtJ3OPA?t=44s
                Czy on wygląda na przerażonego? Pełnego lęku przed rozczarowaniem partnerki? :)))

                • sabat.77 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 21:27
                  Bro, to tylko serial. Irl neurotyczni nieudacznicy z allimentami i chronicznym brakiem kasy rzadko kiedy maja dziewczyny, a juz tym bardziej rozbudzone seksualnie :) To jest wbrew prawom fizyki. Badzmy realistami...
          • kag73 Re: wyparta seksualność 06.07.14, 23:31
            wont napisał:
            Jedyna teoria względności w zakresie ludzkiej seksualności jaką znam, to taka, że atrakcyjność potencjalnego partnera do seksu rośnie wykładniczo wraz z ilością wypitego alkoholu oraz zbliżaniem się końca imprezy :)

            Zgadza sie! Inaczej rzecz moze wygladac jak czlowiek wytrzezwieje:) ale to juz inna bajka.
      • prosty_facet Re: badania PTS 07.07.14, 14:59
        wont napisał:

        > Kretyński artykuł na podstawie kretyńskich wyników kretyńskich badań.

        Zgadzam się w całej rozciągłości. Pytania można tak sformułować, że ankieta udowodni z góry założoną tezę. Ale to nie są badania psychologiczne tylko zwykła manipulacja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka