twojabogini
30.01.15, 17:15
Dość często słyszę od kobiet, że gdy im skoczyło libido, nabrały ochoty na eksperymenty, dzieci podrosły i mniej obowiązków itp. - mąż niejako w odpowiedzi doznał zaburzeń erekcji. Poważnych - do tego stopnia, ze w zasadzie nie mogło dojść do stosunku. Nie żeby panie domagały się cudów na kiju - większości chciało się po prostu pieprzyć, czuły się też otwarte na realizacje pragnień pana męża.
Znam tylko kobiecą wersje - nie wiem co czuli mężowie i czemu zamieniali się w impotentów.
Jak dla mnie jest to kolejny przejaw kulturowo utrwalonego lęku przed kobieca seksualnością, jak również przed przewagą kobiety w związku, czy przejęciem przez nią aktywnej roli. Ale to tylko moja intuicja.
Starowicz zapewne widziałby w tym potwierdzenie swojej wszem i wobec lansowanej tezy, że kobieta ma zawsze starać się być o parę kroków za mężczyzną, nie przejawiać za dużo inicjatywy i podziwiać swego pana i władce, bo inaczej to go kastruje.
Co sądzicie? No i jak powinna zachować się kobieta w związku, gdy wyraźnie odczuwa wzrost libido i zainteresowanie seksem, żeby zaangażować w to współmałżonka, bez narażania go na utratę erekcji?