Dodaj do ulubionych

To i ja coś zalinkuję - mity

12.08.15, 20:05
www.edziecko.pl/rodzice/56,133102,17668097,Szkodliwe_mity_na_temat_seksu__Tez_w_nie_wierzysz_.html?disclaimer=1#NiePrzeg
Czy tylko mnie irytuje takie podejście, jak to kobiecie orgazm nie jest potrzebny do szczęścia, bo i bez tego może być fajnie? Tzn. może być, ale to taki drugi biegun, niby przeciwstawiający się rzekomej obsesyjnej pogoni za orgazmem, a wychodzi z tego właśnie drugi biegun. Ja wiem, że nie zawsze się da i jeśli zdarza się tak, że orgazmu nie ma, to nie ma co strzelać w głowę sobie lub partnerowi, lecz jednak warto dążyć do tego, żeby orgazm był, a nie że babie wystarczy, jak facet ją przytuli i powie "kocham cię".
Obserwuj wątek
    • lybbla Re: To i ja coś zalinkuję - mity 12.08.15, 21:30
      sid_15 napisała:

      > Czy tylko mnie irytuje takie podejście, jak to kobiecie orgazm nie jest potrzeb
      > ny do szczęścia, bo i bez tego może być fajnie? Tzn. może być, ale to taki drug
      > i biegun, niby przeciwstawiający się rzekomej obsesyjnej pogoni za orgazmem, a
      > wychodzi z tego właśnie drugi biegun.

      Nie tylko Ciebie. Wbijmy może chorągiewkę i zostawmy tu cache'a z wiadomością `sid i lybbla tu byli'. Był tu taki trend wśród najbardziej udzielających się pań
      by wziąć sprawy w swoje ręce a inne sprawy w mięśnie Kegla. Mężczyzna służył wtedy jako kwiatek do orgazmu.
    • ninek04 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 12.08.15, 22:12
      Bo w tych artykulikach, pisanych z automatu i dla przykładowych mamusiek zazwyczaj, stale podkreśla się, że kobieta do seksu potrzebuje zaangażowania emocjonalnego,miłości, bliskości i poczucia, że ten jedyny pożąda jej,a ona nie kocha się z jego ciałem, tylko właśnie z jego duszą. Bo samo ciało mężczyzny nie musi być niejako generatorem tego orgazmu,zresztą ona orgazmu nie musi mieć,bo do spełnienienia wystarczy kobiecie to,że może przejrzeć się w oczach swojego mezczyzny i ta satysfakcja będzie na miarę orgazmu:)
      No,ale nie wszystkie tak mają,jak to opisano.
    • sea.sea Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 07:59
      O tym, co się dzieje z fizjologią kobiety która notorycznie podnieca się, ale nie rozładowuje napięcia seksualnego orgazmem, to Wisłocka pisała już 40 lat temu, ale chyba to za krótko, żeby się utrwaliło :>
    • triismegistos Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 09:30
      Mnie to podejście wyjątkowo wręcz irytuje, zwłaszcza, że miałam wątpliwą przyjemność natknąć się na reprezentatnów tego poglądu we wczesnej młodości. Jednemu zafundowałam klasyczne bezseksie przez długie dwa miesiące zanim daliśmy sobie spokój.
    • hello-kitty2 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 11:55
      Nie wiem na ile taki artykulik jest nieprzeklamany ale nie zwrociliscie uwagi, ze to kobiety SAME sie tak wypowiadaly?

      ''A jeśli nie ma orgazmu, to znaczy, że nie było jej dobrze. Nic z tego, 85 proc. kobiet twierdzi, że czują się zaspokojone seksualnie pomimo braku orgazmu. Ważniejsze jest poczucie bliskości.''

      Znowu mamy w tym watku podejscie kobiety contra kobiety (meskie vs kobiece?) Moze nalezy jednak przyjac, ze sa kobiety, ktorym ten orgazm nie jest potrzebny lub tez pogodzily sie, ze go nie maja? A jezeli nie jest to czy wierzyc im, ze potrzeba bliskosci im wystarcza? A jesli to sa kobiety jak Blanka to co wtedy? A moze to sa kobiety, ktore sie nie podniecaja wiec nie musza sie rozladowywac? Moze sie same rozladowywuja, bo z mezczyzna i tak jest to dla nich nie do osiagniecia? Kiedys Triss np ciekawie sie wypowiedziala, ze dopchniecie ma tez jakas wartosc. A pamietacie jak Yoric pisal, ze mimo fajnych orgazmow u ostatniej partnerki to jednak ocenia, ze stosunek orgazmow 1 do 1 miedzy nimi jest nieosiagalny.

      Cholera wie dlaczego kobiety tak twierdza ale z tego zdania powyzej wynika, ze im nikt nie wmawia, ze tego orgazmu nie potrzebuja tylko SAME tak twierdza.

      Zalozmy eksperymentanie, ze Marka zona nalezy do tych 85% to czy mamy podstawy twierdzic, ze jej taki seks nie wystarcza, skoro przy mezu trwa i wydaje sie szczesliwa?
      Drugi przypadek: zapytalam np tej nowej uzytkowniczki czy przezywa orgazmy z mezem. Pytanie calkowicie pominela. W temacie pojawil sie taki zapis:
      margeritka4 napisał(a):
      ''> Jestem otwarta na propozycje w łóżku. Nie leżę jak kłoda, powiem nawet, że to j
      > a jego "obsługuję" Nie przeszkadza mi to, wręcz to lubię. ''

      A ile jest w stanie poswiecic kobieta dla zwiazku/rodziny/dzieci? Orgazmu nie poswieci? A pamietacie slowa Zawle?: kiedys kobiety wynosily sie jedna ponad druga 'jestem porzadna', a teraz 'mam orgazm'. No wiec pytam: jesli kobieta nie ma orgazmu to raczej bedzie sie z tym obnosic przed mezczyzna czy raczej bedzie to ukrywac?
      • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 12:14
        "A
        > moze to sa kobiety, ktore sie nie podniecaja wiec nie musza sie rozladowywac?"

        Tu ciekawy aspekt poruszyłaś: ile z tych kobiet, co to nie potrzebują orgazmu do szczęścia kiedykolwiek ten orgazm przy udziale mężczyzny przeżyło? Bo może to nie jest rezygnacja na rzecz bliskości, tylko nieświadomość, co się traci, albo, jak mówisz, brak napięcia, które trzebaby rozładowywać.
        • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 18:06
          > Tu ciekawy aspekt poruszyłaś: ile z tych kobiet, co to nie potrzebują orgazmu do
          > szczęścia kiedykolwiek ten orgazm przy udziale mężczyzny przeżyło? Bo może to
          > nie jest rezygnacja na rzecz bliskości, tylko nieświadomość, co się traci, albo, jak
          > mówisz, brak napięcia, które trzebaby rozładowywać.

          O właśnie, tutaj jest tak naprawdę kilka aspektów.
          1) Niskie libido, gdy kobieta rzeczywiście nie potrzebuje seksu i orgazmu do szczęścia.
          2) Libido może i nie tak niskie (a może i tak), ale ukierunkowanie na dom i rodzinę, jakieś zahamowania - że nie wypada, że jak mu powiedzieć, że dla świętego spokoju udam, że mam orgazm, że są ważniejsze rzeczy.
          3) Kobietom generalnie jest trudniej, satysfakcja nie jest tak automatyczna i trzeba więcej popracować, wielu rzeczy się uczyć. I może właśnie też - zahamowania, jak nie ma to nie ma, jak nie ma to znaczy że jestem jakaś wybrakowana, więc udam, że jest.
          Powyższe z obserwacji i rozmów z koleżankami. I jestem w stanie uwierzyć, że takich kobiet jest całkiem sporo - sama słyszałam opnie, ze "dla kobiet seks nie jest tak ważny jak dla mężczyzn", opowieści gdzie seks był potrzebny do zrobienia dwójki dzieci, a później odstawienie partnera na boczny tor, czy sytuacja mojej koleżanki, o której już pisałam - są z facetem na odległość i ona martwi się tym, jak on sobie z tym radzi i czy nie skoczy w bok, bo z jej strony problemu bezseksia nie ma, seks jest dla jej faceta.

          Natomiast nie jestem w stanie uwierzyć, że kobieta, która ma satysfakcjonujące pożycie seksualne - takie z orgazmami, fajerwerkami, namiętnością i pożądaniem - może stwierdzić, że seks bez orgazmu jest ok i jej brak orgazmów nie przeszkadza. Podkreślam - nie chodzi mi o sytuacje typu zdarza się, bo wiadomo, że życie to nie hollywoodzki film i nawet w namiętnym związku orgazm nie jest z automatu.
          Natomiast taka opinia w ustach kobiet, które orgazmów nie mają (że bez orgazmu jest ok) to nie przymierzając, jakbym ja stwierdziła, że trufle są niedobre, a żeglowanie ekskluzywnym jachtem po Morzu Śródziemnym jest nudne, bo mnie na to nie stać. Chociaż kiepskie porównanie, bo ja nie mogę nic z tym zrobić o ile nie wygram w totka, a one mogą. Ale no właśnie - nie chcą?
          • hello-kitty2 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 19:08
            sid_15 napisała:

            > Natomiast taka opinia w ustach kobiet, które orgazmów nie mają (że bez orgazmu
            > jest ok) to nie przymierzając, jakbym ja stwierdziła, że trufle są niedobre, a
            > żeglowanie ekskluzywnym jachtem po Morzu Śródziemnym jest nudne, bo mnie na to
            > nie stać. Chociaż kiepskie porównanie, bo ja nie mogę nic z tym zrobić o ile ni
            > e wygram w totka, a one mogą. Ale no właśnie - nie chcą?

            Dobrze ujete ale problem jest chyba nieco bardziej skomplikowany. To jest pewnie na tej samej zasadzie jak gdy Zawle zarzucala mi, ze mam wygodnie w glowie, bo skoro nie umiem stworzyc szczesliwego zwiazku/znalezc sobie faceta, ktory do mnie pasuje to mowie, ze nie chce zwiazku i w ten sposob sobie ten problem rozwiazuje. Tylko czy my jestesmy w stanie sie zdiagnozowac? Czytalam ostatnio, ze gdy umysl sobie z czyms uparcie nie radzi to spycha to w podswiadomosc. Podswiadomosc jest czescia naszej osobowosci i ma wplyw na nasze zachowania. Niby problemu nie ma (swiadomie nie rozpoznajemy go), a problem sie dobija z podswiadomosci jak meczacy, powtarzajacy sie koszmar senny. Nie wiadomo zatem jaka jest prawda o nas. Skoro orgazm jest rzecza trudna + doladujemy do tego cala otoczke kulturowo-rodzinna, oczekiwania innych ludzi to wychodzi z tego taki melanz, ze naprawde nie dziwie, ze ktos moze wpasc na pomysl, ze mu on jest zwyczajnie niepotrzebny. Tez tak najwyrazniej robie w innych dziedzinach.
            • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 20:39
              hello-kitty2 napisała:

              > Niby prob
              > lemu nie ma (swiadomie nie rozpoznajemy go), a problem sie dobija z podswiadomo
              > sci jak meczacy, powtarzajacy sie koszmar senny.

              Dlatego jak jest problem z orgazmem, to trzeba sie pomodlic do Wrozki Orgazmuszki ;-)

              > Skoro orgazm jest rzecza trudna + doladujemy do tego cala otoczke k
              > ulturowo-rodzinna, oczekiwania innych ludzi to wychodzi z tego taki melanz, ze
              > naprawde nie dziwie, ze ktos moze wpasc na pomysl, ze mu on jest zwyczajnie nie
              > potrzebny.

              Fakt, no bo pomysl Kicia, skoro orgazm poznajemy zwykle duzo wczesniej niz seks, to jak mozna dojsc do wniosku, ze nie jest on potrzebny i mozna sie bez niego obejsc ? To chyba jest nielogiczne ?
              • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 20:51
                Chyba że rozpatrzymy dwie kategorie: orgazm sam w sobie i orgazm przy udziale faceta. To, że babka uważa to drugie za niekonieczne, nie oznacza, że w ogóle nie miewa żadnych orgazmów.
                • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 21:02
                  rekreativa napisała:

                  > Chyba że rozpatrzymy dwie kategorie: orgazm sam w sobie i orgazm przy udziale f
                  > aceta.

                  No juz nie chce byc zlosliwa, ale skoro babka ma bez problemu orgazm masturbujac sie, to co stoi na przeszkodzie zeby nie miec go z mezczyzna ? :-P

                  > To, że babka uważa to drugie za niekonieczne, nie oznacza, że w ogóle ni
                  > e miewa żadnych orgazmów.

                  No pewnie, skoro mozna miec orgazm w marzeniach sennych, na skutek przepelnionego pecherza, albo podczas intensywnego uprawiania sportu, to pewnie moze sie i zdarzyc z mezczyzna . Czasem ;-)
                  • sea.sea Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 21:18
                    Usiłuję to ogarnąć: taka to by się musiała w ogóle nie podniecać w trakcie stosunku. Bo jak, podnieca się, a potem idzie do łazienki, sama jedzie na ręcznym, następnie wraca do łóżka - i w ogóle zero dyskomfortu z tego powodu? Zero potrzeby, żeby w czynność jednak zaangażować drugą osobę? Dziwne.
                    • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 21:25
                      Co, jesli druga osoba nie widzi potrzeby się angażować w "robienie" orgazmu? Jesli seks to dla tej ososby włożyć, wyjąć, albo 20 minut piłowania? Ale poza tym to jest "cudownym ojcem, dobrym mężem"?

                      "Bo jak, podnieca się, a potem idzie do łazienki, sama jedzie na ręcznym, "

                      A nie było tu takich historii? Były przecież.
                      Poza tym kto powiedział, że pani się w ogóle przy pana czynnościach podnieca? Może właśnie się nie podnieca, bo albo pan za szybko przechodzi do rzeczy, albo jej nie kręci?
                      • sea.sea Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 21:46
                        Usiłujemy sobie zwizualizować, jak to działa u tych lasek, co twierdzą, że brak orgazmu jest mało ważny, bo ważna jest bliskość.

                        Padło hasło: może one mają te orgazmy bez udziału faceta. Ok, część być może załatwia to na własną rękę.

                        Tylko ja nadal nie umiem sobie zwizualizować sobie dzikich tłumów (bo kilka, to tak, ale nie większość) lasek, które
                        1) podniecają się przy stosunku, a potem idą sobie same załatwić orgazm, bo go potrzebują, ale same, bo pana to nie interesuje i jednocześnie odczuwają z tym panem bliskość, a nie dojmującą frustrację
                        2) potrafią mieć same orgazm, ale w ogóle nie podniecają się przy stosunku
                        • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 23:16
                          No ja też się właśnie głośno zastanawiam tutaj, kombinuję jak potrafię, bo trudno mi w końcu uwierzyć, że 85% kobiet nie ma potrzeby fizycznej przyjemności seksualnej i dlatego uważają orgazm za mało ważny.
                          Może więc raczej takie sytuacje, że pani owszem, odczuwa podniecenie, ale pan nie umie tegoż podniecenia wprowadzic na poziom potrzebny do orgazmu (z jakichkolwiek przyczyn). Może pani nie umie zwerbalizować swoich potrzeb, może sie boi, że Misio będzie niezadowolony, albo ją uzna za jakąś lewą, bo nie dochodzi przy penetracji, albo nie chce na Misia wywierać presji, że orgazm musi być. Przypomnij se posty Marka, co wypisywał na ten temat.
                          Może jeśli Misio jest poza tym fajny i zarabia na rodzinę, to zracjonalizują sobie na koniec , że orgazm jest przereklamowany i że w sumie ważniejsze, by czuć bliskość, być pożądaną i potrafić usatysfakcjonować Misia. I gra gitara. Wcale wielkiej frustracji tu nie musi być, szczególnie jeśli pani nie należy do tych "aktywistek" z męskim palcem.
                          • hello-kitty2 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 00:02
                            Bardzo wiele jest mozliwosci i naprawde nie potrzeba sie specjalnie dziwic wystarczy spojrzec na siebie i dookola Ja np mam 40 lat. Dopiero rok temu po raz pierwszy masurbowalam sie do orgazmu przy facecie (ktory na to patrzyl, bo chcial, na co ja tez chetnie poszlam). Wczesniej jak nie doszlam przy stosunku to pozostawal mi orgazm w lazience (jak to nazywacie; ewentualnie przy spiacym facecie np eks mezu 2 minutowcu, przy ktorym nigdy nie zdazylam przy stosunku, mysle nawet, ze gdybym sie masturbowala ostentacyjnie przy nim zaraz po tym jak skonczyl to by sie obrazil, ze podkreslam jego dwuminutowosc :). Nie sadze bym byla jakims szczegolnym wyjatkiem.
                            • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 09:00
                              Kurcze, ja też kiedyś miałam przyjemność z dwuminutowcem i przyjemność wcale nie ma tutaj zabarwienia ironicznego, bo pan był świadomy swoich "niedoskonałości" i potrafił tak pięknie załatwić sprawy oralnie i manualnie, że nie miałam zastrzeżeń.
                          • ninek04 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 00:22
                            >Wcale wielkiej frustracji tu nie musi być, szczególnie jeśli pani nie należy do tych "aktywistek" z męskim palcem. <

                            Uważam podobnie.Dla ilu kobiet seks to zwykłe odrobienie pańszczyzny, bo tak niejednokrotnie trzeba,bo wypada mu dać, dla świętego spokoju. I frustrująca w tym wypadku jest sama ta konieczność uprawiania seksu, a to,czy orgazm będzie, czy nie będzie to mają generalnie gdzieś. Dochodzi jeszcze kwestia, że jeszcze przecież, że dawniej pokutowal pogląd,że orgazm to grzech,coś nieczystego.My może patrzymy z punktu widzenia tych,które lubią seks,a co za tym idzie, czują potrzebę orgazmu do całkowitego zaspokojenia. Ale wśród tej grupy kobiet, dla których nie jest on ważny, są zapewne i takie,które nadal tak myślą, że ten orgazm to może wymysł jakiegoś szatana.I go unikają, jak mogą.
                          • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 09:08
                            Myślę, że masz dużo racji. Dodajmy do tego inne podejście do męskiej seksualności, a inne do kobiecej. Do tego swoista schizofrenia, którą jeszcze bardziej odczuwają obecne nastoletnie czy odrobinę starsze pokolenia - z jednej strony porno na wyciągniecie ręki i sprzedawanie wszystkiego seksem, orgazm i satysfakcja seksualna jako oczywista oczywistość (ale bez wgłębiania się jak ową satysfakcje osiągnąć), a z drugiej pruderia, konserwatyzm i seks jest zły, chyba że po ślubie. Sama pamiętam jak było, kiedy zaczynałyśmy, tzn. ja i rówieśniczki, przeważnie w czasie: końcówka liceum, początek studiów. I to autentycznie były odkrycia i dylematy, że samej łatwiej niż z mężczyzną, że co jest ze mną nie tak, że nie dochodzę ze swoim facetem a sama owszem, ze trzeba się uczyć i starać, że trzeba o seksie rozmawiać, powiedzieć mu co i jak i że ja też mam prawo wymagać, mieć potrzeby, może nawet jakieś bardziej ekstremalne niż przytul mnie i weź mnie w pozycji klasycznej i to wcale nie czyni ze mnie zdziry. Początki są trudne, a dziewczynom i młodym kobietom nikt pewnych rzeczy nie wyjaśniał - w szkole wiadomo, a w domu jeśli było podejście typu "zabezpieczaj się" to już było apogeum liberalizmu, z innymi źródłami też było tak sobie.
                          • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 10:10
                            rekreativa napisała:

                            > No ja też się właśnie głośno zastanawiam tutaj, kombinuję jak potrafię, bo trud
                            > no mi w końcu uwierzyć, że 85% kobiet nie ma potrzeby fizycznej przyjemności se
                            > ksualnej i dlatego uważają orgazm za mało ważny.
                            > Może więc raczej takie sytuacje, że pani owszem, odczuwa podniecenie, ale pan n
                            > ie umie tegoż podniecenia wprowadzic na poziom potrzebny do orgazmu (z jakichko
                            > lwiek przyczyn).

                            Cały ten wywód przenoszący sprawczość na mężczyzn jak u Bogini ma jeden słaby punkt dlaczego te kobiety nie odczuwają gratyfikacji z orgazmu w masturbacji do uwzględnienia w badaniach satysfakcji chociaż go przeżywają.
                            Zaiste inny świat nie?
                            • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 10:42
                              urquhart napisał:

                              > Cały ten wywód przenoszący sprawczość na mężczyzn jak u Bogini ma jeden słaby p
                              > unkt dlaczego te kobiety nie odczuwają gratyfikacji z orgazmu w masturbacji do
                              > uwzględnienia w badaniach satysfakcji chociaż go przeżywają.

                              Bo nikt ich nie pytal o gratyfikacje z orgazmu czerpanego z autoerotyki, tylko o orgazm z partnerem.

                              PS W moim zyciu zdarzylo sie tak, ze stwarzajac sobie wlasny swiat erotyki i posuwajac sie do coraz wymyslniejszych sposobow na osiaganie orgazmu solo, seks z mezem po prostu wciaz tracil na wartosci, nie byl on dla mnie gratyfikujacy pod ZADNYM wzgledem.
                              • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 10:49
                                mabelle2000 napisała:
                                > Bo nikt ich nie pytal o gratyfikacje z orgazmu czerpanego z autoerotyki, tylko
                                > o orgazm z partnerem.
                                >
                                > PS W moim zyciu zdarzylo sie tak, ze stwarzajac sobie wlasny swiat erotyki i po
                                > suwajac sie do coraz wymyslniejszych sposobow na osiaganie orgazmu solo, seks z
                                > mezem po prostu wciaz tracil na wartosci, nie byl on dla mnie gratyfikujacy po
                                > d ZADNYM wzgledem.

                                Pytali , pytali i nawet podkleślili zasadniczą różnicę w podejściu kobet i mężczyzn, linkowałem to. Ty masz po prostu męskie palce i męskie podejście a wydaje ci się że to świat ulega paranoi pisząc głupoty o kobietach. Ot rozwiązanie zagadki .
                                www.psychologytoday.com/blog/the-power-pleasure/201311/decoding-sexual-satisfaction
                                • triismegistos Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:28
                                  Ja nie mam ani męskich palców ani męskiego podejścia a potrzebuję orgazmów żeby mieć frajdę z seksu.
                                  • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:31
                                    A oczekujesz jakiejś męskiej sprawczości w tym zakresie, czy orgazm Ci się robi sam?
                                    • triismegistos Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:35
                                      Oczywiście, ze oczekuję, jakbym nie oczekiwała to kupiłabym sobie wibrator i już. Ewentualnie wygasiła potrzeby.
                            • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:23
                              "Cały ten wywód przenoszący sprawczość na mężczyzn"

                              Sorry urqu, ale fizjologia kobiety jest taka, że podczas seksu z partnerem trzeba wykonać odpowiednią stymulację, by orgazm był - u większości kobiet nie ma go bowiem od samego poruszania penisem w pochwie, w przeciwieństwie do orgazmu męskiego.
                              A skoro uprawiam seks z mężczyzną, to byłoby miło, gdyby czasem to on swoimi pieszczotami mnie do tego orgazmu doprowadził, a więc tak, oczekuję, przynajmniej raz na 5 razy, męskiej sprawczości w tym temacie. Takie to straszne?

                              "dlaczego te kobiety nie odczuwają gratyfikacji z orgazmu w masturbacji do
                              > uwzględnienia w badaniach satysfakcji chociaż go przeżywają."

                              Ale gdzie to jest powiedziane, że nie odczuwają?
                              • triismegistos Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:36
                                Jak to nie odczuwają gratyfikacji z orgazmu przy masturbacji? To po co się masturbują?
                                • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:39
                                  No własnie nie wiem, co urqu chce powiedzieć. Może mu chodziło o to, że się kobiety nie masturbują?
                                  • zyg_zyg_zyg Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:02
                                    > No własnie nie wiem, co urqu chce powiedzieć. Może mu chodziło o to, że się kob
                                    > iety nie masturbują?

                                    Urqu chce powiedzieć, że istnieje ujemna korelacja między kobiecym onanizmem, a poczuciem satysfakcji seksualnej. Ale to oczywiście nie znaczy, że kobiety nie mają gratyfikacji z auto-orgazmu. Może zamiast tego znaczyć, że te, które mają chujowy seks z partnerem, częściej się onanizują :-)
                                    • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:07
                                      Już wiem, o co chodziło, bo dał poniżej cytat. Mianowicie o to, że sama perspektywa gratyfikacji w postaci orgazmu nie jest dla kobiet wystarczającą motywacją do seksu, ponieważ cenią one wyżej pozafizyczne czynniki relacji erotycznej.
                                      • zyg_zyg_zyg Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:16
                                        > Już wiem, o co chodziło, bo dał poniżej cytat. Mianowicie o to, że sama perspek
                                        > tywa gratyfikacji w postaci orgazmu nie jest dla kobiet wystarczającą motywacją
                                        > do seksu, ponieważ cenią one wyżej pozafizyczne czynniki relacji erotycznej

                                        Tak. O ujemnej korelacji między częstotliwością kobiecej masturbacji, a poziomem satysfakcji seksualnej było w pracy p. Bridges i in.
                                  • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:05
                                    rekreativa napisała:

                                    > No własnie nie wiem, co urqu chce powiedzieć. Może mu chodziło o to, że się kob
                                    > iety nie masturbują?

                                    Masturbują się, ale statystycznie ZNACZNIE rzadziej. Także istnieje jakiś powód, dla którego nie mają aż takiego parcia na osiągnięcie tego orgazmu. Może ta różnica o której tu dyskutujemy jest własnie dobrym wyjaśnieniem)

                                    Kiedyś już wrzucałem linki:

                                    www.huffingtonpost.com/2014/06/04/women-masturbation-statistics-fivethirtyeight_n_5445530.html

                                    Tutaj zaś dane z Kinsey-a. Pokazują jeszcze większe różnice:

                                    Masturbation

                                    Males:
                                    92% of males reported that they had masturbated (p. 499, Male).

                                    Females:
                                    62% of females reported that they had masturbated (p. 142, Female).
                                    45% of females who reported having masturbated indicated that they could reach orgasm within 3 minutes (p. 163, Female).

                                    Masturbation techniques reported by females:
                                    84% used clitoral and labial manipulation
                                    20% used vaginal insertion
                                    11% used breast stimulation
                                    10% used thigh pressure
                                    5% muscular tension
                                    2% had fantasy alone to reach orgasm; and
                                    11% used other techniques (p. 189, Female)
                                    Masturbation was the most important sexual outlet for single females and the second most important sexual outlet for married females, providing: 7-10% of orgasms for those 16-40 (p. 525, 532, Female). In males, masturbation after marriage occurred with reduced frequency (p. 507, Male).

                                    www.kinseyinstitute.org/research/ak-data.html#masturbation
                                    • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:19
                                      Tak, już się wyjaśniło.
                                      To może jeszcze dodam od siebie wyjasnienie:
                                      Ogólnie zgadzam się z tezą linkowanych przez urqu rzeczy, a mianowicie, że sama perspektywa orgazmu nie jest dla większości kobiet WYSTARCZAJĄCĄ motywacją , by w ogóle rozważać współżycie. Musi być iles tych pozafizycznych czynników spełnionych, o których ciągle tu w koło rozmawiamy. Podczas gdy facetowi wystarczy fakt, że mu przy tej pani stoi, a czasem nawet , że w ogóle stoi (niekoniecznie z powodu tej akurat pani, ale ona jest pod ręką, więc skorzystajmy).
                                      Natomiast podejrzewam, że kiedy tu babki mówią o potrzebie orgazmu, to podobnie jak ja, mają na myśli swój stały związek z gościem, który już te czynniki pozafizyczne spełnia - no bo do łóżka nas w końcu zaciągnął (to metaforycznie, bo może było dowrotnie :)) W takim układzie, gdzie jestem z facetem, on mnie kręci, czynniki typu zaufanie, wzajemne uczucia mamy załatwione, to wtedy orgazm w seksie staje się towarem pożądanym i jego brak notoryczny rodzi frustrację. I wtedy może nastąpić w efekcie niechęć do seksu z tym gościem, mimo spełnionych warunków początkowych.
                                      • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:30
                                        rekreativa napisała:
                                        > To może jeszcze dodam od siebie wyjasnienie:
                                        > Ogólnie zgadzam się z tezą linkowanych przez urqu rzeczy, a mianowicie, że sama
                                        > perspektywa orgazmu nie jest dla większości kobiet WYSTARCZAJĄCĄ motywacją , b
                                        > y w ogóle rozważać współżycie. Musi być iles tych pozafizycznych czynników speł
                                        > nionych, o których ciągle tu w koło rozmawiamy. Podczas gdy facetowi wystarczy
                                        > fakt, że mu przy tej pani stoi, a czasem nawet , że w ogóle stoi (niekoniecznie
                                        > z powodu tej akurat pani, ale ona jest pod ręką, więc skorzystajmy).

                                        Też tak myślę.

                                        > Natomiast podejrzewam, że kiedy tu babki mówią o potrzebie orgazmu, to podobnie
                                        > jak ja, mają na myśli swój stały związek z gościem, który już te czynniki poza
                                        > fizyczne spełnia - no bo do łóżka nas w końcu zaciągnął (to metaforycznie, bo m
                                        > oże było dowrotnie :)) W takim układzie, gdzie jestem z facetem, on mnie kręci,
                                        > czynniki typu zaufanie, wzajemne uczucia mamy załatwione, to wtedy orgazm w se
                                        > ksie staje się towarem pożądanym i jego brak notoryczny rodzi frustrację. I wte
                                        > dy może nastąpić w efekcie niechęć do seksu z tym gościem, mimo spełnionych war
                                        > unków początkowych.

                                        Pełna zgoda.

                                        Zobacz tylko, że to co napisałaś tutaj stoi w sprzeczności z tezą głoszoną na forum że One Night Standy są częste i powszechne. Z czym swego czasu bardzo walczyłem pisząc o długiej liście checkpointów które muszą być spełnione -więc to nie są ONS-y.
                                        Bo skoro mamy "czynniki typu zaufanie, wzajemne uczucia mamy załatwione" (i pewnie kilka innych), to nie jest to ONS, na zasadzie: poznaliśmy się godzinę temu na imprezie i jutro on nie będzie pamiętał mojego imienia.

                                        Jeszcze jedna kwestia która gdzieś tutaj jest niedopowiedziana, a która też rodzi nieporozumienia, to fakt, że tak jak piszesz ten orgazm przez kobiety jest pożądany, ale nie koniecznie musi być ZAWSZE/za każdym razem. Mamy więc taką cienką linię optymalnej częstotliwość. Z jednej strony gdy za rzadko źle, z drugiej, gdy gość będzie próbował za każdym razem sprawić ten jej orgazm (za wszelką cenę) też źle, bo kobieta ma kiepski dzień, ma ochotę na seks i bliskość, ale wie że nie skoncentruje się żeby mieć fajny orgazm (a nie taki mechaniczny) itp.

                                        Dodamy do tego jeszcze gościa który był "najlepszym z dostępnych", ale wcale nie tym wymarzonym i może jeszcze jest słabym kochankiem i problem z libido gotowy.
                                        • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:59
                                          " Zobacz tylko, że to co napisałaś tutaj stoi w sprzeczności z tezą głoszoną na f
                                          > orum że One Night Standy są częste i powszechne. Z czym swego czasu bardzo walc
                                          > zyłem pisząc o długiej liście checkpointów które muszą być spełnione -więc to n
                                          > ie są ONS-y."

                                          Zgadzam się co do naszego pokolenia, ale jeśli chodzi o dzisiejszych 18-20 latków, to chyba jednak idzie nowy trend. Nie wiem, czy zauwazyłeś, był ostatnio chyba na Gazecie artykuł o Tinderze - z niego wynikało, że laski masowo się bzykają z poznanym 5 minut wczesniej online gościem. Przepytywane chłopaki aż były zdumione, że tak łatwo im przychodzi znaleźc laskę do ruchania. Z kolei, co mnie dziwi, dziewczyny korzystające z Tindera i uprawiające non stop ten seks zgodnie wteirdziły, że gówno z tego mają - znaczy zero związku i zero orgazmu, bo seks kiepski.
                                          Tu się rodzi pytanie: dlaczego one to w ogóle robią? Owczym pędem, bo taka moda, bo inni robią? Czy o co chodzi?
                                          • sea.sea Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 14:23
                                            Wydaje mi się, że przy okazji dyskusji o One Night Standach przyjęłam takie właśnie stanowisko, że jeśli dziewczyny nie lecą na ONS to nie dlatego, że np są od razu cnotkami czy nie lubią seksu, a dlatego, że przeważnie z ONS nie mają dobrego seksu, więc po co.
                                          • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 15:25
                                            > Tu się rodzi pytanie: dlaczego one to w ogóle robią? Owczym pędem, bo taka
                                            > moda , bo inni robią?

                                            Obstawiam powyższe.
                                            Wydaje mi się, ze statystycznej kobiecie (bo nie mówię o przypadku, którego osobiście nie widziałam i nie słyszałam, że kobieta jest "jak facet" - wystarczy kilka ruchów i dochodzi) one night stand może zdarzyć się raz do kilku razy. Z ciekawości jak to jest, dla przygody, bo koleś ekstra, bo dawno seksu nie było. Lecz kiedy zobaczy, z czym to się je, no to zazwyczaj nie stanie się miłośniczką tego typu zabawy. No chyba, że trafi się jej super ekstra luks kochanek, który będzie starał się niewspółmiernie do charakteru znajomości, ale nie sądzę, żeby to było powszechne.
                                            • triismegistos Re: To i ja coś zalinkuję - mity 15.08.15, 09:08
                                              Ja zdecydowanie z tych, dla których trzeba się mocno starać. ONS zdarzają mi się często, jak jestem singielką to regularnie. Faktem jest, że trafienie na łosia, któremu się wydaje ze jak się spuści po kilku ruchach jest szalenie frustrujące, ale są sposoby, by sobie radzić.
                                      • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 11:37
                                        > Ogólnie zgadzam się z tezą linkowanych przez urqu rzeczy, a mianowicie, że sama
                                        > perspektywa orgazmu nie jest dla większości kobiet WYSTARCZAJĄCĄ motywacją ,
                                        > by w ogóle rozważać współżycie. Musi być iles tych pozafizycznych czynników speł
                                        > nionych, o których ciągle tu w koło rozmawiamy. Podczas gdy facetowi wystarczy
                                        > fakt, że mu przy tej pani stoi, a czasem nawet , że w ogóle stoi (niekoniecznie
                                        > z powodu tej akurat pani, ale ona jest pod ręką, więc skorzystajmy).

                                        Jeszcze do tego się odniosę, bo na podstawie aktualnych doświadczeń, niezbyt się zgadzam.:) Trafił mi się koleś, który bardzo mnie jara, wystarczy jego widok, głos, spojrzenie, żebym była podniecona. Zanim zaczęło się miedzy nami dziać, to już mnie kręcił fizycznie. I właśnie podniecenie, napalenie na niego, mi wystarcza - chcę się z nim bzykać, bo wilgotnieję na jego widok i od razu mam ochotę się do niego dobrać. Natomiast zgodzę się z tym, że (także w moim przypadku) aż takie napalenie na gościa bywa sporadyczne. Lecz nie zgadzam się z tym, że to jest reguła, że kobieta, żeby pójść do łózka i mieć orgazm, generalnie musi mieć odwzajemnione uczucie, bliskość i zrozumienie, tuli-tuli i buzi-buzi. Podkreślam - MUSI, nie żebym niosła na sztandarze podejście kobiece jak sam seks bez innych czynników.:) Ale myślę, że te pozafizyczne rzeczy, to MUSZĄ być spełnione właśnie u pań, dla których to jest zamiast orgazmu i często później dziwią się, że piorą i sprzątają od 15 lat, urodziły MU dwójkę dzieci, a pan skoczył w bok. Btw. tak jeszcze a propos tego typu klimatów, przypomniała mi się dyskusja z kobietą, która święcie uważała, ze dla mężczyzn seks jest ważniejszy niż dla kobiet, bo kobiety nie mają z tego tyle satysfakcji. A jednocześnie głosiła teorie, że jeśli facet zdradzi, to niech spie... i kop w tyłek z domu z walizkami przez okno. Zupełnie niekumając braku logiki w swoim myśleniu, a takich kobiet zapewne jest sporo.
                                        • ninek04 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 12:30
                                          się_15 napisała
                                          >Lecz nie zgadzam się z tym, że to jest reguła, że kobieta, żeby pójść do łózka i mieć orgazm, generalnie musi mieć odwzajemnione uczucie, bliskość i zrozumienie, tuli-tuli i buzi-buzi<. . >
                                          <, przypomniała mi się dyskusja z kobietą, która święcie uważała, ze dla mężczyzn seks jest ważniejszy niż dla kobiet, bo kobiety nie mają z tego tyle satysfakcji.

                                          Zgadzam się z Tobą. Ja sądzę również, że to przekonanie, że seks dla kobiet jest mniej ważny niż dla mężczyzn, jak również i to,że bez zakochania się i uczucia ten seks jest niepelny,albo nawet nie powinno go być jest pokłosiem tradycyjnych przekonań wychowawczych i narosłych stereotypów.Tak się zawsze mówiło, że porządna kobieta daje dopiero po slubie,bo inaczej nie będzie szanowana.To się oczywiście zmieniło,ale nie do końca.Ma to również przełożenie w skrajnie różnej ocenie postępowania mężczyzny i kobiety,jeśli chodzi o zdradę. Faceta często się tłumaczy i usprawiedliwia, bo przecież taka jego natura.Kobieta natomiast to łatwa, niewyżyta zdzira, niemoralnie się prowadząca.
                                          • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 13:04
                                            Oczywiście. Wystarczy poczytać na forach, jak wychodzą takie przekonania nawet z kobiet, które deklarują, że są w super związku ze świetnym seksem. A tu okazuje się, że misio ma kogoś na boku. I wtedy dowiadujemy się, że to pewnie "tylko" seks (mam wtedy ochotę zapytać, czy w przeciwieństwie do "aż" prania mu gaci), kochanka to materac i dziffka (tu wychodzi ukryte przekonanie, że kobiety przyjemności z seksu rzekomo nie mają), że liczy się utrzymanie przy sobie chłopa jako takie, że seks służy właśnie utrzymaniu przy sobie faceta. I najdziwniejsze dla mnie, że kobieta sama w sobie niezbyt zainteresowana seksem (bo to środek do celu, a nie przyjemność dla niej), ma takie parcie na utrzymanie wyłączności seksualnej. Chociaż z logicznego punktu widzenia, to skoro facet ma na boku, a prawowita seksu nie lubi, to nie musi się już męczyć i bawić w teatrzyk. No chyba, że to głęboko zakodowane normy społeczne, lub lęk, że brak wyłączności seksualnej niesie za sobą ryzyko bycia porzuconą, bo facet jednak stwierdzi, że dobry seks ważniejszy niż uprane gacie.
                                            • gogol77 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 15:27
                                              sid_15 napisała:
                                              > ... skoro facet ma na boku, a prawowita seksu nie lubi, to nie musi się już męczyć i bawić w teatrzyk. No chyba, że to głęboko zakodowane normy społeczne..>

                                              W sumie ponad 6 lat spędziłem w krajach arabskich. Jakikolwiek kontakt z kobietą arabską, także tylko werbalny jest tam wykluczony ale poznałem tam taką Czeszkę, żonę Kurda. I to ona opowiadała mi o tym czego dowiadywała się od przyjaciółek arabek na rożnych, oczywiście wyłącznie damskich spotkaniach. Bo trzeba pamiętać, że życie towarzyskie podlega tam absolutnie ścisłej segregacji płci także w domach. A ta moja Czeszka była regularnym uczestnikiem takich babskich imprez - "domówek". Stąd jej wiedza.
                                              I oto, niemal regułą jest, że to pierwsza żona molestuje męża by wziął sobie drugą, druga-trzecią itd - jeśli tylko go na to stać. Każda z nich chce zepchnąć obowiązek seksu, rodzenia i zajęć kuchennych - na kolejną. Im niższy numer ma żona tym więcej ma władzy w domu. Im wyższy - tym więcej obowiązków. A że w większości mają powycinane łechtaczki (często też wargi od cipki) to seks uważają za przereklamowany i chętnie cedują go na kolejną żonę. Dotyczy to nie całej ale sporej części populacji bo wielożeństwo tam to jednak nie powszechna reguła. Ale wyłączność seksualna jest tam u pań pojęciem dość abstrakcyjnym. W przeciwieństwie do panów, chorobliwie wprost się o nią dbających.
                                              Conclusion: To właśnie jest norma społeczna. Wyłącznie społeczna. W ogóle wszystkie takie normy mają zamierzchłą historię ale w wielu przypadkach są przez cywilizację, oświecenie, edukację nadwątlane. A ja jako wolny obywatel wolnego kraju mogę ale nie muszę ich akceptować, przestrzegać podobnie jak np. normę wykluczającą seks przed ślubem, mięso w piątek, co jest zdradą a co nie, czy bzyknięcie panienki to przestępstwo a mężatki to tylko wykroczenie czy może na odwrót.
                                              Polki nie miewają wyciętych łechtaczek ale ich ochota na seks (ze mną, czy tak w ogóle) nie jest czymś co jest im dane raz na zawsze. To samo dotyczy facetów. A norma społeczna, póki co tu obowiązująca tak jakby tego nie uwzględniała. Ślubowałeś - to ruchaj, nawet wtedy gdy jej się znudziło a mnie odechciało. Albo na odwrót.
                                              • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 17:43
                                                > A norma społeczna, póki co tu obowiązująca tak jakby tego nie uwzględniała.
                                                > Ślubowałeś - to ruchaj, nawet wtedy gdy jej się znudziło a mnie odechciało.
                                                > Albo na odwrót.

                                                Tutaj jest nawet bardziej - ślubowałeś, to nie ruchaj poza domem. A mnie naprawdę ciekawi, dlaczego dla tych nielubiących seksu, odbębniających go jak pańszczyznę (obojętnie - niskie libido, brak doświadczeń i umiejętności dotyczących tego jak może być dobrze, facet z gatunku włożył i wyjął) zdrada potrafi być czymś najgorszym pod słońcem. Wiadomo, że są jakieś emocje, ale czy oprócz nich i norm społecznych nie chodzi o lęk, że może nie skończy się na seksie i on jednak polezie do tej drugiej?
                                                • ninek04 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 18:06
                                                  Sid _15napisala
                                                  > A mnie naprawdę ciekawi, dlaczego dla tych nielubiących seksu, odbębniających go jak pańszczyznę (obojętnie - niskie libido, brak doświadczeń i umiejętności dotyczących tego jak może być dobrze, facet z gatunku włożył i wyjął) zdrada potrafi być czymś najgorszym pod słońcem. Wiadomo, że są jakieś emocje, ale czy oprócz nich i norm społecznych nie chodzi o lęk, że może nie skończy się na seksie i on jednak polezie do tej drugiej?<

                                                  Bo wtedy jej status społeczny ulegnie obniżeniu,bo ludzie zaczną gadać, a po co ma wysłuchiwać plotek,bo czuje się przyspawana do niego,mimo, że seks był daleko na liście jej priorytetów, bo należy do niej i nie pozwoli na to,by inna cipa mogła go użytkować, mimo, że sama niechętnie jej mu użyczała.Gdy w grę wchodzi seks z tą inną,nagle zaczyna jej zależeć na czymś,co do tej pory miała głęboko w dupie.I wszczyna alarm,żeby jej nie uciekł czasem do tamtej.
                                                  • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 17.08.15, 16:50
                                                    > Bo wtedy jej status społeczny ulegnie obniżeniu,bo ludzie zaczną gadać, a po co
                                                    > ma wysłuchiwać plotek,bo czuje się przyspawana do niego,mimo, że seks był dale
                                                    > ko na liście jej priorytetów, bo należy do niej i nie pozwoli na to,by inna cipa mogła
                                                    > mogła go użytkować, mimo, że sama niechętnie jej mu użyczała.Gdy w grę wchodzi
                                                    > seks z tą inną,nagle zaczyna jej zależeć na czymś,co do tej pory miała głęboko w
                                                    > dupie.I wszczyna alarm,żeby jej nie uciekł czasem do tamtej.

                                                    No tak, zapomniałam o motywacjach typu "co ludzie powiedzą" oraz "lepiej żeby sąsiadowi krowa zdechła, niż żebym ja miał dwie krowy".:)
                                                • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 18:48
                                                  " Wiadomo, że są jakieś emocje, ale czy oprócz nich i n
                                                  > orm społecznych nie chodzi o lęk, że może nie skończy się na seksie i on jednak
                                                  > polezie do tej drugiej?"

                                                  Moim zdaniem to tak, właśnie o to chodzi, o lęk przed utratą czegoś, co jednak cenimy posiadać.
                                          • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 13:25
                                            ninek04 napisała:
                                            > Zgadzam się z Tobą. Ja sądzę również, że to przekonanie, że seks dla kobiet jes
                                            > t mniej ważny niż dla mężczyzn, jak również i to,że bez zakochania się i uczuci
                                            > a ten seks jest niepelny,albo nawet nie powinno go być jest pokłosiem tradycyjn
                                            > ych przekonań wychowawczych i narosłych stereotypów.Tak się zawsze mówiło, że p
                                            > orządna kobieta daje dopiero po slubie,bo inaczej nie będzie szanowana.To się o
                                            > czywiście zmieniło,ale nie do końca.Ma to również przełożenie w skrajnie różnej
                                            > ocenie postępowania mężczyzny i kobiety,jeśli chodzi o zdradę. Faceta często s
                                            > ię tłumaczy i usprawiedliwia, bo przecież taka jego natura.Kobieta natomiast to
                                            > łatwa, niewyżyta zdzira, niemoralnie się prowadząca.

                                            No popatrz, a przykleja się babie plater z testosteronem, zmienia gospodarkę hormonalną i nagle cudownie blokady stereotypy i przekonania przestają działać i zmienia się nastawianie do seksu.
                                            Cuda, panie cuda !!!
                                            • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 13:34
                                              Aha, to chyba coś przegapiłam.
                                            • ninek04 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 16.08.15, 16:03
                                              Urquhart napisał
                                              >No popatrz, a przykleja się babie plater z testosteronem, zmienia gospodarkę hormonalną i nagle cudownie blokady stereotypy i przekonania przestają działać i zmienia się nastawianie do seksu.
                                              Cuda, panie cuda !!!<

                                              Ty się tak nie ciesz.Te plastry stosowały babki po menopauzie i skoro chęć do bzykania i satysfakcja im wzrosła znacząco,to można sobie wyobrazić, co by się działo z tymi młodszymi.Byłyby tak napalone i nakręcone na seks, ze ci biedni faceci nie dawaliby rady po prostu je zaspokoić w takim stopniu , jakby one tego oczekiwaly. I co wtedy?Viagra- obowiązkowo dla każdego faceta,bo jak mi nie dogodzisz, to wypad.
                                • sea.sea Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:36
                                  Bo satysfakcja seksualna (gratyfikacja) a rozładowanie napięcia seksualnego to dwie różne rzeczy. Rozładowanie napięcia można porównać do podrapania się po pogryzionym przez komary tyłku: no jest ulga, ale żeby o tym pamiętać w sekundę po zakończeniu czynności, to nie...

                                  Ja, na przykład, nie odczuwam (gratyfikacji przy masturbacji). Za mało bodźców, orgazmy od samotnej masturbacji mam znacznie słabsze, niż przy jakimkolwiek współudziale osób trzecich.
                                  • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 14:01
                                    " Ja, na przykład, nie odczuwam (gratyfikacji przy masturbacji). Za mało bodźców,
                                    > orgazmy od samotnej masturbacji mam znacznie słabsze, niż przy jakimkolwiek ws
                                    > półudziale osób trzecich."

                                    Ja potrafię mieć mega orgazm przy masturbacji, w sensie fizycznym, ale emocji przy tym tyle, co przy myciu zębów... Czynność higieniczna po prostu.
                                    • lampardzikus Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 14:20
                                      To u ciebie nie ma związku między jednym a drugim? Można mieć fizycznie a psychicznie nie?
                                    • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 15:27
                                      Ja potrafię mieć i emocje, ale muszę myśleć o konkretnym gościu, na którego jestem nakręcona. Na zasadzie: prawie (które jak wiadomo robi różnicę:) jakby on tu był.
                              • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:53
                                > Ale gdzie to jest powiedziane, że nie odczuwają?

                                "Interestingly, presence of self-orgasm was used mainly by men as a proxy for sexual satisfaction (both heterosexual and LGBT), but not for women. Women relied on their partner’s orgasm instead of their own and tended to rely less on physiological indicators of satisfaction."
                                www.psychologytoday.com/blog/the-power-pleasure/201311/decoding-sexual-satisfaction
                                • rekreativa Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:03

                                  Tu jest napisane, że dla kobiet dla satysfakcji z seksu ważniejsze od własnego orgazmu są pozafizyczne czynniki, a dla facetów nie.
                                  Co nie oznacza przecież, że te kobiety nie odczuwają przyjemności z masturbacji. Oznacza tylko, że przyjemność fizyczna nie jest dla nich główną gratyfikacją z seksu (i pewnie też nie jest wystarczającą do seksu motywacją).
              • hello-kitty2 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 00:33
                mabelle2000 napisała:

                > hello-kitty2 napisała:
                >
                > > Niby prob
                > > lemu nie ma (swiadomie nie rozpoznajemy go), a problem sie dobija z podsw
                > iadomo
                > > sci jak meczacy, powtarzajacy sie koszmar senny.
                >
                > Dlatego jak jest problem z orgazmem, to trzeba sie pomodlic do Wrozki Orgazmusz
                > ki ;-)
                >
                > > Skoro orgazm jest rzecza trudna + doladujemy do tego cala otoczke k
                > > ulturowo-rodzinna, oczekiwania innych ludzi to wychodzi z tego taki melan
                > z, ze
                > > naprawde nie dziwie, ze ktos moze wpasc na pomysl, ze mu on jest zwyczajn
                > ie nie
                > > potrzebny.
                >
                > Fakt, no bo pomysl Kicia, skoro orgazm poznajemy zwykle duzo wczesniej niz seks
                > , to jak mozna dojsc do wniosku, ze nie jest on potrzebny i mozna sie bez niego
                > obejsc ? To chyba jest nielogiczne ?

                Ja napisalam o potedze podswiadomosci, do ktorej logiczne argumenty nie przemawiaja. Wiesz jak to jest jak czlowiek jest utkany z lekow? Uwazasz, ze tu pomagasz jakiejs kobiecie bez orgazmu wysylajac ja zeby pomodlila sie do Wrozki Orgazmuszki? Chcesz sie wysmiewac z takich kobiet, prosze bardzo ale nie ze mna.
                • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 10:16
                  > Ja napisalam o potedze podswiadomosci, do ktorej logiczne argumenty nie przemaw
                  > iaja. Wiesz jak to jest jak czlowiek jest utkany z lekow? Uwazasz, ze tu pomaga
                  > sz jakiejs kobiecie bez orgazmu wysylajac ja zeby pomodlila sie do Wrozki Orgaz
                  > muszki? Chcesz sie wysmiewac z takich kobiet, prosze bardzo ale nie ze mna.

                  Jezu, Kicia, przeciez to zart byl :-) No chyba znasz juz mnie na tyle, zeby wiedziec, ze takie durne pieprzenie, ze kobiety orgazmu nie potrzebuja, bo wystarczy im sama bliskosc, dziala na mnie jak plachta na byka. Takie teorie stoja w jawnej sprzecznosci z moja idea seksu, ktory jest umiejetnoscia, a moze nawet bardziej sztuka, ktora warto rozwijac przez cale zycie.
                  Mialam kiedys kolezanke, wychowana w katolickiej rodzinie, ona mi mowila, ze bardzo sie pilnuje, aby nie myslec o seksie, bo musialaby sie z tego spowiadac. Sama widzisz, co pranie mozgu moze zrobic z czlowieka :-( Dlaczego mialabym sie z takich kobiet wysmiewac, skoro mnie tez formatowano ?
                  Poczynilam jednak pewne obserwacje, ktore pozwalaja mi bardziej optymistyczne patrzec na cala sprawe. Zauwazylam mianowicie, ze ludzie, ktorzy bardzo intensywnie przezywaja zycie, maja duzy glod wrazen, podobne podejscie maja tez do seksu. Wiec jesli mieli tego pecha, ze pranie mozgu im ktos kiedys zafundowal, to predzej czy pozniej sie z tym uporaja.

                  • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 10:32
                    > Jezu, Kicia, przeciez to zart byl :-) No chyba znasz juz mnie na tyle, zeby wie
                    > dziec, ze takie durne pieprzenie, ze kobiety orgazmu nie potrzebuja, bo wystarc
                    > zy im sama bliskosc, dziala na mnie jak plachta na byka. Takie teorie stoja w j
                    > awnej sprzecznosci z moja idea seksu, ktory jest umiejetnoscia, a moze nawet ba
                    > rdziej sztuka, ktora warto rozwijac przez cale zycie.
                    > Mialam kiedys kolezanke, wychowana w katolickiej rodzinie, ona mi mowila, ze ba
                    > rdzo sie pilnuje, aby nie myslec o seksie, bo musialaby sie z tego spowiadac. S
                    > ama widzisz, co pranie mozgu moze zrobic z czlowieka :-( Dlaczego mialabym sie
                    > z takich kobiet wysmiewac, skoro mnie tez formatowano ?
                    > Poczynilam jednak pewne obserwacje, ktore pozwalaja mi bardziej optymistyczne p
                    > atrzec na cala sprawe. Zauwazylam mianowicie, ze ludzie, ktorzy bardzo intensyw
                    > nie przezywaja zycie, maja duzy glod wrazen, podobne podejscie maja tez do seks
                    > u. Wiec jesli mieli tego pecha, ze pranie mozgu im ktos kiedys zafundowal, to p
                    > redzej czy pozniej sie z tym uporaja.

                    Pytanie czy skupiając się swoich przeżyciach Mabelle nie postulujesz sfomatowania innych na twój sposób choćby postulatem "seks za seks".
                    Pomijając palce i testosteron to ludzi o "głodzie wrażeń" i gospodarce neuroprzekaźników zdeterminowanej gratyfikacją dopaminą jest w populacji raptem 8% do których sab bym się zaliczył (Szeroko zakrojone badania Hellen Fisher) wiec chyba pora uświadomić sobie unikalność i nie rozciągać tego na resztę .
                    • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 11:07
                      urquhart napisał:

                      > Pytanie czy skupiając się swoich przeżyciach Mabelle nie postulujesz sfomatowan
                      > ia innych na twój sposób choćby postulatem "seks za seks".

                      Moze postuluje, fakt. I moze nie powinnam, racja. Tylko pokaz mi Urqu jakies dowody na to, ze idea wymiany seksu za cos (zaangazowanie, kasa, opieka itd) jest idea uniwersalna i zawsze sie sprawdza. Bo ja bylabym sklonna stwierdzic, ze sprawdza sie bardzo rzadko. No prawda, kiedys pisales o swoich znajomych, wielodzietnym, katolickim malzenstwie, gdzie zona jest gotowa dawac tej dupy dla swietego spokoju tylko po to, zeby uszczesliwic meza. Wierze, ze to moze niezle funkcjonowac w ich przypadku, ale rownoczesnie nie sadze, ze takie przypadki moga byc czeste. Sklaniam sie nawet ku twierdzeniu, ze w ogole sa sprzeczne z natura, bo predzej czy pozniej nastapi opor materii. Dlaczego ? Bo wlasna seksualnosc to rzecz, ktora nielatwo sie handluje, a przynajmniej rzadko kiedy odbywa sie to bez zadnych konsekwencji psychicznych dla handlujacego.
                      • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 11:56
                        mabelle2000 napisała:
                        > Moze postuluje, fakt. I moze nie powinnam, racja. Tylko pokaz mi Urqu jakies do
                        > wody na to, ze idea wymiany seksu za cos (zaangazowanie, kasa, opieka itd) jest
                        > idea uniwersalna i zawsze sie sprawdza

                        Zgadzam się we wszystkim . Co podkreślałem to pragmatyzm ze zgorzknieniem i sarkazmem, pewnie nie czytałaś dawnych dyskusji że idealny model to chęć wzajemnego OBDAROWYWANIA z szacunkiem potrzeb i oczekiwań nie handlu.
                        Bo seks za seks zakłada że to ma podobną wartość dla obu stron co jest neurobiologicznie fałszywe z założenia. Seks jest motywacją ale jedną z wielu i nie taką samą dla każdego w populacji i to jest hormonalnie zaprogramowane.

                        Powiem Ci szczerze że jak jestem przeświadczony o Twojej i innych forumowych dziewczyn unikalności i podaje wam fakty na czym opieram moje przeświadczenie.
                        Bedąc jedną nogą w kobiecym punkcie widzenia ale drugą w męskim sposobie odczuwania seksu mogłybyście być emisariuszami porozumenia obu tych światów tłumacząc na wzajem niezrozumiałe podejcia budując płaszczyzne komunikacji i porozumienia jak babki Perel, Milska, Moire czy Fisher - afirmujące seks ale nie ukrywające że z biologicznych powodów płcie różnie są nim gratyfikowane i postulujące wzajemny kompromis uwzgledniający szacunek dla wzajemnych potrzeb.

                        Tym czasem brniesz w podtrzymywanie i postulowanie życzeniowych feministycznych stereotypów i oczekiwań świata wizji męskich kobiet jako uniwersalnego rozwiązania co tyko zwiększa wzajemne napięcia i nieporozumienia wśród tych co wezmą to za dobrą monetę.
                        • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:09
                          urquhart napisał:

                          > Tym czasem brniesz w podtrzymywanie i postulowanie życzeniowych feministycznych
                          > stereotypów i oczekiwań świata wizji męskich kobiet jako uniwersalnego rozwiąz
                          > ania co tyko zwiększa wzajemne napięcia i nieporozumienia wśród tych co wezmą t
                          > o za dobrą monetę.

                          A czy te * kobiece kobiety* sa szczesliwe Urqu ? Bo o to trzeba by bylo najpierw zapytac. Jesli dobrze im ze swoja kobiecoscia ( w aspekcie seksualnym rozumianym jako wymiane seksu za cos) to powinny te wizje realizowac i tym samym byc szczesliwe. Masz jaki pomysl dlaczego znudzilo im sie dokonywac tej wymiany, ktora mialaby byc rzekomo zgodna z ich natura ?
                          • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:30
                            mabelle2000 napisała:

                            > A czy te * kobiece kobiety* sa szczesliwe Urqu ? Bo o to trzeba by bylo najpier
                            > w zapytac. Jesli dobrze im ze swoja kobiecoscia ( w aspekcie seksualnym rozumia
                            > nym jako wymiane seksu za cos) to powinny te wizje realizowac i tym samym byc s
                            > zczesliwe. Masz jaki pomysl dlaczego znudzilo im sie dokonywac tej wymiany, kto
                            > ra mialaby byc rzekomo zgodna z ich natura ?

                            To wszystko można łatwo wyjaśnić.
                            Po pierwsze Matka Natura jest wredna. Gdy para się spotyka na początku, to następuję ciekawe działanie. U kobiety podnosi się poziom testosteronu, u faceta opada. Spotykają się niejako w połowie drogi. Ona częściej ma ochotę na seks, on zaś poza seksem ma także ochotę na spacery przy świetle księżyca. To trwa ok 2 lat. Po tym okresie poziom testosteronu wraca do normy (czyli u kobiety opada, u faceta podnosi się). Zazwyczaj przez tysiąclecia (jeszcze 100 lat temu) te dwa lata wystarczały, żeby kobieta zaszła w ciążę i wtedy facetowi który stał się ojcem spada testosteron. Mechanizm działał, do czasu gdy ludzie wynaleźli skuteczną antykoncepcję i teraz te dwa lata to pikuś. Stąd nagle odbieramy to jako Wersję DEMO, a tak naprawdę to wpływ hormonów.

                            Pytanie czy te kobiety są szczęśliwe jest trudne. Tak samo można zapytać "Czy faceci są szczęśliwi, że muszą tyrać żeby wypracować sobie pozycję*, aby mogli związać się i mieć rodzinę**. Wydaje mi się, że to jest tak głęboko w podświadomości, że ani jedna strona, ani druga nie analizuje tego za bardzo. Sprawa robi się ciekawa wtedy gdy nagle któraś ze stron ma inną opcję. Np. kobiety w UK mają taki socjal, że przodują w statystykach całej Europy w liczbie samotnych matek. Facecji którym wystarcza dostęp do porno w Necie, mają mniejszą motywację do wyścigu szczurów itp.

                            * np. 30-to latek pracujący na śmieciówce i mieszkający jeszcze u rodziców jakoś nie jest rozchwytywany na rynku damsko/męskim.

                            ** -zobacz na społeczeństwa (np Muzułmanie, Hindusi), w których mężczyzna musi mieć zgromadzony określony majątek, aby mógł się ożenić (bo dopiero gdy ma np. mieszkanie) rodzice Panny Młodej chcą z nim rozmawiać. Tam są setki tysięcy wykluczonych, których nie stać na partnerkę/żonę i raczej nie wyglądają na szczęsliwych.
                            Tak samo w drugą stronę -spora część singielek, które nagle obudziły się w wieku 35+ też wydaje się być mało szczęśliwa wizją braku dzieci i rodziny. Z ich perspektywy wersja z wymianą nie wydaje się nagle taka najgorsza (bo zyskują coś na czym im bardzo zależy).
                            • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:38
                              kutuzow napisał:

                              > Sprawa robi
                              > się ciekawa wtedy gdy nagle któraś ze stron ma inną opcję. Np. kobiety w UK maj
                              > ą taki socjal, że przodują w statystykach całej Europy w liczbie samotnych mate
                              > k. Facecji którym wystarcza dostęp do porno w Necie, mają mniejszą motywację do
                              > wyścigu szczurów itp.

                              Bingo. Dlatego majac na uwadze te inne opcje nie zgadzam sie z wizja wymiany tak preferowana tutaj przez panow. Wystarczy zmodyfikowac troche model funcjonowania spoleczenstwa i jakby ta *natura* cos slabiej dziala, prawda ? Bo i panie nie takie sklonne do dawania dupy i panowe nie tacy wyrywni, zeby sie angazowac.

                              • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:48
                                mabelle2000 napisała:
                                > Bingo. Dlatego majac na uwadze te inne opcje nie zgadzam sie z wizja wymiany ta
                                > k preferowana tutaj przez panow. Wystarczy zmodyfikowac troche model funcjonowa
                                > nia spoleczenstwa i jakby ta *natura* cos slabiej dziala, prawda ? Bo i panie
                                > nie takie sklonne do dawania dupy i panowe nie tacy wyrywni, zeby sie angazowac

                                Wiesz, jeśli dla Ciebie płacenia na cudze dzieci jest dobrym rozwiązaniem, to tylko pogratulować pomysłu. Ja np. nie widzę powodu dla którego z moich podatków jakaś mamuśka miałaby mieć socjal (jak w UK), bo jej wygodniej bawić dziecko niż siedzieć w robocie (bo dziecko na nią nie nakrzyczy za spóźnienie, nie zwolni za obijanie się itp).

                                W obecnej chwili podejście w stylu "Sama sobie wychowam dziecko -stać mnie" jest dość nowe i wydaje się dla sporej cześci kobiet (singielek) atrakcyjne. Wg mnie to trochę jak z modnym w latach 90-tych "bezstresowym wychowaniem". Nagle gdy tamte dzieci dorosły okazało się że zupełnie nie radzą sobie z wyzwaniem realnego świata.

                                Czy przypadkiem nie będzie tak samo z tymi dzieciakami kochających (samotnych) mamusiek, gdzie są one oczkiem w głowie? Już teraz jest głośno o "helikopterowych rodzicach" co to krążą nad dzieckiem cały dzień. Nagle 12-latek ma głęboką depresją bo nie ma kontaktu z rówieśnikami.
                                • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:12
                                  kutuzow napisał:

                                  > Wiesz, jeśli dla Ciebie płacenia na cudze dzieci jest dobrym rozwiązaniem, to t
                                  > ylko pogratulować pomysłu.

                                  Nigdzie tego nie napisalam. Oczywiste jest natomiast, ze koniecznoscia dla kobiety jest uzyskanie niezaleznosci finasowej. System szkolnictwa funkcjonuje koedukacyjnie, jesli nie zauwazyles. Natomiast konsekwencje finasowe wychowania dziecka rodzice musza ponosic wspolnie, nie widze powodu dla ktorego kobiety mialyby byc z tego obowiazku zwolnione.

                                  > Ja np. nie widzę powodu dla którego z moich podatków
                                  > jakaś mamuśka miałaby mieć socjal (jak w UK), bo jej wygodniej bawić dziecko n
                                  > iż siedzieć w robocie

                                  Ja tez nie widze powodu, dla ktorego jakis tatus z moich podatkow mialby uchylac sie od alimentow.
                            • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:41
                              Sorry, ale Twoje posty są tak naładowane stereotypami i nieco obok tematu, że o rany. No ale jeśli ktoś zaczyna od tzw. matki natury, to nie może być dobrze. Może przejdziesz się do tego wątku na FK, gdzie użytkowniczka uważa, ze prostytutki są prostytutkami z powodu swoich potrzeb seksualnych - może być interesująca wymiana zdań.:P
                              • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:52
                                sid_15 napisała:

                                > Sorry, ale Twoje posty są tak naładowane stereotypami i nieco obok tematu, że o
                                > rany. No ale jeśli ktoś zaczyna od tzw. matki natury, to nie może być dobrze.
                                > Może przejdziesz się do tego wątku na FK, gdzie użytkowniczka uważa, ze prostyt
                                > utki są prostytutkami z powodu swoich potrzeb seksualnych - może być interesują
                                > ca wymiana zdań.:P

                                To może wymień te konkretne stereotypy, a jak pokaże Ci linki do danych (np. seks gejów.hetero/lesbijek), bo większość tych tematów była już tu na forum poruszana.

                                Co do Matki Natury, możesz podstawić sobie ewolucja czy co tam wolisz. Chyba że zaprzeczasz temu że testosteron wpływa na nasze zachowanie.
                                • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:05
                                  To podobno niegrzecznie cytować cały post.:)
                                  A "wpływa" to nie to samo co "rządzi". Choćby ten początek znajomości - częstsza ochota na seks jest spowodowana tym, że nowe kręci, tutaj hormony mają swój udział, ale jeśli odniesiemy się do tych niskolibidowych, to mamy chęć złapania faceta, a jak złapany, to można odpuszczać, a jak zrobi dzieci, to można w ogolę odstawić.
                                  Tyrający faceci nie tylko utrzymują rodzinę, ale i mają kasę i status, które dają im określoną pozycję, mogą imponować otoczeniu (kolegom), wejść w określone środowisko, a jak żona siedzi z dziećmi czy u kosmetyczki, to wyrywać lepsze dupy niż taki budowlaniec.
                                  Te singielki zrozpaczone, że nikt ich nie zapłodnił i nie zaobrączkował to kolejna nuda i często pobożne życzenia sfrustrowanych mężatek. Może z zaobrączkowaniem nie jest tak prosto, ale pomijając problemy zdrowotne, to zrobić sobie dziecko nie jest trudno, więc kto chce mieć dzieci, to je po prostu ma. Ubolewanie nad bezdzietnymi singielkami 35+ i ich nad samymi sobą, to często wpasowywanie się w oczekiwania społeczne, bo weź powiedz publicznie, że jesteś szczęśliwa, bo możesz wydawać kasę tylko na siebie, czas masz dla siebie, a na pytanie "czemu nie masz męża" - "po co mi własny, skoro mogę mieć cudzych" i skandal zapewniony. Lepiej nie kłuć ludzi w oczy i popłakać nad swoim nieszczęściem.:)
                                  • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:16
                                    sid_15 napisała:

                                    > Choćby ten początek znajomości - częstsz
                                    > a ochota na seks jest spowodowana tym, że nowe kręci, tutaj hormony mają swój u
                                    > dział,

                                    Na tej samej "naukowej" zasadzie mogę napisać, że częsta ochota na jedzenie w czasie ciąży, wynika u kobiety z tego że musi jeść za dwoje, a hormony mają "tylko" swój udział.

                                    Skoro tylko "nowe" kręci, to czemu nagle w sytuacji zagrożenia (konkurencja innej kobiety) nagle wielu kobietom libido rośnie?

                                    Jeśli tylko "nowe" ma wpływ (a nie hormony), to jak wyjaśnisz nagły skok libido u kobiet tuż przed menopauzą i wysyp dzieciaków w wieku 40+

                                    Idziemy dalej:
                                    "> Tyrający faceci nie tylko utrzymują rodzinę, ale i mają kasę i status, które da
                                    > ją im określoną pozycję, mogą imponować otoczeniu (kolegom), wejść w określone
                                    > środowisko, a jak żona siedzi z dziećmi czy u kosmetyczki, to wyrywać lepsze du
                                    > py niż taki budowlaniec."

                                    Napisałaś cały akapit i nie dostrzegłaś nawet że sama wyciągnęłaś wnioski że większa kasa/status to łatwiejszy dostęp do potencjalnych partnerek?

                                    > Te singielki zrozpaczone, że nikt ich nie zapłodnił i nie zaobrączkował to kole
                                    > jna nuda i często pobożne życzenia sfrustrowanych mężatek. Może z zaobrączkowan
                                    > iem nie jest tak prosto, ale pomijając problemy zdrowotne, to zrobić sobie dzie
                                    > cko nie jest trudno, więc kto chce mieć dzieci, to je po prostu ma.

                                    Po pierwsze jest część singielek która dzieci mieć nie chce, to jednak mniejszość.
                                    Po drugie zrobić sobie dziecko to jedno, wychować je SAMOTNIE to co innego. Chodzi o kwestie odpowiednich zasobów i czasu. Jeśli jeszcze nie ma się np. wsparcia babci, to nie jest tak łatwo. Zobacz że obecnie wiele osób w wieku rozrodczym pracuje za ok 2-3 tyś PLN, z czego albo opłacają wynajem, albo ratę kredytu. Pomijam oczywiście dobrze zarabiające singielki z duzych miast z korpo. Tam kasa nie jest problemem-ale raczej czas (kiedyś to dziecko trzeba wychować).
                                    • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 15:34
                                      > Napisałaś cały akapit i nie dostrzegłaś nawet że sama wyciągnęłaś wnioski że
                                      > większa kasa/status to łatwiejszy dostęp do potencjalnych partnerek?

                                      No i co z tego?

                                      Odpowiedzi przed pierwszym akapitem nie rozumiem, przecież nie wykluczyłam działania hormonów, po prostu śmieszy meni sprowadzanie wszystkiego do tzw. natury, bez kontekstu społecznego czy osobowościowego.

                                      Co do ostatniego akapitu, powtarzam - jeśli kobieta jest naprawdę zdeterminowana, żeby mieć dziecko i nie ma przeszkód typu niepłodność, to będzie to dziecko miała. Niezależnie od tego, czy wychowa sama, czy za 3000 zł. Pary potrafią mieć razem dochód tego typu i mieć dzieci. Poza tym poczytaj sobie moje ulubione humorystyczne forum ematka, gdzie sporo pań uważa, że nie ma nic złego we wrabianiu faceta w ciążę, wymuszaniu "chcenia" dziecka i niektóre się do takich praktyk przyznają. A singielkom z korpo to też przyjemności życia szkoda, więc znowu wracamy do braku autentycznych chęci.
                          • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:43
                            mabelle2000 napisała:
                            > A czy te * kobiece kobiety* sa szczesliwe Urqu ? Bo o to trzeba by bylo najpier
                            > w zapytac. Jesli dobrze im ze swoja kobiecoscia ( w aspekcie seksualnym rozumia
                            > nym jako wymiane seksu za cos) to powinny te wizje realizowac i tym samym byc s
                            > zczesliwe.

                            No jak się zajrzy na forum Młode Mężatki to tak a jak na forum Życie Rodzinne to nie, zwykle dlatego że mają nierealistyczne obrazy mężczyzn egocentrycznie oczekując symetrycznej oczywistości gratyfikacji domem, porządkami i zajmowaniem się dziećmi jednocześnie uważając ich potrzeby seksualne za zwierzęce, niedojrzałe i uprzedmiatawiające. Czyli nie mają podstawowego szacunku dla odmienności partnera.
                            Im nie znudziła się wymiana ale nigdy jej nie zaakceptowały podobnie jak ty tu kiedyś postulując o "ponoszenia konsekswencji" związku dla faceta: co ja kobieta chcę to dojrzałe potrzeby i wspólne obowiązki a co chce facet to jego fanaberie i egoistyczne zachcianki.

                            Pytanie o szczęście jest przewrotne i też mnie interesuje jedynie rzetelne badania prowadzi Helen Fisher weryfikując pod rezonansem czy para faktycznie trzymuje długoletnie zakochanie i dlaczego. I jej wnioski i odkrycie są podobne jak dyskusyjne wnioski tego wątku że miłość romantyczna i jej bliskość jest bardziej satysfakcjonująca seksualnie od orgazmu, ale to seks jest niezbędny by osiągać masę krytyczną szczęśliwej relacji.
                            www.neurotyk.net/2013/10/lepiej-nie-zaczynac-zwiazku-od-sypialni-ale-czy-na-pewno/
                            • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:48
                              > Im nie znudziła się wymiana ale nigdy jej nie zaakceptowały podobnie jak ty tu
                              > kiedyś postulując o "ponoszenia konsekswencji" związku dla faceta: co ja kobiet
                              > a chcę to dojrzałe potrzeby i wspólne obowiązki a co chce facet to jego fanaber
                              > ie i egoistyczne zachcianki.

                              Taa, słynne "on nie dojrzał/nie dorósł do myśli o dziecku". :>
                            • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:01
                              urquhart napisał:

                              > Im nie znudziła się wymiana ale nigdy jej nie zaakceptowały podobnie jak ty tu
                              > kiedyś postulując o "ponoszenia konsekswencji" związku dla faceta: co ja kobiet
                              > a chcę to dojrzałe potrzeby i wspólne obowiązki a co chce facet to jego fanaber
                              > ie i egoistyczne zachcianki.

                              Wyjasnie to jeszcze raz, bo czuje, ze sie nie zrozumielismy jednak wtedy. Pamietasz, ze mowa byla o DZIECIACH, czyli o odpowiedzialnosci za nie, ponoszonej wspolnie. Z jednej strony postulujesz, zeby kobiety nie lokowaly swoich uczuc i oczekiwan w potomstwie, a z drugiej strony oczekujesz, ze dzieco bedzie taka karta przetargowa w relacji seksualnej kobiety i mezczyzny. Dokladnie mialoby to wygladac tak, ze mezcyzna wrecz oczekuje, ze w zamian za zaopiekowanie sie swoim potomstwem kobieta bedzie udostepniac mu sie seksualnie w ramach wdziecznosci. To mi tu nie gra i tego sie wtedy czepilam, niczego innego. Bo albo realacje z dziecmi traktujemy odrebnie ( co ja postuluje), albo chcemy dziecmi ugrac seks ( jak sie zgodze na dziecko, to bedziesz mi dawac dupy, jak sie tym dzieckiem zaopiekuje, to bedziesz seksualnie dostepna, jak zgodze sie z twoim modelem wychowawczym, to oczekuje profitow w sferze seksualnej itd w kolo Macieju )
                              • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 13:28
                                > spolnie. Z jednej strony postulujesz, zeby kobiety nie lokowaly swoich uczuc i
                                > oczekiwan w potomstwie, a z drugiej strony oczekujesz, ze dzieco bedzie taka ka
                                > rta przetargowa w relacji seksualnej kobiety i mezczyzny.

                                I tu mamy protokół rozbieżności. Dla mnie zamieniasz przyczyny za skutkami
                                Bo w założeniach psychoewo jest że babki obawiają się zakochania chłopa w innej bo to automatycznie powodowało wycofanie i przeniesie zasobów i zaangażowania dla potomstwa nowej partnerki. Ta było przez tysiące lat i bywa i teraz jak facet nie jest miły.
                                Alimentacja jest historii gatunku jest pomysłem niedawnym i nowatorskim który zmienia układ sił w związku na kompletną niekorzyść tzw> miłych facetów.
                                W związku funkcjonującym na wyższym poziomie świadomości i empatii nie ma takich dylematów , bo ludzie mają inne hierarchie wartości.

                                Natomiast angażowanie się kobiet z w dzieci, szczególnie synów to instynkt stymulowany hormonami, podobnie jak stymuowany testosteronem insynkt u chłopów współżycia seksualnego z jak największą ilością partnerek. Niehamowany i nie podporządkowany woli jest zabójczy dla relacji związku.
                                • lampardzikus Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 14:00
                                  Na szczęście poza hormonami jest jeszcze rozum :). problem jest więc taki - na ile rozum powinien kontrolować hormony. Odpowiedź rozumna - w 100 procentach! Ale nie kazdy rozum tak chce :)
                      • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:14
                        mabelle2000 napisała:
                        > Moze postuluje, fakt. I moze nie powinnam, racja. Tylko pokaz mi Urqu jakies do
                        > wody na to, ze idea wymiany seksu za cos (zaangazowanie, kasa, opieka itd) jest
                        > idea uniwersalna i zawsze sie sprawdza. Bo ja bylabym sklonna stwierdzic, ze s
                        > prawdza sie bardzo rzadko.

                        Gdyby wariant wymiany za zanagażowanie się nie sprawdzał, to większość facetów zamiast w karierę inwestowałaby czas w rozwój innych czynników np. sylwetki (siłownia), czy umiejętności tanecznych. Gostkowie nie dlatego tyrają ostro w firmach schodząc przedwcześnie na choroby układu krążenia, bo lubią, tylko dlatego że wyższa pozycja społeczna to większy dostęp (wybór) partnerek. Widać to w USA gdzie na stronach dla szukających związków podaje się także dochód.
                        Gostkowie z wyższym dochodem mogą wybierać w młodszych (i lżejszych) laskach niż Ci z niższym dochodem.

                        Zobacz w drugą stronę. Większość (statystycznie) kobiet wie że kluczem do związku jest ich wygląd/uroda. Im bnardziej atrakcyjna -tym w większej grupie adoratorów może przebierać. Stąd tak wiele różnych poradników. miliardowy przemysł mody i dodatków do ubioru, że o kosmetykach nie wspomnę. Gdyby np. facecji wybierali te które są najbogatze/najwięcej osiągneły (analogicznie jak jest w drugą stronę), to największą popularnością cieszyłyby się aktywne karierowiczki, a tak nie jest. Grupa dobrze sytuowanych singielek 30+ z wielkich miast temu przeczy.

                        Co do tego co pisze Urqu, o różnych modelach nagrody za seks, to dodam tylko, że przerabialiśmy to już. Najlepiej to widać na "grupie kontrolnej" czyli geje z jednej strony i lesbijki z drugiej.
                        Geje bzykają najwięcej (mimo że w populacji trudniej znaleźć im innego geja niż np. heterykowi laskę). w środku są hetero, a najmniej bzykają lesbijki.
                        Tego już się nie da wytłumaczyć kwestią bezpieczeństwa (że kobiety mniej chętne bo się boją, bo dwie lesbijki raczej są mało groźne dla siebie na wzajem). Nie da się tego także wyjaśnić brakiem w technice partnera -bo (ponownie) lesbijki powinny wiedzieć co jest najfajniejsze dla drugiej kobiety.
                        Zostaje tylko różnica w libido wywołana poziomem hormonów.
                        • mabelle2000 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:25
                          > Gdyby wariant wymiany za zanagażowanie się nie sprawdzał, to większość facetów
                          > zamiast w karierę inwestowałaby czas w rozwój innych czynników np. sylwetki (si
                          > łownia), czy umiejętności tanecznych. Gostkowie nie dlatego tyrają ostro w firm
                          > ach schodząc przedwcześnie na choroby układu krążenia, bo lubią, tylko dlatego
                          > że wyższa pozycja społeczna to większy dostęp (wybór) partnerek. Widać to w USA
                          > gdzie na stronach dla szukających związków podaje się także dochód.
                          > Gostkowie z wyższym dochodem mogą wybierać w młodszych (i lżejszych) laskach ni
                          > ż Ci z niższym dochodem.

                          Kutuzow, ja wiem, ze dla niektorych nie ma znaczenia, czy seks jest kupiony, czy ktos go im zaoferowal czujac pozadanie. Ale dyskusja chyba nie toczy sie w temacie ile musze polozyc na stol, zeby ona gotowa byla rozlozyc przede mna nogi ?
                          • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:39
                            mabelle2000 napisała:
                            > Kutuzow, ja wiem, ze dla niektorych nie ma znaczenia, czy seks jest kupiony, cz
                            > y ktos go im zaoferowal czujac pozadanie. Ale dyskusja chyba nie toczy sie w t
                            > emacie ile musze polozyc na stol, zeby ona gotowa byla rozlozyc przede mna nogi
                            > ?

                            Mabelle -Ty tego nie rozumiesz bo masz seks za darmo. Za to u Ciebie jako kobiety np. bliskość i zaangażowanie jest cennym towarem bo o nią trudniej.
                            Z punktu widzenia faceta wygląda to inaczej. Dla nas seks ZAWSZE* coś kosztuje. Zobacz że począwszy od czasów nastoletnich gdzie ZAPRASZA się koleżankę do kina/imprezę, poprzez kolejne lata. Doświadczenie pokazuje, że Ci bogatsi o wyższym statusie mają fajne laski bez problemu, a Ci mniej majętni muszą nieźle nadrabiać inteligencją/poczuciem humoru itp. Zobacz że większość "kupuje" sobie seks poprzez ZAANGAŻOWANIE się w związek. Gdyby hetero mieli takie niezobowiązujące bzykanko jak np. geje, to wielu z tych co teraz mają żone i dzieci nadal cieszyli by się seksem w stanie kawalerskim.

                            Także z punktu widzenia faceta jest tylko kwestia JAK WYSOKI jest to koszt. Czasami jest to drink, czasami bukiet kwiatów, innym razem ciężko wypracowana pensja na potrzeby żony i 4 dzieci, a jeszcze innym są to alimenty.

                            * pomijam tych o wyglądzie Top Modela, albo sławie Rockowca. (w skali populacji to niewielka grupa)
                  • hello-kitty2 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 11:31
                    mabelle2000 napisała:

                    > Jezu, Kicia, przeciez to zart byl :-)

                    A to przepraszam, nie zlapalam. Cos wczoraj w ogole slabo lapalam wieczorem to pewnie przez probe kolejnej rozmowy z partnerem, a nie jestem w stanie sie z nim zupelnie porozumiec. Stosuje metode wyciszania kazdej proby rozmowy. Po prostu nie ma tematu. I juz wieczorem poznym sie calkowicie posypalam. Wybacz.
      • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 12:25
        > Znowu mamy w tym watku podejscie kobiety contra kobiety (meskie vs kobiece?) Mo
        > ze nalezy jednak przyjac, ze sa kobiety, ktorym ten orgazm nie jest potrzebny l
        > ub tez pogodzily sie, ze go nie maja? A jezeli nie jest to czy wierzyc im, ze p
        > otrzeba bliskosci im wystarcza?

        I to jest świetne spojrzenie którego mi tu brakowało a nie chce być śmiertelnie nudnym z tymi meskimi kobietami.
        Babki jak TB Kag czy Mabelle przeżywają seks mocniej mają więcej O nim do powiedzenia bo silnie je gratyfikuje , i super ale są jedynie malym ulamkiem populacji kobiet a projektują swoje odczucia na całą znacznie inną w przeżyciach seksu populacje widząc rozwiązanie w wymianie seks za seks i większej ilości organizmów jedynie a nie przyjmując do wiadomości informacji o potrzeb seksualnych i erotycznych u zdecydowanej większości kobiecych kobiet .
        Ta powstaje fałszywy stereotyp.
        Doceniam bardzo ze ty jednak jesteś ponad to egocentryczne spojrzenie .
        • hello-kitty2 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 13:42
          urquhart napisał:

          > Ta powstaje fałszywy stereotyp.
          > Doceniam bardzo ze ty jednak jesteś ponad to egocentryczne spojrzenie .

          Mi akurat blizej do babek z forum (tez jestem bardzo przywiazana do orgazmow). Babki tu sa jak blizniacze siostry. To Ty swoimi opowiesciami sprzataniowymi otworzyles mi oczy, ze moze faktycznie jestesmy jakies inne. Ale szczerze mowiac wcale nie wiem czy to dobrze (w moim wypadku znaczy, nie potrafie cieszyc sie odkurzaczem i takie tam).
          • marek.zak1 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 14:17
            hello-kitty2 napisała:


            . Ale szczerze mowiac wcale nie wiem czy to dobrze (w moim wypadku znaczy, nie potrafie cieszyc sie odkurzaczem i takie tam).
            --------------------------------------------------------------------------------------------------------
            Odkurzacz rewelacja. Jako, ze zwróciłyście mi uwagę, że szatam pieniędzmi, dzisiaj, korzystając z urlopu, zreperowałem metalowy kosz na zakupy w moim rowerze, który pękł w dwóch miejscach. W sklepie metalowym zakupiłem płytkę stalową z otworami , 4 śruby, 4 nakrętki i 8 podkładek.
            Razem zaplacilem 5 zł. Po pół godzinie kosz powrócił do pełnej sprawności. Nowy kosztuje 35 zł, a więc 30 zł do przodu. Pokazałem efekt mojej pracy żonie. Bardzo jej sie podobał.
      • zyg_zyg_zyg Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 17:13
        > Nie wiem na ile taki artykulik jest nieprzeklamany ale nie zwrociliscie uwagi,
        > ze to kobiety SAME sie tak wypowiadaly?

        Albo sie pani redaktor Łucji Wu pomyliły żródła, albo z dupy wyciągnęła 85% kobiet, dla których poczucie bliskości jest ważniejsze od orgazmu.

        Jedyna praca Bridges i in. w "Journal of Counseling and Development" z 2004 roku nosi tytuł "Predicting Sexual Satisfaction in Women: Implications for Counselor Education and Training" i w żadnym miejscu nie wspomina, że kobiety twierdzą, że orgazm im niepotrzebny. Dotyczy wpływu INNYCH (niż liczba przeżywanych orgazmów) czynników na poczucie satysfakcji z seksu - kontaktu fizycznego w rodzinnym domu, inicjowania seksu w związku, komunikacji z partnerem i masturbacji. I tylko w jednym miejscu autorki postulują, by poszukać takiej definicji dla kobiecej satysfakcji seksualnej, która nie opiera się WYŁĄCZNIE na liczbie przeżytych orgazmów. Nigdzie nie każą wybierać kobietom między orgazmem i poczuciem bliskości.

        Grzebiąc teraz w necie natknęłam się na wyniki innych badań (ale nie znam źródła), które mówią, że "33-50 percent of [american] women experience orgasms “infrequently” and are dissatisfied with how often they reach orgasm", co stoi w jawnej sprzeczności z tym, co wysmażyła pani Łucji Wu.

        Jeszcze jedna kwestia - to, jak postawi się pytanie. Jeśli ktoś zapytałby mnie, czy orgazm jest dla mnie ważny w seksie, to odpowiedziałabym zdecydowanym "tak". Jeśli ktoś zapytałby mnie, czy za każdym razem potrzebuje orgazmu, żeby czuć się usatysfakcjonowana seksem, to odpowiedziałabym "nie". Sprzeczności tu nie ma. Pojawi się dopiero, jak obie odpowiedzi będzie się przekładać na ''A jeśli nie ma orgazmu, to (nie) znaczy, że nie było jej dobrze".

        • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 18:10
          No właśnie, mam nadzieję, że te wnioski to wynik błędnej interpretacji badań, byłoby to pocieszające.
        • urquhart not the key to most women's sexual satisfaction 13.08.15, 20:32
          > Albo sie pani redaktor Łucji Wu pomyliły żródła, albo z dupy wyciągnęła 85% kob
          > iet, dla których poczucie bliskości jest ważniejsze od orgazmu

          To ja znalazłem artykuł skorelowany treścią z poważniejszego źródła o tych 85% procent. Rozumiem że dla kogoś kto odczuwa gratyfikację z seksu możne byc to niepojęte. Mnie na przykład nie gratyfikuje nikotyna wcale mimo że wielokrotnie próbowałem, i nikt mnie nie przekona jak po co palić papierosy. :)
          www.psychologytoday.com/blog/all-about-sex/200903/the-most-important-sexual-statistic
          P.S.
          Zyg, ujawnisz mi wreszcie czy masz dłuższy serdeczny palec od wskazującego czy to inna przygoda z wysokim testosteronem która motywuje cię do sporów walki?
          • zyg_zyg_zyg Re: not the key to most women's sexual satisfacti 13.08.15, 22:09
            > To ja znalazłem artykuł skorelowany treścią z poważniejszego źródła o tych 85%
            > procent

            To niekoniecznie jest skorelowane. Zalinkowałeś tekst o tym, że tylko 25% kobiet osiąga orgazm podczas stosunku. To, że reszta kobiet na ogół nie osiąga, nie znaczy wcale, że orgazm jest dla nich nieważny lub tez mniej ważny od przytulasków, miłych słówek czy tam innego poczucia bliskości.

            Odczuwam gratyfikację z seksu, seks bez orgazmu jest dla nie niepełny - jestem wśród tych (chwilowo przyjmijmy, że z dupy wziętych) 15%. Co nie przeszkadza mi również być wśród tych 75%, które nigdy nie przeżyły orgazmu na skutek samotnej stymulacji pochwy/stosunku waginalnego. Jestem klasycznym łechtaczkowcem. Penetracja waginalna sprawia mi niebywałą przyjemność, ale nigdy nie kończy się szczytowaniem. I chyba bliżej orgazmu bywałam podczas anala czy pieszczot piersi.

            > Zyg, ujawnisz mi wreszcie czy masz dłuższy serdeczny palec od wskazującego czy
            > to inna przygoda z wysokim testosteronem która motywuje cię do sporów walki

            Ujawniałam Ci już nie raz, Urqu - ucz się od Kici tworzenia baz danych i korzystania z nich :-) Palce mam kobiece - czyli w obu dłoniach wskazujący dłuższy (pamiętam też, że Aandzia również tak miała :-)). Zajęcia z KM, od których mam obecnie dłuższą przerwę (ale wrócę we wrześniu/październiku) to po prostu taki rodzaj ruchu, który bardzo mi przypasował. Do tego dziewczynką będąc bardzo lubiłam bić się z młodszym bratem - może mi to zamiłowanie do dziś zostało. No i to zawsze może okazać się praktyczne, a ja lubię praktyczne rzeczy :-)
            • hello-kitty2 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 00:50
              zyg_zyg_zyg napisała:

              > Odczuwam gratyfikację z seksu, seks bez orgazmu jest dla nie niepełny - jestem
              > wśród tych (chwilowo przyjmijmy, że z dupy wziętych) 15%. Co nie przeszkadza mi
              > również być wśród tych 75%, które nigdy nie przeżyły orgazmu na skutek samotne
              > j stymulacji pochwy/stosunku waginalnego. Jestem klasycznym łechtaczkowcem. Pen
              > etracja waginalna sprawia mi niebywałą przyjemność, ale nigdy nie kończy się sz
              > czytowaniem. I chyba bliżej orgazmu bywałam podczas anala czy pieszczot piersi.

              Moge dopytac w takim ukladzie czy maz Cie kazdorazowo doprowadza do orgazmu niezaleznie od stosunku? Czy robisz to sama? Jaki to jest udzial? Pytam (nie musisz odpowiadac), bo jest mi (z moich doswiadczen) latwo sobie wyobrazic cala kupe mezczyzn, ktorzy gdyby to stalo sie dla nich obowiazkiem po kazdym stosunku to by im sie zwyczajnie nie chcialo/nie kreciloby ich, a konsekwencji pozostaje kobiecie ta lazienka, co dziewczynom ciezko pojac.
              • sea.sea Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 03:30
                Ja doskonale rozumiem, że facetowi się może nie chcieć. Tyle, że...

                ciekawe, jak to się ma do tych wstrętnych niedajek, co po drugim dziecku odstawiają faceta od łoża - albo na początku trzymały figurę, kupowały ładną bieliznę i wykonywały oral z połykiem, prezentując piękną wersję demo, a teraz mają w dupie. Jaki procent z tych niedajek ma mężów, którym się o jeden raz za dużo nie chciało :))
                • marek.zak1 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 08:51
                  sea.sea napisała:

                  > Ja doskonale rozumiem, że facetowi się może nie chcieć. Tyle, że...
                  >
                  > ciekawe, jak to się ma do tych wstrętnych niedajek, co po drugim dziecku odstawiają faceta od łoża - albo na początku trzymały figurę, kupowały ładną bieliznę i wykonywały oral z połykiem, prezentując piękną wersję demo, a teraz mają w dupie. Jaki procent z tych niedajek ma mężów, którym się o jeden raz za dużo nie chciało :))
                  -------------------------------------------------------------------------------------------------------
                  Wiesz, jak facet jest leniem to przewaznie po całości, czyli nie jest "funtional", a wiec nie pracuje, albo pracuje i mu nie wychodzi, nie dba o siebie, o mieszkanie, o żonę , dzieci, zwija sie, a nie rozwija i w rezultacie kobieta, która na niego postawiła, czuje żal, rozczarowanie, ma poczucie niespełnienia.
                  Zwyczajnie sie odkochuje, a o nim i seksie mysli w kategoriach obowiazku czy kary.
                  Tu jest ta główna przyczyna, a\ seks, orgazm jednymi z elementów i jak podanow linku, nie najwazniejszym..
                • sid_15 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 09:11
                  A to też jest ciekawe - ile z tych odstawiających po drugim dziecku potrzebowało seksu do zrobienia dzieci, a ile odstawiło bo partnerowi nie chciało się wysilać. I w drugim przypadku dlaczego się nie chciało - czy "bo nie", czy partnerka nie umiała/nie chciała zwerbalizować swoich oczekiwań.
                • urquhart Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 09:45
                  sea.sea napisała:

                  > ciekawe, jak to się ma do tych wstrętnych niedajek, co po drugim dziecku odstaw
                  > iają faceta od łoża - albo na początku trzymały figurę, kupowały ładną bieliznę

                  Znacznie ważniejsze są emocjonalne konsekwencje że skoro dla kobiecych kobiet bliskość jest ważniejsza od orgazmu i kluczowa do satysfakcji seksualnej w relacji, to po urodzeniu dziecka bliskość z dzieckiem jest większa i nieporównywalna do niczego innego i odstawia dawną bliskość z partnerem i satysfakcję daleko w cień.

                  Dlatego na tym forum dziewczyny o męskim przeżywaniu seksu i relacji nie są w stanie tego pojąć ani zjawiska ani jego konsekwencji dla tej większości przeżywającej inaczej.
                  • mabelle2000 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 10:27
                    urquhart napisał:

                    > Znacznie ważniejsze są emocjonalne konsekwencje że skoro dla kobiecych kobiet b
                    > liskość jest ważniejsza od orgazmu i kluczowa do satysfakcji seksualnej w relac
                    > ji, to po urodzeniu dziecka bliskość z dzieckiem jest większa i nieporównywalna
                    > do niczego innego i odstawia dawną bliskość z partnerem i satysfakcję daleko w
                    > cień.

                    Mnie jest trudno zrozumiec, ze mozna stosowac wymiennie relacje z partnerem i relacje z dzieckiem. To sa dwa rozne modele wzajemnych relacji, no jak dla mnie nie da sie podstawic jednego za drugie i jeszcze czerpac z tego pelnej satysfakcji.
                    • sid_15 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 10:38
                      Z tego by wynikało to, o cym piszemy - że jest jakiś odsetek (tylko rzecz sprowadza się do tego, jak duży) kobiet niskolibidowych, które nie potrzebują satysfakcji seksualnej jako takiej, a seks jest dla nich środkiem do celu czy elementem życia typu "trzeba kupić masło i chleb". Ewentualnie kobiety jakoś tam zablokowane, które nie zaznały orgazmu i nie wiedzą że można coś z tym zrobić lub nie wiedzą jak. Innych pomysłów nie mam.
                      • mabelle2000 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 10:48
                        sid_15 napisała:

                        > Ewentualnie kobiety jakoś tam zablo
                        > kowane, które nie zaznały orgazmu i nie wiedzą że można coś z tym zrobić lub ni
                        > e wiedzą jak.

                        Tu postulat wychowania seksualnego w szkolach, tylko takiego rzetelnego, na wysokim poziomie i bez indoktrynacji religijnej, bylby jak znalazl :-)
                        • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 11:02
                          mabelle2000 napisała:
                          > Tu postulat wychowania seksualnego w szkolach, tylko takiego rzetelnego, na wys
                          > okim poziomie i bez indoktrynacji religijnej, bylby jak znalazl :-)

                          Pamiętam jak w na początku lekcji religii jak byem kompletnie zielony zakonnice nawijały egzaltowanie o jakiejś świętej co wolała się zabić niż żeby była nieczysta bo jakiś facet ją chciał uczynić nieczystą. NIeczystość i nieczystość.
                          Za Chiny nie wiedziałem o co chodzi i zacząłem dopytywać ale jak ubrudzić niby bo ja często się brudzę bardzo podwórku ba często jestem nieczysty potem myję albo i nie i do głowy mi to nie przyszło ze to jakiś grzech.
                          Wylądowałem w kącie z awanturą i głupią miną i zakazem zadawania pytań.

                          Z tym że czytając co piszą aktywistki Gender które mają ambicje prowadzić edukację dla szkół włos jeży mi się na głowie z nerwów że mogłyby uczyć moje dziecko.
                          • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 11:17
                            urquhart napisał:

                            > mabelle2000 napisała:
                            > > Tu postulat wychowania seksualnego w szkolach, tylko takiego rzetelnego,
                            > na wys
                            > > okim poziomie i bez indoktrynacji religijnej, bylby jak znalazl :-)
                            >
                            > Pamiętam jak w na początku lekcji religii jak byem kompletnie zielony zakonnice
                            > nawijały egzaltowanie o jakiejś świętej co wolała się zabić niż żeby była niec
                            > zysta bo jakiś facet ją chciał uczynić nieczystą. NIeczystość i nieczystość.
                            > Za Chiny nie wiedziałem o co chodzi i zacząłem dopytywać ale jak ubrudzić niby
                            > bo ja często się brudzę bardzo podwórku ba często jestem nieczysty potem myję a
                            > lbo i nie i do głowy mi to nie przyszło ze to jakiś grzech.
                            > Wylądowałem w kącie z awanturą i głupią miną i zakazem zadawania pytań.
                            >
                            > Z tym że czytając co piszą aktywistki Gender które mają ambicje prowadzić eduka
                            > cję dla szkół włos jeży mi się na głowie z nerwów że mogłyby uczyć moje dziecko
                            > .

                            W szkole podstawowej to sredni pomysl. Pamietam jak nasza wychowywaczyni zbierala nas dziewczynki i wypytywala, ktora juz dostala miesiaczke. Nienawidzilam tego. A co dopiero o orgazmie, seksie na lekcji z chlopakami? Wydaje mi sie, ze wychowanie seksualne to zadanie rodzicow.
                            • mabelle2000 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 11:24
                              hello-kitty2 napisała:

                              > W szkole podstawowej to sredni pomysl. Pamietam jak nasza wychowywaczyni zbiera
                              > la nas dziewczynki i wypytywala, ktora juz dostala miesiaczke. Nienawidzilam te
                              > go. A co dopiero o orgazmie, seksie na lekcji z chlopakami? Wydaje mi sie, ze w
                              > ychowanie seksualne to zadanie rodzicow.

                              I to jest wlasnie dobry przyklad jaka range ma seks w Polsce. Potwierdza to zreszta reakcja dzieci- tematyka jest straszna, obrzydliwe i ze lepiej o tym nie mowic.
                              Co do roli rodzicow to absolutnie sie zgadzam, tylko, ze wiekszosc sie niestety do tego nie daje.
                              • sid_15 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 12:42
                                > I to jest wlasnie dobry przyklad jaka range ma seks w Polsce. Potwierdza to zreszta
                                > reakcja dzieci- tematyka jest straszna, obrzydliwe i ze lepiej o tym nie mowic.
                                > Co do roli rodzicow to absolutnie sie zgadzam, tylko, ze wiekszosc sie niestety do
                                > tego nie daje.

                                Nic dodać, nic ująć.
                      • rekreativa Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 12:38
                        "Z tego by wynikało to, o cym piszemy - że jest jakiś odsetek (tylko rzecz sprow
                        > adza się do tego, jak duży) kobiet niskolibidowych"

                        No właśnie spór się, jak zwykle, toczy o proporcje, bo że są kobiety, które bez seksu mogłyby żyć długo i nie wpadać z tego powodu w najmniejszą frustrację, to się wszyscy zgadzamy.
                        Rzecz w tym, że panowie postulują, iż taka jest większość kobiet, z czym ja się np. nie zgadzam.
                        • sid_15 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 12:54
                          A ja się poniekąd nawet zgadzam, tzn. nie z tym, że większość jest niskolibidowa, tylko że jakaś tam część jest niskolibidowa i/lub zahamowana. Z przyczyn, o których piszemy - bo trudniej więc po co, bo wychowanie, bo jemu się nie chce, bo nie wypada i jak mu to powiedzieć. Bo ja naprawdę znam sporo kobiet i słyszę o takich, gdzie jak pisałam, seks jest środkiem do celu, żeby mieć rodzinę, żeby zatrzymać faceta, żeby zdobyć faceta, bo to element życia jak ten chleb i masło, więc trudno. I tak jak już napisałam, nie wyobrażam sobie takiego podejścia u kobiety, która zaznała orgazmów i namiętności, żeby potrafiła z tego zrezygnować. I co innego bez seksu, bo przez rok nikogo ciekawego nie poznałam, a co innego związek z takim automatycznym, bezorgazmicznym seksem.
                          • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 13:02
                            sid_15 napisała:
                            > sło, więc trudno. I tak jak już napisałam, nie wyobrażam sobie takiego podejści
                            > a u kobiety, która zaznała orgazmów i namiętności, żeby potrafiła z tego zrezyg
                            > nować. I co innego bez seksu, bo przez rok nikogo ciekawego nie poznałam, a co
                            > innego związek z takim automatycznym, bezorgazmicznym seksem.

                            Ja też nie ogarniam dlaczego moja parterka nie chce często orgazmu po mnie mimo że jak już ma to przecież zazdroszczę jej jak cholera jak trzepią nią skurcze pare minut a mnie przez sekundę jedynie.
                            Normalnie istota z innej planety.
                            • zyg_zyg_zyg Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 13:05
                              > Ja też nie ogarniam dlaczego moja parterka nie chce często orgazmu po mnie mimo
                              > że jak już ma to przecież zazdroszczę jej jak cholera jak trzepią nią skurcze
                              > pare minut a mnie przez sekundę jedynie.

                              Pewnie jest zmęczona i nie ma siły jeszcze w łóżku udawać... :-P
                              • sid_15 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 15:36
                                Właśnie chciałam napisać, że możne z tej kobiety oscarowa aktorka. :)
                            • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 15:39
                              urquhart napisał:

                              > Ja też nie ogarniam dlaczego moja parterka nie chce często orgazmu po mnie mimo
                              > że jak już ma to przecież zazdroszczę jej jak cholera jak trzepią nią skurcze
                              > pare minut a mnie przez sekundę jedynie.
                              > Normalnie istota z innej planety.

                              Moze musi gdzies wyjsc, a tu ja parkinson trzepie ;-)

                              ps nie moglam sie powstrzymac to juz drugi post z trzepalnicza terminologia ;)
                              • gogol77 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 19:42
                                hello-kitty2 napisała:


                                > Moze musi gdzies wyjsc, a tu ja parkinson trzepie ;-) >

                                No co Wy??? A która z Was widziała orgazm kobiety?. Swój się nie liczy bo możecie go czuć ale go nie widzicie a poza tym z zeznań takich różnych wynika, że w czasie orgazmu tak "odpływają/odpływacie/odlatują/odlatujecie" w inną rzeczywistość, że nie wiedzą/nie wiecie co się dzieje. Chyba, że jesteście les.?? A porno to ściema!
                                Z kolei facet w średnim wieku, średnio aktywny seksualnie widział ich tysiące jeśli nie więcej. I wie co mówi, ma skalę porównawczą - jednej partnerki której w zależności od... pogody? zdarzają się słabsze, silniejsze lub jakieś supermegaorgazmy. Lub rożnych partnerek bo...? Bo każda jest inna. Jedne drą się jak wariatki na całe osiedle inne cicho jęczą, jedne sztywnieją lub wyginają się w łuk, innymi trzepie. Więc się nie wymądrzajcie bo g.... wiecie!!!
                                • zyg_zyg_zyg Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 20:04
                                  > Więc się nie wymądrzajcie bo g.... wiecie!!!

                                  My się nie wymądrzamy, my sobie nieco złośliwie żartujemy. Gdybym Cię już trochę nie znała, tobym pomyślała żeś młot i to w dodatku ordynarny. Liczę, że Urqu w przeciwieństwie do Ciebie zrozumiał.
                                • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 20:21
                                  gogol77 napisał:

                                  > Więc się nie wymądrzajcie bo g.... wiecie!!!

                                  Wez sie odczep Gogol. Zasmiac sie nie mozna z Urqu terminologii, przeciez wyraznie napisalam z czego sobie robie zart. Wszyscy sie maja zamknac, Ty bedziesz mowil. Masz cos do powiedzenia w temacie to odnies sie do postu poczatkowego, do problemu sie odnies. Widzisz w ogole jakis? Czy jak widziesz, ze babka ma problem z orgazmem to przykrywasz ja nastepna?
                                  • gogol77 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 11:05
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > Wez sie odczep Gogol. Zasmiac sie nie mozna z Urqu terminologii, przeciez wyraz nie napisalam z czego sobie robie zart. Wszyscy sie maja zamknac, Ty bedziesz mowil. Masz cos do powiedzenia w temacie to odnies sie do postu poczatkowego, do problemu sie odnies. Widzisz w ogole jakis? Czy jak widziesz, ze babka ma problem z orgazmem to przykrywasz ja nastepna?>

                                    Kitty, weź bzyknij się z kimś bo bezseksie coś źle na Ciebie działa. Robisz się zmierzła/wredna/zgryźliwa - niepotrzebne skreślić.
                                    • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 11:37
                                      gogol77 napisał:

                                      > Kitty, weź bzyknij się z kimś bo bezseksie coś źle na Ciebie działa. Robisz się
                                      > zmierzła/wredna/zgryźliwa - niepotrzebne skreślić.

                                      Zawsze taka bylam i zaden bzyk mnie cudownie nie odmieni. Ze jestem wredna to juz mi mowiles jak sie jeszcze bzykalam, co czyni Twoja uwage o bzykaniu tylko wrednym przytykiem zreszta nietrafionym, bo ja Gogol jestem kobieta z wygaszonym libido. Ale co sie bedziesz moja wrednoscia przejmowal. Dam Ci rozwiazanie: rozmawiaj sobie tylko z tymi co sie bzykaja, jesli tak to w nich cenisz.
                                    • sabat777 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 17:07
                                      Gogol, Ty ruchasz kiedy mozesz, a Kitty rucha kiedy chce. To dwa swiaty, ktorych nie przyrownuj.
                                      • gogol77 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 18:51
                                        sabat777 napisał:

                                        > Gogol, Ty ruchasz kiedy mozesz, a Kitty rucha kiedy chce. To dwa swiaty, ktorych nie przyrownuj.

                                        Tyż prawda. No ale jak ona, baba wydawało by się o wysokim poziomie seksualności, lubiąca się bzykać więc pewnie orgazmiczna - może je sobie, to libido.... o tak pstryk - wygasić? Wyłączyć jak telewizor? W wojsku to podobno kiedyś na to dawali facetom brom.
                                        Spytaj jej, ona Cię lubi - jak to się tak da. Ja się jej boję, bo zaraz będzie mnie lżyć ... wiadomo za co. Zresztą może by się ten jej patent to i Tobie przydał. Co nie?
                                        • sabat777 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 19:01
                                          Po co pytac, skoro o tym sama mowila. Pojawia sie obiekt warty uwagi to pojawia sie i libido. Brak obiektu - libido gasnie. Mysle ze to moze dotyczyc wielu kobiet uznawanych za ozieble zony. Ich maz nie jest wart uwagi, to i libido gasnie. Wydaje mi sie, ze u kobiet libido jest bardziej pasywne, dostosowuje sie do sytuacji potencjalnych "obiektow" w otoczeniu. Facet skupia sie bardziej na sobie :p
                                          • triismegistos Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 19:09
                                            z tym nawet ja się zgadzam, jak mam pod ręką fajne obiekty libido mi hula, jak jestem zupełnie sama bzykam się higenicznie w weekendy i nie chodzą strasznie po ścianach
                                            • sid_15 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 19:56
                                              Ja też się poniekąd zgodzę - jeśli jest obiekt, na który jestem napalona, to mogę codziennie. Jeśli obiektu nie ma, nawet takiego do zawieszenia oka i pofantazjowania, to samodzielnie wystarczy mi 1-3 razy w tygodniu. Natomiast jak bywałam w związkach i pierwsze uniesienia mijały, do tego dochodziła proza życia typu praca i brak czasu, to też bardziej 1-3 razy w tygodniu bywało. Oczywiście generalizuję, bo to też zależało jaki seks był w związku i jak bardzo chciało się obojgu starać, no i pomijam sytuacje typu odległość.
                                              • gogol77 Re: kto wygasza libido? 15.08.15, 20:37
                                                No właśnie, tris bzyka się higienicznie w weekendy, ninek idzie na łowy i pewnie wraca wyruchana, sid przechodzi na ręczny - żadna z nich libida do zera nie wygasza tylko je redukuje a to co zostaje zaspokaja na miarę aktualnych możliwości. A kitty ponoć wygasiła i żyje w czystości. Czyli może można nawet powiedzieć, że także higienicznie?
                                                • hello-kitty2 Re: kto wygasza libido? 15.08.15, 22:12
                                                  gogol77 napisał:

                                                  > No właśnie, tris bzyka się higienicznie w weekendy, ninek idzie na łowy i pewni
                                                  > e wraca wyruchana, sid przechodzi na ręczny - żadna z nich libida do zera nie
                                                  > wygasza tylko je redukuje a to co zostaje zaspokaja na miarę aktualnych możliwo
                                                  > ści. A kitty ponoć wygasiła i żyje w czystości. Czyli może można nawet powiedzi
                                                  > eć, że także higienicznie?

                                                  Podpytaj zony jak to sie robi ;-) W jakim jest wieku i ile to juz lat?
                                          • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 19:16
                                            sabat777 napisał:

                                            > Po co pytac, skoro o tym sama mowila. Pojawia sie obiekt warty uwagi to pojawia
                                            > sie i libido. Brak obiektu - libido gasnie. Mysle ze to moze dotyczyc wielu ko
                                            > biet uznawanych za ozieble zony. Ich maz nie jest wart uwagi, to i libido gasni
                                            > e. Wydaje mi sie, ze u kobiet libido jest bardziej pasywne, dostosowuje sie do
                                            > sytuacji potencjalnych "obiektow" w otoczeniu. Facet skupia sie bardziej na sob
                                            > ie :p

                                            I Dokładnie taką różnicę opisują ci od neuroprzekaźników Sabat.
                                            Testosteron odpala libido i chwilę bezwzględnie a żeński odpowiednik estriadol niby też ale po spełnieniu kupy atawistycznych warunków nad którymi rozwodzi się psychoewo.
                                            Dlatego pigułki na żeńskie libido projektuje się w oparciu o męski testosteron.
                                            Inny świat doznań istot z innych planet.
                                            • sabat777 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 19:27
                                              No ba. Dlatego tez jedyna opcja nieruchajacego faceta jest dokladne przeanalizowanie tych "atawistycznych warunkow" i odniesienie ich do zbioru cech wlasnych. Jak wychodzi rozbieznosc to pozostaje zmienic sie lub, jesli zmiana jest niemozliwa, zaakceptowac sytuacje.
                                            • ninek04 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 19:33
                                              Urquhart napisał
                                              >Dlatego pigułki na żeńskie libido projektuje się w oparciu o męski testosteron<
                                              A to są takie, bo ja się nie spotkałam z takowymi, których działanie byłoby potwierdzene i udowodnione.?:).
                                              • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 21:02
                                                Intrinsa działa ale ja wycofali ze względu na efekty uboczne. Podobne problemy da z lek mi nowej generacji jak lybrydo

                                                m.newsweek.pl/kobieca-pigulka-pozadania--czy-czeka-nas-rewolucja-seksualna-xxi-wieku,105391,1,1.html
                                                • ninek04 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 21:27
                                                  Urquhart napisał
                                                  >Intrinsa działa ale ja wycofali ze względu na efekty uboczne. Podobne problemy da z lek mi nowej generacji jak lybrydo

                                                  Da, albo nie da,bo na razie jest na etapie badań dopiero.
                                                  Intrinsa może i była dopuszczona do obrotu, ale nie kojarzę, by w ogóle pojawiła się w sprzedaży. To, że do tej pory nie ma pigułki zwiększającej libido u kobiet, świadczy tylko o skali problemu, bo w dużej mierze u kobiet ten czynnik psychologiczny w osiągnięciu satysfakcji seksualnej odgrywa dużą rolę, a tego do tabletki nie da się włożyć, więc nie wróżę szybkich efektów we wprowadzeniu tego typu środków.
                                                  • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 09:43
                                                    > Intrinsa może i była dopuszczona do obrotu, ale nie kojarzę, by w ogóle pojawił
                                                    > a się w sprzedaży. To, że do tej pory nie ma pigułki zwiększającej libido u kob
                                                    > iet, świadczy tylko o skali problemu, bo w dużej mierze u kobiet ten czynnik ps
                                                    > ychologiczny w osiągnięciu satysfakcji seksualnej odgrywa dużą rolę, a tego do
                                                    > tabletki nie da się włożyć, więc nie wróżę szybkich efektów we wprowadzeniu teg
                                                    > o typu środków.

                                                    Wystarczy zamienic stymulowanie na takie męskiego typu testosteronowe i skomplikowana seksualność nagle staje się prosta jak u facetow .
                                                    Czy jak u babek dluzszym serdecznym palem sa odsetkiem populacjii ktory na ten efekt testosteronu naturalnie.
                                                    Ale rozumiem dlaczego ty i inne babki nie chcecie zaakceptowac tego zjawiska ani jego oczywistych konsekwencji. : )

                                                    Tu masz szczegoly o badaniach skutecznosci :
                                                    www.euroclinix.pl/plastry-intrinsa.html
                                                    en.m.wikipedia.org/wiki/Intrinsa
                                                  • marek.zak1 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 10:06
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Wystarczy zamienic stymulowanie na takie męskiego typu testosteronowe i skomplkowana seksualność nagle staje się prosta jak u facetow .
                                                    > Czy jak u babek dluzszym serdecznym palem sa odsetkiem populacjii ktory na ten
                                                    > efekt testosteronu naturalnie.
                                                    > Ale rozumiem dlaczego ty i inne babki nie chcecie zaakceptowac tego zjawiska ani jego oczywistych konsekwencji. : ).
                                                    >
                                                    > Tu masz szczegoly o badaniach skutecznosci :
                                                    > www.euroclinix.pl/plastry-intrinsa.html
                                                    > en.m.wikipedia.org/wiki/Intrinsa
                                                    ------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                    W Europie, jak napisano, od 2012 roku już nie kupisz. Poza tym jeśli chodzi o hormony stąpamy po cienkim lodzie i ingerujemy w niesamowicie delikatny mechanizm, który łatwo mozna rozregulować. Ni ewiem, jak przeprowadzono badanbi akliniczne, ale w zalinkowago artykułu wynika, ze na poparcie tezy o skutecznosci jest sondaż, przeprowadzony wśród kobiet, nie widzę natomiast jak kobiety odpowiedziały, gdy zażywały placebo. Takie sondaże są latwe do manipulowania i prawdopodobnie było coś na rzeczy, skoro Komisja Europejska wycofała zgodę na jego stosowania.
                                                  • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 11:49
                                                    W Europie, jak napisano, od 2012 roku już nie kupisz. Poza tym jeśli chodzi o h
                                                    > ormony stąpamy po cienkim lodzie i ingerujemy w niesamowicie delikatny mechaniz
                                                    > m, który łatwo mozna rozregulować. Ni ewiem, jak przeprowadzono badanbi aklini
                                                    > czne, ale w zalinkowago artykułu wynika, ze na poparcie tezy o skutecznosci jes
                                                    > t sondaż, przeprowadzony wśród kobiet, nie widzę natomiast jak kobiety odpowied
                                                    > ziały, gdy zażywały placebo. Takie sondaże są latwe do manipulowania i prawdopo
                                                    > dobnie było coś na rzeczy, skoro Komisja Europejska wycofała zgodę na jego stos
                                                    > owania.

                                                    Marek alko ty jestes wyprany juz ze zdolnosci analitycznych albo to cienki lod po ktory ty boisz sie nawet wejsc jedna nogą żeby czegos nie zburzylo w twoim poukladsnym swiecie.
                                                    Bylo Zarówno o porownaniu do placebo jak i powodach wycofania podalem w linkach. Masz kawa na lawe.

                                                    In P&G's studies over six months of surgically menopausal women, those who received a placebo said satisfying sexual activity increased by an average of 19%, vs. a 73% increase for Intrinsa patch users. In the placebo group, women had an average increase in satisfying sexual episodes of 0.5 per month, while those with patches had an average increase of 1.9 episodes per month.[1]
                                                    (...)
                                                    There were a myriad of other possible risks cited, such as possible fetal impacts (the drug is for women who have no ovaries), heart disease, and breast cancer.
                                                  • marek.zak1 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 13:44
                                                    urquhart napisał:


                                                    > Marek alko ty jestes wyprany juz ze zdolnosci analitycznych albo to cienki lod po ktory ty boisz sie nawet wejsc jedna nogą żeby czegos nie zburzylo w twoim poukladsnym swiecie.
                                                    > Bylo Zarówno o porownaniu do placebo jak i powodach wycofania podalem w linkach
                                                    > . Masz kawa na lawe.
                                                    >
                                                    > In P&G's studies over six months of surgically menopausal women, those who received a placebo said satisfying sexual activity increased by an average of 19%, vs. a 73% increase for Intrinsa patch users. In the placebo group, women had an average increase in satisfying sexual episodes of 0.5 per month, while those w ith patches had an average increase of 1.9 episodes per month.[1]
                                                    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                    1. Badania dotyczyły 6 months surgically menopausal women, a więc nie jest to ogólna grupa, o której mówimy, że ten lek może zwiekszyć jej chęć na seks, a grupa mardzo bardzo specyficzna,
                                                    2. FDA odmowiła przyjecia na "fast track". To znaczy, ze NIE uznała aż tak dużych perspektyw, ani korzyści,
                                                    3. Jak widze firmy typu P&G w farmacji, od razu budzą sie we mnie wątpliwosci. Jest to firma generalnie raczej bliżej innych branz niz farmacja, a wprowadzanie nowych leków nie jest jej specjalnością.
                                                    4. Zobacz, jak praktowano Intrisin w Kanadzie.
                                                    5. Rzeczywiście mój swiat jest poukladany, ale farmaceutyczny jeszcze bardziej. Popyt na tego rodzaju specyfik jest tak duży, ze chęc drogi na skróty jeszcze wieksza.
                                                  • ninek04 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 11:07
                                                    Urquhart napisał
                                                    >Wystarczy zamienic stymulowanie na takie męskiego typu testosteronowe i skomplikowana seksualność nagle staje się prosta jak u facetow <.

                                                    No ale tu właśnie tkwi problem,jak tę stymulację przeprowadzić, bez skutków ubocznych w dalszej perspektywie. Intrinsa miała wskazania do stosowania u kobiet po menopauzie indukowanej chirurgicznym usunięciem jajników w połączeniu z terapią estrogenowej.Rozpoczęto tez badanie umożliwiające jej stosowanie u kobiet po zwykłej menopauzie, ale zostały przerwane, wskutek braku przewagi korzyści nad ryzykiem. A w końcu całkiem została wycofana,zapewne z powodu dużych efektów niepożądanych.
                                                    Problem nie jest więc taki prosty do rozwiązania, jak sugerujesz,bo jak widać na powyższym przykładzie, były próby stosowania tylko u kobiet po menopauzie, czyli starszych, a u tych młodych z niskim libido, których problem dotyka w szczególności -nawet nie było próby jakichkolwiek badań. Więc "wystarczy zmienić stymulowanie na takie typu męskiego,testosteronowe,"chyba jednak nie wystarczy.






                                                  • jesod Wystarczy 16.08.15, 12:12
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Urquhart napisał
                                                    > >Wystarczy zamienic stymulowanie na takie męskiego typu testosteronowe i sk
                                                    > omplikowana seksualność nagle staje się prosta jak u facetow <.
                                                    >
                                                    > No ale tu właśnie tkwi problem,jak tę stymulację przeprowadzić, bez skutków ubo
                                                    > cznych w dalszej perspektywie. Intrinsa miała wskazania do stosowania u kobiet
                                                    > po menopauzie indukowanej chirurgicznym usunięciem jajników w połączeniu z tera
                                                    > pią estrogenowej.Rozpoczęto tez badanie umożliwiające jej stosowanie u kobiet p
                                                    > o zwykłej menopauzie, ale zostały przerwane, wskutek braku przewagi korzyści na
                                                    > d ryzykiem. A w końcu całkiem została wycofana,zapewne z powodu dużych efektów
                                                    > niepożądanych.
                                                    > Problem nie jest więc taki prosty do rozwiązania, jak sugerujesz,bo jak widać n
                                                    > a powyższym przykładzie, były próby stosowania tylko u kobiet po menopauzie, cz
                                                    > yli starszych, a u tych młodych z niskim libido, których problem dotyka w szcze
                                                    > gólności -nawet nie było próby jakichkolwiek badań. Więc "wystarczy zmienić sty
                                                    > mulowanie na takie typu męskiego,testosteronowe,"chyba jednak nie wystarczy.

                                                    Ten pomysł to... degeneracyjny syf dla organizmu kobiety.
                                                    Wystarczy zmienić faceta - ot i całe panaceum na tę bolączkę oraz problem. Proste rozwiązania są najskuteczniejsze, a dodatkowo... najbezpieczniejsze.
                                                  • urquhart Re: Wystarczy 16.08.15, 13:29
                                                    jesod napisała:
                                                    > Ten pomysł to... degeneracyjny syf dla organizmu kobiety.
                                                    > Wystarczy zmienić faceta - ot i całe panaceum na tę bolączkę oraz problem. Pros
                                                    > te rozwiązania są najskuteczniejsze, a dodatkowo... najbezpieczniejsze.

                                                    Tylko skąd proponujesz brać tych mityczych idealnych facetów, żeby zastąpić tych realnie istniejących stymulowanych testosteronem :)
                                                  • jesod Re: Wystarczy 16.08.15, 14:31
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Tylko skąd proponujesz brać tych mityczych idealnych facetów, żeby zastąpić tyc
                                                    > h realnie istniejących stymulowanych testosteronem :)

                                                    Nie gloryfikuj tego testosteronu. Jak już zdążyłam zauważyć dla Ciebie jest on wygodnym wytłumaczeniem, wybiegiem i usprawiedliwieniem. Tym samym czynisz z mężczyzn bezmózgowców, pozbawionych woli i samokontroli własnych zachowań.
                                                    I tak testosteron staje się odpowiedzialny za wszystko co dotyczy mężczyzny. Ten schemat ochoczo jest wdrukowywany kulturowo i mentalnie, stanowiąc swego rodzaju furtkę wolności wygodnej oraz nieodpowiedzialnej.

                                                    Mimo wszystko, wcale nierzadko, można spotkać na tej planecie fajnych, normalnych, dobrych i rozsądnych facetów, którzy są panami siebie, a nie poddanymi testosteronu. :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 13:46
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Wystarczy zamienic stymulowanie na takie męskiego typu testosteronowe i skompli
                                                    > kowana seksualność nagle staje się prosta jak u facetow .
                                                    > Czy jak u babek dluzszym serdecznym palem sa odsetkiem populacjii ktory na ten
                                                    > efekt testosteronu naturalnie.
                                                    > Ale rozumiem dlaczego ty i inne babki nie chcecie zaakceptowac tego zjawiska an
                                                    > i jego oczywistych konsekwencji. : )

                                                    Ja mam serdeczny dluzszy i nie bardzo widze zeby moja seksualnosc byla taka prosta. Nie widze tez aby ktos na forum mial problem z zaakceptowaniem zjawiska wystepowania prostej jak cep seksualnosci meskiej, wystepowania kobiet z dluzszym serdecznym, ect. To Ty zyjesz uluda, ze babki (meskie, zhormonione na meskie) bada sie z Toba i innymi facetami rypac na potege za friko. Juz podgadywales przeciez Mabelle na ambasadorke czy cholera wie jak to nazywasz czyli zwykla prostytutke ;-) Wez sie puknij w glowe Urqu. Zreszta slyszales od Aarwolfa i Yorica, nie wspominajac wypowiedzi babek, ze ciezko spotkac kobiete co na tabletki anty sie zgodzi, a co dopiero, zeby testosteron jak tic taki lykala zeby jej wlosy na cyckach rosly ;-) Rozmarzyles sie. U babek na dluzsza mete bez zakochania/zauroczenia to raczej ciezko w ogole o seks niezaleznie od dlugosci palcow. Czysty seks w damskim swiecie nie istnieje, zawsze chodzi o cos jeszcze.
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:02
                                                    >> Zreszta slyszales od Aarwolfa i Yorica, nie wspominajac wypowiedzi babek, ze ciezko spotkac kobiete co na tabletki anty sie zgodzi, a co dopiero, zeby testosteron jak tic taki lykala zeby jej wlos y na cyckach rosly

                                                    To z tabletkami uważam za w dużej mierze zjawisko regionalne, bardzo spotęgowane w Polsce ale w Amerykach już znacznie rzadsze.
                                                    Ale wszystko wskazuje że idzie raczej ku złemu niż dobremu o czym świadczy rozwój sekty anty-szczepionkowej, podobno w USA już 15% uważa że szczepionki to zło, zwłaszcza ci poniżej 30.
                                                  • sea.sea Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:05
                                                    > U babek na dluzsza mete bez zakochania/zauroczenia to raczej ciezko w ogole o seks
                                                    > niezaleznie od dlugosci palcow.

                                                    Zastanawiam się, jak by to wyglądało, gdyby kobiety miały orgazmy tak często jak faceci, bez spełniania jakichś tam dodatkowych warunków w stylu: gra wstępna, specjalne pieszczoty w trakcie itp - na które przy ONS rzadko kiedy można liczyć.
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:06
                                                    >> Zastanawiam się, jak by to wyglądało, gdyby kobiety miały orgazmy tak często jak faceci,

                                                    czyli nigdy
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 15:24
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Zastanawiam się, jak by to wyglądało, gdyby kobiety miały orgazmy tak często ja
                                                    > k faceci, bez spełniania jakichś tam dodatkowych warunków w stylu: gra wstępna,
                                                    > specjalne pieszczoty w trakcie itp - na które przy ONS rzadko kiedy można licz
                                                    > yć.

                                                    Obawiam sie, ze obrociloby sie to przeciwko mezczyznom, bo kobiety przestalyby o siebie dbac (w sensie w jakim oczekuja mezczyzni). Nie trzebaby bylo ich kusic na zwiazek ciuchem, podmalowanym okiem i figura, tylko brac do seksu jak leci. Oplaciloby sie malowac paznokcie na 10 min ruchanka i spierdalaj? ;-) Zwiazki by padly. Aha ten testosteron w tiktakach by pociagnal za soba potrzebe rywalizacji, agresje, wlosy na klacie, wasik i chyba wykasowalby potrzeby macierzynskie, tak? Kobiety poczulyby silne, bo opadlyby im kobiece leki i dopiero bysmy sie zaczeli tluc o kase i wladze. A no i choroby przenoszone droga plciowa by nas wykonczyly.
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 15:39
                                                    Zgadzam się ze wszystkim poza pierwszym.
                                                    Konkurencja wśród kobiet stałaby się wzmożona, bo po co jakiś mężczyzna miał iść do łóżka z niezadbaną, skoro pełno byłoby wokół innych chętnych.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 15:46
                                                    aardwolf_ge napisał:

                                                    > Zgadzam się ze wszystkim poza pierwszym.
                                                    > Konkurencja wśród kobiet stałaby się wzmożona, bo po co jakiś mężczyzna miał iś
                                                    > ć do łóżka z niezadbaną, skoro pełno byłoby wokół innych chętnych.

                                                    Jaka konkurencja wsrod kobiet? Konkurencja jest do zwiazkow. Nie ma zwiazkow = nie ma wylacznosci = nie ma konkurencji.
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 15:56
                                                    A do łóżka nie ma konkurencji?
                                                    Może dlatego że popyt jest większy niż podaż
                                                    Gdyby się zrównały to konkurencja by się pojawiła.
                                                    Raz w życiu byłem w burdelu i konkurencja pomiędzy panienkami była bardzo zauważalna.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 17:04
                                                    aardwolf_ge napisał:

                                                    > A do łóżka nie ma konkurencji?
                                                    > Może dlatego że popyt jest większy niż podaż
                                                    > Gdyby się zrównały to konkurencja by się pojawiła.
                                                    > Raz w życiu byłem w burdelu i konkurencja pomiędzy panienkami była bardzo zauwa
                                                    > żalna.

                                                    No bo nie o seks chodzilo ;-)

                                                    Probuje sobie wyobrazic konkurencje do lozka i nie moge. Przede wszystkim trzeba zwrocic uwage, ze wtedy liczylaby sie na rowni z damska meska atrakcyjnosc fizyczna, bo zwiazek, kasa, dziecko odpadaja. I tak: babki sa wytrenowane do atrakcyjnosci natomiast mezczyzni do nieatrakcyjnosci przez setki lat wiec kto tu bedzie rozdawal karty? ;)
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 17:10
                                                    Chodziło tak naprawdę o poczucie własnej wartości, bo nie o kasę.
                                                    W sumie jaka różnica do czego jest ta konkurencja, czy do łózka czy nie do łóżka, konkurencja to konkurencja.
                                                    Oczywiście że męska atrakcyjność by się liczyła bo już się ona bardzo liczy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 18:07
                                                    aardwolf_ge napisał:

                                                    > Oczywiście że męska atrakcyjność by się liczyła bo już się ona bardzo liczy.

                                                    A co robisz Aardi w celu osiagania fizycznej meskiej atrakcyjnosci? ;)
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 19:30
                                                    Moim problemem nie jest to, że istnieją kobiety które spełniają moje oczekiwania ale ja nie jestem dla nich wystarczająco atrakcyjny.
                                                    Moim problemem jest to, że nie mogę spotkać ani jednej kobiety która spełniałaby moje oczekiwania.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 21:04
                                                    aardwolf_ge napisał:

                                                    > Moim problemem nie jest to, że istnieją kobiety które spełniają moje oczekiwani
                                                    > a ale ja nie jestem dla nich wystarczająco atrakcyjny.
                                                    > Moim problemem jest to, że nie mogę spotkać ani jednej kobiety która spełniałab
                                                    > y moje oczekiwania.

                                                    No wiem. To powinienes obnizyc/urealnic oczekiwania czyli dokladnie zrobic to, co ja i Sabat postulujemy w drugim watku ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 21:10
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > aardwolf_ge napisał:
                                                    >
                                                    > > Moim problemem nie jest to, że istnieją kobiety które spełniają moje ocze
                                                    > kiwania ale ja nie jestem dla nich wystarczająco atrakcyjny.
                                                    > > Moim problemem jest to, że nie mogę spotkać ani jednej kobiety która spełniałaby moje oczekiwania.
                                                    >
                                                    > No wiem. To powinienes obnizyc/urealnic oczekiwania czyli dokladnie zrobic to,
                                                    > co ja i Sabat postulujemy w drugim watku ;-)
                                                    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    Obniżenie oczekiwań implikuje weryfikacje własnej pozycji. Lepiej zwalic na kobiety, że nie ma takich, które spełniaja moje.
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 22:06
                                                    Pamiętam jak parę już razy pisałaś mi żebym nie rezygnował ze swoich ideałów i nie dał się skurwić.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 22:14
                                                    aardwolf_ge napisał:

                                                    > Pamiętam jak parę już razy pisałaś mi żebym nie rezygnował ze swoich ideałów i
                                                    > nie dał się skurwić.

                                                    Ja Ci w tym watku napisalam, co powinienes zrobic, a nie to, co ja bym zrobila. Ja tez nie potrafie obnizyc na stale, choc probowalam.
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 22:18
                                                    Ja nie próbowałem.
                                                    Trudno mi wręcz sobie wyobrazić złamanie zasady w którą gorąco wierzę.
                                                    Nawet po pijaku.
                                                  • sea.sea Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 00:15
                                                    Związki by nie padły, bo jednak nadal część ludzkości chce się rozmnażać i preferuje dzielenie obowiązków związanych z utrzymywaniem i wychowywaniem potomstwa na dwoje.

                                                    Ja osobiście byłabym chyba mniej wybredna. Teraz mi się nijak nie opłaca pójść na ONS z jakimś takim, co mi na jego widok majtki same nie schodzą przez głowę - bo co ja będę z tego miała? Tak to by mi się opłacało jednak :>
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 01:22
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Ja osobiście byłabym chyba mniej wybredna. Teraz mi się nijak nie opłaca pójść
                                                    > na ONS z jakimś takim, co mi na jego widok majtki same nie schodzą przez głowę
                                                    > - bo co ja będę z tego miała? Tak to by mi się opłacało jednak :>

                                                    A nie szukasz przypadkiem wymowki? ;) Pisalas, ze kiedys bylas skomplikowana, a teraz wystarczy Ci czasem przytulic sie mocniej do meskiego uda czy ciala, jakos tak? To moze idz na jakies tance i sie wyprzytulaj? (bez zlosliwosci). Ja potrafilam tez jechac na recznym po zebraniu 'wrazen' z ONS. Zawsze to jakas odmiana niz to nudne porno. Nawet jeszcze teraz po latach zdarza mi sie 'wspominac' do masturbacji razy bez orgazmow.
                                                  • sea.sea Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 11:19
                                                    Kituchna ale takie rzeczy się dzieją właśnie jak ktoś na mnie bardzo działa, wtedy właściwie prawie nic nie musi robić, byleby nie przeszkadzał :) Jak miałam do czynienia z takimi, co nie działali, to musiałam liczyć na dobrą wolę z ich strony, która się pojawiała, albo nie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 11:31
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Kituchna ale takie rzeczy się dzieją właśnie jak ktoś na mnie bardzo działa, wt
                                                    > edy właściwie prawie nic nie musi robić, byleby nie przeszkadzał :) Jak miałam
                                                    > do czynienia z takimi, co nie działali, to musiałam liczyć na dobrą wolę z ich
                                                    > strony, która się pojawiała, albo nie.

                                                    No wlasnie, kurcze, zeby tak dzialali na Ciebie i dzialali z Toba ;) Wszyscy dookola chca seksu ale malo ktory dziala. Kazdemu sie wydaje, ze wystarczy, ze on chce ale nie wystarczy. Co mi po dobrym jebace, jesli ja sobie w nosie dlubie juz jak on do mnie mowi z nudow, z co ja tutaj robie...
                                                  • sea.sea Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 11:51
                                                    No :/ I żeby nie było, ja nie mam wymagań, żeby był piękny jak Apollo, bo często obiektywnie przystojni nie robią na mnie żadnego wrażenia, a szczęka mi opada w nieprzytomnym "ooo" na widok jakiegoś czarującego brzydala, bo np się tak pięknie niesymetrycznie uśmiecha, czy coś.
                                                  • rekreativa Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 12:54
                                                    No właśnie, żeby tak faceci na nas działali, jak my na nich, toby cywilizacja stała w miejscu, bo wszyscy nic, tylko by się rżnęli :)
                                                    A tu niestety klops - w całym życiu spotkałam może ze dwóch, przy których faktycznie była ochota te majtki przez głowę zrzucać.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 14:09
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > No właśnie, żeby tak faceci na nas działali, jak my na nich, toby cywilizacja s
                                                    > tała w miejscu, bo wszyscy nic, tylko by się rżnęli :)
                                                    > A tu niestety klops - w całym życiu spotkałam może ze dwóch, przy których fakty
                                                    > cznie była ochota te majtki przez głowę zrzucać.

                                                    No i teraz powiedz jakiejs babce jak Szopen facetom: 'tego kwiatu jest pol swiatu' ale panie przeciez to chwast ;-) Chwastu nasialo i tyle.
                                                  • szopen_cn Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 15:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > rekreativa napisała:
                                                    >
                                                    > > No właśnie, żeby tak faceci na nas działali, jak my na nich, toby cywiliz
                                                    > acja s
                                                    > > tała w miejscu, bo wszyscy nic, tylko by się rżnęli :)
                                                    > > A tu niestety klops - w całym życiu spotkałam może ze dwóch, przy których
                                                    > fakty
                                                    > > cznie była ochota te majtki przez głowę zrzucać.

                                                    To tylko dowodzi, ze da sie znalezc, wystarczy poszukac.
                                                    Rozumiem, ze jeden z nich to obecny malzonek?



                                                    > No i teraz powiedz jakiejs babce jak Szopen facetom: 'tego kwiatu jest pol swia
                                                    > tu' ale panie przeciez to chwast ;-) Chwastu nasialo i tyle.

                                                    Szopen w tym stwierdzeniu nie ograniczal sie tylko do facetow. Pi razy oko to w grupach wiekowych chyba tak do szesciesiatki jest pol na pol kobiet I mezczyzn.

                                                    A I ten swiat nie jest taki malutki.

                                                    A poza tym to szopenowi wizyta w Europie swietnie idzie. Aktualny przystanek w Niemczech mial planowany na jakies dwa I pol dnia pracy. Poszlo duzo lepiej niz sie spodziewal I skonczyl w pol dnia. Jutro sobie pobimba I pojutrze tez.
                                                  • sid_15 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 17.08.15, 16:48
                                                    > No właśnie, żeby tak faceci na nas działali, jak my na nich, toby cywilizacja s
                                                    > tała w miejscu, bo wszyscy nic, tylko by się rżnęli :)
                                                    > A tu niestety klops - w całym życiu spotkałam może ze dwóch, przy których fakty
                                                    > cznie była ochota te majtki przez głowę zrzucać.

                                                    Nooo właśnie. Potwierdzam, że to nieczęste, żeby facet aż tak działał. Bo że ktoś się podoba, kręci, ma się na niego ochotę - ok, jasne. Ale aż taka chemia i pożądanie, że wystarczy sama obecność kolesia i jesteś o krok od orgazmu, to już jest coś wyjątkowego.:)
                                                  • socrates11 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 26.11.15, 22:53
                                                    sid_15 napisała:

                                                    > > No właśnie, żeby tak faceci na nas działali, jak my na nich, toby cywiliz
                                                    > acja s
                                                    > > tała w miejscu, bo wszyscy nic, tylko by się rżnęli :)
                                                    > > A tu niestety klops - w całym życiu spotkałam może ze dwóch, przy których
                                                    > fakty
                                                    > > cznie była ochota te majtki przez głowę zrzucać.
                                                    >
                                                    > Nooo właśnie. Potwierdzam, że to nieczęste, żeby facet aż tak działał. Bo że kt
                                                    > oś się podoba, kręci, ma się na niego ochotę - ok, jasne. Ale aż taka chemia i
                                                    > pożądanie, że wystarczy sama obecność kolesia i jesteś o krok od orgazmu, to ju
                                                    > ż jest coś wyjątkowego.:)

                                                    Świetne, dopiero przeczytałem:)
                                                  • lybbla Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 23:13
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Zastanawiam się, jak by to wyglądało, gdyby kobiety miały orgazmy tak często jak faceci,
                                                    > bez spełniania jakichś tam dodatkowych warunków w stylu: gra wstępna,
                                                    > specjalne pieszczoty w trakcie itp - na które przy ONS rzadko kiedy można liczyć.

                                                    Zastanawiam się co by było gdyby mężczyźni mieli orgazmy jak facetki.
                                                    Tymczasem ćwiczą mięśnie PC i inne a rezultat 1 sekunda.
                                                    Wyluzować panowie i dać się lizać po sterczących sutkach.
                                                  • szopen_cn Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:05
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Wez sie puknij w glowe Urqu. Zreszta slyszales od Aarwolfa i Yorica
                                                    > , nie wspominajac wypowiedzi babek, ze ciezko spotkac kobiete co na tabletki an
                                                    > ty sie zgodzi, a co dopiero, zeby testosteron jak tic taki lykala zeby jej wlos
                                                    > y na cyckach rosly ;-) Rozmarzyles sie. U babek na dluzsza mete bez zakochania/
                                                    > zauroczenia to raczej ciezko w ogole o seks niezaleznie od dlugosci palcow. Czy
                                                    > sty seks w damskim swiecie nie istnieje, zawsze chodzi o cos jeszcze.


                                                    Ja moge do tego dodac, ze to ten pomysl na tictaki testosteronowe obowiazkowo konsumowane przez kobiety w marzeniach Urquhart to troche sie z tym, ten tego, konceptem wyjasniania rzeczywistosci przez "psychoewo" nie za bardzo zgadza.

                                                    Bo jesli zakladamy, ze "sens ewolucji" w rozumieniu psychoewo jest rzeczywistoscia to musimy tez przyjac, ze ta sama ewolucja I psychoewolucja uksztaltowala i mezczyzn i kobiety takimi jak sa w dniu dzisiejszym. Wiec (teraz pojedziemy po bandzie) z takim to successful tworem psychoewolucji nie nalezy farmakologicznie majsterkowac bo to co jest jest najlepsze z mozliwych.
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:08
                                                    Coś wymyślasz.
                                                    Psychologia ewolucyjna nie zakłada że ewolucja jest doskonała.
                                                    Raczej tłumaczy dlaczego jesteśmy tak spaprani.
                                                  • mabelle2000 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:33
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > Wiec (teraz pojedziemy po
                                                    > bandzie) z takim to successful tworem psychoewolucji nie nalezy farmakologiczn
                                                    > ie majsterkowac bo to co jest jest najlepsze z mozliwych.

                                                    Za pozno, juz przeciez bardzo powaznie zagrzebalismy stosujac na wielka skale antykoncepcje :-)
                                                  • aardwolf_ge Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:36
                                                    i plomby w zębach
                                                  • mabelle2000 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:45
                                                    I perfumy.
                                                  • szopen_cn Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 14:46
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > szopen_cn napisał:
                                                    >
                                                    > > Wiec (teraz pojedziemy po
                                                    > > bandzie) z takim to successful tworem psychoewolucji nie nalezy farmakolo
                                                    > giczn
                                                    > > ie majsterkowac bo to co jest jest najlepsze z mozliwych.
                                                    >
                                                    > Za pozno, juz przeciez bardzo powaznie zagrzebalismy stosujac na wielka skale a
                                                    > ntykoncepcje :-)

                                                    Ja mysle, ze to tylko uboczny rezultat najwiekszego bledu jakim bylo danie kobietom prawa do decydowaniu o sobie i prawa glosu. Reszta to juz sie potoczyla jak lawina.

                                                    Teraz "wannabe samce alfa" to sobie moga tylko pomarzyc jak to by bylo fajnie byc "szefem" w jaskini jak Fred Flinstone i jego kumpel Barney Rubble....
                                                  • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 15:22
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Ja mam serdeczny dluzszy i nie bardzo widze zeby moja seksualnosc byla taka pro
                                                    > sta. Nie widze tez aby ktos na forum mial problem z zaakceptowaniem zjawiska wy
                                                    > stepowania prostej jak cep seksualnosci meskiej, wystepowania kobiet z dluzszym
                                                    > serdecznym, ect. To Ty zyjesz uluda, ze babki (meskie, zhormonione na meskie)
                                                    > bada sie z Toba i innymi facetami rypac na potege za friko. Juz podgadywales pr
                                                    > zeciez Mabelle na ambasadorke czy cholera wie jak to nazywasz czyli zwykla pros
                                                    > tytutke ;-) Wez sie puknij w glowe Urqu. Zreszta slyszales od Aarwolfa i Yorica
                                                    > , nie wspominajac wypowiedzi babek, ze ciezko spotkac kobiete co na tabletki an
                                                    > ty sie zgodzi, a co dopiero, zeby testosteron jak tic taki lykala zeby jej wlos
                                                    > y na cyckach rosly ;-) Rozmarzyles sie. U babek na dluzsza mete bez zakochania/
                                                    > zauroczenia to raczej ciezko w ogole o seks niezaleznie od dlugosci palcow. Czy
                                                    > sty seks w damskim swiecie nie istnieje, zawsze chodzi o cos jeszcze.

                                                    Przypisujesz mi tak absurdalne intencje że nawet nie zamierzam tego prostować.
                                                    To że ty nie potrafisz oddzielić własnych emocji od potrzeby zrozumienia świata nie znaczy że mnie to dotyczy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 16.08.15, 15:42
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Przypisujesz mi tak absurdalne intencje że nawet nie zamierzam tego prostować.

                                                    To wyloz swoje intencje Urqu, po prostu je przedstaw wprost, zamiast sie zakradac. Potrafisz?

                                                    > To że ty nie potrafisz oddzielić własnych emocji od potrzeby zrozumienia świata
                                                    > nie znaczy że mnie to dotyczy.

                                                    Czyli jestem emocjonalnym trolem, tak? ;) Swiat to ja akurat bardzo dobrze rozumiem. A emocje to wszystko co mam.
                                          • ninek04 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 19:25
                                            Sabat 777napisal
                                            >Pojawia sie obiekt warty uwagi to pojawia sie i libido. Brak obiektu - libido gasnie. Mysle ze to moze dotyczyc wielu kobiet uznawanych za ozieble zony. Ich maz nie jest wart uwagi, to i libido gasnie.Wydaje mu się, że libido u kobiet jest bardziej pasywne,dostosowuje się do sytuacji potencjalnych "obiektów "w otoczeniu <

                                            Myślę, że coś w tym jest. W sytuacji odrzucenia przez partnera libido traci na znaczeniu, przynajmniej przez pewien czas,próbuje się je wyprzeć ,skupiając się na pozornie ważniejszych sprawach, niejako wmawiając sobie, że trudno, widocznie tak ma być.Ale do czasu,bo jesli seks odgrywał wcześniej ważną rolę, to w końcu ten poziom frustracji i poczucia niespełnienia zostanie przekroczony, wówczas trzeba wyruszyć na łowy, dla mnie to akurat bez znaczenia, że czasem pierwszy krok musi wykonać kobieta.
                                • sabat777 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 22:19
                                  gogol77 napisał:

                                  > Bo każda jest inna. Jedne drą się jak wa
                                  > riatki na całe osiedle inne cicho jęczą, jedne sztywnieją lub wyginają się w łu
                                  > k, innymi trzepie. Więc się nie wymądrzajcie bo g.... wiecie!!!

                                  Ja kiedyś widziałem w restauracji, więc wiem co to orgazm dziffko!
                                  www.youtube.com/watch?v=FZluzt3H6tk
                                  A tak serio, może jak się kiedyś w końcu wybiorę do prostytutki, to zobaczę ;D
                                • szopen_cn Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 22:39
                                  gogol77 napisał:

                                  > Z kolei facet w średnim wieku, średnio aktywny seksualnie widział ich tysiące j
                                  > eśli nie więcej. I wie co mówi, ma skalę porównawczą - jednej partnerki której
                                  > w zależności od... pogody? zdarzają się słabsze, silniejsze lub jakieś supermeg
                                  > aorgazmy. Lub rożnych partnerek bo...? Bo każda jest inna. Jedne drą się jak wa
                                  > riatki na całe osiedle inne cicho jęczą, jedne sztywnieją lub wyginają się w łu
                                  > k, innymi trzepie...

                                  Zakladajac, ze ten facet w srednim wieku ma lat 45, seks uprawia srednio 3 razy w tygodniu (dobra srednia) I nauczyl sie jak kobiete do orgazmu doprowadzac w wieku lat 25 (badzmy szczerzy), do tego ma 60% sredniej czestotliwosci sukcesu(doprowadzenia kobiety do orgazmu) to rzeczywiscie wyjdzie jakies 1,800 kobiecych orgazmow, ktorych gosc doswiadczyl.

                                  Swoje widzial I wie

                                  Liczone bez kalkulatora.....
                                  • sabat777 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 22:56
                                    Chłopaki, ale rozumiecie chyba, że rozmawiacie z dziewczynami o babskich orgazmach, tak? :)
                                    • szopen_cn Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 23:15
                                      Rozumiemy.
                                      Swoje w zyciu widzielismy.


                                      Albo tak nam sie wydaje.
                                    • lybbla Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 00:05
                                      sabat777 napisał:

                                      > Chłopaki, ale rozumiecie chyba, że rozmawiacie z dziewczynami o babskich
                                      > orgazm ach, tak? :)

                                      Jedyny temat kiedy się ożywiam :)
                                      Co dziewczęta chcecie jeszcze wiedzieć o babskich orgazmach?
                                      • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 00:12
                                        lybbla napisał:

                                        > Jedyny temat kiedy się ożywiam :)
                                        > Co dziewczęta chcecie jeszcze wiedzieć o babskich orgazmach?

                                        A co my lesby? :) Ja sie kiedys zastanawialam dlaczego mezczyzni czasem sie krzywia (na twarzy) przy swoim orgazmie?
                                        • rekreativa Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 00:18
                                          Wolałabyś, żeby ryczeli zwierzęco jak w Marka powieściach?
                                          :D
                                          • hello-kitty2 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 00:45
                                            rekreativa napisała:

                                            > Wolałabyś, żeby ryczeli zwierzęco jak w Marka powieściach?
                                            > :D

                                            hehe
                                            www.youtube.com/watch?v=JJiF42aguYY
                                            to na koncu: 'eee'
                                        • lybbla Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 00:31
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          > A co my lesby? :)

                                          No wiesz boginka tak swego czasu argumentowala na `co wy wiecie o kobiecych orgazmach?'. Swoją drogą trochę się zmieniło od czasów gdy
                                          `Same babki w watku o orgazmach i jeden Lybbla ;)'

                                          > Ja sie kiedys zastanawialam dlaczego mezczyzni czasem sie
                                          > krzywia (na twarzy) przy swoim orgazmie?

                                          Powoli dociera do nich fakt, że nigdy nie byli tak rozciągnięci.
                                • triismegistos Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 09:18
                                  No co Wy??? A która z Was widziała orgazm kobiety?
                                  Zdarza mi się od czasu do czasu.
                                • sid_15 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 09:48
                                  > Z kolei facet w średnim wieku, średnio aktywny seksualnie widział ich tysiące
                                  > jeśli nie więcej.

                                  I ma pewność, że wszystkie nieudawane? Szacun, bro! :P
                                  • lybbla Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 15.08.15, 18:00
                                    sid_15 napisała:

                                    > I ma pewność, że wszystkie nieudawane? Szacun, bro! :P

                                    Wiesz, na początku to za bardzo nie wiedzą co udawać, więc siadamy, cierpliwie tłumaczymy czym jest orgazm, jaka jest jego rola w związku a na koniec zalecamy metodę Stanisławskiego.
                    • urquhart Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 10:43
                      > Mnie jest trudno zrozumiec, ze mozna stosowac wymiennie relacje z partnerem i r
                      > elacje z dzieckiem. To sa dwa rozne modele wzajemnych relacji, no jak dla mnie
                      > nie da sie podstawic jednego za drugie i jeszcze czerpac z tego pelnej satysfak

                      Podobnie jak trudno ci zrozumieć ze dla kogoś gratyfikacja z bliskości może być większa niż z orgazmu. Zresztą mnie też trudno zrozumieć ale nie sposób boksować się z doświadczeniem.
                      A sedno tematu jest proste jak to po kobiecemu tłumaczyła tu kiedyś Andzia. Energii życiowej w ciągu dnia jest skonczoena ilość, jak najbardziej gratyfkuje i pochłania bliskość z dzieckiem , to na nic innego nie ma już czasu i siły.
                  • marek.zak1 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 10:32
                    urquhart napisał:


                    > Znacznie ważniejsze są emocjonalne konsekwencje że skoro dla kobiecych kobiet bliskość jest ważniejsza od orgazmu i kluczowa do satysfakcji seksualnej w relacji, to po urodzeniu dziecka bliskość z dzieckiem jest większa i nieporównywalna do niczego innego i odstawia dawną bliskość z partnerem i satysfakcję daleko w cień.
                    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------

                    Piszesz to na jakiejs podstawie? Całkowicie sie z tym nie zgadzam. Osobiscie na żadnym etapie mojego malżeństwa, a w końcu troje dzieci wychowalismy, nie odczulem, że nasza bliskość została odsunięta.
                  • kutuzow Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 13:54
                    urquhart napisał:
                    > .....po urodzeniu dziecka bliskość z dzieckiem jest większa i nieporównywalna
                    > do niczego innego i odstawia dawną bliskość z partnerem i satysfakcję daleko w
                    > cień.


                    Poza Perel, która pisała że to taki nasz Polski wzorzec, spotkałem się jeszcze z ciekawymi danymi ankiety w Newsweeku (niestety nie mam teraz tego numeru żeby zacytować dokładnie).
                    Rzucę z pamięci. Wyszło w ankiecie zaangażowania rodziców wobec dzieci, że jesteśmy drugim krajem na świecie jeśli chodzi o deklarowane poświęcanie się na rzecz dzieci (swoim kosztem).
                    Pierwsze były Filipiny z wynikiem coś ok 98%, Polska miała cos ok 95% twierdzących odpowiedzi, że rodzice powinni wspierać dzieci swoim kosztem, przy czym kraje Europy miały coś ok 50% odpowiedzi twierdzących. To dobrze pokazuje przeniesienie akcentu z modelu "Dwoje w związku + dziecko" na model "Dziecko + rodzice do jego wychowania".
                    • marek.zak1 Re: Bliskość do dziecka vs do partnera 14.08.15, 15:29
                      kutuzow napisał:

                      > Rzucę z pamięci. Wyszło w ankiecie zaangażowania rodziców wobec dzieci, że jesteśmy drugim krajem na świecie jeśli chodzi o deklarowane poświęcanie się na rzecz dzieci (swoim kosztem).
                      ----------------------------------------------------------------------------------------------------------

                      Wydaliśmy na dzieci w ilośi 3 spor okasy, bo dzieci sa kosztowne. Nigdy nie nazwałbym tego poświęceniem moim kosztem. Dzieci, ich wychowanie jest wielka życiową przygodą. Teraz akurat jade pociągiem do córki w Berlinie. Spędzimy razem weekend, chodząc po mieście, jedząc w knajpkach, gadając i grając w tenisa. Jest to wielka życiowa satysfakcja, że mogę to zrobić.
                • hello-kitty2 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 10:34
                  sea.sea napisała:

                  > Ja doskonale rozumiem, że facetowi się może nie chcieć. Tyle, że...
                  >
                  > ciekawe, jak to się ma do tych wstrętnych niedajek, co po drugim dziecku odstaw
                  > iają faceta od łoża - albo na początku trzymały figurę, kupowały ładną bieliznę
                  > i wykonywały oral z połykiem, prezentując piękną wersję demo, a teraz mają w d
                  > upie. Jaki procent z tych niedajek ma mężów, którym się o jeden raz za dużo nie
                  > chciało :))

                  Zaskocze Cie sea.sea, bo mysle, ze wszystkie/wiekszosc ma meza. Tu wielokrotnie byla dyskusja na ten temat. Tez nie moglam w to uwierzyc: dla faceta gdy sie z babka wiaze nie ma znaczenia jaka babka jest w lozku, wazne zeby byla ladna i szczupla. Nawet Kutuzow pisal, ze lozkowych fikolkow to sie moze nauczyc pozniej byle bylaby ladna, mloda, dostepna. Facet sie podnieca dostepem do ladnej cipki, a jeszcze jak babka walnie wersje demo, to kazdy sie nabierze. Facet mysli kategoriami: kazda, seksowna chce sie ruchac. Proste rownanie: ladna = seks, pewnie cos na zasadzie jak owad instynktownie kojarzy: kwiat = nektar. Popatrz do ladnej sie kazdy slini, a czy w ogole wie czy ona lubi seks? To do czego sie slini? Do wygladu. Refleksja przychodzi dopiero po latach, jak sadze, ze nie kazda ladna cipka = gora ruchania.
              • urquhart Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 09:12
                > Moge dopytac w takim ukladzie czy maz Cie kazdorazowo doprowadza do orgazmu nie
                > zaleznie od stosunku? Czy robisz to sama? Jaki to jest udzial? Pytam (nie musis
                > z odpowiadac), bo jest mi (z moich doswiadczen) latwo sobie wyobrazic cala kupe
                > mezczyzn, ktorzy gdyby to stalo sie dla nich obowiazkiem po kazdym stosunku to
                > by im sie zwyczajnie nie chcialo/nie kreciloby ich, a konsekwencji pozostaje k
                > obiecie ta lazienka, co dziewczynom ciezko pojac.

                Pytanie na ile nawyk masturbacyjny utrwala taką drogę intensywności bodźców przeżywania łechtaczkowego orgazmu po nieśmiało dość seksuolodzy piszą o silnym wpływie i korelacji. Przecież punkt G to też tylna część łechtaczki tylko trudniej go "wytrenować".

                Mnie tam kręcą reakcję i nie traktuję jako obowiązku doprowadzania do orgazmu partnerki ręcznie gdy już jestem po własnym. Ale nie zawsze ona tego chce.
                • hello-kitty2 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 11:05
                  urquhart napisał:

                  > Mnie tam kręcą reakcję i nie traktuję jako obowiązku doprowadzania do orgazmu p
                  > artnerki ręcznie gdy już jestem po własnym. Ale nie zawsze ona tego chce.

                  A rownolegle? Jak byly dyskusje niejednokrotnie, ze facet nie moze dojsc przy stosunku i trzeba zwalic mu konia/musi zwalic konia kazdorazowo to czytales co babki pisaly? Temu panu dziekujemy ;-)
                  • mabelle2000 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 11:15
                    hello-kitty2 napisała:

                    > A rownolegle? Jak byly dyskusje niejednokrotnie, ze facet nie moze dojsc przy s
                    > tosunku i trzeba zwalic mu konia/musi zwalic konia kazdorazowo to czytales co b
                    > abki pisaly? Temu panu dziekujemy ;-)

                    Te dwa mity funkcjonuja rownolegle- kobieta nie musi miec orgazmu, mezczyzna zas musi miec zawsze. Przy czym jesli ona nie ma, to nic nie szkodzi, bo pewnie sie zadowolila sama bliskoscia i jest ok. Jak on nie ma, to trzeba mu na sile zwalic, zeby sie chlopak nie udusil :-P
                    • urquhart Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 11:30
                      mabelle2000 napisała:
                      > Te dwa mity funkcjonuja rownolegle- kobieta nie musi miec orgazmu, mezczyzna za
                      > s musi miec zawsze. Przy czym jesli ona nie ma, to nic nie szkodzi, bo pewnie s
                      > ie zadowolila sama bliskoscia i jest ok. Jak on nie ma, to trzeba mu na sile z
                      > walic, zeby sie chlopak nie udusil :-P

                      Na ten przykład ten mit u mnie jest rzeczywistością.
                      Ja dochodzę zawszę a moja pani ma humory, jak nalegam czemu nie chce konczy się fochem albo karczeną awanturą. Nie bo nie.
                      Pomimo że mój orgazm przy jej to jak zapalenie zapałki przy pokazie zimnych ogni i skurcze ją trzepią czasem pare minut.
                      A po lekach antyhistaminowych czy po alkoholu w większej ilości jak nie mogę dojść to mało mi łba nie urwie.
                      • hello-kitty2 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 12:00
                        urquhart napisał:

                        > Na ten przykład ten mit u mnie jest rzeczywistością.
                        > Ja dochodzę zawszę a moja pani ma humory, jak nalegam czemu nie chce konczy się
                        > fochem albo karczeną awanturą. Nie bo nie.

                        No bo to jest jak pytanie wychowawczyni o miesiaczke.

                        > A po lekach antyhistaminowych czy po alkoholu w większej ilości jak nie mogę do
                        > jść to mało mi łba nie urwie.

                        Zebys nie polazl do innej. Kutuzow linkowal zeby trzymac jaja partnera oproznione przypuszczam.
              • zyg_zyg_zyg Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 11:48
                > Moge dopytac w takim ukladzie czy maz Cie kazdorazowo doprowadza do orgazmu nie
                > zaleznie od stosunku? Czy robisz to sama? Jaki to jest udzial? Pytam (nie musis
                > z odpowiadac), bo jest mi (z moich doswiadczen) latwo sobie wyobrazic cala kupe
                > mezczyzn, ktorzy gdyby to stalo sie dla nich obowiazkiem po kazdym stosunku to
                > by im sie zwyczajnie nie chcialo/nie kreciloby ich, a konsekwencji pozostaje k
                > obiecie ta lazienka, co dziewczynom ciezko pojac.

                Po stosunku to ja nie mam męża, tylko ciepłe i chrapiące zwłoki obok :-)

                Nie będę, Kiciu, wchodzić w szczegóły - tak w telegraficznym skrócie: a) nie przeżywam orgazmu przy każdym zbliżeniu, b) obecnie większe udziały mam ja, c) doprowadzanie mnie do orgazmu nie jest obowiązkiem mojego męża, d) masturbację "po" w łazience znam z autopsji, ale porzuciłam ją na rzecz masturbacji "podczas" przy współudziale męża :-)

                • hello-kitty2 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 11:56
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  > Po stosunku to ja nie mam męża, tylko ciepłe i chrapiące zwłoki obok :-)

                  Niestety tez mam ten problem, w sensie ja jestem problemem. Normalnie przewrocenie sie z dala od parnera na czesc zimna poscieli, bez dotykania, choc na 3 minutki sprawia mi niewyobrazalna radosc ;-)

                  > Nie będę, Kiciu, wchodzić w szczegóły - tak w telegraficznym skrócie: a) nie pr
                  > zeżywam orgazmu przy każdym zbliżeniu, b) obecnie większe udziały mam ja, c) do
                  > prowadzanie mnie do orgazmu nie jest obowiązkiem mojego męża, d) masturbację "p
                  > o" w łazience znam z autopsji, ale porzuciłam ją na rzecz masturbacji "podczas"
                  > przy współudziale męża :-)

                  Jestes rzetelna firma ;) Moglabym z Toba pracowac. Na pewno masz wszystko rowniotko i na czas zrobione.
            • urquhart Orgazmowy męski typ satysfacji vs Kobiecy 14.08.15, 08:56
              > To niekoniecznie jest skorelowane. Zalinkowałeś tekst o tym, że tylko 25% kobie
              > t osiąga orgazm podczas stosunku. To, że reszta kobiet na ogół nie osiąga, nie
              > znaczy wcale, że orgazm jest dla nich nieważny lub tez mniej ważny od przytulas
              > ków, miłych słówek czy tam innego poczucia bliskości.

              Ale najważniejsza była konkluzja jest że orgazm czy stosunek nie jest kluczem do kobiecej seksualnej satysfakcji. W innym artykule o pomiarach samej satysfakcji piszą wprost że badając aspekty satysfakcji do stworzenia skali satysfakcji podejście kobiet różniło się od mężczyzn którzy odnosili się do orgazmu w masturbacji jako odniesienia podobnie jak ty tu. Wiec to twoje podejście Zyg i innych weteranek forum tu jest unikalne w skali dla kobiet a charakterystyczne dla mężczyzn w skali populacji co powtarzam.

              However, interestingly, some participants looked instead toward their partner’s level of sexual satisfaction to assess their own – thereby not using the subjectivity that is sometimes an underlying assumption of measuring sexual satisfaction. More interesting findings from McClelland's paper(link is external):
              •Closeness felt with a partner was sometimes used as a proxy for sexual satisfaction
              •Partner’s sexual satisfaction level was sometimes used as a proxy for own sexual satisfaction
              •“Doing a good job” was sometimes used as a proxy for level of sexual satisfaction

              Interestingly, presence of self-orgasm was used mainly by men as a proxy for sexual satisfaction (both heterosexual and LGBT), but not for women. Women relied on their partner’s orgasm instead of their own and tended to rely less on physiological indicators of satisfaction.
              www.psychologytoday.com/blog/the-power-pleasure/201311/decoding-sexual-satisfaction
              • zyg_zyg_zyg Re: Orgazmowy męski typ satysfacji vs Kobiecy 14.08.15, 10:55
                > Ale najważniejsza była konkluzja jest że orgazm czy stosunek nie jest kluczem d
                > o kobiecej seksualnej satysfakcji.

                Dla mnie też nie jest kluczem. Byłam z kolesiem, dla którego liczyło się tylko to, czy doprowadził mnie do orgazmu i ile razy - według niego im więcej, tym lepiej. A ja po trzecim - już trochę wymęczonym - szczytowaniu, do rana przewracałam się z boku na bok z niezaspokojenia. Bo sam orgazm - a nawet i trzy - to za mało.

                Wśród istotnych czynników, którymi mogę ważyć satysfakcję w seksie, są między innymi rozładowanie (orgazm) i nasycenie. Rozładowanie jestem sobie w stanie załatwić sama - chociaż to z partnerem (przy partnerze) bardziej działa, może ze względu na towarzystwo tego drugiego czynnika. To, co mnie seksualnie nasyca, można chyba objąć jednym słowem - dotyk. Przytulanie, przygniatanie, obejmowanie, głaskanie, całowanie, muskanie, międlenie, ściskanie itp - zarówno bycie dotykaną, jak i dotykanie partnera. Odbieranie dotyku całym ciałem i dotykanie całym ciałem. Jasne, że nie mechaniczne i suche, tylko nasączone emocjami - raz czułością, innym razem gwałtowną namiętnością. Bliskości też więc potrzebuję.

                Permanentne rozładowanie bez nasycenia jest dla mnie nie do przyjęcia. Nasycenie bez rozładowania czasowo mogę akceptować, ale wtedy seksualnemu pożyciu brakuje do nazwania go satysfakcjonującym. Cholera, może z tego właśnie wynika, że poczucie bliskości jest dla mnie ważniejsze od orgazmu? ;-) Satysfakcję zapewniają dopiero nasycenie i rozładowanie występujące razem.

                • marek.zak1 Re: Orgazmowy męski typ satysfacji vs Kobiecy 14.08.15, 11:13
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  . To, co mnie seksualnie nasyca, można chyba objąć jednym słowem - dotyk. Przytulanie, przygniatanie, obejmowanie, głaskanie, całowanie, muskanie, międlenie, ściskanie itp - zarówno bycie dotykaną, jak i dotykanie partnera. Odbieranie dotyku całym ciałem i dotykanie całym ciałem. Jasne, że nie mechaniczne i suche, tylko nasączone emocjami - raz czułością, innym razem gwałtowną namiętnością. Bliskości też więc potrzebuję.
                  ---------------------------------------------------------------------------------------------------------

                  Magiczny dotyk. Zgadzam się w całej rozciagłości.
                • urquhart Re: Orgazmowy męski typ satysfacji vs Kobiecy 14.08.15, 11:22
                  zyg_zyg_zyg napisała:
                  > Permanentne rozładowanie bez nasycenia jest dla mnie nie do przyjęcia. Nasyceni
                  > e bez rozładowania czasowo mogę akceptować, ale wtedy seksualnemu pożyciu braku
                  > je do nazwania go satysfakcjonującym. Cholera, może z tego właśnie wynika, że p
                  > oczucie bliskości jest dla mnie ważniejsze od orgazmu? ;-) Satysfakcję zapewnia
                  > ją dopiero nasycenie i rozładowanie występujące razem.

                  Czyli samo podeście nie jest już takie nierealne zakładając taki podział preferencji a inny akcent?
                  Przyznam żeby nie było prosto to może z inną wagą ale dla mnie także bardzo ważna jest bliskość do poczucia satysfakcji.
                  Ale zabrakło tu dla mnie osobiście elementu skali satysfakcji jak erotyzm. Czyli to budowanie napięcia nastoju seksualnego bodźcami wzrokowymi, otoczeniem, zapachem, bielizną etc. które dąży potem do rozładowania.
                  Bez tego seks jest jak zimna pizza. Też fajna jak się jest głodnym ale trudno mówić o satysfakcji.
                  No ale pewnie jestem wybredny po prostu. :)
                  • mabelle2000 Re: Orgazmowy męski typ satysfacji vs Kobiecy 14.08.15, 11:28
                    urquhart napisał:

                    > No ale pewnie jestem wybredny po prostu. :

                    Nie jestes wybredny, idziesz droga osiagania satysfakcji poprzez wszystkie zmysly :-)
                  • zyg_zyg_zyg Re: Orgazmowy męski typ satysfacji vs Kobiecy 14.08.15, 11:50

                    > No ale pewnie jestem wybredny po prostu. :)

                    E, pewnie masz większe mieszkanie po prostu :-)
          • lybbla Re: not the key to most women's sexual satisfacti 14.08.15, 23:39
            urquhart napisał:

            > > Albo sie pani redaktor Łucji Wu pomyliły żródła, albo z dupy wyciągnęła 8
            > 5% kob
            > > iet, dla których poczucie bliskości jest ważniejsze od orgazmu
            >
            > To ja znalazłem artykuł skorelowany treścią z poważniejszego źródła o tych 85%
            > procent. Rozumiem że dla kogoś kto odczuwa gratyfikację z seksu możne byc to ni
            > epojęte. Mnie na przykład nie gratyfikuje nikotyna wcale mimo że wielokrotnie p
            > róbowałem, i nikt mnie nie przekona jak po co palić papierosy. :)
            > www.psychologytoday.com/blog/all-about-sex/200903/the-most-important-sexual-statistic
            > P.S.
            > Zyg, ujawnisz mi wreszcie czy masz dłuższy serdeczny palec od wskazującego czy
            > to inna przygoda z wysokim testosteronem która motywuje cię do sporów walki?

            Urqu to co linkujesz w żaden sposób nie koreluje z 85%.
            Streśćmy
            25 % ma zawsze orgazm podczas stosunku
            50 % ma czasami orgazm podczas stosunku
            20 % ma rzadko miewa lub kiedykolwiek miało orgazm podczas stosunku
            5 % nie miało w ogóle orgazmu podczas stosunku

            A to tylko podczas stosunku. A o taki nie-podczas-stosunku łatwiej.
            Argument, że kobiety nie wiedzą co tracą odpada, chyba, że wprowadzić stopniowanie orgazmów, co tutaj wielokrotnie było czynione.

            Badania jak rozumiem dotyczą kobiet w wieku dojrzałym (tak by mieć całą historię kobiety przed oczami).
            Gdyby zrobić je w grupie 25- wyniki byłyby drastycznie inne.
            • sid_15 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 15.08.15, 09:51
              Cóż, zakładając, że badaniami są ankiety, w których ludzie się deklarują, to ja bym tak bardzo nie opierała się na wynikach. Nawet jeśli badania są anonimowe, to czasami ankietowani kłamią, żeby lepiej wypaść w swoich własnych oczach lub bo się wstydzą. I teraz pytanie - czy większe ściemy są możliwe w deklaracjach "mam orgazm zawsze/często i w ogóle zajebiste życie seksualne", czy "orgazm mi niepotrzebny, lubię kiedy Misio mnie przytuli". W sensie, że trzeba mieć super hiper życie seksualne, czy że nie wypada, a ważniejsza jest bliskość.
              • mabelle2000 Re: not the key to most women's sexual satisfacti 16.08.15, 12:05
                sid_15 napisała:

                > I teraz pytanie - czy większe ściemy są możliwe w deklaracjach
                > "mam orgazm zawsze/często i w ogóle zajebiste życie seksualne", czy "orgazm mi
                > niepotrzebny, lubię kiedy Misio mnie przytuli". W sensie, że trzeba mieć super
                > hiper życie seksualne, czy że nie wypada, a ważniejsza jest bliskość.

                Tez sie na tym zastanawiam :-) Ale majac na uwadze, ze cala katolicka filozofia propaguje nadrzednosc *milosci*( czyli jak mozna sie domyslac- wyzszosci uczuc i relacji ) nad sila popedu seksualnego, to np. takie wyniki badan w kraju katolickim absolutnie by mnie nie zdziwily.
                Poza tym, nie oszukujmy sie, te deklarowane przez Polakow zadowolenie z zycia seksualnego wynika nie tyle z erotycznych rozkoszy w lozku, co z niewielkich oczekiwan. Oczyma wyobrazni juz widze konsternacje, gdyby zapytac ankietowanych, czego w tej sferze pragna ;-)
                • potwor_z_piccadilly Re: not the key to most women's sexual satisfacti 16.08.15, 12:34
                  mabelle2000 napisała:

                  > sid_15 napisała:
                  >
                  > > I teraz pytanie - czy większe ściemy są możliwe w deklaracjach
                  > > "mam orgazm zawsze/często i w ogóle zajebiste życie seksualne", czy "orga
                  > zm mi
                  > > niepotrzebny, lubię kiedy Misio mnie przytuli". W sensie, że trzeba mieć
                  > super
                  > > hiper życie seksualne, czy że nie wypada, a ważniejsza jest bliskość.
                  >
                  > Tez sie na tym zastanawiam :-)

                  To tak jakbyś się zastanawiała czy potrzebne są nam nogi. Wszakże zamiast chodzić, można się czołgać no nie?
                  Natura wyposażyła nas w członki, zmysły w tym orgazm, bo to stwierdziła ona, że wyposażenie to jest nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania.
                  Pozbawieni tych darów, to ludzie okaleczeni. Dobrowolnie z nich rezygnujący, to szkodliwi głupcy.

    • kombinerki_pinocheta00 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 14:18
      I znowu zderzenie dwóch frontów, czyli która strona wie lepiej co jest przyjemniejsze dla obu.
      Te, którym wystarczy bliskość, buzi-buzi i przytulaski i te, które potrzebują solidnego jebania przez 20 cm penisa z mocnym dobijaniem do ściany pochwy czy co tam w środku się znajduje.

      I teraz gdy wypowie się jedna grupa to zaraz pojawiają się głosy z drugiej, że nieprawda. Każda wie lepiej i chce drugą stronę uświadomić, iż jest w błędzie.

      Kojarzy mi się to z walką feministek z matkami Polkami, bo prawdziwa kobieta spełnia się podróżując, zarabiając, bzykając się/w domu z dziećmi.

      W sumie mam to w dupie czego tam chcą Sidy, Trisy czy inne Kitki. Ważna jest edukacja facetów, bo to oni mają się wykazać jak trafią na odpowiedni materiał.

      Najpierw niech nauczą się rżnąć, bo to jest łatwiejsze niż bliskość. Dlaczego rżnąć? Bo łatwiej trafić na taką, która solidnego bzykania niż panią przytulaskę.

      Czytając wypowiedzi kobiet dochodzę do wniosku, że ideałem jest facet-maszyna, wielki kutas w spodniach, nienaganna budowa, niezawodność, wytrzymałość i kondycja na najwyższym poziomie. I na każde zawołanie. Ale to tylko na papierze.
      • kutuzow Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 14:47
        kombinerki_pinocheta00 napisała:
        > Najpierw niech nauczą się rżnąć, bo to jest łatwiejsze niż bliskość. Dlaczego r
        > żnąć? Bo łatwiej trafić na taką, która solidnego bzykania niż panią przytulaskę

        Wiesz co stary, idź na forum eMatka, tam znajdziesz dużo takich Pań gdzie przytulanie i bliskość są ważniejsze niż seks. Będziesz tam mógł brylować, znajdziesz wspólny język. Marnujesz się tutaj na BSwM -nikt Cię nie docenia, laski Cię olewają.
        Realizujesz tutaj jakiś swój fetysz z sadomasochizmem (lubisz być taki odtrącany/olewany) czy co?
        Nie możesz iść się bawić gdzieś indziej? Sorry ale zaniżasz poziom tego forum.
        Nie dla tego że masz takie, a nie inne poglądy, ale dlatego że je prezentujesz na zasadzie dygmatu "bo tak". Chcesz podyskutować merytorycznie o tym jakie te kobiety (wg Ciebie) są niedobre, to podeprzyj się najpierw jakimiś danymi, badaniami itp. odrób pracę domową, przygotuj się, to wtedy temat który podrzucasz może być ciekawy.
        • kombinerki_pinocheta00 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 15:08
          Mnie nie muszą doceniać. Nie odczułem żeby mnie olewały, nie zauważyłem aby moje teorie nie miały potwierdzenia w rzeczywistości i nie potrzebuję danych. Nie muszę podpierać się pracą jakiegoś doktorka. Nikt tego tutaj nie robi, poza Urqiem. :)

          To są po prostu moje obserwacje zbierane przez ostatnie 10 lat i w zdecydowanej większości są trafione, a to czy to odpowiada kobiecemu spojrzeniu na siebie mnie nie interesuje. One i tak chciałyby siebie widzieć i przedstawiać w lepszym świetle niż to wygląda w rzeczywistości.

          Dogmat? Literówka, rozumiem.
      • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 13.08.15, 18:08
        > Najpierw niech nauczą się rżnąć, bo to jest łatwiejsze niż bliskość.

        Lekcja numer jeden - kobieta ma wiele możliwości przeżywania orgazmu. Samodzielnie można to zrobić na multum sposobów, a co dopiero z mężczyzną. I jeśli ktoś myśli, że gwarantem sukcesu jest młócenie 20-cm pałą i na tym się fiksuje, to nie wróżę powodzenia.
    • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 09:18
      Ze świeżynek polecam wątek na Forum Kobieta. Myślę, że babek z takim podejściem jest niemało:
      forum.gazeta.pl/forum/w,16,158422557,158422557,Spostrzezenie_o_Tinderze_przenosny_dom_publiczny.html
      • sabat777 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 09:37
        To jest ciekawe. Wydaje mi sie, ze podejscie do sprawy zależy od tego jak kto postrzega role płciowe. Co powinna kobieta a co mężczyzna. To raczej takie kulturowe oburzenie.
      • urquhart Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 09:56
        Przecież to przykład jak z tego badania satysfakcji. Dla owej pani dużo ważniejsza jest bliskość w relacji niż orgazm. I tylko ona uzasadnia podjęcie seksu. Albo ewentualnie sprzedawanie dupy za pieniądze.
        Nie ma opcji typowo męskiej: ot dla przyjemności z orgazmu z a atrakcyjnym partnerem.
        • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 10:35
          Tyle to ja zrozumiałam i właśnie dlatego to nadaje się do tego wątku, m.in. o takich kobietach tutaj piszemy. Ale tam masz jeszcze odnogę "mały Kazio dziwi się światu", czyli jak można inaczej, nie rozumiem, to niepojęte. Bez analizy "dlaczego", którą np. my tutaj przeprowadzamy.
      • kombinerki_pinocheta00 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 11:50
        Za punkt honoru przyjęłaś kwestię "nawrócenia" tych kobiet na jedyną właściwą drogę wyzwolonej seksualnie 30stki?

        Dzięki podejściu takich kobiet niektórzy faceci mają łatwiej.
        • sid_15 Re: To i ja coś zalinkuję - mity 14.08.15, 12:38
          A Kombi jak zwykle czyta i nie rozumie.
    • that.bitch.is.sick Re: To i ja coś zalinkuję - mity 27.11.15, 07:57
      sid_15 napisała:

      > www.edziecko.pl/rodzice/56,133102,17668097,Szkodliwe_mity_na_temat_seksu__Tez_w_nie_wierzysz_.html?disclaimer=1#NiePrzeg
      > Czy tylko mnie irytuje takie podejście, jak to kobiecie orgazm nie jest potrzeb
      > ny do szczęścia, bo i bez tego może być fajnie? Tzn. może być, ale to taki drug
      > i biegun, niby przeciwstawiający się rzekomej obsesyjnej pogoni za orgazmem, a
      > wychodzi z tego właśnie drugi biegun. Ja wiem, że nie zawsze się da i jeśli zda
      > rza się tak, że orgazmu nie ma, to nie ma co strzelać w głowę sobie lub partner
      > owi, lecz jednak warto dążyć do tego, żeby orgazm był, a nie że babie wystarczy
      > , jak facet ją przytuli i powie "kocham cię".



      Zgadzam się. Powiem więcej, rozmowę o wszystkich życiowych i seksualnych problemach kobiet powinno się zaczynać pytaniem:
      Jak często przeżywasz orgazmy? To jednocześnie pytanie: Co, jak i ile w sobie tłumisz?
      To są podstawowe rzeczy zanim zaczniemy mówić o ochocie, braku ochoty, wybieraniu takiego a nie innego mężczyzny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka