tjalla
12.10.17, 11:27
W skrócie: ja 29 lat, on 32, seks jest raz na miesiąc (jak dobrze pójdzie).
Trochę dłużej: poznaliśmy się pół roku temu, przez Internet. Właściwie od początku widywaliśmy się bardzo intensywnie, niestety seksu prawie w ogóle nie ma. Na początku nawet mi się podobało, że nie pcha się z łapami, bo ja jestem raczej taką stereotypową kobiecą kobietą - często facetom wydaje się że jak mam duży biust to jest po to, żeby go zmacać na pierwszej randce. On chodzi na terapię, najpierw brał antydepresanty, potem przestał ale stracił pracę - myślałam, że zerowe libido jest spowodowane tymi rzeczami, ale nie - teraz w życiu mu się układa, ma pracę którą lubi, antydepresanty odstawił już dawno, a w łóżku zero zmian. Nasza częstotliwość jest właśnie taka - raz na miesiąc. Ja bym chciała przynajmniej dwa-trzy razy na tydzień.
Do tego on jest raczej mało spontaniczny - w ogóle nie rozmawia o seksie, jak ja zaczynam temat to jest speszony, ja czuję się jakbym poruszała jakieś niestosowne tematy. Kurczę, z własnym chłopakiem nie jestem w stanie swobodnie rozmawiać o "tych sprawach". Miałam z nim dwie-trzy rozmowy i dowiedziałam się (z wielkim trudem) co następuje:
Dopytywałam co lubi - nie wie. Powiedziałam mu co ja lubię - nie zastosował. Zaczęłam się nawet zastanawiać czy może nie jest kryptogejem, ale miał dziewczyny - bodaj trzy do tej pory. Pomyślałam, że może woli się zaspokajać sam, ale powiedział mi, że robi to też mniej więcej raz-dwa razy na miesiąc. Nie lubi się przytulać, nie lubi się całować (znowu - zastanawiałam się czy nie ma lekkiego Aspergera, ale ma bogate życie towarzyskie, dogaduje się z ludźmi). Mimo to, spędza u mnie większość nocy w tygodniu, po prostu śpimy razem. Nie jest religijny, wręcz przeciwnie, religii nie lubi.
Przy tym wszystkim dba o mnie, przynosi mi kwiaty bez okazji i czekoladę jak mam okres, chce się dzielić obowiązkami, mamy o czym porozmawiać, jest inteligentny, ma zainteresowania, podróżuje, mamy podobny background jeśli chodzi o wartości i wychowanie, nie chciałabym zrywać tego związku. Imponuje mi wieloma rzeczami, a trudno mi znaleźć faceta, który mi imponuje. Chce spędzać ze mną czas, byliśmy we dwoje na wakacjach, znam wszystkich jego przyjaciół, rodzinę. On przebąkuje o wspólnym zamieszkaniu. Kiedy spytałam "dlaczego chcesz żebyśmy mieszkali razem", chciałam usłyszeć "bo cię kocham", a usłyszałam "no, będzie taniej i praktyczniej". Btw: "kocham cię" nie usłyszałam jeszcze ani razu, chociaż mniej więcej od sierpnia przedstawia mnie ludziom jako swoją dziewczynę. Nie chcę go zmuszać do takich wyznań, chcę, żeby powiedział mi to sam jak będzie gotowy, ale czuję, że w ogóle tego nie usłyszę. Czasem czuję się jakbym była w związku z kosmitą.
Generalnie moje pytanie do Was jest takie: czy tak niskie libido od zawsze to "taka uroda" czy zadanie dla specjalisty? Czy ktoś z Was miał kiedyś taką sytuację? Kocham go, męczę się, a chciałabym mieć świadomość, że zrobiłam wszystko.