scriptus 11.10.04, 09:12 Chyba rozmyślając nad swoim związkiem i nad opisywanymi na tym forum problemami innych ludzi wpadłem na jakiś trop. Opisałem to w innym wątku, ale pozwolę sobie powtórzyć tę myśl w odpowiedzi do niniejszego postu: Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
scriptus Re: Proteza małżonka 11.10.04, 09:15 Oto moja myśl, fragment postu z wątku "dlaczego tkwimy w chorych związkach" ...Za jakiś czas nawet nie będziemy mogli sobie pomyśleć, że kochamy tę drugą stronę, będziemy ze sobą, czy też obok siebie z litości. Ja czuję ciągle chęć leczenia tej naszej wymęczonej, opuchniętej i zaropiałej więzi, która jest między nami. Wszak nawet dziurawy i bolący ząb staramy się wyleczyć, zanim podejmiemy decyzję o jego wyrwaniu. Niech będzie, że motywacje mam podobne, jak przy zębie. Strach przed bólem. Ale, wyleczony ząb dalej służy, jest moją częścią. Można wyrwać, zostanie dziura po zębie, można wstawić protezę, lepszą, lub gorszą, która będzie OK, albo będzie uwierać... Kto wie, jak wygląda proteza żony? :)))))) czy męża? To już śmiechu, przypomniałem sobie, na jakimś filmie, chyba komedii, widziałem, samotny mężczyzna, miał gumową lalkę z seks shopu, sadzał ją przy stole, mówił do niej, jadł z nią posiłki, niczego od niej nie oczekiwał, poza towarzystwem. Zapewne też z nią i spał. Ona, czyli gumowa lalka, nie miała żadnych wymagań, co też bylo dla niego wygodne. Po prostu proteza żony. I jeszcze pamiętam, że płakał, kiedy, nie pamiętam, z jakich przyczyn gumowa lalka została przekłuta i sflaczała. Prawdopodobnie wiele związków dochodzi w takie miejsce, że relacje sprowadzają się do podobnych, jak na tamtym filmie. Jednak dostrzec problem, to jedno, a umieć "wyleczyć ząb", to inna sprawa. A ja nie umiem ani leczyć zębów, ani chorych więzi. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 11.10.04, 10:28 Może moja wina polega na tym, że traktuję trochę moją żonę, jak ten facet w filmie gumową lalkę? On wprawdzie potrzebował się wygadać, ja potrzebuję, żeby Ona do mnie gadała. Lubię coś dla Niej zrobić, śniadanko, kawkę, przynieść świeże bułeczki, przytulić... Sprawiać Jej przyjemność. Może zamiast gumowej lalki wystarczyłby kot, któremu kupowałbym friskas, obróżki przeciwpchelne i byłby zadowolony. A może zestaw - gumowa lalka z którą można by się kochać, kot, któremu można sprawiać przyjemność i radio, co by do mnie gadało... Właściwie, to może problem polega na tym, że ja niczego od Niej nie oczekuję, niczego, czego nie otrzymam od gumowej lalki, kota i radia... Poza tym, czego mi teraz odmawia, ciepła. W zamian STARAM się robić wszystko, o co poprosi, staram się, nie wszystko mi się udaje. A Ona poczuła się jak ta gumowa lalka. Ja właściwie niczego od Niej nie potrzebuję. Zrobi jedzenie, fajnie, jak nie zrobi, drugie fajnie. Sam zrobię Wypierze moje rzeczy, fajnie, nie wypierze, też fajnie, po prostu sam je wrzucę do pralki i tyle... Oglądamy razem TV, fajnie, przełączy w połowie filmu na coś innego, tez fajnie. Kupi mi coś, sweter, czy coś w tym rodzaju, naprawdę się cieszę WIERZCIE MI, CIESZĘ SIĘ, ale właściwie, to nie chodzę w swetrach, Cieszę się, że mi coś dała, choć mi to niepotrzebne. Mam pełną szafę rzeczy od Niej,w których nie chodzę. Może powinienem zacząć w nich chodzić? Ona nie chce być gumową lalką, nawet gadającą. A seks, gdyby były takie lalki, co mają orgazmy, to bym je zadręczył :). Z moją żoną staram się nie przekraczać tego, co Ona potrzebuje. Sprawia mi radość, kiedy Jej jest dobrze. Sam oczywiście też to uwielbiam. Może jednak źle wyczuwam Jej potrzeby? Ja wprawdzie mogę dużo więcej, ale Ona twierdzi, że więcej nie potrzebuje, staram się, żeby chociaż było jak najlepiej. Ja Jej potrzebuję właściwie tylko do tego, żeby ze mną była, do tego, że jak jestem poza domem, to mam do kogo tęsknić, jak przychodzi do domu, albo jak wracam ja, to się cieszę, że ją widzę, mój całusek dla Niej jest serdeczny, jest wyrazem mojej radości i wdzięczności, że jest. A może do tego by mi wystarczył kot, a nie prawdziwa, żywa kobieta? A ona nie chce być kotem Kochane Panie, czego Wy oczekujecie od swoich partnerów, czego Oni oczekują od Was? Czegoś brakuje w naszej więzi i ja to muszę odnaleźć. Może jeszcze nie jest za późno. Odpowiedz Link
butterfly34 Re: Proteza małżonka 11.10.04, 13:45 Czy nie przyszło Ci kiedykolwiek do głowy, że Twoja żona potrzebuje czegoś innego, niż być tylko kimś, od kogo wymaga się jedynie przytulenia, pogłaskania i seksu? Niewiele napisałeś o Waszych relacjach i "domowym życiu", wtedy, gdy jeszcze było dobrze. Czy Wasz związek był partnerski? Czy potrafiliście słuchać tego, co do siebie o własnych potrzebach mówiliście? Może ta kobieta czuje się jak ten wspomniany przez Ciebie kotek, którego z miłości można zagłaskać na śmierć, a on zamiast za tę wielka miłość podziękować, wystawi pazury i zacznie kąsać. Trudno wyrokować, dlaczego jest u Was tak źle. Ale zawsze wina leży po dwóch stronach. Przedstawiasz siebie w bardzo dobrym świetle, ale nazwijmy to, "prawda subiektywna" często odbiega od rzeczywistości. Bardzo jestem ciekawa zdania Twojej Żony. Wszak medal zawsze ma dwie strony. scriptus napisał: > Może moja wina polega na tym, że traktuję trochę moją żonę, jak ten facet w > filmie gumową lalkę? On wprawdzie potrzebował się wygadać, ja potrzebuję, żeby > Ona do mnie gadała. Lubię coś dla Niej zrobić, śniadanko, kawkę, przynieść > świeże bułeczki, przytulić... Sprawiać Jej przyjemność. Może zamiast gumowej > lalki wystarczyłby kot, któremu kupowałbym friskas, obróżki przeciwpchelne i > byłby zadowolony. A może zestaw - gumowa lalka z którą można by się kochać, > kot, któremu można sprawiać przyjemność i radio, co by do mnie gadało... > > Właściwie, to może problem polega na tym, że ja niczego od Niej nie oczekuję, > niczego, czego nie otrzymam od gumowej lalki, kota i radia... Poza tym, czego > mi teraz odmawia, ciepła. W zamian STARAM się robić wszystko, o co poprosi, > staram się, nie wszystko mi się udaje. > > A Ona poczuła się jak ta gumowa lalka. Ja właściwie niczego od Niej nie > potrzebuję. Zrobi jedzenie, fajnie, jak nie zrobi, drugie fajnie. Sam zrobię > Wypierze moje rzeczy, fajnie, nie wypierze, też fajnie, po prostu sam je wrzucę > > do pralki i tyle... Oglądamy razem TV, fajnie, przełączy w połowie filmu na coś > > innego, tez fajnie. Kupi mi coś, sweter, czy coś w tym rodzaju, naprawdę się > cieszę WIERZCIE MI, CIESZĘ SIĘ, ale właściwie, to nie chodzę w swetrach, Cieszę > > się, że mi coś dała, choć mi to niepotrzebne. Mam pełną szafę rzeczy od Niej,w > których nie chodzę. Może powinienem zacząć w nich chodzić? > > Ona nie chce być gumową lalką, nawet gadającą. > > A seks, gdyby były takie lalki, co mają orgazmy, to bym je zadręczył :). Z moją > > żoną staram się nie przekraczać tego, co Ona potrzebuje. Sprawia mi radość, > kiedy Jej jest dobrze. Sam oczywiście też to uwielbiam. Może jednak źle > wyczuwam Jej potrzeby? Ja wprawdzie mogę dużo więcej, ale Ona twierdzi, że > więcej nie potrzebuje, staram się, żeby chociaż było jak najlepiej. > > Ja Jej potrzebuję właściwie tylko do tego, żeby ze mną była, do tego, że jak > jestem poza domem, to mam do kogo tęsknić, jak przychodzi do domu, albo jak > wracam ja, to się cieszę, że ją widzę, mój całusek dla Niej jest serdeczny, > jest wyrazem mojej radości i wdzięczności, że jest. A może do tego by mi > wystarczył kot, a nie prawdziwa, żywa kobieta? A ona nie chce być kotem > > Kochane Panie, czego Wy oczekujecie od swoich partnerów, czego Oni oczekują od > Was? Czegoś brakuje w naszej więzi i ja to muszę odnaleźć. Może jeszcze nie > jest za późno. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 12.10.04, 00:06 Właśnie to co napisałem jest efektem, że przyszło mi do głowy, ze żona może potrzebować czegoś innego, niż ja Jej próbuję dać, że stała się dla mnie tym kotkiem i ma niezaspokojone ludzkie potrzeby, ale to tylk przypuszczenie, które m przyszło do głowy podczas czytania czegoś na tym forum... I nie wycofuję się, w takim przypadku jest to moja wina, źle wyszło, choć deklaruję dobre intencje. > Czy nie przyszło Ci kiedykolwiek do głowy, że Twoja żona potrzebuje czegoś > innego, niż być tylko kimś, od kogo wymaga się jedynie przytulenia, pogłaskania > > i seksu? Niewiele napisałeś o Waszych relacjach i "domowym życiu", wtedy, gdy > jeszcze było dobrze. Czy Wasz związek był partnerski? Czy potrafiliście słuchać > > tego, co do siebie o własnych potrzebach mówiliście? Może ta kobieta czujesię > jak ten wspomniany przez Ciebie kotek, którego z miłości można zagłaskać na > śmierć, a on zamiast za tę wielka miłość podziękować, wystawi pazury izacznie > kąsać. Trudno wyrokować, dlaczego jest u Was tak źle. Ale zawsze wina leży po > dwóch stronach. Przedstawiasz siebie w bardzo dobrym świetle, ale Przedstawiam, jak widzę swoje intencje i pragnienia, nie siebie w jakimś świetle. O tym, jak mi to wychodzi, może rzeczywiście powiedzieć tylko moja żona > Trudno wyrokować, dlaczego jest u Was tak źle. Ale zawsze wina leży po > dwóch stronach. Przedstawiasz siebie w bardzo dobrym świetle, ale nazwijmy > to, "prawda subiektywna" często odbiega od rzeczywistości. Bardzo jestem > ciekawa zdania Twojej Żony. Wszak medal zawsze ma dwie strony. Odpowiedz Link
trzydziestoletnia Re: Proteza małżonka 14.10.04, 11:16 > Cieszę się, że mi coś dała, choć mi to niepotrzebne. Mam pełną szafę rzeczy > od Niej,w których nie chodzę. Może powinienem zacząć w nich chodzić? Moze Wasz problem polega na tym, ze oboje dajecie sobie nie to, czego potrzebuje druga osoba, ale czego sami potrzebujecie? Ty potrzebujesz ciepla, wiec to cieplo starasz sie dac jej? Czego to czego potrzebujemy sami wydajhe nam sie najwyzszym dobrem i jesli chcemy, aby komus bylo naj naj to wlasnie jemu to dajemy. Sprawa oczywista, tylko ze ludzie nie zawsze potrzebuja tych samych rzeczy... Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Proteza małżonka 11.10.04, 10:04 powtórzę za Antoine'm de Saint-Exupery: "Jak wiele jest pychy w twojej rozpaczy!". Więż tworzy dwoje ludzi, a własciwie tworzy sie ona sama i jest. Trzeba ja karmić i pielęgnować z dwóch stron. Paradoksalnie - bardzo lecznicze dla więzi jest oczyszczanie jej przez burze z piorunami, czyli okresowe kryzysy. Zbyt wielką rolę przypisujesz sobie. Jesli druga strona czegoś potrzebuje, na pewno nie ma problemu z zakomunikowaniem o co chodzi. Jesli wszystko wygląda tak, jak opisałeś - ktoś tu popełnia naduzycie. Kiedy więż zamiera - mądrze jest zaakceptować rzeczywistość zamiast reanimować trupa. Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Proteza małżonka 11.10.04, 10:30 otóż to! Sytuacje kryzysowe mają działanie dwojakie: albo popychają ku sobie, albo odpychają jeszze mocniej. Ale są naturalną ewolucją układu. Czasami trzeba żal i złość wyartykułować, by potem było jeszcze lepiej. A czasami by nie było w ogóle. Związek bez kryzysów jest wątpliwej jakości. Zafałszowany. Ja właśnie jestem po małżeńskiej burzy co kilku miesięcznej. Trwała może z godzinę - efektem miało być pakowanie - tylko rano, żeby dzieci nie budzić w nocy - a owszem pakowanie było, ale do pracy; jakby zza złych chmur wyjrzało słońce, Najgorsze są tłumione emocje, obtłuczone z uczuć, wrzucone w koszmarną logikę - bo wybuchają potem z potworną siłą! Marcin woman-in-love napisała: > powtórzę za Antoine'm de Saint-Exupery: "Jak wiele jest pychy w twojej > rozpaczy!". Więż tworzy dwoje ludzi, a własciwie tworzy sie ona sama i jest. > Trzeba ja karmić i pielęgnować z dwóch stron. Paradoksalnie - bardzo lecznicze > dla więzi jest oczyszczanie jej przez burze z piorunami, czyli okresowe kryzysy > . > Zbyt wielką rolę przypisujesz sobie. Jesli druga strona czegoś potrzebuje, na > pewno nie ma problemu z zakomunikowaniem o co chodzi. Jesli wszystko wygląda > tak, jak opisałeś - ktoś tu popełnia naduzycie. Kiedy więż zamiera - mądrze jes > t > zaakceptować rzeczywistość zamiast reanimować trupa. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 11.10.04, 11:07 Widać, ja nie umiem kochać, nie umiem się kłócić. Moja pycha nie pozwala mi uwierzyć, że jestem do niczego. Może jestem, jak ten Ropuch, co miał Calineczkę, zły i brzydki. Ale przecież ta więź była, było nam dobrze, a może to tylko mi było dobrze? Mam jeszcze dziecko, które jest niemal moją kalką, czy ono będzie kiedyś nieszczęśliwe, bo jest takie jak ja? Patrzy na mnie z ufnością, lgnie do mnie, a ja Mu cukruję, nie martw się Synku, wszystko się uda, wszystko będzie dobrze, musi być dobrze, ma być dobrze, musimy wierzyć w to, Pan Bóg czuwa nad nami. A to tylko oszustwo, taka terapeutyczna mantra, wymyślona przez speców od depresji. Rzeczywistości nie da się zakląć mantrami. Jak jeszcze i on zobaczy, że jestem bezsilny, poczuje się oszukany. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 11.10.04, 10:44 Jesteśmy w tej chwil w stanie jakby separacji, nasza więź jest być może w stanie śmierci klinicznej. Jak by dziecko było w takim stanie, nie próbowałabyś go reanimować? Piszesz - ktoś popełnia nadużycie - co masz na myśli? Jeżeli to ja jestem nieuczciwy, to na czym to polega? Owszem, ja chcę, żeby była moja, jestem zaborczy, to wspaniała, wrażliwa kobieta, ale jak dotąd nie dawała mi powodów do zadrości, nie zdradzała mnie z innymi, przynajmniej nic o tym nie wiem. Czy ja ją oszukuję, wykorzystję? Albo, czy Ona czuje się oszukana przeze mnie? Czegoś Jej nie daję, co powinienem? Kocham ją, może Jej to źle okazuję, a właściwie okazywałem, bo w tej chwili brak między nami komunikacji, staram się wprawdzie utworzyć "awaryjny kanał", ale to jeszcze nie działa. Staram się, nienachalnie, bo tak można tylko napsuć. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 11.10.04, 11:31 Z pewnością masz rację, być może Ona mi komunikowała, że czegoś oczekuje, a ja to zignorowałem, czy przeoczyłem, może to nawet było jakieś to "babskie" podprogowe - kocha, to się domyśli, a on się nie domyślił, znaczy nie kocha? Reanimujemy aż do utraty nadziei, aż do momentu, kiedy wiemy, że to bez sensu, dopóki nie mamy pewności, że nie zrobiliśmy wszystkiego, co możliwe i niczego nie zaniedbaliśmy. Czasem reanimujemy za późno, ale, dopóki nie mamy pewności, robimy to do upadłego. To w przypadku ludzi... A więzi, uczucia, kiedy i po czym wiadomo, że nie żyją? Że za późno na reanimację, że nie da ona efektu? Czy to pycha? Czy ja jestem urażony, że Ona mnie odrzuca, sam siebie oszukuję, że jestem Nią zafascynowany i zakochany w Niej? Czy można być jeszcze zakochanym po tylu latach? Może jedno i drugie? Mam się wyzbyć pychy? Więcej pokory? dobrze, właśnie pokornieję, ale wszystko na świecie bym dał za przytulenie i seks, za godzinkę, dwie cichuteńkiej rozmowy, żeby mi opowiadała, co robiła, kogo spotkała, poplotkowała troszeczkę o tym i owym, albo nawet, tylko zasnęła obok mnie, przytulona, ciepła i piękna. Czy ja pragnę czegoś złego, czy to oszukańcze, krzywdzące? Czy oczekuję zbyt wiele, albo może za mało? Co ja robię źle? Odpowiedz Link
anula36 Re: Proteza małżonka 11.10.04, 11:53 Chyba grzeszysz nadmiarem pokory. Ludzi ktorzy wciaz trwaja w unizeniu trudno szanowac. Jednego nie rozumiemiem czemu JEJ tego wszystkiego nei powiesz!!! Czego sie boisz? Ze nei bedzie sluchac,obrazi sie. To napisz i wyslij poczta- niech sobei poczyta i sie zastanowi. za późno na reanimację, że nie da ona efektu? - wiesz kiedy moim zdaniem jest juz za pozno na jakakolwiek reanimacje?? Kiedy reanimowany znalazl sie zbyt daleko i odreanimujacego i juz nei wspolpracuje. Oczekujesz cudownych recept a jest tylko jedna ROZMOWA,ROZMOWA,ROZMOWA Z ZONA nei na forum.Toz nai wiezi masz naprawiac nie z nami. > Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 11.10.04, 12:44 Woman-in-love pisze, że za dużo pychy, Anula, ze za dużo pokory. :-) Mogę sobie wybrać. Nie szukam cudownej recepty, bo wiem, że takiej nie ma. Szukam, po prostu szukam, czego zaniedbałem, co jeszcze mogę naprawić. Próbowałem pytać mojej żony, ale nie uzyskałem dającej się zastosować odpowiedzi. Piszesz, żeby Jej to wszystko powiedzieć. Oczywiście, że się obawiam, że mnie nie będzie słuchać. Próbuję do Niej mówić, nie chce wejść w interakcję, rozmawiać. Oboje jesteśmy dość nieśmiali, oboje mamy "wypracowane" procedury postępowania z obcymi ludźmi, natomiast, jak między nami nie "trybi", nie możemy sobie poradzić. Piszę na forum, bo szukam ludzkich doświadczeń, jak sobie radzą, albo jak by sobie poradzili w podobnej sytuacji. Wybieram spośród tych pomysłów co się daje zastosować i nie popsuć. Diagnoza, że u nas szwankuje komunikacja, to żadna diagnoza, wiemy o tym oboje. Natomiast cenne dla mnie są pomysły, jak to się naprawia. I jeszcze jedno. Nie jest obojętne, jaka będzie forma rozmowy. My nie możemy usiąść naprzeciw siebie, po dwóch stronach stołu i omawiać naszych spraw w pełnym świetle. Nasza rozmowa przerodziłaby się wtedy nie w oczyszczającą wszystko kłótnię, ale w negocjacje, w których jedna, albo obie strony użyją żelaznej logiki wszystkich argumentów, każdej manipulacji, żeby uzyskać przewagę w sporze. Tak, to my moglibyśmy rozmawiać o rozwodzie. My musimy usiąść obok siebie, najlepiej na jednym fotelu, albo leżeć obok siebie w łóżku i razem rozwiązywać wspólny problem. Może troszkę przesadzam, ale pewien jestem, że czas i forma rozmowy mają znaczenie dla jej przebiegu. Nie wiem, jak to najlepiej zaaranżować, kiedy obecnie nie możemy sie nawet zejść w jednym pomieszczeniu... To może być ta sytuacja, kiedy jest > juz za pozno na jakakolwiek reanimacje?? Kiedy reanimowany znalazl sie zbyt > daleko i odreanimujacego i juz nie wspolpracuje. ale reanimujący może się zbliżyć do reanimowanego, czyż ten ostatni może uciec? :-) ... cóż, to tylko retoryka. Odpowiedz Link
anula36 Re: Proteza małżonka 11.10.04, 13:02 Zaczynam sie zastanawiac jak wyscie do tej pory funkcjonowali. Jak nei powioedziec to napisac i zostawic -niech sobie poczyta na spokojnie. Jaks ie naprawia komunikacje- na pewno ne uciekajac od niej, od rozmowy,od kontaktu. Forme rozmowy wybierasz sam- ale skoro nawet w jednym pomieszczeniu trudno wam sie zejsc czemu nei pisemna? Ranimowany w sensie stricto zawsze moze uciec w smierc i juz nei wrocic. Ale nei chodzi o retoryke. Mysle,ze bez wizyty u specjalisty ktory moze wam pomoc cos wynegocjowac sie juz nei obejdzie. Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Proteza małżonka 11.10.04, 15:07 Anuli "pokora" i moja "pycha" to jedno i to samo - przypisanie SOBIE całej winy za sytuację, czyli: JA sknociłem. Jeśli tylko znajdę sposób - JA naprawię. Twoje poczucie winy (wynikajace z tego przeświadczenia) szanowna małzonka znakomicie eksploatuje. Tzn. ćwiczy Cię bezlitośnie w szukaniu czarnego kota w ciemnym pokoju, czyli "zgaduj, zgadula o co mi może chodzić" Albo inaczej: zauważ MNIE!!! A może wiesz, tylko się nie przyznajesz i szukasz motywów zastępczych? A jak się układa między Twoją żoną a Twoją matką? Odpowiedz Link
anula36 Re: Proteza małżonka 11.10.04, 15:10 mysle,ze wieksze znaczenie ma tu problem jak sie Scriprusowi uklada z matka i ojcem. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 11.10.04, 23:57 Mi się jakoś ze wszystkimi dobrze układa, z rodzicami, teściami, szwagrami... :) Żona się niezbyt znosi ze swoim teściem, czyli miom ojcem, inaczej OK Odpowiedz Link
tulilipan Re: Proteza małżonka 11.10.04, 15:05 Drogi Scriptusie, podczytuję od jakiegoś czasu Twoje posty i płakać mi się chce... Bardzo to wszystko smutne - ta Twoja samotność, tęsknota, zaprzepaszczona miłość... Moim zdaniem jesteś wspaniałym facetem: mądrym, inteligentnym wrażliwym, ciepłym - no i ładnie piszesz :) Wiesz co mi przychodzi do głowy? Że stałeś się dla żony niewidzialny jako TY. Że robiąc wszystko dla niej, przestałeś się liczyć jako mężczyzna, jako człowiek. Stałeś się namolnym gościem bez osobowości. Przychodzi mi do głowy pewne doświadczenie z mojej przeszłości, kiedy był we mnie zakochany pewien mężczyzna. On też był cały dla mnie. Wszystko robił z myślą o mnie - nawet studiował. Wiesz jakie to było nużące, nudne, uciążliwe, męczące? Caly czas zastanawiałam się, jak go uniknąć, jak na niego nie wpaść gdzieś na korytarzu. Wreszcie stało się to moją obsesją! I też nie rozumiał mojego postępowania, bo przecież taki dobry dla mnie był. Musisz jej pokazać, że jesteś kimś odrębnym. Jak? Nie wiem. Może rozwijaj jakieś własne zainteresowania? Wiem, że tego nie lubisz, ale przydaliby się jacyś tylko Twoi znajomi. No i broń Boże nie bądź na każde jej skinienie. Kiedy będzie Ci się wydawało, że mięknie (oby tak się stało!), zauważ, doceń, ale nie padaj od razu do stóp!! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę powodzenia! Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 12.10.04, 01:24 Dziękuję za komplementy, jestem nieco zbudowany :) Spróbuję skorzystać z Twojej rady, jak i z wielu innych, które otrzymałem na tym forum. Odpowiedz Link
1sowa Re: Proteza małżonka 12.10.04, 09:33 Z tego jak piszesz o Swoich przemyśleniach nigdy nie przypuszczałabym, że masz problemy z komunikacją. Ale wracając do tematu. Ja też ostatnio zastanawiam się nad moim związkiem. Czy można kochać Kogoś przez np. 20 lat, czy jest to tylko przyzwyczajenie? Czy tęsknię za Nim, czy tylko za pewną stałością w moim życiu? Mogę na Niego liczyć, ale ostatnio chciałabym czegoś dla siebie. Żeby zrobić coś tylko dla siebie. I nie chodzi mi tutaj o np. wyjście do fryzjera. Nie chcę opowiadać z kim gadam, dlaczego tłukę w klawiaturę do 24. Czasami potrzebuję samotności. I tak sobie myślę, jak przeczytałam rozważania Scriptusa, czy taki stan przychodzi po wielu latach bycia razem? Ja czasami czuję się jak robot. Myślę, że On czuje się czasami tak samo. Wykonujemy jak roboty czynności, bo tak trzeba. Ja się czepiam, On się czepia. Są momenty miłe, czułe, ale potem wraca fabryka. Wymagania, domysły, jak minął dzień, jak w pracy itd. Staramy się, ale jak można wykrzyczeć, że nie jest pozmywane, to why not? Cóż, mam nadzieję, że to ta jesień, bo Mój to fajny facet. I kiedyś szalałam za Nim... Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 13.10.04, 12:28 Coś w tym jest. Wyciągnąłem Jej zdjęcie z szuflady, a wieczorem jadę popracować. Znowu się miniemy i kolejny dzień zaliczony. Tak trochę mniej boli. Głupota z tym zdjęciem, tylko się katuję, to jest jak z gumą Nicorette na odwyku od palenia. Żuje się, żeby się nie chciało palić, a potem, to by można papierosa zjeść. Albo całą paczkę Odpowiedz Link
archiwald4 Re: Proteza małżonka 13.10.04, 13:52 " Ja właściwie niczego od Niej nie potrzebuję. Zrobi jedzenie, fajnie, jak nie zrobi, drugie fajnie. Sam zrobię Wypierze moje rzeczy, fajnie, nie wypierze, też fajnie, po prostu sam je wrzucę do pralki i tyle... Oglądamy razem TV, fajnie, przełączy w połowie filmu na coś innego, tez fajnie. Kupi mi coś, sweter, czy coś w tym rodzaju, naprawdę się cieszę WIERZCIE MI, CIESZĘ SIĘ, ale właściwie, to nie chodzę w swetrach, Cieszę się, że mi coś dała, choć mi to niepotrzebne. Mam pełną szafę rzeczy od Niej,w których nie chodzę. Może powinienem zacząć w nich chodzić? " Czytam twoje posty, ale ten fragment jakoś dziwnie znajomy mi się wydał. Mój mąż często zachowuje się tak samo jak ty - nic ode mnie nie chce i uważa, że to dobrze, bo nie obciąża, nie absorbuje mnie swoja osobą. Może jest to dobre w okresach jakiś nawałów róznych spraw, kiedy na obsługiwanie męża nie ma się czasu ani ochoty, ale na stałe to rodzi w drugiej stronie poczucie chłodu i obojętnośći. Mysli się wtedy: Skoro nic ode mnie nie chcesz, to znaczy, że nie jestem ci do niczego potrzebna!!! u wielu osob miłość objawia się dawaniem i zaspakajaniem róznych potrzeb partnera, początkowo się to robi sp[ontanicznie , na fali pierwszych uniesień, ale z czasem przychodzi refleksja: skoro on nic nie chce, to po co uszczęśliwiac go na siłę? zaczynasz sie wtedy odsuwać i tak się ochładzasz i odsuwasz az do całkowitej obojetności pewnie jesli refleksja nie przyjdzie w porę. takie długotrwałe "nic nie chcenie" w odbiorze drugiej strony może = odrzucenie. pamiętsz te słowa piosenki głupiej skądinąd: Wszystko mógłbym Izie dać Tak jak Oli ale one wcale nie chciały brać Chyba coś mało jasno piszę, a poza tym to nie wiem czy teraz u was nie jest troche zbyt późno na to żebyś zaczął coś od niej brac, bo chyba trudno jej będzie zacząć dawać jak sprawy zaszły tak daleko Odpowiedz Link
sceptyczna1 Re: Proteza małżonka 13.10.04, 15:15 Nie zdążyłam przeczytać wszystkich postów, ale z tych które przeczytałam odniosłam jakieś dziwne wrażenie. Niewątpliwie scriptus ma jakiś problem, ale tak do końca to nie wiem czy z żoną(być może jest to sprawa wtórna), albowiem czytając posty respondentów z zawartymi w nich radami czy ocenami sytuacji a zaraz później odpowiedzi scriptusa doszłam do wniosku, że to co do niego mówicie jednym uchem mu wchodzi drugim wychodzi - w wersji pisanej , oczywiście. Nie chciałabym być niesprawiedliwa, ale w moim odczuciu facet upaja się tym pisaniem, a zwłaszcza swoją wspaniałą, skrzywdzona osobą. Przedziwna mieszanka pychy i pokory, z tym, że chyba bardziej pychy. I to wieczne zasłanianie się dzieckiem. Scriptus otrzymał na tym forum mnóstwo rad i wsparcia, ale najwyraźniej nie ma zamiaru z nich skorzystać, bo zawsze jest jakieś "ale". Może najwyższa pora wziąć się z życiem "za bary" i przestać biadolić, bo przy tej swojej opsywanej tu aktywności wobec żony strasznie jest pasywny - słowotok i nic poza tym. Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Proteza małżonka 13.10.04, 16:07 słowotok i nic poza tym. od dawna nie reaguję na posty scriptusa, bo coś tu mi tu nie pasuje. Odbieram je jako autoreklamę, tylko nie wiem przed kim S. chce wydaĆ się IDEAŁEM: PRZED NAMI, CZY PRZED SAMYM SOBĄ??? Poza tym serce mi sie kraje na myśl o dziecku, które wychowuje "na wzór i podobieństwo". To czekanie po nocy na Ojca!!! Czym S. jest wyraznie zachwycony! No, nie wiem, moze jestem niesprawiedliwa, może w takiej sytuacji jak S. człowiekowi troche odbija, ale to nie przeszkadza mu udzielać rad niedopieszczonym żonom w innych wątkach. Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Proteza małżonka 13.10.04, 20:35 Scriputs chce na siłe udowodnić swoją męskość, wartość o czym próbuje przekonać grono nie znających go ludzi. Znam jedno małżeństwo w którym bywa podobnie: facet ma "biuro" w domu, naokrągło dzwonią telefony, z żoną mijają się wiecznie, mieszkają w swoich pokojach. Mają czas na wszystko, potrafią komunikować się ze wszystkimi tylko nie z samymi sobą. Oboje wykształceni, języki, wakajce zagraniczne, ze 2 samochodyOn potem mówi: Ona mnie nie rozumie, głupia baba etc... Ona mówi coś w podobie. On to mój przyjaciel. Ona serdecznie mnie nieznosząca żona. Oboje przy tym bardzo chętnie udzielają małżeńskich porad innym. Wiedzą lepiej. Najlepiej. Dążenie do Ideału jest o.k. ale wiara w to, że ideał został osiągnięty jest co najmniej niebezpieczna. Marcin bardzo melancholijny i smutny woman-in-love napisała: > słowotok i nic poza tym. > > od dawna nie reaguję na posty scriptusa, bo coś tu mi tu nie pasuje. Odbieram j > e > jako autoreklamę, tylko nie wiem przed kim S. chce wydaĆ się IDEAŁEM: PRZED > NAMI, CZY PRZED SAMYM SOBĄ??? Poza tym serce mi sie kraje na myśl o dziecku, > które wychowuje "na wzór i podobieństwo". To czekanie po nocy na Ojca!!! Czym S > . > jest wyraznie zachwycony! No, nie wiem, moze jestem niesprawiedliwa, może w > takiej sytuacji jak S. człowiekowi troche odbija, ale to nie przeszkadza mu > udzielać rad niedopieszczonym żonom w innych wątkach. Odpowiedz Link
archiwald4 Re: Proteza małżonka 14.10.04, 12:01 A czemóz to "Marcin bardzo melancholijny i smutny"? GG 6016109 Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Proteza małżonka 14.10.04, 12:25 z powodów nie związanych z tematyką forum- ogólnie można ująć z powodu przewartościowania pojęć wywołanego stanm wyższej koniecznośći archiwald4 napisała: > A czemóz to "Marcin bardzo melancholijny i smutny"? > > GG 6016109 Odpowiedz Link
archiwald4 Re: Proteza małżonka 14.10.04, 12:35 Wiele to nie wyjasnia, ale nie wnikam skoro temat spoza forum :) Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Proteza małżonka 15.10.04, 07:30 Scriptus, co słychac, chyba sie nie obraziłes? Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 15.10.04, 15:24 Nie, za co, w końcu masz rację. woman-in-love napisała: > Scriptus, co słychac, chyba sie nie obraziłes? Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 15.10.04, 13:22 Mogę sobie gadać sam do siebie, jak już to robię kilka miesięcy, jeżeli Cię drażni mój "słowotok". Po prostu napisałem, co mam na wątrobie i ktoś dorosły mnie zrozumiał, odpowiedział, starał się doradzić, i to na moment podniósło mi nastrój. Przekonałem się, że nie tylko ja mam problemy, czytając o innych nie myślę o swoich, Staram się może sobie udowodnić, że jeszcze jestem normalny. Masz rację. Odwala mi z całą pewnością. Kompletnie. Dół, jak Wieki Kanion Colorado. Działam po prostu według "rutuału" i jakos leci, staram się, żeby nikt nic nie zauważył i tyle. Ale kreatywności nie mam żadnej. Fakt, że dziecko na mnie czekało wcale mnie nie zachwyca, a przeraża, tylko jest dowodem, że się boi, zapewne Mamusia w silnym stresie przy Nim palnęła coś niezbyt mądrego w rodzaju - ojciec od nas raz odejdzie i nie wróci i dzieciaczyna się wystraszył i pilnuje. Od Niej ktoś kiedyś po prostu odszedł. Chociaż myślę, że ja niczym się nie przyczyniłem do jego strachu, nigdy nie miałem zamiaru ich opuścić, zawsze Mu mówię, kiedy mam później wrócić. Fakt, że jest do mnie podobny fizycznie, na pewno mnie cieszy, ale nie staram się wychować na takiego człowieka jak ja, taram się wykształcić pozytywne cechy, namawiam do kształcenia się, pracy nad samodyscypliną, uczę różnych umiejętności praktycznych, rozmawiam o Jego sprawach , itd. Niestety, wiem, że dziecko uczy sie też przez naśladownictwo, a mi bardzo daleko do ideału. Jest to podstawowa przyczyna, dla której jako argumentu w dyskusji z żoną nie użyję pakowania walizki. Masz również rację, próbuję "radzić niedopieszczonym żonom w innych wątkach" podświadomie próbuję nawiązać jakiś kontakt z żywą kobietą, ale poza okazanie życzliwości nie mam zamiaru wychodzić, nawiązywać żadnych kontaktów rzeczywistych. Wypowiadam się tylko na takie skromne tematy, w których sądzę, wychodziło nam z żoną dobrze. Życzliwa odpowiedź działa jak uśmiech od obcej osoby w trolejbusie, poprawia na moment nastrój, i tyle. Odpowiedz Link
sceptyczna1 Re: Proteza małżonka 15.10.04, 13:28 Życzliwa odpowiedź działa jak uśmiech od obcej > osoby w trolejbusie, poprawia na moment nastrój, i tyle. > No i właśnie o to chodzi Scriptusie, że to pisanie i czytanie odpowiedzi tylko na moment poprawia Twój nastrój i tyle. Trzeba coś zrobić, żeby poprawić go na dłużej. Odpowiedz Link
archiwald4 Re: Proteza małżonka 15.10.04, 13:47 "to może problem polega na tym, że ja niczego od Niej nie oczekuję" Pare dni temu miałam podobną sytuację jak opisuje skriptus; mój mąż wyjeżdzał na pare dni, pytałam go wczesniej czy ma wszystko przygptowane, czy może coś mu dokupić, może coś uprać, itp. cały czas nie był zainteresowany moja pomocą, a mnie było przykro, ze ja do niego z sercem na dłoni, a on nie chce tego, odbierałam to jakby chciał powiedzieć, a co cie to obchodzi, mój wyjazd, mój problem. Wreszcie zapytałam go czemu tak reaguje, powiedział, że nie chciał mi zawarcac głowy swoimi sprawami, gdy mu powiedziałam, że czułam się odrzucona był bardzo zdziwiony, myślał, że robi dobrze, bo nie przesparza mi kłopotów. faktycznie kobiety i mężczyżnie sa chyba z różnych planet:) Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 15.10.04, 14:43 O, to chyba właśnie tak działa... archiwald4 napisała: > "to może problem polega na tym, że ja niczego od Niej nie oczekuję" > > Pare dni temu miałam podobną sytuację jak opisuje skriptus; > mój mąż wyjeżdzał na pare dni, pytałam go wczesniej czy ma wszystko > przygptowane, czy może coś mu dokupić, może coś uprać, itp. cały czas nie był > zainteresowany moja pomocą, a mnie było przykro, ze ja do niego z sercem na > dłoni, a on nie chce tego, odbierałam to jakby chciał powiedzieć, a co cie to > obchodzi, mój wyjazd, mój problem. Wreszcie zapytałam go czemu tak reaguje, > powiedział, że nie chciał mi zawarcac głowy swoimi sprawami, gdy mu > powiedziałam, że czułam się odrzucona był bardzo zdziwiony, myślał, że robi > dobrze, bo nie przesparza mi kłopotów. > faktycznie kobiety i mężczyżnie sa chyba z różnych planet:) Odpowiedz Link
archiwald4 Re: Proteza małżonka 15.10.04, 14:52 i jakieś wnioski może stąd wypływają? GG6016109 Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 15.10.04, 15:19 No pewnie, jeżeli mi małzonka będzie wciskała sweterek na drogę, to dostanie buziaczka. A nawet go od razu założę, choćby był +38 w cieniu :))) Ale poważnie. Na razie staram się oswoić to moje dzikie stworzenie, a to jakieś ciasteczko zostawię na stoliku, Staram się do niej mówić miło i uprzejmie, nawet, jak nie odpowiada, jak odpowie, to muzyka dla moich uszu. Dzisiaj postawię jakieś kwiatki na stoliku... Wprawdzie oficjalnie jesteśmy w stanie "rozkładu", ale samotnemu facetowi chyba wolno dać kwiatki, komu chce? Albo mi sie to w końcu znudzi, albo jakoś do Niej drogę znajdę. Odpowiedz Link
aruana Re: Proteza małżonka 16.10.04, 01:30 Nie czytalam niestety wszystkich Twoich postow i odpowiedzi, ale powiem Ci czego mi brakuje w zwiazku. Spontanicznosc, zaskakiwanie i namietnosc. Robienie szalonych rzeczy. Glupoty, z ktorych potrafimy sie smiac przez pare godzin. Codziennosc zabija takie zachowania i tego mi brakuje. Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Proteza małżonka 16.10.04, 08:24 > Albo mi sie to w końcu znudzi, albo jakoś do Niej drogę znajdę. Scriptus, wzrusza mnie Twoja desperacja ( a może determinacja) W swoim zyciu sprawdziłam taki sposób ( dotyczył on spraw związanych z wychowywaniem nastoletnich dzieci, ale i tu moze się przyda) jeśli jakaś metoda, sposób nie daja rezultatu - zrobić coś o 180 stopni odwrotnego. Skoro dotychczasowy styl zawodzi - i bezsprzecznie efekt jest zerowy - to jest szansa. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 17.10.04, 23:40 Nie na długo mi wystarczyło paliwa. Mam dość. już chyba nie mam żadnej desperacji. A myślałem, że mnie się nie da złamać. Tylko mój dzieciaczek jest kochany. Dla Niego jutro wstanę i będę próbował trwać dalej, zarobić jakąś kasę. :((((( Włąśnie zrobiłem coś odwrotnego o 180 stopni, przestałem wierzyć. Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Proteza małżonka 17.10.04, 23:44 Włąśnie zrobiłem coś odwrotnego o 180 stopni, przestałem wierzyć. Jeżeli wierzyłeś w mit, to dobrze, że przetarłeś oczy. Niech Moc bedzie z Tobą! Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 18.10.04, 00:31 Jaka moc, nie mam mocy. Jak byłem młody, to tego tak nie przeżywałem. Wbrew powtaranej przez pół wieczoru mantrze "a mam to wszystko w ..... ", nie jest mi o nic lepiej. Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Proteza małżonka 18.10.04, 00:47 eeeee! pomalutku! pomalutku i zdobędziesz wiarę w siebie! A co "mam to wszystko w ..." to kwestia dawki cynizmu, iwdać masz go za mało Mar scriptus napisał: > Jaka moc, nie mam mocy. > Jak byłem młody, to tego tak nie przeżywałem. > > Wbrew powtaranej przez pół wieczoru mantrze "a mam to wszystko w ..... ", nie > jest mi o nic lepiej. > Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 18.10.04, 00:53 Widać mam za mało, gdzie to się kupuje? :(( Odpowiedz Link
1sowa Re: Proteza małżonka 17.10.04, 23:49 Tak podczytuję ten temat i zastanawiam się, czy Twoja żona nie myśli o dziecku? Ja dużo wybaczyłabym Mojemu ze względu na dziecku, które Nas łączy. Może spróbuj z nią o tym pogadać? A może już tego próbowałeś? Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 18.10.04, 00:49 Nie wiem, o czym Ona myśli, na pewno nie o mnie. Na pewno kocha dzieciaczka, dba o Niego. Jakby tak nie było, to nie wiem, co bym zrobił. Pewnie, ze próbowałem z Nią gadać. Nie jestem ideałem. Jestem nieodpowiedzialnym bałaganiarzem, na kórego nie można liczyć i który nigdy na nic nie ma czasu, nudziarzem, ... itd. Co ostatnio powiększyło moją "listę zasług" na tyle, że nie jestem już godzien rozmowy, nie wiem, ale to już chyba nieważne. Choć bym cokolwiek zrobił odpowiedzialnego, to i tak to zapewne nie zostanie dostrzeżone. Pójdę się w tym tygodniu jeszcze pożalić do poradni rodzinnej, ale chyba tylko dla spokoju sumienia, że już zrobiłem naprawdę wszystko. Księża też sobie żyją w celibacie i jakoś żyją... Odpowiedz Link
anula36 Re: Proteza małżonka 18.10.04, 00:56 Po tych wszystkich postach zaczynam dochodzic do wniosku ze zona sie chyba ciebie boi. Ja bym sie bala. Odpowiedz Link
scriptus Re: Proteza małżonka 18.10.04, 05:01 anula36 napisała: > Po tych wszystkich postach zaczynam dochodzic do wniosku ze zona sie chyba > ciebie boi. Ja bym sie bala. ??? Nie rozumiem, co masz na myśli? Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Proteza małżonka 18.10.04, 08:44 żelazną, konsekwentną upiorną logikę; czasami mówisz jak idealnie zaprogramowana maszyna - i takie życie by Ci odpowiadało z góry ustalone i ukartowane. To przerażające, Marcin scriptus napisał: > anula36 napisała: > > > Po tych wszystkich postach zaczynam dochodzic do wniosku ze zona sie chyb > a > > ciebie boi. Ja bym sie bala. > > ??? Nie rozumiem, co masz na myśli? Odpowiedz Link
1sowa Re: Proteza małżonka 18.10.04, 08:58 Jak czytam to zastanawiam sie kto powinnien pójść do poradni zdrowia psychicznego? Scriptus czy Jego Żona? Skoro tak się starasz a Żona nie reaguje to coś z Nią nie tak. A może coś nabroiłeś tylko głupio się przyznać? To nie żaden atak. Tylko tak się zastanawiam. Z tego co piszesz to przeciętna żona nosiłaby Cię na rękach, a Twoja nie reaguję. Czy jest aż tak oziębła??? Odpowiedz Link
anula36 Re: Proteza małżonka 18.10.04, 11:52 Moze ma dosc czlowieka ktory potrafi zyc tylko przez nia. Mnei sie to kojarzy z tym obcym z filmy Scotta zywiacym sie czyims organizmem. Odpowiedz Link