Dodaj do ulubionych

mój coming out

17.09.19, 01:11
Będąc jakimś tam weteranem tego forum uznałem, ze było by nie fair nie opowiedzieć przyjaciołom co jest grane z moim seksem.
Ja niedługo 84, Taka Jedna - 67 lat a jesteśmy kochankami od 26 lat I tyle lat pięknego, zajebistego seksu! Seksu gdzie nigdy nie było wiadomo komu bardziej się chciało.
Ostatnio ja jednak podupadłem na zdrowiu. Od pół roku - zdiagnozowany rak prostaty. Kto mieczem wojuje - od miecza ginie :-(
W ramach terapii wyzerowali mi testosteron farmakologicznie. Taka kastracja farmakologiczna taka sama jak u pedofili nakazują sądy. Bo to testosteron odpowiada za rozwój tego skurwysyna, przerzuty i odejście do Domu Ojca (ostatnio na pogrzebie usłyszałem że delikwent zasnął w Chrystusie a ja go znalem jako zatwardziałego ateistę)
Czeka mnie jeszcze radioterapia

Skutki? Moje libido zanikło a zawsze miałem dość duże, za co byłem chwalony przez niejedną z pań.Nie mam żadnych myśli o seksie co to bywały dawniej często, niema pożądliwości. Erekcję szlag trafił choć przed tą wredną terapią też już może nie była imponująca, ale wspomagana viagrą było całkiem Ok. Pornografia mnie nudzi a kiedyś lubiłem.
Na gołą TJ i jej cipkę patrzę teraz jak na dzieło sztuki a nie jak na obiekt seksualny. Niema tej pożądliwości co zawsze mnie napędzała by ją wyruchać. Tak podobno ma być bo to chemia rządzi naszym seksem!. I to jest ta cena którą zapłacę za dalsze trwanie życia. Urolog-onkolog obiecuje,że wykorkuję na coś innego.
Ale, że TJ z tą swoją megaorgazmicznością uwielbia seks bo taką ma chemię więc go uprawiamy raz lub dwa na dwa tygodnie. I ja to robię nie z pobudek charytatywnych ale dlatego, że ona jest mi bardzo bliska. Ona i jej ciało. I dawanie jej rokoszy sprawia mi radość!
I dziś był seks :-) Przytulanie, pieszczoty i palcówka. Moja palcówka z równoczesną jej palcówką-masturbacją łechtaczki. Delikatnie jak to ona lubi. Odleciała z 5-6 razy i potem leżała nieżywa ale cala w skowronkach.
I ku naszej wspólnej radości - ta bliskość co jest między nami od tych 26 lat sprawia, że taki seks jest dla mnie, dla nas radością a nie żadnym obowiązkiem faceta zrobienia dobrze kobiecie której się chce. A ja mimo, że fizycznie niewiele z tego mam to jestem na... wyżynach gdy ją te orgazmy wyginają w łuk i drze się jak wariatka.
-------------------------------------------------
Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copyright by kitty)
Obserwuj wątek
    • kag73 Re: mój coming out 17.09.19, 14:52
      Gogolu, zdrowia Ci zycze, no bo jak czytam, nadal chce Ci sie zyc :)
      Pozytywne nastawienie to podstawa! Mozesz byc wdzieczny za to co miales i masz nadal (pomysl jaka mogla byc alternatywa!)
      Trzymam Ci kciuki!
    • marek.zak1 Re: mój coming out 17.09.19, 20:14
      Gogol, trzymamy kciuki za Ciebie. A to ode mnie, coś w temacie, bo jesteś szczęściarzem w tym życiu. Pozdrawiam. Marek:

      Gdy mnie w nocy znów całujesz,
      Rękami się po mnie snujesz.
      Nie potrzeba mi już marzeń,
      Po prostu jestem szczęściarzem.
    • aandzia43 Re: mój coming out 18.09.19, 12:44
      Witaj Gogol :-) Trochę słabo żeś chory i że niemoc na ciebie sprowadzono farmakologicznie, z drugiej strony fajnie ze doktor dobrej myśli no i że umiesz cieszyć się tym co masz. Niektórzy by ci tu powiedzieli ze pańszczyznę odwalasz zajmując się robieniem dobrze kobiecie bez swojego nieustającego wzwodu w tle (a nawet bez żadnej nadziei na spektakularne doznania ze swej strony), ale dzięki bogu i partii są na Matce Ziemi i tacy kochankowie jak ty :-)

      --
      "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
    • bgz0702 Re: mój coming out 18.09.19, 22:54
      Mam do ciebie na noc. Musiałabym zacząć zycie od nowa zeby cię dogonić w umiejętności korzystania z niego :) i nie chodzi mi wcale o umiejętność bzykania się przy różnych okazjach :) marek napisał że jesteś szczęściarzem i ja też tak myślę, choć chyba mam coś innego na myśli niż on. Rosnac w sile mimo wszystko, wciąż być na plus mimo trudności i innym tez życzyć dobrze, to siła i moc twojej pozytywnej natury :) Ty jesteś gość :) Zdrowia ci życzę :)
      .
      P.s. od sympatyzujacej koleżanki... :) Pewnego dnia porostu przestań dogadzac innym, chyba że to sens zycia i paliwo dla Ciebie. A wyglada na to, ze trafiłeś na lepszego zawodnika od siebie (TJ), i to cię cieszy :)

      Pozdrawiam bardzo serdecznie
      Bgz
    • el_ninho Re: mój coming out 24.09.19, 11:43
      Szacunek i Podziw. Zycze zdrowia i nieustajacego blysku w oku.


      --
      "Pesymista twierdzi, ze wszystkie kobiety to nierzadnice. Optymista nie jest tego zdania, ale ma nadzieje." J.Tuwim
      • gogol77 Re: mój coming out 24.11.19, 16:32
        bgz0702 napisała:

        > Cześć Gogol:) co u Ciebie?

        Ano jakoś żyję. I póki co - nic się szczególnie złego nie dzieje. Dużo mnie badają (scyntygrafie, tomografie, rezonanse magnetyczne, USG), – szukają przerzutów ale póki co nic nie znaleźli .
        Implantowali mi pod skórę takie coś co mi zeruje testosteron.
        No właśnie, ten testosteron! On = libido i oni mi kurwa wyzerowali libido 
        Od Ojca Dyrektora wiem (słucham go namiętnie – to jakaś moja psychiczna dewiacja !!!), że pożądliwość to największe zło.
        Ale mnie się podobało. I miałem z tego dużo frajdy!! To co, że pójdę do piekła (ha, ha, ha).
        No ale patrząc na sprawę z drugiej strony - życie bez chuci, bez pożądliwości wcale nie jest jakimś takim strasznym dramatem jak mi się kiedyś wydawało.
        Ja kiedyś współczułem tym którym Bozia nie dała, np. sutannowym co to seks uważają za przereklamowany i wybrali celibat.
        A teraz ja też tak właśnie mam. Bo to jest pewnie tak, że jak nie ma się na coś apetytu to brak tego czegoś nie jest żadnym problemem, nie boli, nie frustruje.
        Z TJ się spotykam, nawet co parę dni a raz na jakiś czas idziemy do łóżeczka żeby te jej chucie dostały to co im się należy. Ale nie mogę powiedzieć, że robię to z takim szalonym entuzjazmem, jak kiedyś. No ale ważne, że jej się podoba. Ona - tak na oko - nie traktuje tej mojej impotencji i tego, że to nie ja ciągnę ją do łóżka (bo teraz to ona komunikuje: idziemy dziś do łóżeczka) - jako jakiegoś dramatu, mimo, że chyba wyczuwa, że ja jej te odloty robię trochę jakby z poczucia obowiązku. Ale, żeby nie było - te łóżeczkowe sesje dają mi sporo radości i mile łaskotają moje nadwątlone ego.
        A żona? Żona się martwi bo pewnie nie chce zostać…bogatą wdową ;-)

        Dziękuję Tobie i wszystkim przyjaciołom za łączenie się ze mną w bólu.
        Nie to, że prostata boli, bo nie boli. Ale jednak szkoda mi utraty tego co było takie fajne.
        ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
        Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copyright by kitty)
        • bgz0702 Re: mój coming out 30.11.19, 10:47
          gogol77 napisał:

          > Ano jakoś żyję. I póki co - nic się szczególnie złego nie dzieje. Dużo mnie bad
          > ają (scyntygrafie, tomografie, rezonanse magnetyczne, USG), – szukają przerzutó
          > w ale póki co nic nie znaleźli .
          > Implantowali mi pod skórę takie coś co mi zeruje testosteron.
          > No właśnie, ten testosteron! On = libido i oni mi kurwa wyzerowali libido 
          > Od Ojca Dyrektora wiem (słucham go namiętnie – to jakaś moja psychiczna dewiacj
          > a !!!), że pożądliwość to największe zło.
          > Ale mnie się podobało. I miałem z tego dużo frajdy!! To co, że pójdę do piekła ha, ha, ha).
          > No ale patrząc na sprawę z drugiej strony - życie bez chuci, bez pożądliwości w
          > cale nie jest jakimś takim strasznym dramatem jak mi się kiedyś
          > A teraz ja też tak właśnie mam. Bo to jest pewnie tak, że jak nie ma się na coś
          > apetytu to brak tego czegoś nie jest żadnym problemem, nie boli, nie frustruje
          > .
          > Z TJ się spotykam, nawet co parę dni a raz na jakiś czas idziemy do łóżeczka że by te jej chucie dostały to co im się należy. Ale nie mogę powiedzieć, że robię to z takim szalonym entuzjazmem, jak kiedyś. No ale ważne, że jej się podoba.
          > Ona - tak na oko - nie traktuje tej mojej impotencji i tego, że to nie ja ciągnę ją do łóżka (bo teraz to ona komunikuje: idziemy dziś do łóżeczka) - jako jak iegoś dramatu, mimo, że chyba wyczuwa, że ja jej te odloty robię trochę jakby z poczucia obowiązku. Ale, żeby nie było - te łóżeczkowe sesje dają mi sporo radości i mile łaskotają moje nadwątlone ego.
          > A żona? Żona się martwi bo pewnie nie chce zostać…bogatą wdową ;-)

          Powspominaj libido... masz co wspominać, TJ też :) Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego tobie, żonie i TJ. Masz fajny czas za sobą, niech ci się wiedzie w innych obszarach i kobietom, które cię lubię również. Pa :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka