Dodaj do ulubionych

Co ja mam zrobić?

17.09.06, 01:11
Jesteśmy małżeństwem z 10 letnim stażem. Mamy dwójkę dzieci w wieku
wczesnoszkolnym. Od kilku lat nie współżyjemy ze sobą. Z mojej strony na
zniechecenie wpłynął egoizm męża tak w łóżku, jak i poza nim, nieliczenie się
z moimi potrzebami, problemy w małżeństwie. Dodam jeszcze, że od poczatku
naszego związku mam pochwicę. Mąż przez kilka ostatnich lat(4)robił jedynie
aluzje do braku seksu w małżeństwie. Nigdy nie szły za nimi konkretne
działania. Ostatnio dużo się zastanawiałam nad naszym związkiem i doszłam do
wniosku - może dojrzałam - że gdyby reaktywować tę sferę mielibyśmy całkiem
udany związek. Podzieliłam się tą myślą z mężem i...zero reakcji. Wręcz
powiedział, ze jego blokuje pochwica - w podtekscie, że to moja wina - jak
mniemam. Usiadłam więc do internetu i wklepałam hasło pochwica. Trochę sobie
poczytałam jak inni poradzili sobie z problemem. Podzieliłam się tą wiedzą z
mężem - stwierdził, że wie. Koniec. W ciągu tych 10 lat nie raz zastanawiałam
się nad przyczyną pochwicy i doszłam do wniosku, że mąż ma w jej istnieniu
poważny udział. Przez 10 lat małżeństwa nie zdarzyło się ani razu, żebym była
podniecona na maksa w trakcie uprawiania seksu. Ostatnio poznałam mężczyznę,
zupełnie zwyczajnego i czuję się podniecona na samą myśl o nim. Zastanawiam
się jak facet przed 40 może żyć bez seksu przez kilka lat, a jestem pewna, ze
mnie nie zdradza - zresztą chyba bym to zrozumiała. Nie rozumiem dlaczego nie
przejawia żadnej inicjatywy, tylko jak zwykle oczekuje, że ja rozłożę nogi a
on zrobi to co powinien w takiej sytuacji. A ja między innymi, a właściwie
głownie dlatego nie zamierzam niczego inicjować - już kiedyś czyłam się jak
szmata i wystarczy. Z drugiej jednak strony nie zamierzam go zdradzać, ani
rozbijać rodziny i dlatego dobrze by było gdyby udało się ten problem
rozwiązac. Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • obserwatorka7 Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 02:30
      nie mam konkretnego zdania na ten temat. nie chcę Cię urazić, ale wydaje mi
      się, ze jeśli facet parę lat żyje bez seksu ( i przez ten czas SAM nic nie
      inicjuje ! ) to jest z nim coś nie tak. Nie wiń siebie. Z tego, co
      przedstawiłaś, można stwierdzić, że on ma jakieś problemy. Pochwica to na pewno
      poważny problem, ale jako mąż, a nie jednorazowy partner seksualny, pownien
      próbować jakoś ten problem rozwiązać. a nie stwierdzić, że to go blokuje i
      koniec. i robić jeszcze aluzje. nie przejawianie żadnej inicjatywy w stronę
      stosunku z żoną to już choroba. może on uważa, że to Ty powinnaś inicjować?
      tylko skąd u niego takie chore (jeśli istnieje) przekonanie??
    • misssaigon Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 08:00
      jasminum - zamiast oskarzac meza o egoizm rzykrzyj sie swojemu zachowaniu - ono
      wlasnie jest bardzo egoistyczne - zaniechalas seksu na kilka lat tlumaczac to
      pochwica - literalnie nie zrobilas nic zeby sobie poradzic z tym problemem -
      odczekalas pare lat i mowisz - "teraz jestem gotowa zeby cos z tym zrobic"
      dlaczego dopiero teraz?, dlaczego wczesniej nie interesowalo cie jak sobie z
      tym radzi twoj maz? myslisz ze tylko ty mialas problem? on tez mial.

      Zamiast miec znowu do niego pretensje - idz do lekarza - zrob cos, oprocz
      gadania wykaz sie jeszcze jakims dzialaniem.
      uwazam, ze twoj maz nie chce w sobie rozbudzac nadziei na normalne wspolzycie-
      dlatego z taka nieufnoscia traktuje twoje "zaczepki" - zapewne uspil jakos swoja
      seksualnosc, posilkujac sie masturbacja i seks z toba nie jest mu juz potrzebny,
      a moze juz cie zwyczajnie nie pozada. Nie piszesz rowniez czy inne problemy w
      malzenstwie zostaly rozwiazane ...a to bardzo istotna kwestia
      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 10:35
        misssaigon napisała:

        > jasminum - zamiast oskarzac meza o egoizm rzykrzyj sie swojemu zachowaniu -
        ono
        > wlasnie jest bardzo egoistyczne - zaniechalas seksu na kilka lat tlumaczac to
        > pochwica - literalnie nie zrobilas nic zeby sobie poradzic z tym problemem -
        > odczekalas pare lat i mowisz - "teraz jestem gotowa zeby cos z tym zrobic"
        > dlaczego dopiero teraz?, dlaczego wczesniej nie interesowalo cie jak sobie z
        > tym radzi twoj maz? myslisz ze tylko ty mialas problem? on tez mial.
        >
        Tłumacząc, że to pochwica? - jak widzę jesteś mądrzejsza od specjalistów, z
        którymi się konsultowałam i do kórych na terapię chodziłam, bo oni twierdzili,
        że to jest pochwica, tyle, że nie spowodowana żadnymi traumatycznymi
        doświadczeniami, więc teoretycznie przy zaangażowaniu męża powinna byc łatwa
        do "wyleczenia". Mąż zaangażowany w rozwiazanie problemu był przy pierwszych
        paru stosunkach, potem zaczęły się obwinienia(ocena jaką to jestem kobietą).
        Mój mąż jest moim pierwszym mężczyzną i jak narazie jedynym. Ponieważ nie tak
        wyobrażałam sobie swoje życie seksualne zaczęłam szukać pomocy, zarówno u
        specjalisów jak i w odpowiedniej literaturze. Do specjalistów(psycholodzy) mój
        mąż się nie wybierał, literatury czytać nie zamierzał - tak jest do dzisiaj, a
        to co napisałam dotyczy naszego związku przed ślubem i chwilę po. Wczoraj na
        tym forum znalazłam wątek w którym kobieta pisze, że jej partner nie reaguje na
        jej sugestie odnośnie tego co jej sprawia przyjemnośc w łóżku - jakbym czytała
        swoją historię. Mój mąż też wie lepiej co ja czuję, myślę, mimo, że nigdy nawet
        nie pokusił się o próbę zapytania o to mnie. Podam taki drobny, pozałóżkowy
        przykład - kiedyś, parę lat temu zapytałam męża(przy okazji rozmowy na temat
        tego jak dobrze on mnie zna - sam tak twierdzi) o czym ja marzę - odpowiedział,
        że żeby córka była zdrowa( dziecko ma zd). No cóż, chciałabym, żeby Marysia
        była zdrowa, ale nie jest to moje priorytetowe marzenie, bynajmniej(pewnych
        rzeczy się nie przeskoczy, należy się z nimi pogodzić i tyle). Nie dość, że
        nigdy nie zadał sobie trudu zapytania mnie o moje marzenia, to nawet nie raczył
        słuchać tego co mówiłam. Dotyczy to także tego co dzieje się włóżku -
        próbowałam rozmawiać i bez względu na sposób w jaki przedstawiałam problem
        jedyną reakcją mojego męża była ciężka obraza. No cóż, zaczęłam się bać takich
        rozmów, co chyba można zrozumieć. Powyższa sytuacja to okres powiedzmy od
        zawarcia małżeństwa do pierwszego roku życia chorej córki. Choroba córki
        pokazała, że ja weszłam w ten związek na złe, mój mąż na dobre. Z dużymi
        problemami zawsze zostaję sama - tak jest do dzisiaj. Ktoś kiedyś powiedział
        mi, że jakie on bedzie miał noce takie ja będę miała dni. No cóż to funkcjonuje
        też w drugą stronę - zwłaszcza, że ani dni ani tym bardziej noce nie były
        dobre. Myslę, ze gdyby seks dawał mi satysfakcję, spełnienie, radośc itp tp nie
        zrezygnowałabym z niego na lata. Niestety, mnie seks - w osobie mojego męża
        przynosił upokorzenia, zdarzało się, że płakałam podczas stosunku - bynajmniej
        nie z bólu fizycznego, bardziej cierpiała psychika, kobieca duma, a mąż robił
        swoje udając, ze nie widzi moich łez. Czy tak trudno zrozumieć, że zaczęłam
        unikac tego co bolało? Co bolało bardziej niż pochwica. Co do zainteresowania
        tym jak sobie radzi mój mąż też jesteś w błędzie - interesowałam się, ale nie
        dostałam żadnej odpowiedzi poza tym, że kochanki nie ma i nie było, co w tamtym
        okresie nie zrobiłoby na mnie żadnego wrażenia( gdyby była).
        Zamiast miec znowu do niego pretensje - idz do lekarza - zrob cos, oprocz
        > gadania wykaz sie jeszcze jakims dzialaniem.
        > uwazam, ze twoj maz nie chce w sobie rozbudzac nadziei na normalne wspolzycie-
        > dlatego z taka nieufnoscia traktuje twoje "zaczepki" - zapewne uspil jakos
        swoj
        > a
        > seksualnosc, posilkujac sie masturbacja i seks z toba nie jest mu juz
        potrzebny
        > ,
        > a moze juz cie zwyczajnie nie pozada. Nie piszesz rowniez czy inne problemy w
        > malzenstwie zostaly rozwiazane ...a to bardzo istotna kwestia

        Ja nie mam do męża żadnych pretensji, ja próbuję ZROZUMIEĆ jego zachowanie, bo
        to nie ja , ale on mnie zaczepia - słownie - i na tym sie kończy."uwazam, ze
        twoj maz nie chce w sobie rozbudzac nadziei na normalne wspolzycie"- Nie
        uwierzysz, ale mam to samo. Tylko osoba, która czuła się w łóżku tak jak ja
        jest w stanie zrozumieć ten lęk przed "powtórką z rozrywki".
        Kiedy wychodziłam za mąż byłam miłą, acz zakompleksioną dziewczyną z niskim
        poczuciem włąsnej wartości, mój mąż zawsze był pewny siebie, "najmądrzejszy na
        świecie" itp. Jeżeli o mnie chodzi to dużo się zmieniło - przestałam być
        zakompleksiona - przynajmniej w relacjach z moim mężem, jestem świadoma swojej
        wartości i nie zamierzam cofać się do punktu wyjścia w żadnym aspekcie naszego
        życia.
        " a moze juz cie zwyczajnie nie pozada" - no cóz, tego chyba wykluczyć nie
        można. Tez to brałam pod uwagę.
        "Nie piszesz rowniez czy inne problemy w
        > malzenstwie zostaly rozwiazane" - na dzień dzisiejszy pomijając seks jesteśmy
        dość dobrym małżeństwem. Wydaje mi się , że takim jak większośc małżeństw w tym
        kraju.
        Przepraszam, że się aż tak rozpisałam, ale wbrew temu co sugeruje misssaigon
        zależy mi na rozwiazaniu naszego problemu i dlatego założyłam tu swój wątek.
        Mnie zależy - bo mąż , jak zwykle chyba, nie zamierza zrobić nic - najwyżej
        poddać się zgwałceniu( to żart).Droga misssaigon obwinianie mnie o wszystko też
        już zaliczyłam w tym związku więc nie musisz się wysilać. Pozdrawiam serdecznie.
        • misssaigon Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 13:56
          jasminum - zeby w miare zrozumiec istote waszego problemu niezbedna byla twoja
          odpowiedz - jako cd i uzupelnienie historii twojego malzenstwa, ktora okazala
          sie o wiele bardziej skomplikowana

          pomimo tego ze sobie nie zyczysz zebym sie wysilala to jednak odniose do kilku
          kwestii
          - w twoich wypowiedzi - pomimo, ze temu zaprzeczasz - wrecz bije mnostwo
          pretensji i zalu do meza - on na pewno doskonale widzi taka twoja postawe co nie
          jest bez wplywu na wasze pozycie intymne czy jego brak
          - skoro pochwica nie jest spowodowana zadnymi traumatycznymi przezyciami jak
          gwalt - molestowanie - to byc moze jest ona zalezna od partnera..to chyba
          psycholodzy powinni powiedziec. Skoro weszlas w zwiazek juz z tym problemem i to
          problemem nierozwiazanym - to prawdopodobnie moglas sobie zdawac sprawe, ze przy
          twoim mezu i przy jego postawie anty moze sie to nie udac - ale podjeliscie
          decyzje o slubie i wspolnym zyciu.
          Niestety mezczyznom o wiele trudniej przychodzi wybrac sie do specjalisty typu
          psycholog czy seksuolog - czesto zmuszenie ich do tego graniczy z cudem, a nawet
          jesli sie wybiora to po prostu nie uczestnicza w terapii - twoj malzonek nie
          jest tu wyjatkiem, a jego zachowanie akurat w tym przypadku nie musi oznaczac,
          ze nie dostrzega problemu.

          Mysle, ze mozna sie pokusic o stwierdzenie, ze twoj maz pomimo manifestowanej
          pewnosci siebie tez ma mnostwo kompleksow - ktore twoja przypadlosc jeszcze
          poglebila. Fakt, ze nie potrafi zaspokoic zony, a co gorsza w trakcie waszej
          znajomosci pojawil sie problem, ktory praktycznie uniemozliwia wspolzycie musi
          bardzo godzic w jego meska dume i poczucie wartosci - doklada sie do tego
          jeszcze choroba dziecka . Ma prawo myslec i czuc sie fatalnie z tym, ze
          przekazal wadliwy material genetyczny.
          Czesto mocno zakompleksiona osoba jest jednoczesnie bardzo egocentryczna -
          obraza za kazda, nawet najmniejsza i najlagodniejsza krytyke, nie ma dystansu do
          wlasnej osoby, wszystko bierze doslownie i do siebie.

          Zaryzykowalabym stwierdzenie, ze wasze problemy w sferze intymnej i maja szans
          na rozwiazanie dopóki nie "wyprostuja" sie wasze relacje emocjonalne - dopoki
          nie wybaczycie sobie nawzajem tego co bylo i bledow, ktore popelniliscie,
          zaprzestaniecie obwiniania sie nawzajem...

          Dobrym wyjsciem byloby udanie sie wspolnie na terapie malzenska - a jesli to nie
          jest mozliwe to coz...polecalabym Tobie wybranie sie do naprawde dobrego
          psychologa, ktory pomoze ci rozliczyc sie z przeszloscia i zrozumiec powody
          zachowania twojego meza i podpowie jak do niego dotrzec...
          Między nami - seks i nie tylko
          • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 15:00
            Droga misssajgon - dziekuję za wyczerpujacą odpowiedź. To prawda mam mnóstwo
            żalu do męża - czy raczej miałam, bo w miarę upływu czasu i opadnięcia emocji
            podchodzę do pewnych jego zachowań z pewnym zrozumieniem. W miarę jak coraz
            bardziej go poznaję potrafię sobie pewne jego zachowania i słowa wytłumaczyć.
            Są to sprawy zadawnione, sprzed trzech lat i generalnie staram się do nich nie
            wracać, więc nie mają one specjalnego wpływu na nasze codzienne życie. Terapia
            z mężem nie wychodzi w grę, bo on nie chce, a przecież siłą go tam nie
            zaciągnę. Sama byłam u kilku psychologów, w tym u najlepszej pani psycholog w
            moim mieście i wierz mi była to tylko strata kasy i czasu. Z lepszym skutkiem
            mogłabym się wyżalić przyjaciółce. Przed ślubem współżyliśmy zaledwie kilka
            razy i szczerze mówiąc, jako wtedy praktykująca katoliczka , problem pochwicy
            łaczyłam z rozpoczęciem współzycia przed ślubem i to bardziej podświadomym
            problemem, bo świadomie nie miałam poczucia winy. Byłam święcie przekonana, ze
            po ślubie problem się rozwiąże, tym bardziej, że nie mam oporów przed seksem,
            nie traktuję współżycia jako ciężkiego małżeńskiego obowiązku itp. a wręcz
            przeciwnie. Jak było po ślubie już pisałam. Myslę i wydaje mi się, że wiem, ze
            mój małżonek dostrzega problem, tylko, ze nie zamierza z nim nic zrobić i tyle.
            Może podkreślę, nie chodzi mi o to, zeby zrównać na tym forum mojego męża z
            ziemią. Nie. Chodzi mi o to, żeby forumowicze pomogi mi zrozumieć jego
            zachowanie i ewentualnie podpowiedzieć postępowanie. Oczywiście, może być nadal
            status quo tylko jest mi nas po prostu żal, zwłaszcza, że wiem, że może być
            lepiej. Lepiej przy odrobinie dobrych chęci, których ze strony mojego męża nie
            ma. I żeby było jasne - nie narzucam się z tym tematem mężowi - wspomniałam raz
            czy dwa, że gdybyśmy reaktywowali tę stronę naszego małżeństwa to nasz związek
            byłby super. Dodam tylko jedno - reaktywowali - do pewnego stopnia na moich
            zasadach(ale to piszę tutaj, mąż o tym nie wie), bo to ja znam swoje ciało i
            jego reakcje.
            "Zaryzykowalabym stwierdzenie, ze wasze problemy w sferze intymnej i maja szans
            > na rozwiazanie dopóki nie "wyprostuja" sie wasze relacje emocjonalne - dopoki
            > nie wybaczycie sobie nawzajem tego co bylo i bledow, ktore popelniliscie,
            > zaprzestaniecie obwiniania sie nawzajem..." - nie do końca się z Tobą
            zgadzam. Tzn. jeszcze trzy lata temu przyznałabym Ci całkowitą rację, ale ja
            naprawdę nie obwiniam męża o całe zło w tym małżeństwie, a wręcz przeciwnie
            jestem w pełni świadoma własnych przewinień. Myślę, że jest to jednak sprawa
            naszych nienajlepszych doświadczeń z wcześniejszego pożycia i strach przed
            powtórką. Tylko, że ja jestem gotowa zaryzykować, a wydaje mi się, że jako
            osoba powiedzmy "winna"(pochwica) mam więcej do stracenia niż on. i jeszcze
            jedno - misssajgon byłabym bardzo wdzięczna gdybyś jednak mimo wszystko podczas
            pisania skądinąd całkiem mądrych odpowiedzi wzięła pod uwagę i moje uczucia.
            A..i jeszcze jedno - nigdy nie przyszło mi do głowy obwiniać męża o to,
            że "przekazal wadliwy material genetyczny", a córkę kocham nad życie.
            Pozdrawiam serdecznie.
          • yogi.net Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 19:13
            Ech...
            Proszę nie uogólniaj mężczyzn. Osobiście lata chodziłęm do psychologa i
            walczyłem o związek, kobieta - nie chciała. Uważała się za osobę "normalną".
            Podobnych przypadków znam jeszcze dwa. Również trudno jest kobietom pójść do
            psychologa lub seksuologa.
            "szybki numerek" nie jest zły. Również ma swój urok, ale dla osoby która
            potrzebuje czasu nie jest formą zadowalającą. Sczególnie przez lata. Oby
            skończyło się tylko pochwicą a nie czymś gorszym.
            Rozumiem decyzję Jasminum o zaniechaniu kontaktów z mężem. Wyznawcy teori iż
            "nie ma kiepskich kochanków tylko leniwe kochanki" są tylko egoistami. Ale ...
            syty głodnego nie zrozumie.
            Pozdr.
    • movisz Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 16:10
      Stara sie nie ta osoba ktora powinna. Ewidentnie jego nieumiejetne podejscie do
      sexu z toba i nie liczenie sie z twoimi uczuciami powoduje te wszystkie
      problemy jakie macie. Ja nie widze zadnej twojej winy w tym wszystkim. Robisz
      wszystko co w twoim rozumieniu powinnas zrobic i to trzeba docenic. On sie nic
      nie stara by cokolwiek polepszyc. Pewnie ma kompleksy na tym punkcie ze cie nie
      zadawala i wina za to obarcza ciebie.
      Ale nie stara sie poprawic sytuacji. Nie przyzna sie do tego glosno bo dla
      mezczyzny przyznanie sie kiedykolwiek ze nie ma racji to uwlacza jego meskosci.
      Zatem moja rada jest zebys przestala sie tym tak bardzo przejmowac, skoro on
      nie chce nic ulepszac.
      A co do tego kolegi co sama mysl o nim podnieca cie to bym sie zastanowila.
      Chociazby zeby sprawdzic czy bedzie innaczej.
      Sama zreszta powiedzialas ze nie mialabys pretensji do niego jakby kogos mial.
      Chyba zyjecie na tych samych prawach.
      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 16:21
        To zalewdwie znajomy - nie kolega, ale i tak reakcja mojego ciała na niego dała
        mi dużo do myślenia, bo chyba dotąd uważałam, że nie jestem zdolna do tego typu
        reakcji. I pomyślałam sobie, że skoro bądź co bądź obcy facet tak na mnie
        działa to może by spróbować wskrzesić seks w naszym małżeństwie.
        Zawsze bardzo się boję takiego pisania, bo wtedy druga strona wychodzi na
        potwora, a tak nie jest. W życiu codziennym mój mąż jest typowym mężem - taka
        średnia krajowa, nie mam specjalnych powodów, żeby się uskarżać. Najbardziej
        sobie cenię, że mimo naszych problemów, mam nadzieję, że minionych, a nie
        związanych z seksem potrafimy się razem śmiać. Poza tym mąż przytula mnie bez
        specjalnych okazji, całuje - tak zwyczajnie, bez podtekstów seksualnych, więc
        to chyba nie jest wstręt przed dotykaniem mnie. To co mnie też zastanawia to
        fakt, że 40 letni facet nie robi nic , nawet dla samego siebie, żeby ten seks
        mieć np. kochanka, a tyle się mówi jakie to faceci mają potrzeby i jak się im
        nie potrafią oprzeć.Pozdrawiam
      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 16:24
        "movisz napisała:
        Sama zreszta powiedzialas ze nie mialabys pretensji do niego jakby kogos mial"

        Nie miałabym pretensji cztery lata temu jak między nami było bardzo, bardzo
        źle - teraz nie wiem jakbym zareagowała.
        • movisz Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 19:09
          Powiem ci szczerze ze ja za bardzo nie wierze w facetow z zasadami i na twoim
          miejscu upewnila sie sama ze w gre nie wchodzi ktos trzeci.
          Jezeli nie, to twoj maz zasluguje by mu pomoc bo wyraznie ma problem.
          Wiekszosc z nich nie czyta zadnych lektor jak ulepszac zycie seksualne. Wydaje
          im sie ze wszystko wiedza bo sami sa zaspokojeni i nie obchodzi ich co czuje
          partnerka. Przynajmiej nie chca sie wglebiac w to bo mogliby byc zmuszeni
          pomyslec o kims innym niz oni sami. A przy ich egoizmie to duzy dla nich
          wysilek.
          Moja rada mysl wiecej o sobie i co ty czujesz. To jest twoje zycie. Seks nie
          jest najwazniejszy ale w tym jak on to traktuje znaczy ze albo jest ignorantem
          albo egoista albo po prostu niedouczony.
          Zadanie jakie maja mezczyzni z partnerka dla ktorej sa pierwszymi jest bardzo
          trudne bo tak jak ja wprowadza w zycie seksualne bedzie jej jedynym
          doswiadczeniem seksualnym. Zakladam ze nigdy nie zdradzi go. I cokolwiek
          mezczyzna bedzie prezentowal soba to ona bedzie uwazac ze tak ma byc. Czyli
          brak jakiejkolwiek skali porownawczej. Dlatego dla tak wielu mezczyzn jest
          wazne by dziewczyna nie miala zadnego lub niewielkie doswiadczenie seksualne
          przed nim.
          Jesli ci zalezy na mezu to moze powinnas sama inicjowac zblizenia i kolejno
          probowac z nim roznych metod. Zwlaszcza pieszczot ktore tak bardzo sa ci
          potrzebne. Mowic mu czego oczekujesz. Raz ty robisz co on chce a raz on co ty
          chcesz. On moze po prostu malo wiedziec na temat potrzeb kobiet w tej
          dziedzinie.
          Jesli to nie pomoze to zostaje ci....sasiad.
          • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 18.09.06, 21:55
            Mowisz dzięki serdeczne za odpowiedź.
            "Powiem ci szczerze ze ja za bardzo nie wierze w facetow z zasadami i na twoim
            > miejscu upewnila sie sama ze w gre nie wchodzi ktos trzeci. " - jestem pewna
            na 100% , że nie i nie dlatego, że on tak mówi. Wbrew temu co mi się tu
            sugeruje dobrze znam mojego męża, jego przyzwyczajenia, pewne zachowania itp.
            Stan konta też;-)

            "Jezeli nie, to twoj maz zasluguje by mu pomoc bo wyraznie ma problem.
            > Wiekszosc z nich nie czyta zadnych lektor jak ulepszac zycie seksualne.
            Wydaje
            > im sie ze wszystko wiedza bo sami sa zaspokojeni i nie obchodzi ich co czuje
            > partnerka. Przynajmiej nie chca sie wglebiac w to bo mogliby byc zmuszeni
            > pomyslec o kims innym niz oni sami. A przy ich egoizmie to duzy dla nich
            > wysilek."

            Mowisz chętnie podzielę się z nim wiedzą teoretyczną i to bynajmniej nie z
            pozycji nauczyciela. Poza tym wydaje mi się, że wiem co robić, żeby reaktywować
            nasze pożycie. Raz czy dwa zaledwie napomknęłam o tym mężowi i z jego reakcji
            wywnioskowałam, że nie bardzo mu się ten pomysł podoba. No cóż, wg. jego
            widzimisie już było i zaprowadziło nas do krainy bezseksia, ale on nawet nie
            chce spróbować " po mojemu", chociaż uważam, że gorzej już być nie może, a kto
            wie - czyli generalnie niczym nie ryzykuje. Ponieważ z tego co wiem oboje mamy
            różne bo różne, ale jednak lęki związane z naszym pożyciem to wg. mnie
            startujemy z tego samego pułapu. Niestety, mój mąż zawsze wie lepiej - stały
            motyw naszego małżeństwa i jego pozaseksualnej części.

            "Moja rada mysl wiecej o sobie i co ty czujesz. To jest twoje zycie. Seks nie
            > jest najwazniejszy "

            Dokładnie tak jest - seks nie jest dla mnie najważniejszy i naprawdę mam
            mnóstwo problemów, żeby sobie odpuścić. Często się zastanawiam czy seks nie
            jest dla mnie ważny dla samego seksu czy dlatego,że nie zostałam odpowiednio
            rozbudzona. No, ale przecież się masturbuję więc chyba nie jest tak, że w ogóle
            mnie nie obchodzi. Niemniej nie należę do tej kategorii, którą sobą kupczy w
            czterech ścianach domowego ogniska. Nie ma mowy, żebym chwilę po kłótni z mężem
            wesoło wskakiwała do łóżka. Natomiast w innym przypadku - proszę bardzo i długo
            tak u nas było. Reasumując, bo zaczynam się rozpisywać na tematy poboczne. Na
            dzień dzisiejszy nie odczuwam specjalnie dużego parcia do seksu z mężem,
            spokojnie pożyję tak jak żyłam dotąd. Niemniej gdyby mój mąż wykazał się nawet
            nie inicjatywą, ale dobrymi chęciami to jestem gotowa powalczyć ,zwłaszcza, że
            jak pisałam w małżeństwie funkcjonujemy na zasadzie pokojowego współistnienia,
            nie kłócimy się, potrafimy się ze sobą śmiać, z siebie też, dzielimy się
            obowiązkami, przytulamy, robimy sobie masaż itp. Nie uskarżam się. Na brak
            seksu też się nie uskarżam - po prostu nie rozumiem dlaczego seks w wykonaniu
            mojego męża zaczyna się i kończy na aluzjach.

            "> Jesli ci zalezy na mezu to moze powinnas sama inicjowac zblizenia i kolejno
            > probowac z nim roznych metod. Zwlaszcza pieszczot ktore tak bardzo sa ci
            > potrzebne. Mowic mu czego oczekujesz. Raz ty robisz co on chce a raz on co ty
            > chcesz. On moze po prostu malo wiedziec na temat potrzeb kobiet w tej
            > dziedzinie."
            To, że mało wie to nie ulega wątpliwości. Mój mąż nie słucha tego co mam mu do
            powiedzenia w kwestii pieszczot - już to przerabiałam. Był na forum całkiem
            niedawno wątek o tym, że mąż nie reaguje na podpowiedzi - u nas jest dokładnie
            tak samo.Powiem szczerze, że gdybym dzisiaj zainicjowała jakiekolwiek zbliżenie
            to szczerze wątpię, żeby mój mąż podjął wyzwanie. Zwłaszcza gdybym to ja miała
            określić zasady gry. W życiu codziennym jest tak samo, tylko, że w ciągu
            minionych 10 lat nauczyłam się upierać przy swoim. A najlepsze w tym wszystkim
            jest to, że jak się uprę i nie poddaję jego dyktaturze to najlepiej na moim
            uporze wychodzi on sam.

            Sąsiad nie wchodzi w grę, ale o tym dlaczego jutro. Pozdrawiam serdecznie.
    • flatronn1 Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 18:39
      Ale jaja. To facet ma być na twoje rozkazy? Najpierw zrobiłaś wszystko aby się z
      tobą nie kochał a teraz zmiana i masz pretensje? I to jeszcze jego wina. To może
      szkoda, że cie kiedyś nie olał. Może wtedy byś płakała o złych facetach ale on
      by cie już nie chciał.
      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 18.09.06, 20:27
        flatronn1 napisała:

        > Ale jaja. To facet ma być na twoje rozkazy? Najpierw zrobiłaś wszystko aby
        się
        > z
        > tobą nie kochał a teraz zmiana i masz pretensje? I to jeszcze jego wina. To
        moż
        > e
        > szkoda, że cie kiedyś nie olał. Może wtedy byś płakała o złych facetach ale on
        > by cie już nie chciał.
        To znaczy co zrobiłam, żeby się ze mną nie kochał? Ośmieliłam się powiedzieć
        jak chcę być pieszczona? A tak to przepraszam - zrobiłam wszystko.
    • movisz Re: Co ja mam zrobić? 17.09.06, 19:13
      Polecam nastepny w kolejnosci watek.
      Moze da ci odpowiedz na twoj problem.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=48737050&v=2&s=0
    • matylda_n Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 08:25
      Jasminum30 przemyslałaś sobie parę rzeczy, wyciągnełaś wnioski i to się chwali, ale...
      piszesz: Na dzień dzisiejszy nie odczuwam specjalnie dużego parcia do seksu z mężem, spokojnie pożyję tak jak żyłam dotąd. Niemniej gdyby mój mąż wykazał się nawet nie inicjatywą, ale dobrymi chęciami to jestem gotowa powalczyć...
      To o co ci tak naprawdę chodzi, co ? On oczekuje, ty oczekujesz, nie za duzo tych oczekujących ? Ty co prawda jesteś skłonna coś z siebie dać, ale tylko warunkowo. Miłość to nie miejsce na handel wymienny. Jesteś gotowa mu coś ofiarować, to to zrób. Kilka lat psuliście sobie ta sferę życia, więc z dnia na dzień wszystko nagle się naprawi. Na to też będzie potrzeba sporo czasu.
      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 08:33
        matylda_n napisała:

        > Jasminum30 przemyslałaś sobie parę rzeczy, wyciągnełaś wnioski i to się
        chwali,
        > ale...
        > piszesz: Na dzień dzisiejszy nie odczuwam specjalnie dużego parcia do seksu z
        m
        > ężem, spokojnie pożyję tak jak żyłam dotąd. Niemniej gdyby mój mąż wykazał
        się
        > nawet nie inicjatywą, ale dobrymi chęciami to jestem gotowa powalczyć...
        > To o co ci tak naprawdę chodzi, co ? On oczekuje, ty oczekujesz, nie za duzo
        ty
        > ch oczekujących ? Ty co prawda jesteś skłonna coś z siebie dać, ale tylko waru
        > nkowo. Miłość to nie miejsce na handel wymienny. Jesteś gotowa mu coś
        ofiarować
        > , to to zrób. Kilka lat psuliście sobie ta sferę życia, więc z dnia na dzień
        ws
        > zystko nagle się naprawi. Na to też będzie potrzeba sporo czasu.

        Przeczytałaś wszystkie moje wypowiedzi czy tylko ostatnią? A może masz problemy
        z czytaniem ze zrozumieniem?
        • sceptyczna1 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 08:48
          Czegoś tu nie rozumiem - dziewczyna chce rozwiazać problem, konkretnie go
          zdefiniowała, nawet w kilku postach, a zamiast konkretnych rad dostaje baty (od
          coniektórych). Wychodzi na to, że lepiej się nie wychylać i tkwić w marazmie do
          śmierci. Dziwne to forum - jęczycie, że on nie chce, że ją boli głowa, a jak
          już się trafi ktoś kto chce to najlepiej podciąć mu skrzydła. Może zamist
          skupiać się tak bardzo na facecie wzięlibyście pod uwagę i jej uczucia, lęk
          przede wszystkim. Jak dla mnie to cały problem sprowadza sie do tego, że ona
          myśli, ona rozwiazuje, a przynajmniej próbuje, ona "łazi" po specjalistach, ona
          jest gotowa zaryzykować, a gdzie jest ten facet?
    • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 09:10
      Przeczytałem cały ten wątek i nasuwa mi się spostrzeżenie...
      Takie, że mam nieodparte wrażenie, że trochę późno dostrzegliście swoje
      problemy. 10 lat? Toz to taka kupa czasu, że hej. Moja dobra kumpela rozwiodła
      się z mężem gdy nie uprawiali seksu przez 3 lata... A wy? Przez 10 lat każde z
      nas wyrabia sobie nawyki, popada w pewną rutynę i przyzwyczaja się do
      okoliczności. I teraz "WTEM" jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - ma się
      to zmienić... Bzdura... Aby to zmienić trzeba CZASU!!! Bardzo dużo czasu!!! 2
      lata w mojej opinii to absolutne minimum!!!! Pracy organicznej, od podstaw,
      kroczek po kroczku!!!!
      I w tej chwili nie jest ważne czyja była wina, kto zaniechał kontaktów, jakie
      były powody... Naprawdę!!! Teraz musicie się nauczyć siebie od początku!!! I to
      jest arcytrudne!!! Bo ciężko jest po 10 latach znajomości "w zdrowiu i chorobie"
      - uczyć się siebie nawzajem!!!

      Ciekaw jestem jakby wyglądał post twojego męża tu na forum. Co on by napisał...
      Może warto mu je pokazać i poprosić by opisał swój punkt widzenia, co?
      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 09:23
        Dixia bardzo dziękuję za twój post. Zawsze wydawało mi się, ze potrafię pisać w
        sposób zrozumiały, ale może tylko mi się tak wydawało:-)) Zgadzam się z Tobą w
        zupełności. W ciągu tych dziesięciu lat biegałam po terapeutach i szukałam na
        własną rekę rozwiazania problemu w literaturze i np. na tym forum. No i
        wcześniej współżyliśmy
        "Przez 10 lat każde z
        > nas wyrabia sobie nawyki, popada w pewną rutynę i przyzwyczaja się do
        > okoliczności. I teraz "WTEM" jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - ma
        si
        > ę
        > to zmienić... Bzdura... Aby to zmienić trzeba CZASU!!! Bardzo dużo czasu!!! 2
        > lata w mojej opinii to absolutne minimum!!!! Pracy organicznej, od podstaw,
        > kroczek po kroczku!!!!
        Masz całkowitą rację i JA też tego jestem świadoma. Niestety mam nieodparte
        wrażenie, że mój mąz chce albo tak jak było, albo wcale. I dlatego mówię nie.
        Chcę mieć dobry seks albo żadnego. A dobry seks to taki, który mnie nie
        upokarza, po którym nie czuje się wykorzystana i który nie doprowadza mnie do
        łez "po", a nawet "w trakcie". I wydaje mi się, że wiem jak do niego dojść -
        właśnie tymi "małymi kroczkami". A skąd wiem - bo w ciągu tych dziesięciu lat
        rozwinęłam się pod różnymi względami. Zresztą nigdy nie wychodziłam z
        założenia " jakim mnie Panie Boże cielęciem stworzyłeś takie masz"

        "I w tej chwili nie jest ważne czyja była wina, kto zaniechał kontaktów, jakie
        > były powody... Naprawdę!!! Teraz musicie się nauczyć siebie od początku!!! I
        to
        > jest arcytrudne!!! Bo ciężko jest po 10 latach znajomości "w zdrowiu i
        chorobie
        > "
        > - uczyć się siebie nawzajem!!!

        Tu też się z Tobą zgadzam. Ja jestem gotowa zostawić za sobą żale i zacząć od
        początku tylko co z tego? Pozdrawiam serdecznie
        • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 09:36
          Cóż... Jesteś pewna, że wiesz jak do tego dojść. Po co więc piszesz tu na forum?
          Przecież dostaniesz radę: "powoli, spokojnie - musisz być cierpliwa..." Ty
          chcesz teraz, już i zaraz... A te kilka ładnych lat posuchy to przecież pestka...

          Naucz się odkrywać męża na nowo. I jego namawiaj!!! Daj przykład!!! Pokaż, że
          się zmieniasz/łaś!!! A nie tylko mówisz i czekasz na cud... Cud trzeba wymodlić
          i wierzyć w niego - vide kobieta cierpiąca na krwotok dotykająca szaty Jezusa...

          A twój mąż? On jest niedowiarkiem. I wcale mu się nie dziwię...
          • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 09:50
            Dixia - rozczarowałeś mnie. Ja nie prosiłam na forum o radę " jak do tego
            dojść". Mój problem w kilku początkowych postach był sformuowany mniej wiecej
            tak :
            "To co mnie też zastanawia to
            fakt, że 40 letni facet nie robi nic , nawet dla samego siebie, żeby ten seks
            mieć np. kochankę, a tyle się mówi jakie to faceci mają potrzeby i jak się im
            nie potrafią oprzeć."

            Naucz się odkrywać męża na nowo. I jego namawiaj!!! Daj przykład!!! Pokaż, że
            > się zmieniasz/łaś!!! A nie tylko mówisz i czekasz na cud... Cud trzeba
            wymodlić
            > i wierzyć w niego - vide kobieta cierpiąca na krwotok dotykająca szaty
            Jezusa..
            > .

            Mam dość dawania przykładu - patrz wykaż się inicjatywą. wykazuję się na każdym
            kroku. W łózku też to ja wykazywałam się inicjatywą. Dziekuję postoję. Ja nie
            wierzę w tego rodzaju cuda, wierzę w ciężką pracę - w cuda wierzy mój mąż.

            "A twój mąż? On jest niedowiarkiem.

            Ja też jestem niedowiarkiem
            • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 10:12
              Ja tylko się zastanawiam jak można nie widzieć tego, że jeśli ktos przez kilka
              lat przywykł do takiego a nie innego sposobu życia i zachowań to nie chce mu się
              już tego zmieniać...
              Poza tym uważam, że on może spokojnie coś działać na boku albo stał się
              zapalonym onanistą... Nie można wykluczyć też, że po prostu zdusił swoje libido...

              I jeszcze raz namawiam by twój mąż opisał problem ze swojej strony... Może
              wówczas się dowiesz jak to wygląda w jego oczach...
              • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 10:33
                "I jeszcze raz namawiam by twój mąż opisał problem ze swojej strony... Może
                > wówczas się dowiesz jak to wygląda w jego oczach..."

                Rozmawiałam z mężem i dowiedziałam się, że jak pomyśli o pochwicy to mu
                wszystko opada. Dodał jeszcze, że powinnam ją wyleczyć chirurgicznie(?). Nigdy
                nie słyszałam o chirurgicznym leczeniu pochwicy, ale pomyślałam, że nie muszę
                wiedzieć na ten temat wszystkiego(a wydawało mi się, że wiem dużo) i zaczęłam w
                necie szukac informacji. Tak trafiłam na forum "Zdrowie kobiety"(chyba)gdzie
                temu tematowi było poświęconych kilka wątków. Obok normalnych rad dotyczących
                poczucia bezpieczeństwa, zaufania do partnera i właściwego pobudzenia było też
                kilka postów radzących spróbowanie seksu z innym partnerem, a że tweyd pojawił
                się tez ów znajomy więc może to i racja.
                Problem polega na tym, że ja nie zamierzam rozbijać z tego powodu rodziny. Tym
                bardziej , o czym już kilka razy pisałam, że na co dzień nie jest miedzy nami
                żle. I właśnie dlatego, że układa nam się dobrze pomyślałam o reaktywacji
                pożycia małżeńskiego. Wierz mi Dixia, ze trzy cztery lata temu - kiedy było
                bardzo źle nawet by mi ta myśl nie przyszła do głowy. Ale to nie jest tak, ze
                ja mam zamiar się poświęcać, albo cokolwiek wymuszać na moim mężu. Nie. To ma
                być nasza wspólna decyzja i wspólne zaangażowanie - z uwzglednieniem potrzeb i
                uczuć drugiej strony. Naprawdę oczekuję za dużo?
                • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 10:50
                  "jak pomyśli o pochwicy to mu wszystko opada"...

                  Der is hund begraben... Najwyraźniej widać, że facet się zamknął w sobie. Marnie
                  to widzę ponieważ domyślam się, iż traktuje Ciebie jak żonę, matkę dziecka,
                  współlokatora, przyjaciółkę - ale nie jako partnerkę seksualną...
                  I nie wiem co Ci poradzić... :o(((
                  • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:04
                    "Najwyraźniej widać, że facet się zamknął w sobie. Marni
                    > e
                    > to widzę ponieważ domyślam się, iż traktuje Ciebie jak żonę, matkę dziecka,
                    > współlokatora, przyjaciółkę - ale nie jako partnerkę seksualną...
                    > I nie wiem co Ci poradzić... :o((("

                    No wreszcie satysfakcjonująca mnie odpowiedź. Tylko co teraz -
                    próbować "małymi kroczkami" przekonać męża czy też dać sobie spokój i cieszyć
                    się tym co jest?
                    Nie chce wyjść na zarozumialca, ale jestem pewna, że mnie nie zdradza -
                    dlaczego?
                    • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:19
                      Nie wiem czy dasz radę go przekonać bez wielkiej wiedzy, doświadczenia
                      psychologicznego i co najważniejsze wbrew jego woli. On prawdopodobnie traktuje
                      całą sytuację jako wielką swoją klęskę. Obwinia Ciebie werbalnie ale przede
                      wszystkim podświadomie to on czuje się w jakiś sposób winny...
                      Niemniej jednak nie czuję się ani kompetentny ani władny doradzać cokolwiek w
                      zaistniałej sytuacji... Przykro mi...

                      Jesteś pewna, że Cię nie zdradza... Hmmm - a skąd ta pewność? Może wpada na
                      szybki numerek do agentury i wychodzi... To raptem poniżej 100zł za wypadzik...

                      Bo, że stałej kochanki nie ma - to faktycznie możesz mieć jakąś tam pewność.

                      Ale może sobie sam dogadzać - w ustroniu WC...
                      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:24
                        "Jesteś pewna, że Cię nie zdradza... Hmmm - a skąd ta pewność? Może wpada na
                        > szybki numerek do agentury i wychodzi... To raptem poniżej 100zł za
                        wypadzik..." - jestem pewna. Naprawdę znam swojego męża, jego codzienne
                        zwyczaje itp. No i(jak pisałam) stan konta też znam;-)

                        "Ale może sobie sam dogadzać - w ustroniu WC..." - jak długo tak można? To nie
                        lepiej mieć dyskretnie kochankę?


                        • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:31
                          Jak długo? Całe życie... Niestety niektórzy przez całe życie nie rezygnują z
                          tego... A często robią to zamiast... Poczytaj wątki tego forum...
                        • aska372 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:32
                          Zachowujesz sie tak jakbys chciała aby on ją miał.Taka moja refleksja po
                          ostatnim Twoim poscie.Było by Tobie lżej?Dwoje usprawiedliwionych i pat.Sprawa
                          w zawieszeniu.
                          • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:35
                            aska372 napisała:

                            > Zachowujesz sie tak jakbys chciała aby on ją miał.Taka moja refleksja po
                            > ostatnim Twoim poscie.Było by Tobie lżej?Dwoje usprawiedliwionych i
                            pat.Sprawa
                            > w zawieszeniu.


                            A ja odnoszę dziwne wrażenie,że gdybym napisała, że chcę się rzucić w ramiona
                            kochanka spotkałabym się tu z większym zrozumieniem niż ze swoją checią
                            naprawiania popsutego.
                            A tak jak jest nie jest w zawieszeniu?
                            • aska372 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:44
                              Wszystko jest w zawieszeniu do czasu racjonalnch rozwiązan.
                              Nie wiem czy kochanek w Twoim zyciu zmienił by ten problem-na pewno byłby
                              punktem odniesienia.Mysle,ze boisz sie aby stres nie zniweczyl i tego-
                              nadziei,ze (bez chirurga nie powiedzie sie)-moze tędy droga? Rozmawiałaś z
                              lekarzem?
                              • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 11:53
                                aska372 napisała:

                                > Wszystko jest w zawieszeniu do czasu racjonalnch rozwiązan.
                                > Nie wiem czy kochanek w Twoim zyciu zmienił by ten problem-na pewno byłby
                                > punktem odniesienia.Mysle,ze boisz sie aby stres nie zniweczyl i tego-
                                > nadziei,ze (bez chirurga nie powiedzie sie)-moze tędy droga? Rozmawiałaś z
                                > lekarzem?

                                Oczywiście. Nie ma mowy o żadnym zabiegu chirurgicznym! Jakoś trudno mi
                                uwierzyć, że podczas pierwszego razu z kochankiem minęłaby mi pochwica - jak
                                pisałam w cuda nie wierzę - przynajmniej tego rodzaju. A jeżeli mam pracować
                                nad pochwicą z kochankiem to równie dobrze mogę z własnym mężem i ojcem moich
                                dzieci. Wydaje mi się to rozsądne.
                                No, ale co Ty byś mi doradziła o ile to o czym pisał dixia jest faktem ?

                                • aska372 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 12:01
                                  Faktem jest co?
                                  1.Twój maz po latach prób zniechęcił sie do seksu z kobietami i robi to sam?
                                  2.Zlikwidowal potrzeby do minimum?
                                  3.Chce byc z Toba ale nie podejmie juz prób,ktore utwierdzały go
                                  niejednokrotnie w przekonaniu ,ze marny z niego partner?
                                  4.Nie chce mu sie chcieć juz probowac?
                                  • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 12:14
                                    aska372 napisała:

                                    > Faktem jest co?
                                    > 1.Twój maz po latach prób zniechęcił sie do seksu z kobietami i robi to sam?
                                    > 2.Zlikwidowal potrzeby do minimum?
                                    > 3.Chce byc z Toba ale nie podejmie juz prób,ktore utwierdzały go
                                    > niejednokrotnie w przekonaniu ,ze marny z niego partner?
                                    > 4.Nie chce mu sie chcieć juz probowac?

                                    No na przykład wszystko co wymieniłaś. Prosze tylko, zebyś łaskawie zwróciła
                                    uwagę, ze to wszystko można też odnieś do mnie, chociaz powody wymienionych
                                    niżej punktów są zapewne inne:
                                    1. po latach prób zniechęciłam się do seksu z mężczyznami i robie to sama
                                    2.nie miałam co likwidowac, bo moje potrzeby nigdy nie doszły do głosu
                                    3.Chcę byc z mężem ale nie podejmie juz prób,ktore utwierdzały mnie
                                    niejednokrotnie w przekonaniu ,że jako kobieta jestem do niczego
                                    4. no i tu się różnimy, bo ja moge mimo ww. spróbować
                                    I jeszcze jedno - tak strasznie sie tu unosicie jakim to traumatycznym
                                    przeżyciem dla mojego męża był seks ze mną. Rozumiem, że mam pochwice dla
                                    własnej przyjemności i z chęci zrobienia na złość mężowi i wpędzenia go w
                                    kompleksy. Ludzie myślcie trochę! Może gdybyś miała pochwicę zrozumiałabyś o
                                    czym piszę i z jakimi uczuciami to się wiąże - zwłaszcza wobec samej siebie.
                                    Tak się unosicie nad tym, że mój mąz ma poczucie klęski, bo nie sprawdził się
                                    jako partner seksualny, a ja się sprawdziłam,jako partnerka seksualna, mnie z
                                    tą świadomością jest dobrze? Myślę, że po kobietach spodziewałabym się
                                    umiejętności czytania między wersami. Myślisz Asiu, że mnie bawi ten psychiczny
                                    ekshibicjonizm na tym forum? Jestem podniecona jak cholera:-((
                                    • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 12:24
                                      A oczekiwałaś, że ktoś weźmie i pogłaszcze Cię po główce i powie: znajdź sobie
                                      faceta i niech będzie Ci dobrze...
                                      Gros osób próbuje zwrócić Ci uwagę generalnie na 2 rzeczy:
                                      - po paru latach braku seksu - ciężko jest wrócić bądź zacząć od nowa
                                      - Twój mąż może nie być gruboskórnym, nieczułym facetem - a jedynie taką maskę
                                      nałożył po dramtycznych przezyciach i stracie wiary na poprawę...
                                      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 12:28
                                        A kto powiedział, że mój mąż jest nieczułym, gruboskórnym facetem? Dobrze -
                                        moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina - zadowolony? A teraz bardzo
                                        proszĘ o odpowieź na pytanie - tylko TAK lub NIE - próbować coś naprawić czy
                                        dać sobie spokój?
                                        • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 12:33
                                          Widzę, że jestes osobą niepoważną, wiesz? Sądzisz, że ktokolwiek poda Ci
                                          rozwiązanie problemu, który narósł przez ileś lat, tylko i wyłącznie na
                                          podstawie kilku postów?
                                          Czym jest to forum? Kim są ludzie, którzy tu piszą? Powiesz mi kim jestem? gdzie
                                          mieszkam? Co robię?
                                          Chcesz odpowiedzi, na pytanie na które nie ma odpowiedzi???
                                    • dixia Pochwica... 19.09.06, 12:30
                                      Pochwica to dysfunkcja seksualna polegająca na niezależnym od woli skurczu
                                      mięśni wokół wejścia do pochwy, co może powodować zamknięcie wejścia i
                                      niemożnośc odbycia stosunku płciowego, gdyż powoduje silny ból przy wprowadzaniu
                                      prącia do pochwy. Podobny ból pojawia się przy próbie wprowadzenia tamponu czy
                                      palca.
                                      Psychogenna pochwica, powodująca bolesność, jest zazwyczaj związana z reakcją
                                      obronną, wynikającą z niejasności nastawienia emocjonalnego do partnera, bądź z
                                      lęków seksualnych kobiety. Bywa także reakcją powstającą w okolicznościach nie
                                      sprzyjających współżyciu seksualnemu - związanych z zagrożeniem, narażeniem na
                                      wstyd itp.
                                      Powtarzające się skurcze pochwy, mimo chęci podjęcia współżycia i niezależne od
                                      okoliczności, bywają wyuczoną reakcją obronną uwarunkowaną wcześniejszymi
                                      traumatycznymi doświadczeniami.
                                      Pochwica jest wyleczalna.
                                      źródło: pl.wikipedia.org/wiki/Pochwica
                                      =====
                                      7. POCHWICA
                                      Pochwica jest zaburzeniem, które jak się szacuje dotyczy 2% populacji kobiet.
                                      Objawem pochwicy jest skurcz mięśni otaczających pochwę, co powoduje zamknięcie
                                      wejścia do pochwy. Wprowadzenie członka do pochwy jest niemożliwe lub bolesne.
                                      Skurcze mięśni są spastyczne, odruchowe, niezależne od woli. Pochwica jest jedną
                                      z przyczyn nieskonsumowanego małżeństwa (matrimonium non consumatum).
                                      Jakie są przyczyny pochwicy?
                                      Przyczynami zamknięcia wejścia do pochwy są biologiczne i patofizjologiczne
                                      zmiany w narządach płciowych. Najczęstsze z nich to: gruba błona dziewicza,
                                      patologiczne zmiany w zewnętrznych narządach płciowych (owrzodzenia, otarcia,
                                      przeczulica) oraz zmiany zanikowe w pochwie, stany zapalne
                                      Pochwica może być spowodowana również czynnikami psychicznymi:
                                      Podłożem psychogennym skurcz mięśni otaczających pochwę wywołany lękiem przed
                                      defloracją, ciążą, stosunkiem, mężczyznami. Przyczyną skurczu mięśni może być
                                      zaburzenie identyfikacji z rolą kobiecą, osobowość niedojrzała, zaburzone
                                      relacje partnerskie, doświadczenie seksualnej przemocy, wykorzystania. Ponadto:
                                      zaburzenia osobowości, konfliktowe relacje z ojcem negatywne postawy wobec
                                      mężczyzn, nieśmiałość partnera, postrzeganie partnera jako mało męskiego
                                      Leczenie pochwicy:
                                      1. Farmakoterapia zawiera leki rozkurczowe, przeciwbólowe i przeciwlękowe.
                                      2. Metody chirurgiczne np. defloracja w znieczuleniu
                                      3. Trening funkcjonalny – polega na edukacji seksualnej ( >uczenie się
                                      kontrolowania kurczliwości mięśni pochwy >kontrolowana penetracja pochwy palcem
                                      kontrolowana penetracja pochwy rozszerzaczami o coraz większych rozmiarach
                                      kontrolowana penetracja pochwy członkiem. Skuteczność metody ocenia się na 94%.
                                      ). Ponadto stosowana jest psychoterapia i desensybilizacja.

                                      źródło: www.pfm.pl/u235/navi/199163
                                      =====
                                      albo tu:
                                      www.lekka.pl/forum/pochwica,,1016,5820.html
                                      www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1537&alt=56
                                      (list 2)

                                      _________________
                                      Wkleiłem to by już nie było szermowania niejasnymi pojęciami i przekrzykiwania
                                      się, że ja wiem lepiej a ty wcale...
                                      • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 12:37
                                        Dixia bardzo Ci dziękuję za podwójne zrobienie ze mnie idiotki, która nie
                                        dorosła, żeby pisać na tym forum. Jedyny pożytek jest z tego taki, że czegoś
                                        dowiedziałeś się o pochwicy - GRATULUJĘ!!
                                        • dixia Re: Pochwica... 19.09.06, 12:40
                                          Problem w tym, że o pochwicy słyszałem już sporo wczesniej... Gdybyś poszukała
                                          na tym forum to znalazłabyś szereg postów w tym temacie...
                                          Idiotki z Ciebie nie zrobiłem - tylko udowodniłem, że nie ma sensu szukać tu
                                          zamkniętych odpowiedzi na Twoje pytania... I nie ma co się zaperzać... Ja dałemn
                                          Ci tylko 1 radę - pokaż mężowi to forum i niech on się tu wypowie, skoro nie
                                          można go namówić na wizyte u specjalisty...
                                          • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 12:41
                                            Dixia Ty NA PEWNO przeczytałeś wszystkie moje posty?
                                            • dixia Re: Pochwica... 19.09.06, 12:42
                                              No tak... Teraz będziemy się licytować kto co przeczytał... ;o)))
                                              Po co ja w ogóle cokolwiek piszę? :o)))
                                              • aska372 Re: Pochwica... 19.09.06, 12:48
                                                Dixia,ponieważ lubisz pomagac innym.Konstuktywna krytyka moze duzo zdzialac.To
                                                wiemy,gdy gniew przechodzi i rozpoczyna sie etap dzialań.Mysle,ze po jakims
                                                czasie Jasmina dojdzie do własciwych dla niej wniosków.narazie jest zraniona i
                                                nie bardzo wie co dalej zrobic z partnerem,ktory sie poddal.Pozdrawiam.
                                                • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 12:53
                                                  Droga Asiu gdybyś czytała ze zrozumieniem wiedziałabyś, że etap gniewu mam już
                                                  za sobą.
                                                  • aska372 Re: Pochwica... 19.09.06, 13:01
                                                    Gniewu na ludzi tu piszących Jasmino.Ale ja sie nie gniewam na Ciebie.Staram
                                                    sie czytać ze zrozumieniem.Dixię znam z wielu postow i szanuję jego wypowiedzi
                                                    tak jak i Twoje.Zrób krok w tył,a zobaczysz to w innym swietle.
                                                    Jezeli tak atakujesz w zyciu- rozumiem ,ze z bolu-to mozesz sie zapetlic w
                                                    pretensjach i nie znalezc rozwiązania swojego problemu juz nigdy.
                                                    Ale gdy Twoj maz nie chce juz probowac,nie docenia Twoich prob,nie rozumie ich-
                                                    odejdz od niego!! Zmienisz swoj problem? No wlasnie,wiec nie denerwuj sie na
                                                    tych,którzy chca pomoc-mimo wszystko.
                                                  • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 13:06
                                                    aska372 napisała:

                                                    > Gniewu na ludzi tu piszących Jasmino.Ale ja sie nie gniewam na Ciebie.Staram
                                                    > sie czytać ze zrozumieniem.Dixię znam z wielu postow i szanuję jego
                                                    wypowiedzi
                                                    > tak jak i Twoje.Zrób krok w tył,a zobaczysz to w innym swietle.
                                                    > Jezeli tak atakujesz w zyciu- rozumiem ,ze z bolu-to mozesz sie zapetlic w
                                                    > pretensjach i nie znalezc rozwiązania swojego problemu juz nigdy.
                                                    > Ale gdy Twoj maz nie chce juz probowac,nie docenia Twoich prob,nie rozumie
                                                    ich-
                                                    > odejdz od niego!! Zmienisz swoj problem? No wlasnie,wiec nie denerwuj sie na
                                                    > tych,którzy chca pomoc-mimo wszystko.

                                                    Droga Asiu! To co mnie najbardziej zaskoczyło to od pewnego momentu atak Dixi,
                                                    bo mimo, że nie znam jego postów, wydał mi się bardzo rozsądnym i potrafiacym
                                                    spojrzeć z dwóch stron na problem facetem. Chyba za dużo od niego oczekiwałam,
                                                    skoro nawet kobiety w moim wątku nie potrafiły dostrzec mojej małej osobistej
                                                    tragedii( a tak odbieram od lat pochwicę). Ja nie atakuję - ja się bronię, bo
                                                    lepiej niż Wy znam swoją sutuację i niektóre Wasze opinie są dla mnie bardzo
                                                    krzywdzące. Pozdrawiam serdecznie
                                                  • dixia Re: Pochwica... 19.09.06, 13:16
                                                    Dyg za komplement :o)))
                                                    Atak? To za mocne słowo - raczej próba skłonienia do myślenia. Do zobaczneia, że
                                                    Twój mąż może być przegrany życiowo w jego własnych oczach. Dla niego Twoja
                                                    pochwica to jego własna tragedia!!! Jak ma się czuć facet gdy jego żona ma
                                                    psychiczną blokadę przed nim? Że seks z nim doprowadza ją do łez - z bólu i
                                                    rozpaczy? Myślisz, że każdy facet to debil dłubiący gwoździem w uchu w
                                                    towarzystwie? Że każdy z nas jest ślepy i głuchy? To, że nie mówimy co nas boli,
                                                    nie krzyczymy na forum publicum o naszych problemach - nie znaczy wcale, że nie
                                                    czujemy bólu!!!!!
                                                    Zrozum wreszcie, że nie jest łatwo ot tak - zmienić się, swoje wieloletnie
                                                    nawyki, przyzwyczajenia czy w końcu percepcję!!! Skoro Twój mąż widzi problem w
                                                    pochwicy - tzn, że jest to RÓWNIEŻ jego problem - a nie tylko i wyłącznie
                                                    Twój!!! Może zapytasz się kiedyś co go boli w tym temacie, czy ma wyrzuty
                                                    sumienia itd? Podejrzewam, że jeśli facet się otworzy - to zmienisz o nim zdanie!!!
                                                    Ale proces odnajdywania się, nadawania na tych samych falach, nauczenia języka,
                                                    mowy ciała - musi potrwać!!! I nie ma gwarancji czy się uda!!!! Nikt Ci nie
                                                    powie/napisze, że po 1324 dniach wszystko się ułoży. Baaa - nikt Ci nie da
                                                    gwarancji, że w ogóle się ułoży cokolwiek!!!!
                                                    A pytasz czy warto próbować? Odpowiem tak: a co przysięgałaś przed Bogiem i
                                                    ludźmi? W zdrowiu i chorobie, nieprawdaż? Masz więc jeszcze jakieś wątpliwości????
                                              • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 12:50
                                                Nie Dixia, nie będziemy się licytować. Czuję się urażona wkładaniem mi w usta
                                                słów, kórych nie użyłam i pomijanie milczeniem ,a właściwie robieniem ze mnie
                                                idiotki w sprawach, o kórych pisałam. I dlatego stwierdzam, że albo nie
                                                przeczytałeś wszystkich postów, albo masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem,
                                                albo koniecznie chciałeś mi dokopać - udało ci się!A żeby nie było, że się
                                                czepiam - wykład o pochwicy mogłeś sobie darować, bo jakbyś przeczytał ze
                                                zrozumieniem wszystkie posty to dowiedziałbyś się, że to wszystko wiem od dnia,
                                                w którym pojawił sie problem i, że pomocy szukałam też na innych forach.
                                                A sugerowanie mi, że jakobym zaczęła ten wątek tylko po to, żeby uzyskać Waszą
                                                akceptację dla potencjalnego kochanka uważam za żałosny chwyt poniżej pasa.
                                                Dajmy już sobie spokój. Dziekuję, że wziąłeś udział w dyskusji. Pozdrawiam
                                                • dixia Re: Pochwica... 19.09.06, 13:04
                                                  A które to rzekome słowa włożyłem w Twe usta, co?
                                                  Wykład o pochwicy pojawił się z powodu Twojego postu - odpowiedzi do Aska372 z
                                                  godziny: 12.14...
                                                  Chwyt poniżej pasa? Hmmmm... Skoro narzekałaś, że wszyscy Cię wyłącznie
                                                  krytykują to zapytałem czego oczekiwałaś... (ale nie zasugerowałem jak
                                                  napisałaś!!!) I wszystko...
                                            • dixia Re: Pochwica... 19.09.06, 12:45
                                              Napewno wszystkie w tykm wątku... A Ty przeczytałaś je? Bo jak mniemam napisałas
                                              w taki sposób, że gros z nas to właśnie Ciebie "skrytykowało"... Więc może coś w
                                              tym jest, co?
                                              • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 12:56
                                                Więc może coś
                                                > w
                                                > tym jest, co?

                                                Co?
                                                • dixia Re: Pochwica... 19.09.06, 13:06
                                                  Co? Ano to, że piszesz w taki sposób, iz inni widzą Twoje spychanie winy na męża
                                                  a brak samokrytyki?
                                                  • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 13:07
                                                    dziekuję
                                                  • jasminum30 Re: Pochwica... 19.09.06, 13:09
                                                    dixia napisał:

                                                    > Co? Ano to, że piszesz w taki sposób, iz inni widzą Twoje spychanie winy na
                                                    męż
                                                    > a
                                                    > a brak samokrytyki?
                                                    >
                                                    Ale to jednak ja szukam pomocy nie on, prawda? Wychodzi na to,że faktycznie
                                                    lepiej nic nie robić.
                                                  • aska372 Re: Pochwica... 19.09.06, 13:13
                                                    Trzeba cos z tym problemem zrobic ale nikt nie powiedział ,ze będzie łatwo.
                                                    Pozwol mezowi przeczytac to forum.
                                                    Szukasz zrozumienia,znalazłas je,nie widzisz? I usmiechnij sie.
                                                  • dixia Re: Pochwica... 19.09.06, 13:20
                                                    Zgadza się!!! Przecież ja tego nie neguję!!! Nic nie robić? Też można. To
                                                    wygodne ale rodzi poczucie klęski - więc zniechęcenie i apatię...
                                                  • aska372 Re: Pochwica... 19.09.06, 13:16
                                                    Dixia nie przesadzaj.Ona zyje zapetlona w poczuciu winy.Atak to obrona-tylko
                                                    malo skuteczna,choc moge sie mylic-przeciez nie jestem psychologiem.
                                    • aska372 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 12:34
                                      Nareszcie wypowiedziałas głosno swoje potrzeby:D.Gartuluje.Mówienie "Ja
                                      mysle" "Ja chcę" jest dobra terapią, ale musisz to powiedziec męzowi- w
                                      poradni,przy osobie trzeciej abyscie sie nie zapetlili w poczuciu winy lub
                                      wzajemnych pretensji.
                                      Skoro jest to problem psychologiczny rozwiaz go przy pomocy specjalisty.
                                      To forum jedynie pomaga w uswiadomieniu sobie wlasnego problemu.Bo widzany jest
                                      oczami wielu czytelnikow i ich własnych przezyc.Jezeli oboje cierpicie z tego
                                      powodu,a wierze,ze tak własnie jest.Poszukajcie pomocy u fachowcow!!!Ponoc
                                      wyleczyc mozna tę przypadłośc w 100%.Pozdrawiam i zycze wiary.
                                      Nikt Cie tu nie potępił,jedynie szukał dróg rozwiazania- decyzja jest WASZA i
                                      tylko WASZA.
                                      • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 12:40
                                        Asiu bardzo Ci dziękuję za odpowiedź.
                                        Mam wrażenie, że przeszłam pranie mózgu - mam na nowo zacząć pisać to o czym
                                        pisałam w pierwszych kilku postach? Nie, dziękuję.
                                        Bardzo dziękuję wszystkim za wypowiedzi - te wspierające, ale i te oceniające,
                                        wręcz krytykujące - wszystkie je przemyślałam w odniesieniu do własnego życia,
                                        win i życiowych błędów. Pozdrawiam
    • dixia Re: Co ja mam zrobić? 19.09.06, 09:11
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=48513754
      I przeczytaj to... MOże coś skojarzysz i zauważysz paralele w swoim związku :o)))
    • movisz Re: Co ja mam zrobić? 20.09.06, 00:35
      Nie przejmuj sie wypowiedziami krytykujacymi cie.
      Ty masz problem, maz nie stara sie ci w tym pomoc.
      Ewidentnie zatem jest jego wina. Ty sie starasz on nie.
      Ty potrzebujesz cos na rozluznienie przed seksem. Moze kieliszek szampana czy
      wina by pomoglo?
      • misssaigon Re: Co ja mam zrobić? 20.09.06, 06:57
        wiekszosc musi sie mylic...wiec sie jasminum nie przejmuj..a na rozluznienie
        zdecydowanie polecam laxigen - dziala piorunujaco
        • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 20.09.06, 07:20
          Droga misssaigon może nie znam się na seksie ale na lekach dość dobrze:-)) i
          dobrze Ci radzę - nie rozluźniaj się dziewczyno laxigenem:-))A co do większości
          przeczytaj to co napisał yogi.net na Między nami - trafił w dziesiątkę pewnie
          dlatego, że starał się mnie rozumieć a nie oceniać. Doskonale zanalizował
          problem tylko, jak on to ujął, co dalej? Pozdrawiam serdecznie.
          • misssaigon Re: Co ja mam zrobić? 20.09.06, 07:34
            jasminum , do wypowiedzi uczestnikow forum podchodzisz bardzo wybiorczo -
            kaceptujesz to co pasuje do twojej wizji waszego zwiazku a posty, ktore ciebie
            krytkuja odrzucasz a priori nie starajc sie nawet dociec czy moze jest w nich
            cos na rzeczy - takie podejscie do zycia i problemu nie jest konstruktywne - bo
            tak naprawde to krytka pozwala nam sie rozwijac a nie spoczywac na laurach -
            grono klakierow zostawi cie w tym miejscu co jestes ale grono krytkow jest w
            stanie zmusic cie do autorefleksji i spojrzenia z nieco innego pktu widzenia niz
            dotychczasowy - bardzo wygodny - notabene.
            Nie musisz odpierac krytyki - ona nie godzi w ciebie - jest po to, zebys
            dostrzegla te strone problemu, ktorej przez 10 lat zyjac w zwiazku z
            czlowiekpodobno dobrze ci znanym nie widzialas skupiajc sie na wlasnym problemie.
            • jasminum30 Re: Co ja mam zrobić? 20.09.06, 07:59
              Widzę, że ja mam problemy z przyjęciem krytyki za to Ty z rozstaniem się ze
              swoim jedynie słusznym( w Twoich własnych oczach) punktem widzenia. Pewnie
              jestem zarozumiała, ale pozwolę sobie zauważyć , że o moim mężu wiem z
              pewnością wiecej niż Ty wyrażająca tak autorytarnie swoje zdanie. Nic nie wiesz
              o naszym życiu, ale szybko znalazłaś winnego i TY mnie sugerujesz, że podchodzę
              do wypowiedzi forumowiczów bardzo wybiórczo? Zadałaś sobie trud spojrzenia na
              problem z obu stron? NIE! Jesteś kobietą, a po kobiecie spodziewałabym się
              większej empatii, bo to, że Dixia patrzy z męskiego i tylko punktu widzenia to
              potrafię zrozumieć. Zresztą choćby nie wiem jak było mi przykro z powodu jego
              wypowiedzi to są one dla mnie cennne właśnie dlatego, że pech chciał - nigdy
              nie byłam mężczyzną i wyobraź sobie, że zdążyłam już sobie jego wypowiedzi
              dobrze przemyśleć. Nic o mnie nie wiesz, ale dla Ciebie to nie znaczenia,
              grunt, że na dzień dobry możesz kogoś zrównac z ziemią. Na pewno łatwiej jest
              mnie pouczać jaka to jestem daremna niż zaproponować jakieś konstruktywne
              rozwiązanie opierając się nawet jeżeli nie na moich postach to na podsumowaniu
              Yogi. net, bo jest to JEDYNA osoba( jak widzisz osoby wspierające też nie
              trafiły), która zdiagnozowała problem właściwie - trudno rozdmuchać coś czego
              nigdy nie było - przeczytaj jeszcze raz uważnie, bez uprzedzania się to co on
              napisał. I już raz Cię o to prosiłam - spróbuj zauważyć, że ja też mam swoje
              uczucia, zranione uczucia, ale to ja nie mój mąż usiłuję sie ponad nie wznieść.
              Jak widać sprawy oczywiste są najtrudniejsze do zauważenia. Pozdrawiam
              serdecznie
              • misssaigon dla jasnosci 20.09.06, 08:09
                wkleje to co yogi napisal , niech inni tez wiedza:
                "eśli dobrze zrozumiałem wypowiedź Jasminum, przez dziesięć lat nie udało się
                rozpalić ognia namiętności w związku. Jestem w stanie ją zrozumieć. Do wszelkich
                działań, potrzebna jest motywacja, choć iskra. Bez tego ... nici. Z drugiej
                strony, sfera intymna jest bardzo czuła i wrażliwa. Wszelkie porażki i
                upokorzenia zostawiają głębokie, nie zarastające się blizny.
                Nie odbudujesz czegoś co nie istniało. Należy to budować od początku. Tylko od
                czego zacząć i jak "

                podazajac za jego mysla nalezaloby uzyc funkcji "erase" i wykasowac z pamieci
                twojego meza wszystkie negatywne przezycia zwiazane z intymna sfera waszego
                zycia..tak aby zaczal cie traktowac jak normalna kobiete bez zadnych zahamowan,
                urazow itd itp...ale do tego potrzeba jesli nie cudu to glebokiej wiary obydwu
                stron, a na pewno odbudowania wiary twojego meza, wzbudzenia w nim pozadania
                etc..naprawde sadzisz , ze ktos ci tu napisze co masz robic krok po kroku?
                przeciez to ty znasz swojego meza i ty wiesz najlepiej jak z nim
                postepowac..wiec po co te pytania?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka