jasminum30
17.09.06, 01:11
Jesteśmy małżeństwem z 10 letnim stażem. Mamy dwójkę dzieci w wieku
wczesnoszkolnym. Od kilku lat nie współżyjemy ze sobą. Z mojej strony na
zniechecenie wpłynął egoizm męża tak w łóżku, jak i poza nim, nieliczenie się
z moimi potrzebami, problemy w małżeństwie. Dodam jeszcze, że od poczatku
naszego związku mam pochwicę. Mąż przez kilka ostatnich lat(4)robił jedynie
aluzje do braku seksu w małżeństwie. Nigdy nie szły za nimi konkretne
działania. Ostatnio dużo się zastanawiałam nad naszym związkiem i doszłam do
wniosku - może dojrzałam - że gdyby reaktywować tę sferę mielibyśmy całkiem
udany związek. Podzieliłam się tą myślą z mężem i...zero reakcji. Wręcz
powiedział, ze jego blokuje pochwica - w podtekscie, że to moja wina - jak
mniemam. Usiadłam więc do internetu i wklepałam hasło pochwica. Trochę sobie
poczytałam jak inni poradzili sobie z problemem. Podzieliłam się tą wiedzą z
mężem - stwierdził, że wie. Koniec. W ciągu tych 10 lat nie raz zastanawiałam
się nad przyczyną pochwicy i doszłam do wniosku, że mąż ma w jej istnieniu
poważny udział. Przez 10 lat małżeństwa nie zdarzyło się ani razu, żebym była
podniecona na maksa w trakcie uprawiania seksu. Ostatnio poznałam mężczyznę,
zupełnie zwyczajnego i czuję się podniecona na samą myśl o nim. Zastanawiam
się jak facet przed 40 może żyć bez seksu przez kilka lat, a jestem pewna, ze
mnie nie zdradza - zresztą chyba bym to zrozumiała. Nie rozumiem dlaczego nie
przejawia żadnej inicjatywy, tylko jak zwykle oczekuje, że ja rozłożę nogi a
on zrobi to co powinien w takiej sytuacji. A ja między innymi, a właściwie
głownie dlatego nie zamierzam niczego inicjować - już kiedyś czyłam się jak
szmata i wystarczy. Z drugiej jednak strony nie zamierzam go zdradzać, ani
rozbijać rodziny i dlatego dobrze by było gdyby udało się ten problem
rozwiązac. Co o tym sądzicie?