Dodaj do ulubionych

A jednak zostałam zdradzona...

25.10.06, 08:25
Witajcie.
Ten post nie będzie zbyt dramatyczny ale mam ochotę o tym napisać. Powód jest
taki, że jestem (a może raczej byłam :-)) jedną z nielicznych obecnych tu osób
bez własnych problemów. W moim małżeństwie wszystko grało (przynajmniej tak
myślałam, mało tego - byłam w 100% pewna). A jednak się pomyliłam...
Przyznaję tutaj od razu rację tym forumowiczom, którzy "ostrzegali" mnie, że
nigdy nie mogę wiedzieć na pewno co robi mój mąż. Chociaż ja upierałam się, że
wiem.
Moje małżeństwo to była sielanka (tak mi się zdawało) bo przecież problemy są
wszędzie. Szkopuł w tym, aby umieć sobie z nimi radzić. Ale w tym jednym,
trwającym ok. roku okresie (wcale nie od razu po urodzeniu dziecka, wręcz
przeciwnie, córeczka miała już chyba dwa latka) faktycznie było u nas troszkę
"zimniej" niż zwykle. Czułam się samotna ale dałam sobie z tym radę. Mój mąż
niestety nie... I chociaż nie zdradził mnie fizycznie (mam podstawy aby w to
wierzyć ale czy do końca wierzę...) to te kilka spotkań z grupą znajomych o
której nie miałam pojęcia cholernie boli :-( Kilka spotkań z jedną z dziewczyn
z tej grupy boli jeszcze bardziej...
Nauczyłam sie kilku rzeczy. Po pierwsze, że nigdy nie można być pewnym drugiej
osoby w 100%. Po drugie, że zdrada boli tak samo niezależnie od tego kiedy się
o niej dowiemy. Wiem też, że nawet niewinne kłamstwo boli cholernie kiedy
wyjdzie na jaw. Nie wiem tylko jak poradziłabym sobie dowiedziawszy się o
zdradzie fizycznej...
Pozdrawiam i życzę wszystkim... Nie wiem czego... Szczęścia?
Obserwuj wątek
    • martik1 Re: A jednak zostałam zdradzona... 25.10.06, 09:07
      przepraszam ciebie bardzo, ale troche twojego postu nie zrozumialem.
      czy moglabys mnie go blizej wyjasnic?

      pozwalam sobie go powtorzyc tak jak ja go rozumiem:
      maz ciebie zdradzil poniewaz spotkal sie kilka razy bez twojej obecnosci z grupa
      sobie znajomych osob, wsrod ktorych byla jakas dziewczyna, ktorej "nie skonsumowal".

      troszeczke mnie szczeka opada ze zdziwienia.
      • m.4 Re: A jednak zostałam zdradzona... 25.10.06, 09:12
        a ja zrozumialem tak ze bylo kilka spotkan z grupa znajomych ( w tym z tamta
        dziewczyna) ale tez kilka spotkan na ktorych byli tylko we dwoje
        • martik1 Re: A jednak zostałam zdradzona... 25.10.06, 09:36
          to znaczy, ze jego zdrada polegalaby na tym, ze on osmielil sie porozmawiac =
          wymienic informacje z ta dziewczyna, bez kontroli zony o czym mowia?
    • m.4 do Majki 25.10.06, 09:10
      Zgadzam sie z Toba w pelni, zenigdy nie mozemy byc pewni drugiej osoby na100%.
      Tak to juz jest w zyciu.Wydaje nam sie ze ta druga strona angazuje sie tak samo
      jak imy ale po jakims czasie spada na nas wiadomosc jak grom z nieba o
      zdradzie. "Kto raz sklamie temu sie nie wierzy chocby prawde mowil" Moze Twojj
      maz zdradzil tylko "psychicznie" ale wiem ze to czasem boli bardziej niz zdrada
      fizyczna.Wyjdziesz z tego na pewno silna, pewnie poraniona ale
      wyjdziesz.Obserwuj go uwaznie i przede wszystkim szczerze z Nim rozmawiaj. Nie
      bedziesz miec nigdy pewnosci ze jest 100%szczery. Ze swej strony moge cie
      zapewnic ze sa szczerzy i uczcowi mezczyzni na tym swiecie
      pozdrawiam i zycze szczescia ( z mezem bo wg mnie wszystko sie wam ulozy)
      m.4
      • maja5952 Re: do Majki 25.10.06, 09:44
        Też jestem przekonana, że się ułoży bo ja kocham jego, a on mnie. To nie ulega
        wątpliwości.
        Mój post był może zbyt ogólnikowy, ale nie chodziło mi raczej o opisywanie całej
        sytuacji tylko o przyznanie się do zmiany poglądów. Zawsze sądziłam że istnieje
        100% zaufanie, a teraz wiem już że nie.
        Nie chodzi mi o jego spotkania ze znajomymi (których ja znam tylko za zdjęć
        jakie znalazłam :-)). Bez przesady. Ale jeśli spotykał się z nimi przez rok, sam
        na sam z ową dziewczyną również, i robił to w tajemnicy przede mną to chyba coś
        tu nie gra.
        Chodzi po prostu o kłamstwo..
        • anula36 Re: do Majki 25.10.06, 09:54
          ale czemu spotykal sie z nimi tajnie?
          a w dodatku trzymal zdjecia w domu, kompie?
          • maja5952 Re: do Majki 25.10.06, 20:48
            Dlaczego spotykali się tajnie? Nie chciał mnie denerwować :-)
            Zdjęcia znalazłam przypadkowo. Zostawił mi swojego laptopa, włączyłam go,
            otworzył się outlook, szukałam zdjęć córki a znalazłam męża (w "towarzystwie"
            ma się rozumieć).
            Ach ci mężczyźni...
        • socata kłamstwo=zdrada??? 25.10.06, 09:57
          myślę, że mamy tu doczynienia z pewnym semantycznym nadużyciem....
          • mreck Re: kłamstwo=zdrada??? 25.10.06, 10:04
            tylko nie rozczulaj się na d sobą. wyprostuj się.
          • gomory Re: kłamstwo=zdrada??? 25.10.06, 12:02
            Usilujesz wyciagac niejasnosci i niuanse definicji? Czy zdrada zaczyna sie od
            pocalunku, glaskania, orgazmu czy polaczenia dusz.
            Zdrada zaczyna sie odkad partner specjalnie ukrywa "cos" z ich wspolnego zycia
            wiedzac, ze drugiej stronie by sie to nie podobalo. Robi to swiadomie wbrew jej
            oczekiwaniom, oszukuje ja, zwodzi, ukrywa prawde.
            • maja5952 Re: kłamstwo=zdrada??? 25.10.06, 12:13
              I to jest właśnie moja definicja zdrady...
              Pzdr
            • socata Re: kłamstwo=zdrada??? 25.10.06, 13:36
              gomory napisał:

              > Zdrada zaczyna sie odkad partner specjalnie ukrywa "cos" z ich wspolnego
              zycia wiedzac, ze drugiej stronie by sie to nie podobalo. Robi to swiadomie
              wbrew jej oczekiwaniom, oszukuje ja, zwodzi, ukrywa prawde.

              Możesz wskazać źródło tej definicji???
              • gomory Re: kłamstwo=zdrada??? 25.10.06, 16:49
                > Możesz wskazać źródło tej definicji???

                No problem:
                <w tym momencie stukam sie palcem w swoja puszke mozgowa>
                Definicja to ja bym tego nie nazywal, bo jest za malo przemyslane ;).

                Ale moge przytoczyc definicje np. profesora etyki jesli Cie to bardziej
                zadowoli:
                Zdrada to jawny brak lojalności, stworzenie komuś pewnych nadziei,
                wykorzystanie jego naiwności i jego dobrej woli. Pewne rzeczy często nie są
                dopowiedziane do końca, ale ludzie mają do siebie zaufanie i liczą na wzajemną
                przyzwoitość. Zdrada to nagłe wycofanie tej niepisanej i niejawnej umowy.

                Jesli moja wydaje Ci sie do dupy, to mozesz mi swoja wylozyc.
        • zona.zmierzchu Re: do Majki 25.10.06, 10:03
          Problem polega na tym, że zbyt mocno im ufamy. Chociaż wydawałoby się, że tak
          powinno być ale ...............
          Raz przekroczona granica powoduje to w naszym życiu, że jesteśmy pozbawieni
          strachu, i wiemy jak wygląda za tymi tajemniczymi drzwiami. Potem już nigdy nie
          jest tak samo - nawet jeżeli obie strony tego bardzo chcą. Cholerna
          podświadomość. Zyczę szczęścia.
          • maja5952 Re: do Majki 25.10.06, 11:45
            Myślę, że świetnie to ujęłaś. Zbyt wielkie zaufanie. Ba, zawsze uważałam, że
            prędzej ja mogłabym coś zmalować niż on :-)
            Mreck, już się wyprostowałam :-) Nie miałam zamiaru sie użalać (chociaż chyba
            tak wyszło :-)) Nie mamy też zamiaru sie rozwodzić, bez przesady, to nie jest
            problem tego kalibru :-) Ale byłam taką cholerną idealistką. A tu okazało się,
            że nic nie jest idealne.
            A jeśli chodzi o termin zdrada. Po pierwsze: zatytułowałam tak swój post abyście
            zwrócili na niego uwagę :-) A po drugie: może dla ciebie socata zdradą jest
            tylko zdrada fizyczna, ale dla mnie (i zapewniam, że dla wielu innych) zdradzić
            można na wiele sposobów. Chociaż to co się wydarzyło jakoś przełknę, a ze zdradą
            fizyczną nie wiem czy bym sobie poradziła.
            Dlaczego robił to w tajemnicy? Potrzebował spotkań w gronie znajomych, a wolał
            mnie nie denerwować kiedy wychodził ;-) Małe dziecko w domku i był problem z
            wspólnymi wyjściami. Potem kiedy spotkał się z nią już sam na sam kilka razy to
            bał mi się powiedzieć. Potem wreszcie to zakończył, w sumie nie wiem dlaczego. W
            każdym bądź razie tych kłamstw się trochę nazbierało :-(
            • socata maja5952 25.10.06, 13:45
              maja5952 napisała:

              > Po pierwsze: zatytułowałam tak swój post abyście zwrócili na niego uwagę :-)

              udało Ci się; pewnie tytuł "zmieniłam poglądy" byłby mniej dramatyczny....?

              >A po drugie: może dla ciebie socata zdradą jest tylko zdrada fizyczna, ale dla
              mnie (i zapewniam, że dla wielu innych) zdradzić można na wiele sposobów.

              jasne, dla niektórych zdradą jest np. opisywanie małżeńskich problemów na forum
              publicznym.... A tak a'propos okłamywania - czy powiedziałaś mężowi że piszesz
              na tym forum?
              • maja5952 Re: maja5952 25.10.06, 13:56
                Tak socata, powiedziałam mu że piszę na tym forum. I może to jest właśnie mój
                problem. Może powinnam nauczyć sie kłamać...
                • socata Re: maja5952 25.10.06, 14:03
                  maja5952 napisała:

                  > Tak socata, powiedziałam mu że piszę na tym forum. I może to jest właśnie mój
                  > problem. Może powinnam nauczyć sie kłamać...

                  nie ucz się kłamać bo wtedy to dopiero będzie problem.... A jak mąż komentuje
                  wypowiedzi do Twojego posta? W końcu to komentarze na jego temat, prawda?
                  • maja5952 Re: maja5952 25.10.06, 14:08
                    Nie wiem jak komentuje. Napisałam ten post dzisiaj, a mój mąż w odróżnieniu od
                    nas ;-) nie może sobie niestety pozwolić na czytanie forum w pracy, ponieważ po
                    prostu nie ma na to czasu (zwłaszcza dzisiaj). Co będzie później to się okaże.
                    • socata Re: maja5952 25.10.06, 14:21
                      to daj znać :-) A może mąż wypowie się bezpośrednio na tym forum? Byłoby to
                      ciekawe doświadczenie - żona pisze że utraciła 100% zaufanie, forumowicze
                      komentują zachowanie męża a mąż pisze co o tym wszystkim sądzi i dlaczego
                      zdradził żonę....
                      • maja5952 Re: maja5952 25.10.06, 14:27
                        :-)
                      • amimama Re: maja5952 30.10.06, 09:18
                        No właśnie a co z twoim mężem? Mówiłaś mu że tu piszesz so pewnie czyta. Nie
                        chce się wypowiedzieć?
    • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 25.10.06, 12:21
      Nie mogę tego zrozumieć. Biorąc pod uwagę to co o niej mówi, że nic dla niego
      nie znaczyła, że nawet gdyby miał okazję to nawet nie pomyślałby o pójściu z nią
      do łóżka, że zwracanie się do niej per "kochanie" w mailach niczego nie
      oznaczało, że przeprasza, że wie iż źle postąpił, że nigdy więcej itd itd... To
      po co były te kłamstwa? Tym bardziej, że jestem jedną z najbardziej liberalnych
      żon w okolicy jeśli chodzi o samotne wyjścia mojego husbanda :-) Takie są fakty...
      • petar2 Re: A jednak zostałam zdradzona... 25.10.06, 12:50
        Spróbuj przez chwilę postawić się w jego sytuacji. Co byś wtedy mówiła?

        Utraciłaś nie tylko to fikcyjne 100% zaufanie ale coś więcej. Przekonanie, że
        znasz do końca swojego męża i że ten obraz, który sobie wyrobiłaś jest
        niezmienny w czasie. To przykre i niepokojące odczucie bo nadwyręża poczucie
        bezpieczeństwa i własności, uświadamia, że to nie ujarzmiony w pełni mąż na
        wieki ale facet z krwi i kości, ze słabościami, pragnieniami, namiętnościami i
        fantazjami.
        Spójrz w ten sposób na niego a nie jedynie w kontekście pretensji i goryczy z
        nadwyrężonej lojalności.
        • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 25.10.06, 13:00
          Właśnie to staram się robić. I udaje mi się przez większość dnia :-)
          Czasem tylko wraca żal, ale myślę (mam nadzieję), że kiedyś przestanie.
          Pozostaje jeszcze strach, że kiedyś takie kłamstwa się powtórzą, a wtedy będzie
          już baaaardzo trudno ponownie wybaczyć i zaufać. Wiem, że tak mysleć nie można
          ale cóż, nad tym co samo przychodzi mi do głowy nie jestem w stanie zapanować.
          Ale pomagacie mi :-)
          Pzdr
    • zlota-puma Cytat na początek : 25.10.06, 13:47
      Brzmi to mniej więcej tak :
      Zdrada jest wtedy, gdy coś ważnego mówi się komuś drugiemu, nie kochanej
      osobie...

      I mimo Waszych protestów (niektórych) coś w tym jest ... :)

      A wracając do historii autorki wątku myslę, że zachowanie Twojego męża to nie
      tyle zdrada, co oddalenie. Z przyczyn, które dopiero trzeba odkryć i starać
      się je wyeliminować.
      Bo jeśli nie, wtedy może stać się coś poważniejszego.
      • mreck Re: Cytat na początek : 25.10.06, 14:31
        a moim zdaniem błąd tkwi w założeniu że istnieją wierni mężczyźni - tacy co to
        nawet nie mysla o skoku w bok. Każdy mysli. A jak poznaje się nową atrakcyjna
        osobę chętną do nawiązania znajomości to każdy się cieszy. ta, tak. kobiety
        tez. te najwierniejsze z wiernych.
        gdyby założycielka watku odrazu zakładała, ze "facet to świnia" nie byłaby
        rozczarowana tak bardzo.
        rozczarowanie jest tym wieksze im bardziej wyidealizowany obraz partnera.
        więc by zmiejszyć przyszłe rozczarowanie z góry załóżmy, że mężczyźni
        sciemniaja o miłóści po to by zaciagnąc samiczkę do wyrka.
        • maja5952 Re: Cytat na początek : 25.10.06, 14:40
          Masz rację mreck.
          Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że takie idealizowanie już z samego
          założenia jest błędne. W życiu jestem realistką, nie idealizuję, dostrzegam
          różne odcienie barw, ale tym razem, hmmm, tak jakoś wyszło. Myślę, że po prostu
          potrzebowałam wiary, że istnieje coś niezmiennego dla poczucia własnego
          bezpieczeństwa. I dlatego (jak z resztą zauważyłeś) moje rozczarowanie jest tak
          duże.
          To nie było tak, że nie byłam zazdrosna o męża. Owszem byłam. Zazdrość idzie w
          parze z miłością. Ale zawsze gdzieś w podświadomości wiedziałam, że mogę mu
          ufać. A teraz już tego nie wiem. Chociaż nadal bardzo go kocham. W tym względzie
          nic się nie zmieniło.
          • mreck Re: Cytat na początek : 25.10.06, 14:54
            szczerość za szczerość. czasami żeby zainteresować sobą druga osobę robimy z
            siebie głupka. nadskakujemy jej/jemu, przychylamy nieba, odwalamy czarna
            robote, a on/ona tylko sie chmurzy i marzy o innej/innym.
            ja myslę, ze trzeba zadbać o swój rozwój, o swoje zainteresowania, wtedy
            bedziemy bardziej atrakcyjni dla parnera. i będzie czuł te nieustajacą
            delikatna niepewność czy aby napewno należymy do niego.
            to zaj....sćie trudne zadanie byc dla kogoś interesującym przez całe życie.
    • avide Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 08:13
      Maja nie dramatyzuj, jeśli zrobił tylko to co piszesz to cie jeszcze nie zdradził.
      ale pwenie wkońcu to zrobi bo w wszym związku coś zgrzyta. Przemyśl czy to z
      jego czy z twojej a moze z wasze winy.
      Pozdrawiam
      PS. Rozmowa i uśmiechanie się do innych nie jest ZDRADĄ. Nawet jak się przytulil
      to jeszcze nic takiego - tyle że to doskaonałe preludium.
      • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 10:00
        Dla ciebie nic takiego, a dla mnie jednak coś. Było już w tym wątku kilka
        ciekawych definicji zdrady z którymi się zgadzam. Ale nie dramatyzuję. Po
        prostu się wypowiadam :-)
        Pzdr
        • avide Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 13:32
          oj z tym dramatyzowaniem tak mi sie napisało.
          A wypowiadanie się to najfajniejsza rzecz na forum.

          PS. Niemniej wciąż uwżam że nie zostałaś zdradzona. Głowa do góry:):)
          • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 13:43
            :-)
            • jaskolkaa Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 14:42
              Czytam Cię Maju i również stwierdzam, że przesadzasz. Mnie przytrafiło się
              również coś podobnego ale ... z tej drugiej strony. A wszystko się kręci wokół
              przyjaźni damsko-męskiej. Niektóre kobiety - mężatki uważają, że takowej
              przyjaźni być nie może, bo to od razu ROMANS. Czy to od razu jest romans,
              jeżeli dwoje ludzi płci przeciwnej spotka się na kawie albo na spotkaniu
              towarzyskim, bądź napisze do siebie meila ??? Ja zostałam właśnie tak
              potraktowana przez żonę mojego kolegi z pracy, żona stwierdziła że mamy
              romans ... Żałosne ... Nie będę Ci pisać jakimi epitetami mnie obrzuciła - to
              było dla mnie bardzo przykre doświadczenie.
              • mreck Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 15:47
                nawiązanie kontaktu z koleżanką zawsze jest potencjalnym romamsem. osobiscie
                wierzę w przyjaźń damsko męską w relacjach: dziadek wnuczka, babcia wnuczek.
                Facet - taki typowy zawsze mysli o seksie i chętnie skorzysta z nadarzającej
                się okazji. jeżeli chodzi na te kawki to tylko od koleżanki zalezy czy pójdą do
                łóżka, czy nie. w w moim przekonaniu tamta żona miała rację.
                dla kobiet wieksza zdradą jest zangazowanie sie faceta w przyjaźń z inną
                kobieta niz przelotny seks. przynajmnie to drugie wybaczaja łatwiej.
              • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 27.10.06, 11:55
                Ja na pewno nie obrzuciłabym tamtej dziewczyny epitetami ani nie zrobiła jej
                awantury. Po pierwsze uważam, że to przejaw braku klasy, a ja ją mam. Po drugie
                jest to obca dla mnie osoba, która niczego mi nie obiecywała (w przeciwieństwie
                do mojego męża) więc za co miałabym ją obwiniać? Ale nie zgadzam się z tobą co
                do przyjaźni damsko-męskiej. Zgadzam się natomiast z tym co napisał mreck. I nie
                jest to tylko moje zdanie. Wygląda na to, że mój mąż twierdzi tak samo. M.in.
                dlatego skończył tamtą znajomość. Taka znajomość to doskonałe preludium
                (świetnie wiemy do czego).
                • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 27.10.06, 12:08
                  Przeczytałam ponownie to co przed chwilą napisałam i muszę sprostować :-)
                  Z moich słów wynika, że nie miałabym jej za złe. Oczywiście, że bym miała. Na
                  pewno nie mogłaby ona zostać moją przyjaciółką, znajomą itp.
                  Pzdr
              • amimama Re: A jednak zostałam zdradzona... 27.10.06, 23:10
                Przyjazn damsko meska nie istnieje. Nawet jesli tak sie zaczyna to i tak konczy
                sie zdrada fizyczna.
    • ja.neta Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 16:13
      Maja, ilu ludzi, tyle historii ze zdradą w tle. Ja jeszcze nie jestem po
      drugiej stronie, ale już blisko.
      Też kiedyś spotykaliśmy się w większym gronie, ostatnio spotkałam się z nim sam
      na sam. Nie kłamałam. Mężowi powiedziała z kim i gdzie wychodzę. Klub,
      przyćmione światło, kilka drinków i narastające od wielu miesięcy między nami
      napięcie erotyczne doprowadziło nas tylko do kilku pocałunków. Do domu wracałam
      jak na skrzydłach - szczęśliwa. Facet, o którym snułam tyle erotycznych
      fantazji, całował mnie, a ja nie czułam nic. Żadnego podniecenia. Byłam pełna
      euforii, przekonana że to znaczy, że kocham tylko męża. I co z tego, skoro
      nadal nie mogę przestać o nim myśleć.
      • orajt Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 21:53
        bycie po drugiej stronie to też nic przyjemnego...mi się zdazylo ;/ przez
        chwilke było super ale miałam straszne wyrzuty sumienia i teraz (mineło 1,5
        roku) baardzo tego żałuję.
        i tak nie jestem z chłopakiem, którego zdradziłam ale sam fakt...przez jakiś
        czas spotykałam sie z tym 2m ale nic z tego nie wyszło

        teraz wiem, że nic nas juz nie łączyło i dlatego doszło do zdrady więc to chyba
        właśnie o to chodzi- twojemu męzowi czegoś brakuje.może tylko 'nowosci,
        ekscytacji ale warto nad tym pracowac...ja mam nadzieję że już nigdy tego błedu
        nie powtórzę ale to prawda że kolejny raz przychodzi łatwiej...

        co do zdrady to wydaje mi sie, że poczolabym się zdradzona gdyby mój chłopak
        spotykał się nawet tylko na kawę z koleżanką bo niby dlaczego miałby chciec
        spędzac miło czas z jakąs inną babą?albo zwierzac się obcej kobiecie na gg?
        chce porozmawiac o czymś ważnym?jestem! a jak nie ja to inny mężczyzna - w
        końcu on lepiej go zrozumie.

        takie liberalne podejście nie jest dobre. sama żyłam w takim zwiazku gdzie
        chłopak odbierał mnie z imprezy albo spotkania ze znajomymi. to do niczego
        dobrego nie prowadzi! zaufanie zaufaniem ale lepiej dmuchac na zimne!

        a i proszę mnie nie oceniac - czasami ludzie robią rzeczy, których by sie sami
        po sobie nie spodziewali. czasem tak jest.nikt nie jest doskonały a wina nigdy
        nie leży po jednej stronie

        pozdr
        • jaskolkaa Re: A jednak zostałam zdradzona... 26.10.06, 22:31
          Orajt jest dużo racji w tym co piszesz.
          "czasami ludzie robią rzeczy, których by sie sami po sobie nie spodziewali. czasem tak jest.nikt nie jest doskonały a wina nigdy nie leży po jednej stronie"

          To prawda - NIGDY NIE MÓW NIGDY ...

          Ale w życiu musimy kierować się zaufaniem do męża lub żony bo tylko wtedy małżeństwo ma sens. Po co się zadręczać tym czego prawdopodobnie nie było ???

          A zaiskrzyć może wszędzie, nawet w windzie... z nieznajomym.

    • m.4 Re: A jednak zostałam zdradzona... 27.10.06, 11:55
      polecam z innego forum ciekawadyskusje na temat zdrady

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=51006534&v=2&s=0
      m.4
      • wytrwala Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 06:59
        swietna z ciebie kobieta, bo ja bym nie wybaczyla. zycze powodzenia w
        malzenstwie, ale twojemu mezowi mam ochote skopac dupe.
        • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 13:45
          Widzisz, kiedy się kogoś kocha to nie jest tak łatwo powiedzieć po prostu
          spadaj. Nie całował jej, nie dotykał, nie kochał (o tym mnie zapewnia, a ja
          przecież muszę i chcę mu wierzyć, chociaż jest to cholernie trudne).
          Właściwie dzisiaj najbardziej boli tylko jedno: fakt, że potrafił mnie tak
          długo okłamywać!
          Ale wiem, że zdrady fizycznej nie potrafiłabym wybaczyć. Nie wiem jak bym
          postąpiła: mamy wspólne sprawy, dom, dziecko. Ale nie umiałabym z tym żyć...
          • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 16:07
            maja5952 napisała:
            > Widzisz, kiedy się kogoś kocha to nie jest tak łatwo powiedzieć po prostu
            > spadaj.(...)
            > Ale wiem, że zdrady fizycznej nie potrafiłabym wybaczyć.

            Czyli miłośc miłością ale duma jest od niej silniejsza.
            Pewno ta duma przy tez to dochodzi do głosu na codzień blokujac komunikację
            między wami.
            • fiona2006 Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 16:09
              Nie do końca zrozumiałam co masz na myśli?
            • fiona2006 Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 16:10
              Sorry za szybko sie wysłało. Jaka duma? Ona pisze że go kocha. Więc miłość a
              nie duma.
            • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 16:14
              Ja również nie do końca rozumiem. Wybaczenie zdrady fizycznej lub jego brak nie
              miałoby nic wspólnego z dumą tylko z cierpieniem. Umiałbyś żyć wiedząc że twoją
              ukochaną kobietę dotykał ktoś inny podczas gdy ty byłeś przez nią okłamywany?
              A jeśli chodzi o brak komunikacji to faktycznie był. Nie osądzam i nie oskarżam
              ale raczej ze strony mojego męża. Chociaż ze szlachetnych jak sądził pobudek.
              • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 23:28
                maja5952 napisała:
                > Ja również nie do końca rozumiem. Wybaczenie zdrady fizycznej lub jego brak nie
                > miałoby nic wspólnego z dumą tylko z cierpieniem. Umiałbyś żyć wiedząc że twoją
                > ukochaną kobietę dotykał ktoś inny podczas gdy ty byłeś przez nią okłamywany?

                Jeżeli kocham? Nie mam zamiaru spierać się że wybaczanie to powinno być łatwe i
                oczywiste. Ale albo miłość jest albo jej karła zasłania cierpiąca zraniona duma.
                Jak dalej nie rozumiesz co mam na myśli to zacytuje ci guru od nauczania teorii
                relacji nazywanych miłością:

                Cheri: Kocham, a nie potrafię wybaczyć. Czy to jest sprzeczne z psychologią
                (istotą) miłości, czy dowód, że po prostu nie kocham?

                Prof. Bogdan Wojciszke: To jest dowód na to, że siebie kochasz bardziej.

                rozmowy.onet.pl/artykul.html?ITEM=1122603&OS=56179
                Nie wspominając innego guru:

                Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą nie dopuszcza się
                bezwstydu nie szuka swego nie unosi się gniewem nie pamięta złego (...)

                Jasne ze ktoś może zranić tak że zburzyć wszystko, ale po co przy tej okazji
                mówić o miłości? Można mówić tylko o nieporozumieniu i pomyłce...

                Pozdrawiam
                • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 23:55
                  Jak zwykle (bądź zazwyczaj :-) dramatyzujesz i przesadzasz.
                  Zdrada fizyczna byłaby dla mnie okrucieństwem i dowodem na BRAK MIŁÓŚCI ze
                  strony mojego męża. Z tego co przytoczyłeś musisz się zgodzić z taką
                  interpretacją.
                  Ja kocham go bardzo i jeśli to uczucie trwałoby po zdradzie nadal to nie
                  powiedziałam, że bym odeszła. Ale czy bym wybaczyła? Nie wiem. STARAŁABYM się
                  ze wszystkich sił, ale jak chyba wiesz chcieć a móc to nie to samo.
                  Problem w tym czy ja bym go jeszcze nadal kochała? Miłość nie wygasłaby
                  natychmiast po wyjściu zdrady na jaw, ale czy z czasem jeszcze bym ją czuła?
                  Przecież skoro on zdradził posuwając się tak daleko to znaczy, że mnie nie
                  kocha. Czy wiedząc, że ktoś cię nie kocha byłbyś w stanie być z nim, kochać i
                  wybaczyć?
                • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 00:16
                  A skoro już o profesorze mowa:
                  Cheri: Czy w imię miłości da się wytrzymać każdy cios zadany przez partnera,
                  czy lepiej odejść, mimo że się go bardzo kocha?
                  Prof. Bogdan Wojciszke: ... miłość nie wszystko przetrzyma.
                  Pzdr
                  • niezapominajka333 Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 06:39
                    Maju! Zgodnie z taką definicja miłości proponuję sprawdzic miłośc męża i
                    poumawiac się z jakimś fascynującym panem. Przekonasz się, czy jego miłośc też
                    wszystko wybaczy...
                    • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 12:35
                      No przecież właśnie napisałam, że miłość nie wszystko przetrzyma...?
              • ewolwenta Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 10:21
                Dziwne, ale jakoś łatwiej mi sobie wyobrazić „przebaczenie” skoku mojego faceta
                do łóżka z inną kobietą niż sytuacji, w której stwierdzam jakąś więź i związek
                emocjonalny. Wtedy dopiero byłby to cios.
                • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 12:12
                  Widzisz między moim mężem a tamtą kobietą nie było ani seksu ani więzi
                  emocjonalnej, a i tak trudno było mi wybaczyć kłamstwo.
                  Dlatego nie wiem jak zareagowałabym gdyby zaistniała któraś z tych
                  okoliczności. Ale byłby to znacznie większy cios bez względu na to czy zdrada
                  byłaby fizyczna czy emocjonalna.
                  • ewolwenta Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 12:46
                    Pytanie więć czemu to ukrywał?
                    Czy z potrzeby posiadania swojej strefy prywatności, w którą wkraczasz i uważasz
                    to za oczywiste. On natomiast potrzebuje tę granicę nieco przesunąć?
                    • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 13:00
                      Ucieczka od problemów dnia codziennego. Kłamstwo to nie było od początku
                      zamierzone ale kiedy raz skłamiesz, a potem trudno ci jest zneleźć odpowiedni
                      moment aby wyznać prawdę to brniesz w to coraz bardziej.
                      Wiem że ja również byłam winna tej sytuacji ponieważ mieliśmy wtedy trochę
                      problemów małżeńskich ale uważam, że to go nie usprawiedliwia. Jeśli coś mu w
                      naszym małżeństwie nie odpowiadało to trzeba mi to było wykrzyczeć! Zawsze
                      uważałam że szczera rozmowa jest w małżeństwie niezbędna. Tamten okres jest
                      tego najlepszym dowodem, ponieważ było w nim takich rozmów niewiele.
                      • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 21:28
                        maja5952 napisała:
                        > Wiem że ja również byłam winna tej sytuacji ponieważ mieliśmy wtedy trochę
                        > problemów małżeńskich ale uważam, że to go nie usprawiedliwia. Jeśli coś mu w
                        > naszym małżeństwie nie odpowiadało to trzeba mi to było wykrzyczeć!

                        Mężczyzna społecznie jest wychowywany by krył sie z emocjami i nie akceptował
                        swoich słabości. Dlatego niełatwo jest mu sie otworzyc ze swoimi problemami,
                        szczególnie gdy nie ma pewności że zostanie wysłuchany i zrozumiany .
                        A wybacz, na ile Cie znam z twoich wpisów to nie jetem przekonany że łatwo
                        potrafisz słuchac i stworzyć atmosferę zeby się przy Tobie otwierać.
                        • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 09:04
                          Chyba nie czytałeś większości moich wpisów :-) A że moje poglądy nie często
                          zgadzają się z twoimi to fakt :-)
                          Słuchać na szczęście potrafię. Mąż wiedział, że zostanie wysłuchany ale bał się,
                          że nie zostanie zrozumiany, to prawda. Tylko, że w tamtym czasie miał nieco
                          odmienne spojrzenie na nasze małżeństwo i JAK SAM teraz przyznał nie miał do
                          końca racji.
                          W każdym bądź razie wiele sobie wyjaśniliśmy. Lepiej późno niż wcale.
                          A z wypowiedzi your_and wynika dla mnie taka sama prawda jaką przytoczył mreck:
                          że wszycy faceci to świnie. Tym bardziej kocham mojego :-)
                          Pzdr
                          • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 10:08
                            maja5952 napisała:
                            > A że moje poglądy nie często zgadzają się z twoimi to fakt :-)
                            > (...) JAK SAM teraz przyznał nie miał do końca racji.
                            > W każdym bądź razie wiele sobie wyjaśniliśmy. Lepiej późno niż wcale.
                            > A z wypowiedzi your_and wynika dla mnie taka sama prawda jaką przytoczyłmreck:
                            > że wszycy faceci to świnie.

                            Hmm... Zatem ci co mają inne poglądy niz Ty to... świnie?
                            Twój TŻ ma tu plus bo sie ukorzył i przyznał Ci rację.
                            I jak on miał Ci wykrzyczeć że coś mu nie odpowiadało w małżeństwie...

                            W związku nie ma coś takiego jak RACJA. Jest subiektywny punkt widzenia
                            rzeczywistości z pozycji męża i żony. A do satysfakcjonującego pożycia niezbędna
                            jest empatia i próba wzajemnego spojrzenia na wspólne problemy oczami drugiej
                            strony jej potrzeb pragnień i oczekiwań tak żeby uniknąć wzajemnego ranienia się
                            i rozczarowań. A to jest niemożliwe bez komunikacji (nie mylic z rozmową).
                            • niezapominajka333 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 10:40
                              your_and
                              Dobrze, że jesteś .... :)
                            • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 12:30
                              Your_and doceniam wszystkie rady, które tutaj przeczytałam, również twoje. To
                              według ciebie facet to świnia, a nie według mnie. Więc mnie nie obrażaj.
                              Mój mąż nie ukorzył się i nie przyznał mi racji - nie całkowitą, ponieważ racja
                              nigdy nie leży po jednej stronie. Wiele razy pisałam, że była w tym i jego i
                              moja wina, ale widocznie nie zauważyłeś.
                              Jego ukorzenie się polegało na tym, że przyznał iż był kretynem okłamując mnie.
                              I za to m.in. tak go kocham i potrafię zmienić w sobie to co złe. Nie poświęcam
                              się. Zmieniam swoje postępowanie ponieważ tego chcę dla siebie, dla niego i dla
                              naszej córki. Dla podtrzymania więzi, która zawsze między nami była.
                              Czytając to co piszesz mam wrażenie, że nie lubisz kobiet :-) i winisz je za
                              całe zło tego świata. Ale masz do tego prawo.
                              Pozdrawiam.
                      • groszek_73 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 14:25
                        maja5952:
                        Jeśli coś mu w
                        > naszym małżeństwie nie odpowiadało to trzeba mi to było wykrzyczeć! Zawsze
                        > uważałam że szczera rozmowa jest w małżeństwie niezbędna. Tamten okres jest
                        > tego najlepszym dowodem, ponieważ było w nim takich rozmów niewiele.

                        widzisz, Maja, czasem nawet krzyk nie pomaga...
                        • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 14:31
                          Tutaj go nie było, więc nie wiesz czy by pomógł.
                  • care_5 Re: A jednak zostałam zdradzona... 29.10.06, 21:48
                    Oj w to to ja nie wierze..
                    Jesli uciekal do niej od klopotow , od dnia codziennego to darzyl ja jakas
                    sympatia zaufaniem , a ze trwalo to rok no to niestety czy chcesz czy nie jakas
                    wiez sie wytwarza. MOzesz mi napisac ze to Twoj maz i wiesz lepiej ale coz,
                    rozsadek moj i doswiadczenie mowia mi ze cos ich laczylo.SYmpatia, zrozumenie
                    to tez uczucia ,a ze ciagnelo sie to rok wiec chyba calkiem sporo bylo tych
                    spotkan ,emocji.
                    • your_and Męska a kobieca potrzeba bliskości 30.10.06, 08:12
                      care_5 napisała:
                      > Jesli uciekal do niej od klopotow , od dnia codziennego to darzyl ja jakas
                      > sympatia zaufaniem , a ze trwalo to rok no to niestety czy chcesz czy nie jaka
                      > wiez sie wytwarza. MOzesz mi napisac ze to Twoj maz i wiesz lepiej ale coz,
                      > rozsadek moj i doswiadczenie mowia mi ze cos ich laczylo.SYmpatia, zrozumenie
                      > to tez uczucia ,a ze ciagnelo sie to rok wiec chyba calkiem sporo bylo tych
                      > spotkan ,emocji.

                      Związek powinien zaspokajać potrzebę bliskości.
                      Maja sama przyznała że mieli z tym w jakims okresie problem.
                      A z relacjami jest tak że o ile kobieta jest w stanie otwierac się, okazywac
                      uczucia, zwierzać, innym kobietom przyjaciółkom, dzieciom , to meżczyzna może
                      akceptowalnie społecznie realizować potrzebe bliskości z inną kobietą.
                      Faceci jeśli mają przyjaciół facetów to moga podzielić sie podłym nastrojem ale
                      nigdy nie otworzą sie z problemami, marzeniami oczekiwaniami (no czasem jak
                      morze alkoholu przełamie zahamowania). Do tego facetowi normalnie jest niezbędna
                      relacja z kobietą. Jeśli nie ma tego w związku z różnych powodów to z powodu
                      głodu bliskości znajdzie sie wcześniej czy później relację poza związkiem, czego
                      kobiety umiejące sobie rekompensować bliskość w różnych innych relacjach
                      niekoniecznie damsko męskich na codzień zupełnie nie rozumieją.

                    • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 09:10
                      Nie wątpię, że darzył ją sympatią. Gdyby czuł do niej odrazę to nie mielibyśmy
                      teraz o czym tu pisać :)
                      Zaszły tam jednak jeszcze dodatkowe okoliczności (można powiedzieć "łagodzące"
                      dla niego) ale nie o wszystkim chcę tu pisać.
                      Pzdr
        • fiona2006 Re: A jednak zostałam zdradzona... 28.10.06, 16:05
          Ja też bym nie wybaczyła! Piszą tu niektórzy faceci oczywiści że to nie zdrada
          i że autorka przesadza. A co jak nie zdrada. Nie wiem czy dobrze pamiętam ale
          ona pisała że to trwało chyba rok!!!!!!!! Okłamywał ją przez rok i to dla was
          nic. Jakby to zrobił mój facet to jak ja bym mu miała teraz wierzyć co? A co by
          zrobił przy następnej okazji? Poszedł na całość.
          • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 10:11
            fiona2006:
            > Okłamywał ją przez rok i to dla was
            > nic. Jakby to zrobił mój facet to jak ja bym mu miała teraz wierzyć co? A co by
            > zrobił przy następnej okazji? Poszedł na całość.

            Jasne i proste. Zatem rozwód. I co dalej? Poszukiwania marnującego się gdzieś
            ideału którego żadna inna jeszcze nie zauważyła?
            • gonia64 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 12:40
              Jak dla mnie Sytuacja wydaje się patowa...
              Co zrobić?
              Być razem i udawać że się nic nie wydarzyło, wciąż z podejrzeniem że może znów
              oszukuje? Jak z planować przyszłość, wspólne inwestycje, dzieci?
              Rozejść się?
              Samotność? Czy może kiedyś ktoś się znajdzie, czy będzie w stanie mu zaufać?
              • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 12:46
                Nigdy nie znajdziesz drugiej osoby, której będziesz mogła w 100% zaufać. To
                zwyczajnie niemożliwe. Ale ja o tym nie wiedziałam :-) Ja się dopiero obudziłam.
                Świetnie określił to mreck pisząc o idealizowaniu partnera.
                • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 12:52
                  > Nigdy nie znajdziesz drugiej osoby, której będziesz mogła w 100% zaufać. To
                  > zwyczajnie niemożliwe. Ale ja o tym nie wiedziałam :-) Ja się dopiero obudziłam

                  Kto nie gra nie wygrywa.
                  Od uświadomienia prawdy ze na każdą zdradę zapracowały obie strony (chociąż nie
                  w równym stopniu) zaczyna sie każda terapia małżeńska.
                  • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 13:02
                    Ja tej prawdy nigdy nie musiałam sobie uświadamiać. To jasne.
                    Ale ważne jest to co napisałeś później: wina leży po obu stronach, ale nie w
                    równym stopniu. Zawsze winna bardziej jest ta osoba, która zdradziła. Jeśli coś
                    ci nie pasuje to powiedz to! Powiedz: "albo coś zmienisz kochanie albo nie licz
                    na moją uczciwość!" Proste. Przysięgałeś wierność i uczciwość? Więc dotrzymuj
                    słowa. Bądź chociaż uczciwy i powiedz, że jak tak dalej pójdzie to nie
                    dochowasz wierności. Jestem przekonana, że większość mężów i żon postawionych
                    pod ścianą, na których nie działały inne środki (rozmowa, prośba, groźba)
                    zmieniłoby swoje postępowanie.
                    • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 13:08
                      > słowa. Bądź chociaż uczciwy i powiedz, że jak tak dalej pójdzie to nie
                      > dochowasz wierności. Jestem przekonana, że większość mężów i żon postawionych
                      > pod ścianą, na których nie działały inne środki (rozmowa, prośba, groźba)
                      > zmieniłoby swoje postępowanie.

                      I tu się kłania komunikacja. Miłość i empatia to chęć i umiejętność od
                      czytywania wzajemnie wysyłanych komunikatów. A jak miłości zaczyna brakować,
                      tylko naiwni (naiwne) mogą wierzyć w siłę przysiąg i ślubowań.
                      Stara zasada.
                      Im ktoś silniej sam czuje się zraniony tym badziej robi się niewrażliwy na
                      ranienie innych.
                      • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 13:42
                        your_and napisał: "tylko naiwni (naiwne) mogą wierzyć w siłę przysiąg i
                        ślubowań"
                        Widać jestem tą naiwną, która uważa, że słowo raz komuś dane musi zostać
                        dotrzymane.
                        Szkoda, że wokół jest coraz mniej osób, które dotrzymują danego komuś słowa...
                        • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 14:24
                          Przysięga miłości bez inwestowania w miłość i satysfakcjonujący związek szybko
                          się dewaluuje. Ktoś kto czuje sie niekochany, niezrozumiany i osamotniony, sam
                          jest przekonany że jego partner złamał już tą przysięgę i czuje od niej uwolniony.

                          Cóż istnienie tego forum to żywy dowód na to że część chciałoby mieć wszystkie
                          gwarancje wynikające z przysięgi małżeńskiej, absolutnie nie przykładając do
                          czego ich samych owa przysięga zobowiązuje.
                          • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 14:30
                            Liczy się szczerość, prawda, choćby okrutna, ale prawda.
                    • groszek_73 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 14:29
                      maja5952 napisała:
                      Jeśli cości nie pasuje to powiedz to! Powiedz: "albo coś zmienisz kochanie albo
                      nie licz na moją uczciwość!" Proste. Przysięgałeś wierność i uczciwość? Więc
                      dotrzymuj
                      słowa. Bądź chociaż uczciwy i powiedz, że jak tak dalej pójdzie to nie
                      > dochowasz wierności. Jestem przekonana, że większość mężów i żon postawionych
                      > pod ścianą, na których nie działały inne środki (rozmowa, prośba, groźba)
                      > zmieniłoby swoje postępowanie.

                      zabawne, to też mówiłem. nie podziałało. podziałało, kiedy słowo stało się
                      ciałem, choć nie z premedytacją.
                      • gonia64 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 15:10
                        To wcale nie zabawne, ale...
                        Mówiąc to dałeś szansę na to aby słowo nie stało się ciałem, ostrzegałeś...
                        Gorzej gdy ktoś mówi że jest mu wspaniale, nie widzi potrzeby zmian, a po cichu
                        oszukuje, brak mi słów żeby to nazwać...
                        • groszek_73 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 15:12
                          gonia64 napisała:
                          > To wcale nie zabawne, ale...
                          > Mówiąc to dałeś szansę na to aby słowo nie stało się ciałem, ostrzegałeś...
                          > Gorzej gdy ktoś mówi że jest mu wspaniale, nie widzi potrzeby zmian, a po cichu
                          > oszukuje, brak mi słów żeby to nazwać...

                          dlatego moja żona zrozumiała, że wiele winy było po jej stronie. oczywiście z
                          mojej też. to pomogło jej chyba odnaleźć się w tym.
                        • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 15:22
                          Właśnie to próbuję powiedzieć. Każdemu należy się prawda. Nie możemy zakładać,
                          że druga strona czegoś nie zrozumie, nie zaakceptuje. Jeśli tak się stanie to
                          trudno, ale trzeba spróbować.
                          To nie tylko istota partnerstwa. To istota wszystkiego, tego jakim się jest
                          człowiekiem w ogóle.
                          Każdy jednak popełnia błędy. Są rzecz jasna błędy, których nie można naprawić.
                          Ale są też takie, na których się uczymy i których nie popełniamy powtórnie.
                          • your_and Re: A jednak zostałam zdradzona... 30.10.06, 15:44
                            maja5952 napisała:
                            > Każdy jednak popełnia błędy. Są rzecz jasna błędy, których nie można naprawić.
                            > Ale są też takie, na których się uczymy i których nie popełniamy powtórnie.

                            A już najlepiej: uczmy sie na błędach innych.
                            W czym niewątpliwie to forum może być pomocne...
    • maja5952 Re: A jednak zostałam zdradzona... 05.11.06, 18:21
      Witajcie.
      Dyskusja się rozwinęła i chyba zakończyła :-) Pomyślałam sobie, że powinnam Wam
      podziękować za wszystkie wypowiedzi. Dziękuję więc. Wiele z nich bardzo mi
      pomogło. Nie w podjęciu decyzji co dalej, bo to wiedziałam od początku.
      Rozstanie czy ciche dni nigdy nie wchodziły w grę.
      Pomogliście mi jednak spojrzeć na mój problem z różnych stron. Mnie i mojemu
      mężowi, który z zapałem czytał Wasze wypowiedzi :-) Niektóre z nich pomogły nam
      zrozumieć co powinniśmy zmienić w naszym związku, a co jest doskonałe i
      niepowtarzalne.
      Oboje zweryfikowaliśmy spojrzenie na nasz związek.
      A to co się wydarzyło, paradoksalnie jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło.
      Pozdrawiam wszystkich.
    • kudlaty32 Re: A jednak zostałam zdradzona... 06.11.06, 08:59
      malenka troszke przesadzasz z ta zdrada,spotkanie ze znajoma to nie odrazu
      zdrada ,moze twoj "stary"poprostu potrzebowal sie wyzalic innej kobiecie zeby
      pojrzec z innej perespektywy a ty robisz z niego zdrajce.wyluzuj
      troszke ,spotkaj sie ty z jakims znajomym
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka