Dodaj do ulubionych

obowiazek małżeński

14.11.06, 12:44
ino. pojęcie nieco zakurzone i wybitnie skojarzone z kobietami, ale jakby tak
trochę odkurzyć to trochę sensu dałoby się znaleźć.
wiele problemów tu poruszanych wynika z różnicy w temperamentach partnerów.
czy to nie jest tak, ze podpisując z kimś umowę małżeńską jednocześnie
zobowiązujemy sie do czegoś?
w sferze łóżkowej też?
i dlaczego jeżeli mężczyzna nie może wyegzekwować zobowiązania to jest po
prostu nieinteresującym kochankiem, świnią lub zboczeńcem, a jak kobieta nie
jest zadowolona ze swego męża to znowu winien jest on - leniwy,
nieinteresujący, itp.
a przecież, mężczyznom nie wystarczy trochę lubrykatu i entuzjazmu. oni muszą
jeszcze zaistnieć bardziej fizycznie więc o spełnienie obowiązku jakby
trudniej.
tak czy owak, nasi pradziadowie i babcie całkiem rozsądnie rzecz całą
spuentowali wprowadzając lapidarne lecz trafne określenie "obowiązek"
przekornie. M.
Obserwuj wątek
    • thistle Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 12:49
      Jak pierwszy raz usłyszałam :"ale przecież MUSISZ" to miałąm ochotę wybić mu
      przednie zęby.

      Potem żałowałam, że się nie odważyłam
      • mja-1 Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 13:27
        Jak to jest z tymi obowiązkami w ogóle? Prosty przykład: obowiązek zaspakajania
        bytowych potrzeb rodziny.Potrzeby to zjawisko dynamiczne, jeśli się zmienią, a
        dochód pozostanie ten sam, to czy to znaczy, że ktoś już tych potrzeb nie
        zaspakaja? Czyli, że wypowiadamy umowę? Sama nie wiem. Mnie najbardziej
        odpowiada przyjęcie w partnerstwie czy małżeństwie zasady, by czynić wszystko,
        aby nasz partner był z nami szczęśliwy. Jeśli obie strony ją wyznają, nie ma
        mowy o ponurych obowiązkach. Każdy wie co do niego należy i stara sie ze
        wszystkich sił.
        Jeśli tylko jedna strona się stara: poważnie rozważamy wypowiedzenie umowy.
    • gomory Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 13:23
      Jednak nam daleko z obyczajowoscia do krajow muzulmanskich. U nas nie zawiera
      sie kontraktu przedmalzenskiego, a kobieta moze odmowic seksu. Za to
      paradoksalnie jest go wokol nas wiecej niz tam ;).
      Jako liberal popieram daleko wolnosc wyboru sposobu zycia przez jednostke.
      Kobieta nie czuje do faceta miety - to sie z nim nie kocha i juz. Kobieta nie
      podpisuje zadnych lozkowych zobowiazan wchodzac w zwiazek malzenski, wiec facet
      nie ma czego egzekwowac. Trzeba sie dzielnie pogodzic ze swiadomoscia, ze nie
      krecimy erotycznie kobiety skoro nie chce sie z nami bawic i tyle :).
      • raqu46 Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 13:54
        sami widzicie szanowni przedmócy, ze skrecacie jakby w stronę kobiet. to takie
        naturalne - ona ma obowiazek. jakos tak nie widać, ze facet tez ma obowiazek.
        dwa delikatnie protestuje przeciwko utozsamianiu obowiazku z czyms
        nieprzyjemnym.
        obowiązek to znaczy wypełnienie zobowiazania. nie jest tajemnica ze mężczyźni
        nieco dojrzalsi są w sprawach seksu mniej spontaniczni a
        bardziej "wyrafinowani?" tz bardziej swiadomie przeżywaja seks i są swiadomi -
        poprzez swoja historię (zwykla w młodym stadle to on ma problem seksualnego
        niezaspokojenia i to pamieta) raczej bardziej zdaja sobie sprawę z dolegliwosci
        braku zaspokojenia i bardziej sa swiadomi konsekwencji tego postepowania.
        odmawiajac wiec seksu postepuja bardziej perfidnie.
        ale odbiegłem od tematu. sformułowanie "obowiazek" jest czymś co was odstrecza,
        ale wczi stota rzeczy nie jest lepiej oddana niż całym tym gadaniu o
        zaspokajaniu potrzeb patnera/ki pomimo, ze sie nie chce?
        • thistle Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 14:27
          delikatnie protestuje przeciwko utozsamianiu obowiazku z czyms
          > nieprzyjemnym.
          > obowiązek to znaczy wypełnienie zobowiazania

          W Koranie bodajze jest określona częstotliwość, z jaką mężczyzna ma obowiazek
          współżyć z żoną - bodajże nie żadziej niż raz na cztery dni. Niemniej tam
          małżenstwo jest umową cywilno-prawną. I koniec.
          W przysiędze małżeńskiej takiego paragrafu nie ma (chyba, że cos przeoczyłam)
          więc nie można stosować tego na zasadzie : zobowiązałeś/łaś się , a ja chcę
          teraz, to musisz. Pojęcie obowiazku jest czasem stosowane jako argument w
          próbie sił: Masz obowiązek - a wola lub jej brak nie mają znaczenia. W
          przypadku niedopasowania erotycznego prowadzi to do nadużyć, i moim zdaniem,
          niszczy szanse udanego (obustronnie) współżycia.
      • borisvallejo Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 14:56
        Pomijając, jak mi sie wydaje, słuszne niezadowolenie autorki postu :
        No tak...
        Na dobrą sprawę, to nikt nie ma zadnego obowiązku. A jeśli ma, to dobra
        wirtualna "papuga" jest w stanie udowodnić, że niedopełnienie tegoż obowiązku
        nie wynika z przesłanek zależnych od strony, która się nie wywiązuje z
        obowiązku. Przyczyny obiektywne, plamy na słońcu, niskie ciśnienie - "efekt
        motyla" itp itd. Że nie wspomnieć o starym przysłowiu pigmejów : najlepszą
        obroną jest atak ... To kwestia retoryki, nomenklatury, pewności siebie i
        determinacji - trochę tego jest na tym forum ... i w realu.
        A więc pogódżmy się z abstynencją (jeśli już wyczerpaliśmy nasz arsenał) i broń
        Boże (gdziekolwiek i kimkolwiek jesteś) nie próbujmy szukać kogoś
        kogo "zakręcimy" erotycznie (gratis albo płatnie )bo jak się wyda do bedzie
        nieprzyjemnie, i ta sama papuga sprawi że pozałujesz rodzicom aktu poczęcia.
        To nie jest liberalizm ! To anarchia (sic). Liberalizm to "róbta co chceta" ale
        w ściśle wyznaczonych ramach, to prawa i obowiązki ustalone przez prawo, normy
        społeczne, zwyczajowe.
        Można napisać, ze trzeba rozmawiać, przekonywać, tłumaczyć, negocjować,
        walczyć, prosić, manipulować zaciągnąć do "Wielkiego Arbitra". To żmudne,
        czasochłonne i niepewne. Cóż ... Cel uświęca środki - kwestia parametrów
        osobniczych. Ale to nie wszystko ... Nie sadzę, że nie ma czego egzekwować.
        Trochę tego jest w małzeńskim stadle. Co do spraw handlowych : faktycznie nie
        ma w "rocie przysięgi małżeńskiej" odniesienia do seksu (ja nie pamiętam), za
        to zwyczajowo raczej domniemywa się, że są między innymi przesłanki erotyczne
        zawarcia związku, że nie wspomnę o nieładnie brzmiącej reprodukcji (wszak
        inaczej sie nie da rozmnożyć - poza małymi wyjatkami). W zasadzie w takich
        razach nie musimy byc dzielni ...
        PS
        Dziwne się wydaje, że w decyzjach sądów orzekających o rozwodach często
        pojawia się argument braku (znowu nieładnie brzmi) konsumpcji związku lub
        niezgodności charakterów - która w rzeczy samej (i tuż obok) czesto wydaje się
        być eufemizmem na temat problemów łóżkowych.
        • thistle Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 15:23
          hmmm,zastosowanie teorii politycznych do opisu wspóżycia małżeńskiego to chyba
          jednak novum tutaj - odświeżające, nie powiem.

          Nie sadzę, że nie ma czego egzekwować.
          > Trochę tego jest w małzeńskim stadle. Co do spraw handlowych : faktycznie nie
          > ma w "rocie przysięgi małżeńskiej" odniesienia do seksu (ja nie pamiętam), za
          > to zwyczajowo raczej domniemywa się, że są między innymi przesłanki erotyczne
          > zawarcia związku, że nie wspomnę o nieładnie brzmiącej reprodukcji (wszak
          > inaczej sie nie da rozmnożyć - poza małymi wyjatkami). W zasadzie w takich
          > razach nie musimy byc dzielni ...


          Jest więcej niz domniemanie - w przypadku nieskonsumowania fizycznego zwiazku
          małżenstwo jest anulowane bez dalszego rozpatrywania sprawy( to chyba nawet nie
          jest rozwodem, ale czy to częste? Ja słyszałam tylko o jednym przypadku).
          Co innego róznice w oczekiwaniach , czy potrzebach. Jeżeli dochodzi do
          koniecznosci egzekwowania obowiązku, wydaje mi się to wystarczającą przesłanką
          do zastanowienia się nad rozwodem dla dobra obu stron, co nie wydaje mi się
          postępowaniem szczególnie anarchizującym.
          • mreck Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 15:42
            egzekwowanie jako raczej nieprzewidziana konsekwencja. ale poczucie obowiązku
            zaspokojenia fizycznych potrzeb wtedy gdy mi sie akurat nie chce jest pojeciem
            z zakresu poczucia przyzwoitości i ofiarowania siebie drugiemu człowiekowi, a
            wiec wyrazem miłości.
            no cóż mi tez sie czasem nie chce, a jednak robie to w nadziei że druga strona
            nie zechce sie odgrywać. inaczej wpadniemy w petlę cichych dni.
            • thistle Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 15:52
              Jednak do tego ofiarowania siebie niezbędne jest (dla mnie przynajmniej) choć
              minimalne podniecenie. Nie umiem sobie wyobrazić podniecenia się z poczucia
              obowiązku. Seks pomimo braku podniecenia jest dla mnie doświadczeniem
              odrażającym, a osoba , która tego oczekuje nie jest w stanie tego podniecenia
              we mnie wzbudzić.
              I sprawa leży.
              • brass_monkey Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 17:34
                thistle napisala:

                > Jak pierwszy raz usłyszałam :"ale przecież MUSISZ" to miałąm ochotę wybić mu
                przednie zęby.
                > Potem żałowałam, że się nie odważyłam

                Swietne, w ten sposob chcialas go pozbawic realizacji dwoch podstawowych
                potrzeb fizjologicznych: (mozliwosci) jedzenia i seksu.

                Dlaczego? Dlatego ze seks, podobnie jak glod, jest jedna z najbardziej
                podstawowych potrzeb fizjologicznych. Przynajmniej wedlug Maslowa.

                pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
                Jest stare przyslowie "syty glodnego nie zrozumie".
                • thistle Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 18:08
                  Swietne, w ten sposob chcialas go pozbawic realizacji dwoch podstawowych
                  > potrzeb fizjologicznych: (mozliwosci) jedzenia i seksu.

                  Jedzenia?
                  Wkrótce same wypadły, nie schudł od tego.

                  Seks być może jest jedną z podstawowych potrzeb FIZJOLOGICZNYCH,jednak częścią
                  człowieczeństwa jest umiejętność kontrolowania ich w pewnych sytuacjach.Inaczej
                  każdy robiłby tam gdzie stoi, a ładniejsze kobiety musiały by chodzić ciężko
                  uzbrojone, bo nawet osobisty ochroniarz byłby potencjalnym gwałcicielem.

                  Jest stare przyslowie "syty glodnego nie zrozumie"
                  Jak najbardziej. Jeśli bedziesz sytego karmił dalej, albo zwymiotuje i cię
                  znienawidzi, albo umrze - trzewia nie wytrzymają.
                  • brass_monkey Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 18:38
                    > częścią człowieczeństwa jest umiejętność kontrolowania ich w pewnych
                    sytuacjach.

                    To forum jest pelne watkow typu "musze sobie znalezc kochanka bo meza juz nie
                    kocham, nic na to nie poradze". Wtedy zadna z pan nie mowi o czlowieczenstwie
                    tylko ze taka jest natura. Taka jest wlasnie feministyczna przewrotnosc.


                    > Jest stare przyslowie "syty glodnego nie zrozumie"
                    > Jak najbardziej. Jeśli bedziesz sytego karmił dalej, albo zwymiotuje i cię
                    > znienawidzi, albo umrze - trzewia nie wytrzymają.

                    W przyslowiu nie chodzi o karmienia sytego do przesytu ale o fakt ze ktos kto
                    zaspokoil swoje potrzeby nie rozumie blizniego ktory nadal pragnie. Chodzi o
                    to ze powinnismy starac sie zrozumiec potrzeby innych zamiast je odrzucac.

                    • thistle Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 18:49
                      hmmm,argument - bo ty jesteś niedobrą feministką ma się tu nijak do rzeczy. Nie
                      przypominam sobie,zebym różnicowała problem ze względu na płeć.

                      W przyslowiu nie chodzi o karmienia sytego do przesytu ale o fakt ze ktos kto
                      > zaspokoil swoje potrzeby nie rozumie blizniego ktory nadal pragnie. Chodzi o
                      > to ze powinnismy starac sie zrozumiec potrzeby innych zamiast je odrzucac

                      Rozumiem - rozwinęłam jedynie podany ppomysł. W pewnych sytuacjach nie ma
                      możliwości porozumienia(jak wytworzyć potrzebę, której nie ma,lub pojawia się z
                      czestotliwością np. dwa razy w roku???), a próby zmuszania (obowiazek) mogą się
                      skończyc nieszczesciem - np. totalną awersja do seksu, pochwicą (u kobiet) lub
                      trwałą impotencją(u mężczyzn). Żeby było sprawiedliwie.
                      • eeela Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 21:35
                        W pewnych sytuacjach nie ma
                        > możliwości porozumienia(jak wytworzyć potrzebę, której nie ma,lub pojawia się z
                        >
                        > czestotliwością np. dwa razy w roku???), a próby zmuszania (obowiazek) mogą się
                        >
                        > skończyc nieszczesciem - np. totalną awersja do seksu, pochwicą (u kobiet) lub
                        > trwałą impotencją(u mężczyzn). Żeby było sprawiedliwie.

                        W takich przypadkach nalezy sie rozstac i poszukac nowych partnerow.
                        Nie mozna sie nad nikim znecac ani wpychajac nadmiar czegos na sile, ani
                        pozostawiajac go w wiecznym glodzie. To barbarzynstwo.
                        • jagienkaa Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 23:29
                          oj eeela żeby to takie łatwe było...i może lepiej że nie jest?
                          • eeela Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 23:40
                            Latwe nie jest, kiedy sie w zwiazek zabrnie zbyt daleko (wspolne zycie,
                            mieszkanie, dzieci). Alez po co zatem tak gleboko brnac w zwiazek, w ktorym
                            groza takie straszne perspektywy?
          • borisvallejo Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 22:25
            To własnie miałem na myśli ...
            Egzekwowanie obowiązku jest elementem porządkującym rzeczywistość - nic w tym z
            anarchii. Snać nie całkiem jasno się wyraziłem.
    • klaris29 Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 19:32
      Wydaje mi się, że "obowiązek małżeński" wymyslili po to, by dołozyć kobiecie
      kolejne jarzmo. No bo był sobioe taki oto chłop, z gromadką dzieci i babą w
      kuchni. Baba zajęta od rana do nocy dzieciarami, chłop chciał wieczorem
      popiórczyć, a tu na samą myśl żona popadała w migrenę. Ni jak tego chłopa od
      d..odgonić nie może, kolejnego dziciaka nie zniesie. Dodatkowo z innymi babami
      się dogadała a one podobnie. Tak powstał feminizm. Wystraszył się pleban, bo
      chłopów z grzesznymi myslami od konfesjonału odganiał. Sprawa wylądowała w
      watykanie. w którym w bardzo uczony sposób debatowano nad tym jak zmobilizować
      baby do dawania męzom,A że wierzono, że to jedyna droga zbawienia dla kobiety,
      wymyslono więc obowiązek małżeński. Chwyciło. Dano chłopu broń. Wszystko
      uświęcono, pobłogosawiono i bobom argumenty z rąk wytrącono. Od tej to pory
      chłop mógł babą ponownie rządzić. Baba pokornie spełniała wolę Boga. A że
      głupia była dała się w pole wyprowadzić. Dziś diabeł bobom podsunął
      antykoncepcję, świat się zmienił, zszedł na psy. Baby mają większą świadomosć,
      dlatego też jak to zwykle bywa wszystkiemu winne są własnie baby. Ot co.;-))))
      • thistle Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 20:39
        Do Boga była jeszcze Ojczyzna, nie tylko u nas:
        "Lay back and think of England"

        Ale prababcia twierdziła,że na zbyt gorącego chłopa nie ma jak hektar łaki na
        skarpie do wykoszenia. Sam po tym na stóg ucieknie,zeby baba ochłonąć dała, a
        nie jeszcze męczyła;)
        (tak więc"feministyczne" sposoby znane były od zawsze:)

        A samo słówko feminizm każdy rozumie,jak chce:
        niektórym brzęczy równie obrazliwie jak liberalizm, internacjonalizm, solipsyzm
        i tumiwisizm. Dźwięczne,prawda?
        I jeszcze myślą, ze komuś dogryźli.
      • prosty_facet Re: obowiazek małżeński 14.11.06, 21:17
        tak było - święta prawda.
    • yoric Do Thistle 14.11.06, 20:35
      Pani Thistlebottom, za każdym razem, gdy czytam Pani wpisy zastanawiam się, czy
      na pewno trafnie wybrała Pani orientację... ;)

      Seks nie jest podstawową potrzebą???
      No dobrze, a co z np. "bliskością", czy "rozmową"? Mogę zatem odmówić
      małżonce/-żonkowi (częściej jednak małżonce :P) rozmowy i nie odzywać się do
      końca życia. W końcu od tego się nie zdechnie.
      Pozdrawiam
      PS:...ani nawet nie schudnie.
      • thistle Re: Do Thistle 14.11.06, 21:18
        Don't tease, Mr Yoric, I really wouldn't like to call you Sir BoneHead;)

        Co do orientacji,zdecydowanie nie, sprawdzałam w liceum:) ( Wszystkie
        feministki to lesbijki, a krasnoludki to Czerwoni;)

        Nigdzie nie twierdziłam, ze seks nie jest potrzebą - to Mosiężna Małpa napisał
        (a?),że jest to potrzeba fizjologiczna. To ma sens. Nad fizjologią się panuje,
        inaczej mozna narobić komuś/sobie kuku. Odwoływanie się do obowiązku w łóżku
        jest dla mnie zawoalowaną forma wymuszenia, umożliwiającą uratowanie resztek
        swego ego,nadszarpniętego fakte, że nie jesteśmy w stanie na zawołanie
        podniecić partnera (żonę, męża, whatever). Przykładem skutków tego postępowania
        była tutaj Dosiasamosia (lub podobny nick) wszelkie jej tantrums i powoływania
        się na prawa i obowiazki uodporniły jej męża na wdzięki połowicy(żeby nie
        było, że tylko bab bronię). Sama doświadczyłam czegoś podobnego - powoływanie
        się na wszystkie świętości,obowiązek (i parę innych draństw) zrobiło z
        dziewczyny z duzym temperamentem (pamiętasz,gdzie się poznaliśmy?;)kobietę,
        która prędzej pogrzebaczem trąci Ślubnego, niż się do niego przytuli. Z rozmową
        nie mieliśmy nigdy problemów, a bliskość/przyjaźn można traktować odzielnie od
        intymności, lub jej potrzebę zaspokajać w innym gronie. Nie tylko w ramionach
        kochanków płci dowolnej, choć sporo ludzi idzie na taka łatwiznę.
        Dale twierdzę, ze jeśli zachodzi potrzeba owoływania się do obowiazku, lepiej
        zastanowić się nad Złotą Receptą Wonam-in-Love.

        • thistle Re: Do Thistle 14.11.06, 21:21
          Serdecznie Przepraszam Woman-in-Love za błąd w jej nicku w poprzednim poście.
          (i pozostałych za kilka innych wpadek,chyba zbyt szybko piszę;)
      • prosty_facet Re: Do Thistle 14.11.06, 21:19
        Na 100% nie jest podstawową potrzebą 0 mozna bez niego żyć. Podstawowe potrzeby
        to takie, bez których grozi śmierć OSOBNIKA nie gatunku ....
        • eeela Re: Do Thistle 14.11.06, 21:39
          Wiele jest takich gatunkow, w ktorych osobniki zrobia wszystko, lacznie z
          narazeniem zdrowia i zycia, coby jeno istnienie gatunku przedluzyc. My to
          'ucywilizowalismy', czyli udajemy, ze wcale nas tak nie goni, jak nas naprawde
          goni. Tyle :-)
          • prosty_facet Re: Do Thistle 14.11.06, 22:11
            Co nie zmienia faktu, że nie jest to potrzeba podstawowa :-)
        • brass_monkey Re: Do Thistle 14.11.06, 22:19
          prosty_facet napisał:

          > Na 100% nie jest podstawową potrzebą 0 mozna bez niego żyć. Podstawowe
          > potrzeby to takie, bez których grozi śmierć OSOBNIKA nie gatunku ....


          Nie wyssalem tej teorii z palca, to sa od dawna zaakceptowane pojecia.

          Oczywiscie istnieja inne modele ale wszystkie zgadzaja sie co do tego ze seks
          jest jedna z podstawowych potrzeb czlowieka.
          • yoric Re: Do Thistle 15.11.06, 02:04
            Denerwuje mnie fundamentalna nieświadomość społeczeństwa w kwestiach ewolucji i
            psychologii ewolucyjnej. Za 30 lat będzie to powszechne jak teraz freudyzm, z tą
            róznicą, że dodatkowo prawdziwe. Jakoś się te 30 lat przemęczę.

            Thistle, ja Cię nie cierpię, ale przyznaję, że - mimo moich złośliwostek -
            kobiecości nie można Ci odmówić (co wnoszę po wielkim wdzięku).
            Ale na pytanie o "rozmowę", względnie jej brak, odpoweidzi nie dostałem.
            • thistle Re: Do Thistle 15.11.06, 11:10
              Oh,jakoś nigdy nie miałam(mieliśmy?) z tym problemów - dla mnie były by to
              rozważania czysto abstrakcyjne, cisza mnie nie rusza, rozmowy nie odmawiam
              nigdy. Generalnie nie rozumiem mechanizmu "cichych dni" - nie chcesz - nie
              mówisz. Dyskomfort zwiazany z pozostałymi sposobami komunikacji leczy z
              małomówności dość szybko :)

              Denerwuje mnie fundamentalna nieświadomość społeczeństwa w kwestiach ewolucji i
              > psychologii ewolucyjnej. Za 30 lat będzie to powszechne jak teraz freudyzm, z
              t
              > ą
              > róznicą, że dodatkowo prawdziwe. Jakoś się te 30 lat przemęczę.

              hmmm,ja te trzydzieści lat pewnie przeżyję w słodkiej nieświadomości,że coś
              takiego ma wpływ na moje postępowanie. Być moze moje wnuki będą opowiadać o
              psychologii ewolucyjnej jak dziś opowiadają nam dziadkowie o naukach pana,który
              na Syberii kukurydzę i bawełnę chodować chciał (wybacz, pamięć mnie zawodzi i
              umknęło mi nazwisko,to było w czasach Chruszczowa). A może nie? Do tego czasu
              musimy się - z wdziękiem - zestarzeć;)

              Thistle, ja Cię nie cierpię, ale przyznaję, że - mimo moich złośliwostek -
              > kobiecości nie można Ci odmówić (co wnoszę po wielkim wdzięku).

              Merci.
              Ja zwyczajnie nie pasuję do zadnej z prezentowanych tutaj teorii na
              temat "kostek lodu z dziurką" - lubię swoje ciało, nie mam traumy z dzieciństwa
              ani wczesnej młodosci, jedynym nałogiem moich rodziców było czytanie, kontaktów
              z ojcem zazdrościły mi wszystkie koleżanki ze szkoły(mamy świetny kontakt do
              tej pory, zresztą rodzinni z nas ludzie),a dodatkowo,moi rodzice są jednym z
              niewielu znanych mi przykładów całkiem niezłych małżeństw(włącznie z udanym
              seksem po 50tce) Dodatkowo, małe dzieci nie mają absolutnie nic wspólnego z
              rozkładem pożycia seksualnego - ich niemowlęctwo było wręcz sielankowym czasem
              pod tym względem.

              Na ogół lubimy ludzi,których nie możemy wepchnąć w tabelkę i objaśnić teorią.

              Jeśli chodzi o złośliwostki - be my guest:)I'll do my best to stand up to them.
    • yogi.net Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 07:52
      Może się i powtórzę. Ale temat dla mnie dość drażliwy.
      Nie po to dwoje ludzi łączy się w jako taki związek by następnie funkcjonować na
      zasadzie "obowiązków". Nie na tym to polega. Szcególnie jeśli chodzi o sferę
      inrymności i seksualności. Robiąc drugiej osobie niejako łąskę sami zmuszami się
      do czegoś na co nie mamy ochoty. Po pierwsze Obydwie strony na tym tracą. Tracą
      swą godność, zachwiany jest wzajemny szacunek i więź emocjonalna. Więc po co to
      robić ... By za wszelką cenę łatać coś czego nie da się połatać??
      Im wcześniej tym lepiej ... poiedzieć sobie prawdę ...
      Pozdr.
      • mreck Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 08:28
        poraża trywializm argumentów i miałkość mysli co bardziej zacietrzewionych.
        ależ pisząc o obowiazku nie mam na mysli nadstawiania tyłka na życzenie, tylko
        kierowanie się wspólnym interesem małżonków, i nagięcie sie czasami do podjecia
        czynności seksualnych wbrew chwilowemu nastrojowi czy chęci.
        przeciez jestesmy ludxmi o jako takiej kulturze.
        i proszę mnie nie rozumieć w ten sposób że jestem zwolennikiem.
        odkurzam jedynie stare pojęcie i zastanawiam sie, czy nasi przodkowie nie mieli
        racji lapidarnie upraszczajac problem długoletniego pożycia seksualnego
        małżonków.
        biorąc slub, zakładam rodzinę. mam obowiazki łozenia na dzieci. no kurcze idac
        sladem niektórych przedmówców znaczy to tyle, ze ich nie kocham bo muszę na nie
        łozyc. i najchetniej bym je utopił.
        jasne, ze i takie skrajne przykłady rodzicielskie sie znajda.
        ale konsekwentnie: biorąc slub godze sie na to, ze bede współżył. i te minimum
        muszę z siebie dac.

        • blaszany_dzwoneczek Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 09:38
          mreck napisał:

          > ależ pisząc o obowiazku nie mam na mysli nadstawiania tyłka na życzenie, tylko
          > kierowanie się wspólnym interesem małżonków, i nagięcie sie czasami do podjecia
          >
          > czynności seksualnych wbrew chwilowemu nastrojowi czy chęci.
          > przeciez jestesmy ludxmi o jako takiej kulturze.

          Owszem jest to możliwe. I w moim malżeństwie sie to czasem zdarzyło. Ale prawdę
          powiedziawszy, wolę nie kochać się z mężem wcale w danym momencie, mimo że mam
          na to wielką ochotę, jeśli widzę, że on jest zmęczony, nie ma nastroju i robi to
          tylko dla mnie. Bo i tak zostanę niezaspokojona, a seks będzie nieszczególnie
          udany. To już wolę poczekać do weekendu, kiedy wypoczęty, sam się na mnie rzuci.
          :-)
          I odwrotnie: jeśli ja nie mam zupełnie ochoty, jestem zmęczona, to nie jestem w
          stanie się podniecić. Jeśli nie jestem dostatecznie podniecona to podczas seksu
          odczuwam ból. Owszem, zależy mi na moim mężu i mogłabym się teoretycznie
          przemęczyć. Ale mam go oszukiwać, że mi dobrze? Że mnie nie boli tylko czuję
          rozkosz? Wiem, że on przykłada bardzo dużą wagę do tego, żeby mi dać rozkosz,
          żebym mi było dobrze - jeśli będzie wiedział, że mnie boli, nie będzie chciał
          się kochać. Więc co, mam udawać orgazm?
          • raqu46 Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 09:40
            ale z tego co piszesz wynika jednak, ze czasem tak robisz.
            • blaszany_dzwoneczek Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 09:48
              Tak się kiedyś czasem zdarzało, rzadko bardzo jednakże, gdy permanentnie nie
              miałam ochoty na seks. Mąż mnie nie zmuszał, ja czasem chciałam sama to zrobić
              dla niego. Ale nie było to wcale ok. Była to sytuacja nienormalna.
          • blaszany_dzwoneczek Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 09:45
            Dla mnie i, jak sądzę, dla mojego męża również, seks jest czymś więcej niż tylko
            rozładowaniem napięcia. Gdybym ja sprowadzała seks do obcowania z penisem meża,
            a nie z nim całym, a on do rozładowania napięcia za pomocą mojej pochwy, to
            faktycznie takie nagięcie się jednego albo drugiego może miałoby sens. Ale tak
            nie jest. I ja wcale nie chcę, żeby mój mąż w taki sposób się dla mnie naginał,
            i myślał: kiedy ona już wreszcie dojdzie, bo już nie mam siły.
            • maripel Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 11:44
              Powiem tak:
              Facet rozladowany ma zerowe ciagoty do panienek z agencji, no chyba ze zona
              jaks gruba beka, zaniedbana, przypadkowa, zwykla ochyda, ale wtedy to inna
              bajka.
              Facet z deficytem seksu w domu skoczy w bok a najlatwiej i najtaniej w agencji.
              Mozna pisac sporo i pieknie opisywac, ale jak facet ma jaja to i ma napiecie
              seksualne, ktore gdzies musi rozladowac.
              Facet ktory domaga sie seksu od zdrowej zony jest wart tego seksu.
              A nieudacznik zyciowy, ma szefa ktory go opier..la, niewiele zarabia to i jak
              mu ktos powie nie mam humoru na sex to tez mu sie krzywda nie stanie, bo cale
              jego zycie jest takie byle jakie. A bylejakos opisuje i on i jego zonka
              pieknymi slowami.

              • thistle Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 13:45
                Facet ktory domaga sie seksu od zdrowej zony jest wart tego seksu.

                Jeśli się musi domagać, najwyraźniej nie jest - przynajmniej dla niej.
        • klaris29 Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 15:46
          Pięknie, dokładnie tak to rozumiem, ale mrek:-), przydałby Ci się urlop,
          nabrałbyś trochę dystansu do siebie, bo zbyt poważnie do życia podchodzisz,
          humor ułatwiłby CI życie:-), mógłbyś wtedy na przykład dostrzec taki żart, i
          znaczek ;-), który zakłada celowość w trywialnym i miałkim podejsciu np. takiej
          mojej stylizacji. Powinno to być czytelne. :-)
          Pozdrawiam
          Klara
          • klaris29 Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 15:58
            Ups, w pośpiechu pomyliłam Twój nick, pardon :-)
            Klara
      • thistle Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 11:12
        Yogi - jesteś dla mnie Misiem o Bardzo Dużym Rozumku.
        Choć rozumiem,ze nabycie takiego doświadczenia moze być bolesne.
        My respect.
      • socata Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 13:01
        yogi.net napisał:

        > Robiąc drugiej osobie niejako łąskę sami zmuszami się
        > do czegoś na co nie mamy ochoty. Po pierwsze Obydwie strony na tym tracą.
        > Tracą swą godność, zachwiany jest wzajemny szacunek i więź emocjonalna. Więc
        > po co to robić ... By za wszelką cenę łatać coś czego nie da się połatać??
        > Im wcześniej tym lepiej ... poiedzieć sobie prawdę ...

        Jaką prawdę? Że będę się kochać tylko wtedy, jak JA będę miał/miała na to
        ochotę? OK, tylko co dalej? Czy powiedzenie takiej prawdy rozwiązuje problem co
        do różnic w oczekiwanej częstotliwości zbliżeń? Moim zdaniem nie rozwiązuje a
        sprawa wcale nie jest taka prosta. Z jednej strony niby słuszne są argumenty
        typu "przecież nie będę się zmuszać", "mam to robić wbrew sobie?" ale z drugiej
        strony jest czyjeś niezaspokojenie i frustracja. Uważasz, że jeśli druga strona
        prosi a czasami wręcz żebrze o seks nie traci swojej godności a wzajemny
        szacunek i więź emocjonalna nie zostają zachwiane?
    • sweetty Nieświadomość 15.11.06, 13:26
      Witam
      Nie dopatrzyłem się na forum, aby ktokolwiek z wypowiadających się powołał/a
      się na kodeks rodzinny, który ten problem reguluje prawnie. Otóż małżonek/ka
      mają prawo i obowiązek współżycia (nie mylić z gwałtem!), tak samo jak działać
      wspólnie dla dobra rodziny.

      Teraz o sobie: Po paru latach małżeństwa moja żona stwierdziła, że jej seks
      jest już niepotrzebny (jak się okazało w tym czasie flirtowała z pewnym
      gościem) ale rachunki to tak, ja mam nadal na nie pracować i je płacić. Więc
      gryzłem się tym trochę. A teraz znalazłem rozwiązanie: skoro moja żona nie chce
      (teraz już chce ale ja nie chcę) to ja wydaje moje ciężko zarobione pieniążki
      na inne kobiety, które spełnią to, czego pragnę :-)
      Abstrahując - zawierając małżeństwo każda ze stron zobowiązuje się m.in. do
      współżycia i potem miganie się od tego to zwykłe oszukiwanie partnera/ki (wtedy
      zwolnijcie partnera/ki z obowiązku dochowania wierności).
      pozdrawiam wszystkich stawiających czoła problemom małżeńskim (ja długo się
      starałem a teraz mam to gdzieś, żona(jeszcze) egoistka może kiedyś doceni)
      • mreck Re: Nieświadomość 15.11.06, 14:15
        głos rozsądku.
    • sagittka Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 15:25
      mreck napisał:
      > ale poczucie obowiązku
      > zaspokojenia fizycznych potrzeb wtedy gdy mi sie akurat nie chce jest pojeciem
      > z zakresu poczucia przyzwoitości i ofiarowania siebie drugiemu człowiekowi, a
      > wiec wyrazem miłości.
      > no cóż mi tez sie czasem nie chce, a jednak robie to...

      A jak ci się nie chce pozmywać, zrobić zakupy, odrobić lekcje z dzieckiem itp,
      to też to robisz?
      Jesli tak, to myślę, że mądra żona też podobnie podejdzie do sprawy.

      Obowiązków małżeńskich i rodzinnych jest naprawdę sporo i kobiety zazwyczaj
      widzą je ogółem razem, wiec jeśli Jaśnie Pan nie spełnia żadnych obowiązków
      domowych, to kobieta czująca się jak służąca może choć na tym jednym polu
      pokazać przewagę (złudną co prawda i tylko na krótką metę), czego oczywiście nie
      pochwalam, ale co często ma miejsce.
      • mreck Re: obowiazek małżeński 15.11.06, 15:52
        och te kobiety.
        jak bardzo stereotypowo podeszłas. jeszcze dodaj, ze on ją leje i słucha czy
        równo puchnie.
        • sagittka Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 08:59
          Ja nie podchodzę stereotypowo, bo mój związek wychodzi poza takie stereotypy i
          wyraźnie napisałam, że to co opisywałam nie podoba mi się.

          Napisałam to, bo tak jednak jest często, nawet ostatnio był taki wątek, w którym
          młoda mężatka pisze, że mąż nie interesuje się domem, jej sprawami , zaczyna się
          interesować dopiero wieczorem, wiadomo czym.

          Myślę, że jeśli jak piszesz, facet bije, to jest to znacznie mniej częste niż
          olewanie rodzinnych obowiązków, za to pamiętanie o tym jednym, o którym mowa w
          tym wątku.

          Czy to stereotypy? Nawet na tym forum widzę, że to rzeczywistość, stąd taki głos
          w tej dyskusji.
          • maripel Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 10:19
            sagittka napisała:
            > Ja nie podchodzę stereotypowo, bo mój związek wychodzi poza takie stereotypy

            Tym tylko potwierdzasz stereotypowosc.
            Tak, tak to co robisz jest takie inne (czytaj:lepsze) niz u innych.
            Jestem taka madra a nie doceniona przez szefa, nie podziwiana przez znajomych
            itp, itd.

            Tu chodzi bardziej o brak, deficyt sexu dla jednej ze stron.
            I odpowiedz na pytanie czy robic sex z obowiazku lub milosci,
            a nie tylko przyjemnosci wlasnej.
            I co zrobic jak sie nie dostaje sexu z obowiazku lub milosci.

            Szukanie przyczyn w zmeczeniu codziennymi obowiazkami jest glupie.
            Kobiety nie robcie obiadu (sa przciez restauracje), zamowcie sprzatanie u
            studentek (brzydkich), daj ciuchy do prania i prasowania a z sexu nie
            rezygnujcie.
            Lepiej kupic obiad i zaplacic za pralnie niz za sex.
            A jak Facet powie ze drogo to niech wiecej zarobi,
            albo sam sie wezmie do roboty w domu.

            • thistle Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 10:48
              Lepiej kupic obiad i zaplacic za pralnie niz za sex.
              > A jak Facet powie ze drogo to niech wiecej zarobi,
              > albo sam sie wezmie do roboty w domu.
              >


              To jest dobry pomysł, tyle,że (obstawiam) w 7 przypadkach na 10 po takim
              dictum polski żonkoś uniesie się honorem,obrazi - i NIC nie zrobi. Głównie z
              czystej nieświadomosci - czesto mężczyżni nie zdają sobie sprawy z ponoszonych
              przez żonę wysiłków (nie wnikam w celowosć tych wysiłków,to inna bajka) i
              konieczność pomocy w dbaniu o dom wydaje im się jakąś fanaberią. Otoczenie ich
              w tym jeszcze utwierdza. (dla mojej Teściowej, choć to naprawdę fajna kobieta,
              meżczyzna myjący okna jest czymś na kształt męczennika). Żona to żona,więc ma
              obowiazek wyrobić ze WSZYSTKIM, a próby zmiany takiego podejścia , choćby nawet
              niewinne zamawianie jedzenia do domu zamiast garowania w kuchni, grozi
              uzyskaniem miana zajadłej feministki;)
              • mreck Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 12:50
                thistle, i ty i sagitka stosujecie sofistykę, to nie jest dyskusja jaka zła
                jest twoja tesciowa, ale nieco inna dyskusja.
                sagitka: z faktu, ze jest wiele takich rodzin nie wynika, ze w małżenstwie nie
                istnieje pojęcie wierności. Nie wynika też seks w nagrode albo za karę.
                wynika jednakże dbanie o potrzeby partnera. takze te seksualne.
                albo instytucja małżeństwa jest do d.

                jak dorośniecie to stwierdzicie ze i swieta mazna spędzić przy niewymytych
                oknach. byle sie choinka paliła w sercach.
                bo jak facet jest zapracowany i znosi kasę to niby moze zwolnić i nikt mu nie
                każe. a jak kobieta wlecze siaty to co? meczenica matka-polka?
                niech tez zwolni.
                • thistle Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 13:17
                  hmmm, sofistyka? ja myślałam, ze się tylko szczegółów czepiam;)
                  dyskusja faktycznie odbiegła nieco od tematu, niemniej odniosłam się jedynie
                  do fragmentu wypowiedzi poprzednika.

                  bo jak facet jest zapracowany i znosi kasę to niby moze zwolnić i nikt mu nie
                  > każe. a jak kobieta wlecze siaty to co? meczenica matka-polka?
                  > niech tez zwolni

                  ależ oczywiście :)
                  (stąd mój nawias o CELOWOŚCI wypruwania sobie flaków nad ogniskiem domowym).
                  Zwróciłam jedynie uwagęna potencjalne konseksencje takiego postępowania. W
                  miejscowościach, gdzie nie ma jak zamówić jadła na wynos i nie ma firm
                  sprzątających studentami/studentkami - czyli w ogromnej wiekszości
                  małomiasteczkowo/wiejskiej rzeczywistosci ludzi nie obchodzą problemy łózkowe
                  bliźnich(chyba, że jest to skandalik, wtedy nawet baaardzo)a umyte okna i inne
                  pierdoły określają człowieka w oczach innych. Nikt tam nie uczy dziewczynek:
                  udane pozycie jest ważne, i dla ciebie, i dla niego, chrzań kurz pod łóżkiem i
                  za szafą i idź do fryzjera się odpreżyć. Uczą: Jak nie zadbasz o swego męza i
                  nie POŚWIECISZ się rodzinie będziesz odrzucona. Zostaniesz starą
                  panną,feministką i spalisz swój stanik(o ile mreck ci go nie wyżuci wcześniej;)
                  Właśnie w tonie martrologicznym. Chłopcy wyrastają na kolanach umordowanych
                  mamuś , a potem tego samego oczekują od małżonek + seks, również z poświęcenia.
                  I tak pojęcie obowiazku małzenskiego i poswiecenia dla dobra rodziny mieszają
                  sie w dosć parszywym tygielku, szkodzac kolejnym pokoleniom

                  albo instytucja małżeństwa jest do d.


                  ależ jest!!!. zupełnie jak demokracja wg. Winstona Ch.
                • sagittka Re: mreck 16.11.06, 17:53
                  > sagitka: z faktu, ze jest wiele takich rodzin nie wynika, ze w małżenstwie nie
                  > istnieje pojęcie wierności. Nie wynika też seks w nagrode albo za karę.
                  > wynika jednakże dbanie o potrzeby partnera. takze te seksualne.
                  > albo instytucja małżeństwa jest do d.

                  O wierności nic nie pisałam. Co do reszty, to masz rację, dla wielu ludzi
                  małżeństwo jest do d... bo okazuje się, że nawzajem nie dbają o potrzeby
                  partnera, a seks mają w nagrodę. Tak właśnie jest, ale ja nie napisałam, że tak
                  powinno być, bo faceci sobie na to zasłużyli traktując żony jak służące.
                  Wyraźnie napisałam, ze to nie jest OK. (ale jest to częste i temu nie zaprzeczysz).

                  > jak dorośniecie to stwierdzicie ze i swieta mazna spędzić przy niewymytych
                  > oknach. byle sie choinka paliła w sercach.

                  Akurat nie do mnie te rady, bo nie musiałam do tego dorastać, od razu we własnym
                  domu wprowadziłam takie zasady.

                  > bo jak facet jest zapracowany i znosi kasę to niby moze zwolnić i nikt mu nie
                  > każe. a jak kobieta wlecze siaty to co? meczenica matka-polka?
                  > niech tez zwolni

                  Tu niestety każdy ma własną granicę, ile naparwdę musi, a ile chce. Jesli ta
                  matka polka co tydzień pierze firanki, to może faktycznie robi z siebie
                  męczennicę, bo mąż i dzieci pewnie nawet nie zauważą jej wysiłków, ale jeśli
                  dźwiga siaty żeby nakarmić swoją rodzinę, to wybacz, należy jej się szacunek i
                  podziw.
              • maripel Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 13:33
                (dla mojej Teściowej, choć to naprawdę fajna kobieta,
                > meżczyzna myjący okna jest czymś na kształt męczennika).

                To zapytaj sie skoro to taka rowna babka, czy synus meczacy swoja szabelke
                raczka w lazience, bo zonka wlasnie padla od mycia okien,
                jest zajeciem prawdziwego mezczyzny-rycerza-zdobywcy.

                • thistle Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 14:18
                  Oh,nie muszę, jej synuś łazienkę szoruje, bo właśnie skończył z oknami;)

                  Teściówka jest fajna min. dlatego, że nie odrzuca w czambuł wszystkiego co dla
                  niej niezrozumiałe. Niemniej sama raczej dostanie zapalenia płuc, niz każe
                  Ślubnemu pomachać szmatą. Ale to JEJ wybór, a raczej sposób, w jaki ją
                  wychowano.
                  • maripel Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 14:33
                    thistle napisała:
                    > Oh,nie muszę, jej synuś łazienkę szoruje, bo właśnie skończył z oknami

                    No nic Ci juz nie pozostaje tylko po takim dniu powiedziec mu wieczorem:
                    "Wiesz taka zmeczona jestem i glowa mnie boli."
                    • thistle Re: obowiazek małżeński 16.11.06, 14:45
                      No nic Ci juz nie pozostaje tylko po takim dniu powiedziec mu wieczorem:
                      > "Wiesz taka zmeczona jestem i glowa mnie boli."

                      Nie, cześciej mówię "Trzecia dokładka padlinki przed snem nie poprawi ci
                      figury, ta sałatka w lodówce jest naprawdę jadalna"


                      (a jak mnie głowa boli to widać z daleka - migrena- i nikomy nie życzę takich
                      atrakcji)
            • sagittka Re: maripiel 16.11.06, 17:38
              > Tak, tak to co robisz jest takie inne (czytaj:lepsze) niz u innych.
              > Jestem taka madra a nie doceniona przez szefa, nie podziwiana przez znajomych
              > itp, itd.

              A skąd u licha taki pomysł? Ja nie prezentuję takiej postawy i naprawdę nie
              miałeś szans wyczytać tego, z moich postów.
              Owszem, zaznaczyłam, ze to co opisałam mnie nie dotyczy w 100%, ale uważam, że
              żeby brać udział w dyskusji nie trzeba opisywac tylko siebie, można się odnieść
              do większośći, nawet stereotypowej.

              > Szukanie przyczyn w zmeczeniu codziennymi obowiazkami jest glupie.

              Akurat nie głupie, tylko logiczne. Jesteśmy wszyscy zmęczeni głównie pracą,
              obowiązkami domowymi, a nie hobby i przyjemnościami. Kwestia tylko, czy
              wszystkie te obowiązki są konieczne, a to zależy dla kogo.

              > Kobiety nie robcie obiadu (sa przciez restauracje), zamowcie sprzatanie u
              > studentek (brzydkich), daj ciuchy do prania i prasowania a z sexu nie
              > rezygnujcie.

              W weekend jadamy poza domem, mieszkanie sprząta zatrudniona pani, z seksu nie
              rezygnuję.

              > Lepiej kupic obiad i zaplacic za pralnie niz za sex.

              Tylko niektórzy mają wybór, czy kupić obiad i pralnię, czy zapłacić czynsz lub
              kupić dziecku buty. W takich wypadkach, to zazwyczaj na kobietę spada
              prowadzenie domu i wszelkie prace z tym związane.

              • mreck Re: maripiel 17.11.06, 09:40
                konie dyskusji. ogłaszam rozejm. ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka