Dodaj do ulubionych

wstydzę sie okrutnie, ale...

27.11.06, 17:35
Mili Forumowicze.
Może u Was znajdę pociechę lub rozwiazanie problemu, który mnie dręczy.
Mam...cudownego męża. Nie pije, nie bije, spędza ze mna czas, nie ma kumpli,
czasem obejrzy mecz, przytula mnie, kocha i szanuje....i.....na tym sie
kończy. Mam ponad 30 lat, dorosłam do posiadania dziecka. Kiedy zaczeliśmy o
tym mówić usmiechał się ciepło, ale odwracał wieczorem plecami. Nasz seks
nigdy nie był imponujący. Był czas kiedy wystarczała mi Jego obecność, opieka
i pełne poświęcenie. Dziś mam wrażenie, że jednak coś tracę. Kiedy zaczełam
naciskać na temat usłyszałam, że oczywiście on też pragnie potomka i że ten
temat nie jest mu obojetny. I koniec.
Nie jestem kobietą niesmaczną, czy brzydką. Miałam kilka sympatii, dla mojego
obecnego Meża rzuciłam kogoś, kto bardzo mnie kochał...widze tez, że
mezczyźni rzucaja na mnie okiem, więc nie jest to chyba objaw jakiegoś
obrzydzenia moja osobą. Najgorszy jest fakt, że kiedy zaczynam mówić o
macieżyństwie, o seksie słyszę "ależ kochanie, nie rób problemu, kazda para
ma swój rytm, przeciez wiesz jak bardzo cie kocham i jak bardzo pragne
twojego szcześcia..." a później znowu nadchodzi wieczór i zasypiamy pod
swoimi kołdrami....Myślałam już o rozwodzie. Ale co powiem w sadzie? Kocham
go, on kocha mnie ale sie rozwodzimy? To bez sensu. Czy ktoś z Was miał
podobna sytuację? Napiszcie coś proszę, bo udręczona gubię się w domysłach. O
co może tu chodzić?
Obserwuj wątek
    • gomory Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 17:53
      Moze Cie traktuje nie do konca powaznie?
      - Jaaaasne kochanie, maluszek do byloby dopelnienie naszego szczescia - i
      dodaje w myslach - jak tylko kupimy Lexus'a i znudzi mi sie komputer. Zreszta
      po co mi drugie dziecko, przeciez jedno juz mam. Opiekuje sie moim anurkiem,
      troszcze, spedzam z nia czas, nie awanturuje sie i nie molestuje seksualnie.
      • anurek Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 18:22
        wiesz, to ciekawa myśl, może on uważa, że ma już jedno dziecko. Kurczę ale
        DLACZEGO?
        Dla sprostowania dodam, że nie jestem też jakaś rozpieszczona paniusią z
        yorkiem pod pachą. Jesteśmy zwykłym małżeństwem na tzw. dorobku...
        • trixie2 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 18:40
          Czy ktos miał podobną sytuację?
          Miał.
          Dziesięć lat później jest dramat. Z niejasnego braku zrobiła się tragedia, a
          potem jak po równi pochyłej rzeczy dużego kalibru, do kłótni, kompletnej
          pustki, braku szacunku, pretensji, nerwicy, różnic we wszystkim i depresji.

          Życzę ci, żeby u ciebie było inaczej.
          • anula36 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 19:22
            a maz jest w ogole zdolny do wspolzycia? Bo ja z tego postu rozumiem ze w
            ogole nie uprawiacie seksu.
            Nie rozmawialiscie o posiadaniu dzieci przed slubem? Jesli jest niezdolny do
            wspolzycia czy odmawia wspozycia czy posiadania dziecka to jest powod do
            rozwodu, a nawet uniewaznienia malzestwa koscielnego - jesli to zatail.
            Trzeba dzialac bo po 4-tce moze byc troche trudno zmienic na lepszy model
            pragnacy dzieci.
            A czemu w zasadzie zamienilas kogos kto cie bardzo kochal na takie cieple
            kluchy??
            • anurek Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 20:11
              no....właściwie prawie nie uprawiamy (ostatnio w ogóle). Maż jest zdolny do
              współżycia. Jeśli chodzi o aspekt fizyczny. O dzieciach rozmawialiśmy, ale
              wtedy to były jeszcze odległe plany (jesteśmy małżeństwem 7 lat).
              A tamten....no cóż. Nie kochałam go, to był taki bardziej przyjacielski układ
              (z mojej strony). A w moim meżu bardzo sie zakochałam....wrecz zaślepiłam....
              • prosty_facet Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 21:52
                Facet po prostu boi się mieć dzieci - większość tak ma - wiem co mówię .... Z
                tego strachu (a jak ty naciskasz to czuje się jak zaszczutu pies) będzie unikał
                sexu. Przestań gadać o dziecku. Po prostu spróbuj zacząć się z nim kochać -
                tylko zabezpieczeń nie używaj :-)
                • anula36 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 22:08
                  zeby tylko tatus kiedys dziecku nie wypomnial ze gdyby go mamusia nie wrobila
                  nie musialby sie tak meczyc.
                  W sumie nie wiem jakie jest dobre rozwiazanie tego problemu - ja bym chyba
                  poszukala lepszego materialu na ojca dla dziecka.Jesli bedzie tak uciekal od
                  samego dziecka jak od mysli o nim to w sumie prawie tak jak byc samotna matka.
    • gacusia1 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 22:44
      Gejem pewnie jest...
      • anula36 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 27.11.06, 22:58
        taaa jasne...
        Homoseksulalisci akurat bardzo lubia dzieci i czesto sobie takiez funduja w
        malzenstwie ( jesli juz w nie wejda), czesto wiaza sie z kobietami z
        dzieckiem.Oczywiscie wszyscy ci ktorzy chca ukryc swoja orientacje przed
        spoleczenstwem.
        • gacusia1 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 01:41
          Oj,to chyba niewiele wiesz o gejach...i o zyciu...Znam OSOBISCIE 3 gejow,ktorzy
          splodzili po dwoje dzieci i...rozwiedli sie po latach(jeden po 15).
          • prosty_facet Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 10:11
            To nie byli geye tylko biseksualiści
          • anula36 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 10:29
            no jak splodzili to chyba jednak lubia dzieci:P
    • scholastyka9 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 11:34
      Tak czytam ten watek i zauwazylam ze u nas jest podobnie,natomiast jest jedna
      roznica,mamy juz dziecko. Dokladnie tak samo.Moj maz nie chodzi nigdzie spedza
      z nami mnostwo czasu,natomiast gdy kladziemy sie do lozka,przytula i mowi ze
      kocha badzo i na tym sie konczy( czasem czuje jego wzwod,ale on nic nie robi
      dalej)tuli mocno i szybciutko zasypia.Wczesnie pisalam na forum o moim
      poblemie,poprawilo sie co nieco,raz jest lepiej potem znow gorzej i tak w
      kolko. Dla mnie to jest bez sensu. Rozmawiam z nim o tym lecz on nie widzi
      problemu. Mam ochote mu wykrzyczec :potrzebuje mezczyzny zeby wlazl na mnie i
      kochal sie ze mna!!!!!!Pisze tak poniewaz jak sie kochamy to zazwyczaj ja
      jestem na nim lub na boku na lezaco od tylu(mam juz dosc)
      • mreck Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 14:11
        jeszcze przywal mu, ze nie umie wkrecic zarowki. (watek z kawałami polecam) :)))
        a na powaznie to zawsze któras strona mna ochote na cos wiecej a czsem nie ma
        ochoty. scholastyko, nie obrax się ale czy kiedys nie było tak, ze ty tez nie
        przejawiałaś inicjatywy? a zrobiłaś mu kiedys "dobrze" jak spał? czy tylko
        czekasz az on sie wiźmie do roboty?
        jak mu tak dobrze, a tobie xle to chyba nie ma co sie dziwić, ze on utrwala ten
        układ. zwykle strona niezadowola podejmuje działąnia.
        wiem jestem teraz taki madry, a kiedys sam nie umiałem. jednak w zyciu trzeba
        byc chamem by brac ci sie nalezy.
      • prosty_facet Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 21:03
        scholastyka9 napisała:

        > mowi ze kocha badzo i na tym sie konczy( czasem czuje jego wzwod,ale on nic
        nie robi dalej)tuli mocno i szybciutko zasypia.

        Jak czujesz jego wzwód to czemu TY nic nie robisz ???? Jak się do Ciebie
        przytula ze wzwodem to jest to jawna propozycja. Brak twojej reakcji oznacza,że
        ma sobie dać spokój... To zasypia - proste :-)
    • scholastyka9 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 14:53
      No wlasnie,zawsze z mojej stony byl pierwszy krok(zawsze moja inicjatywa)Gdy by
      nie to,to seksu by nie bylo w ogole.A raz mnie odtracił.Pzez sen ,owszem,
      prawie spal jak za zwyczaj, gdy sie do niego dobralam bo sam sie nie domysli.
      (kurcze, jakie to upokarzajace, ze trzeba prosic sie o seksik)
      • mreck Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 15:12
        a wiesz, z moja byłą żona tez tak było. byłem wkurzony, ze sie do mnie dobiera
        tuz przed snem. znaczy tak: miałem taki zawodowy okres w zyciu gdzie zasuwałem
        kilka lat po 16 godzin w strasznie stresujacych warunkach, szef - totalny
        kretyn z tych co zarzadzaja przez stres.
        dla tych remnotów i firanek. ;)))
        nie spałem po kilka dni, ale moja rodzina nie umiała uszanować tego, ze czasem
        zdarzyło mi sie zasnąć. kładłem sie o 22 i zasypiałem. o 23 przychodziła zona.
        bzyk, bzyk. a potem ona spi, a ja oczy szeroko otwarte do rana.
        i potem kolejnych pięc nocy.
        załapałem ostra postać depresji. przez całe noce myslałem o samobójstwie.
        obarczyła mnie całą odpowiedzialnoscia a strone materialna. a potem jeszcze
        poszła na studia. zaoczne. razem ze starsza córka. dwie studiujace zaocznie
        osoby. remont rudery, dwa etaty, 10 pierwszych lat bez seksu, bo sie brzydzi
        złapać męża za fujare. drugie dziesięć sie jej odkreca, bo ja jakis koleś z
        pracy przeleciał. chrapie,łysieje, i pierdzi pod kołdrą.
        i mówi: kochanie ale ten płotek to zrobimy z kutego materiału. 80 merów płtu, z
        wiazdem za 25 tysiecy. a mąż lezy i mysli czy sie powiesić, czy skoczyć z 10
        pietra.
        yak scholastyko to ja jestem ten zdrajca co poszedł na lewiznę. bo mu sie
        odmiany zachciało.
        i pewnie wróciłbym gdyby tylko zagwizdała.
        • prosty_facet Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 21:10
          Współczuję mreck.... Moja poszła na studia podyplomowe :-) I cały czas ciśnie na
          budowę domu. A od trzech lat jest na urlopie bezpłatnym .... Tylko z sexem
          jeszcze jej sie nie odwidziało i wciąz jestem w tych pierwszych 10 latach :-)
          Tylko ja podchodzę do tego z trochę wiekszym humorem, choć czasami też sie
          denerwuję jak kasy brakuje :-)
          • jenifer1 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 21:29
            Kurcze chłopaki macie przerąbane;)Ale ja też jak autorka tegoż wątku nie mam z
            górki, tylko raczej wręcz przeciwnie;).To ja myślę(w sumie pracuję całymi
            dniami) o finansach, ja "kombinuję" abyśmy mieli dziecko.... W sumie to chyba
            pomaga mi ogólny optymizm i motto- co komu pisane, to go nie minie. Pewnych
            spraw, rzeczy się nie przeskoczy;)
            • prosty_facet Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 28.11.06, 22:16
              Jeni starasz się o dziecko ???? Z facetem co nie ma ochoty ?
              Nie rób tego proszę Cię :-(
              • jenifer1 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 29.11.06, 08:08
                Nie chodzi o to, że nie ma- po ponad piętnastu latach znajomości zdaje sobie
                sprawę, że choćbym była miss świata i tak, to już nie to! To po pierwsze. Po
                drugie od ponad roku ma problemy zdrowotne i tego już nie przeskoczymy- w sumie
                nie jego wina, ale... Gdyby się udał do lekarza jak należy mielibyśmy to już
                dawno za sobą, no niestety...Tak się oboje męczymy i potrwa to jeszcze z pół
                roku:-(
      • natka305 Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 29.11.06, 08:17
        scholastyka9 napisała:

        > No wlasnie,zawsze z mojej stony byl pierwszy krok(zawsze moja inicjatywa)Gdy
        by
        >
        > nie to,to seksu by nie bylo w ogole.A raz mnie odtracił.Pzez sen ,owszem,
        > prawie spal jak za zwyczaj, gdy sie do niego dobralam bo sam sie nie domysli.
        > (kurcze, jakie to upokarzajace, ze trzeba prosic sie o seksik)
        witaj.skorzystaj z rad doświadczonej i sprawdż go... u mnie też tak było i co
        wyszło.nasze relacje też były ok.ale tak samo się zaczeło po roku okazało-że
        mąż miał 2 kochanki na boku. wiem,że każdy przypadek jest inny ale nie lekceważ
        tego tylko zacznij działać ,pozdrawiam
    • metokard Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 04.12.06, 11:51
      witam, nie mam zadnej swietnej rady, ale dwie rzeczy w twoim poscie zwrocily moja uwage:

      > Nie pije, nie bije, spędza ze mna czas, nie ma kumpli

      czy naprawde uwazasz ze fakt, ze maz nie ma kumpli to jego zaleta? dla mnie byloby bardzo
      alarmujace, gdyby partner nie mial znajomych, albo wylaczyl ich ze swojego zycia po zwiazaniu sie ze
      mna. mysle, ze wazne jest, by kazdy mial swoich przyjaciol, swoje zainteresowania, niezaleznosc i
      swoja odrebnosc. czyli jakis margines czasu i przestrzeni tylko dla siebie.

      > Był czas kiedy wystarczała mi Jego obecność, opieka
      > i pełne poświęcenie.

      pelne poswiecenie? milosc, szacunek, przyjazn ok, ale "pelne poswiecenie"? mi sie to kojarzy po prostu
      zle. jesli rzeczywiscie oczekiwalas pelnego poswiecenia, to byc moze maz poczul sie stlamszony i
      stracil zainteresowanie seksem. tak jak ktos napisal: po co mu drugie dziecko, skoro jedno juz ma? ;)
      • anurek Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 04.12.06, 18:43
        Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi.

        Metokard, masz rację. dziś widze, że to, że wokół niego panowała pustka mogło
        być sygnałem alarmującym.
        A z tym drugim dzieckiem...to moze być jakis problem. Faktycznie ułozyliśmy
        sobie stosunki tak trochę w relacji ojciec-córka...
        wyszło tak dlatego, że kiedy sie poznalismy ja chorowąłam na depresję i inne
        przypadłości. Wyszłam z tego, ale układ wciąż trwa...ciężko to zmieniać.
        • anurek Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 04.12.06, 18:44
          aha, zapomniałam dopisać, że to jego "pełne poświęcenie" wynikało z mojej
          choroby i tego, że w pewnym sensie poświecił sie dla mnie.
          • metokard Re: wstydzę sie okrutnie, ale... 04.12.06, 22:08
            rozumiem. ale uwierz mi, ze z takiego troche nierownego ukladu mozna wybrnac.
            wystarczy dostrzec problem i wprowadzac po trochu wiecej rownowagi. rozumiem,
            ze ty juz czujesz sie lepiej. mozesz pokazac troche swojej niezaleznosci,
            jednoczesnie jemu dajac wiecej przestrzeni. dawac do zrozumienia, ze jest dla
            ciebie bardziej mezczyzna niz opiekunem. pogadac o tym. zycze powodzenia.
    • ambx "To po cholerę się żeniłeś?" 04.12.06, 19:05
      Anurku, nie wstydź się, tylko wywal mu prosto w gębę: Małżeństwo zawiera się po
      to by wspólnie wychować dzieci. Tatą można zostać w podeszłym wieku, mamą -
      najpóźniej w twoim. Jeśl i weźmie się do dzieła - wasze potomstwo pokończy
      fakultety i usamodzielni życiowo, gdy będziecie się wybierać na emeryturę.
      Powiedz, że jesteś zdesperowana i gotowa pozyskać materiał genetyczny od
      jakiegoś dorodnego "honorowego dawcy". Pasuje mu tak?
      • klaris29 Re: "To po cholerę się żeniłeś?" 05.12.06, 17:09
        ambx napisał:

        Tatą można zostać w podeszłym wieku, mamą -
        > najpóźniej w twoim

        Najnowsze badania wykazały, że wiek mężczyzny ma również duzy wpływ na "jakość"
        potomstwa. Im starszy facet, tym większe ryzyko dla dziecka. :-)
        Klara
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka