na_drugie_mam_ewa
28.03.07, 20:02
Witam wszystkich na tym forum, przede wszystkim te osoby, których wypowiedzi
na różnych wątkach podziałały na mnie pokrzepiająco... nie dosyć jednak, stąd
mój post osobisty. Nie wiem co mam z sobą zrobić, nie wiem na dzień
dzisiejszy jak odgonić precz od siebie stado myśli bardzo negatywnych w
stosunku do osoby którą pokochałam bardzo mocno 2 lata temu. Po dwóch latach
znajomości "poczętej" przez internet, po parokrotnym spotkaniu w realu, po
milionach godzin spędzonych wspólnie przed monitorem bo ja jestem tu a On za
granicą jeszcze... po wyklarowaniu się Jego sytuacji osobistej z byłą
partnerką... po naszych rozmowach o wspólnej przyszłości, po Jego
przeprowadzce do nowego mieszkania... po mojej decyzji o kupieniu biletu aby
Go odwiedzić i coś faktycznie razem zrobić, choćby poustawiać meble razem ...
powiedziałam Mu pare dni temu , że czuję się jakbym jechała aby tam wkrótce
umrzeć :((( Po dwóch latach psychicznego wspierania Go w trudnych chwilach,
stresie niesamowitym związanym z Jego ex i walką o kontakt z dzieckiem które
mają razem... czuję po prostu ogromny strach od jakiegoś czasu... to nie jest
strach przed emigracją, wiem, że to strach przed Nim :(Poznałam Go z różnych
stron, on poznał mnie tak samo, żadne z nas nie jest ideałem, ma swoje
schizy, lęki, lepsze i o wiele gorsze dni.. wspieraliśmy sie od początku. Ale
po dwóch latach dotarło do mnie, że przyjmowałam na siebie Jego problemy
chyba za mocno, za głęboko :( Czuję się tak rozchwiana emocjonalnie jak nigdy
przedtem i doszło do tego, że boję się Jego pytania : Jak się czujesz? Boję
się rozmawiać o sobie i moich psychicznych obawach zwłaszcza po tym jak się
na mnie zirytował ostatnio, że przecież nie mam okresu teraz :( Bardzo mnie
to zabolało, zamknęłam się w sobie i zamieniłam w kobietę - fontannę. Płacz
przynosi mi zmęczenie przynajmniej dzięki któremu mam mocny sen i moje
straszne myśli sa daleko. Ale ile można spać :(
Jest mi bardzo smutno wiecie, jakoś nie mam teraz do kogo się zwrócić o radę
czy dobre słowo... po prostu nikt nie wie co się naprawdę ze mną dzieje :(