Dodaj do ulubionych

czy warto zawsze byc szczerym w związku ???

05.11.07, 14:56
Mam problem, głowię się nad tym od dwóch tygodni i tylko mnie głowa rozbolała
i nic nie wymyśliłem. Dlatego potrzebuję opinii osób trzecich.

O co chodzi.
Umówiłem się na kawę w koleżanką z dawnych lat. Nie widzieliśmy się dobrych
kilkanaście lat. Jakoś tak przez znajomych wyszło, że się skontaktowaliśmy ze
sobą i ona będzie w moim mieście niedługo. Czasu będzie niewiele, może raptem
ze dwie godziny na wspólne pogadanie, bo wcześniej jest na jakimś szkoleniu a
później ma bilet powrotny do domu (drugi koniec Polski).

Problemem nie jest to czy mam się z nią spotkac. Spotkam się z nią, bo to
bardzo dobra znajoma, i bardzo ja lubię. Problemem jest czy powiedzieć o tym
żonie.
Wiem, zaraz część z was tutaj mi wypisze, "chłopie co ty gadasz,
jesteś facet, poza tym gdzie zaufanie w związku".

Pewnie i będą mieli racje w pewnym sensie. Jednak fakty są takie. Żona jest o
mnie cholernie zazdrosna, a już o moje byłe koleżanki to w szczególności. Z
niniejszą znajomą chciałem się spotkać kilka miesięcy temu, razem we czwórkę,
bo ona mężatka i w dodatku z dziećmi. Zaprosiła nas (mnie i żonę) do siebie na
przysłowiową kawę. Tak żeby pogadać i powspominać stare dobrze czasy. W
przszłości fakt, podkochiwałem się w niej (z wzajemnością :D) ale to było
wieki temu i teraz oboje sie z tego śmiejemy.
Żona jednak tak się zawzięła, okazało się, że nie wiedzieć czemu ma na nią
alergię no i w końcu do spotkania nie doszło. Jaki miałem przy tym ból głowy,
nie wspomnę, całość musiałem odwołać, bo żona sie uprała że on nie pójdzie i
koniec. Kiedyś w przeszłości też się uparła tak na jedną inną, moją znajomą.
Inne tolerowała ale jak sobie jakąś zakodowała to koniec i kropka. Zakaz
jakichkolwiek kontaktów, i nie mam szans by cokolwiek przetłumaczyć.

Tak się teraz zastanawiam. Na spotkanie i tak pójdę, tyle wiem. Natomiast mam
do wyboru. Powiedzieć być szczerym i ponieść pełną tego konsekwencję, czy może
dla świętego spokoju odpuścić sobie.

Czy warto być szczerym ??? Nie uważacie że czasami nadmiar wiedzy bywa
szkodliwy ??? Przecież ona przyjedzie i pojedzie i następny raz nie wiadomo
kiedy się zobaczymy i czy w ogóle. A tak ... czeka mnie na pewno kilkugodzinna
rozmowa wychowawcza z tłumaczenie dlaczego, gdzie, po co ?? i tak dalej.

Pewnie wiele z was złapie się za głowę i napisze, że żona to jakaś histeryczka
i tak sie w ogóle żyć nie da. Jednak dodam że sam dałem jej ostatnio kilka
powodów do bycia zazdrosną o mnie, do nie ufania mi do końca, bo nie dalej jak
ze 2-3 miesiące temu chciałem od niej odejść. Może jednak lepiej poczekać z
tym budowaniem pełnej szczerości w związku na następny raz i na mniej
kontrowersyjną okoliczność ??? Już wiem jak raz zareagowała na nią, więc
reakcji moge sie spodziewać.

Zawsze zazdrościłem takiego pełnego zaufania w związkach choć nie ukrywam, że
jest to dla mnie również pewnego rodzaju idiotyzm, ale o tym innym razem.

Zgłupiałem przyznaje... napiszcie coś sensownego :))).
Dzięki z góry :)).
Avide.
Obserwuj wątek
    • pronovia Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 15:27
      Z punktu widzenia żony-średniej-zazdrośnicy powiem ci, że chciałabym
      usłyszeć jednak prawdę. I może nawet z komentarzem: "mówię ci to, bo
      w związku musi być zaufanie, ale jak mi będziesz głowę suszyć, to
      nastepnym razem Ci nic nie powiem".
      Jak już napisałam, jestem zazdrosna i czasem bywam złośliwa na tym
      tle, ale staram się powstrzymywać komentarze, bo jednak ja zawsze
      chciałabym być o tego typu spotkaniach informowana.

      W zesłym roku zdarzyła nam się taka sytuacja, mój mąż ma motor,
      zasadniczo do jazdy po mieście, ale czasem wypuszcza się na dalsze
      wyprawy, ale beze mnie bo ten model ścigacza nie jest zbyt życzliwy
      dla pasażera, a i ja mam stosunek ambiwalentny do motocykla, bo mój
      tata trenował koszykarzy na wózkach po wypadkach motocyklowych i
      trochę się nasłuchałam. No więc mój mąż, jak chciał pojechać na
      motorze na Mazury to wyjechał o 6 rano i nic nie powiedział, do
      myślenia dał mi dopiero widok samochodu spokojnie zaparkowanego
      przed blokiem. I to mnie przekonało, że on i tak będzie robił co
      chce, a jak będę marudzić to tyle zyskam, że nic się o tym nie
      dowiem. Więc staram się nie marudzić...

      Nie wiem, czy ta opowieść jakoś ci pomoże, ale powodzenia w
      główkowaniu :)
      • al9 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 15:34
        a ja bym jednak nie poszedł na spotkanie...
        z 99 % moich byłych rozstawałem się przyjaźnie ale NIE spotykam się
        z nimi.. oczywiście nie liczę wpadania na siebie u znajomych,
        przypadkowo w mieście czy wakacjach...
        ale specjalne spotkanie...
        nie
        po co?
        żeby powspominać stare czasy?
        jakie? z kumplami z wojska czy uczelni można sobie powspominać..
        z byłą dziewczyną możesz powspominac tylko chwile czułości..

        coś Ci da ta wiedza?
        no dobrze..
        Tobie będzie fajnie
        ale aktualnej Partnerce (a pewnie i byłej) w końcu zrobisz
        przykrość...
        nawet jeśli niezamierzoną to ważny jest efekt...
        avide oczywiście zrób co chcesz..
        Pozdr
        al
    • serret Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 15:42
      > Problemem nie jest to czy mam się z nią spotkac. Spotkam się z nią, bo to
      > bardzo dobra znajoma, i bardzo ja lubię. Problemem jest czy powiedzieć o tym
      > żonie.

      Mimo wszystko powiedzieć. Może będzie się żona wkurzać, jednak
      mniej będzie tego wkurzania, niż jakby się kilka dni po fakcie
      o owej kawie dowiedziała. To raz, a dwa, myślę, że prędzej czy
      później taka szczerość procentuje :))

      > Pewnie i będą mieli racje w pewnym sensie. Jednak fakty są takie. Żona jest o
      > mnie cholernie zazdrosna, a już o moje byłe koleżanki to w szczególności.

      To jej powiedz, że jak nie chce iść z Tobą to może iść na kawę
      z koleżanką i usiąśc dwa stoliki dalej. Pójść nie pójdzie
      raczej, ale jeśli jest tak zazdrosna to może przy okazji zakupów
      przejdzie niechcący w okolicy ze 2 razy :))

      > Tak się teraz zastanawiam. Na spotkanie i tak pójdę, tyle wiem. Natomiast mam
      > do wyboru. Powiedzieć być szczerym i ponieść pełną tego konsekwencję, czy może
      > dla świętego spokoju odpuścić sobie.

      Być szczerym, nie mieć z tego powodu wyrzutów. Ewentualnie
      dać żonie do zrozumienia, że jak Ci nie ufa to sorry, ale
      nie będziesz z tego powodu się ze wszystkim dostosowywał.
      Wolność w związku musi być. Nie masz zamiaru robić nic, co
      byłoby nie fair w stosunku do żony? Idź na tą kawę, wypij
      nawet 3 filiżanki i pogadaj sobie :))

      > A tak ... czeka mnie na pewno kilkugodzinna
      > rozmowa wychowawcza z tłumaczenie dlaczego, gdzie, po co ??

      Hola! To ty będziesz ta rozmowę wychowawczą inicjował, czy
      Twoja żona? W obu przypadkach jest ona zbędna, ale ciekawość
      mnie męczy ;)))

      > Zawsze zazdrościłem takiego pełnego zaufania w związkach choć nie ukrywam, że
      > jest to dla mnie również pewnego rodzaju idiotyzm, ale o tym innym razem.

      Wiesz, ufać trzeba, a jak ktoś będzie chciał zdradzić drugą połówkę
      to i tak to zrobi. Dlatego ja nauczyłam mojego zazdrosnego męża, że
      nie po to mu mówię, gdzie idę na piwo/kawę, z kim i na jaką godzinę,
      żeby go zdradzać. Działa. teraz mówię tylko, że wychodzę, a on
      pyta, o której wrócę i czy nie będę zbyt zmęczona, żeby wracać
      autem (sugeruje tym - weź taksówkę, bo jak się zasiedzisz to jeszcze
      pieszego nie zauważysz ;)).
      Mój Mężczyzna na przykład był rozczarowany, że nie byłam o niego
      zazdrosna (nie okazywałam tego wyraźnie). Wytłumaczyłam mu, że
      po co. O poprzedniego faceta byłam "rozsądnie" zazdrosna, a i tak
      puścił mnie z moją bardzo (niegdyś :)) dobrą koleżanką.
      Chociaż czasem się z nim droczę i wypominam żartobliwie każdą
      kobietę, która się do niego uśmiechnęła - odbiera to jako
      zaczepny komplement ;)

      > Zgłupiałem przyznaje... napiszcie coś sensownego :))).
      To idź na tą kawę, kofeina wspomaga myślenie i będziesz mniej
      zgłupiały :))
    • zdzichu-nr1 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 15:43
      Znam doskonale ten typ kobiety, jaki reprezentuje Twoja żona
      (wieloletnie pożycie).

      Wydaje mi się, że wszelkie próby tłumaczenia jak się naprawdę sprawy
      mają, są skazane z góry na porażkę. Żona ma wciąż w głowie Twoje
      wahania (a być może zdradę, nie wiem...) sprzed 2-3 miesięcy. Nie
      łudź się, że otrzymasz od niej teraz kontrolowaną otoczkę wolności -
      ten typ kobiety na odbudowanie mikroskopijengo zaufania potrzebuje
      wg mnie minimum kilkunastu miesięcy.

      Sądzę, że żona jest osobą głęboko empatyczną, która wyczuwa w
      powietrzu rozedrgane męsko-damskie fluidy i wie, że w podglebiu
      Twojej znajomości z koleżanką tlą się jakieś zaprzeszłe fascynacje
      erotyczne. A ponieważ czuje się jeszcze w stanie zagrożenia
      (wspomniane akcje sprzed 2-3 miesiecy, których byłeś inicjatorem),
      to nie chce dopuścić, aby znów pojawiły się jakieś romansowe nuty w
      Twoim zachowaniu. Nie ma mowy, aby żona zmieniła zdanie, choćbyś
      wyłaził ze skóry. Powiem więcej, widzę słabe szanse na zmianę jej
      stanowiska odnośnie owej koleżanki w przyszłości.

      Co robić? Jeśli zależy Ci na tym spotkaniu, zrób to. Ale w
      całkowitej tajemnicy przed żoną i na Boga NIE DAJ SIĘ ZŁAPAĆ, bo
      wtedy wszystko stracone. Żona wytnie Ci taki numer, że się nakryjesz
      nogami. Powodzenia!

      Pozdrawiam Z.


      I to tyleTo jest zaposoba, która I może przejdę od razu do konkretów.

      1. Odbudowanie zaufania żony do Ciebie będzie trwało miesiącami, a
      może nawet parę lat.
    • sunflower30 zawsze? -nie 05.11.07, 15:54
      Avide, sprawa wygląda tak,że w związku powinna byc szczerość. To
      podstawa i to nie ulega wątpliwości, ani dyskusji. Uważam jednak, że
      ta szczerośc powinna mieć miejsce w sytuacjach dotyczących obojga,
      natomiast, jeśli kwestia dotyczy tylko jednej strony, można prawdę
      zachować dla siebie. To jest tzw. budowanie własnego terytorium.

      Twoja sytuacja jest jednak trochę bardziej skomplikowana i wcale nie
      odważyłabym się nazwać twojej zony histeryczką, zwłaszcza w świetle
      okoliczności sprzed 2-3 miesięcy. Reaguje prawidłowo. Jednak obawiam
      się, że skoro uwzięła sie na tę dziewczynę z tego, czy innego
      powodu, to jej nie przejdzie. Znam to z autopsji, wprawdzie nie
      chodzi o żadną ax mojego męża, ale wiem co to znaczy nie lubić (lub
      mieć alergię) na inną babę!!!!! Dlatego doskonale rozumiem twoją
      żonę. I zapewniam cię, że żadne tłumaczenia, przekonywania nie
      przyniosą rezultatu.

      Zatem wyjście masz jedno: umówić sie z tą koleżanką bez
      powiadamiania żony. Natomiast w odpowiednim momencie, lub kiedy żona
      zapyta, powiedziec jej o wszystkim i dopiero potem argumentować,
      dlaczego zataiłes prawdę. Jak masz miec awanturę, to przynajmniej
      będziesz wiedział o co :)
      Pamiętaj Avide, masz jedno życie i niektóre okazje (okoliczności)
      zdarzają się tylko raz. Warto o tym pamiętać. Jeśli wobec koleżanki
      masz wyłącznie zamiary powspominania starych czasów, to nie masz
      sobie przecież nic do zarzucenia. Dlatego ja mówię - idź!!!

      Tak na marginesie...jesli chodzi o stare znajomości, to czasami
      bywa, że bardzo cieszymy sie na spotkanie z kimś, szczególnie jeśli
      był to dla nas kiedyś ktoś specjalny. Miałam taka sytuację. Był
      tylko jeden problem; ja sie nie zmieniłam, on się nie zmienił, tylko
      czasy i okoliczności sie zmieniły. I nic juz nie było takie samo.
      Dlatego warto było pójść, choćby po to, żeby sie rozczarować. Tylko,
      widzisz Avide, to były moje przezycia, moje wspomnienia i moje
      rozczarowanie. Mój mąz nie ma do nich wstępu:)))
    • eeela Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 16:13
      Po co masz ja niepotrzebnie denerwowac?
    • avide jeszcze kilka uściśleń. 05.11.07, 16:58
      Tak, to była koleżanka i nic więcej. "Kochałem" się w niej czysto platonicznie
      jak byłem małym chłopcem a w sumie to podobała mi sie i lubiłem ją i tyle. Potem
      kontakt sie urwał na kilkanaście lat.
      Nigdy nie była moją dziewczyną, nigdy nawet się nie całowaliśmy, nic, zero. Taka
      czysta szczeniacka platonia. Fakt że zawsze bardzo ja lubiłem. No i z wzajemnością.
      Chce się z nią spotkać bo taki ze mnie sentymentalny dureń że jak kogoś kiedyś
      lubiłem to z chęcią dowiem się co u niego słychać, bez żadnych niecnych
      zamiarów. Poza tym jestem człek towarzyski i dopóki ktoś mi nie zajdzie za skórę
      zawsze z przyjemnością sie z nim spotkam, w domu w kanjpie, w kawiarni czy w
      skateparku, wszystko jedno.
      Niecne zamiary mijają mnie codziennie na ulicy :)) gdyby chcieć z nich
      skorzystać. Tu nie o to chodzi. I nie chce iść tam żeby coś sobie udowodnić. Po
      prostu pogadać z kimś z kim znałem kiedyś dość dobrze i kogo lubiłem. Fakt,
      ludzie się zmieniają, ale jak to napisała sunflower, żeby się kimś rozczarować
      to też trzeba się o tym osobiście przekonać. W końcu ludzie się zmieniają.
      Spotkałem kiedyś sie z kumplem, (analogiczna sytuacja) i okazało się że dalej
      mamy o czym rozmawiać i odzyskałem wtedy świetnego kumpla (to było jeszcze na
      studiach), z którym wielokrotnie świetnie się bawiłem.

      Wiecie, ból głowy mam dlatego że tak naprawdę chcę jej o tym powiedzieć. Chcę by
      wiedziała, gdzie i z kim idę. Jednak już kilka razy jej mówiłem o podobnych
      sytuacjach, i zawsze była awantura, prośby, łzy i lament. "Nie idź, po co ci to,
      to jak szukanie okazji" itp.
      Zastanawiam się nad wersją "after" czyli pójść a później na spokojnie powiedzieć
      jej, "kochanie byłem tu i tu spotkałem się z tą i tą robiliśmy to i to. Nie
      powiedziałem ci bo to i tamto, a mówię teraz żebyś po fakcie mogła mnie
      zrozumieć byśmy nabrali do siebie zaufania itp."

      Boję się jednak że Zdzichu chyba ma racje. Są pewne typy osób do których nie
      docierają żadne argumenty.
      Najlepsze jest to, że jak żona mówi "kochanie chciałabym pójść z tą a tą, tu i
      tu do knajpy i wypić i pogadać" odpowiadam jej "To daj mi znać o której mam po
      ciebie przyjechać i czy koleżanki później trzeba rozwieść do domów". I nawet jak
      później przytaczam jej te sceny nie przemawia do nie to bo ona zawsze umawia się
      z koleżankami, fakt. Co nie zmienia przecież faktu że na imprezie w klubie obcy
      faceci bywają.

      Ta sytuacja jest też o tyle szczególna że już raz przez nią przechodziliśmy i
      jeśli się dowie, że znowu chcę sie z nią spotkać potraktuje to bardzo osobiście,
      w kategoriach recydywy. Ech... i bądź tu człowieku mądry.

      Pamiętam że 3 lub 4 razy próbowałem takiej szczerości i zawsze wychodziło mi to
      bakami. Jednak z drugiej strony, może trzeba tak konsekwentnie, aż do bólu, aż
      sie dziwcze złamie i zrozumie że jej upór jest bezcelowy i więcej wskóra dając
      mi buziaka na do widzenia, obdarzając zaufaniem, nawet takim kontrolowanym (np.
      ok my sobie siedzimy w jakimś markecie w kawiarence a ty sobie bądź w sklepie
      obok na zakupach), niż taka chorobliwą nieleczona zazdrością.

      Właśnie a powiedzcie, (zwłaszcza interesuje mnie zdanie kobiet) czy z takiej
      zazdrości takim postępowaniem można coś wskórać ??? Tzn, ona mówi nie idź a ja
      jej spokojnie, "kochanie pójdę i chce byś wiedziała gdzie, kiedy i z kim będę".
      I tak w kółko ?????? Czy to ma jakiś sens, wiecie taki wychowawczy, czy raczej
      jest to ślepa uliczka eskalacji nienawiści, złości, żalu, bólu, rozczarowania,
      rezygnacji niezrozumienia partnera i bycia głuchym na potrzeby ???????

      Pozdrawiam
      Avide
      • metalin Re: jeszcze kilka uściśleń. 05.11.07, 17:07
        avide napisał:

        Zawsze zazdrościłem takiego pełnego zaufania w związkach choć nie ukrywam, że
        jest to dla mnie również pewnego rodzaju idiotyzm, ale o tym innym razem.

        Zgłupiałem przyznaje... napiszcie coś sensownego :))).
        Dzięki z góry :)).
        Avide.

        Najpierw do Goździkowej po proszki (ten ciągły ból głowy) , a następnie na
        spotkanie z koleżanką .... żona sama sobie winna :)

        Moje zdanie: nigdy nie można(nie powinno się) być do końca szczerym , ale to, o
        czym Ty piszesz to jakieś żarty chyba!?:)
        • czerwone_francuskie Re: 05.11.07, 17:51
          Avide - szczerosc. jezeli nie masz sobie nic do zarzucenia, masz czyste
          intencje, to nie funduj sobie i zonie takich atrakcji. Masz prawo do wlasnego
          zycia, swojego kregu znajomych i zazdrosc zony nie powinna psuc Ci
          przyjemnosci...tak dlugo, jak napisalam, masz czyste intencje.
          Jezeli nie powiesz zonie o spotkaniu, a ktos Cie na nim zobaczy, do zony doleci
          wolem i wtedy rzeczywiscie koszmar, bo zaczniesz tlumaczyc sie gesto, a to,
          uwierz mi, robi fatalne wrazenie. Poinformuj prosto, tego i tego, spotykam sie
          na kawe z ta i ta, mowie o tym, zeby nie bylo niedomownien, zadraznien. Znam
          Twoja opinie na temat, wiem, ze kolezanki owej nie lubisz, co szanuje, ale mam
          czyste sumienie i najzwyczajniej ide pogadac z kims kogo lubilem, cenie etc. I
          nie dopuszczaj jej do glosu. Poinformuj, ale nie pros o pozwolenie. I nine daj
          sobie jezdzic po glowie, bo nie ma o co.
          • notsogoodgirl Idz na ta kawe!Zdecydowanie tak! 05.11.07, 18:08
            Twoja zona powinna byc wdzieczna ze ma takiego meza co sie
            przynajmniej zastanawia i ma jakies sumienie;)
            Uwazam ze powiniennes isc na spotkanie i nic o tym zonie nie
            mowic,bo w innym razie bedzie zle.Jak nei pojdziesz bedziesz
            zalowal,jak powiesz zonie tez bedziesz zalowal.Jesli nie masz w
            planach niczego po za kawa(i ciastkiem ewentualnie,ale bez bitej
            smietany i wisienki:))to idz!
            Mialam kiedys dokladnie ten sam problem z chlopakiem w ktorym bylam
            bardzo zakochana,a on byl piekielnie zazdrosny wiec chcac byc w
            porzadku o wszytskim mu paplalam jak dzieciak i na koniec bardzo
            tego zalowalam.Jesli nie masz zlych intencji,to znaczy ze jest
            ok.Lepiej przemilczec niz sklamac!!!
      • eeela Re: jeszcze kilka uściśleń. 05.11.07, 18:31
        > Wiecie, ból głowy mam dlatego że tak naprawdę chcę jej o tym powiedzieć. Chcę b
        > y
        > wiedziała, gdzie i z kim idę. Jednak już kilka razy jej mówiłem o podobnych
        > sytuacjach, i zawsze była awantura, prośby, łzy i lament. "Nie idź, po co ci to
        > ,
        > to jak szukanie okazji" itp.


        Avide, tworzysz sztuczne problemy w oparciu o wydumane idee. Bardzo to ladne i
        cenne, miec do siebie nawzajem zaufanie, ale jesli jakies informacje maja
        sprawiac problemy, chociaz nie robi sie nic zlego i nie sprzeniewierza
        zobowiazaniu wiernosci, to po jaka cholere je sprzedawac. Chcesz uspokoic swoje
        sumienie, bo robisz cos, o czym wiesz, ze nie spodobaloby sie twojej malzonce -
        to nie idz na spotkanie. Chcesz isc na spotkanie - nie mow malzonce, bo tylko
        przysporzysz jej niepotrzebnych i bezpodstawnych zmartwien.
        • anais_nin666 Re: jeszcze kilka uściśleń. 05.11.07, 18:52
          Podpisuję sie pod tym co napisała Eeela. Jeśli chcesz iść na spotkanie, za
          którym nic poza wspólnie wypita kawą czy czymkolwiek innym;) się nie kryje, ot -
          pogawędka z dawną znajomą - to idź nie informując zony, bo i tak znajdzie milion
          dziwnych argumentów dla których iśc nie powinieneś, bądź po prostu powie "nie"
          bez bawienie sie w tłumaczenia,a Ciebie szlag trafi, bo poczujesz jak sie smycz
          zaciska ciasno na Twoim gardle;)
          Jeżeli nie masz pewności, że z koleżanką jedynie sobie pogadacie - to odpuśc sobie.
      • sunflower30 Re: jeszcze kilka uściśleń. 05.11.07, 19:26
        Jeżeli twoja żona ma obawy o koleżankę ze szczenięcych lat, a nie o
        byłą miłość z dorosłego życia, to mogę się domyślać, że żona ma
        spore kompeksy. I albo to twoja sprawka, tzn. dawałeś dziewczynie
        powody, albo taka już jest, strachliwa i nic nie poradzisz. Metoda
        wychowawcza, tzw. "zdarta płyta" (za każdym razem zrobisz swoje,
        choćby żona mówiła - nie) na niewiele się zda. Możesz w ten sposób
        co najwyżej pogłębić jej nieufność.

        Pytasz, czy taką zazdrością można coś wskórać? Pewnie czasami można,
        ale obawiam sie, że w twoim wypadku raczej nie. Twoja żona
        potwierdza w ten sposób brak pewności siebie (i ciebie), co może
        jedynie wpłynac na podnieszienie twojego poziomu irytacji, nic
        wiecej.

        Żeby tylko żona nie postawiła ci ultimatum, na zasadzie: ona, albo
        ja. Nie mówie tu o tym konkretnym wypadku, ale również o tych, które
        moga zdarzyc sie w przyszłości, skoro jesteś towarzyskim człowiekiem.
        Nauczyłam się jednego, gdy postawiłam kiedyś meżczyźnie ultimatum.
        On mi odpowiedział, że ten, kto każe wybierać -odpada. I odpadłam.
        Dlatego nauczyłam się dawać drugiemu człowiekowi maximum wolności.
        Bo jeśli ktoś będzie chciał zrobić coś złego, to i tak zrobi.

        Avide, nie wierzę do końca, że zależy ci na takiej totalnej
        szczerości w związku, bo zatem, czy chciałbyś powiedziec żonie:"
        wiesz, kochanie dziś o 19 ide do kawiarni (nazwa) na kawę z
        Karoliną, wiesz tą, w której sie podkochwałem, z wzajemnością,
        zresztą, wróce jak się juz nagadamy. Zgadzasz się?" A póżniej żona
        będzie patrzyła, jak zakładasz najlepszą koszulę, wylewasz na siebie
        perfumy, które najbardziej lubisz i jeszcze chcesz, żeby żona
        życzyła ci dobrej zabawy! Sadysto, będziesz sie smażył w piekle za
        znecanie psychiczne nad płcią słabszą :)))

        Idź na to cholerne spotkanie, a później przyznaj sie żonie i
        opowiedz, jak to Karolina zbrzydła, jak sie postarzała, a jak
        przytyła!!!!!!! Koszmar, nie kobieta. Jak żona usłyszy taki opis, na
        pewno ci wybaczy.
        Powodzenia.
    • syriana Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 18:54
      no to ja się wyłamię chyba
      bo zdaje się, że z tego samego gatunku co Twoja żona jestem i bardzo krzywo
      patrzę na spotkania z byłymi "koleżankami"

      jeśli tak się upierasz przy tej kawie, to nie mów żonie
      wścieknie się, Tobie zepsuje atmosferę przed spotkaniem i zatruje klimat między
      Wami gdy się dowie po fakcie

      ale najlepiej to byś zrobił, gdybyś nie szedł
      • czerwone_francuskie Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 19:58
        dylemat moralny Avide polega chyba glownie na tym, ze on chce isc, ale nie chce
        sprawic przykrosci zonie. Avide, przykrosc jej sprawisz. ALe nie biczuj sie
        przypadkiem. Skoro masz moralnego kaca przed, to po, szczegolnie jesli nie
        powiesz zonie, bedziesz mial gorszego. Poza tym zaloze sie, ze nie bedziesz sie
        bawil na tym spotkaniu jakos rewelacyjnie, myslac o nim jak o wystepku przeciw
        malzenskiej szczerosci.
        Jesli odpuscisz, to tez bedziesz mial kaca...moim zdaniem trzeba sie w zwiazku
        wychowywac a zazdrosna zone powoli urabiac. brzmi to brzydko, wiem. ale takie
        urobienie to tylko szczeroscia.
    • aandzia43 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 19:39
      Iść, żonie powiedzieć. Jak wieść o spotkaniu do niej dotrze (duża szansa), to
      dopiero będzie chryja. Wtedy już nie wybrniesz i nie udowodnisz swojej
      niewinności, a zona będzie miała pożywkę, tony pożywki, dla swojej zazdrości na
      najbliższe miesiące.
      Jeśli (jeśli!) masz czyste intencje wobec koleżanki, nie ma powodu, byś
      rezygnował ze spotkania z nią. Nie ma powodu by rezygnować z tego niewielkiego
      kawałka prywatności, jaki nam pozostaje, kiedy jesteśmy w związku.
      "Nie gniewaj sie Waldek, ten tramwaj jest naprawde mój, a reszta twoja" ;-)

      Nie jestem zazdrośnicą. Mój mąż nie jest zazdrośnikiem. Jeśli nawet czasem
      zielonooki potwór wylizie zza rogu i ukłuje go zatrutym żądłem (no, żądełkiem),
      to nie obnosi się z tym. A na pewno nie usiłuje wpływać na moje decyzje. Wie,
      jak zareaguję. Zazdrość ojca niszczyła małżeństwo moich rodziców. Matka nauczyła
      mnie, że tłamszenie partnera swoimi obsesjami, niedojrzałością, zawłaszczaniem i
      w ogóle swoją osobą, to jedna z gorszych rzeczy, jakie można komuś zrobić.
      Zazdrość to forma przemocy psychicznej. Mam wbudowany czujnik na zazdrośników
      płci obojga, unikam ich jak ognia i chyba nienajgorzej na tym wychodzę.

      Ale to jest moje życie i moje priorytety. Wiem, ze dużo osób spełnia sie tylko w
      związkach, które mnie jawią sie jako nieznośnie klaustrofobiczne. To ich model
      związku. Ja mam swój, taki skandynawski: dużo przestrzeni i świeżego powietrza.
      Zaufanie do partnera, dystans do siebie i świata. Tylko w takich warunkach mogę
      odczuwać bliskość. Gdy mi ktoś siedzi na plecach czuję tylko wściekłość i chęć
      pozbycia się go za wszelka cenę.

      Zastanów się czego ty potrzebujesz.
      Pozdrowionka :-)
      • cyjanokobalamina Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 20:22
        Zgadzam sie z Aandzia. Jest spore prawdopodobienstwo, ze zona
        przypadkiem o spotkaniu sie dowie. I co wtedy? Bedzie jeszcze
        gorzej. Poza tym co jesli zwyczajnie zapyta - jak minal dzien, gdzie
        byles itp? Bedziesz klamal?

        Ja bym na spotkanie poszla (co i tak juz postanowione), a zonie
        umiejetnie to zakomunikowala. Nie wiem w jaki sposob nadszarpnales
        jej zaufanie, rozumiem, ze moze byc jej ciezko, ale zdecydowanie
        odradzam ukrywanie spotkania.

    • glamourous Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 20:32
      IMO na spotkanie powinienes isc, ale nie mowiac zonie z kim sie masz zamiar
      spotkac. Szczerosc nic tu nie da. Po co niepotrzebnie rozpetywac burze w
      szklance wody? Z tego co piszesz o sytuacji sprzed 2, 3 m-cy, zona i tak ma juz
      prawdopodobnie zszargane nerwy, wiec po co dolewac oliwy do ognia...? Zgadzam
      sie z poprzednimi opiniami, ze metoda "na zdarta plyte" teraz w ostatniej chwili
      niewiele zdziala, zaogni tylko sytuacje. Potem zona bedzie wypominala Ci do
      konca zycia ze nie liczysz sie z jej zdaniem ani z jej uczuciami.

      Z takimi przewrazliwionymi ludzmi trzeba postepowac troche jak z dziecmi.
      Chronic ich po prostu. Czasami dla ich dobra i zdrowia psychicznego - po prostu
      umiejetnie ukryc niewygodna prawde. Lepsze to niz suszenie glowy przy lada
      okazji, wypominania, placze, nerwy, zale itp. Strata energii - dla Ciebie, dla
      niej i dla Waszego zwiazku.

      Kiedys, kiedy jej zaufanie odbuduje sie na tyle, ze poczuje sie w miare
      bezpiecznie, wroc do tematu i pogadaj z nia neutralnie. I wtedy zacznij ja
      "wychowywac" na takie przyszle ewentualnosci. Nie znowu w jakiejs podbramkowej
      sytuacji, tylko wlasnie tak bez okazji, na spokojnie. Tlumacz cierpliwie, ze nie
      moze zamknac Cie w zlotej klatce, ze nie mozesz miec poczucia ze trzyma Cie na
      smyczy, ze musisz od czasu do czasu jak kazdy czlowiek wyskoczyc na wlasne
      terytorium. Teraz jednak nie ryzykuj (w kontekscie zblizajacego sie
      spotkania) takich dyskusji - moze byc za malo czasu na przekonanie jej do Twoich
      racji...
      • zdzichu-nr1 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 20:54
        avide napisał:

        > Pamiętam że 3 lub 4 razy próbowałem takiej szczerości i zawsze
        > wychodziło mi to bakami. Jednak z drugiej strony, może trzeba tak
        > konsekwentnie, aż do bólu, aż sie dziwcze złamie i zrozumie że jej
        > upór jest bezcelowy /.../ czy z takiej zazdrości takim
        > postępowaniem można coś wskórać ??? Tzn, ona mówi nie idź a ja
        > jej spokojnie, "kochanie pójdę i chce byś wiedziała gdzie, kiedy i
        > z kim będę". I tak w kółko ?????? Czy to ma jakiś sens, wiecie
        > taki wychowawczy, czy raczej jest to ślepa uliczka eskalacji
        > nienawiści, złości, żalu, bólu, rozczarowania, rezygnacji
        > niezrozumienia partnera i bycia głuchym na potrzeby ???????

        Z tym typem kobiety jest to właśnie owa "ślepa uliczka". Szanuję
        zdanie Andzi i innych osób, które radzą 'przełamywać lody', ale w
        tym przypadku to są naprawdę złe rady, mimo, że logicznie i
        zdroworozsądkowo słuszne.

        Ewentualnie, gdy się już w waszym małżeństwie rozpogodzi - za x
        miesięcy - możesz w dogodnym momencie wyjawić, że spotkałeś się z tą
        koleżanką. Dobrze zabrzmi, gdy powiesz że spotkałeś ją przypadkiem,
        np. u wspólnego znajomego, i np. że się postarzała i żadnego
        wrażenia na Tobie nie zrobiła.

        Szanse na to, że żona się jakoś dowie o tym spotkaniu są b. małe, o
        ile nie jesteś człowiekiem który ma wszystko wypisane na twarzy:).
        Jak to napisała Glam, z pewnymi osobami trzeba postępować jak z
        wrażliwym dzieckiem - totalna szczerość absolutnie niewskazana.
        • wiktoriada111 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 21:41
          Avide, właśnie ze względu na to co było 2-3 m-ce temu,a o czym można
          przeczytać na forum w Twoich wypowiedziach, POWINIENEŚ żonie
          powiedzieć o planowanym spotkaniu i pójść na nie. Nie tłumaczyć się,
          tylko poinformować. I dobrze wiesz, że powinieneś tak zrobić. Więcej
          poczucia pewności i własnej wartości życzę. W końcu inteligentny z
          Ciebie i zrownoważony facet i żona na pewno o tym wie, bo w końcu
          głupia też nie jest,prawda?. Nie daj się więc wmanipulować w jej
          byćmoże specjalnie eksponowaną zazdrość...ale nie chcę nikogo
          osądzać w ciemno...
        • reoftd Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 21:48
          jak cos ma wyjsc na jaw to i tak wyjdzie, problem szczerosci jest moim zdaniem
          nierozwiazywalny - jak sie powie wszystko szczerze do konca to dostaje sie po
          dupie, jak sie nie powie zbyt wiele to wszystko zaczyna sie sypac przez brak
          zaufania, sukces chyba tkwi w balansowaniu co jest bardzo trudne...
          • woman-in-love Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 21:57
            Avide kto kłamie ten się obwinia. Powiedz jej PO fakcie i niech się zastanowi,
            czy jest Twoją żona czy Właścicielką. Powodzenia i miłej pogawędki.
    • sagittka przypominam starą dyskusję 05.11.07, 22:00
      Jeśli pozwolisz avide, to wkleję link do starego wątku na temat
      akceptacji lub jej braku przez partnerów dla znajomości
      damsko-męskich. Pamiętam, ze było tam sporo za i przeciw.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=45428069&a=45428069
      • woman-in-love Re: przypominam starą dyskusję 05.11.07, 22:09
        no, to chodziło o notoryczna skłonność do swobodnych kontaktów z kobietami,
        tutaj raczej jest kwestia inna, bardziej subtelna (IMO)
        • sagittka Re: przypominam starą dyskusję 05.11.07, 22:15
          > tutaj raczej jest kwestia inna, bardziej subtelna (IMO)

          tym samym bardziej niebezpieczna (potencjalnie)

          Jesli on nie jest przyzwyczajony do koleżeńskich spotkań z
          kobietami, moze to podświadomie potraktowac jako randkę.
          • woman-in-love Re: przypominam starą dyskusję 05.11.07, 22:19
            Ja też czuje, że obawy żony nie są tak całkiem bezpodstawne, ale z drugiej
            strony - im bardziej będzie się wściekać, tym gorzej dla związku. Musi się troch
            zahartować i zacząć sobie radzić z własnymi lękami. Bo czymże w gruncie rzeczy
            jest zazdrość, jeśli nie odmianą lęku?
    • blue-antoinette Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 05.11.07, 22:32
      Trudno w takiej sytuacji twierdzić, że warto czy nie warto. Jeśli
      nie robisz nic złego to dla świętego spokoju nie warto. Żyję w takim
      związku, gdzie nie ukrywamy przed sobą zbyt wiele, ale mamy słodkie
      tajemnice. Ja, ze swojego kobiecego punktu widzenia, wyznaję zasadę,
      że czego oczy nie widzą..., ale mam do swojego partnera ogrone
      zaufanie. Nie daliśmy sobie powodów do jego braku....
      • b-b1 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 00:06
        >>>>Właśnie a powiedzcie, (zwłaszcza interesuje mnie zdanie kobiet) czy z takiej
        zazdrości takim postępowaniem można coś wskórać ??? Tzn, ona mówi nie idź a ja
        jej spokojnie, "kochanie pójdę i chce byś wiedziała gdzie, kiedy i z kim będę".
        I tak w kółko ?????? Czy to ma jakiś sens, wiecie taki wychowawczy, czy raczej
        jest to ślepa uliczka eskalacji nienawiści, złości, żalu, bólu, rozczarowania,
        rezygnacji niezrozumienia partnera i bycia głuchym na potrzeby ???????>>>>

        Avide-takie zachowanie jest "wynikiem" -a czego wynikiem-musisz dopisac sam. Nie
        wierze, że ot tak pewnego dnia twoja kobieta stwierdziła, że jest zazdrosna, że
        ma zamiar Cie ograniczac w celach wychowawczych tudziez innych..
        To nie eskalacja nienawiści-to strach, niepokój i uwierz nic Ci nie da
        twierdzenie, że jak byś chciał to z każdą o każdej porze..Twoja żona takim
        zachowaniem oznajmia, ze ma zerowe poczucie bezpieczeństwa jeśli chodzi o inne
        kobiety i jeśli nie poczuje sie bezpiecznie, nie przestanie sie bac-zawsze taka
        bedzie..
        Widzisz każdy z nas ma jakieś priorytety w życiu, cos jest wazne, coś
        wazniejsze, Ty zastanawiasz się czy powiedziec czy tez nie, wiedząc jaka bedzie
        reakcja-a powinienes się zastanowić, czy warto tak ją ranić, dla kolezanki,
        która w sumie nie umiera, nie wyjeżdża na Marsa,i oprócz Twojej
        "ciekawości"-checi spedzenia miło czasu nie ma powodu, aby sie z nia
        spotykac.Żona jakkolwiek sie dowie(przed czy po)i tak będzie zraniona-co się
        przełozy na wściekła z eskalacją nienawiści. Kochasz ja? Odbuduj poczucie
        bezpieczeństwa-a na pewno zaowocuje świetym spokojem Twoim i jej i
        nieograniczona "wolnoscia".
    • zelm71 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 00:30
      Jak masz żonę "terminatora" to lepiej nic jej nie mów.
      Gorzej jak ktoś was zobaczy w kawiarni i wypaple twojej żonie - aż
      się boję pomyśleć. Ale ta adrenalina i dreszczyk emocji (jak palenie
      po kryjomu w szkolnym WC):)
      Zawsze jest ryzyko.
      Powodzenia
    • eudajmonika Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 11:16
      Mam wrażenie, że tak naprawdę A. pyta o dwie sprawy: "Czy postawienie na swoim
      daje w małżeństwie wymierne skutki?" i "Czy da oczekiwane efekty w moim
      przypadku, czyli, czy złamie moją żonę?"

      Na pytanie pierwsze masz dużo ciekawych odpowiedzi, z ładnym uzasadnieniem
      praktyczno-teoretycznym. A na drugie pytanie masz odpowiedź Zdzicha, który jako
      chyba jedyny odnosi się do Twojej konkretnej sytuacji, tak trochę a posteriori
      (to jakbyś w kuli u wróżki zobaczył swoją najbliższą przyszłość - no, trochę Ci
      zazdroszczę.).

      Od siebie dodałabym tylko, że dwa opisane przez Ciebie przypadki, tzn. Wasze
      wspólne odwołane spotkanie z koleżanką i jej partnerem, a to wyjście to dwie
      różne sprawy - wtedy pytałeś żonę o pozwolenie - odmówiła, bo nie miała ochoty
      pójść z Tobą, a Ty się ugiąłeś i nie powiedziałeś, że w takim razie wybierasz
      się sam - tutaj sytuacja byłaby "czysta" co do intencji. Teraz żony nie prosisz,
      nie pytasz (i nie powinieneś, moim zdaniem), lecz pytasz sam siebie - czy w ten
      sposób, tzn. informując żonę odzyskasz utracony wcześniej grunt, przestrzeń, bez
      której się zaczynasz dusić.
      Tak, odzyskasz, ale też stracisz - spokój (umoralniające gadki w
      nieskończoność), zaufanie (ma czym karmić swoją wyobraźnię, niezupełnie, jak
      przyznajesz, bezpodstawnie) i kto wie co jeszcze.
      I tutaj jest pies pogrzebany - bo Ty, Avide, jawisz mi się jako facet, który nie
      lubi tracić okazji, marnować urody, życia.
      Powiesz, że nikt nie lubi. Fakt, ale na tym polega dojrzałość, że powoli się
      godzisz z tym, że straty są nieuchronne (nawet, aby ruszyć nogą, musisz
      "stracić" kilka kalorii).
    • mistrz.jajecznicy Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 11:33
      2-3 miesiące po małżeńskim kryzysie chcesz zrobić coś czego jesteś
      pewny, że żona nie zaakceptuje? Warto ryzykować dla jednorazowego
      spotkania na kawie?

      Ja bym się zamiast na pytaniu czy powiedzieć żonie skupił na innym,
      dlaczego właściwie chcesz na to spotkanie iść. Od odpowiedzi na to
      pytanie zależy też i to czy powiedzieć żonie czy nie.
      • glamourous Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 12:27
        mistrz.jajecznicy napisał:


        > Ja bym się zamiast na pytaniu czy powiedzieć żonie skupił na
        innym,
        > dlaczego właściwie chcesz na to spotkanie iść. Od odpowiedzi na to
        > pytanie zależy też i to czy powiedzieć żonie czy nie.


        Z tego co napisal autor watku wnioskuje, ze jest to osoba z drugiego
        konca Polski, bardzo kiedys lubiana i w dodatku od dawna nie
        widziana - a okazja zeby sie spotkac zdarza sie raz na sto lat.
        Latwo wiec sobie wyobrazic, ze ma ochote na to spotkanie. Ludzka
        rzecz - i ma do tego prawo.

        Ja go doskonale rozumiem, rowniez nie jestem zwolenniczka robienia z
        malzenstwa wiezienia, ani umartwiania sie w imie wybujalej
        imaginacji partnera. Nalezy zachowac zdrowy rozsadek. Moim zdaniem w
        malzenstwie powinnismy potrafic rezygnowac z rzeczy o
        duzej "malzenskiej szkodliwosci". W przypadku jednak wylacznie
        towarzyskiego spotkania ze stara znajoma (Avide sam pisze ze jego
        zamiary sa absolutnie niewinne) widze tu drobna przesade ze strony
        zony oraz mala malzenska szkodliwosc, wiec dlaczego niby mialby ze
        spotkania rezygnowac? Jezeli teraz nauczy zone ze bedzie ze
        wszystkiego dla niej rezygnowal, to w koncu dojdzie do tego, ze ona
        pewnego dnia zabroni mu wyjsc wieczorem do kiosku po zapalki, bo
        przeciez za rogiem moze czyhac jakas atrakcyjna sasiadka.

        Nie popadajmy w paranoje...
        • avide Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 13:27
          Wiecie co przyznam się zupełnie szczerze że dylemat mam czy powiedzieć czy nie
          dlatego że jestem człowiekiem o dużej potrzebie otwarcia na ludzi. Siedzenie w
          domu przed telewizorem to nie dla mnie. Ok, można czasami ale żeby tak non stop ???
          Potrzebuję przestrzeni w związku, ale chciałbym by żona rozumiała ta przestrzeń.
          By rozumiała że skracanie smyczy to tak naprawdę droga w jedną stronę, w końcu
          smycz będzie tak krótka, że w końcu się urwie.

          Osobiście uważam, że smycz w każdym związku jest potrzebna, ale długa. Na tyle
          krótka by powodowała zacieśnianie więzi między małżonkami, bo taki zupełny luz w
          związku i 100% zaufanie to dla mnie czyta głupota która sprawdza się w 1 na 100
          związków. Jednak smycz powinna być na tyle długa by każde miało miejsce na swoje
          zainteresowania.

          Po 8 latach w związku spędzanie każdej wolnej chwili z żoną nie jest moim jedyny
          wymarzonym celem. Uwielbiam spędzać z nią czas ale czasami jestem zwyczajnie
          ciekaw co słychać u Pana X czy u pani Y. Mam ochotę wyjść umówić się na wino z
          Państwem XY czy spotkać z wszystkimi wyżej wymienionymi w ulubionej knajpie.
          Uwielbiam poznawać ludzi, bo każdy człwoek to inna osobowość i od każdego można
          się czegoś nauczyć np. "Nie chce być jak pan Y za to podoba mi się szczerość
          pani X". Dzięki temu można ujrzeć wiele własnych wad i nad nimi pracować.

          Wiecie, jakiś czas temu jechaliśmy ze znajomymi autem. Zona kumpla non stop
          jeździła po głowie facetowi, że źle prowadzi auto, że jak jedzie itp.
          Obiektywnie oboje z moją żona stwierdziliśmy że facet jechał najnormalniej w
          świecie. Spokojnie bez brawury, ale do przodu. Jak zostaliśmy sami, żona mówi do
          mnie "Kurcze jak ona na niego krzyczała, czy ja również tak się zachowuję jak
          jedziemy we dwoje ??" a ja "Już nie, ale jeszcze rok temu byłaby to klaka z
          naszego małżeństwa i bardzo sobie chwalę że już taka nie jesteś". Zrozumiała. :)))

          Problem polega na tym że żona dobrze się czuje wśród tych których dobrze już
          zna. I tylko wśród tych, każda nowa zaś znajomość przychodzi jej z ogromnym
          trudem, co zresztą dziwne bo w pracy jest powszechnie lubiana i ceniona.

          Mam naturę ekstrawertyka, lubię ludzi i ludzie zazwyczaj lubią mnie. Zarówno
          mężczyźni jak i kobiety. Na pewno nie jestem typem samotnika któremu we własnym
          towarzystwie jest najlepiej. Cięgnie mnie do ludzi.
          Dlatego właśnie mam ochotę spotkać się z tamtą koleżanką. Podrywać jej nie mam
          zamiaru, zwyczajnie jestem ciekaw kolejnej ludzkiej historii.

          Moje dylematy czy powiedzieć jej czy nie wynikają z tego, że ja nie mam nic
          przeciwko temu byśmy chodzili razem na takie spotkania. Jeśli chciała by się
          spotkać z dawnym kumplem, zawiózł bym ją a potem poszedł sobie gdzieś na te 2
          godziny żeby się nagadali po czym przywiózł bym z powrotem. Po prostu zostało
          nam powiedzmy 1 może dwa lata takiego beztroskiego (w miare) luzu a potem jak
          pojawią sie dzieciaki zorganizowanie wypadu będzie dużo trudniejsze a ja wiem,
          że jak teraz sie tego nie nauczymy w dzieckiem na głowie będę mógł zapomnieć, że
          istnieje świat poza pracą i domem.
          Niestety takie ze mnie typ że z takiej krótkiej smyczy zrywam się dośc łatwo
          dlatego wolę wychowywać, niż całe życie ukrywać nawet takie pierdoły jak kawa z
          koleżanką.
          Właśnie po to by wiedziała że poza nią, mną nami domem i pracą istnieje kawał
          pięknego świata.

          Teraz jednak kwestia takiego spotkanie jest bardzo drażliwa, a jedynym jej
          argumentem przeciw, było nieśmiertelne damskie "bo nie i już" czyli brak argumentu.

          Zapytałem was, bo wiem że czasami traci się obiektywizm i zdanie osób trzecich
          jest czasami nieocenione.

          Na spotkanie i tak pójdę, siądziemy, pogadamy, później ją odprowadzę, pożegnam,
          obrócę na pięcie i sobie pojadę do żony. Chciałbym jej po tym o wszystkim
          powiedzieć jak było, i w ogóle. Wiem że nigdy się o tym by nie dowiedziała,
          gdybym zdecydował się o ukryć, bo mieszkamy w dużym mieście w dodatku w zupełnie
          nowym dla nas środowisku w którym się dopiero aklimatyzujemy, dlatego nie ma
          opcji by sie ewentualnie wydało, tego akurat jestem pewien. Jednak po co ??? Nie
          wolno w związku mówić o wszystkim, z tym się zgadzam, ale ukrywanie takich
          błahostek mnie zwyczajnie męczy.
          • glamourous Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 17:51
            No wiec zrob jak Ci radze : na to konkretne spotkanie idz i nie mow
            jej o niczym (ani przed spotkaniem ani po), bo teraz na "urabianie"
            nie ma juz czasu.

            A potem zacznij prace u podstaw : wychowuj, urabiaj, tlumacz do
            znudzenia. Przypuszczam, ze zrozumie i z nastepnym tego typu
            spotkaniem nie bedziesz juz sie musial kryc.
          • anais_nin666 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 18:15
            avide napisał: ukrywanie takich błahostek mnie zwyczajnie męczy.

            Skoro rozstrzygasz tę problem na forum i tyle o nim myslisz, to nie jest to
            błahostka. Błahostką się człowiek nie przejmuje, a Ty sie przejmujesz sprawą jak
            cholera.

            Argument żony "bo nie" jest typowym argumentem kogoś, kto czegoś bardzo nie
            chce, ale nie ma kompletnie powodu, by tego zakazać, więc ucina sprawę nic nie
            tłumaczącym "bo nie". Taki tekst jest dla mnie zawsze chęcią postawienia na
            swoim, chocby sie kompletnie nie miało racji. No i akurat we mnie budzi
            natychmiast chęć stanięcia okoniem. W Tobie, jak widzę, też. Zreszta w tym
            konkretnym przypadku świetnie rozumiem Twoją potrzebę, domyślam się co kieruje
            Twoja zona, ale akurat jej przedszkolna "argumentacja" do mnie nie trafia.
            Bez choćby odrobiny zaufania długo nie pociągniecie w tym związku.
        • mistrz.jajecznicy Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 13:29
          Generalnie masz rację, z małym ale. Są bardzo świeżo po małżeńskim
          kryzysie, który przetrwali i są nadal razem - to powinno powodować
          znacznie większą wrażliwość obu stron na sytuacje, które mogą
          zagrażać w jakiś sposób związkowi, nawet jeśli to zagrożenie jest
          subiektywne czy przesadzone.

          Do tego autor wątku napisał, że to on sam dostarczył ostatnio żonie
          powodów do bycia o niego zazdrosną. W takim razie teraz powinien
          chyba zatroszczyć się odpowiednio o niedostarczanie nowych powodów.
          Pójście na kawę z dziewczyną z dawnych lat jakoś nie bardzo świadczy
          o takiej trosce.
    • sagittarius954 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 12:34
      Hoopie ales wpadł, każdy związek ma swoje tajemnice , no bo jesli chcesz
      powiedzieć zonie o tym spotkaniu, to powinieneś też powiedzieć o tym poście na
      forum .Myslisz ,że przyjmie wiadomość z radością ? A ona i tak ci będzie kołki
      ciosała za inne sprawy . Na zazdrości się nie skończy . Postaraj sie o swój
      swiat , oczywiście nie za bardzo rozległy co bys go ogarnął i nie dążył co
      chwilka na spotkania z koleżankami . Bo ci tak w krew wejdzie ,że zona stanie
      sie koleżanką.
      Tak naprawdę nie rokuje ci najlepiej i to nie ze strony zony( gęganie na tematy
      innych kobiet po pewnym czasie odbijać sie będą od ciebie, jak groch od ściany)
      , bo twoja ciekawość może zupełnie nieoczekiwanie powędrować w jakąś krainę z
      której niezupełnie szczerze wrócisz do teraźniejszości .
      • avide Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 06.11.07, 13:30
        Czyżbyś wiedział o czym piszesz boś na własnej skórze przeżył ????? :)))
    • pocztowkazbeskidu moje trzy grosze 07.11.07, 17:44
      Wychowywanie połowki, żeby pozwoliła / zrozumiała potrzebę widywania się z
      innymi ludźmi - to żmudna praca. Proponowałabym powoli - wychodzić z nią i
      zaczynac od tych ludzi, których lubi, a nie tych, na których ma alergię. Skoro
      nie ma ochoty - to wyjścia pojedyncze - ale najpierw z kolegami, nie wracac
      pijanym w siwy dym itp. Polityka małych kroków :-)

      Tez jestem stroną bardziej towarzyską i w ten sposób wypracowałam sobie
      niezaleznośc (skoro on zmęczony, nie ma ochoty, woli TV, nie lubi jakichs moich
      znajomych itp. Co NIE oznacza, ze nie wychodzimy tez razem !)
      Nawet jak mi się średnio chciało, to minimum raz w tygodniu kombinowałam, żeby
      wyjść. Taka szczepionka. On nie tyle zazdrosny, co się martwi (jak wróce, czy
      mnie nie okradna, napadną itd). Więc najpierw musiałam mówić o której wracam,
      gdzie będę, zdarzało mu się dzwonić (!). Teraz sie przyzwyczaił (inna sprawa-nic
      mi się nie stało, nigdy nie wróciłam bez uprzedzenia nad ranem itp) i mówię ogólnie.
      Gdy się chciałam spotkać z jednym eksiem, teraz po prostu dobrym znajomym, na
      zupełnie niewinne piwo, spytałam męża, czy nie będzie miał nic przeciwko.
      Ambicja oczywiscie nie pozwoliła mu zabronić, więc chyba 2 razy poszłam.
      Ostatnim razem tuz przed moim wyjściem męża rozbolał brzuch, głowa itd ;-)
      Poszłam, ale to było ostatni raz, bo stwierdziłam, ze nie warto.

      Raz zdarzyło mi się spotkać z kimś w tajemnicy. To nasz wspólny znajomy, ale
      chciałam pogadac z nim sama. Aby uniknąć pytań (dlaczego nie możemy się spotkać
      we trójkę), domysłów (znajomy musiał specjalnie przyjechac z innego miasta) oraz
      ewentualnych bólów brzucha ;-) nic nie powiedziałam. I uważam, ze dobrze.
      Poszłam w miejsce, w którym miałam prawo być (nie jechałam na drugi koniec
      miasta), ale wybrałam mało znany lokal, w razie "wpadki" przyznałabym się i
      powiedziała, ze przyjechał w interesach i przypadkiem się spotkalismy i
      siedliśmy na kawie (nikt nie musiał wiedziec, ze kawa trwała 4 godziny) itd.

      Nikt się nie dowiedział. Mąż śpi spokojnie. Moja kawa i moje są wyrzuty
      sumienia, ale skoro nic się złego nie stało, to nie takie straszne.

      Aaa jeszcze fakty: ok. 10 lat (udanego) związku, 6 lat po ślubie, nigdy nie
      zdradziłam, ani nie dałam powodu do zazdrości. Tyle, że czasem coś zachowam dla
      siebie.
      Absolutnej szczerości - zdecydowane nie.
      • reoftd Re: moje trzy grosze 08.11.07, 01:42
        zazdroszecze takiego zdrowego podejscia - ja sobie zafundowalem "absolutna
        szczerosc" i naiwnie oczekiwałem tego samego w zamian, ech jak naiwnie, najpierw
        wygarnełem wszystko co sam zrobiłem kiedys (gdy nie bylismy razem) i ostatnio
        (spedzilem troche czasu z kims z przeszłosci - i jedyna forma kontaktu to była
        rozmowa) wierząc ze ona to zrozumnie opowiedziałem o wszystkim - szczerze do
        bólu zeby nie miec do siebie pretensji potem ze cos zatailem i potem wyszło.. i
        to chyba mnie zgubiło... ona podjeła decyzje, i odpłaciła mi w dwójnasób nie
        mówiac nic... do czasu az bieg wydarzen sprawił ze sam sie domyslilem i poczułem
        ze jestem dawno na daleko straconej pozycji
    • miedzianakonefka Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 08.11.07, 09:12
      Ja tam zawsze łazikowałem sam i żonie nic do tego było z kim i
      dlaczego. Zresztą jakby chciała to też by mogła. To takie trudne ?
      Każdy ma prawo do odrobiny wolności bez drugiej osoby. Przecież to
      nie więzienie.

      Alleluja i do przodu...
      • avide Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 08.11.07, 10:28
        Tak konefka w zasadzie piękne to co mówisz tylko weź pod uwagę że wchodząc w
        związek z drugim człowiekiem powinieneś brać pod uwagę jego zdanie. Jeśli masz
        je totalnie gdzieś bo "jej nic do tego" to po prostu miej sobie kochankę, którą
        bzykniesz kiedy Ci sie zechce i jak skończysz trzaśniesz drzwiami, i jej nic do
        tego, tutaj sie zgodzę. Decydując się na ZWIĄZEK myślę, że jednak druga strona
        ma "do tego" w mojej opinii jakies 50% bo teraz nie jesteś sam tylko jest was dwoje.
        Dlatego właśnie wątpliwości i pytania.
        Pozdrawiam
        A.
      • gomory Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 08.11.07, 12:45
        > Ja tam zawsze łazikowałem sam i żonie nic do tego było z kim i
        > dlaczego.

        Ale na Twoim przykladzie moznaby wskazac, ze takie postepowanie prowadzi do rozstania ;).
        • pocztowkazbeskidu Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 08.11.07, 13:24

          Stwierdzenie "żonie nic do tego" faktycznie źle wróży związkowi, bo jednak będąc
          w związku w jakims stopniu nalezy się liczyć ze zdaniem drugiej strony (czyli
          mówię, o której wracam, jeśli w domu ktoś czeka, nie wychodzę, gdy potrzebuje
          mojej pomocy, konsultuję grafik - czyli nie pytam o pozwolenie, ale uzgadniam)

          Ale kluczowe jest tu słowo "zawsze".
          Jeżeli PRZED i w początkach bycia ze sobą, każdy z partnerów miał i zachował
          potem swoje grono znajomych, swoje rozrywki itd. - i wszystko było jasne, to ja
          nie widzę problemów na tym tle.
          (No chyba, że panna myśli, że np. po ślubie on przestanie chodzić na mecze, ale
          to już jej problem, że żyje w wirtualnej rzeczywistości ;-) )

          Co innego jak się ktoś chciał przypodobać, siedział na tyłku w domu z zoną /
          mężem albo nagle teraz zaczyna się nudzić - to faktycznie ciężko, ale chyba
          problem albo we wcześniejszym udawaniu, nieprzegadaniu kwestii tego, co naprawdę
          lubimy, jak chcemy spędzać wolny czas albo coś się wypaliło, że mamy tak
          naprawdę tej drugiej osoby dośc - i tu pies pogrzebany.

          Jeżeli problem był tylko w niedogadaniu, we wcześniejszym ustępowaniu dla
          świętego spokoju, którego ma się w końcu dość - to podtrzymuję swoje rady -
          trochę wytłumaczyć, a potem małymi krokami do przodu.

          Ale jeśli komuś notorycznie nudzi się towarzystwo drugiej osoby, to raczej
          pomyślałabym o zmianie tej osoby ;-)

      • miedzianakonefka Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 09.11.07, 12:11
        Panowie tu "trutututu" a dlaczego nie skomentować fragmentu
        p.t. "więzienie" ? Małżeństwo służy do tego żeby było obydwojgu
        dobrze albo nawet jeszcze lepiej. Jaki to by miało sens, nakładać
        sobie pętlę na szyję z radością i potem narzekać że uwiera ?
        Ja dlatego sie uwolniłem że nie zgodzę sie nigdy żeby druga osoba
        zawłaszczyła mnie dla siebie całkowicie. W małżeństwie jest miejsce
        dla wspólnoty i też jest miejsce dla każdego z osobna. Nawet w
        związku trzeba mieć swój kawałek podłogi. Inaczej to... pozostaje
        pantofel :P

        Alleluja i do przodu...
        • pocztowkazbeskidu Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 09.11.07, 12:59
          miedzianakonefka napisał:

          > W małżeństwie jest miejsce
          > dla wspólnoty i też jest miejsce dla każdego z osobna.

          Zgoda, Konefko, ale dla każdego proporcje między "wspólnym" a "osobnym" są
          różne. A w czasie zakochania, zaślepienia itd. często przystajemy na dalej idące
          kompromisy niż potem jesteśmy w stanie zaakceptować (i stąd potrzeba zaznaczania
          na nowo swojej odrębności i - o ile jest na czym budować - to można sobie
          partnera "wychować" )

          Chociaż najlepiej oczywiście mieć swój kawałek podłogi od początku i
          konsekwentnie go bronić.

          Co nie zmienia faktu, że dalej uważam, że stwierdzenie "żonie nic do tego" mi
          (jako żonie) się nie podoba ;-)

          • miedzianakonefka Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 09.11.07, 14:02
            Przyznaje że to mogło zabrzmieć za ostro. Na usprawiedliwienie mogę
            tylko powiedzieć że sam byłem "zawłaszczany" i dlatego mogę w tym
            temcie być nieobiektywny bo góre biorą emocje. Nie mniej jednak
            uważam że zamiast oszukiwać czy udawać warto jest wypracować taki
            układ który do tego nie zmusza bo w końcu partnerstwo to sztuka
            kompromisu. Jeden lubi łazić i nie znosi pytań: gdzie ? po co ?
            dlaczego ? A drugi jest domatorem i też może siedzieć na czterech
            literach bez potrzeby wysłuchiwania: Czemu nie idziesz ? Jak możesz
            mi to robić ? itepe... Ehhh jednym słowem "Widziały gały co brały" a
            jak się okaże że nie widziały, to trzeba o swoje zawalczyć a nie
            skuczeć jak zbity pies.

            Alleluja i do przodu...
    • re.ne Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 08.11.07, 14:20
      Z ciekawością przeczytałam wszystkie wypowiedzi i podpisuje się pod tym, że nie
      warto w 100% być szczerym w związku.
      Z czasem ta szczerość może obrócić się przeciwko nam.
      • nikita1001 Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 08.11.07, 14:30
        Wiem co to zazdrośnik w domu, ponieważ takowego posiadam i
        współczuje szczerze. Ale jestem za szczerością jeśli to ma być tylko
        spotkanie towarzyskie, to nie widzę nic w tym złego. Możesz
        powiedzieć przed lub po spotkaniu, jeśli zależy Ci na obecnym
        związku. Ale warto, by dowiedziała się od Ciebie nie od
        przypadkowych osób. Tu wychodzi też partnerskie zaufanie do drugiej
        połówki...ciężka sprawa, gdy go nie ma.

        Miałam podobną sytuację lecz to ja chciałam się z kimś spotkać i
        spotkałam się na kawie.
    • loppe Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 09.11.07, 10:02
      Warto być zawsze w szczerym związku. Natomiast zawsze być szczerym w
      związku nie warto.

      Co do spotkania z koleżanką preferowane nie informowanie o nim,
      natomiast w razie zdemaskowania - szczerość będzie najlepsza.
    • xapur Warto, nie warto - zależy od osoby. 09.11.07, 14:29
      Z tą szczerością do bólu to raczej ostrożnie, ostrożnie...
      "Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal" - to bardzo trafne
      powiedzenie. Czasem nic wielkiego się nie dzieje, ale powód do
      nieprzyjemności gotowy. Więc po co?
      Z drugiej strony proponuję nie dawać powodów do zazdrości to nie
      będzie się nad czym zastanawiać...

      Tylko potem nie mów, że tu wszyscy nakłaniali do kłamstwa, fałszu i
      obłudy, a ty bezwstydnie z tego skorzystałeś przedłużając spotkanie
      celem bliższego poznania... ;)
    • brudneczyny Re: czy warto zawsze byc szczerym w związku ??? 09.11.07, 23:52
      odpisuje bez czytania innych wypowiedzi

      idz i nie mow zonie,sprawa niewarta awantury, z twojego opisu wynika,ze zon ai
      tak przekonac sie nie da,a obawiac nie ma sie o co

      po cholere ja denerwowac,po cholere rezygnowac ze spotkania...
      i kto wymyslil ta "wszechobecna szczerosc" w zwiazku?

      nie chodzi mi o to zeby kogos oklamywac ale po co kogos denerwowac:)
    • avide No i po kawie. ;))) 10.11.07, 11:49
      Poszedłem, choć spotkanie wisiało na włosku bo bo mało co a bym się nie wyrobił
      :)). Mówcie co chcecie ale coś takiego to niesamowita podróż sentymentalna.
      Fajnie było usłyszeć co tam słychac u straych znajomych.

      Żona się nie dowiedziała. Poszedłem za rada Glam. To jeszcze nie czas na takie
      wyznanie. Ale powiem jej. Powiem jej po to żeby ją przyzwyczajać, "wychowywać",
      ciekawe jaka będzie reakcja???

      Stwierdzam, że czasami niektórzy zwyczajnie nie chce wiedzieć prawdy bo i po co
      ??? Od nadmiaru wiedzy czasami tylko głowa boli. Zwyczajnie lepiej się żyje jak
      się czasami pewnych rzeczy nie wie.
      Sam wolałbym nie wiedzieć gdyby żona puściła mnie kantem a nie wypłynęło by to
      na nasze małżeńskie relacje. Oczywiście wszystko pod warunkiem że odbyłoby się
      to dyskretnie i poza dwójką zainteresowanych nikt więcej by nie wiedział. W
      końcu czego oczy nie wiedzą tego duszy nie żal. Jeśli zostało by to jej
      tajemnica do grobowej deski, to ja mam to gdzieś.

      Koleżanka... wiele głosów tutaj wspominało o niecnych zamiarach, co naturalne z
      resztą. Powiem wam że dla mnie takie stare znajomości są całkowicie aseksualne.
      Na takie kobiety patrzę jak na ...siostry. Zwłaszcza odkąd jestem żonaty i noszę
      obrączke na palcu. Zwyczajnie po co sobie mieszać w życiu. Wspólni znajomi,
      kontakty poprzez różnych ludzi, jeden powiedział by drugiemu i lawina by się
      potoczyła.

      Pozdrawiam.
      Avide
      • miedzianakonefka Re: No i po kawie. ;))) 10.11.07, 13:46
        No i po bólu. Jedno co mnie niepokoi to "To jeszcze nie czas na takie
        wyznanie. Ale powiem jej" Nie przesadzasz aby czasem ? W końcu
        pójście z kimś na kawę to coś co ludzie robia cały czas przez
        większość życia. Więcej luzu i trzymam kciuki jak już powiesz :)

        Alleluja i do przodu...
        • p_k_79 No nie wiem.. 12.11.07, 17:30
          Jak znam zazdrosne Kobiety, to może pójść w ścieżkę "aha!! Zrobiłeś
          to za plecami, bo jakby do czegoś doszło, to nigdy bym się nie
          dowiedziała":))
      • green_land Re: No i po kawie. ;))) 10.11.07, 20:25
        No i dobrze zrobiłeś. Oczywiście najlepsza jest szczerość
        ale... :)))
        Masz rację, musisz żonę nauczyć, że zazdrością NIC nie zdziała, tym
        bardziej, że nie masz ochoty na przyprawianie jej rogów:)
        Pozdrawiam i życzę powodzenia:)
      • anais_nin666 Re: No i po kawie. ;))) 11.11.07, 16:55
        Koleżanka... wiele głosów tutaj wspominało o niecnych zamiarach, co naturalne z
        resztą. Powiem wam że dla mnie takie stare znajomości są całkowicie aseksualne.
        Na takie kobiety patrzę jak na ...siostry. Zwłaszcza odkąd jestem żonaty i noszę
        obrączke na palcu. Zwyczajnie po co sobie mieszać w życiu.

        No proszę. Litości. Chcesz powiedzieć, że gdyby koleżanka po latach zmieniła sie
        w uosobienie seksapilu, ociekała zmysłowością i podobała Ci się jak cholera to
        tez bys patrzył na nia jak na siostrę, bo masz obrączkę na placu?
        Bądźmy szczerzy. Zwyczajnie Ci się nie spodobała fizycznie i łatwo Ci było
        trzymac dystans patrząc na nią jak siostrzyczkę;)
        Umówmy się - obrączka na palcu nie jest elementem kastrującym:)
        • glamourous Re: No i po kawie. ;))) 11.11.07, 20:10
          W zasadzie tak, aczkolwiek istnieje coś takiego jak "wyprztykanie się"
          znajomości. Sama - przy okazji spotykania dawnych znajomych - już dawno
          spostrzegłam, ze są osoby, które kiedyś bardzo mocno mnie kręciły, ale dziś
          uznaję że moja fascynacja nimi już daaaawno temu się zdezaktualizowała. W
          międzyczasie zmieniły mi się gusta, kryteria, sama osoba też się, powiedzmy,
          trochę zmieniła fizycznie. Lub też zwyczajnie nie ma już miedzy nami tych
          dawnych erotycznych fluidów. I jako że dwa razy nie wchodzi się do tej samej
          rzeki, potrafię na przykład z powodzeniem umówić się na kawę z jednym czy drugim
          eksem, albo z moja miłością z ogólniaka - i świetnie się bawić, nie czując przy
          tym żadnych ciągotek erotycznych czy jakichkolwiek innych.

          Osobiście większe zagrożenie upatrywałabym w świeżych, niewyeksploatowanych
          jeszcze znajomościach, pełnych erotycznego dreszczyku nowości... To dopiero może
          być niebezpieczne :-)
          • orange_tail Re: No i po kawie. ;))) 11.11.07, 20:36
            skoro już po to nic nie mów. bez sensu. lepiej zostawić wszystko po staremu i
            mieć swoją małą tajemnicę.. i satysfakcję, że się tak dzielnie z nią poradziło ;)
            • zdzichu-nr1 Re: No i po kawie. ;))) 12.11.07, 16:31
              Do avide, green_land i innych osób radzących "szczere poinformowanie o wypitej
              kawie"

              W moim przypadku, gdy niewinna kawa z byłą sympatią wyszła na jaw, moja szanowna
              wieloletnia partnerka wpierw się upiła i w stanie upojenia zadzwoniła i umówiła
              spotkanie z byłym kochankiem... a następnie po paru dniach na trzeźwo się z nim
              spotkała, pojechała do koleżanki, wymusiła udostępnienie pokoju i całą noc się z
              figurami z owym kochankiem bzykała. Po czym po circa tygodniu poinformowała mnie
              na zimno o swoim wyczynie. Także radziłbym wstrzemięźliwość w wychowaniu żony
              stuprocentową szczerością .... "prawda wyzwala", ale skutki tego wyzwolenia mogą
              być dość dotkliwe.
              • p_k_79 Re: No i po kawie. ;))) 12.11.07, 17:36
                No właśnie to, tylko w mniej hardcore'owym wydaniu, miałam wyżej na
                myśli:))) Lepiej nie informuj, Avide - zwłaszcza, że sam opisujesz
                zazdrość akurat o tę Osobę, jako wyjątkowo zawziętą..

                Za to podsunę Ci inny pomysł. Następną okazję do spotkania
                wykorzystaj inaczej. Umów się na kawę - z Koleżanką wcześniej, a z
                Żoną później, w tym samym lokalu, niech się oswoi, dołączając do
                Was;) Jeszcze lepiej byłoby takie spotkanko urządzić we czworo, z
                Jej Mężem, ale to pewnie poza możliwościami, bo dzieli Was spora
                odległość.
                • your_and Re: No i po kawie. ;))) 13.11.07, 00:18
                  p_k_79 napisała:
                  > Was;) Jeszcze lepiej byłoby takie spotkanko urządzić we czworo, z

                  chyba koniecznie chcesz mieć kogoś na sumieniu...
                  • p_k_79 Re: No i po kawie. ;))) 13.11.07, 12:55
                    Bynajmniej:)) Bazuję na własnym doswiadczeniu z Zazdrośnikiem..
                    najpierw się wściekł, że mało Mu dym uszami nie poszedł.. a potem
                    sam z siebie śmiał i przyznał, że podstęp był chyba jedynym
                    wyjściem, by wilk był syty i owca cała:))
                    • miedzianakonefka Re: No i po kawie. ;))) 14.11.07, 17:24
                      O Żesz ! Z kim Wy się związaliście :P Jak to czytam to aż mi prawie
                      żal, że się separowałem z mażonkom która bez awantur wytrzymywała
                      trzydniowe wyjazdy z nieznanymi jej moimi kolegami bóg wie gdzie, a
                      potem rosołek potrafiła ugotować dla mnie leżącego "jak łazarz".

                      Alleluja i do przodu...
                      • p_k_79 Re: No i po kawie. ;))) 14.11.07, 23:35
                        No widzisz.. i ominął Cię etap główkowania, jak Jej dopiero
                        wytłumaczyć, że tak się da:))))
              • green_land Re: No i po kawie. ;))) 15.11.07, 11:35
                Eeee, coś nieuważnie czytasz:)
                Współczuję Tobie takiej baby. Jest jeszcze Twoją partnerką, czy
                dałeś sobie święty spokój?
        • avide Anais... 12.11.07, 08:22
          Anais. To nie tak.
          W zasadzie chcąc Ci odpowiedzieć najpierw zacytowałbym Glam z postu powyżej.
          Jednak to nie wszystko. Istnieje jeszcze coś takiego jak "syndrom żony kumpla".
          Ja tak to określam. Odnosi się to zrówno do faktycznych żon moich kumpli jak i
          do bardzo długich, (starych)znajomości.
          Zauważyłem, że mam coś takiego że jeśli znam kobietę bardzo długo z czasem
          zaczynam ją podświadomie traktować w kategoriach pozaseksualnych. Nawet jeśli
          będzie bardzo piękna i seksowna, będzie mnie pociągała fizycznie jeśli nasza
          znajomość przerodzi się w kumplowsko-przyjacielski układ bez wyraźnej nuty
          erotyki wykonanie jakiegokolwiek gestu w kierunku zdobycia jej staje się dla
          mnie awykonalne. Po prostu zaczynam odnosić wrażenie jakbym miał poderwać własną
          siostrę, jakbym miał wykorzystać otwartość kobiety, jej ufność do tego żeby ją
          przelecieć, a coś takiego nie mieści się w moim kodeksie etycznym.
          Oczywiście czasami zobaczysz kogoś po latach i możesz na jego punkcie odlecieć,
          tak po prostu, bo w końcu niezbadana jest potęga feromonów, jednak nawet wtedy
          dużo trudniej było by mi to zrobić niż w przypadku kawy z nieznaną kobietą z
          netu, która kręciła by mnie na dużo niższym poziomie.
          Prędzej zatem zacznę podrywać kogoś obcego, niż dobrze znaną mi kobietę i nawet
          nie chodzi tutaj o efekt nowości bo akurat w towarzystwie dobrze miznanym
          zazwyzaj czuje się swobodniej, lepiej, pewniej. Nowe znajomości zawsze niostą ze
          sobą tą nute niepewności, bo w końcu nie wiesz na co można sobie pozwolić a
          czego stanowczo unikać. Dziwne to we mnie ale tak włąśnie jest.
          Pozdrawiam
          Avide

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka