Dodaj do ulubionych

Zostawie bez litości

23.02.08, 15:06
kazdego mezczyzne/kobietę/ ktory nie bedzie mnie zaspokaial/ala seksualnie,
unikal/a seksu i zachowywal/a sie jak stara ciotka robiaca na drutach.


Co was powstrzymuje?
Obserwuj wątek
    • zipka Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 15:11
      sex to tylko część udanego związku, jest wiele innych rzeczy, które mogą trzymać
      dwoje ludzi razem.
      ps: życzę sukcesu i żebyś tak po 70 też miała takie podejście do życia i
      znalazła odpowiedniego ogiera
      • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 15:32
        "sex to tylko część udanego związku, jest wiele innych rzeczy, które mogą trzyma
        > ć
        > dwoje ludzi razem."

        tak, ale jak wynika z postow wazną o ile nie najwazniejsza....

        "ps: życzę sukcesu i żebyś tak po 70 też miała takie podejście do życia i
        > znalazła odpowiedniego ogiera"

        Tu nie chodzi o mnie, jestem zadowolona ze swojego zycia seksualnego, byc moze
        dlatego ze "zostawialam bez litosci"-nie żałuje...
        Raczej zastanawia mnie brak uczciwosci wobec siebie samego- jezeli ktos bardzo
        cierpi bo mu tej sfery zycia brakuje powinien odejsc.
        Jezeli brakuje ale odejsc nie chce powinien problem zamknac w 4 scianach i nie
        uzalac sie na forum...tym bardziej ze jasne jest ze jest tylko jedno
        rozwiazanie; wlasciwy partner.
        Nie atakuj mnie za swoj brak zdecydowania i frustracje.
        • your_and Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 19:06
          zlosnica100 napisała:
          > Raczej zastanawia mnie brak uczciwości wobec siebie samego- jeżeli ktoś bardzo
          > cierpi bo mu tej sfery życia brakuje powinien odejść.

          Zatem facet najpierw nalega na seks, potem wymusza wreszcie odchodzi do innej a
          i tak dostaje etykietkę "niedojrzały" bo powinien "być odpowiedzialny" i będzie
          uznany krzywdzicielem a druga strona pokrzywdzoną.
          Jakaż to częsta ewolucja, wystarczy pogrzebać tu w historii forum emama czy
          Życie rodzinne żeby spojrzeć na to z drugiej strony
          • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 19:44
            "Zatem facet najpierw nalega na seks, potem wymusza wreszcie odchodzi do innej a
            > i tak dostaje etykietkę "niedojrzały" bo powinien "być odpowiedzialny" i będzi
            > e
            > uznany krzywdzicielem a druga strona pokrzywdzoną.
            > Jakaż to częsta ewolucja, wystarczy pogrzebać tu w historii forum emama czy
            > Życie rodzinne żeby spojrzeć na to z drugiej strony"

            Czyli opinia środowiska ma magiczna moc...ma wieksza wartosc niż uczciwość wobec
            siebie samego?
          • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 19:45
            Ja nigdy nie byłam konformistką.Nie rozumiem takiej argumentacji.
            • marianna72 Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 15:12
              zlosnica100 napisała:

              > Ja nigdy nie byłam konformistką.Nie rozumiem takiej argumentacji.

              Kochana a ile masz lat ile zwiazkow za soba i ile dzieci bo to tez
              sa bardzo wazne rzeczy.
              Mozna miec udany seks ale to nie wszystko .Ja mam bardzo udane zycie
              brakuje tylko dobrego seksu a bylam w kilku zwiazkach gdzie ten seks
              byl ale czegos innego brakowalo.
              Poza tym ja nie jestem juz odpowiedzilana tylko za siebie
    • krissdevalnor100 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 16:35
      Ludzkie potrzeby realizują się na wielu poziomach. Już sama sfera
      seksualna jest złozona i mozna np. mieć sex codziennie (i niech to
      oznacza akurat tyle ile trzeba) i być bardzo niezadowolonym,
      rozczarowanym, zniechęconym.
      Sfera emocjonalna jest jeszcze bardziej skomplikowana niz sferra
      fizyczna. Moze nie u wszystkich akurat;) ale wierz mi, że faceta,
      który do mnie emocjonalnie pasuje widziałam do tej pory jednego. A
      było to dla mnie zawsze podstawowe zagadnienie. Nie zakwaterowałabym
      sie pod jednym dachem z kimś, kto mi pod tym względem nie odpowiada
      i nawet nie będę próbować opisu, jakie to cechy i w jakiej
      konfiguracji mnie pociągają, bo to zbyt pokręcone.
      Są ludzie, dla których kwestie materialne są bardzo istotne. Dla
      mnei to plan dalszy, ale rozumiem i nie zamierzam traktować jak
      idioty kogoś, kto np. nie wyobraża sobie przeprowadzki, czy czegoś
      tam.
      Osobne zagadnienie, to względy religijne, dla mnie nie problem, ale
      są tacy, którzy nie odejdą za nic na swiecie z tych właśnie pobudek.

      Po tym długawym wstępie odpowiedź:
      każdego co innego.
      To, ze mnie coś powstrzymuje lub nie nie jest żadnym wartościującym
      czynnikiem dla pobudek kogoś innego. Tak samo rozumiem osoby, które
      twierdzą, ze w ich związku najważniejszy jest sex jak te, które
      piszą, ze nie. I najważniejsze: to się zmienia w czasie. Nie jest
      tak, że jak coś mnie przy facecie trzymało lub odstręczało od niego,
      to po 15 latach te same czynniki warunkują nasze relacje.
      Tylko krowa nie zmienia poglądów :)
      • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 16:53
        Ok, to doprecyzuje zeby nie wyjsc na cyniczke.
        Nie wyobrazam sobie byc z kims kto mnie nie pociaga emocjonalnie-mialam jeden
        taki zwiazek i mimo swietnego seksu rozpadl sie.
        Ale tez nie wyobrazam sobie byc z kims z kim seksu nie mam, chocby jego
        osobowosc byla niezwykla.Przyjzń tak, ale nie nazywajmy tego zwiazkiem.
        • krissdevalnor100 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 16:59
          Hmm, też sobie nie wyobrazam:)
          tylko myślę, ze do decyzji o odejściu dochodzi się czas jakiś. Nie
          siedzę spokojnie patrząc wtedy na kalendarz i nie stwierdzam, ze
          skoro mija miesiac czy rok, to odchodzę. Aby odejść (zakładam, że od
          kogoś, kto poza tym mi odpowiada) musze być nieźle wkurzona, a
          niezłe wkurzenie sie zajmi mi jednak trochę czasu. W tym czasie
          poszukuję rozwiązań i wyjaśnień, troche majac nadzieję, ze poprawa
          jednak nastapi a trochę pokazując samej sobie, że nie oddałam pola
          bez walki. IMO na tym etapie ludzie piszą tu mniej lub bardziej
          rzewne posty:) I potrzebują czasu, aby z przekonaniem spuścić w
          klopie były zwiazek:)
          • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 17:08
            Ja mam zasade szybkich cięć...moze nieslusznie, ale chyba wtedy mniej boli.
            Ale rozumiem tez troche Ciebie, coz zycie nie jest dwukolorowe.
          • yoric Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 20:37
            > IMO na tym etapie ludzie piszą tu mniej lub bardziej rzewne posty:) I
            potrzebują czasu, aby z przekonaniem spuścić w klopie były zwiazek:)

            taaaa... wymień choć 3 osoby, które faktycznie przerwały ten związek. Albo nawet
            podjęły jakieś konkretne kroki (poza "bielizną", "kolacją", "poważną rozmową").

            Pozdrawiam
            • niezapominajka333 Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 21:00
              Bardzo proszę Yoric.
              Tak z głowy bez większego zastanowienia.

              Kraszan
              Abdulian
              Krzysiek24
              Anula36
              To ze starej gwardii, bo nie śledzę forum na bieżaco i musiałabym
              poszperać w postach.

              Zapomniałabym.
              Jeszcze niejaki Yoric, który miał kilka podejść do tego kroku :))

              A tak na marginesie, ciekawe, jak im sie układa ...
              Chyba już nie maja potrzeby sie tu żalić.

              A tych, którzy podjęli jakieś konkretne kroki byłaby długa, długa
              lista...
              • sylwiamich Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 21:11
                I ja.
                • glamourous Re: Zostawie bez litości 23.02.08, 22:40
                  sylwiamich napisała:

                  > I ja.

                  Ja dodałabym jeszcze Wiktoriadę.

                  Przy czym dużo zależy od stanu cywilno-rodzinnego poszkodowanej seksualnie
                  osoby. Latwiej jest odejść jak się ma lat 20+ i zero wspólnych zobowiązań,
                  kredytów czy dzieci. Im dalej w las (czyli w wiek, zobowiązania, kredyty,
                  dzieci) tym trudniej spakować walizkę. To chyba wcale nie takie proste odebrać
                  dzieciom wspaniałego i kochającego ojca (i zamieszkać ze świetnym w łózko
                  gachem, który je zaledwie "lubi") tylko dlatego ze tamten nie bzykał tyle ile
                  powinien?? Jak w ogóle można podjąć taka decyzje "bez litości" czy choćby bez
                  dylematów?

                  No, powiedzcie sami...
                  • misssaigon dopisze 24.02.08, 07:28
                    jeszcze niejaka lilyrush, ktora zostawila meza pomimo dwojki dzieci w tym
                    jednego bardzo malego. To przyklad a contrario tego co mowi galm :))
                    • zlosnica100 Re: dopisze 24.02.08, 09:50
                      Wiec lepszy sfrustrowany, odepchnięty mąż/żona ...czy rodzic na "dochodne" ale
                      szczęśliwy i spełniony?

                      Zresztą gdzie jest napisane ze nasze szczęście jest mniej ważne niż
                      pseudokomfort rodziny?

                      Zawsze jest to wybór 2 stron...dlaczego nie widzi sie tego że małżonek nie
                      realizujący /tak właśnie nie realizujący/ swoich zobowiązań małżeńskich / bo
                      właśnie tak to także są zobowiązania, dlatego nie bierzemy ślubu z siostra,
                      bratem czy matką/ zpiep....sprawę?


                      • glamourous Re: dopisze 24.02.08, 19:42
                        zlosnica100 napisała:

                        > Wiec lepszy sfrustrowany, odepchnięty mąż/żona ...czy rodzic na "dochodne" ale
                        > szczęśliwy i spełniony?

                        Ok, jeżeli jest faktycznie tak bardzo sfrustrowany, odepchnięty, niespełniony,
                        nieszczęśliwy i ogólnie związek jest do d*** to faktycznie powinien odejść bez
                        większych skrupułów...

                        To prawda, ze kiedy związek, oprócz braku seksu jest już kompletną klapą -
                        miedzy dwojgiem popsuło się już tak bardzo, ze już nie ma właściwie co zbierać,
                        bo oprócz braku seksu wychodzi kompletne, skrajne niedopasowanie życiowe,
                        charakterologiczne i ogólnie wspólne życie jest już tylko męczarnia. Wtedy
                        rzeczywiście odchodzi się bez mrugnięcia okiem.

                        Ale mówiąc o dylematach miałam na myśli sytuacje, kiedy partner nie odmawia
                        seksu w ogóle, a jedynie ma mniejszy temperament. Zona czuje się
                        niedopieszczona, ale poza tym on jest cudownym mężem, przyjacielem, partnerem i
                        uwielbianym przez dzieci ojcem? Wtedy zagwozdka jest gigantyczna, jak sadze...
                      • your_and Re: dopisze 24.02.08, 21:19
                        zlosnica100 napisała:
                        > Wiec lepszy sfrustrowany, odepchnięty mąż/żona ...czy rodzic na "dochodne" ale
                        > szczęśliwy i spełniony?

                        Bycie rodzicem to też forma spełnienia dla kobiety. Gdy dochodzi do rywalizacji
                        instynktu macierzyńskiego z popędem seksualnym ten drugi z reguły sromotnie
                        przegrywa. Ale to dopiero w w pewnym wieku.
                        Nawet jeśli babka ma seks i wszystko jest super, jest w stanie to zaryzykować to
                        wszystko i wrabiać gościa jeśli w pewnym wieku facet nie che jej zrobić dziecka.
                    • glamourous Re: dopisze 24.02.08, 19:45
                      Miss, pamiętam dość dobrze historie Lilyrush. Jej odejście od męża nie zostało
                      podyktowane brakiem seksu tylko ogólną klapą związku.
                      A dziecko, o ile się nie mylę, miała jedno.
              • yoric Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 18:21
                Jasne jasne.

                Ludzie się schodzą, ludzie się rozchodzą, normalna sprawa. Pytanie ile się
                rozchodzi z powodu tylko seksu, a ile z powodu innych spraw. Z tego co pamiętam
                (choć pamięć bywa zawodna), zwykle okazywało się, że jeśli było rozstanie, to
                były jakieś 'głębsze' sprawy, a brak seksu tylko dokładką.

                Pozdrawiam
                PS: Jak się układa - jeśli chodzi o seks :) to jako singiel mam go trochę mniej,
                niż w związku. Poza tym cała gama plusów i cała gama minusów.
    • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 10:13
      Jezli ktos nie je, leczy sie pod kątem anoreksji, bulimii lub innych zaburzen
      odzywiania, nie śpi...wlaczy z bezssenością, nie chce mu sie życ bada czy to nie
      depresja,,,,,
      Czemu jesli ktoś nie ma wogole ochoty na seks sie go nie diagnozuje?
      To naturalna potrzeba...mimo to partnerzy ktorzy maja zdrowe seksualne potrzeby
      sa traktowani jak "chorzy"...niewyzyci, ze zwierzecymi instynktami....akcent
      chyba w niewlasciwym miejscu...
      Czy to nasza ultrakatolicka mentalnosc?
      • zelos Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 11:41
        > Czemu jesli ktoś nie ma wogole ochoty na seks sie go nie
        > diagnozuje?

        Bo nie ma w ogóle ochoty. Aby nabrał ochoty na diagnozowanie, potem leczenie i w końcu na seks, trzeba użyc jakiejś innej marchewki.
        W stosunku do kobiety może to być np. argument "troska o zapewnienie szczęścia i wychowania dzieci", taki mały szantaż, raczej kij niż marchewka.
        A w stosunku do mężczyzny to nie wiem, bo dla mnie to jest zupełnie niewyobrażalne. Może przywołać wspomnienie minionych, wspaniałych, gorących chwil?
        • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 11:46
          Każdy ma swój słaby punkt.
          • yvona73pol Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 13:38
            jeszcze dosia odeszla, tez z dzieckiem, to tak dla dopelnienia info
    • brak.polskich.liter Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 21:37
      Bylam kiedys z facetem, ktory uzywal seksu jako narzedzia nagrody i kary i za
      rozmaite "przewiny" karal mnie m.in. odmowa bliskosci. Kilka lat mi zajelo,
      zanim sprezentowalam mu rogi wielkosci stodoly, po czym pogonilam w cholere.
      Co mnie powstrzymywalo przed pogonieniem pana wczesniej? Mysle, ze glownie
      poczucie winy, ktore umiejetnie podsycal. Bo on taki bieeedny i slaaabiuuutki i
      w ogole nieszczesliwy i gdybym go naprawde kochala i sie postarala... Trzeba
      miec naprawde dosyc, zeby tego rodzaju pasozyta kopnac w cztery litery.
      • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 24.02.08, 21:44
        Bierzcie przykład.
    • avide Re: Zostawie bez litości 25.02.08, 16:47
      Złośnica
      Jak dla mnie są dwie zasadnicze różnicę w temacie który poruszyłaś.
      W zasadzie sprawę podjęła już Glamour.

      Zupełnie inaczej wygląda sprawą porzucenia partnera którego kochasz, który jest
      świetnym partnerem na co dzień, przyjacielem, przystojnym facetem, piękną
      kobietą. Słowem w związku wszystko gra super poza seksem. Przy czym zaznaczam
      SEKS też jest. Czasami jest go nawet dużo, np. kilka razy w tygodniu, tylko że
      nie jest satysfakcjonujący.
      Bo np. kobieta jak wołu powtarza "rozbudź mnie najpierw", a nie jak ten ułan czy
      jakiś jaskiniowiec za włosy i heja....

      Na początku jest ok. przymykasz oko bo on taki wspaniały, przystojny, bo się
      super rozumiecie. itp. Jednak widzisz seks to taka bardzo delikatna dziedzina,
      że nawet najmniejsze niezaspokojenie może powodować, że cała reszta z czasem
      będzie Cę irytować. Przy czym zaznaczam, że seks jest i jest go nawet dużo.

      I powiedz mi Złośnico.. porzuciłabyś takiego faceta którego kochasz, który jest
      super pod każdym względem a ma tylko jedną wadę ... nie potrafi Cię zerżnąć tak
      jak to sobie gdzieś wyśniłaś ???? Tak na zimno, odeszłabyś ???

      Większość przytoczonych przypadków, które odeszły jeśli pamiętam (pamiętam ok.
      połowy) to było jednak seksualne nieporozumienia, ewentualnie krótkie związki
      nieusankcjonowane sakramentalnym tak, niezwiązane licznymi sprawami
      poza-seksualnymi. Poza tym często były to związki sypiące się na całej
      płaszczyźnie a nie tylko tej seksualnej. To jest ogromna różnica.

      Tak się składa, że jestem w związku wiele pozostawiającym do życzenia jeśli
      chodzi o tą sferę, przy czym mój problem polega na najoględniej mówiąc "jakości"
      a nie ilości bo tej mam idealnie, czyli troszeczkę mniej niż bym chciał. Jeśli
      uważasz, że porzucę taką kobietę jak moja żona dlatego że nie potrafi "dać mi
      tyłka" jak bym sobie tego wymarzył i odejdę w próżnie to jesteś w ogromnym
      błędzie. jak znam życie trafiłbym pewnie później na jakąś furiatkę i
      zatęskniłbym, do dawnych lat. Niech jako "memento" posłuży tutaj historia Mrecka.
      Odszedł do młodszej, po czym po czym nie raz przestrzegał tu na forum przed
      konsekwencjami takiego posunięcia i ja się z nim w pełni zgadzam.

      Chodzę już po tym świecie tyle latek by wiedzieć, że życie to sztuka kompromisu.
      ZAWSZE jest jakieś "ale" w partnerze. Trzeba tylko umieć tak dobrać sobie
      partnera żeby to z czego musimy zrezygnować dla związku nie było większe niż
      korzyści jakie dzięki niemu otrzymujemy. Seks to jeden z elementów który trzeba
      umieć zrównoważyć całą resztą. Dla jednych jest bardzo ważny, wręcz
      najważniejszy. I takie osoby odchodzą. Dal innych jest zupełnie nieistotny, zaś
      dla większości z nas jest gdzieś pomiędzy. Dlatego właśnie jednego dnia mamy
      ochotę rzucić wszystko w diabły właśnie przez seks, ale drugiego mówimy sobie,
      że przecież jest jeszcze cała reszta dla której warto zostać.
      To są właśnie najtruniejsze decyzje, związki w których wszystko jest zawieszone
      gdzieś pomiędzy.
      Odejść zawsze można tylko czy nie pójdziemy z deszczu pod rynnę ?? To właśnie
      pytanie powoduje, że tak trudno czasami odejść.

      Acha i jeszcze jedno ...
      Tak się składa, że znam dość dobrze sytuacje jednej z osób podanych w tym wątku
      za przykład odejścia. Ta sama osoba, która nie zawahała się odejść w swoim
      związku powiedziała mi, że będąc na moim miejscu sama nie umiała by podjąć
      decyzji. Ona odeszła i wiem jakie teraz ponosi konsekwencje i powiem wam, że
      wcale różowo jej świat nie wygląda.
      Być może będzie jeszcze kiedyś różowy, jednak kiedy.... to bliżej nieokreślona
      przyszłość.

      Tak więc widzisz... kłania się tutaj teoria względności.

      Pozdrawiam.
      Avide
      • zlosnica100 Re: Zostawie bez litości 25.02.08, 22:22
        Hmmm...ciezkie pytanie Avide.Nie odejsc... bo moze "nikt" lepszy sie nie trafi?
        Gdyby ten ktoś byl idealny pod kazdym innym wzgledem ...nie odeszlabym gdyby
        byla rodzina, dzieci - poczatkowo...Ale znalazlabym sobie kochanka i zyla z
        wielkim ciężarem w duszy....i ciagle myslala ze jak spotkam kogos kto bedzie
        kompatybilny w kazdym wzgledem zwijam żagle...Nieuczciwe to....ale szczere

        Jedyne co was/nas mogłoby zatrzymac to tylko strach ...wlasnie...Co bys zrobil
        gdybys mial gwarancje ze nowa osoba bedzie NAJ pod KAZDYM WZGLEDEM?...jAK DLUGO
        BYS WALCZYL Z SOBa?
        Jakis czas....Potem moze bys zostal, ale tylko ze starchu.

        Teraz twoja filozofia jest taka; jestem z nia bo nie jest najgorsza, moglbym z
        deszczu pod rynne...ona tak swietnie gotuje, jest taka ciepla...dba o mnie....Ze
        seks do d....coz, sa tacy co go wogole nie maja...albo partner zdradza....albo....
        To nie tak ze nie podzilam twojej fiozofii, tylko uwazam ze nie ma co lukrować
        "tandety" a twoj seks w Twoim / bo nie naszym przekonaniu, nie znamy was/ jest
        średni delikatnie mowiac.
        Pytasz czy bym odeszła? Możliwe, ale wiem jedno...napewno szukalbym drogi
        ucieczki do raju;)
        • avide Re: Zostawie bez litości 26.02.08, 11:49
          No cóż... prawdziwa przekorna złośnica z Ciebie ;-))))) tak tytułem wstępu.
          A teraz kilka cytatów:

          zlosnica100 napisała:

          > Hmmm...ciezkie pytanie Avide.Nie odejsc... bo moze "nikt" lepszy sie nie trafi?
          > Gdyby ten ktoś byl idealny pod kazdym innym wzgledem ...nie odeszlabym gdyby
          > byla rodzina, dzieci - poczatkowo...Ale znalazlabym sobie kochanka i zyla z
          > wielkim ciężarem w duszy....i ciagle myslala ze jak spotkam kogos kto bedzie
          > kompatybilny w kazdym wzgledem zwijam żagle...Nieuczciwe to....ale szczere

          Dobra tutaj przerwę cytowanie. Heheh tak bardzo szczerze co napisałaś. Wiesz co
          Ci powiem... mam dokładnie taki sam pogląd. Klasyczna strategia małpy, smutne
          ale prawdziwe.

          Ktoś tutaj juz to kiedyś napisał (chyba Gomory albo Your nie pamiętam kto) że
          niestety choć najbardziej chwalebna to nie jest metoda to odejście od danej
          osoby następuje najczęściej w przypadku pojawienia sie na horyzoncie
          atrakcyjniejszej oferty do wzięcia.
          Cóż... dlatego właśnie w związku trzeba tak postępować z partnerem żeby w
          obliczu pojawienia się atrakcyjniejszej oferty nie chciał odejść. Życie to
          sztuka wyboru, zostając również dokonujemy wyboru.

          Zycie jest cholernie złośliwe i większość z nas prawdopodobnie choć raz w życiu
          przytrafiła się sytuacja w której zastanawiał się czy aby nie warto jest
          przesiąść się "do innego pociągu"


          > Jedyne co was/nas mogłoby zatrzymać to tylko strach ...wlasnie...Co bys zrobil
          > gdybys mial gwarancje ze nowa osoba bedzie NAJ pod KAZDYM WZGLEDEM?...jAK DLUGO
          > BYS WALCZYL Z SOBa?
          > Jakis czas....Potem moze bys zostal, ale tylko ze starchu.


          Po pierwsze zacznijmy od tego, że NIGDY nie masz takiej pewności że koś będzie
          NAJ pod każdym względem. Wszystko to tylko pobożne życzenia żeby tak było, bo
          jaka jest rzeczywistość zawsze dowiadujemy się tylko i wyłącznie w jeden sposób
          - EMPIRYCZNY, gdzie polem doświadczeń jest nasz własny tyłek.
          Zaś co do długości walki z samym sobą. To zależy od indywidualnego charakteru
          każdego człowieka oraz od relacji społecznościowych w jakich się znajduje.

          >
          > Teraz twoja filozofia jest taka; jestem z nia bo nie jest najgorsza, moglbym z
          > deszczu pod rynne...ona tak swietnie gotuje, jest taka ciepla...dba o mnie....Z
          > e
          > seks do d....coz, sa tacy co go wogole nie maja...albo partner zdradza....albo.
          > ...
          > To nie tak ze nie podzilam twojej fiozofii, tylko uwazam ze nie ma co lukrować
          > "tandety" a twoj seks w Twoim / bo nie naszym przekonaniu, nie znamy was/ jest
          > średni delikatnie mowiac.

          Tutaj Cię zaskoczę. Moja filozofia jest taka, że nie ma sensu dla idei odchodzić
          w próżnię. W pewnym wieku ilość osobników spełniających nasze wymagania
          drastycznie maleje bo najlepsze "partie" zwyczajnie są już pozajmowane przez
          tych co mieli trochę więcej szczęścia, mieli lepszego nosa. Dlatego trzeba umieć
          ocenić bilans korzyści oraz poświęceń w danym związku, by jak natrafi się okazja
          nie żałować później do końca życia "a mogłem/am ale tego nie zrobiłem/am"

          Widzisz .. jak pisałem życie jest cholernie złośliwe. Tak się złożyło, że jak
          się już ładnie poukładałem ze swoim życiem, spotkałem kobietę, która w mojej
          opinii pasowała do mnie jak klucz do zamka.
          I choć była to mężatka, nie zawahałem się zaryzykować. Dostałem najsłodszego w
          życiu kosza ;-))), mniejsza o powody. Nie mniej nie żałuję, bo przynajmniej
          wiem, że spośród wszystkich dostępnych opcji jakie mnie spotkały w życiu
          wybrałem najkorzystniejszy stosunek korzyści do strat, pisząc mocno
          pragmatycznym językiem.
          Dlatego właśnie trzeba być świadomym siebie i swoich potrzeb, swoich pragnień,
          swoich możliwości, swojej wartości. Tego co dla nas ważne, bardzo ważne,
          najważniejsze a co akceptowalne, marginalne i pomijalne. I choć czasami będzie
          trafiał Cię szlag, że inni mają w sferze, która akurat w tej chwili Cie boli
          lepiej, to później spojrzysz na ten sam związek z innego punktu widzenia i
          powiesz sobie.. "cholera jednak kochany(a) ten/ta mój/moja "stay/stara" ;-)))
          Wiele ludzi jest świadomych całości bilansu a nie tylko jego wycinku jakim jest
          seks i dlatego choć często cierpią nie odchodzą. Rozumiesz ???

          > Pytasz czy bym odeszła? Możliwe, ale wiem jedno...na pewno szukalbym drogi
          > ucieczki do raju;)

          ;-)))) Tylko że wiesz... żeby owa droga to się nie okazała się drogą do raju ...
          utraconego. ;-)))

          BTW. Pytanie postawione przez Ciebie w pierwszym poście mówią mi wprost, że
          nigdy tak naprawdę nie kochałaś, nie straciłaś głowy dla drugiego człowieka,
          całkowicie bezwarunkowo, nikt Tobą tak nie zakręcił, bo gdybyś takie uczucie
          przeżyła choć raz, wiedziała byś, że czasami choć jest nam kurewsko źle,
          zwyczajnie nie potrafimy odejść ... bo tak bardzo kochamy KOCHAMY. I dlatego
          mówimy wtedy o pułapce miłości.

          Pozdrawiam serdecznie.
          Avide

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka