miimiimii
27.03.08, 12:19
po milion trzydziestym trzecim telefonie, wreszcie odebrał
(poprzednich nie odbierał, albo odbierał, wrzucał mi kolejne bluzgi,
obelgi, zarzuty, po czym się rozłączał) pozwolił mi wreszcie dojść
do słowa. ostatecznie wrócił. wyjechaliśmy na te święta. nie wiem,
było..dziwnie, raczej chłodno, ale bez konfliktów.
znów ponad wszystko próbuję posklejać rodzinę dla dziecka..
ale to, co w tym wszystkim zadziwia i odrzuca mnie najbardziej, to
to, że jemu się wydaje, ze to on jest ciężko pokrzywddzony. wydaje
mu się, że mnie nie krzywdzą jego zachowania? zachowuje się, jakby
nie dostrzegał kwestii zbudowania jakiejś bliskości między nami.
jemu się wydaje, że to, ze wrócił, jest juz załatwieniem sprawy, że
rzucił mi jedno "przepraszam", po którym powinnam wskakiwać na niego
i kopulować z nim jak zwierzę.. tymczasem ja jestem już tak daleko,
dla mnie to wszystko jest zbyt poważne.. jego dotyk juz od dawna nie
kojarzy mi się z niczym przyjemnym, raczej z zadawanym mi bólem. nie
potrafię tak po prostu przyjąć cukierka z ręki, która mnie krzywdzi.
minęło kilka dni, jakby wietrzeją trochę te ostre słowa. próbuję się
do niego zbliżyć, ale to też wszystko nie tak. ja chcę się po prostu
przytulić, a jego łapy od razu wędrują w moje majtki.. czuję się jak
zbędny, niewiele dla niego ważny dodatek do pary piersi, zadu i
pochwy.