Dodaj do ulubionych

na nowo zakochac sie w partnerze

13.05.08, 14:04
czy sadzicie,ze jest mozliwe zakochanie sie (ale wlasnie z tymi motylami w
brzuchu) na nowo w facecie z ktorym sie jest od dawna lub we wlasnym mezu?mimo
kryzysow,pretensji i innych klopotow w zwiazku?
czy po kryzysie jest konieczne jakies krotkie rozstanie zeby potem moglo
swiecic slonce?w zwiazkach pozamalzenskich wydawalo mi sie to proste- jest
zle,ok na jakis czas przestajemy sie spotykac,a gdy mieszka sie razem,czasem
nie ma zwyczajnie dokad uciec...zwlaszcza,gdy nie ma sie checi na noclegi w
hotelach.
jak juz pisalam we wczensiejszych postach,zle sie dzieje w moim
malzenstwie,chciallabym bardzo zaczac wszystko od nowa.choc to cholernie
ciezkie i wciaz "dostaje po dupie" wyobrazam sobie,ze moze krotka rozlaka
przynioslaby ulge.
a jak jest u was?jak sobie radzicie?uciekacie w prace,w zycie towarzyskie?ja
tak nie potrafie,jestem zbyt zdolowana.
Obserwuj wątek
    • gomory Re: na nowo zakochac sie w partnerze 13.05.08, 16:22
      Wg mnie przeszlosc jest zamknieta i nie mamy do niej dostepu. Nie mozemy wrocic do tego co bylo i do tamtych motylkow, bo zycie plynie TYLKO do przodu.
      Sposob rozwiazywania kryzysow to indywidualna sprawa, ale ja z rozstaniami bylbym ostrozny. Sens i przekaz takiego dzialania widze tylko jeden: przymysl (ja przemysle) czy na pewno chce byc z Toba.
      By przepracowac jakies kwestie w spokoju, "odparowac zlosc" bez wplywu partnera wystarczyc powinny najwyzej 1-2 wieczory.
      Sposob w jaki opisalas "krotka rozlake" mi raczej sugeruje ucieczke przed "dostawaniem po dupie", a nie chec spokojnej analizy problemow.
      • vanity666 Re: na nowo zakochac sie w partnerze 13.05.08, 16:30
        mam ten sam problem. Chciałoby sie wrócić do motylków w brzuchu a
        nie wychodzi....... ostatnio wyjechałam na 5 dni z nadzieją, ze jak
        wrócę będzie stęskniony czekał na mnie, ale niestety próżne
        nadzieje. nie wiem jak to będzie dalej.............
        • gomory Re: na nowo zakochac sie w partnerze 13.05.08, 16:43
          Logika mi podpowiada, ze jesli wam codziennie nie wychodzilo, to Twoj wyjazd spowodowal ulge, a nie tesknote.
          No chyba, ze w domu cos sie zaczelo walic i palic bez Twojej obecnosci, a on nie daje sobie sam rady z zyciem. To chyba raczej zalezy jakie jego potrzeby spelniasz w zwiazku ;).
    • krissdevalnor100 Re: na nowo zakochac sie w partnerze 13.05.08, 16:59
      Mnie sie wydaje, że najwiecej pomaga zmiana we własnym życiu, zmiana
      (poprawa:))) w wyglądzie, nowa praca, nowe studia itp, takie
      oderwanie od starych schematów. Moze byc dodatkowo jakies rozstanie,
      wyjazd, dłuzsza delegacja, wakacje, albo na jakis czas "do mamusi"-
      nie wiem.
      Jednak tak naprawdę to są wszystko półsrodki i nie wierzę, ze mozna
      ze starego zwiazku zrobic nowy. Może te półśrodki wystarczą, ale
      takich emocji jak w nowym zwiazku bym nie oczekiwała.
    • aandzia43 Re: na nowo zakochac sie w partnerze 13.05.08, 18:00
      Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Troszkę to smutne, ale
      dla mnie akurat nie tak bardzo. Lubię niespodzianki. Poza tym wiem,
      że chwili nie zatrzymam, więc po co kurczowo trzymać się prób
      zawrócenia Wisły kijem. Nie ma innego wyjścia, jak podążanie do
      przodu.
      Ze starego związku można zrobić nowy, jeśli dwoje ludzi w tym
      związku też się zmieniło. Ewoluujemy całe życie, wolniej, szybciej,
      łagodnie, skokowo. Czasem skok jest znaczny, tak się złożyło, że
      nowa tożsamość odpowiada nowej tożsamości drugiej strony i
      reaktywacja jest możliwa. Ale do tego trzeba trzęsienia ziemi, a nie
      każdy ma ochotę skakać na główkę do nieznanej wody. Proponuję więc
      konsekwetną ewolucję, nie rewolucję. Praca nad sobą! i swoim! życiem
      prowadzona przez dwie żyjące ze sobą istoty może spowodować, że
      zawsze będą dla siebie interesujące i inspirujące.
      Mnie się udało (na ten moment życia). Zaniechanie ewolucji
      doprowadziło co prawda do rewolucji, ale motylki też odzyskane. Taki
      bonus;-)
      • gaapa Andziu43, 15.05.08, 15:30
        jak to zrobilas?co konkretnie zmienilas w swoim zwiazku?siebie?meza?:)
        • aandzia43 Re: Andziu43, 16.05.08, 10:09
          Co zrobiłam? Przestałam robic cokolwiek w celu ratowania małżeństwa.
          Zajęłam się sobą. Dogadzaniem sobie, a jakże, ale przede wszystkim
          rachunkami sumienia i ciężką orką nad sobą. Zmieniłam się,
          doprowadziło to do rozstania, bo on nie odnajdywał się w nowych
          okolicznościach przyrody, a mnie zobojętniał zupełnie. Jakąż
          poczułam ulgę! Jakby moje ciało pozbawione zostało ciężaru. Mogłam
          latać! Był dla mnie obcym, trochę smiesznym człowiekiem, kims z
          przeszłości. Nie czułam już nienawiści, jego po prostu nie było.
          Odeszłam ze związku, on sobie poszedł z mieszkania. Ale za daleko
          nie chciał sobie iść;-) Bo nie ma natury poligamicznej, bo nie jest
          już młodzieńcem i najwyraźniej ciągle go do mnie ciągnęło (chociaż
          zraniony czuł się okrutnie). Zaczął podchody, ja nie przepędzałam
          go, jeśli wykazywał nowe, pożądane zachowania. Jeśli próbował
          powtórki z rozrywki - znowu zostawał sam. Ja wiekszośc swoich
          demonów miałam już co prawda przepracowaną, ale w trakcie tych
          podchodów też musiałam co nieco przerobić i przyjąć do wiadomości
          ostre sugestie swojego chłopa. Zaczęliśmy docierać sie na nowo.
          Zaczął się seks. Lepszy jakościowo niż kiedykolwiek między nami. To
          trwa już dwa lata i staliśmy się starym-nowym małżeństwem. Znajomi
          przyzwyczaili się do tego, że nie mieszkamy razem, że mamy
          rozdzielność od stołu i bardzo wspólne łoże. Nie wiem, jaki będzie
          dalszy ciąg.
          Dodam jeszcze, ze nie było osób trzecich w tym układzie. No, jakies
          tam flirty;-)
          • kici10 Re: Andziu43, 16.05.08, 11:31
            Przeżyłam podobny scenariusz. Z wyjątkiem rozstania i osób trzecich.
            Teraz jestem bardzo zadowolona z siebie. Natomiast zadowolenie ze
            związku w obecnym kształcie, jest prostą kosekwencją zadowolenia z
            siebie. Moj drugi pierwszy mąż też wygląda jak kot, który zeżarł
            śmietankę.
            To wszystko jest na chwilę obecną, która trwa już około trzech lat.
            Żyję tu i teraz, najlepiej jak umiem. Co będzie dalej? Nie zaprzątam
            sobie tym głowy. Wiem, że sobie poradzę.
          • sagittka Re: Andziu43, 16.05.08, 12:22
            Myślę, że twoja recepta na reaktywację związku ma rację bytu w
            wypadku posiadania dzieci dorosłych, czy samodzielnych.
            Mogę sobie wtedy wyobrazić, że ze starym mężem wracamy na
            etap "chodzenia" ze sobą, wyjeżdzamy na weekendy, chadzamy na
            kolację, spotykamy się na seks, a wszelkie negatywne przejawy
            codzienności zostawiamy dla siebie. Jednak, gdy dzieci wymagają
            jeszcze opieki i rodzicielskiego oka, taki układ byłby zbyt
            uciążliwy dla jednej ze stron, a drugą wyłączyłby z codziennego
            kontaktu przy wspólnym stole.
            Wydaje mi się także, że taki stan może byc równiez trudny w wieku
            podeszłym, gdy małżonkowie powinni się wspierać, gdy często
            utrzymanie dwóch mieszkań i prowadzenie oddzielnych gospodarstw jest
            zbyt kosztowne, a i stan zdrowia może wymagać codziennej obecności
            małżonka. Myślałaś o ty, jak wasz związek moze wyglądać za 20 lat?
            • aandzia43 Re: Andziu43, 16.05.08, 12:39
              Zgadza się, przy małych dzieciach oddzielne zamieszkiwanie na
              dłuższą metę raczej odpada. Natomiast pierwsza część recepty jest
              możliwa do przeprowadzenia w każdym wieku.
              Kiedys zamieszkamy razem, bo bycie ze sobą na codzień poza pewnymi
              aspektami też nam wychodzi nieźle. Trzeba jeszcze tyklo popracować
              nad tymi aspektami.
          • krissdevalnor100 Re: Andziu43, 19.05.08, 09:01
            To co napisała Andzia jest IMO bardzo mądre. Zaczyna sie od siebie a
            z kolei śmieci wyrzuca do kosza. Trzeba sie oderwać od przeszłości a
            nie w niej grzebać. Przeżyłam coś podobnego, z ta wariacją, że
            wyprowadzki fizycznej nie było
            (bo dziecko i takie tam startytaty, jak to u przeciętnie
            zarabiajacych ludzi, którzy nie mają willi extra w odwodzie;)
            Za to popatrzyłam na tego człowieka jak na obcego, pozbyłam się
            wszelkich oczekiwac względem niego. Nie spodziewając się po kimś
            NICZEGO nie wywieramy na niego żadnej presji, jesteśmy wolni a on...
            no cóż, ten był w szoku. Była to niewątpliwie wersja wyprowadzki,
            ale oddająca jej najgłębszy sens: jeśli się wyprowadzasz i każdego
            wieczora jak pies leżysz koło telefonu gotowa skoczyć do słuchawki,
            tęsknie wpatrujesz sie w drzwi a idąc do sklepu myślisz tylko, ża
            moze go spotkasz- to tylko inna forma tego samego kotła rozdzielona
            pomiędzy dwa lokale. Tymczaem trzeba nabrać PRAWDZIWEGO dystansu,
            żeby zaczynać coś od nowa. Jeśli się potem jeszcze chce;)
            • sagittka Re: Andziu43, 19.05.08, 10:10
              kriss, napisz czy wam sie chciało i czy się udało, no i jak z tego
              dystansu i spojrzenia "jak na obcego" wejść ponownie w bliskie
              relacje
              • aandzia43 Re: Andziu43, 19.05.08, 13:10
                sagittka napisała:

                > kriss, napisz czy wam sie chciało i czy się udało, no i jak z tego
                > dystansu i spojrzenia "jak na obcego" wejść ponownie w bliskie
                > relacje

                Zanim odpowie ci Kriss ja dorzucę swoją odpowiedx na to pytanie.
                Jesli jedna strona, w tym przypadku kobieta, osiągnie taki stan
                ducha, że patrzy na męża jak na obcego człowieka, niczego od niego
                już nie oczekuje, właściwie nawet nei czuje już bólu, to jednynym
                sposobem na nawiązanie relacji są ZMIANY U DRUGIEJ STRONY, w tym
                przypadku u męża. Bardzo często szok, jakim jest zerwanie relacji
                (to nie muszą być wyprowadzki i inne spektakularne wyczyny) zmusza
                partnera do wyskoczenia poza wygodne w gruncie rzeczy tory myślenia
                i postępowania. Jeśli małżonek wyskoczy poza swoje dotychczasowe
                uwarunkowania umysłowe i stwierdzi, że zalezy mu na związku ze starą-
                nową zoną, nawet jeśli wymagać to będzie od niego cieżkiej pracy, to
                mamy szansę na odbudowanie relacji. Ale już na trochę nowych
                zasadach. Może być też tak, że małż stwierdzi, ze mu to lata, bo za
                dużo roboty i reaktywacji związku nei ma. Albo w ogóle nei wyskoczy
                poza swoje ograniczenia mentalne i kompletnie nie zrozumie o co tu
                biega, tylko rozżalony pozostanie sam na sam ze soba i swoimi
                pretensjami i bólem.
                Tak więc na dwoje, albo na troje, babka wróżyła.

                A czy stronie "odchodzącej" w nowe chce się wejść w ponowną relację
                ze stroną "zachowawczą"? Zależy jej, jeśli zostało jeszcze cokolwiek
                ze starego potencjału uczuć, szacunku, zainteresowania osobą
                partnera. I zależy, jeśli strona "zachowawcza" ruszyła mózgiem,
                zrobiła remanent w swojej głowie i zaczyna robić w życiu. Jesli
                zaistnieją te dwa czynniki to są szanse.
                • sagittka Re: Andziu43, 19.05.08, 13:46
                  > Może być też tak, że małż stwierdzi, ze mu to lata, bo za
                  > dużo roboty i reaktywacji związku nei ma.

                  ... i że jak już się brac od początku za te robotę, to moze lepiej z
                  nową partnerką, bo może być prościej na początku, gdy świeża
                  fascynacja i namiętność ułatwia wejście w relacje, a jednocześnie
                  przykrywa wady i kompleksy.
                  • aandzia43 Re: Andziu43, 19.05.08, 13:57
                    Przykrywa wady i kompleksy, których nie trzeba ruszać, gdy wchodzi
                    się w związek z kobietą podobną stanem świadomości do zony sprzed
                    wielu lat. To taki niby nowy, ale w gruncie rzeczy stary związek.
                    Ewoluujący partner to doprawdy udręka, kwalifikująca się do
                    odstrzału;-)
              • krissdevalnor100 Re: Andziu43, 20.05.08, 10:49
                Hmmm, to chyba taki schemat: jemu się zaczęło chcieć. Taki banał,
                wszyscy zawsze mówią, że ten kto zobaczył jak partner się oddala i
                spokojnie zaczyna zyc swoim zyciem zaczyna gwałtownie "chcieć".
                Przyjełam, że chciał jednak szczerze, po czasie (jakieś 4 lata?)
                jeszcze to potwierdzam. Gorzej ze mną. Chcę- owszem- ale nie tak jak
                kiedyś. Ciągle się zastanawiam, czy to wynik blokady psychicznej,
                którą sobie zmajstrowałam (i napewno boję sie zrezygnować, skoro tak
                dobrze podziałała;)) czy faktycznie coś mi zdechło. Może musiało?
                Moze mi sie zdaje? Generalnie staram się tego nie analizować we
                wszystkie strony i nie robię z tego jedynego tematu własnych
                przemyśleń. Nie zamierzam też dać sie ponieść zniechęceniu bo za
                chwile moze stać sie cos takiego, ze ja będę panikować, zę nie chcę
                go stracić. Tak by pewnie było:) Zewnętrzne relacje są bdb a w
                porównaniu z dawnymi- genialne i rewelacyjne. Odpowiedź chyba
                właściwie powinna brzmieć: nie wiem, nie jestem pewna.
                :)
    • greg2105 Re: na nowo zakochac sie w partnerze 16.05.08, 03:01
      Amelko to sie juz nie zdarzy chyba ze z nowym mężczyzną.
      • amellka32 Re: na nowo zakochac sie w partnerze 16.05.08, 06:38
        wierze,ze w kazdym zwiazku sa wzloty i upadki.spojrzenie na partnera/ke zmienia
        sie w zaleznosci od roznych sytuacji zyciowych.fakt,moze nie wroci sie do
        uniesien i fascynacji takich jak w okresie zakochania na poczatku,ale...mysle ze
        moze byc niezle.ja w kazdym razie zyje taka nadzieja..
        dlatego tez wydaje mi sie,ze moze krotkie rozstanie pozwoli zeby zatesknic i
        poczuc znow to "cos"
        • kemot_ski Re: na nowo zakochac sie w partnerze 16.05.08, 19:07
          rozbity dzban, jak się tak uprzeć, to da się posklejać, ale już
          nigdy nie będzie jak wcześniej. będzie stał pusty tuż obok, niby ten
          sam dzban, a jednak zupełnie już inny dzban , bo już nigdy nie
          zatrzyma wody;)
          tak myślę, pozdro;)
          • sagittka Re: na nowo zakochac sie w partnerze 16.05.08, 19:13
            nawet nierozbity nigdy nie będzie taki jak nowy

            mając świadomość, ze wszystko się zmienia, ludzie, uczucia, związek,
            jest łatwiej zakceptować tę zmienność i dopasować do niej swoje
            podejście

            to nie jest łatwe, mnie zajęło 15 lat związku, zanim zaczęłam
            akceptować to, co nieuniknione i cieszyć się tym, czym się da
            • kemot_ski Re: na nowo zakochac sie w partnerze 16.05.08, 19:26
              o! i tej opcji warto się trzymać!:) bo to jest wielce słuszna
              opcja!:) jakiekolwiek to dla kogokolwiek może mieć przełożenie w
              realu:)
              • kemot_ski Re: znaczy się opcji... 16.05.08, 19:29
                "cieszyć się tym, czym się da"
                ;)
                • amellka32 Re: znaczy się opcji... 16.05.08, 22:26
                  wlasnie!marze o tym,moze wtedy odnalazlabym spokoj.a tak martwie sie tym,czym
                  sie da:(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka