25.06.08, 00:32
Jestem na forum ok 3 miesiace, czytam wiekszosc,
jestem ciekawa, co myslicie o osobach trzecich w
Waszych zwiazkach (kochankach).
Czy macie z nimi kontakt, jesli sie nie udalo,
czy traktowaliscie jako przygode, czy cos powazniejszego,
czy macie wyrzuty sumienia, czy chcieliscie sie tylko sprawdzic,
zapomniec.
czy ktos zostal i zaluje/nie zaluje - jesli tak, to
dlaczego?

moze sa na forum osoby "trzecie" - takie, jak ja?
zostalam zamieniona na zone po jakims czasie:):)

i - nie mowcie mi, ze to nie to forum, prosze
Obserwuj wątek
    • eeela Re: 3 25.06.08, 01:25
      Osobę 'trzecią' miałam okazję 'mieć' w moim poprzednim związku.
      Była to moja bliska koleżanka - piękna (stanowczo piękniejsza ode mnie),
      inteligentna, oczytana (też lepiej niż ja), ale potwornie neurotyczna osobowość.
      Niepewna siebie, zagubiona, z trudem sobie radząca z otaczającą ją
      rzeczywistością. Wymagająca opieki. Jednocześnie pociągała mnie i drażniła. Ale
      bardziej pociągała, bardzo lubiłam z nią przebywać. To ja ją wprowadziłam do
      naszego domu, posrednio przeze mnie poznał ją mój byly partner.

      Po jakimś czasie zaczęło się zdarzać, że nie było już tak, że spędzaliśmy czas
      we troje, ale oni zaczęli spędzać czas we dwoje. Nie zwracałam na to specjalnej
      uwagi, byłam na finalnym etapie pisania pracy magisterskiej i obecność mojego
      byłego bardziej mnie drażniła niż cieszyła, zwłaszcza że sam był toksyczną
      osobowością i związek z nim był pasmem psychicznych udręk i mojego wiecznego
      poświęcalnictwa, wybaczania wyskoków, tolerowania (bardzo zresztą niesłusznie)
      bardzo paskudnych zachowań. Jego roszczeniowa postawa, moje rozdrażnienie pracą
      sprawiało, że wręcz cieszyłam się, kiedy znikał z domu.

      Po obronie, kiedy odetchnęłam od stresu, okazało się, że wcale nie dane mi jest
      odetchnąć od jego zachowań. Stał się bardziej dokuczliwy i męczący niż zwykle.
      Zapewne celowo, ale wtedy tego nie wiedziałam. Postanowiliśmy się rozstać.
      Propozycja wyszła ode mnie, a on się zgodził, co było dla mnie potwornym
      zaskoczeniem, bo takie propozycje wychodziły ode mnie już wcześniej
      kilkakrotnie, i zawsze spotykałam się nawet nie ze skruchą, ale z błaganiem i
      płaczem.

      Wzbudziło to moje podejrzenia, poza tym wciąż go chorobliwie kochałam, i doszłam
      w końcu do tego, że tak naprawdę cały czas rozchodziło się o nią - zniżyłam się
      do przejrzenia archiwum rozmów i maili.

      Zabawne, że na początku ani przez moment nie poczułam żalu do niej. Wiedziałam,
      że była zagubiona, załamana poprzednimi wydarzeniami w jej życiu emocjonalnym,
      poza tym mało odporna na perswazję, ogólnie słaba, choć piękna natura. Na
      początku nie miałam też żalu do niego, bo go kochałam i chciałam być
      wyrozumiała, że człowiek nie jest panem serca swego ;-) Byłam po prostu
      nieszczęśliwa, co było jeszcze potęgowane tym, że on sam wciąż się wahał albo
      zgrywał, że się waha, wciąż ze mną mieszkał, bo nie chciałam wywalać go na bruk,
      dawałam mu czas na zorganizowanie sobie miejsca, co w sumie trwało następne dwa
      miesiące (a on już otwarcie randkował z 'tą trzecią', na dodatek przynosząc mi
      sprawozdania, mimo że prosiłam go, aby tego nie robił). Ogólnie chciałam być
      szlachetna i pełna zrozumienia dla ludzkich słabości i kolei losu, a wyszłam na
      głupią, naiwną pindę. Jak się w końcu na niego wkurzyłam i zaczęłam procedurę
      wykopywania go z domu, zostałam okrzyczana burakiem i głupią, mściwą,
      sfrustrowaną pi.zdą.

      Wtedy dopiero wzbudziła się we mnie prawdziwa niechęć i do niego, i do niej, i
      ogromny żal. To był najcięższy czas, jakiego doświadczyłam w swoim życiu.

      Dzisiaj trudno mi wspominać dobrze jego, ale wszelkie resentymenty do niej mi
      przeszły. W sumie, gdybym tylko miała okazję, chętnie odnowiłabym z nią
      znajomość (nie są już razem). Była to bowiem, przy całej swojej słabości,
      fascynująca kobieta. Ale niestety nie ma takiej możliwości, a nawet gdyby była,
      to wcale nie jestem pewna, czy ona by tego chciała.
      • lunatic_ann Re: 3 25.06.08, 01:41
        Eela - czytam Twoje posty od dawna.
        Moim zdaniem - postapilas z klasa a i szlachetnosc i wyrozumialosc - tylko pozazdroscic.
        Ja mialam kiedys taka "przyjaciolke", tez mialam dosc faceta, ale chcialam ratowac, w ramach zwierzen mi go odbila - do dzis nie potrafie zbyt przelamac niechceci do niej - utrata zaufania... dlatego szacunek, a to, ze sie kogos kocha i przez to pozwala mu sie odejsc to mi dalas temat na cala noc do przemyslenia :):)
        tak sie kiedys podobno robilo
        pozdrawiam
        czujac sie mala
        • eeela Re: 3 25.06.08, 01:48
          Nie ma czego zazdrościć.
          Trzeba znać różnicę między szlachetnością i wyrozumiałością, a pantoflarstwem,
          poddańczością i utratą godności osobistej.

          Znizyłam się do sprawdzania mu konta, do słuchania, jakiego kształtu są jej
          piersi, do wmówienia sobie jak komu durnemu, że byłam głupia i mało warta. Nic w
          tym mądrego ani szlachetnego.

          Dziś wiedziałabym lepiej, jak postępować. Bez zniżania się do głupich rzeczy,
          wciąż kulturalnie, ale asertywnie.

          Nie mam sobie za złe, że nie postępowałam inaczej, bo po prostu wówczas nie
          wiedziałam, jak nalezy się zachować. Nauczyłam się na własnej skórze. Większości
          prawd życiowych człowiek musi się nauczyć na własnej skórze.

          Mam tylko mocną nadzieję, że nie będę tej akurat mądrości już potrzebować.
          • lunatic_ann Re: 3 25.06.08, 01:58
            a jak dzis bys zrobila? wywalilabys go na pysk od razu z dyplomacja?
            ja bym wywalila!!
            • eeela Re: 3 25.06.08, 02:13
              Dziś wywaliłabym w trybie natychmiastowym. Kulturalnie, bez krzyków, ale i bez
              negocjacji. Z pewnością też bez słuchania jego opowieści o randkach, bez
              przyjmowania zaproszenia jego rodziców z nadzieją, że da się coś naprawić, bez
              rozmów z 'tą trzecią', słuchania jej tłumaczeń i zdradzania jej, że facet wciąż
              ciagnie mnie do łóżka, BEZ CHODZENIA Z NIM DO ŁÓŻKA.

              Ogólnie rzecz biorąc, to całą tą swoją szlachetnością miałam nadzieję wygrać
              sprawę, choć wówczas sobie tego nie uświadamiałam. I nie rozumiałam wówczas, że
              jesli dochodzi do momentu, w którym facet rozważa rozstanie dla 'tej trzeciej',
              to nie nalezy się bawić w szlachetność ani próby odzyskania go, tylko wywalić mu
              walizki za drzwi.

              Nigdy nie miałam jakiegoś szczególnie nabożnego stosunku do wierności fizycznej,
              i choć samej mi się jej złamanie nie zdarzyło i podejrzewam, że tylko szczególne
              okoliczności mogłyby takie coś sprawić, to nie jestem osobą, która zostawiałaby
              partnera tylko dlatego, że raz czy drugi gdzieś indziej umoczył kija.

              Ale stan, w którym ktoś rozważa rozstanie, to jest zupełnie coś innego. W takiej
              sytuacji wiem już, że jedyne, co powinnam zrobić, żeby później czuć się sama ze
              sobą dobrze, to pożegnać się z panem - bez prób, bez negocjacji, bez poniżania się.
              • zonaty19791 Re: 3 25.06.08, 09:52
                Z tego co czytam, to jesteś bardzo rozsądną kobietą. Zastanawia mnie
                jednak (może to mylne wrażenie(, z tego co pisałaś o
                tej "przyjaciółce" - to Ty do niej coś nie masz?
                • lunatic_ann Re: 3 25.06.08, 10:47
                  ona mnie bezczelnie faceta odbila :):)
                • lunatic_ann Re: 3 25.06.08, 11:37
                  i dzieki za rozsadek:)
                  • zonaty19791 Re: 3 25.06.08, 11:54
                    Wybacz, wiesz to taki zwykły "szowinistyczno-męski" stosunek do
                    życia.
                • eeela Re: 3 25.06.08, 12:20

                  > Z tego co czytam, to jesteś bardzo rozsądną kobietą. Zastanawia mnie
                  > jednak (może to mylne wrażenie(, z tego co pisałaś o
                  > tej "przyjaciółce" - to Ty do niej coś nie masz?

                  Byłam nią zafascynowana, to prawda :-) Jestem zdolna do fascynowania się
                  kobietami, ale chyba nie do chodzenia z nimi do łóżka jednak ;-)
                  • zonaty19791 Re: 3 25.06.08, 13:37
                    Hmm, może szkoda :-)
                    • eeela Re: 3 25.06.08, 14:23
                      Nie wiem, co tracę, więc nie cierpię specjalnie :-) Albo jestem za bardzo
                      uwięziona w limitach kulturowego tabu, albo jestem za mało biseksualna, bo
                      kobiety, mimo że zdarzają mi się fascynacje nimi, jakoś nigdy dotąd nie
                      sprawiały na mnie aż takiego wrażenia, żeby iść z nimi do łóżka ;-)
                      • zonaty19791 Re: 3 25.06.08, 14:31
                        To jakiej fascynacji zatem ulegasz?
                        • eeela Re: 3 25.06.08, 15:01
                          Takiej, która jest połączona z prawdziwą namiętnością, a nie po prostu
                          ciekawością i uznaniem :-)
                          • zonaty19791 Re: 3 25.06.08, 15:42
                            Czyli bez uczucia nic z tego nie będzie.
                            • eeela Re: 3 25.06.08, 16:08
                              Zależy, jakiego uczucia :-) Nie mówię o miłości, tylko o namiętności. Miłość
                              przychodzi z czasem. A podobno czasami nie przychodzi wcale.
                              • zonaty19791 Re: 3 25.06.08, 18:19
                                Czyli ostatecznie nie mówisz nie. A zastanawiałaś się nad tym?
                                • eeela Re: 3 25.06.08, 18:25
                                  Zdarzyło mi się raz, przy mojej kolejnej kobiecej fascynacji, w stosunku do
                                  dziewczyny, która tę fascynację odwzajemniała i wcale się z nią nie kryła.
                                  Znałyśmy się rok, spotykałyśmy czasami na imprezach czy wyjściach w większym
                                  gronie, po kilku głębszych odgrażałyśmy się, że w końcu kiedyś musimy spróbować
                                  - ale zanim zdarzyła się ku temu okazja, dostałam stypendium w Belfaście i
                                  wyjechałam.
    • flamenco_night Re: 3 25.06.08, 08:59
      1. Mam kontakt - nie chodziło o "nie udało się', jedynie o to, że
      były to przygody,kilka(naście)fajnych intymnych spotkań i to
      wszystko. Zostały miłe wspomnienia, znajomości, w dwóch przypadkach -
      przyjaźnie :)

      2. j.w. - zawsze mam świadomość,że to jest OBOK i ani swojej, ani
      cudzej rodziny rozwalać nie planuję.. dlatego serce sobie w
      kieszeńchowam w takich przypadkach PRZED ;)

      3. Nie mam wyrzutów, po prostu zmieniliśmy ze Ślubnym ustalenia -
      seks nie jest elementem naszej wierności, a więc i nie czujemy się
      zdradzani, gdy partner prześpi się z kimś spoza związku.

      4. Nie żałuję. Żałował jeden pan "po drodze", ale sam sobie był
      winien. Chciał czegoś poza miłym towarzystwem i seksem, chociaż
      jasno postawiłam warunki przed i sam chętnie na nie przystał.

      Wszystko chyba :)
      • meg303 Re: 3 25.06.08, 10:30
        Mój trzeci pojawił się przy okazji naszych wspólnych eksperymentów. Kilka bardzo
        udanych spotkań. Po pewnym czasie zrezygnowaliśmy. On nie, zagalopował się
        nieco, chociaż na początku ustalaliśmy zasady. Czasem przysyła jakies
        przypominające maile.
        Lubiłam go na swój sposób, zostały miłe wspomnienia.
        • zonaty19791 Re: 3 25.06.08, 14:09
          A Pani mężatka?
        • flamenco_night meg 25.06.08, 15:35
          Przepraszam, że spytam - eksperymentowaliście z nim w trójkącie?
          To, oczywiście, nie z ciekawości pytanie, ale więcej po Twojej
          odpowiedzi ;)
          • meg303 Re: meg 25.06.08, 16:39
            Dokładnie tak;)
            • flamenco_night Re: meg 25.06.08, 17:10
              Może dlatego mąż nie jest teraz tak skory do kochania się z Tobą?
              Może potrzebuje co najmniej takich bodźców, by pożądać Ciebie? A
              może nieświadomie unika kontaktów z żoną, którą widział w sytuacji
              intymnej z innym mężczyzną - to wcale nie takie rzadkie, jak mogłoby
              się wydawać.
              Z fantazjami to jest ta, że fajnie je realizować, ale nie realizować
              czasami.. fajniej. Takie trójkąty, często będące elementem fantazji
              mężczyzn, najlepiej gdy pozostają niezrealizowane realnie - chyba,
              że w niezobowiązującym układzie, gdzie właściwie poza sympatią, czy
              przyjaźnią, nie ma uczuć.
              • meg303 Re: meg 25.06.08, 18:05
                Nie wiązałabym zrealizowanej wspólnej fantazji( mojej też) z obecnym brakiem
                sexu. Po pierwsze zdarzyło się to dośc dawno, po drugie oprócz tego o czym
                pisałam wyżej uprawialiśmy sex tylko we dwoje, i było nam dobrze. Tamto było
                jedynie pikantną atrakcją, nie fetyszem niezbędnym do udanego sexu.
                • flamenco_night Re: meg 25.06.08, 18:28
                  Nie, nie od tej strony - było fetyszem, dopóki się nie zrealizowało.
                  Mogło stać się tzw. "początkiem końca".
      • glamourous Pytanie do Flamenco 21.07.08, 11:36
        flamenco_night napisała:


        > seks nie jest elementem naszej wierności, a więc i nie czujemy się
        > zdradzani, gdy partner prześpi się z kimś spoza związku.


        Tak z ciekawosci pytam, czy nie obawiasz sie, ze to Wasze programowe
        przyzwalanie na niewiernosc moze sie kiedys obrocic przeciwno Wam?
        Rozumiem te zasady : jestescie sobie wierni zwiazkowo i uczuciowo,
        ale nie seksualnie. No ale przeciez musisz (musicie oboje) zdawac
        sobie sprawe ze taki uklad niesie ze soba ogromne ryzyko. MOZNA sie
        przeciez mimo woli zakochac w osobie z ktora sie sypia bez
        zobowiazan - w ramach takiej dozwolonej malzenskiej niewiernosci.
        Wiesz, taki psikus hormonalny, ktory sprawi ze ktores z Was po
        prostu kompletnie odleci na punkcie tej "nowej" osoby. Czy mozna
        Twoim zdaniem miec do siebie AZ takie zaufanie, zeby wykluczyc, iz
        ten libertynski seks na boku przerodzi sie w "cos wiecej"?? Z
        Twojej, albo z jego strony. Ja bym takiego zaufania nie miala nawet
        do samej siebie - a co dopiero do partnera.

        No chyba, ze z zalozenia traktujecie Wasz zwiazek jako "czasowy",
        tzn. na zasadzie jestesmy razem teraz, a jutro jesli bedzie trzeba
        powiemy sobie grzecznie i bez urazy pa pa.

        Czytalam kiedys ksiazke napisana przez pewnego madrego francuskiego
        rezysera, ktory pisal o mazenskiej programowej niewiernosci mniej
        wiecej tak : "myslalem, ze odkrylem sekretna recepte na szczescie w
        malzenstwie, jednak wtedy jeszcze nie wiedzialem, ze kryje sie w tym
        pulapka, ktora powoli i systematycznie niszczyla nasz zwiazek"
        (cytat niedokladny ;-))
    • fabiolalast Re: 3 25.06.08, 18:28
      ja jestem tą trzecią.
      trwa to już koło roku. Wyrzuty sumienia były i są - względem naszych małżonków.
      Oboje ich mamy... jeszcze.
      Ja jestem w trakcie rozwodu.
      Za pewne wiele osób w to nie uwierzy.. ale ON pojanił się już po podjęciu decyzji.
      Od męża odchodzę bo mam za dużo honoru i godności aby być materacem i bankomatem
      w jednym.
      Honoru i rozsądku zabrakło mi jednak, aby nie uwikłać się w romans.. i tego
      żałuję.

      • lunatic_ann Re: 3 25.06.08, 18:49
        no dobra, ale napisalas, ze w romans zaangazowalas sie jak juz podjelas decyzje
        o rozwodzie - wiec - wg mnie, zachowalas porzadek zdarzen.
        A co z nim?
        • fabiolalast Re: 3 25.06.08, 19:01
          Wg siebie i Ciebie zachowałam ciągłość zdarzeń.
          Aczkolwiek należę do osób, które średnio dzielą się swoimi problemami z
          otoczeniem (w realu). Mam przyjaciółkę i to ona przeważnie słucha.
          Reszta twierdzi, iż jest inaczej. Po co widzieć prawdę, skoro kłamstwo jest
          fajniejsze... ciekawsze.

          A z nim? hmm ja się w jego życiu pojawiłam w momencie - jak on twierdzi:) gdy
          już było źle.. Czyli standardowo:)
          Na początku rozmowy.. te same zainteresowania.. i poszło.
          Zaangażowaliśmy się oboje.
          Aczkolwiek jak to bywa... małżonkom od razu nie odmówisz wszystkiego..
          Pech chciał, że w pierwszym miesiącu naszej znajomości.. jego żona zaszła w
          ciąże. Dowiedzieliśmy się o tym w około 4 miesiącu naszej wspólnej znajomości.
          Ja przeżyłam dość duży szok. Że nie wolno, że ciąża.. że o Matko co my
          najlepszego zrobiliśmy. Wytrzymaliśmy z 3 tygodnie od siebie...
          Później też próbowaliśmy się rozstawać.. na siłę.. ale nic to nie dało. Ja jako
          kochanka tłumaczyłam zachowania jego żony, prosiłam aby do niej wrócił.. a
          przynajmniej dał jej szanse. On się uparł i powiedział, że nie chce życia bo
          życia. i że jeśli ja go kocham to nie odejdę od niego.. a wytrwam przy nim i
          wspólnie przejdziemy ciężką drogę do tego aby być szczęśliwymi.
          Jest ciężko.. ale dajemy radę.
          • eeela Re: 3 25.06.08, 19:12
            Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie jest moim zamiarem angażować się w krytyki
            moralne. Ale jak daje sobie radę jego żona?
            • fabiolalast Re: 3 25.06.08, 19:21
              Jego żona wie o nas.
              I jako kobieta - bardzo jej współczuję. Wiem, że to trochę hipokryzja.. ale tak
              jest.
              Tłumaczę mu nadal niektóre jej reakcje.. że zrozum, tak kobiety mają.. że
              ciąża.. że ona tak na pewno nie myśli... Bronię jej mocno - czasami zastanawiam
              się, czy to z czasem nie obróci się przeciwko mnie, czy któregoś dnia nie
              usłyszę: wracam do żony, pa maleńka.
              Aczkolwiek im lepiej ją poznaję - tym coraz mniej mam do niej hmm sympatii.
              Mam wrażenie, że ona była z nim bo było jej tak bardzo wygodnie.
              Wątpię aby były tam uczucia poza egoizmem w zakresie bezpieczeństwa na
              przyszlość i stabilizacji.
              • jef_f Re: 3 25.06.08, 19:22
                ..jestes bardzo szlachetna:)
                • fabiolalast Re: 3 25.06.08, 19:26
                  proszę bez ironii.
                  Wiem, że źle zrobiłam. Choć źle to może za mało powiedziane...

                  Choć w taki sposób staram się to jakoś "zrekompensować"...
                  • flamenco_night Re: 3 26.06.08, 10:37
                    Obawiam się, że jeżeli kiedykolwiek będziecie razem, to ten związek
                    będzie traumą. Twoje wyrzuty sumienia zatrują Wam życie. Pomyśl o
                    tym, bo skupiasz się teraz na tym, by Twoje poczucie winy skutkowało
                    pokutą, a nie powinnaś, skoro nie zrezygnowałaś z faceta. To
                    dwulicowe - z jednej strony biczujesz się poczuciem winy, z drugiej -
                    trwasz w tym, czego podobno żałujesz. Najgorzej z Waszej trójki ma -
                    podejrzewam - facet, który podjął decyzję i chciałby u Ciebie
                    znaleźć zrozumienie i wsparcie, a nie tłumaczenie, że "prawie była"
                    ma rację i powinien ją rozumieć. Zachowujesz się, jakbyś sama nie
                    wiedziała, czego chcesz.
                    • fabiolalast Re: 3 26.06.08, 11:39
                      Po części na pewno masz rację.
                      Staram się nie wtrącać w ich układy jak tylko mogę.
                      Czy to dotyczy przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości.
                      To oni oboje mają sobie to jakoś poukładać.
                      Jednak nie zawsze się tak da.. w sytuacjach gdy jemu jest bardzo ciężko i
                      przysłowiowe ręce mu opadają - jestem przy nim, wysłucham, przytulę, pocieszę
                      jak tylko umiem.. tyle, że gdy mi się wydaje, że to tym razem on trochę
                      przegina.. mówię mu to delikatnie. I o dziwo chyba mu to pomaga.
                      Całe szczęście takie chwile pojawiają się już coraz rzadziej..

                      Z drugiej strony jest lęk przed tym czy i ja sobie poradzę z takim bagażem
                      doświadczeń. Obecnie mogę sobie gdybać że oczywiście itp.
                      Wiem, że warto spróbować, postarać się.. a co będzie.. zobaczymy.
                      • flamenco_night Re: 3 26.06.08, 12:03
                        Wszystko, co mogę Ci poradzić (nienawidzę tego słowa!!), to
                        zostawienie przeszłości za sobą, jeśli decydujesz się na budowanie
                        nowego związku - wykończysz i siebie, i jego, jeśli zaczniesz
                        przerzucać poczucie winy na Was, gdy zakończy już sprawy z "byłą" i
                        realnie zostaniecie 'tylko we dwoje'. W nowy związek nie można
                        wprowadzać osób trzeciech na takich zasadach, bo to prowadzi do
                        ruiny. Zaczniecie kojarzyć MY z ONA - biedna, skrzywdzona, porzucona
                        ONA. Droga donikąd.
                        • fabiolalast Re: 3 26.06.08, 12:28
                          może i coś w tym jest..
                          Dziękuję, pomyślę nad tym.
                        • fabiolalast Re: 3 21.07.08, 10:21
                          a jednak w związek wprowadzimy osobę "trzecią" :)
                          będę mamą.
                          • eeela Re: 3 21.07.08, 11:20
                            Gratulacje :-)
                          • lunatic_ann Re: 3 21.07.08, 17:01
                            Fabio!

                            bardzo serdecznie Ci gratuluje. Mam nadzieje, ze wszystko Ci sie
                            ulozy jak najlepiej. Dbaj o siebie, o dzidzie, ale i o faceciku nie
                            zapominaj:):)

                            Pozdrawiam
                            • fabiolalast Re: 3 22.07.08, 07:45
                              dzięki! :)))
                  • krissdevalnor100 Re: 3 26.06.08, 23:54
                    To nie Ty źle zrobiłaś, to on źle zrobił. Czyba, ze źle rozumiem,
                    ale wynika mi z tego, co piszesz, że nieszczególnie jasno jej
                    przedstawił, że zmiania partnerkę?
              • trzydziestoletnia Re: 3 26.06.08, 12:07
                fabiolalast napisała:

                > Aczkolwiek im lepiej ją poznaję (...)

                A jak ją poznajesz? Z opowieści zawiedzionego męża..?
          • lunatic_ann Re: 3 25.06.08, 19:14
            dobrze powiedziane "zycia bo zycia"...
            rozumiem doskonale, choc jak dostaniesz rozwod mozesz zaczac chciec oczekiwac od
            niego wiecej.
            Wiesz, kurcze, jak sa dzieci ciezko sie wymiksowac.
            Zycze, zeby Wam sie udalo

            • fabiolalast Re: 3 25.06.08, 19:24
              Życie nauczyło mnie samodzielności i zaradności - więc o tą strefę się nie martwię.
              A wiem, że Jemu wystarczy uczuć na dziecko i na mnie.
              Ani on, ani ja nie chcemy aby nawet próbował się "wymiksować" z dzieci.
              • lunatic_ann Re: 3 25.06.08, 19:27
                chyba zle ujelam, chodzilo mi np zamieszkanie z Toba, co wtedy z jego zona i
                dzieckiem?
                • fabiolalast Re: 3 25.06.08, 19:28
                  Od jakiś dwóch miesięcy mieszkają oddzielnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka