Dodaj do ulubionych

witam i pisze

26.07.08, 03:14
czytam was os kilku dni ale za to intensywnie.
Ja jestem ta zła. Panowie mogą mnie zjeść, ale nie po to pisze może ktoś
doradzi. teraz historia, będzie długo, sorryy
Poznaję faceta, jestem w innym związku, zakochuję się porzucam stary związek i
buduję nowy, zaczyna się w łóżku. W łóżku jest ogień głównie ja go nicjuję.
Jest dobrze jesteśmy razem kilka lat. On ma opory do seksu, jestem jego
pierwszą poważną kobitą. Ja jestem typem wolnym, on, mój wtedy facet nie chce
żebym łykała pigułki, ja zresztą mam z tym problem hormonalny (żadne nie
grają), nagle wpadamy. Ja mam wtedy 24 lata on 26 zarabiamy, więc
teoretycznie tragedii nie ma. Tylko jedno, to ja zawsze rządziłam moim życiem
a tu nagle zmiana. Seks jest super, aż do tego momentu. Jest ślub dla rodziny
( nam nie był potrzebny, przynajmniej mnie). I w tym momencie mnie sie wyłącza.

Nie wiem czy to wynikło z tego że dziecko było nieplanowane. W każdym razie
nie mam ochoty sie z nim kochać. Wszelkie jego próby kwituję, krótkim nie
dziś. . Trwa to już 5 lat. Nie jestem naiwna, wiem że on sie masturbuje, ja
zresztą też. dodatkowo oprócz tego że każde znas pracuje mamy wspólne 2 firmy.
Nasze rozmowy sprowadzają się do służbowych. wiem że mu brakuje, po poczytaniu
forum domyślam się że bardziej niż myślałam. Ja dodatkowo jestem chyba
pracoholikiem. Teraz seks to dla mnie strata czasu.
on się prosił oseks ale jak piszecie ile można. mnie tez tego brakuje, ale nie
umiem wzbudzić w sobie pożądania do męża.
Raz w ciągu tego czasu go nawet zdradziłam, z wolnym duchem, facetem jaki mi
imponował.
zanim mnie potępicie wyjaśnie że piszę i trafiłam na to forum bo chcę coś
zmienić. Kocham mojego męża i nie wiem jak to wytrzymał i nadal wytrzymuje.
Nie zdradza mnie, wiem, no chyba że z prawicą.


Obserwuj wątek
    • fajnynowy Re: witam i pisze 26.07.08, 07:40

      • lajlah Re: witam i pisze 26.07.08, 08:16
        Najpierw do fajnynowy. Błagam, zajrzyj do słownika ortograficznego. Wiem, nie
        powinnam się czepiać, ale w każdym Twoim fajnym i nowym poście aż roi się od
        błędów (pewnie dysortografia;)
        Do autorki postu:
        Najpierw pytanie zasadnicze: chcesz być z nim nadal?
        -tak: dużo pracy, rozmów, kompromisów i musisz liczyć się z jego potrzebami, a
        także z tym, że może już nie być tak jak dawniej.
        -nie: daj facetowi wolność i sobie też.
    • miedzianakonefka Re: witam i pisze 26.07.08, 09:24
      Coś kombinujesz ;) Tak po tekście sądząc to masz już jakąś decyzję w głowie
      tylko chcesz Żeby Ci inni potwierdzili że dobrze zrobisz.

      Alleluja i do przodu...
      • aki457 Re: witam i pisze 26.07.08, 15:26
        miedzianakonefka napisał:

        > Coś kombinujesz ;) Tak po tekście sądząc to masz już jakąś decyzję w głowie
        > tylko chcesz Żeby Ci inni potwierdzili że dobrze zrobisz.

        czemu twierdzisz że kombinuję. Napisałam wprost że trafiłam na forum bo chcę coś
        zmienić. Że kocham mojego męża, czyli chcę z nim być.
        Po prostu nie chcę przeżyć życia bez seksu, i jemu też nie chcę tego fundować.
        Nie chcę okłamywać i zmuszać się.
        Ciężko w jednym poście zawrzeć wszystko.
        wydaje mi się że jest to podświadomy strach przed ciążą ( nie chce w tej chwili
        drugiego dziecka)
        Zaraz po urodzeniu dziecka było jeszcze gorzej, sztywniałam od każdego dotyku.
        On próbował to zmienić, ale po jakichś 2 latach przestał się starać. Wcale mnie
        to nie dziwi.
        Parę razy zdarzył się seks i było miło, parę to jest ok 5 razy w roku.
        Rozmawiac o tym też już jest ciężko, on twierdzi że nie wierzy że coś się
        zmieni. Sam już nie zaczyna, pewnie boi się odrzucenia.
        Zresztą przekłada się to na resztę życia. jak tylko coś mi się nie podoba to
        twierdzi że ja go nie akceptuję.
        nie wiem czy jest szansa na odbudowanie bliskości. Czy facet bo paru latach
        odmowy da radę jeszcze spróbować i uwierzyć że ja go chcę.
        Śpimy w jednym łóżku, dawniej mnie przytulał, teraz robi to bardziej od
        niechcenia czy tak rutynowo lub zasypia zanim przyjdę.
        wogóle zauważyłam że staliśmy się sobie obcy, rozmowy tylko o pacy, wieczory
        przy komputerze.
        zaczęło mi to doskwierać. Nie wiem czy jest szansa uratować taki związek. I jak
        to zrobić
        • songo3000 Re: witam i pisze 26.07.08, 18:11
          Hmmm, czyli po paru latach olewania spraw łóźkowych facet (swoją drogą, co za frajer) osiągną punkt krytyczny i odseparował się emocjonalnie. Najwyraźniej dopiero ten fakt skłonił Cię do działania - jednym słowem, kiedy Tobie zaczęło być gorzej.

          Nie mam zamiaru Cię oceniać (bo to bez sensu) jednakże sytuację widzę tak:
          - mąż wystarczająco długo dostawał 'po głowie' aby dojść do słusznego wniosku o odsunięciu się od 'źródła problemu'. W tej chwili oseparował się emocjonalnie (bo fizycznie sama to zrobiłaś). Za chwilę odseparuje się finansowo i 'lokalowo'. Chyba, że jest typem cierpiętnika, wtedy przygotuj się na stopniowe, domowe piekiełko.
          - Twój motywator do obudzenia sfery łóżkowej jest pozaseksulany. Kuleją inne sfery życia więc masz nadzieję na ich poprawę poprzez seks. Nie widzę tutaj pożądania do TEGO partnera. Rozumiem też, że jesteś zainteresowana dobrym seksem ale nie z mężem :)
          - Strach przed ciążą też robi swoje (to akurat dobrze rozumiem, sam jestem BzW :)))

          Na podstawie Twojego opisu nie widzę szans na udany związek. Za późno i najwyraźniej odmienne oczekiwania.

          BTW. Słowo 'kocham' w Twojej wypowiedzi i kontekście iluś tam lat 'bolącej głowy' brzmi ... nie na miejscu.
          • aki457 Re: witam i pisze 26.07.08, 22:57
            songo3000 napisał:



            > - Twój motywator do obudzenia sfery łóżkowej jest pozaseksulany. Kuleją inne sf
            > ery życia więc masz nadzieję na ich poprawę poprzez seks.
            wczesniej tego nie łączyłam. Nie jestem totalna kretynką, ale nie zdawalam sobie
            do końca sprawy na ile odtrącenie w seksie może wpływac na poczucie własnej
            wartości u faceta. Dopiero jak poczytałam wypowiedzi innych odrzucanych
            zrozumiałam że tak jest.

            >Nie widzę tutaj pożąd
            > ania do TEGO partnera. Rozumiem też, że jesteś zainteresowana dobrym seksem ale
            > nie z mężem :)
            Gdybym nie była zainteresowana seksem z mężem to bym miała kochanka a nie
            próbowała naprawiać związek. Jeśli pijesz do tego że napisałam że go zdradziłam
            to było to jeden raz, niezaplanowane, po prostu alkohol zadziałał. Potem było mi
            z tym bardzo źle. Wiem należy mieć hamulce.

            Pożądanie jest, tylko jakiś problem w mojej psychice. Wiele było sytuacji gdy
            chciałam, ale w trakcie pojawiała się blokada. Stąd moje domysły że to strach
            przed ciążą.
            Teraz w końcu mam dobrego lekarza i pigułki, więc myslę że ten problem zniknie.
            No właśnie tylko że on już chyba jest mniej zainteresowany.
            Dlatego liczę że faceci których zony odtrącały napiszą czy potrafiliby po paru
            latach spróbować.

            Pozdrawiam
            • songo3000 Re: witam i pisze 27.07.08, 00:08
              aki457 napisała:

              > Gdybym nie była zainteresowana seksem z mężem to bym miała
              > kochanka a nie
              > próbowała naprawiać związek. Jeśli pijesz do tego że napisałam że > go zdradziłam
              > to było to jeden raz, niezaplanowane, po prostu alkohol zadziałał. > Potem było m
              > i
              > z tym bardzo źle. Wiem należy mieć hamulce.
              Piję do tego, że nie opisujesz jakiś wcześniejszych ruchów poprawy waszego seksu. Reagujesz jak mąż zaczyna 'pakować walizki' - sorry to jest przyczyna pozaseksualna.
              Co do skoku w bok to nie bądź dzieckiem, alkohol nie jest żadnym wytłumaczeniem. Wytłumaczeniem są Twoje potrzeby i ich realizacja, tylko jak widać z odpowiednim facetem.

              > Pożądanie jest, tylko jakiś problem w mojej psychice. Wiele było
              > sytuacji gdy
              > chciałam, ale w trakcie pojawiała się blokada. Stąd moje domysły
              > że to strach
              > przed ciążą.
              > Teraz w końcu mam dobrego lekarza i pigułki, więc myslę że ten
              > problem zniknie.
              Jeżeli problem tkwi w psychice to pigułkami go nie załatwisz. Terapia a jeszcze lepiej terapia rodzinna.

              > No właśnie tylko że on już chyba jest mniej zainteresowany.
              Powiedz szczerze, a niby czemu miałby być zainteresowany? Pogrzebałaś wasze życie seksualne a co za tym idzie emocjonalne też na wiele lat. Z jego punktu widzenia żyje z siostrą, dlaczego nagle miałbyb uwierzyć, że przemienisz się w kobietę?
              Inna sprawa. Albo ma kochankę/chodzi na prostytutki, i to jest wbrew pozorom pół biedy bo jest nad czym pracować. Albo stłumił swoje libido/potrzeby/fantazje i schował je do bezpiecznej skorupy. Niby po co ma teraz wychylać z niej głowę? Żeby znów się rozczarować?

              > Dlatego liczę że faceci których zony odtrącały napiszą czy
              > potrafiliby po paru
              > latach spróbować.
              Przecież nic Ci to nie da. To, że jacyś tak napiszą (a jakoś tłumu nie widzę) nijak nie wpłynie na Twojego męża :)

              Aha. Ze mnie też żadna wyrocznia. Niemniej jednak przedstawiam swój-męski punkt widzenia. Nie przemawia przeze mnie jakiś żal czy frustracja (obecnie, nie narzekam ;) ale naprawdę nie widzę tu 'światełka w tunelu'

              Pozdrawiam,
            • m717 Czy potrafi jeszcze spróbować? 27.07.08, 00:13
              > Pożądanie jest, tylko jakiś problem w mojej psychice. Wiele było
              sytuacji gdy
              > chciałam, ale w trakcie pojawiała się blokada. Stąd moje domysły
              że to strach
              > przed ciążą.
              > Teraz w końcu mam dobrego lekarza i pigułki, więc myslę że ten
              problem zniknie.
              > No właśnie tylko że on już chyba jest mniej zainteresowany.
              > Dlatego liczę że faceci których zony odtrącały napiszą czy
              potrafiliby po paru
              > latach spróbować.
              >
              > Pozdrawiam

              Pytasz facetów, których żony odtrącały...tak, w dobrym czasie, bo
              dla mnie to przeszłość...ale odpowiem na Twoje pytanie.
              Facet odtrącany czuje się jak szmata. Ja przynajmniej tak się
              czułem. Z czasem czuje się jakby umierał jako mężczyzna. Musi coś z
              tym zrobić aby nie zwariować z niezaspokojonej potrzeby seksu ale i
              braku czułości, bliskości kobiecego ciała...
              Co do Waszej sytuacji to wszystko zależy od tego na jakim On jest
              etapie...czy już się znieczulił na Ciebie? (taki wątek znieczulenia
              kiedyś podjąłem tutaj) Czy jeszcze go kręcisz i ma na Ciebie ochotę?
              A może już potrzeby w tym względzie zaczął realizować gdzie indziej,
              z inną partnerką... czemu bym się nie dziwił, jeśli trwa to już 5
              lat...
              Jeśli więc jeszcze nie znieczulił się na Ciebie i nie powiedział
              Ci: "niczego już od Ciebie nie oczekuję" to wydaje się, że masz
              szansę na reaktywację, ale jeśli nastąpiło trwałe oddalenie to szans
              jest na to mało...
              Niezależnie od tego jaka jest sytuacja to dobrze Ci życzę, choćby
              dlatego, że nie "budzisz się" dopiero po rozwodzie a już znacznie
              wcześniej...:)

              • aki457 Re: Czy potrafi jeszcze spróbować? 27.07.08, 00:38
                m717 napisał:



                > Pytasz facetów, których żony odtrącały...tak, w dobrym czasie, bo
                > dla mnie to przeszłość...ale odpowiem na Twoje pytanie.
                > Facet odtrącany czuje się jak szmata. Ja przynajmniej tak się
                > czułem. Z czasem czuje się jakby umierał jako mężczyzna. Musi coś z
                > tym zrobić aby nie zwariować z niezaspokojonej potrzeby seksu ale i
                > braku czułości, bliskości kobiecego ciała...

                Akurat bliskość ciała ma od jakiegoś czasu, śpimy w jednym łóżku, zawsze się
                przytulam, tylko jak coś zaczynał to sztywniałam.

                > Co do Waszej sytuacji to wszystko zależy od tego na jakim On jest
                > etapie...czy już się znieczulił na Ciebie? (taki wątek znieczulenia
                > kiedyś podjąłem tutaj) Czy jeszcze go kręcisz i ma na Ciebie ochotę?
                > A może już potrzeby w tym względzie zaczął realizować gdzie indziej,
                > z inną partnerką... czemu bym się nie dziwił, jeśli trwa to już 5
                > lat...

                wygląda na to że się nie znieczulił i ze go kręcę. Nieraz to mówił, zresztą u
                faceta łatwo to zobaczyć :)

                > Jeśli więc jeszcze nie znieczulił się na Ciebie i nie powiedział
                > Ci: "niczego już od Ciebie nie oczekuję" to wydaje się, że masz
                > szansę na reaktywację, ale jeśli nastąpiło trwałe oddalenie to szans
                > jest na to mało...
                > Niezależnie od tego jaka jest sytuacja to dobrze Ci życzę, choćby
                > dlatego, że nie "budzisz się" dopiero po rozwodzie a już znacznie
                > wcześniej...:)

                dzięki za światełko w tunelu..., wiem że nie będzie łatwo.
                Skoro jak piszesz dla Ciebie to przeszłość to daje nadzieję
                • m717 Re: Czy potrafi jeszcze spróbować? 27.07.08, 01:24
                  > dzięki za światełko w tunelu..., wiem że nie będzie łatwo.
                  > Skoro jak piszesz dla Ciebie to przeszłość to daje nadzieję

                  Światełko w tunelu to oczywiście masz, ale co do mojej wypowiedzi
                  kiedy mówiłem, że to przeszłość to mnie nie
                  zrozumiałaś...stwierdzenie, że to przeszłość znaczyło, że jestem już
                  z Nią po rozwodzie i jestem szczęśliwy w nowym związku, w którym
                  partnerka docenia to ile mogę Jej dać...
                  • aki457 Re: Czy potrafi jeszcze spróbować? 27.07.08, 12:24
                    m717 napisał:

                    > > dzięki za światełko w tunelu..., wiem że nie będzie łatwo.
                    > > Skoro jak piszesz dla Ciebie to przeszłość to daje nadzieję
                    >
                    > Światełko w tunelu to oczywiście masz, ale co do mojej wypowiedzi
                    > kiedy mówiłem, że to przeszłość to mnie nie
                    > zrozumiałaś...stwierdzenie, że to przeszłość znaczyło, że jestem już
                    > z Nią po rozwodzie i jestem szczęśliwy w nowym związku, w którym
                    > partnerka docenia to ile mogę Jej dać...

                    Upps sorry, jak wysłałam to pomyslałam że pewnie rozwód miałes na mysli
                • gacusia1 Szczesciara! 27.07.08, 05:50
                  "wygląda na to że się nie znieczulił i ze go kręcę. Nieraz to mówił,
                  zresztą u faceta łatwo to zobaczyć :)"
                  • kawitator Re: Szczesciara! 27.07.08, 09:21
                    wygląda na to że się nie znieczulił i ze go kręcę. Nieraz to mówił,
                    > zresztą u faceta łatwo to zobaczyć :)"
                    I z czego się cieszysz głupia ?

                    Zadam pytanie pomocnicze
                    Czy można byłoby zobaczyć jak by poszedł do łóżka i inna kobitka ?
                    Czy można to zobaczyć jak by naoglądał sie pornosika jakiegoś ?

                    Reakcja fizjologiczna czasami nawet wbrew woli faceta i tyle.

                    Zastanów sie dlaczego przez piec lat układ był dla ciebie taki super a teraz nagle próbujesz naprawić gwałtownie Co sie zmieniło ? Cos w tobie? Wątpię tobie było przecież dobrze więcej jak tobie było dobrze to wam było dobrze. Takie założenie głupawe nieprawdziwe acz częste u obu płci. Mnie jest dobrze wiec jemy też musi być dobrze czyli nam jest wspaniale. To cos to co wyczułaś empatią u swojego faceta. Podjął jakąś decyzje.
                    Być może szykuje sie od jakiegoś czasu do odejścia Jeżeli macie dzieci to jako facet decyzje podejmował z rozwagą i z trudnością bo liczył na to ze się może zmienisz. Prawdopodobnie ma juz wszystko przygotowane łącznie z pozwem rozwodowym i nowym mieszkaniem tylko czeka na dogodny moment lub kończy zbierać dokumentacje twojego wyskoku aby nie pójść w koszty po rozwodzie. Wtedy nagle sie budzi kobitka bo cuś się spieprzyło w tym wspaniałym dla niej układzie i płatnik ucieka O nic innego nie chodzi a to co piszesz o nagłej miłości to okłamujesz sama siebie i nas
                    A przelecieć chętna dupę jak sie sama pcha w ręce dlaczego nie . Po co szukać lub płacić na mieście. Tylko że u faceta o to nie świadczy o nagłym zwrocie i nawrocie uczuć
                    • szar-man-cki7 Cała prawda... 27.07.08, 11:10
                      > I z czego się cieszysz głupia ?
                      >
                      > Zadam pytanie pomocnicze
                      > Czy można byłoby zobaczyć jak by poszedł do łóżka i inna kobitka ?
                      > Czy można to zobaczyć jak by naoglądał sie pornosika jakiegoś ?
                      >
                      > Reakcja fizjologiczna czasami nawet wbrew woli faceta i tyle.
                      >
                      > Zastanów sie dlaczego przez piec lat układ był dla ciebie taki
                      super a teraz n
                      > agle próbujesz naprawić gwałtownie Co sie zmieniło ? Cos w tobie?
                      Wątpię tobie
                      > było przecież dobrze więcej jak tobie było dobrze to wam było
                      dobrze. Takie za
                      > łożenie głupawe nieprawdziwe acz częste u obu płci. Mnie jest
                      dobrze wiec jem
                      > y też musi być dobrze czyli nam jest wspaniale. To cos to co
                      wyczułaś empatią u
                      > swojego faceta. Podjął jakąś decyzje.
                      > Być może szykuje sie od jakiegoś czasu do odejścia Jeżeli macie
                      dzieci to jako
                      > facet decyzje podejmował z rozwagą i z trudnością bo liczył na to
                      ze się może
                      > zmienisz. Prawdopodobnie ma juz wszystko przygotowane łącznie z
                      pozwem rozwodo
                      > wym i nowym mieszkaniem tylko czeka na dogodny moment lub kończy
                      zbierać dokume
                      > ntacje twojego wyskoku aby nie pójść w koszty po rozwodzie. Wtedy
                      nagle sie bu
                      > dzi kobitka bo cuś się spieprzyło w tym wspaniałym dla niej
                      układzie i płatnik
                      > ucieka O nic innego nie chodzi a to co piszesz o nagłej miłości
                      to okłamujesz
                      > sama siebie i nas
                      > A przelecieć chętna dupę jak sie sama pcha w ręce dlaczego nie .
                      Po co szukać
                      > lub płacić na mieście. Tylko że u faceta o to nie świadczy o
                      nagłym zwrocie i
                      > nawrocie uczuć

                      Oj, Kawi...znasz życie;) wyjąłeś mi te słowa wręcz z ust:) Chciałem
                      to samo napisać autorce wątku... Ciekawe czy też przeżyłeś
                      takie "przebudzenie" partnerki związane ze zbliżającym się czy
                      sfinalizowanym rozwodem? Możemy podzielić się swoimi
                      doświadczeniami... więcej dowiemy się o "duszy" Kobiety:-)a
                      właściwie "duszy" pewnego typu kobiety...;)
                      Z tym "kręceniem" to oczywiście też masz rację na 120%, ale jesteśmy
                      facetami i to nic dziwnego, że wiemy jacy jesteśmy:)
                      • aki457 Re: Cała prawda... 27.07.08, 12:40
                        no i zrobiliście ze mnie egoistyczną zimną jędzę. Może racja

                        Ja nigdy nie napisałam że mnie bylo z tym dobrze.
                        Dlaczego nagła zmiana. Po prostu któregoś dnia człowiek się orientuje że nic nie
                        ma z życia. Wcześniej tego nie widzi. Po prostu któregoś dnia zauważyłam że mamy
                        lato, ze od ślubu juz minęło ponad pięć lat.A mnie pory roku same przechodziły
                        kolo nosa.
                        Nie da się wszystkiego opisać, nie będę tu pisać że praca od kilku lat jest
                        treścią mojego zycia, to nie to forum. ze nie umiem odpoczywać.
                        Po prostu dotarło do mnie że rozwaliłam swój związek, w biegu zapomnialam że o
                        miłość trzeba dbać. Że na seks szkoda było mi czasu bo można jeszcze popracować.
                        Że wyluzować sie umiałam tylko na wyjeździe (bardzo rzadkim) i wtedy nawet
                        pojawiał się seks i to całkiem fajny
                        Ciężko obiektywny obraz siebie zawrzeć w 2 postach, tym bardziej że nigdy nie
                        byłam dobra w pisaniu wypracowań :(
                        Powodem mojego obudzenia nie jest przygotowany rozwód, ani odejście platnika.
                        Finansowo jestem niezależna (w końcu jakiś pozytyw z pracy po 14 godzin na
                        dobę). A on raczej się zasklepił w skorupie jak pisał m717. Po prostu zaczął żyć
                        obok.
                        • szar-man-cki7 Re: Cała prawda... 27.07.08, 13:11
                          aki457 napisała:

                          > no i zrobiliście ze mnie egoistyczną zimną jędzę. Może racja
                          >
                          > Ja nigdy nie napisałam że mnie bylo z tym dobrze.
                          > Dlaczego nagła zmiana. Po prostu któregoś dnia człowiek się
                          orientuje że nic ni
                          > e
                          > ma z życia. Wcześniej tego nie widzi. Po prostu któregoś dnia
                          zauważyłam że mam
                          > y
                          > lato, ze od ślubu juz minęło ponad pięć lat.A mnie pory roku same
                          przechodziły
                          > kolo nosa.
                          > Nie da się wszystkiego opisać, nie będę tu pisać że praca od kilku
                          lat jest
                          > treścią mojego zycia, to nie to forum. ze nie umiem odpoczywać.
                          > Po prostu dotarło do mnie że rozwaliłam swój związek, w biegu
                          zapomnialam że o
                          > miłość trzeba dbać. Że na seks szkoda było mi czasu bo można
                          jeszcze popracować
                          > .
                          > Że wyluzować sie umiałam tylko na wyjeździe (bardzo rzadkim) i
                          wtedy nawet
                          > pojawiał się seks i to całkiem fajny
                          > Ciężko obiektywny obraz siebie zawrzeć w 2 postach, tym bardziej
                          że nigdy nie
                          > byłam dobra w pisaniu wypracowań :(
                          > Powodem mojego obudzenia nie jest przygotowany rozwód, ani
                          odejście platnika.
                          > Finansowo jestem niezależna (w końcu jakiś pozytyw z pracy po 14
                          godzin na
                          > dobę). A on raczej się zasklepił w skorupie jak pisał m717. Po
                          prostu zaczął ży
                          > ć
                          > obok.

                          Zastanawiające jest to co napisałaś: "Po prostu któregoś dnia
                          człowiek się orientuje że nic nie ma z życia"...
                          Czyli na pierwszym miejscu JA - mój punkt widzenia...a postarałaś
                          się wczuć w to co on czuł, kiedy go odrzucałaś? Jakie to musiało
                          powodować spustoszenie w jego psychice i nie tylko psychice...?
                          Ale nawet motywacje tak egoistyczne są skuteczne, jeśli prowadzą do
                          dobrego celu...
                          Zgodziłem się ze słowami Kawitatora, choć nie do końca są prawdziwe
                          w Twoim przypadku, jeśli chodzi o sugestie motywacji finansowych. U
                          Ciebie chodzi bardziej o to, że zdałaś sobie sprawę, że możesz
                          stracić to co już masz w rozumieniu związku, rodziny...no i zdałaś
                          sobie sprawę również , że istnieje życie poza pracą...:)
                          Musisz też zdać sobie sprawę z tego co pisał Kawi, iż fakt że mąż
                          reaguje seksualnie na Twoje ciało nie jest dowodem na to, że u niego
                          nie ma głębokich urazów w stosunku do Ciebie, jeśli chodzi o stronę
                          emocjonalną a uwierz, że facet nie jest tak prosty w obsłudze jak
                          niektórym kobietom się wydaje. Przynajmniej nie każdy jest taki
                          prosty w obsłudze...:)
                          • aki457 Re: Cała prawda...o mnie długie 27.07.08, 17:48
                            szar-man-cki7 napisał:

                            > aki457 napisała:
                            >
                            > > no i zrobiliście ze mnie egoistyczną zimną jędzę. Może racja
                            > >
                            > > Ja nigdy nie napisałam że mnie bylo z tym dobrze.
                            > > Dlaczego nagła zmiana. Po prostu któregoś dnia człowiek się
                            > orientuje że nic ni
                            > > e
                            > > ma z życia. Wcześniej tego nie widzi. Po prostu któregoś dnia
                            > zauważyłam że mam
                            > > y
                            > > lato, ze od ślubu juz minęło ponad pięć lat.A mnie pory roku same
                            > przechodziły
                            > > kolo nosa.
                            > > Nie da się wszystkiego opisać, nie będę tu pisać że praca od kilku
                            > lat jest
                            > > treścią mojego zycia, to nie to forum. ze nie umiem odpoczywać.
                            > > Po prostu dotarło do mnie że rozwaliłam swój związek, w biegu
                            > zapomnialam że o
                            > > miłość trzeba dbać. Że na seks szkoda było mi czasu bo można
                            > jeszcze popracować
                            > > .
                            > > Że wyluzować sie umiałam tylko na wyjeździe (bardzo rzadkim) i
                            > wtedy nawet
                            > > pojawiał się seks i to całkiem fajny
                            > > Ciężko obiektywny obraz siebie zawrzeć w 2 postach, tym bardziej
                            > że nigdy nie
                            > > byłam dobra w pisaniu wypracowań :(
                            > > Powodem mojego obudzenia nie jest przygotowany rozwód, ani
                            > odejście platnika.
                            > > Finansowo jestem niezależna (w końcu jakiś pozytyw z pracy po 14
                            > godzin na
                            > > dobę). A on raczej się zasklepił w skorupie jak pisał m717. Po
                            > prostu zaczął ży
                            > > ć
                            > > obok.
                            >
                            > Zastanawiające jest to co napisałaś: "Po prostu któregoś dnia
                            > człowiek się orientuje że nic nie ma z życia"...
                            > Czyli na pierwszym miejscu JA - mój punkt widzenia...a postarałaś
                            > się wczuć w to co on czuł, kiedy go odrzucałaś? Jakie to musiało
                            > powodować spustoszenie w jego psychice i nie tylko psychice...?
                            > Ale nawet motywacje tak egoistyczne są skuteczne, jeśli prowadzą do
                            > dobrego celu...
                            > Zgodziłem się ze słowami Kawitatora, choć nie do końca są prawdziwe
                            > w Twoim przypadku, jeśli chodzi o sugestie motywacji finansowych. U
                            > Ciebie chodzi bardziej o to, że zdałaś sobie sprawę, że możesz
                            > stracić to co już masz w rozumieniu związku, rodziny...no i zdałaś
                            > sobie sprawę również , że istnieje życie poza pracą...:)
                            > Musisz też zdać sobie sprawę z tego co pisał Kawi, iż fakt że mąż
                            > reaguje seksualnie na Twoje ciało nie jest dowodem na to, że u niego
                            > nie ma głębokich urazów w stosunku do Ciebie, jeśli chodzi o stronę
                            > emocjonalną a uwierz, że facet nie jest tak prosty w obsłudze jak
                            > niektórym kobietom się wydaje. Przynajmniej nie każdy jest taki
                            > prosty w obsłudze...:)

                            nie tylko mój punkt widzenia. Zorientowalam się że nie mam nic z zycia. Proste
                            człowiek najpierw poczuje że skopał własne życie.
                            Ale napisalam tez że rozwaliłam mój związek. Mam nadzieję że nie do końca.
                            Zresztą (nie zamierzam bronić siebie) na pewno nie jest 100% winy tylko mojej.
                            Może gdyby bardziej się postarał czasem, jakiś wieczór romantyczny itd. Ale cóż
                            skąd miał wiedzieć, na początku nic takiego nie było potrzebne, mogłam się
                            kochać zawsze i wszędzie, często sama tego chcialam. Nie musiał za bardzo
                            zdobywać. Pewnie to też źle.
                            A potem była ciąża, po ciąży myślałam (on chyba też), że to minie. A potem
                            praca, praca. Po co iść do łóżka, może napiszę jeszcze 1 raport, może jeszcze
                            popracuję nieważne że 2 w nocy, dam radę. Rano 2 kawy, dziecko do przedszkola
                            lub babci i do pracy. Myśl kiedyś to zmienię, jeszcze trochę, żeby stanąc na
                            nogi, jeszcze jedna noc z komputerem. Potem żeby się wyluzować do kompa
                            wieczorkiem z piwem lub winem ze niby na luzie (już przestałam od 2 miesięcy bo
                            stalo się to niebezpieczną codziennością). A jak się wyluzować to szybko czyli
                            imprezka z alkoholem lub krótki wyjazd również zakrapiany.
                            I tak kiedyś to zmienię i nagle się zorientowałam że minęło prawie 5 lat.
                            Spróbowałam, zaczęłam wychodzić wcześniej z pracy i nie umiałam znaleźć sobie
                            zajęcia. Spacer? przeciez to strata czasu. A pozatym o czym rozmawiać z mężem.
                            Zobaczyłam że jesteśmy sobie prawie obcy, a wszystkie tematy schodzą na służbowe.
                            Poczułam się jak chomik na karuzelce.
                            A jak on się czuł. Pewnie okropnie, jak słyszał daj spokój nie mam czasu. Teraz
                            wyjechal służbowo a ja zaczęłam myśleć. Czytając to forum dowiedziała się jak
                            się czuje facet odrzucony i wcale mi z tym nie jest dobrze.

                            Sorki że takie długie, pewnie nieskładne ale się wygadałam. Nie wyobrażam sobie
                            że siadam przed terapeutą i o tym opowiem. Łatwiej napisać anonimowo.

                            Pozdrawiam
                            • salma66 Re: Cała prawda...o mnie długie 27.07.08, 19:03
                              To bardzo przykre panowie,ze tak naskakujecie na kobiete,ktora ma
                              problem ,dzieli sie nim i oczekuje pomocy.
                              Jestem od lat w podobnej sytuacji i zdaje sobie sprawe z tego jak
                              ciezko jest zyc w takim uposledzonym zwiazku.Wina jak zwykle lezy
                              gdzies pomiedzy partnerami,nie jest powiedziane,ze zawsze
                              wszystkiemu winne sa kobiety i ich ozieblosc,nie ma oziebłych
                              kobiet ,sa tylko mezczyzni,ktorym sie wydaje ,ze seks w małzenstwie
                              nalezy im sie jak psu zupa,bez obrazy.
                              To nie wina kobiet,ze nie ufaja swojemu partnerowi do konca,pewnie
                              wielokrotnie zawiodla sie na nim i przemilczala to,ale gdzies pod
                              skora uraz pozostaje.Mezczyzni nie zdaja sobie sprawy z tego jak
                              wielki i niszczacy jest strach przed niechciana ciaza.Dla Was to
                              żaden problem,dla nas czasem koniec swiata.Widzicie tylko swoje
                              pragnienia i tyle.
        • tygrysio_misio Re: witam i pisze 26.07.08, 23:47
          a moze najprostszy sposb: wkladka domaciczna

          nie mozesz brac hormonow...a wkladki albo ich nie maja albo maja sladowe ilosci

          do tego drugi rodzaj zabezpieczenia: seks przerywany..

          bedziesz miala pewnosc,ze nawet jak on nie wytrzyma to bedziesz miala zabezpieczenie

          mozna jeszcze stosowac trzecie zabezpieczenie: prezerwatywe, kalendarzyk itpe

          przynajmniej zobaczysz czy to kwestia strachu przed ciaza
    • juzia214 Re: witam i pisze 26.07.08, 23:22
      a może zacznijcie od terapi małżeńskiej...
      sex sam z siebie nie naprawi Waszych relacji...
      piszesz,ze żyjecie obok siebie.przez 5 lat w człowieku moglo sie dużo zmienic.na
      ile dobrze się znacie?czy w ogóle umiecie ze soba rozmawiać?
      tyle czasu nie zwracałaś uwagi na to co on czuje,czego potrzebuje a teraz nagle
      byś chciała ,zeby było fajnie bo Ty tego zapragnełaś.
      a ON?
      czemu pytasz obcych ludzi co myslą na temat Waszego zbliżenia sie do siebie?
      • jakniejatokto Re: witam i pisze 27.07.08, 13:35
        Po 5-ciu latach się obudziłaś? No to gratulacje, w sam raz czas na rozwód. Jakby
        ktoś mi po 5-ciu latach takiego życia wywinął numer z "chodź tu misiaku, mam
        ochotę cię schrupać" to a) nie uwierzyłabym b) wystawiłabym walizki za drzwi lub
        sama uciekła węsząc głębszy podstęp.
        Nie wierzę, że da się to naprawić.
        • kaachna1 Re: witam i pisze 27.07.08, 14:03
          Jeżeli twój mąż jest z tych co cierpią w samotności i wciąż wierzą,że coś się
          zmieni to może jest szansa-ja do takich należę,ale jak sama piszesz twój mąż
          spędza wieczory z kompem i tu może być pewien problem bo możesz być mu już
          niepotrzebna,w każdym razie powinnaś najpierw zacząć od rozmowy z nim czy widzi
          jeszcze sens w ratowaniu małżeństwa i czy da ci szansę jeśli tak to terapia
          małżeńska byłaby tu bardzo pomocna,ale przede wszystkim zacznij od zmiany
          antykoncepcji,tabletki z czasem mogą osłabić libido,ja proponuję spiralę
      • ktoj-akto Re: witam i pisze 27.07.08, 14:13
        Autorko wątku! Wyobrażasz sobie, że jesteś inteligentna, bo firmy, bo
        śmirmy, bo utrudnia Ci życie nawet biegunka, bo SZKODA CZASU. Mam jednak nadzieję, że do kibla chodzisz. Choć od dawna jest taki wynalazek jak np. nocnik. Nie gniewaj się, nie jest moim celem obrazić Cię. Raczej potrząsnąć. Jesteś pracoholiczką, co wymaga leczenia.Obok innych (chyba mniejszych) dolegliwości psychicznych, które TEŻ wymagają wsparcia fachowca. Przypominasz mi takie dziwolągi
        które potrafią błyskawicznie wyciągać pierwiastek 8 stopnia z kilkunastocyfrowej liczby. Będący jednocześnie umysłowymi inwalidami
        w sprawach ŻYCIA. Tylko jedno Ci doradzę: weź się za terapię. Niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji z mężem. Może się uda...
        • selfmademan Re: witam i pisze 28.07.08, 16:04
          cytując autorkę ...
          "Sorki że takie długie, pewnie nieskładne ale się wygadałam. Nie
          wyobrażam sobie że siadam przed terapeutą i o tym opowiem. Łatwiej
          napisać anonimowo".

          W Twojej sytuacji - jeżeli naprawdę powaznie myślisz o zmianach -
          NIC NIE BĘDZIE ŁATWE, od rozmów z terapeutą począwszy do rozmów z
          mężem skończywszy.
          Zmiany zaś powinny przede wszystkim dotyczyć Ciebie, Twojego
          stosubku do pracy i do rodziny oraz do męża rozumianego nie jako
          partnera, ale jako faceta.

          W przeciwieństwie do większości piszących powyżej widzę pewne
          niewielkie sznase na "zyłi długo i szczęśliwie" - widzę, że jesteś
          taki trochę "chłop z jajami" (determinacja, jasny i niemal zimny
          rzut oka na rzeczywistość, nie boisz się spojrzeć prawdze w oczy,
          potrafisz przyznać się do duuuuużych błędów).
          Pytanie czy starczy Ci siłu i samozaparcia do pracy nad sobą ?
          Szczególnie, że niejako pod czyimś (terapia...) okiem...

          Tak czy inaczej - jeszcze nie wszystko stracone :) jak poczytasz to
          forum, to znajdziesz wiele historii zakończonym ...różnym, czasem
          happy a czasem mniej happy - endem. Powodzenia :)

          • aki457 Re: witam i pisze 29.07.08, 01:29
            selfmademan napisał:

            >
            > W przeciwieństwie do większości piszących powyżej widzę pewne
            > niewielkie sznase na "zyłi długo i szczęśliwie" - widzę, że jesteś
            > taki trochę "chłop z jajami" (determinacja, jasny i niemal zimny
            > rzut oka na rzeczywistość, nie boisz się spojrzeć prawdze w oczy,
            > potrafisz przyznać się do duuuuużych błędów).

            i to jest ten problem. spróbuj z takim zimnym spojrzeniem byc spontaniczną,
            radosna kochanką, jak tyle przyziemnych spraw do załatwienia.
            A ile razy we wczesnej młodości usłyszałam os podobających mi się facetów "ty to
            swietny kumpel jesteś" nie wspomnę. a ja nie chciałam być kumplem tylko kobietą.

            • gazeliusz Re: witam i pisze 29.07.08, 13:37
              widzisz ja mam problem z kochana zona, nie spalismy ze soba juz
              chyba 3 albo 4 miesiace i juz czuje, ze byloby mi bardzo ciezko
              zostawic ten zal i problem z boku i tak lekko miec seks..komus moze
              sie wydac to dziwne ale przez ten czas tak sie oddalilismy, ze
              czasami wydaje mi sie, ze jestesmy dla siebie zupelnie obcy..problem
              jest gigant a tak naprawde innych powaznych problemow nie mielismy,
              tzn. takich z ktorymi bysmy sobie nie radzili..dla kazdego okres
              czasu po ktroym sie juz nie odnajdzie jest inny.. moze tez byc tak,
              ze nawet po kilku latach ktos z ulga powroci do dawnego zwiazku i
              bedzie szczesliwy..jak wszystko to jest indywidualna sprawa..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka