Dodaj do ulubionych

Już mam dość!

09.10.08, 08:02
Po raz n-ty dochodzi do paskudnej dla mnie sytuacji. Znowu mamy
sporą przerwę w zabawach małżeńskich, bo już trwa blisko dwa
tygodnie. Oboje jesteśmy młodzi ja 28 ona 27 lat. I cały czas ma
niskie libido (przynajmniej tak to sobie tłumaczę). Na boku raczej
nikogo nie ma (mam pewność na 95% - i proszę nie pytać skąd ta
pewność).
Najgprsze jest to, że dla niej sex raz na tydzień, czy raz na 7-10
dni to chyba optimum. Dla mnie minimum to 3-4 razy na tydzień (bo
tak kiedyś było - jak nie pracowała i to podaja za argument).
Natomiast po takiej przerwie tygodniowej jak ona ma ochotę to mi się
nie chce (tak trochę na złość a trochę z powodu tego, że czuję się
jak pies, który w końcu dosatł ochłap mięsa, którego dopominał się
tydzień).
Żona obwinia mnie, że nie poświęcam jej czasu - może to i prawda,
ale ja nie mam na to ochoty jak nie mam tego co potrzebuję - i mamy
tu klasycznego pata.
Do tego od jakiegoś czasu "wyszło", że jestem bezpłodny i brak sexu
odczuwam dotkliwiej, bo czy aby to nie jest dodatkową przyczyną jego
braku (fakt też jest taki, że przed tym jak się o tym dowiedzieliśmy
było tak samo).
Koniec końcem ręcę załamuję. Może czas na rozstanie lub kochankę (bo
tą którą ma każdy facet dawno mi się już znudziła).
Co radzicie?
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: Już mam dość! 09.10.08, 08:37
      jednym slowem jestes mily dla zony tylko jak da dupy,a jak nie niech sie paluje, bo ci sie nie chce.Po co sie wysilac. To co sie dziwsz ze ona tez sie nie wysila, bo dla gbura ktory nie ma dla niej czasu nie warto.
      Klasycznego pata usuniecie tylko wschujac sie w potrzeby partnera a nie tylko polerujac grabki w swojej piaskownicy.

      Bezplodnosc to osobna historia - pomysl co oznacza dla zony ze nie bedziecie miec wspolnych dzieci.To nie "wychodzi" i nie splywa jak po kaczce jesli kobieta chce miec dzieci czas sie zastanawic co z tym zrobic, zamiast stale strzelac focha.
      • zonaty19791 Re: Już mam dość! 09.10.08, 08:43
        Jednym słowem lepiej się chyba rozstać. Oboje jesteśmy młodzi więc
        ułożymy sobie jeszcze życie. No i ona będzie mogła mieć dzieci, do
        tego jeszcze znajdzie sobie faceta, który będzie z nią robić co
        tylko ona zechce. Hmmm co ona jeszcze ze mną robi?
        • kik-a78 Re: Już mam dość! 09.10.08, 11:48
          Wszyscy radzą najprościej jak można,
          "rozstańcie się"
          "znajdź sobie kochankę"
          ale czy to załatwia problem, czy małżeńtwo powinno rozpadać sie przy
          każdej nieudanej próbie sexu?
          Odejśc teoretycznie jest najłatwiej, (choć dla mnie to akurat wydaje
          się najtrudniejsze....)
          Kochanka - to jeszcze prostsze, ale jak żyć w kłamstwie, oszustwie,
          niewierności.
          Poza tym zastanów sie , czy dajesz swojej żonie to czego ona
          potrzebuje, czy próbujesz słuchać się w jej potrzeby????
          Ja jestem w nieco podobnej sytuacji, tylko z drugiej strony. Czuję
          się opuszczona i zaniedbana przez mężą na codzień i uwierz mi nie
          jestem w stanie rozpalić w sobie ognia na "ten moment", kiedy akurat
          on tego oczekuje, to nie jest tylko kwestia libido, ale kobiecej
          wrażliwości, uczuć, miłości....
    • krzysztof-lis Re: Już mam dość! 09.10.08, 08:51
      > Żona obwinia mnie, że nie poświęcam jej czasu - może to i prawda,
      > ale ja nie mam na to ochoty jak nie mam tego co potrzebuję - i mamy
      > tu klasycznego pata.

      To może w ramach eksperymentu spróbuj o nią przez dwa tygodnie zadbać bardziej
      niż normalnie. Po dwóch tygodniach, o ile się nic nie zmieni, powtórz rozmowę i
      czekaj, jaki tym razem argument się pojawi. ;)
      • zonaty19791 Re: Już mam dość! 09.10.08, 09:03
        Nie wiem czy jeszcze mi zależy. Ona ma na wszystko inne czas tylko
        nie na sex. O sexie sobie przypomina wówczas kiedy ją "w końcu"
        najdzie ochota.
      • manahmanah77 Re: Już mam dość! 09.10.08, 09:13
        Doskonała rada. Odwieś swoje potrzeby i frustrację na kołek, weź głęboki oddech
        i podbaj o żonę przez kilka tygodni. Jedź z nią do sklepu, zabierz do kina,
        zaproponuj coś, co lubi, nie nastawiając się na to, że się rozmaśli i wpadnie Ci
        w ramiona.

        Na pewno nie naprawi to Twojego życia seksualnego, ale będziesz miał lepsze
        karty w ręku. No i przez te parę tygodni będzie miło, a nie będziesz chodził
        rozżalony, co też może mieć wpływ na decyzję o ewentualnym rozstaniu (bo jak są
        pretensje i ogólny dół, to takie decyzje wydają się łatwe).

        W ogóle, to chyba musicie zrobić rachunek sumienia - sprawdzić, czy powody dla
        których jesteście razem nadal są aktualne.
        • zonaty19791 Re: Już mam dość! 09.10.08, 09:15
          Ciekawy punkt widzenia
          • manahmanah77 Re: Już mam dość! 09.10.08, 09:24
            Wiesz, ja radzę z własnego doświadczenia - przerabiałem chodzenie nakręconym i
            pogłębiającą się frustrację - i wiem, że jak potrafiłem wziąć zimny prysznic, to
            było ogólnie lepiej - problem nie znikał, ale ja lepiej się czułem.

            Nie można tak ciągle, bo krew nie woda, ale raz na jakiś czas warto.

            Ostatecznie do mojej lubej przemówiło to, że brak regularnego seksu sprawia, że
            się zmieniam i gorzknieje, w efekcie niszczy skądinąd udany związek. Od czasu,
            gdy do tego doszła (sama, ale lata jej to niestety zajęło, bo przedtem ciągle
            były jakieś powody zastępcze) o wiele bardziej się stara. Na razie różnie to
            wychodzi, ale to już nie na temat.
            • zonaty19791 Re: Już mam dość! 09.10.08, 09:41
              to znaczy jest jak?
              • manahmanah77 Re: Już mam dość! 09.10.08, 10:17
                Za dużo by mówić, bo moja sytuacja jest przecież inna.

                Mamy w każdym razie mocne postanowienie poprawy w sypialni i coś się wreszcie w
                niej dzieje. Nie tak, jak to sobie wyobrażam, ale trzeźwo oceniając sytuację -
                jest szansa, żeby było lepiej.
      • kachna79 Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:39
        Zgadzam się z Krzysztofem (serio:), ale proponuję dłuższy przedział
        czasowy:) Sytuacja wygląda tak: facet ma żonę i jej potrzeby w d....
        i ciągle narzeka, że seksu mu mało. Jak się zacznie starać przez
        tydzień to żona pomyśli, że cała ta szopka ma na celu zaciągnięcie
        jej do łóżka - czyli nowy sposób by osiągnąć stary cel. Dlatego
        myślę, że trzeba dać czas kobiecie żeby mogła uwierzyć, że mąż
        dostrzegł w niej kogoś więcej niż narzędzie zaspokojenia.
    • sagittka Re: Już mam dość! 09.10.08, 09:58
      > Może czas na rozstanie lub kochankę (bo tą którą ma każdy facet
      dawno mi się już znudziła).

      > Żona obwinia mnie, że nie poświęcam jej czasu - może to i prawda,
      > ale ja nie mam na to ochoty jak nie mam tego co potrzebuję

      > Nie wiem czy jeszcze mi zależy.

      Kochani, chyba nie ma sensu się silić na mądre rady (a rada żeby
      najpierw dać coś od siebie, może być bardzo dobrym początkiem
      pozytywnych zmian). Autor ma roszczeniowe podejście do sprawy, a
      ponadto wprost sugeruje, że czeka na rady w stylu: jesteś młody,
      masz potrzeby, znajdź kochankę.
      • mujer_bonita Re: Już mam dość! 09.10.08, 10:04
        sagittka napisała:
        > Autor ma roszczeniowe podejście do sprawy, a
        > ponadto wprost sugeruje, że czeka na rady w stylu: jesteś młody,
        > masz potrzeby, znajdź kochankę.

        Też odniosłam takie wrażenie. Szkoda klawiatury.
      • manahmanah77 Re: Już mam dość! 09.10.08, 10:09
        A być może Sagittka, być może, ale ja autora wątku nie oceniam - nie mam też
        zamiaru mówić mu tego, co chce usłyszeć - może te kilka głosów 'przeciw'
        kochance sprawi, że zamiast iść na całość spróbuje coś odbudować. A może nie.
        Jego życie, jego sprawa, pyta, więc odpowiadam, żeby się nie czuł, że jest z tym
        sam. Po to jest forum.
    • stokrotka_pospolita Re: Już mam dość! 09.10.08, 10:17
      No to może przestań już myśleć fiutem, spójrz na żonę jak na kobietę - partnera,
      a nie jak na kobietę - dodatek do cipy.
      Jesteś nie tylko egoistą, a ale i egotykiem.
      • lambert77 Re: Już mam dość! 10.10.08, 07:20
        No to Ci kobiety nawsadzały :) co zresztą niczym nowym nie jest na
        różnego rodzaju forach gdy to faceci mają problem.
        Wbrew pozorom sprawa prosta nie jest. Ani kolesia nie znamy ani jego
        małżonki mamy krótki post który mówi tylko o tym jak jest a nie o
        tym jak było. Jest tam też wątek o pracy małżonki jeżeli się nie
        mylę i że wcześniej przed podjęciem pracy było dobrze.
        Reasumując nie ma co się na kolesia z pazurami rzucać. Koledzy,
        którzy zaproponowali, żeby zajął się żoną i zobaczył co z tego
        wyjdzie mają rację tylko hmmm jedna rzecz. Co będzie gdy po paru
        tygodniach seksu nie będzie??? Skończy się awanturą i okaże się, że
        to całe jego zainteresowanie wynikało tylko i wyłącznie z chęci
        dobrania się do dupy a to może poważnie nadszarpnąć zaufaniem
        małżonki.

        Do żonatego.... wrzuć na luz chłopie jeżeli chcesz zrobić jak
        koledzy pisali musisz liczyć się z tym, że nic może z tego nie wyjść
        a jeżeli już wyjdzie tak naprawdę nigdy nie będziesz mógł
        przestać :) I w sumie tak powinno być w idealnym małżeństwie.
        Najważniejsza dla Ciebie przede wszystkim winna być żona jak i dla
        żony ty. A seks to jest coś co się robi wspólnie a nie dla kogoś ;).
    • marian_na77 Re: Już mam dość! 09.10.08, 11:23
      Oj panowie ,panowie.Wczwsniej pewna pani podsumowala Was
      nader "konkretnie".Ja powiem tak-może zacząć myśleć raczej najpierw
      o drugiej osobie,by była zadowolona,czyli najpierw dać coś od siebie
      a potem oczekiwać od kogoś.Warto "inwestować" w dobry związek.
      Nie wszystko jednak na raz i nagle-cierpliwość wskazana z wielką
      dozą wyrozumiałości.Domniemuję ,że w grę wchodzą uczucia a nie tylko
      sex.;-)
    • yoric Re: Już mam dość! 09.10.08, 12:18
      Stawiam dolary przeciwko orzechom, że "dbanie o żonę", "wsłuchanie się w jej
      potrzeby", itp. itd. nie przyniesie żadnej długofalowej poprawy. To po prostu
      nie działa w ten sposób.
      • krzysztof-lis Re: Już mam dość! 09.10.08, 12:20
        Ale i tak warto przeprowadzić taki eksperyment, żeby się złudzeń pozbyć. :)
        • bi_chetny Re: Już mam dość! 09.10.08, 15:30
          i tu Krzysztof masz absolutną rację. Dodam, że czasem trudno zdefiniować co
          stało się najpierw - jak miałem taką sytuację, to właściwie wszystko kojarzyło
          mi się z seksem, więc trudno naprawdę po prostu przytulać kobietę. Zresztą, moja
          żona tez najpierw mówiła że to jest powodem, a potem okazało się to wymówką...
          • femme.fatale1978 Re: Już mam dość! 09.10.08, 15:54
            Jak będziesz o kochankę dbał tak jak o żonę, to też przestanie ci dawać.
      • eeela Re: Już mam dość! 09.10.08, 20:53
        Yoric, De Angelo zrobił Ci wodę z mózgu. Czy Tobie naprawdę się wydaje, że każda
        kobieta jak leci nie potrafi kochać mężczyzny czułego i uważnego na jej
        potrzeby? Że do odczuwania namiętności potrzebuje złego, krnąbrnego,
        egoistycznego samca? Naczytałeś się za dużo i zaczynasz widzieć świat potwornie
        jednopłaszczyznowo. A to się tak nie da wsadzić wszystkie babki pod jeden
        strychulec.

        Na mnie czułość i uwaga dla moich potrzeb działa wyśmienicie - w wykonaniu
        mojego chłopa, rzecz jasna, którego pokochałam w wyniku złożonych przyczyn, i
        żadną z nich nie było to, że był zły, nieuważny i egoistyczny.
        • yoric Re: Już mam dość! 10.10.08, 00:14
          Gdzie Rzym, gdzie Krym.

          Twój chłop Cię kręci. A to jest zupełnie inna sytuacja.

          Jeżeli facet mąż żony nie kręci (a można bezpiecznie założyć, że tak jest w tym
          wypadku), to ŻADNE DBANIE WIĘCEJ TUTAJ NIC NIE ZMIENI. Ewentualnie poprawi
          ogólną jakość związku, ale nie seks. Ludzie mówią "dbaj o nią więcej, to
          pomoże", to ja mówię - może tak, może nie, załóżmy się, stawiam dolary przeciw
          orzechom.

          I tyle.

          Pozdrawiam
          • mujer_bonita Re: Już mam dość! 10.10.08, 00:26
            yoric napisał:
            > Ludzie mówią "dbaj o nią więcej, to
            > pomoże", to ja mówię - może tak, może nie, załóżmy się, stawiam
            dolary przeciw
            > orzechom.

            Pomoże w sytuacji, kiedy brak seksu wynika z zaniedbania, nie pomoże
            jeżeli z braku atrakcyjności.

            Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że zwykle nie wiadomo z czym
            mamy do czynienia bo przyczyna 2 często zwalana jest na przyczynę 1.
            A przekonać się można tylko próbując!
      • aandzia43 Re: Już mam dość! 10.10.08, 00:22
        yoric napisał:

        > Stawiam dolary przeciwko orzechom, że "dbanie o żonę", "wsłuchanie się w jej
        > potrzeby", itp. itd. nie przyniesie żadnej długofalowej poprawy. To po prostu
        > nie działa w ten sposób.

        Tak Yoric, Eeela ma rację. Woda z mózgu. Nie przyjmujesz do wiadomosci, że
        często "to działa" właśnie w taki sposób? Moje życie małżeńskie tego przykładem.
        Poprawa długofalowa nastąpiła, bo pan mąż przestał być tak bardzo taki, jaki
        według ciebie facet być powinien, by laski sikały po nogach na jego widok.
        Poprawa długofalowa w seksie, żeby nei było niedomówień. Pisałam to zresztą sto
        razy. Pewnie nie tylko moje małżeństwo miało takie problemy i takie ich
        rozstrzygnięcie. Ale po rejestrować przykłady na coś, co w świecie według Angelo
        nie ma prawa istnieć?
        Zaczynasz mi przypominać chrześcijańskich fundamentalistów zamykających oczy na
        dowody na ewolucję, bo w biblii napisali, że bóg stworzył świat w 7 dni. Każdy
        ortodoks ma swoją biblię.
        • yoric Re: Już mam dość! 10.10.08, 02:10
          Tak, Andziu, ale taki już urok średniej statystycznej, że większość przypadków
          się w niej mieści. Ja się nie upieram, że coś się sprawdza w 100%, ale w moim
          przekonaniu sprawdza się na tyle często, że warto się założyć. Masz orzechy, to
          stawiaj.

          Chociaż dolar ostatnio idzie w dół, a orzechy w górę, ale to nawiasem mówiąc.

          Zresztą prawidłowość jest jeszcze trochę inna, moim zdaniem. Kłopoty w łóżku
          wynikają z braku attraction, a z braku dbania wynikają kłopoty w ZWIĄZKU. Jeśli
          w związku jest ok i tylko seks szwankuje - brak attraction (zazwyczaj).
          Natomiast z braku dbania może wyniknąć taki kryzys związku, że odbije się to w
          końcu także na seksie, ale to jednak całkiem inna sprawa. I to by chyba akurat
          dobrze pasowało do Twojego, Andziu, przypadku?

          Aha i proszę mi wygładzić sformułowania, bez wód i mózgów, bo ostatnio trochę
          się drażliwy zrobiłem.
          • aandzia43 Re: Już mam dość! 10.10.08, 02:48
            > Tak, Andziu, ale taki już urok średniej statystycznej, że większość przypadków
            > się w niej mieści. Ja się nie upieram, że coś się sprawdza w 100%, ale w moim
            > przekonaniu sprawdza się na tyle często, że warto się założyć.

            Nie wiem, skąd wzięły ci się te statystyki. Ludzie w związkach przestają ze sobą
            sypiać lub sypiają rzadziej i mniej chętnie z różnych powodów. Takie
            "biologiczne" wygaśnięcie attraction to tylko jeden z wielu. Reszta jest nieco
            bardziej skomplikowana. Co prawda jesteśmy zweirzakami, ale żyjemy w bardziej
            skomplikowanym świecie, niż nasi małpi przodkowie i nasze życie i wzajemne
            relacje nie są tak proste, jak tych małpiszonów, które dobierały się w pary na
            ulotną chwilę chwilę.

            Gdyby mój mąż założył wątek na tym forum parę lat temu, ujął by zapewne problem
            tak: "Moja żona nie chce się ze mną kochać. Kiedyś uprawiała seks często, teraz
            boczy sie na mnie, wymyśla jakieś głupie preteksty (typu: nei dbasz o mnie, nie
            adorujesz mnie), na wszystko ma czas, tylko nie na seks ze mną". Cos jak pan
            założyciel tego wątku. Ty byś tak jak i temu panu, odpowiedział, żeby się ze mną
            rozwiódł, bo attraction zdechło bezpowrotnie. Bo tak odpowiadasz chyba wszystkim
            facetom skarżącym się na brak seksu w związku. Oczywiście mylił byś się srodze.
            Nie wiem też, skąd ci się wzięło, że z braku dbania wynikają od razu kłopoty w
            związku, a nie w łóżku bezpośrednio. Zaręczam ci, ze to ma miejsce i to często.
            Brak empatii, starań o partnerkę, bucowatość i egoizm zabijają niejedno kobiece
            pożądanie grubo przed tym, zanim związek dopadnie innego typu kryzys.
            Attraction zdycha nie z braku "męskich" zachowań, tylko z jego nadmiaru. I
            całokształt związku może tu nie mieć nic do rzeczy.

            Yoric, nie uważam, że Angelo opowiada bajki, psychologia ewolucyjna jest spoko,
            ale zacznij odróżniać kolory. Bo kiedyś sam sobie wylejesz dziecko z kąpielą.
            • yoric Re: Już mam dość! 10.10.08, 03:41
              Wydaje mi się, że z braku dbania nie wynikają problemy w łóżku bezpośrednio,
              tylko pośrednio. Ale obawiam się, że to nie jest wkestia do rozsądzenia.

              >Ty byś tak jak i temu panu, odpowiedział, żeby się ze mną rozwiódł, bo
              attraction zdechło bezpowrotnie. Bo tak odpowiadasz chyba wszystkim facetom
              skarżącym się na brak seksu w związku.

              Ktoś Cię bardzo brzyddko okłamał :). Na szczęście gdzieś tam u góry jest mój
              wpis, można przeczytać :). Ja uważam, że dobry związek to cenna rzecz i są inne
              sposoby do wypróbowania, z dbaniem włącznie, zanim się użyje ulubionej Forumowej
              formułki "rzuć go/ją".
              A tu po prostu wyrażam moje przekonanie.
              • aandzia43 Re: Już mam dość! 10.10.08, 10:39
                oric napisał:

                > Wydaje mi się, że z braku dbania nie wynikają problemy w łóżku bezpośrednio,
                > tylko pośrednio. Ale obawiam się, że to nie jest wkestia do rozsądzenia.

                A wynikają, wynikają. Uporczxywie stosowane (w łóżku): egoizm, narcyzm, brak
                higieny, natarczywe forsowanie tylko swoich pomysłów i zaspokajanie swoich
                potrzeb zabiją po jakimś czasie każde niewieście pożądanie. I to grubo przed
                tym, zanim się te cechy objawią na innych płaszczyznach życia małżeńskiego. I w
                takiej sytuacji odrobina dobrej woli ze strony mężczyzny, próba oglądu sytuacji
                nei tylko z pozycji swojego fiuta, ratuje związek. Czyli takie właśnie
                obśmiewane "dbanie".

                > Ktoś Cię bardzo brzyddko okłamał :). Na szczęście gdzieś tam u góry jest mój
                > wpis, można przeczytać :).

                Sorry, zagalopowałam się:-) Nałożyły mi się jakieś posty jeden na drugi i wyszło
                mi takie cóś. Chodziło mi o to, że facetom skarżącym się na brak seksu
                sugerujesz zawsze (bądź prawie zawsze), że przyczyną odmowy seksu ze strony
                partnerki jest wygaśnięcie pożądania, brak pożądania kiedykolwiek, jego mało
                męskie wobec niej zachowanie. Czy naprawdę masz przekonanie, że zawsze jest to
                przyczyna braku seksu w związku?
            • bi_chetny Re: Już mam dość! 13.10.08, 11:34
              aandzia43 napisała:
              > Attraction zdycha nie z braku "męskich" zachowań, tylko z jego nadmiaru. I
              > całokształt związku może tu nie mieć nic do rzeczy.

              niestety nie tylko. z braku również. wtedy kobieta przestaje widzieć faceta w
              facecie. należy zachować równowagę

              > Yoric, nie uważam, że Angelo opowiada bajki, psychologia ewolucyjna jest spoko,
              > ale zacznij odróżniać kolory. Bo kiedyś sam sobie wylejesz dziecko z kąpielą.
              >
              • aandzia43 Re: Już mam dość! 13.10.08, 17:48
                > niestety nie tylko. z braku również. wtedy kobieta przestaje widzieć faceta w
                > facecie. należy zachować równowagę

                Chyba zachowuję równowagę. Tzn. nie dopatruję się w każdym przypadku odmawiania
                seksu facetowi jednej przyczyny. A zdanie do którego odniosłeś się w swoim
                poscie wyjąłeś z kontekstu.

                A propos przypadku, kiedy kobieta przestaje widzieć w swoim facecie faceta i z
                tego powodu traci zainteresowanie nim, jako partnerem seksualnym. Czasem dzieje
                się tak wcale nie dlatego, że zachowuje się on jak "miękka baba", tylko dlatego,
                że zachowuje się jak chłopczyk. Samolubny, kapryśny, skoncentrowany na swoich
                zabawkach, najbliższych traktujący jak autystyk, a w razie zagrożenia usiłujący
                wleźć żonie pod spódnicę. Nie zniewieściały broń Boże! Powiedziałabym nawet, że
                spokojnie mieszczący się w przyjętym w naszej kulturze wzorcu męskości. A jednak
                nie męski. Na tyle nie męski, że po jakimś czasie libido damskie zarżnięte. I to
                jeszcze zanim taki pan zawiedzie na innych niż seksualne płaszczyznach.
                • bi_chetny Re: Już mam dość! 14.10.08, 12:17
                  pewnie też. ale nie tylko. również kiedy jest zbyt miękki
          • mujer_bonita Re: Już mam dość! 10.10.08, 07:20
            yoric napisał:
            > Tak, Andziu, ale taki już urok średniej statystycznej, że
            większość przypadków
            > się w niej mieści.

            Nie wiesz co mówisz. Urok średniej statystycznej jest właśnie taki,
            że mało przypadków się w niej 'mieści' jak to określasz. BA! Często
            zdarza się, że ani jeden badany przypadek nie jest jej równy ani
            nawet bliski.
          • eeela Re: Już mam dość! 10.10.08, 11:20

            > Aha i proszę mi wygładzić sformułowania, bez wód i mózgów, bo ostatnio trochę
            > się drażliwy zrobiłem.

            Przepraszam :-) Tak się rozpędziłam, bo - podobnie jak Andzia - zaczęłam
            odczuwać z Twojej strony nadmierny fundamentalizm. Ja zresztą nie twierdzę, że w
            tym, co głosisz, nie ma zupełnie racji. Kobieta potrzebuje czuć, że facet jest w
            jakiś tam sposób niezależny, a nie robiący wszystko to, co pani każe. Niemniej
            wcale to nie musi być związane z brakiem starania i dbania o kobietę. Brak
            dbania o kobiece potrzeby bardzo szybko może się skończyć wygaśnięciem jej
            pożądania - i wówczas wcale nie jest to związane z początkowym brakiem
            attraction. Omawiany gdzieś w tym wątku przykład (stereotyp) faceta, który
            podchodzi, aby pocałować, tylko wtedy, gdy chce zainicjować seks, jest
            obrzydliwy i prędzej czy później najbardziej namiętna kobieta straci
            zainteresowanie takim gościem.
            • yoric Re: Już mam dość! 10.10.08, 14:39
              Nie przeczę, że jestem, jak to mówił chyba Maslow, "gościem, który dostał młotek
              i teraz wszystko mu się kojarzy z gwoździem". Wyobraźcie sobie majsterkowicza.
              Nie wszystko da się w ten sposób załatwić, ale mieć młotek, a nie mieć młotka...

              Nie jestem przeciwnikiem dbania. Jestem zwolennikiem dbania. Także w łóżku (a
              może zwłaszcza :)). Jednocześnie jestem przekonany, że w większości przypadków
              brak seksu wynika z braku attraction. Przyznaję, że na to nie mam danych i tego
              nie mogę wykazać -
              • aandzia43 Dbanie co prawda nie pomaga na brak attraction (to 13.10.08, 11:54
                już oczywistość), ale uporczywy brak dbałości o partnera zabija owo attraction
                skutecznie. Bez talentu i wszelakich wrodzonych preferencji nikt nie jest w
                stanie zostać dobrym tancerzem, ale bez dbałości o ten talent po jakimś czasie
                można sobie zatańczyć w samotności przed lustrem.

                Jednocześnie jestem przekonany, że w większości przypadków
                > brak seksu wynika z braku attraction

                A i owszem. Tylko czy owo attracion zdechło z przyczyn naturalnych, czy nigdy go
                nie było, czy zostało zatłuczone permanentnym egoizmem (mniej lub bardziej
                drastycznym), to jest pytanie, nad którym warto się zastanowić. Dla własnego
                dobra partnerzy powinni sobie na nie odpowiedzieć. Bo choć z ich związek można
                czxasem spisać na straty, wchodząc w następny mieliby szansę nie popełniac
                starych błędów.
    • kasitza Re: Już mam dość! 09.10.08, 20:37
      Nie ma nic bardziej frustrujacego i zabijajacego libido niz
      traktowanie kobiety jako dodatka do cipy - tu parafrazuje kolezanke,
      ktora wypowiedziala sie wczesniej. Chlopcy, wiem, ze jak czlowiek
      chce seksu, to mozg mu/jej sie kurczy. Mimo wszystko: wlasnie wtedy
      stwarzajcie sytuacje, w ktorych przytulanie i calowanie stanowi nie
      gre wstepna tylko cel ostateczny. Wiem, ze ciezko jest sie zatrzymac
      w odpowiednim momencie, jak sie jest pod "presja" hormonow. Z
      wlasnego doswiadczenia zapewniam was jednak, ze kobiete szlag
      trafia, jak facet sie do niej zbliza z taka wielka nadzieja w oczach
      i po dlugim czasie nie-calowania, bez dzielenia sie taka codzienna
      prozaiczna czuloscia, caluje, by zasygnalizowac ochote na seks. i
      wlasnie wtedy najbardziej przechodzi kobiecie ochota na seks.

      czesto przytulajcie by czesto uprawiac seks. ale nie przytulajcie
      wylacznie kiedy chcecie miec seks.
      • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:16
        Ouu.

        Porównałbym sytuację do kogoś, kto od 48 h nie miał wody w ustach, i raptem
        dostaje butelkę pełną źródlanej wody z rżniętego kryształu, z przykazaniem, żeby
        broń Boże nie ważył się umoczyć... ust, powiedzmy, tylko postawił przed sobą na
        stole, zachwycał się kształtem i podziwiał, jak przepięknie się światło załamuje.

        No chyba nie będzie takim egoistą, żeby się jednak napić?
        • kasitza Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:24
          ja wiem wiem, oczywiscie. kiepska ta moja rada, bo w zasadzie w tej
          sytuacji juz zaczyna sie klasyczny pat - im bardziej on nalega, tym
          mniej jej sie chce.

          ALE, uzywajac twojej metafory: jak to sie stalo, ze na tak dlugi
          czas, spuscilo sie oczy z krysztalowej karafki? Ta karafka stala
          caly czas na stole.
          • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:37
            Aaa, nie wiem, jak inni spragnieni, ja co próbowałem chwycić za karafkę, to
            dostawałem po łapach.

            A powodów na "nie" było multum: a to nieparzysty dzień miesiąca, a to przy stole
            siedziała teściowa, a to na karafce mucha usiadła, a to dzieci latały naokoło
            stołu i strach (karafce) było, że stłuką.

            Spróbowałem na pół roku odzwyczaić się od picia, podziwiałem tylko przez ten
            czas perfekcję kształtu i tęczę pryzmatu, nie próbując nawet pić. Potem parę
            razy pociągnąłem solidny łyk, za każdym razem po rozmowach, dowodzących dlaczego
            woda jest niezbędna do życia i trzymania na stole karafki, a mnie przy stole.
            Ale za każdym razem po paru łykach karafka się zatykała. Któregoś wieczoru
            usłyszałem "ty to byś tylko pił i pił!".

            Aż pewnego pięknego dnia popatrzyłem w lustro i zobaczyłem wielbłąda, któremu
            wystarczy, jak od czasu do czasu przeżuje jakieś nieapetyczne łodygi i nawet pić
            nie musi.

            Karafka na razie cała zdziwiona, że nikt z niej nie pije, a nawet się nie zabiera...

            Dżizas, ale rozbudowana metafora wyszła!
            • mujer_bonita Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:41
              futile_and_duperele napisał:
              > Dżizas, ale rozbudowana metafora wyszła!

              Ale za to dorobisz się stada fanów tych metafor... ze mną na czele :D
              • anula36 Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:45
                tylko czy toc wyszlocie satysfakcjonuje???
                • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:52
                  Powyższa metafora jest dość satysfakcjonująca, jak na moje standardy.

                  Stan mojego małżeństwa po ...nastu latach jest absolutnie niesatysfakcjonujący.
                  A raczej - do niedawna był, bo teraz już mi wisi seks małżeński. Na temat
                  pozamałżeńskiego trudno mi na razie coś powiedzieć. Niedawno na którymś wątku
                  tutaj przeczytałem coś czego sens sprowadzał się do stwierdzenia:"ten, komu
                  zależy, stara się bardziej, a i tak nie dostaje w 100% tego, czego chce". No to
                  mnie przestało zależeć - i rozczarowań więcej nie będzie.
                  • kasitza Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:59
                    to dosc przerazajace.
                    • lambert77 Re: Już mam dość! 10.10.08, 07:27
                      przerażające ale tak czasami bywa. Przychodzi moment w którym
                      człowiekowi odechciewa bo tak jest lepiej. Frustracja i rozżalenie
                      pstryk i znikają zastąpione obojętnością. Wbrew pozorom to dosyć
                      zdrowe i na pewno mnie bolesne niż awantura o dupe :). Osobiście
                      boję się takiego momentu w życiu i staram się robić wszystko żeby do
                      niego nie dopuścić.
              • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:45
                E, tak sobie przelewam - z pustego w próżne. Braki w jednym miejscu się
                transformują w nadmiar w innym. Myślisz, że skąd taki nick?

                Ale od Ciebie pochwałę dostać, to jestem pozytywnie zaskoczony. I to jeszcze
                jako facet?

                Że zacytuję klasyka Ryszarda Ochódzkiego: "Z Tobą przegrać, to jak z inną wygrać!".
              • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:48
                Tak sobie tylko przelewam - z pustego w próżne. Tutaj brak - nadmiar tam. Miło
                mi, że Ci się podoba.

                No i pozytywnie jestem zaskoczony pochwałą akurat od Ciebie, jako facet. Że
                zacytuję klasyka Ryszarda Ochódzkiego: "Z Tobą przegrać, to jak wygrać!".
            • kasitza Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:50
              no, wyszla metafora cudna. a z tym wielbladem to juz ukoronowanie.

              ale tak powaznie: ciesze sie, ze moge pogadac na ten temat na forum.
              ja mam podobny problem, to znaczy moj maz ze mna ma. Tyle tylko, ze
              nie tak dlugo jak ty, ale ostatnie pare miesiecy. Ja sie nad tym
              bardzo duzo zastanawiam i staram sie do czegos dojsc, wymyslec. jak
              mam wokol siebie osoby zaufane, to staram sie z nimi o tym
              porozmawiac, ale jest ciezko. Zwlaszcza, ze cala sprawa nie jest
              mila dla mojego ego, bo ja tak normalnie zawzse, to bylam prowodyrka
              zabaw i uciech figlarnych w naszym zwiazku. i zastanawiam sie,
              dlaczego teraz tak nie jest i o co do cholery chodzi.

              a zal mi meza bardzo. Wiem, ze sie stara i na swoje sposoby i nie
              rozumie, co sie dzieje.

              Ale bardzo ciezko wrocic jest do tej poczatkowej intymnosci, ktora
              sie utracilo w czasie trwania zwiazku bo dzieci, bo tesciowa, bo
              stres w pracy, bo gary, bo cos tam cos tam. Mowie ogolnikowo - bo my
              dzieci jeszcze nie mamy, a garami tez sie nie stresujemy:-)

              ALE, powiem Ci, ze przez ostatnie trzy dni bardzo duzo
              interesujacych rzeczy odkrylam i mam nawet nadzieje, ze powoli
              dochodze do jakis rozwiazan.
              • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 09.10.08, 22:01
                Bardzo, bardzo bym nie chciał Cię do niczego zniechęcać.

                Ale w moim przypadku wyglądało to tak, że na to forum wszedłem w czerwcu po raz
                pierwszy, przez wakacje trwały moje poszukiwania (jeżeli starczy Ci sił -
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=83973090 , uprzedzam, że w
                sumie jest 258 postów). Pod koniec czerwca były pierwsze rozmowy, poprawiło się
                na 2 tygodnie, pod koniec sierpnia były następne rozmowy, dłuższe jeszcze i
                bardziej szczegółowe, znowu ok. dwóch tygodni poprawy, po czym wszystko zjechało
                do smutnej codzienności. I pod koniec września zobaczyłem w lustrze wielbłąda.

                Życzę powodzenia, bez ironii, przekąsów i zazdrości!
                • kasitza Re: Już mam dość! 09.10.08, 22:26
                  ja rozumiem. dzieki za watek - przeczytam go sobie powoli.

                  ja odkrylam natomiast nastepujaca rzecz (jedna z bardzo wielu, ktora
                  pomaga mi wyjsc z dolka):
                  odkrylam, ze moj maz, ktory ma tendencje to okreslania porzadku w
                  swoim zyciu czesto uzywa stwierdzen wobec mnie, ktore naprzyklad
                  maja forme pytania retorycznego. Przyklad z zeszlego tygodnia, jak
                  cwiczylam jazde samochodem: kochanie, dlaczego jedziesz srodkiem
                  ulicy?
                  Chcial dobrze, ale wyszlo zle. Do mnie dotarlo: kochanie, dlaczego
                  jestes za glupia, zeby prowadzic samochod na prostej drodze?
                  A chcialam przeciez od niego uslyszec, jedz troche bardziej prawym
                  brzegiem.

                  To sa toksyczne stwierdzenia po prostu. Tu liczy sie ton, anie
                  tresc. I to jest ta przyslowiowa kropla ktora drazy skale. Jedno
                  takie stwierdzenie mozna zapomniec latwo, ale przyzwyczajenie, ze to
                  bez przerwy bedzie sie zdarzac, pzekonuje, ze maz nie uwaza mnie za
                  osobe podziwu godna, poczytalna i rowna mu intelektem. Ja nie sadze,
                  zeby on sie przyznal do tego ze tak mysli o mnie przed samym soba. I
                  moze w glebi serca tak rzeczywiscie nie mysli. Ale sam fakt, ze
                  przez reszte zycia, mam wysluchiwac w mniej lub bardziej
                  odpowiednich sytuacjach jakies takie komentarze doprowadza mnie do
                  wscieklosci.
                  i... oczywiscie redukuje moja ochote na seks z mezem do zera.
                  Ponadto:
                  Przez przeanalizowanie chocby tego problemu, doszlam do wniosku, ze
                  mam wiecznie poczucie, ze moj maz reguluje wszystko w moim zyciu.
                  Nie dlatego, ze chcialby, on poprostu uwielbia ustalone struktury,
                  wiec zanim ja sie obroce, on zajmuje sie naszymi kontami, placi
                  rachunki, robi zakupy itd. a do mnie ma pretensje, ze ja tych rzeczy
                  nie robie. a ja bym je robila, tylko nie tak neurotycznie jak on -
                  w swoim czasie. Ja mam i tak wieksze doswiadczenie zyciowe niz on,
                  poniewaz dwukrotnie z duzym sukcesem zapuszczalam korzenie w dwoch
                  roznych panstwach.
                  on mnie wyprzedza we wszystkich takich codziennych aspektach, albo
                  mu sie tak wydaje (n.p.wypowiezd typu "tylko ja myje naczynia!" jest
                  wielkim zludzeniem z jego strony) I buduje sie we mnie potrzeba nie
                  ustepowania w tych kwestiach, w ktorych udaje mi sie jeszcze przejac
                  ster. Czyli seks na przyklad. Czyli libido jest hamowane.

                  i najwazniejsze, co postanowilam, i to bylo bardzo wyzwalajace:
                  dystans do meza w zyciu codziennym. wybieranie rozwiazan
                  niewygodnych i niestandartowych. Ja to postanowilam wczoraj, wczoraj
                  poklocilam sie z mezem i od wczoraj nie rozmawiam z nim. Nawet go
                  szczrze mowiac nie widzialam dzis, bo mieszkanie mamy duze. Po raz
                  pierwszy w naszym zwiazku, to ja wytrzymuje milczenie. I nie szukam
                  juz dalszej rozmo0wy.

                  Ale...wrocila mi ochota na seks. I jestem dosc z tego powodu
                  szczesliwa, bo juz mi sie wydawalo, ze miu wazna czesc ciala
                  obumarla. ale okazuje sie, ze wrecz przeciwnie:-)!

                  ale duzo napisalam no!
                  • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 09.10.08, 23:05
                    Przyjemnie się z Tobą rozmawia.

                    Popatrz na moją sygnaturkę. Ona sporo znaczy. Na początku miałem inną: "Ogromna
                    większość problemów w młodych małżeństwach bierze się stąd, że kobieta oczekuje,
                    iż po ślubie wszystko się zmieni, a mężczyzna - że nic się nie zmieni". Jednak
                    po paru gorących dyskusjach na tym forum i analizie mojego małżeństwa - na ile
                    się dało w warunkach anonimowości (?) - zmieniłem ją na poniższą.

                    U nas w dużej mierze tradycyjne role w rodzinie są odwrócone. Żona jest
                    inicjatywna, silna osobowością, ale i strasznie niepewna siebie, tak naprawdę
                    pełno ma kompleksów, łatwo się wścieka i jak ta smoczyca - najchętniej
                    załatwiałaby sprawy zionąc ogniem i nawalając ogonem. Ja jako ten teoretycznie
                    słabszy (uważam, że psychicznie silniejszy), dużo łatwiej negocjuję, mam też
                    parę innych przydatnych umiejętności.

                    Owszem, Twoje spostrzeżenia na temat pytań retorycznych mogą się tyczyć mojego
                    małżeństwa, ale w czasie przeszłym. Jakiś czas temu też tak reagowałem na różne
                    - IMHO - idiotyzmy w wykonaniu małżonki. Teraz albo mówię wprost, albo próbuję
                    po sokratejsku, jednak bez protekcjonalności: "Jak myślisz, co powiedziałabyś
                    córce, gdyby w danej sytuacji postąpiła tak a tak", albo wręcz nic nie mówię,
                    pozwalam żonie robić, co chce - jest pełnoletnia, powinna wiedzieć, co robi.

                    Problemem dla mnie było natomiast to, że mimo takiej zamiany ról w życiu, w
                    łóżku to żona oczekiwała inicjatywy ode mnie. Tzn. akurat nie miałem nic
                    przeciwko, lubiłem seks i to urozmaicony, no, może nie aż tak, żeby SM albo
                    jakieś wymyślne fetyszyzmy, zoofilie czy koprofagie. Niezależnie od tego przez
                    10 lat nie zdarzyło się ANI RAZU, żeby żona zaczęła grę wstępną. Najwyżej
                    sugerowała w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, że dzisiaj to by miała ochotę...

                    Przy takim podziale ról i obowiązków jednak coraz częściej zaczęły zdarzać się
                    sytuacje, że mimo mojej inicjatywy dostawałem kosza w łóżku. Zaczęło się to
                    niecałe 3 lata temu, a maksimum osiągnęło niecały rok temu. Pomyślałem sobie:
                    "No jak to tak? Ona mi każe podejmować inicjatywę, a sama sobie wybiera, jak jej
                    pasuje, to się będzie kochać, a jak nie, to nie? I to "nie" zdarza się o wiele
                    częściej niż "tak"? ". W związku z rosnącą frustracją zdecydowałem się na
                    półroczną kwarantannę, raz - żeby po sokratejsku postawić drugą stronę w swojej
                    sytuacji, a dwa - żeby udowodnić, że nie tylko seks dla mnie się liczy i nawet
                    przez pół roku mogę się bez niego obyć. Być może chodziło mi również
                    podświadomie o trzy - odkucie się na tej wstrętnej niedajce.

                    Wydawało się, że to zadziałało, ale - nie zadziałało. A mnie ostatecznie libido
                    spadło poniżej poziomu - jak oceniam - stale wysokiego przez ostatnie 20 lat.

                    Masz więc tutaj w dużym skrócie i bez komentarzy osób trzecich te 258 postów.
                    Reszta, szczegóły i wnioski przeróżne - w tamtym wątku.

                    Pozdrawiam.
                    • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 07:13
                      ta sygnaturka, to ze shreka, prawda? :-)

                      dzieki za streszczenie. I mimo wszystko mam wrazenie, ze wciaz dla
                      zony masz jeszcze serce. Czy mam racje? Przynajmniej piszesz o
                      "niedajce" w sposob wysoce kulturalny, a to bardzo rzadkie.

                      Jesli chodzi, o to, co piszesz na temat pytan retorycznych oraz
                      roznych glupot jakie robi twoja (i zreszta kazda) zona, to jak sie
                      slucha lub czyta meskie wypowiedzi, odnosi sie wrazenie, ze to
                      wszystko ma logiczny i poukladany sens. No racjonalnie patrzac na
                      sprawy, to przeciez kazdy czlowiek ma jakies tam slabosci
                      charakteru, wady i niedociaglosci i popelnia bledy. Nie ma wiec nic
                      zlego w tym, zeby osoba najblizsza, czyli maz w stosunku do zony na
                      przyklad, zwrocil jej na to uwage. Mi sie jednak wydaje, ze
                      zakochujemy sie w innych warunkach: jak maz we mnie sie zakochiwal,
                      to nie ukrywal podziwu dla mojej kreatywnosci, szalenstwa i
                      spontanicznosci. Od kiedy stalam sie jego narzeczona i zona, to
                      nagle zaczal dokladnie to zachowanie krytykowac.

                      I z jednej strony, to ja wrecz z wielka checia powoli zmienilam sie
                      dla niego (jeszcze zanim zaczal krytykowac moje szalenstwo) - z tego
                      wzgledu, gdyz uznalam, ze nalezy wydoroslec i za pewne sprawy w
                      zyciu przejac odpowiedzialnosc. I mysle, ze gdyby nie on, to bym
                      sobie tak dobrze z zakonczeniem studiow i zawodowym ustawieniem sie
                      w zyciu nie poradzila. Jest dobrym doradca, przyjacielem i jest
                      szczery.
                      Z drugiej strony, on dalej idzie za ciosem i teraz juz kreci nosem
                      na detale. W tej sytuacji, ja po pierwsze nie widze powodu, dla
                      ktorego on mialby decydowac o tym, co jest dla mnie dobre a co nie.
                      Po drugie, ja wcale nie chce sie dalej zmieniac. w przeciwienstwie
                      do niego, ja nie jestem neurotyczka i nie chce nia dzieki niemu
                      zostac. Po trzecie, uwazam, ze to w jaki sposob teraz czegos ode
                      mnie wymaga jest wysoce raniacy. Po czwarte, kiedy maz ma okazje
                      bardzo racjonalnie spojrzec na nasze ostatnie lata, to mowi wprost,
                      ze to ja mam lepszy instynkt jak zalatwiac sprawy - naprzyklad
                      powilklane sprawy urzedowe. Ale nie wyciaga wniosku z tego, tylko
                      przy nastepnej okazji krytykuje moje podejscie do zycia.

                      Dam ci przyklad: on z doswiadczenia wie, ze ja wlasnie potrafie o
                      wiele lepiej od niego zalatwic dla nas pozytywnie spor z jakims
                      urzedem. przykladow tego typu mielismy w ostatniej przeszlosci
                      mnostwo - jak dochodzi do jakis powiklan urzedowych, badz z firmami
                      energetycznymi, telekomunikacyjnymi czy tez przedsiebiorstwami
                      turystycznymi (mowie ci, mielismy cala serie oszustow na karku -
                      panstwowi i prywatni)on sie wscieka, denerwuje, zieje ogniem. Ja
                      dzwonie, rozmawiam spokojnie i nagle sprawa zostaje zalatwiona. W
                      zwiazku z tym, on coraz czesciej swiadomie prosi mnie o zalatwienie
                      danej sprawy. No i ja to robie. Ale wlasnie po swojemu. Na
                      spokojnie, czasem ze zwloka czasowa, jesli wydaje mi sie, ze to
                      lepszy pomysl. I on w tym momencie zamienia sie w kule ognia, ktora
                      pedzi w moim kierunku. Dlaczego nie zalatwilam JESZCZE sprawy, o
                      ktora prosil????

                      I widzisz, to mnie wscieka - ten brak zaufania i brak konsekwencji.
                      Z jednej strony ma dowody na to, ze jestem poczytalna, z drugiej
                      traktuje mnie jakbym nie byla.

                      I ten model krytyki powoduje, ze czuje sie niedoceniona.
                      Niedoceniona, malo atrakcyjna, martwa w okolicach lona...

                      ot cala moja frustracja.
                      • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 10:11
                        Sygnaturka ze Shreka, owszem :- )

                        Nie wiem, czy to jest kwestia serca dla żony. Mamy dwójkę dzieci, każde z nich
                        ma swoje problemy, z terapią u psychologa w jednym przypadku włącznie. Nie
                        nudzimy się więc - poza pracą i codziennymi obowiązkami mamy co robić, pozwalamy
                        sobie na drobne przyjemności, jakieś wyjście popołudniowe do kawiarni itp.
                        Niemniej mnie osobiście obecna sytuacja kojarzy się z przedsiębiorstwem, które
                        jest jedną z funkcji małżeństwa, ale samo przedsiębiorstwo to jeszcze nie
                        małżeństwo, więc z tym sercem bym nie był taki pewien.

                        Co do umiejętności negocjacji, to mam prawie tak jak Ty - również zdarzało mi
                        się odkręcać różne dzikie pomysły smoczycy z urzędami i ludźmi. Na szczęście
                        sytuacja "Co?!?? Jeszcze nie załatwione???!?" zdarza się u nas dość rzadko. Tzn.
                        wykrzykniki i pytajniki zdarzają się jak najbardziej, tyle że z innych powodów.
                        Uważam, że moja żona nie potrafi b. często delegować odpowiedzialności (co sama
                        wyśmiewała u jednego z moich byłych szefów), a kiedy już ją deleguje, to
                        egzekwowanie w przypadku odchyleń od spodziewanego rezultatu jest bardzo
                        nieprzyjemne, żeby nie rzec chamskie.

                        Jest jednak i pozytywny efekt bywania na tym forum. Nie wiem, czy może zwróciłaś
                        uwagę na posty yorica i propagowane przez niego metody postępowania Davida De
                        Angelo. To temat na osobny wątek i nawet jest taki, tylko nie skleję w tej
                        chwili, gdzie. W każdym razie zacząłem stosować te metody, w małżeństwie
                        specjalnie mi to nie pomogło, ale mnie samemu - jak najbardziej. Czuję się dużo
                        lepiej mimo braku seksu, co więcej - nie mając takiego parcia na seks zachowuję
                        się dużo naturalniej i na luzie. Innymi słowy - brak seksu nie jest już takim
                        problemem. Na początku nie o to mi chodziło, ale efekt jak na razie jest całkiem
                        OK :- )
                        • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 10:47
                          a co to sa za metody?

                          ja wlasnie trenuje sie w dawaniu sobie luzu.
                          po pierwsze jak juz wspominalam, pracuje nad tym, zeby dac sie
                          rzeczom potoczyc jak zechca z moim obrazonym malzonkiem.
                          po drugie i rowniez trudne, bedac chora od trzech dni, pozwalam
                          roznym rzeczom w pracy zawalic sie na maksa.

                          ale jak za kazdym razem bede jedno albo drugie ratowac, to ani moj
                          maz nie nauczy sie, ze nie zycze sobie rozliczania mnie z mojej
                          poczytalnosci, jak takze moja szefowa nigdy sie nie przekona, ze nie
                          zatrudniajac nikogo do pomocy dla mnie ryzykuje zawalenie sie calego
                          dzialu.

                          czy to o takie metody chodzi?
                          • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 11:03
                            O rany. Nigdy nie myślałem, że będę młodszym apostołem DeAngelo (yoric jest
                            starszym). Tak czy owak, te metody i cała ideologia za nimi stojąca jest
                            przeznaczona dla facetów - no offence, mam nadzieję.

                            W dużym skrócie tezy DeAngelo: kobieta czuje do męża/ partnera długookresowego
                            affection ("przywiązanie"), które nie musi oznaczać seksu i zdarza się często,
                            że kończy się bezseksiem. Natomiast prawdopodobieństwo seksu wzrasta, kiedy
                            partner jest "krótkookresowy". Daruję Ci wytłumaczenia, dlaczego tak jest, ale
                            ma to solidną podbudowę w psychologii ewolucyjnej.

                            I teraz cytat z yorica, który sobie wręcz przekleiłem dla pamięci blisko pulpitu:
                            "Konkretne rady są takie, żeby przestać wykazywać cechy partnera długoterminowego
                            (przewidywalność, okazywanie względów na każdym kroku), a zacząć wykazywać cechy
                            idealnego partnera krótkoterminowego. Na przykład:
                            - bądź ogólnie pewny siebie (cokolwiek to znaczy :P)
                            - bądź nieprzewidywalny - zaskakuj ją (niekoniecznie prezentami)
                            - podejmuj wszystkie decyzje (jakie kafelki, co na obiad, przy którym stoliku
                            siadamy)
                            - okazuj jej dominację fizyczną (ale bez przemocy!!!) - np. na żarty podnoś do
                            góry, zdecydowanie prowadź w tańcu
                            - bądź bardziej dominujący w rozmowach w towarzystwie
                            - flirtuj z innymi kobietami (ale nie potajemnie na GG, tylko tak, żeby ona
                            widziała, że masz powodzenie)
                            - dbaj o wygląd zewnętrzny, w tym ubiór
                            - znajdź sobie hobby kojarzące się z ryzykiem - np. sport ekstremalny, jazda na
                            skuterze, survival, dalekie podróże
                            - i tak dalej"
                            Koniec cytatu.

                            Od siebie mogę dodać, że w małżeństwie z kilkunastoletnim stażem to się
                            niekoniecznie musi udać - inteligentna kobieta może "nie kupić", że mężowi się
                            tak odmieniło. Ale zmiana może też wpłynąć na zmieniającego ;- )

                            Co do Twoich metod - one są jak najbardziej naturalne, może niekoniecznie
                            deangelowskie. Ale ja też jestem jak najbardziej za tym, żeby pozwolić każdemu
                            ponosić konsekwencje jego działania (to do sytuacji z mężem komentarz).

                            Akurat z pracą to nie wiem - ucieczka w chorobę bywa odbierana różnie, ale przy
                            dzisiejszym prawie pracowniczym nie ma na to silnych. Nie wiem, jak to wyglądało
                            wcześniej, ale z Twojej wypowiedzi wynika, że byłaś dosyć dociążana obowiązkami.
                            Cóż - kropla zdrowego egoizmu jest niezbędna dla zdrowia psychicznego...
                            • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 11:56
                              dzieki za zrozumienie.

                              co do zasad deangelowskich: prymaty wszystkich szczebli, laczcie
                              sie.

                              oczywiscie gdzies tam jest ziarenko prawdy. ja na przyklad
                              wolalabym, zeby moj samiec jak ma na mnie ochote, byl bardziej
                              dominujacy. owszem.

                              Malzonek nie jest ciapa, ale jak tylko rodzice sa w odwiedziny, to
                              staje sie malym chlopcem. A to nie jest zbyr sexy.

                              Ale to tylko dygresje.

                              Ja mam wkladac sexy odzienie do spania. Ja bym mezowi to zyczenie
                              chetnie spelnila - ale jak tylko wloze sobie cos zwiewnego do
                              spania, to budze sie z zapaleniam pecherza. moze powinnismy sie
                              wyprowadzic do californi..

                              ale sie wyzalam!
                              • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 12:09
                                No, do Kalifornii, Toskanii, na Costa Brava, ewentualnie na Maderę.

                                Można też wstawić do sypialni "farelkę", inna sprawa, że wtedy musicie oboje
                                face the consequences - powietrze ma prawo być przesuszone, rano się będziecie
                                budzić z suchym gardłem i językiem etc. Ponoć dobrze dobrana klimatyzacja nie
                                sprawia takich problemów, ale koszty...

                                Ja osobiście najchętniej spałbym przez cały rok przy uchylonym oknie (przy zonie
                                - nieosiągalne), śpię pod cienką kołdrą, ewentualnie podczas choroby uzupełniam
                                cienkim polarowym kocem. Natomiast żona okrywa się po uszy grubą pierzyną,
                                dokładnie to nie z pierza, tylko z jakimś sztucznym wypełnieniem, ale i tak
                                trzęsie się z zimna. A okno nie jest wcale na noc otwarte, poza okresem letnim.

                                Myślę, że te preferencje też mogą być - zwłaszcza przy sprawach łóżkowych -
                                znaczące. Może by mąż wziął to pod uwagę, wymagając zwiewnego sexy peniuarku?
                                • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 12:30
                                  no on to w z zasadzie nie ma za duzego wyboru, biedak. Poprostu ja
                                  nie sypiam w peniuarkach. A jesli chodzi o ogzrewanie, to
                                  rzeczywiscie maz jest sknera, poza tym jemu juz jest za goraco jak w
                                  pokoju sa 22 stopnie. Nie musze dodawac, ze ja dopiero od 24 stopni
                                  przestaje marznac. wypada nam spac oddzielnie. zaraz zaraz - od
                                  trzech dni nawet spimy oddzielnie.

                                  mi sie tez to nie usmiecha z tym marznieciem.- uwielbiam spac w
                                  peniuarkach - mam cala jedna polke pelna tylko zwiewnych koszulinek.

                                  uwielbiam tez sexy bielizne i mam jej wprawdzie nie az tak duzo -
                                  tej takiejprawdziwej porno-burdelowej, ale tez nie mam bielizny
                                  ktora bylaby niesexy. jestem zadbana. i tylko marzne kurza melodia
                                  jak spie. I wtedy zakladam moje antykoncepcyjne welniane skarpetki.
                                  nie ma skarpet welnianych na rynku w wersji sexy.:-(
                                  • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 12:44
                                    No to ta różnica preferowanych temperatur do snu jest dokładnie taka jak u nas.
                                    Z tym że u mnie to nie jest sknerstwo (może u Twojego małżonka również? Tylko
                                    pozorem oszczędzania racjonalizuje swoje upodobania?), tylko najnormalniejsze
                                    poczucie komfortu podczas snu. Te tam różne suche gardła i takie tam to coś
                                    bardzo niefajnego, a jakbym miał spać w +24, to bym na drugi dzień z kwadrans
                                    musiał w łazience się doprowadzać do porządku (sorry za obrzydliwe skojarzenia).

                                    Hm, skarpetki nie muszą być antykoncepcyjne - białe, frotte, w stylu japońskiej
                                    uczennicy??? Mało sexy? A może za mało grzeją? Tyle że ze zwiewną bielizną fakt,
                                    raczej słabo się komponują. Zmienić styl?
                                    ;- )

                                    Oj, coś się za towarzysko robi, żeby nam się moderatorzy nie wtrącili.
                                    • mujer_bonita Re: Już mam dość! 10.10.08, 12:58
                                      futile_and_duperele napisał:
                                      > Hm, skarpetki nie muszą być antykoncepcyjne - białe, frotte, w
                                      stylu japońskiej
                                      > uczennicy??? Mało sexy? A może za mało grzeją? Tyle że ze zwiewną
                                      bielizną fakt,
                                      > raczej słabo się komponują. Zmienić styl?

                                      Ehhh... ja ciągle szukam kompromisu. Niestety rynek proponuje albo:
                                      www.cogdziezaile.com/produkty/medium/345.jpg
                                      albo:
                                      www.e-szafa.pl/photo/m_387.jpg
                                      alejahandlowa.pl/obr/bielizna/40610711_1_d.jpg

                                      Zwariować idzie ;)
                                      • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:02
                                        no ale czy wlasnie nie odkrylismy nowego potencjalu rynkowego?
                                      • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:11
                                        Abstrahując od japońskich uczennic - mnie kręciły w swoim czasie, jakieś 2 lata
                                        temu, cieniutkie, muślinowe bluzki, na lato, przewiewne i... hm, przezierne, bym
                                        powiedział. Na zimę oczywiście nie, albo najwyżej w dobrze ogrzanych
                                        pomieszczeniach.

                                        Po dłuższych problemach z nabyciem (o dziwo, nie spodziewałem się, że w
                                        gospodarce rynkowej takowe mogą być z czymś tak w sumie prostym) udało mi się
                                        upolować takową bluzeczkę i triumfalnie wręczyć; żona założyła może ze 2 razy na
                                        moją wyraźnie wyartykułowaną i nie podejmowała tematu.
                                        • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:19
                                          :-(

                                          ja dostalam sexowna bielizne od meza oraz opieprz ze ja zbyt
                                          demonstracyjnie zakladam w weekend.

                                          jak to wszysto tu pisze, to mnie to troche przeraza - jak podliczyc
                                          neurotyczne zagrywki mojego meza, to wychodzi ich duzo, nie sadzilam
                                          nawet, ze to wszystko az tak stoi na glowie.

                                          jak mu przedwczoraj w awanturze wspomnialam, ze mamy problemy,to
                                          wytrzaszczyl na mnie oczy: jakie problemy.

                                          no kurde, jakie?
                                          • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:32
                                            Ach, no to jest właśnie całe błogosławieństwo i przekleństwo forum: zaczynasz
                                            temat od czegoś, co Ci się wydaje problemem, czytają to inni, komentują celnie
                                            albo nie, jeżeli nie, to powinnaś napisać, dlaczego nie, tym samym przytaczasz
                                            przykłady, szczegóły etc. i ani się obejrzysz, jak masz 100 albo 200 postów na
                                            wątku, a w nich ze zgrozą widzisz, jak w lustrze, co się przez cały czas związku
                                            nawarstwiło.

                                            Niech Cię to jednak nie przeraża, to nie po to, żebyś się osunęła bezwładnie w
                                            fotel, czy na czym tam siedzisz, i załkała nad zmarnowanymi latami. To po to,
                                            żebyś się zastanowiła, co ci najbardziej przeszkadza, czy to zmienić i jak to
                                            zmienić.
                                            • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:42
                                              no, z pewnoscia. mam nadzieje, ze cos sie zmieni - w sensie, ze ja
                                              cos zmienie, maz cos zmieni. Zwlaszcza, ze ja tez z pewnoscia nie
                                              jestem "latwa w obsludze."Moj maz tez pewnie moglby sie powyzalac,
                                              jaka to ja jestem straszna.

                                              no w kazdym razie jest w tym moim zwiazku bardzo duzo paradoksu:
                                              bylam wlasnie w kuchni zrobic sobie herbate z miodem - ja naprawde
                                              jestem chora, nie symuluje. w kuchni obok zlewu stoi gora
                                              pozmywanych przeze mnie naczyn. w zasadzie, to ja bym ja posprzatala
                                              do szafek, bo mi przeszkadza ALE jak to zrobie, to nie bedzie
                                              widocznych sladow na to, ze zmywam naczynia. dlatego tego nie robie.
                                              bo maz jak tylko bedzie mogl w nastepnej awanturze powie: nawet
                                              naczyn nie zmywasz!
                                              • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:50
                                                Zauważ, że teraz będzie mógł z satysfakcją powiedzieć: "no tak, zmyć zmyłaś, ale
                                                już pochować na miejsce to ci się nie chciało".

                                                Mojej żonie też się tak zdarza mówić, akurat może nie o naczyniach (mamy
                                                zmywarkę), ale zasada jest ta sama. A ponieważ NIE CIERPIĘ tego, to w razie
                                                mojego dobrego humoru przytaczam dowcip o facecie, który uratował tonące w
                                                przeręblu dziecko, po czy został zrugany przez ojca dziecka, że chłopak został
                                                wyciągnięty bez berecika.

                                                W razie złego humoru mówię po prostu, że miałem coś ważniejszego do roboty,
                                                koniec, kropka. Oczywiście dla żony to nie jest koniec, kropka, ale ponieważ
                                                zazwyczaj na tym kończę swój udział w dyskusji, to i jej grzmoty wygasają stopniowo.
                                                • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:54
                                                  no z tym berecikiem i przerebla to doba przypowiesc.

                                                  sprobuje twpojego sposobu na krotka odpowiedz bez dyskusji. Proste i
                                                  piekne.
                                                  • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:59
                                                    Proste i piękne może, ale wymaga od ignorującego umiejętności niezwracania uwagi
                                                    na dalsze uwagi na dany temat. W skrajnych przypadkach ignorowania, dawno temu
                                                    na szczęście, żona była gotowa ciągnąć temat do rękoczynów włącznie. Mam
                                                    nadzieję, że Twój małżonek nie jest takim ekstremistą, bo wolałbym nie mieć Cię
                                                    na sumieniu.

                                                    Jeżeli natomiast ma poczucie humoru, to przypowieść o bereciku powinna dać mu do
                                                    myślenia na temat zasadności dopieprzania się do szczegółów dla samego dopieprzania.
                                                  • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 14:09
                                                    tak, poczucie humoru ma - przypowiesc mu sie spodoba. a co do
                                                    ignorowania, to sluszna uwaga, moj malzonek potrafi stracic fason.
                                                    nie naada na mnie, tylko na przedmioty martwe. Juz skasowal maly
                                                    bialy stolik z ikei i mamy framugi drzwi poobijane.

                                                    szczerze mowiac to tez jest jeden powod klotni.

                                                    a widze, ze twoja smoczyca, to rzeczywiscie iscie prawdziwa she-
                                                    dragon:-)
                                                  • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 14:22
                                                    To trzeba taktycznie porozkładać na różnych stolikach z Ikei jego ulubione
                                                    kubeczki porcelanowe albo kolekcję szklanych kul, jeżeli takową posiada. Może to
                                                    go powstrzyma.

                                                    Żonie to ja po prostu za dużo pozwalałem, po prostu wyniosłem z domu przekonanie
                                                    "kobiety nie bij nawet kwiatem" i "do samic się nie strzela", co żona skwapliwie
                                                    wykorzystywała. Przestała się posuwać do rękoczynów, kiedy ja zmieniłem te
                                                    zasady (tzn. zacząłem oddawać). Być może wredne to, ale skuteczne. Zresztą
                                                    daaawno nie miałem okazji wypróbować w praktyce, parę lat na dobrą sprawę.
                                                  • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 14:30
                                                    a co twoja tzona tak dokladnie robila? Bila cie?
                                                  • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 15:21
                                                    No cóż, zaraz wyjdę na kombatanta.

                                                    Owszem, zdarzało się i tak, że biła, zazwyczaj rękoma. Zdarzało się również, że
                                                    niszczyła różne niepowtarzalne lub trudno powtarzalne rzeczy, na których mi
                                                    zależało (np. moje zdjęcia z głębokiego dzieciństwa).

                                                    To wszystko skończyło się ciupasem, jak zacząłem stosować starotestamentową
                                                    zasadę oko za oko, ząb za ząb. Po tej mojej decyzji zdarzyło się raz, może dwa,
                                                    że straciła panowanie nad sobą do tego stopnia, że podniosła na mnie rękę.

                                                    A teraz idę się zapisać do ZBOWiDu.
                                                  • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 15:37
                                                    ja rozmawialam na ten temat z moim swiadkiem ze slubu. On ma zone
                                                    psychologa, wiec cos tam z psychologii jako nauki uniwersyteckiej
                                                    nauczyl sie przy niej. Mowil mi, ze to sa zachowania, ktore wywodza
                                                    sie z dziecinstwa - fizyczna agresja wobec otoczenia reaguje
                                                    trzylatek, ktory nie widzi sposobu na osiagniecie wlasnej woli.

                                                    I teraz zastanawiam sie, jak to jest: moj maz wyrosl w rodzinie
                                                    bardzo spokojnej i opiekunczej. Moze ma trudna mamuske, ale to jest
                                                    mamuska ktora go raczej rozpieszcza, ale uderzyc by go nie uderzyla.
                                                    ja wyroslam z rodzicami, ktorzy regularnie mnie bili za cos tam. ale
                                                    ja nie mam potrzeby wewnetrznej do agresji fizycznej - czasami jak
                                                    juz jestem na niego taka zla, ze mi oczy z orbit wychodza, to mozg
                                                    mi sam fantazjuje o zrobieniu mi krzywdy, rownoczesnie calkowicie i
                                                    bez problemu sie kontrolujac, by mu tej krzywdy nie zrobic.
                                                    Tymczasem on nie kontroluje sie. Mimo mojego nalegania.
                                                  • futile_and_duperele Re: Już mam dość! 10.10.08, 15:51
                                                    Tutaj nie mam pojęcia, nie jestem niestety psychologiem. Bardzo prawdopodobne,
                                                    że to jest pod pewnymi względami niedojrzałość emocjonalna.

                                                    Jak rozmawiam z żoną po fakcie na spokojnie (od jakiegoś czasu się da
                                                    porozmawiać, tak żeby się to nie przerodziło w awanturę), to ona mówi coś w tym
                                                    sensie: "No ale ja już nie miałam ŻADNEGO innego sposobu, żeby do ciebie
                                                    przemówić!".
                                                  • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 16:35
                                                    slysze dokladnie te same odpowiedzi od meza...
                                    • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:01
                                      schodzimy z tematu? Czyzby? byc Moze pomysl z japonska uczennica
                                      jest ratunkiem! :-)
                                      Problem z ta japonka jest taki, ze one do tych bialych skarpetek
                                      frotte (ktore dobrzeby grzaly) nosza krotkie spodniczki. a to mi nie
                                      wyjdzie. Musze poszukac pijamy w stylu catwoman - wszystko jest
                                      pozakrywane i nie marznie a jednak sexy. i taka czapke sobie kupie z
                                      uszami :-P

                                      moj malzonek jest sknera, powaznie. musze mu to wybaczyc, poniewaz
                                      jest szwabem. to znaczy prawdziwym ze szwabii, a oni sa slawni ze
                                      sknerstwa. zabronic mu oszczedzac, to tak jak polakowi zabronic
                                      hucznych imprez. - zwiednie nieborak.
                                  • mujer_bonita Re: Już mam dość! 10.10.08, 12:49
                                    kasitza napisała:
                                    > uwielbiam tez sexy bielizne i mam jej wprawdzie nie az tak duzo -
                                    > tej takiejprawdziwej porno-burdelowej, ale tez nie mam bielizny
                                    > ktora bylaby niesexy. jestem zadbana. i tylko marzne kurza melodia
                                    > jak spie. I wtedy zakladam moje antykoncepcyjne welniane
                                    skarpetki.
                                    > nie ma skarpet welnianych na rynku w wersji sexy.:-(

                                    Hihi, widzę że mamy podobne problemy :) Ja np. szukam koszulki
                                    nocnej w miarę ciepłej bawelnianej ale nie w wersji dziecięcej (z
                                    misiem czy żyrafą) lub babcinej (wielki wór). Heh.... sexy skarpetki
                                    też by się przydały ;)

                                    A jak lubisz bieliznę to zapraszam na forum w sygnaturce :)
                                    • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:04
                                      `wow, jestem pod wrazeniem - nie sadzilam ze to temat az na jedno cale
                                      forum!
                                      • mujer_bonita Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:11

                                        kasitza napisała:
                                        > `wow, jestem pod wrazeniem - nie sadzilam ze to temat az na jedno
                                        cale
                                        > forum!

                                        I to JAKIE forum :) Zapraszam ale również ostrzegam... to
                                        uzależnia ;)
                                        • kasitza Re: Już mam dość! 10.10.08, 13:20
                                          moze po obiedzie...
          • manahmanah77 Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:46
            Myślę, że rzeczywistość najczęściej jest dość brutalna.

            - Pani może mieć niskie libido i na nie starania męża nie pomogą, ale może
            będzie po prostu przyjemniej i może jej niskie libido częściej dzięki temu
            będzie "grało". Tylko, że jeśli dysonans jest duży, to facet będzie i tak miał
            poczucie, że stara się na nic. Ale przynajmniej zniknie argument "nie chcę się z
            Tobą kochać, bo nie jesteś dość czuły/romantyczny/opiekuńczy" podczas gdy prawda
            jest taka, że brak seksu wynika z braku potrzeb.

            - Pani się zniechęciła - było starać się wcześniej, po tylu latach to już raczej
            nie ma szans na rozniecenie wszystkiego na nowo. Ale odrobina adoracji przecież
            nie zaszkodzi, będzie jakiś czas milej. No i w dobrej atmosferze łatwiej się
            dogadać. Choćby po to, żeby powiedzieć sobie, że trzeba się rozstać.

            - Problem jest w dużej mierze efektem nieporozumienia, kłótni wywołanych
            frustracją, drobnych uraz, które jednak da się wyprostować, bo obie strony
            jeszcze się nie zniechęciły. Po latach, to się chyba udaje bardzo rzadko. Ale
            wtedy, taka zmiana nacisku, z seksu na związek może pomóc i dać trwałe
            rezultaty. Szkoda, że szanse na to są takie małe...

            Tak więc, adoracja nie może być postrzegana jako jedynie słuszna droga do
            udanego życia seksualnego, ale zawsze może pomóc, nigdy nie zaszkodzi. Poza tym,
            z mojego doświadczenia - jak się ma inny cel, nie myśli się codziennie "czy
            będzie seks" to łatwiej się znosi abstynencję. Przez jakiś czas oczywiście.
            • kasitza Re: Już mam dość! 09.10.08, 21:55
              - Problem jest w dużej mierze efektem nieporozumienia, kłótni
              wywołanych
              > frustracją, drobnych uraz

              - to bardzo dobry, trafny opis.
    • prosty_facet Re: Już mam dość! 10.10.08, 07:15
      zonaty19791 napisał:

      > Po raz n-ty dochodzi do paskudnej dla mnie sytuacji. Znowu mamy
      > sporą przerwę w zabawach małżeńskich, bo już trwa blisko dwa
      > tygodnie.


      Buchacha - dwa tygodnie hahahahahahahah - chyba umrę ze śmiechu :-)
      • lambert77 Re: Już mam dość! 10.10.08, 07:28
        oj prosty :) każdy inaczej znosi brak seksu :D dla niektóych dwa
        tygodnie to granica nie do przeskoczenia :) dla innych rok dwa lata
        to norma
        • selfmademan Re: Już mam dość! 10.10.08, 09:11
          Ja tu widzę ewidentnie 2 sprawy :
          1. kwestia niedopasowania temperamentów, dość długotrwała a na pewno
          rozwijająca się wraz długością związku Żonatego
          2. kwestia zupełnie świeża, dla autora zdecydowanie mocniej
          rzutująca na całokształt związku i seksu z aktualną wybranką - czyli
          wspomniania półgębkiem BEPŁODNOŚĆ.

          To mym skromnym zdaniem jest najistotniejsze - tę sprawę autor
          powinien decydowanie omówic ("przepracować") z połowicą, bo kwestia
          posiadania lub nieposiadania dzieci jest jedną z najistotniejszych w
          związkach (szczególnie dla kobiet). Byc może dopiero po tym oboje
          będa wiedzieli jakie są faktyczne perspektywy ich wspólnego życia i
          pożycia.
          Prywatnie - jako ten przedstawiciel brzydszej połowy świata -
          radziłbym autorowi rozejrzenie się za jakimś psychologiem oraz
          kontakt z innymi bezpłodnymi facetami (w jego wieku!!! - wsparcie na
          pewno dobrze zrobi) - to na pewno nie spływa po nimm jak woda po
          kaczce, problem jest i będzie z nim prawdopodobnie for ever and ever
          i moim odczuciu może zupełnie wywrócić do góry nogami obecny
          związek. Na razie widać lęk ( "rozstać się ? kochanka?" ) i tyle.
          Problemem nie jest "czy 1 na tydzień, czy 3 razy" - wbrew temu co
          czytamy przez 2/3 postu żonatego....
      • glamourous Re: Już mam dość! 10.10.08, 10:56
        No co sie smiejesz..? ;-) Dla mnie 2 tygodnie bez seksu bylyby nie
        do przyjecia i alarm wylby na calego :-)
      • manahmanah77 Re: Już mam dość! 10.10.08, 11:39
        No, to nic zabawnego.

        Ja po trzech dniach zaczynam już myśleć o seksie obsesyjnie, 2 tygodni bez
        niczego nie dałem rady wytrzymać odkąd skończyłem 15 lat chyba. Z tego co widzę,
        sporo forumowiczów ma podobnie, lub gorzej.

        Jasne, autor wątku nie ma źle z żoną, jeśli może na coś liczyć raz na dwa
        tygodnie, bo są tacy/takie, które nie dostają nic latami. Ale jeśli po 2-3
        dniach chodzisz po ścianach, to czy posucha ma trwać dwa tygodnie czy dwa
        miesiące nie ma wielkiej różnicy.
        • nawrocona5 Re: Już mam dość! 11.10.08, 14:45
          Ciągle gdzieś czytam, że strefę erogenną kobiety maja między uszami :))
          Ciągle czytam, że dla kobiet gra wstępna zaczyna się rano -wszystko co sie robi
          i mówi przez cały dzien powoduje że ochota na seks wieczorem jest lub jej nie ma

          I jako kobieta wiem że to prawda.
          Niestety prawdą jest równiez to, co mówi się o mężczyznach - że chcieliby aby
          kobietę włączało se pilotem
          Przepraszam za uogólnienie bo wiadomo, że nie zawsze tak to wygląda.
          Ja też jestem kobietą, która wiele lat temu czuła sie "jak dodatek do cipy" -
          jak to ktos brutalnie i celnie ujął.
          Miałam wrażenie, że mojemu mężowi chodzi seks a nie o SEKS ZE MNA - że tak
          naprawde byłoby mu wzszystko jedno kto w tym łóżku leży byleby mógł rozładować
          napięcie.
          Rezultatem była moja niechęć do seksu, całkowite wygaśnięcie potrzeb
          seksualnych, w efekcie rozpad wszelkich więzi.








          • rumpa Re: Już mam dość! 13.10.08, 14:42
            to się nazywa " złośliwy nowotwór na pochwie" :)))
            popieram
            nie ma nic gorszego, niż facet zaczynający grę wstepną o 22.35
            wieczorem.
            zaczyna się rano!!!
            a najgorszy okres w seksie mieliśmy, gdy pan małżonek doznał stresów
            w pracy i wpadł na genialny pomysł, a raczej poszedł bezmyslnie
            drogą najmniejszego oporu i potraktował seks jako jako sposób
            rozładowania napięcia tyle że nie seksualnego.
            Moje libido poleciało na łeb, na szyję.
            Doszłam o co biega po dłuższym zastanowieniu.
            Od tej pory pan małżonek rozładowuje nerwy i emocje grając na kompie
            albo biegając, a do łóżka przychodzi się kochać lub chędożyć :)))
            czasem rżnąć, ale na pewno nie odstresowywać :)))
            • aandzia43 Re: Już mam dość! 13.10.08, 17:54
              > nie ma nic gorszego, niż facet zaczynający grę wstepną o 22.35
              > wieczorem.
              > zaczyna się rano!!!
              > a najgorszy okres w seksie mieliśmy, gdy pan małżonek doznał stresów
              > w pracy i wpadł na genialny pomysł, a raczej poszedł bezmyslnie
              > drogą najmniejszego oporu i potraktował seks jako jako sposób
              > rozładowania napięcia tyle że nie seksualnego.
              > Moje libido poleciało na łeb, na szyję.

              Mam i ja takie niemiłe doswiadczenia. I co z tego, że małż jawił mi się
              niezmiennie jako przystojny, kiedy jednocześnie wyłaziła jego druga gęba:
              bezmyślnego rębajły, zautomatyzowanego królika. Ta druga gęba była większa. A z
              robotami nie sypiam.
              • rumpa Re: Już mam dość! 13.10.08, 19:03
                zautomatyzowanego królika

                geeeenialne, właśnie tak, taki zautomatyzowany króliczek duracell,
                bleeeeee
                • jasu48 Re: Już mam dość! 14.10.08, 23:56
                  Dla mnie sprawa jest wielowatkowa.Kazde z malzonkow ma prawo domagac
                  sie tego czego instytucja malzenstwa mu gwarantuje.Ale ma rowniez
                  obowiazek wypelniac te obowiazki wobec drugiego malzonka,chocby te
                  wynikajace z przysiegi malzenskiej.Jest tylko pytanie czy kolega
                  chce jeszcze ratowac swoje malzenstwo i pragnie zgodnego pozycia czy
                  zalezy mu juz tylko na egzekwowaniu "naleznego".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka