avide
09.12.08, 11:42
Przychodzę po rade.
Słuchajcie, mam problem. Mam bardzo dobrych znajomych. Ludzie są po prostu
świetni. Jest to małżeństwo w moim mniej więcej wieku. Inteligentni, zabawni,
weseli. Tacy normalnie do rany przyłóż. Od pierwszego dnia jak się poznaliśmy
bardzo się polubiliśmy. Mieszkamy koło siebie dlatego też często się widujemy.
W czym problem.
Ano, jako że ludzi bardzo lubię, serce mi się kraja jak widzę wpadają zupełnie
nieświadomie w coraz top kolejne pułapki tzw. "życia".
Z tego co wywnioskowałem mąż nie za bardzo się chce kochać z żoną.
Z jednej strony facet nie wygląda mi na wysokolibidowca, ale z drugie strony w
pełni go rozumiem czemu mimo iż są 1,5 roku po ślubie woli wpaść do mnie i
skręcić meble niż bzyknąć żonę na szybko w przedpokoju. Poza tym wyciągnąłem
go raz do knajpy i widziałem za jakimi się ogląda kobietami ... szczupłymi !.
Jego żona, przytyła od ślubu jakieś ... 20kg w niecałe dwa lata. Jak sama
twierdzi w dniu ślubu miała jakieś 55kg przy jakichś 168-170 teraz waży jakieś
75 kg. Zdjęcia ślubne śliczne. Atrakcyjna młoda kobieta. Obecnie jak na nią
patrze szczerze facetowi współczuję. Mi też by chyba nie stanął na jej widok.
Sytuacja robi się o tyle nieciekawa, że przy okazji różnych spotkań czasami
się facetowi obrywa od niej, że do seksu go nie ciągnie.
Ani ja ani moja żona się temu nie dziwimy. Nas też by nie ciągnęło.
W czym problem. Ano w tym iz do tej pory trzymaliśmy zasadę "nie moja sprawa,
nie wpieprzamy się". Nie uświadamiamy ich, staramy się nie udzielać rad czemu
sytuacja ma się tak a nie inaczej. Zależy nam na nich jako na przyjaciołach.
No ale sytuacja widzę, że robi się coraz nieprzyjemniejsza. Wiem co zrobić by
im "pomóc". Zastanawiam się tylko czy powinienem z każdym z osobna pogadać ?
A jeśli tak to jak to zrobić ? Macie jakiś pomysł co w takiej sytuacji zrobić
? Jestem pewien, że jak tak dalej pójdzie w szybkim czasie staną się białym
małżeństwem. Szkoda mi ludzi.
Co im doradzić i jak ?
Co ciekawe, kobieta co jakiś czas wspomina, że ona to kiedyś ważyła tyle i
tyle, a jak chcemy ją wyciągnąć na fitnes zapiera się nogami i rękami
wynajdując setki wymówek. Próbujemy ich czasem rozruszać, wyciągnąć gdzieś na
imprezę, ale.. no właśnie, on chętny, ona torpeduje wszystko w zarodku.
Domyślamy się, iż wstydzi się własnego ciała i boi się, że jak jej mąż pójdzie
do knajpy to z miejsca zacznie latać za innymi. Normalnie jakaś masakra.
Chwilami mam ochotę walnąć ja obuchem przez głowę. Nie mniej to jednak nie
moja żona. Najgorsze jest to, że to cholernie bystra kobieta, a zachowania ma
nastolatki.
Może pogadać z facetem by po męsku, zdecydowanie ją wyciągnął z domu by
wreszcie zadbała o siebie ? A może powiedzieć mu by bardziej sposobem,
podstępem ? Odnoszę wrażenie, że kobieta wpadła w taką spiralę.
Przytyłam-> jestem brzydka to chowam się przed światem -> nie pójdę na fitnes
bo wszyscy będą się patrzeć jak wyglądam. itd.
Wiecie o co chodzi. Może taki porządny kop w tyłek, ze strony osoby trzeciej
by pomógł ? Sam już nie wiem.
Co o tym myślicie ???