Dodaj do ulubionych

ingerować czy nie ?

09.12.08, 11:42
Przychodzę po rade.

Słuchajcie, mam problem. Mam bardzo dobrych znajomych. Ludzie są po prostu
świetni. Jest to małżeństwo w moim mniej więcej wieku. Inteligentni, zabawni,
weseli. Tacy normalnie do rany przyłóż. Od pierwszego dnia jak się poznaliśmy
bardzo się polubiliśmy. Mieszkamy koło siebie dlatego też często się widujemy.

W czym problem.
Ano, jako że ludzi bardzo lubię, serce mi się kraja jak widzę wpadają zupełnie
nieświadomie w coraz top kolejne pułapki tzw. "życia".

Z tego co wywnioskowałem mąż nie za bardzo się chce kochać z żoną.
Z jednej strony facet nie wygląda mi na wysokolibidowca, ale z drugie strony w
pełni go rozumiem czemu mimo iż są 1,5 roku po ślubie woli wpaść do mnie i
skręcić meble niż bzyknąć żonę na szybko w przedpokoju. Poza tym wyciągnąłem
go raz do knajpy i widziałem za jakimi się ogląda kobietami ... szczupłymi !.

Jego żona, przytyła od ślubu jakieś ... 20kg w niecałe dwa lata. Jak sama
twierdzi w dniu ślubu miała jakieś 55kg przy jakichś 168-170 teraz waży jakieś
75 kg. Zdjęcia ślubne śliczne. Atrakcyjna młoda kobieta. Obecnie jak na nią
patrze szczerze facetowi współczuję. Mi też by chyba nie stanął na jej widok.
Sytuacja robi się o tyle nieciekawa, że przy okazji różnych spotkań czasami
się facetowi obrywa od niej, że do seksu go nie ciągnie.
Ani ja ani moja żona się temu nie dziwimy. Nas też by nie ciągnęło.

W czym problem. Ano w tym iz do tej pory trzymaliśmy zasadę "nie moja sprawa,
nie wpieprzamy się". Nie uświadamiamy ich, staramy się nie udzielać rad czemu
sytuacja ma się tak a nie inaczej. Zależy nam na nich jako na przyjaciołach.
No ale sytuacja widzę, że robi się coraz nieprzyjemniejsza. Wiem co zrobić by
im "pomóc". Zastanawiam się tylko czy powinienem z każdym z osobna pogadać ?
A jeśli tak to jak to zrobić ? Macie jakiś pomysł co w takiej sytuacji zrobić
? Jestem pewien, że jak tak dalej pójdzie w szybkim czasie staną się białym
małżeństwem. Szkoda mi ludzi.
Co im doradzić i jak ?

Co ciekawe, kobieta co jakiś czas wspomina, że ona to kiedyś ważyła tyle i
tyle, a jak chcemy ją wyciągnąć na fitnes zapiera się nogami i rękami
wynajdując setki wymówek. Próbujemy ich czasem rozruszać, wyciągnąć gdzieś na
imprezę, ale.. no właśnie, on chętny, ona torpeduje wszystko w zarodku.
Domyślamy się, iż wstydzi się własnego ciała i boi się, że jak jej mąż pójdzie
do knajpy to z miejsca zacznie latać za innymi. Normalnie jakaś masakra.
Chwilami mam ochotę walnąć ja obuchem przez głowę. Nie mniej to jednak nie
moja żona. Najgorsze jest to, że to cholernie bystra kobieta, a zachowania ma
nastolatki.

Może pogadać z facetem by po męsku, zdecydowanie ją wyciągnął z domu by
wreszcie zadbała o siebie ? A może powiedzieć mu by bardziej sposobem,
podstępem ? Odnoszę wrażenie, że kobieta wpadła w taką spiralę.

Przytyłam-> jestem brzydka to chowam się przed światem -> nie pójdę na fitnes
bo wszyscy będą się patrzeć jak wyglądam. itd.

Wiecie o co chodzi. Może taki porządny kop w tyłek, ze strony osoby trzeciej
by pomógł ? Sam już nie wiem.
Co o tym myślicie ???
Obserwuj wątek
    • wers-alik Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 12:02
      10 kg rocznie? Podejrzewam jakąś patologię. Mogą być różne: depresja, cukrzyca... Może zawlec ją do lekarza? Może Twoja żona zechciałaby z nią
      pogadać? Powiedzieć delikatnie mniej więcej to, co Ty w swoim poście?
    • marek_gazeta Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 12:29
      Pewnie, że - jeśli to przyjaciele - próbowałbym pomóc. Lepiej jednak, żeby z nią porozmawiała Twoja kobieta.

      Co do wstydu - jest zrozumiały - ale jest wyjście. Niech ćwiczy w domu - kupi sobie rowerek albo bieżnię i ćwiczy, przynajmniej z godzinę co drugi dzień. A kiedy się już "sprawy" poprawią, wyjdzie na fitness albo zacznie biegać po parku.
    • oops_dei Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 12:29
      Żartujesz, prawda? Sądzisz, że są takimi kretynami, że nie widzą problemu?
      Ewentualnie: dlaczego czujesz w sobie "misję" ulepszania życia seksualnego innych?

      Wybacz ironię, ale nie lubię ludzi, którzy są tak aroganccy, aby sądzić, że mogą
      naprawiać moje życie, a to podobna sytuacja.
      • eeela Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 12:39
        Ja Avide rozumiem. Szkoda patrzeć, jak się komuś pieprzy życie, i człowiek nie
        czuje się w porządku, nic nie robiąc. Ale z drugiej strony robiąc coś, można się
        narazić na stratę przyjaciół, bo ludzie dziś nie lubią, jak ktoś wtyka nos w ich
        sprawy, i traktują to właśnie jak w poście powyżej ukazane: nie jako dobrą wolę,
        ale jako arogancję.
        • oops_dei Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 13:44
          Niestety, to zwykle jest arogancja. Sądzisz, że ta kobieta, nie zdaje sobie
          sprawy, że jest nieatrakcyjna? I że nie wie, że jedną z metod stracenia
          kilogramów jest uprawianie sportu, inną nie jedzenie tyle?

          Gdyby sama poprosiła o pomoc, sytuacja przedstawiałaby się inaczej. Ale jeśli na
          delikatne sugestie reaguje negatywnie (nie idzie potańczyć itp.) to po co się
          wpierniczać?

          Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie takim nieproszonym consultingiem
          zaspokajają swoje potrzeby (podświadome: jestem takim dobrym przyjacielem, wiem
          lepiej czego ci trzeba), a nie pomagają innym.
          • beem3 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 13:51
            mSądzisz, że ta kobieta, nie zdaje sobie
            > sprawy, że jest nieatrakcyjna? I że nie wie, że jedną z metod
            stracenia
            > kilogramów jest uprawianie sportu, inną nie jedzenie tyle?


            może i zdaje sobie sprawę,może i wie-ale żartami i przytykami do
            męża na pewno nie zmieni tego stanu rzeczy,no wybacz
            bez jej "wkładu" w prace nad soba nic nie osiągnie...

            na delikatne sugestie reaguje negatywnie,bo po prostu wstydzi się
            pokazać na parkiecie ,wiec działania trzeba zaczac pewnie od innej
            strony...
            > Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie takim nieproszonym
            consultingiem
            > zaspokajają swoje potrzeby (podświadome: jestem takim dobrym
            przyjacielem, wiem
            > lepiej czego ci trzeba), a nie pomagają innym.

            no masz rację-rzeczywiście -najlepiej podetknąć komuś wizytowke
            dietetyczki albo najlepiej psychologa-"na głeboką wode", bo
            przyjaciele sobie nie radzą.....


            • oops_dei Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 14:02
              > no wybacz
              > bez jej "wkładu" w prace nad soba nic nie osiągnie...

              Tylko, z całym szacunkiem, co Ciebie to obchodzi, czy coś osiągnie. Niech nie
              osiąga, jeśli nie chce. Jej wybór. Jeśli ona nie widzi problemu, to inni nie są
              od uświadamiania jej, że ten problem istnieje.

              - Nie Ty jesteś przypadkiem gruba/y?
              - Zbyt chuda?
              - Nie łysiejesz nieestetycznie?
              - Nie masz łupieżu?
              - Zbyt gadatliwa?
              - Nie przerywasz ludziom?
              - Nie ubierasz się nieodpowiednio (zbyt mało/ zbyt dekolt/ zbyt różowo, etc.)?

              Jeśli któreś z powyższych stanowi dla Ciebie problem, to jest to powód, żeby z
              kimś porozmawiać. Jeśli nie, można cieszyś sie życiem. Nie mam ochoty, żeby mi
              ludzie zwracali uwagę na problemy, które istnieją w ich głowach.

              Nie mojej.
              • glamourous Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 14:54

                oops_dei napisała:

                > Jeśli ona nie widzi problemu, to inni nie są
                > od uświadamiania jej, że ten problem istnieje.
                > Nie mam ochoty, żeby mi
                > ludzie zwracali uwagę na problemy, które istnieją w ich głowach.
                > Nie mojej.

                Oops, zagalopowalas sie nieco. Gdyby chodzilo tu TYLKO o
                stwierdzenie faktu, ze kobieta ma nadwage, pewnie Avide nie
                zalozylby nawet tego watku, paranoikiem wszak nie jest. Ale
                obiektywny problem istnieje i wyglada tak : zaprzyjazniona para
                najwyrazniej przezywa na jego oczach malzesnki "kryzys pelzajacy".
                Avide zna kolege i wie czym to sie moze skonczyc, jezeli proces
                tycia i pasztecenia nie zostanie przez jego malzonke opanowany.
                Ktora to z kolei narzeka na niechec meza do seksu, a jej frustracja
                zaczyna byc coraz wyrazniejsza dla otoczenia.

                To nie jest wiec tak, ze kobieta jest przeszczesliwa ze swoja tusza,
                a wredni "zyczliwi" usiluja jej pomoc na sile :-/

                Gdyby kobieta byla singielka i tusza jej nie przeszkadzala, problemu
                rzeczywiscie by nie bylo. Ale ona jest mezatka - wiec jezeli nawet
                jedyna osoba ktora czuje sie niekomfortowo z powodu jej tuszy jest
                jej MAZ, to problem JEST i wypadaloby moze jakos dyskretnie i
                delikatnie ludziom pomoc, zamiast ze stoizmem patrzec jak kolejne
                malzenstwo obraca sie w ruine. Od tego przeciez mamy w koncu
                przyjaciol.
                • avide Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:12
                  No właśnie.
                  Dla mnie jest ogromna różnica między przyjacielską dyskretna rada a wtykaniem nosa w nie swoje sprawy. Zwłaszcza jak widzę minę faceta i jego spuszczona głowę jak żona mu przy wszystkich mówi "bo Ty się kochać nie chcesz". Co jej facet ma opowiedzieć ? "Bo Ty nie jesteś już tą kobietą co jeszcze niedawno w jakiej się zakochałem ?"

                  A propos przyczyn tuszy.
                  Orzeszki, chipsy, ciastka CZEKOLADA, lenistwo fizyczne, domatorstwo, pizza zamiast obiadu.
                  Niedawno kumpel mówił mi bym się nie częstował chipsami (w zaufaniu of course) bo jak się paczka otworzy to później poleci już cała.

                  Facet ma trochę za mało "jaj" jak dla mnie. Jest za delikatny. Czasami kochać to znaczy porządnie konstruktywnie opieprzyć, i właśnie to chcę mu doradzić. By w końcu postawił sprawę jasno. "Id na siłownie, idziesz ze mną albo siedzisz zw domu, al wiedz, że tam nie tylko faceci ćwiczą". Coś na tej zasadzie. Facet jest zbyt delikatny i taktowny.
                  • arronia Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:37
                    > A propos przyczyn tuszy.
                    > Orzeszki, chipsy, ciastka CZEKOLADA, lenistwo fizyczne, domatorstwo, pizza zami
                    > ast obiadu.
                    > Niedawno kumpel mówił mi bym się nie częstował chipsami (w zaufaniu of course)
                    > bo jak się paczka otworzy to później poleci już cała.

                    Wydaje mi się, że takie jedzenie, to często zapychanie pustki w środku.
                    Zwłaszcza, jeśli kobieta była szczupła jeszcze dwa lata temu (czyli pewnie
                    zdrowie ok, nawyki też potrafiła mieć dobre, nawet jeśli zawsze lubiła jeść, to
                    panowała nad tym). A jeżeli to "pustka w środku", jakieś poczucie braku, głodu
                    niefizycznego, itp. to może się okazać, że nie podołasz z (jednak) amatorską
                    choć przyjacielską pomocą.

                    Nie, żebym wątpiła w Twój rozsądek, ale może jednak patrzysz za bardzo na
                    skutki, a za mało na przyczyny. I co prawda powrót do formy fizycznej na pewno
                    by jej dobrze zrobił (zwyczajnie - lepiej być zdrowym, jak się da to i
                    atrakcyjnym), ale to wcale nie musi wiele poza tym zmienić.
                    • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:38
                      > Nie, żebym wątpiła w Twój rozsądek, ale może jednak patrzysz za
                      > bardzo na skutki, a za mało na przyczyny.

                      Ale oni też za mało patrzą na przyczyny, zwłaszcza ona. Jeśli dla niej jedynym
                      problemem jest brak seksu, który jest skutkiem innych problemów, dla niej już
                      niewidocznych.
                      • arronia Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:53
                        > Ale oni też za mało patrzą na przyczyny, zwłaszcza ona. Jeśli dla niej jedynym
                        > problemem jest brak seksu, który jest skutkiem innych problemów, dla niej już
                        > niewidocznych.

                        Na pewno. Tylko czy do odgrzebania sedna wystarczy przyjaciel (przyjaciele)?
                        Avide też zaczął od napisania tylko o problemie z seksem + tuszą żony. A tu
                        chyba przydałby się ktoś, kto ustali, po licho kobieta zapycha się tak
                        bezsensownie byle czym. Bo ewentualne problemy zdrowotne mnie w tym wypadku nie
                        przekonują. Każdy by przy takiej diecie i braku ruchu zamienił się szybko w smoka.
      • avide Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 12:55
        Widzisz, założyłem ten wątek właśnie po to by ewentualnie zobaczyć jakie sa inne
        opinie na ten temat by móc uniknąć takiego stwierdzenia jak Twoje.

        Ludzi zwyczajnie lubię, to pirmo.
        Secundo, ja od paru lat drążę temat, naczytałem się książek, tego forum, gadałem
        z wieloma ludźmi i wiem do czego prowadzą początkowe "niesnaski" w łóżku.
        Tak naprawdę mam gdzieś ich łóżko. Nie moja sprawa. Jednak wiem co się stanie
        jak nie popracują nad tą kwestią. Zbyt wiele raczy czytałem choćby na ty forum,
        że to "tylko łóżko" czy może "aż łóżko". Łóżko to jest początek domina, które
        jak się rozpędzi zmiecie nawet najpiękniejsze uczucie. Oni, mimo iż w podobnym
        wieku, nie maja pojęcia o połowie spraw o których wiem ja. A ja wiem, bo wiele
        już przerobiłem na własnej skórze. Niestety.

        Dlatego jakże ich bardzo lubię, chce pomóc. Nie wiem tylko jak. Bo czasami
        pomagając więcej można zniszczyć niż naprawić i tego właśnie się obawiam.
        Bo czasami lepiej nie wiedzieć....
        • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 13:18
          > Dlatego jakże ich bardzo lubię, chce pomóc. Nie wiem tylko jak. Bo
          > czasami pomagając więcej można zniszczyć niż naprawić i tego
          > właśnie się obawiam.

          E tam, i tak ich to zniszczy, co już sam wiesz. Jeśli ma ich to zniszczyć TERAZ
          po Twojej rozmowie, to nawet lepiej
        • glamourous Misjonarz Avide w akcji ;-) 09.12.08, 13:38
          Twoja zona powinna zdecydowanie pogadac z zona kolegi. Nie ty z
          kolega (on i tak wie, w czym problem) nie Ty z nia (zbyt delikatny
          grunt) tylko wlasnie Twoja zona - jak kobita z kobita. Wszak chyba w
          koncu sa przyjaciolkami. Taka babska rozmowa przy winku czy dobrej
          kawce nie powinna byc chyba zbyt wielka ingerencja w prywatne sprawy
          tych ludzi... Kobiety tak juz maja, ze z natury opowiadaja sobie
          rozne intymne sprawy, nawet niekoniecznie znajac sie od
          piaskownicy ;-) Zona powinna delikatnie sprowokowac rozmowe na te
          tory. Potem spytac, jak sie czuje z taka nadwaga - niech kolezanka
          zacznie sie zwierzac, niech sie nawet zupelnie rozklei. A potem
          podejsc ja psychologicznie. Niech przypomni sobie, jak to bylo
          kiedys, kiedy byla szczupla - ale nie pod katem "JA wazylam 20 kilo
          mniej" tylko "MAZ patrzyl na mnie pozadliwym wzrokiem" Moze tego
          typu wizualizacja i odwolanie sie do wspomnien podziala jako
          motywacja... Nie mowic neutralnie "musisz schudnac!" tylko
          nacechowac rzecz emocjonalnie "wez sie w garsc i odzyskaj dawna
          figure - dla siebie, dla meza, dla blysku pozadania w jego oczach,
          dla pieknej bielizny, dla namietnego seksu".

          Moze podziala...
        • oops_dei Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 13:47
          > Nie moja sprawa. Jednak wiem co się stanie
          > jak nie popracują nad tą kwestią. Zbyt wiele raczy czytałem choćby na ty forum,
          > że to "tylko łóżko" czy może "aż łóżko". Łóżko to jest początek domina, które
          > jak się rozpędzi zmiecie nawet najpiękniejsze uczucie. Oni, mimo iż w podobnym
          > wieku, nie maja pojęcia o połowie spraw o których wiem ja.

          No i właśnie, czy to nie jest arogancja? :)

          A ja założe się, że nie wiesz 90% rzeczy, które oni wiedzą. Np. czy już o tym
          rozmawiali, jak próbowali rozwiązać problem, czy kobieta miała wcześniej
          problemy z anorekcją/ bul. (owszem, to ważne), czy jest chora, jaką rolę seks
          odgrywał na początku ich związku, etc. etc.
          • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:06
            > A ja założe się, że nie wiesz 90% rzeczy, które oni wiedzą.

            A ja założę się, że Avide jest dość inteligentny, by w ramach rozmowy się tych
            rzeczy dowiedzieć.
            • oops_dei Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:39
              Ok, kończę wypowiedzi w tym wątku.

              Dodam tylko, że nie rozumiem i boję się ludzi, którym wydaje się, że potrafią
              rozwiązać moje problemy, lepiej niż ja sama. A u przyjaciół bardzo cenię taktowność.
              • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:40
                > Dodam tylko, że nie rozumiem i boję się ludzi, którym wydaje się, że
                > potrafią rozwiązać moje problemy, lepiej niż ja sama.

                Opisywana kobieta pewnie też tak uważa. ;)
                • oops_dei Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:58
                  Co chcesz przez to powiedzieć? Ja nie mam, nigdy nie miałam, problemu z
                  otyłością. Nie dlatego uważam, jak uważam, jeśli to sugerujesz.
              • eudajmonika Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 13:37
                oops_dei napisała:

                > Ok, kończę wypowiedzi w tym wątku.

                Mam nadzieję, że tylko w tym wątku, a na forum jeszcze się spotkamy :-).

                > Dodam tylko, że nie rozumiem i boję się ludzi, którym wydaje się, że potrafią
                rozwiązać moje problemy, lepiej niż ja sama.

                Ja rozumiem - to działa jak w przypowieści biblijnej o źdźble i belce w oku.
                Dlatego sie nie boję, ale też i nie gustuję.

                NIEMNIEJ jednak przyznasz, że państwo Nieszczęśliwi pośrednio napraszają się o
                ingerencję (te ochy nad sylwetką żony kolegi Avide, te aluzje, co do spraw
                łóżkowych), rozumiem, że ceniąc dyskrecję, sama takich aluzji nie robisz,
                prawda? Myślę, że nie powinniśmy stosować swojej miary do innych :-).
        • druginudziarz Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 01:41

          Moje spostrzeżenia (może już ktoś to napisał, ale przyznaję uczciwie, że nie
          miałem siły doczytać do końca):

          1. Sprawa jest beznadziejna, nic im nie pomożesz, pomóc mogłaby osoba bardzo
          bliska, powiernik, psychoterapeuta, coś w tym stylu; rzucanie "delikatnych" uwag
          trafią w próżnię, a może nawet niepotrzebnie Was skonfliktuje

          2. 75 kg przy 170 cm wzrostu to wcale nie jest jeszcze jakiś wieloryb, ja
          rozumiem że obecnie w kulturze anorektycznej, taka "szokująca" waga może razić
          ale obiektywnie jest to ledwie nadwaga

          3. Ja nie rozumiem: facet nie chce się kochać bo żona ma nadwagę???? szok!!! a
          jak za 10 lat będzie miała pierwsze zmarszczki to już ma iść do hospicjum? gdzie
          tu miłość?

          4. znamienne jest, że to ona czyni (publicznie) aluzje, co sugeruje, że to
          właśnie jej brakuje seksu; czy aby obżarstwem nie kompensuje sobie właśnie tych
          deficytów?

          5. Tak naprawdę to mało o nich wiesz, ten koleś może sprawiać tylko takiego
          "cichego", już nie raz widziałem do czego są zdolni "grzeczni chłopcy"
          (aczkolwiek to tylko jedna z możliwości), może być też np. tak, że odmawianie
          seksu "kara" za coś żonę

          Na koniec. Obserwowałem i obserwuję nadaj jak różne pary wokół mnie się "męczą"
          i szczerze, to prędzej bym sobie język odgryzł niz coś komuś coś radził, nawet
          jak jak słyszę wprost zadane pytanie: "no powiedz, czy ona jest normalna? no
          chyba że ze mną jest coś nie tak?". Już predzej potakuję: "no tak to jest z
          babami" i w dość zawoalowany sposób sugeruję by jednak się pogodzić. Każdy ma
          swoją drogę i musi upłyną odpowiednia ilość czasu nim zrozumie siebie.
          • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 09:19
            > ja rozumiem że obecnie w kulturze anorektycznej, taka "szokująca"
            > waga może razić ale obiektywnie jest to ledwie nadwaga

            Nie jest istotne, jak kobieta wygląda obiektywnie. Grunt, żeby podobała się
            swojemu facetowi.

            > 3. Ja nie rozumiem: facet nie chce się kochać bo żona ma
            > nadwagę???? szok!!! a jak za 10 lat będzie miała pierwsze
            > zmarszczki to już ma iść do hospicjum? gdzie tu miłość?

            Zaraz zaraz... Facet ma się kochać z żoną, która go nie pociąga, tylko dlatego,
            że jest jego żoną?
    • gehamorus Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 13:23
      Avide jeśli mogę zabrac głos w tej sprawie...
      Jestem po ślubie ponad dwa lata i tez niestety przytyłam dosyć
      mocno, nie odbija sie to na szczeście na naszym życiu seksualnym ale
      mnie samą szlag trafia jak widzę siebie na zdjęciach powiedzmy
      sprzed 3,4 lat a teraz.Jednakże moje większe gabaryty wiązą się ze
      zdrowiem itp itd i nie bardzo mogę schudnąć tyle ile bym chciała, co
      nie zmienia sytuacji że dziwi mnie zachowanie Twojej przyjaciólki,
      że nie ma zamiaru nic zrobić ze sobą. Być może faktycznie przydała
      by się wizyta u lekarza aby stwierdzic czy nie ma to podłoża
      zdrowotnego, a jeśli lekarz takowe podłoże by wykluczył to
      faktycznie może Twoja żona powinna z nia szczerze porozmawiać? bo
      podejrzewam że gdyby taką uwagę usłyszała od męczyzny to mogła by
      popaść w wielkie kompleksy, a takie niewinne babskie pogaduchy może
      Jej coś uświadomią? zawsze można Jej przedstawić wizję, że jeśli coś
      ze soba nie zrobi to mąż bardzo szybko przejdzie od oglądania się za
      innymi paniami do czynów konkretniejszych.A naprawdę przy większej
      ilości ciałka mozna wyglądać atrakcyjnie, trzeba tylko chcieć :)

      ---
      ..na polanie stali zbóje, do kolan mieli miecze bo to było
      średniowiecze..
      • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:08
        > A naprawdę przy większej ilości ciałka mozna wyglądać atrakcyjnie,
        > trzeba tylko chcieć :)

        Przy czym zaznaczmy
      • avide Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:20
        Tak, można nawet z większa ilością ciała wyglądac fajnie. Przynajmniej do
        momentu wyskoczenia z ciuchów ;-). Nie mniej do tego tzreba być typem kokietki a
        nie kanapowca domownika. Kiedyś myślałem że tylko faceci noszą zaszczytne miano
        kanapowców. Kobiet też takie się trafiają.
        Sweter za tyłek. Zero umalowanych paznokci, ust, makijażu jakiegokolwiek.
        Szpilki ? A co to są szpilki ? Spódnica również to lamus. Nawet duży obfity
        biust jakim się szczyci nie potrafi jakoś wyeksponować.
        Przypadek tragiczny.
        Kobietą, trzeba umieć się stać, kobietą się bywa a nie jest z definicji.
        • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:37
          > Przypadek tragiczny.

          A jak było w wersji demo?
        • pollyannadorosla Re: ingerować czy nie ? 16.12.08, 01:51

          avide napisał:

          > Tak, można nawet z większa ilością ciała wyglądac fajnie. Przynajmniej do
          > momentu wyskoczenia z ciuchów ;-). Nie mniej do tego tzreba być typem kokietki
          > a
          > nie kanapowca domownika. Kiedyś myślałem że tylko faceci noszą zaszczytne miano
          > kanapowców. Kobiet też takie się trafiają.
          > Sweter za tyłek. Zero umalowanych paznokci, ust, makijażu jakiegokolwiek.
          > Szpilki ? A co to są szpilki ? Spódnica również to lamus. Nawet duży obfity
          > biust jakim się szczyci nie potrafi jakoś wyeksponować.
          > Przypadek tragiczny.
          > Kobietą, trzeba umieć się stać, kobietą się bywa a nie jest z definicji.

          tam od razu tragiczny, kobietą się jest (jak i mężczyzną). W życiu są gorsze i lepsze okresy, jak przypływy i odpływy.
          Moze zamiast - skoro to nieskuteczne - ciągnąć siłownie i gadac o diecie (wbijając przy okazji niechcąco w poczucie winy i kompleksy z których jak wiadomo nic dobrego) Twoja żona mogłaby sprytnie zaciągnąć przyjaciółkę w ramach relaksującego wspólnego babskiego wyjścia np. do kosmetyczki, na ciuchowe zakupy? pod pretekstem że np. chcialaby by jej ktoś doradzil w zakupach itp. (czyli w ramach przyslugi dla siebie a nie na odwrót, pretekstów znalazlaby się masa), ludzie zwykle sa chętni do pomocy.
          chodzi o to, zeby delikatnie i taktownie pomoc kobiecie najpierw poczuc się ze sobą dobrze (zanim schudnie) a nie potem.
          Dlaczego nie zacząć od czegoś przyjemnego i stosunkowo łatwego?


    • beem3 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 13:46
      rozmowa mogłaby pomóc-ale nie Twoja z tą kobietą-powinna pogadać z
      nia Twoja żona... rozmowa z mężczyzną może ją wbić w jeszcze wiekszy
      kompleks... a żona delikatnie i spokojnie powinna naprowadzić ją na
      TE szczupłe czasy i jednocześnie czasy superkonsumcji małżeńskiej...
      może sprobuje ją na początek przekonać do jakis ćwiczeń w domu,a
      potem "publiczny" fitness...
      jeszcze pozostaje kwestia powodu tej tuszy-jesteś pwien,że nie jest
      to efekt jakiejś kuracji hormonalnej-jesli jest w jej trakcie i tak
      na nią zadziałały leki,to niekiedy trudno się pozbyc tych
      nadprogramowych kg,aczkolwiek może nie probowała nawet....
    • kasitza Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:27
      ingerowac. po to sa przyjaciele.

      Nie mam dla ciebie dobrej rady, ale zato kilka hipotez:
      1. byc moze kobieta potrzebuje terapii szokowej - to znaczy wszyscy
      wspolnie skonfrontuja ja z jej zdrowotna sytuacja - cos tak jak sie
      konfrontuje ludzi uzaleznionych - tak by nie uciekli znowu jakimis
      wymowkami od tematu.
      2. byc moze kobieta potrzebuje wlasnie uslyszec od mezczyzny, ze jej
      kilogramy ujely jej atrakcyjnosci.
      3. albo moze lepiej rzeczywiscie zeby twoja zona porozmawiala z nia -
      ale dobrze przygotowana: na przyklad w ten zasob rad, ktore ktos
      napisal wyzej: mozna trenowac w domu na takie lub inne sposoby i
      moze warto isc do lekarza, by sie zbadac na rozne mozliwosci.
      4. najprawdopodobniej jej natura dziala na zasadzie uniku w
      sytuacjach konfliktowych - ona ignoruje problem, badz tez zbywa ow
      problem wymijajacym komentarzem. znam ta sytuacje z przykladu mojej
      mamy. otylosc natychmiast (jak z karabinu, to jest odruch)
      tlumaczy "bo ja mam siedzacy tryb zycia". Tak jakby to rzeczywiscid
      bylo wytlumaczenie i tak jakby ona jedyna na calym swiecie miala
      siedzacy tryb zycia. jesli tak jest, rozmowa z pewnoscia nie bedzie
      latwa, ale koniecznie potrzebna.
      5. nawet jesli interwencja popsuje wam stusunki - a to akurat juz
      jest worst case - to nie bedziesz mial sobie nic do zarzucenia.
    • eeela Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 15:42
      Napiszę o innej historii (nie związanej z tematyką forum, ale związanej z
      tematem wątku).

      Mamy pare bardzo dobrych znajomych - można powiedziec, bliskich przyjaciół.
      Nieco młodsi, mówimy o nich 'nasze dzieciaki', widujemy się często, byliśmy
      razem na kilku wypadach i przez miesiąc w Meksyku. Gadamy o wszystkim i o
      niczym, o sprawach poważnych i osobistych, albo niepowaznych i nas nie dotyczących.

      Mam z nimi jeden problem. On pali za dużo marihuany. My sami nie stronimy, ale
      robimy to okazyjnie - on, ilekroć go spotykamy, coś tam po kieszeniach chowa i
      zawsze sobie w towarzystwie zapali, a co gorsza, prowadzi po tym samochód (po
      alkoholu - nigdy, ale z moich odczuć wynika, że szybciej traci się kontrolę nad
      precyzją ruchów i szybkością reakcji po jednym joincie niż po jednym piwie).
      Jego partnerka nigdy słowa sprzeciwu nie powiedziała, ale widzę, że nie do końca
      jej to odpowiada, tak częste palenie. A ja bym nawet olała to palenie, ale
      prowadzenie po tym samochodu!...

      Nic nie powiedziałam żadnemu z nich do tej pory. Jakoś nie czuję, żeby moje rady
      i wskazówki w tym względzie były mile widziane. Ale za każdym razem, kiedy
      wsiadają do samochodu, a on jest po joincie, czuję wyrzuty sumienia, że nic im
      do tej pory nie powiedziałam.

      Doskonale więc rozumiem dylemat. I również nie mam pojęcia, jak należy go rozwiązać.
      • ula_pl Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 16:03
        historia z jointami może mieć groźne konsekwencje imo - mogą się zabić na
        przykład,więc nie powinnaś mieć oporów żeby o tym powiedzieć.
        tym bardziej że to dzieciaki :D
        • anula36 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 16:25
          ciekawe czy naprawde wystarczy schudnac zonie,zeby dupowaty niskolibidowiec zamienil sie w ogiera ktory woli przeleciec na szybko zone niz skrecic szafki z kolega?
          • kasitza Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 16:36
            tez sluszne pytanie. uogolniajac: ciezko osodzic po czyjej stronie
            lezy wiecej winy...
          • petra77 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 17:43
            anula36 napisała:

            > ciekawe czy naprawde wystarczy schudnac zonie,zeby dupowaty
            niskolibidowiec zam
            > ienil sie w ogiera ktory woli przeleciec na szybko zone niz
            skrecic szafki z ko
            > lega?
            >
            Ano właśnie, może żona zajada frustrację spowodowaną faktem, że mąż
            okazał się "dupowatym niskolibidowcem"???
            • eeela Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 20:13
              Też mi to po chwili przyszło do głowy. Kobiety nie tyją ot tak sobie 20 kg w dwa
              lata. Dziewczyna może szukać zastępczych przyjemności, skoro małżeńska jej nie
              dana. Może to właśnie ona się przejechała na wersji demo, a nie on?
        • eeela Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 16:41
          > tym bardziej że to dzieciaki :D

          No niby dzieciaki, ale już dorośli ludzie. Kiedyś się odważę i jakoś w żartach
          pewnie powiem, bo na poważną pogadankę nie zdobędę się na pewno. Taka dziś
          obyczajowość jest: nie wtrącać się choćby nie wiadomo ile to miało kosztować.
          • anula36 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 16:44
            gorzej jak zartowac bedziesz mogla tylko na widzeniu w kiciu- bo w narkotycznym widzie "dzieciaki" kogos rozjada.
            • eeela Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 16:53
              A odczepże się ode mnie, babo forumowa ;-P Tu, gdzie żyję, takie doradzanie i
              naprowadzanie na słuszne ścieżki jest jednym z najgorszych towarzyskich
              grzechów, jakie istnieją - już mniejszym faux pas jest schlanie się i podkasanie
              kiecki pod pachy tańcząc na stole. Ludzie są tu szczególnie wrażliwi na punkcie
              swojej prywatności i swoich spraw. 'Dzieciaki' zaś są, jak mówiłam, dorosłymi
              ludźmi i doskonale sobie zdają sprawę z ryzyka, jakie podejmują. To, że ja im
              urządzę pogadankę, ani im niczego nowego nie uświadomi (oprócz faktu, że się o
              nich martwię i że wtykam nos w nie swoje sprawy), ani zapewnie nie wpłynie na
              ich postępowanie.
              • anula36 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 17:17
                czyli tam gdzie jestes nawet sasiedzi avide moglby poczuc sie bezpiecznie;)
                p.s. jako ofiara nacpanego kierowcy troche jestem na takich cieta:)
                • eeela Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 20:10

                  > p.s. jako ofiara nacpanego kierowcy troche jestem na takich cieta:)

                  Rozumiem. Ja przecież bardzo bym chciała na nich jakoś wpłynąć, ale a) zupełnie
                  mi nie wypada, b) obawiam się, że nawet jesli spróbuję, to bezskutecznie.
      • avide Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 21:02
        W takim przypadku jak ten co opisałaś nie miałbym cienia wątpliwości
        i ani sekundę nie zastanwiał się.
        Głupotę napiętnuję na każdym kroku a głupotę w połączeniu z
        bezmyślnością po dwakroć. Chce palić... ok jego sprawa, ale jakby
        wsiadł do auta mój kumpel w ciągu sekundy by ode mnie usłyszał
        wykład, że jak ma ochotę się zabić proszę bardzo, ale wsiadając do
        auta staje się zagrożeniem dla nas wszystkich. I to już fajne nie
        jest. Bo może np. rozjechać kogoś mi bliskiego i co wtedy ?
        Zawsze w takich momentach mówię moje sakramnetalne: Wszystko jest
        dla ludzi tylko trzeba wiedzieć jak to używać.

        Trzeba mieć trochę wyobraźni, a Twojemu kumplowi najwyraźniej
        takowej brak. Możesz mu przekazać moje słowa ;-)).
        • druginudziarz Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 02:02
          avide napisał:

          > W takim przypadku jak ten co opisałaś nie miałbym cienia wątpliwości
          > i ani sekundę nie zastanwiał się.
          > Głupotę napiętnuję na każdym kroku a głupotę w połączeniu z
          > bezmyślnością po dwakroć. Chce palić... ok jego sprawa, ale jakby
          > wsiadł do auta mój kumpel w ciągu sekundy by ode mnie usłyszał
          > wykład, że jak ma ochotę się zabić proszę bardzo, ale wsiadając do
          > auta staje się zagrożeniem dla nas wszystkich.

          To oczywiście nie jest pewnik, ale myślę, że było by to Wasze ostatnie
          spotkanie. Jak robi to często, znaczy, że już ma rozbudowany mechanizm
          usprawiedliwiania się a każdą krytyka, która będzie próbowała zburzyć mu tą
          konstrukcję odbierze histerycznie.
          Tak z innej beczki.
          Nigdy ni epróbowałem, wiec nie wiem, pyta więc, czy ktoś mógłby mnie doedukować?
          Bo słyszałem że po trawie jeździ się bardziej ostrożnie. Tak w każdym razie
          twierdził mój znajomy, któremu się zdarza prowadzić "po". A moż eto zalezy od
          indywidualnych predyspozycji?
          • eeela Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 15:40
            Ten kolega zawsze jeździ ostrożnie, po trawie czy nie. Ale wiesz przecież, że do
            spowodowania wypadku wystarczy jeden nieostrożny kierowca :-( A trawa powoduje
            przecież wyraźne spowolnienie reakcji, to chyba wie każdy, kto choć raz w życiu
            zapalił.

            > To oczywiście nie jest pewnik, ale myślę, że było by to Wasze ostatnie
            > spotkanie. Jak robi to często, znaczy, że już ma rozbudowany mechanizm
            > usprawiedliwiania się a każdą krytyka, która będzie próbowała zburzyć mu tą
            > konstrukcję odbierze histerycznie.


            Być może, ale tu chodzi również o złamanie bardzo silnego tabu - nie wtrącania
            się do spraw innych. Pouczanie, krytykowanie, usiłowanie 'niesienia pomocy' bez
            wyraźnego zaproszenia to bardzo duże wykroczenie przeciwko wyspiarskim dobrym
            obyczajom. Nie sądzę, żeby moi przyjaciele oficjalnie pogniewali się na mnie za
            to na całe życie, ale mogą takie zachowanie źle przyjąć, i - co najistotniejsze
            - moje pogadanki nie odniosą żadnego skutku, i to ja byłabym w pozycji osoby
            popełniającej wykroczenie, nie oni. Nie, nie, lepiej jest zasugerować w żartach
            czy luźnej rozmowie niż demonstrować wielkie coming outy ze swoim świętym
            oburzeniem, troską i dobrą wolą.
      • oops_dei Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 22:51
        Ja w takiej sytuacji wątpliwości nie miałabym żadnych. Co innego wtrącać się w
        nie swoje sprawy, co innego - potencjalnie - ratować komuś życie. Wtedy
        konwenanse się nie liczą.
    • trajlajlaj Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 17:42
      Nie wiem czy ta kobieta jest tak koszmarnie gruba.Ja mam 173 cm , ważę
      70 kg i uchodzę za szczupłą.Waga zależy też od grubości kości.
      • m_wait Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 18:09
        Na zewnątrz zimno, spacerować się nie chce...ech...
        Tak szczerze to moim zdaniem najlepiej byłoby gdybyście zorientowali
        się gdzie jest dobry dietetyk/lekarz etc. i żeby mąż (nie Twoja
        kobieta) poszedł z nią po prostu do lekarza.
        Po kompleksowych badaniach powinno okazać się co jest przyczyną
        nadwagi(bo pizza i chipsy swoją drogą, ale nie można tak
        bezpośrednio jej zaatakować) i jakie już są skutkidodatkowych(bo
        pewnie już są dość poważne).
        Jest wiele leków przepisywanych przez lekarzy, które mogą podziałać
        np.Meridia, Simvasterol(ale o tym zdecyduje lekarz).
        Dlaczego to on musi z nią iść-proste-bo
        1.pewnie on ma silniejszą wolę 2.razem mają wpływ na to co kupują i
        co jedzą-nawet jak to robi tylko ona-to on będzie mógł jawnie
        pokazać jej,że jej decyzja/wybór jest szkodliwy dla zdrowia 3.to ich
        może nieźle wzmocnić.
        Ani jej mąż, ani ty nie wiecie jak ją skutecznie nauczyć nowych
        nawyków żywieniowych i trybu życia-tylko ktoś zupełnie z zewnątrz
        może nie spotkać się z wyładowaniem żalu i poczucia krzywdy, że ma
        zbyt wiele zbędnych kg.
    • murakami2 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 19:02
      Zaingeruj wtedy, gdy będziesz miał pewność, że nie zostanie to odebrane
      opacznie. Może nie warto poświęcać się na ołtarzu czyjegoś małżeństwa. Nie
      zapominaj, że ludzie najlepiej uczą się na własnych błędach. Jeśli im się
      rozpadnie ten związek, sami są sobie winni. Wspólnie powinni go pielęgnować.
      A może dasz im forum do poczytania? Im. powtarzam, nie jej.
      • niezapominajka333 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 22:18
        Avide
        Właściwie są dwa problemy.
        Pierwszy, to czy sie w ogóle wtrącać, czy nie.
        Drugi, to jak zrobić to inteligentnie, jeśli już chcemy sie wtrącać.

        Własciwie dlaczego miałbyś sie nie wtrącać? Ciągle ingerujemy swoimi
        radami w życie ludzi dookoła. Wyrażamy własną opinię odnośnie
        wyglądu, urządzenia domu, inwestycji kapitałowych, zdrowia,
        wychowania dzieci, problemów z uzależnieniami itd. A zainteresowani
        liczą się z naszym zdaniem lub nie, ale sami podejmują decyzję.
        Często spojrzenie z boku pozwala dostrzec problem o wiele wyraźniej.
        Jeśli ktoś inwestuje oszczędności życia w podejrzany i niepewny
        interes, rolą przyjaciela jest go przestrzec, a nie patrzeć ile
        straci. Jeśli nie posłucha, jego sprawa.
        Wiadomo, że trzeba być delikatnym, albo solidnie wstrząsnąć
        delikwentem, ale moim zdaniem obojętne spoglądanie na to, jak czyjeś
        życie stacza się po równi pochyłej nie najlepiej o nas świadczy. Od
        przyjaciół w takiej sytuacji oczekiwałabym wsparcia. Nie pogłaskania
        po głowie, nie obojętnego patrzenia tylko zwrócenia uwagi na
        problem, od którego uciekam. Mam nadzieję, że moi przyjaciele nie
        będa się bali ryzyka.

        Ale, żeby ingerować w bardziej lub mniej delikatny sposób trzeba
        postawić odpowiednią diagnozę, a to już trudniejsze.
        Moim zdaniem twoje obserwacje są niewystarczające.
        Być może masz rację, a może mylisz przyczynę ze skutkiem.
        Masz dużą wiedzę, wyczucie i umiejętność formułowania wniosków. Ale
        postrzegasz tę sytuację przez pryzmat własnych, nazwijmy to,
        upodobań.
        Ciebie nie kręci kobieta o tych gabarytach, więc rozumiesz
        przyjaciela sąsiada, że się wymiguje od seksu.
        Myślę, że niedługo się znacie. Oni są półtora roku po ślubie i jak
        sądzę nie znaliście się wcześniej. Nie wiesz więc, jak u nich było w
        tych sprawach przed ślubem i zaraz po ślubie.
        Jedna rzecz przemawia za twoim rozumowaniem. Zastanowił mnie
        fakt, że żona tego kolegi ogólnie się "zaniedbała".
        Dlatego siedzi w domu, zajada problemy, nie akceptuje swojego
        wyglądu, ale nie ma dość samozaparcia i motywacji, zeby to zmienić.
        Ucieka od działania, bo mąż delikatnie nie wypomina jej, ze
        przytyła, bo nikt właściwie tego nie zauważa.
        Gdyby akceptowała swój wygląd, nie miałaby oporów żeby dać się
        gdzieś wyciągnąć. Uważam, ze się wstydzi, ale uzależniła się od
        jedzenia.
        Moim zdaniem ona wie, że jest źle, ale potrzebuje dodatkowej
        motywacji. Tylko trudno wyczuć, co to może być.

        Drugi problem to brak lub wyraźny niedostatek seksu. To może być
        równie dobrze skutek jak i przyczyna jej wyglądu i ogólnego marazmu.
        Równie dobrze może się okazać, że mąż niskolibidowiec nie miał
        ochoty już wcześniej, a jej przestało zależeć na wyglądzie.
        Wydaje mi się, że trzeba mieć więcej informacji, żeby bardziej pomóc
        niż zaszkodzić.
        Ja jestem ciekawa, jaką figurę ma matka tej kobiety. Bo
        pewne predyspozycje ma się w genach.
        No i jak ona utrzymywała tę wspaniałą figurę przed ślubem. Wiesz,
        wiele kobiet stosuje ostry reżim żywieniowy, żeby na ślubie wyglądać
        pięknie, a potem hamulce puszczają, do tego efekt jojo i nadwaga
        murowana.
        • avide Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 01:06
          Jestem prawie pewien, że wcześniejsza figura była wersją demo.
          Kiedyś wspominała kobieta że dużo wyrzeczeń ją to kosztowało. Poza
          tym genetyka. Matula jej zdecydowanie do drobnych nie należy. Budowę
          obie mają identyczną.

          Myślę, że naturalne skłonności fizjologiczne w kierunku tycia, w
          połączeniu z niezbyt namiętnym mężem (brak motywacji), spowodowały
          stan obecny co z kolei pogłębiło w niskolibidowcu niechęć do seksu,
          bo o ile wcześniej jeszcze jakoś kusiła ciałem to teraz już czar
          całkowicie prysł.

          Że jest źle wie doskonale o tym Nie mniej usprawiedliwia się na
          wszelkie możliwe sposoby. (Nic z tym nie zrobię, już taka jestem
          itp.)

          Nie mam pojęcia jak było w ich początkach.

          Domyślam się że zadziałał klasyczny schemat wersji demo.
          Facet złapany, zaobrączkowany, można sobie pofolgować. Czasem pewnie
          by się coś chciało, ale ilość wysiłku nie warta zachodu.

          hymmm coraz bardziej się przekonuję że jednak buzia na kłódkę i to
          nie moja sprawa. Na jakichś rozbuchanych, niespełnionych
          namiętnością nie wyglądają. On się zajmie majsterkowaniem, ona
          robieniem na drutach, kiedyś przy okazji może spłodzą 1-2 dzieci i
          tak doczekają późnej starości w ogólnym ładzie i spokoju.
          • felicia.3 Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 01:33
            Avide;) Wiesz,ze Cie lubie i nie chce,zeby to co napisze zostalo zle
            odebrane,ale ciagle nie rozumiem,dlaczego tak negatywnie odnosisz sie do tej
            kobiety? Ze gruba,glupia,zadowolona z siebie i seksu jej sie chce.Nie mam czasu
            teraz szukac po necie,ale co by na to powiedzial pan Z.Freud?;)))
            • avide Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 09:08
              Nie wie gdzie to wyczytałaś, że się do niej negatywnie odnoszę, ale tak na pewno nie jest. Właśnie dlatego, że ją, ich cholernie lubię, tak się zastanawiam czy mogę, czy powinienem im jakoś pomóc.
              Ona jest naprawdę fantastycznym człowiekiem. Powiem szczerze, że w życiu niewielu takich ludzi poznałem. Taka szczera dobra osoba. Taka do rany przyłóż. Zawsze pomocna, zawsze uśmiechnięta. Na prawdę, w dzisiejszym świecie, gdzie każdy goni gdzieś na oślep, taki człowiek to istny skarb.
              Nie zmienia to faktu, że żyjąc tak obok siebie nie widzę co się dzieje zwłaszcza, że wychodzą pewne rzeczy przy różnych okazjach. A im bardziej sobie ufamy tym szczersze potrafią być rozmowy, szczególnie po lampce wina ;-).

              Powiem Ci, że jestem znany z dość ugruntowanych poglądów w wielu sprawach, jak i z krytycznego spojrzenia na różne tematy. Dlatego czasami jak się mnie spytają o to czy tamto, potrafię powiedzieć co myślę. Więc mnie czasami lepiej nie pytać o zdanie bo jeszcze przez przypadek usłyszy się prawdę która zaboli. ;-). Tym jednak razem zastanawiam się czy nie lepiej ugryźć się w język. Już ze dwa lub trzy razy była tak sytuacja i do tej pory jakoś gryzłem się w język.
              Wiem, że istnieje problem, nie znam skali, a zbyt dużo naczytałem się ludzkich historii by łudzić się, iż samo się rozwiąże. Związek to ciężka praca dwojga ludzi. Taki trochę drugi etat każdego z nas. Z tą jedna różnicą, iż o ile zawodu nas ktoś nauczył to jak żyć by być szczęśliwym nikt nie pokazał i uczymy się tego sami na (najczęściej) własnych błędach.
      • anula36 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 22:24
        teraz to forum raczej odpada - jak rozpoznaja siebie w opisanych przez ich najlepszego przyjaciela,ktory sam ma problemy w sypialni, postaciach grubej,leniwej zonki i dupowatego mezusia,ktory nigdy nie mial powodzenia,ktorym teraz seks nie wychodzi, to ani im nie pomoze,a przyjazn sie ochlodzi.
        W ramach naprawiania swiata lepiej zrobic zakupy staruszce,albo zabrac na spacer niepelnosprawne dziecko na wozku.Poprawianie innym zycia rodzinnego i seksualnego zostwny specjalistom,po tym jak zainteresowani do tego dojrzeja.


    • greczynka_77 Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 21:00
      podpisuje sie pod tym. a to ze przyjaciel oglada sie za szczuplymi kobietami to coz, znam takich co sie ogladaja majac sami piekne zony, i maja je w glebokim "powazaniu", a w zwyczaju podziwianie obcych kobiet. Ta dziewczyna moze byc poprostu zona obojetnego meza, wez pod uwage ze jego delikatnosc jak to nazywasz moze byc faktycznie obojetnoscia, zeby kogos konstruktywnie opieprzyc trzeba miec do tego energie, byc zaangazowanym.
      • avide Włąśnie dlatego gadam z wami !!! 09.12.08, 21:24
        ... żeby nie popełnić jakiegoś faux pas.

        Lubię zwyczajnie ludzi i tyle. Widzę ich problemy, bo głupi nie
        jestem i mówiąc nieskromnie bardzo szybko potrafię w miarę trafnie
        wyłapać różne ludzkie problemy. Jak to robię ? W trakcie rozmowy z
        ludźmi prowokuję na różne sposoby i obserwuję ich zachowanie. Mowa
        ciała potrafi naprawdę zdradzić dużo szczegółów.
        Nie wiem skąd to mam, ale tak mam.

        Po przeczytaniu tego, co do tej pory napisaliście wiem jedno. Jeśli
        pogadam to z facetem. Nie mniej na pewno jeszcze 10x się zastanowię.
        Pewnie pogadałbym w 4 oczy wcześniej z facetem, ale... ja osobiście
        podejrzewam go o dupowatość w łóżku. Nie wygląda na biegłego
        kochanka. Znam jego przeszłość, tak mniej więcej. Wielkiego
        powodzenia nie miał, amantem nigdy nie był. Zdradził mi nawet kilka
        szczegółów z życia, dlatego jakieś pojęcie mam.

        Co do jego kobiety. Pieprzyć już ten ich seks. Dla samego zdrowia,
        dobrego samopoczucia by zrobiła coś z sobą. Nie jest jej dobrze, bo
        za każdym razem jak patrzy na moją żonę mówi z takich
        westchnieniem "jak kiedyś miałam podobną figurę"....
        Miała kiedyś problemy prawie anorektyczne. Budowę odziedziczyła po
        mamie (znam ją) i cóż... jej matula to wesoła, zabawna kobieta ze
        sporą ilością ciała do kochania ;-). Myślę, że to typ osoby, która
        całe życie walczy z wagą. Po ślubie się poddała. Lenistwo i tyle.

        Czy zajadanie się jest efektem ew.niskolibidowości męża ? Przyznaję,
        że nie wiem.

        Naprawdę jestem daleki od pakowania swoich buciorów do czyjegoś
        związku. Dlatego kilka razy się zastanowię nim zacznę się mędrkować.
        No i tego się trzymam.
        • fox-ter Re: Włąśnie dlatego gadam z wami !!! 09.12.08, 22:26
          Jesli rzeczywiscie zalezy Ci zeby im pomoc to ja bym wlasnie na twoim miejscu w
          pierwszej kolejnosci pogadal powazniej z facetem, wyciagnal go na piwo i
          delikatnie podpytal jak sie miedzy nimi, jesli bedzie chcial mowic to trzeba
          podpytac go dokladniej gdzie jest problem i czy wogole wogole rozmawiaja o tym z
          zona. Jesli wywnioskujesz ze rzeczywiscie problemem jest otylosc zony i to z
          powodu jej zaniedbania to poradzilbym koledze aby poszukali odpowiedniego lekarza...

          Mam kolege w pracy ktory byl dosc otyly...typ goscia ktory ciagle siedzi przy
          komputerze i sport chyba ostatni raz uprawial w szkole na WFie ale w pewnym
          momencie postanowil sie wziac za siebie, znalazl lekarza ktory dobral mu
          odpowiednia diete i naprawde bylem w szoku ze mozna tak schudnac w tak krotkim
          czasie i to bez jakiegokolwiek sportu. w ciagu 5 pierwszych tygodni schudl ok
          10kg, potem spadek wagi byl juz mniejszy ale mimo ze widuje go co dziennie w
          pracy to bylo widac jak sie zmienia.
          Dieta jest dosc rygorystyczna bo trzeba jesc odpowiednie rzeczy w odpowiednim
          czasie i jest dobierana indywidualnie do czlowieka ale naprawde efekt jest
          rewelacyjny wiec moze to jest jakas rada dla nich


    • gomory Re: ingerować czy nie ? 09.12.08, 22:47
      Ja w ogole nie mialbym dylematu - to nie moja sprawa. Nie prosza mnie o rade wiec nie mam po co sie z nimi wyrywac. Tym bardziej, ze moglyby zostac przyjete opacznie.
      W koncu sytuacje kolegi zlozyles z klockow wlasnych spostrzen, nadinterpretacji, niedomowien i domyslow. Ja w takim przypadku ograniczylbym sie do modlow o piekne zycie dla nich.
      • avide Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 00:53
        Poza tym... pamiętaj że obiecałaś mi tak czy siak spotkanie w cztery
        oczy, w klubie, w jakimś ładnym ciuszku w którym nie będziesz
        wstydziła się ze mną wyjść na parkiet i zatańczyć ;-))).
        W zasadzie taką taktykę staram się stosować na co dzień wobec
        wszystkich. Przestałem naprawiać świat. Jak sie ktoś zapyta to
        powiem co myślę, ale tak raczej staram się być na uboczu, co nie
        znaczy, że nie mam własnego zadnia w danym temacie.

        Tyle że kurna, wiesz Gomory, Ja jestem w związku prawie 10 lat, oni
        jakieś 3 w sumie. I jak widzę jakie błędy popełniają to od razu
        widzę oczami wyobraźni skutki niektórych poczynań. Czasami pewne
        zachowania i ich późniejsze skutki są tak oczywiste, że trudno tak
        stać i biernie się przyglądać. Coś na zasadzie dziecka idącego w
        pokrzywy. Człowieka aż skręca by powiedzieć nie idź tam bo się
        poparzysz.
        Stąd moje niektóre dylematy.
        • felicia.3 Avide:) 10.12.08, 01:20
          Nie mierz wszystkich swoja miarka:)Kazdy zwiazek jest inny.W innym kierunku sie
          rozwija.Tego nie da sie ogarnac.A moze nawet nie trzeba.
        • sex_april Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 10:10

          Czytam ten watek i az cisnie mi sie pod paluszki gdzies "czytniete"
          zdanie ..
          Dobre rady sa jak znoszone ubrania: nawet gdy pasuja, nie uzywa sie
          ich chetnie.

          Wiele tzw. problemow ludzkich nie da się rozwiazac. One sa tylko po
          to, aby je przezyc. A to wlasnie jest najtrudniejsze.
        • gomory Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 10:27
          > Tyle że kurna, wiesz Gomory, Ja jestem w związku prawie 10 lat,
          oni jakieś 3 w sumie.

          Podazajac takim tokiem rozumowania - ja jestem w zwiazku 7 lat
          dluzej niz Ty wiec znam sie jeszcze lepiej ;).
          Zyciem dziecka sa rowniez oparzenia od pokrzyw, to na takich
          zdarzeniach buduje SWOJE doswiadczenia. Warto je powstrzymac gdy ma
          zamiar oblac sie wrzatkiem, ale pokrzywy???
          Pomysl tez o sobie - kiedys jako poslanca zlych wiesci wysylano
          osoby zbedne. Ot taka misja samobojcza - wiadomo nie lubi sie ludzi
          przynoszacych zle wiesci. Jestescie przyjaciolmi z ktorymi oni chca
          milo spedzac czas. Potrafisz chyba zauwazyc jak latwo moglibyscie
          zostac np. przekwalifikowani na pare niedelikatnych burakow. Nie
          szkoda by Ci bylo waszej przyjazni? Tak latwo mozesz ich zastapic
          innymi, tylko dlatego by pobawic sie we wszechwiedzacego ;)?
    • felicia.3 Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 01:13
      Dobrymi checiami jest pieklo wybrukowane.Nigdy nie pozwolilabym sobie na
      wlazenie z buciorami w czyjes zycie.Nawet jakby sugestie byly nie wiem jak
      wysublimowane.Gdyby ktos probowal wejsc w moje zycie z dobrymi radami w tej
      materii czulabym sie delikatnie mowiac zniesmaczona i uznala to za obcesowosc
      najwyzszego kalibru.Twoi znajomi sa ludzmi doroslymi i jakakolwiek ingerencja w
      ich zwiazek jest cokolwiek dziwna.Co innego,jesli ktos Cie prosi o
      rade.Oczywiscie nie wykluczam swobodnych rozmow o zyciu przy piwku.Wtedy na
      luzie mozna pogadac,co nas boli.Cos doradzic.Ale oficjalny wyklad
      instruktazowy?Juz pomijam fakt,ze nie rozumiem argumentow,ze ktos
      przytyl,wylysial,pryszcze mu wyskoczyly,to z seksu nici.Jak to mawia moj
      maz-albo cos jest albo tego nie ma.Czyli albo sie kochamy albo wyliczamy sobie
      pryszcze i kilogramy;P Temat osobny.

      Ja tez mysle o swoich znajomych cos tam cos tam,patrzac na nich w trakcie
      zwyklych towarzyskich spotkan,ale tak naprawde nie wiem,jak wyglada ich zycie,bo
      umowmy sie,ze w spotkaniach towarzyskich pokazujemy,to co chcemy i gdyby mi ktos
      wyskoczyl z poradnictwem,co mu sie w nas nie podoba i co chcialby naprawic,to
      bym pogryzla bez wyrzutow.

      A skad ta pewnosc,ze znajomi nie zagladaja na to forum? Albo nie zamieszczaja
      fotek;P

      • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 09:50
        > Juz pomijam fakt,ze nie rozumiem argumentow,ze ktos
        > przytyl,wylysial,pryszcze mu wyskoczyly,to z seksu nici.Jak to
        > mawia moj maz-albo cos jest albo tego nie ma.

        No właśnie
        • sex_april Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 10:03
          krzysztof-lis napisał:

          > > Juz pomijam fakt,ze nie rozumiem argumentow,ze ktos
          > > przytyl,wylysial,pryszcze mu wyskoczyly,to z seksu nici.Jak to
          > > mawia moj maz-albo cos jest albo tego nie ma.
          >
          > No właśnie
          • krzysztof-lis Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 12:10
            Dokładnie tak. Czy to coś zmienia?
    • eudajmonika Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 13:20
      Ktoś kiedyś powiedział, że jednym z symptomów poważnego kryzysu w danym związku
      są coraz częstsze rozmowy, narady i komentarze dotyczące innych,
      zaprzyjaźnionych par. Chyba coś w tym jest, próbujemy ukryć problem, którego nie
      udało nam się rozwiązać, którego rozwiązywaniem jesteśmy zmęczeni, zniechęceni,
      przybici. Z misjonarskim zapałem zabieramy się za kłopoty innych. Jest to też
      pewnego rodzaju pociecha - "eh, my przynajmniej jeszcze umiemy z sobą gadać, nie
      tak Wiśniewscy, tylko wrzaski (ale czy szczerze?), nie chodzimy na boki, jak ci
      Kowalscy (cóż, może brakuje okazji?) .... (tutaj każdy wpisze coś innego)
      Na wszelki wypadek, żeby się nie rozpraszać, zdjęłam z tapety szczegółowe
      roztrząsanie przyczyn rozwodu sąsiadów i ciągłych awantur w małżeństwie siostry,
      ponawianych prób nieproszonych mediacji mąż-szwagier, ja-siostra, rad, do
      których i tak muszą dojść sami, bo inaczej nie uwierzą. Mniej też przyglądam się
      temu forum, więcej sobie i swoim problemom.

      Co zaś do tego konkretnego przypadku, to myślę, że obie pary tak świetnie się ze
      sobą czują, bo każda może realizować swoje potrzeby w towarzystwie drugiej -
      państwo Nieszczęśliwi pozyskali widownię dla swojego przedstawienia - by tę grę
      uprawiać coraz intensywniej, widownia jest niezbędna, państwo Avide będą czerpać
      satysfakcję z faktu, że jednak nie wiedzie im się tak najgorzej.
      Ponieważ postawienie sprawy jasno i skuteczne wysłanie pani Nieszczęśliwej na
      kurację odchudzającą najprawdopodobniej ujawniłoby dużo głębsze przyczyny
      problemu, pani Nieszczęśliwa podtrzymując grę, na takie rozwiązanie się nie
      zgodzi.
      • songo3000 No i po co ten cynizm? 10.12.08, 14:50
        Mam przyjaciela. Jakiś czas temu sypało mu się małżeństwo. Z pewnej strony przypadek nawet podobny, żona (którą zresztą naprawdę lubię) krótko po ślubie smoczyca przez własne zaniechania. On zresztą też nieźle do pieca dowalał i tak kółko wzajemnej frustracji się zamykało.
        Nie zastanawiałem się nawet chwili. Nakrzyczałem, poszarpałem, pogłaskałem po główce, wysłuchałem. Na obydwoje oczywiście :) - teraz jest ok.

        Docinki, zbolałe miny i takie tam w towarzystwie to dla mnie oczywisty sygnał POMÓŻCIE NAM!!! Inaczej ograniczyliby się do domowego piekiełka.

        ALE... mogłem tak postąpić, bo chodziło o mojego przyjaciela. Nie kolegę, nawet dobrego czy cenego tylko przyjaciela. Inaczej było by to bezsensowne.
        • bi_chetny Re: No i po co ten cynizm? 10.12.08, 14:57
          tu musi być wzajemne zaufanie i otwartość. Inaczej będzie to potraktowane
          zupełnie odwrotnie.
        • glamourous Re: No i po co ten cynizm? 10.12.08, 15:26
          No wlasnie, wszystko rozbija sie chyba w sumie o to, ze ten
          przyjaciel Avide to tak naprawde raczej bardzo dobry kumpel-sasiad
          niz przyjaciel w pelnym tego slowa znaczeniu. Bo przyjaciel
          przyjacielowi tez nie rowny. Kazdy z nas ma chyba takich prawdziwych
          przyjaciol z ktorymi nie bawi sie w konwenanse. Ludzi, ktorych zna
          sie na tyle dlugo i z ktorymi ma sie taki stopien zazylosci, ze
          mozna sie i nawzajem opieprzac i ostro poklocic, i wtracic w zycie,
          trzasnac drzwiam i zjesc przyslowiowa beczke soli - a przyjazni nie
          nadszarpnie zadna niedelikatnosc czy sprzeczka.
          Ja tez mam przyjaciol, ktorym moge wlasciwie wszystko powiedziec bez
          skrupulow, oni rowniez moga nagadac mi - i nie raz sie to zdarzalo.
          Ale to sa ludzie, ktorych znam od przyslowiowej piaskownicy. Coz, im
          przyjazn swiezsza, tym chyba delikatniejsza jej natura i tym wieksza
          troska o konwenanse...
    • zyg_zyg_zyg Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 17:51
      > Za to wcześniej miała niedowagę -jak pisałeś ważyła 55 kg.

      według wskaźnika bmi ta waga była w normie
    • anula36 Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 20:01
      i jak widac seks lubi, tylko nie trafila na fajnego partnera.
      Latwo utyc kiedy nie ma sie dla kogo starac,albo wielkie starania nie przynosza efektow.
      • songo3000 Tak, tak, grube jest piękne... 11.12.08, 00:50
        Grube jest zdrowe, a jak coś nie pasi to wina tych zboczonych facetów, którzy o zgroza wolą chudsze.

        > Latwo utyc kiedy nie ma sie dla kogo starac,albo wielkie starania > nie przynosza
        Łatwo, to na pewno znaleść tysiąc wymówek i winowajców na swoje przywary niż powiedzieć "spieprzyłem". Tak, to na pewno łatwo.

        Schudnąć, przytyć, iść do fryzjera, ubrać się porządnie, poprawić kondycję i takie tam to warto zrobić dla SIEBIE. Dla własnego samopoczucia tudzież zdrowia. Wtedy jest i powodzenie, pożądanie i seks (jak nie z tym do innym :)
        Omawianej pani jak widać jedyne co chce się zrobić to tylko przy świadkach utyskiwać na brak seksu. Do jakiejkolwiek aktywności (pomijając to czy ona gruba jest czy chuda) koniami się nie zaciągnie ... o czym tu dalej rozprawiać?
    • glamourous Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 21:23
      nas-daq napisała:

      > Za to
      > wcześniej miała niedowagę -jak pisałeś ważyła 55 kg.

      > (...)promując sylwetkę szkieletora, a tak z pewnością ta
      > dziewczyna musiała wyglądać wcześniej.


      Nas-daq, to o czym piszesz to jakies nieporozumienie. Mam 167 cm wzrostu i waze
      wlasnie 55 kg. I nie mam zadnej niedowagi, nie jestem tez zadnym "szkieletorem",
      przeciwnie - biust i tylek na swoim miejscu. Nie wiem skad Ci sie ten
      "szkieletor" i ta "niedowaga" wziely - lekka przesada i tyle.
      I chociaz wszystko zalezy od budowy, masy miesniowej, kossca itp, to jednak
      osobiscie uwazam, ze waga 75 kilo przy wzroscie 168 cm u dwudziestoparoletniej
      dziewczyny to chyba jednak rzeczywiscie ciut za duzo. I abstrahujac od
      obowiazujacych aktualnie kanonow estetycznych po prostu dodaje lat.
    • ewolwenta Re: ingerować czy nie ? 10.12.08, 22:38
      Nie.

      Brak seksu w małżeństwie to tylko skutek głębszych kłopotów a
      przyczyna prawie zawsze siedzi gdzie indziej.

      Znaczny przyrost masy ciała w krótkim czasie to może być efekt
      stresu i tzw. zajadania go (pięcioma baronami dziennie). A ten
      właśnie stres może być efektem kłopotów w małżeńskich relacjach. I
      wcale nie sugeruję, że stres i nadwaga wynika z seksualnej
      abstynencji. Myślę, że obie te rzeczy to tylko skutek poważnej
      nieuświadomionej przyczyny.

      Nie ingerujcie, bo nie wiecie na czym polega problem. Widzicie tylko
      fragmenty tej układanki.

      W ich wewnętrznym kryzysie pomóc mogą sobie tylko sami, przez
      wzajemne zumienie, akceptację i ewolucyjne zmiany postaw silnie
      podbudowane komunikacją.

      Komunikacji *nie należy* utożsamiać z „poważną rozmową”.

      Wasza ewentualna ingerencja może pomóc o tyle, że to Wy staniecie
      się wrogiem i wasi znajomi zjednoczą się na chwilę przeciw Wam. Lub
      też ona kopnięta w tyłek zerwie tę znajomość. Sami muszą pokonać
      kryzys i trzeba się pogodzić, że nie wszystkie pary są do tego
      zdolne.
    • kachna79 wydumany problem 11.12.08, 08:58
      Avide chyba spłyciłeś problem: dziewczyna ma BMI trochę powyżej
      normy (BMI=26), a Ty piszesz o niej jak o wielorybie. Oczywiście dla
      własnego zdrowia mogłaby zrzucić 2-3 kg, ale to nie powinna być
      przyczyna rozkładu pożycia. Ważąc 55 kg, miała BMI=19, i skoro ma
      tendencję do tycia to musiała się zwyczjanie głodzić, żeby utrzymać
      wagę.
      • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 09:44
        Ponawiam to, o czym pisałem już dwukrotnie.

        Nie jest istotne, jak ta dziewczyna wygląda w porównaniu do innych czy do normy.
        Jest istotne, jak ona wygląda w odniesieniu do upodobań jej męża i tego, jak
        wyglądała przed ślubem (wcześniej).
        • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 10:10
          Tyle, że trudno wymagać od kobiety żeby się głodziła. I proszę nie
          pisz mi o wersji demo, bo wiara, że kobieta ze skłonnością do tycia
          (vide mamuśka) nie przytyje to naiwność.
          Zresztą pomijając te rozważania nadal uważam, że to nie jest
          kluczowy problem w tym małżeństwie.
          • songo3000 Re: wydumany problem 11.12.08, 11:00
            Ja przepraszam ale ile można tłumaczyć jak krowie na miedzy??? Jeśli babka wcześniej spełniała kryteria 'kręcenia' dla tego konkretnego faceta a teraz ich nie spełnia to mu najwyraźniej NIE STANIE. I wszystkie te 'bo mamusia', 'bo nie można oczekiwać' to sobie możesz wiesz gdzie włożyć.
            No, ale może Ty nie chcesz zrozumieć takiego prostego mechanizmu...
            • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 11:10
              > Ja przepraszam ale ile można tłumaczyć jak krowie na miedzy???
              to zależy z jaką krową rozmawiasz...

              Ja wierzę, że facetowi nie stanie, ale nie z winy żony. Kobieta
              obiektywnie nie jest wielorybem, a jeśli jej atrakcyjność dla męża
              wiązała się tylko z wagą 55 kg to gość jest po prostu niedojrzały. I
              może tu warto popracować jeśli rzezcywiście Avide chce pomóc.
              Tak songo ludzie z wiekiem tyją, marszczą się, niektórych ciało
              ulega degradacji przez choroby. Można udawać, że o tym nie wiemy
              albo obarczać winą za naturalne procesy konkretną osobę, ale w ten
              sposób sami sobie wystawiamy negatywną ocenę.


              I wszystkie te 'bo mamusia', 'bo nie mo
              > żna oczekiwać' to sobie możesz wiesz gdzie włożyć.
              Włożę je sobie dokładnie tam gdzie Twoje uwagi.
              • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 11:21
                > Kobieta obiektywnie nie jest wielorybem, a jeśli jej atrakcyjność
                > dla męża wiązała się tylko z wagą 55 kg to gość jest po prostu
                > niedojrzały.

                Oczywiście, dla dojrzałego mężczyzny atrakcyjne są kobiety brzydkie, zaniedbane,
                grube i ze zmarszczkami.

                Dla mężczyzn atrakcyjne są te kobiety, które są atrakcyjne *wizualnie*. Kobietom
                ciężko to pojąć, bo u kobiet wcale nie jest to takie oczywiste. One mają chęć na
                seks z facetem, który umie o nie zadbać, jest dżentelmenem, jest szarmancki,
                daje poczucie bezpieczeństwa ale może być wizualnie nienajpiękniejszy.
                Tylko nie wiem, czemu oczekujecie tego samego od facetów... To znaczy wiem, bo
                wydaje Wam się, że jak facet kocha, to ma pozwalać na zapuszczenie się do stanu
                przekraczającego jego upodobania.

                > Tak songo ludzie z wiekiem tyją, marszczą się, niektórych ciało
                > ulega degradacji przez choroby.

                Przytycie o 20 kg w ciągu 2 lat przekracza przeciętne tempo tycia.

                To, że ludzie z wiekiem tyją, też wynika z tego, że się sami zapuszczają. I
                facet wcale nie musi tego akceptować.

                > Można udawać, że o tym nie wiemy albo obarczać winą za naturalne
                > procesy konkretną osobę, ale w ten sposób sami sobie wystawiamy
                > negatywną ocenę.

                Można obrażać się na fakty i udawać, że mężczyzn nie pociąga piękno ciała, ale
                sami sobie wystawiamy opinię naiwniaka.
                • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 11:27
                  Krzysztofie chyba są jakies granice interpretacji czyjejś
                  wypowiedzi:) Opanuj imaginację i czytaj co piszę:)
                  • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 11:35
                    Jeśli nie zgadzasz się z czymś, co napisałem, łatwiej będzie nam dyskutować,
                    jeśli wypunktujesz to i wyjaśnisz, dlaczego się z tym nie zgadzasz.
                    • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 11:49
                      "Oczywiście, dla dojrzałego mężczyzny atrakcyjne są kobiety
                      brzydkie, zaniedbane, grube i ze zmarszczkami." - to Twoje słowa,
                      których treść trudno mi odnaleźć w moich wypowiedziach, a jak
                      rozumiem sugerujesz, że do tego zmierzała moja dedukcja.

                      Ogólnie nie sądzę byśmy w tej kwestii osiągnęli porozumienie.
                      • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 11:52
                        > "Oczywiście, dla dojrzałego mężczyzny atrakcyjne są kobiety
                        > brzydkie, zaniedbane, grube i ze zmarszczkami." - to Twoje słowa,
                        > których treść trudno mi odnaleźć w moich wypowiedziach, a jak
                        > rozumiem sugerujesz, że do tego zmierzała moja dedukcja.

                        To prosty wniosek wyciągnięty z odwrotnego stwierdzenia:

                        > jeśli jej atrakcyjność dla męża wiązała się tylko z wagą 55 kg to
                        > gość jest po prostu niedojrzały.

                        Prosty tok rozumowania
                        • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 12:14
                          > Może po prostu napisz, jak według Ciebie dojrzały mężczyzna ma
                          patrzeć na ciało
                          > kobiety?

                          Ja nie dyskutuję o mężczyźnie patrzącym na ciało kobiety jak
                          obserwator na dzieło sztuki.
                          Ja piszę o mężu, który odrzucił żonę, bo utyła, zapominając o tym,
                          dlaczego się z nią ożenił. Wierzę, ze świetna figura nie była
                          jedynym powodem zawarcia małżeństwa:)
                          • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 12:25
                            > Ja piszę o mężu, który odrzucił żonę, bo utyła, zapominając o tym,
                            > dlaczego się z nią ożenił.

                            On jej nie odrzuca. On ją kocha. Ona go po prostu nie pociąga. I on nie ma
                            ochoty się do niej dobierać.

                            Przynajmniej jest to jedno z możliwych wytłumaczeń problemu.
                            • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 12:34
                              Jeśli żona nie chce spać z mężem to on nie czuje się odrzucony?
                              • songo3000 Re: wydumany problem 11.12.08, 13:56
                                Czuje, i co to wnosi do dyskusji? Zdaje się, że w tej chwili rozmowa była o braku pożądania do żony, która raptownie utyła.

                                Rozumiem, że wygodniej Ci zaklinać rzeczywistość, wyzywać od 'niedojrzałych facetów' i wierzyć, że porządanie wynika z uczuć pozaseksualnych ale jak widać w tym i innych wątkach figa z makiem.

                                Mężczyzna porząda tej kobiety, która jest dla niego atrakcyjna fizycznie. Może być sobie gruba, chuda, niska, wysoka, prosta, garbata ale jak się znacząco zmieni to porządanie pryska. Naprawdę nie możesz tak tego przeboleć?
                                • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 14:06
                                  > Mężczyzna porząda tej kobiety, która jest dla niego atrakcyjna
                                  fizycznie. Może
                                  > być sobie gruba, chuda, niska, wysoka, prosta, garbata ale jak się
                                  znacząco zmi
                                  > eni to porządanie pryska. Naprawdę nie możesz tak tego przeboleć?

                                  Jeśli tym mężczyzną byłby mój mąż sprawa byłaby dla mnie bolesna.
                                  Jeśli natomiast piszesz o sobie to pewnie za jakiś czas się z tym
                                  uporam:)
                                  • bi_chetny Re: wydumany problem 11.12.08, 14:10
                                    to już wolę być tym prymitywnym tłumaczącym sobie wszystko fauną małym
                                    człowieczkiem, niż obcować z kimś kto ma o innych takie zdanie...
                                    • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 14:32
                                      Nie wiem o co Ci chodzi:/
                                      To chyba normalne, że dla mnie ważne jest zdanie i postawa męża w
                                      sprawach dotyczących związku, a nie innego faceta.
                                  • songo3000 Re: wydumany problem 11.12.08, 22:29
                                    kachna79 napisała:

                                    > Jeśli tym mężczyzną byłby mój mąż sprawa byłaby dla mnie bolesna.
                                    > Jeśli natomiast piszesz o sobie to pewnie za jakiś czas się z tym
                                    > uporam:)
                                    Jak miło. Widzę natomiast taki czarny scenariusz, że jak Twojemu mężowi się odechce to akurat możesz wpaść w mój typ. No i klops dla wszystkich zainteresowanych :D
                        • eeela Re: wydumany problem 11.12.08, 14:20
                          > > "Oczywiście, dla dojrzałego mężczyzny atrakcyjne są kobiety
                          > > brzydkie, zaniedbane, grube i ze zmarszczkami." - to Twoje słowa,
                          > > których treść trudno mi odnaleźć w moich wypowiedziach, a jak
                          > > rozumiem sugerujesz, że do tego zmierzała moja dedukcja.
                          >
                          > To prosty wniosek wyciągnięty z odwrotnego stwierdzenia:
                          >
                          > > jeśli jej atrakcyjność dla męża wiązała się tylko z wagą 55 kg to
                          > > gość jest po prostu niedojrzały.
                          >
                          > Prosty tok rozumowania
              • glamourous Re: wydumany problem 11.12.08, 11:52

                kachna79 napisała:

                > a jeśli jej atrakcyjność dla męża
                > wiązała się tylko z wagą 55 kg to gość jest po prostu niedojrzały.


                Kachna, nikt nikomu nie zabrania byc w zyciu idealista i myslec
                zyczeniowo. Ale pomiedzy utopijnym "POWINNO byc tak i tak, ludzie
                POWINNI sie pragnac bez wzgledu na fizycznosc, bo wazne POWINNO byc
                wnetrze czlowieka, a nie jego wyglad", a prawdziwym zyciem jest
                niestety spora rozbieznosc. Ludzie nie sa niestety swietlanymi
                istotami duchowymi zlozonymi tylko z uczuc wyzszych. Chcial-nie
                chcial jestesmy czescia fauny na tej planecie, a wiec mamy nasze
                zwierzece odruchy i zwierzece procesy zyciowe, a nasza
                podswiadomoscia rzadzi w duzym stopniu biologia. Nie ma wiec co
                szufladkowac faceta, ze skoro mu nie staje na widok utuczonej zony,
                to "widocznie jest niedojrzaly" i niedorozwiniety w swoim
                czlowieczenstwie. Bo to nie jest kwestia niedojrzalosci, ze natura
                najwyrazniej stworzyla go wzrokowcem, i seksualnie dzialaja na niego
                akurat takie a nie inne bodzce. Ty mylisz tutaj milosc z pozadaniem.
                Mozna kogos dojrzale kochac, byc przywiazanym, miec wspolne plany (z
                tego co Avide pisze, kolega nie ma chyba zamiaru rzucac zony ani
                rozwodzic sie z powodu tuszy)- ale pozadanie to juz nieco inna
                sfera, na ktora nie maja u siebie wplywu nawet najdojrzalsi ludzie.
                Niestety przekierowanie naszych wrodzonych, glebokich,
                atawistycznych odruchow jest bardzo trudne i lezy chyba tylko w
                mozliwosciach Dalaj-lamy ;-)
                • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 12:10
                  > Ty mylisz tutaj milosc z pozadaniem.

                  Odniosę się tylko do tej kwestii: dla mnie elementem miłości
                  małżenskiej jest pożądanie, więc trudno mylić składową z całością.

                  Natomiast jeśli chodzi o pozostałę prawdy objawione, które tu
                  przedstawiłaś powiem tylko, że rzeczywiście są ludzie którzy
                  są "czescia fauny na tej planecie" i tym tłumaczą własną małość i są
                  tacy, którzy chcą czegoś wiecej.

                  Piszesz, że moja postawa to idealizm (w domyśle nierealny do
                  osiągnięcia), a dla mnie to co zaproponowałaś to bylejakość. Wolę
                  dążyć do ideału niż pozostać na etapie nieciekawej szarości.

                  > "widocznie jest niedojrzaly" i niedorozwiniety w swoim
                  > czlowieczenstwie
                  sugestia, że nazywam kogoś niedojrzałym w człowieczeństwie jest po
                  prostu perfidna - rozumiem, że w internecie jesteśmy anonimowi, ale
                  spróbuj wyrażać swoje myśli w sposób odpowiedzialny.
                  • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 12:27
                    > Piszesz, że moja postawa to idealizm (w domyśle nierealny do
                    > osiągnięcia), a dla mnie to co zaproponowałaś to bylejakość. Wolę
                    > dążyć do ideału niż pozostać na etapie nieciekawej szarości.

                    W jakim stopniu wynika to z Twojej wiary, bo mam wrażenie, że w całkiem sporym.
                    • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 12:32
                      > W jakim stopniu wynika to z Twojej wiary, bo mam wrażenie, że w
                      całkiem sporym.

                      Dla dyskusji to nie ma znaczenia z jakiego powodu stawiam sprawę
                      tak, a nie inaczej:)
                      Dla mnie osobiście motywacja religijna jest istotna, ale ogólnie to
                      raczej bez znaczenia.
                      • bi_chetny Re: wydumany problem 11.12.08, 12:40
                        znaczenie ma ogromne.
                        • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 12:43
                          Myślę, że na forum dyskusyjnym, istotniejsze jest merytoryczne
                          odniesienie się do konkretnych wypowiedzi, choć oczywiście dojdziemy
                          do momentu, gdzie różnica zdań będzie wynikać właśnie z filozofii
                          życiowej.
                          • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 13:50
                            Jest to bardzo istotne...

                            Dla Ciebie są to fizyczne ograniczenia, które trzeba pokonywać. Bo Ty wierzysz w
                            życie wieczne i pewnie też widzisz sens umartwiania się za życia.
                            Dla mnie zaś to są fizyczne ograniczenia, których wcale nie trzeba pokonywać.
                            Wcale nie trzeba sobie odmawiać w życiu przyjemności, pozwalając zapuścić się żonie.
                            • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 13:57
                              > Bo Ty wierzysz w życie wieczne i pewnie też widzisz sens
                              > umartwiania się za życia.

                              Dokładnie, patrzę na tego mojego M, idę z nim do łóżka, a potem to
                              się tak umartwiamy i umartwiamy, a i jeszcze potem się zapuszczamy:)
                              • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 14:10
                                Jak już zejdziesz z tego swojego piedestału, na którym się postawiłaś jako osoba
                                dojrzała bo pozbawiona zwierzęcego pociągu do ciała, to będziemy mogli znowu
                                normalnie porozmawiać. :)
                                • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 14:22
                                  Krzysztofie daj spokój. Zażartowałam sama z siebie, bo wydawało mi
                                  się, że doszliśmy już do kompromisu albo raczej zrozumieliśmy swoje
                                  stanowiska (stąd buźka na końcu mojej wypowiedzi). A do zwierzęcego
                                  pociągu sama przyznałam się w tym wątku (również w wypowiedz, która
                                  Cię zbulwersowała), więc nie wiem dlaczego mi go odmawiasz:) - to
                                  też żart.
                  • bi_chetny Re: wydumany problem 11.12.08, 12:39
                    nie wyjeżdżaj mi tu z małością. jesteśmy zwierzętami czy tego chcemy czy nie. i
                    zaprzeczanie tego nie zmieni.
                    • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 12:45
                      I tu chyba jest kwestia tej filozofii życiowej:)
                      W aspekcie biologicznym jestem zwierzęciem (z instyktem i popędami
                      włacznie + fizjologia), ale odróżnia mnie duchowość i do niej się
                      odwołuję pisząc o małości i wielkości.
                  • glamourous Re: wydumany problem 11.12.08, 13:01

                    kachna79 napisała:

                    > Odniosę się tylko do tej kwestii: dla mnie elementem miłości
                    > małżenskiej jest pożądanie, więc trudno mylić składową z całością.

                    Nie chce sie tu wdawac w akademickie dyskusje, lecz pomylenie
                    skladowej z caloscia moze jak najbardziej wystapic w przyrodzie.
                    Ktos moze np. pomylic zelazo ze stala, tlen z powietrzem, make z
                    gotowym ciastem itp, itd. Dla mnie osobiscie rowniez czescia
                    skladowa (albo moze raczej warunkiem sine qua non) milosci
                    malzenskiej jest pozadanie, nie sposob jednak zaprzeczyc, ze w wielu
                    zwiazkach pomimo milosci (rozumianej jako wzajemne przywiazanie i
                    szczera chec bycia razem) pozadanie gdzies sie jednak zagubilo...


                    > Piszesz, że moja postawa to idealizm (w domyśle nierealny do
                    > osiągnięcia), a dla mnie to co zaproponowałaś to bylejakość. Wolę
                    > dążyć do ideału niż pozostać na etapie nieciekawej szarości.


                    Ze co prosze?? Toz ja wlasnie bynajmniej nie promuje bylejakosci
                    wychodzac z zalozenia, ze malzonkowie powinni sie fizycznie kochac
                    glownie "za cos" a nie wylacznie "pomimo". Dlatego staram sie
                    rozumiec, ze jedni sa wiekszymi wzrokowcami niz drudzy i szanuje ich
                    potrzebe nie zadowalania sie bylejakoscia fizisu partnera. Staranie
                    sie utrzymac wlasna atrakcyjnosc i fizyczne pozadanie meza/zony to
                    nie jest pochwala "nieciekawej szarosci", wrecz przeciwnie. Szacunek
                    dla czyichs wizualnych upodoban to rowniez nie jest promowanie
                    bylejakosci. Dlatego nie bardzo w tym kontekscie rozumiem Twoje
                    propos o tym ze "proponuje bylejakosc".

                    > > "widocznie jest niedojrzaly" i niedorozwiniety w swoim
                    > > czlowieczenstwie
                    > sugestia, że nazywam kogoś niedojrzałym w człowieczeństwie jest po
                    > prostu perfidna - rozumiem, że w internecie jesteśmy anonimowi,
                    > ale spróbuj wyrażać swoje myśli w sposób odpowiedzialny.


                    "Perfidia" to obiektywnie bardzo mocne i zupelnie nieadekwatne tu
                    slowo. Gdyby ktos mi podobnie zaargumentowal jak ja Tobie powyzej,
                    to w moim niekatolickim milosierdziu nie nazwalabym takiego
                    stwierdzenia perfidia, ale raczej "dopowiedzeniem",
                    ew. "nadinterpretacja". Bo pomimo, ze jak piszesz, internet jest
                    anonimowy, to ja w przeciwienstwie do Ciebie staram sie wazyc slowa
                    i nie obrzucac dyskutantow ciezkimi gatunkowo oskarzeniami, oraz nie
                    weszyc zla i wredoty tam gdzie ich nie ma.
                    • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 13:38
                      > Ze co prosze?
                      Bylejakością nazwałam sugestię, że można być idealistą, ale życie
                      jest inne i należy się z tym pogodzić.

                      Właśnie dlatego, że znasz mój światopogląd uważam, że możesz się
                      domyślić, że zarzucenie mi, że uznaję kogoś za "niedorozwinietego w
                      swoim czlowieczenstwie" jest dla mnie obraźliwe. I dlatego też nie
                      nazwałam tego "dopowiedzeniem" czy "nadinterpretacją" lecz perfidią.
                      Swoją drogą nie rozumiem czemu starasz się coś "dopowiadać" do mojej
                      wypowiedzi.
                      • glamourous Przecieram oczy ze zdumienia... 11.12.08, 15:00
                        ...nad wyrozumialoscia, tolerancja i szacunkiem do blizniego u
                        Kachny ;-)

                        kachna79 napisała:

                        > Właśnie dlatego, że znasz mój światopogląd uważam, że możesz się
                        > domyślić, że zarzucenie mi, że uznaję kogoś za "niedorozwinietego
                        w
                        > swoim czlowieczenstwie" jest dla mnie obraźliwe. I dlatego też nie
                        > nazwałam tego "dopowiedzeniem" czy "nadinterpretacją" lecz
                        perfidią.
                        > Swoją drogą nie rozumiem czemu starasz się coś "dopowiadać" do
                        mojej
                        > wypowiedzi.


                        Z mojej strony to byla tylko INTERPRETACJA TWOICH wlasnych slow o
                        niedojrzalosci - "dopowiedzeniem" moglo byc ewentualnie z Twojego
                        punktu widzenia. Moim zdaniem zadnego dopowiedzenia nie bylo,
                        bo "niedojrzalosc" to wszak bliskoznacznik "niedorozwoju" (nie
                        zaprzeczysz chyba) wiec w moim pojeciu piszac to nie popelnilam
                        zadnego obrazliwego naduzycia. Wybacz, ale nie mam szczegolowego
                        rozeznania co w katolickim pojeciu jest naduzyciem i wielka obraza,
                        a co jest tylko stwierdzeniem, bliskoznacznikiem, piszac nie mialam
                        swiadomosci ze zadaje Tobie jako katoliczce cios w samo serce ;-/ Po
                        raz kolejny stwierdzam jednak, ze osobliwa jednak jest wasza
                        katolicka tolerancja i milosierdzie, skoro upratrujecie obrazy tam
                        gdzie jej nie ma i wytaczacie ciezka atrylerie slowna wobec innych
                        swiatopogladowo ludzi, ktorzy wcale nie maja (pisalam Ci o tym juz
                        wiele razy) zlych intencji.

                        Dla mnie posadzenie mnie o perfidie jest oskarzeniem i jest o wiele
                        ciezsze gatunkowo niz stwierdzenie "osobnik niedojrzaly =
                        niedorozwiniety w swoim czlowieczenstwie". -> Do samodzielnego i
                        obiektywnego (nie przez pryzmat koscielnych doktryn) przemyslenia.
                        • kachna79 Re: Przecieram oczy ze zdumienia... 11.12.08, 15:03
                          > Dla mnie posadzenie mnie o perfidie jest oskarzeniem i jest o
                          wiele
                          > ciezsze gatunkowo niz stwierdzenie "osobnik niedojrzaly =
                          > niedorozwiniety w swoim czlowieczenstwie". -> Do samodzielnego i
                          > obiektywnego (nie przez pryzmat koscielnych doktryn) przemyslenia.
                          >

                          Myślę, że słowo klucz to "dla mnie" - Ciebie zabolała perfidia
                          mnie "niedorozwinięte człowieczeństwo"
                          • glamourous Re: Przecieram oczy ze zdumienia... 11.12.08, 15:36
                            kachna79 napisała:

                            > Myślę, że słowo klucz to "dla mnie" - Ciebie zabolała perfidia
                            > mnie "niedorozwinięte człowieczeństwo"
                            >

                            Z drobna roznica - ze ty slowa "perfidia" uzylas bezposrednio w
                            odniesieniu do mnie, natomiast ja o "niedorozwinietym
                            czlowieczenstwie" napisalam nie w stosunku do Ciebie, a ogolnie, z
                            nutka ironii i calkowicie nieofensywnie. Mowa byla, przypominam, o
                            domniemanej, zasugerowanej w dodatku przez Ciebie "niedojrzalosci"
                            sasiada Avide.

                            Nie byl to wiec zaden perfidny personalny atak, ani na Ciebie, ani
                            na Twoje religijne uczucia ani na Twoich braci w wierze - wiec tym
                            bardziej nie rozumiem SKAD ta smiertelna obraza usprawiedliwiajaca
                            uzywanie az tak ciezkich slow pod bezposrednim adresem rozmowczyni.
                            Zaiste, przejaw wielkiej dojrzalosci, chrzescijanskiego milosierdzia
                            i kultury dyskusji.
                            • zyg_zyg_zyg czytam i czytam 11.12.08, 22:19
                              wypowiedzi niektórych osób (nie tylko o Ciebie, Glam, mi chodzi,
                              choć tu się podpięłam) i też przecieram oczy ze zdumienia. Mam
                              wrażenie, że parę osób tylko czekało, aż Kachna się
                              gdzieś "wysypie", żeby jej w końcu dosrać za wyznawany przez nią
                              katolicyzm. Albo dosrać katolicyzmowi w ogóle. Czy naprawdę nie
                              można darować sobie tych osobistych wycieczek? To takie...
                              niesmaczne i kompletnie nic nie wnosi.

                              Kachna, mój światopogląd różni się od Twojego, ale zwykle
                              przyjemność sprawia mi czytanie Twoich wypowiedzi. Szacun za sposób
                              prowadzenia dyskusji (czasem "dyskusji") - konsekwencję, wierność
                              sobie, opanowanie i dystans do siebie.

                              A jeśli chodzi o główny wątek, to przychylam się do zdania tych,
                              którzy twierdzą, że to co widzi Avide, może być też tylko czubkiem
                              góry lodowej - skutkiem czegoś, a nie przyczyną. Pomysł delikatniej
                              rozmowy z kolegą jest dla mnie ok. Choć ja podeszłabym do niej z
                              czystym umysłem, bez nastawienia "wiem więcej o związkach, więc to
                              ci wytłumaczę". Bo to może być oczywiście "klasyka", ale może być
                              też coś zupełnie innego. A szkoda by było zaprzepaścić szansę na
                              dalsze poszerzanie horyzontów... ;-)
                              • songo3000 Re: czytam i czytam 12.12.08, 01:50
                                zyg_zyg_zyg napisała:

                                > wypowiedzi niektórych osób (nie tylko o Ciebie, Glam, mi chodzi,
                                > choć tu się podpięłam) i też przecieram oczy ze zdumienia. Mam
                                > wrażenie, że parę osób tylko czekało, aż Kachna się
                                > gdzieś "wysypie", żeby jej w końcu dosrać za wyznawany przez nią
                                He. Rozumiem, że do mnie pijesz? Naprawdę zwisa mi to jaki kto ma światopogląd (żyj i daj żyć innym, nie?) ale jak sama zauważyłaś Kachna 'wysypała' się w tej dyskusji całkiem samodzielnie. Inwektywy, patrzenie się z góry na maluczkich i inne miłe rzeczy a z drugiej strony deklarowanie wielkiej 'duchowości' ... sorry. Przeważnie nazywam rzeczy po imieniu a tu i tak się ugryzłem...
                                • zyg_zyg_zyg Re: czytam i czytam 12.12.08, 11:26
                                  > jak sama zauważyłaś Kachna 'wysypała' się w tej
                                  > dyskusji całkiem samodzielnie

                                  A tego nigdzie nie napisałam... :-)
                                  Nie zauważyłam wywyższania się. Zauważyłam stonowane wyrażanie
                                  swojego zdania, z którym nie do końca się zresztą zgadzam.

                                  Z jednej strony równanie atrakcyjność=szczupłość mogę uznać za
                                  niedojrzałe. Gdyby mój mąż stracił zainteresowanie mną podczas ciąży
                                  tylko dlatego, że ja chwilowo straciłam talię i urósł mi brzuch, to
                                  byłby dupkiem. Ale
                                  to jest na moje oko trochę inna sytuacja niz ta, o której
                                  rozmawiamy. Bo zrozumiałabym zanik pożądania męża, gdybym po ślubie
                                  tyła w tempie 10 kilogramów na rok, interesowała się głównie kanapą,
                                  telewizorem i chipsami, zamieniła sukienki na workowate dresy,
                                  łaziła po domu z tłustymi włosami itd. Zrozumiałabym jego niechęć do
                                  mojego zapuszczania się, zaprzestania dbania o siebie i
                                  postepującego rozmemłania - gdyby to była kwestia braku mojej dobrej
                                  woli. Nie mam pojęcia, czy tak jest w sytuacji opisywanej przez
                                  Avide, bo Avide przekazuje nam tylko tylko to, co widzi bardzo z
                                  zewnątrz.

                                  Zdziwiłam się zwyczajnie, bo zwykle tu na forum padają rzeczowe
                                  argumenty, a dyskusje sa prowadzone w sposób kulturalny i nie
                                  schodzą poniżej pewnego poziomu. Dlatego tak cenię to miejsce i
                                  ludzi, którzy tu piszą. Nikt do tej pory nie sięgał ani po "ty
                                  pedale", ani po "ty katolu"... A w tej dyskusji było już bardzo
                                  blisko.
                                  • bi_chetny Re: czytam i czytam 12.12.08, 12:24
                                    bo jakoś zawsze katolikom wolno wypominać innym małość, ale w drugą stronę wara.
                                  • glamourous Re: czytam i czytam 12.12.08, 13:18
                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                    > Nie zauważyłam wywyższania się. Zauważyłam stonowane wyrażanie
                                    > swojego zdania, z którym nie do końca się zresztą zgadzam.

                                    No to prosze bardzo, oto fragment powyzszego postu autorstwa Kachny :

                                    >Natomiast jeśli chodzi o pozostałę prawdy objawione, które tu
                                    >przedstawiłaś powiem tylko, że rzeczywiście są ludzie którzy
                                    >są "czescia fauny na tej planecie" i tym tłumaczą własną małość i
                                    >są tacy, którzy chcą czegoś wiecej.

                                    Ja rowniez do tej pory czytalam posty Kachny z przyjemnoscia,
                                    przywracala mi ona wiare w to, ze zagorzaly katolik moze byc fajnym,
                                    milym w odbiorze i taktownym dyskutantem. Niestety, okazalo sie ze
                                    nawet ona nie potrafi uniknac dzielenia ludzi na "malych" (czyli
                                    tych nie odnajdujacych sie w katolickim swiatopogladzie) oraz tych
                                    lepszych "ktorzy chca czegos wiecej" (do ktorych zalicza oczywiscie
                                    siebie) jak rowniez typowej dla zagorzalych katolikow manii
                                    przesladowczej przejawiajacej sie w upatrywaniu ataku i obrazy
                                    majestatu w zupelnie niewinnych sformulowaniach.
                                    • krzysztof-lis Re: czytam i czytam 12.12.08, 13:25
                                      > Ja rowniez do tej pory czytalam posty Kachny z przyjemnoscia,
                                      > przywracala mi ona wiare w to, ze zagorzaly katolik moze byc fajnym,
                                      > milym w odbiorze i taktownym dyskutantem.

                                      Powiem Ci, że mam _co_do_joty_ identyczne odczucia.
                  • songo3000 No to pięknie się 'odsłoniłaś' 11.12.08, 14:05
                    JA jestem tą lepszą, bo ja kroczę idealną, świetlistą i prawdziwie ludzką ścierzką.
                    Inni, którzy po niej nie stąpają są "małostkowi", "bylejacy", "nieciekawi" i w ogóle zezwierzęceni.

                    Wiedziałem, że się doczekam na taki przejaw wyższości z Twojej strony. Nie muszę nawet pisać jakie wspólnoty ludzkie ona charakteryzuje.
                    • kachna79 Re: No to pięknie się 'odsłoniłaś' 11.12.08, 14:10
                      Sprawa jest o wiele prostsza: ja kroczę tą ścieżką, bo sobie ją
                      wybrałam, a bycie idealistką traktuję jako swoją zaletę (choć czasem
                      utrudnia życie), której wartość nie zależy od postawy innych.
                      A co do reszty - zlituj się:)
                      • songo3000 Re: No to pięknie się 'odsłoniłaś' 11.12.08, 14:23
                        A krocz sobie gdzie tylko chcesz, nic mi do tego. Niemniej jednak tylko w tym wątku padło kilka inwektyw pod adresem 'tych innych', którzy inaczej patrzą na świat. To są Twoje słowa, które z jakąkolwiek tolerancją nie mają nic wspólnego, więc się nie zlituję.
                    • glamourous Re: No to pięknie się 'odsłoniłaś' 11.12.08, 14:37
                      songo3000 napisał:

                      > Inni, którzy po niej nie stąpają
                      są "małostkowi", "bylejacy", "nieciekawi" i w
                      > ogóle zezwierzęceni.
                      >

                      ...oraz i PERFIDNI ;-)))
              • errare_humanum_est Re: wydumany problem 11.12.08, 15:08
                kachna79 napisała:

                > jeśli jej atrakcyjność dla męża
                > wiązała się tylko z wagą 55 kg to gość jest po prostu niedojrzały.

                Dlaczego tak uważasz? Przecież skłonność do kobiet posiadających określoną
                budowę ciała jest tak samo niezależna jak np. skłonność do brunetek lub do
                kobiet ostrzyżonych na chłopczycę. Coś człowieka kręci, coś nie i to nie podlega
                dyskusji: to jest coś całkowicie subiektywnego i nie poddającego się ogólnemu
                osądowi.
                Jeżeli faceta kręci szczupła sylwetka, a taką niewątpliwie jego żona miała, to
                jestem w stanie uwierzyć że dodatkowe 20kg żony sporo ujęło jego pociągowi do
                niej. I nie mają tu nic do rzeczy naturalne zmiany, jakie w nas z wiekiem
                zachodzą. 20kg w dwa lata na pewno do takich zmian trudno zaliczyć.
                • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 15:13
                  > Dlaczego tak uważasz?

                  Bo jest oświeconą katoliczką, która cechy ludzkiej natury uważa za
                  niedoskonałości, które trzeba eliminować.
                • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 15:15
                  Czyli jest możliwe, że dla mężczyzny ważny jest tylko jeden walor
                  żony i on determinuje pociąg seksualny? I wystarczy, że ten elemnt
                  zniknie i namiętność też zamiera?
                  Dla mnie to zaskakujące, bo ta kobieta obiektywnie nie jest otyła
                  (oczywiscie wnioskuję to tylko z BMI).

                  > 20kg w dwa lata na pewno do takich zmian trudno zaliczyć.
                  To fakt.
                  • errare_humanum_est Re: wydumany problem 11.12.08, 15:30
                    kachna79 napisała:

                    > Czyli jest możliwe, że dla mężczyzny ważny jest tylko jeden walor
                    > żony i on determinuje pociąg seksualny? I wystarczy, że ten elemnt
                    > zniknie i namiętność też zamiera?

                    Może nie "tylko jeden", ale pewne cechy znaczą więcej niż inne. Dla jednego
                    będzie to biust, do wyboru - mały albo duży, dla drugiego kształt nosa, dla
                    trzeciego, ja wiem, stosunek między talią i biodrami... Po prostu jedna lub
                    kilka cech fizycznych które sprawiają że za pewnym typem kobiet ogląda się na
                    ulicy i wzroku nie można oderwać, a innych w zasadzie się nie zauważa i zapomina
                    sekundę po zobaczeniu.
                    Jeżeli facet ma hopla na punkcie szczupłych kobiet to zmiana sylwetki żony mogła
                    wpłynąć na jego libido w sposób mocniejszy niż postronnym by się wydawało.

                    > Dla mnie to zaskakujące, bo ta kobieta obiektywnie nie jest otyła
                    > (oczywiscie wnioskuję to tylko z BMI).

                    No tak, ale jak pisałem, kwestia kręcenia czymś lub kogoś jest kwestią
                    subiektywną i fakt prawidłowego lub nieprawidłowego BMI nie ma tutaj kompletnie
                    żadnego znaczenia. Liczy się tylko fakt posiadania figury (cechy) która kręci.
                  • avide Re: wydumany problem 12.12.08, 15:04
                    kachna79 napisała:
                    > Czyli jest możliwe, że dla mężczyzny ważny jest tylko jeden walor
                    > żony i on determinuje pociąg seksualny? I wystarczy, że ten elemnt
                    > zniknie i namiętność też zamiera?
                    > Dla mnie to zaskakujące, bo ta kobieta obiektywnie nie jest otyła
                    > (oczywiscie wnioskuję to tylko z BMI).


                    Dokładnie tak może się zdarzyć Kochna. Dlatego tak ważne jest określanie swojego
                    seksualnego fetyszu w człowieku. Jak kogoś kręci szczupła sylwetka, to niestety
                    utrata tej sylwetki może oznacza utratę atrakcyjności. Faceci jak klasyczni
                    wzrokowcy są szczególnie na to narażeni czy nam się to podoba czy nie.
                    I wcale nie świadczy to o niedojrzałości czy whatever zwał.

                    Kachna, zapamiętaj sobie jedno bo Ty bardzo często to mylisz.
                    Nasze poglądy i to chcemy, to co powinniśmy, szlachetne zachowania itp to jedno.
                    Biologia i jej prawa to zupełnie inna sprawa.
                    Pamiętaj ! Mózgiem z biologią nie wygrasz. !
                    • kachna79 Re: wydumany problem 12.12.08, 15:11
                      > Biologia i jej prawa to zupełnie inna sprawa.
                      > Pamiętaj ! Mózgiem z biologią nie wygrasz. !

                      Avide, ale przecież ja nie jestem jedyną osobą, która uważa, że
                      główny narząd seksualny to mózg:) Ta teoria jest mi bliższa niż inne
                      i tyle. Na codzień "wygrywam z biologią" właśnie dzięki pracy mózgu
                      (albo i zwieraczy - ale tu już trywializuję do granic:).
                      A co do tego czy się mylę: tej sprawy nie rozpatruje się w systemie
                      prawda - fałsz, bo w zależności od człowieka i związku relacje
                      układają się tak, a nie inaczej.
                      I zauważ: ja nie nazywam niedojrzałym człowieka, którego kręci
                      szczupła sylwetka. Dla mnie niedojrzałe jest wiązanie się z osobą,
                      która w naszych oczach ma tylko tę zaletę.
                  • aandzia43 Re: wydumany problem 12.12.08, 16:07
                    kachna79 napisała:

                    > Czyli jest możliwe, że dla mężczyzny ważny jest tylko jeden walor
                    > żony i on determinuje pociąg seksualny? I wystarczy, że ten elemnt
                    > zniknie i namiętność też zamiera?

                    Tak, jak ci już napisano, jeden walor może być warunkiem niezbędnym do tego, by
                    pożądanie w ogóle można było z siebie wykrzesać. Niezależnie od tego, czy jest
                    się uduchowioną kobietą, czy zezwierzęciałym samcem;-)
                    Dla mnie takim warunkiem w kategorii cech fizycznych jest zapach. Mam jednego
                    chłopa od bez mała ćwierćwiecza. Chłop w tym czasie złapał nadwagę, brzuch,
                    posiwiał, wyłysiał, zmarszczył się, miewał krosty na twarzy. Pożądam go nadal.
                    Ale nie byłam w stanie odbyć z nim stosunku seksualnego, kiedy zaniedbał paszczę
                    i zwyczajnie śmierdział. Śmierdział oczywiście w moim mniemaniu i według wskazań
                    mojego czułego nosa. Niejedna by powiedziała: co sie babo czepiasz, zęby z
                    grubsza ma, a ja żadnego dziwnego zapachu nei czuję. Ale co mnie obchodzi czyjeś
                    powonienie i czyjeś gusty węchowe. Dla mnie śmierdziało i NIE POZADALAM GO! I
                    nic nie pomagało to, że jest to mój ukochany od stu pięćdziesięciu lat mąż.
                    Akceptowalny (przynajmniej) zapach, a zapach z gęby przede wszystkim, jest dla
                    mnie jednym z warunków niezbędnych do odbycia satysfakcjonującego stosunku z
                    mężczyzną. Żadna najbardziej uduchowiona miłość nie pomogła i nie pomoże mi
                    przekroczyć tej granicy.

                    Podejrzewam, że każdy z nas ma taki jeden, lub więcej fetyszy seksualnych.
                    Takich niezbędnych do zaistnienia pożądania warunków. Przy pomocy woli i uczuć
                    pewne rzeczy możemy oczywiście przeskoczyć. Są takie, z którymi jednak nie
                    wygramy. Dobrze jest się zastanowić, co jest takim fetyszem dla naszego
                    partnera. I dobrze się pilnować, by się w tej właśnie kwestii nie zapuścić.
          • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 11:23
            > Tyle, że trudno wymagać od kobiety żeby się głodziła.

            Trudno wymagać od kobiety, żeby wersja płatna była zgodna z wersją demo? Dlaczego?
            • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 11:30
              > > Tyle, że trudno wymagać od kobiety żeby się głodziła.
              >
              > Trudno wymagać od kobiety, żeby wersja płatna była zgodna z wersją
              demo? Dlacze
              > go?

              To problem, który ciągle powraca w Twoich wypowiedziach... Jedyne
              rozwiązanie - poszukaj kobiety, która nie będzie Twoją utrzymanką, a
              najlepiej niech Cię utrzymuje - wtedy Tobie pozostanie Ci już tylko
              dbać, by czas nie odcinął na Twoim ciele swojego piętna:)
              To już tak pół-żartem, bo temat jest już wielokrotnie maglowany...
              • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 11:34
                Zamiast się wykręcać, wyjaśnij mi wprost.

                Dlaczego nie można wymagać od kobiety, by płatna wersja (żona 2 lata po ślubie)
                była zgodna z wersją bezpłatną (ta sama kobieta przed ślubem)?

                Czy skoro można dopuścić, by kobieta po ślubie się zapuściła, można dopuścić do
                tego, by zapuścił się facet?
                • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 11:44
                  Mówiąc wprost: dla mnie hasło "wersja bezpłatna i płatna" to coś co
                  wzbudza we mnie protest z założenia: nie byłam na utrzymaniu męża
                  przed ślubem i nadal jestem samodzielna. Postawa typu "łożę na
                  Ciebie więc się nie zmieniaj" jest poniżajaca.

                  > Czy skoro można dopuścić, by kobieta po ślubie się zapuściła,
                  można dopuścić do
                  > tego, by zapuścił się facet?
                  Nigdzie nie twierdziłam, że kobieta może się zapuścić, a facet nie.
                  Po prostu nie sądzę, by ktoś celowo utył, wyłysiał czy się
                  pomarszczył.
                  Wygląd zewnętrzny nie jest dla mnie na tyle istotny, by jego zmiany
                  mogły zdyskwalifikować mojego męża. Uważam, że gdybym mogła odrzucić
                  męża, bo "zbrzydł" byłabym pustą i niedojrzałą osobą.
                  • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 11:49
                    Tu nie chodzi o to, czy płatna, czy bezpłatna. Tu nie chodzi o utrzymywanie
                    kogokolwiek...

                    Tu chodzi o rozbieżność między wersją przed ślubem, kiedy kobiecie może zależeć
                    na "złapaniu" męża a wersją po ślubie, gdy "już go ma" i nie musi się starać. I
                    działa to, rzecz jasna, w obie strony.

                    > Po prostu nie sądzę, by ktoś celowo utył, wyłysiał czy się
                    > pomarszczył.

                    A widzisz... czy zaniechanie dbania o swój wygląd fizyczny nie jest działaniem
                    celowym? Taka jest z tego co widać przyczyna przytycia znajomej Avide.

                    > Wygląd zewnętrzny nie jest dla mnie na tyle istotny, by jego zmiany
                    > mogły zdyskwalifikować mojego męża. Uważam, że gdybym mogła
                    > odrzucić męża, bo "zbrzydł" byłabym pustą i niedojrzałą osobą.

                    No i to wszystko tłumaczy. Szkoda tylko, że mężczyźni funkcjonują zupełnie
                    inaczej. Oczekiwanie, że mężczyźni tak znacznie różniący się od kobiet będą tak
                    samo jak one patrzeć na zmiany wyglądu fizycznego, jest co najmniej naiwne.

                    • avide Re: wydumany problem 11.12.08, 11:55
                      krzysztof-lis napisał:

                      > No i to wszystko tłumaczy. Szkoda tylko, że mężczyźni funkcjonują zupełnie
                      inaczej. Oczekiwanie, że mężczyźni tak znacznie różniący się od kobiet będą tak
                      samo jak one patrzeć na zmiany wyglądu fizycznego, jest co najmniej naiwne.

                      ________________

                      Zgadzam się w pełni. Dzieje się tak dlatego, że nam musi coś stanąć żeby do
                      czegoś doszło, dlatego potrzebujemy niejako z definicji mocniejszych doznań i
                      mamy to zakodowane w genach. W przypadku kobiet sprawa ma się zupełnie inaczej....
                      • mujer_bonita Re: wydumany problem 11.12.08, 12:24
                        avide napisał:
                        > Zgadzam się w pełni. Dzieje się tak dlatego, że nam musi coś
                        stanąć żeby do
                        > czegoś doszło, dlatego potrzebujemy niejako z definicji
                        mocniejszych doznań i
                        > mamy to zakodowane w genach. W przypadku kobiet sprawa ma się
                        zupełnie inaczej.
                        > ...

                        Taaaa... sytuacja jest zupełnie inna. Facetowi musi stanąć a kobieta
                        może użyć żelu :)
                        • songo3000 Re: wydumany problem 11.12.08, 14:12
                          No chyba przyznasz, że od biedy może ;) A fecetowi to co, ołówek do środka? :DDD
                    • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 11:59
                      > Tu chodzi o rozbieżność między wersją przed ślubem, kiedy kobiecie
                      może zależeć
                      > na "złapaniu" męża a wersją po ślubie, gdy "już go ma" i nie musi
                      się starać. I
                      > działa to, rzecz jasna, w obie strony.

                      No i tu pojawia się kolejna rozbieżność w naszej filozofii życiowej.
                      Ja jako kobieta nie jestem podgatunkiem, który nabiera pełnej
                      wartości po ślubie. Nie musiałam złapać męża. Teraz po ślubie też go
                      nie mam go w sensie "trafiony zatopiony". Nadal się staram, bo mi na
                      nim zależy.

                      > A widzisz... czy zaniechanie dbania o swój wygląd fizyczny nie
                      jest działaniem
                      > celowym? Taka jest z tego co widać przyczyna przytycia znajomej
                      Avide.

                      Avide wspomniał też, że kobieta nie czuje się najlepiej w swojej
                      skórze, że wstydzi się pokazać na siłowni. Zauważ, że jeśli
                      nadmiernie przytyła to przykre konsekwencje dotyczą jej
                      bezpośrednio. Dlatego sugestia, że utyła celowo (bo ma męża) jest
                      pozbawiona logiki.

                      > No i to wszystko tłumaczy. Szkoda tylko, że mężczyźni funkcjonują
                      zupełnie
                      > inaczej. Oczekiwanie, że mężczyźni tak znacznie różniący się od
                      kobiet będą tak
                      > samo jak one patrzeć na zmiany wyglądu fizycznego, jest co
                      najmniej naiwne.

                      Moją nadzieją jest to, że nie wszyscy mężczyźni tak funkcjonują:)
                      Znam wyjątki od podanej reguły
                      • krzysztof-lis Re: wydumany problem 11.12.08, 12:07
                        > No i tu pojawia się kolejna rozbieżność w naszej filozofii życiowej.

                        W jakiej naszej? Ja też nie uważam, by moja wartość wzrosła, gdy będę mieć męża.
                        I ja męża nie szukam. ;) Uważa tak za to wiele kobiet. Że i nie Ty, to się
                        bardzo chwali.

                        Wielu mężczyzn też pewnie uważa, że po ślubie mogą sobie odpuścić i przestać się
                        starać. Mnie to chyba jeszcze nie dopadło.

                        > Dlatego sugestia, że utyła celowo (bo ma męża) jest pozbawiona
                        > logiki.

                        Ale to nie ma znaczenia. Z punktu widzenia faceta, którego pociągają szczupłe
                        laski, nie ma znaczenia, czemu jego żona przytyła. Przytyła i kropka. Większe
                        znaczenie ma za to, że nie chce tego zmienić.

                        > Moją nadzieją jest to, że nie wszyscy mężczyźni tak funkcjonują:)
                        > Znam wyjątki od podanej reguły

                        Na pewno nie wszyscy, ale zdecydowana większość.
                        • kachna79 Re: wydumany problem 11.12.08, 12:29
                          > W jakiej naszej?
                          Nie wiem czy się rozumiemy: jestem przekonana, że podstawą
                          naszego "sporu" jest diametralnie inne podejście do życia, związku i
                          pewnie jeszcze wielu innych rzeczy:)
                      • errare_humanum_est Re: wydumany problem 11.12.08, 15:19
                        kachna79 napisała:


                        > Avide wspomniał też, że kobieta nie czuje się najlepiej w swojej
                        > skórze, że wstydzi się pokazać na siłowni. Zauważ, że jeśli
                        > nadmiernie przytyła to przykre konsekwencje dotyczą jej
                        > bezpośrednio. Dlatego sugestia, że utyła celowo (bo ma męża) jest
                        > pozbawiona logiki.

                        Tak, ale nie jest również zainteresowana poprawą tego stanu w sposób nie
                        zmuszający jej do obnoszenia się ze swoim problemem. Ćwiczenia w domu, dieta,
                        stacjonarny rowerek treningowy nie wymagają wielkiego zachodu od osoby która
                        CHCE. Osoba która nie CHCE znajdzie 150 powodów dla których nie warto zmieniać
                        nic w aktualnym, aczkolwiek niewygodnym stanie.
                        Ja mam wrażenie że to jest w ogóle jakiś zaklęty krąg: facet nie chce, bo żona
                        utyła, żona nie chudnie, bo nie ma motywacji, facet nie może jej dać motywacji
                        pożądaniem bo żona nie chudnie... Musieliby solidnie ze sobą pogadać, wyjaśnić
                        powody tej gonitwy i ustalić co i jak. I niewątpliwie, o ile na kobiecie
                        spoczywałoby zadanie schudnięcia, to na facecie spoczywałoby być może nawet
                        trudniejsze zadanie motywacji i podtrzymywania żony w tym zamiarze, również
                        poprzez łóżko... Może nawet lekko wbrew sobie, ale mając na uwadze potencjalny
                        zysk w postaci nieco szczuplejszej, a tym samym atrakcyjniejszej małżonki, myślę
                        że skórka warta wyprawki.
    • avide i tak płynnie zjechaliśmy płynnie z tamtu.... 11.12.08, 11:16
      Ech... i tak nie wiedzieć kiedy przeszliśmy do dyskusji nad tym czy ktoś ma pare kilo za dużo czy nie a mnie chodziło o coś zupełnie innego.

      Odpowiem na kilka postów powyżej hurtowo.

      Eudajmonika, Twój sarkazm jest wg mnie zupełnie nie na miejscu.
      Jakbyś jeszcze raz przeczytała ze zrozumieniem pierwszy post zauważyłabyś pewnie pierwsze i kluczowe zdanie. Zacytuję "Przychodzę po radę" co mam zrobić lub czego nie zrobić.
      Państwo Avide mają swoje problemy i sami sobie z nimi radzą. Państwo Avide nie potrzebują się realizować za pomocą wydumanej pomocy osobom trzecim. Widzę, że ludzie mają pewien problem, wiem, albo przynajmniej tak mi się wydaje, że wiem, co MOGLI by spróbować zrobić by spróbować rozwiązać go, a chęć EWENTUALNEGO !!!! pogadania z nimi wynika z czystej naturalne chęci ludzkiej niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Ja tak czasami mam, że ludziom pomagam. Może to dla Ciebie dziwne, trudno.

      Nas-daq.
      Myślę, że większość ludzi potrafi obiektywnie ocenić wygląd zdrowej sylwetki. Moje preferencje co do płci przeciwnej nie mają tutaj większego znaczenia. Piszesz, że jesteś osobą szczupłą, dlatego nie bardzo rozumiem czemu uważasz, że jak ktoś lubi również osoby szczupłe to zaraz muszą to być chudzielce. Uważasz się za chudzielca, czy za zgrabną szczupłą kobietę o zdrowej sylwetce ? Podejrzewam, że raczej to drugie. Myślę, że większość tęższych kobiet uznała by Cię za chudzielca. Także wiesz bardzo to pojęcie względne.


      Kachna
      Nie mam zamiaru wyliczać cudzego BMI. Mam to gdzieś. Myślę, że każdy potrafi ocenić czy inny człowiek, wygląd dobrze czy powinien o siebie zadbać. Tego się trzymajmy.

      Do wszystkich.
      Żeby uciąć temat mojego "skrzywionego" spojrzenia na temat sylwetki.
      Kilka razy padały pytania pod kierunkiem znajomej czy aby przypadkiem nie mamy się szykować na pępkowe za kilka miesięcy. Pytało o to kilka zupełnie niezależnych osób. Sam byłem świadkiem co najmniej dwa razy. Nawet nie wiecie jakie mieli miny, gdy się okazywało, że to jednak nie ciąża.
      • kachna79 Re: i tak płynnie zjechaliśmy płynnie z tamtu.... 11.12.08, 11:25
        > Kachna
        > Nie mam zamiaru wyliczać cudzego BMI. Mam to gdzieś. Myślę, że
        każdy potrafi oc
        > enić czy inny człowiek, wygląd dobrze czy powinien o siebie
        zadbać. Tego się tr
        > zymajmy.

        Wyliczenie BMI wykonałam pod Twoim wpływem (dyskusja z innego wątku)
        i miało ono na celu wykazanie, że nie mamy do czynienia z osobą
        chorobliwie otyłą. Osobiście dedukuję, że problem jest głębszy.
        Dlatego odpowiadając bezpośrednio na pytanie "czy porozmawiać ze
        znajomymi" odpowiadam: nie, bo moim zdaniem skupiłeś sie na tym co
        zewnętrzne i nie znasz faktycznego źródła problemu.
        Jeśli masz rację, a znajomi (szczególnie kobieta) są dojrzali, to
        Pani podejmie walkę z nadwagą i razem podziękują Ci za pomoc. Jeśli
        nie to wyjdziesz na powierzchownego przemądrzalca, z którym nie
        warto utrzymywać znajomości.
        Uff... teraz chyba jasno wyartykułowałam moją opinię.
        • avide Re: i tak płynnie zjechaliśmy płynnie z tamtu.... 11.12.08, 11:44
          kachna79 napisała:

          > Uff... teraz chyba jasno wyartykułowałam moją opinię.

          Jasno i wyraźnie.
          Kachna... no i nie można było tak od razu napisać ?
          ;-))))))))))))))
          • kachna79 Re: i tak płynnie zjechaliśmy płynnie z tamtu.... 11.12.08, 11:51
            > Kachna... no i nie można było tak od razu napisać ?
            > ;-))))))))))))))

            Tak czasem mam, że jak się spieszę to piszę skrótowo, a potem muszę
            rozwijać myśl:)
    • avide Dzięki za rady. 11.12.08, 11:42
      Przeczytałem wszystko, przemyślałem.
      Dziękuję za wasze rady i sugestie. Te zupełnie zdystansowane i obiektywne odnoszące się bezpośrednio do tematu, jak i te bardziej uszczypliwe też.

      Już wiem co zrobię.
      Generalnie mam zamiar trzymać się zasady że "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane". Dlatego na pewno nic na siłę. Wpitalać się w czyjeś życie nie będę. Jak to się mówi, nie moja piaskownica nie moje zabawki.

      Nie mniej jeżeli będzie okazja, pogadam sobie z kumplem. Przy czym... Wybadam jego rekcję, jeżeli w rozmowie w 4 oczy sam podejmie temat to DELIKATNIE zasugeruję mu różne warianty rozwiązań. Problem na pewno jest głębszy i nie ogranicza się do tych kilku kilogramów. Zasugeruję co JA bym zrobił a on niech sam sobie przemyśli bo przecież sytuację zna najlepiej.

      Na pewno nie powiem słowa jego żonie. Zgodzę się ze wszystkimi którzy o tym pisali. Kobieta z kobieta a facet z facetem dogadają się dużo łatwiej. Przynajmniej w tej kwestii.

      Poza tym, wyciągnę faceta w końcu na siłownię. Jego żona bardzo chciałaby by on trochę nabrał większej bo byłby postawniejszy. Przy okazji nie będę sam jeździł ;-))), we dwóch zawsze raźniej się ćwiczy (taki mój zdrowy egoizm ;D). Moja żona również postanowiła od nowego roku na jakiś fitnes się zapisać, więc jak będziemy w trójkę jeździć może w końcu da się namówić i żonę kumpla. Oczywiście wszystko pod pretekstem "zdrowego trybu życia" co nota bene jest prawdą.

      Kumpla podejrzewam niestety o niskolibidowość oraz niskoerotyczność. Dlatego tematu seksu nie będę poruszał. Chyba że sam zagada, ale wszyscy wiemy, że tacy ludzi raczej nie przepadają za rozmowami na takie tematy. Może jak wszyscy ruszą "dupska", jemu podskoczy poziom testosteronu, jej też poprawi się sylwetka przez co będzie atrakcyjniejsza i problem się niejako sam rozwiąże. Jeśli nie... trudno. Jeśli są niedopasowani w tym temacie pomóc może tylko zmiana partnerów. Tyle się nauczyłem na tym forum. Z wróbla orła się nie zrobi.

      Pozdrawiam
      Avide.
      • avide PS. 11.12.08, 11:51
        Tak trochę BTW, mówcie co chcecie ale temat masy ciała jest jednak dość czułym
        tematem dla każdego z nas. Taka moja mała obserwacja na podstawie tego co tu
        piszemy. Zawsze jak wypłynie taki temat, nawet przypadkiem, zaczyna się
        burzliwa, wielo-postowa dyskusja: za gruba, za chuda, dobrze/źle wyglądająca itd.
        ;-))).
      • krzysztof-lis Re: Dzięki za rady. 11.12.08, 11:54
        > Nie mniej jeżeli będzie okazja, pogadam sobie z kumplem. Przy czym...
        > Wybadam jego rekcję,

        Erekcję? ;>
        • avide Re: Dzięki za rady. 11.12.08, 11:59
          ;-)))) oj nie czepiaj się literówki ;-).

          "Reakcje" miało być. Jestem hetero i niczyjej "erekcji" badać nie mam potrzeby ;-).
          • songo3000 Re: Dzięki za rady. 11.12.08, 14:54
            Od razu, że homo. Tak po przyjacielsku byś badał ;)
        • glamourous Re: Dzięki za rady. 11.12.08, 12:03

          avide napisał:

          > > Wybadam jego rekcję

          krzysztof-lis napisał:
          > Erekcję? ;>


          lol ;-DDD
          To wyglada na typowo freudowski lapsus ;-)))
          • anula36 Re: Dzięki za rady. 11.12.08, 13:54
            lapsus,nie lapsus i tak oplulam monitor:)
      • kici10 Re: Dzięki za rady. 15.12.08, 10:31
        Wiesz co Avide, zaskoczył mnie cały wątek. Uważsz, że znalazłeś
        panaceum na problemy małżeńskie przyjaciół. Ty im pokażesz jak mają
        życ. A czy ktoś Cię o to poprosił? Jeśli chcesz stracic oboje
        przyjaciół, to to zrób. Z pewnością nikt Ci tego długo nie zapomni.
        Przyjaźń kieruje się trochę innymi zasadami niż związek. W przyjaźni
        nikt nie musi nikogo kręcic, a nawet jest to nie wskazane. Chcesz
        powiedziec, że jesteś w stanie przyjaźnic się tylko z ludźmi
        pięknymi i szczupłymi? Jeśli powiesz co sądzisz na temat wagi
        przyjaciółki, to tym samym dasz znac, że jest to dla Ciebie problem,
        że jej w jakimś tam zakresie nie akceptujesz. A ona wcale nie musi
        się Tobie podobac, byś mógł się z nią przyjaźnic. Chyba, że się
        mylę. Mówisz, że kobieta wstydzi sie swojego wygladu i nie chce
        nigdzie wychodzic. Ale to właśnie mąż i środowisko generują ten
        wstyd. Wpędzacie ją w błędne koło. Jeśli mówisz, że genetycznie jest
        uwarunkowana do raczej korpulentnej sylwetki, a przed ślubem
        drastycznie się odchudzała, to najprawdopodobniej dotnął ją efekt jo
        jo. Decyzję o odchudzaniu musi podjąc sama, a nie na polecenie tzw.
        przyjaciół.
        Nie rób tego Avide. Dla kobiety nie ma większej obelgi
        (współcześnie) niż powiedzenie jej, że jest za gruba. Nigdy Ci tego
        nie zapomni. Natomiast powiedzenie jej mężowi, że jego żona jest za
        gruba, spowoduje, że problem, który z tym ma jeszcze się
        zwielokrotni.
        Natomiast, co do dyskusji nad cudzym libido, to lepiej polecic komuś
        jakąś ciekawą literaturę na ten temat (niby przypadkiem)niż włazic z
        buciorami do cudzej sypialni. Zwłaszcza, gdy nikt Cię o to nie
        prosi. To bardzo delikatne sprawy i wymagają ogromnej kultury i
        delikatności. Tak na margimesie, znasz to powiedzenie o źdźble i
        belce w oku?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka