Dodaj do ulubionych

czekanie na cud

26.02.09, 15:45
Wiem, ze z moim problemem nie powinnam pisac na tym forum. Ale czytam was od
ponad roku i wiem, ze to forum tylko w malej czesci jest o braku seksu w
malzenstwie. Tak naprawde jest po prostu o zwiazkach, milosci, pozadaniu,
chemii miedzy partnerami. Jest o zlych i dobrych wyborach. Jest o dochodzeniu
do nich. Jest o probach zrozumienia siebie i tego drugiego czlowieka.
Bardzo pomagalo mi czytanie was w rozncyh momentach.

Chcialam napisac tu swoja historie, spytac was o zdanie, zaczelam nawet juz
pisac tego swojego posta. Ale po 2 akapicie sie poplakalam, a akapitow pewnie
jeszcze by sie zebralo ze 20.
Wiec to musi jeszcze poczekac.
Teraz chcialabym tylko spytac, czy zdarzylo wam sie zmienic zdanie co do
swoich uczuc. Na temat tego, czy kogos kochacie czy nie. Czy zdarzylo wam sie
odejsc i wrocic, stwierdzic, ze jednak czujecie wiecej niz wam sie wydawalo.
Czy zdarzylo wam sie pomylic.

Wiecie juz o czym jest ten temat - o tym czy cuda sa mozliwe.
Jestem tak zrozpaczona, ze szukam nadziei, tam gdzie nie powinnam jej szukac.
Ale nie mam pojecia jak mam zlagodzic ten bol, ktory czuje, jak znalezc sile,
by kolejnego dnia wrocic do pustego mieszkania, ktore jeszcze chwile temu bylo
nasze.
Z gory przepraszam za brak polskich liter.
Obserwuj wątek
    • loppe Re: czekanie na cud 26.02.09, 15:48
      Bardzo dobrze że choć tyle z siebie wyrzuciłać. Trzymaj się,
      szczęście jest możliwe.
    • bogusia_my dziewczyno droga 26.02.09, 16:00
      pisz, pisz ile tylko chcesz ; nie gromadź negatywnych emocji, bo pękniesz i
      obierze ci rozum, szukaj dla siebie pomocy i wsparcia
      ..
      tu są eksperci, którzy nie zostawią cię bez pomocy
      ...
      a swoja drogą puste mieszkanie to tylko ściany, walcz o siebie
    • puciatkowa Re: czekanie na cud 26.02.09, 16:08
      claudel6 napisała:

      > Teraz chcialabym tylko spytac, czy zdarzylo wam sie zmienic zdanie co do
      > swoich uczuc. Na temat tego, czy kogos kochacie czy nie. Czy zdarzylo wam sie
      > odejsc i wrocic, stwierdzic, ze jednak czujecie wiecej niz wam sie wydawalo.
      > Czy zdarzylo wam sie pomylic.

      Mojemu mezowi sie to przydarzylo.
      Wyprowadzil sie 6 lipca. Wczesniej bujal sie z decyzja 3 miesiace. Wprowadzil 5
      pazdziernika.
      Twierdzi, ze te 3 miesieczne okresy to przypadek. Niech mu bedzie ;)
      >

      > Wiecie juz o czym jest ten temat - o tym czy cuda sa mozliwe.
      > Jestem tak zrozpaczona, ze szukam nadziei, tam gdzie nie powinnam jej szukac.
      > Ale nie mam pojecia jak mam zlagodzic ten bol, ktory czuje, jak znalezc sile,
      > by kolejnego dnia wrocic do pustego mieszkania, ktore jeszcze chwile temu bylo
      nasze.

      Ja prawie kazdego samotnego wieczoru zasypiajac w pustym malzenskim lozku
      powtarzalam sobie jak mantre 'Jezeli kogos kochasz, daj mu wolnosc. Jesli do
      Ciebie wroci - bedzie twoj na zawsze. Jesli nie - nigdy twoim nie byl.'

      To byl bardzo trudny czas.
      Teraz jest miedzy nami lepiej niz kiedykolwiek wczesniej bylo.
      Ale bardzo duzo na to pracowalismy i wciaz pracujemy.

      Pozdrawiam Cie cieplo.
      • claudel6 Re: czekanie na cud 26.02.09, 16:29
        puciatkowa: mozesz powiedziec, co bylo przyczyna jego owczesnego odejscia? co
        sie stalo (jesli sie cos konkretnego stalo? lub co mowil?
        • puciatkowa Re: czekanie na cud 27.02.09, 19:40
          claudel6 napisała:

          > puciatkowa: mozesz powiedziec, co bylo przyczyna jego owczesnego odejscia? co
          > sie stalo (jesli sie cos konkretnego stalo? lub co mowil?

          To byla mieszanka kryzysu 40latka, utraty radosci zycia, problemu zaakceptowania
          zoninej zdrady z przed lat.
          Ale jesli powiesz 'Cherchez la femme' to tak, a jakze :)

          Jednym slowem - banal.
    • gomory Re: czekanie na cud 26.02.09, 16:24
      Ponoc wiara czyni cuda. Wystarczy wiec byc czlowiekiem prawdziwej
      wiary by zwiekszyc swoje szanse :).
      Ja jednak jestem przepelniony wszelakimi watpliwosciami i nie mam
      tak latwo. Wiec lansuje teorie, ze ludzie podobni do mnie jednak
      szczesciu troche dopomoc.
      Uczucia nie sa niezmienne, na wlasnej skorze doswiadczalem tej
      prawdy. Zreszta gdyby uczucia byly stale toby sie ludzie nie
      rozstawali ;).
    • juzia214 Re: czekanie na cud 26.02.09, 22:59
      owszem tego rodzaju cuda sa mozliwe ale dziewczyno nie czekaj biernie na ten cud.
      zamij sie sobą.wieczorem sobie placz ale w dzien rob wszystko co ci sprawia
      przyjemność.
      zapisz sie na aerobik,na taniec , na basen -cokolwiek.
      najlepiej żebys sie przy tym ruszała (endorfiny).jesli nauczysz się byc sama,
      byc moze przestaniesz czekac na ten cud i znajdziesz sobie kogoś
      nowego,wartościowszego,przystojniejszego.
      kobieta ktora sprawia wrażenie nie żalujacej tego ze facet odszedl zaczyna
      niepokoić-ja taki adonis zostawiłem ją, a ona nie płacze,nie umiera z
      tesknoty??????jak to???
      • claudel6 Re: czekanie na cud 26.02.09, 23:20
        tak, znam te rady. tylko ze ja pracuje, a nie siedze w domu, a wieczorami
        jestem juz w rozsypce.
        jak czlowiek wyje i zwija sie z bolu, to nie bardzo ma wtedy jak wziac sie za
        siebie, pójśc na aerobic, na basen, bo marzy tylko o tym, żeby pzrestać czuć.
        na to wszystko przyjdzie czas, ale ja muszę przezyc tu-i-teraz

        człowiek, który był cały czas obok, dzielił z tobą życie, troszczył się o ciebie
        i nagle go nie ma - i nagle nawet nie ma potrzeby się do mnie odezwać.
        chciałabym wiedzieć, co się dzieje w jego głowie. stąd to pytanie - czy takie
        zmiany są możliwe. czy stwierdzenie, ze się nie czuje tego, co się chce - jest
        nieodwracalne.
        nie wiem, potrzebuję jakiejś nadziei, żeby przetrwać każdy następny dzień :(
        choć wiem, że to może być droga donikąd..:((
        żeby nie sięgnąć po słuchawkę i nie zadzwonić, o czym marzę cały czas. nie wiem
        jak sobie pomóc
        • aandzia43 Re: czekanie na cud 27.02.09, 00:14
          Jak przertwać tu i teraz? "Unikaj otwartych okien". Reszty dokona
          czas.

          > żeby nie sięgnąć po słuchawkę i nie zadzwonić, o czym marzę cały
          czas. nie wiem
          > jak sobie pomóc

          A może sięgnąć i zadzwonić? Może to coś wyjaśni?

          Bardzo trzymam kciuki:-)
        • avide Re: czekanie na cud 27.02.09, 07:23
          Dla mnie rzucenie się w wir zajęć to jedyna metoda. Jeżeli nie msz dziecka, to
          po pracy szedłbym na fitnes, a później na kurs tańca. Innego dnia zaczął uczyć
          się języka obcego OD ZARAZ, i hodził na imprezy ze znajomymi tak często jak się
          da. I choć tam w środu boli jak cholera to poznawałbym ludzi ile się da.
          Poznawał, poznawał i poznawał. Im mniej czasu na myślenie tym lepiej. Będziesz
          padnięta ? To dobrze. W między czasie możesz nawiązać wiele ciekawych
          znajomości, nauczyć się ciekawych rzeczy a biegnący czas kawałek po kawałku
          wszystko naprawi. On tu jest jedynym lekarzem. Cała reszta środkami
          znieczulającymi.

          Powodzenia. Nie daj się depresji. !!! Szkoda życia na smucenie się.
          Tego kwiatu jest pół światu.... Pamiętaj !!!.
    • sarunia21 ja czekam na cud juz 2 lata 27.02.09, 01:48
      jestem troche w innej sytuacji niz ty ale zyje podobnie
      My mamy dziecko 2 letnie i nie wiem dlaczego ale własnie po jej
      urodzeniu wsyztsko sie zmieniło...a ja juz 2 lata czekam az wszysko
      wroci do normalnosci...i nie wraca.....

      Bylismy ze sobą tak związani ze nigdy bym sobie nie wyobrazała ze
      mozemy zyc tak jak teraz, kochał wspierał przywozil kwiaty nie mogl
      bezemnie zasnąc...ja bez niego tez, nie moglam sie skupic na
      zajeciach bo caly czas myslalam o nim...nie wyobrazalam sobie minuty
      bez niego i ze wzajemnoscią bylismy jednym...rozumielismy sie bez
      slow moglismy siedziec przytuleni i caly swiat przestawal
      istniec...i kiedy przyszla na swiat istotka ktora miala nas jeszcze
      bardziej polaczyc wszytsko sie zmienilo...
      nie moge nawet pisac...bo juz mam oczy lzami zalane...
      nie pojmuje tego do dzis....
      jestesmy sobie obcy zyjemy w jednym mieszkaniu ale obok siebie, nie
      umiem juz z nim rozmawiac, za duzo słow padło...nawet głupio mi sie
      do niego przytulic, nie ma go cale dnie...przychodzi pozno...nie
      mamy tematow, nic nas nie laczy, stal sie obcy, nie moj, zadna
      rozmowa nie pomogla a bylo ich wiele, coraz czesciej padaja slowa o
      wyprowadzce, chociaz nie wiem czy ona by mi zrobila roznice bo ja i
      tak wciaz jestem sama, spie u corki w pokoju bo nie moge sie polozyc
      kolo niego, nie ma juz tego co bylo, jest chlod zimno...nie ma
      uczuc, tyle epitetow na mnie padlo...brak szacunku.., przypomina
      sobie o mnie jak mu sie chce sexu, a pozniej drze ryja jak ja
      odmawiam..- i chyba dziwi sie czemu tak jest.nie rozmawiam juz z nim
      o nas, nie widze sensu bo wg niego to moja wina ale nie wiem
      dlaczego.nie wiem skad sie to wzielo ale jest fatalnie, codziennie
      rycze w poduche i czekam na cud, czekam az to sie skonczy az sie
      obudze....
      pewnie pomyslicie ze mnie zdradza...tez tak myslalam ale sprawdzilam
      to pod kazdym wzgledem i jestem przekonana na 99% ze tak nie jest
      Nie umiem odejsc, boje sie o corke ona jest z nim zzyta, nie chce
      jej pozbawiac ojca, ale wiem ze nasze relacje zle wplyna na nia...
      sama nie wiem czemu jeszcze wierze ze cos sie zmieni......
      nadzieja matka głupich...ale umiera ostatnia
      • prosta-kobieta56 Re: ja czekam na cud juz 2 lata 27.02.09, 09:35
        Zawsze sa dwie prawdy.Moze sluchasz nieuwaznie?moze za duzo skupiasz sie na sobie?
        • anula36 Re: ja czekam na cud juz 2 lata 27.02.09, 09:58
          rozumiem twojego eks bo sama nie czulam nigdy potrzeby kontatu z wlasnymi bylymi partnerami.Jesli naprawde chce sie odejsc lepiej sie nie kontaktowac i nie wzbudzac zludnych nadzieize jeszcze mi zalezy, ze jeszcze cos z tego bedzie.Moim zdaniem to bardziej humanitarne niz przewlekanie decyzji w nieskonczonosc.
          Jezeli nie jestes w stanie normalnie funkcjonowac polecam wizyte u psychiatry i wsparcie sie antydepresantami.
      • kachna79 Re: ja czekam na cud juz 2 lata 27.02.09, 09:43
        nie rozmawiam juz z nim
        > o nas, nie widze sensu bo wg niego to moja wina ale nie wiem
        > dlaczego.nie wiem skad sie to wzielo ale jest fatalnie, codziennie
        > rycze w poduche i czekam na cud, czekam az to sie skonczy az sie
        > obudze....

        czy tym przebudzeniem będzie rozstanie?

        > sama nie wiem czemu jeszcze wierze ze cos sie zmieni......
        > nadzieja matka głupich...ale umiera ostatnia

        Jeśli nic nie zrobisz to będzie tylko gorzej. Czy Ty nie za dużo
        harlekinów w życiu przeczytałaś? Miłość to nie ulotne uczucie to
        codzinność, o którą się dba. Twój mąż ucieka z zimnego domu - Ty w
        tym domu cierpisz. Jak można nie umieć wyciągnąć ręki do kogoś, kto
        przecież powinien być najważniejszy. Nie umiem zrozumieć Twojej
        postawy. Przestań użalać się nad sobą. Skup się na mężu - zobacz w
        nim wreszcie człowieka (bo nawet psa nie wolno ciągle odpychać i
        kopać), zrób cokolwiek!
      • juzia214 Re: ja czekam na cud juz 2 lata 27.02.09, 10:15
        Claude
        ups,nawet nie brałm pod uwagę opcji ,ze nie pracujesz.
        ale nie pracujesz chyba od 6.00 do 21.30?
        chodzi o to,zeby nie pozwolic sobie na podsycanie bolu.bo to ze boli
        jest absolutnie zrozumiale.ale jesli bedziesz ciągle i ciągle rozpamietywala i
        ciągle tworzyla nowe scenariusze co by było gdyby-bol nie minie nigdy.dlatego
        trzeba dac sobie jak najmniej czasu na ciagle podsycanie bolu.nie da sie go
        wyeliminować calkowicie- dlatego napisalam wieczorem placz-ale jeśli nie
        bedziesz miala czasu na CIĄGŁE rozmyslania-rana zablizni sie szybciej.
        a poza tym zyskasz swiadomosc ,ze nie jestes jedynie uzależniona od kogos
        drugiego ,zeby sie czuc utulona i zaopiekowana,bo w sytuacji kryzysowej sama
        sobą potrafisz się zaopiekować.
        twoja wartość wzrasta,twoje sampoczucie minimalnie ale sie poprawia a tym samym
        bol chcąc nie chcąc nieco ustepuje.
        a moze jakis szybki,krotki(albo i dluższy) wyjazd,chwilowa zmiana otoczenia
        ktora pomoże spojrzec na sprawę z dystansu?

        no chyba ,ze jestes typem samoudreczającej się histeryczki i wieczne tarzanie
        sie bolu istnienia odpowiada ci najbardziej.
        wtedy rzeczywiście najlepiej nie rob dla siebie nic,a bol bedzie trwal i trwal. ;)


        Sarunia
        przestań czekac zacznij działać.
        pewnie ze najfajniej by bylo gdyby w zwiazku byly wiecznie fajerwerki ale tak to
        bywa ,ze czasem jest letnio a czasem gorąco.ale samo z siebie sie na pewno nie
        naprawi.bycie bezwolna księżniczka tez jest przyjemne ale takie bezwolne
        czekanie az książe cie zdobedzie,na dluższa mete jest dla księcia męczace i
        nudzi.dlatego raz ty sie daj pouwodzic a raz uwiedż męża ty.
        • claudel6 Re: ja czekam na cud juz 2 lata 27.02.09, 11:23
          Juzia – wiem, ze osobom, ktore tego nie przechodza lub maja inna konstrukcje
          trudno sobie wyobrazic, ze mozna cierpiec nie z wyboru, nie dlatego, ze sie jest
          „typem samoudreczającej się histeryczki i wieczne tarzanie sie bolu istnienia
          odpowiada ci najbardziej”.

          Ale ja nie napisalam tutaj, zeby dostac expresowe i niezawodne porady – jak
          wyjsc z tego stanu. Z Twoich porad nie skorzystam, bo nie bede teraz popelniac
          na sobie zadnego gwaltu, tylko dlatego, ze jakas osoba uwaza, ze to jest
          najlepsza recepta dla wszystkich. Pozwole sobie w tej chwili kierowac sie tym,
          co sama uwazam dla siebie za najlepsze.
          Nie chce porad jak sie wyleczyc – jak andzia napisala najlepszym lekarzem jest
          czas – i tego sie nie da przyspieszyc, bo bol trzeba przejsc i trzeba przejsc po
          zwiazku zalobe.
          Zadalam konkretne pytanie i to jest ta rzecz, ktorej chcialabym sie dowiedziec
          od osob, ktorym sie to zdarzylo.
          • juzia214 Re: ja czekam na cud juz 2 lata 27.02.09, 12:50
            Caludiel6
            nie oczekuję bys padla mi do stop i z placzem dziekując za poradę wyznała ,ze
            teraz oto -oczywiscie dzięki moim poradom-wiesz juz jak okiełznac bol i Twoje
            zycie od razu nabralo blasku.
            w pierwszym poscie napisałaś :
            >>Ale nie mam pojecia jak mam zlagodzic ten bol, ktory czuje, jak znalezc sile,
            by kolejnego dnia wrocic do pustego mieszkania, ktore jeszcze chwile temu bylo
            nasze. <<
            odnioslam się rowniez do tej Twojej wypowiedzi, bo mi jak bylam w takiej
            sytuacji wlasnie to o czym napisalam powyżej pomogło.
            a dzis patrzac na to z dystansu widze ,ze najpierw bez sensu zmarnowalam mnostwo
            czasu,bo zamiast pozwolic sobie stanąć na nogi sama sobie je podcinalam.
    • glamourous Re: czekanie na cud 27.02.09, 13:19
      Claudel, wspolczuje, ale uwazam, ze takie obsesyjne uczepienie sie
      nadziei na powrot faceta, ktory sam sie z wlasnej woli "odczepil"
      zwyczajnie nie ma sensu. Zamiast zyc przeszloscia, wspomnieniami,
      podsycaniem w sobie uczuc i tesknot moze po prostu otworz sie na
      nowe mozliwosci i na nowe zyciowe perepektywy.
      Powiem tak - tylko jeden raz w zyciu zdarzylo mi sie byc kopnieta w
      dupe przez kilkuletniego partnera. Czekalam na cud moze ze 2
      tygodnie, a potem przystapilam do ukladania sobie zycia na nowo.
      Zeby przestac o nim obsesyjnie myslec, zastosowalam sobie "terapie
      obrzydzajaca" ;-) tzn zamiast kultywowac pozytywne uczucia do tego
      faceta, postanowilam myslec o nim w samych negatywach. Zrobilam
      sobie bardzo szczegolowa liste wszystkich jego wad, codziennie
      powtarzalam je jak mantre, wizualizujac sobie to i owo ;-)I pomoglo.
      Po jakichs 2 tygodniach udalo mi sie widocznie przekabacic synapsy w
      mozgu, bo facet przestal mi sie kojarzyc z pozytywami i z
      przyjemnoscia. Narkotyczne substancje milosne stracily swoja moc i
      moglam spokojnie przejsc do porzadku dziennego nad rozstaniem, do
      tego stopnia ze wrecz sie cieszylam ze juz z nim nie jestem.

      Zycie jest krotkie, mlodosc jeszcze krotsza. Nie ma sensu trwonic
      tych cennych chwil na wiernosc uczuciom do kogos, kto juz nas nie
      chce.
      • claudel6 Re: czekanie na cud 27.02.09, 16:03
        glamorous: Ja juz taka mloda nie jestem i mialam naprawde nadzieje, ze to bedzie
        moj ostatni zwiazek. Bardzo tego chcialam wlasnie ze wzgledu na to, jaki byl ten
        facet, ze wzgledu na katalog jego cech i – pewnie to dziwne tego, jak mnie
        traktowal, pomimo takich problemow z okresleniem swoich uczuc do mnie.
        Paradoksalnie czulam sie kochana – w gestach, zachowanich – przez faceta, ktory
        mnie nie kochal.
        Dlatego trik z lista wad nie wyjdzie, bo ja tych wad nie znajduje, przynajmniej
        istotnych dla mnie.
        Nie chce sie tez uczepiac nadziei, ktorej nie ma – zadalam to pytanie nie bez
        powodu. On po prostu powiedzial na odchodne cos, co nie zamknelo tematu i teraz
        nie potrafie niestety przestac myslec o tym, czy to bylo tylko na potrzeby
        chwili – zebym nie oszalala, czy on w to naprawde wierzyl i dopuszcza taka
        mozliwosc. Stad moje zastanawianie – czy to w ogole jest mozliwe, czy sie zdarza.
        Latwiej byloby mi probowac zamykac ten rozdzial, gdybym znala jego odpowiedz na
        to pytanie – czy to co mowil bylo szczere czy tylko bylo proba sprzedania mi
        lagodniejszej wersji, zebym to wszystko lepiej zniosla.

        • anula36 Re: czekanie na cud 27.02.09, 16:13
          czy to co mowil bylo szczere czy tylko bylo proba sprzedania mi
          lagodniejszej wersji, zebym to wszystko lepiej zniosla.
          Obstawiam wersje nr 2- ludzie ktorzy odchodza i tak czuja sie winni - pewnie nie chcial cie dobijac i poprawic sobie humor.
          Gdyby naprawde chcial z toba byc to by sie nie zwinal-proste.
    • zakletawmarmur Re: czekanie na cud 27.02.09, 17:21
      Kilka lat nie byłam w takiej sytuacji... Raz czy dwa dostałam
      konkretnego kosza (nie byliśmy parą), bardzo często zrywaliliśmy (z
      kolejnymi facetami) "na dłużej" podczas kłótni, wiele razy, chciałam
      o kimś zapomnieć z różnych powodów...

      Wiesz co zawsze robiłam?

      1. Najpierw kilka dni się dołuje. Może dziwnie to zabrzmi ale od
      czasu do czasu lubię się tak "podelektować smutkiem". Na co dzień
      jestem dość radosną osobą, powiedziałabym nawet, że odczuwam
      permanentną euforie. Może dlatego dla równowagi lubię te chwile gdy
      mam doła:-) Kupuje butelkę wina, puszczam najbardziej dołującą
      muzykę świata, zamykam się w pokoju, czytam poezję, płaczę, leże w
      łóżku, piszę prostackie wiersze, których nikomu bym nie przeczytała,
      szkicuję, choć nie mam za grosz zdolności plastycznych:-)

      2. Gdy już troszeczkę się wypłaczę, jadę do rodzinnego miasta.
      Umawiam się z najbardziej szalonymi koleżankami "na chlanie i chyt".
      Spotykamy się, pijemy, obgadujemy facetów, wspominamy wspólne
      szaleństwa, ciągle się śmiejemy... Gdy już jesteśmy pod wpływem
      idziemy "na chyt". Zaczepiamy obcych gości, których po chwili
      spławiamy, tańczymy na stole, całujemy się każda z każdą, odbywamy
      najbardziej szczere rozmowy świata, olewając obecność obcych ludzi,
      nie zwracamy uwagi na zaczepki nawet najprzystojniejszych facetów...
      Kończy się to często z głową w kiblu (lub w roli asysty) i z taką
      myślą "kurcze, jestem znowu wolna, trudno ale będzie zajebiście".

      3. I faktycznie tak jest:-) Na samo wspomnienie mam uśmiech od ucha
      do ucha, co jakiś czas robimy "powtórkę z rozrywki". Pewnego dnia
      znowu spotykam jego... Tylko tym razem już jestem szczęśliwa i
      uśmiechnięta, a do niego dopiero zaczyna docierać, że nie jesteśmy
      już razem.
      Mam takie zdanie, że mężczyźni rozstania przechodzą z początku
      łagodniej ale trwa to dłużej. Czasami po dłuższym czasie są w stanie
      zatęsknić za tym co było, szczególnie gdy widzą, że my kobiety sobie
      z tym nieźle radzimy.
      Tak, często zdarzał mi się ten "cud", przeważnie gdy już myślałam,
      że minęło tyle czasu, że facet ma mnie gdzieś. On nagle znowu się
      pojawiał... Tylko czasami było już dla mnie za późno...
      • claudel6 Re: czekanie na cud 27.02.09, 18:40
        Mam takie zdanie, że mężczyźni rozstania przechodzą z początku
        > łagodniej ale trwa to dłużej. Czasami po dłuższym czasie są w stanie
        > zatęsknić za tym co było, szczególnie gdy widzą, że my kobiety sobie
        > z tym nieźle radzimy.

        trafiłas w sedno, mam podobne obserwacje.

        >Tylko czasami było już dla mnie za późno...

        i tego się tutaj też boję..
        • smutekwsercu Re: czekanie na cud 27.02.09, 21:18
          W grudniu spotkało mnie to samo, odszedł, chciał czasu dla siebie i
          nie dawał znaku życia. Po kilku tygodniach rozpaczy, gdy omal nie
          spaliłam domu w roztargnieniu, zadzwoniłam do niego, nie mogłam bez
          niego wytrzymać, powiedział że to koniec i nie wróci. Zaczęłam brać
          antydepresanty i już po kilku dniach poczułam sie nieco lepiej,
          zobojętniałam, staram sie o nim nie myśleć, chodzę wcześnie spać i
          po prostu żyję z dnia na dzień. Na aerobik czy basen też trzeba mieć
          siły, a ja tej siły nie mam, oprócz pracy do której muszę chodzic
          nie mam siły na nic. Czuję sie jak w żałobie, chcę ten czas
          przespać, sama sobie racjonalizuję, że życie jest jak fala, po
          dołkach znów są górki, teraz jestem na dnie, więc będzie już tylko
          lepiej. Byłam u psychologa, ale nic mi to nie dało. Dopiero leki
          pomogły. Tobie również polecam, warto sprobować. Trzymaj się
          cieplutko, wydaje mi sie że pamiętam Ttwój nick, pisałaś tu
          wcześniej, chociaż nie kojarzę dokładnie osoby.
        • zakletawmarmur Re: czekanie na cud 28.02.09, 13:41
          Zresztą zwróć uwagę na to co napisał Avide. Polecił Ci odsuwanie
          myśli na bok. Tak robi chyba większość facetów. Zamiast wypłakać
          się, pocierpieć, oni uciekają przed smutkiem. My kobiety reagujemy
          inaczej...
          Dopóki nie przetrawimy tych negatywnych emocji to one w nas
          pozostaną i mogą się uwolnić w nieoczekiwanym momencie np. gdy
          przypadkowo spotkamy, osobę przez którą cierpimy.
          Stąd to się bierze ta różnica...
    • tarantinka Re: czekanie na cud 27.02.09, 22:46
      z moim mężem tak było - miłość, której się nie zapomina, która
      ukształtowała mnie jako kobiete, po prostu mam w pamięci wszystko co
      dobre i przekonanie że to był wyjatkowy związek. Burzliwy, bardzo
      burzliwy - burze zaczeły się gdy chciałam miec dziecko. Rozbiliśmy
      się na tym moim pragnieniu. Ale wiesz wracał, pierwszy raz jak
      rozmawialismy staneło na tym że nie ma kompromisu w takiej sprawie
      jak dziecko bo trudno miec dziecko w srody a w czwartki nie. Pół
      roku wycięte z życiorysu, jak rozumiem ten ból, kiedy kogoś kochasz
      i masz poczucie że to własnie ten facet. No i wrócił, zgodził sie na
      dziecko, a ja naiwna myslałam że wszystko się ułoży. Nie wiem
      dlaczego odszedł twój facet, ale niektórych problemów nie da się
      rozwiazać miłością, a czasami miłość jest tak silna że daje ułude ze
      problemy rozwiąże. Wiem nie masz głowy do tego, ale uwierz nic nie
      dzieje sie bez powodu.
    • claudel6 Re: czekanie na cud 14.07.09, 13:32
      No i ten 'cud' sie niby zdarzyl, choc nie wiem, jak jest trwaly.
      4 miesiace i 8 dni.

      Chcialabym nie przezywac tego wszystkiego, co przezylam, ale teraz przynajmniej
      bede miala sile powiedziec nie i nie wejsc w uklad, w ktorym bilans jest
      wiecznie na minus dla mnie. Na razie obserwuje.
      • seseczka Re: czekanie na cud 14.07.09, 13:55
        trzymam kciuki :)
        • bi_chetny Re: czekanie na cud 14.07.09, 14:28
          ja zmieniłem zdanie na temat uczuć wobec mojej żony po czasie.
          ale co ja wiem o miłości :)
          • cyklista6 Re: czekanie na cud 14.07.09, 16:18
            Claudel - trzymamy za Was oboje kciuki, jeżeli przepracujecie to, co Wam się
            przydarzyło macie szansę na trwały związek.
            • claudel6 Re: czekanie na cud 14.07.09, 17:07
              dzieki..:) zobaczymy. Zeby nawiazac do tytulu forum napisze, ze wrocil m.in. ze
              wzgledu na jakosc sexu...
      • bi_chetny Re: czekanie na cud 14.07.09, 17:18
        to może teraz napiszesz więcej ?
        • claudel6 Re: czekanie na cud 14.07.09, 22:13
          nie wiem, jak mailabym to opisac, zeby nie naruszyc prywatnosci niektorych
          osob..no w kazdym razie sex sie okazal wazniejszy niz (mu) sie wydawalo :)
          • bi_chetny Re: czekanie na cud 15.07.09, 09:44
            to na maila gazetowego poproszę w takim razie :)
            • claudel6 Re: czekanie na cud 15.07.09, 12:05
              wyslalam :)
    • suazi1 Re: czekanie na cud 21.07.09, 23:29
      Oj, zdarzyło się, o zgrozo... Kiedyś, gdy byliśmy parą z 3-letnim
      stażem, mój obecny mąż powiedział: "ty chyba mnie nie kochasz...". A
      ja z pełną powagą: "nie kocham". W sumie do dziś nie mogę zrozumieć
      dlaczego to powiedziałam, bo w głowie coś krzyczało: "co ty za
      bzdety opowiadasz?!!! Przecież to nieprawda!!!". Chyba czasem trzeba
      zrobić coś tak głupiego, stracić chociaż na chwilę tą najbliższą
      osobę, żeby dotarło, jak silne jest w rzeczywistości nasze uczucie i
      jak droga ta osoba. Z miłością nie zawsze tak jest, że się wszystko
      z góry wie, wszystko jest jasne i proste... A cuda są możliwe, tylko
      że trzeba dać z siebie wszystko, żeby pokazać tej drugiej osobie,
      jak bardzo nam zależy. Łatwo nie jest, ale warto się postarać...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka