Dodaj do ulubionych

osłabiona

17.05.09, 19:51
brak seksu w zwiazku od co najmniej 2 miesiecy. zle w tym temacie
juz znacznie dluzej. nie mam ochoty inicjowac, starac sie,
rozbudzac. po czesci oczywiscie moja wina. ale ewentualne moje
starania w koncu pobudza partnera , natomiast on poleci standardem.
czyli szybko, bez namietnosci, wiekszego zaangazowania, bez tego
czegos. nie mam juz sily. tak zyc nie mozna. z drugiej strony wiem,
ze sama staje troche okoniem i nie biore sprawy w swoje rece. ta
sfera naszego zycia nie istnieje. nigdy nie bylo odjazdowo ale teraz
to jest mniej niz zero.
Obserwuj wątek
    • efi-efi Re: osłabiona 17.05.09, 20:02
      A jak długo jesteście razem?
      • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 20:12
        4 lata
    • efi-efi Re: osłabiona 17.05.09, 21:03
      Jesteście małżeństwem ,macie dzieci?
      Pytam bo to jest inna sytuacja niż wolny związek.
      • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 21:05
        wolny zwiazek
      • mujer_bonita Re: osłabiona 17.05.09, 21:37
        efi-efi napisała:
        > Pytam bo to jest inna sytuacja niż wolny związek.

        Nie ma czegoś takiego jak 'wolny związek' - to oksymoron. Związek może być nieformalny. Nieformalny nie oznacza niepoważny - sytuacja nie musi się tu różnić od małżeństwa.
    • efi-efi Re: osłabiona 17.05.09, 21:16
      To co Cię trzyma?
      Jeżeli Ty lubisz seks , a on zachowuje się jak udzielny książe, nie liczyłabym
      na zmianę bo ślubie, chyba, że na gorsze.
      • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 21:25
        wyjsc bo cos szwankuje? moze najpierw jakas proba naprawy?
      • e-megi Re: osłabiona 17.05.09, 21:29
        Efi - efi..myslę,że byłoby to zbyt proste rozwiązanie.Czasami dwoje
        ludzi po wielu latach mogą zapomniec trochę o tej swerze zycia więc
        robią już to mechanicznie bez wiekszego uczucia.Najważniejsze żeby
        rozbudzic znowu to uczucie.Oczywiście jesli jest to możliwe.
        Ja stawiam na rozmowę
    • e-megi Re: osłabiona 17.05.09, 21:24
      Ja proponuje szczerą rozmowę z partnerem.Niełatwo jest tak po prostu
      zakończyc wieloletni związek, ale warto na szczerą rozmowe która
      może wiele zdziałac.Może pomóc, a w najgorszym wypadku wyświetli ci
      jaśniej sytuację.
      • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 21:31
        a co jesli partner sie miga od takiej rozmowy lub "zwala" wieksza
        czesc odpowiedzialnosci na mnie, proponuje abym to ja zadzialala w
        tej sprawie, cos zrobila aby jemu sie chcialo?
        • e-megi Re: osłabiona 17.05.09, 21:37
          Może wprowadz pewne zmiany w wasze życie żeby podkecic temperature w
          waszym związku.Na przykład spomntaniczny wypad za tzw.miasto
          (gdziekolwiek lubicie przebywac), seksowna bielizna itp.
          • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 21:46
            zaden wyjazd nic nie zmieni, przerabialam to. zawsze znajdzie sie
            cos ciekawszego niz pojscie do lozka.
            nie wiem czy cokolwiek moze ta temperature podkrecic.
            odnosze wrazenie, ze co najwyzej moge sie postarac, aby jemu sie
            zachcialo, wowczas to zrobimy, ale gdzie w tym wszytskim jestem ja?
            nie jest szczytem moich marzen rozgrzewanie mezczyzny, ktory nie
            czuje podniecenia podczas pocalunkow, nie lubi mnie rozbierac itp.
            ktory nie reaguje na mnie fizycznieot tak. szybko dazy do finalu,
            nie piesci mojego ciala w calosci, jedynie zmierza prosto do celu.
            widzac mnie w bieliznie czy bez nie reaguje jakos zbytnio
            emocjonalnie.
        • mujer_bonita Re: osłabiona 17.05.09, 21:38
          zla_ko_bieta napisała:
          > a co jesli partner sie miga od takiej rozmowy lub "zwala" wieksza
          > czesc odpowiedzialnosci na mnie, proponuje abym to ja zadzialala w
          > tej sprawie, cos zrobila aby jemu sie chcialo?

          A co KONKRETNIE mówi?
          • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 21:40
            cytuje:"zrob cos, rozgrzej mnie";-)
            • mujer_bonita Re: osłabiona 17.05.09, 21:46
              zla_ko_bieta napisała:
              > cytuje:"zrob cos, rozgrzej mnie";-)

              W takim razie to wymówka - daj sobie spokój :)

              Napisałaś:
              'nigdy nie bylo odjazdowo ale teraz to jest mniej niz zero.'

              Prawdopodobnie Twój facet jest po prostu niskolibidowy. W początkowej fazie
              związku każdemu libido trochę skacze do góry u niego ta góra to było to 'nie
              odjazdowo'. Teraz wróciło do normy. Faceci generalnie inaczej odbierają swoją
              niskolibidowość - uważają właśnie, że to 'wina' kobiety (tak jak piszesz 'zrób
              coś, rozgrzej mnie' - bez konkretów). Raczej nie da się z tym nic zrobić.
              • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 21:52
                nie jest to pocieszajace...
                zastanawiam sie czy jest on typem zdobywcy, ktory musi miec co jakis
                czas nowa "ofiare", ktora i tak predzej czy pozniej sie znudzi czy
                chodzi tu wylacznie o mnie, ze najzwyczajniej na swiecie na niego
                nie dzialam?


                • killarney5 Re: osłabiona 17.05.09, 21:59
                  Przeczytaj jeszcze raz to, co powiedziała mujer_bonita, która ma według mnie
                  rację. On nie jest typem zdobywcy, bo taki mężczyzna na pewno nie zdobędzie zbyt
                  wielu kobiet, i nie chodzi tu także o ciebie: problemem jest ewidentnie za mały
                  procent mężczyzny w mężczyźnie :-)
                • mujer_bonita Re: osłabiona 17.05.09, 22:01
                  zla_ko_bieta napisała:
                  > nie jest to pocieszajace...
                  > zastanawiam sie czy jest on typem zdobywcy, ktory musi miec co jakis
                  > czas nowa "ofiare", ktora i tak predzej czy pozniej sie znudzi czy
                  > chodzi tu wylacznie o mnie, ze najzwyczajniej na swiecie na niego
                  > nie dzialam?

                  Jak typowa kobieta - szukasz winy w sobie ;)

                  Możliwe scenariusze są różne. Być może rzeczywiście na niego nie działasz ale w
                  tym przypadku odpowiedziałby Ci konkretem np. załóż jakąś seksowną bieliznę,
                  zrób striptiz, przefarbuj się na rudo etc. - czyli zrób coś co 'upodobni Cię do
                  mojego ideału'.

                  Może jest typem zdobywcy ale to łatwo sprawdzić - nie zajmuj się nim, wyjdź na
                  parę imprez bez niego ze znajomymi, poflirtuj z kolegą i obserwuj jak się zachowa.

                  Z Twojego opisu jednak wygląda to po prostu na zwykłą niskolibidowość a z tym
                  niestety chyba nic nie da się zrobić.
                  • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 22:06
                    tekst o seksownej bieliznie byl. tyle, ze mam dosyc robienia czegos
                    dla niego, bo potem i tak konczy sie akcja w stylu: "do celu" a nie
                    delektowaniem, napawaniem sie seksem. znudzilo mi sie takie
                    podejscie, jemu znudzil sie brak reakcji z mojej strony. kolko sie
                    zamyka.
                    generalnie mnie obarcza wina za taki stan rzeczy, mowiac ze go nie
                    rozgrzewam, ze nie jestem aktywna. a ja wiedzac co mnie czeka mam
                    dosyc:-(
                    • mujer_bonita Re: osłabiona 17.05.09, 22:20
                      zla_ko_bieta napisała:
                      > tekst o seksownej bieliznie byl. tyle, ze mam dosyc robienia czegos
                      > dla niego, bo potem i tak konczy sie akcja w stylu: "do celu" a nie
                      > delektowaniem, napawaniem sie seksem. znudzilo mi sie takie
                      > podejscie

                      Niskolibidowy i niskoerotyczny? Zawsze musisz inicjować zbliżenia, on tego nigdy
                      nie robi czy robi rzadko?
                      • zla_ko_bieta Re: osłabiona 17.05.09, 22:31
                        na poczatku znajomosci glownie on inicjowal, potem bylo roznie - raz
                        on raz ja, teraz czeka az ja go zachece, zanece, postaram sie,
                        generalnie czeka na moj ruch
                        slysze tez niby zartobliwe uwagi komentujace, ze mi sie ciagle lub
                        czesto chce...
                • rumpa Re: osłabiona 17.05.09, 22:01
                  A co za różnica?

                • efi-efi Re: osłabiona 17.05.09, 22:04
                  efi-efi napisała:
                  > Pytam bo to jest inna sytuacja niż wolny związek.

                  >Nie ma czegoś takiego jak 'wolny związek' - to oksymoron. Związek może być
                  nieformalny. Nieformalny nie oznacza niepoważny - sytuacja nie musi się tu
                  różnić od małżeństw

                  - to był skrót myślowy
                  Co innego można poradzić mężatce z dziećmi, co innego komuś kto tych dzieci nie
                  posiada, a i w rozwody nie musi się bawić.

                  Natomiast mylisz się co do tego, że nie ma wolnych związków :))

                  • mujer_bonita Re: osłabiona 17.05.09, 22:17
                    efi-efi napisała:
                    > Natomiast mylisz się co do tego, że nie ma wolnych związków :))

                    Oksymoron :) Związek z definicji łączy się ze zobowiązaniami i oddaniem części
                    wolności (mniejszej lub większej) drugiej osobie. Wolny związek jest więc jak
                    mięsożerny wegetarianin :)
                    • efi-efi Re: osłabiona 17.05.09, 22:36
                      mujer_bonita napisała:

                      > efi-efi napisała:
                      > > Natomiast mylisz się co do tego, że nie ma wolnych związków :))
                      >
                      > Oksymoron :) Związek z definicji łączy się ze zobowiązaniami i oddaniem części
                      > wolności (mniejszej lub większej) drugiej osobie. Wolny związek jest więc jak
                      > mięsożerny wegetarianin :)
                      >
                      -Halo, wyluzuj kobieto.
                      Albo żywy trup. I używa się i każdy wie o co chodzi.

                      Może być małżeństwo - nie trzeba tłumaczyć co to znaczy.
                      Możesz mieć konkubinat czy jak bardziej się komu podoba związek nieformalny, a
                      możesz mieć wolny związek, który wcale nie zmierza w kierunku małżeństwa, nie
                      nakłada ograniczeń na ludzi,równie dobrze dwie osoby mogą się umówić na totalną
                      swobodę.

                      • mujer_bonita Re: osłabiona 17.05.09, 23:01
                        efi-efi napisała:
                        > możesz mieć wolny związek, który wcale nie zmierza w kierunku małżeństwa, nie
                        > nakłada ograniczeń na ludzi,równie dobrze dwie osoby mogą się umówić na totalną
                        > swobodę.

                        Skoro 'wolny związek' to znaczy, że człowiek jest wolny? Czyli może robić co chce? Jeżeli tak to nie jest w związku, bo to co łączy go z drugą osobą nie różni się od tego, co łączy ją z innymi ludźmi. 'Totalna swoboda' jak piszesz, wyklucza związek.

                        Ale skoro upierasz się na brak logiki to proszę bardzo, może być i żywy trup :)
    • glamourous Re: osłabiona 18.05.09, 10:56
      zla_ko_bieta napisała:


      > tekst o seksownej bieliznie byl. tyle, ze mam dosyc robienia
      > czegos dla niego, bo potem i tak konczy sie akcja w stylu: "do
      > celu" a nie
      > delektowaniem, napawaniem sie seksem.

      Heh, napawanie sie seksem Ci sie marzy... Niestety
      najprawdopodobniej trafilas pod zly adres. Sadzac z opisu trafil Ci
      sie wyjatkowo niskoerotyczny facet - i nawet nie chodzi tu juz o
      jego niskie libido, tylko wlasnie o niskoerotycznosc. Przy czym po X
      latach STALEGO zwiazku niskoerotycznosc sprawia, ze nawet calkiem
      wysokolibidowy facet zaczyna tracic ochote na seks...wlasnie z
      powodu niskoerotycznosci czyli brak umiejetnosci "samonakrecania
      sie".
      A pelniejsza charakterystyka takiego "niskoerotycznego" wyglada tak :

      -seks traktowany jako spuszczenie z krzyza, a nie jak uczta dla
      zmyslow
      - brak opcji "seks na pulpicie" (zwlaszcza ze stala, dlugoletnia
      partnerka)
      - znikoma potrzeba gry wstepnej, szybkie dazenie do celu (jak to
      pisal kiedys Konefka - "alleluja i do przodu")
      - mala wrazliwosc na podniety estetyczne typu atrakcyjny wyglad
      dlugoletniej partnerki, seksowna bielizna, gladka skora, lsniace
      wlosy, takie rzeczy dla niskoerotycznego nie maja wiekszego
      znaczenia, on nie potrafi ich docenic, liczy sie tylko szybkie
      przejscie do sedna i wlasny orgazm
      - brak umiejetnosci podniecania sie szczegolami kobiecego ciala
      - brak potrzeby wsluchania sie w kobiete, mala wazliwosc na jej
      (nawet komunikowane) potrzeby
      - brak potrzeby eksperymentowania, ulepszania swojego seksualnego
      pozycia, tudziez problemy z komunikacja na tym polu.

      Coz, obawiam sie, ze trafil Ci sie wlasnie facet o takiej wlasnie
      malo wyszukanej, bardzo standardowej seksualnosci i problem polega
      na tym, ze Ty potrzebujesz czegos WIECEJ, a zwlaszcza w lepszej
      jakosci. Jestescie po prostu bardzo niedobrani pod wzgledem
      podejscia do seksu. I z autopsji powiem, ze takie dwa rozne bieguny
      nielatwo jest na dluzsza mete zgrac. To tak jakby chciec polaczyc w
      dlugi, satysfakcjonujacy zwiazek ekstremalnego introwertyka z
      rozgadanym ekstrawertykiem, chcac zmienic o 180° nature jednego czy
      drugiego. NIE DA SIE po prostu. Osobiscie w Twojej zyciowej
      konfiguracji (brak slubu, zobowiazan oraz dzieci) doradzalabym
      rozstanie. Bo i tak sie skonczy co najmniej na kochanku, tak jak ma
      to miejsce w moim, bardzo podobnym do Twojego (tyle ze z czestszym,
      lecz kompletnie nieciekawym seksem) przypadku.
      • bi_chetny Re: osłabiona 18.05.09, 14:32
        Zgodzę się z glam. Jako facet wysokoerotyczny potrafię sam nakręcać się w sposób
        niesamowity. Zachwycać każdym detalem...do tego stopnia, że wiele kobiet nie do
        końca mogło zrozumieć, że ja tak szczerze, o ich np. stopach, czy palcach, nosie...
        Liczy się nie spuszczenie z krzyża, ale zatracenie się w namiętności, gdzie nie
        ma barier, jest uczta dla zmysłów...
        • zla_ko_bieta Re: osłabiona 18.05.09, 21:47
          dziekuje za wszelkie wypowiedzi. nie sa moze zbyt pocieszajace, ale
          nie jestesmy tu po to, aby sie klepac po plecach;-( coz, ciezko jest
          mi dojrzec do decyzji o rozstaniu...rozum mowi jedno, a tak trudno
          to wykonac...
          • efi-efi Re: osłabiona 19.05.09, 23:07
            >'Totalna swoboda' jak piszesz, wyklucza związek.

            - jestem mężatką i mam totalną swobodę
            a małżeństwo to chyba jakiś związek, co nie?
            • mujer_bonita Re: osłabiona 19.05.09, 23:18
              efi-efi napisała:
              > - jestem mężatką i mam totalną swobodę
              > a małżeństwo to chyba jakiś związek, co nie?

              Totalnie swobodnie możesz sypiać z kim chcesz?
              • igge Re: osłabiona 20.05.09, 01:20
                no, nie wiem czy efi-efi mogłaby:), ale ja totalnie mogłabym z kim
                chcę...tylko, że nie chcę bo nie chcę i jak wyjątkowo rzadko, ale
                jednak miałabym na kogoś innego ochotę to i tak nie chcę, bo małż
                cierpiałby, nie chcę, żeby on cierpiał, więc generalnie totalnie
                mogę i totalnie nie chcę, ale to wynika z mojej decyzji, i przede
                wszystkim naszej miłości, a nie z braku możliwości, bo ktoś czegoś
                oczekuje. Albo, bo boimy się, że któreś z nas odejdzie.
                On też może, ale z kolei jak kocha to absolutnie nie wchodzi w grę
                żadna inna osoba w trakcie związku z ukochaną, dla niego to byłoby
                zaprzeczenie miłości, on nie umie kochać, pożądać więcej niż jednej
                osoby. Zresztą nigdy nie próbował bo, ożenił się ze swoją pierwszą
                wielką szkolną miłością. Wierzę, doświadczam totalnej swobody w
                związku, swobody, której jedynym ograniczeniem jest odpowiedzialność
                za kochanego człowieka
              • zakletawmarmur Re: osłabiona 20.05.09, 01:54

                Można popatrzeć na to też z drugiej strony:-)
                Wszyscy możemy sypiać z kim chcemy... Tylko, że znając opinie partnera "nie
                chcemy" tego robić. Nawet, jeśli są pewne plusy przemawiające za tym, żeby z
                kimś obcym się bzyknąć, minusy są większe.
                • efi-efi Re: osłabiona 20.05.09, 08:47
                  >>Wierzę, doświadczam totalnej swobody w
                  związku, swobody, której jedynym ograniczeniem jest odpowiedzialność
                  za kochanego człowieka

                  - właśnie, dokładnie tak !
                  • mujer_bonita Re: osłabiona 20.05.09, 08:59
                    efi-efi napisała:

                    > >>Wierzę, doświadczam totalnej swobody w
                    > związku, swobody, której jedynym ograniczeniem jest odpowiedzialność
                    > za kochanego człowieka
                    >
                    > - właśnie, dokładnie tak !

                    Efi - to powiedz proszę, skoro tak się upierasz przy istnieniu 'wolnych związków' czym według Ciebie różnią się one od Twojej 'totalnej swobody małżeńskiej'????


                    Btw. Nie wiem czy jesteś świadoma ale małżeństwo to instytucja prawna (zdefiniowana w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym) i prawnie nałożone są na Ciebie pewne obowiązki w stosunku do męża. To tak w kwestii tej 'pełnej swobody' ;)
                • mujer_bonita Re: osłabiona 20.05.09, 08:57
                  zakletawmarmur napisała:
                  > Tylko, że znając opinie partnera "nie
                  > chcemy" tego robić.

                  igge napisał:
                  > Wierzę, doświadczam totalnej swobody w
                  > związku, swobody, której jedynym ograniczeniem jest odpowiedzialność
                  > za kochanego człowieka

                  Totalna swoboda z 'JEDYNYM' ograniczeniem :) :) :) Prawie robi różnicę :)

                  Tylko, że właśnie to 'jedno' ograniczenie definiuje związek. Odpowiedzialność i
                  dobro drugiego człowieka jest ograniczeniem, które sami na siebie nakładamy. To
                  nie jest totalna swoboda :)

                  Wolny związek to oksymoron :)
                  • zakletawmarmur Re: osłabiona 20.05.09, 09:48
                    Mujer 100% wolności nie istniej. NIGDY. W końcu dojdziemy do determinizmu
                    całkowitego:-) Jeśli chcemy już to tak rozważać do nasze ruchy zawsze będą
                    zdeterminowane przez coś z zewnątrz. Wolna wola w takim sensie nie istnieje:-)
                    Czy powinniśmy więc słowo "wolność" skreślić ze słownika? Wszystko może być
                    przecież bardziej lub mniej wolne. Ja jestem bardziej wolna niż facet w
                    więzieniu, ale też nie mogę np. zabić człowieka (wyrzuty sumienia tak jak w
                    przypadku zdrady, lęk przed więzieniem) albo pilotować samolotu (bo nie mam
                    licencji). Oczywiście teoretycznie "mogę" to wszystko zrobić, nie robię bo nie
                    chcę.
                    Choć o lataniu marzę od zawsze, to przez zaporową cenę "nie mogę" (póki co)
                    kursu sobie zrobić:-)
                    Choć teoretycznie "mogę"... Mogłabym przestać kasę wydawać na inne rzeczy, mega
                    oszczędzać, wyjechać do USA (gdzie można część kursu odrobić pracując później
                    jako pilot) itp i za jakiś czas zrobić sobie zdobyć tą p*******ą licencje!
                    Dokonuje innego wyboru.

                    Wiesz ja wyznaję taką zasadę "chcieć znaczy móc", tylko nie zawsze naprawdę
                    chcemy to co mówimy, że chcemy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka