fajnyschatz
29.07.09, 20:51
Właśnie wróciłem z aktywnego fizycznie urlopu, na który wybrałem się z moim
serdecznym kumplem i jego małżonką, do której absolutnie nie czuję żadnej
serdeczności. Dokładne dane dotyczące wieku są nieważne, ale kumpel jest
krótko po 50'ce, a jego stara jest kilka lat młodsza.
Po dwóch tygodniach wspólnego urlopowania w pełni podtrzymuję to co napisałem
o "starych żonach - dopuście bożym". Gdy zobaczyłem z bliska jak wygląda życie
mego kumpla, to kolejny raz sobie uświadomiłem, że jednak moje pożycie
małżeńskie jest zupełnie akceptowalne.
No cóż, to kwestia wyboru, choć kryteria bywają kuriozalne i nieznane
zewnętrznemu obserwatorowi.
O ile kiedyś żona mego kumpla była nieatrakcyjna i młoda, to obecnie tylko ta
pierwsza cecha się nie zmieniła. Ale to nie wszystko. Doszły nowe cechy,
których nie było kiedyś. Wraz z wiekiem zwiększyły się jej potrzeby na bycie
obsługiwaną i traktowaną jako ktoś specjalny, nadzwyczajny. No i kumpel
wstawał pół godziny wcześniej, żeby spakować plecaki na dalszą wędrówkę,
ugotować herbatę i przygotować śniadanie. W czasie, gdy babsztyl szedł
załatwiać toaletę, kumpel mógł się zajmować składaniem namiotu. Dodatkowo
otrzymywał dziesiątki rozmaitych, drobnych zleceń, które skutecznie wypełniały
jego czas wolny. A to rozwieś mokre ręczniki, poszukaj ładowarki do mojego
telefonu, zadzwoń do dzieci, poszukaj mojej książki, idź nazbierać jagód itd. itp.
Dla mnie, rozpuszczonego przez atrakcyjną żonę lenia domowego było to nie do
zniesienia. Próbując jakoś wspomóc kumpla docinałem jego starej przy różnej
okazji nawet dosyć bezpośrednio (np. że może tym razem to ona by pozmywała, bo
chciałbym z Ziutkiem zaplanować wędrówkę na następny dzień) Do tego (trudne do
uwierzenia), ale ona zjadała dwa razy więcej od Ziutka, i wypijała trzy razy
tyle co on (nie mam tu na myśli wody).
Muszę też wspomnieć, że prawie oniemiałem, gdy z ich namiotu pewnej nocy
doszły mnie odgłosy ich współżycia seksualnego. Obrzydliwość. Jaką władzę ona
musi nad nim mieć, że biedak decyduje się jej dotykać, już nie mówiąc o
kopulowaniu ?
Moja żona zdecydowanie powstrzymała mnie przed dalszymi ingerencjami w tamten
związek, mówiąc, że to ich sprawa i być może tak im jest dobrze. No, po moim
kumplu tego nie widać, że jest mu dobrze, a po tym babsku owszem.
No i tak się sam siebie pytam, dlaczego on z nią jeszcze jest ? Dzieci
dorosłe. Robotę ma dobrą. Wielkiego majątku nie mają, więc nie ma strachu, że
go złupi przy rozwodzie. Dodatkowo jest już siwy jak gołąbek, nerwy
nadszarpnięte, totalnie niezadowolony z życia.
I tak doszedłem do wniosku, że to musi być przypadek analogiczny do tych żon
bitych przez mężów, które nie są w stanie odejść od męża.
Jest jakaś blokada w umyśle niektórych ludzi, że nie potrafią pierdzielnąć
pięścią w stół i zrobić porządek z otoczeniem, a jeśli nie mają dość siły, to
przynajmniej z samym sobą.
I tak sobie myślę, jaki ten świat niesprawiedliwy, że ja podły, wredny i
samolubny typ ma żonę, która zasługuję na więcej i tego nie dostaje, a tamten
kobieton, który dawno powinien być kopnięty w rozłożyste dupsko, daje się
obsługiwać przez mojego serdecznego kumpla. Jedno wiem na pewno: mam jeszcze
innego serdecznego kumpla, który jest obecnie w związku z o 15 lat młodszą
kobietą, i to właśnie z nim wybieram się zimą na narty. Być może w stosownym
czasie o tym napiszę, o ile jeszcze tu będę aktywny.