myszyna
02.08.09, 23:02
Spodobalam sie szefowi, szef rowniez mi sie spodobal, co oczywiscie skonczylo
sie w lozku...
i tak trwa od miesiaca, jak sie sobie podobamy.
ale, jak kazda rasowa kobieta zaczynam zadawac sobie pytania...
A czy szef mnie kocha?...
A czy sie ze mna ozeni?...
A czy wyrzuci mnie z pracy?...
A czy oklamac szefa, ze jestem z nim w ciazy?...
A czy zajsc z szefem w ciaze?...
No i nasuwa mi sie pytanie, dlaczego kobiety sa takie glupie?
Szef, nawet jesli nie kocha mnie po miesiacu znajomosci, to na pewno jest
zakochany.
Jeśli bede chciala, to szef sie ozeni.
Szef nie wyrzuci mnie z pracy, wlasnie sama zmieniam prace (nie lubie
romansowac z szefem, wiem to na pewno)
Nie oklamuje w sprawie ciazy
Nie zachodze w ciaze bez świadomosci i przypadkiem. i w ogóle CIAZA NIE.
Szef jest stanu wolnego, ja równiez. Ja przed czterdziestką, szef po
czterdziestce. Szef zakochany, ja (co najmniej) zauroczona. I dobrze sie
czujemy w swoim towarzystwie. Oboje po tak zwanych przejsciach.
Co mi odbija z tak idiotycznymi próbami oszustw, manipulacji i wymuszen (nawet
jesli ich nie realizuje?) Skąd sie biora takie impulsy?
Czy ktoś tak miał? Czy ktos cos wie na ten temat?
PS. Czy dla kogos romans z szefem skończyl sie dobrze?