Dodaj do ulubionych

moja dusza płacze

27.01.10, 23:31
Chciałabym się podzielić moimi odczuciami. Nie mam nikogo z kim mogę porozmawiać, wyrzucić swój żal (ten bezkresny kur... czy co? jak długo jeszcze będzie mnie przygniatać w dół?).

Niby ostatnio pisałam, że jest OK.
No bo fakt fatem jest, że inaczej zaczełam myśleć, zmienia się moja wizja poznawcza świata wewnętrzego jak i zewnętrznego. Coś puszcza.

Wydaje mi się że od dziecka przesiąknięta byłam paraliżującym lękiem, świat wydawał mi się stale zagrażający. Ludzie, zdarzenia, wszystko wokół musiałam trzymać na bezpieczną odległość, aby nie zbliżyło się to coś zanadto do mnie, bałam się. Trzymałam na dystans. Bałam w stałym pogotowiu, gotowa by uchuchamiać alarm kiedy tylko zaszła taka potrzeba. A taka była co krok. Bardzo wymęczające. Nie potrafię zaznać spokoju, nie potrafię się nie bać, czuje stałe zagrożenie. To tak męczy, że aby temu podołać nie potrafię, jak to się powszechnie łądnie mówi "być sobą". Ciągle muszę na coś uważać, obserwować, nasłuchiwać, być gotową do ucieczki. Poprawka ciągle uciekam.
Jako dziecko miewałam dziwne sny. Dziwne bo trwały parę lat, co noc. Noc w noc śniło mi się to samo. Że uciekam przed czymś, przed czymś ciężkim. W końcu czułam ten ciężar na swoim ciele, stapiał się we mnie powoli, ogarniał mnie. Stawałam się tym ciężarem. Stawałam się kamieniem. Miałam parę lat, ale pamiętam doskonale te noce. W miarę dorastania podobne "stany" miewałam na jawie. Zaczęłam się trochę w to zagłebiać, potrafiłam wprowadzać się w autohipnozę.

Obecnie czuję, że życie przeleciało obok mnie, gdyż ja kurczowo trzymałam się w sobie. Byłam spięta. Nawet na zewnątrz. Stałe szczękościski, przyjaciółka mówi, że byłam jakaś dziwna, taka wyobcowana, dziwnie się patrzyłam. Co więcej ja to wszystko odczuwałam, że jestem po prostu inna. Jakby zakmnięta w skorupie swojego umysłu nieodganionego. Niepoznanego.

Odczuwam te straty. Nie chodzi mi o to że czuję się bezwatrościowa. Przeciwnie - mam świadomość swojej wielkiej wartości, ale jest ona ukryta. Czuję ją wewnątrz siebie, ale coś nie pozwala mi się nią dzielić. Aby poczuć się w pełni Człowiekiem. Do tej pory czułam się cieniem siebie. To tak jakby nie móc stale powiedzieć czegoś, gdy masz to na końcu języka; to tak jakby nie móc zrobić czegoś a czujesz że posiadasz predyspozycje i zdolnośći - ale coś cię ciągle blokuje, dławi, dusi, paraliżuje strachem.

Obecnie - z czego się bardzo cieszę - zaczełam zdawać sobie sprawę, że tak a nie inaczej to wszystko wyglądało, mam wgląd w sposób swojego funkcjonowania, odbierania rzeczywistości. Ale..
ale jednak wiele lat przegapiłam, przegrałam, mam lat prawie 30 ( no 26smile ) i nic poza tym,
albo inaczej co mam czego nie
- mam ChAD (oraz jak sama sądzę zespół lęku uogólnionego, który trwa całe moje życie)
pozatym ogólnie zdrowie OK - to na plus
- nie mam męża, baa nawet faceta nie mam, a miłości brakuje mi najbardziej na świecie ( miłości w postaci ukochanego męźczyzny, który był ale się zbył.. sad
- mam przyjaciółkę, a nawet dwie , ale są daleko, więc suma sumarum czuję się osamotniona
- nie mam za wiele znajomych, ( jak powyżej + wydaje mi się żem nudna dla nich) więc znowu wychodzi na to że jestem samotna
- rodzina daleko = samotność
- ni dziecka ( i zapowiada się że kiepsko to będzie skoro łykam garściami tabsy) - choć wiem rozwiązanie się znajdzie - najbardziej brakuje mi ukochanego, z którym ponad dwa miesiące temu zaprzestaliśmy kontaktów
- nie mam pracy, choć obecnie nie czuję się jeszcze na siłach
- studiuję - nadal - choć powinnam już skończyć, ale lepiej późno niż poźniej ( tu się akurat pocieszam i wiem że nie jest tak źle) ALE
brakuje mi wiedzy, bo nie potrafię się skupiać na nauce - to mnie bardziej demotywuje do dalszego działania bo wszystko wtedy wydaje się bleee, koncentracja leży, pamięć jeszcze bardziej, uwaga daleko w lesie, myślenie jak po grudzie, itd, itp.
- brak sukcesów, a przyznam że dawniej byłam bardzo ambitna, i teraz też w głębi to odczuwam, tyle że ChAD zasłania większość mojej obecnej jedynie "egzystencji"
- przytyłam - to akurat najmniejszy problem, ale zrzucić kilogramy same się nie chcą smile
- brak zainteresowań, nie podejmuję się żadnych przedsięwzięć
- jedym słowem ogólnie kicha - deprecha jak nic - tyle że potrafię utrzymywać stale nadzieję przy sobie
- tylko czasem myśli samobójcze

Może tyle narazie moich wywodów.




Obserwuj wątek
    • skwr2 Re: moja dusza płacze 28.01.10, 07:51
      Czy Ty aby jesteś dobrze leczona?
      Lęki są dość oporne na terapię, ale można je opanować, choć czasami
      to trwa bardzo długo. Zgodzę się z Tobą, że zanurzona jesteś w
      depresji; skarżysz się problemy z koncentacją i myśleniem, a
      przecież dobrze radzisz sobie ze studiami. Być może depresyjne
      czarnowidztwo przesłoniło Ci realny obraz siebie i swojego życia?
      Być może dlatego nie widzisz żadnych szans na pozytywne zmiany, a
      one na pewno są. Niesie je sam czas, a tego masz przed sobą bardzo
      dużo.
      • 38takatam Re: moja dusza płacze 28.01.10, 09:52
        ives1983smile
        Chyba Cie nie pociesze.
        Mam bardzo podobnie.Bylam mala dziewczynka(7lat)kiedy wpadlam w rece
        pedofila.Dokladnie pamietam,ze przed tym zdarzeniem,mialam wielka
        siłe i wiare w siebie.Potem wszystko sie zmienilo.Roslina,ktora
        rosnac do słonka,prosto rozwijaja swoje listki i pąkówki,ja nie
        rosłam prosto...on powyginał mi łodyge...listki tez.
        Od tego czasu moje życie to pasmo nieszcześć.Od najmodsyzch lat
        depresja lekowa.Dawali mi wtedy relanium.Potem...za duzo by
        pisać.Jedna wielka tragedia.I słowa moich rodziców:sama sobie życie
        komplikujeszsadBoli...
        Od diagnozy zmeniło sie wiele i nic.Cały czas zbieram konsekwencje
        choroby.
        Moje myśli nadal wpadają w skrajności.Ale i tak jest
        lepiej.Leki.Terapia.Świadomość choroby.Chociaż nie pogodziłam się
        jeszcze z nią.Ale to ponoć proces.
        I najgorsze co mam w sobie-to cholerny bezsens mojego życia.Nie jest
        przewidywalne,nic nie ma "na zawsze".Deklaracje,słowa,zapewnienia,są
        palcem po wodzie pisane.A ja bym chciała tak mocno wierzyć i mieć
        pewność,pewność,że teraz już wiem jak żyć.A tak nie jest...
        • skwr2 Re: moja dusza płacze 28.01.10, 10:08
          38takatam napisała:

          > I najgorsze co mam w sobie-to cholerny bezsens mojego życia.
          Życie nie ma żadnego sensu ponad samo życie.

          > Nie jest
          > przewidywalne,nic nie ma "na
          zawsze".Deklaracje,słowa,zapewnienia,są
          > palcem po wodzie pisane.A ja bym chciała tak mocno wierzyć i mieć
          > pewność,pewność,że teraz już wiem jak żyć.A tak nie jest...
          Zmienność jest wpisana w życie. Za każdym razem na nowo sytuujemy
          się wobec tego, co nam niesie. Tak po prostu jest.
      • ives1983 Re: moja dusza płacze 28.01.10, 14:45
        skwr2 napisała:

        > Czy Ty aby jesteś dobrze leczona?

        Narazie jestem leczona w kierunku ChAD, ale dwie lekarki nie mają watpliwości.
        Poza tym ja sama wiem przez co przechodziłam, długie depresje, które trwają od jakiś 8 lat wstecz oczywiście z prerwami, (mogę je nawet nazwać dystymią, z tym że większe depresje też były) no i stany hipomanii, dwie psychozy podczas których "potrafiłam" porozumiewać się z wszystkimi ludzmi za pomocą myśli, byłam "oświecona". Więc co jak co ale na ChAD to mi wygląda.
        A lęki są osobną sprawą.
        Inny lekarz wystawił mi kiedyś diagnozę zespół depresyjno -lękowy, zapominając jakby o tych moich stanach z psychozy.
        • 38takatam Re: moja dusza płacze 28.01.10, 15:43
          skwr2napisala:

          Zmienność jest wpisana w życie. Za każdym razem na nowo sytuujemy
          się wobec tego, co nam niesie. Tak po prostu jest.


          Czy to oznacza,ze kochac i nienawidzic te samą osobe,to w CHAD-ie
          normalne?Czy to pod zaburzenia osobowościpodchodzi?Jak sobie z tym
          radzic?Jak chronić przed sobą swoich bliskich?Kto to zrozumie?Jestem
          tym wykączonasad

          Poddaje sie.I moja dusza dzis placze.Nie mam sił sie temu
          przeciwstawić...Nie mam sił być silna i brać sie w garść.Czuje sie
          jak stare próchno,które irytuje wszystkich wokół.

          Miałam dziś plany...Piękne plany...Czyt.chora myśli.Zrobić coś
          szalonego,nieobliczalnego.Kusi wilka do lasu.Napić
          się,zabawić.Zapomnieć o ciągłej presji.Zapomnieć o moich
          kłopotach.Zapomnieć tym,ze mi dzieci nie mogą wybaczyć,jaką byłam dla
          nich matką przez ostatnie 10 lat...Przestać irytować partnera.Nie
          myśleć o tym,ze nie mamy kasy,bo spłacamy moje maniacko-alkoholowe
          długi-kosztem całej rodziny.Właśnie dzwonili z banku i mnie straszyli
          wrrr!

          Przepraszam,że żyje,że przeżyłam.Czy mogę wysiąść na tym przystanku?
          Pliisss...
          • skwr2 Re: moja dusza płacze 28.01.10, 19:58
            38takatam napisała:

            > skwr2napisala:
            >
            > Zmienność jest wpisana w życie. Za każdym razem na nowo sytuujemy
            > się wobec tego, co nam niesie. Tak po prostu jest.
            >
            >
            > Czy to oznacza,ze kochac i nienawidzic te samą osobe,to w CHAD-ie
            > normalne?
            Niestety, to chadowa normalność. Poza nią istnieje większa; miłość
            może wygasnąć, przyjaźnie się kończą, pojawiają się nowe uczucia i
            doświadczenia. Zmieniamy się i coraz inni stajemy w obliczu przemian.

            > Zapomnieć tym,ze mi dzieci nie mogą wybaczyć,jaką byłam dla
            > nich matką przez ostatnie 10 lat...
            O to bądź spokojna. Rodzice mają ten przywilej, że są kochani za nic
            albo i pomimo.

            > Przepraszam,że żyje,że przeżyłam.Czy mogę wysiąść na tym
            przystanku?
            Absolutnie nie! Tyle złego zostało za Tobą, że wreszcie musi być
            lepiej. Dużo przeżyłaś, zrozumiałaś i zmieniłaś. Nie spiesz się z
            wysiadką, ona ma swój czas i na pewno Cię nie minie. To zresztą
            jedyna pewność, jaką niesie życie. Poczekaj, uciec zawsze zdążysz.
            Jeszcze nie teraz, masz sporo do zrobienia.smile

            • 38takatam Re: moja dusza płacze 29.01.10, 17:40
              Dziekujesmile
              • skwr2 Re: moja dusza płacze 30.01.10, 19:59
                smile))
    • chadodlat123 Re: Wsparcie rodziny - gdzie jest granica !!! 29.01.10, 18:02
      Dobrze,że piszesz o tym co czujesz, myślisz i w jakim jesteś stanie.
      To ważne by móc wyrażać swoje emocje. I choć to nie jest
      pocieszające, to niestety wielu, wielu, wielu ludzi to dotyczy.

      Ja ostatnio, mam taką teorię, że jeżeli sama się nie odnajdę w
      zyciu - to nikt mi nie pomoze,czyli znalazłam sobie dobrego
      terapeutę, codziennie staram się znaleźć w sobie coś dobrego/ładnego
      i powtarzam to sobie, by w koncu w to uwierzyć i nabrać siły. Nawet
      na scianie zaczęłam sobie wieszać złote mysli,dobre złote mylsi smile
      By miło zaczynać dzień, staram się nie zamykac na ludzi,
      rozmawiać,pisać i spotykać. Uczę się dbać o siebie - uczę się nowych
      pasji i staram się odnaleźć sens w zyciu....... i Tobie tez to
      polecam.
      Uwierz mi, że z CHAD da się żyć!!!
      Jesteś jeszcze bardzo młoda i napewno spotkasz jeszcze miłość
      swojego życia - ja swoją poznałam mając 30 lat smile)))
      Gdybyś chciała popisać, to ja tu jestem i trzymam kciuki za
      Ciebie !!!!
      • skwr2 Re: Wsparcie rodziny - gdzie jest granica !!! 30.01.10, 20:01
        chadodlat123 napisała:

        > Ja ostatnio, mam taką teorię, że jeżeli sama się nie odnajdę w
        > zyciu - to nikt mi nie pomoze
        Zgadzam się z Tobą w zupełności. Jednak każda pomoc jest dobra.smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka