Dodaj do ulubionych

Rodzice...

25.10.07, 13:24
Dzis zadzwoniłam do Rodziców...przeprosiłam z płaczem za wszystko.Za to ze
zawsze mieli ze mną kłopoty,wstyd przed ludźmi,nieprzespane noce.Przeprosiłam
za nieodpowiedzialność,chore związki i ucieczkę w alkohol.Mówiłam o
chorobie-nie tłumacząc sie nią,ale mówiąc ze była tez nie bez
znaczenia.Powiedziałam,ze dziś (po 7 miesiącach) przewartościowałam swoje
życie,ze juz nie chce udawać ze nie są mi potrzebni...Powiedziałam ze ich kocham.
A oni powiedzieli ze mnie kochają,ze wylali morze łez,ze sie cieszą.Ale jeśli
chodzi o chorobę to nie dociera(nic nie rozumieją).W każdym bądź razie ciesze
sie ze tak zrobiłam,a w przyszłym tygodniu ich odwiedzę(mam grypę)...A jak Wy
z Waszymi rodzicami? Zwłaszcza Ci starsi rodzice,czy umieją zrozumieć?Jak im
to wytłumaczyć?A może nic nie tłumaczyć?
Obserwuj wątek
    • poetkam Re: Rodzice... 25.10.07, 14:27
      Asiu, bardzo Cię podziwiam. Trzeba było nie lada odwagi, aby
      zadzwonić do rodziców z wyznaniem przeprosin i miłości. Ja nie
      potrafię powiedzieć rodzicom: kocham was....O, jakże jestem uboższa
      od Ciebie...Ja moim rodzicom słowa nie powiedziałam na temat moich
      objawów chorobowych, o diagnozie lekarskiej...
      Ojciec mojego męża nie rozumie chorego syna. Nie chce, może nie może
      zrozumieć. Zresztą jest już starszą osobą-76 lat, trudno od niego
      wymagać zbyt wiele.
    • miriam11 Re: Rodzice... 25.10.07, 17:25
      Moi są cudni.... rozumieją, tyle ile umieją, ile umie zrozumieć zdrowy człowiek.
      Bardzo mnie wspierają. Nigdy nie potępili, nigdy nie zdołowali. Zawsze mogę na
      nich liczyć. A raniłam wielokrotnie, zwłaszcza w depresji, bo ja w depresjach
      agresywna jestem - reaguję na próby pomocy jak ranne zwierzę - gryzę. Bardzo ich
      kocham, a w depresji zupełnie nie umie tego okazać i potem też płaczę i
      przepraszam.... Oj, ci nasi bliscy mają oni z nami....
      Acha, moi rodzice są po siedemdziesiątce. Mieszkają daleko (na szczęście dla
      nich, tak myślę)
    • maciusik Re: Rodzice... 26.10.07, 03:59
      Moj ojciec nigdy nikogo nie staral sie zrozumiec.Reakcja na moja przedluzajaca
      sie chorobe byl krzyk-ile to jeszcze moze trwac!Jak go znam,to wsciekl sie,ze
      ciagle wydaje pieniadze na leki...








      Moj ojciec-na moja przedluzajaca sie chorobe zareagowal zloscia-ile to jeszcze
      moze trwac-krzyczal.Chodzilo mu o to,ze wciaz musze wydawac pieniadze na
      leki...Coz-syna nie ma i jeszcze taka corka mu sie trafila...To wspaniale,ze
      macie dobrych rodzicow,albo partnerow.Ja-sama wsrod tlumu.Dlatego ciesze sie,ze
      trafilam do Was na forum.Dziekuje,ze jestescie...







      • maciusik Re: Rodzice... 26.10.07, 04:03
        Przepraszam za 2 wpisy-nacisnelam omylkowo enter smile
    • gosica27 Re: Rodzice... 26.10.07, 06:10
      Hej! Moi rodzice są po 50-ce i są kochani. Rozumieją moją chorobę,
      bo widzieli, co się ze mną działo, kiedy przechodziłam przez piekło
      depresji, czy mani. Mama czyta nawet fachowe lektury, króre czasem
      jej podrzucam. Wspierają mnie i opiekuja sie mna smile

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka