Moja końcówka roku 2007, święta, Sylwester - wszystko to było radosne, udane,
spędzone z najbliższymi i z przyjaciółmi.
Dziś jest już 02.01.08 a ja jednocześnie boję się tego roku i cieszę. Mam
jasne plany i cele ale jest we mnie jakiś lęk... że choroba wróci, że pogrążę
się w obezwładniającej depresji, że nic z moich planów sie nie zrealizuje. Lęk
o najbliższych, o ich zdrowie, o ich pomyślnośc.
"Po burzy zawsze przychodzi słońce" ale czy koniecznie po słońcu musi przyjśc
burza??? Zastanawiam się... boję się cieszyc się z tego co jest obecnie
ponieważ znając życie za jakiś czas fortuna się odwróci

Nie chodzi przecież
tylko o ewentualny nawrót choroby, ale o to, że w życiu nigdy nie jest zawsze
tylko dobrze

Przysłowiowe 7 lat chudych, siedem tłustych... 4 miesiące
super, reszta roku problemy.
świadomośc, że jeśli teraz jest dobrze to za jakiś czas będzie źle bardzo mnie
niepokoi. życie...
Czy często zastanawiacie się nad przyszłością?